- Opowiadanie: AngieL - Cisza, której nie potrafiłem znieść

Cisza, której nie potrafiłem znieść

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Cisza, której nie potrafiłem znieść

Uniósł kubek i potrząsnął nim. Usłyszał, jak na dnie chlupocze napój. Wypił, wykrzywiając twarz. Kawa była niesmaczna, ale potrzebował jej. Przed nim była jeszcze długa droga.

Kiedy napój się skończył, wyrzucił kubek przez okno. Tak po prostu. Od niechcenia. W samochodzie panowała zupełna cisza. Nie miał nikogo, z kim mógłby porozmawiać, żeby nie móc koncentrować się na coraz większym zmęczeniu. Nacisnął przycisk ON radia. Wyświetlacz zabłysnął na niebiesko, mrugnął i zgasł. Kierowca uderzył pięścią w urządzenie. Radio włączyło się. W samochodzie rozbrzmiała muzyka. Z początku jedynie słuchał, po chwili zaczął nucić. Wyłączył jednak radio, kiedy jedna z piosenek przypomniała mu o wujku. Pokręcił głową. Dlaczego musiał mi to zrobić?, pomyślał.

Kawa nie wywołała pożądanego efektu. Wręcz przeciwnie. Oczy kierowcy mimowolnie się zamknęły, dłonie ześlizgnęły się z kierownicy. Gwałtownie podniósł głowę, czując, że samochód zjeżdża z obranej drogi. Zobaczył znak, wskazujący na parking. Musiał się zatrzymać. Odpocząć choć na chwilę. Skręcił w prawo. Zatrzymał samochód. Obniżył siedzenie i zasnął.

 

Na szybach pojawiły się liczne wzory wykonane przez mróz. Z ust głęboko oddychającego Erika wydobywała się para przy każdym wydechu. Zmiana temperatury sprawiła, że się obudził. Stuknął palcem w okno. Pieprzona zima, pomyślał.

Kiedy otworzył drzwi samochodu, zobaczył grubą warstwę śniegu. Wyszedł i wypróżnił się. Na pożegnanie kopnął śnieg, zakrywający trawnik. Na parkingu rozległ się dźwięk metalowych części uderzających o siebie. Naruszony śnieg z powrotem uformował się w gładką warstwę.

Wrócił z powrotem do samochodu. Uruchomił go. Włączył program wspomagający topnienie szronu oraz radio.

-… kontrola pogody. Proszę mi powiedzieć, skąd wziął się pomysł.

Przełączył na inną stację. Rozbrzmiała muzyka. Ciepły głos śpiewającego uspokajał, sprawiał, że natłok myśli natychmiast znikał. Kolejny raz piosenka przypomniała mu o wujku. Gdybym się z nim przeprowadził…

Kiedy większa część przedniej szyby stała się przejrzysta, wyruszył w dalszą drogę. Mijał ośnieżone pola, łąki, lasy. Wszystko wyglądało na nieruchome, spokojne. Szczególnie teraz. Późnym wieczorem, kiedy na drodze nie było wiele aut.

Z daleka zauważył kobietę stojącą obok samochodu. Machała rękoma. Postanowił, że się zatrzyma.

– Dobry wieczór! – odezwał się, idąc w kierunku samochodu kobiety.

– Dobry wieczór! – odpowiedziała. – Czy… Czy mógłby mi pan pomóc? – Uśmiechnęła się. Miała gładką twarz i duże niebieskie oczy. Spięte włosy odsłaniały tatuaż za uchem. Była to jej data urodzenia. Dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści… Jezu, 67 lat.

– Co się stało? – zapytał.

– Rozładował się.

– Nie ma pani generatora ze sobą?

Pokręciła głową. Wrócił do samochodu. Wyciągnął generator prądu i podłączył do silnika auta kobiety.

– Jak pan ma imię? – zapytała, widocznie skrępowana milczeniem.

– Erik.

– Ja Dalia. – Podała mu dłoń, którą chwycił i lekko uścisnął.

