- Opowiadanie: Exocet - Kosmiczny interes

Kosmiczny interes

Parę tygodni temu, nie mam pojęcia skąd, obudziła się we mnie potrzeba napisania książki. Dzieło powoli powstaje, a w międzyczasie zrodziło się kilka pomysłów na mniejsze rzeczy. Oto pierwsze z nich, które nabrało realnych kształtów, jest to oczywście mój debiut.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Kosmiczny interes

Drzwi do hangaru otworzyły się tak szybko, jakby wiedziały, że za nimi stoi ktoś wyjątkowo zdenerwowany.– Nie gotowy?! Nie gotowy, kurwa?! Myślisz, że jestem jednym z tysięcy gryzipiórków w tym banku?! Po tej robocie wejdę do zarządu! Mój transporter ma być gotowy, kiedy go potrzebuję!- Krzyczał Heder, tuż za nim przemieszczał się mechanik w pozie uniżonego sługi, przesuwał nogi po podłodze praktycznie ich nie podnosząc.– Nic już teraz nie poradzimy. Może pan wziąć transporter pana Turnera, on jest na urlopie. Następnym razem się to nie powtórzy.– Już ja o to zadbam. Módl się, żebym wrócił w lepszym humorze, bo wylądujesz na bruku.– Mechanik tylko wskazał transporter Turnera i oddalił się bez słowa. Heder popatrzył na transporter z pogardą, wszedł na pokład i zainstalował się w fotelu pilota.– Aktywacja.– Witamy na pokładzie panie nieznajomy.– odpowiedział komputer transportera.– Nazywam się Heder i lepiej zapamiętaj to nazwisko.– Skoro pan tak twierdzi paniczu.– Co to za ton? Przemądrzały komputer?– Tak mnie zaprogramował pan Turner. Mogę się do panicza zwracać "wasza wysokość" albo "kochanie", jeśli to paniczowi poprawić humor.– Jak mnie wezmą do zarządu to uprzątnę ten burdel. Ciebie skasuję, a ten Twój Turner będzie się tłumaczył z majstrowania przy komputerach.– Póki co, powinien się pan zdecydować gdzie dziś lecimy. To JA tu decyduję co robimy, Ty słuchasz.– No to słucham.– Załaduj ostatnie zlecenie z konta Heder1223.– Się robi. Skoro mowa o słuchaniu, polecam w międzyczasie, niedawno odtworzoną przez instytut muzyki, piosenkę z XX wieku, Gianna Nannini– Bello e Impossibile. Panu Turnerowi by się spodobała.– Ciekawe jak mu się spodoba na bruku. Skup się na pracy. Masz zlecenie?– Planeta 453678, kolonia z którą utracono kontakt po wojnie gwiezdnej, ponownie kontakt nawiązano 4 lata temu, przez mieszkańców zwana "Olbrzym"….– Daj mi spokój z tymi bzdurami! Nie interesuje mnie informacja turystyczna. Po prostu leć.– Się robi szefie. Pragnie kierownik jeszcze coś zrobić, czy od razu pana kierownika uśpić? Drugie rozwiązanie będzie lepsze dla nas obu.– Uśpij, będę śnił o momencie w którym wyczyszczą Ci pamięć.– Się robi, jeśli to była groźba to nieskuteczna, jestem komputerem pokładowym ekscelencjo, nie odczuwam strachu.– Heder jeszcze próbował coś odpowiedzieć, ale hibernacja działała momentalnie.

 

Jakiś czas później Heder zaczął odzyskiwać świadomość.– Obudź się śpiąca królewno, jesteśmy na miejscu.– Wspierał go w tym komputer. Heder otworzył oczy w wizjerze było widać tylko ogromne lasy planety 453678, poprzecinane gdzieniegdzie rzekami.– To wszystko niedługo będzie moje.– Powiedział Heder i wypiął z głowy łącze z fotelem.– Poczekaj z lądowaniem, muszę się trochę rozruszać, umyć i ogolić. Wyłącz kamery w łazience.– Spoko, czyściłem Twoje odchody przez cały lot, ale widok Twojego nagiego ciała mógłby zepsuć moje delikatne układy.– Heder udał się do łazienki, po kilku minutach dało się słyszeć jego śpiew.– Bello, bello e invicibile…– Heder wyłączył wodę.– Czy Ty, kurwa, nauczyłeś mnie włoskiego przez sen?– Puściłem panu "kilka" razy piosenkę Gianny Nannini, 20,000 razy.-

 

Heder wyszedł z łazienki i wyjrzał przez wizjer.– Przeanalizowałeś już planetę?– Burdelu tam raczej szef nie znajdzie, na dobry pub też bym nie liczył…– Złoża, bogactwa naturalne, surowce.– Powiedział znudzony Heder.– Oprócz ogromnej ilości drewna, którą pewnie wasza wysokość już zauważyła, jest tu właściwie wszystko, na szczególną uwagę zasługują złoża boksytu, zaspokoiły by zapotrzebowanie ludzkości na aluminium na jakieś 15 lat.– Skieruj się na miejsce ze zlecenia. Jestem gotowy na swój triumf.– Transporter wylądował na środku wielkiej polany, usiana była drewnianymi domami, na jej skraju znajdował się ogromny statek kosmiczny. Był to międzyplanetarny transporter kolonialny. Na pokładzie musiał pomieścić tysiące kolonistów, zwierzęta, rośliny, które miały zasiedlić kolonię i wszystkie potrzebne zasoby, by rozpocząć kolonizację planety. Cały transporter porośnięty był mchem i opleciony ogromnymi pnączami, w niektórych miejscach wyrastały z niego drzewa. Heder założył słuchawkę i wyszedł z transportera. Czekało na niego trzech tubylców. Ich ubrania stanowiło połączenie starych szmat i liści. Dwaj uśmiechali się, pokazując czarne zęby, a ich długie włosy wyglądały, jakby myli je w błocie. Trzeci też się uśmiechał, ale nie miał ani zębów, ani włosów i był zdecydowanie starszy od pozostałych. Najwyższy z mężczyzn potrzedł do Hedera i podał mu rękę.– Jestem Barn, przywódca zjednoczonych plemion Olbrzyma, witamy w naszej stolicy.– Dwaj pozostali także podali mu ręce, ale nie przedstawili się. Ten najstarszy cały czas się cieszył i patrzył na Hedera, co sprawiało, że Heder czuł się niekomfortowo.– Przygotowaliśmy na pana cześć przyjęcie.– Powiedział Barn.– Jestem wzruszony,…– Powiedział bez emocji Heder.– …ale nie przyjechałem tu na przyjęcia, jeśli was to nie urazi, chciałbym od razu przejść do interesów.– Oczywiście, że nas to urazi. Ostatnich gości mieliśmy tu 4 lata temu. Nie dość, że przy lądowaniu zabili trzech naszych, to sami nie przeżyli lądowania. To dzięki ich komunikatorowi nawiązaliśmy kontakt z Ziemią. Żaden z nas tam nie był, tkwimy tu zapomnieni od pokoleń. Pan jest naszą nadzieją.– No dobrze.– Zgodził się Heder, zastanawiając się ile może kosztować zapas aluminium na 15 lat dla całej ludzkości. Wieczorem w całym "mieście" zapłonęły ogniska. Ludzie tańczyli przy nich w rytm prymitywnej muzyki. Główne obchody miały miejsce w okolicach ogromnego statku, a Heder był ich centralnym punktem. Lokalni artyści prezentowali dla niego niezbyt ciekawe występy, a on tylko kiwał głową i uśmiechał się jak głupi.– Najwyższa pora przejść do interesów.– Powiedział w końcu do przywódcy.– Chcecie zaciągnąć pożyczkę w naszym banku, tak?– Zapytał Heder, zanim Barn mógł zdążyć zaproponować kolejne "atrakcje".– Tak, planujemy powrót do cywilizacji, ale nie chcemy opuszczać naszej planety. Postanowiliśmy więc cywilizację sprowadzić do nas, a to niestety kosztuje. Planujemy zbudować tu prawdziwe miasto, park rozrywki i ośrodki wczasowe dla turystów. Chcemy było to miejsce relaksu we wspaniałych okolicznościach przyrody, ale musimy coś do tego dodać, potrzebne są centra odnowy biologicznej, chcemy sprowadzić tu konie, by otworzyć stajnie, musimy wybudować także infrastrukturę, by turyści mogli dotrzeć do największych atrakcji. Mamy tu, na przykład, przepiękne wodospady i siedliska zwierząt, które Ziemianie znają tylko z filmów, ale dziś trzeba się do nich przedzierać przez dżunglę kilka dni.– Heder przestał słuchać w połowie wypowiedzi.– Przepraszam,…– powiedział.-… dlaczego ten staruszek cały czas się na mnie patrzy? On się ze mnie śmieje?– Heder wskazał ręką na uśmiechniętego staruszka, który do patrzenia się na niego, kilka minut wcześniej dodał pukanie się palcem w czoło.– To mój teść.– Powiedział Barn.– Niestety jakiś czas temu stracił kontakt z rzeczywistością. Przynajmniej cały czas jest wesoły.– Heder spróbował zapomnieć o staruszku.– Dobrze, ale rozumiem, że pieniędzy nie posiadacie.– Rozumiemy, że nikt nam nie da pożyczki bez zabezpieczenia, dlatego chcemy dać pod zastaw wszystko, co mamy, czyli naszą planetę. Posiadamy do niej pełnię praw. Wiemy także, że potrwa trochę zanim wszystko wybudujemy i zaczniemy zarabiać, dlatego chcemy zacząć spłacać wszystko po pięciu latach.– Jaka suma was interesuje?– Zapytał Heder.– 200,000,000 kredytów uniwersalnych.– To rozsądna suma na taką inwestycję, za ile zamierzacie ją spłacić?– Pięć lat na budowę, plus raty rozłożone na następne dziesięć lat.– Powiedział Barn bez mrugnięcia okiem. Heder przekręcił już mnóstwo ludzi, ale tym razem ledwo wytrzymał ze śmiechu.– Taka suma mocno zachwieje środkami mojej firmy,..– Tu akurat nie kłamał.– …transakcja zamrozi nasze środki na długo, muszę ją przedyskutować i przeanalizować.– Heder oddalił się, ale tak, by cały czas być widocznym.– Słyszałeś blaszaku?– Powiedział Heder do mikrofonu.– Akurat nie mam nic lepszego do roboty.– Odpowiedział komputer.– Teraz tylko muszę tu postać i poudawać, że rozmawiam z kimś z zarządu, i dobiję interesu o którym będą uczyć w szkołach. Gdyby nie to, że Cię skasują zaraz po powrocie, miałbyś co opowiadać, jako świadek tego wydarzenia.– Nie podnieca mnie to, jestem komputerem, ale jak chcesz, mogę udać orgazm.– Rozmowę przerwało zamieszanie wśród miejscowych. Po krótkiej przepychance, na przeciw siebie stanęły dwie grupy, na czele jednej stał Barn, drugą przewodził młodszy z pozostałych członków komitetu powitalnego. Na środku pozostał tylko wesoły staruszek, który na widok Hedera znów zaczął pukać się w czoło. Heder też wszedł między grupy.– Co się dzieje?!- Zapytał głośno.– Mój szwagier nie chce dopóści…– Chcecie nas przekręcić!- Przerwał Barnowi szwagier. Dlaczego tak uważacie?– Zapytał Heder licząc, że nie padną jakieś sensowne argumenty.– Dowalicie nam taki procent, że nie damy rady nigdy tego spłacić i wywalicie nas z naszej planety.– Heder odetchnął w duchu.– Spokojnie, właśnie rozmawiałem ze swoim przełożonym. Nasz bank dba o kolonistów, wasz los leży na sercu naszym szefom. Zgodzili się udzielić wam pożyczki na jeden procent. A w razie jej niesplacenia, zapewnimy pracę wszystkim kolonistom, na przykład w waszym ośrodku, albo przy wycince drzew.– Albo za miskę ryżu w kopalni boksytu.– Powiedział komputer przez słuchawkę.– Czy takie warunki pana zadawalają?– No dobrze.– Powiedział szwagier Barna.– No to przejdźmy do sporządzania umowy.– Heder był zdziwiony, że tak łatwo go przekonał. Wyciągnął z kieszeni dwa srebrne pudełeczka, położył je na najbliższym stole i gestem przywołał Barna.– To sporządzi umowę, wystarczy do tego mówić. Ja zacznę, pan poda warunki, a ja potwierdzę, taka jest procedura.– Barn kiwnął głową.– Umowa kredytowa między bankiem Helix, a prawnymi właścicielami planety 453678. W imieniu banku Alphonse Heder…– Pfff Alphonse.– Powiedział komputer.– Jako przedstawiciel pożyczkobiorcy…-Barn Stedson.– Przedstawił sie Barn.– Teraz umowa panie Stedson.– Prawni właściciele planety 453678 proszą bank Helix o udzielenie pożyczki w wysokości 200,000,000 kredytów uniwersalnych oprocentowaną na 1%, z czasem spłaty zamrożonym na pięć lat na planecie 453678….– Ej bystrzaku!- Krzyknął komputer.– Heder odszedł kilka kroków, odwrócił się i wycedził do słuchawki.– Zamknij ryj, nie psuj mi tej chwili.– Kiedy wrócił, Barn już skończył swoją kwestię.– Jako oficjalny przedstawiciel banku Helix, pożyczki udzielam.– Tubylcy zaczęli szeptać między sobą, najweselszy z nich zaczął śmiać się tak mocno, że złapał się za brzuch i zwinął w kłębek. Heder podał rękę Barnowi, przekazał mu jedno z pudełeczek, pomachał reszcie i udał się w stronę transportera. Odwrócił się jeszcze, by rzucić okiem na staruszka, którego ktoś właśnie zbierał z ziemi. Na dowidzenia, znów popukał się w czoło.– Księciuniu…– Przywitał go komputer.– Zamknij mordę i odpalaj silniki. Zanim zasnę, chcę jeszcze raz zobaczyć planetę, dzięki której awansowałem do zarządu.– Komputer bez słowa odpalił silniki i wystartował.

 

Transporter oddalał się od planety, a Heder stał wpatrzony w wizjer.– Czemu tak zamilkłeś blaszaku, nie pogratulujesz mi? Boisz się na myśl o wykasowaniu?– Czekam.– Niby na co?– Komputer nie odpowiedział. Heder wpatrywał się w oddalającą się ogromną planetę jeszcze dobre pół godziny. Wyciągnął z kieszeni srebrne pudełko i odtworzył umowę. Usiadł na fotelu.– Komputer?– Chyba właśnie się doczekałem.– Ile trwa rok na planecie 453678?– Nagle zainteresowały Cię informacje turystuczne?– Ile?– W przybliżeniu 60 ziemskich lat.– Heder złapał się za głowę.– Ciekawe jakim cudem bank przetrwa zamrożenie takiej sumy na 300 lat paniczu, i ile będą warte te pieniądze przez następne 600 lat spłaty, no nie wasza wysokość? Rzeczywiście będę miał co opowiadać finansowy geniuszu. Nikt nie zapomni Twojego nazwiska, przejdziesz do historii najjaśniejszy. Midas, ten co zamieniał wszystko w złoto. Heder, ten co zamieniał złoto w gówno. Mam wysłać wiadomość do pana Turnera, że jest wolne miejsce w zarządzie?…– Kompter nie zamierzał przerywać, a Heder próbował zrobić coś by uporządkować własną głowę, i żeby nie słyszeć szydzenia komputera. Zaczął śpiewać pod nosem.-

Bello, bello e impossibile

con gli occhi neri e il tuo sapor mediorentale

Bello, bello e invincibile….

 

Koniec

Komentarze

Exocet, bądź uprzejmy sprawić, aby Twoje opowiadanie nadawało się do czytania – podziel je na akapity, należycie zapisz dialogi (tu masz poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html).

Przykłady błędów, które zauważyłam przy pobieżnym przeglądzie:

 

To JA tu decyduję co robimy, Ty słuchasz. –> To JA tu decyduję co robimy, ty słuchasz.

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

ponownie kontakt nawiązano lata temu… –> …ponownie kontakt nawiązano cztery lata temu

Liczebniki zapisujemy słownie

 

przez mieszkańców zwana "Olbrzym"…. –> Po wielokropku nie stawia się kropki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dodałem do kolejki. Wrócę, kiedy zmienisz tę ścianę tekstu w normalnie sformatowane opowiadanie. Chyba że zapomnę, to wtedy nie wrócę ;)

 

EDIT: Tu masz jeszcze fajniejszy poradnik zapisywania dialogów: https://fantazmaty.pl/2018/01/jak-zapisywac-dialogi/

Próbowałem przebrnąć. Nie da się. Albo błąd przy wrzucaniu, albo brak szacunku dla czytelników. Szkoda, bo pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz.

Hm… Oby książka nie trafiła do wydawcy w takiej formie ;)

Mnie też źle się czyta takie ściany tekstu. Dlaczego nie poprawiasz?

Zapis dialogów woła o pomstę do nieba. Nie da się odróżnić didaskaliów od wypowiedzi. Enter Ci się zacina? A to nie jedyny błąd.

Póki co, powinien się pan zdecydować gdzie dziś lecimy.

Dokąd lecimy.

To JA tu decyduję co robimy, Ty słuchasz.

W dialogach ty, twój, pan itp. piszemy małą literą. W listach dużą.

Babska logika rządzi!

Wezmę sobie rady do serca i wszystko poprawię jak tylko znajdę chwilę.

Zajrzałam, bo zaciekawiła mnie tytuł. Niestety, przebrnęłam tylko przez pierwszy blok tekstu. Nie da się czytać opowiadania w takiej formie.

Nowa Fantastyka