- Opowiadanie: chroscisko - Siódme urodziny

Siódme urodziny

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

 

Tekst napisany w ostatniej  chwili, tuż przed deadline’em konkursu. Nie dane mu było zaznać bety.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Siódme urodziny

– Dziadku, czym jest dusza? – Bosa dziewczynka przybiegła i usiadła obok sędziwego starca. Chwilę później na spieczonej słońcem trawie usadowiła się jej siostra.

– A czym jest ciało, Helenko? – odpowiedział siwobrody.

– Ciało to część nas, którą widać i którą można dotknąć.

– Czy na pewno możesz dotknąć to, co widzisz?

Dziadek zawsze w ten sposób rozpoczynał wieczorne gawędy. Dziewczynki, Helenka i Zuza, co rusz obiecywały sobie, że tym razem nie dadzą się zaskoczyć, a mimo to dziadunio za każdym razem wywracał ich świat do góry nogami.

– Popatrz, dziadku – wtrąciła się Zuza. – Widzę moją rękę i mogę ją dotknąć.

– To tylko złudzenie, moje maleństwo. Spektakl dla świadomości, by łatwiej było jej przetrwać, gdy ciało leży bez zmysłów.

Dziewczynki popatrzyły na siebie zdziwione.

– Ale przecież żyjemy tak od lat. Widzimy się codziennie wszyscy razem. Śpimy codziennie.

Z oddali dobiegły radosne krzyki dzieci z sąsiedztwa oraz udawane pohukiwania mężczyzny, któremu zapewne zrobiły psikusa.

– To tylko miraż. Sen we śnie – rzekł starzec.

– Dziadku, tylko tak mówisz, by nas zaciekawić. – Helenka przybrała minę wszechwiedzącej ośmiolatki.

– Czyżby? – Spod siwych wąsów wyłonił się szelmowski uśmiech. – Ile masz lat, dziecinko?

– Osiem.

– No właśnie. Wciąż osiem. Bez względu na to ile czasu upłynie, ile urodzin będziesz tu świętować, zawsze będziesz mieć i wyglądać na osiem lat. Dusza się nie starzeje.

Dziewczynki zamilkły. Bliźniaczki próbowały przypomnieć sobie siódme urodziny. Bezskutecznie. Wszechwiedząca mina Helenki najpierw zmieniła się w grymas zagubienia, a później nadciągnęła fala urzeczenia. Spoglądała na staruszka, jakby nie był dziadkiem a iluzjonistą pokazującym kolejną ze swoich sztuczek.

– A jednak nasz tata zniknął – rzekła Zuza.

Helence się zdało, że misternie budowany przez dziadka domek z kart runął.

– Nawet z długiego snu każdy kiedyś się budzi.

– To dlaczego mama tak bardzo płakała? Jakby naprawdę umarł.

– Bo samotność zawsze boli, nawet we śnie.

Myśl o ojcu zawsze wywoływała w Zuzie żal, tęsknotę, smutek oraz wiele innych emocji, których nie potrafiła nazwać.

– Czy kiedyś go jeszcze zobaczymy? Tam w niebie?

– Niebo jest tutaj. – Staruszek się uśmiechnął. – Wy zaś spotkacie go gdzie indziej.

– Na Ziemi?

– Nie, już nie na Ziemi. Na TRAPPIST-1-E, o ile uda się bezpiecznie wylądować.

– Opowiedz więcej. Prosimy.

– TRAPPIST-1-E to będzie wasz nowy dom. Dom dla waszych ciał, gdy już opuścicie bezpieczne kapsuły. To jednak odległa przyszłość. Na razie śpijcie, duszyczki moje.

– Skąd ty to wszystko wiesz, dziadku? – Helenka odgoniła od twarzy zagubionego, bzyczącego trzmiela.

– Bo jestem stary. Znoszę hibernację inaczej niż wy. Mój sędziwy umysł nie pozwala się łatwo omamić. Właśnie dlatego jestem tu z wami. Jedyny starzec pośród pięknych, młodych i zdrowych.

– Czyli kiedyś tam, w nowym domu, znowu się wszyscy spotkamy?

– Tak, spotkacie się. Ponownie będziecie żyć w pełni.

– A ty?

– Moje ciało nie przetrwa wybudzenia. Nasz sen to kres mojej podróży. Jestem tu tylko po to, by opowiadać bajędy. Czuwać nad wami. Trzymać moje duszyczki w zdrowiu.

– A tata? Czy to znaczy, że tata już wylądował? – Zuza patrzyła na dziadka oczami wielkimi i pełnymi nadziei.

– Gdyby wylądował, obudzilibyście się wszyscy. Widocznie był potrzebny na statku, świadomy, jeszcze w trakcie podróży. Jest już z powrotem w swoim ciele. Pewnie codziennie patrzy jak śpicie i uśmiecha się do was.

– To znaczy, że gdy odzyskamy tatę, to stracimy dziadka? – Tym razem Helenka wykazała się błyskotliwością.

– Odzyskacie tatę i dziadka w jednym. – Staruszek uśmiechnął się tajemniczo.

Dziewczynki nie ciągnęły go za język, a za wszelką cenę próbowały same odgadnąć, co miał na myśli.

– Na statku nie jest możliwa ponowna hibernacja. A poza kapsułą ciało się starzeje. My zaś jesteśmy dopiero w połowie drogi.

