- Opowiadanie: Realuc - Promocja na nieśmiertelność

Promocja na nieśmiertelność

Tym razem, zainspirowany vlogiem o pewnym start-upie, postanowiłem spróbować się z science fiction, które nie jest do końca moim gatunkiem.  Ale jak to ja, eksperymentować lubię, więc czemu nie. No i przy okazji spasowało na konkursik.

Dzięki z góry za wszelkie komentarze. 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

NoWhereMan, Finkla, Użytkownicy IV

Oceny

Promocja na nieśmiertelność

Adam

 

– To niemożliwe! Musi być jakiś sposób! Pójdę jeszcze jutro i…

– Byłem tam dzisiaj, wczoraj, jak i w wiele innych dni. Byłem już wszędzie. Nic nie możemy…

– Jak możesz tak mówić!

Alicja usiadła w fotelu, zakryła twarz dłońmi i zaczęła płakać. Adam podszedł do żony i klęknął, rozchylając jej ręce.

– Ja też nie mogę się z tym pogodzić. Oboje dobrze wiemy, jak długo się o nią staraliśmy, ale…

– Nie ma ale, rozumiesz? Nie jestem w stanie żyć z tą myślą. Nic, co powiesz, tego nie zmieni.

– Rozmawiałem z najlepszymi lekarzami. Serce nie da już rady długo funkcjonować, nawet z tym całym żelastwem, które Madzia ma wszczepione. Wszyscy dają jej najwyżej parę miesię…

– Nie, powiedziałam!

– Mamo, dlaczego się kłócicie?

W progu salonu pojawiła się mała dziewczynka. Miała na sobie różową spódniczkę i koszulkę w jednorożce. Dwa piękne, jasne warkocze opadały na plecy. Adam podbiegł do córki a Alicja starała się szybko wytrzeć łzy rękawem swetra.

– Nie kłócimy się, kochanie. Po prostu… mama ma dziś gorszy dzień. Każdy takie miewa.

– Chodzi o mnie? – zapytała dziewczynka, tuląc się do ojca.

Adam nie odpowiedział. Pocałował w czoło Madzię, wstał i rzekł głośno, udając radosnego:

– Słuchajcie! Jest sobota i nikt nie idzie do pracy ani do szkoły. Zróbmy coś fajnego! A zacznijmy od… pysznego obiadu, który ugotuje dzisiaj tata, właśnie tak! Zajmijcie się chwilę sobą, moje drogie panie, a ja wyskoczę do sklepu i kupię coś pysznego. A potem gdzieś pojedziemy. Zgoda?

Alicja i Madzia kiwnęły głowami, choć żadna nie uśmiechała się szczerze. Nie czekając na inną reakcję Adam wyszedł z domu. Ruszył w stronę najbliższego sklepu, choć ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę, było gotowanie.

W zasadzie na nic nie miał ochoty. Bo i jak w takiej sytuacji mógłby cieszyć się z czegokolwiek?

Szedł ze spuszczoną głową, w myślach trwała batalia. Kiedy przechodząc pod piętrową autostradą uniósł wzrok, dostrzegł na ścianie wieżowca nowy świetlny billboard. Nie miał w zwyczaju zwracać uwagi na reklamy, jednak dziesiątki krążących między sobą mózgów rzucały się w oczy bardziej, niż kolejne kiełbaski do domowego wydruku. Adam przystanął i przeczytał, pojawiający się co chwilę, napis:

 

Promocja na nieśmiertelność!

Tylko teraz wykupując pakiet rodzinny (minimum trzy osoby) zyskujesz 20% rabatu!

Nie zwlekaj! Już dziś zapewnij sobie wieczną przyszłość!

Szczegóły sprawdzisz na stronie Fabryki Jaźni.

Poleca: dr Ostojec

 

 

Ostojec

 

– Wejść – powiedział głośno doktor Ostojec, kiedy rozległo się pukanie do drzwi jego gabinetu.

W progu pojawiła się nieprzeciętnie szczupła, wręcz koścista postać o haczykowatym nosie i rudej czuprynie. Chudzielec usiadł naprzeciwko szefa, gestem odmówił podsuwanej mu szklanki pełnej whisky, i rzekł nieco roztrzęsionym głosem:

– Zakończyliśmy ostatnie badania na świ… to znaczy na obiekcie S8.

– To świetnie – zaczął doktor – tylko przestań pierdolić takim oficjalnym tonem. Jesteś mi jak brat. Nikt nie wie tyle, co ty.

Rudzielec uśmiechnął się uwydatniając piegi. Młodszy od niego szef nachylił się nad biurkiem i dodał podnieconym głosem:

– Mów zatem, na czym stoimy. Musimy w końcu posłać w świat kolejny pseudo dowód, aby podtrzymać te wspaniale rosnące słupki sprzedaży. No i napij się do cholery, Mącki! Dziś otworzyliśmy nową, największą do tej pory fabrykę! Mamy za co wznosić toast!

Mącki opróżnił szklankę jednym przechyleniem i zaczął niepewnie:

– No więc tak… Proces witryfikacji jest doskonały, po zakończeniu kriostazy mózg obiektu S8 był w idealnym stanie. Nie ucierpiała żadna komórka. Jednak dalszy proces jest… chyba niemożliwy.

– O tym wiemy, Mącki. Sęk w tym, aby przekazać, że będzie możliwy. Gramy na czas. Próbowaliście przenieść świadomość do maszyny jaźni, tak?

– Właśnie tak. Odczyty nie są zadowalające. Nawet jak na świnie. A co dopiero, kiedy spróbowalibyśmy na mózgu jednego z naszych klientów.

Doktor Ostojec zapalił papierosa, zaciągnął się głęboko i wypuścił dym z uśmiechem na twarzy.

– Przynajmniej próbowaliśmy – zaśmiał się głośno.

– Co teraz zrobimy? Mamy w fabrykach setki tysięcy mózgów, a w tamtym roku obiecywaliśmy całemu światu, że sfinalizowanie procesu to kwestia paru najbliższych lat.

– Ach, Mącki, za bardzo się przejmujesz. Jestem najbogatszym człowiekiem na świecie, rozumiesz? Kto może mi coś zrobić? Jak cokolwiek udowodnią, skoro nikt nie ma wstępu do naszych fabryk i laboratoriów? Będziemy grać na czas, jak do tej pory. Przełożymy wszystko o kolejne dziesięć lat a ciemnemu ludowi nie zostanie nic, jak czekać i wierzyć.

Doktor zgasił papierosa i napełnił szklankę whisky.

