- Opowiadanie: Matsu123 - Wesołek

Wesołek

To mój debiut na tej stronie ;) Zapraszam co czytanka ^^

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Wesołek

Może i nie był młody, ale pewnego rodzaju dar miał. Nieopodal starego królestwa, osiedlił się w drewnianej chatce, a później zamieszkał w zamku, dokładnie w dziedzińcu koło palisady. Jego czerwona czapka, przeszywana była trójkątami i rombami, z jej czubka wyrastały trzy rogi, zakończone złotymi dzwoneczkami. Podobno symbolizowały ośle uszy i ogon. Na sobie miał kolorowy strój, a w dłoni laskę, na której końcu wyrzeźbiona była głowa.

Arena została otwarta, wówczas rdzewna brama uniosła się do góry, odsłaniając tysiące ceglanych ławek, na których mieli rzekomo siedzieć goście.

Król wszedł na stołp. Miał tam uszykowany tron. Wyzłacany był prześcieradłem i specjalnym płótnem.

Ogromny stojący nie daleko dzwon zabił, ludzie zeszli się na arenę, a na środek piaszczystej sceny wyłonił się błazen. Wszyscy zaczęli klaskać i wiwatować. Król siedział wryty w fotel i oczekiwał bardzo dobrego występu, w końcu przedstawienie owe zapowiedziano ponad miesiąc przed.

Błazen wyciągnął z przyszywanej kieszonki piłeczki i zaczął nimi żonglować, ludzie wówczas zaczęli się głośno śmiać. Całą arenę przejęły odgłosy szczęścia i klaskanie. Błazen ukłonił się mężnie i poważnie, po czym kontynuował występ. Teraz nadszedł czas na żarty.

– Kobieta od dwudziestu lat była w małżeństwie i od urodzenia nie widziała na jedno oko. Po tym czasie jej mąż znalazł inną i powiedział: ,,Rozwodzę się z tobą, ponieważ jesteś ślepa na jedno oko!’’. Kobieta odparła: ,,Zobaczyłeś to po dwudziestu latach małżeństwa?’’. – mówił komicznym głosem błazen, widownia parsknęła śmiechem.

Wszyscy zaczęli bić brawa, a król wstał z tronu.

– Pewien mężczyzna. – zaczął kolejny żart. – Spotkał Cyklopa, któremu uświadomił, że nazywa się ,,Nikt’’. Po pewnym czasie owe stworzenie zaatakowało mężczyznę, a ten krzyknął: ,,Nikt mnie atakuje’’. Nikt nie przybył mu na pomoc. – zaśmiał się, a razem z nim widownia. – Leonard Dipol był szlachcicem, przechodził koło placu i zauważył człowieka niezwykle podobnego do siebie. Zaintrygowany spytał: ,,Pańska matka służyła w mym zamku?’’ Sobowtór spojrzał na niego dziwnie ,,Nie, wasza wysokość’’, po chwili odparł zapytany ,,Ale mój ojciec tak’’.

Widownię spowiły głośne i dudniące śmiechy. Ludzie chrząkali z zachwytu, a niektórzy dławili się własną śliną. Król wówczas stał i nie dowierzał, że jego niewolnik, który nie zaliczył tylu ucieczek, jest tak dobrym komikiem.

– A słyszeliście to? – zapytał widownię, a ta krzyknęła równocześnie: ,,Nie!’’. – Jakie zwierzę chodzi rankiem na czterech łapach, popołudniu na dwóch, a wieczorem na trzech?

Na arenie zapadła głucha i martwa cisza.

– Człowiek! Jako dziecko do poruszania się potrzebuje czterech kończyn, jako osoba dorosła dwóch, a na starość trzech, bo podpiera się laską!

Ludzie parsknęli śmiechem, wówczas teraz nastała przerwa. Król przysiadł, był zdziwiony. Wcześniejszy złodziej, teraz błazen, niewolnik, próbował uciec z królestwa milion razy, a okazało się, że ma niezwykły dar komika i przede wszystkim sprawia mu to przyjemność.

Po krótkiej przerwie, błazen wkroczył na środek i zaczął śpiewać. Nadszedł czas na występ artystyczno-muzyczny.