– Gdzie pan jedzie?

Spojrzał na nią, lekko mrużąc oczy. Było w niej coś odpychającego.

– Do Otium.

– Co pana tam sprowadza? Przecież to miasto jest…

– Już się naładował. – Unikając wzroku kobiety, odłączył generator i odniósł do swojego samochodu. Chciał wsiąść i jak najszybciej ruszyć w drogę, ale Dalia chwyciła go za rękę.

– Jeszcze jedna prośba. Jeśli pan zobaczy moją córkę, proszę powiedzieć jej, że…

– Tak?

– Że za nią tęsknię.

– Jak ma na imię?

– Emma… Emma Niro.

– Powiem.

– Niech pan uważa na siebie. To miasto może być niebezpieczne. Szerokiej drogi.

– Szerokiej drogi.

Erik odjechał z piskiem. Czuł w ustach gorzki smak, jakby minutę temu zwymiotował. Chciał porozmawiać z tą kobietą. Opowiedzieć coś o sobie, ale nie mógł powstrzymać odpychającego uczucia na widok ludzi, którzy próbowali wszystko kontrolować. Pogoda, wygląd, proces starzenia. Tak być nie powinno. Próbował skupić się na swoim celu. Na mieście Otium i mieszkaniu wujka, które od dłuższego czasu było puste.

 

Emma znajdowała się dużej klasie. Siedziała pośród uczniów. Jedni uśmiechali się, drudzy nerwowo stukali palcami w ławki. Chłopacy mieli na sobie garnitury, z kolei dziewczyny – sukienki. Każdy czekał aż nauczyciel stojący z przodu wywoła jego imię.

Po długim wyczekiwaniu Emma usłyszała swoje. Odebrała świadectwo i wręczyła kwiaty. Spojrzała na kawałek papieru, który trzymała w drżącej dłoni. Widniały na nim nazwy przedmiotów, a obok liczby. Liczby, które były tak ważne, że wyznaczały przyszłość, definiowały ilość posiadanej wiedzy. Liczby, które nie powinny mieć znaczenia.

Emma uśmiechnęła się na widok swoich dobrych ocen. Cała praca nie poszła na marne. Mogła zgłosić się na wymarzone studia. Wróciła na miejsce, ściskając mocno róg świadectwa. Krzesła, ludzie, ściany. Wszystko zaczęło być niewyraźne. Klasa pogrążyła się w ciemności.

 

Kiedy przyjechał do miasta, była jeszcze noc. Na ośnieżonych uliczkach nie widział żadnych przechodniów. W oknach wielu mieszkań były zawieszone lampki, rozświetlając różnymi kolorami ulice. Obok jednego ze sklepów przejeżdżał robot. Powoli. Czarną barwą wyróżniał się pośród śniegu. Szufelką odgarniał biały puch. Erik, okrążając rondo, podziwiał figurę śnieżynki zajmującej prawie całą wysepkę. Skręcił w prawo. Po chwili znalazł się pod mieszkaniem wujka.

Wyszedł z samochodu i spojrzał na budynek. Był raczej niski. Szary. Zwykły. Na co dzień nie zauważalny. Wziął głęboki oddech. Najwyższy czas, żeby tam wejść, pomyślał.

Otworzył drzwi i wspiął się po schodach na ostatnie piętro. Wszedł do mieszkania. Spojrzał na zakurzone meble. Zdjęcia, na które już nikt nie patrzył. Telewizor, którego nikt nie włączał od dłuższego czasu. Po raz pierwszy w życiu Erik zatęsknił. Zatęsknił tak bardzo, że poczuł ucisk w gardle, łzy napłynęły do oczu. Zdjął kurtkę i rzucił ją na ziemię. Poszedł do sypialni, gdzie położył się i zasnął.

 

– …Tylko tak mogę poczuć się wolnym.

Emma przyglądała się mężczyźnie, siedzącym obok. Czarna broda, długie włosy, brązowe oczy. Uwielbiała jego wygląd, sposób mówienia i to, jak spoglądał na świat.