– Ale, jak już mówiłem, trzeba posłać w świat coś wiarygodnego. Zróbcie to samo z obiektem S9, nagrajcie wszystko, zmieńcie parametry odczytu z maszyny jaźni tak, aby wyglądały autentycznie i bum! Na świni się udało, przerzuciliśmy jej świadomość w sferę cyfrową! Następny będzie człowiek, a potem już tylko krok do androida. I mamy kolejną, wspaniałą reklamę!

W biurze nastała cisza. Mącki przemyślał słowa szefa, pokiwał głową i wstał.

– Zrób to dobrze, a czeka cię niemała premia – dodał doktor, kiedy jego najbliższy pracownik przechodził przez próg.

Ostojec został sam. Wstał i chwiejnym krokiem podszedł do lustra. Popatrzył na twarz, która prześladowała go od dziecka. Pełna bruzd i deformacji, szczególnie nosa i uszu. Niegdyś ojciec zostawił jego matkę, bo nie mógł pogodzić się, że urodziła takiego potwora. Potem ów potwór był prześladowany w szkole, na ulicy, wszędzie. I nastał dzień, w którym przyrzekł sobie, że ludzie przestaną drwić, a będą go podziwiać i przed nim klękać.

I stało się. Kiedy jest się najbogatszym człowiekiem na świecie, twarz nie ma znaczenia. Wszyscy śmiali się z niego, teraz on może śmiać się z całego świata, tworząc największy przekręt w historii ludzkości.

Doktor połączył się ze swoją sekretarką i oznajmił błękitnej kobiecie, która pojawiła się na środku pokoju w postaci hologramu:

– Odwołaj wizytę w klinice. Nie będę zmieniał swojej twarzy.

 

 

Adam

 

 

– Śpisz? – Adam położył dłoń na ramieniu żony i potrząsnął lekko.

– Nie.

Alicja ani drgnęła. Leżała obrócona plecami do męża, patrząc pusto w ścianę oświetloną wlewającym się do pokoju blaskiem księżyca.

– Wiesz, tak sobie myślę… Pamiętasz, jak mówiłem ci o tej firmie, która oferu…

– Zróbmy to – przerwała nagle i obróciła się w stronę Adama.

– Długo nad tym myślałem. Uważam, że…

– Nie ma już innej możliwości. Zostały ostatnie tygodnie. Lepiej mieć choć cień szansy, że kiedyś będziemy razem, niż żyć bez niej.

Adam przysunął się do Alicji, przytulił ja mocno i rzekł szeptem, jakby bał się własnych słów:

– Zróbmy to.

 

 

*

 

 

Budynek Fabryki Jaźni nie wyróżniał się niczym szczególnym. Gdyby nie logo nad wejściem, które przedstawiało androida trzymającego w dłoniach mózg, mógłby być równie dobrze szkołą lub biblioteką.

Adam postawił nogę na pierwszym stopniu prowadzącym do wejścia i zatrzymał się gwałtownie. Popatrzył na Alicję, a potem na córkę, która trzymana za rączki stała między rodzicami. Klęknął na jedno kolano i powiedział:

– Madziu… wiesz, że bardzo cię z mamą kochamy, prawda?

Dziewczynka pokiwała głową. Adam długo rozmyślał o tym, co powie córce na… koniec. Ale co można powiedzieć dziecku, które zamierza się uśmiercić? Czy jego rodzice popełniają najgorszą decyzję w swoim życiu? Tysiące myśli wirowało w głowie. Ale było już za późno. Postanowili. Trzeba iść dalej…

– Teraz idziemy do takiego specjalnego lekarza. Wszyscy razem. Poddamy się zabiegowi, po którym… zaśniemy na jakiś czas. A kiedy znowu się obudzimy, będziesz już zdrowa.

– I znowu będziecie szczęśliwi, jak kiedyś? – zapytała Madzia, na co Alicja obróciła głowę w stronę ulicy, aby ukryć wzbierające łzy.

– Tak, kochanie. Właśnie tak. Wszyscy znowu będziemy szczęśliwi – odpowiedział drżącym głosem Adam, wstał i wszedł na kolejny stopień.

I na kolejny.

I jeszcze jeden.

Wszedł do środka jako pierwszy, tuż za nim Alicja z Madzią na rękach. Wnętrze jak najbardziej przypominało laboratorium na miarę końca dwudziestego pierwszego wieku. Było biało i sterylnie, mocne światło raziło w oczy. Przywitał ich specjalnie zaprogramowany droid przypominający staroświecki odkurzacz:

– Witajcie państwo w Fabryce Jaźni. W czym mogę pomóc?

Adam poczuł się dziwnie rozmawiając z robotem. Droidy zastępujące ludzi w różnych zawodach to była stosunkowa nowość i nieczęsto się je jeszcze spotykało. Tutaj była ich cała masa. Dostrzegł tylko jednego człowieka, kobietę, która daleko, pod marmurową ścianą, stała za podświetlaną ladą recepcji.

– Eee… my… jesteśmy umówieni na… zabieg. Rezerwacja na nazwisko…

– Już państwa zeskanowałem, znakomicie. Proszę za mną, zabieg przeprowadzi doktor Warzynik.

Droid zaczął się oddalać.

– Hej, zaczekaj! Nie tak się uma…

– Proszę za mną – odparł z oddali droid i uparcie podążał przed siebie, aż w końcu zniknął im z oczu.

– Widocznie nie są doskonale zaprogramowane. Załatwię to – rzekł Adam do żony i poszedł w stronę kobiety stojącej za ladą.

– Mogę w czymś pomóc? – zapytał okropnie chudy, rudy mężczyzna, kiedy Adam wpadł na niego przypadkiem.

– Eee… dzień dobry. Chyba wkradła się jakaś pomyłka. Przyszedłem z rodziną na… zabieg. Ale droid przydzielił nam innego doktora. Korespondowałem z państwem i prosiłem, aby przy całym procesie był sam doktor Ostojec. Dostałem potwierdzenie i…

– Rozumiem, rozumiem. Musiała wkraść się jakaś pomyłka do systemu droidów. Zresztą, chyba osobiście z panem pisałem. Pan Adam?

– Tak.

– Wszystko będzie tak, jak sobie pan życzył. Osobiście udam się po doktora, proszę tutaj zaczekać.

– Dziękuję panu bardzo.

