- Opowiadanie: mr.maras - Przed trzecią

Przed trzecią

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Przed trzecią

Obudziłem się nagle, tknięty strachem, lub wyrwany ze snu impulsem ze świata na jawie. Otworzyłem oczy. Spod powiek uciekła pustka. Gdzieś w niebyt.

Pokój rozjaśniał słaby blask ulicznych latarni. Od podłogi po sufit ciasno wypełniony był ciszą, która wpychała się do uszu.

Nie śniłem, więc nie miałem koszmaru. Za to koszmarnie bolała mnie głowa. Wczorajszy bankiet pamiętałem jakbym go oglądał z daleka przez dziurkę w plexi.

Sięgnąłem po telefon, leżący na nocnym stoliku: druga czterdzieści pięć. U góry ekranu przyczaiła się ikona poczty głosowej.

W nocy? Dobrze, że telefon był wyciszony.

Wybrałem numer.

Masz dwie nieodebrane wiadomości…

Aż dwie? Przespałem koniec świata?

Cześć. Piotr z tej strony. Znajdź, proszę, chwilę i popracuj nad artykułem. Jeśli masz tam te same rewelacje, o których gadałeś po pijaku, zapomnij. Co to za gówno? Ten dziwak nagadał ci przed śmiercią jakichś kosmicznych pierdół. Jakie ziemskie życie w czarnej materii, jakie przenikanie światów. Bierzesz dragi? Chłopie, cofną ci stypendium. Stary się wścieknie… Dobra, pogadamy jak przyjdziesz. Tylko ogarnij temat.

Bujaj się.

Podszedłem do okna. Rozchyliłem zasłony i wyjrzałem na zewnątrz. Na wciąż zachmurzonym niebie nie było widać gwiazd ani księżyca. Na dole, pod budynkiem, kilka latarń stylizowanych na dziewiętnastowieczne rozświetlało wąską, brukowaną uliczkę. Ich blask z trudem przenikał zieloną kotarę liści. Chodnik ginął w półmroku. Najlepiej oświetlony był mokry środek ulicy.

Dopiero po chwili zauważyłem, że pod jednym ze słupów ktoś stoi. Zmrużyłem oczy. Mężczyzna. W ciemnym płaszczu i staromodnym kapeluszu. Nie widziałem twarzy ukrytej w cieniu. Miałem jednak wrażenie, że patrzy prosto w moje okno.

Musiało mi się wydawać.

Wróciłem do łóżka, usiadłem na krawędzi. W głowie nadal krążyły ołowiane kule.

Ponownie wybrałem numer poczty.

Druga wiadomość. Kobiecy głos. Na pewno nie słyszałem go wcześniej.

Odsłuchujesz, to znaczy, że się obudziłeś. Niedobrze. Musimy działać szybko. Ubierz się i wyjdź z mieszkania. Schodami i tylnym wyjściem na podwórze. I pod żadnym pozorem nie pokazuj się w oknie!

To jakiś żart? Naoglądała się „Matrixa”? Pamiętam taki film z Douglasem. „Gra”. Pogrywają sobie ze mną?

Wstałem i ostrożnie podszedłem do okna. Tak, by nie być widzianym z ulicy. Zerknąłem na zewnątrz przez szparę między zasłoną a ramą okienną.

Drzewa i latarnie. Błyszczące po deszczu kocie łby. Poza tym pusto. Mężczyzna zniknął.

Odetchnąłem. Dobrze, że po przebudzeniu nie zapaliłem lampki nocnej. Żart nie żart, ale to wszystko było trochę dziwne.

W tej samej chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi wejściowych.

Zastygłem w pół drogi do łóżka. Zaraz jednak podskoczyłem jak oparzony, gdy telefon w mojej dłoni zaczął wibrować. Wahałem się długą chwilę. Za długą.

W rogu ekranu pojawiła się nowa ikonka. Poczta głosowa.

Pukanie ustało. Za to serce waliło mi teraz jak bębniarz AC/DC.

Wybrałem ostatni numer i odsłuchałem nową wiadomość. Kobieta mówiła szeptem.

Spieprzyłeś sprawę. Na ucieczkę jest już za późno. Ale spokojnie. Zaraz coś wymyślimy. Tylko pamiętaj. Pod żadnym pozorem nie otwieraj drzwi do mieszkania!

Ktoś sobie jaja robi? Piotrek?

Wciągnąłem na siebie spodnie od dresu. Telefon wsunąłem do kieszeni. Wczorajsze skarpety leżały pod łóżkiem.