W oddali pośród kołysanych lekkim wiatrem źdźbeł traw spacerowała Monika, mama bliźniaczek. Również przysłuchiwała się opowieści starca. Choć minęło już sporo czasu, wspomnienie męża nadal budziło w niej intensywne przeżycia. Kiedy teść opowiadał dziewczynkom te wszystkie niestworzone rzeczy, część jej serca była mu za to wdzięczna. Potrafił odwrócić ich uwagę od smutnych wydarzeń i zasiać w nich iskierkę nadziei. Jednak gdzieś w głębi świadomości buntowała się przeciw temu. Po co jątrzyć świeże rany? Przecież one w końcu dorosną i zrozumieją, że to nieprawda. Co wtedy? Największy żal miała jednak z innego powodu. Kiedy Mariusz, ojciec bliźniaczek, zniknął, dziadek nie uronił ani jednej łzy. To ją mierziło najbardziej. Wcale się nie przejął. Stracił syna, a spłynęło to po nim jak po kaczce. Cóż to za ojciec?

Jeszcze tego samego dnia, gdy dziewczynki już poszły spać, dopadła go, gdy przechadzał się po sadzie. Kwitły jabłonie, a ostatnie, objuczone żółtym pyłkiem pszczoły opuszczały różowawe kwiaty i zmierzały do uli na spoczynek.

– Dlaczego im to opowiadasz? Dlaczego nie pozwolisz zapomnieć? Wiesz, że ciężko to znoszą.

Siwobrody przyjrzał się jednej z gałązek, zważył ją w dłoni, a gdy uznał, że nie utrzyma tak wielu owoców, oberwał kilka kwiatków. Czynił tak każdej wiosny.

– Nie tylko do nich to mówię, ale i do ciebie, moja droga. Twoja dusza jest dla mnie tak samo ważna.

– Nie jestem już dzieckiem. Wiem, co to śmierć. Poradzę sobie. Potrzebuję tylko czasu.

– Ty mi nadal nie wierzysz.

– W bajki o kosmicznych podróżach?

– Bajki?

– Nie mam już ośmiu lat.

– A ile?

– Trzydzieści dwa.

– Pamiętasz swoje trzydzieste pierwsze urodziny?

Monika nie pamiętała. Odkąd dorosła, przestało mieć to znaczenie. Jej uwagę zwróciło jednak coś, co nie dawało jej spokoju już wcześniej. Na tortach dla bliźniaczek zawsze paliło się po osiem świeczek. W jabłoniowym sadzie mijały pory roku. Dziadek każdej wiosny obrywał kwiaty i każdej jesieni przycinał gałązki, lecz świeczek nie przybywało.

Spojrzała na staruszka, po raz pierwszy skłonna uwierzyć w jego słowa.

– Jak daleko jest ta planeta?

– Czterdzieści lat świetlnych.

– A my jesteśmy dopiero w połowie drogi?

Przytaknął. Milczeli jeszcze długo. Monika trawiła w sobie każdy fragment opowieści. Usiłowała przypomnieć sobie młodość, lecz wszystko widziała jak za mgłą. Jakby w innym życiu, w innym świecie, majak z rozmazanymi szczegółami.

– I to ma mnie pocieszyć? – Po jej policzku spłynęła łza. – Kilkadziesiąt lat jałowego życia, by na koniec zobaczyć, jak on umiera po raz drugi? Wolałam już żal i tęsknotę. One były chociaż prawdziwe.

Koniec

Komentarze

Ech, Chroscisko, nijak nie mogę dojść do ładu z tym, co przeczytałam. Nic mi się nie chce złożyć do kupy i nie wiem, czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy to sen. A jeśli sen, to czyj? Czy wszyscy śnią to samo? I jeszcze kapsuły i perspektywa lądowania gdzieś, gdzie będzie nowy dom. No i dlaczego ani dziewczynki, ani ich mama nie pamiętają ostatnich urodzin? Nie wiem, co stało się z Mariuszem. Nic nie wiem. :(

 

– Czyż­by? – Zza si­wych wąsów wy­ło­nił się szel­mow­ski uśmiech. –> Nigdy nie miałam wąsów, ale wydaje mi się raczej: – Czyż­by? – Spod si­wych wąsów wy­ło­nił się szel­mow­ski uśmiech.

 

– Nie, już nie na Ziemi. Na TRAP­PIST–1–E… –> – Nie, już nie na Ziemi. Na TRAP­PIST-1-E

W tego typu połączeniach używamy dywizów, nie półpauz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ech, Reg, wygląda na to, że przesadziłem z niedomówieniami. Choć z uwagi na temat konkursu, jak i temat autyzmu przewijający się w tle, zależało mi by tekst był niejednoznaczy, by mógł być interpretowany wielorako, by ukazywał namiastkę tego, jak może postrzegać świat osoba zagłębiona w swoim wnętrzu i mająca trudności w rozróżnieniu snu od jawy.

 

Wracając do Twoich pytań:

 nie wiem, czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy to sen.

Takie wrażenie w czytelniku chciałem wzbudzić.

 

<SPOILER>

A jeśli sen, to czyj? Czy wszyscy śnią to samo? I jeszcze kapsuły i perspektywa lądowania gdzieś, gdzie będzie nowy dom.

Jeżeli przyjmiemy, że to, co mówi dziadek, jest prawdą, to wszyscy śniący są zahibernowani na statku kosmicznym zmierzającym skolonizować nową planetę. Ich ciała są letargu, a system podtrzymywania świadomości trzyma ich we wspólnym zbiorowym śnie. Podobnie jak w prawdziwym śnie, nie są świadomi swojej sytuacji. Ich umysły wprowadzono do wirtualnego “raju”, by przetrwały okres podróży i mogły powrócić do ciała po hibernacji.

