- Opowiadanie: El Lobo Muymalo - Droga

Droga

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

 

Tekst pisany – niestety – ostatkiem sił i czasu. Mam nadzieję, że udało mi się stworzyć coś zjadliwego. Zapraszam!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Droga

Jak to czasem bywa o północy, droga krajowa numer 9 była pusta.

Krzysztof prowadził już od czterech godzin i zaczynał robić się senny. Złapał się na tym, że coraz częściej ziewa i przeciera oczy, piekące od ciągłego wpatrywania się w oświetloną reflektorami czarną szosę.

Nie zdawał sobie sprawy, kiedy zasnął.

Obudziło go przeraźliwie ostre światło. W uszy wdarł się rozpaczliwy dźwięk klaksonu. Przed swoim samochodem zobaczył pędzącą z naprzeciwka skodę octavię.

W pierwszym ułamku sekundy nie wiedział, co się dzieje, w następnym już ciągnął kierownicę z całej siły w prawo.

Opony zapiszczały, auto straciło przyczepność i wylądowało w przydrożnym rowie.

W tym momencie Krzysztofowi pociemniało w oczach.

Kiedy się ocknął, siedział w unieruchomionej skodzie, cały czas ściskając kierownicę i bezwiednie patrzył, jak wylana z papierowego kubka Orlenu kawa wsiąka w jego jeansy. Puścił kierownicę i spojrzał na dłonie. Trzęsły się, jakby dostał drgawek.

Auto leżało na prawym boku, więc drzwi kierowcy skierowane były niemalże pionowo w górę.

Krzysztof otworzył je z wysiłkiem i wygramolił się z samochodu.

Droga znów była całkowicie pusta. Po prawej ręce Krzyśka szosa po kilkuset metrach zakręcała i znikała w lesie. Po lewej biegła przez trawiaste pola aż do łuku, za którym również ginęła z pola widzenia. Nad asfaltem i przydrożnymi polami unosiły się opary mgły.

Drżącymi rękami, nie bez trudu, Krzysztof wyjął z kieszeni komórkę. Na szczęście miał cztery kreski zasięgu. Odblokował telefon i wszedł w listę kontaktów, jednak nigdy nie dane mu było wybrać żadnego numeru. Zamarł z kciukiem uniesionym nad dotykowym ekranem.

Bowiem na środku szosy, spowity obłokami gęstniejącej mgły stał… on sam.

Postać nie była tak wysoka jak Krzysztof, miała wielkość dziesięcioletniego dziecka, lecz o proporcjach ciała człowieka dorosłego.

Stała na środku ulicy i uśmiechała się.

Krzysztof cofnął się na ten widok i ze zdumienia otworzył szeroko usta.

Wtedy kątem oka dostrzegł ruch. Spojrzał nieco w prawo i zobaczył kolejną mniejszą wersję siebie. Po ułamku sekundy dostrzegł jeszcze trzy identyczne postacie, które nagle pojawiły się w mlecznej mgle.

Krzysztof rozejrzał się.

Postacie były wszędzie wokół niego: stały na krawędzi rowu, na wywróconej skodzie i po obu stronach szosy.

Krzysiek w panice usiłował znaleźć jakąś drogę ucieczki, ale z każdą chwilą dziwnych postaci przybywało.

Nagle mężczyzna poczuł na szyi ucisk zimnych, wilgotnych rąk.

Coś uwiesiło się na nim, zaczął się dusić. Szybko pociemniało mu przed oczami i osunął się na asfalt. W ostatnim przebłysku świadomości zobaczył, jak mniejsze wersje jego samego otaczają go, a na ich twarzach malują się szerokie uśmiechy.

 

*

 

Krzysztof obudził się i natychmiast poczuł nieopisaną ulgę. To był tylko sen (bardzo dziwny), po prostu zdrzemnął się na posterunku. Niewybaczalne uchybienie dla Żołnierza Nocy. Miał nadzieję, że nikt go nie przyuważył.

