- Opowiadanie: LAYV - Śniączka

Śniączka

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Śniączka

Z wysiłkiem otworzyła oczy. Przez chwilę po prostu leżała patrząc w niebo. Noc była jeszcze młoda, las wokół polany wibrował sekretnym, pełnym szumów i szelestów życiem, Stary siedział w kucki przy ognisku, twarz pobrużdżona cieniem jak pień starego drzewa. Był tak zamyślony, ze nie słyszał kiedy wstała. Przeciągnęła się, czując jak od koniuszków palców po czubek głowy przez jej ciało przetacza się fala błogiej gotowości. W krzakach coś zaszeleściło, odwróciła się płynnie łapiąc za kostur, w samą porę, żeby zobaczyć wynurzającą się spomiędzy liści głowę, kulistą, pokrytą futrem, z długą, zwiniętą w trąbkę ssawką i parą czułek. Krzyknęła ostrzegawczo.

 

Kiedy się nad tym zastanowić, koniec świata rozpoczął się w wyjątkowo mało spektakularny sposób. Po prostu, ktoś się nie obudził. – Prelegentką była kobieta w średnim wieku, niektórzy z jej słuchaczy podejrzewali, że Przedtem mogła pracować dla rządu, ale jakoś nikt nie zebrał się na odwagę, żeby zapytać.

 

 – Wstawaj – potrząsnął nią lekko, a kiedy otworzyła oczy podał jej kubek gorącego płynu. Unosił się z niego cierpko gorzki smrodek i już wiedziała, że nie ma co liczyć na śniadanie. Tęsknie wspomniała uczucie euforii, które wypełniało jej sen.

– Jak myślisz, daleko jeszcze?– spytała, dmuchając w naczynie. Stary pokręcił głową patrząc na nią z politowaniem .

– Nic ci się aby nie śniło? – zapytał kpiąco.

Z nagłą fascynacją zaczęła śledzić zmarszczki rzeźbione przez jej oddech na powierzchni naparu. Kiedy zerknęła w górę nadal się jej przyglądał.

– Jakiś robal – przyznała niechętnie, – znaczy człowiek z głową robala. W krzakach. Nic więcej nie pamiętam. Stary pokiwał głową, ale nic nie powiedział.

 

Następnym znakiem były anomalie, najpierw funkcjonujące jedynie jako zjawisko niematerialne, ot zbiorowe halucynacje, dość hmmm… fantastycznej natury, bardzo widowiskowe, irytujące, ale nieszkodliwe. Niestety, kolejnym etapem były manifestacje , które z braku lepszego słowa nazwano fizycznymi. A te, niestety, okazały się dla osób postronnch śmiertelnie niebezpieczne.

 

Pod wieczór była półprzytomna ze zmęczenia. Szła sztywno, wpatrzona bezmyślnie w sylwetkę mijanego właśnie miasta. Jak wszystko po Przybyciu, przypominało bardziej sen dziecka o dżungli, dziecka obdarzonego bujną wyobraźnią i niewielką wiedzą na temat tego ja też właściwie taka dżungla wygląda. To z resztą było dość charakterystyczną cechą większości anomalii. Były bez wątpienia trójwymiarowe, w pełni dostępne zmysłom, także tym, z których istnienia nikt do tej pory nie zdawał sobie sprawy, ale nigdy nie były wiernym odwzorowaniem rzeczywistości, jak nie były też odwzorowaniem powszechnie funkcjonujących w zbiorowej wyobraźni fantazji, raczej swobodną wariacją na zadany temat. I tak po ulicach dawnych aglomeracji galopowały łuskowate koniokształtne istoty, bluszcz porastający budynki owocował jabłkami, bądź zakwitał kiściami chryzantem, czy narcyzów. Gaia uważała większość z tych manifestacji onirycznego talentu za niezbyt twórcze, na ogół głupie, a niekiedy dość straszne. Czasami, gdy leżała wpatrując się w mrok, zastanawiała się co ulęgłoby się w jej czaszce, gdyby skutkiem zrządzenia losu miała znaleźć się wśród tych, którzy zasnęli by się nie obudzić. Kiedy indziej myślała o ludziach, którzy pojawiali się na Rozdrożu, wysuszonych na wiór pyłem drogi włóczęgach w łachmanach, którzy z gorączkowym blaskiem w oczach twierdzili, że śpiączki zapadając w swój letarg, tak naprawdę zbudziły się do innego, lepszego, życia, i że należy rozpatrywać to w kategoriach znaku opatrzności i modlić się o łaskę dostąpienia tego zaszczytu. Mówiono, że niektórzy z nich, gdy odmawiano im wymarzonego błogosławieństwa, wychodzili naprzeciw anomaliom, aby, jeśli nie mogą ich tworzyć, choć zginąc od ich dotyku, uważali to bowiem za niezbyt zaszczytny, lecz skuteczny sposób na osiągnięcie doskonałej równowagi, cokolwiek miałoby to znaczyć.