Odwróciła głowę. Zobaczyła słońce znikające za horyzontem. Lekko falująca woda odbijała promienie słoneczne. Pod sobą czuła ciepły piasek. Dziwne, pomyślała. Zupełnie zapomniałam, że tu jestem.

Kolejny raz spojrzała na mężczyznę. Uśmiechnęła się. Wiedziała, że jest tym jedynym, że chce spędzić z nim resztę życia.

 

Rankiem rozsunął zasłony u wszystkich okien. Zatrzymał się w pokoju dziennym, skąd zaczął obserwować ulicę. Roboty jeździły tam i z powrotem. Pojawiło się paru przechodniów. Jedni przykuli jego uwagę. Wyglądali na starszą parę. Szli powoli, jakby rozkoszowali się każdym krokiem. Zniknęli za zakrętem. Po przeciwnej stronie zobaczył ich znowu, jakby w ciągu sekundy zmienili swoje położenie. Erik przetarł oczy. Jestem chyba jeszcze zmęczony.

Odświeżył się i wyszedł z mieszkania. Błądził przez jakiś czas, dopóki nie znalazł sklepu, którego potrzebował. Wzrokiem przeszukiwał półki. W końcu trafił na środki czyszczące. Zabrał je do kasy.

– Dzień dobry! – powitał szczupłego sprzedawcy. Mężczyzna nie odpowiedział, lecz uśmiechnął się. Kiedy skasował produkty, obrócił mały monitor, na którym była widoczna cena. Sprzedawca nie wypowiedział ani jednego słowa. Erik ze zdziwieniem zapłacił i wyszedł. Przed sklepem spojrzał w prawo i lewo, nie wiedząc, dokąd iść. Jestem głodny.

– Witam! W czym panu pomóc? – odezwał się pobliski robot, lekko przechylając metalową głowę.

– W sumie to… Yyyh… Szukam miejsca, gdzie mógłbym coś zjeść.

– Jaki rodzaj jedzenia pan preferuje? Indyjskie…

– Po prostu zaprowadź mnie tam, gdzie jest najbliżej.

– Poprowadzę pana.

– Yyyh… Dzięki

Robot skręcił w jedną z uliczek i wskazał ręką na restaurację. Erik, patrząc przez okno, zauważył mnóstwo ludzi. Prawie każdy stolik był zajęty. Wszedł do środka. Spodziewał się gwaru lub chociaż cichych rozmów. Zastała go cisza. Może niezupełnie. Nadal słychać było stukanie sztućców o talerze. Nie usłyszał jednak żadnego ludzkiego głosu. Co się tu dzieje?

Do Erika podeszła jedna z kelnerek. Niska, szczupła, z dużymi niebieskimi oczyma. Na zawieszonej na piersi plakietce widniało imię „Emma”. Skąd ja znam to imię? I te oczy? Podała mu jadłospis i odeszła bez słowa. Po chwili odebrała jego zamówienie, znowu nie mówiąc ani słowa.

Czekając na jedzenie, Erik czuł się niekomfortowo. Dźwięk sztućców. Brak rozmów. Cisza wprawiała go w zakłopotanie. Gdzie ja, do cholery, jestem? Rozglądając się po sali, zauważył, że każdy miał przyczepione małe czarne urządzenie za uchem. Co to jest? Kiedy kelnerka przyniosła jedzenie, przypomniał sobie o złożonej obietnicy. Czy to na pewno ona?

– Pani mama, Dalia, przekazuje pozdrowienia dla pani. – Zaryzykował.

Dziewczyna utkwiła w nim wzrok. Poruszyła lekko ustami, ale nie powiedziała nic. Uśmiechnęła się i odwróciła. Erik w ostatniej chwili chwycił ją za rękę.

 – Proszę, powiedz mi, co się tu dzieje. – Kolejny raz uśmiechnęła się i odeszła.

Zjadł szybko posiłek i wyszedł. W drodze do domu zwrócił uwagę na przechodniów, którzy również ze sobą nie rozmawiali. Przyspieszył. Zatrzymał się dopiero przy swoim samochodzie. Otworzył bagażnik.