Kościsty człowiek oddalił się, a Adam wrócił do Alicji i Madzi, które stały na środku holu, dygocząc lekko. Rzeczywiście, wewnątrz było chłodno. Podniósł córkę i przytulił mocno kobiety swojego życia. Chłonął tę chwilę jak żadną inną. Być może był to ostatni raz, kiedy czuje ich drżące ciała, bijące serca i oddech na szyi.

– Wszystko będzie dobrze. Zabieg przeprowadzi sam doktor Ostojec – rzekł cicho Adam i zamknął oczy, marząc jedynie o tym, aby ta chwila trwała wiecznie.

 

 

Ostojec

 

 

– Coś się stało? Mówiłem, żeby nikt mi dziś nie przeszkadzał.

Mącki wszedł do gabinetu Ostojca i wskazał palcem w podłogę.

– Na dole czeka rodzina, która wykupiła ofertę vip.

– A, no tak, zapomniałem. Trudno, klient płaci, wymaga. Idę zatem zapewnić nieśmiertelność kolejnym głupcom.

Doktor Ostojec narzucił na czarną marynarkę biały fartuch i ruszył do wyjścia. Po drodze spojrzał na dziwny wyraz twarzy Mąckiego i zapytał:

– A tobie co?

– Nic takiego. Po prostu… ten facet, kiedy wysłał zgłoszenie, opisał mi całą historię rodziny. Nie wiem po co, ale to zrobił. Ich córka jest nieuleczalnie chora, a wcześniej jej matka cztery razy poroniła.

– Coś tak nagle zaczął się przejmować ludzkimi losami? Sumienie cię ruszyło? W dzisiejszych czasach ten, kto przejmuje się drugim człowiekiem, nic nie osiągnie. Jeszcze coś chcesz dodać?

Mącki pokręcił tylko głową i wyszedł z gabinetu zaraz za doktorem. Obaj zeszli po spiralnych schodach i w milczeniu rozdzielili się w głównym holu. Ostojec spostrzegł trzyosobową rodzinę. Facet tulił do siebie kobietę i małą dziewczynkę. Nie robiło to jednak żadnego wrażenia na doktorze. Widział nie takie sceny przed zabiegami.

– Dzień dobry – powiedział, szczerząc się nienaturalnie.

– Dzień dobry, doktorze – odpowiedział mężczyzna.

– Możemy na słówko? Tak nie przy… dziecku? – Zapytał Ostojec, ostatnie słowo wypowiadając szeptem.

Gdy odeszli we dwóch na bok, doktor zapytał ściszonym głosem:

– Zna pan procedury zabiegu? Wie pan, że mózg musi być, że się tak wyrażę, świeży, a co za tym idzie, poddamy państwa zabiegowi chwilowej śmierci. Chwilowej, bo zaraz potem oczywiście wasze mózgi w idealnym stanie zostaną przechowane do dnia, w którym trafią do nowego, nieśmiertelnego ciała.

– Ta…aak. Znam wszystkie procedury – wybąkał mężczyzna.

– Złożył pan wszelkie wymagane dokumenty?

– Tak.

– Świetnie, no to zaczynajmy. Sala zabiegowa jest na pierwszym piętrze, proszę za mną.

Doktor Ostojec ruszył w stronę schodów, wydając po drodze jakieś polecenia śmigającym pod nogami droidom. Mężczyzna, wraz z żoną i córką, podążyli za nim.

Ku nieśmiertelności.

Przynajmniej taką mieli nadzieję, bo tylko taka im została.

 

Rok później

 

SZOK!

Fabryka Jaźni to był jeden wielki przekręt!

Po tym, jak w poniedziałek rano najbliższy współpracownik, a zarazem posiadacz wielu spółek należących do Fabryki, doktor Mącki, opublikował nagrania z podsłuchów, zawrzało na całym świecie!

Mącki nagrał swoje rozmowy z doktorem Ostojcem, z których dowiadujemy się strasznych rzeczy! Mózgi klientów firmy są, co prawda, w świetnym stanie, jednak badania, które miały prowadzić do dalszego etapu obiecanej nieśmiertelności, były ustawiane i przekłamane. Sam Mącki powiedział w wywiadzie, że nie był dłużej w stanie uczestniczyć w tym procederze i podda się wszelkiej, i jak sam określił, zasłużonej karze.

Co najważniejsze, główny sprawca największego przekrętu w dziejach ludzkości zniknął bez śladu. Z jego zapleczem znajomości jak i środkami finansowymi, które zgromadził przez te wszystkie lata, z pewnością nie da się szybko namierzyć. Oskarżona została tylko wąska grupa pracowników, którym udowodniono, że o wszystkim wiedzieli i dobrowolnie w tym uczestniczyli. Najważniejsze pytanie, które zadają teraz wszyscy:

 

CO Z NASZYMI MÓZGAMI!?

 

Otóż sprawa jest bardzo trudna. Umowy i dokumenty, które musieli podpisywać klienci Fabryki Jaźni, były bezbłędnie skonstruowane na korzyść Ostojca. Prawnie, mimo przestępstwa, zarówno mózgi jak i fabryki są jego własnością do czasu śmierci. Będziemy informować państwa na bieżąco o rozwoju wydarzeń.

 

Cyfrowy tygodnik ŚWIT

Czerwiec

 

 

Dziesięć lat później

 

Wiem synku, że w dzisiejszych czasach mało kto wierzy w Boga, jednak jego prawdy będą wiecznie żywe. I zawsze prawdziwe. Pamiętaj, że nie należy odpłacać złem na zło. Jeśli ludzie cię krzywdzą, to pokaż im, jak wartościowym jesteś człowiekiem. Ale nie przez oddanie ciosu, lecz przez wspaniałe serce, które masz. A znam je doskonale, bo jestem twoją matką.

Doktor Ostojec obudził się zlany potem w ciemnym, dusznym pomieszczeniu. Słowa matki z sennego koszmaru jeszcze długo dźwięczały mu w głowie. Po raz pierwszy usłyszał je, gdy miał dziesięć lat, a wspomnienie to wracało przez ostatni czas prawie każdej nocy.

Usiadł na krańcu łóżka, zapalił światło. Przyzwyczaił się do życia w podziemnym schronie, który wybudował na długo przed tymi feralnymi wydarzeniami. Do ciemnych ścian, słabego oświetlenia, braku dostępu do sieci. Do wszystkiego.

Ale nie mógł się przyzwyczaić do tego, co działo się w jego głowie.

Wstał i powiedział sam do siebie:

– Mamo, droga mamo. Zabrakło cię, a ja w pewnym momencie zwyczajnie się pogubiłem. Byłaś jedyną osobą, która mnie akceptowała. Która szczerze mnie kochała. Nie mogę tak dłużej. Dziękuję, że byłaś.