Sosnowy las szumiał kojąco, a w mroku Krzysztof dostrzegał swoich towarzyszy – ciemniejsze niż noc sylwetki kryjące się za drzewami.

Spojrzał na swoje dłonie. Były takie, jakie być powinny – trójpalczaste, w kolorze dojrzałych winogron. Nie jakieś ludzkie blade, obrzydliwe łapy z pięcioma palcami.

Zerwał się chłodny wiatr, zaszeleścił w koronach sosen. Wódz dał sygnał wszystkim, że czas rozpocząć atak.

Krzysztof poczuł, jak rozpiera go ekscytacja zbliżającą się walką i przelewem krwi. Tylko jedna myśl nie dawała mu spokoju, coś w otaczającej go rzeczywistości nie grało, ale nie mógł zrozumieć co. Doświadczał czegoś, o czym ludzie (tfu, tfu, niech będą przeklęci zwyrodniali ludzie, niechaj spadną na nich wszystkie plagi Laoxa) mówią, że mają to na końcu języka.

Krzysztof nie miał jednak czasu na roztrząsanie bzdur. Wziął na ramię pęk lekkich oszczepów i za resztą oddziału pobiegł bezszelestnie przez las.

Już po chwili Żołnierze Nocy zatrzymali się na krawędzi wąwozu. W dole turkotały rozświetlone pochodniami wozy ludzi wyładowane złotem, kosztownościami i wszelakim dobrem. Osłaniali je konni wojownicy w srebrzystych kolczugach.

Krzysztof ścisnął oszczep w dłoni. Ledwie już powstrzymywał się, by z ekscytacji samemu nie rozpocząć boju. Chwila oczekiwania na walkę dłużyła mu się niemiłosiernie.

W końcu nadszedł upragniony sygnał:

– Haexare!!! – wrzasnął wódz Żołnierzy Nocy i kilkadziesiąt oszczepów, ciśniętych jednocześnie przez prężnych wojowników, poszybowało w kierunku kolumny wozów.

Wielu ludzkich zbrojnych, trafionych ciężkimi grotami, runęło z koni od razu. Inni krzyczeli i w panice usiłowali zorientować się, z której strony spadły na nich pociski.

Krzysztof przymierzał się już do kolejnego rzutu, gdy nagle w świetle zatkniętej na wozie pochodni zobaczył kusznika w skórzanym kapturze. Strzelec ten celował prosto w niego!

Krzysiek wiedział, że nie zdąży uchylić się przed bełtem, ani nawet paść na ziemię. Zacisnął powieki i czekał na swój bolesny los.

W tej ostatniej chwili życia pojął to, co nie dawało mu spokoju, element nieprzystający do rzeczywistości – zrozumiał, że imię Krzysztof nijak nie pasuje do Żołnierza Nocy!

A potem trafił go bełt.

 

*

 

Obudził się z krzykiem.

Ulgę, że to był tylko sen, czuł przez sekundę. Dlatego, że po sekundzie kierowana przez niego ciężarówka staranowała osobową skodę octavię, zabijając kierowcę na miejscu.

Koniec

Komentarze

Czy Janusze śnią o trójpalczastych kurłach?

Ogólnie rzecz biorąc, nabrałem pewnych wątpliwości, czy akurat sen o byciu mrocznym żołnierzem nocy pasuje do Krzycha-Tirowca, który sunie nocą na Ukrainę po DK9. Tekst jest sprawnie napisany, ale przyznam, że nie czuję tego zestawienia :) 

Wydaje mi się również, że tak realnie rzecz biorąc brakuje elementu fantastycznego. 

 

Dlatego, że po sekundzie kierowana – chyba lepiej będzie brzmiało bez tego “dlatego, że”

I po co to było?