– W czym mogę pomóc? – Za plecami Erika pojawił się robot.

– Dziękuję. Nie trzeba… Dam sobie radę.

Robot ukłonił się lekko i odjechał. Erik wyciągnął z bagażnika parę pudełek i zaniósł je do mieszkania.

Przygotował ścierkę i płyn dezynfekujący. Zaczął czyścić mieszkanie. Zaczął od kuchni. Wyrzucił przeterminowane jedzenie, spakował garnki, naczynia, sztućce do pudełka. To samo zrobił w innych pomieszczeniach. Niepotrzebne rzeczy zostały wyrzucone, a reszta, ta cenniejsza, zapakowana.

 

Emma wysiadła z samochodu. Wyjęła zakupy i zaniosła do domu. Kiedy zdejmowała kurtkę, podszedł do niej mąż. Objął ją i ucałował. Nigdy się nie zmieni, pomyślała. Dotknął jej brzucha. Zdziwiona zaczęła przyglądać się odbiciu w lustrze. Brzuch był duży i okrągły. Jak mogłam zapomnieć, że jestem w ciąży?, pomyślała.

– Jak się czujesz? – zapytał.

– Dobrze. – Uśmiechnęła się.

Oboje usłyszeli dzwonek do drzwi. Kiedy otworzyła, zobaczyła mamę. Jak zawsze wyglądała młodo. Jej duże, niebieskie oczy wręcz błyszczały z radości.

– Och, Dalia, jesteś wreszcie – odezwał się mąż Emmy. – Wejdź do środka.

Nagle usłyszała słowo: „mama”. Bardzo wyraźnie. Odwróciła się. Zobaczyła stolik w restauracji, przy którym siedział młody mężczyzna. Wiercił się na krześle, jakby czuł się niekomfortowo. Zamknęła oczy. Otworzyła. Znowu znalazła się w korytarzu swojego domu.

 

Sprzątając pokój dzienny, natknął się na małe pudełeczko. Widniał na nim napis „Wspomnienia”. Oglądając zawartość, Erik znalazł parę rodzinnych zdjęć, papierowe pocztówki i parę płyt CD. Uśmiechnął się. Wujek uwielbiał zbierać rzeczy, które wychodziły z użytku. Pośród płyt znajdowała się jedna zatytułowana „Ostatnie wspomnienie. Jego pamiętnik. Zaczął szukać odtwarzacza. Znalazł go głęboko ukrytego w szafie sypialnianej. Podłączył urządzenie do gniazdka i włożył płytę. Nacisnął przycisk ON. Cisza. Odtwarzacz nie włączył się. Nacisnął jeszcze raz. Po chwili uderzył w urządzenie. Włącz się, ty chol… Usłyszał krótki dźwięk. Wyświetlacz rozświetlił się na niebiesko. Płyta CD zaczęła się kręcić. Po chwili w pokoju rozbrzmiał głos wujka:

– Zastanawiałem się dość długo nad tym, co tak naprawdę powinienem powiedzieć. Muszę wiele wyjaśnić, a i tak pewnie wiele spraw pozostanie niewyjaśnionych. – Przerwa. – Pierwsza rzecz… Kocham Erika. Kocham Erika jak własnego syna. Dlatego, że go kocham było mi przykro, kiedy… Kiedy… Powiedział, że nie chce się ze mną przeprowadzić. Chciałem, żeby zamieszkał w Otium. W pobliżu mnie. Po prostu bałem się, że go stracę. Śmierć jego ojca, mojego brata… To było dla mnie za wiele. Ja… Ale ja zrozumiałem. Miał swoje życie. I właściwie ta przeprowadzka była moim głupim pomysłem, błędem. To ja powinienem przy nim zostać. Chciałbym naprawdę, żeby Erik się nie obwiniał. Cokolwiek ze mną się stało, to tylko mój błąd. Nie jego. – Długa przerwa. – Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto powie Erikowi, kto pozwoli mu zrozumieć, że nie powinien się obwiniać. – Nie było nikogo. – Mogę sobie jedynie wyobrazić reakcję Erika na moje pożegnalne nagranie. Oby doszło na czas. Pewnie osądzi mnie z milion razy. Jak mógł mi to zrobić? To pytanie chyba będzie dość często pojawiało się w jego głowie… No właśnie. Jak? Przecież uwielbiałem żyć. Zawsze uwielbiałem obserwować śnieg. Nawet jeśli był sztuczny. Uwielbiałem pływać, podróżować, przebywać z Erikiem. Uwielbiałem jeść pierniczki jego mamy. A potem… A potem popełniłem błąd. Przeprowadziłem się do Otium – O czym on mówi? – To miasto naprawdę tętniło życiem. Te wszystkie restauracje i małe sklepy. Zakochałem się. Po prostu. Ale… No właśnie. Ale. Pewnego dnia roboty zaczęły oferować małe urządzenia. Naprawdę małe. I czarne. Obiecywali. Obiecywali wszystko. Wiedzę, pieniądze, spełnienie wszystkich marzeń. Wszystko. Wreszcie pojawiła się szansa. Kontrolujemy wygląd czy pogodę. Wreszcie pojawiła się szansa na kontrolę nad własnym losem. Czasami świat potrafi być okrutny, potrafi sprawić, że czujesz się nikim. Ci, którzy się tak czuli, wzięli to od razu. – Nagranie zamilkło. Po dłuższej chwili Erik usłyszał pojedyncze słowa lub zdania. – …wybierali… zachowywali pozory… nie pozwolili… jestem sam i nie potrafię znieść już tej ciszy… Kocham… – Erik usłyszał strzał. Rozbrzmiał odgłos ludzkich kroków, następnie robotów, ciągnących coś ciężkiego po ziemi, a na końcu dźwięk uderzających o siebie przedmiotów, chlupoczącej wody i starego odkurzacza.

Kiedy Erik usłyszał strzał, odskoczył i potknął się o wiaderko. Poczuł ścisk w gardle. Nie mógł złapać oddechu. Muszę stąd jak najszybciej wyjechać! Spakował ostatnie rzeczy do pudełek. Zaniósł je do samochodu i wrzucił do bagażnika. Obrócił się. Zobaczył robota z lekko przechyloną głową.

– W czym mogę pomóc?

– Nie potrzebuję pomocy – odpowiedział Erik zdenerwowanym głosem.

– W czym mogę pomóc? W czym mogę pomóc? W czym mogę pomóc?

Erik zignorował maszynę. Usiadł za kierownicą. Chciał zamknąć drzwi, kiedy podszedł kolejny robot. Trzymał w metalowej dłoni małe, czarne urządzenie.

– Oferujemy…

Erik zatrzasnął drzwi. Ruszył samochodem. Nie zdążył nawet dojechać do końca ulicy, kiedy usłyszał strzał. Samochód zatrzymał się i opadł. Ze wszystkich stron zaczęli nadbiegać ludzie. Dłonie Erika trzęsły się. Oddech stał się szybszy. Bicie serca znacznie przyspieszyło. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, pewien mężczyzna otworzył drzwi samochodu. Wyciągnął Erika siłą. Nie utrzymał go jednak zbyt długo. Erik szamotał się. W końcu się uwolnił. Rozpoznał sprzedawcę, u którego kupił środki czyszczące. Erik uderzył go w twarz. Zaczął uciekać. Rzucił się na niego inny mężczyzna. Erik próbował się bronić. Bił, gryzł, kopał. Ale nic nie pomogło. Mężczyzna usiadł na nim. Naciskał kolanem na plecy.

Erik, leżąc przyciśnięty do ziemi, zobaczył pośród tłumu ludzi dziewczynę. Chwiała się. Rozglądała się na wszystkie strony. Raz po raz chwytała się za głowę, masując ją. Była to kelnerka, którą wcześniej spotkał.

