- Opowiadanie: BasementKey - Życie jak sen

Życie jak sen

Tekst napisany na Literacki Konkurs Tematyczny “Dreszcze” i opublikowany w pokonkursowej antologii.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Życie jak sen

Stał na scenie i odbierał nagrodę Nobla. Trochę dziwne wydawało mu się, że nagrodę wręcza mu prezydent Polski, ale przecież nie odbierał Nobla nigdy wcześniej, więc skąd miał wiedzieć, kto go przekazuje. Sama forma nagrody również była osobliwa, stanowiła ją ciężka granitowa tablica, coś jakby nagrobna. Ledwo zdołał utrzymać ją w rękach. Na wpół oślepiony reflektorami i błyskiem fleszy fotoreporterów, spojrzał na wyryty napis, który głosił, że nagrodę otrzymuje Piotr Waldemarowicz, za wybitne osiągnięcia nad badaniem snów. Tylko, że on nie nazywa się Piotr Waldemarowicz, ale Waldemar Piotrowicz. Podniósł więc rękę i otworzył usta chcąc poprawić te pomyłkę. Nagroda upadła i roztrzaskała się z hukiem o deski podwyższenia. W tym momencie się obudził.

 Zapalił nocną lampkę i sięgnął po notes, leżący, jak zwykle, w pobliżu łóżka. Na górze strony, w kółku, napisał liczbę siedemdziesiąt dziewięć, a poniżej zaczął streszczać treść snu oraz opisywać swoje wrażenia. Wybrzuszona kołdra na lewo od niego zaczęła wydawać dziwne pomruki.

 – Śpij – powiedział do żony. – Miałem po prostu sen.

 – Nawet w nocy nie odpoczniesz. Robota i robota…

 Powierciła się chwilę, walcząc z kołdrą i wzbudzając trzęsienie materaca, potem jej oddech się wyrównał. Zasnęła ponownie.

 Gdy wreszcie skończył pisać, odłożył notes na nocną szafkę i zgasił światło. Nie zasnął jeszcze długo, rozpamiętując przeszłość, myśląc o swojej pracy w Instytucie oraz wspominając wszystkie sny, które przyśniły mu się w ciągu trzydziestu jeden minionych lat.

 

 Trzydzieści jeden lat temu, tuż przed maturą, poszli do Cyganki, on i trzech kolegów z klasy. Nie pamiętał już nawet, kto wpadł na ten pomysł. Byli młodzi, chcieli zrobić coś niezwykłego, poczuć jakąś magię u progu dorosłości. No i poczuli, a zwłaszcza Waldemar Piotrowicz.

 Cyganka miała pomarszczoną skórę, kolorową chustę na głowie i pachniała dymem. Kontrastowała dość mocno z szarością osiedla, na którym mieszkała. Szarymi blokami z wielkiej płyty, szarymi ludźmi, szarymi psami, wychodzącymi z tymi ludźmi na spacery. W pewnej chwili wyprosiła z pokoju wszystkich oprócz niego, pochyliła się i szepnęła mu do ucha, że umrze, gdy wyśni swój osiemdziesiąty sen. Potem zaczęła się śmiać. Śmiała się, gdy uciekał przez odrapany korytarzyk, jej śmiech ścigał go, gdy biegł po schodach przeskakując trzy stopnie naraz i gdy pędził jak szalony szarą, osiedlową ulicą. Słyszał jej śmiech nawet wtedy, gdy był już w domu i długo, długo potem. Nie mógł się od niego uwolnić, słyszał ten śmiech do dziś.

 Po maturze skończył studia, psychologię, a później założył pierwszy w Polsce Instytut Badań nad Snami. Ale tak naprawdę Waldemar Piotrowicz wcale nie badał kompleksowo snów, jak wszyscy myśleli. Próbował jedynie odkryć, co robić, żeby ich nie śnić. I miał na tym polu spore osiągnięcia, o czym mógłby zaświadczyć choćby fakt, że w ciągu ponad trzydziestu lat od spotkania Cyganki wyśnił ich tylko siedemdziesiąt dziewięć.