 

Korelacja nie oznacza kauzacji, jednak wszystkie znane nam śniączki okazały się synestetykami. Co więcej – Gaja miała wrażenie, że kobieta patrzy prosto na nią, – wszystkie znane nam neutralizatory okazały się synestetykami cierpiącymi na bezsenność pierwotną. Jednak w większości przypadków kontakt z anomalią może zakończyć się tylko w jeden sposób.

 

– Myślisz, że ktoś tam jeszcze został? – Stary szedł lekkim, sprężystym krokiem i Gaia przez chwilę była na niego zła, w porównaniu do niej był przecież rupieciem i powinien być bardziej zmęczony. – Myślisz, że ktoś tam jest? – ponowiła pytanie, lekko zniecierpliwiona.

– Duchy i szkielety.

– Wierzysz w duchy? – zdziwiła się.

– A jak to nazwiesz? Grupka popaprańców śni sny, które zabijają – spojrzał w kierunku miasta. – Ty możesz już tego nie pamiętać, ale kiedyś nocne niebo nad miastem było nagie. Nie było widać gwiazd, bo ciemność nigdy nie była całkowita, zawsze, gdzieś paliło się jakieś światło. Rzadko kiedy mogłaś usłyszeć bicie swojego serca, bo nigdy nie było aż tak cicho. Zawsze ktoś czuwał, bo musiał, bo pracował, lub nie mógł spać. Albo się bawił. Były miejsca, gdzie pod koniec tygodnia życie zaczynało się po zmroku, i zawsze i wszędzie ktoś był. A teraz? Możesz iść całymi dniami zanim zobaczysz ślad żywego człowieka. Ty patrzysz na miasto i widzisz to co widzą twoje oczy, ja widzę to, i oprócz tego to, co pamiętam. I tak, owszem, wierzę w duchy. – Przez chwilę milczał, po czym dodał, – Żyliśmy sobie, taplając się w swoich małych bagienkach codzienności, nieudacznicy i ludzie sukcesu, aż przyszedł pewien wiosenny dzień i cholerne niebo zapłonęło, bo pojawiło się na nim drugie słońce. Tylko, że to nie było słońce. Cholerni jajogłowi spuszczali się w gacie, bo nawiązaliśmy kontakt. I sama widzisz co z tego wyszło.

 

Niestety, większość z tego co dzisiaj usłyszcie, to tylko garść hipotez, opartych na niepewnych przesłankach. Na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić jaki konkretnie czynnik aktywizuje zdolności materializacji u śniączek, dlaczego jedni ludzie są na niego podatni, innym jest obojętny, a jeszcze inni są w stanie zneutralizować zagrożenia powodowane anomaliami.

