- Opowiadanie: CharliseEileen - Jaźń Koziorożca - Rozdział 1: Przesilenie Koziorożca

Jaźń Koziorożca - Rozdział 1: Przesilenie Koziorożca

Koziorożce, to istoty jednego z dwunastu Znaków Zodiaku. Do niedawna uważali, że wywodzą się spod najjaśniejszej z gwiazd. Dotąd sądzili, że stoją na równi z aniołami. Mylili się. Alessa pochodzi od Koziorożców. To właśnie ona ukaże Wam prawdziwe oblicze Znaku Zodiaku Koziorożca. Oblicze zbrodni, kłamstwa i żądz. Grzechy wieków wyjdą na jaw, a skutki poruszą cały Wszechświat, który Alessa będzie musiała utrzymać na swych barkach. Czy podoła? A może Zodiak Koziorożca zniszczy również ją i obróci w nicość wśród gwiezdnych ławic? Spójrz w niebo, ujrzysz tam o wiele więcej, niż ośmielisz się odczytać. A TY, CO JESTEŚ W STANIE POŚWIĘCIĆ, BY PIERWOTNY KOZIOROŻEC OCALIŁ AKURAT CIEBIE?

Oceny

Jaźń Koziorożca - Rozdział 1: Przesilenie Koziorożca

Rozdział 1: Przesilenie Koziorożca 

 

Klubowa muzyka wypełnia każdy kąt. Potężne basy wibrują w całym moim ciele pulsującymi drgawkami. Moje serce szybko synchronizuje się z ich szybkim rytmem, a jego równe dudnienie czuję aż w czubkach palców u rąk. Przechylam nieznacznie czarny papierowy kubek i biorę łyk gorzkawego alkoholu. Płyn pali gardło płomieniem, który jednak szybko gaśnie. Uśmiecham się, gdy świeże wspomnienie jego smaku łaskocze przyjemnie podniebienie. Czas się trochę zabawić.

Stawiam pewny krok w falującą ścianę ciemnego tłumu tańczących ludzi. Miękko wtapiam się w elastyczną masę ich rozgrzanych ciał. Niczym wąż prześlizguję się pomiędzy nimi, pulsując w rytmie.

Gdy robi się naprawdę ciasno, wiem, że dotarłam na środek sali. Wypijam resztę alkoholu i obojętnie upuszczam pusty kubek prosto pod nogi. Unoszę ręce wysoko nad głowę i pozwalam, by muzyka pochłonęła mnie bez reszty.

Nagle wśród hipnotyzujących błysków zielonych i białych świateł, dostrzegam znajomą sylwetkę Sevii. Dziewczyna zmysłowo balansuje biodrami, a otaczający ją mężczyźni po prostu nie mogą oderwać od niej wzroku. W pewnym momencie podnosi głowę i patrzy w moją stronę. Przyjaciółka, mimo przytłaczającego tłumu, zauważa mnie i z gracją przemyka pomiędzy tańczącymi.

– Niezła impreza, nie? – krzyczy mi w ucho, ile sił w płucach, by klubowe basy nie zagłuszyły jej słów.

Kiwam głową i biorę ją za rękę, żeby jej nie zgubić, gdy zaczynamy przedzierać się w stronę baru. Siadamy przy podświetlonym na biało blacie i wybieramy na chybił trafił jakieś drinki.

– Warto czekać cały rok na Przesilenie. A Gros w końcu ma możliwość się wyszaleć – mówię i kiwam brodą w stronę podwyższenia dla DJ-a, gdzie przy konsoli zajmuje miejsce nasz przyjaciel – Grosger. Jego spocona, ciemna twarz połyskuje wśród reflektorów. Mimo iż na co dzień pełni ważną funkcję przełożonego, dzisiejszego wieczoru bawi się z resztą.