 

 W osiemdziesiątym śnie przyszła do niego śmierć. Wielokrotnie zastanawiał się, jak to będzie, myślał o ludziach, o których się mówi, że umarli we śnie. Z reguły ma to wydźwięk pozytywny, kojarzy się ze spokojem i brakiem cierpienia. Ale co, jeśli ci ludzie umierając śnili najgorszy koszmar swojego życia?

 Waldemar Piotrowicz śnił najgorszy koszmar swojego życia. Widział śmierć, która wyglądała jak na obrazkach, była straszliwie wychudzona i miała czarny płaszcz ze narzuconym na głowę kapturem. Tylko, zamiast kosy, niosła w kościstej ręce śmierdzące kadzidło. Śmierć zapytała Waldemara, czy wie, co teraz się stanie. Odpowiedział, że tak, wie. Teraz umrze. Wtedy śmierć zdjęła kaptur, odsłaniając kolorową chustę i pomarszczoną twarz Cyganki. Jednocześnie zaczęła się głośno śmiać tym samym śmiechem, który ścigał Waldemara Piotrowicza przez całe życie. Wyciągnęła rękę i dotknęła jego ramienia. Wtedy sen się skończył.

Koniec

Komentarze

Jest tu pomysł, ale czegoś brakuje. Nie wiem czego… Jakiegoś domknięcia, jakiejś mocniejszej pointy? Może jakiegoś nawiązania do tej pomyłki w nazwisku z pierwszego akapitu? Coś tu w każdym razie nie do końca wybrzmiewa, może to pomysł na nieco dłuższy tekst? Wykonanie też nieco szwankuje.

 

“Trochę dziwne wydawało mu się, że nagrodę wręczał” – tu raczej “wręcza” w czasie teraźniejszym, bo to zdarzenie równoległe

 

“Sama forma nagrody[-,]również była osobliwa, była to ciężka granitowa tablica, coś jakby nagrobna.” – całe zdanie trochę do remontu, może tak → “Sama forma nagrody również była osobliwa: ciężka granitowa tablica, przypominająca płytę nagrobną.”

 

“Ledwo zdołał utrzymać ją w rękach, kiedy prezydent mu ją przekazał.” – druga część zdania w zasadzie zbędna

 

“Na wpół oślepiony reflektorami i błyskiem fleszy fotoreporterów, spojrzał na wyryty napis, który głosił, że nagrodę otrzymuje Piotr Waldemarowicz, za wybitne osiągnięcia nad badaniem snów. Podniósł rękę i otworzył usta,” – tu trochę wychodzi tak, jakby to robił napis

 

“Nagroda upadła i roztrzaskała się z głośnym hukiem o deski podwyższenia.” – nie wiem, czy wielka kamienna płyta może się roztrzaskać o drewno, ale skoro to sen ;) Niemniej dziwnie to brzmi

 

“Wybrzuszona kołdra na lewo od niego zaczęła wydawać jakieś pomruki.” – intencja zrozumiała, ale efekt średni, zwłaszcza w fantastyce. Lepiej by brzmiało “Spod … kołdry … dobiegły pomruki”. Jakieś – niepotrzebne

 

“Śmiała się, gdy uciekał przez odrapany korytarzyk, śmiała gdy biegł po schodach przeskakując trzy stopnie naraz, śmiała gdy pędził przez szarą, osiedlową ulicę.” – coś tu nie gra. Przed kolejnymi gdy powinny być przecinki, co będzie wyglądało paskudnie. I to “śmiała” bez (słusznie) powtarzanego zaimka “się” nie brzmi dobrze. Nie mam jednakowoż pomysłu, jak z tego wybrnąć

 

“w ciągu ponad trzydziestu lat od spotkania Cyganki[-,] wyśnił ich tylko siedemdziesiąt dziewięć.”