Na palcach podszedłem do drzwi. Wieczorem musiałem być nieźle wstawiony – zamek nie był przekręcony.

Teraz go już nie dotknę. Narobiłby hałasu, a chcę przecież nakryć nocnego dowcipnisia.

Już miałem chwycić za klamkę, gdy coś mnie tknęło. A jeśli to nie zabawa? Zawsze istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że to wszystko dzieje się na poważnie…

Włączyłem aparat w telefonie i przyłożyłem obiektyw do szklanego oka judasza. Widziałem ten trik na jakimś filmie sensacyjnym. Sam przed sobą przyznałem, że to paranoja. Dlaczego ktoś miałby mi strzelić w oko przez wizjer?

Na korytarzu było pusto… I jasno. Światła włączone są przez całą noc. Odchylony w bok przyjrzałem się drzwiom sąsiada z naprzeciwka. Wycieraczce, cieniom po bokach.

Nic podejrzanego.

Odetchnąłem głęboko i położyłem dłoń na klamce. Chwila. Jeśli ktoś tam jest, musiał się ukryć po jednej ze stron korytarza, przylegając do ściany.

Lub siedzieć pod drzwiami.

Ostrożnie schowałem telefon i kucnąłem. Moja twarz znajdowała się teraz dokładnie na wysokości szczeliny na listy. Już miałem odchylić jej wieczko, gdy metalowa klapka uniosła się i przez przerzedzone włosie szczotek wsunęły się cztery palce w skórzanej rękawiczce.

A obok nich pojawił się cień, w którym osadzona była para oczu.

Tylko kto ma takie oczy?!

Jęknąłem głośno i odskoczyłem od wejścia, siadając na tyłku. Światło na korytarzu zgasło. W tej samej chwili drzwi otworzyły się na oścież. Opadłem na łokcie, uderzając potylicą w ścianę za plecami.

Intruz wszedł do mieszkania. Zmrużyłem oczy, by przyjrzeć mu się w półmroku.

– Jezu, co to jest?!

 

***

 

Obudził mnie nagły strach. Nie pamiętałem za wiele z wczorajszego wieczoru. Sprawdziłem godzinę na telefonie. Miałem dwie wiadomości. Pierwsza od Piotrka. Odsłuchałem i skwitowałem krótkim “pierdol się”.

Spojrzałem na okno i zapaliłem lampkę.

Druga wiadomość była jeszcze głupsza. Miły, kobiecy głos. Nie miałem pojęcia kto to.

Słuchasz, więc nie śpisz. Niedobrze. To może być twoja ostania szansa, więc nie spieprz tego tym razem. Jeśli nie podszedłeś jeszcze do okna, nie rób tego! Ostatnim razem źle się to skończyło. Ubierz się po ciemku i wyjdź z mieszkania. I nie zapalaj lampy! Niech myślą, że nadal śpisz. We śnie nic ci nie grozi.

Jacy oni? Co to za bzdury? To musiał być kawał, jednak poczułem dreszcz niepokoju.

Spojrzałem na włączoną lampkę, potem na okno. We śnie nic mi nie grozi? Przecież już nie zasnę…

Cholera, co ja gadam.

Zerknąłem na drzwi w przedpokoju. Czy przed snem zamknąłem je na zamek?

W tej samej chwili rozległo się ciche pukanie.

Podskoczyłem. Nie zapalaj lampki, tak?

Ktoś z zewnątrz chwycił za klamkę i zaczął ją naciskać.

 

***

 

Budzi mnie strach. Nie otwieram oczu. Chcę przeczekać. Odegnać od siebie to wrażenie czyjeś obecności. Kogoś, kto stoi nad moim łóżkiem. Nie spojrzę tam i będę udawał, że śpię. Aż do świtu.

Nie! Telefon zaczyna wibrować na nocnym stoliku. Potem rozlega się krótkie kliknięcie. Poczta głosowa. Boję się otworzyć oczy. Czuję ruch nad głową. Boże, to jakiś koszmar, złudzenie. Skąd ten strach? Paraliżujący, zimny. Trzymający w ciasnym uchwycie wnętrzności.

Ktoś przykłada mi telefon do ucha. Jeszcze mocniej zaciskam powieki.

Kobiecy głos szepcze:

Obudziłeś się. To niedobrze…

Koniec

Komentarze

Mnie tekst trzymał w napięciu, dobrze mi się czytało. Ale zauważyłam, ze to już drugi podobny temat w tym konkursie :D No nic, podobne pomysły się zdarzają. 