Zmęczony kierowca, zaśnięcie, zderzenie – wszystko to rozumiem, ale jakoś nie pasuje mi do tego sen, w którym Krzysztof staje się nader osobliwym Żołnierzem Nocy, a nawet mam wrażenie, żołnierzem nie z tej ziemi.

 

Przed swoim sa­mo­cho­dem zo­ba­czył pę­dzą­cą z na­prze­ciw­ka skodę octa­vię. –> Czy w nocy, kiedy jadący z przeciwka samochód ma włączone światła, można rozpoznać jego markę?

 

kawa wsią­ka w jego je­an­sy. –> …kawa wsią­ka w jego dżin­sy.

 

więc drzwi kie­row­cy skie­ro­wa­ne były… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Po lewej bie­gła przez tra­wia­ste pola aż do łuku, za któ­rym rów­nież gi­nę­ła z pola wi­dze­nia. Nad as­fal­tem i przy­droż­ny­mi po­la­mi uno­si­ły się opary mgły. –> Powtórzenia. Masło maślane; mgła to opar.

 

Bo­wiem na środ­ku ulicy… –> Skoro rzecz dzieje się między polami i lasami, i jest jeszcze przydrożny rów, to chyba nie ma tam ulicy.

 

Stała na środ­ku ulicy i uśmie­cha­ła się. –> Jak wyżej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za komentarze!

Cóż, kierowca ciężarówki też może lubić fantasy i potem mieć takie sny. :)

Cieszę się, że częściowo na plus.

Reg – dzięki za łapankę!

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Mimo, że dość sprawnie napisane (choć sam opis wypadku nie powala) to szort jakoś mnie nie przekonał. I zgadzam się z syfem, że element fantastyczny szyty jest bardzo grubą nitką.

Strasznie lubisz entery, El Lobo. :)

Mnie akurat fragment z Żołnierzem Nocy się podobał, chociaż cały czas myślałam, że Krzysztof to jednak dziwne imię dla kogoś takiego. ;) Cieszę się, że nie byłam tu osamotniona. Ta część wydaje mi się zresztą lepiej napisana od pierwszej. Owszem, zestawienie dziwne i nie jestem do końca pewna, czy sensowne, ale że fragment z Żołnierzem Nocy mi się podobał, to trudno mi marudzić, że jest trochę bez sensu. ;)

Belhaj – dobrze, że choć napisane nie najgorzej. No trudno, dzięki za odwiedziny.

Ocha – owszem, lubię ;)

cieszę się, że się podobało (przynajmniej część :) i że trudno Ci marudzić. ;) A to ciekawe, co piszesz, bo ja miałem wrażenie odwrotne, że ta pierwsza część wyszła mi lepiej. 

Czy sensowne zestawienie – teraz to już sam nie wiem. ;)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Uwagi do tekstu:

To był tylko sen (bardzo dziwny), po prostu zdrzemnął się na posterunku.

Nie trzeba pisać oczywistości w nawiasach. Czytelnik z kontekstu wie, jaki był sen.

 

Nie jakieś ludzkie blade, obrzydliwe łapy z pięcioma palcami.

To zdanie lepiej brzmiałoby tak: “Nie blade, obrzydliwe, ludzkie łapy z pięcioma palcami.”

Wywalasz słowo śmieć “jakieś”, a znaczenie zostaje to samo.

 

Krzysztof ścisnął oszczep w dłoni. Ledwie już się powstrzymywał się, by z ekscytacji samemu nie rozpocząć boju. Chwila oczekiwania na walkę dłużyła mu się niemiłosiernie.

Często używasz niepotrzebnych słów. W języku potocznym tak właśnie się mówi, ale w pisanym masz okazję przeanalizować, które z nich cokolwiek wnoszą.

Staraj się nie zostawiać “się” na końcu zdania.

 

Strzelec ten celował prosto w niego!

zrozumiał, że imię Krzysztof nijak nie pasuje do Żołnierza Nocy!

:) Mnie też to nie dawało spokoju.

