- Opowiadanie: LAYV - Kobieta, która pocałowała księżyc

Kobieta, która pocałowała księżyc

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

Dziękuję.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

NoWhereMan, master-of-orion, regulatorzy

Oceny

Kobieta, która pocałowała księżyc

 

 

 

 

Śniło jej się, że się obudziła. Było to dziwne, bo zawsze przesypiała twardo całe noce, szczyciła się, że jedynym co mogło ją skłonić do uchylenia powiek był płacz niemowlęcia. Owszem, zdarzało jej się przycupnąć wieczorem przed chałupą, żeby popatrzeć na księżyc, ale tylko w towarzystwie ślubnego. A już nigdy, ale to przenigdy, nie przyszło by jej do głowy, żeby zrywać się w środku nocy, nieważne jak pachnącej maciejką, nieważne jak soczyście szumiącej drzewami w sadzie, jak zręcznie srebrzącej źdźbła trawy niczym obite blachą iglice kościołów, jak drapującej koronki świerków na tle nocnego nieba, otóż należy to podkreślić raz jeszcze, bo w końcu mówimy o statecznej gospodyni, ta kobieta nigdy nie zerwałaby się w środku nocy, żeby usłyszeć płacz anioła.

 

Schowana za firanką wstrzymała oddech, kiedy kolejne szlochy wprawiały w drżenie białe pióra jego skrzydeł. W końcu zacisnęła usta i wychyliła sie przez okno.

 – Ej – szepnęła, nie wiedzieć czemu, bo już od ładnych paru lat była w chałupie sama, tak dniem jak i nocą, – ej no, tylko mi tu jakich spazmów nie dostań.

– A, o to możecie się nie martwić moja dobra Maciejowa, za nic nie chciałbym przyczynić wam kłopotu – oznajmił anioł zgryźliwie odejmując dłonie od twarzy mokrej od łez. Na chwilę oniemiała, bo złocista poświata wokół jego głowy, osobliwe jaśniejsza była wokół oczu i ust, a piękniejsza jeszcze niż ta monstrancja, którą dobrodziej wznosił nad głowami wiernych… Jednak gospodyni szybko doszła do siebie.

 – To i dobrze – stwierdziła oschle, – kłopotów mam i bez twoich starań dość.

 – Oj biedna wy Maciejowa, biedna – obłudnie westchnął anioł, – a mikstury jakiej byście na owe kłopoty nie znaleźli, a? Bo to, wiecie słyszałem, że wyście wielce biegła w rozwiązywaniu problemów za pomocą ziółek.

 – Biegła nie biegła, ty sobie chyba za dużo pozwalasz, kochany!

– Klękajcie narody, ja sobie za dużo pozwalam? A rudej Zośce miksturę na spędzenie płodu to kto dal?

– Ja.

Anioła jakby cokolwiek zatchnęło.

– Ja – powtórzyła Maciejowa biorąc się pod boki. Gdyby przez chwilę się nad tym zastanowiła być może zdziwiłby ją fakt, że nagle, zamiast w swojej izbie, stała na środku podwórza, twarzą w twarz z naburmuszonym i spuchniętym od płaczu wysłannikiem niebios. – I dałabym raz jeszcze. Bo ktoś coś musiał zrobić. To ty nie wiesz, że jak Zośkę pierw ojciec a potem matula odumarli, to Jędrzej ją przygarnął, bo mu się jej dutki marzyły? Sam gospodarz na morgach, a po sieroce chciał sięgać. Wujem się jej mianował i opiekunem, psiajucha on, a nie żaden wuj. Jak mu dziewka podrosła, tak ją sobie wziął, bo kto mu miał zabronić, przecież nie żona chyba, bo co miała własnych myśli we łbie, to już jej wszystkie wytłukł. A Zośce gadał o miłowaniu, no durna, że go słuchała, fakt. A potem zaciążyła. Jędrzej wyparł się, że to jego i chciał pogonić z chałupy. W jednej koszuli, a przecie. A panna z brzuchem to, coś mi się widzi, dwie drogi ma, albo na cmentarz do niepoświęconej ziemi, albo gdzie na ulicę. Dośpiewaj sobie resztę.

 – I tak z tej litości dla Zośki, to Jędrzejowi szaleju, żeście zadali?

