- Opowiadanie: CharliseEileen - Jaźń Koziorożca - Rozdział 1: Przesilenie Koziorożca

Jaźń Koziorożca - Rozdział 1: Przesilenie Koziorożca

Koziorożce, to istoty jednego z dwunastu Znaków Zodiaku. Do niedawna uważali, że wywodzą się spod najjaśniejszej z gwiazd. Dotąd sądzili, że stoją na równi z aniołami. Mylili się. Alessa pochodzi od Koziorożców. To właśnie ona ukaże Wam prawdziwe oblicze Znaku Zodiaku Koziorożca. Oblicze zbrodni, kłamstwa i żądz. Grzechy wieków wyjdą na jaw, a skutki poruszą cały Wszechświat, który Alessa będzie musiała utrzymać na swych barkach. Czy podoła? A może Zodiak Koziorożca zniszczy również ją i obróci w nicość wśród gwiezdnych ławic? Spójrz w niebo, ujrzysz tam o wiele więcej, niż ośmielisz się odczytać. A TY, CO JESTEŚ W STANIE POŚWIĘCIĆ, BY PIERWOTNY KOZIOROŻEC OCALIŁ AKURAT CIEBIE?

Oceny

Jaźń Koziorożca - Rozdział 1: Przesilenie Koziorożca

Rozdział 1: Przesilenie Koziorożca 

 

Klubowa muzyka wypełnia każdy kąt. Potężne basy wibrują w całym moim ciele pulsującymi drgawkami. Moje serce szybko synchronizuje się z ich szybkim rytmem, a jego równe dudnienie czuję aż w czubkach palców u rąk. Przechylam nieznacznie czarny papierowy kubek i biorę łyk gorzkawego alkoholu. Płyn pali gardło płomieniem, który jednak szybko gaśnie. Uśmiecham się, gdy świeże wspomnienie jego smaku łaskocze przyjemnie podniebienie. Czas się trochę zabawić.

Stawiam pewny krok w falującą ścianę ciemnego tłumu tańczących ludzi. Miękko wtapiam się w elastyczną masę ich rozgrzanych ciał. Niczym wąż prześlizguję się pomiędzy nimi, pulsując w rytmie.

Gdy robi się naprawdę ciasno, wiem, że dotarłam na środek sali. Wypijam resztę alkoholu i obojętnie upuszczam pusty kubek prosto pod nogi. Unoszę ręce wysoko nad głowę i pozwalam, by muzyka pochłonęła mnie bez reszty.

Nagle wśród hipnotyzujących błysków zielonych i białych świateł, dostrzegam znajomą sylwetkę Sevii. Dziewczyna zmysłowo balansuje biodrami, a otaczający ją mężczyźni po prostu nie mogą oderwać od niej wzroku. W pewnym momencie podnosi głowę i patrzy w moją stronę. Przyjaciółka, mimo przytłaczającego tłumu, zauważa mnie i z gracją przemyka pomiędzy tańczącymi.

– Niezła impreza, nie? – krzyczy mi w ucho, ile sił w płucach, by klubowe basy nie zagłuszyły jej słów.

Kiwam głową i biorę ją za rękę, żeby jej nie zgubić, gdy zaczynamy przedzierać się w stronę baru. Siadamy przy podświetlonym na biało blacie i wybieramy na chybił trafił jakieś drinki.

– Warto czekać cały rok na Przesilenie. A Gros w końcu ma możliwość się wyszaleć – mówię i kiwam brodą w stronę podwyższenia dla DJ-a, gdzie przy konsoli zajmuje miejsce nasz przyjaciel – Grosger. Jego spocona, ciemna twarz połyskuje wśród reflektorów. Mimo iż na co dzień pełni ważną funkcję przełożonego, dzisiejszego wieczoru bawi się z resztą.

Sevia śmieje się i pociąga duży łyk swojego drinka koloru intensywnie chemicznego błękitu. Przełyka i krzywi się, przykładając dłoń do twarzy.

– Okropieństwo – orzeka, odsuwając od siebie napój na odległość ramienia. – Chodź, nie będziemy przecież siedzieć, gdy inni się bawią. Wystarczy, że Vigg podpiera ścianę.

Patrzę w najciemniejszy kąt sali, w chwili gdy oświetla go biały reflektor. Tam, samotnie oparta o głośnik, czai się moja przyjaciółka Vigg. Światło odbija się krótkim błyskiem od jej nieprzeniknionych oczu, tak że przez moment wygląda naprawdę groźnie, jak dziki zwierz. Już dawno temu przez wszystkich jednogłośnie została okrzyknięta dziwaczką. Nikogo nie próbowała przekonywać, że jest inaczej.

Mimo to, lubię ją. Uśmiecham się do niej, a ona w odpowiedzi wykrzywia wargi w blady półksiężyc, który słabo imituje uśmiech. Zaraz potem dziewczyna odwraca wzrok, a ja pozwalam, by Sevia pociągnęła mnie za sobą z powrotem w tłum imprezowiczów.