Ostojec podszedł do stolika, spojrzał w lustro, na swoją szkaradną twarz, której nie przysłonił nawet półmrok panujący w pomieszczeniu. Podniósł usmarowany masłem nóż i przystawił do ręki.

Chwilę później rozpłakał się głośno jak małe dziecko, klęknął i cisnął nożem o ścianę.

Zaczął krzyczeć.

Nikt jednak nie miał najmniejszej szansy, aby go usłyszeć.

 

 

Trzydzieści lat później

 

Plac Wyzwolenia Europy jeszcze nigdy nie był tak pełen. W niewiadomym celu zostawiono jedynie pustą przestrzeń na samym środku, ogrodzoną barierami. Ludzie zjechali z całego świata, aby tylko zobaczyć go na żywo. Znienawidzonego doktora, który po tylu latach w końcu się ujawnił. Poprosił władze, nim te postawią go przed sądem, o możliwość publicznego przemówienia. Zgodzono się. Transmisja na wszystkie kraje świata, wielkie ekrany na wieżowcach i setki platform hologramowych, aby każdy w mieście mógł go usłyszeć. Setki tysięcy osób wpatrywało się w wielki taras zabytkowej kamienicy, gdzie miał się zaraz pojawić. Niegdyś ludzie podobnie oczekiwali na papieża. Ten pierwszy jednak dawał jedynie niczym nieudowodnioną nadzieję, ten drugi zaś, choć zakpił z całego świata, dał namacalną szansę na rozwiązanie sprawy śmierci.

Zaczęło się.

W pierwszej kolejności na tarasie pojawiło się dwóch mundurowych, zaraz potem z mroku wyłoniła się trzecia postać. Starzec szedł powoli, podpierając się świetlną laską. Choć miał jedyne siedemdziesiąt lat, to każdy dałby mu co najmniej dwadzieścia więcej. Mimo że jego twarz nigdy nie należała do najurodziwszych, to wiek jeszcze pogorszył sprawę. Skóra na policzkach zwisała, oczy miał zapadnięte, a siwe włosy tak postrzępione i sterczące, jakby trafił go piorun. Doktor Ostojec wszedł na rozdygotanych nogach na podest, przybliżył usta do mikrofonu, odchrząknął. Chropowaty głos zalał całą Warszawę. Przez dłuższą chwilę staruszek wpatrywał się w zapełniony po brzegi plac, odchrząknął raz jeszcze i zaczął mówić:

– Nie będę gadał żadnych wyuczonych formułek. Nie będę też was za nic przepraszał.

Tłum zaczął ryczeć. Policja osłaniająca taras zapobiegawczo utworzyła mur zagradzający drogę pierwszym rzędom. Doktor zignorował setki przekleństw kierowanych w jego osobę i kontynuował:

– Powiem krótko: Nie powinno mnie tu być. Już wiele razy powinienem zdechnąć, leżąc w swojej krwi i gównie. Jednak stoję tu dziś przed wami, po tylu latach, bo jestem wam wszystkim coś winien. Pracowałem nad tym prawie trzydzieści lat i dziś mogę powiedzieć do świata: Dotrzymałem obietnicy i spełniłem swoją umowę. Moje zdrowie jest bardzo marne, więc wkrótce wszystko przekażę w dobre ręce. A, pewnie zapytacie, dlaczego nie poddam się własnemu zabiegowi? Ano dlatego, że mam już się serdecznie dość po tych siedemdziesięciu latach. Nieśmiertelność nie jest dla takich, jak ja. Ale do rzeczy.

Doktor skinął głową do mundurowego po swojej prawej, a ten powiedział coś do zamontowanego przy uchu nadajnika. Wszyscy czekali w napięciu i ciszy. Ciszę tę przerwał dźwięk silnika nadlatującego statku transportowego. Pojazd zatrzymał się w powietrzu nad placem. Po chwili zaczął równo opadać. Wylądował prosto na pustej, ogrodzonej przestrzeni, pośród tysięcy ludzi.

Ostojec przemówił raz jeszcze:

– To jedynie pięćdziesiąt osób, ale wierzę, że z czasem każdy otrzyma to, za co zapłacił. Witajcie w nowej erze. W erze nieśmiertelności.

Po tych słowach właz transportowca otworzył się i opadł na kamienną płytę placu. Wszystkie ekrany i hologramy pokazywały teraz wyjście ze statku. Wyjście, w którym pojawiły się pierwsze sylwetki maszyn. Szły dość sztywno, niepewnie stawiając kolejne kroki. Wszystkie wyglądały identycznie. Jak stalowy człowiek o wzroście nieprzekraczającym stu sześćdziesięciu centymetrów. Szare, bezbarwne roboty. Głowy miały nieco za duże w stosunku do reszty ciała. W miejscach ludzkich oczu świeciły niebieskawe światełka, ust i nosa za to nie było wcale.

Gdy cała pięćdziesiątka maszyn zeszła na plac, wszyscy zgromadzeni najbliżej nich przepychali się jak tylko mogli, aby lepiej widzieć. Roboty rozglądały się, wymieniając spojrzenia między sobą.

– Skąd mamy mieć pewność, że to nie kolejna ściema!? – wykrzyczał ktoś z publiczności, a cały tłum mu zawtórował.

Doktor Ostojec pewnie by coś odpowiedział, gdyby nie fakt, że chwilę przed tym pytaniem dostał wylewu i padł na posadzkę tarasu. Nikt jednak, prócz służb pilnujących starca, tego nie spostrzegł. Wszyscy patrzyli na robota, który trzymając za ręce dwa inne, wyszedł naprzeciw reszty maszyn. Gdy mówił, głos nie brzmiał jak ludzki. Jednak emocje były słyszalne doskonale dla każdego i nikt nie miał wątpliwości, że słowa te wypowiada człowiek:

– Nazywam się Adam, a to moja żona Alicja i córka Madzia. Dawno temu powiedzieliśmy sobie, że będziemy żyć wszyscy, albo wcale. Dziś stoimy tutaj, i choć nie widzimy swych twarzy, to doskonale je pamiętamy.

Po chwili dołączyła do nich reszta maszyn, a raczej ludzi, którzy zaczęli opowiadać swoje historie całemu światu.

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Cześć, Realucu!

 

Przeczytałam :). Co mogę powiedzieć? Opowiadanie jest napisane sprawnym językiem, dobrze oddałeś sferę emocjonalną Adama i jego rodziny, za co duży plus! Założenia konkursu zostały spełnione :).

