- Opowiadanie: Minuskuła - Bezwonna krew

Bezwonna krew

Pozwoliłam sobie wrzucić poza konkursem... tekst otagowany konkursem ;)

Zrobiłam tak, ponieważ “Bezwonna krew” wydaje się kwalifikować pod względem tematycznym i objętościowym, a być może ktoś dobiera lektury właśnie z konkursowego klucza.  No i wysyp opowiadań zmotywował mnie do tego, by wykorzystać starsze fragmenty i złożyć je w całość.

W zamierzeniu miały to być części czegoś dłuższego, ale mam nadzieję, że tekst też broni się sam.

Liczę na to, że tag konkursowy nie będzie to sprawiać kłopotu – w razie czego go usunę.

Miłej lektury!

 

***

Opowiadanie NIE uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Niemniej jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

chroscisko, Finkla, katia72

Oceny

Bezwonna krew

Słyszał to już z daleka. Jęki, płacz i krzyki przestraszonego tłumu. Próbował odciągnąć Nassirę, na bogów, naprawdę próbował. Jednak kiedy gwałtownie obróciła głowę, a jasny pukiel włosów musnął policzek Feliksa, mężczyzna wiedział już, że nie da rady jej zatrzymać.

– Słyszałeś to?

– Nie – skłamał.

Nassira zmarszczyła nos jak naburmuszone dziecko. Ruszyła w stronę rynku, nim Felix zdążył choćby westchnąć.

– Nas.

Szła dalej, nie zatrzymując się. Przebiegła pod kołyszącym się szyldem gospody „Pod Baranami”.

– Nas.

Odepchnęła grubą mieszczkę, która sklęła ją, upadając w kałużę.

Zatrzymała się, by posłuchać. Odbiła w bok, w wąską uliczkę między dwoma podcienionymi kamienicami.

– Nas, proszę.

Nie zareagowała. Rzuciła się w stronę wylotu zaułka, rozpryskując atłasowymi pantofelkami nieczystości wylane na ulicę.

Felix złapał ją za rękaw sukni tak mocno, że rozpruł szew i w jego pięści pozostał kawałek udartego złotogłowu.

Zamknęły mu się powieki.

 

***

 

Wysokie drzewa otaczały polanę, stwarzając poczucie bezpieczeństwa i odcięcia od świata. Popołudniowe słońce przeświecało przez drżące liście, migocząc na soczystej zieleni trawy. Pośrodku polanki zachęcająco trzaskało ognisko, znad którego unosił się szary dym, tworząc w powietrzu zawijasy.

Było idealnie.

– Och… Felix, czy ty to widzisz? Jak ciepło! Jak miło! A tam? Zobacz, to zające! Patrz, jak prędko czmychają!

Nassira uśmiechała się pogodnie. Jej włosy splecione były w dwa zwinięte nad uszami warkocze. Felix patrzył, chłonąc piękno.

– Tak. Prędko.

Złapała go za rękę. Skórę miała gładką i gorącą.

– Chodź, zobaczmy, co jest tam przy ognisku… Wełniany pled, doprawdy! Jaki miękki! Sprawdź, połóż się!

Położył się. Sprawdził.

– Posłuchaj, jak tu spokojnie. – Odchyliła głowę ku niebu. – Wiatr szumi… O! To chyba gil, słyszysz?

– Słyszę.

Opuściła głowę, spojrzała na niego zielonymi, błyszczącymi oczami.

– Moglibyśmy tu zostać, wiesz? Leżeć na tym pledzie, grzać się przy ognisku i… i wzajemnie. – Zarumieniła się. – Patrzylibyśmy w gwiazdy, wygrzewali w słońcu, orzeźwiali wiatrem. Nie uważasz? Moglibyśmy… Moglibyśmy tu zostać. Na zawsze.

Odetchnął, dopiero teraz zdając sobie sprawę, czego mu brakuje: zapachu lasu, ziemi, sosnowego dymu. Jakiegokolwiek zapachu.

– Nassira… To iluzja. To nie jest prawdziwe. Ciebie tu nie ma.

Spuściła zielone oczy, w których wezbrały żałosne łzy.

– Tak – wyszeptała ze ściśniętym gardłem. – Wiem – dodała. – Ale może jakaś część mnie…

Cichy, przesycony pragnieniami szept utonął w szumie zawodzącego wiatru i nierzeczywistym trzasku płonących polan.

– Chodźmy stąd. Zaprowadź mnie z powrotem – powiedział Felix po chwili, gdy zrobiło się nieco chłodniej. Podniósł się i wyciągnął ku niej dłoń.