 

“Widział śmierć, która wyglądała jak na obrazkach, była straszliwie wychudzona i miała czarny płaszcz z kapturem, który zasłaniał jej twarz.”

 

“niosła w kościstej ręce śmierdzące kadzidło. Śmierć zapytała go” – mimo że do kadzidła zaimek byłby “je”, więc niby “go” jednoznacznie wskazuje na bohatera, jest tu moment zawieszenia

 

“Odpowiedział, że tak[+,] wie, że teraz umrze.” – na dodatek to “rze” na końcu dodaje kolejne “że”

 

“Wtedy śmierć zdjęła kaptur[+,] pod którym widniała kolorowa chusta”. Zaraz potem kolejne “który”

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Domyślam się, że życie Waldemara zdeterminowała wróżba Cyganki, ale brakło mi choćby szczątkowych wyjaśnień, dlaczego tak się stało, czym Waldemar zasłużył sobie na tak osobliwą przepowiednię?

 

skąd miał wi­dzieć, kto go wrę­cza. –> Literówka.

 

Na­gro­da upa­dła i roz­trza­ska­ła się z gło­śnym hu­kiem o deski pod­wyż­sze­nia. –> Masło maślane. Huk jest głośny z definicji.

 

się­gnął po notes z szaf­ki. –> Raczej: …się­gnął na szafkę po notes.

 

Skoń­czył pisać po dłu­giej chwi­li, scho­wał notes i zga­sił świa­tło. Nie za­snął jesz­cze długo… –> Nie brzmi to najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@drakaina, @regulatorzy – dzięki wielkie za uwagi, jesteście niezastąpione ;) Poprawiłem tekst.

 

@drakaina:

Jest tu pomysł, ale czegoś brakuje. Nie wiem czego… Jakiegoś domknięcia, jakiejś mocniejszej pointy? Może jakiegoś nawiązania do tej pomyłki w nazwisku z pierwszego akapitu? Coś tu w każdym razie nie do końca wybrzmiewa, może to pomysł na nieco dłuższy tekst?

 

Szort bazuje na moim własnym śnie. Otóż śniłem raz, że muszę wyśnić 80 innych snów, żeby się obudzić – jakkolwiek to brzmi ;) Moim zamysłem było napisać tekst, który by mówił o życiu i śmierci w sposób z jednej strony nieoczywisty, a z drugiej inny dla różnych czytelników. 

Po dłuższym czasie leżenia tej historii w wirtualnej szufladzie, również dostrzegam, że nie ma w niej jakiejś takiej iskry. Cóż, w życiu także tak bywa, że tego nie ma. Raczej nie będę przerabiał.

 

Domyślam się, że życie Waldemara zdeterminowała wróżba Cyganki, ale brakło mi choćby szczątkowych wyjaśnień, dlaczego tak się stało, czym Waldemar zasłużył sobie na tak osobliwą przepowiednię?

Może zasłużył sobie tym, że o taką przepowiednię prosił? Może tym, że w nią uwierzył? A może tak naprawdę nie było żadnej przepowiedni, tylko przewrażliwiony nastolatek wziął do siebie gadanie szalonej Cyganki?

Exit light

Hmmm. Mnie też czegoś zabrakło: zdecydowanego zakończenia i fantastyki. Gdyby faktycznie umarł, można by się tej fantastyki doszukiwać. Trochę na siłę (wielka jest siła sugestii i samospełniających się przepowiedni), ale byłby jakiś punkt zaczepienia.

Bo w tej chwili – cienko z nim. Chłopcy mogli pójść do Cyganki, mogła jednemu coś takiego wywróżyć, mógł w to uwierzyć…

Ale pomysł mi się podobał. Cała reszta też – jak na szorta – wystarczy.

Babska logika rządzi!