 

Jak wszystkie budynki, ten też był ukryty pod absurdalnie bujnym gąszczem kwitnących pnączy, mchu i niewiadomo czego jeszcze. Z ich perspektywy zabudowania wyglądałyby jak masyw górski o nienaturalnie regularnych kształtach, gdyby nie kilka owadopodobnych istot, które przysiadły na dachu jednego z budynków. Gaia oceniła długość korpusu najmniejszego z nich na ponad metr. Czarne klejnoty oczu osadzone po bokach wydłużonych, czaszek połyskiwały w słońcu a pozornie kruche, zielonogranatowe skrzydła przywodziły na myśł cienkie tafle szkła.

– Całkiem niebrzydki widoczek.– Stwierdził z zadumą Stary. – Szkoda, że taki … niezdrowy.

– Wolałabym fastfooda. Czynnego.

– Ja też, dziecko drogie, ja też.

Nazywał ją tak odkąd ich sobie przedstawiono. Przestała protestować po trzech dniach, ale tylko dlatego, że kiedy po raz pierwszy nazwała go „Stary”, zaśmiał się i poklepał ją po ramieniu.

– No, komu w drogę, temu czas – westchnął teraz sentencjonalnie ruszając w stronę ogrodzenia.

Kiedy szli przez parking jeden z motyli odłączył się od grup i uporczywie krążył im nad głowami. Gaia miała wrażenie, że owad z premedytacją trzyma się od niej na bezpieczną odległość, jak gdyby wczuwał, że niepozorna dziewczyna stanowi dla niego zagrożenie. Jednak uparcie towarzyszył im przez całą drogę do budynku, to wznosząc się, to opadając a ruchy jego skrzydeł, nienaturalnie powolne, emanowały leniwą nonszalancją, jakby cholerne bydlę drwiło sobie z ich planów.

Przez cały czas trzymali się za ręce, jak dwoje dzieci zapomnianych podczas szkolnej wycieczki, tak na wszelki wypadek, gdyby pomimo jej obecności coś postanowiło spoufalić się ze Starym. W budynku do którego weszli panował zielonkawa zawiesista cisza, przerywana tylko szelestem liści i trzeszczeniem zeschłych gałązek. Starali się poruszać jak najciszej, ale roślinność była jeszcze bardziej rozbuchana niż na zewnątrz, i co chwila spod ich stóp dobiegało wilgotne plaśnięcie miażdżonego owocu, lub mięsisty chrzęst zgniatanych podeszwą kwiatów. Szybko stracili poczucie czasu, i w końcu wędrowali niemal po omacku, przez senny gąszcz cudzej wyobraźni, kurczowo trzymając się myśli, ze gdzieś w sercu tego chaosu, jest nie tylko śniączka, ale i wyniki badań nad nią. I, że ich dostarczenie w odpowiednie ręce może rozwiązać przynajmniej część problemów.

 

Korelacja nie oznacza kauzacji, ale najbardziej aktywne śniączki to dzieci przed okresem pokwitania. Tworzone przez nie anomalie są wyjątkowo nieprzewidywalne. Ponadto, tylko małoletnie obiekty zdołały, przez jakiś czas, utrzymać cykl czuwania i aktywności sennej, choć był on mocno zaburzony, i występował tylko w początkowym stadium zjawiska. Prędzej czy później następuje zanik fazy czuwania i spowolnienie aktywności fizjologicznej, oprócz aktywności mózgu, zbliżonej do aktywności wstępujacej w fazie snu REM.

 

W odróżnieniu od korytarzy, pomieszczenie, w którym go znaleźli wypełnione było światłem przesączającym się przez pnącza na suficie. Pojedyncze złote smugi padały na biurka, szafki pełne segregatorów, i aparaturę, której przeznaczenie było dla Gai absolutną tajemnicą. Szpitalne łóżko stało w lewej części pomieszczenia, nieco z tyłu. Gaia patrzyła na skulone truchełko, pomarszczoną pergaminową skórę, długie i rzadkie kosmyki na czaszce osłoniętej kościstymi rękoma i z całych sił starała się nie myśleć kim był Przed Tym, w życiu, które coraz bardziej zapominała, i które zostało jej odebrane, między innymi, przez niego. Wiedziała tylko, że nie powinno go tutaj być, po tych wszystkich latach powinien umrzeć a jego talent zgasnąć, że powinni tutaj znaleźć co najwyżej jego szkielet i, że to wszystko jest bardzo, ale to bardzo nie w porządku. Głośno przełknęła ślinę.