Nassira bez słowa złapała go za rękę i tylko raz pociągnęła nosem. Na więcej nie pozwalała jej godność.

A potem odeszli stamtąd i wrócili do rzeczywistości.

 

***

 

Ocknął się i zobaczył, jak Nassira przedziera się przez wypełnione zbitą ciżbą obrzeża rynku. Wszyscy stali wycofani pod kamieniczkami, najwyraźniej bojąc się zarówno uciec, jak i zostać. Ponad barkami ludzi Felix dostrzegł środek placu, na którym nie było nikogo prócz Dareusa. Nikogo żywego.

Dogonił Nassirę, rozgarniając tłum ramionami.

– Znowu to zrobiłaś…

Zamilkł, gdy nagle ludzie stojący na przedzie cofnęli się jeszcze o krok i dostrzegł przedmiot leżący na kocich łbach. Wiedział, że Nassira też go dostrzega.

Wtedy zrozumiał, że jest już za późno.

Że było za późno, gdy ruszyła w stronę rynku, a nawet wtedy, gdy wjechali do miasta. Było już za późno, gdy po raz pierwszy nieświadomie użyła swych mocy do stworzenia iluzji, a może i w chwili, gdy uratowała się z miasta, które wymordował Dareus. Przez moment się zastanawiał: kiedy to się dzieje, kiedy dokładnie nad człowiekiem zawisa fatum, całun, klątwa rychłej śmierci? Nie znał odpowiedzi na to pytanie. Może w kołysce, może w ostatniej chwili, a może jednak dopiero w momencie, gdy czyjś wzrok pada na porzucony miecz na zalanym krwią rynku.

Coś ścisnęło go w środku, coś, co miało nie odejść.

– Na wszystkich bogów, Nas, błagam cię, nie rób tego.

Był pewien, że go zignoruje. Że tak jak wcześniej odejdzie, szeleszcząc suknią w kolorze indygo. Wspaniałą, misternie zdobioną suknią, teraz poplamioną błotem i nieczystościami. Zamiast tego zwróciła ku niemu gniewne, piękne oblicze. Potrząsnęła głową.

– A co mam niby zrobić? – sarknęła.

– Nic. Po prostu nic.

– Ale ja…

– Jeśli podniesiesz ten miecz – przerwał jej, powoli wypowiadając słowa. – Jeśli podniesiesz ten miecz, zginiesz. Zważ moje słowa.

Zacisnęła usta i spuściła oczy, jak dama z dobrego domu, którą przez tyle lat była. Dareus coś krzyczał. Ludzie szeptali. Krew płynęła między kamieniami. Czas nie miał znaczenia, bo na wszystko było za późno już dawno, dawno temu. Teraz był tego pewien. Widział to w odgarnięciu pukla i wzruszeniu ramion. Fatum, klątwa, całun, a może po prostu głupia brawura, przewrotny los.

– No cóż. Trudno – odparła.

I podniosła miecz.

Felix zrozumiał swój błąd. Było już za późno, to prawda.

Było za późno dla niego od momentu, w którym zaczęło mu zależeć. Jednak nawet gdyby potrafił cofnąć czas i to naprawić, musiałby przebyć naprawdę długą drogę.

Zrozumiał to i westchnął. Zaklął, złorzecząc, na czym świat stoi. A potem wyjął miecz z drobnych, drżących dłoni, przyciskając udarty kawałek złotogłowu do jelca.

Czasem parszywy los po prostu jest i ktoś, ktokolwiek musi go wziąć na swoje barki, pomyślał, wkraczając na śliskie od krwi kocie łby. Ktoś, kto pojawi się akurat na czas.

Całe ciało zdawało się Feliksowi ciążyć ku ziemi, kiedy szedł, by zginąć z rąk Dareusa.

Gra z losem była krótka. Miecz uderzył o bruk.

Bezwonna krew powoli plamiła złotogłów, a Nassira krzyczała tak rozpaczliwie, jak gdyby cały świat miał spłonąć w jej bólu.

Potem zapadła cisza.

Koniec

Komentarze

A nie myślałaś o ścieżce B? :-)

 

PS. Bardzo miło, że mimo wszystko zachęcasz czytających do wsparcia Synapsis :-)

 

Mam mieszane uczucia co do tego tekstu. Jest bardzo impresyjny, co zazwyczaj lubię, i przy całej pretensjonalności narracji, którą może nawet bym łyknęła, ma niezły twist na koniec. NIestety wykonanie to opowiadanie zabija, bo po pierwsze bardzo pogubiłaś przecinki, po drugie w stylu co rusz coś zgrzyta.