Bohaterowie pamiętają swoje urodziny, ale tylko te ostatnie. Czas płynie w ich śnie tak jak w rzeczywistości, lata mijają, dziadek każdej wiosny obrywa kwiaty jabłoni, ale procesy starzenia ich ciał zostały wstrzymane, stąd też dziewczynki co roku obchodzą te same ósme urodziny. Nie pamiętają wcześniejszych, bo to było jeszcze na Ziemi, przed hibernacją.

Marcin natomiast został w trakcie podróży wybudzony, więc zniknął z ich snu. Śniącym wydawało się, że umarł, jedynie jego ojciec wiedział, że jest dokładnie odwrotnie.

 

<KONIEC SPOILERA>

 

Zastanawiam się, czy nie dodać do tekstu kilka pomocniczych informacji, ale poczekam jeszcze na opinie innych osób.

Odnośnie do Twojej łapanki, to poprawki naniosłem.

Dziękuję bardzo za wszystkie uwagi oraz komentarz pomimo tak mnogiego wysypu tekstów jednego dnia.

 

Zrozumiałam, że hibernacja, spodobało mi się to swoiste odwrócenie pojęć – to świadomość jest jakby naczyniem dla ciała, ona je “tworzy”, nawet jeśli ciało ma być tylko iluzją dla doraźnej potrzeby (ech, nie wiem, czy wyrażam się jasno). To, że ten, który według dziewczynek umarł, według naszego pojęcia jest najbardziej z nich wszystkich żywy.

Ale szczegóły mi umykają. Te wiecznie ósme urodziny, to, co tu tak naprawdę jest prawdą, a co tylko opowieścią dziadka.

Interesujący tekst, też jestem ciekawa, co inni napiszą.

Przez spory kawałek tekstu, od kiedy się okazało, o co chodzi z hibernacją, miałam mylne poczucie, że dziadek to tak naprawdę ojciec dziewczynek, bo minęło już tak wiele lat. 

Później doszłam do wniosku, że jest inaczej i jednocześnie – czego mi troszeczkę brakuje w tym tekście. Nie wiem, czy dobrze odczytuję intencje autora, ale mam wrażenie, że:

a) statek i hibernacja są prawdziwe, dziadek nie kłamie

b) dziewczynki mu wierzą

c) ich mama natomiast mylnie wierzy, że dziadek zmyśla, żeby pocieszać dzieci, jej mąż naprawdę nie żyje, a żadnej podróży nie ma. 

Jeżeli mam rację, to odrobina podkreślenia nieco mocniej tego ostatniego (że mama ma złudzenia) by tekst rozjaśniła. Jeżeli nie, to nadinterpretuję, co mi się często zdarza :D

Chroscisko, pięknie dziękuję za objaśnienie. Pomogło mi zrozumieć Twój zamiar i pojąć istotę opowiadania. Teraz inaczej widzę dziadka i prawdę starą ja świat – niezależnie od tego czy mamy do czynienia ze snem, czy z jawą, starzy ludzie wiedzą więcej, choć młodym trudno to zrozumieć. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ninedin,

Dziękuję za uwagi.

Nie wiem, czy dobrze odczytuję intencje autora, ale mam wrażenie, że:

a) statek i hibernacja są prawdziwe, dziadek nie kłamie

b) dziewczynki mu wierzą

c) ich mama natomiast mylnie wierzy, że dziadek zmyśla, żeby pocieszać dzieci, jej mąż naprawdę nie żyje, a żadnej podróży nie ma. 

Zamysł był dokładnie taki jak Twoje wrażenie.

 

Jeżeli mam rację, to odrobina podkreślenia nieco mocniej tego ostatniego (że mama ma złudzenia) by tekst rozjaśniła. Jeżeli nie, to nadinterpretuję, co mi się często zdarza :D

Tak też uczyniłem. Dopisałem rozwinięcie zakończenia, które powinno rozjaśnić nieco tekst, rozwiać wątpliwości zasygnalizowane przez Reg, a zarazem rzucić światło na dramat Moniki, który rozgrywa się w tle.

 

Ocho,

Ale szczegóły mi umykają. Te wiecznie ósme urodziny, to, co tu tak naprawdę jest prawdą, a co tylko opowieścią dziadka.

Rozwinąłem zakończenie, dzięki czemu te szczegóły powinny zaskoczyć. Także wyjaśniłem o co chodzi z urodzinami.

Myślę, że teraz tekst jest bardziej kompletny. Dobrnąłem przy tym do limitu znaków ;)

Dzięki za wizytę.

Podobało mi się :-)

Zacznę jednak od minusów ;-) Miałam wrażenie, że przynajmniej na początku, fabuła jest mocno pretekstowa – dziewczynki zadają pytania tylko i wyłącznie po to, żeby czytelnik się dowiedział, co i jak. Taki sposób prowadzenia dialogu utrudnia zanurzenie się w świecie przedstawionym. Cały czas miałam świadomość, że czytam czyjś tekst, w którym autor w taki a taki sposób chce mi przekazać pewne informacje ;-)

Za to bardzo przypadła mi do gustu treść; motyw ojca-dziadka i kontrast w odczuwaniu straty przez niego i przez Monikę. Dzięki temu dość już wyeksploatowany motyw hibernacji nabrał świeżości i jednocześnie głębi :-)

Ogólnie – treściowo bardzo fajnie, od strony formy mogłoby być lżej ;-)

Warsztatowo – tu i ówdzie brakuje przecinków, czasami miałam też wrażenie nadmiaru zaimków.

