- Opowiadanie: CharliseEileen - Jaźń Koziorożca - Prologus

Jaźń Koziorożca - Prologus

Koziorożce, to istoty jednego z dwunastu Znaków Zodiaku. Do niedawna uważali, że wywodzą się spod najjaśniejszej z gwiazd. Dotąd sądzili, że stoją na równi z aniołami. Mylili się.  
Alessa pochodzi od Koziorożców. To właśnie ona ukaże Wam prawdziwe oblicze Znaku Zodiaku Koziorożca. Oblicze zbrodni, kłamstwa i żądz. Grzechy wieków wyjdą na jaw, a skutki poruszą cały Wszechświat, który Alessa będzie musiała utrzymać na swych barkach. Czy podoła? A może Zodiak Koziorożca zniszczy również ją i obróci w nicość wśród gwiezdnych ławic? 
Spójrz w niebo, ujrzysz tam o wiele więcej, niż ośmielisz się odczytać.
A TY, CO JESTEŚ W STANIE POŚWIĘCIĆ, BY PIERWOTNY KOZIOROŻEC OCALIŁ AKURAT CIEBIE?

Oceny

Jaźń Koziorożca - Prologus

PROLOGUS

 

Sądził, że pozbył się mnie już na zawsze. Uważał siebie za wielkiego zwycięzcę w tej niekończącej się grze o własne istnienia. Łudził się, że zniszczył jedyną osobę, która była w stanie go zdemaskować. Jeszcze nie wiedział, jak bardzo się mylił. Pech chciał, że w końcu trafił na kogoś, kto nie zamierza grzecznie usunąć się w cień. To nie było w moim stylu, by z trwogą chować się przed dzierżącymi w ręku fałszywą władzę. Ja jestem z tych niezłomnych, dla których los nie przewidział porażki. Ja jestem z tych nie do pokonania, którzy mimo licznych ran, zawsze powracają jeszcze silniejsi.

Biorę pierwszy oddech od bardzo dawna. Moje płuca zdążyły się od tego odzwyczaić, dlatego muszę zadowolić się tylko płytkim westchnieniem ulgi. Pętające mnie więzy opadają, a ja znów mogę się poruszać. Moje powieki drgają nieśmiało, a na wargach pojawia się długo wstrzymywany grymas. W ustach mam mieszankę słonego gniewu i gorzkiego triumfu, która towarzyszyła mi przez cały ten czas.

Czuję w kościach, że jest to właściwa pora na rewanż. Jego czujność nareszcie smacznie zasnęła. Gdy zmęczony zamknął oczy, ja nareszcie mogę je otworzyć.

Tłumione wiekami myśli gwałtownie zaczynają wypełniać moją głowę obrazami i głosami. Wspomnienia powracają, znów kształtując historię mojego życia. Przed oczami widzę twarze osób, które kiedyś kochałam, a także tych, których teraz nienawidzę. Nie zamierzam im wybaczyć.

Przebudziłam się tylko po to, by podłożyć ogień pod jego świat iluzji i fałszu, i obrócić go w proch, tak by nigdy więcej nie zdołał go już odbudować. To jest mój jedyny cel, poza nim nie mam już nic.

Uśmiecham się do własnych myśli. Udało mi się odrodzić, uwolnić z jego więzienia. Powróciłam gotowa, by odegrać się na swoim oprawcy. Nikt nie powita mnie z otwartymi ramionami. Ci, których zamierzam w niedługim czasie odwiedzić, z pewnością za mną nie tęsknili.

 

C.Eileen

 

Koniec

Komentarze

Nie bardzo wiem, Charlise, co miałaś nadzieję osiągnąć, prezentując dwadzieścia siedem zdań prologu, który może coś tam zapowiada, ale nie mogę powiedzieć, aby zachęcił mnie do poznania ewentualnego dalszego ciągu.  

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cóż, ja też kończę lekturę bez zachwytów, a nawet uczucia czytelniczej przyjemności. Prolog jest zadęty i sztampowy, brak tu czegokolwiek, co sprawiłoby, że los bohaterki by mnie zainteresował…

 

Ten kawałek pokazuje też, że masz monotonny styl: zdania są podobnej długości i mają podobną strukturę, co nie robi dobrego wrażenia. Ogólnie wykonanie pozostawia wiele do życzenia, co jest pewnym osiągnięciem w tak małym fragmencie. No i po co to pretensjonalne “prologus” zamiast prolog? Nic nie wskazuje, żeby łacina miała grać ważną rolę w Twoim tekście.

 

“Ja jestem z tych niezłomnych, dla których los nie przewidział porażki.” – nie widzę związku logicznego między dwoma członami zdania. Można być niezłomnym, a mimo to ponieść klęskę, no a los ma raczej w nosie niezłomność…

 

“którzy mimo licznych ran[-,] zawsze powracają jeszcze silniejsi.“

 

Moje płuca zdążyły się od tego odzwyczaić, dlatego muszę zadowolić się tylko płytkim westchnieniem ulgi. Pętające mnie więzy opadają, a ja znów mogę się poruszać. Moje powieki drgają nieśmiało, a na wargach pojawia się długo wstrzymywany grymas. W ustach mam mieszankę słonego gniewu i gorzkiego triumfu, która towarzyszyła mi przez cały ten czas.”