Snu tu za bardzo nie widzę, ale dobrze, niech będzie, że te wizje to gdzieś obok snu.

 

“szmer zastraszonego tłumu” – coś tu nie gra na każdym poziomie. I szmer i “zastraszony tłum”

 

“jasny pukiel włosów otarł się o policzek Feliksa” – jakoś ocieranie się o policzek nie pasuje ani do pojedynczego pukla, ani do gwałtownego ruchu głową, kiedy włosy poruszają się szybko, podczas gdy ocieranie się jest raczej powolne

 

Dlaczego Felix przez x? To jest jakiś fantasyland, nie wiąże Cię ortografia żadnego konkretnego języka, więc lepiej dać pisownię wyglądającą naturalnie po polsku. Zwłaszcza że każde imię masz z innej bajki

 

“Popchnęła grubą mieszczkę” – zrobiła to celowo?

 

“Rzuciła się w stronę wylotu alejki” – alejki są głównie w parkach. Anglicyzm (alley – zaułek)?

 

“rozpryskując atłasowymi pantofelkami nieczystości wylewane na ulicę” – to brzmi, jakby ktoś je wylewał wtedy, kiedy biegła

 

“Opadły mu powieki.” – nie brzmi to dobrze, zwłaszcza że w podobnych sytuacjach ludziom zazwyczaj opadają ręce ;)

 

“Wysoki rząd drzew otaczał polanę z każdej strony” – a nie po prostu “polanę otaczały wysokie drzewa”? Nie udziwniaj tego, co da się powiedzieć jasno i prosto. Poza wszystkim nie za bardzo da się otaczać z każdej strony, bo otaczanie – no, to po prostu znaczy, że to coś, co otacza, jest ze wszystkich stron…

 

“kręte zawijasy” – a są też proste zawijasy?

 

“wypełnione zbitą ciżbą kąty rynku” – kąty są w pomieszczeniu, tu wystarczyłby po prostu rynek

 

“Ponad ramionami ludzi mógł dostrzec środek placu” – po prostu: dostrzegał. I to ponad ramionami też słabe, bo środek placu raczej nie był gdzieś w górze

Ale coś tu się też nie klei, bo dlaczego martwi są tylko na środku, skoro Nassira się przedziera przez tłumy, a i przed Feliksem najwyraźniej jest mnóstwo żywych ludzi?

 

“Dogonił Nassirę w kilku krokach.” – ona od dłuższego czasu przedziera się z trudem przez gęsty tłum…

 

“ludzie stojący na krawędzi tłumu” – raczej na obrzeżach, tłum nie ma wyodrębnionej krawędzi. No i znów topologia szwankuje, bo to coś – cokolwiek to jest – leży w środku tłumu?

 

“uratowała się z wymordowanego przez Dareusa miasta” – tak, istnieje frazeologizm “wymordować całe miasto”, ale to nie działa w stronie biernej

 

“porzucony miecz na zakrwawionym rynku” – zakrwawiony może być miecz, ubranie itp. przedmioty, rynek będzie raczej zalany krwią

 

“odejdzie szastając suknią” – szasta się pieniędzmi albo nogami, nie suknią

SJP PWN

szastnąćszastać

1. szastać «wydawać pieniądze bez zastanowienia»

2. «wykonać zamaszysty ruch nogą»

3. szastać «używać czegoś, nie szanując tego»

 

“ręcznie zdobioną suknią, teraz z plamami błota i nieczystości” – raczej: poplamioną błotem i nieczystościami

 

“Zamiast tego zwróciła ku niemu gniewne, piękne oblicze i zaklęła.” – to wywołało we mnie mimowolny uśmiech, bo to zaklęła nijak nie pasuje do wszystkiego, co piszesz

 

“musiałby przebyć naprawdę sporą drogę” – długą drogę

 

“szedł, by zginąć z rąk mordercy Dareusa.” – znaczy Dareusa ktoś zamordował i teraz ta sama osoba ma zabić Feliksa?

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tak coś czułam, że sięgnięcie po tekst sprzed dwóch lat i próba poprawienia, sklejenia i ukończenia go w okolicach trzeciej w nocy nie może być dobrym pomysłem.

Czując się jednocześnie zażenowana błędami i będąc wdzięczna za ich wytknięcie, poprawiłam prawie wszystkie wskazane buble. Zostałam mimo wszystko przy imieniu Felix i miałam trochę problemu z precyzowaniem topologii – chodziło mi o to że tłum wypełnia obrzeża rynku, odsuwając się od Dareusa, którego otaczają już trupy. Wszak nikt nie chciałby wejść pod miecz, ale stracić też widoku też nie, prawda? ;) Nie wiem, czy teraz jest to jaśniejsze.