 

Dlatego, że po sekundzie kierowana przez niego ciężarówka staranowała osobową skodę octavię

 

Pozytywy:

Ładnie budujesz nastrój. Zarówno w przypadku kierowcy, jak i w przypadku nocnego wojownika, udało mi się zatopić w przedstawiony przez Ciebie świat.

 

Fabuła:

Najpierw Krzysztof jedzie ciężarówką i zjeżdża na pobocze, by uniknąć kolizji, co okazuje się snem.

Potem Krzysztof budzi się i ląduje w drugim śnie, jako Nocny Wojownik.

Potem Krzysztof budzi się raz jeszcze, tym razem za kierownicą tira, i powoduje kolizję.

 

Jeżeli dobrze rozumiem, to zasnął za kierownicą. Pierwszy sen był jeszcze na granicy realizmu, poniekąd proroczy, drugi już głębszy, abstrakcyjny… po czym nastała rzeczywistość. Ale czy na pewno? Może końcówka to trzeci sen? 

Szczerze mówiąc, nie wiem co mam o tym myśleć ;)

 

Negatywy:

Warsztat. Troszkę tutaj można poprawić. Większość uwag powyżej.

Przede wszystkim rzucił mi się w oczy nadmiar “śmieciowych” słów. Być może to efekt pisania na ostatnią chwilę. Szyk też gdzieniegdzie mógłby być lepiej przyswajalny.

 

Sam pomysł na opowiadanie nie najgorszy. Wyraźnie pisany pod konkurs. Trudno jednak w takim przypadku czytelnika zaskoczyć, bo skoro wiemy, że motywem przewodnim jest sen, to poniekąd oczekujemy, że będzie coś w rodzaju snu we śnie.

 

Powodzenia w konkursie.

Dziękuję, Chrościsko, za odwiedziny i cenne uwagi odnośnie warsztatu. Pamiętam, że Twój tekst czytało się bardzo dobrze, więc tym bardziej chętnie skorzystam. :)

Jestem też mile zaskoczony, że znalazłeś aż tak ważne (dla mnie) pozytywy.

 

Co do fabuły (UWAGA SPOILER)

Wersja oficjalna (czyt: moja) jest taka, że Krzysztof od początku był kierowcą tira, który zasnął za kierownicą. Zarówno to, że znalazł się w skodzie (osobówce) i wylądował w rowie, jak i przygoda nocnego wojownika były, jak zauważyłeś, kolejnymi snami. Innymi słowy: Krzysztof jechał tirem i zasnął → kolejne sny → Krzysztof obudził się sekundę przed kolizją.

A zaznaczam, że to wersja oficjalna, bo wszelkie inne interpretacje są mile widziane. ;)

 

Dzięki i również życzę powodzenia!

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jaka incepcja :O. Bardzo to zaplątałeś, ale podobało mi się!

Szczerze mówiąc ja tu widzę rozdzielenie na dwie osoby :D.

Krzysztof jechał – zasnął – Obudziło go przeraźliwie ostre światło (z tego co zrozumiałam, miał zderzenie ze skodą i sam jechał skodą). Zderzenie tu było realne (bo się przebudził), więc nie mógł być kierowcą tira :D.

Imiennik Krzysztofa, kierowca tira, jadący tą samą drogą miał sen o tym, że był Żołnierzem Nocy, z którego się wybudził i miał zderzenie ze skodą.

 

Swoją drogą, sporo skod na tej drodze :D.

Dobrze się czytało, pozdrawiam :3

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

No dobra, a gdzie tu jest fantastyka?

Auto leżało na prawym boku, więc drzwi kierowcy skierowane były niemalże pionowo w górę.

Krzysztof otworzył je z wysiłkiem i wygramolił się z samochodu.

Hmm. Może coś się ostatnio pozmieniało, ale jeśli samochód leży na boku, to zamknięte drzwi są z grubsza poziomo. Dopiero otwarcie je pionizuje.