Nie zrozumiałam tylko w końcówce, kto przyłożył bohaterowi telefon do ucha. Ta istota? Już tam weszła i postanowiła podręczyć go faktem, że sam zepsuł sobie życie, bo nie odbierał telefonu? 

 

Brakuje mi bardzo opisu istoty :( Jest wzmianka o cieniu i dziwnych oczach, ale… Jakie to oczy, czym się wyróżniały? Brak wyjaśnienia zostawił u mnie mały niesmak. :( 

 

Kilka uwag interpunkcyjnych: 

 

“Pamiętam taki film z Douglasem. „Gra”.” – Pomiędzy dałabym raczej “-“. 

 

“Jęknąłem głośno i odskoczyłem od wejścia[,] siadając na tyłku” – brak przecinka

 

“Opadałem na łokcie[,] uderzając potylicą w ścianę za plecami.” – brak przecinka. Na pewno chodziło o “opadałem”, a nie “opadłem”? Drzwi otworzyły się w czasie dokonanym, on również powinien upaść w czasie dokonanym, nie leciał na podłogę pół godziny. 

 

 

Ogólnie wrażenia pozytywne, choć pomysł może nie nowy, a i pasuje bardziej na wstęp do historii niż na samodzielne opowiadanie. 

Pomysł, choć wtórny, został ujęty w sposób przyprawiający o dreszcz niepokoju, a nawet wywołujący lęk. Zupełnie nie przeszkadza mi brak opisu tego, co przeraziło bohatera – niewiadome, moim zdaniem, często straszy bardziej niż to, co jest widoczne. Wystarczy, że bohater jest zdjęty trwogą i ja mu wierzę, że zobaczył coś naprawdę okropnego.

Marasie, nie rozumiem tylko tagu SF. Może dlatego, że Przed trzecią odebrałam jako horror. ;)

 

kilka la­tarń sty­li­zo­wa­nych na dzie­więt­na­sto­wiecz­ne oświe­tla­ło wąską, bru­ko­wa­ną ulicz­kę. Ich świa­tło z tru­dem prze­ni­ka­ło zie­lo­ną ko­ta­rę liści. Chod­nik ginął w pół­mro­ku. Naj­le­piej oświe­tlo­ny był mokry śro­dek ulicy. –> Czy to celowe powtórzenia?

W ciem­nym płasz­czu i sta­ro­mod­nym ka­pe­lu­szu z ron­dem. –> Zdaje mi się, że rondo jest nieodłączną częścią kapelusza.

 

Jeśli ktoś tam jest, mu­siał się scho­wać po jed­nej ze stron ko­ry­ta­rza, przy­le­ga­jąc do ścia­ny.

Lub sie­dzieć pod drzwia­mi.

Ostroż­nie scho­wa­łem te­le­fon i kuc­ną­łem. –> Czy to celowe powtórzenie?

 

na wy­so­ko­ści szcze­li­ny na listy. Już mia­łem od­chy­lić jej wieko… –> Skoro to tylko szczelina, to może wystarczy: Już mia­łem od­chy­lić jej wieczko

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Atalajsza. Dzięki serdeczne za lekturę i komentarz. Nie czytałem jeszcze tekstów na ten konkurs, ale poszukam tego podobnego i porównam z ciekawości. Odnośnie fabuły i zakończenia – nie chcę tłumaczyć i komentować, poczekam na kolejnych czytelników. Poprawki naniesione – dzięki! Istoty nie opisałem świadomie, wolę tak. Zresztą, jak widać, Regulatorzy podzielają moje zdanie.

Regulatorzy. Dziękuję za wizytę dyżurnego i cenne uwagi. Nie lubię za bardzo horrorów. To, co napisałem mieściło mi się w kategorii s-f, ale przyznaję, że to jednak horror, bo miało niepokoić i straszyć. Jeśli chociaż odrobinę się udało, to jestem z siebie zadowolony. I też nie lubię wykładania strachów kawę na ławę.

Poprawki naniesione oczywiście.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Oj, udało się, Marasie, udało się całkiem nieźle. A skoro nie lubisz horrorów, to udało się jeszcze bardziej. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Marasie, czyżbyś pisał to opowiadanie na posylwestrowym kacu? :D

Postraszyłeś i muszę przyznać, że nieźle ci to wyszło. Ja również nie jestem zwolenniczką dokładnego opisywania tego, co nas przeraża. Myślę, że same emocje towarzyszące widokowi intruza, wystarczają, żeby zbudować napięcie. Rzeczywiście podobny pomysł już się gdzieś pojawił.