– Pewnym podróżnikom. – zaczął nucić głośno. – Zdarzył się pewien incydent… La! La! La! Ów krów osiem posiadali i wszystkim twarze umywali. La! La! La!  – widownia zaczęła wiwatować. – A kiedy poszli spać, krowy wówczas pouciekały. La! La! La! A oni zmysły pozjadali! La! La! La!

Ludzie wybuchali śmiechem, był to zdecydowanie najlepszy błazen, jakiego występ mieli okazję oglądać.

Król siedział wryty, mężczyzna zaimponował mu. Po nieudanych ucieczkach, między innymi skokach przez okno albo bijatyki z ochroną, poprawił się i został niezwykłym błaznem.

Nadszedł czas na część artystyczną, między innymi odgrywanie scenek teatralnych. Błazen stał na środku, ochrona przyniosła mu liny, kule z prochem, które rozprzestrzeniały dym, kilka kolorowych piłek i płaszcz. Mężczyzna chwycił za początek liny, drugą dłonią za koniec, związał go na supeł, po czym próbował rozwiązać, na koniec zrobił smutną minę, a ludzie płakali ze śmiechu. Następnie założył supeł na szyję i emitował płacz, zawołał swoich arlekinów, którzy przybyli prędko i zaczęli mu pomagać.

Król doskonale wiedział kim są arlekinowie, była to jego obsługa, która nieznacznie wplątana była w przedstawienie. Na celu raczej mieli pomoc błaznowi, oczywiście w zaplanowanym przedstawieniu, a tak ogólnie mieli totalnie inne zastosowanie i zajęcie.

Supła ostatecznie nie zdjęli, a błazen wypiął język i zamknął oczy, udając śmieszną śmierć. Ludzie krzyczeli i chrząkali śmiechem. Arlekinowie poszli, a błazen rozpruł płaszcz i zaczął wpychać sobie watę do nosa. Totalnie rozbawiło to widownię, a sam poważny król podśmiechiwał cicho. W końcu złapał za piłkę, stanął na nią i dreptał nogami, poruszając się do przodu i w tył. Przy okazji żonglował i uśmiechał się, a ludzie bili brawa.

– Kiedyś nadworny król spytał mnie, jak ma mnie ostrzyc. Powiedziałem: ,,W ciszy’’.  – po tym żarcie zeskoczył z piłki, a ludzie śmieli się niebywale.

Król wzruszył się ze szczęścia, występ był zdecydowanie udany, jednakże nie był to koniec. Zastanawiało go, kiedy błazen z nosa wyjmie watę, ale pewnie później zrobi to w zabawnym stylu.

Nadszedł czas na kolejną porcję śmiechu.

– Jak złapać syrenę? – zapytał widownię, odpowiedziała mu cisza. – Normalnie, na patyk! – zaśmiał się, a widownia razem z nim. – A dlaczego jest tylko jeden król na państwo? – zapytał. – Wystarczy, że jest jedna żmija.

Król zaśmiał się. Był to żart, który najbardziej go rozbawił. Widownia nie wytrzymywała, kobiety płakały ze śmiechu, mężczyźni klaskali i krzyczeli.

Na końcu przyszedł czas na kule z dymem. Błazen wyciągnął je z kieszeni i powiedział:

– Dobranoc. – ton miał śmieszny. – Miłych snów. – widownia się śmiała, tylko król nie rozumiał, o co chodzi, z niezwykłym dystansem spoglądał na dalszą część występu.

Błazen rzucił kulami w ziemię. Arenę spowił czarny dym, było go mnóstwo. Wyblakły i gęsty, o specyficznym zapachu. Wdrapywał się w nozdrza ludzi, którzy usypiali po kolei. Cała widownia dosłownie zasnęła, a dym rozszedł się i zniknął. Na środku areny leżała wata, a błazna wówczas już nie było.