Sevia śmieje się i pociąga duży łyk swojego drinka koloru intensywnie chemicznego błękitu. Przełyka i krzywi się, przykładając dłoń do twarzy.

– Okropieństwo – orzeka, odsuwając od siebie napój na odległość ramienia. – Chodź, nie będziemy przecież siedzieć, gdy inni się bawią. Wystarczy, że Vigg podpiera ścianę.

Patrzę w najciemniejszy kąt sali, w chwili gdy oświetla go biały reflektor. Tam, samotnie oparta o głośnik, czai się moja przyjaciółka Vigg. Światło odbija się krótkim błyskiem od jej nieprzeniknionych oczu, tak że przez moment wygląda naprawdę groźnie, jak dziki zwierz. Już dawno temu przez wszystkich jednogłośnie została okrzyknięta dziwaczką. Nikogo nie próbowała przekonywać, że jest inaczej.

Mimo to, lubię ją. Uśmiecham się do niej, a ona w odpowiedzi wykrzywia wargi w blady półksiężyc, który słabo imituje uśmiech. Zaraz potem dziewczyna odwraca wzrok, a ja pozwalam, by Sevia pociągnęła mnie za sobą z powrotem w tłum imprezowiczów.

Stajemy na parkiecie i w tym momencie Gros puszcza świetny kawałek. Unosimy ręce wysoko nad głowy. Sevia wiruje obok mnie, a jej rdzawe puszyste loki skaczą wokół jej odkrytych ramion, jakby żyły własnym życiem. Nie chcę, by ta noc kiedykolwiek się skończyła.

Każdy z nas w pełni korzysta z zabawy towarzyszącej jednemu w roku takiemu wydarzeniu – Przesileniu Zimowemu, kiedy Słońce w zenicie znajduje się nad najbardziej wysuniętym na południe miejscem na Ziemi, czyli nad zwrotnikiem Koziorożca. Naszym zwrotnikiem. Tej jednej nocy w roku, my – Koziorożce, niezależnie od zajmowanej pozycji w społeczności, spotykamy się na tej imprezie zorganizowanej dla nas wszystkich, podczas której świętujemy istnienie naszego Znaku Zodiaku.

Koziorożce Opiekuni, czyli tacy jak Vigg, czy ja, spędzają czas z wyższymi rangą Koziorożcami Mądrości, których przedstawicielami są Sevia i Gros. Nie przejmujemy się, czy ktoś jej naszym szefem, czy podwładnym. Po prostu dobrze się bawimy.

Uwielbiam czas Przesilenia, jednak mimo wszystko trudno mi nie myśleć o moim Podopiecznym. Jako Opiekun sprawuję nieustanną fizyczną pieczę nad człowiekiem, którego przydzielił mi sam Zodiak Koziorożca, ten od którego wszystko się zaczęło. Jak każdy Koziorożec mojego rodzaju, bardzo przejmuję się losem tego, którym się opiekuję, dlatego też nawet na najlepszej imprezie nie zapominam o moich obowiązkach. Także teraz, podczas największego przyjęcia w roku, moje myśli błądzą gdzieś pomiędzy parkietem, a Podopiecznym.

Nagle ktoś od tyłu zakrywa mi oczy ciepłymi dłońmi.

– Corll, rozmażesz mi makijaż! – śmieję się. Mój głos od razu niknie wśród basów zabawy.

Odwracam się w stronę blondyna. Mój przyjaciel uśmiecha się rozbrajająco. Na krótko spogląda w kierunku Sevii, która od razu przestaje tańczyć. Wita się z nią jedynie szybkim skinieniem głowy. Dziewczyna puszcza do niego perskie oko, jednak to sympatyczne przywitanie mocno kontrastuje z jej zaciśniętymi wargami i rękami skrzyżowanymi na piersiach. Żadne z nich nigdy się nie przyznało, jednak ja widzę między nimi niechęć. Nikomu nie życzę, aby dwójka jego przyjaciół wyraźnie wzajemnie za sobą nie przepadała.