Wykonanie Marasowe, czyli na poziomie, choć :

jakbym go oglądał z daleka przez dziurkę w pleksie

wydaje mi się, że pleksi się nie odmienia.

 

Wciąż rozkminiam, gdzie jest haczyk, kim jest kobieta, kim intruz i zastanawiam się, czy przypadkiem sam tytuł ma tu jakieś znaczenie. Na razie jednak jestem głupia. :(

 

AQQ. Dzięki za wizytę i miłe słowa. Z tego co wiem określenie pleksa jest spotykane w języku potocznym i ogólnie przyjęte. Czekam na opinię innych speców od języka.

Cieszę się, że udało się "postraszyć" i Ciebie. Horror to nie jest moja domena. A co do fabuły… Myśl, zastanawiaj się, sprawdzaj pocztę głosową w telefonie…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ha! Już wiem!

Dopiero teraz sobie przypomniałam, że kolega miał podobne przeżycia, a właściwie spotkania po…

Mężczyzna. W ciemnym płaszczu i staromodnym kapeluszu.

Przychodzi taki do Ciebie i mówi: Dzień dobry, jestem kac! xD

Tutaj to może być nawet kac-morderca. :P

Jestem pod wrażeniem, że tak minimalistycznymi środkami zbudowałeś tyle napięcia. Bardzo mi się podobało. I zakończenie, kiedy ktoś przykłada mu telefon do ucha – super.

Jedyne do czego mogę się przyczepić, to że trochę za dużo mi enterów było, ale to jak widzisz – czepiam się.

Solidny, bardzo ciekawy i dobrze napisany horror. Łapie i nie puszcza.

Reg, wiem, że się trochę naraziłem tym brakiem entuzjazmu do horrorów, bo słyszałem, że jesteś miłośniczką prozy Kinga. Ale kilka jego dzieł bardzo sobie cenię oczywiście.

 

AQQ. Chyba rozszyfrowałaś trzecie dno tego tekstu. O trzecim sam autor nie miał pojęcia… ;)

 

AC. Dziękuję za lekturę i opinię. Jak złapało i trzymało, to sobie pogratuluję. Z tymi enterami, to mnie zaskoczyłeś. Muszę się przyjrzeć.

Po przeczytaniu spalić monitor.

marasie, zobacz:

Musiało mi się wydawać.

Wróciłem do łóżka, usiadłem na krawędzi. W głowie nadal krążyły ołowiane kule.

Ponownie wybrałem numer poczty.

Druga wiadomość. Kobiecy głos. Na pewno nie słyszałem go wcześniej.

Odsłuchujesz, to znaczy, że się obudziłeś. Niedobrze. Musimy działać szybko. Ubierz się i wyjdź z mieszkania. Schodami i tylnym wyjściem na podwórze. I pod żadnym pozorem nie pokazuj się w oknie!

To jakiś żart? Naoglądała się „Matrixa”? Pamiętam taki film z Douglasem. „Gra”. Pogrywają sobie ze mną?

Wstałem i ostrożnie podszedłem do okna. Tak, by nie być widzianym z ulicy. Zerknąłem na zewnątrz przez szparę między zasłoną a ramą okienną.

Drzewa i latarnie. Błyszczące po deszczu kocie łby. Poza tym pusto. Mężczyzna zniknął.

Odetchnąłem. Dobrze, że po przebudzeniu nie zapaliłem lampki nocnej. Żart nie żart, ale to wszystko było trochę dziwne.

W tej samej chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi wejściowych.

Zastygłem w pół drogi do łóżka. Zaraz jednak podskoczyłem jak oparzony, gdy telefon w mojej dłoni zaczął wibrować. Wahałem się długą chwilę. Za długą.

W rogu ekranu pojawiła się nowa ikonka. Poczta głosowa.

Pukanie ustało. Za to serce waliło mi teraz jak bębniarz AC/DC.

Wybrałem ostatni numer i odsłuchałem nową wiadomość. Kobieta mówiła szeptem.

Spieprzyłeś sprawę. Na ucieczkę jest już za późno. Ale spokojnie. Zaraz coś wymyślimy. Tylko pamiętaj. Pod żadnym pozorem nie otwieraj drzwi do mieszkania!

Ktoś sobie jaja robi? Piotrek?