 

 

Koniec

Komentarze

@Matsu, wcale mi nie jest do śmiechu :( Teskt najeżony błędami, jak “dobra kasza skwarkami”, że posłużę się komediowym klasykiem. Sama historia kupy się nie trzyma, nie widzę tutaj ani celu, ani logiki wydarzeń, bohaterowie są papierowi, a całość sprawia wrażenie jakby była posklejana z kilkunastu innych historii. No i te żarty błazna… Sacrum i profanum: historie rodem z Homera i mitologii (Polifem i Sfinks) przeplatają się z przaśnymi dowcipami jakby wprost wyjętymi z gazetki szkolnej..

 

Przy układaniu historii, sugeruję, żebyś zadał sobie przede wszystkim pytanie “dlaczego?” Dlaczego bohater robi to co robi, dlaczego mu się udaje lub nie, dlaczego świat przedstawiony jest taki a nie inny i co z tego wynika. No i dlaczego Ty sam piszesz i co chcesz, żeby czytelnicy wzięli dla siebie po lekturze Twojego tekstu. Przed publikacją dobrze jest tekst samemu przeczytać kilka razy (również głośno) i dać komuś innemu do przeczytania. Niestety, to, co autor sam widzi w swoim tekście, czasami nijak się ma do odbioru historii przez czytelników. Tutaj słów kilka o betowaniu, może się przydać :)

 

Powodzenia!

Exit light

Autorze, wybacz, ale tego to nawet za bardzo przeczytać w całości się nie da. Błędy są absolutnie wszędzie: od interpunkcji po słownictwo i budowę zdań.

 

Stołp – wieża obronna, nie ogląda się z niej widowisk.

 

Co to znaczy “wyzłacany prześcieradłem”?

 

Odyseusz nie “uświadamiał” Polifemowi, że ma na imię Nikt, tylko go w ten sposób oszukał (z Twojego sformułowania mogłoby zresztą wynikać, że to Polifem miał naprawdę na imię Nikt)

 

Co to jest “nadworny król”?

 

Dym czarny i wyblakły zarazem? Dym się wdrapywał w nozdrza?

 

Matsu, większość tego tekstu najzwyczajniej pod słońcem nie jest napisana po polsku.

 

Z wcześniejszej wypowiedzi Twojego przasnyskiego krajana wynika, że macie akurat ferie, ale w takim razie masz czas na to, żeby popracować nad tekstami. To, co zaprezentowałeś, jest lekceważeniem wobec czytelnika. Ani w tym fabuły, ani bohaterów, ani zabawnego języka, ani dobrego pomysłu fantastycznego, ani zaskoczenia. Co oczywiście nie oznacza, że o oszukańczym błaźnie nie da się napisać opowiadania. O wszystkim się da, tylko trzeba opanować warsztat. Nie zniechęcaj się, ale pracuj!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Fajnie, Matsu, że postanowiłeś zająć się pisaniem opowiadań, jednak wielka szkoda, że jesteś do tego zupełnie nieprzygotowany.

Nie bardzo wiem, co chciałeś opowiedzieć, ale szort przypomina mi scenkę kabaretową, niestety bardzo marnej jakości, w dodatku fatalnie napisaną. Innymi słowy – Wesołek, w obecnym kształcie, zupełnie nie nadaje się do czytania. Nie podejmę się zrobienia łapanki, bo musiałabym zająć się każdym zdaniem, a nie mogę napisać Twojego opowiadania.

Matsu, nie porzucaj prób literackich, ale sugeruję abyś je na razie zawiesił. Zyskany czas przeznacz na poznanie zasad rządzących językiem polskim, no i dużo, naprawdę dużo czytaj.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Trochę zbyt zakręcone jak dla mnie, ja bym proponował opisywać coś bliżej ciebie, jak wygląda życie w twoim bloku, domu, wsi, miasteczku, taki obyczaj, podobno to na czym się znamy opisuje się najlepiej, powodzenia w dalszym pisaniu.

Ja bym doceniła pomysł na ucieczkę.

Natomiast od razu pojawiają się problemy: gaz rozpylany na arenie raczej się rozejdzie w powietrzu, nie wiem, jak miałby uśpić całą widownię. Myślę, że tego nie przemyślałeś, bo wystarczyłoby przenieść akcję do pomieszczenia (z tym, że wtedy, oczywiście, pojawiłaby się kwestia dalszej ucieczki).