Stajemy na parkiecie i w tym momencie Gros puszcza świetny kawałek. Unosimy ręce wysoko nad głowy. Sevia wiruje obok mnie, a jej rdzawe puszyste loki skaczą wokół jej odkrytych ramion, jakby żyły własnym życiem. Nie chcę, by ta noc kiedykolwiek się skończyła.

Każdy z nas w pełni korzysta z zabawy towarzyszącej jednemu w roku takiemu wydarzeniu – Przesileniu Zimowemu, kiedy Słońce w zenicie znajduje się nad najbardziej wysuniętym na południe miejscem na Ziemi, czyli nad zwrotnikiem Koziorożca. Naszym zwrotnikiem. Tej jednej nocy w roku, my – Koziorożce, niezależnie od zajmowanej pozycji w społeczności, spotykamy się na tej imprezie zorganizowanej dla nas wszystkich, podczas której świętujemy istnienie naszego Znaku Zodiaku.

Koziorożce Opiekuni, czyli tacy jak Vigg, czy ja, spędzają czas z wyższymi rangą Koziorożcami Mądrości, których przedstawicielami są Sevia i Gros. Nie przejmujemy się, czy ktoś jej naszym szefem, czy podwładnym. Po prostu dobrze się bawimy.

Uwielbiam czas Przesilenia, jednak mimo wszystko trudno mi nie myśleć o moim Podopiecznym. Jako Opiekun sprawuję nieustanną fizyczną pieczę nad człowiekiem, którego przydzielił mi sam Zodiak Koziorożca, ten od którego wszystko się zaczęło. Jak każdy Koziorożec mojego rodzaju, bardzo przejmuję się losem tego, którym się opiekuję, dlatego też nawet na najlepszej imprezie nie zapominam o moich obowiązkach. Także teraz, podczas największego przyjęcia w roku, moje myśli błądzą gdzieś pomiędzy parkietem, a Podopiecznym.

Nagle ktoś od tyłu zakrywa mi oczy ciepłymi dłońmi.

– Corll, rozmażesz mi makijaż! – śmieję się. Mój głos od razu niknie wśród basów zabawy.

Odwracam się w stronę blondyna. Mój przyjaciel uśmiecha się rozbrajająco. Na krótko spogląda w kierunku Sevii, która od razu przestaje tańczyć. Wita się z nią jedynie szybkim skinieniem głowy. Dziewczyna puszcza do niego perskie oko, jednak to sympatyczne przywitanie mocno kontrastuje z jej zaciśniętymi wargami i rękami skrzyżowanymi na piersiach. Żadne z nich nigdy się nie przyznało, jednak ja widzę między nimi niechęć. Nikomu nie życzę, aby dwójka jego przyjaciół wyraźnie wzajemnie za sobą nie przepadała.

Corll bierze mnie za rękę i odciąga od Sevii, która przez chwilę nas obserwuje, po czym wzrusza ramionami, macha do mnie na pożegnanie i znika w tłumie, odchodząc tanecznym krokiem.

– Znowu to zrobiłeś! – mówię do niego z pretensją.

– Niby co takiego? – Corll robi minę niewiniątka i zaczyna poruszać się w takt muzyki.

– Tańczyłam z Sevią. Mogliśmy chociaż na chwilę z nią zostać.

– Czym się przejmujesz? Zaraz kogoś sobie znajdzie na zastępstwo. Może też poniańczyć Vigg. Z tego co widziałem, nasza sztywniaczka nie bawi się najlepiej, z resztą jak zawsze. – Mój przyjaciel przyciąga mnie bliżej do siebie. W jego szmaragdowych oczach Koziorożca dostrzegam dziwny błysk.

Niespodziewanie muzyka zwalnia, tworząc niezwykle intymny klimat. Zielone światła gasną i zostają jedynie punktowe błyski jasnych reflektorów. Corll przyciąga mnie do siebie jeszcze mocniej, przez co czuję się trochę niepewnie. Przyjaciel z pewnością wyczuwa moje speszenie, ale nie zwalnia uścisku. Stoimy tak przytuleni w morzu falujących wolno par. Przymykam oczy i wdycham jego zapach. Znam tę woń od zawsze. Tuż przy ciele jest intensywna, promieniuje ku mnie wilgocią i ciepłem. Przywodzi na myśl cierpki cynamon i słodkie jabłko oraz wytrawną nutkę starego tytoniu.