– To które z nas to zrobi?

Stary wyjął zza paska pistolet, z kieszeni wyciągnął metalowy cylinder, który zaczął mocować na lufie, cały czas patrzył na śniączkę, jak gdyby chciał nauczyć się go na pamięć.

– Odejdź – powiedział, – nie patrz.

– Robiłeś to już kiedyś?

– Czy zlikwidowałem śniączkę? Nie. Ale zabiłem człowieka. Ty jak przypuszczam, co najwyżej stałaś w pobliżu jakiegoś paskudztwa, żeby się rozwiało. I uwierz mi na słowo, jedno z drugim ma niewiele wspólnego. A w moim przypadku owszem.

Gaia posłusznie poszła przyjrzeć się papierom na jednym z biurek przy drzwiach.

 

Około czterech lat zajęło nam nawiązanie komunikacji pomiędzy enklawami ocalonych,, oraz podjęcie zsynchronizowanych działań mających na celu stopniową eliminację śniączek. Niestety po tym czasie, pomimo tendencji spadkowej pojawiania się nowych zarażonych, co spowodowane jest, najprawdopodobniej stworzeniem enklaw i utrzymywaniem ich w stanie izolacji, pomimo likwidacji coraz to nowych obiektów, co biorąc pod uwagę rozmiary skupisk ludzkich z okresu przed katastrofą nie było łatwym zadaniem, liczba anomalii wydawała się nie ulegać zmianie. Ostatecznie, odkryliśmy, że likwidacja danego osobnika nie powoduje już, jak dotychczas, automatycznego zniknięcia anomalii. Musicie o tym pamiętać. Nie wiemy co jest tego przyczyną, czy to adaptacja do nowego środowiska, czy naturalny etap rozwoju tego co, powoduje szczególny stan sniączek? Na pocieszenie mogę wam tylko powiedzieć, że oni nie są świadomi, nie zdają sobie sprawy z waszej obecności i nie będą sterować anomaliami, aby was zlikwidować. A przynajmniej, taką mamy nadzieję. To wszystko co mogę wam powiedzieć.

 

Nie poszedł za nią, kiedy ruszyła w stronę wyjścia.

– Nigdy nie chciałem być sam. – powiedział – ale to jest coś czego się nie spodziewałem. Nie tak i nie za taką cenę.

Obejrzała się stojąc w progu. Przez chwilę miała wrażenie, że jego ramiona zmieniają się, czernieją, pokrywają pojedynczymi, twardymi włoskami, a usta wydłużają w ssawkę. Zamrugała zaskoczona i złudzenie zniknęło.

– Marcus – w jej głosie była prośba, której nie miała odwagi ubrać w słowa, więc po prostu wyciągnęła do niego rękę i powtórzyła – Marcus…

Powoli podszedł do niej.

Pamietaj – powiedział cicho, – to teraz jest ich dom – wskazał szpitalne łóżko z wyschniętym truchłem. – Nie powinno mnie tu być. To wszystko co powinno ze mnie zostać. Ale tam -złapał ją za ramię i potrząsnął lekko,– leży to co ze mnie zostało, a równocześnie jestem tutaj. Tylko, że tak naprawdę nie istnieję i w żaden sposób nie mogę ci pomóc. Przemyśl to sobie. Zastanów się jakie macie szanse.