Wciągnąłem na siebie spodnie od dresów. Telefon wsunąłem do kieszeni. Wczorajsze skarpety leżały pod łóżkiem.

Na palcach podszedłem do drzwi. Wieczorem musiałem być nieźle wstawiony – zamek nie był przekręcony.

Teraz go już nie dotknę. Narobiłby hałasu, a chcę przecież nakryć nocnego dowcipnisia.

Spójrz ile masz tutaj zdań zaczętych od nowej linii. Aż gęsto. Ciężko mi nawet stwierdzić, że mi to przeszkadzało, raczej odnotowywałem to, odwracając uwagę od tekstu. Subiektywna uwaga.

Poniekąd był to świadomy zabieg. Narzucenie tempa, spowolnieniem krótkiej lektury, budowanie klimatu. Być może jednak przesadziłem, zwłaszcza, że edycja na stronie robi swoje i wygoda to tak jak wygląda w finale. Jeśli inni czytelnicy również zgłoszą uwagi w tym temacie i będzie to utrudniało lekturę, będę musiał jakoś zbić te akapity w większe bloki. Dziękuję za te uwagę, AC.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Reg, wiem, że się tro­chę na­ra­zi­łem tym bra­kiem en­tu­zja­zmu do hor­ro­rów…

Marasie! Co też Ci przyszło do głowy, jakie narażanie się?

Napisałeś krótką opowiastkę i sprawiłeś że pojawił niepokój, a ciarki rozpełzły się po ciele. I to jest porządny horror. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A to dziękuję, Reg, podśpiewując z zadowolenia ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

 ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mnie się podobało. Ma dobry paranoiczny nastrój.

 

Tylko: “spodnie od dresów” – a nie jednak “od dresu”? Bo “od dresów” brzmi jakby je dostał od dresiarzy, a dres ma przecież liczbę pojedynczą.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakanino, SJP PWN dopuszcza też liczbę mnogą: dres, dresy «strój sportowy składający się z długich spodni i bluzy»

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A fuj :P

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Też mi się nie podoba. Kiedy słyszę/ czytam, że ktoś włożył dresy, wyobrażam sobie, że przywdział co najmniej dwa komplety rzeczonego stroju sportowego. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Popieram Drakainę, a fuj! :P

Dres, to dres! Nie dresy.

Nie pozostaje nic innego jak zdjąć te dresy i założyć dres. Poprawione.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ciekawy pomysł, niestety, nieskończony. Zabrakło finału.

Jeżeli w pierwszym rozdziale dowiadujemy się, że pokój rozświetlał słaby blask, a potem bohater rozsuwa zasłony, to jest to niejaka sprzeczność… 

Te zdania mnie zdziwiły – Spod powiek uciekła pustka. Gdzieś w niebyt.

Poetycka fraza, niestety, jak dla mnie, mało zrozumiała.

Tekst sprawnie napisany, ale sporo brakuje do zamkniętej, skończone opowieści. Szkoda.

Pozdrówka.

RogerRedeye. Dziękuję za wizytę, lekturę i opinię na temat tekstu. I od razu na wstępie zaznaczę – dla mnie tekst jest skończony i kompletny. Otwarte zakończenie wobec struktury i fabuły tekstu, które wyraźnie sugerują dalszy ciąg historii i zarazem pozostawiają czytelnikowi pole do domysłów, sprawia, że w moim odczuciu opowiadaniu niczego nie brakuje. Oparte jest na klimacie, oszczędnych środkach, niedopowiedzeniu i miało wywołać dreszczyk. Z komentarzy innych czytelników wnioskuję, że efekt został w jakimś stopniu osiągnięty. 

Zasłony mogą być zsunięte i nadal będą przepuszczały światło z ulicy. To nie ciężkie kotary i nie rolety, mogły byc również rozchylone, a bohater je rozsunął w większym stopniu.

Poetycka fraza zostaje :). Mi ona tam pasuje i w niczym nie przeszkadza. 

Pozdrawiam noworocznie :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Każdy odbiera tekst inaczej, jedni czytelnicy tak, inni owak. To się zdarza prawie zawsze.

Mnie trochę zaczyna dziwić pojmowanie na tej stronie zamkniętej, skończone opowieści, ale to niewątpliwie jest też kwestią gustu.

Pozdrówka.

“Spod powiek uciekła pustka. Gdzieś w niebyt.” – zgadzam się z Rogerem, też mnie to zatrzymało.