 

oraz udawane pohukiwania mężczyzny,

Brzmi jak pozostałość po sowach i skowronkach ;D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dogs,

Dziękuję za uwagi. Przeskanowałem jeszcze tekst pod kątem zaimków i rzeczywiście znalazło się kilka zbędnych. Przecinków brakujących nie znalazłem, może jeden, ale w tej kwestii ekspertem nie jestem.

 

Miałam wrażenie, że przynajmniej na początku, fabuła jest mocno pretekstowa – dziewczynki zadają pytania tylko i wyłącznie po to, żeby czytelnik się dowiedział, co i jak. Taki sposób prowadzenia dialogu utrudnia zanurzenie się w świecie przedstawionym. Cały czas miałam świadomość, że czytam czyjś tekst, w którym autor w taki a taki sposób chce mi przekazać pewne informacje ;-)

Będę miał to na uwadze. Trudno by mi było w tak krótkiej formie zmieścić więcej szczegółów przedstawionego świata… choć to pewnie marne wytłumaczenie ;)

 

Brzmi jak pozostałość po sowach i skowronkach ;D

Podobne skojarzenie przyszło mi to wczoraj do głowy, ale słownik upierał się, że to nic zdrożnego ;)

 

Dzięki za wizytę. Jeżeli dobrze pamiętam, to chyba pierwszy nienegatywny komentarz, jaki od Ciebie dostałem. Nie, żebym Ci cokolwiek wypominał, wręcz przeciwnie, cenię szczerość.

Opowiadanie jest od początku do końca eskpozycją – tłumaczeniem czytelnikowi (córkom i Monice) co widzą i co się wokół nich dzieje. Tylko że słuchanie o tym, co się dzieje, jest mało atrakcyjną formą lektury. Łamiesz jedną z najbardziej podstawowych zasad literatury – show, don’t tell.

Wyjaśniasz czytelnikowi w zasadzie dwa razy to samo (dziewczynki-statek-ósme urodziny; Monika-statek-trzydzieste drugie urodziny), a konkluzja obu wyjaśnień jest taka sama. Skoro Monika przysłuchiwała się rozmowie dziadka z dziewczynkami, dlaczego przez myśl jej nie przemknęło, że coś jest na rzeczy z tymi urodzinami? Przy tak malutkich limitach znaków trzeba dobrze przemyśleć, na co warto trwonić słowa.

Do tego ciekawski czytelnik zaraz zacznie poszukiwać kompletnego obrazka (po co marnować finanse na hibernowanie dziewczynek – chyba logiczniej byłoby hibernować dorosłych, którzy pomogą w rozwijaniu kolonii, a jeśli już hibernować dzieci to niespokrewnione ze sobą – dla przedłużenia rasy?) i koniec końców pozostaję po lekturze z niedosytem. Może to dobrze, będę miała mniejsze oczekiwania, jak zabiorę się wreszcie za twoje piórko ;)

Aha, żeby nie było, że tylko grymaszę, dramat Moniki ładnie oddany. Nie wyobrażam sobie jak to jest, żegnać ukochaną osobę dwa razy, a przede wszystkim żyć czterdzieści lat w niewiedzy, w zawieszeniu, czy jeszcze tego kogoś zobaczysz, czy nie, i co mu powiesz. Szkoda, że ten dramat wybrzmiewa dopiero w kilku ostatnich linijkach tekstu. Jakbyś miał większy limit, to chętnie posłuchałabym rozwinięcia tego wątku. Kij w oko wnuczkom ;)

 

lecz wszystko widziała, jak za mgłą

Przecinek do wywalenia

Na razie śpijcie duszyczki moje. –> + przecinek

My zaś, jesteśmy dopiero w połowie drogi. –> a tu bym wywaliła ;-)

 

Może było coś jeszcze, nie wiem.

 

Trudno by mi było w tak krótkiej formie zmieścić więcej szczegółów przedstawionego świata… choć to pewnie marne wytłumaczenie ;)

W sumie nie wiem, czy większa ilość szczegółów by pomogła. Mnie zabrakło trochę dynamiki w dialogach, naturalnego rytmu rozmowy. Często każesz bohaterom mówić rzeczy oczywiste i dodatkowo powtarzasz informacje – i te dwa zabiegi wymuszają spowolnienie akcji. Z jednej strony rozumiem, że wynika to z poruszanych treści (i tego, że rozmawia dorosły z dziećmi), z drugiej to, że stosujesz oba te zabiegi nie pozwala po prostu czytać, płynąć z tekstem. Wymuszasz na czytelniku pamiętanie o tym, że czyta ;-)

Przykład:

 

– A czym jest ciało, Helenko? – odpowiedział siwobrody.

– Ciało to część nas, którą widać i którą można dotknąć. – oczywista inform.

– Czy na pewno możesz dotknąć to, co widzisz?

(…)

– Popatrz, dziadku – wtrąciła się Zuza. – Widzę moją rękę i mogę ją dotknąć. To właśnie jest ciało. powtórzona inf.

 

Albo tu:

 

– A jednak nasz tata zniknął – rzekła Zuza. – Nie ma go już z nami. – powtórzona inf.

Helence się zdało, że misternie budowany przez dziadka domek z kart runął.

– Nawet z długiego snu każdy kiedyś się budzi.

– To dlaczego mama tak bardzo płakała? Jakby naprawdę umarł. Jakby nas zostawił. – powt. inf.

 

I w takich właśnie miejscach miałam wrażenie, że bohaterowie nie mówią do siebie nawzajem tylko do czytelnika.

 

Co do pohukiwania – jest poprawne ;-) To tylko takie moje skojarzenie.