Nie rozumiem, czemu uciekinier nie jest bardziej pilnowany: mieszkał w chatce? Skąd pomysł na zrobienie błazna z więźnia?

No i napisane jest tak, jak jest.

Dużo czytaj, to na pewno pomoże ;)

Dziękuję za wszelkie uwagi! :D

Opisy konstruujesz tak:

Na sobie miał kolorowy strój, a w dłoni laskę, na której końcu wyrzeźbiona była głowa.

Miał tam uszykowany tron. Wyzłacany był prześcieradłem i specjalnym płótnem.

Unikaj czasowników byćmieć.

Wprowadzając bohatera, zrób to np. tak:

Na dziedzińcu w psiej budzie żył nieśmieszny błazen, pobratany ze świniami. Dobrze rozumieli się ze sobą nawzajem.

Próbuj ciekawych zdań.

 

Jeśli chodzi o plan tego opowiadanie, to:

– mamy błazna,

– błazen zaczyna stroić żarty,

– król jest bardzo szczęśliwy,

– błazen robi sztuczkę i ucieka.

 

Czemu to się wszystko dzieje?

Dlaczego błazen nie ucieka wcześniej, a dopiero po żartach? Dlaczego nie odchodzi z zamku, skoro nie widać, by ktokolwiek go zatrzymywał? Brakuje celu jego działań.

Postaci powinny wykonywać możliwie najmniejszym kosztem działania, które prowadzą je do zaplanowanego celu. One muszą się takim kierować. Czyli w twoim opowiadaniu błazen odchodzi od razu, bo czemu nie? Ale w wtedy nie ma o czym opowiadać.

Chyba że nie może, wtedy musisz uzasadnić ten stan, czyli uczynić z niego więźnia, który dopiero dzięki sztuczkom się uwalnia.

Albo nadać mu cel inny.

Wyobraźnia podpowie ci ogromną liczbę rozwiązań.

By nie być gołosłownym. Możesz uczynić z niego mordercę, który przybywa na dwór, by zabić króla. W takim wypadku opowiada żarty, zyskuje uwagę, rzuca swoje kulki, na koniec doprawia każdemu z obecnych uśmiech od ucha do ucha przy pomocy noża. Jednakże musisz uważać, by czytelnicy nie zorientowali się za szybko, a zwykle czytali już coś, więc mają określone wyobrażenia. Musisz wyprowadzić ich na manowce. Dodaj innego błazna, który wyśmiewa sztuczki swego kolegi, uczyń tego wyśmiewanego ofiarą, czytelnicy lubią stawać po stronie krzywdzonych, jeśli to zrobisz, w finale jego morderstwo to niespodziewany zwrot.

Albo inaczej, niech błazen tylko śmieszkuje. Trafia na dwór władcy, co niepoważny jest i lekko traktuje swe monarsze obowiązki. Bawiąc się, nie słucha doradcy, maga jakiegoś, odsyła go do wieży, by nie przeszkadzał, a tu błazen usypia króla wraz z dworem. Mag to czuje, wypada na zewnątrz, widzi błazna, w tym miejscu tak pokieruj narracją, by nie było wiadomo, co ten błazen zamierza. Daj do zrozumienia, że coś niecnego, po czym rozładuj scenę tym, że on tylko farbkami maluje na twarzach uśpionych grymasy. Obserwujący to mag, uśmiecha się. Król dostaje naukę, masz morał przy okazji.

 

Niebezpieczeństwa nieprzemyślanych rozwiązań.

Anet wspomniała ci o rozpylanym gazie. Jeśli błazen nie posiada nadzwyczajnych umiejętności, to jakim sposobem udaje mu się stworzyć coś tak skutecznego? W naszym świecie taki gaz to produkowany przez specjalistów. W swoim możesz posłużyć się magią. Ale czemu bohater od razu tego nie robi? Wspomniałem maga, jeden wyczuje drugiego, czyli potrzeba tamtego wprowadzić w błąd.

W twoim opowiadaniu błazen czyni króla szczęśliwym. Uważaj na to, opisanie szczęścia bardzo trudne. Łatwiej i wiarygodniej, jeśli ten śmiech wywoła nieporadność sztukmistrza. Władca śmiejący się z nieudolnego biedaka zasługuje na karę, jednocześnie ten biedak wywołuje współczucie. Angażujesz odbiorcę.