– Zaśby tam. Tak sobie myślę, że to jego ślubna, ale pewności nie mam. Nie wiem też skąd go miała. Ale nie ode mnie.

Anioł przez chwilę milczał.

– A ślubnemu waszemu to nic nie zadaliście, co by się szybciej na ten, eee… znaczy, tamten świat przeniósł.

Kobieta zmarszczyła brwi i zmierzyła go takim spojrzeniem, że aż się biedny cofną, otulając ramiona skrzydłami.

 – Mój Maciej… – odetchnęła, jak gdyby spychając szloch w głąb ciała – mój Maciej pół roku słabował, aż w końcu zległ w izbie. A co zjadł, to wracało z krwią. W końcu ból go tak zmorzył, że błagał mnie, bym mu pomogła – spojrzała aniołowi w oczy. – I pomogłam, bo ktoś to musiał zrobić. A tyś czego beczał? Koledzy z zastępów waszych piórka jaśniejsze mają? Czy trąby złotej nie dostałeś, a może własnej chmurki, żeby ci miękcej było, jak będziesz z góry patrzył?

– Ano…– anioł podrapał się po głowie – Bóg mnie wam zesłał, Maciejowo.

– Eee?

– Czas na was.

– A, taka to sprawa… – Kobieta popatrzyła się na niego bystro. A tobie nie w smak było grzesznicę przed majestat tronu eskortować? 

– Ano nie. Ale ktoś to musi zrobić, a ja z wolą Pana dyskutować nie zamierzam.

– Ot, służbista… Ano, kiedy tak to, chodźmy. A co do dyskusji, to ja tam sobie z twoim Panem chętnie pogawędzę, bo po prawdzie mam parę pytań. Istotnych.

I stało się tak, że anioł wziął w ramiona duszę Maciejowej i uniósł ją do nieba, na sąd Boży, a kiedy przelatywali wśród obłoków, kobieta wychyliła się z anielskich objęć i skradła całusa łysemu księżycowi, nader praktycznie stwierdzając, że dość już była rozsądna, a drugiej takiej okazji mieć nie będzie.

Koniec

Komentarze

Podoba mi się opowieść o nagłym przebudzeniu Maciejowej i jej spotkaniu z płaczącym aniołem. Przy tej okazji dowiedziałam się co nieco o życiu kobiety i jej poczynaniach jako miejscowej babki, i nawet zdążyłam ją polubić.

I tylko nie wiem, gdzie w opowiadaniu jest sen – no bo skoro Maciejowa się obudziła, to z aniołem rozmawiała chyba na jawie…

Przyjemność lektury psuło mi nie najlepsze wykonanie. Mam nadzieję, Layv, że Twoje przyszłe opowiadania będą równie zajmujące i znacznie lepiej napisane. ;)

 

W końcu za­ci­snę­ła usta i wy­chy­li­ła sie przez okno. –> Literówka.

 

– A, o to mo­że­cie się nie mar­twić moja dobra Ma­cie­jo­wa, za nic nie chciał­bym przy­czy­nić wam kło­po­tu. – oznaj­mił anioł zgryź­li­wie… –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

którą do­bro­dziej wzno­sił nad gło­wa­mi wier­nych.. –> Jeśli na końcu zdania miała być kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli wielokropek, brakuje jednej kropki.

 

 -To i do­brze – stwier­dzi­ła oschle… –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

a mik­stu­ry jakie by­ście na owe kło­po­ty nie zna­leź­li, a? –> …a mik­stu­ry jakiejś by­ście na owe kło­po­ty nie zna­leź­li, a?

 

sły­sza­łem, ze wy­ście wiel­ce bie­gła… –> Literówka.

 

A rudej Zośce mik­stu­rę na spę­dze­nie płodu to kto dal? –> Literówka.

 

wy­słan­ni­kiem nie­bios. – da­ła­bym raz jesz­cze. –> Postawiwszy kropkę, nowe zdanie rozpoczynamy wielką literą.

 

– I tak z tej li­to­ści dla Zośki, to Ję­drze­jo­wi sza­le­ju, że­ście zdali? –> Literówka.

 

żeby ci mięk­cej było jak bę­dziesz z gór pa­trzył? –> Literówka.

 

– A, taka to spra­wa… – ko­bie­ta po­pa­trzy­ła się na niego by­stro. –> – A, taka to spra­wa… – Ko­bie­ta po­pa­trzy­ła na niego by­stro.