– Jak…

– Adaptacja. Ewolucja. Mnie pytasz. Ja byłem tylko facetem od machania pędzlem. Adwokatem. Dzieckiem, którego rodzice się rozwodzą. Synem samotnej matki. Fryzjerką. Facetem od dokręcania śrubek, anorektczną gówniarą, facetem od rąbania drewna… Ja nawet nie wiem dokładnie co się stało!

 

Z wysiłkiem otworzyła oczy. Przez chwilę po prostu leżała patrząc w niebo. Noc była jeszcze młoda, las wokół polany wibrował sekretnym, pełnym szumów i szelestów życiem, w oddali majaczyły zielone pagórki o zastanawiająco regularnych kształtach. Na jednym z nich przysiadł owad o zielonych skrzydłach. Chciało jej się śmiać, krzyczeć i płakać.

 

Koniec

Komentarze

Niestety nie rozumiem.

Nie rozumiem zarówno w warstwie językowej  jak i fabularnej.

 

“Korelacja nie oznacza kauzacji, jednak wszystkie znane nam śniączki okazały się synestetykami.”

Czytając, chciałbym przynajmniej się domyślać co te słowa znaczą i w jakim kontekście są użyte – tutaj niestety bez googla nie mam szans.

 

Cała podróż Gai i Starego jest nieciągła, nie mam żadnych wskazówek co do czasu każdej ze scen.

 

To co mi się podoba w tym opowiadaniu to świat, który stworzyłaś. To wydarzenie, które miało miejsce i jego konsekwencje. Na tej bazie można byłoby zbudować naprawdę dobrą powieść. 

“Kiedy się nad tym zastanowić, koniec świata rozpoczął się w wyjątkowo mało spektakularny sposób. Po prostu, ktoś się nie obudził.”

“Na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić jaki konkretnie czynnik aktywizuje zdolności materializacji u śniączek”

 

Poza tym, powtórzenia i spacje przed przecinkami nie ułatwiają czytania.

Niestety, kolejnym etapem były manifestacje , które z braku lepszego słowa nazwano fizycznymi. A te, niestety,

Co masz na myśli pisząc, nieciągła? Zarzut co do anglicyzmów, mogłabym się ciskać, że żargon branżowy, co do formatowania tekstu, mea culpa. I dzięki. Cieszę się, że coś Ci się w tym spodobało. Nie do końca tylko wiem, jak odnieść się do twojego braku zrozumienia?

No, ja też nieco poległam w konfrontacji z tym tekstem, choć miał spore szanse mi się spodobać. Masz fajny pomysł z tymi śniączkami, choć mam wrażenie, że gdzieś, kiedyś czytałam coś podobnego, ale konkretu nie jestem w stanie uchwycić – to nie żadne posądzenia o plagiat, oczywiście, tylko poczucie, że pewne tematy w fantastyce powracają w różnych przetworzeniach. I ten Twój świat jest ciekawy, intrygujący. Niestety sposób, w jaki przedstawiłaś zdarzenia (bo fabuły to tu brak, co dla mnie nie jest samo w sobie minusem, nie jestem fetyszystą fabuł) powoduje, że mam przed oczami obrazki z intrygującego świata, ale nie bardzo wiem, co właściwie chciałaś opowiedzieć tym tekstem. Wykonanie nie pomaga.

 

Zarzut co do anglicyzmów

Jakich anglicyzmów? Kauzacja, korelacja i synestezja to słowa pochodzące z łaciny i greki, istniejące w polszczyźnie, aczkolwiek istotnie należące do słownictwa specjalistycznego, które nie każdy musi znać i musisz się pogodzić z tym, że dla części czytelników będzie to barierą zniechęcającą do czytania. Tę frazę można ująć w proste “powiązania nie oznaczają przyczynowości”, które może upraszcza nieco naukowe znaczenie terminu korelacja, ale nie piszesz pracy naukowej, tylko opowiadanie. A jeśli zależy ci na tym, żeby funkcjonowała w tekście w takim naukowym brzmieniu (ma to jakiś sens, skoro się powtarza), to za pierwszym wystąpieniem warto by wytłumaczyć tym, którzy w przeciwnym wypadku będą zmuszeni guglać.