Za to trochę za wcześnie się zdradziłeś z prawdziwymi zamiarami Ostojca, bo już na samym początku. Ja bym jednak dała delikatne wskazówki czytelnikowi, a samą prawdę ujawniła w artykule gazety :). Sama postać Ostojca wyszła trochę schematyczna – “najbogatszy człowiek świata” brzmi trochę sztucznie. On się dorobił wcześniej, a Fabryka Jaźni/Świadomości (używasz dwóch nazw) była jego późniejszym interesem? Czy raczej zarobił swoją fortunę na niej? Trochę brzmi to podejrzanie, bo raczej nie wskazujesz jednoznacznie na czym się tak wzbogacił.

Czy on sam dopracował sposób na nieśmiertelność, przebywając w tym ciemnym bunkrze? To chyba mało możliwe. Rozumiem, że jeśli zakładał fartuch i miał osobiście przeprowadzić zabieg na rodzinie Adama to był naukowcem, a nie samym inwestorem? :D. Świat jednak nie jest w rzeczywistości taki kolorowy i zazwyczaj “najbogatsi ludzie świata” wykładają tylko kasę, a badaniami zajmują się inni :D.

Jak już wspomniałam o zabiegu to dodam, że trochę za szybko poszedł. Adam z rodziną przychodzą i od razu biorą ich na stół w sali zabiegowej? A gdzie jakiś wywiad, kroplówki wyrównujące, czy coś w tym stylu? ;_;

Okej, trochę się poczepiałam, ale ogólnie to lekturę uważam za całkiem udaną :). Zwłaszcza, że jak już wspomniałam czuć dramat, zwłaszcza Alicji i Madzi.

 

Pozdrawiam!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

sy, dziękuję za komentarz! :) 

 

Co do Ostojca to wzbogacił się właśnie na Fabryce. Masz też trochę racji, że mogłem tak wcześnie tego nie ujawniać, a dopiero w gazecie. No ale tak jakoś wyszło, cóż mam rzec :D

 

Rozumiem, że jeśli zakładał fartuch i miał osobiście przeprowadzić zabieg na rodzinie Adama to był naukowcem, a nie samym inwestorem? :D

Tak, sam też był naukowcem. Nie jest powiedziane, że w schronie pracował sam. Jest powiedziane za to, że miał dużo znajomości więc ktoś zawsze mógł wspomóc :p – tym bardziej, że podczas ostatniej przemowy mówi, że przekaże wszystko w dobre ręce.

 

Jak już wspomniałam o zabiegu to dodam, że trochę za szybko poszedł. Adam z rodziną przychodzą i od razu biorą ich na stół w sali zabiegowej?

Wszystkie formalności ( dokumenty itp. ) był załatwione wcześniej, a sprawy przed operacyjne mogły mieć miejsce przed zabiegiem ;)

 

Na koniec bardzo się cieszę, że uznałaś lekturę za przyjemną :)

Pozdrawiam!

Hm, ja mam niestety mieszane uczucia. Najpierw jest rodzina, potem infodumpy, a potem nawrócenie Ostojca. Jakoś to się słabo łączy. Samego nawrócenia też nie kupuję. Najpierw Ostojec był zły, bo jako dziecko nie kochał go cały świat (co za oklepany motyw), a potem matka mu się przyśniła i hop – nawrócił się? Hmmm…

Sam język też trzeszczy czasem jak nienaoliwiony android:

– w pierwszych kilku zdaniach chyba z 5 razy powtarzasz “jak”; sporo;

– “U progu salonu” – a nie “w progu”?;

– “Miała na sobie (…) dwa piękne, jasne warkocze” – sam widzisz;

– “Zróbcie to samo na obiekcie S9” – a nie “z obiektem”?;

– “oznajmił do błękitnej kobiety” – błękitnej kobiecie;

– “postawił krok na kolejny stopień” – albo “postawił stopę” albo “zrobił krok”;

– “nie często się” – nieczęsto;

– “Nastała pomyłka” – hę?;

– “zawiązał na czarnej marynarce biały fartuch” – w kokardkę? raczej “narzucił na…”;

– “Mózgi klientów firmy mają się co prawda w świetnym stanie” – nie po polsku coś;

– “zasłużonej każe” – tydzień klęczenia na grochu!;

– “na korzyć Ostojca” – literówka;

– “w podziemnym schronie, który stworzył” – schrony się stwarza, a nie buduje?;

– “Zniesławionego doktora” – ale to była prawda, nie? więc nie mógł być zniesławiony, skoro nikt mu bezpodstawnie niczego nie zarzucał; 

– “platform hologramowych” – to co oni mieli oglądać? bo hologram to obrazek, zdjęcie;

– “wpatrywało się na wielki taras” -w wielki…;

– “Pierwsze na tarasie pojawiło się dwóch” – nie po polsku;

– “nie należała to najurodziwszych” – literówka.

 

No nie porwało niestety!

 

PS. Minus 20 punktów do ogólnej oceny za whisky :P. Kurcze, czy inne alkohole już wyszły z użycia i trzeba się posługiwać tymi najgorszymi :/?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Staruch, dzięki za opinię! Wieczorem Ci odpiszę na spokojnie i naoliwię wszelkie błędy!

Oboje zeszli po spiralnych schodach i w milczeniu rozdzielili się w głównym holu. – wiem, ze gender i te sprawy, ale z ciekawości – który był rodzaju żeńskiego? (przepraszam za ten żart, ale popraw na obaj)

 

Gdy odeszli w dwójkę na bok, doktor zapytał ściszonym głosem: – jak wyżej – we dwóch 

 

Pierwsze na tarasie pojawiło się dwóch mundurowych – nie zgrywa się

 

Mimo,(-,) że jego twarz nigdy nie należała to najurodziwszych, to wiek jeszcze pogorszył sprawę. – zbędny przecinek i literówka 

 

Doktor skinął głową do mundurowego po swojej prawej(+,) a ten powiedział coś do zamontowanego przy uchu mikrofonu. – hm, chciałabym to zobaczyć

 

Słabo pokazana przemiana Ostojca. Limit ledwie napocząłeś, mogłeś to rozwinąć.

Nie wiem w sumie dlaczego, ale przypomniał mi się film Transcendencja, może przez to przenoszenie ludzkiej świadomości do maszyny.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dobra, jestem w końcu!

Staruch, śniąca: dziękuję Wam bardzo za wypisanie błędów, prawie wszystko już poprawiłem!

 

Odpowiem Wam wspólnie, bo w sumie podobne zastrzeżenia:

Co do słabo ukazanej przemiany i nagłego bum, bo ukazała się matka: Nie chciałem tekstu rozciągać gdyż:

1.Mało w nim akcji, skupia się na dialogach i przeżyciach, więc nie chciałem, aby zaczął się dłużyć.

2.Poprzedni tekst liczy 60k+ znaków i mało kto go przeczytał z racji tego faktu, a wiele mu poświęciłem.

No i trzy: to nie jest tak, że nagle mama się pojawia i się stało. Jest napisane, że śnią mu się pewne wspomnienia co noc jak i to, że nie może już wytrzymać. Próbuje się zabić, ale z jakiegoś powodu nie jest w stanie i to jest kluczowy moment, w którym postanawia pójść w drugą stronę. Poza tym mamy duże przeskoki czasowe, więc to nie jest tak, że w środę był złoczyńcą, w czwartek przyśniła się matka a w piątek już był po przemianie.

 

Staruch: Co się konkretnie kupy nie trzyma? To co piszesz jest według mnie sensowną ciągłością fabularną, lepszą czy gorszą, ale sensowną. Choć mogę się mylić :(

No i to każdy pija co lubi, więc tu się proszę nie czepiać :P

Pozdrawiam.

Co się konkretnie kupy nie trzyma?

Nie napisałem, że się kupy nie trzyma.

Ale tak – najpierw sporo scenek z rodzinką. którą potem porzucasz, by załatwić ją paroma zdaniami pod koniec. Jest Mącki, który też pojawia się i znika jak kamień rzucony w wodę. Przemianę Ostojca już wymieniłem wcześniej – rzucasz “minęło trzydzieści lat” i z dra Mengele robi się Mahatma Gandhi. O tym mówiłem – że masz jakby opowieści w opowieści, trochę słabo sfastrygowane. 

Ale zaznaczam – to wyłącznie moja prywatna opinia!

 

PS. A preferencje alkoholowe każdy ma swoje – szanuję ;)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Część "rodzinna" – nawet nieźle napisana. Poza… kryteriumLema. Po co przszczepiać jaźń do maszyny, jeśli są powszechne i TAŃSZE przeszczepy serca? Część "ostojcowa" – kładzie cały tekst. Chcesz udowodnić, że opłata od 50 osób (niech będzie że w sumie odkilkunadtu tysięcy, bo ile mogłaby obsłużyć JEDNA klinika w tak krótkim czasie?) uczyniła Ostojca najbogatszym człowieiem świata? Znaczy – zapłacili po kilkadzesiąt milionów dolarów od łebka?! (bo tyle trzeba meć, by stać się dziś najbogatszym człowiekiem świata – w sumie kilkaset miliardów USD!) A przy tym dowiedzieli się o klinice z neonów ogłoszeniowych na ulicy, wartych lumpeksu?! I płacąc taką kasę za zabieg, nie zweryfikowali wyników? I nikt nie miał takiej możliwości, nawet rządy czy konkurencyjne korporacje (bo ZAWSZE są jakieś konkurencyjne korporacje!). Sorki, ale to się kupy nie trzyma. I dlatego mi smutno: Bo wykonanie i niemożliwe do naprawy wewnętrzne drastyczne nielogiczności położyły ideę i w sumie niezły pomysł.

 

Rybaku:

Chcesz udowodnić, że opłata od 50 osób (niech będzie że w sumie odkilkunadtu tysięcy, bo ile mogłaby obsłużyć JEDNA klinika w tak krótkim czasie?

 

– Musimy w końcu posłać w świat kolejny pseudo dowód, aby podtrzymać te wspaniale rosnące słupki sprzedaży.

– Co teraz zrobimy? Mamy w fabrykach setki tysięcy mózgów, a w tamtym roku obiecywaliśmy na cały świat, że sfinalizowanie procesu to kwestia paru najbliższych lat.

Widzisz, czytając spokojniej da się dowiedzieć, że klientów było znacznie więcej. 50 osobom zdążył jedynie przenieść jaźń. 

– To jedynie pięćdziesiąt osób, ale wierzę, że z czasem każdy otrzyma to, za co zapłacił.

I nie JEDNA klinika. Nigdzie nie jest napisane, że jest jedna. Jest za to napisane, że świętują otwarcie kolejnej fabryki. Jedna może być w Polsce. A ile na całym świecie, nie wiadomo. Więc o kasie już nie będę pisał, bo z racji takich ilości ludzi logiczne, że nie płacili takich kwot. 

 

I nikt nie miał takiej możliwości, nawet rządy czy konkurencyjne korporacje (bo ZAWSZE są jakieś konkurencyjne korporacje!)

Owszem , są. Ale jak masz pieniądze i pozycje, to mogą ci naskoczyć. Poza tym to nie miało być opowiadanie o politycznych i korporacyjnych sporach. Gość wyrobił sobie pozycję na świecie a jeśli miałbym opisywać logiczną do tego drogę, musiałbym napisać książkę.

Tak czy siak dzięki Rybaku, że znalazłeś jakieś plusy.

Pozdrawiam ;)

Fabryka z głównym bohaterem jest w Polsce.

Bogactwo głównego bohatera – nadal włączone mam kryterium niewiary – z powodów powyżej.

No i co z tym przeszczepem serca dziewczynki? Skoro kwalifikowała się do przeszczepu mózgu(jaźni), to i serca też. A koszty i łatwość zabiegu niewspółmierne… Kolejne kryterium niewiary,m niestety. Brzytwa Ockhama się włączyła na pełną moc ;/

Pozdr.

Zawsze mogła mieć taką wadę wrodzoną, że żadne serce nie byłoby w stanie się przyjąć. Albo inna wersja. Ale nie będę polemizował gdyż cienki jestem w tych tematach :/ Zawsze może być też inne schorzenie, typu nowotwór czy coś, ale jeszcze mimo wszystko zostanę przy sercu.

A co do Twej niewiary, cóż. To jest science fiction. Jesteś w stanie mieć pewność, jak świat będzie wyglądał za 80 lat? Chyba nie. Wiem, że pewne schematy i działania ludzkie są stałe, ale według mnie człowiek wchodzący w lukę, trend, robiący furorę na świecie + dobry marketing itd. jest w stanie zostać miliarderem w dziesięć-piętnaście lat. Nie wiem czy komuś chciałoby się czytać dokładną drogę do jego bogactwa. Może wygrał w lotka, zainwestował, miał pomysł. Może zaczął grzebać w mózgach żaby w garażu w wieku 10 lat i tak wszystko się zaczęło. Wersji jest wiele, a czasem zamiast załączać przycisk niewiary można zwyczajnie użyć wyobraźni. W końcu nie jesteśmy na portalu naukowym, a to jest opowiadanie science fiction.