Corll bierze mnie za rękę i odciąga od Sevii, która przez chwilę nas obserwuje, po czym wzrusza ramionami, macha do mnie na pożegnanie i znika w tłumie, odchodząc tanecznym krokiem.

– Znowu to zrobiłeś! – mówię do niego z pretensją.

– Niby co takiego? – Corll robi minę niewiniątka i zaczyna poruszać się w takt muzyki.

– Tańczyłam z Sevią. Mogliśmy chociaż na chwilę z nią zostać.

– Czym się przejmujesz? Zaraz kogoś sobie znajdzie na zastępstwo. Może też poniańczyć Vigg. Z tego co widziałem, nasza sztywniaczka nie bawi się najlepiej, z resztą jak zawsze. – Mój przyjaciel przyciąga mnie bliżej do siebie. W jego szmaragdowych oczach Koziorożca dostrzegam dziwny błysk.

Niespodziewanie muzyka zwalnia, tworząc niezwykle intymny klimat. Zielone światła gasną i zostają jedynie punktowe błyski jasnych reflektorów. Corll przyciąga mnie do siebie jeszcze mocniej, przez co czuję się trochę niepewnie. Przyjaciel z pewnością wyczuwa moje speszenie, ale nie zwalnia uścisku. Stoimy tak przytuleni w morzu falujących wolno par. Przymykam oczy i wdycham jego zapach. Znam tę woń od zawsze. Tuż przy ciele jest intensywna, promieniuje ku mnie wilgocią i ciepłem. Przywodzi na myśl cierpki cynamon i słodkie jabłko oraz wytrawną nutkę starego tytoniu.

Długo milczymy jak zaklęci. Corll obejmuje mnie ramionami, a ja ledwie muskam jego skórę. Mój policzek owiewa jego gorący oddech. Mam wrażenie, że ten taniec nie jest tak niezobowiązujący, jakbym tego chciała. Domyślam się, że kryje się za nim coś jeszcze. Czuję się niepewnie z tą myślą. W głowie przeglądam urywki wspomnień, szukając chwili, w której powinnam się zorientować, że… 

Chłopak odsuwa się ode mnie na tyle, by spojrzeć mi w oczy. Moje tęczówki, takie jak każdego innego Koziorożca, mają identyczny odcień zieleni co jego, dlatego mam niewygodne wrażenie, że patrzę sama na siebie w ten magnetyczny sposób. Uśmiecha się delikatnie, tak jak jeszcze nigdy i zakłada mi kosmyk za ucho. Zwyczajny gest, jednak jego palce zbyt długo pozostają na moim policzku. Corll bierze wdech. Nie jestem pewna, czy chcę usłyszeć to, co ma mi do powiedzenia. Odruchowo cała się spinam.

– Muszę ci coś powiedzieć, ja…

Krótki szum zagłusza jego słowa. Cienka igła bólu przemyka przez mój umysł niczym świszczący grot strzały. Tracę poczucie własnego ciała, jakbym była w wielu miejscach jednocześnie, umysłem rozszczepiona gdzieś pomiędzy nimi. Słyszę wilgotny trzask łamanych kości, lecz nie czuję bólu. Przed oczami widzę mglistą jasność. Przez chwilę błądzę ślepo spojrzeniem naokoło. Ale wtedy wzrok wraca i znów widzę normalnie. Z ulgą rozluźniam napięte mięśnie, gdy na powrót mam ich pełną świadomość.

– Ej, wszystko w porządku? – Corll podtrzymuje mnie, a na jego czole dostrzegam pionową zmarszczkę niepewności.

Biorę głęboki wdech i słyszę w uszach, jak powietrze przepływa mi przez krtań do płuc. Wypuszczam powietrze i słyszę ten sam dźwięk, tylko o wiele cichszy. Czuję własny ciężar oparty na kręgosłupie i barkach.