 

Dzięki za wizytę. Jeżeli dobrze pamiętam, to chyba pierwszy nienegatywny komentarz, jaki od Ciebie dostałem. Nie, żebym Ci cokolwiek wypominał, wręcz przeciwnie, cenię szczerość.

Yyyy… nie śledzę tego, choć możesz mieć rację :P Ale to chyba dobrze, że ten jest nienegatywny :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Kam,

Odnośnie do pierwszych dwóch akapitów, to rozumiem Twoje zastrzeżenia.

Do tego ciekawski czytelnik zaraz zacznie poszukiwać kompletnego obrazka (po co marnować finanse na hibernowanie dziewczynek – chyba logiczniej byłoby hibernować dorosłych, którzy pomogą w rozwijaniu kolonii, a jeśli już hibernować dzieci to niespokrewnione ze sobą – dla przedłużenia rasy?)

Tutaj już pozwolę sobie na polemikę. Jeżeli zamierzamy kolonizować planetę, na którą leci się kilkadziesiąt lat, i wysyłamy jeden wielki statek, to musimy wziąć dzieci i to dużo dzieci. Dlaczego?

Dopiero po 40 latach od lądowania na Ziemi dowiedzą się, czy misja zakończyła się sukcesem. Nie wiadomo czy z Ziemi zostanie wysłany inny statek i kiedy, i czy w ogóle.

Jak weźmiesz ze sobą samych dorosłych, to z czasem powstanie luka pokoleniowa, co w przypadku populacji, która ma być samowystarczalna i samoreprodukowalna, to byłby poważnym problem.

Kwestia bliźniaczek i pokrewieństwa jest argumentem bardziej trafnym, ale przy odpowiednio dużej populacji, a taką zakładam, nie powinno być problemem. Wszak bliźniaczki to nie klony, ich materiał genetyczny nie jest identyczny. Przyznam Ci jednak rację, że istotnie pokrewieństwo w takim przypadku nie byłoby pożądane.

 

Może to dobrze, będę miała mniejsze oczekiwania, jak zabiorę się wreszcie za twoje piórko ;)

Cóż za niewinno-przebiegłe zdanie ;)

 

Dzięki za odwiedziny i merytoryczny komentarz. Zapamiętam Twoje sugestie.

Tymczasem powodzenia w słonecznej Hiszpanii :)

Dogs,

Dziękuję za uzupełnienie.

Te powtórzone informacje, które wytłuściłaś, to taka moja maniera. Jak dla bohatera ma coś być szczególnie istotne, to czasem tworze właśnie takie powtórzeniowe kwestie. Tak, by uzyskać efekt, że postać roztkliwia się nad sobą, wałkuje te same kwestie raz po raz.

Ciesze się, że zwróciłaś na to uwagę. Może czas zacząć z tym walczyć.

 

Przecinki poprawiam.

Ale to chyba dobrze, że ten jest nienegatywny :-)

:)

Teraz rozumiem lepiej, chroscisko. Kameralność historii sprawiła, że odniosłam wrażenie, że załoga statku nie jest zbyt liczna. Nie jestem pewna, czy mam drążyć dalej, bo zastanawia mnie, jaki cel w ogóle miała postać dziadka, na którego marnowane były zasoby przez tyle lat. Jeśli jego zadaniem było uświadamianie innym użytkownikom, że śnią, dlaczego od początku ich sny nie były zaprogramowane w taki sposób, by o tym wiedzieli? Dlaczego ustawiano to tak, by nie pamiętali ziemskiego życia i planów kolonizacji? Poza tym, jeśli sen dzieliło razem pięć osób, dlaczego inni zahibernowani nie mieli do niego dostępu? Czy w każdym śnie pojawiała się postać mędrca uświadamiającego innym ich sytuację? Bardzo to ciekawe i czytałabym chętnie, jeśli kiedyś rozwinąłbyś to w większą formę.

 

Cóż za niewinno-przebiegłe zdanie ;)

Ależ, chroscisko, ja – przebiegła? A skąd! Z pewnością twoje piórko dostarczy mi wyjątkowych doznań literackich i zwali z nóg ;)

 

Tymczasem powodzenia w słonecznej Hiszpanii :)

Dziękuję, dziękuję, przyda się, bo jestem pogrążona w chaosie ;D

 

Jak dla bohatera ma coś być szczególnie istotne, to czasem tworze właśnie takie powtórzeniowe kwestie. Tak, by uzyskać efekt, że postać roztkliwia się nad sobą, wałkuje te same kwestie raz po raz.

Bo to nie jest zła maniera w dłuższych tekstach, ale zgrzyta przy tak małym formacie. Nie odchodź od tego całkiem.

Kam,

Nie jestem pewna, czy mam drążyć dalej, bo zastanawia mnie, jaki cel w ogóle miała postać dziadka, na którego marnowane były zasoby przez tyle lat.

Z przyjemnością temat rozwinę.

Sen dzielą wszyscy zahibernowani. I nie jest ich tylko piątka. Czyż nie są w opowiadaniu wspomniane dzieci sąsiadów i pohukujący na nie mężczyzna? A to tylko niewielki wycinek całego “raju”. Jest tam cała społeczność, starzec zaś pełni funkcję “psychologa” (pasterza dusz), który ma czuwać nad śpiącymi i dbać o ich kondycję mentalną. Jak wszystko jest dobrze, to nie interweniuje. Kiedy zaś dostrzega, że Monika ma depresję na skutek nieprzewidzianych okoliczności, a dzieci również to dotyczy, wówczas działa. Uświadamia im ich sytuację w dobrej wierze, ale czy jest to dobra decyzja? Czy jałowe życie nie wpędzi Monikę, w jeszcze większe zmartwienia?