Oczywiście nie odbieraj tego co piszę, Rybaku, za żaden atak. Zwyczajna dyskusja :)

Tekst raczej bajkowy i ja go w tych kategoriach odczytuję. Inaczej faktycznie konstrukcja postaci czy logika wydarzeń może naruszyć zawieszenie niewiary. Wady w tym nie widzę, raczej pewną korektę założeń przy odczytywaniu tekstu.

Poza tym tekst w miarę przyjemny, nawet jeśli niekiedy na wstępie mocno próbujący iść w tkliwość (też nie wada, raczej kwestia gustu). Doktora kreślisz po bajkowemu i w tej perspektywie spełnia on swoje zadanie. Najpierw jako oszust, potem jako nawrócony. Inne postacie to raczej tło, narzędzia do wykonania swojej roli. Jako takie się sprawdzają.

Napisane przyjemnym językiem, czytało się dobrze.

Podsumowując: taki bajkowy koncert fajerwerków, nawet jeśli tło nie fantasy, a s-f. Dla mnie warte klika.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan,

dzięki za odwiedziny i za klika ;) jak znajdziesz czas i chęci to zobacz na poprzednie opko. https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/21588 Wiem, że długie, ale zależy mi na opiniach na temat tego opowiadania a mało osób zdecydowało się przez nie przebrnąć :( 

Pozdrawiam ;)

No cóż, pomysł nie powala oryginalnością, ale czytało się całkiem nieźle i tylko zastanawiam się, kto w tej opowieści odzyskał twarz. Jeśli Ostojec, to, pokazawszy światu pięćdziesiąt maszyn wyposażonych w ludzką świadomość, odzyskał ją pośmiertnie.

Wykonanie mogłoby być lepsze.  

 

Ru­dzie­lec uśmiech­nął się uwy­dat­nia­jąc piegi. –> Na czym polega uwydatnienie piegów?

 

Dok­tor Osto­jec od­pa­lił pa­pie­ro­sa… –> Raczej: Dok­tor Osto­jec za­pa­lił pa­pie­ro­sa

 

w tam­tym roku obie­cy­wa­li­śmy na cały świat… –> …w tam­tym roku obie­cy­wa­li­śmy całemu światu

Można obiecać coś komuś, ale nie można obiecać na coś.

 

na cały świat, że sfi­na­li­zo­wa­nie pro­ce­su to kwe­stia paru naj­bliż­szych lat. –> Niezamierzony rym.

 

– Zrób­my to – prze­rwa­ła nagle… –> Raczej: – Zrób­my to – prze­rwa­ła mu nagle

 

Klek­nął na jedno ko­la­no i po­wie­dział: –> Literówka.

 

Ali­cja ob­ró­ci­ła głowę w stro­nę ulicy, aby za­kryć wzbie­ra­ją­ce się łzy. –> …aby u­kryć wzbie­ra­ją­ce  łzy. Lub: …aby u­kryć zbie­ra­ją­ce się łzy.

 

wstał i zro­bił krok na ko­lej­ny sto­pień. –> …wstał i wszedł/ wkroczył na ko­lej­ny sto­pień.

 

Ko­re­spon­do­wa­łem z Pań­stwem i pro­si­łem… –> Ko­re­spon­do­wa­łem z pań­stwem i pro­si­łem

Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy wracamy się do kogoś listownie.

 

Zresz­tą, chyba oso­bi­ście z panem pi­sa­łem. Pan Adam? –> Dziwne, że upewnia się co do imienia pacjenta, a nie nazwiska.

 

które stały na środ­ku sali wej­ścio­wej… –> Sala wejściowa brzmi osobliwie, a przecież ma swoją nazwę.

Proponuję: …które stały na środ­ku holu

 

Osto­jec wy­pa­trzył trzy­oso­bo­wą ro­dzi­nę. –> Zdaje mi się, że poza rzeczoną rodziną w holu nie było nikogo, więc Ostojec nie musiał ich wypatrywać.

 

Mózgi klien­tów firmy mają się co praw­da w świet­nym sta­nie… –> Mózgi klien­tów firmy mają się, co praw­da, świet­nie… Lub: Mózgi klien­tów firmy , co praw­da, w świet­nym sta­nie

 

w dzi­siej­szych cza­sach mało kto wie­rzy w boga… –> …w dzi­siej­szych cza­sach mało kto wie­rzy w Boga

 

Słowa matki z sen­ne­go kosz­ma­ru jesz­cze długo świ­dro­wa­ły mu w gło­wie. –> …długo brzmiały/ dźwięczały/ rozlegały się mu w gło­wie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeśli Ostojec, to, pokazawszy światu pięćdziesiąt maszyn wyposażonych w ludzką świadomość, odzyskał ją pośmiertnie.

 

Właśnie tak. Wielu ludzi zyskało uznanie/sławę itp. dopiero po śmierci. 

;) 

Podobał mi się wątek rodziny z chorym dzieckiem. Jest ładnie napisany, nie miałam problemu, żeby wczuć się w ich emocje i trudne położenie. Wątek Ostojca wypadł słabiej. Musiałam drugi raz wczytać się w scenę ze słowami matki, żeby zrozumieć, co wywołało w nim przemianę. Trochę za łatwo przeistoczył się w pozytywną postać. Na początku opowieści wydawał się jednoznacznie zły. Jednak ogólnie opowieść jest całkiem interesująca.

Hmmm. Wszystko tu wygląda tak schematycznie, jakby czekało na rozwinięcie i wypełnienie szczegółami. Biedna rodzina z nieuleczalnie chorym dzieckiem. Przemiana doktora, zdrada asystenta, najbogatszy człowiek na świecie, 50 androidów ex machina… Raczej efekciarskie niż efektowne.

Ja z kolei nie uwierzyłam w fabrykę, do której nikt obcy nie ma wstępu. Sanepid, inspekcja BHP, PIP… Nic? Tym bardziej, że ma to związek z życiem i śmiercią ludzi. Takie rzeczy raczej się dokładniej kontroluje. Mam nadzieję.

Co właściwie produkowano w fabryce? Androidy? Bo przecież mózgi na zabieg przychodziły same.

Dlaczego ten najbogatszy osobiście nadzoruje najnowszą fabrykę w niedużym kraju?