 

a ja z wola Pana dys­ku­to­wać nie za­mie­rzam. –> Literówka.

 

– Ot, służ­bi­sta.. Ano, kiedy tak to chodź­my. –> Jeśli na końcu wypowiedzi miała być kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli wielokropek, brakuje jednej kropki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, chodzi "sen wieczny", do którego się obudziła na początku. Poprawki zostaną wprowadzone jak najszybciej, nie sądziłam, że aż tyle ich będzie trzeba.

No tak, o śnie wiecznym nie pomyślałam, choć nie ukrywam, że w przypadku tego snu, wolałabym bezsenność. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak jak zauważyła reg, treść stoi na wyższym poziomie, niż forma. Fajnie przeciwstawiłaś dwie odmienna postawy życiowe, które w naszym smutnym kraju od dawna ze sobą kolidują i chyba jeszcze długo będą, tak więc opko aktualne, mimo stylizacji.

Z początku miałem zamiar nie robić łapanki, ale jednak nie potrafię :( Możliwe, że część będzie się powtarzać z tym, co wypisała reg.

 

Masz niepotrzebne puste linie na początku opowiadania.

 

Było to o tyle dziwne, ze zawsze przesypiała twardo całe noce

Literówka.

 

Śniło jej się, że się obudziła. Było to o tyle dziwne, ze zawsze przesypiała twardo całe noce, szczyciła się, że jedynym(+,) co mogło ją skłonić do uchylenia powiek(+,) był płacz głodnego niemowlęcia.

Monotonia spójnikowa. Brakujące przecinki.

 

płacz głodnego niemowlęcia.

A płacz niemowlęcia, które ma pełną pieluszkę, już by jej nie obudził? A płacz z bólu? Choroby? Czymś się one różnią w kwestii budzenia?

 

A już nigdy, ale to przenigdy, nie przyszło by jej do głowy

Drugi przecinek niepotrzebny.

 

nieważne jak soczyście szumiącej drzewami w sadzie,

To określenie zupełnie tu nie pasuje. Nie można szumieć soczyście.

 

, otóż należy to podkreślić raz jeszcze, bo w końcu, mówimy o statecznej gospodyni, ta kobieta nigdy nie zerwałaby się w środku nocy, żeby usłyszeć płacz anioła.

Ta część powinna być osobnym zdaniem, przed “mówimy” nie powinno być przecinka, a przed “ta kobieta” sugeruję zastąpić przecinek dwukropkiem.

 

Ej – szepnęła, nie wiedzieć, czemu bo już od ładnych paru lat była w chałupie sama, tak dniem(+,) jak i nocą – ej, no, tylko mi tu jakich spazmów nie dostań.

Zapis dialogów do poprawy, reg już podała ci link do poradnika. Brakujący przecinek.

 

– A, o to możecie się nie martwić(+,) moja dobra Maciejowa,

oznajmił anioł zgryźliwie(+,) odejmując dłonie od twarzy

odejmując dłonie od twarzy mokrej od łez. Na chwilę oniemiała,

Twarz anioła oniemiała?

 

bo złocista poświata wokół jego głowy, osobliwe jaśniejsza była wokół oczu i ust

Niepotrzebny przecinek.

 

dobrodziej wznosił nad głowami wiernych..

Nie udał się wielokropek…

 

bo złocista poświata wokół jego głowy, osobliwe jaśniejsza była wokół oczu i ust,

Powtórzenie.

 

– Oj biedna wy(+,) Maciejowa, biedna

 

 mikstury jakie byście na owe kłopoty nie znaleźli

Problem z deklinacją. Albo “mikstury jakiej” albo “mikstur jakich”.

 

Bo to, wiecie(+,) słyszałem, ze wyście wielce biegła w rozwiązywaniu problemów za pomocą ziółek.

Literówka.

 

A rudej Zośce miksturę na spędzenie płodu(+,) to kto dal?

Literówka.

 

Anioła jakby cokolwiek zatchnęło

Zjadło ci kropkę.

 

– Ja – powtórzyła Maciejowa(+,) biorąc się pod boki.

Gdyby przez chwilę się nad tym zastanowiła(+,) być może zdziwiłby ją fakt

to Jędrzej ją przygarną

Brzydka literówka.