Uśmiechnęłam się przy “Wysokim rzędzie drzew…” – to taka moja typowa maniera: mówienie naokoło czegoś, co można określić trzema słowami, a na co ja nie wpadnę. Dobrze, że są na tym świecie redaktorzy i ludzie dobrej woli.

Pozdrawiam!

Nie wiem, czy teraz jest to jaśniejsze.

Tak, ale to powinno być w tekście :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dopisałam i poprawiłam kilka słów. Mam nadzieję, że teraz jest ;)

Gdybym nie wiedział, kto jest autorem, to myślę, że bym zgadł. Jeżeli nie po sposobie prowadzenia narracji, dbałości o detale opisów, i grzebaniu w psyche bohaterów, to zgadłbym choćby po tym jednym fragmencie:

 Było już za późno, to prawda. Było za późno dla niego od momentu”

To równie sugestywne jak “Written by Minuskuła”.

Nie, nie czepiam się. Zdąrzyłem już polubić tę Twoją manierę :)

 

Ogólnie, to się cieszę, że tu zajrzałem. Mogę w końcu bezkarnie kogoś pochwalić i kliknąc mu bibliotekę. Nie potrafię ocenić, czy to opowiadanie jest aż tak dobre, czy to ja zostałem już zainfekowany Ewokacją i dlatego mi się podoba. To chyba nieistotne. Generalnie lubię jak piszesz, a “Bezwonna krew” sprawia, że lubię jeszcze bardziej.

 

Jedno zdanie zdało mi się niepoprawne, ale nie jestem pewnien z tymi przecinkami:

Przez moment [+się] zastanawiał się [+,] kiedy to się dzieje, kiedy dokładnie nad człowiekiem zawisa fatum, całun, klątwa rychłej śmierci.

Tośmy sobie symultanicznie posłodzili pod swoimi opowiadaniami, chroscisko ;)

Bardzo to miłe, co piszesz i raduje mnie, że znaczek “written by Minuskuła” oznacza coś pozytywnego. Ach, nie ma to jak przekonać kogoś do nieustannych powtórzeń! ;)

Tak więc cieszę się, że złapałeś bakcyla “Ewokacji” i wyrażam nadzieję, że nie poczyni on żadnych szkód.

 

Zdanie poprawiłam zgodnie z sugestią, dodałam dwukropek i znak zapytania. Może teraz będzie lepiej.

Dzięki jeszcze raz za opinię, dobre słowo i kliknięcie!

A to paskudny Dareus :<. Kibicowałam twoim bohaterom, a tu taka niemiła dla mnie niespodzianka. Chociaż tyle, że odważyli się stanąć przeciw niemu.

Po poprawkach zaproponowanych przez drakainę, tekst wygląda o wiele ładniej i o wiele przyjemniej mi się go czytało po raz drugi :). Udany szort :).

Pozdrawiam cię, Minuskuło!

 

Gdybym miała dłuższy staż to bym zgłosiła “Bezwonną krew” do biblio bez wahania, chociaż myślę, że trafi tam tak czy siak :).

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Mam wrażenie, że zostałam wrzucona w środek opowieści i pewnie dlatego nie do końca rozumiem, co się wydarzyło. O Nassirze wiem tylko tyle, że ma szczególny dar, o Feliksie nie wiem nic, poza tym, że jest chyba zadurzony w dziewczynie. Natomiast zupełnie nie mam pojęcia, kim jest Dareus i dlaczego morduje mieszkańców miasta.

 

Zła­pał ją za bu­fia­sty rękaw sukni tak mocno, że w pię­ści po­zo­stał mu je­dy­nie ka­wa­łek udar­te­go zło­to­gło­wu. –> Szarpnięciem pewnie można było sprawić, aby rozpruł się szew sukni, ale nie wydaje mi się, aby chwyciwszy w dłoń bufiasty rękaw ze złotogłowiu, można było wyrwać zeń strzęp tkaniny.

 

– Pa­trzy­li­by­śmy w gwiaz­dy, opa­la­li się, orzeź­wia­li wia­trem. –> Zdaje mi się, że w czasach, kiedy nosiło się suknie ze złotogłowiu, nikt się nie opalał.

 

Ock­nął się, wi­dząc, jak Na­ssi­ra prze­dzie­ra się przez wy­peł­nio­ne zbitą ciżbą obrze­ża rynku. Wszy­scy co­fa­li się pod ka­mie­nicz­ki, naj­wy­raź­niej bojąc się za­rów­no… –> Siękoza.

Czy dobrze rozumiem, że widział przedzierającą się Nassirę, a potem się ocknął?