Erik wiercił się, szamotał. Próbował wyrwać się z uścisku. Mężczyzna jednak nie odpuścił. Naciął skórę nad uchem Erika. Przyłożył w tym miejscu małe urządzenie, które zagnieździło się w ranie. Wtedy wypuścił Erika. Ten wstał. Poczuł silny ból głowy. Zrobiło mu się słabo. Chciał uciec, ale zabrakło mu sił. Spojrzał jeszcze raz w miejsce, gdzie znajdowała się dziewczyna. Chodnik, droga, budynki. Wszystko stało się niewyraźne. Ulica wkrótce pogrążyła w ciemności.

 

Wszystko było zamazane. Emma nie mogła skupić wzroku. W jednej chwili znajdowała się w domu, a w drugiej – na przepełnionej ulicy. Czuła, że błądziła. Raz po raz słyszała głos męża. Wiedziała, że chciał powiedzieć coś ważnego. Nigdy jednak nie udało mu się dokończyć zdania.

Czuła silny ból głowy. Zaczęła widzieć rzeczy, miejsca, osoby, które budziły w niej strach. Widziała siebie jako nastolatkę trzymającą w ręku pistolet skierowany w jej własną twarz. Widziała męża leżącego na podłodze pośród krwi.

– Tylko obiecaj mi, że mnie nie opuścisz. – Jej mama stała pośród tłumu ludzi, idących tylko w jednym kierunku. Emma wyciągnęła dłoń. Dalia zniknęła.

Emma śledziła wzrokiem ludzi. Najpierw poruszali się w określonym kierunku. Potem rozeszli na wszystkie strony. Pośród tłumu zobaczyła młodego mężczyznę. Chwiał się. Rozglądał na wszystkie strony. Raz po raz chwytał się za głowę. Po chwili wyprostował się i po prostu odszedł.

Przestała odczuwać ból głowy. To, co widziała wokół siebie, przestało być niewyraźne. Nie wiedziała, gdzie się znajduje, ani kim dokładnie jest. Była jednak pewna, że wybudziła się ze snu, który trwał zbyt długo.

Koniec

Komentarze

Ciekawy pomysł, ale chyba można go było lepiej zaprezentować.

Jasne, że ktoś próbuje uszczęśliwić bohatera na siłę (dosłownie), ale dlaczego? Jakie korzyści odniosą z tego roboty, a jakie ludzie? Dlaczego nikt się nie odzywa? Chętnie powitałabym więcej wyjaśnień. Ale kierunek, w jakim zmierza tekst, bardzo mi się podoba.

Emma przyglądała się mężczyźnie, siedzącym obok.

Coś się gramatyka posypawszy.

Babska logika rządzi!

Popełniasz ten sam błąd, co większość początkujących – owiewasz fabułę tajemnicą do tego stopnia, że nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Skupiasz uwagę czytelnika na nieistotnych drobiazgach (jak wypróżnianie się bohatera), trzymając w rękawie treść fabuły aż do ostatnich akapitów, w których niestety niewiele ciekawego się dzieje.

Każde, nawet najmniejsze opowiadanie przedstawia jakiś dylemat bohatera, ma pokazać, jak poradził sobie z problemem a na końcu ma być morał. Tu tego nie ma. Roboty bohatera “zaczipowały” i co dalej? Co w związku z tym?

Poza tym bardzo niechlujne słownictwo. Pewnie opublikowałaś to na gorąco, tuz po napisaniu?

Uch, masz ewidentnie pomysł na świat, in dubio pro reo zakładam, co więcej, że nazwa Otium jest nieprzypadkowa. Niemniej stopień, w jakim komplikujesz opowiedzenie prostej historyjki, namieszanie różnych stylów i sposobów narracji – to wyższa szkoła jazdy i może warto zacząć od form nieco przynajmniej prostszych. Żeby czytelnik miał po skończonej lekturze w głowie jakiś obraz tego, co chciałaś opowiedzieć.