 

bo co miała własnych myśli we łbie(+,) to już jej wszystkie wytłukł

Jędrzej wyparł się, że to jego(+,) i chciał pogonić z chałupy.

– I tak z tej litości dla Zośki, to Jędrzejowi szaleju, żeście zdali?

Niepotrzebne przecinki.

 

Nie wiem też(+,) skąd go miała.

– A ślubnemu waszemu to nic nie zadaliście(+,) co by się szybciej na ten, eee… znaczy(+,) tamten świat przeniósł.

Dodatkowo “co by” w tym przypadku łącznie.

 

ze aż się biedny cofną(+,) otulając ramiona skrzydłami.

Dwie literówki.

 

A co zjadł(+,) to wracało z krwią.

że błagał mnie(+,) bym mu pomogła.

żeby ci miękcej było(+,) jak będziesz z gór patrzył?

Bóg mnie wam zesłał(+,) Maciejowo.

a ja z wola Pana dyskutować nie zamierzam.

Literówka.

 

– Ot, służbista..

Znowu nie wyszedł wielokropek.

 

Ano, kiedy tak(+,) to chodźmy

ironiczny podpis

Dzięki

Sympatyczna opowiastka, chociaż niewiele z niej wynika. Ot, Maciejowa przedstawiła swój punkt widzenia na przykazania i problemy życiowe. Rozmowa z szefem anioła mogłaby być ciekawsza. ;-)

O wykonaniu już pisali Reg i Issander. Trudno się z nimi nie zgodzić.

Babska logika rządzi!

A mogę prosić o polecane opowiadania, z którego twoim zdaniem coś wynika?

Hej! Przepraszam, że tak późno, ale jakoś spadła mi ostatnio szybkość reakcji :( Może się przyda na drugi raz. On with it: na początek uwaga techniczna – nie potrzebujesz czterech pustych linijek na początku. Chyba, że one mają coś oznaczać?

jedynym co mogło ją skłonić do uchylenia powiek był płacz

Jedynym, co może i jest płacz – w polszczyźnie zdanie podrzędne dostosowuje czas tylko do znaczenia, nie "cofa" się jak w łacinie i angielskim. To "uchylenie powiek" trochę dziwne.

 zdarzało jej się przycupnąć wieczorem przed chałupą, żeby popatrzeć na księżyc

A co to ma do jakości snu? Rozumiem, że śni jej się, że wstała i wyszła obserwować niebo, ale przeskok jest nagły.

 przyszło by

Łącznie – to forma trybu oznajmującego.

nieważne jak pachnącej maciejką

Ta konstrukcja wygląda na anglicyzm.

 srebrzącej źdźbła trawy niczym obite blachą iglice

Ładne, ale trochę przesadne.

 otóż należy to podkreślić raz jeszcze

To zdanie zajmuje pięć linijek z hakiem. To nic złego, widzę, że chciałaś taki wartki strumień świadomości, ale wolę zaznaczyć, bo takie coś nie zawsze gra.

nie zerwałaby się w środku nocy, żeby usłyszeć

Stąd wynika, że specjalnie to zaplanowała.

 wstrzymała oddech, kiedy kolejne szlochy wprawiały

Wstrzymała raz – to czynność ciągła, więc raczej wstrzymywała.

 wprawiały w drżenie białe pióra jego skrzydeł

No, nie wiem. Trochę to jak z pudełka czekoladek.

 wychyliła sie

Literówka.

 szepnęła, nie wiedzieć czemu

Hmm. Są jeszcze sąsiedzi? Inne powody do szeptu?

 nie martwić moja

Nie martwić, moja.

 oznajmił anioł zgryźliwie odejmując dłonie od twarzy mokrej od łez

Tu muszą być przecinki, bo na pewno nie odejmował dłoni zgryźliwie: oznajmił anioł zgryźliwie, odejmując dłonie od twarzy mokrej od łez. I to podwojone "od" trochę nie gra.

 Na chwilę oniemiała

Twarz?

 złocista poświata wokół jego głowy, osobliwe jaśniejsza była wokół oczu i ust

Czyli zachwycające jest to, że poświata jest miejscami jaśniejsza? Przecinek bym wycięła. "Osobliwie".

 Oj biedna wy Maciejowa, biedna

Przecinki: Oj, biedna wy, Maciejowa, biedna. Przed zwrotem do kogoś zwykle daje się przecinek.

 obłudnie westchnął anioł,

Czemu obłudnie?