To nie jest tak, że śpiący są zaprogramowani, by nie pamiętać Ziemi. Zaprogramowany jest tylko ich “raj”, w którym przebywają. Natomiast to, co pamiętają, to już kwestie biologii, na które nikt nie ma wpływu. Dzieci, z racji młodego wieku, są najłatwiej podatne na “senną rzeczywistość”, więc nie pamiętają nic. Monika jest starsza, więc pamięta co nieco, ale przez mgłę, bez szczegółów. Tym, który pamięta najwięcej jest starzec, on jest jedynym ogniwem pomiędzy sennym światem a rzeczywistością.

Stąd też tylko on może pełnić taką funkcję.

 

Ależ, chroscisko, ja – przebiegła? A skąd!

Aż ujrzałem przed oczami Twe pogodne, niewinne oblicze ;)

Widzę teraz, że trochę mi się rozjechał odbiór z twoim zamysłem. 

(albo ktoś tu upchnął pomysł na 30k w opowiadanie 6k, ale nie będę już wytykać palcem ;))

Dziękuję za wyjaśnienia – czuję się znacznie bardziej zadowolona. Choć byłabym jeszcze szczęśliwsza, gdybym odpowiedzi na moje pytania znalazła w tekście ;) Ale ogólnie fajnie to wymyśliłeś z psychologiem dla ludzi w hibernacji. Podoba mi się. Szkoda, że nie dałeś mu rozwinąć skrzydeł :)

 

Aż ujrzałem przed oczami Twe pogodne, niewinne oblicze ;)

Mam nadzieję, że ostało ci się jakieś wspomnienie jeszcze sprzed tej mrocznej godziny, gdy KTOŚ postanowił przynieść na tacy Annuszki, Rozdwojenia Iwana i inne Behemothy ;)

ostało ci się jakieś wspomnienie jeszcze sprzed tej mrocznej godziny

Zostało, zostało. Choć najbardziej przypadło mi do gustu wspomnienie już po tej mrocznej godzinie ;)

Choć najbardziej przypadło mi do gustu wspomnienie już po tej mrocznej godzinie ;)

:O

Składam zażalenie. Skoro tyle pamiętasz, to chyba musiałeś oszukiwać z tą piersiówką, co? :/

 

Składam zażalenie. Skoro tyle pamiętasz, to chyba musiałeś oszukiwać z tą piersiówką, co? :/

Nie oszukiwałem. Przykładałem się do tego zadania nad wyraz sumiennie. Nawet niosłem pomoc niewiastom, dla których szkło zdawało się w onej chwili zbyt ciężkie.

Nawet niosłem pomoc niewiastom, dla których szkło zdawało się w onej chwili zbyt ciężkie.

*gwiżdże i unika wzroku*

To pewnie o wybranietz chodzi, ona tak chachmęciła!

Cześć.

Nie masz pojęcia, jak ja lubię opowieści o gwiezdnych podróżach. Nie znudzą mi się – chyba nigdy. :) Smutne w warstwie opowieści ale…

Logika się przeciwia.

‘Bohater mówi dziewczynkom, że ich dusza się nie zestarzeje?

‘Spotkają ojca na TRAPPIS-1-E, czyli został zahibernowany (?), dlaczego więc ich matka płakała, dlaczego nie położyła się też, jeśli opiekę przejął dziadek. Podróż trwa długo, ona nie śpi.

Skracasz fabułę niemożliwe. 

Pięknie napisane, ale nie nadążam, niestety:(

 

Cześć Asylum,

‘Spotkają ojca na TRAPPIS-1-E, czyli został zahibernowany (?), dlaczego więc ich matka płakała, dlaczego nie położyła się też, jeśli opiekę przejął dziadek. Podróż trwa długo, ona nie śpi.

Wszyscy zostali zahibernowali, ale nie są tego świadomi (prócz starca). Żyją w wirtualnym śnie, który ma podtrzymać ich umysły przy życiu do czasu rozhibernowania.

Ojca wybudzono wcześniej, bo były problemy techniczne na statku. Natomiast oni tego nie rozumieją. Dla nich on po prostu zniknął. Umarł. 

Fabuła skrócona ze względu na to, że chciałem uzyskać klimat snu, niepweności z dużą ilością niedopowiedzień.

Dzięki za uwagi.

Bardzo interesujący tekst, dający do myślenia. Przeczytałem na dobranoc z dużą przyjemnością. Mam tylko jedną uwagę:

chroscisko – Czy nie lepiej byłoby zastąpić w pierwszym pytaniu “czym jest dusza?” na czym “jest świadomość?” Jakoś bardziej by mi tutaj pasowało fabularnie.

Bardzo dobre opowiadanko, z intymnym klimatem. Czytało mi się przyjemnie. Wszelkie wątpliwości co do tekstu rozwiałeś w komentarzach, czuję się usatysfakcjonowana.

 

Mam takie same odczucia, co BearClaw :). 

Czy nie lepiej byłoby zastąpić w pierwszym pytaniu “czym jest dusza?” na czym “jest świadomość?” Jakoś bardziej by mi tutaj pasowało fabularnie.

zdecydowanie lepiej naprowadziłoby to czytelnika na rolę dziadka w śnie hibernacyjnym.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Bardzo fajny pomysł na tekst konkursowy. Tego jeszcze nie grali.