 

Wspa­nia­łą, ręcz­nie zdo­bio­ną suk­nią, teraz po­pla­mio­ną bło­tem i nie­czy­sto­ścia­mi. –> Czy w czasach kiedy walczono mieczami bywały suknie zdobione inaczej, nie ręcznie?

 

Sklął na czym świat stoi. –> Kogo/ co sklął?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajny twist na końcu. Reszta trochę mi się dłużyła, ale na szczęście nie miała zbyt wiele znaków, więc poszło.

Zdrobnienie Nas jest nieco mylące, bo ma jakieś znaczenie, ale niech Ci będzie.

Babska logika rządzi!

Wszystkim paniom powyżej dziękuję za komentarze.

 

@Finkla

Dziękuję za klik. Przez moment chciałam poprawić zdrobnienie na “Nass”, ale uznałam, że będzie jeszcze gorzej ;) Cieszę się, że twist zaskoczył.

 

 

@regulatorzy

Masz w pełni prawo czuć się rzucona w środek opowieści, gdyż początkowo powyższy tekst miał być częścią czegoś większego – zazwyczaj u mnie dłuższe opowiadanie zaczyna się właśnie od takiego fragmentu-puenty, ale w tym przypadku uznałam, że wolę pozostawić go w formie szorta. Wspomniałam o tym w przedmowie, z nadzieją, że mimo niedostatku tła, tekst obroni się sam.

Tak czy inaczej dziękuję za poprawki – naniosłam je już na tekst.

 

@Sy

Dzięki za pozytywną opinię i chęci do kliknięcia ;)

Niestety tak to już jest, że czasem świat Dareusami stoi – parszywy los! (Taki tytuł miało nawet mieć początkowo opowiadanie).

Pozdrawiam również! :)

Cieszę się, Minuskuło, że uznałaś uwagi za przydatne. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kurczę, no to mam zagwozdkę! Tekst bardzo dobrze napisany, impresyjny, a postacie ciekawe, tylko niewiele zrozumiałem (tyle co Reg).

Cytując Wilka: A nie myślałaś o ścieżce B?

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nie sugeruję, żebyś zmieniała imię albo zdrobnienie. To bardziej uwaga na przyszłość.

Babska logika rządzi!

@El Lobo Muymalo

 

Z Wilkiem żeśmy już sprawę omówili; zdecydowałam się zostawić “Bezwonną krew” na portalu. Słowo się rzekło, tekst poszedł, więc tak będzie bardziej uczciwie.

Cieszę się, że pewne aspekty przypadły Ci do gustu. Co do reszty – pisałam ten tekst raczej dla wybrzmiewającej puenty, zaledwie prześlizgując się po tym, co w tle i zasadniczej historii (całość to zaledwie ok. 5 tys. znaków). Opowiadanie pewnie na tym straciło. Ja co prawda lubię niedopowiedzenia, ale macie rację, że jest ich tu dużo. Pozostaje mi mieć nadzieję, że może kiedyś jakimś mój dłuższy tekst przypadnie Ci bardziej do gustu :)

 

@Finkla

Jasne, ale uwaga była dość słuszna (nie pomyślałam o tym wcześniej), więc rozważyłam jej zastosowanie.

Tekst w moim stylu, dobrze się czytało. Polubiłam głównych bohaterów, dlatego chętnie przeczytałabym coś więcej z nimi.

Monique. M,

Dziękuję za opinię i dobre słowo. Felix, Nassira i inni ziomkowie z ich świata pojawiają się w kilku fragmentach zachomikowanych na moim dysku, tak że być może kiedyś będzie okazja jeszcze dokładniej poznać ich losy :)

Uśmiercasz bohatera. Świat ciekawy, Nas też. Piszesz o bezsilności kochanka, o zabawie kobiety, którą kocha, która go fascynuje – może dlatego ją tak bardzo miłuje. To prawdziwe i zajmujące. 

Dialogi – ok, opisy – so-so. Na przykład: kolor indygo, misternie zdobiona suknia, powtarzające się nieczystości. Krew – czy jest bezwonna? Ma metaliczny posmak. 

Zatrzymały mnie:

gwałtownie obróciła głowę, a jasny pukiel włosów musnął policzek Feliksa -sztampa z tym puklem, potrząsaniem włosami. Jeśli kobieta to potrząsa, muska włosami i chłop w potrzasku.