 

“Wczorajszy bankiet pamiętałem jakbym go oglądał z daleka przez dziurkę w pleksie.” – I ta pleksa, jako potoczna, też mnie ubodła, choć rozumiem, że przy narracji pierwszoosobowej jest wytłumaczalna.

 

“Jacy oni.” – To pytanie, więc przydałby się znak zapytania?

 

Jest klimat, fajnie się czytało, lekki dreszczyk niepewności wywołało… Ale pozostawiło niedosyt. Nic nie wyjaśnione, koniec końców nawet nie wiem, co spotkało bohatera. Zabrakło mi podsumowania.

 

EDYTA: Wybranietz dała czwartego klika, a ja dopiero wtedy się zorientowałam, że jakieś kliki jeszcze są do wykorzystania (zwykle docieram pod teksty o wiele za późno), więc posłałam tekst do Biblioteki ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Też zostałam z niedosytem, bo skoro już trzymają mu słuchawkę przy uchu, to pewnie zaraz go zjedzą – a można by bohatera pomęczyć dłużej ;>

I would prefer not to.

Hmmm. Ładnie budujesz nastrój, ale poza nim wiele tutaj nie widzę.

Czyli światy się przeniknęły, a jakieś ludziki z czarnej materii składają bohaterowi wizytę. Potrafią manipulować czasem… Kacperki? ;-)

Wydaje mi się, że kobiecy głos przyjął dziwną strategię, jeśli dzwoni do człowieka, który powinien spać. I bardzo krótkoterminowa – w końcu facet się obudzi i nie ma przebacz. No, ale jeśli manipuluje się czasem…

Babska logika rządzi!

RogerRedeye. To nie kwestia pojmowania "zamkniętej opowieści", to przekonanie, że nie każda opowieść musi być ostatecznie "domknięta".

Joseheim. Dziękuję za lekturę i komentarz. Pleksa – chyba jest dopuszczalna, zwłaszcza w narracji pierwszoosobowej. Ale dumam nad zmianą.

Uczucie niedosytu mnie jednak trochę martwi. Hmm. Wyjaśnienie znajduje się poniekąd w pierwszej wiadomości. Może nie dosłownie takie, jakie widzi je Finkla, ale jest zbliżone. Fajnie, że jest klimat i dreszczyk. No i dziękuję za klika! Zastanawiałem się od kogo był.

Wybranietz. Dzięki za wizytę i opinię. Kolejne nienasycony czytelnik. Hmm. No niedobrze. Ale przecież lepiej sobie wyobrazić, co spotkało bohatera w końcówce, niż czytać jakiś groteskowy opis tych potworności… Dziękuję za klika :)

Finkla. Nastrój były tutaj celem nadrzędnym. No i ten dreszczyk. Historia otwarta ale jako scenka/opowiastka grozy chyba się sprawdza? Wyobraź sobie takie zawieszenie/zakończenie historii w ciemnym pokoju, o północy, podczas nocy strachów, gdy dzieciaki straszą się takimi opowieściami… O taki efekt chodziło.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Moim zdaniem świetnie zbudowałeś nastrój, krótkimi oszczędnymi zdaniami i powtórzeniem sytuacji i narastaniem grozy. Podoba mi się też kreacja bohatera np. przez „bębnienie AC/DC”.  

Ciągle wracałam do początku – zdaje mi się do dopracowania, a mógłby pięknie konkludować całość – wiadomość od kumpla oraz reakcja bohatera. Jeżeli to były takie rewelacje, to żaden kac nie przebiłby tego.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć, Marasie!

 

Użyłeś fajnego zabiegu z zapętleniem sytuacji, który się sprawdził :). Wrażenia mam pozytywne, chociaż też wyłapałam ten błąd logiczny co Finkla – skoro kobieta nie chciała budzić twojego bohatera, to dlaczego do niego dzwoniła?

Nie zepsuło mi to jednak rozrywki z czytania :). Końcówka zniszczyła mnie totalnie.

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie :).

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Bardzo mi się podobało – może dlatego, że lubię taki paranoiczny nastrój (a “Gra” to jeden z moich ulubionych filmów :) ). Wciąga, dobrze się czyta, intryguje.