Mam wątpliwości techniczne, czy Monika aby na pewno spotka jeszcze męża. Połowa z 40 lat świetlnych to kawał drogi. Pytanie, z jaką prędkością leci statek. Na pewno nie z prędkością światła, bo wtedy nie trzeba by było nikogo hibernować. Zbliżona też by chyba szybko minęła. Czyli bidny mąż jeszcze długo będzie się pałętał przytomny po statku. Może nie doczekać lądowania…

Koncepcja psychologa hibernacyjnego też fajna. Szkoda, że widać ją dopiero w komentarzach. ;-)

Babska logika rządzi!

Tak, klimat. Wirtualny świat w hibernacji. Przesadziłeś i może zawikłałeś, lecz emocje są prawdziwe. Dla mnie to niesie opowiadanie.

Zastanawiam się,  czy można byłoby to napisać wprost, tak prostu – czy byłby to info dump?

Stworzyłaś ciekawy, melancholijny klimat, choć tekst jest trochę zagmatwany i również miałem mały problem z połapaniem się to czytało się całkiem nieźle.

BearClaw, Sy,

dzięki za sugestię. W tej chwili już tego nie zmienię, bo jest po deadlinie, a mam wrażenie, że wczoraj zbyt mocno nadwyrężyłem dobrą wolę Wilka, więc poki mnie jeszcze oficjalnie niedyskwalifikował, to poniecham zmian w tekście.

Co do duszy, to są dwa powody, dla których stosowałem to słowo zamiennie ze “świadomością”.

  1. Świadomość wydała mi się zbyt trudnym słowem dla ośmioletniego dziecka, dusza bardziej mi tu pasowała.
  2. Wirtualny sen ma nieco analogii do raju, jest ogród/sad, są jabłonie, jest starzec, stąd też to słowo “dusza” pasowało mi tutaj.

Finklo,

Mam wątpliwości techniczne, czy Monika aby na pewno spotka jeszcze męża. Połowa z 40 lat świetlnych to kawał drogi. Pytanie, z jaką prędkością leci statek. Na pewno nie z prędkością światła, bo wtedy nie trzeba by było nikogo hibernować

Obecna technologia pozwala na podróże z prędkością 0,025 prędkości światła. Zakładając, że jest to odległa przyszłość, to przyjąłem prędkość lotu w okolicach 0,5 prędkości światła. Czyli 80 lat.

Co oznacza, że mąż będzie miał jakieś 75 lat jak wylądują. 

Odnośnie potrzeby hibernacji, to nawet przy prodróży z prędkością światła (40 lat), byłaby ona wskazana. W przeciwnym wypadku do planety dolecieli by głównie starcy, a dzieci miałyby już pod pięćdziesiątkę. Więc albo ludzie musiliby się rozmnarzać w czasie lotu, albo hibernacja. A skąd wiziąć zasoby do podtrzymania życia populacji przez tak długi okres? Łatwiej zahibernować. Ciało w letargu zużywa znacznie mniej energii.

Koncepcja psychologa hibernacyjnego też fajna. Szkoda, że widać ją dopiero w komentarzach. ;-)

Taka jest cena pisania tesktów na ostatnią chwilę :)

 

Bejhaj,

dzięki za wizytę.

A co z dylatacją czasu przy prędkościach przyświetlnych?

Babska logika rządzi!

A co z dylatacją czasu przy prędkościach przyświetlnych?

Przy prędkości 0,5c dylatacja wynosi 15%, więc zbyt wiele to nie zmienia.

Poza tym dylatacja występuje na linii Ziemia – statek kosmiczny, natomiast w samym statku kosmicznym czas będzie płynął normalnie, bo obserwator też się w nim znajduje. Czyż nie?

Przy 0,5c to faktycznie jeszcze niewiele. Ale gdyby to było 1c? To nie jest tak, że osiągają 1c, i pyk! są na miejscu? A że na Ziemi minęło 40 lat, to co to kolonistów obchodzi…

Ogólnie, chodzi mi o to, że nie podajesz, z jaką prędkością porusza się statek. A to robi bardzo dużą różnicę – jeśli dość wolno, to tatuś nie dożyje lądowania. Jeśli bardzo szybko – nie było potrzeby hibernować wszystkich. Póki tego nie wiem, nie mam pojęcia, jak duży problem ma Monika i dzieci.

Nie znam się zbytnio, ale dylatację rozumiem tak (liczby z sufitu): leci sobie statek z prędkością 0,8c, do celu odległego o 10 lat świetlnych. Z punktu widzenia Ziemi wyląduje 12,5 roku od startu (inna sprawa, że jeszcze 10 latek będą musieli poczekać, aż informacja o tym dotrze). Ale na pokładzie od startu do lądowania minęło 6,25 roku.

Babska logika rządzi!

Co do duszy, to są dwa powody, dla których stosowałem to słowo zamiennie ze “świadomością”.

Świadomość wydała mi się zbyt trudnym słowem dla ośmioletniego dziecka, dusza bardziej mi tu pasowała.

Wirtualny sen ma nieco analogii do raju, jest ogród/sad, są jabłonie, jest starzec, stąd też to słowo “dusza” pasowało mi tutaj.

Faktycznie, zapomniałam, że dziadek rozmawia z ośmioletnimi dziećmi, jasny gwint.

Odniesienie do Edenu od razu wychwyciłam, właśnie zapomniałam pochwalić cię za to i za bardzo plastyczne oddanie opisu miejsca akcji. Ja go sobie wyobraziłam jako coś podobnego do nieba z “Nostalgii anioła” (tego filmowego), nie wiem czy oglądałeś :).