 Mrugam, by ostatecznie pozbyć się reszty mroczków pod powiekami.

– Nic mi nie jest. Chyba jednak za dużo dziś wypiłam. Przepraszam, nie dosłyszałam, co mówiłeś – próbuję z twarzą wybrnąć z niezręcznej sytuacji.

Kątem oka dostrzegam kilka osób obserwujących całe zdarzenie. Jest jednak zbyt ciemno i zbyt tłoczno, żeby przejmować się tym na poważnie. Na szczęście w cieniu jesteśmy praktycznie anonimowi.

Corll przygryza dolną wargę. Oczy odwracają się od nas pomału. Wszystko wraca do normy. Nic się nie stało. Mój przyjaciel spogląda na mnie uważnie, jakby oczekiwał, że jednak zemdleję. Potrzebuje jeszcze chwili przekonywania, że naprawdę czuję się dobrze. Dopiero wtedy opiera dłonie na moich biodrach i pochyla się ku mnie na odległość parunastu centymetrów. Robię krok w tył, ale chłopak silną ręką trzyma mnie tak, żebym się nie odwróciła.

– Wiesz, że odliczałem dni do tego wieczoru? Długo planowałem, jak ci to powiedzieć. Głupio to brzmi, ale chcę, żebyś wiedziała, że… Alessa, co jest?

Całym moim ciałem porusza nagle niekontrolowany spazm kaszlu. Odruchowo sięgam dłonią do ust, a gdy ją odsuwam, na palcach lśni ciemna smuga. Krew..? Patrzę na Corlla z przerażeniem.

W jego oczach dostrzegam pustkę zaskoczenia. Sekundę później przeraźliwy ból zgina mnie w pół, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Bez sił osuwam się na kolana. Lodowate zimno owiewa moją skórę, gdy momentalnie kostnieją mi palce dłoni. Ból jest nie do zniesienia. Mam wrażenie, że ktoś dźga mnie brutalnie w brzuch rozgrzanym do białości sztyletem. W drgawkach dławię się własną krwią, która smakuje gorącym metalem i czymś zaskakująco słodkim. Mam otwarte szeroko oczy, boję się choćby mrugnąć. Boję się ciemności. Słyszę przytłumione dźwięki, ale nie rozpoznaję głosów. Z trudem łapię powietrze. Wszędzie czuję swoją krew. Jej smak i zapach. W płucach, ustach, nawet oczach. Topię się w niej.

W pewnej chwili głowa wydaje mi się cięższa, a ramiona układają się inaczej, choć nie poruszyłam się. Spomiędzy niezrozumiałych syków i trzasków, które mnie otaczają, wyłania się nagle twardy głos Corlla i rozmazany fragment jego twarzy.

– Alessa, wytrzymaj! Wytrzymaj jeszcze trochę.

To nie jest prośba. To jest rozkaz.

 

C.Eileen

Koniec

Komentarze

Napisane przyzwoicie. Trudno ocenić historię po tak krótkim fragmencie. Postacie wciąż pozostają zagadką, podobnie świat przedstawiony. Ale chyba ma to jakiś potencjał.

No, hej. Czuję się w obowiązku zajrzeć przynajmniej do pierwszego rozdziału, skoro objechałam już prolog – ale nie obiecuję z góry, że będę komentowała dalej. Wszystko zależy od wrażenia, jakie wyniosę z tego kawałka.