 

 

Typograficznie i interpunkcyjnie jest niechlujnie, zapis dialogów kuleje. Spora garść przykładów, nie robiłam pełnej łapanki, zapewne ktoś ją jeszcze zrobi. Raczej chcę Ci uświadomić skalę problemu. Dbałość o szczegóły jest wyrazem szacunku dla czytelnika.

 

“– Jak myślisz, daleko jeszcze?– spytała,” – brak spacji przed drugą półpauzą

“– Jakiś robal – przyznała niechętnie,” – niepotrzebny przecinek (to jedyny element, który można by podciągnąć pod anglicyzm, bo to występuje w angielskim systemie zapisu dialogów)

“– A jak to nazwiesz? Grupka popaprańców śni sny, które zabijają – spojrzał w kierunku miasta. –“ → “– A jak to nazwiesz? Grupka popaprańców śni sny, które zabijają. – Spojrzał w kierunku miasta.”

“Na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić[+,] jaki konkretnie czynnik aktywizuje zdolności materializacji u śniączek”

“– Całkiem niebrzydki widoczek.– Stwierdził z zadumą Stary.” → “– Całkiem niebrzydki widoczek – stwierdził z zadumą Stary.” [Doczytaj sobie na pwn lub tu na forum zasady zapisu dialogów w zależności czy czasownik w didaskalium odnosi się do odgłosów paszczowych, czy nie]

“Nazywał ją tak[+,] odkąd ich sobie przedstawiono“

“– Odejdź – powiedział[-,]– nie patrz.”

“Około czterech lat zajęło nam nawiązanie komunikacji pomiędzy enklawami ocalonych[-,,] oraz podjęcie zsynchronizowanych działań mających na celu stopniową eliminację śniączek.”

“– Nigdy nie chciałem być sam[.] – powiedział“

 

Fajnie by było, gdybyś zdecydowała się na jednorodny zapis imienia: Gaja albo Gaia.

 

Budujesz też złożone zdania, od których kręci się w głowie, jak to:

 

“Mówiono, że niektórzy z nich, gdy odmawiano im wymarzonego błogosławieństwa, wychodzili naprzeciw anomaliom, aby, jeśli nie mogą ich tworzyć, choć zginąc od ich dotyku, uważali to bowiem za niezbyt zaszczytny, lecz skuteczny sposób na osiągnięcie doskonałej równowagi, cokolwiek miałoby to znaczyć.“ Niby da się zrozumieć, o co chodzi, ale gdybyś pocięła to na kilka zdań, to byłoby przystępniejsze w lekturze. Zginąc – literówka. Skądinąd modalność “nie mogą” nie jest tu zbyt trafiona, chodzi chyba raczej o “nie potrafią”.

 

“– Myślisz, że ktoś tam jeszcze został? – Stary szedł lekkim, sprężystym krokiem i Gaia przez chwilę była na niego zła, w porównaniu do niej był przecież rupieciem i powinien być bardziej zmęczony. – Myślisz, że ktoś tam jest? – ponowiła pytanie, lekko zniecierpliwiona.“ – pierwsze didaskalium zdaje się sugerować, że pytanie zadał Stary

 

“– Czy zlikwidowałem śniączkę? Nie. Ale zabiłem człowieka. Ty jak przypuszczam, co najwyżej stałaś w pobliżu jakiegoś paskudztwa, żeby się rozwiało. I uwierz mi na słowo, jedno z drugim ma niewiele wspólnego. A w moim przypadku owszem.“ – ta wypowiedź jest może dla Ciebie, jako autorki, która poniekąd siedzi w głowach bohaterów, jasna. Dla mnie jako dla czytelniczki skróty myślowe tu czynione nie są jasne.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jakich anglicyzmów?