‚Złapał ją za rękaw sukni tak mocno, że w pięści pozostał mu jedynie kawałek udartego złotogłowu – niemożliwe, spróbuj tak kogoś przytrzymać i sprawdź, co się stanie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, dziękuję za komentarz i uwagi. Cieszę się, że znalazłaś rzeczy, które przypadły Ci w tekście do gustu. Co do rękawa – masz rację. Postaram się zaraz jakoś sensowniej go rozpruć ;) Jeśli chodzi o bezwonną krew, to miała ona naprowadzić czytelnika na to, że Felix może znajdować się w iluzji (na polance, w wizji, również zwrócił uwagę na brak zapachów). Pozdrawiam!

Hmmm. A ja pomyślałam, że to Feliks jest iluzją.

Babska logika rządzi!

Finklo, zazwyczaj staram się zostawić parę furtek otwartych dla interpretacji czytelników. Równie dobrze mógł zginąć Felix, mogła zginąć Nassira, Nassira mogła zabić ludzi poprzez nieumiejętne użycie mocy, iluzją mogła być scena od chwycenia miecza przez Feliksa albo wszystko od czasu polanki.

Ja tylko podtykam trop i zasiewam wątpliwość.

Twój pomysł jest równie ciekawy.

Ech, i dlatego nie przepadam za wieloznacznymi tekstami. Matematyka jest prosta – jedna prawidłowa odpowiedź i koniec… :-/

Babska logika rządzi!

Finklo, najwyraźniej po prostu gustujemy w różnym sposobie prowadzenia tekstów. Nic w tym złego.

Jeśli wolisz doprecyzować, to chyba skłaniałbym się ku wersji, gdzie po chwyceniu miecza (tak jak za pierwszym razem katalizatorem był dotyk Nassiry+złotogłów) Felix zostaje wprowadzony w iluzję (nie czuć woni krwi) i umiera Nassira (wybudzając go śmiercią z iluzji – stąd słyszany krzyk).

Nie ma to jak interpretacja własnego opowiadania. Mam nadzieję, że na maturze dostałabym wysoki wynik ;)

 

Oczywiście, że nic w tym złego. Pięknie się różnimy. Świat byłby nudny, gdyby wszyscy myśleli tak jak ja i pisali, jak lubię.

Wolę zachwycać się fajnym pomysłem Autora na tekst niż sama wybierać sobie spośród różnych opcji tę, która misię najbardziej.

A z maturą to nie wiadomo. Słyszałam, że Szymborskiej z jej własnym wierszem kiepsko poszło. Ale może to plotki złych ludzi.

Babska logika rządzi!

Przede wszystkim podoba mi się Twój styl pisania :) Konstrukcje zdań, porównania, powtórzenia, dbałość o szczegóły.

Jeśli chodzi o przedstawioną historię, też na plus. Czytałam z zaciekawieniem. Jak dla mnie tekst z pewnością wart biblioteki :)

@Finkla

Też o tej biednej Szymborskiej pomyślałam ;)

 

Dla mnie po prostu ważniejsze od tego, co autor (zazwyczaj nieobecny przy tekście) sobie myśli, jest to, co czytelnik – w tym i ty – wyczytał. Ciekawi mnie jego spojrzenie i stąd moja otwartość na różne furtki. Czasem rzecz jasna mam też i swoją ulubioną, a nawet kilka.

Moim zdaniem wytłumaczenia trzeba szukać w tym, że jestem chyba bardziej z tych, co emocjonują się bohaterem/problemem niż pomysłem/konceptem. Stąd pewnie rozbieżność co do naszych gustów.

No i bardzo dobrze, wszak, jak piszesz, potrzebujemy różnych tekstów. :)

 

@katia72

Dziękuję za komentarz i pozytywną opinię. Cieszy mnie zwłaszcza fakt, że przypadła Ci do gustu nawet moja maniera powtórzeń. Polecam się na przyszłość i pozdrawiam :)

 

Nie ma to jak interpretacja własnego opowiadania.

Hmm, na matematyce znam się słabo, ale mimo żem humanista, w sumie też wolę, żeby jednak więcej tej autorskiej interpretacji dało się wyczytać z samego tekstu. Zwłaszcza że u Ciebie najwyraźniej jest jednoznaczny pomysł, a nie zamiar stworzenia czegoś, co jest interpretacyjnie niejasne… Ergo #TeamFinkla pod tym względem.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

@Drakaina

 

Ok. Tyle że jeśli Finkla przeczytałaby tekst poza portalem, bez mojego komentarza, uznałaby, że Felix jest wizją. I mi to odpowiada.

Gdybym chciała naprowadzić czytelnika na jednoznaczny trop, to bym przecież zrobiła w opowiadaniu. Pisząc, zdaję sobie sprawę, które zdanie kieruje nas w daną stronę i wstawiam je, bo CHCĘ, żeby czytelnik miał różne ścieżki.