Zanim zacznę, co do przedmowy – trochę ją poprzednio wyśmiałam, a teraz będzie na poważnie. Otóż jest to przedmowa nieznośnie zadęta i pozbawiona konkretów. Jak miedź brzęcząca. To nie wróży dobrze i nie nastawia odbiorcy na inteligentną rozrywkę.

 wibrują w całym moim ciele pulsującymi drgawkami

Po angielsku coś takiego nazywa się overkill. Trzy słowa odnoszące się do tego samego: wibrować, pulsujące, drgawki – to nie dość, że nie wzmacnia efektu, ale właśnie go osłabia, bo a) samo nagromadzenie w pewnym momencie staje się śmieszne, ale, co ważniejsze, b) te słowa są bliskie sobie znaczeniem, ale nie tożsame. Pokazują w różne strony, mają różne konotacje. Zwłaszcza "drgawki" przywodzą na myśl raczej coś medycznego.

 serce szybko synchronizuje się z ich szybkim rytmem, a jego równe dudnienie

Aliteracja. Ponadto – overkill.

 nieznacznie czarny papierowy kubek i biorę łyk gorzkawego alkoholu

Dlaczego "nieznacznie"? (Albo, God forbid! dlaczego kubek jest nieznacznie czarny?) Autorko, zrób, proszę, eksperyment i wypij łyk czegokolwiek z papierowego kubka – wtedy zobaczysz, dlaczego nie przekonuje mnie ten opis.

 Płyn pali gardło płomieniem, który jednak szybko gaśnie.

Ale nie pokazałaś tego, tylko mnie zapewniłaś. To nie angażuje czytelnika, ani, ani. Ot, coś błysnęło. Nic mi to nie mówi o bohaterce (ona lubi alkohol, czy nie? podoba jej się w tym miejscu? itp., itd.), o świecie, o fabule. O niczym właściwie. Oczywiście, może potrzebujesz ją upić – wtedy OK. Ale jeśli nie…

 świeże wspomnienie jego smaku łaskocze przyjemnie podniebienie

Metafora, synestezja – same w sobie są w porządku, ale w tym miejscu, hmm. Skoro smak bezpośrednio nie połaskotał, to dlaczego dopiero wspomnienie? Co próbujesz osiągnąć?

 Stawiam pewny krok w falującą ścianę ciemnego tłumu tańczących ludzi.

Czyli narratorka wchodzi w ścianę. To nie brzmi poważnie. Ponadto – każde słowo tego zdania ma określnik – to źle. Określniki są jak kapelusiki, które wkładasz ogólnym słowom, żeby im nadać charakteru, i używane z umiarem są w porządku, ale kiedy każdy człowiek w tłumie ma na głowie kapelusz, to żaden się nie wyróżnia, więc żaden nie ma charakteru. To raz. Po drugie – z zasady lepsze jest słowo konkretniejsze. Nie "samochód", ale "jeep" albo "kabriolet". Nie "owoc", a "jabłko" albo "banan". Nie mogę zobaczyć w głowie abstrakcyjnego pojęcia, potrzebuję jakiegoś określenia. Ale określniki też są abstrakcjami! (Wyobraź sobie "zieleń" – nie zieleń trawy, jabłek, jadeitu, ale zieleń w ogóle. Potrafisz?) Twój opis jest mętny – paradoksalnie częściowo dlatego, że tak ściśle dookreślony przymiotnikami i przysłówkami, zamiast konkretów.

 Miękko wtapiam się w elastyczną masę ich rozgrzanych ciał.

To i następne zdanie – nieznośnie purpurowe. Co chcesz powiedzieć? Konkretnie. Nie bój się konkretów, do licha.

naprawdę ciasno

Anglicyzm, ale chyba już w uzusie, niestety.

 Wypijam resztę alkoholu i obojętnie upuszczam pusty kubek

I masz na to miejsce w takim ścisku? Hmm? Ponadto: "obojętnie" to nadmiarowy określnik (p. wyżej). Mógłby być zasadny, gdyby chodziło o ocenę moralną, ale chyba nie chodzi.

 Nagle wśród hipnotyzujących błysków zielonych i białych świateł, dostrzegam

Wtrącenie oddzielamy z obu końców: Nagle, wśród hipnotyzujących błysków zielonych i białych świateł, dostrzegam. Ale możesz to też zrobić zupełnie bez przecinków. Byle konsekwentnie.