Dzięki @Finka, cieszę się :)

Zakończenie w zamyśle jest otwarte, choć dotychczasowi czytelnicy, raczej idą w kierunku interpretacji pozytywnej. Niektórzy nawet się uśmiechają po lekturze. Gdyby tylko wiedzieli, co autor miał na myśli…

Exit light

Gdyby Autor więcej w tekście podpowiedział, to by wiedzieli. ;-p

Babska logika rządzi!

Touché @Finkla :D Cóż mogę powiedzieć, uczę się jak to robić. A Czytelniczka (-ik) i tak wie swoje.

 

Mi się nawet podoba, że ludzie się uśmiechają po przeczytaniu tego tekstu.

Exit light

Jest tu pomysł. Ale zabrakło mi w tekście napięcia – takiego ułożenia zdań, że czekałbym z niecierpliwością, co się zaraz stanie w tekście. bo motyw z Cyganką i śmiercią z końca spodobał mi się. A tak całość ni ziębi, ni grzeje – nie wygenerowało emocji.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

No, ale coś tam się spodobało ;) (pocieszam się). Dzięki za opinię @NoWhereMan. Trudno z tym napięciem, ale pomyślę.

Exit light

forma nagrody, również była

Bez przecinka między podmiotem, a orzeczeniem. I – tablica stanowiła formę?

 Włączył światło nocnej lampki

Hmm. Nie wydaje mi się to naturalne. Może po prostu zapalił lampkę?

 Wybrzuszona kołdra na lewo od niego zaczęła wydawać dziwne pomruki.

Kołdra mruczała? Wiem, o co chodzi, ale potknęłam się.

 wzbudzając trzęsienie materaca

Dziwne.

 Byli młodzi, chcieli zrobić coś niezwykłego

Nie znam się na chłopcach, ale nie wydaje mi się to prawdopodobne. Do Cyganki poszłaby stara babuleńka, a nie grupa młodzieńców.

 naraz oraz gdy

"Oraz" zaburza mi przepływ tekstu. Dałabym raczej przecinek.

 Tak naprawdę słyszał ten śmiech do dziś.

Dlaczego "tak naprawdę"? Była co do tego wątpliwość?

 Próbował jedynie odkryć, co robić, żeby ich nie śnić.

Nieprawdopodobne, ale fantasy.

Z reguły ma to wydźwięk pozytywny, kojarzy się ze spokojem i brakiem cierpienia.

Nie ma. To znaczy, w zlaicyzowanej i utylitarystycznej kulturze może i tak, ale ludzie religijni nieprzypadkowo modlą się o to, żeby śmierć nie przyszła nagle i niespodziewanie. Koniec dygresji – to temat-rzeka. Ponadto – "wydźwięk pozytywny" może mieć mówienie, ale sam fakt już mniej.

 Jest tu pomysł, ale czegoś brakuje.

Tak, mam to samo wrażenie. Jakbyś tego pomysłu tylko dotknął, przesunął ręką po wierzchu. Może faktycznie chodzi o napięcie?

brakło mi choćby szczątkowych wyjaśnień, dlaczego tak się stało, czym Waldemar zasłużył sobie na tak osobliwą przepowiednię?

To akurat chyba niekonieczne – czy musiał czymś zasłużyć? S…tuff happens. Pomysł pasuje do horroru kosmicznego.

 Gdyby tylko wiedzieli, co autor miał na myśli…

Zaraz pójdę po szklaną kulę :P

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

@Tarnina, bardzo dziękuję za odwiedziny i uwagi :)

 

Bez przecinka między podmiotem, a orzeczeniem. I – tablica stanowiła formę?

 Usunąłem przecinek. Forma nagrody – hmm… może faktycznie, ale na razie nie znajduję lepszego wyrazu.

 

Hmm. Nie wydaje mi się to naturalne. Może po prostu zapalił lampkę?

Racja, poprawione.

 

Kołdra mruczała? Wiem, o co chodzi, ale potknęłam się.