 Bo to, wiecie słyszałem

Wtrącenie: bo to, wiecie, słyszałem.

 dal

Literówka.

 Anioła jakby cokolwiek zatchnęło.

Pierwszy raz widzę "zatchnąć" użyte w ten sposób, ale PWN jest po Twojej stronie. Człowiek uczy się całe życie.

 Maciejowa biorąc

Maciejowa, biorąc.

 zastanowiła być może

Zastanowiła, być może.

 że nagle, (…), stała na środku

Stoi (p. wyż.). "Fakt" nie bardzo pasuje do stylizacji, jaką tu konsekwentnie stosujesz.

 szaleju, żeście

Tu bez przecinka.

 cofną

Cofnął.

jak gdyby spychając szloch w głąb ciała

No, nie wiem, czy to dobre określenie.

 

Całkiem ładne, choć w warstwie filozoficznej ograne i nie bardzo widzę, co ma ten księżyc do życia Maciejowej. To znaczy coś mi tam błyska (całe życie była praktyczna aż do bólu, a teraz ma okazję nie być), ale niewyraźnie. To bym rozwinęła.

Mało na temat – nawet, jeśli chodzi o sen wieczny, nie bardzo to pokazałaś.

 Fajnie przeciwstawiłaś dwie odmienna postawy życiowe, które w naszym smutnym kraju od dawna ze sobą kolidują i chyba jeszcze długo będą, tak więc opko aktualne, mimo stylizacji.

Czegoś tu nie rozumiem, drogi Issandrze – kto tu jest kontrastem dla Maciejowej? Czy masz na myśli przeciwstawienie jej dość utylitarystycznej postawy życiowej etyce, którą reprezentuje anioł?

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Ok, dzięki

Bardzo ciekawe opowiadanie i raczej nie zgodzę się, że nic z niego nie wynika. W końcu Maciejowa, mimo moralnie wątpliwych decyzji, zostaje w końcu zaprowadzona przed oblicze Boga, co samo w sobie można uznać za morał. Poza kilkoma literówkami, które zostały już wcześniej wytknięte, opowiadanie jest naprawdę przyjemne w czytaniu. 

A mogę prosić o polecane opowiadania, z którego twoim zdaniem coś wynika?

Hmmm. Prawie każde dobre. Może źle wyjaśniłam, o co chodziło. To może być morał, to mogą być jakieś niebanalne zależności przyczynowo-skutkowe. A co się w tym tekście wydarzyło? Maciejowa już i tak nie żyła. Tylko wytłumaczyła aniołowi, dlaczego zrobiła kilka rzeczy, które jemu się nie podobały. Pogadali sobie, ale – jak to bywa – od ich gadania świat się nie zmienił. Być może poszło o tym, że od początku się z kobietą zgadzałam, więc nie powiedziała mi nic nowego.

Werwazo, nie przekonuje mnie, zaprowadzenie przed oblicze Boga w roli morału. To może być sąd albo inny dywanik, więc żadna atrakcja i nagroda.

Babska logika rządzi!

Oki, i o takie doprecyzowanie mi chodziło. Może innym razem.

Acz nie robię sobie wielkich nadziei

Nie no, dlaczego? Było sympatycznie. Jeszcze dodaj fabułę, a wyjdzie całkiem nieźle. :-)

Babska logika rządzi!

Zgadzam się z przedpiścami, że jest tu kawałeczek pomysłu, Maciejowa równa kobita, całkowicie się z nią solidaryzuję, ale zarówno brak fabuły, jak i elementy wykonania – zwłaszcza wołające o pomstę do nieba interpunkcja i zapis dialogów – psują odbiór.

 

Fabuła mogła by być choćby przez retrospekcje (o Zośce zwłaszcza), a nie relację. Np. Maciejowa odpowiada aniołowi, a tekst w pół jej zdania przechodzi w narracyjne wspomnienie. Wtedy jest więcej miejsca na zarówno szczegóły, jak i refleksję, a czytelnik nie dostaje suchej relacji.

 

Zakończenie nie wybrzmiewa, dla mnie było takie przyspieszone: limit słów się kończy, więc szybko podsumujmy rozmowę i ziuuu na sąd. Jasne, limit był zabójczy, ale na takich limitach dobrze ćwiczy się warsztat.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Lubię teksty, które wiernie oddają jakiś folklor/świat i w których autor wrzuca mnie w środek i każe samej odnaleźć suchy ląd.