 Dziewczyna zmysłowo balansuje biodrami

Przed chwilą powiedziałaś, że jest ścisk. Teraz nagle nie tylko dziewczyna ma miejsce, żeby tańczyć, ale druga ją widzi. To nie jest możliwe – wyobraź to sobie, albo naprawdę idź do klubu i zobacz. Wiem, że w filmach tak jest, ale w filmach chodzi o to, żebyś widziała aktorkę (w końcu za coś jej płacą).

 Przyjaciółka, mimo przytłaczającego tłumu,

To bym wycięła. Primo – jest zbędne. To jasne, że Sevia jest przyjaciółką narratorki. O tłumie też wiemy, chociaż on wyraźnie nabiera materialności tylko, kiedy go potrzebujesz. Secundo – aliteracja i dziwny obraz. Przytłaczający tłum? Coś takiego kojarzy mi się z pożarem w Coconut Grove, nie z dobrą zabawą. Poza tym źle to brzmi.

 z gracją przemyka pomiędzy tańczącymi

Którzy znowu się od siebie oddalili, pchani tajemniczymi siłami fabuły.

 by klubowe basy nie zagłuszyły jej słów.

Zbędne – to powinno być widać z kontekstu.

 biorę ją za rękę, żeby jej nie zgubić

Nie za dużo tych zaimków?

zaczynamy przedzierać się w stronę baru

Naturalniej: się przedzierać. Już mówiłam – tłum gęstnieje i rzednie bez uzasadnienia (poza Twoją potrzebą).

 Warto czekać cały rok na Przesilenie.

Jak wiesz… Ale tak serio, to nie jest najzgrabniejsza metoda podawania informacji.

 spocona, ciemna twarz połyskuje wśród reflektorów

No, nie wiem. Połyskiwać może w świetle reflektorów, ale jeśli facet stoi za nimi… pogubiłam się w układzie pomieszczenia.

 pełni ważną funkcję przełożonego

… znaczy, on jest ich szefem? Ciekawostka.

 swojego drinka koloru intensywnie chemicznego błękitu

Jaki to jest "intensywnie chemiczny błękit"?

odsuwając od siebie napój na odległość ramienia

Zgrabniej: odsuwając napój na odległość ramienia. Wiadomo, od kogo go odsuwa, nie ma sensu tego zaznaczać.

 Patrzę w najciemniejszy kąt sali, w chwili gdy oświetla go biały reflektor.

No, to nie jest najciemniejszy. Prawo wyłączonego środka. Poza tym: w chwili, gdy.

 Światło odbija się krótkim błyskiem od jej nieprzeniknionych oczu

Nie widzę tego.

 tak że

Tak, że.

 przez wszystkich jednogłośnie

Zdublowana informacja. Właściwie możesz wyciąć oba określenia.

 wykrzywia wargi w blady półksiężyc, który słabo imituje uśmiech

Purpura.

 pozwalam, by Sevia pociągnęła mnie za sobą

Anglicyzm. Po polsku można zwięźlej: pozwalam się Sevii pociągnąć.

 rdzawe puszyste loki

Hmm. Niby dobrze, ale jakieś dziwne. Sama nie wiem.

 Nie chcę, by ta noc kiedykolwiek się skończyła.

Trochę z sufitu.Czemu ona nagle myśli o końcu, skoro właśnie się zatraca w zabawie?

 w pełni korzysta z zabawy towarzyszącej jednemu w roku takiemu wydarzeniu

Niestylistyczne.

 nad najbardziej wysuniętym na południe miejscem na Ziemi, czyli nad zwrotnikiem Koziorożca

Najbardziej wysuniętym na południe miejscem na Ziemi jest biegun południowy.

 Tej jednej nocy w roku, my

Bez przecinka.

niezależnie od zajmowanej pozycji w społeczności,

Nienaturalna składnia: niezależnie od pozycji zajmowanej w społeczności. Ja dałabym "w społeczeństwie", ale ujdzie.