Interpretacja kilka komentarzy została niejako wyciągnięta w dyskusji, sama z siebie w życiu nie bawiłabym się w podpowiadanie “co autor miała na myśli”.

Zaznaczam, że komentarz nie jest próbą zmiany Waszego zdania, bo jak najbardziej je szanuję (oczywiście wysłuchując je zza swoich blanków literackich ;) ).

Pozdrawiam!

Nie przekonuje mnie ta argumentacja do końca, ale przyjmuję Twój punkt widzenia ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, byłaby z Ciebie wytrawna polityczka ;)

Apage! Poza wszystkim to chyba zaprzeczenie tego, co się dziś w polityce przyjmuje za standard :P

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Panie pośle! Ja panu nie przerywałem!

Babska logika rządzi!

Zawoalowany brak zgody w sprawie poglądów nasunął mi to skojarzenie, jednak nikt nie mówił, że chodzi o współczesność. By Cię nie obrażać, przyjmijmy – umiłowane nam obu – standardy starożytnej retoryki. Od razu zrobi się milej.

No dobra, nieco lepiej, choć o starożytnej polityce też nie mam najlepszego zdania ;) Za dużo się tą problematyką w różnych czasach zajmuję, żeby mieć złudzenia… Ale przynajmniej ludzi z przeszłości mogę sobie bezpiecznie lubić i podziwiać albo też ich nie znosić.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zostańmy więc przy bezpiecznej sympatii ;)

Przeczytałam tekst – zrozumiałam tyle, co ci czytelnicy, którzy zrozumieli najmniej i się do tego przyznali. Potem przeczytałam Twoją interpretację tego tekstu i muszę przyznać, że bym na to nie wpadła. :)

Styl nie pomaga w zrozumieniu. Impresyjny, jak to napisała Drakaina, co i rusz giną mi w nim konkrety. Ale jest w nim coś urokliwego.

Dzięki za komentarz, ocho. Cieszę síę, że mimo wszystko odnalazłaś odrobinę uroku wśród wybojów stylistyczno-fabularnych. Jakkolwiek żałuję umieszczenia tego komentarza z interpretacją, to wyciągnęłam chociaż wniosek, że gdyby zdarzyła się tak nieprawdopodobna okazja, to i tak dla dobra ludzkości nie umieściłabym mojego tekstu na arkuszu maturalnym ;) Pozdrawiam!

Obawiam się, że to nie Autor decyduje. ;-)

Babska logika rządzi!

No to klops. Na szczęście (lub nieszczęście) mi to raczej nie grozi ;)

A żyjącego autora nie prosi się o zgodę? Choć może nie. Ale mnie np. parę osób pytało o zgodę o umieszczenie fragmentów opublikowanych przekładów poezji w książkach różnego rodzaju (od przekładów powieści po jakiś podręcznik).

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

W teorii prawo cytatu dozwala użycie fragmentu tekstu do celów edukacyjnych. Matura raczej się do takich kwalifikuje. Z drugiej strony problem jest mocno hipotetyczny, bo większość egzaminowej literatury jest w wolnej domenie.

Hm? Jakiś czas temu były jaja, jak kilku poetom (żyjącym) dano do rozwiązania zadania maturalne z ich wierszami. Okazało się, że ich interpretacja była niezgodna z kluczem ;-) 

Stój, wróć, chciałem sprawdzić źródło i okazało się, ze to baboł medialny.

Jest tu pomysł, końcówka mocna, opisy klimatyczne. Ale jak u Reg, czuję, że coś mi umyka z tej opowieści. Jakiś przeoczony szczegół, który pokazałby, co bohaterowie robią w danym miejscu i czemu. Dopiero przedstawienie Twojej zamierzonej interpretacji rozjaśniło mi, o co chodzi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wilku, czyli to z Szymborską to jednak baboł? No cóż. Jak dla mnie całkiem realne ;) NoWhereMan – pewnie czujesz tak, bo jest to bardziej krótka wprawka z twistem niż pełnoprawne opowiadanie – wszak to tylko dwie sceny. Cieszę się, że odnalazłeś mimo to pozytywne strony. Pozdrawiam!

Baboł, aczkolwiek sama Szymborska jeszcze wtedy żyła :-) Inna sprawa, że te interpretacje z klucza to w ogóle bywały jakieś niestworzone.