Tak więc przypadło mi do gustu. Piszesz dobrze, aczkolwiek jak wspomniano wyżej tekst trochę cierpi z powodu pewnych niedostatków formalnych (zapis dialogów i momentami za długie zdania – a ja naprawdę jestem wielbicielką długich zdań).

Przykładowo pierwszy akapit wypełniony powtórzeniami jest bardzo w moim stylu i podoba mi się, ale wydaje mi się, że bardzo by zyskał, gdyby odrobinę go skrócić i postawić w pewnym momencie kropkę, bo gubi się sens zdania.

Prezentuję o co mi chodzi:

 

A już nigdy, ale to przenigdy, nie przyszło by jej do głowy, żeby zrywać się w środku nocy, nieważne jak pachnącej maciejką, nieważne jak soczyście szumiącej drzewami w sadzie, jak zręcznie srebrzącej źdźbła trawy niczym obite blachą iglice kościołów, jak drapującej koronki świerków na tle nocnego nieba, otóż nNależy to podkreślić raz jeszcze, bo w końcu mówimy o statecznej gospodyni, ta kobieta nigdy nie zerwałaby się w środku nocy, żeby usłyszeć płacz anioła.

 

Oczywiście jest to tylko sugestia, ale akapit jest bardzo dobry i szkoda byłoby go nie dopieścić.

 

Co do dialogów, przykładowo:

 

 – Ej – szepnęła, nie wiedzieć czemu, bo już od ładnych paru lat była w chałupie sama, tak dniem jak i nocą, – ej no, tylko mi tu jakich spazmów nie dostań.

 

Po “nocą” powinna być albo kropka i kolejne “ej” z wielkiej litery albo nic. Wtedy drugie “ej” zostaje małe.

Trochę przypomina mi to prozę Piotra Patykiewicza, który też lubi zestawiać “prostych” ludzi z czymś od nich “większym”. Dobrze poprowadzone dialogi, stylizacja.

Widzę, że w tym tekście coś się kryje, popracuj nad formą i będzie dobrze :)

W tym kawałku z “ej” raczej tylko interpunkcyjna opcja pierwsza, bo didaskalium ma dość mocno zakończone zdanie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A co na to księżyc? :)

Dla mnie opowiadanie bardzo dobre, przez swoją czystą formę. Nieprzekombinowane. Budzi różne emocje równocześnie. Rozmowa zabawna i smutna. Zajmujące. 

Dobre dialogi i skontrastowane postaci. Gratuluję fajnego szorta.

 

Jeśli chodzi o pierwszy akapit – to “iglice kościołów” wprowadzają do tekstu i łączą się z jego treścią. Powtórzeniem w większym stopniu  – moim zdaniem – są “koronki świerków”. 

Asylun dzięki za dobre słowo.

Ciekawy pomysł, włącznie z księżycem. Nadal jednak nie rozumiem czemu anioł płacze. Ja akurat nie polubiłam głównej bohaterki, ale na plus, że wzbudza emocje (można się z nią zgadzać, albo nie) a całokształt opowieści fajny smiley

Ładna scenka, podoba mi się stylizacja rozmowy, jak i zawarta w niej treść. Ogółem – na plus ten koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jeżeli bohaterce, śniło się, że się obudziła, to znaczy, że anioł przyszedł do niej we śnie?

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Rzecz czyta się naprawdę “folklorowo”, logika jest tu rozmyta jak, nomen omen, we śnie (ach, to całowanie księżyca!). Dobry foreshadowing faktu, że bohaterka nie żyje (“co by się szybciej na ten, eee… znaczy, tamten świat przeniósł”).

Na minus jedynie fakt, że – tak jak zaznaczyła Finkla – opowiadanie składa się tylko z dialogu i nie ma tu żadnej zmiany, żadnych działań ani decyzji. Jest dialogowa ekspozycja, a na koniec wprawdzie mamy fajny twist, ale trudno go nazwać “zwrotem akcji”, bo akcja była już “zwrócona” przed początkiem opowiadania (w sensie, że Maciejowa umarła wcześniej).

Mimo to daję KLIK, bo urzekła mnie stylizacja na legendę tudzież inną ludową opowiastkę.

Nowa Fantastyka