Księżyc z dużej. No, jest dobrze, MM. Rytm tekstu podkreśla klimat matni jaką przeżywa bohater, sytuacji, której nie ogarnia. Czytelnik z nim zrownany (1 osoba) dostaje paletę wrażeń– zdezorientowania, zagrożenia, presji, ba, nawet paranoi. Temat konkursu wyczerpany. Mogę się przyczepić do sposobu formułowania myśli przez bohatera– tego na co zwraca uwagę w danym kontekście sytuacji, ale to drobnostki. No może jeszcze ta szpara na listy w drzwiach…Powodzenia w konkursie.

Blacktomie, raz, że “dużą”, a nie “z dużej” (przepraszam ;p), dwa, że się z Tobą nie zgodzę.

W tekście beletrystycznym takie słowa jak ziemia, księżyc, słońce itp. (o ile to nie jest SF gdzie ktoś ląduje na Księżycu czy coś) piszemy małymi literami.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Spoko, spoko. Raczej widać po moich wpisach, że niedbałość pisemnej wypowiedzi w moim przypadku to mało powiedziane ;)

No właśnie, wychodzi moje umiłowanie s-f :p

Zapamiętam :)

Podobało mi się. Nie czytam horrorów, ale ta opowiastka grozy mi podeszła. Motyw pętli w jakiej się znajduje bohater, potem motyw judasza, dziurki od klucza, czy skrzynki na listy pojawiał się w kinie i grach wideo, ale tam na zasadzie “jump scare’ów”. Niektóre zapadły mi w pamięci, więc pewnie dlatego spoglądanie w nocy przez wizjer wzbudza we mnie niepokój ;)

Dziękuję za lekturę, opinie i uwagi wszystkim nowym komentującym.

Asylum. Fajnie, że nastrój i bohater się spodobał. Co do początku. Są tu głosy narzekające na końcówkę, wg. Ciebie trzeba poprawić wstęp. Jak widać nie da się trafić idealnie i zadowolić każdego. A ciężki kac przebija wszystko…

Cześć Sy! Czy to błąd logiczny? Hmm. A jeśli ta kobieta współdziała z tym czymś/kimś? Kto to wie? A może bawiła się czasem, jak pisała Finkla? A może wiedziała, że telefon nie zadzwoni, tylko zawibruje ewentualnie, a bohater śpi twardym snem po bankiecie? Najważniejsze, że końcówka spełniła swoje zadanie.

Ninedin. Cieszę się, że opowiadanie pozostawiło dobre wrażenie i przywołało klimaty lubianego filmu. Też go lubię (Fincher!). Dziękuję za miłe słowa.

Blacktom. Całe szczęście, że nie dobierasz się do tych drobiazgów. Nigdy nie wiadomo, jakie byłyby tego efekty. Ale jeśli ogólne wrażenia są pozytywne, to ja jestem zadowolony. A jak jest z księżycem/Księżycem już wyjaśniła Joseheim.

Wonsz. Jeśli się podobało, to super. Motywy rzeczywiście znane, ja je tylko poukładałem po swojemu. A z tym patrzeniem przez wizjer to chyba każdy tak ma.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Pokój rozjaśniał słaby blask ulicznych latarni – nie byłoby lepiej: Słabe światło ulicznych latarni rozjaśniało pokój? Podmiot na początku zdaje się sprawiać, że zdanie jest bardziej klarowne. Przy okazji sprawdziłem definicję słowa blask, tj. m.in. jaskrawe, mocne światło – chyba nie pasuje w powiązaniu z przymiotnikiem “słabe”. Taki detal :) 

 

Klimacik rzeczywiście jest, opowiadanko jest wciągające i generalnie fajne, natomiast lektura nie daje wrażenia spełnienia. Przyłączę się do tezy Rogera, że tekst jest merytorycznie, z punktu widzenia fabuły, niekompletny. Clou rozrywki z tym tekstem zasadza się na formalnym myku: odkryciu piętrowej struktury snu, co – jakkolwiek sprawnie zrealizowane – nie daje czytelniczej satysfakcji. 

Paradoksalnie, gdyby opowiadanie było słabiej napisanie i nie zbudowało nastroju strachu, to można by machnąć ręką, ale zrobiłeś taką rzecz, że napisałeś atrakcyjny, wciągający początek, po czym urwałeś opowieść w pół zdania :) 

Reasumując, po zakończeniu konkursu warto by rozważyć rozwinięcie historii. 

I po co to było?

Syf. Dzięki za wizytę i komentarz. Nad szykiem zadania i blaskiem pomyślę. Jest na pewno kilka rzeczy, które muszę przemyśleć i ewentualnie poprawić po zakończeniu konkursu.