Dziwne.

Ma to być żartobliwe, rozumiem, że nie zachwyca :/ mimo to zostawiam.

 

Nie znam się na chłopcach, ale nie wydaje mi się to prawdopodobne. Do Cyganki poszłaby stara babuleńka, a nie grupa młodzieńców.

Hmm, nie zgadzam się. Młodzieńcy robią różne dziwne rzeczy przed maturą, są np. wyjazdy pielgrzymkowe do Częstochowy, więc dlaczego nie Cyganka? Ale pomyślę, może coś tutaj dodam.

 

"Oraz" zaburza mi przepływ tekstu. Dałabym raczej przecinek.

Przecinek mi nie pasuje, dodałem “i” nieco zmieniłem to zdanie.

 

Dlaczego "tak naprawdę"? Była co do tego wątpliwość?

Zmieniłem, choć nie bez wątpliwości (trudno mi było jakoś to z sensem przerobić).

 

Nie ma. To znaczy, w zlaicyzowanej i utylitarystycznej kulturze może i tak, ale ludzie religijni nieprzypadkowo modlą się o to, żeby śmierć nie przyszła nagle i niespodziewanie. Koniec dygresji – to temat-rzeka. Ponadto – "wydźwięk pozytywny" może mieć mówienie, ale sam fakt już mniej.

Tak – nawiązuję do laickiego podejścia, brak cierpienia itd. Słowo “wydźwięk” bo w poprzednim zdaniu mam: myślał o ludziach, o których się mówi, że umarli we śnie.

 

Tak, mam to samo wrażenie. Jakbyś tego pomysłu tylko dotknął, przesunął ręką po wierzchu. Może faktycznie chodzi o napięcie?

No może. Mój utwór, więc trudno mi tutaj rzetelnie go ocenić. Mam też spory sentyment do tej historii.

 

To akurat chyba niekonieczne – czy musiał czymś zasłużyć? S…tuff happens. Pomysł pasuje do horroru kosmicznego.

Też tak myślę ;)

 

Zaraz pójdę po szklaną kulę :P

Tylko uważaj na czarnego kota, lubi spać w schowku na najwyższej półce regału, z łapą opartą o trzonek miotły :P

 

Exit light

są np. wyjazdy pielgrzymkowe do Częstochowy, więc dlaczego nie Cyganka?

A, widzisz, to są dwie zupełnie różne rzeczy. Pielgrzymka jest zdecydowanie bardziej "męska", jako wyprawa ku Bogu/samowiedzy/wiedzy o świecie/niepotrzebne skreślić. Wysiłek mięśni i porządkowanie sobie rzeczy w głowie na świeżym powietrzu. Są niewierzący, którzy mimo to wybierają się do Composteli po prostu dla oderwania od wyścigu szczurów, dla kontaktu z przyrodą, żeby poznać nowych ludzi. Sama bym się wybrała, gdybym mogła.

A Cyganka – po pierwsze, wizyta u niej trwa góra pół godziny. Potem wyjdziesz i nic się nie zmieni. W ciasnym, dusznym wnętrzu nie jesteś wolny, żeby iść przed siebie – kieruje Tobą obca baba, która niby wie lepiej, ale właściwie skąd? Czym się różni od Ciebie? Że jest starsza? Ty nie robisz niczego, masz tylko słuchać i się zachwycać. Nie wydaje mi się, żeby młody chłopak chciał być pouczany przez "mądrość wieków" – nie ma tego dość w domu? W szkole?

 Przecinek mi nie pasuje, dodałem “i” nieco zmieniłem to zdanie.

Zdecydowanie lepiej, tylko wkradła się literówka ("ulicę").

 Zmieniłem, choć nie bez wątpliwości (trudno mi było jakoś to z sensem przerobić).

OK.

 Tak – nawiązuję do laickiego podejścia, brak cierpienia itd.