To taka kalka językowa z “Correlation does not imply causation”. W krajach anglosaskich to jest chyba dość powszechnie stosowane i rozumiane powiedzenie. U nas – w takiej formie – niekoniecznie. W wolnym tłumaczeniu znaczy: “Jak zapomnę skasować biletu, to zawsze akurat muszą wejść kanary, ale z tego nie wynika, że kanarzy wchodzą do autobusu dlatego, że ja zapomniałem skasować biletu” ;) Tłumaczenie mojego autorstwa ;) :P

Czyli tutaj, jak sądzę, chodziło autorce o to, że wszystkie śniączki miały synestezję, choć synestezja niekoniecznie musiała być przyczyną bycia śniączką. Tak w prostych, wojskowych słowach, dla fizyka111 :)

Czy używanie trudnych zwrotów to jest coś złego? Lem czy Dukaj też mogli sporą część swoich tekstów napisać o wiele prostszym językiem :) Ja tam bym twierdził, że przeczytanie tekstu, który poszerza twoje słownictwo/zmusza cię do jakiegoś wysiłku intelektualnego, to chyba wcale nie jest zła rzecz :)

 

Co do opowiadania, to pomysł na świat jak dla mnie całkiem fajny i mający potencjał. Czy oryginalny? Mnie to się skojarzyło ze “Śpiącymi królewnami” Kinga i jeszcze paroma rzeczami, ale nie przeszkadza mi to, ważne co autor ułoży z tych klocków. Natomiast wychodzi na to, że ja jestem jakimś fetyszystą fabuły, bo dla mnie to jest co najwyżej szkic, zarys pomysłu na coś większego, a nie pełnowartościowy tekst.

 

Nie mam w zwyczaju czepiać się kilku przecinków, ale tutaj niestety jest dużo błędów, nawet powtarzających się, czyli chyba autorze czas, żeby odświeżyć sobie zasady interpunkcji. Zwłaszcza, że często używasz długich, skomplikowanych zdań; do tego Twój język jest całkiem fajny i plastyczny, szkoda to psuć źle postawionymi przecinkami :)

Dzięki wam wielkie za dobre słowa konstruktywnej krytyki. Poniżej lekki atak histerii, bo ciut mi się dzisiaj ulewa.

 Drakaina –  plagiat to, o ile wiem, działanie świadome; i, choć oczywiście nie musisz mi wierzyć, to modyfikując mój pierwotny pomysł, czy nawet w momencie wrzucania tekstu na stronę, jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby ktokolwiek w tym uniwersum przyjmował dobrowolnie zwłoki obcego, nieważne, doustnie czy dożylnie. Żeby było śmieszniej, do oryginalnego pomysłu też, już raczej nie wrócę, bo jeszcze się okaże, że splagiatowałam wielbionego przeze mnie Kinga (he he). Zobaczymy.

Co do osoby mówiącej pseudonaukowym żargonem, ona po prostu tak ma, i miała być kontrastem dla Gaii, zrzucając przy okazji brzemię infodumpa.

Teatrzykokrucieństwa – nie mam ambicji czyszczenia butów wymienionym przez ciebie autorom, także ten… Co do braku szacunku do czytelników, faktycznie mieszają mi się różne systemy interpunkcji, i, o losie okrutny, coś z tym trzeba będzie zrobić. Arogancja niezamierzona.

To jest faktycznie raczej szkic, ale miło mi, że coś ci się w nim spodobało. 

Nie wiem co pominęłam, ale na pewno coś.