W obrazowaniu mogą ci pomóc pewne przesadne rozwiązania, tu skorelowane z nieporadnością błazna, który chce wywołać śmiech. Pokaż jak się stara, a widzowie wyśmiewają go, niech nie tylko rozerwie podszewkę, ale wciśnie do nosa pakuły (odradzam watę, nazbyt współczesna), okręci gębę kawałkiem materiału, tu pokazujesz przy okazji jego przygotowania do rozpylenia usypiającego gazu. Wplataj szczegóły, które jednakże muszą prowadzić do finału, w nim znajdując wyjaśnienie dla swego zaistnienia.

 

Rozwiązań Twojej scenki jest multum, ale wszystkie muszą polegać na konieczności ich obecności. Rezygnuj z tego, co niekonieczne. Czyli musisz wprowadzić łańcuch przyczynowo-skutkowy. Wydarzenia wtedy wynikają jedne z drugich. Wprowadzaj odbiorcę w błąd, by w finale uzyskać zaskoczenie. Bohaterowie muszą posiadać zrozumiałą motywację, której ujawnienie możesz odłożyć w czasie, ale na koniec je podać. I pamiętaj o tym, że zawsze korzysta się z najłatwiejszych rozwiązań, ludzie ruszają głową dopiero wtedy, jak wszystkie inne metody zawiodły.

Słowem udanego kreowania fantastycznych światów.

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

Jastek, spisałbyś powyższe w formie bardziej ogólnej i wrzucił do publicystyki, można by polecać świeżakom jako kolejny przydatny link :) Zupełnie serio.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wybacz, Autorze, wykorzystywanie Twego opowiadania do pobocznych wątków.

drakaino, wątpię, bym znalazł z sobie takie pokłady zapału, by popełnić tekst w gruncie rzeczy teoretyczny. Już do powyższego zabierałem się przez dwa dni, bo wiedziałem, że krótko się nie da, a przecież kilka istotnych aspektów pozwoliłem sobie pominąć. W proponowanym przez Ciebie wątku nie mógłbym. Tydzień musiałbym się mobilizować, a i tak zapewne z mizernym skutkiem, bo niezbyt wierzę w skuteczność uczenia pisania.

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

Rozumiem w pełni, aczkolwiek szkoda. Też nie bardzo wierzę w uczenie pisania, niemniej pewne sprawy warsztatowe są do opanowania albo poprawiania. Ale kończę offtop.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

@Jastek, ja Ciebie również zachęcam do wrzucenia tego komentarza jako ogólnie dostępnego tekstu. Pomyśl.

Exit light

No, nie jest dobrze.

Widzę, że dodałeś trochę wcześniejszych prób ucieczek. To pewnie krok w dobrym kierunku, chociaż nadal trudno zrozumieć, dlaczego błazna uwięziono.

Jeśli używasz jakiegoś słowa w tekście, to powinieneś wiedzieć, co znaczy. A nie wygląda.

Rozśmieszanie czytelnika jest dość trudne. Twój błazen opowiada stare dowcipy, a publiczność pęka ze śmiechu. Ja nie, więc trochę dziwię się publiczności.

Wyzłacany był prześcieradłem i specjalnym płótnem.

Tego zdania nie rozumiem. Złote prześcieradła? Chyba nie są ani wygodne, ani praktyczne.

przedstawienie owe zapowiedziano ponad miesiąc przed.

“Ów” odmienia się przez rodzaje, liczby i przypadki.

Babska logika rządzi!

Masz piętnaście lat, więc na samym początku drogi do tworzenia. Przed Tobą jest bardzo dużo pracy, a doceniam próbę opisania historii od początku do końca. Nie wszystko się klei, a konstrukcja zdań przeraża. Ale cóż, jeszcze sporo musisz poczytać, aby załapać “dryg” pisania. Bo tego nie da się, ot tak, wyuczyć, a to już moi przedpiścy podkreślili.

Powodzenia :)

Nowa Fantastyka