“Tłumione wiekami myśli gwałtownie zaczynają wypełniać moją głowę obrazami i głosami. Wspomnienia powracają, znów kształtując historię mojego życia.” – dwa przypadki zaimkozy

 

“Czuję w kościach, że jest to właściwa pora na rewanż. Jego czujność nareszcie smacznie zasnęła.” – czujność rewanżu? Tu daje o sobie znać zagrożenie, jakim jest nienazywanie rzeczy, a tym bardziej osób, po imieniu. Do tej chwili tajemniczy “on” jakoś się gramatycznie trzymał, ale teraz poleciał z trzaskiem na ziemię.

 

“Tłumione wiekami myśli” – wiekami czego? skrzyń? trumien? słoików?

 

“twarze osób, które kiedyś kochałam, a także tych, których teraz nienawidzę” – dlaczego kiedyś vs. teraz, skoro to są inne osoby, sądząc po spójniku “a także”?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Trudno cokolwiek wywnioskować z tak małego fragmentu. Dowiedziałam się jedynie co nieco o Koziorożcach, ale też niewiele. Dobrze by było wyjaśnić w prologu, dlaczego Alessa jest tak wyjątkowa, że czytelnik powinien jej kibicować.

Proponuję, żebyś przygotowała samodzielne opowiadanie, oparte na tej historii, a może na całkiem innej.

Mówią, że prawdziwa sztuka obroni się sama. Ale nie przede mną. Władysław Sikora.

 Do niedawna uważali

Ci koziorożce, jak rozumiem?

 A TY, CO JESTEŚ W STANIE POŚWIĘCIĆ, BY PIERWOTNY KOZIOROŻEC OCALIŁ AKURAT CIEBIE?

Oh. My. God. O co chodzi? Poświęcić czemu? Ocalił przed czym? Konkrety, proszę.

 PROLOGUS

Cur latinam utes? Znaczy się, czy to ma jakiś sens symboliczny, czy po prostu ma być klawe?

 Uważał siebie za wielkiego zwycięzcę w tej niekończącej się grze o własne istnienia.

Ile tych istnień? I jak można wygrać grę, która się nie kończy?

 nie wiedział, jak bardzo się mylił

Myli – consecutio temporum.

 To nie było w moim stylu, by z trwogą chować się przed dzierżącymi w ręku fałszywą władzę.

Purpura, purpura, purpura. Jaka władza jest "fałszywa"? Złudna? Pozbawiona legitymacji?

 którzy mimo licznych ran, zawsze powracają

Wtrącenie: którzy, mimo licznych ran, zawsze powracają.

 Biorę pierwszy oddech od bardzo dawna.

Gwałtu, rety, zmartwychwstanie.

 od tego odzwyczaić

Od czego? To wynika z kontekstu, ale nie z gramatyki, a powinno.

 zadowolić się tylko

Obejdzie się bez "tylko".

 Pętające mnie więzy opadają

Albo wiążące mnie pęta…

 Moje powieki drgają nieśmiało

W przeciwieństwie do takich odważnych? Ponadto: konstrukcja z "moje" jest anglicyzmem.

 długo wstrzymywany grymas

Brzmi to dość paskudnie.

 W ustach mam mieszankę słonego gniewu i gorzkiego triumfu, która towarzyszyła mi przez cały ten czas.

Ta mieszanka towarzyszyła? Metafora jest mocno, ale to bardzo mocno wydumana. "Gorzki triumf" wskazuje na pyrrusowe zwycięstwo, ale mam dziwne przeczucie, że nie to masz na myśli.

 Jego czujność nareszcie smacznie zasnęła.

Była bowiem osobną istotą.

 Wspomnienia powracają, znów kształtując historię mojego życia.

Bo tymczasem tego nie robiły?

 Nie zamierzam im wybaczyć.

Czego? Nienawiść nie implikuje, że ci ludzie coś jej zrobili. Niestety.

 

No, dobra, popastwiłam się, było wesoło, a teraz poważnie. O czym jest ten tekst? Rozumiem, że to tylko prolog, ale prolog powinien coś zapowiadać. Powinien zapadać w pamięć, zachęcić czytelnika. Twój prolog, cóż. Jego zdania są poprawne gramatycznie – ale stylistycznie i logicznie już mniej. A zapowiada tylko generyczną zemstę na jakimś "onym", kimkolwiek on jest. I na to zapowiedzenie zużywa o wiele za dużo słów. Zrób takie ćwiczonko: spróbuj ten fragment skrócić, do oporu, nie tracąc informacji. I jak?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka