- Opowiadanie: sy - Światło w mrok, życie w śmierć

Światło w mrok, życie w śmierć

Opowiadanie napisane na konkurs o UFO.

Za ekspresową betę dziękuję: Asylum, LAYV, Michaelowi1992, i jak poprzednim razem: Ospałemu Leniwcowi oraz Wiktorii Orłowskiemu. Dzięki za czujność, jesteście kochani! :3

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Światło w mrok, życie w śmierć

Świetlisty punkt pojawił się w Noc Variagga. Zawisł pośród gwiazd, rozjaśniając granat nieba ciemnopomarańczowym blaskiem. Mgła unosząc się nisko, tuż przy ziemi, odsłoniła niespotykany widok. Ludzie uznali go za zły omen. Tego wieczoru zebrali się w świątyni i modlili żarliwiej niż zwykle. Naznosili licznych podarków: kamyków, muszli, kwiatów. Kapłanka złożyła je pod kamiennym posągiem jednego z Czworga. W miseczce z krwią jagnięcia umieściła gałązkę jałowca.

– Zanieśmy nasze modły przed oblicza bogów, a w szczególności władcy krain umarłych, bowiem dziś jest jego czas – zaczęła, wznosząc ręce. Szerokie rękawy płaszcza zsunęły się do łokcia, ukazując pomarszczoną jak ususzona śliwka skórę. – Niech będzie dla nas łaskawy teraz i po śmierci.

Mieszkańcy wybrzeża prosto ze świątyni udali się do swoich domostw. Noc Variagga była nocą duchów, nikt nie chciał ryzykować spotkania z nimi. Okiennice zatrzaskiwały się jedne po drugich.

Starucha jeszcze długo spoglądała w rozgwieżdżone niebo, zastanawiając się nad istotą znaku. Światło wędrowało po niebie. Wcześniej widziała je przy Gwiazdozbiorze Dziewicy, lecz teraz było w innym miejscu. Miała wrażenie, że pulsowało. Po długim czuwaniu wreszcie i ona udała się na spoczynek.

Nie mogła zobaczyć jak światło zanika; jak obniża swój lot, a potem zamienia się w jasną smugę, niczym spadająca gwiazda, by na końcu runąć do czarnego morza. Wszyscy już wtedy spali.

Przez całą noc do brzegu docierały fale wezbrane bardziej niż zwykle.

 

 

Wczesnym rankiem mężczyźni wypłynęli na połów. Piętnaście, długich na trzydzieści stóp otwartych łodzi zniknęło za wysokimi płaskowyżami wyspy. Tego roku pojawiło się niewiele ryb, rybacy zapuszczali się więc coraz dalej i dalej, poszukując nowych łowisk. Wiosłowali poprzez prądy dziesięć czy dwanaście mil, nieraz na otwarte wody morza. Późne lato było porą zmagań o zgromadzenie jak największych zapasów, nim nadejdą śniegi.

– Wrócą nim się zmierzchnie – odezwała się Inga. – Przecież wiesz.

Jej siostra wpatrująca się w pustą już zatokę, wyrwała się z zamyślenia.

– Martwię się. Zbyt szybko udali się na morze. Ten znak… – powiedziała Alys.

– Znak zniknął – przerwała jej Inga. – Kapłanka udzieliła przyzwolenia. A ojciec jest rybakiem całe życie, morze nie zabierze go tak łatwo.

Alys popatrzyła na młodszą siostrę z wyrzutem, lecz ta, zdawało się, że nie zauważyła tego.

Jak ona może mówić tak beztrosko o śmierci?

– Nie stój tak. Zawsze to ty zaganiałaś mnie do pracy, a dziś sama sterczysz jak wół.

Przeszły kamienistą plażę i ruszyły ścieżką w stronę zagajnika. Pokonawszy wzniesienie za wioską, minęły nieco oddalony od reszty zabudowań dom kapłanki, po czym dołączyły do innych osób zbierających chrust. Kobiety i dziewczęta w pocie czoła dźwigały na plecach kosze, a dzieci gromadziły do małych plecionek ostatnie owoce leśne. Rozbrzmiała piosenka mająca odgonić nieszczęścia i złe duchy. Poranna mgła ustąpiła wreszcie słońcu wznoszącemu się na niebie coraz wyżej.

Alys po paru godzinach wysiłku wyprostowała zmęczone plecy. Przesunęła się na skraj lasku, skąd dobrze widziała otwartą przestrzeń, sięgającą po horyzont. Gdzieniegdzie ciągnęły się niskie, kamienne murki, niczym grube nici na ciemnozielonym materiale. Kilka psów pasterskich strzegło stad owiec. Te tkwiły na niewysokich pofałdowaniach zbite w gromady, aby lepiej ochronić się przed zimnym wiatrem. Mech i skąpa trawa to wszystko, na co mogły teraz liczyć.

Życie tutaj toczyło się powoli. Kobiety zajmowały się gospodarstwem, a mężczyźni połowem, tak jak nakazał niegdyś bóg mórz, Einar, wyłaniając tę i inne wysepki z dna swojego podwodnego królestwa. Alys nie znała innego świata, oprócz tego, który można było obejść dookoła w zaledwie parę godzin.

Nagle dziewczyna usłyszała, że ktoś ją woła po imieniu.

Inga nadbiegła od strony wioski. Brązowe włosy wysunęły się jej spod czepka. Stanęła w odległości sześćdziesięciu stóp, lecz Alys dostrzegła, że jej policzki są rozpalone.

– Prędko! Ojciec! Ojciec wrócił!

Alys poczuła ukłucie niepokoju. Porzuciwszy kosz, zadarła spódnicę i ruszyła szybkim krokiem w kierunku siostry. Po drodze usiłowała dowiedzieć się czegoś od niej, jednak ta kręciła jedynie głową.

Zza wzniesienia ujrzały znajome dachy pokryte darnią. Powietrze rozdzierały krzyki mew. Kilkunastu zaciekawionych zeszło na plażę. Siostry wyminęły stojaki do suszenia ryb, akurat wtedy, gdy łódź ojca cumowała przy końcu jednego z pomostów.

Rolf przewiązywał grube liny, tymczasem Samr przeskoczył reling. Wyciągnął z pokładu coś dużego i białego.

– Człowiek… Ktoś ucierpiał – szepnęła Alys. Parę osób ją dosłyszało i mimowolnie ścisnęło poświęcone naszyjniki.

Niektórzy podbiegli do pomostu, chcąc zobaczyć, komu przydarzyło się nieszczęście. Rolf skończył robić węzeł i złapał nieprzytomne ciało za nogi, Samr natomiast chwycił je pod pachy.

– Żwawo, przynieś jakiś pled! – zwrócił się do Ingi starszy mężczyzna.

Dziewczyna długo nie mogła oderwać wzroku od nagiej sylwetki, nim pobiegła do zabudowań.

Alys nie rozpoznała nieszczęśnika. Również inni patrzyli na niego z mieszanką przestrachu i ciekawości.

– Samrze, jak do tego doszło? Kim jest ten człowiek? – zapytała narzeczonego.

– Zaplątał się w sieci – odpowiedział pokrótce Samr, kładąc ciało na kamykach. – Wyłowiliśmy go z wody.

 

 

Ktoś przyniósł nosze do ryb i mężczyznę zaniesiono do domostwa kapłanki, jako że ta znała się najlepiej na uzdrawianiu.

Chata z zewnątrz wyglądała jak wszystkie inne: kamienna podmurówka, drewniane ściany wraz z małymi otworami i zamykanymi w nich okiennicami. W środku natomiast miała dwie małe izdebki. W jednej mieścił się siennik, w drugiej zaś stół z ławą i palenisko, nad którym wisiał garnek z jakąś bulgoczącą cieczą. Na blacie leżał bochen chleba i kawałek sera, dary od mieszkańców wioski. Niemal całe ściany były zapisane runami. Pachniało suszonymi ziołami i kurzem.

– Połóżcie go tutaj. – Starucha wskazała na worki pod ścianą wypełnione sianem.

Oprócz niej w izbie znajdował się Rolf, Samr i Alys. Ledwo co wszyscy się tu mieścili. Inga została odesłana do swoich obowiązków, podobnie jak reszta zbiegowiska.

– Zrzuciliśmy kotwicę na łowisku Skerres – zaczął mówić Rolf. – Zebrało się tam sporo ptaków, więc liczyliśmy na dobry połów. Nawet nie wyciągaliśmy haków i lin, a od razu sieci.

Samr pokiwał głową.

– Łódź mocno przekrzywiła się na jedną burtę. Znaczy, że złapaliśmy diabelnie ciężką rybę, myślę. A tu on. – Rybak wskazał na nieprzytomnego.

Alys wstała z ławy. Jeśli to prawda, ten człowiek już od dawna powinien nie żyć.

Spojrzała na odkrytego spod pledów mężczyznę. Twarz miał młodą, choć trudno było odgadnąć jego wiek. Miał siwe włosy, brwi i rzęsy, kępka zarostu w kroczu przypominała garść śniegu. Skóra błyszczała jak natłuszczona olejem i była tak blada, że na niemal całej jej powierzchni prześwitywały drobne niebieskie żyłki. Alys na widok niezwykłej postaci przyszło na myśl skojarzenie z brzuchem śniętej ryby.

Tymczasem kapłanka wmasowała w klatkę piersiową nieznajomego brunatną maść, a następnie starła na drobny proszek czosnek i zioła, chcąc przygotować wywar na owczym mleku. Jej bezzębne usta wciąż recytowały cicho modlitwy w tylko sobie znanym języku.

– Wyjdźmy na zewnątrz – odezwała się wreszcie. – On potrzebuje teraz odpoczynku, a my musimy zastanowić się, co dalej.

Cała czwórka opuściła chatę, po czym kobiety spoczęły na ustawionej przed nią ławie. Do towarzystwa dołączyło kilka żon szanowanych w wiosce mężczyzn; ich mężowie nie wrócili jeszcze z połowu.

– Co z nim? – zapytała jedna z nich.

– Jest zemdlony – odpowiedziała starucha. – Minie parę dni, nim się wybudzi. O ile w ogóle zdoła to zrobić.

– Ludzie w wiosce gadają, że powinniśmy go wygnać albo oddać morzu – zabrała głos kobieta z płowym wiankiem z warkocza. – Powiązują go ze znakiem Variagga na niebie.

– A ty co o tym sądzisz, Ragno? – Rolf spojrzał jej w oczy.

Ta nie odpowiedziała, zmieszana. Mimowolnie dotknęła poświęconej muszelki na rzemyku.

– Czyście rozum potraciły? – odezwał się Samr. Dumna z narzeczonego Alys ścisnęła jego ramię. – Zapewne sztormowe fale wymyły biedaka z pokładu jakiejś łodzi. Tak mamy potraktować podobnego sobie?

– Zastanówcie się, goły chłop wyłowiony z wody niby dorsz? – zaczął ktoś inny. – Znak może pojawił się w Noc Variagga, lecz ten człek pochodzi z podwodnego królestwa jego brata, Einara.

– Chłopak póki co zostanie tutaj – powiedziała starucha, potrząsając skołtunionymi, siwymi włosami. – Z jakiegoś powodu trafił na naszą wyspę. Nieznane są zamierzenia bogów. Wpierw musi ozdrowieć i oprzytomnieć, wtedy może czegoś się o nim dowiemy.

– Za kilka dni płyniemy na kontynent – oznajmił Rolf. – Trzeba wymienić ryby na zboże. Przy okazji rozpytam na targu o białowłosego. Jego wygląd rzuca się w oczy, z pewnością ktoś go będzie pamiętał, jeśli jest stamtąd.

Wszyscy zgodnie pokiwali głowami, nie odzywając się już ani słowem.

 

 

Dni przed podróżą wypełniały liczne sprawunki, które skutecznie odciągały myśli od białowłosego wyłowionego z morza. Ten wciąż leżał półżywy w chacie staruchy, kiedy inni pracowali przy patroszeniu i soleniu ryb, przygotowując je do wymiany. Lepiej zakonserwowane zapewniały rybakom więcej worków z kaszą i zbożem, gdy dotrą do Hungaru.

W pośpiechu zaślepiano ostatnie beczki z peklowanym śledziem i łososiem, a do komór znoszono zapasy solonej baraniny, wędzonych kiełbas, warzyw w zalewie, sadła, baniaków z winem, czy antałków z miodem pitnym. Pod ścianami gromadziły się kupy osuszonego drewna i chrustu.

Teraz zaledwie trzy łodzie wypływały w morze, licząc na ostatnie przed zimą połowy. Więcej par rąk było potrzebnych do pracy w gospodarstwach.

– Mogę płynąć z tobą? – zapytała już któryś raz Inga, szarpiąc rękaw koszuli Rolfa. Miała już czternaście lat, lecz czasami nadal zachowywała się jak smarkacz.

– Daj ojcu zjeść w spokoju, bo cię demony porwą – warknęła Alys.

Starszy mężczyzna zatrzymał łyżkę w połowie drogi do ust.

– Nie wzywaj ich po próżnicy – powiedział ostro, po czym zwrócił się do drugiej córki łagodniejszym tonem: – Gwiazdko, tłumaczyłem ci, że wyprawa przez cieśninę to wyczerpująca droga, nie dla takich wiotkich pannic jak ty.

– Wcale nie jestem wiotka! – obruszyła się Inga.

Jak na swój wiek była wysoka i dość dobrze zbudowana, jednak Rolf jakby tego nie dostrzegał: dla niego Inga nadal była jego małym płatkiem śniegu. Alys zdawało się, że odkąd ogłoszono jej zaręczyny z Samrem, ojciec zaczął rozpieszczać młodszą córkę jeszcze bardziej.

– Zmykaj już, nie zawracaj głowy. Idź nakarmić kury, a potem pomóż chłopcom zapędzić owce do owczarni.

Inga z markotną miną usłuchała polecenia. Gdy otworzyła drzwi zimny podmuch wiatru wpadł do izby, targając płomieniami świec. W powietrzu czuć było zapowiedź zbliżającej się zimy.

– Pobłażasz jej – zawyrokowała Alys.

– Za to ty jesteś dla niej zbyt surowa – odpowiedział Rolf.

Alys milczała przez chwilę.

– Parę dni temu bluźniła, że bóg mórz nie zdoła cię zabić tak łatwo – powiedziała. – Nie ma szacunku do nikogo ani niczego. Po moim zamążpójściu, to ona będzie tutaj gospodynią.

– Twoja siostra miała rację. Jeśli bogowie wezwą mnie przedwcześnie, nie pójdę za nimi potulnie. A ty nie przenosisz się nie wiadomo gdzie. Domostwo Samra jest niedaleko.

– Gdy urodzę dzieci, opuszczą mnie siły na uganianie się za Ingą.

– Być może do tego czasu ona także zostanie już mężatką.

– Ojcze…

– Dość – przerwał jej. – Dosyć. Nie łam serca swojemu staremu ojcu. Jutro czeka mnie trudna przeprawa. Inga nosi imię waszej zmarłej matki, lecz obie jesteście jej córkami. Obiecaj, że zaopiekujesz się gospodarstwem i że będziecie z siostrą dbać o siebie wzajem.

Alys zmełła w ustach słowa protestu.

– Obiecuję.

 

 

Kamyki na plaży zachrzęściły pod butami na długo przed wschodem słońca. Słone powietrze i niepokój o bliskich skutecznie otrzeźwiały po krótkim śnie. Rodziny tęsknie żegnały swoich mężów, braci, ojców i synów. Nigdy nie było pewności, czy kogoś nie widzą po raz ostatni.

Alys i Samr stali sobie naprzeciwko.

– Uważajcie na siebie – odezwała się. – Wiatry późnym latem potrafią być zdradliwe. Niech miłościwa matka Signa was prowadzi.

– Wrócimy cali i zdrowi, ukochana. – Ucałował czoło narzeczonej, tam, gdzie przed kilkoma chwilami zrobił to jej ojciec. Żadne z nich nie chciało pierwsze rozluźnić uścisku. – Myśl o mnie przez najbliższe dni.

Kapłanka pobłogosławiła mężczyznom i okadziła ich dymem z gałązek jałowca. Deski podestu ugięły się pod ciężarem kilkudziesięciu mężczyzn. Niedługo później odpłynęli oni w kierunku cieśniny Yugrada i zniknęli za płaskowyżami.

Inga do samego końca śledziła wzrokiem łódź ojca i Samra. Gdy odwróciła się do siostry, jej mokrą od łez twarz wykrzywiał grymas złości.

 

 

Alys na drugi dzień wybrała się do kapłanki ze świeżo wypieczonym, ciemnym kawałkiem chleba. Ubrała się w ciepły płaszcz, a na głowę założyła wełnianą chustę. Stojąc na wzgórku spojrzała ponad wioską w stronę brzegu. Granatowa toń rozbijała się o plażę wśród wachlarzy piany.

Bogom dzięki, że wody cieśniny są spokojniejsze.

Gdy dziewczyna dotarła na miejsce, zobaczyła, że na ławie zostawione są inne podarunki od gospodyń: kawałki sera, garnuszek z mlekiem, pęto kiełbasy. Zapukała, jednak nikt nie odpowiedział, uchyliła więc nieco drzwi.

– Zamknij za sobą, dziecko, wpuszczasz ziąb – usłyszała.

Spełniła polecenie. Miała wrażenie, że ostry zapach kurzu stał się wyraźniejszy, odkąd była tutaj ostatnim razem. W słabym blasku świec ujrzała, jak kapłanka przeciera szmatką czoło nieznajomego. Mimo że na jego czole wystąpiły kropelki potu, skóra nadal była blada jak u trupa.

– On umiera – zaskrzeczała starucha. – Trawi go gorączka.

Czuwały przy nim cały dzień, przemywając ciało wywarem z mleka i jałowca. Który człowiek w chorobie chociażby raz nie jęknie z bólu? Ten był jak zjawa; nie wydawał z siebie choćby najmniejszych dźwięków, nie licząc cichych oddechów. Alys widziała, jak jego oczy krążą nieustannie pod powiekami.

Wieczorem kapłanka poleciła nieznajomego Variaggowi i pobłogosławiła mu drogę do królestwa umarłych, kiedy nagle mężczyzna rozwarł szeroko powieki i zaczerpnął gwałtownie haust powietrza, niczym nowo narodzone dziecię lub ktoś będący długo pod wodą. Spojrzenie jego mlecznoniebieskich oczu spoczęło na Alys.

 

 

Plotki o tym, że przybysz oprzytomniał, rychło rozeszły się między mieszkańcami wioski. Kapłanka nie miała powodów do narzekań, gdyż każdy, kto chciał go zobaczyć choć na krótką chwilę, przynosił jej jakąś żywność. Pewnego dnia chatę staruchy odwiedziła Ragna. Pokręciła głową na widok chudych członków mężczyzny i oddała mu zużyty strój po najmłodszym z czterech swoich synów. Nieznajomy przyjął podarek w milczeniu.

Odkąd otworzył oczy nie powiedział ani słowa. Jego twarz zastygła w grymasie niby uprzejmego zdziwienia.

– Jak cię zwą? – pytali kolejni goście. – Jesteś z Hungaru?

On jednak nie odpowiadał.

Z pewną dozą nieufności jadł otrzymywane posiłki. Tydzień zajęło mu wstanie o własnych siłach z posłania, a zrobił to niczym młoda sarna na rozdygotanych badylach. Prac przy owcach i rybach nauczył się szybko pod cierpliwym okiem gospodyń. Nikt go już o nic nie wypytywał, licząc na to, że mężczyźni dowiedzą się czegoś w Hungarze. Tymczasem pogoda zmieniła się na nieco bardziej wietrzną i deszczową. Z drzew w zagajniku zaczęły spadać pierwsze liście.

 

 

– Ingo, chodź, pozbieramy ostatnie jabłka, bo nam pogniją na deszczu – powiedziała któregoś późnego poranka Alys. Podźwignęła duży kosz i założyła go na plecy.

Nigdzie nie mogła znaleźć siostry. Zawołała jeszcze parę razy, jednak nie dostała odpowiedzi. Gdzie ją znów wywiało? Wreszcie dała sobie spokój i ruszyła do zagajnika sama.

Inga od kilku dni znikała gdzieś na długie godziny, nie mówiąc później, gdzie się podziewała. Była rozdrażniona i osowiała. Może stała się już kobietą i nie chce mi o tym powiedzieć? Alys również z trudem znosiła krwawienia. Przyczyna smutku jej siostry mogła też tkwić w przeciągającej się podróży ojca. Załatwienie sprawunków na kontynencie zawsze zajmowały sporo czasu, mężczyźni musieli jednak pamiętać, aby zdążyć z powrotem przed rozpętaniem się jesiennych sztormów.

Ja tęsknię tak samo, siostro, lecz cię przez to nie unikam.

Wspinając się na wzgórze, dostrzegła siedzącego na trawie niemowę. Ukłoniła się lekko.

– Panie, czemu nie jesteś przy owcach? – zapytała choć, tak jak podejrzewała, nie uzyskała odpowiedzi.

Twarz nieznajomego była jak wykuta z kamienia; nie drgnął na niej ani jeden mięsień. Alys odłożyła kosz i przyklękła.

– Alys – powiedziała, kładąc dłoń na swojej klatce piersiowej. – Ty…? – Wskazała na niego.

Nie doczekała się reakcji. Wodniste oczy spoglądały na nią z obojętnością. Mężczyzna po chwili wstał, po czym ruszył na pastwiska owiec, bez odwracania się za siebie. Dziewczyna oglądała jego oddalającą się sylwetkę.

– Nim tu osiadłam – usłyszała za sobą głos. Odwróciła się i zobaczyła staruchę wspartą na kiju. – Opłynęłam i zwiedziłam niemal cały świat. Widziałam wojowników z twarzami czarnymi jak sadza i garbate konie, zupełnie inne od naszych koników, lecz ten człowiek… Nigdzie podobnego nie spotkałam.

– Trzeba mu nadać imię – rzekła Alys. – Nawet jeśli jest z Hungaru, będzie mógł tam wrócić dopiero na wiosnę.

– Myślałam nad tym. Ukazała mi się nasza matka Signa i powiedziała, że nikt nie może żyć bez imienia. Wybrałam Fremm.

– Fremm – powtórzyła dziewczyna.

– Swoją drogą, twoja siostra ostatnio bardzo często przesiaduje w świątyni. – Starucha postukała laską rozmokły grunt. – Próbowałam się dowiedzieć, co ją trapi, jednak nie chciała ze mną rozmawiać.

W świątyni?

– Spróbuję jakoś do niej dotrzeć. Źle znosi rozłąkę z ojcem.

– Tak. Nasi rybacy długo nie wracają. Modlę się za nich codziennie.

Kapłanka ruszyła powolnym krokiem w stronę swojej chaty, nie oczekując odpowiedzi.

 

 

Fremm zdawał się przyzwyczaić do życia na wyspie. Pracowity, zawsze milczący, spełniał każde polecenie bez szemrania. Gospodynie chętnie dzieliły się z nim zapasami czy kocami, aby nie marzł w owczarni, na poddaszu której teraz sypiał.

Wszyscy przywykli, że niemowie pomieszało się w głowie po tym, jak nagi przedryfował w morzu, bogowie wiedzą jaki kawał drogi i, póki pomagał w gospodarstwach, nie przywiązywali zbytnio uwagi do niego.

Z tego powodu nikt nie zauważył, że mężczyzna od jakiegoś czasu otrzymywał prezenty: garście jarzębiny na spodeczku z jesiennych liści, wypolerowane kamyki, puste muszle morskich mięczaków, jabłka zawinięte w chustkę. Nawet sam Fremm ignorował przedmioty niezauważenie zostawiane na jego drodze.

Dwudziestego dnia na horyzoncie pojawiły się łodzie. Dzieci zbierające na płyciznach ślimaki dostrzegły małe łupiny na tle granatu morza i podniosły krzyk.

– Wrócili, prędko! – zawołała Alys, wpadając do izby. Inga mruczała coś do siebie, siedząc przy palenisku z ponurą miną. – No chodźże!

Na plażę zlecieli się chłopcy z pastwisk i kobiety z malcami na biodrach. Wszyscy czekali z utęsknieniem, aby zobaczyć twarze swoich bliskich.

Gdzie jest…?

– Czternaście łodzi – szepnęła Alys.

– Alys, łódź waszego ojca… – powiedział ktoś.

Rolf płynął na pokładzie łajby dwóch braci bliźniaków Beinira i Grmira, lecz nigdzie nie było widać Samra.

– Bogowie… – powiedziała dziewczyna, nim czerń zalała jej oczy.

 

 

Ocknęła się w chacie z kwaśnym posmakiem w ustach. Ujrzała nad sobą twarze ojca i kapłanki.

– Już dobrze, dziecko, leż. Dałam ci wywar senny. Odpocznij.

– Ojcze, co z Samrem? Gdzie on jest? – Alys zignorowała słowa i spróbowała się dźwignąć na łokciach, jednak czując powracające zawroty głowy, runęła na siennik. Po jej policzkach potoczyły się łzy.

– Przykro mi, córko – powiedział smutno Rolf.

W zaledwie chwilę cały świat stał się jedynie zlepkiem krzyków i cierpienia.

 

 

Początkiem tej zimy, ludzie zebrali się w świątyni nie tylko po to, aby złożyć Czworgu dziękczynienie za dobry rok, lecz także, żeby pożegnać dwóch swoich braci. Hrein, trzeci z synów Ragny, zatonął, próbując wciągnąć Samra na pokład.

– Niech mnie litościwy Uvkil trzaśnie piorunem, jeśli kłamię, żem nie widział tam ogromnych macek – powiedział jeden z mężczyzn.

– Coś go trzymało, przecie we trzech nie mogliśmy go wyłowić.

Alys czuła się jakby była pod wodą; wszystko, co trafiało do jej uszu było rozmyte i ciche. Z okresu żałoby nie zapamiętała nic, nie zauważyła też kiedy spadł pierwszy śnieg.

 

 

Ludzie po ostatnich wydarzeniach na powrót zaczęli traktować Fremma z dystansem. Rybacy nie odnaleźli w Hungarze jego krewnych, nikt o nim nigdy nie słyszał. Wspomnienie, że mężczyzna pojawił się w ich życiu niemal równocześnie ze znakiem w noc boga ciemności, odżyło w ich pamięci. Białowłosy właściwie nie wychodził już z owczarni, pieczołowicie zajmując się zwierzętami.

Stopniowo Alys stała się jedną z nielicznych, którzy jeszcze przynosili mu jadło. Niekiedy go odwiedzała. Nie chciała przebywać pod jednym dachem z Ingą, która po symbolicznym pogrzebie Hreina i Samra jakby poweselała. Uśmiech na twarzy siostry był jak zdrada, jak wbity w serce sztylet.

Dziewczyna czekała nieraz godzinę czy dwie, nim Fremm zejdzie z poddasza. Jego wzrok rzadko zatrzymywał się na czymś dłużej, jakby oczy mężczyzny nie mogły lub nie chciały spoglądać na widziany im świat.

– Alys – dziewczyna znów położyła dłoń na sercu, podobnie jak niegdyś w lecie. – Fremm. – Wskazała na niego.

Nigdy nie uzyskiwała odpowiedzi.

Czasem, gdy przygnębiona opuszczała owczarnię, zauważała za kurnikiem czy stertami porąbanego drewna, jasne, zmrużone oczy siostry.

 

 

Alys w środku nocy wyrwała się z objęć snu, zbudzona koszmarem. Odgarnęła z siebie pledy. Słyszała pochrapywanie ojca, lecz w ciemności nie dostrzegła sylwetki Ingi. Zniknęło też jej odzienie.

Dziewczyna, ubrawszy pospiesznie płaszcz i buty, wyszła w mrok. Płomień świecy oświetlał tylko kawałek ziemi przed jej stopami, jednak bez trudu dostrzegła w bieli ślady prowadzące na plażę.

Jaki mam wybór?

Spacer do tego miejsca, który w normalnych warunkach potrwałby zaledwie krótką chwilę, tej nocy okazał się być uciążliwą wędrówką. Poprzedniego dnia spadło sporo śniegu.

Alys dostrzegła Ingę już z kamiennych stopni tworzących zejście na plażę. Dziewczyna stała po łydki w płyciznach zatoki. Twarz miała zwróconą w stronę bezkresu morza, a jej wystające spod chusty włosy plątał silny wiatr. Woda raz po raz porywała z sobą rąbek jej spódnicy.

– Bogowie, Ingo, co tu robisz w środku nocy? – zapytała Alys, starając się przekrzyczeć fale rozbijające się o brzeg. Jej świeca dawno zgasła, więc patrzyła na sylwetkę siostry w blasku księżyca.

Ta odwróciła się gwałtownie. Na jej policzkach lśniły świeże łzy.

– Alys? – Wyglądała jakby chciała podbiec do siostry, lecz po chwili zawahała się. – Idź stąd. Nie twoja rzecz.

– Nie bądź głupia. Dlaczego płaczesz?

Alys przytrzymywała na wietrze poły płaszcza. Było jej potwornie zimno.

– Bo zrobiłam coś ohydnego! – Szloch wstrząsnął ciałem Ingi. Zrobiła krok w tył, zanurzając się głębiej w niespokojnej wodzie.

– Na pewno nic tak ohydnego, jak myślisz. Wyłaźże prędko stamtąd!

Inga wykonała kolejny krok, oddalający ją od brzegu.

– Błagałam bogów, aby zabrali ode mnie złe duchy, ale one wciąż i wciąż wracają – mówiła, jakby nie słyszała próśb siostry. – Słyszę je w dzień i w nocy. Źle, źle uczyniłam!

Przez chwilę Alys nie mogła pojąć, co ma na myśli. Kiedy dotarło do niej znaczenie jej słów, wstrząsnął nią dreszcz grozy. Coś ty zrobiła?

– Upuściłam krwi. – Inga nadal szlochała, choć jej głos ścichł. – Wypowiedziałam słowa. Samr miał wrócić nie do ciebie, lecz do mnie, a on miast tego…

Fale raz po raz sięgały pleców dziewczyny.

– Bogowie, dałam się oszukać. Moja dusza zgnije nadaremno! Podobnie jak dusza Samra. Vargothy bezustannie szepcą mi do ucha, jak rozciągają jego skórę na żagiel i wyłupują oczy.

– One kłamią! Pójdźmy do staruchy, ona temu zaradzi!

– Nikt nie zdoła temu zaradzić! – Inga stała niemal po pas w wodzie i cała dygotała. – One powiedziały mi, co się stało na morzu, nim jeszcze mężczyźni wrócili. Powiedziały, że nie utopiły ojca jedynie dlatego, bo chcą mu zadać większe cierpienia! Bo śmierć w wodzie jest zbyt wielką łaską.

Alys upadła ciężko na kamienie. Każde słowo siostry było dla niej jak otwarcie jątrzących się ran. Łkała gorzko nad losami dusz swoich bliskich.

– Proszę, dość… – rzekła, lecz zbyt słabo, by Inga ją dosłyszała.

– Miałam chwile, gdy byłam sama, gdy duchy nie szeptały. Wtedy czułam się szczęśliwsza. Na wyspę trafił Fremm, jednak podarunki na nic się nie zdały, bo to był kolejny mężczyzna, który wolał ciebie. Powiadali, że gdy rozwarł pierwszy raz powieki, bez wahania spojrzał na twoją twarz.

Pierś Ingi podnosiła się i opadała coraz wolniej.

– Stałam się źródłem nieszczęść, wybacz mi – podjęła po chwili. – Vargothy wypełniają mi uszy plugawymi słowami. Nie mam siły na walkę z nimi.

Alys podniosła się z ziemi i przetarła opuchniętą od płaczu twarz. Dość. Dość już. Wyciągnęła w stronę siostry dłoń, aby pomóc jej wyjść spośród silnych fal. Do trzewików wdarła się lodowata woda.

– Chwyć mnie!

W pół uderzenia serca dziewczyna ujrzała pod wodą błysk.

– Wybacz – powiedziała Inga po raz ostatni. Wynurzyła dłoń dzierżącą nóż i sięgnęła nim sobie do szyi, tworząc na skórze krwawą nić.

 

 

Alys usłyszała rozdzierający powietrze krzyk. Nie chciała wierzyć, że dochodzi z jej gardła, póki krtań nie ścisnęła się boleśnie, a wrzask nie ucichł. Rzuciła się w fale, podpływając do unoszącego się ciała Ingi. Mokre wełniane odzienie ciągnęło ją na dno.

Dziewczyna wczołgała się na plażę, dławiąc i krztusząc słoną wodą. Wreszcie zdołała zaczerpnąć duży haust powietrza. Z rany Ingi nadal wyciekało życie, lecz lodowata woda wyssała już barwę z bladej twarzy. Dwie siostry leżały tak obok siebie, jedna z zastygłym na obliczu przerażeniem, a druga wstrząsana szlochem, oparta na martwej, młodziutkiej piersi, póki obie nie pokryła cienka warstewka śniegu.

– Alyys…

Ludzki głos zadźwięczał w uszach niespodziewanie. Brzmiał surowo i chropowato, jak skrobanie tępym ostrzem o coś twardego. Dziewczyna z trudem podniosła głowę, bolały ją wszystkie kości.

– Fremm?

Stał nad nią niczym milczący posąg. Skóra mężczyzny błyszczała widmowo w świetle księżyca. Zmysły ze mnie drwią. A jednak białowłosy był tam; Alys poczuła jego dotyk, gdy pomógł jej wstać. Dziewczyna dygotała z zimna i emocji. Mokre ubranie zdążyło zesztywnieć, gdy legła zemdlona. Szalejący na wietrze śnieg bił uciążliwie po twarzy.

Zobaczyła kilka błyskających łuczyw zbliżających się od strony wioski. Zapewne krzyki niesione przez wiatr zbudziły mieszkańców.

– D-dość już śmierci – powiedziała do siebie drżącymi ustami.

Z trudem ruszyła w stronę jednej ze starych łajb wyciągniętych na brzeg.

– Fremmie, musisz stąd u-uciekać. Skądkolwiek przybyłeś, wracaj tam.

W odpowiedzi na jej słowa spojrzał jedynie w rozświetlone gwiazdami niebo.

– Powiedzą, że jesteś zesłannikiem Variagga, że sprowadziłeś śmierć na trzy osoby. Z-zabiją cię.

Ostatkiem sił wypchnęła z plaży łódkę. Fremm wszedł do niej posłusznie.

– Postaraj o-oszczędzać siły przez noc, a gdy wstanie słońce, miej je z-za plecami. Płyń na zachód, w stronę cieśniny. L-lepsze to, niż śmierć tutaj. Będę się za ciebie m-modlić.

Wrzuciła na pokład wiosła. Łódka niesiona przez fale coraz bardziej się oddalała. Dziewczyna zrobiła kilka kroków w tył. W ciemności majaczył zarys chudej postaci wystającej znad relingu.

– Alyys… – usłyszała raz jeszcze, nim ogarnęła ją senność.

 

 

Światło podobne do ogniska pojawiło się na powrót, lecz tym razem wiosną, gdy puściła pierwsza zmarzlina w zatoce. Po ponad dwóch księżycach, podczas których mróz siekał nieubłaganie, a ludzki świat kurczył się stopniowo do rozmiarów malutkiego obejścia wokół chałupy, czy wreszcie skrawka podłogi przy palenisku, uznano by to za dobry omen, a ludzie wyszliby i świętowali odejście zimy.

Jednak to, co się stało z jej początkiem było wciąż żywe w ich pamięci. Nikt nie opuścił izby, jak gdyby bali się, że światło jest kulą ognia mogącą w każdej chwili spaść im na głowy, a ściany domostw skutecznie ochronią ich przed gniewem bogów.

Na plaży zaś w ciemnościach nocy stały dwie postacie z zadartymi głowami; jedna wsparta na kiju, druga w splamionym zaschniętą krwią fartuchu.

– Nie przychodzę tu często, morskie wiatry nie służą moim korzonkom – odezwała się starucha. – Ostatnim razem przed jesienią, gdy święciłam rybakom bezpieczny powrót.

Alys milczała. Starucha wygrzebała kijem kamyki spod stóp.

– Wierzę ci – znów zaczęła. – Rozdziewając ją przed obmyciem, znalazłam naszyjnik zaplątany w płaszcz. Nie taki jak te, które wam niegdyś dawałam. Zapewne zrobiła go sama. Znak Potępionego. Piątego. Czasami nie wiemy, kiedy złe duchy motają naszymi bliskimi lub nami samymi.

Dziewczyna nie odrywała wzroku od dziwnego światła.

– Pokuta nie musi trwać wiecznie. Ubierz czyste odzienie, nim wyruszysz w drogę.

Skinęła głową na zgodę. Kapłanka nic więcej nie rzekła i oddaliła się w stronę wioski.

Alys zacisnęła powieki, chcąc przywołać obraz kamiennej twarzy Fremma. Nie sądziła, że mężczyzna może być wysłannikiem boga królestwa umarłych. Czy modły się nie przedawniają? Przecież wypowiedziała je jako zrozpaczona dziewczynka, gdy krzyczące, nowe życie zabiło inne, jej ukochaną matkę.

Proszę Pana Śmierci, by pochłonął w swej ciemności istotę, której nadali imię mojej rodzicielki. Światło w mrok, życie w śmierć. Niegdyś takimi słowami Alys pohańbiła świątynię, klęcząc samotnie otoczona posągami bogów. Była zbyt mała by zrozumieć, czy nazwać nienawiść, narastającą w niej wtedy jak czarna pleśń.

Dziewczyna ruszyła w ślad za staruchą, nie oglądając się za siebie. Nim słońce wzeszło, światło kilka razy zmieniło miejsce pośród gwiazd, po czym zniknęło rozmyte, niezauważone przez nikogo więcej.

Koniec

Komentarze

Czytało mi się bardzo dobrze, lubię Twój styl, bo pozwala mi z łatwością wczuć się w akcję i wciągnąć w fabułę :3 

 

Ale przy końcówce się trochę pogmatwałam :( Chodziło o to, że Alys kiedyś poprosiła o pokutę dla swej siostry, po czternastu latach na niebie zawitał omen, że owa pokuta właśnie nastanie. Następnie pojawił się wysłannik ciemnych sił i jego obecność opętała Ingę, czy tak? 

I nie rozumiem, czemu Inga się uśmiechała po śmierci Samra, skoro chciała go dla siebie :( Powinna beczeć razem z siostrą, chyba, nie? :D

Cześć, Atalajszo!

 

Czytało mi się bardzo dobrze, lubię Twój styl, bo pozwala mi z łatwością wczuć się w akcję i wciągnąć w fabułę :3 

dziękuję za miłe słowa ❤

 

Chodziło o to, że Alys kiedyś poprosiła o pokutę dla swej siostry

modliła się o śmierć siostry, bo była rozżalona stratą matki :3.

 

Następnie pojawił się wysłannik ciemnych sił i jego obecność opętała Ingę, czy tak? 

właściwie można to tak interpretować :). Aczkolwiek Inga sama zwróciła się do demonów. Czy to było spełnienie niegdysiejszych modlitw Alys czy czysty przypadek? Tu już wkracza twoja interpretacja :D.

 

I nie rozumiem, czemu Inga się uśmiechała po śmierci Samra, skoro chciała go dla siebie :( Powinna beczeć razem z siostrą, chyba, nie? :D

Kiedy Alys odzyskała przytomność po druzgocącej wiadomości o śmierci Samra, w chacie nie było Ingi, co też może wskazywać, że cierpiała w samotności, z dala od siostry. Zresztą wiedziała wcześniej, co się wydarzy na morzu.

Później tłumaczy siostrze, że miała chwile, gdy była sama, gdy duchy nie szeptały. Wtedy czuła się szczęśliwsza. Może to był jeden z tych momentów? A później, jak to czternastolatka, zajęła się innym obiektem westchnień. Inga była targana silnymi, skrajnymi emocjami przez wpływ demonów, aczkolwiek tu chyba za słabo to zaakcentowałam ;_;.

 

Mam nadzieję, że końcówka ci się nieco rozjaśniła :3.

 

Buźka!

 

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Tak, teraz juz jest jasne :D

 

:-* !!!

Przeczytane :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Łał, ale to jest ładnie napisane!

Jak nie lubię fantasy, to mógłbym się tu nawet doszukać podobieństw do LeGuin. No piękne po prostu.

Trochę mi tylko to UFO jakoś nie zagrało, ale co tam… Nie zrozumiałem wszystkiego i tyle.

Ale skoro mi się tak spodobało, to i czepialski będę nad miarę.

Uwaga, zaczynam:

– “Mgła unosząc się nisko, tuż przy ziemi, odsłoniła niespotykany widok” – tego to nie pojmuję – gdyby się mgła rozwiała, to mogłaby odsłonić jakiś widok, ale tu?;

– “Szerokie rękawy płaszcza zsunęły się do łokcia” – skoro oba, to do łokci;

– “Piętnaście, długich na” – niepotrzebny przecinek;

– “Mech i skąpa trawa to wszystko, na co mogły teraz liczyć” – jest koniec lata, koniec bujnej wegetacji, a tu tylko skąpa trawa? eee;

– “Kilkunastu zaciekawionych zeszło” – tu mi zabrakło słowa “mieszkańców”;

– “Samr przeskoczył reling” – no nie bardzo, łodzie rybackie, na które wciaga się sieci, relingów nie mają, bo po prostu by przeszkadzały; raczej “przeskoczył burtę”;

– “Wyciągnął z pokładu” – to jakbyś powiedziała “wyciągnął z podłogi”; “podniósł z pokładu” raczej;

– “W jednej mieścił się siennik” – siennik z reguły leży na czymś, bo to tylko taki materac i zawilgotniałby tak, leżąc na gołej ziemi;

– “Zrzuciliśmy kotwicę” – kotwicę się zarzuca, a nie zrzuca;

– “Spojrzała na odkrytego spod pledów” – przeczytaj to jeszcze raz i zmień, bo strasznie kulawo brzmi;

– “przyszło na myśl skojarzenie z brzuchem śniętej ryby” – a nie lepiej “przyszedł jej na myśł brzuch śniętej ryby” – wszak wiadomo wtedy, że to skojarzenie;

– “W pośpiechu zaślepiano ostatnie beczki” – beczki się raczej zabija, zaślepia – małe otwory;

– “osuszonego drewna i chrustu” – wysuszonego;

– “warzyw w zalewie, sadła, baniaków z winem, czy antałków z miodem pitnym” – hm, a skąd tam to wino, miód czy warzywa, jak oni dopiero handlować płyną?;

– “zachowywała się jak smarkacz” – to nie brzmi; jak “naiwna/głupia dzierlatka” czy coś zbliżonego;

– “Granatowa toń rozbijała się o plażę” – toń to głębia, a przy plaży akurat płytko;

– “dostrzegły małe łupiny na tle granatu morza” – raczej nie; statki i łodzie dostrzegamy na tle nieba, bo jest jaśniejsze i dzięki lepszemu kontrastowi widzimy te statki czy łodzie;

– “póki obie nie pokryła” – obu;

– “mróz siekał nieubłaganie” – siekał? “trzymał”, “mroził”, “ziębił” czy coś.

 

Dobra, podobało mi się bardzo – kameralny dramat z nienachalną fantastyką w tle. Sy, poprawiaj, a ja idę nominować :)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Hmmm. Jak dla mnie – trochę mało fantastyki. Ufoludkowatość podrzutka nie rzuca się w oczy, ale tym niech się Jurki martwią. Chociaż, dzięki temu pomysł na ufoka robi się oryginalny. ;-)

Gorzej, że te wierzenia mieszkańców osady niespecjalnie różnią się od naszych. OK, Inga odprawiła jakiś rytuał. Ale czy to się różni jakoś znacząco od naszych modlitw? Wydaje mi się, że wyrzuty sumienia mogą być identyczne. I z tego powodu robi Ci się zwykła obyczajówka. No, ale jakieś elementy fantastyczne jednak są. Jeżeli ten mroczny rytuał działa za każdym razem… Nie będę krzyczeć, acz obyło się bez zachwytów.

Ktoś przyniósł nosze do ryb

To ryby się nosi na noszach?

Dziewczyna, ubrawszy pospiesznie płaszcz i buty,

Ubrań się nie ubiera. Butów też nie.

Babska logika rządzi!

Hmmm. Jak dla mnie – trochę mało fantastyki. Ufoludkowatość podrzutka nie rzuca się w oczy, ale tym niech się Jurki martwią. Chociaż, dzięki temu pomysł na ufoka robi się oryginalny. ;-)

Aj, myślałam, że jest to dość zarysowany element :<. No nic, zobaczymy co jury rzeknie.

 

OK, Inga odprawiła jakiś rytuał. Ale czy to się różni jakoś znacząco od naszych modlitw?

Tego nie jestem w stanie ci powiedzieć, bo samego rytuału nie pokazałam w opowiadaniu :).

 

Jeżeli ten mroczny rytuał działa za każdym razem… Nie będę krzyczeć, acz obyło się bez zachwytów.

tu też ciężko stwierdzić, czy działa za każdym razem :D. Nie wydaje mi się to tak ważne dla fabuły :). 

Szkoda, Finklo, żałuję, że nie miałaś przyjemności z lektury :<.

 

To ryby się nosi na noszach?

tak :3.

 

Ubrań się nie ubiera. Butów też nie.

idę się trzepnąć w łeb słownikiem.

 

EDIT WIELKI!

 

Jezu, Staruchu, nie zobaczyłam twojego komentarza wcześniej! :D

 

Łał, ale to jest ładnie napisane!

Jak nie lubię fantasy, to mógłbym się tu nawet doszukać podobieństw do LeGuin. No piękne po prostu.

:O. Jej, miło mi bardzo! :O

 

ego to nie pojmuję – gdyby się mgła rozwiała, to mogłaby odsłonić jakiś widok, ale tu?;

bo unosiła się nisko, więc odsłoniła niebo i widok na nim ;-;

 

jest koniec lata, koniec bujnej wegetacji, a tu tylko skąpa trawa? eee;

meh, została mi niepotrzebna resztka w tekście, bo “późne lato” było wcześniej “jesienią”.

 

tu mi zabrakło słowa “mieszkańców”

było, ale któraś z bet zasugerowała, że to słowo nie jest potrzebne, więc wywaliłam. Jednak jest XD

 

hm, a skąd tam to wino, miód czy warzywa, jak oni dopiero handlować płyną?;

jakieś pomniejsze ogródki warzywne i sady owocowe (jabłonki) tam mieli, aczkolwiek faktycznie większość towarów przywozili z kontynentu (głównie zboże). Wyprawy odbywały się kilka razy między wiosną, a jesienią. Ta przedstawiona w opowiadaniu była ostatnią tego roku :).

 

Dobra, podobało mi się bardzo – kameralny dramat z nienachalną fantastyką w tle. Sy, poprawiaj, a ja idę nominować :)!

Twoja łapanka jest cud-miód, ale czy ja mogę poprawić tekst? :< Chyba już nie.

Dziękuję za nominację! :3.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Z rytuałami i modlitwami chodziło mi o to, że same w sobie nie stanowią elementu fantastycznego. Dopiero, gdyby zostały wysłuchane… Ale to i tak może być przypadek. W końcu łowienie ryb w zimnym klimacie to nie jest praca za biurkiem, wypadki muszą się zdarzać.

Dla mnie to historia dwóch sióstr, które mają do siebie nawzajem jakieś żale. Fantastyka jest fakultatywna i niedopowiedziana. Ale to nie jest tak, że czytało się źle.

Babska logika rządzi!

bo unosiła się nisko, więc odsłoniła niebo i widok na nim ;-;

Trudno, ale dalej nie rozumiem. Unosiła się tylko do wysokości metra czy co? Bo tylko wtedy da się coś nad nią zobaczyć. Przypomnij sobie jakąkolwiek mgłę. Czy ona się zachowuje tak, jak napisałaś?

Ta przedstawiona w opowiadaniu była ostatnią tego roku :).

Aha, czyli były wcześniejsze? Bo zasugerowałem się, że taka wyprawa była tylko raz w roku.

Twoja łapanka jest cud-miód, ale czy ja mogę poprawić tekst? :< Chyba już nie.

I to jest problem ze zbyt późnym wrzucaniem tekstu niestety :(.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Dopiero, gdyby zostały wysłuchane… Ale to i tak może być przypadek.

Właściwie jest tu pewne niedopowiedzenie, które wychwyciłaś. Czy rytuał się powiódł (o czym poinformowały Ingę złe duchy), czy też dziewczyna zwariowała z żalu? Tak jak mówiłaś, wypadki na morzu były bardzo częste.

Potem dochodzi kwestia śmierci Ingi: czy to wszystko było jedno wielkim zbiegiem okoliczności, czy modlitwa Alys sprzed lat faktycznie została wysłuchana?

Ja niedopowiedzenia w tekście preferuję; jako czytelnik lubię po skończonej lekturze się zastanowić nad niektórymi kwestiami. I tak też się staram pisać :).

 

Dla mnie to historia dwóch sióstr, które mają do siebie nawzajem jakieś żale.

Cieszę się, że tak to odebrałaś. Chodziło mi właśnie o taki intymny dramat relacji dwóch sióstr.

 

Fantastyka jest fakultatywna i niedopowiedziana.

może dlatego to opowiadanie tak spodobało się Staruchowi :D.

Zdaję sobie sprawę, że subtelnie zakreśliłam fantastykę, może zbyt subtelnie, zobaczymy co powie jury :).

 

Ale to nie jest tak, że czytało się źle.

dziękuję, Finklo, za miłe słowo :).

 

EDIT:

 

Trudno, ale dalej nie rozumiem. Unosiła się tylko do wysokości metra czy co? Bo tylko wtedy da się coś nad nią zobaczyć. Przypomnij sobie jakąkolwiek mgłę. Czy ona się zachowuje tak, jak napisałaś?

no tuż przy ziemi się unosiła, więc nad nią :<

Może faktycznie zmienię, tak jak sugerowałeś, że się po prostu, po ludzku rozwiała, i odsłoniła ten nieszczęsny widok.

 

Aha, czyli były wcześniejsze? Bo zasugerowałem się, że taka wyprawa była tylko raz w roku.

były, były. Z czegoś Alys musiała wypiec chleb. Zaznaczę to w tekście jednym zdankiem. Ale to po wynikach.

 

I to jest problem ze zbyt późnym wrzucaniem tekstu niestety :(.

pisane na pięć dni przed dedlajnem, wrzucone kilka godzin przed :<. Zdaję sobie sprawę, że nie dałam temu tekstowi szans na odleżenie, ani na poprawkę, chociaż bety (wdzięcznam bardzo, bardzo!) i tak mi bardzo pomogły. Uczę się na błędach i teraz Retro piszę ze znacznym wyprzedzeniem :).

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Uwagi do tekstu:

Piętnaście, długich na trzydzieści stóp otwartych łodzi zniknęło za wysokimi płaskowyżami wyspy.

prócz wysokich płaskowyżów coś nie gra z przecinkami

Tego roku pojawiło się niewiele ryb, rybacy zapuszczali się więc coraz dalej i dalej, poszukując nowych łowisk.

Kolejna niefortunna zbitka słów

rybacy → poławiacze / mężczyźni

Wiosłowali poprzez prądy dziesięć czy dwanaście mil, nieraz [+aż] na otwarte wody morza.

poprzez prądy → mimo silnych prądów? (najchętniej to bym wywalił te prądy, bo w morzu to z nimi różnie bywa)

późne lato było porą zmagań o zgromadzenie jak największych zapasów

niedobrze to brzmi

Jej siostra wpatrująca się w pustą już zatokę, wyrwała się z zamyślenia.

sprawdź przecinki

Zbyt szybko udali się na morze.

Lepiej by brzmiało “Zbyt szybko wyszli w morze” (choć oryginał również może być poprawny).

Te tkwiły na niewysokich pofałdowaniach zbite w gromady

tkwiły –> pasły się

pofałdowaniach –> pagórkach

Ktoś przyniósł nosze do ryb

Co to są nosze do ryb?

kępka zarostu w kroczu przypominała garść śniegu.

Nie potrafiłem sobie wyobrazić tej garści śniegu.

Nieznane są zamierzenia bogów.

zamierzenia → zamiary 

Lepiej zakonserwowane zapewniały rybakom więcej worków z kaszą i zbożem, gdy dotrą do Hungaru.

nienajlepsze zdanie

W pośpiechu zaślepiano ostatnie beczki z peklowanym śledziem i łososiem, a do komór znoszono zapasy solonej baraniny, wędzonych kiełbas, warzyw w zalewie, sadła, baniaków z winem, czy antałków z miodem pitnym. Pod ścianami gromadziły się kupy osuszonego drewna i chrustu.

Na początku akapitu podmiot jest bezosobowy (zaślepiano, znoszono), a później nagle staje się osobowy (gromadziły się kupy drewna).

Słone powietrze i niepokój o bliskich skutecznie otrzeźwiały po krótkim śnie.

To można rozumieć dwojako. “Powietrze i niepokój trzeźwiały” lub “Powietrze i niepokój otrzeźwiały kogoś”. Rozumiem, że chodziło Ci o drugą wersję, więc przydałby się tam jakiś zaimek lub rzeczownik.

Alys i Samr stali sobie naprzeciwko.

Kolejne zdanie niejednoznaczne. Rozumiem, że to miał być archaizm, ale lepiej by zabrzamiało: “stali naprzeciwko siebie”

– Uważajcie na siebie – odezwała się.

Kto się odezwał?

Niedługo później odpłynęli oni w kierunku cieśniny Yugrada

Zbędny zaimek

Stojąc na wzgórku spojrzała ponad wioską w stronę brzegu.

Szyk

zmatką czoło nieznajomego. Mimo że na jego czole wystąpiły kropelki potu

Tydzień zajęło mu wstanie o własnych siłach z posłania

Długo wstawał ;) “Tydzień zajęło nim mógł wstać z posłania o własnych siłach”

młoda sarna na rozdygotanych badylach

Sarny mają badyle? A ja myślałem, że rośliny ;)

Prac przy owcach i rybach nauczył się szybko pod cierpliwym okiem gospodyń.

szyk

Inga od kilku dni znikała gdzieś na długie godziny, nie mówiąc później, gdzie się podziewała.

po czym ruszył na pastwiska owiec, bez odwracania się za siebie.

i garbate konie, zupełnie inne od naszych koników, lecz ten człowiek

Starucha postukała laską rozmokły grunt.

Skoro grunt jest rozmokły, to laska nie zastuka.

Fremm zdawał się przyzwyczaić do życia na wyspie.

“Zdawało się, że Fremm przyzwyczaił się…” lub “Fremm zdawał się przyzwyczajać…”

Z tego powodu nikt nie zauważył, że mężczyzna od jakiegoś czasu otrzymywał prezenty: garście jarzębiny na spodeczku z jesiennych liści, wypolerowane kamyki, puste muszle morskich mięczaków, jabłka zawinięte w chustkę. Nawet sam Fremm ignorował przedmioty niezauważenie zostawiane na jego drodze.

Rolf płynął na pokładzie łajby dwóch braci bliźniaków Beinira i Grmira, lecz nigdzie nie było widać Samra.

Skoro bliźniaków, to wiadomo, że dwóch.

Początkiem tej zimy [-,] ludzie zebrali się w świątyni nie tylko po to, aby złożyć Czworgu dziękczynienie za dobry rok, lecz także, żeby pożegnać dwóch swoich braci.

że mężczyzna pojawił się w ich życiu niemal równocześnie ze znakiem w noc boga ciemności,

Coś nie gra w tym zdaniu.

podczas których mróz siekał nieubłaganie

Rozumiem, że deszcz może siekać, ale mróz?

 

Podsumowanie.

 

Sy, będę Cię chwalił.

Owszem, tych uwag do tekstu troszkę się nazbierało, ale to na dobrą sprawę jedyne mankamenty jakie odnalazłem.

Pozytywów również znalazłem wiele:

Pięknie oddany klimat rybackiej wioski.

Fantastyka w Twoim uniwersum jest taka delikatna i ulotna. Na dobrą sprawę mogłoby się to wydarzyć w jakiejś Nordyckiej wiosce, o ile zmienilibyśmy nazwy bogów. Lubię takie fantasy.

Fabuła na duży plus. Początek nieco niemrawy, ale za to tworzący klimat. Problemy postaci niespecjalnie oryginalne, ot zazdrość, żal, strach i miłość wymieszane w jednym garńcu, ale mimo to podane w taki sposób, że do końca nie domyśliłem się do czego zmierzasz. Wydawało mi się, że Alys pokocha Fremma i będzie z tego jakaś straszna drama, ale na szczęście nie poszłaś tą drogą, za co chwała Ci.

Brak błędów ortograficznych.

Co do stylu, to tu jest różnie. Z jednej strony, jak Staruch wspomniał, ładnie napisane. Z drugiej tych “niedoróbek redaktorskich” trochę jest.

Jesteś na protalu od niedawna, to widać właśnie po tych niedoróbkach. Takie klasyczne niedociągnięcia “początkującego”, który wcześniej na to nie zwracał uwagi.

Dobra wiadomość jest taka, że po jakiś 3-4 miesiącach przebywania z nami, oduczysz się większości z nich… a wtedy dostaniesz piórko ;), bo cała reszta to już właściwie poziom conajmniej “nominacyjny”.

Ja Cię jeszcze tym razem jeszcze nie nominuję, ale klika do biblioteki ode mnie masz. 

 

ps. 

Było nie czekać do ostatniej chwili, zdążyłabyś poprawki ponanosić ;)

 

hej, chroscisko, trochę mi wstyd, że wyłapałeś tyle baboli :<. Aż mnie ręka świerzbi, żeby poprawić, ale nie mogę, niestety.

 

Co to są nosze do ryb?

ogłaszam wszystkim wszem i wobec, że coś takiego istnieje, serio :D. Mało tego, było używane. Nosze do ryb służą do noszenia ryb. Zwykłe płótno/skóra rozciągnięte między dwoma patykami. 

 

Kolejne zdanie niejednoznaczne. Rozumiem, że to miał być archaizm, ale lepiej by zabrzamiało: “stali naprzeciwko siebie”

nie chciałam powtarzać “siebie”, które jest w następnym zdaniu – kwestii dialogowej :<

 

Sarny mają badyle? A ja myślałem, że rośliny ;)

badyle to są sarnie nogi, ale może faktycznie to źle brzmi.

 

co do reszty poprawek – masz rację bez gadania. Idę się schować w jakiejś jamie :<

 

Było nie czekać do ostatniej chwili, zdążyłabyś poprawki ponanosić ;)

ja wiem, dużo czasu poświęciłam pierwszemu opowiadaniu, które postanowiłam odłożyć, później egzaminy, a to zaczęłam pisać na ostatnią chwilę (nie tak jak Bella, ale jednak pięć dni przed dedlajnem). Już nigdy tak nie zrobię :<

 

Bardzo ci dziękuję za komplementy.

 

Fantastyka w Twoim uniwersum jest taka delikatna i ulotna.

o to mi chodziło, żeby ta fantastyka była w klimacie realizmu magicznego. Chociaż po uwagach Finkli zaczęłam się zastanawiać czy nie jest zbyt subtelnie.

 

ale na szczęście nie poszłaś tą drogą, za co chwała Ci.

uch, nie, to byłoby zbyt banalne.

 

Dobra wiadomość jest taka, że po jakiś 3-4 miesiącach przebywania z nami, oduczysz się większości z nich… a wtedy dostaniesz piórko ;), bo cała reszta to już właściwie poziom conajmniej “nominacyjny”.

wciąż się uczę, uwielbiam czytać to, co piszą tutaj użytkownicy i mam nadzieję, że trochę przesiąknę waszymi świetnymi umiejętnościami :3.

Bardzo mi miło! Zaskoczyłeś mnie tymi słowami, naprawdę. Na początku nie wierzyłam, czy jest sens publikować to opowiadanie, ale dostałam kopniaka od Wiktora i poszło :).

 

Ja Cię jeszcze tym razem jeszcze nie nominuję, ale klika do biblioteki ode mnie masz. 

dziękuję! Biblioteka to dla mnie wiele :).

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

o to mi chodziło, żeby ta fantastyka była w klimacie realizmu magicznego. Chociaż po uwagach Finkli zaczęłam się zastanawiać czy nie jest zbyt subtelnie.

Ja, Finkla wolę fantastykę głośną i wyraźną, a nie jakieś obyczajowe pitu-pitu. Ale to kwestia gustu, nie musisz się mną przejmować.

Babska logika rządzi!

nie musisz się mną przejmować.

no nie żartuj tak nawet, Finklo :D. Przejmuję się opiniami, które są wartościowe i z której mogę wyciągnąć lekcję na przyszłość, a twoja taka była.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Ja dopuszczam możliwość, że rzeczy, które mi się nie podobają, mogą być wartościowe dla innych. Może Ty też powinnaś? ;-)

Babska logika rządzi!

Przejmuję się opiniami, które są wartościowe i z której mogę wyciągnąć lekcję na przyszłość, a twoja taka była

Jasne. Ale ludzie mają preferencje. Ja np. z reguły nie lubię fantasy. Toteż trzeba na niektóre wpisy patrzeć trochę przez palce. No nie, Finkla :)?

 

Sarny mają badyle? A ja myślałem, że rośliny ;)

badyle to są sarnie nogi, ale może faktycznie to źle brzmi.

Jak źle brzmi? Toż to ładne, fachowe słownictwo jest. Jak szable, fajki, lustro, parostki i takie tam ;).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Nie no, źle mnie zrozumiałaś, Finklo :). Mam swój rozumek i wiem, żeby nie przejmować się opiniami “wujowe”, albo “do zupy”, bo to nie jest konstruktywna krytyka. Tak samo wiem, że nie dogodzę każdemu, ale jeśli z komentarza mogę sobie powyciągać parę ważnych uwag, to uważam, że to jest okej :).

Nie polecę nagle przemeblować całego opka, bo ktoś, kto lubi konkret wytknął mi, że za mało fantastyki w fantastyce, chociaż dlaczego nie miałabym się zastanowić jak ktoś inny odbiera moje opowiadanie :3.

 

Jak źle brzmi? Toż to ładne, fachowe słownictwo jest. Jak szable, fajki, lustro, parostki i takie tam ;).

a przed badylami były jeszcze cewki, ale to już serio była przesada i zmieniłam! :D

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Sarny mają badyle? A ja myślałem, że rośliny ;)

badyle to są sarnie nogi, ale może faktycznie to źle brzmi.

 

Jak źle brzmi? Toż to ładne, fachowe słownictwo jest. Jak szable, fajki, lustro, parostki i takie tam ;).

 

O proszę, nawet się czegoś nowego nauczyłem. Na przykład tego, że badyle mają łosie, jelenie i daniele. 

A sarny mają “cewki” ;)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Gwara_my%C5%9Bliwska

chroscisko, PWN podpowiada mi, że badyle mają też sarny :)

3.  łow. «noga łosia, jelenia, sarny, kozicy lub daniela

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

PWN podpowiada mi, że badyle mają też sarny :)

3.  łow. «noga łosia, jelenia, sarny, kozicy lub daniela

To zwracam honor i więcej się nie czepiam ;)

rozjaśniając granat nieba ciemnopomarańczowym blaskiem

Hmm. Mam kłopot z zobaczeniem tego – może dlatego, że to niebo jest jednocześnie granatowe i niegranatowe, a może po prostu zwichnęłam sobie wyobraźnię.

 Mgła unosząc się nisko

Unosząc się, ale jednak nisko. Trochę to niezdecydowane, no i dwa imiesłowy masz bardzo blisko siebie.

 niespotykany widok

To był ten punkt?

 Naznosili licznych podarków

Skoro naznosili, to z definicji dużo.

 rękawy płaszcza zsunęły się do łokcia

Jak rękawy, to do łokci.

 ususzona śliwka

Zwykle pisze się "suszona" – to nie błąd, tylko trochę niecodzienne.

 Noc Variagga była nocą duchów

Mam alergię na tautologie :(

 było w innym miejscu

Ja bym powiedziała konkretnie, w którym gwiazdozbiorze.

 Miała wrażenie, że pulsowało.

Pulsuje (c.t.).

 Nie mogła zobaczyć jak światło zanika

Anglicyzm. U nas pisze się raczej: Nie widziała, jak…

 obniża swój lot

Nie może obniżyć cudzego. Poza tym – jak szybko to światło leci? Jak meteor, czy jak planeta? To jest, czy widać od razu, czy trzeba się dłużej gapić, żeby zauważyć, że się przesuwa?

 fale wezbrane bardziej niż zwykle

Nie dam za to głowy, ale chyba powinno być 'wyższe". Albo napisz, że docierały dalej, będzie obrazowo.

Piętnaście, długich na trzydzieści stóp

Bez przecinka, i po co Ci te dokładne wymiary?

 Wiosłowali poprzez prądy

To znaczy jak?

 Wrócą nim się zmierzchnie

Wrócą, nim zmierzchnie.

 Jej siostra wpatrująca się w pustą już zatokę, wyrwała się z zamyślenia.

Dwa "się" – mogłabyś napisać, że drgnęła, wtedy zobaczylibyśmy to z zewnątrz, bez telepatii. Przecinek przed imiesłów, i czy zatoka może być pusta? Rozumiem, że nie ma już na niej łodzi, ale dziwnie to brzmi.

 Martwię się. Zbyt szybko udali się na morze.

Dwa "się". Może: wypłynęli?

ta, zdawało się, że nie zauważyła

Możesz napisać: ta, zdawało się, nie zauważyła.

 dołączyły do innych osób zbierających

"Osoby" nie są tu potrzebne – wiadomo, że zbierający chrust są osobami.

 w pocie czoła dźwigały

Hmm. Nie za dużo tego?

 dzieci gromadziły do małych plecionek ostatnie owoce leśne

Czyli nie chrust. Ponadto: gromadziły w plecionkach – zresztą "gromadzić" w odniesieniu do jagód wydaje mi się zbyt wymyślne.

 Poranna mgła ustąpiła wreszcie słońcu

W jaki sposób? Ustąpiła przed słońcem, tak, ale słońce nie może zająć miejsca mgły.

 otwartą przestrzeń, sięgającą po horyzont

Jakaś ta przestrzeń… pusta. I mało fantasy – pojęcie "przestrzeni" pojawia się zadziwiająco późno w historii idei.

Te tkwiły na niewysokich pofałdowaniach

Te stada? "Pofałdowania", hmm. Trochę to brzmi jak z podręcznika geografii.

 Einar, wyłaniając tę i inne wysepki z dna swojego podwodnego królestwa

Oo, kosmogoniczny nurek! Fajnie, wreszcie coś innego, niż jaja i pieśni :)

Alys nie znała innego świata, oprócz tego, który można było obejść dookoła w zaledwie parę godzin.

Pierwszy przecinek wywołuje wrażenie, że znała ten świat i jeszcze jakiś, który można obejść w parę godzin.

 włosy wysunęły się

Zwykle mówi się, że włosy się wysypały. Nie wiem, dlaczego.

 Stanęła w odległości sześćdziesięciu stóp

Po co Ci te pomiary?

jej policzki są rozpalone

Anglicyzm składniowy.

 zadarła spódnicę

Na pewno nie zakasała? Albo uniosła? Bo zadziera się kieckę, żeby odsłonić części charakterystyczne.

 Po drodze usiłowała dowiedzieć się czegoś od niej, jednak ta kręciła jedynie głową.

Trochę nienaturalne.

 Ktoś ucierpiał

Jakieś to telewizyjne. Daje wrażenie niedopowiedzenia.

 Alys nie rozpoznała nieszczęśnika.

Hmm. Dotychczas myślałam, że to właśnie jej ojciec.

 drewniane ściany wraz z małymi otworami i zamykanymi w nich okiennicami

Dlaczego "wraz"? Otwory nie są czymś, co można by ze ścianami zebrać w kolektyw, są raczej wycięte w ścianach.

 pod ścianą wypełnione sianem

Trochę to rytmicznie nie działa.

znajdował się Rolf, Samr i Alys

Znajdowali się. Albo po prostu byli.

 Ledwo co wszyscy się tu mieścili

"Ledwo, co" odnosi się raczej do czasu. Ledwie (albo z trudnością) się mieścili.

 na odkrytego spod pledów

To bardzo źle brzmi. Nie możesz się obejść bez tych pledów?

 młodą, choć trudno było odgadnąć jego wiek

Znaczy się tak wyglądał?

(Przepraszam za strzałę, to najlepsze zdjęcie, jakie znalazłam.)

 błyszczała jak natłuszczona olejem

Hmm. Gdyby to nie był kosmita, tobym się czepiała, ale niech tam.

na widok niezwykłej postaci

To bym wycięła, nic nie wnosi.

 chcąc przygotować wywar na owczym mleku

Może jednak pokaż jej tylko czynności, nie wybiegaj wprzód?

usta wciąż recytowały cicho modlitwy w tylko sobie znanym języku

Usta nie znają języków.

 odezwała się wreszcie

Cały czas mówiła (modlitwy) – poza tym przejście od mistycznego uzdrawiania do zwykłej rozmowy wydaje mi się trochę nagłe.

 kobiety spoczęły

Przed chwilą był "odpoczynek".

 płowym wiankiem z warkocza

Potknęłam się.

 Powiązują go ze znakiem

Wiążą go ze znakiem.

 Ta nie odpowiedziała

"Ta" zbędne, wiemy, kto.

 Zapewne

Jakoś to zbyt wysoko brzmi. Ja dałabym: To pewnie fale…

 wymyły biedaka

Zmyły.

 potraktować podobnego

Powtórzony dźwięk.

 Dni przed podróżą wypełniały liczne sprawunki

Sprawunki to zakupy.

 Ten wciąż leżał półżywy

"Ten" jest zbędny (jasne, kto leżał) i trochę dużo tych "ż".

 osuszonego drewna

Chyba jednak wysuszonego – osuszone sugeruje większą mokrość przed suszeniem.

 łodzie wypływały w morze, licząc

Łodzie raczej nie mają oczekiwań.

 już któryś raz

Kolokwialne na tle stylizacji, która była wyżej.

 Gdy otworzyła drzwi zimny podmuch

Gdy otworzyła drzwi, zimny podmuch.

 wpadł do izby, targając

Czy to na pewno jest jednoczesne? (I – brr!)

 Po moim zamążpójściu, to ona

Przecinek zbędny.

 nie wiadomo gdzie

Nie wiadomo, gdzie (lepiej: dokąd).

Gdy urodzę dzieci, opuszczą mnie siły na uganianie się za Ingą.

Coś to dziwnie wygląda. Może: nie starczy mi sił?

 Inga nosi imię waszej zmarłej matki, lecz obie jesteście jej córkami.

Troszkę melodramatyczne.

 stali sobie naprzeciwko

Naprzeciwko czego? Nie miało być: stali naprzeciwko siebie?

 rozluźnić uścisku

A to nie wydaje mi się romantyczne.

 kilkudziesięciu mężczyzn

Powtórzeni "mężczyźni".

 odpłynęli oni

"Oni" zbędne – kontekst jest jasny.

 Alys na drugi dzień

Dałabym raczej: Na drugi dzień Alys…

ze świeżo wypieczonym, ciemnym kawałkiem chleba

Piecze się cały bochenek: z kawałkiem świeżo wypieczonego ciemnego chleba.

 Ubrała się w ciepły płaszcz, a na głowę założyła wełnianą chustę.

Tu się potknęłam, niegroźnie, ale jednak nie od razu widać związek.

 Granatowa toń rozbijała się o plażę

Toń to głębia.

 zobaczyła, że na ławie zostawione są inne podarunki

Nienaturalna ta strona bierna: zobaczyła ławie podarunki od innych gospodyń.

 ostry zapach kurzu stał się wyraźniejszy

Ostry zapach jest z definicji wyraźny.

 wywarem z mleka

Nie jestem stuprocentowo pewna, ale z mleka chyba nie robi się wywaru. Może da się go zrobić na mleku, ale lepiej to sprawdź.

 choćby najmniejszych dźwięków

Czy dźwięk może być "mały"?

 rozwarł szeroko powieki

Powtórzone "powieki" i trochę purpura.

 rychło rozeszły

Aliteracja. I kto to rozpowiada? Chyba nie Alys?

 gdyż każdy

Powtórzone "ż".

 zużyty strój

Co jest nie tak ze "starym ubraniem"? Widzę, że bardzo się starasz trzymać stylizację, ale czasami przesadzasz z wymyślnością słów.

 Odkąd otworzył oczy nie powiedział

Odkąd otworzył oczy, nie powiedział.

 Z pewną dozą nieufności jadł

To znaczy?

 pogoda zmieniła się na nieco bardziej wietrzną i deszczową

Jakieś to dziwne.

 Podźwignęła duży kosz

Bardzo wysoki ton.

 Nigdzie nie mogła znaleźć siostry.

To do kogo mówiła?

 Przyczyna smutku jej siostry mogła też tkwić w przeciągającej się podróży ojca.

Hmm.

spoglądały na nią z obojętnością

Nienaturalne. Po prostu: obojętnie.

 bez odwracania się za siebie.

A można się odwrócić przed siebie?

 oglądała jego oddalającą się sylwetkę

Ogląda się z bliska. Może: przyglądała się, jak odchodzi?

 postukała laską rozmokły grunt

Postukała w grunt – zresztą jak postukać w błoto?

 nie oczekując odpowiedzi.

Ale to ona miała ostatnie słowo?

 przywykli, że niemowie pomieszało się w głowie

Powtórzony dźwięk. "Przywykli" – czy "uznali"?

 nie przywiązywali zbytnio uwagi do niego.

A to już całkiem nie po polsku. Nie zwracali na niego zbytniej uwagi.

 zauważył, że mężczyzna od jakiegoś czasu otrzymywał

Otrzymuje (c.t.).

ignorował przedmioty

Nie pasuje ze stylizacją – może "omijał"?

 No chodźże!

No, chodźże!

 nim czerń zalała jej oczy.

Wydumane trochę.

zignorowała słowa

Co to wnosi?

 czując powracające zawroty głowy

No, nie wiem.

 świat stał się jedynie zlepkiem krzyków i cierpienia

To jest bardzo purpurowe.

 Początkiem tej zimy, ludzie

Czy ja wiem, nigdzie nie widziałam takiej formy.

 także, żeby

Powtórzony dźwięk.

 kłamię, żem nie widział

Czyli twierdzi, że nie widział? Podwójne przeczenie.

 czuła się jakby

Czuła się, jakby.

 wszystko, co trafiało do jej uszu było rozmyte

Wszystko, co trafiało do jej uszu, było rozmyte. "Rozmyte" to określenie czegoś, co widać, ale raczej nie dźwięków.

 nie zauważyła też kiedy

Nie zauważyła też, kiedy.

 Wspomnienie, że mężczyzna pojawił się w ich życiu niemal równocześnie ze znakiem w noc boga ciemności, odżyło w ich pamięci.

Trochę sztywna składnia.

 widziany im świat

Widziany przez nie.

 jasne, zmrużone oczy

Bez przecinka.

 Odgarnęła z siebie pledy.

Hmm.

 ubrawszy pospiesznie płaszcz i buty

Oto jest groch. Ubranie można założyć, ale ubrać można tylko się.

 Spacer do tego miejsca, który

Spacer, który. Reszta jest jasna z kontekstu.

 po łydki w płyciznach zatoki

Wielu? Ponadto – nawet w lecie nogi szybko by jej zdrętwiały, a to śnieżna zima.

 wystające spod chusty włosy

Statyczne – brzmi to tak, jakby miała włosy sztywne jak druty.

 Woda raz po raz porywała z sobą rąbek jej spódnicy.

Hmm. Stałaś kiedyś w wodzie ubrana w spódnicę? To troszkę nie tak wygląda.

 zapytała Alys, starając się przekrzyczeć

Zgrabniej byłoby dać tylko jeden czasownik, ale mocny.

 Ta odwróciła się gwałtownie.

Ta sylwetka?

 przytrzymywała na wietrze poły płaszcza

To znaczy przytrzymywała, żeby ich wiatr nie zwiał?

 Szloch wstrząsnął ciałem Ingi.

Trochę klisza.

 Inga wykonała kolejny krok, oddalający ją od brzegu.

Bardzo nienaturalne, bez emocji. Może: cofnęła się o krok głębiej w wodę?

 dotarło do niej znaczenie jej słów

Zrozumienie tych zdań utrudnia to, że podmiot i dopełnienie są tego samego rodzaju.

 choć jej głos ścichł

Hmm.

cała dygotała

Na tym etapie chyba już nie powinna, ale skonsultuj się z lekarzem.

 jedynie dlatego, bo chcą mu zadać większe cierpienia

Nienaturalne. Dlatego, że.

 otwarcie jątrzących się ran

Kiedy rana się jątrzy, to się nie goi, więc ta metafora nie jest spójna.

 rozwarł pierwszy raz powieki

Bardzo wydumane i nienaturalne.

 pomóc jej wyjść spośród silnych fal

"Silnych"? I czy by jej dosięgnęła?

 Do trzewików wdarła się lodowata woda.

Trzewiki w wiosce Wikingów? Nie jestem przekonana (ale mogę się mylić).

 Wynurzyła dłoń dzierżącą nóż i sięgnęła nim sobie do szyi, tworząc na skórze krwawą nić.

No, nie wiem. Chyba celujesz w bardzo formalny, wystylizowany typ metaforyki (czy tylko tak mi się wydaje?), ale to nie wygląda za dobrze.

 póki obie nie pokryła

Obu. Cały akapit mocno purpurowy.

 zadźwięczał w uszach niespodziewanie

Hmm.

 dygotała z zimna i emocji

Łopatologiczne. Pewnie, że z emocji.

 Mokre ubranie zdążyło zesztywnieć, gdy legła zemdlona.

I przeżyła to? I może wstać?

 śnieg bił uciążliwie po twarzy.

Łopatologia. Lepiej opisz, jak ona to odczuwa (jeśli w ogóle, bo może jest całkiem przemarznięta i nie czuje niczego).

 kilka błyskających łuczyw zbliżających się

Dwa imiesłowy. Skąd ona wie, że błyskają łuczywa? Widzi błyski, ale w tym stanie ducha i ciała może to być cokolwiek.

 krzyki niesione przez wiatr

Przez wichurę? Wątpię, żeby usłyszeli.

 że sprowadziłeś śmierć na trzy osoby

Skąd ten wniosek?

 Ostatkiem sił wypchnęła z plaży łódkę

Zepchnęła – łódka nie jest w plaży, tylko na. I wątpię, czy miałaby na to siłę.

 mróz siekał

Siekał? Siecze wiatr, deszcz, ale nie mróz, a żadne zjawisko pogodowe nie sieka.

 kurczył się stopniowo

Czemu stopniowo?

 uznano by

Łącznie.

 początkiem było

Początkiem, było.

 bali się, że (…), a ściany domostw skutecznie ochronią ich

Bali się, że ściany ich ochronią?

 stały dwie postacie

Powtórzony dźwięk, i "postaci" lepiej unikać.

 święciłam rybakom bezpieczny powrót.

Czy powrót się święci?

 Ubierz czyste odzienie

Włóż.

 Czy modły się nie przedawniają?

To chyba nowoczesny koncept.

 krzyczące, nowe życie zabiło inne, jej ukochaną matkę.

Uch, klisza. I mogłaś to trochę mniej subtelnie zapowiedzieć, nie wszyscy jesteśmy aż tak domyślni :)

 zbyt mała by zrozumieć, czy nazwać

Zbyt mała, by zrozumieć czy nazwać.

 

Spokojne, nastrojowe. Ładne. Skomponowane nieźle, choć właściwie Fremm nie musi mieć nic wspólnego z problemami sióstr, ani nawet ze światłem na niebie – fantastyka nie jest tu podana wprost. Styl trzeba przeszlifować – masz skłonności do patosu i czasami używasz słów niezgodnie ze znaczeniem. Życie emocjonalne bohaterów mogłoby być zarysowane ciut mocniej – nie chodzi tu o teatralne gesty. No i konflikt staje się jasny dość późno.

 Chociaż, dzięki temu pomysł na ufoka robi się oryginalny. ;-)

Owszem, chociaż nieprzesadnie – chyba już coś takiego widziałam (albo mi się śniło?).

 Gorzej, że te wierzenia mieszkańców osady niespecjalnie różnią się od naszych. OK, Inga odprawiła jakiś rytuał. Ale czy to się różni jakoś znacząco od naszych modlitw?

Mmm… kiedy ostatnio składałaś ofiarę z jagnięcia? :D Wierzenia i rytuały są dość typowe, owszem, na ile zostały pokazane, ale nie zostały pokazane jakoś bardzo wprost. Tylko zaznaczone, resztę czytelnik musi sobie dośpiewać, co nie jest ani wadą, ani zaletą – po prostu środkiem artystycznym.

 tu też ciężko stwierdzić, czy działa za każdym razem

No. Zresztą duchy są wredne.

 jest koniec lata, koniec bujnej wegetacji, a tu tylko skąpa trawa?

Wyobraziłam sobie wyspę a'la Szetlandy, a tam mało co rośnie. Więc mnie to akurat zagrało.

 Chodziło mi właśnie o taki intymny dramat relacji dwóch sióstr.

Tak, tylko niewiele go pokazujesz. Przesłania go oczekiwanie na powrót rybaków i tajemniczy obcy – nie mówię, że nie powinno ich być, tylko że zwracają na siebie całą uwagę.

 Na początku akapitu podmiot jest bezosobowy (zaślepiano, znoszono), a później nagle staje się osobowy (gromadziły się kupy drewna).

Nie widzę w tym problemu?

“Tydzień zajęło nim mógł wstać z posłania o własnych siłach”

O, tak by było lepiej, tylko daj przecinek przed "nim".

 “Zdawało się, że Fremm przyzwyczaił się…” lub “Fremm zdawał się przyzwyczajać…”

Tak.

że mężczyzna pojawił się w ich życiu niemal równocześnie ze znakiem w noc boga ciemności. Coś nie gra w tym zdaniu.

Strumień świadomości, ja bym je podzieliła.

 Wydawało mi się, że Alys pokocha Fremma

Mnie też.

 Toteż trzeba na niektóre wpisy patrzeć trochę przez palce.

Wino dla Starucha!

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Mmm… kiedy ostatnio składałaś ofiarę z jagnięcia?

Chwała Bogu, jestem agnostyczką, więc nie muszę. ;-)

Babska logika rządzi!

*schodzi jeszcze głębiej w czeluścia jamy*

 

Jak się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy, o. Tarnino, dziękuję ci pięknie za łapankę. Z większością twoich uwag jak zwykle się zgadzam, ale póki co babole muszą zostać :<.

 

Spokojne, nastrojowe. Ładne.

:)

 

właściwie Fremm nie musi mieć nic wspólnego z problemami sióstr, ani nawet ze światłem na niebie

nie jest to powiedziane wprost, ale malutką podpowiedzią jest to, że zjawił się na drugi dzień po pojawieniu się światła. Niczego tu jednak nie sugeruję :). A co do konfliktu… właściwie Fremm mógł być ostatnią kroplą w czarze goryczy Ingi. Dziewczyna wprost mówi: Na wyspę trafił Fremm, jednak podarunki na nic się nie zdały, bo to był kolejny mężczyzna, który wolał ciebie. Ale to tylko moja interpretacja, nie narzucam jej.

 

Dziękuję ci bardzo za odpowiedziny! Błędy postaram się poprawić najszybciej jak będę mogła, a w następnych opowiadaniach obiecuję już nie grzeszyć.

 

Pozdrawiam!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Wino dla Starucha!

Ja to się zawsze chętnie napiję, ale tak za bardzo to nie wiem czemu. Za te palce?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Z przyjemnością czytałam historię sióstr – od przedstawienia postaci, przez odsłanianie kolejnych tajemnic, aż po dramatyczne zakończenie. Opowieść dobrze wypada w surowych warunkach panujących w osadzie na wyspie, ale brakło mi trochę zaprezentowania szerszego tła. Poza staruchą, rodziną sióstr i narzeczonym starszej z nich, reszta mieszkańców rybackiej osady okazała się w zasadzie grupą anonimowych statystów, niezbędnych by pokazać życie społeczności, ale jednocześnie dość nijakich w swej masie.

Dłuższą chwilę zastanawiałam się, gdzie w opowiadaniu jest fantastyka i UFO, bo zupełnie ich nie zauważyłam. Jeśli spoglądanie Fremma w gwiazdy miało coś sugerować, to ta podpowiedź zupełnie mnie nie przekonała.

Wykonanie, o czym już wiesz, pozostawia wiele do życzenia.

 

dzie­ci gro­ma­dzi­ły do ma­łych ple­cio­nek ostat­nie owoce leśne. –> Raczej: …dzie­ci zbierały/ wkładały do ma­łych ple­cio­nek ostat­nie owoce leśne.

 

ni­czym grube nici na ciem­no­zie­lo­nym ma­te­ria­le. –> Raczej: …ni­czym grube nici na ciem­no­zie­lo­nej tkaninie.

 

 …bóg mórz, Einar, wy­ła­nia­jąc tę i inne wy­sep­ki z dna swo­je­go pod­wod­ne­go kró­le­stwa. –> A może: …bóg mórz, Einar, sprawiając że ta i inne wy­sep­ki wyłoniły się z dna jego pod­wod­ne­go kró­le­stwa.

 

Po­wie­trze roz­dzie­ra­ły krzy­ki mew. –> Czy można rozedrzeć powietrze?

 

Rolf skoń­czył robić węzeł… –> Wydaje mi się, że węzły się wiąże/ splata/ przeplata, ale chyba nie robi.

 

 Ktoś przy­niósł nosze do ryb i męż­czy­znę za­nie­sio­no do… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

męż­czy­znę za­nie­sio­no do do­mo­stwa ka­płan­ki, jako że ta znała się naj­le­piej na uzdra­wia­niu.

–> A nie na bóstwach i obrządkach z nimi związanych?

Proponuję: …jako że ta na uzdra­wia­niu znała się naj­le­piej.

W znaczeniu, że najlepiej z całej społeczności.

 

drew­nia­ne ścia­ny wraz z ma­ły­mi otwo­ra­mi i za­my­ka­ny­mi w nich okien­ni­ca­mi. –> Skoro były okiennice, to musiały być także okna, a nie małe otwory. Okna mogą być małe.

 

– Łódź mocno prze­krzy­wi­ła się na jedną burtę. –> Raczej: – Łódź mocno przechyliła się na jedną burtę.

 

Spoj­rza­ła na od­kry­te­go spod ple­dów męż­czy­znę. –> Może wystarczy: Spoj­rza­ła na odkrytego/ obnażonego męż­czy­znę.

 

Miał siwe włosy, brwi i rzęsy, kępka za­ro­stu w kro­czu przy­po­mi­na­ła garść śnie­gu. – Miał w kroczu brodę i wąsy, a może i bokobrody? ;)

Za SJP PWN: zarost «owłosienie twarzy u mężczyzny»

Proponuję: Miał siwe włosy, brwi i rzęsy, kępa włosów łonowych przy­po­mi­na­ła garść śnie­gu.

 

za­bra­ła głos ko­bie­ta z pło­wym wian­kiem z war­ko­cza. –> A może: …za­bra­ła głos kobieta z pło­wym war­ko­czem zaplecionym/ upiętym wokół głowy.

 

Pod ścia­na­mi gro­ma­dzi­ły się kupy osu­szo­ne­go drew­na i chru­stu. –> Rzeczone kupy same się gromadziły?

 

za­py­ta­ła już któ­ryś raz Inga, szar­piąc rękaw ko­szu­li Rolfa. Miała już czter­na­ście lat… –> Powtórzenie.

 

Alys i Samr stali sobie na­prze­ciw­ko. –> Naprzeciwko czego sobie stali?

 

Ka­płan­ka po­bło­go­sła­wi­ła męż­czy­znom i oka­dzi­ła ich dymem z ga­łą­zek ja­łow­ca. Deski po­de­stu ugię­ły się pod cię­ża­rem kil­ku­dzie­się­ciu męż­czyzn. –> Powtórzenie.

 

i od­da­ła mu zu­ży­ty strój po naj­młod­szym z czte­rech swo­ich synów. –> Coś, co jest zużyte, raczej do niczego się już nie nadaje.

 

Ty­dzień za­ję­ło mu wsta­nie o wła­snych si­łach z po­sła­nia… –> Raczej: Minął ty­dzień, nim o własnych siłach wstał z posłania

 

– Ingo, chodź, po­zbie­ra­my ostat­nie jabł­ka […] i ru­szy­ła do za­gaj­ni­ka sama. –> Zagajnik to młody las. Czy chciała zbierać jabłka w zagajniku?

 

Pło­mień świe­cy oświe­tlał tylko ka­wa­łek ziemi przed jej sto­pa­mi, jed­nak bez trudu do­strze­gła w bieli ślady… –> Skoro dostrzegła ślady w bieli, płomień oświetlał nie kawałek ziemi, a śnieg.

Może: Pło­mień świe­cy oświe­tlał tylko ka­wa­łek drogi przed jej sto­pa­mi

 

Dziew­czy­na stała po łydki w pły­ci­znach za­to­ki. –> Dziew­czy­na stała po łydki w pły­ci­źnie za­to­ki.

Bo chyba nie stała w kilku płyciznach jednocześnie.

 

– Bo zro­bi­łam coś ohyd­ne­go! – Szloch wstrzą­snął cia­łem Ingi.

Zro­bi­ła krok w tył… –> Powtórzenie.

 

Dziew­czy­na wczoł­ga­ła się na plażę, dła­wiąc i krztu­sząc słoną wodą. –> A może: Dziew­czy­na wpełzła na plażę, dła­wiąc się i krztu­sząc słoną wodą.

 

Po ponad dwóch księ­ży­cach, pod­czas któ­rych mróz sie­kał nie­ubła­ga­nie… –> Może: Po ponad dwóch księ­ży­cach, pod­czas któ­rych trzaskający mróz nie odpuszczał

 

– Nie przy­cho­dzę tu czę­sto, mor­skie wia­try nie służą moim ko­rzon­kom – ode­zwa­ła się sta­ru­cha. –> O jakich korzonkach jest tu mowa? Jeśli o nerwowych, to skąd starucha o nich wie? I nie zadowoli mnie tłumaczenie, że starucha umie uzdrawiać.

 

Dziew­czy­na ru­szy­ła w ślad za sta­ru­chą, nie oglą­da­jąc się za sie­bie. –> Masło maślane. Czy można oglądać się przed siebie?

Proponuję: Dziew­czy­na ru­szy­ła w ślad za sta­ru­chą, nie oglą­da­jąc się. Lub: Dziew­czy­na ru­szy­ła w ślad za sta­ru­chą, nie patrząc za sie­bie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

hej, reg! Miło mi, że wpadłaś i że pośród tłumu wpadek, znalazłaś w moim opowiadaniu kilka plusów :).

 

reszta mieszkańców rybackiej osady okazała się w zasadzie grupą anonimowych statystów, niezbędnych by pokazać życie społeczności, ale jednocześnie dość nijakich w swej masie.

No niestety, do tej pory w moich opowiadaniach było góra trzech bohaterów. Chyba jeszcze nie potrafię dobrze oddawać ducha zbiorowości, ale wciąż to ćwiczę. Dzięki za zwrócenie mi uwagi :).

 

Dłuższą chwilę zastanawiałam się, gdzie w opowiadaniu jest fantastyka i UFO

UFO to światło na niebie, ów zwiastun nieszczęść. Fantastyka, moim zdaniem, jest, chociaż tak jak w rozmowach wyżej było mówione – bardzo ulotna.

 

Jeśli spoglądanie Fremma w gwiazdy miało coś sugerować, to ta podpowiedź zupełnie mnie nie przekonała.

interpretuj to jak chcesz, w wymaganiach konkursu nie było nic na temat kosmitów :).

 

Dziękuję za wypisanie błędów, zanalizuje je i wprowadzę, kiedy już będę mogła to zrobić. 

 

Pozdrawiam!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Miło mi, że wpadłaś i że pośród tłumu wpadek, znalazłaś w moim opowiadaniu kilka plusów :).

Ano znalazłam. I nie było to wcale trudne, bo plusów jest tu całkiem sporo. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytając komentarze można dojść do wniosku, że tekst napisany jest niespecjalnie i mnóstwo tam błędów. Być może poprawiłaś wskazane niedociągnięcia, ale podczas lektury nic mi nie przeszkadzało. Rzeczywiście gdzieś zgrzytnie interpunkcja, gdzieś patos zabrzmi zbyt głośno. Ale to nic, co wymagałoby jakiejś intensywnej polerki. Słusznie prawi Chroscisko – kilka miesięcy, parę tekstów, i spokojnie będziesz się dobijać do piórka. 

Świetnie oddany klimat spokojnego, choć nielekkiego i niekoniecznie bezpiecznego życia małej, rybackiej społeczności. Duży plus za obyczajówkę, choć osobiście wolałbym nieco więcej szczegółów z życia uczuciowego sióstr (które jest istotne dla fabuły) a trochę mniej opisów codziennego funkcjonowania wioski. 

Postać przybysza natomiast… Hm. Wprowadza odpowiedni nastrój tajemnicy i rys niesamowitości, ale to właściwie jedyna jego rola. Jakoś tam katalizuje wydarzenia, ale wszystkie to, co miało się stać między siostrami już się stało albo i tak by się stało (choćby ze względu na związek Alys z Samrem). Czy zatem Fremm w ogóle był potrzebny do czegokolwiek, poza wymaganym w konkursie elementem fantastycznym? Chyba nie bardzo. Zabrakło mi kilka słów na temat jego pochodzenia, ewentualnego związku ze śmiercią Samra, w ogóle jakiegoś aktywnego udziału. Bialowłosy jest w zasadzie tylko klimatogennym elementem dekoracji, jak porośnięte bluszczem ruiny. Niewykorzystanie tej postaci to największy, w mojej opinii, minus tekstu.

Cóż nie zmienia faktu, że przeczytałem z przyjemnością i zainteresowaniem, mimo, iż podobnie jak Finkla wolę fantastykę głośną i wyraźną, miast nieśmiało wyglądającą zza krzaka. Tudzież wynurzającą się ze spienionych fal. 

Dobry tekst. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ano znalazłam. I nie było to wcale trudne, bo plusów jest tu całkiem sporo. ;)

Ojej, reg, chyba musiałam niechcący zlikwidować gwiazdkę, bo przegapiłam twój nowy komentarz. Dziękuję za słowo otuchy jeszcze raz :).

 

thargonie, fajnie, że wpadłeś :). 

 

Być może poprawiłaś wskazane niedociągnięcia, ale podczas lektury nic mi nie przeszkadzało.

niestety babole jeszcze wiszą; nie mogę nic ruszyć, póki wyniki konkursu nie zostaną

opublikowane :<

 

Słusznie prawi Chroscisko – kilka miesięcy, parę tekstów, i spokojnie będziesz się dobijać do piórka. 

To bardzo budujące, dzięki :).

 

Niewykorzystanie tej postaci to największy, w mojej opinii, minus tekstu.

Chciałam go przedstawić jako zagubionego, żyjącego w swoim świecie chłopaka, ale może rzeczywiście przegięłam. Czy nie odgrywa żadnej roli w opowiadaniu? Pozornie tak, chociaż mam wrażenie, że dla Ingi mógł być ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy. Być może faktycznie nie wykorzystałam potencjału Fremma.

 

Zabrakło mi kilka słów na temat jego pochodzenia, ewentualnego związku ze śmiercią Samra

Tak wprost wolałabym niczego nie zdradzać. Jego pochodzenie jest… cóż, nieznane. A śmierć Samra była albo niezamierzonym dziełem Ingi albo nieszczęśliwym wypadkiem, chociaż w drugim przypadku rybacy twierdzą co innego :).

 

Cóż nie zmienia faktu, że przeczytałem z przyjemnością i zainteresowaniem, mimo, iż podobnie jak Finkla wolę fantastykę głośną i wyraźną, miast nieśmiało wyglądającą zza krzaka. Tudzież wynurzającą się ze spienionych fal. 

Dobry tekst.

Cieszę się, że pomimo skonkretyzowanego gustu wyłapałeś w moim tekście coś dla ciebie wartościowego :). Być może na “Odzyskać twarz” napiszę coś z większym przytupem.

 

I piękne dzięki za klika!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Bardzo nastrojowe, melancholijne opowiadanie, zaakcentowane poruszającym dramatem. Ładnie zarysowujesz codzienność i zwyczaje rybackiej wioski plastycznymi i zarazem precyzyjnymi opisami, dzięki którym łatwo wczuć się w historię. Zakończenie odpowiednie – mocne, a tak nienachalnie podane. Podobnie jak Finkla mam trochę mieszane uczucia co do UFO, niemniej pomysł sam w sobie ciekawy i adekwatny do realiów. Coś tam mi też czasem nie zagrało składniowo lub interpunkcyjnie, ale ogólnie tekst bardzo, bardzo na plus.

black_cape, cześć!

 

cieszę się, że pomimo zgrzytów językowych opowiadanie spodobało ci się :). Wciąż czekam na wyniki konkursu, żeby móc poprawić drażniące babole. Wtedy może opowiadanie zyska jeszcze na wartości.

Dzięki za dobre słowo! Fajnie, że udało ci się wychwycić nastrój. Nie byłam pewna, czy to się uda, więc tym bardziej miło mi :).

 

Pozdrawiam!

 

O, mam twoją “Schizmę” na oku, muszę tylko znaleźć czas na jej spokojne przeczytanie :D.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Cześć, sy. :)

 

Tak, właśnie ta precyzja, szczegółowość i obrazowość opisów bardzo sprzyja budowaniu nastroju. To na pewno duży atut opowiadania (i ogólnie stylu).

Miło mi, że masz w planach “Schizmę”, oczywiście zapraszam w wolnej chwili. ;)

Bardzo ładnie, spokojnie, nastrojowo toczy się ta opowieść, gdy nagle, w końcówce, zaczynasz w szybkim tempie piętrzyć nowe pomysły. Niepotrzebnie – czytelnik, rozleniwiony wcześniejszą narracją nie nadąża i rozbija się na tych rafach. Jeżeli pomysł z dwóch przedostatnich akapitów jest tak ważny, że jest źródłem tytułu, lepiej byłoby go bardziej rozbudować i zasygnalizować już wcześniej.

Zabrakło mi psychologii Ingi – faktycznie te uśmiechy po pogrzebie są mylące, a nagłe wyrzuty sumienia w kolejnej scenie nie przygotowane.

Technicznie – bez szaleństw, ale płynnie. Uważaj na takie zbitki:

za wysokimi płaskowyżami wyspy

zresztą sam “wysoki płaskowyż” jest podejrzany, tak logicznie jak i brzmieniowo.

 

unikaj na miałozy w opisach:

Twarz miał młodą, choć trudno było odgadnąć jego wiek. Miał siwe włosy, brwi i rzęsy,

I spróbuj (małymi kroczkami) nadawać swoim bohaterom oryginalne rysy – niech nie będą tak stereotypowe.

 

 

 

cześć, coboldzie :)

 

W tekście jest mnóstwo baboli, które muszę poprawić po wynikach konkursu, ale cóż, to moja wina, sama sobie nie dałam czasu na poprawki. Dopiero zaczynam skrobać co nieco, pisanie i redagowanie są u mnie procesem długim i bolesnym, a że wzięłam się za tworzenie w niemal ostatniej chwili, no to widać niestety efekt :(

Tę przyspieszoną końcówkę też właśnie widzę i bardzo mnie ona drażni, na pewno tekst będzie trochę zmieniony pod tym względem.

Mimo wszystko dzięki ci piękne, że zdołałeś uchwycić w tekście coś dobrego :).

 

EDIT:

 

Dziękuję za klika! ❤️

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Ładne opowiadanie. Czytałam z przyjemnością, a im dalej, tym większą – odniosłam wrażenie, jakbyś z każdym akapitem coraz śmielej i fajniej bawiła się językiem i stylem. Patos? Eeee tam, mnie się podobało, ale bywa że i mi to zarzucają ;) 

Fabuła pozostawiła jednak we mnie pewien niedosyt, zasadniczo w związku z elementami, które zostały już wskazane – marginalność postaci przybysza, rozłożenie akcentów powodujące, że zachowania bohaterek wydają się nie do końca jasne i słabo zrozumiałe, niezbalansowana kompozycja. 

A że potencjał masz, to czuć. Pisz dalej :) 

Werweno, pięknie ci dziękuję za pochwałę i budujący komentarz :). To dodaje poweru do dalszego szkolenia się w pisaniu :).

Zdaję sobie sprawę, że niektóre rzeczy zawaliłam – zgrzytając zębami, czekam na wyniki konkursu, żeby niektóre drażniące nawet mnie samą elementy w opowiadaniu poprawić :D.

Mimo wszystko jestem rada, że opowiadanie ci się spodobało! :)

 

Pozdrawiam!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Piętnaście, długich na trzydzieści stóp otwartych łodzi zniknęło za wysokimi płaskowyżami wyspy.

Wyrzuciłabym ten przecinek.

– Alys – dziewczyna znów położyła dłoń na sercu, podobnie jak niegdyś w lecie. – Fremm. – Wskazała na niego.

Nigdy nie uzyskiwała odpowiedzi.

Pierwsza część sugeruje, że Alys robi to drugi raz (pierwszy w lecie), ostatnie zdanie, że często. Że się przyczepię czegokolwiek ;)

Dobrze mi się czytało :)

Fajne, nastrojowe, ciekawe. Szybko uwierzyłem w ten świat i dałem się łatwo wciągnąć w historię. 

Tylko fantastyki mi brakowało, spodziewałem się, że udział UFO/kosmity w fabule zostanie jakoś choćby pod koniec uzasadniony. A tu nic – to mógłby być ktokolwiek. To mnie trochę rozczarowało – taka fantastyka doklejona jakby na siłę.

Ogólnie jednak bardzo mi się podobało.

Anet, dzięki za zwrócenie uwagi na błędy – tekst jest w trakcie remontu, mam nadzieję opublikować go w odświeżonej formie po ogłoszeniu wyników konkursu :). Fajnie, że ci się podobało :).

 

M_M, czy ja wiem czy fantastyka jest doklejona na siłę :D. Raczej nie, wydaje mi się, że doklejona na siłę byłaby jakbym wcisnęła w to opowiadanie zielone ludki :). No ale masz prawo mieć swoje zdanie :). Cieszę się, że ci się podobało!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Nowa Fantastyka