Długo milczymy jak zaklęci. Corll obejmuje mnie ramionami, a ja ledwie muskam jego skórę. Mój policzek owiewa jego gorący oddech. Mam wrażenie, że ten taniec nie jest tak niezobowiązujący, jakbym tego chciała. Domyślam się, że kryje się za nim coś jeszcze. Czuję się niepewnie z tą myślą. W głowie przeglądam urywki wspomnień, szukając chwili, w której powinnam się zorientować, że… 

Chłopak odsuwa się ode mnie na tyle, by spojrzeć mi w oczy. Moje tęczówki, takie jak każdego innego Koziorożca, mają identyczny odcień zieleni co jego, dlatego mam niewygodne wrażenie, że patrzę sama na siebie w ten magnetyczny sposób. Uśmiecha się delikatnie, tak jak jeszcze nigdy i zakłada mi kosmyk za ucho. Zwyczajny gest, jednak jego palce zbyt długo pozostają na moim policzku. Corll bierze wdech. Nie jestem pewna, czy chcę usłyszeć to, co ma mi do powiedzenia. Odruchowo cała się spinam.

– Muszę ci coś powiedzieć, ja…

Krótki szum zagłusza jego słowa. Cienka igła bólu przemyka przez mój umysł niczym świszczący grot strzały. Tracę poczucie własnego ciała, jakbym była w wielu miejscach jednocześnie, umysłem rozszczepiona gdzieś pomiędzy nimi. Słyszę wilgotny trzask łamanych kości, lecz nie czuję bólu. Przed oczami widzę mglistą jasność. Przez chwilę błądzę ślepo spojrzeniem naokoło. Ale wtedy wzrok wraca i znów widzę normalnie. Z ulgą rozluźniam napięte mięśnie, gdy na powrót mam ich pełną świadomość.

– Ej, wszystko w porządku? – Corll podtrzymuje mnie, a na jego czole dostrzegam pionową zmarszczkę niepewności.

Biorę głęboki wdech i słyszę w uszach, jak powietrze przepływa mi przez krtań do płuc. Wypuszczam powietrze i słyszę ten sam dźwięk, tylko o wiele cichszy. Czuję własny ciężar oparty na kręgosłupie i barkach.

 Mrugam, by ostatecznie pozbyć się reszty mroczków pod powiekami.

– Nic mi nie jest. Chyba jednak za dużo dziś wypiłam. Przepraszam, nie dosłyszałam, co mówiłeś – próbuję z twarzą wybrnąć z niezręcznej sytuacji.

Kątem oka dostrzegam kilka osób obserwujących całe zdarzenie. Jest jednak zbyt ciemno i zbyt tłoczno, żeby przejmować się tym na poważnie. Na szczęście w cieniu jesteśmy praktycznie anonimowi.

Corll przygryza dolną wargę. Oczy odwracają się od nas pomału. Wszystko wraca do normy. Nic się nie stało. Mój przyjaciel spogląda na mnie uważnie, jakby oczekiwał, że jednak zemdleję. Potrzebuje jeszcze chwili przekonywania, że naprawdę czuję się dobrze. Dopiero wtedy opiera dłonie na moich biodrach i pochyla się ku mnie na odległość parunastu centymetrów. Robię krok w tył, ale chłopak silną ręką trzyma mnie tak, żebym się nie odwróciła.

– Wiesz, że odliczałem dni do tego wieczoru? Długo planowałem, jak ci to powiedzieć. Głupio to brzmi, ale chcę, żebyś wiedziała, że… Alessa, co jest?

Całym moim ciałem porusza nagle niekontrolowany spazm kaszlu. Odruchowo sięgam dłonią do ust, a gdy ją odsuwam, na palcach lśni ciemna smuga. Krew..? Patrzę na Corlla z przerażeniem.

W jego oczach dostrzegam pustkę zaskoczenia. Sekundę później przeraźliwy ból zgina mnie w pół, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Bez sił osuwam się na kolana. Lodowate zimno owiewa moją skórę, gdy momentalnie kostnieją mi palce dłoni. Ból jest nie do zniesienia. Mam wrażenie, że ktoś dźga mnie brutalnie w brzuch rozgrzanym do białości sztyletem. W drgawkach dławię się własną krwią, która smakuje gorącym metalem i czymś zaskakująco słodkim. Mam otwarte szeroko oczy, boję się choćby mrugnąć. Boję się ciemności. Słyszę przytłumione dźwięki, ale nie rozpoznaję głosów. Z trudem łapię powietrze. Wszędzie czuję swoją krew. Jej smak i zapach. W płucach, ustach, nawet oczach. Topię się w niej.

W pewnej chwili głowa wydaje mi się cięższa, a ramiona układają się inaczej, choć nie poruszyłam się. Spomiędzy niezrozumiałych syków i trzasków, które mnie otaczają, wyłania się nagle twardy głos Corlla i rozmazany fragment jego twarzy.

– Alessa, wytrzymaj! Wytrzymaj jeszcze trochę.

To nie jest prośba. To jest rozkaz.

 

C.Eileen

Koniec

Komentarze

Napisane przyzwoicie. Trudno ocenić historię po tak krótkim fragmencie. Postacie wciąż pozostają zagadką, podobnie świat przedstawiony. Ale chyba ma to jakiś potencjał.

Nowa Fantastyka