Bohater też mógłby być nieco bardziej konsekwentny.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jest pomysł, jest niepokojąca aura, a opisywane wypadki zaczynają zaciekawiać. Czytam z nadzieją, że niebawem coś się wyjaśni, ale opowiadanie nagle kończy się, zostawiając mnie z niedomkniętymi wątkami i pytaniem: – O co tu chodzi?

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia – jest tu sporo błędów i usterek, trafiają się źle i nie zawsze czytelnie skonstruowane zdania, że o nie najlepszej interpunkcji nie wspomnę. Powstrzymałam się jednak od zrobienia łapanki, bo zauważyłam, że i tak nie poprawiasz błędów wskazanych palcem, więc szkoda na nią mojego czasu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wróciłem dodać dwa słowa, bo trochę mnie gryzie sumienie, że skrytykowałem twój tekst, a nie zostawiłem żadnej sensownej porady. A uważam, że powinienem, bo Twój tekst zapadł mi w pamięć. No więc dodam:

 

1. Tam, gdzie postawiłaś słowo “koniec”, wg mnie historia dopiero się zaczyna. Chłopak przyjechał do miasta, które jest jakieś dziwne. Funkcjonuje jak jakaś sekta. Ale niech chłopak najpierw odkrywa tajemnice miasta. Niech się zderzy z jego rzeczywistością. Niech to miasto go przytłoczy, niech tam kogoś pozna, zaprzyjaźni się. A gdy prawda zacznie wychodzić na jaw, niech chłopak rozpocznie walkę o przetrwanie. A osoba, ktrą tam poznał – jedyna, na która póki co, może liczyć, niech okaże się być… No właśnie., kim?

 

2. Przygnębienie to niedobre uczucie dla opowieści. Każde inne tak, ale atmosfery przygnębienia należy unikać. Przygnębienie męczy i odstrasza czytelnika. Groza, trwoga, niepokój poruszają.

 

3. Ucz się od mistrzów. Analizuj tekst ulubionych pisarzy. Jakich używają słów? Czasem jedno słowo zastępuje całe zdanie.

 

4.. Naucz się o strukturze tekstu (tzw. „podróż bohatera”) z poradników pisarskich. Ale ja znam tylko dwa dobre. Jeden napisał 2000 lat temu Arystoteles. „Poetyka” – jest w sieci (bodaj na wikipedii). Znajdź i poczytaj.

Drugi to „Jak napisać scenariusz filmowy” Russin-Downs. Nie szkodzi, że scenariusz. Ale w tym poradniku jest wszystko na temat struktury tekstu (czyli „podróży bohatera”) i paru innych przydatnych rzeczy, m.in. autorzy scharakteryzowali różne gatunki, od horrory po komedię, czym się charakteryzują i jak je pisać, żeby widz/czytelnik na nich nie ziewał..

 

Powodzenia dziewczyno! Wiem, że będziesz pisać dalej. Nic Cię nie powstrzyma!

Jest tu pomysł, ale problem jeden – mało wyjaśniasz w tekście. Wbrew pozorom czytelnicy nie lubią super tajemniczych tekstów, zacznie bardziej pociągają ich te, gdzie jest raptem nutka sekretu. Tutaj natomiast padają nazwy, ale nie wszystkie wyjaśniasz. Tworzysz klimat, ale po pewnym czasie siada, bo pytania się piętrzą, ale brak odpowiedzi.

Tak więc zbyt ciemny ten koncert fajerwerków. Ale to, co widać, napawa pewnym optymizmem :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jeden napisał 2000 lat temu Arystoteles. „Poetyka” (…) Drugi to „Jak napisać scenariusz filmowy” Russin-Downs.

Pomiędzy jest jeszcze bardzo przydatna, wbrew pozorom, które może tworzyć tytuł, “Morfologia bajki” Władimira Proppa. Wydana po polsku. O strukturze opowieści, fabuły, doboru bohaterów. I do prozy narracyjnej, a zwłaszcza fantastycznej (ze szczególnym uwzględnieniem fantasy) lepiej przylegająca od Arystotelesa ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nowa Fantastyka