Przecież wyraźnie napisałam, że NIE posądzam Cię o plagiat (zaznaczyłam to specjalnie, żeby nie było wątpliwości, o co mi chodzi), wszyscy wiemy, że pewne motywy, wątki i tematy krążą po literaturze, więc odczytanie moich słów w ten sposób i w związku z tym tłumaczenie, czym jest plagiat oraz intencji autorskich, to histeria level master :/

 

Co do “osoby mówiącej pseudonaukowym żargonem” – problem polega na tym, że tekst wygląda tak, jakby mówił to narrator niebędący (nie utożsamiony z) żadną osobą występującą w opowiadaniu. Nie wprowadzasz tego jako wypowiedzi, mówiąc krótko.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przeczytane :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

No tak. Właściwie zgadzam się z przedpiścami – ciekawy pomysł, przedstawiony dosyć niejasno. Oraz sporo babolków.

Tu dobra rada: wrzucanie opowiadania na chwilę przed dedlajnem to nie jest dobry pomysł. A dokładniej – tak słabo sprawdzonego opowiadania. Wypróbowany sposób to: napisz; wrzuć do szuflady; po tygodniu przeczytaj ponownie, popraw błędy; wrzuć do szuflady; po tygodniu przeczytaj i popraw błędy. Im więcej razy przeczytasz, tym więcej błędów wyłapiesz (a i tak się jakieś znajdą po publikacji ;)).

W takiej formie tekst sprawia niestety wrażenie niechlujnego i do kontynuowania lektury nie zachęca. A szkoda, bo widać przebłyski dobrej literatury, np. w opisach.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Ehh, dziękuję wszystkim ofiarom moich błędów, to co w ramach konkursu można poprawić zostanie poprawione, acz nie jestem w stanie powiedzieć kiedy, a z szuflady zapewne coś wyjrzy…

to co w ramach konkursu można poprawić zostanie poprawione, acz nie jestem w stanie powiedzieć kiedy

Od zakończenia naboru do ogłoszenia wyników nie wolno nic poprawiać, to dotyczy wszystkich portalowych konkursów, chyba że organizatorzy wyraźnie zaznaczyli, że jest inaczej.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Smile

Zgodzę się z przedpiścami – tu jest jakiś pomysł, ale mętnie podany. Zapewne opowieść zyskałaby na rozwinięciu i spokojniejszym wyjaśnieniu zdarzeń obecnych i przeszłych.

Wstawki tego przemądrzałego narratora mają sens, ale są tak krótkie i częste, że szatkują tekst. Nie wiem, może pomogłoby jakieś graficzne ich wyróżnienie – kursywa czy coś. Żeby łatwiej było załapać, że bez przerwy przeskakujesz między dwoma nurtami, a ciągłości należy szukać gdzie indziej.

Mam swoją hipotezę na temat fabuły, ale nie postawiłabym na nią nawet szeląga.

Pomijając interpunkcję, która kuleje na obie nogi, napisane ładnie, bogatym językiem.

Babska logika rządzi!

Chaotyczna fabuła, dziwaczny język. Czyżby Obcy przybyli pod postacią zmaterializowanych postaci ze snu? Podbijają świat tworząc śniączki? Trochę to przekombinowane.

Wypada mi się tylko zgodzić z Przedwiecznymi. To jest, Przedpiścami. Poza interpunkcją rzecz jest napisana naprawdę ładnie, a pomysł bardzo ciekawy. Jednak fabularnie rzecz istotnie przypomina raczej szkic. Za dużo chaosu, za dużo niedopowiedzeń, za dużo skrótów i rzeczy, które powinny być wyjaśnione, a są ledwie zaznaczone, albo pozostawione do czytelniczej interpretacji. 

Cóż, nie jestem specjalnie zadowolony z lektury, ale gdybyś zechciała kiedyś sprawę rozwinąć i rozbudować w solidne opowiadanie, to przeczytam z przyjemnością. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone, dzięki.

Przyszedłem, przeczytałem, nie zrozumiałem ;)

 

Zaintrygowało mnie, ale z mojej perspektywy wygląda raczej jak wstęp do opowiadania a nie gotowy tekst. Za mało danych, żeby zaintrygowanie przerodziło się w pełne zaciekawienie.

Nowa Fantastyka