Babska logika rządzi!

Sy

Bardzo to zaplątałeś, ale podobało mi się!

Bardzo mi miło. :)

Mój zamysł był nieco inny (patrz: komentarz wyżej), ale dozwolone są różne interpretacje i cieszy mnie, że znalazłaś swoją. :)

 

Finkla

oj tam, oj tam. ;) Wydawało mi się, że jeśli konkurs zakłada tematykę snów, to istnienie elementów fantastycznych tylko w nich jest uzasadnione. Ale może się pomyliłem. :)

 

Może coś się ostatnio pozmieniało

No co Ty, nie czytałaś ostatnich aktualizacji praw fizyki? xD

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

No, nie czytałam. Mój egzemplarz jest tak przenicowany, że literki znalazły się w środku kartek. ;-)

Babska logika rządzi!

Czemu zjadliwego? Aha, już rozumiem – do smakowania. :)

Taki limit słów, a zrobiłeś kilka porządnych zmian akcji. Sen wykluwający się ze snu jak babuszki. I też trochę tak jak zobaczyć przed śmiercią swoje życie przewijające się w nanosekundzie. 

Jestem ciekawa, czy te kopie bohatera, mają zapowiadać sny w snach?

Sprawnie napisany tekst. Wiem, że musiało się tak skończyć skoro tysiąc słów, lecz fabularnie najbardziej mnie zaciekawili Żołnierze Nocy. 

Asylum – cieszę się bardzo, że tyle rzeczy odebrałaś pozytywnie. :)

 

Czemu zjadliwego? Aha, już rozumiem – do smakowania. :)

Otóż to. ;)

 

Jestem ciekawa, czy te kopie bohatera, mają zapowiadać sny w snach?

Być może, być może. :) Dzięki za fajną interpretację, bardzo mnie cieszy, gdy ktoś zastanawia się nad moim tekstem.

 

fabularnie najbardziej mnie zaciekawili Żołnierze Nocy.

Hmm, może to uniwersum powinno być podstawą tekstu?

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Czuję się strollowana!

Po wypadku samochodowym, kiedy pojawiły się te mniejsze postacie, myślałam, że następna scena pokaże kolejną odsłonę horroru a tu trójpalczaste winogrona!

Wielki przeskok, ale, skoro to sen, to czemu nie?

 

Jak często śni się o byciu nie-człowiekiem?

I would prefer not to.

Hmmm. Pewnie zależy, jak zdefiniujesz nie-człowieka. Ludzie nie mają skrzydeł, a sny, w których się lata, są chyba dość rozpowszechnione. :-)

Babska logika rządzi!

ja tam śniłam o lataniu, nie o machaniu skrzydłami ;) No i człowiek właściwy, między skrzydłami ;) we śnie pozostaje dalej ludzki, nie? Tu ten przeskok w wyglądzie jest większy.

I would prefer not to.

To pewnie ten zaginiony element fantastyczny. ;-)

Babska logika rządzi!

Wielki przeskok, ale, skoro to sen, to czemu nie?

Tego się trzymajmy.

 

Jak często śni się o byciu nie-człowiekiem?

To zależy, bo jeśli na jawie jest się nie-człowiekiem, to pewnie często. :)

 

To pewnie ten zaginiony element fantastyczny. ;-)

O, to to. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Osobliwa treść, którą ciężko odnieść do czegokolwiek. Ot, facet przed wypadkiem miał sen, który sam w sobie jest interesujący. Jednak jako całość nie ruszyło – fragmenty fabularne były zbyt rozstrzelone od siebie (tu samochód, tam – jeźdźcy i walka). Ten koncert fajerwerków nie ruszył mnie. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za odwiedziny, NoWhereMan. Szkoda, że Cię nie ruszyło. :) Natomiast dzięki Waszym komentarzom wiem już, co poszło nie tak. 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nowa Fantastyka