 

 

Przy 0,5c to faktycznie jeszcze niewiele. Ale gdyby to było 1c? To nie jest tak, że osiągają 1c, i pyk! są na miejscu? A że na Ziemi minęło 40 lat, to co to kolonistów obchodzi…

Finklo, nic co ma masę nie może się rozpędzić do prędkości światła :D.

E = mc2

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

No, wiem, że w pobliżu c to się cuda dzieją, nie tylko z czasem, ale i z masą, więc rozpędzić się nie da. Co nie przeszkadza mi używać niekiedy napędu FTL w tekstach. ;-)

To był przykład. Gdyby jednak rozbujać do c, to moment i jesteśmy na miejscu. Przy 0,99c podróż pewnie nie trwałaby na tyle długo, żeby opłacało się ładować na pokład hibernatory.

Babska logika rządzi!

Finklo,

Skłoniłaś mnie do tego bym spędził dwie bite godziny czytając o naukowych podstawach dylatacji czasu. Mam teraz wrażenie, że wiem teraz mniej, niż przed lekturą. To wszystko brzmi jak jakiś żart Einsteina.

Research to się robi przed publikacją. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie twierdzę, że zjawisko było mi wcześniej nieznane. Twiedzę, że wgłębiłem się w nie i mam przez to tylko więcej wątpliwości.

Dyskusja zrobiła się zbyt długa, bym ją nadrobiła, ale chciałam tylko wyrazić odmienną od pierwszych czytelników opinię. Moim zdaniem nie było zbytnio miejsca na niewiadome – wydaje się, że wszystko wyłożyłeś raczej wprost.

Jak już dziś pisałam, mam tendencję do używania scrolla przed przeczytaniem, więc najpierw dotarłam do komentarzy, które sugerują niejasność, a potem przeczytałam całość. No i czekałam na coś, co wprowadzi mnie w błąd… i czekałam… ;)

 

Nieszczególnie przepadam za opowiadaniami-dialogami, które wyjaśniają jakieś zagadnienie, opierają się na koncepcie. Ten tu jest ciekawy (bardzo ciekawie podana podwójna strata, to, że ojciec “gdzieś tam jest”), ale motyw rozmowy wnuczek z dziadkiem trochę ograny. Tak jak niektórym, zabrakło mi większej ilości opisów.

Warsztatowo dobrze, jak zawsze. Tak sobie marudzę, bo jak widzę nick autora, to spodziewałam się jakiejś petardy ;) Ale wiem, wiem, limity…

Co do wieku dziadka – skoro był świadomy hibernacji, nie mógł czasem sterować swoim wyglądem? Może tak naprawdę nie jest taki stary?… ;)

Warsztatowo dobrze, jak zawsze. Tak sobie marudzę, bo jak widzę nick autora, to spodziewałam się jakiejś petardy ;) Ale wiem, wiem, limity…

Czy Ty mnie aby z kimś nie mylisz? ;)

 

Co do wieku dziadka – skoro był świadomy hibernacji, nie mógł czasem sterować swoim wyglądem? Może tak naprawdę nie jest taki stary?… ;)

Sterowanie wyglądem? :/ Co innego być czegoś świadomym, a co innego mieć wpływ na otoczenie. Nie lubię dodawać bohaterom supermocy, których nie potrafię wyjaśnić.

 

Dzięki za uwagi i przyjazne marudzenie ;)

Ha, z całą pewnością nie mylę! Klikając opowiadanie Chroscisko™ spodziewam się dobrego tekstu (i podejrzewam, że nie tylko ja). Ten przypadł mi do gustu mniej, no ale cóż, trzeba dodać cytryny do lukru, bo przecież się pochorujemy ;)

 

– Bo jestem stary. Znoszę hibernację inaczej niż wy. Mój sędziwy umysł nie pozwala się łatwo omamić. Właśnie dlatego jestem tu z wami. Jedyny starzec pośród pięknych, młodych i zdrowych.

Chyba to zasugerowało mi istnieje supermocy. Ale spokojnie, taka tylko myśl pojawiła się w mojej głowie i zwiędła, nie imputuję ci wpisania tego w tekst ;) Taki tam bonus (nad)interpretacyjny.

Bardzo intersujący pomysł na opowiadanie i ciekawe podejście do tematu konkursu. Podoba mi się hibernacja i emocjonalne rozterki bohaterów. Czytając odrobinę się pogubiłam w treści, ale i tak całość oceniam zdecydowanie na plus. Jak zwykle u Ciebie bardzo ładnie napisane. Klikam :)

Dziękuję :)

Fajne :)

Copyright by Anet ;)

Przyjemna lektura, choć smutna. Pomysł niezły, ale zgadzam się, że często powtarzasz te same informacje po dwa razy. Ja akurat nie zwracam tak uwagi na naukową stronę opowiadań. Dla mnie s-f rządzi się własnymi prawami :).

Pomysł niezły, ale zgadzam się, że często powtarzasz te same informacje po dwa razy.

Będę miał to na uwadze.

Dzięki za wizytę, Monique.

Przeczytałem, podobało się :) Ciekawy pomysł i podejście do tematyki snu. Świetna końcówka.

Super tekst :) 

Dzięki, Leniwcze.

Ciekawa treść, w jakiś sposób nawiązująca do teorii symulacji. Sama jednak rozmowa to trochę mało – fajnie uwypukla treść, daje powody do przemyśleń, ale koniec końców w połowie już zacząłem się nużyć.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ech, NWM, bez fajerwerów? Ale lipa.

Dzięki, że wpadłeś.

Nowa Fantastyka