Dobra, przyznaję, że jestem ciut przewrażliwiona.

 Słowo “wydźwięk” bo w poprzednim zdaniu mam: myślał o ludziach, o których się mówi, że umarli we śnie.

A, tak. Jakoś mi się nie zahaczyło.

 Tylko uważaj na czarnego kota, lub spać w schowku na najwyższej półce regału, z łapą opartą o trzonek miotły :P

:D

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

@Tarnino – dziękuję za ponowne rzucenie okiem. Poprawiłem tę literówkę.

Exit light

Przeczytałem i przyznaję, że motyw Cyganki i klątwy/przepowiedni był bardzo dobry. Dość abym wyostrzył zmysły i wtopił się w klimat, oczekując wstrząsu zakończenia… Tutaj musiałbym powtórzyć opinie za resztą komentujących ;)

 

Peace and love :)

Dzięki @Blacktom. Spróbuję jeszcze kiedyś Tobą wstrząsnąć ;)

Exit light

Całkiem ciekawy pomysł tutaj się wyłania, choć myślę, że dałoby radę pokazać go z lepszej strony. Odwróciłbym kolejność. Pokazując kolejne sny Waldemara i fakt, że nerwowo zapisuje ich treść i je odlicza, wzbudzasz zainteresowanie czytelnika. Wróżna sprzed lat odkrywa karty i byłaby świetną puentą, ale jeśli umieszczasz ją w połowie, tak jak tutaj, no to oczekuję, że zaskoczysz mnie czymś w prawdziwej końcówce. Tymczasem po prostu spełniasz przepowiednię i zostawiasz mnie z niedosytem.

Próbowałem w tym krótkim tekście pokazać paradoksy życia: walkę z nieuchronnością śmierci, cele, które nie mają zbytniego sensu i często są opatrznie rozumiane przez otoczenie i samą śmierć – a właściwie taką śmierć/nieśmierć, bo do końca nie wiadomo, czy to nie sen przypadkiem. Faktycznie, może zmiana kolejności lepiej by poukładała tę historię i zbudowała napięcie, pomyślę o tym. Dzięki za uwagę!

Exit light

A ja się nie doczepię do niczego. Wykonanie świetne, idealny pomysł na krótką formę, ciekawe, otwarte zakończenie. Nie, nie chcę wiedzieć co autor miał na myśli :). Dla mnie wiarygodne jest to, że drobne zdarzenie z naszej młodości może zdeterminować wybory w przyszłości. Niektórzy wpadają w małe obsesje ale cóż… Życie bez wariatów byłoby nudne :) 

Dzięki @Firiel :) Miło mi, że Ci się spodobało.

Exit light

Pomysł bardzo dobry i kiedy przeczytałem dwa pierwsze fragmenty, byłem już naprawdę wkręcony w historię. A potem przyszedł trzeci fragment – końcowy, jak się okazało – i bardzo się zdziwiłem. Nieco to dla mnie za krótkie, przez co nie wybrzmiewa tak dobrze, jak by mogło. 

No i prywatnie wzbudził bardzo przyjemne skojarzenia z czasów fascynacji świadomym śnieniem i notowania własnych marzeń sennych. O rany, gdybym wtedy mógł żyć tylko do 80 zapamiętanych, pewnie nie przeżyłbym nawet tych jednych wakacji. :)

Dzięki barniuszu za odwiedziny i komentarz.

 

Jako dzieciak, pamiętam, że miałem koszmary, które przerażały nie tylko mnie, ale też moje otoczenie. Czasem to się łączyło z lunatykowaniem. Potem byłem zafascynowany “programowaniem” snów, udawało mi się zmieniać sen w trakcie śnienia ;) Przypomniałeś mi o tym – dzięki.

 

Jeśli chodzi o tekst, został napisany praktycznie podczas jednego “posiedzenia”, bardzo pod wpływem Kereta ;)

Exit light

Nowa Fantastyka