 Znaku Zodiaku

Te duże litery mają znaczenie?

 ktoś jej naszym szefem

Literówka.

 Uwielbiam czas Przesilenia, jednak mimo wszystko trudno mi nie myśleć o moim Podopiecznym

To się nie wyklucza. Mam wrażenie skrótu myślowego (bawię się super, ale nie mogę przestać myśleć o pracy – tak?)

 sprawuję nieustanną fizyczną pieczę nad człowiekiem

Aż się boję spytać, na czym to polega…

 Zodiak Koziorożca

Lepiej nie używać słów, które już coś znaczą, w zmienionym znaczeniu. To rodzi zamęt.

 Jak każdy Koziorożec mojego rodzaju, bardzo przejmuję się losem tego, którym się opiekuję,

Źle brzmiące i infodumpowe.

 moje myśli błądzą gdzieś pomiędzy

Czyli gdzie?

 ktoś od tyłu zakrywa mi oczy ciepłymi dłońmi.

Dziwnie to brzmi – skrótowe, nie obrazowe.

 Mój głos od razu niknie wśród basów zabawy.

"Basów zabawy"? Hmm? I czy w ogóle słychać jej głos?

 Odwracam się w stronę blondyna.

Ona wie, jak facet wygląda, ale my – nie. Jeśli chcesz go opisać, niech narratorka najpierw go zobaczy.

 Na krótko spogląda

Dlaczego nie po prostu: Zerka? Im krócej, tym mocniej (nie zawsze, ale w pisaniu nie ma uniwersalnych maksym).

 perskie oko, jednak to sympatyczne przywitanie mocno kontrastuje z jej zaciśniętymi wargami

Spróbuj tak zrobić. Przed lustrem, żeby dokładnie zobaczyć, jaki paskudny grymas wychodzi. Ponadto – skoro ona go nie lubi, czemu tak nieudolnie udaje, że lubi? Nawet ze względu na przyjaciółkę – nie wydaje mi się to prawdopodobne.

jednak ja widzę między nimi niechęć

Musiałaby być ślepa, żeby jej nie widzieć. Uwierz w czytelnika.

 mówię do niego z pretensją.

Co wnosi to didascalium?

na zastępstwo

"Zastępstwo" kojarzy się jednoznacznie z pracą. Raczej nie.

 Z tego co widziałem

Z tego, co widziałem.

 z resztą

Łącznie.

oczach Koziorożca

Już nam wytłumaczyłaś, że to impreza dla Koziorożców – nie widzę potrzeby podkreślania tego.

 tworząc niezwykle intymny klimat.

Nie podoba mi się to – klimat? Intymny? Nie możesz tego opisać?

przez co czuję się trochę niepewnie

Pokaż to. Nie zapewniaj.

 Przyjaciel z pewnością wyczuwa moje speszenie

Aliteracja. "Speszenie" może jest poprawne, ale nie brzmi – ja napisałabym: że jestem speszona. Albo: moje zażenowanie. Albo… możliwości jest ho, ho i trochę.

 Stoimy tak przytuleni w morzu

Wtrącenie: stoimy tak, przytuleni, w morzu.

wdycham jego zapach

Morza?

 promieniuje ku mnie wilgocią i ciepłem

Woń? Ona wącha jego pot?

 cierpki cynamon

Cynamon – cierpki? Słodki, ciepły – tak. Ale cierpki?

 ja ledwie muskam jego skórę

Przypominam, że tańczą w ścisku.

 Mój policzek owiewa jego gorący oddech

Nienaturalny szyk: Jego gorący oddech owiewa mój policzek.

tak niezobowiązujący, jakbym tego chciała

Jak bym.

 Domyślam się, że kryje się za nim coś jeszcze. Czuję się niepewnie z tą myślą.