W kwestii klucza. Koleżanka mamy poprosiła mnie kiedyś o korepetycje z polskiego dla znajomej licealistki. Ze względów towarzyskich się podjęłam, jakiś czas było spoko, ale potem przyszło wypracowanie. Uważam, że wspólnymi siłami napisałyśmy naprawdę solidnie dobrą interpretację “Jądra ciemności”, nie chciałam szaleć (dziewczyna miała wcześniej poważne kłopoty), więc poprzestałam na wyciąganiu tekstu do solidnego 4-4,5. No i co? Ledwie dostała 3, bo okazało się, że trzeba było zacytować konkretne kawałki książki, w tym coś o “czarnych kościach”. Czytałam akurat tę powieść wiele razy i w zasadzie niczego z klucza nie uznałabym za kluczowe…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przede wszystkim dzięki, ze dołączyć wstawkę konkursową pomimo rezygnacji ze ścieżki B :-)

A jednocześnie szkoda, że właśnie nie wrzuciłaś w tę drugą ścieżkę.

 

Fantastyka: jest

Motyw snu: dyskusyjny, ale zarazem w pełni mieszczący się w temacie – stan hipnozy może być formą snu.

 

Opowiadanie jest trochę niejasne – a piszę to będąc zwolennikiem teksów-łamigłówek. Mimo to broni się mocno nastrojem i klimatem. Jest w nim coś – nomen omen – hipnotyzującego. Takie przeplecenie świata realnego i hipnotycznego. Zagubienie pomiędzy dwoma rzeczywistościami, nawet z punktu widzenia tej postaci, która wydaje się usiłować cumować przy świecie realnym.

 

A na końcu pomimo bardzo pozytywnych wrażeń mam właśnie wrażenie, ze umyka mi coś, co stanowi ważny element tej historii, co zostało uwzględnione przez autorkę, a jednak czego nie do końca widzę. Wyjaśnienie w komentarzach pomogło w dużej mierze, ale nie w całości. No i – o dziwo, mimo tego niezrozumienia, wrażenie pozytywne. Znaczy się: podobało się :)

 

A, pamiętam, ze chyba był jakiś problem z odmianą Feliksa, ale widzę, że aktualnie x/ks jest poprawione.

Drakaino, klucze są zdradzieckie. Pół mojej licealnej edukacji dotyczyło prób wstrzelenia się w jego ramy.

 

Wilku, dzięki za komentarz. Tak jak pisałam, żałuję, że się nie udało, ale czułam, że tekst nie jest na tyle dopracowany, by przecierać nowe ścieżki ;) Ale cieszę się, że mimo niepełnego obrazu, odnalazłeś w tekście coś przyciągającego.

Zagubienie pomiędzy dwoma rzeczywistościami, nawet z punktu widzenia tej postaci, która wydaje się usiłować cumować przy świecie realnym.

Ładnie to ująłeś ;)

 

Pozdrawiam!

Cudny klimat, a Twój styl bardzo mi odpowiada. Lubię powtórzenia i jeszcze masz taką ciekawą subtelność w tym tekście. Są niedopowiedzenie, można trochę zgadywać o co chodzi. Impresyjność jest bardzo na plus, ale kurczę, wolałabym tę historię w wersji dłuższej, bo dałaś parę ciekawych elementów. A na Twoją korzyść, mam wielką słabość do historii o nieszczęśliwych kochankach i jak jedno z nich umiera. 

Deirdriu,

Bardzo dziękuję za miód lany na me serce. Tak jak wyżej pisałam, być może bohaterowie (a przynajmniej powyższy klimat i tło) pojawią się w jakiejś dłuższej formie, bo nagromadziłam już sporo fragmentów na dysku i kartek w notatniku.

Też bardzo lubię takie teksty z nieszczęśliwym wątkiem romantycznym. Polecam się ;)

To już ostatni tekst z konkursu, który miałem jeszcze "do zaliczenia".

Bardzo fajny utwór, krótki i emocjonalny. Świetnie przedstawiłaś nieuchronność zdarzeń, a ja lubię historie zmierzające nieuchronnie ku katastrofie.

Niedopowiedzenia dodają tylko uroku. Dobra robota.

Nie wiem tylko, czy tu:

Zamknęły mu się powieki.

Nie wolałbym “Zamknął powieki”.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzięki za pozytywną opinię, Darconie. To zdanie faktycznie kulawo brzmi, ale ze wyględu na działanie sił zewnętrznych (magia) zależało mi na stronie biernej. Tak czy inaczej cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu i pozdrawiam!

Chyba nie zrozumiałam :(

Ale czytało mi się nieźle :)

Znam tylko pięć liter ;)

Widzę po emotikonach, że udało mi się wywołać dwie skrajne emocje – zawsze to coś ;) Dzięki za komentarz, Anet!

Nowa Fantastyka