Adam dowiaduje się o technologii najbogatszego faceta z billboardu? Kto po raz pierwszy zobaczył komputer na afiszu, ręka do góry! Bardzo teatralnie to wychodzi.

Ale jeśli uzna się, że to bajeczka, to czyta się przyjemnie.

Ze spraw warsztatowych, to przecinkologia Ci kuleje.

– Zrób to dobrze, a czeka cię nie mała premia

Niemała.

Babska logika rządzi!

Finkla:

 

Takie rzeczy raczej się dokładniej kontroluje. Mam nadzieję.

Co właściwie produkowano w fabryce? Androidy? Bo przecież mózgi na zabieg przychodziły same.

Wszelką aparaturę potrzebną do ich przechowania/konserwacji itp. Są pewnego rodzaju przechowalnią, biblioteką mózgów, a w oficjalnej wersji tworzy się w nich androidy.

Myślisz, że wszystko, co dziś jemy/kupujemy/jak się leczymy jest świetnie sprawdzane? Jeśli chodzi o pieniądze to można przekupić każdego. Powstaje jedzenie, które szkodzi, używki, które szkodzą, leki, które gó..o dają, ale są oficjalnie dostępne. Bo kasa.

 

Dlaczego ten najbogatszy osobiście nadzoruje najnowszą fabrykę w niedużym kraju?

Tu może mój błąd, bo nie wyjaśniłem w tekście dokładnie, ale też nie jest powiedziane, że najnowsza fabryka, za którą piją, to ta w której są. Są w jednej z fabryk, która powstała jako pierwsza, a jest ona w Polsce, bo Ostojec jest polakiem. Btw za sto lat różnie może być, może nasze granice będą znacznie większe czy coś :P

 

Adam dowiaduje się o technologii najbogatszego faceta z billboardu? Kto po raz pierwszy zobaczył komputer na afiszu, ręka do góry!

Nie jest powiedziane, że wtedy pierwszy raz się o tym dowiedział. Przykład odnośnie wspomnianych komputerów: Wiem, że jest jakaś marka, która jest bardzo znana, ale nigdy nie brałem jej pod uwagę z różnych względów. W końcu staję pod ścianą, i dla swoich potrzeb nie widzę już innej możliwości. Dodatkowo właśnie wtedy widzę reklamę z tym produktem.

Pozdrawiam ;)

No, zgadza się, że niektóre środki sprzedawane jako lekarstwa nie pomagają na nic (oprócz problemów finansowych dystrybutorów). Ale to jeszcze nie znaczy, że nikt nie może wejść do fabryki.

No, trochę to naciągane, że reklama mu pomogła w skojarzeniu czegoś, na co powinni wpaść już dawno, ale niech Ci będzie.

Babska logika rządzi!

Nectome… Najmniej spodziewałem się optymizmu na końcu, a tu proszę. :-) 

Napisałbym więcej ale że jestem niejako “z branży” to byłoby to dość niereprezentatywne (nie z pozycji randomowego czytelnika).

 

 

Ej, czemu, kk_kk? Każdy jest z jakiejś branży, dzielimy się wiedzą…

Babska logika rządzi!

Właśnie, Nectome :) Widzę, że jesteś w temacie, więc Twoje uwagi jako kogoś z branży chętnie przyjmę ;) Optymizm na końcu wziął się z założeń konkursu :o

Oki. Co do Ostojca w realu to myślę że oprócz kasy i sławy on naprawdę wierzy, choć po części, w to co robi. Jest z okolic MIT, czyli elita, ale ma misję z tyłu głowy. Zwyciężył ostatnio w konkursie zamrażaczy. I zaproponował żeby zamiast ożywiania zamrożonych, zakonserwować mózg trochę lepiej po to żeby potem przerzucać go do symulacji. Z mojej perspektywy brakuje tu czegoś istotnego czyli prądów które są obecne w mózgu za życia i ten problem, w ramach mizernych technologii które mamy, trzeba jakoś obejść. Nectome jak na razie nie ma na to pomysłu ale trzeba kombinować bo sama materia, obawiam się, nie wystarczy.

 

Więc w opowiadaniu dodałbym gdzieś na początku jakąś walkę wewnętrzną. Między pragnieniem kasy a sumieniem. Żeby zhumanizować posać. Co prawda jest potem ta przemiana związana z matką, ale to jakieś za proste, nie ma gruntu na który wołanie z daleka mogłoby paść. (komentatorzy też to poruszali)

 

Skoro optymizm bierze się z założeń konkursu to rozumiem że poza konkursem najlepiej byłoby gościa zdekapitować ku uciesze gawiedzi? ;-)

W sumie ma to sens. Zamrożonych na świecie jest z 500 ludzi. Czyli prawie nikt w to nie wierzy. Normalni ludzie tylko popukają się w głowę. Ale z drugiej strony, właśnie dlatego że jest to niewiarygodne, nie da się na tym zarobić. Lepiej sprzedawać magiczne piguły przedłużające życie.

 

Opowiadanie mi się podoba, jakby poszło pod znanym nazwiskiem to wcale bym nie podejrzewał że to ghost writer napisał. A czy by mnie poruszyło gdybym nie tkwił w temacie to nie wiem. Niech się młodsi wypowiedzą :-)

 

Pozdrawiam

 

Język czytelny i poprawny, ale nie zrobił jakiegoś wielkiego wrażenia. Spełnia oczywiście założenia konkursu, ale zabrakło w nim jakiejś intrygi. Wszystko właściwie było wiadomo od początku. Szkoda że knowań prezesa nie ukryłeś na dłużej, bo wiadomo już było, w jakie bagienko pakuje się rodzina Adama. Zgadzam się, że nagła zmiana w prezesie wydaje się conajmniej mało wiarygodna, a przynajmniej za mało uzasadniona. Ogólnie najlepiej wypadały fragmenty, w których opisywałeś sytuację rodziny, reszcie przydałoby się psychologiczne rozbudowanie. Jednak całokształt nie jest zły, chociaż nie powiem, żeby był to tekst, który zostanie ze mną na dłużej. 

Dzięki rosebelle za wizytę i komentarz ;) Dlaczego pewne rzeczy są nierozbudowane pisałem już wyżej, zwyczajnie po ostatnim długim tekście chciałem wszystko zmieścić w jak najmniejszej ilości znaków i pewnie też z tego powodu są niektóre niedociągnięcia :( Ale cieszę się, że mimo to nie jest źle ;)

Pozdrówka 

Nowa Fantastyka