To wszystko jest jasne z poprzedniego zdania, nie kładź nam tego do głów łopatą.

 Moje tęczówki, takie jak każdego innego Koziorożca, mają identyczny odcień zieleni co jego…

Niezgrabne, i to bardzo. Wrażenie nie może być "niewygodne" – można mieć wrażenie niewygody. "Magnetyczny" to przyciągający. Jest ze sto sposobów na to zdanie, oto jeden: Wszystkie Koziorożce mają oczy tego samego zielonego koloru, i wydaje mi się, że to ja sama patrzę na siebie w ten sposób.

 tak jak jeszcze nigdy

Tak, jak nigdy dotąd.

 Zwyczajny gest, jednak jego palce

Palce gestu? "Jednak" nie bardzo tu pasuje, dałabym zwykłe, bezpretensjonalne "ale".

 Krótki szum zagłusza jego słowa.

Przypominam, że muzyka cały czas gra – może wolniejsza i cichsza, ale gra.

 Cienka igła bólu przemyka przez mój umysł niczym świszczący grot strzały.

Purpura.

 Tracę poczucie własnego ciała, jakbym była w wielu miejscach jednocześnie, umysłem rozszczepiona gdzieś pomiędzy nimi.

DMT? LSD?

 Słyszę wilgotny trzask łamanych kości, lecz nie czuję bólu.

Kto powiedział, że to jej kości…?

błądzę ślepo spojrzeniem

Oksymoron. Spójny z resztą akapitu – o ile to celowe?

 Ale wtedy wzrok wraca i znów widzę normalnie.

Kiedy wtedy? Ta sama informacja dwa razy.

 gdy na powrót mam ich pełną świadomość.

To wygląda na przyklejone. Jest sztuczne.

 a na jego czole dostrzegam pionową zmarszczkę niepewności.

Purpura. Uprość to, naprawdę.

 słyszę w uszach, jak powietrze przepływa mi przez krtań do płuc

Nie widzę tego.

 ostatecznie pozbyć się reszty

Zdublowana informacja: albo ostatecznie, albo reszty.

próbuję z twarzą wybrnąć z niezręcznej sytuacji.

Znowu dublujesz informację.

 Jest jednak zbyt ciemno i zbyt tłoczno, żeby przejmować się tym na poważnie.

Wycięłabym. Powtarza informację.

 Oczy odwracają się od nas pomału.

Chwilę zajęło, zanim wpadłam na to, że chodzi o oczy tłumu. Który znowu zrzedł, jak widzę.

 Potrzebuje jeszcze chwili przekonywania

Anglicyzm.

 pochyla się ku mnie na odległość parunastu centymetrów

Ona to mierzy miarką?

 porusza nagle niekontrolowany spazm kaszlu

Purpura. Słabe, ogólne “porusza” sklejone z konkretnym “spazmem” – to dziwnie wygląda.

 dostrzegam pustkę zaskoczenia

Purpura do kwadratu.

 W drgawkach dławię się własną krwią, która smakuje gorącym metalem i czymś zaskakująco słodkim.

I opisuję to w szczegółach. Wiem, wiem, opisać trzeba – ale czemu tak spokojnie i klinicznie?

 Mam otwarte szeroko oczy

Nienaturalne: Mam szeroko otwarte oczy.

 choć nie poruszyłam się

Ale dlaczego miałaby?

 To nie jest prośba. To jest rozkaz.

Ojejciu.

 

Trochę niezręczny język, odrobinę za dużo "się". Mało konkretów. Dużo powietrza. Jak na razie nie wiem prawie nic o bohaterce i nie powiem, żebym się do niej przywiązała. Nie są to moje literackie okolice, ale czyta się bez większego bólu zębów. Może wpadnę do następnych rozdziałów za jakiś czas.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnina, dziękuję za cenne uwagi ;) 

Nowa Fantastyka