Czy to jest zaledwie wstęp do wiekszej historii? Hmm. Ja traktowałem ten tekst jako straszną opowiastkę, która ma autentycznie postraszyć klimatem i wywołać dreszczyk w finale. Konkurs jest na tekst do 1000 słów. I zaznaczam – nie jestem specem od horrorów. Czy takie otwarte zakończenie się nie broni Twoim zdaniem?

I jeszcze jedno. Jako pierwszy zwróciłeś uwagę na to piętrową strukturę snu, która to niepokojąco towarzyszyła mi podczas pisania. Nie chciałem wywołać u czytelnika wrażenia, że to tylko chwyt w stylu "a to wszystko był tylko sen". Ale wizja koszmaru, z którego nie da się uciec, bo kolejne poziomy rzeczywistości są kolejną jego odsłoną – tak. Takie myśli krążyły mi podczas układania tej historii.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Czy takie otwarte zakończenie się nie broni Twoim zdaniem?

Z mojej perspektywy ono się jakoś broni, ale jako takie trochę pójście na łatwiznę i zwyczajnie nie jest czytelniczo satysfakcjonujące. Aż prosi się, by opowieść poszła dalej i pokazała, jak bohater się w to wpakował oraz czy uda mu się wybrnąć – przy zachowaniu, oczywiście, klimatu i napięcia :) 

I po co to było?

A tak byłem zadowolonyz zakończenia. A Sy końcówka nawet zniszczyła.

Po przeczytaniu spalić monitor.

@mr.marasie. Koniec broni się sam, to początek w tym przypadku ma coś wyjaśnić, dalej już lecimy bez trzymanki.:) 

Co do kaca, i owszem, i niekoniecznie.

Pewnie, ile osób tyle opinii, nie wyciągaj średniej, bądź mediany:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jestem zadowolony. 

Rzeczywiście, może byłoby miło dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi, jak to działa i jak się kończy. Ale czy jest to tak naprawdę potrzebne? 

Nie bardzo. Jest bowiem klimat, jest napięcie, jest tajemnica. I czort z tym, że niewyjaśniona. Wspominanie o tej całej ciemnej materii, o życiu w jakichś alternatywnych rzeczywistościach ma za zadanie tylko (aż) wywoľanie w czytelniku wrażenia, że dzieje się coś dużego i poważnego, ale czy istotnego dla całej scenki? Niekoniecznie. Liczy się nastrój sprowadzony klasycznymi, horrorowymi chwytami i motywami – klasycznymi, ale bardzo zgrabnie i skutecznie podanymi. Brak konkretnego zakończenia też mi nie przeszkadza (śmiałbym napisać coś innego po tym, co zrobiłem w "Słowiku" ;-)) raczej stanowi dobre zawieszenie szybko zacieśniającej się fabularnej pętli, nieokreślonego zagrożenia, ktore zbliża się coraz bardziej i bardziej, niezależnie od wysiłków niewiele rozumiejącego bohatera (i czytelnika). Coś jak w nowym "To", gdy dzieciaki wyświetlały slajdy na automatycznym rzutniku, i na każdym kolejnym zdjęciu klaun Pennywise był bliżej i bliżej domyślnego aparatu, i nic nie można było z tym zrobić…

Krótko mówiąc, napisałeś solidny, bardzo klasyczny w formie i treści horror, przy użyciu typowych, lecz mistrzowsko zastosowanych chwytów. Mówienie "Nie lubię za bardzo horrorów", "horror to nie moja domena" brzmi trochę jakby Strauss stwierdził "Nie lubię walców. To nie moje klimaty. Tylko tak przypadkiem mi wychodzi." ;-)

Stylistycznie równie dobrze – bez szaleństw, frazy krytykowane przez niektórych jako zbyt poetyckie, leżą zdecydowanie poniżej mojej granicy tolerancji na przepoetyzowanie. Prostym, choć nie ubogim, przejrzystym stylem osiągnąłeś niesamowity nastrój, a to spory sukces.

Bardzo udany tekst.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Zgodzę się z tymi, którzy pochwalili Cię za wykreowanie nastroju. Spisałeś się : ). I mógłbym nawet przyznać rację Muminowi, że nastrój odgrywa tu większą rolę niż wyjaśnienie tajemnicy. Mam jednak uwagę, co do sposobu w jaki rozpoczyna się druga scena. Mniej ogarnięty czytelnik, na przykład ja, może mieć moment wątpliwości, czy chodzi o bezpośrednią kontynuację pierwszej sceny, czy znów zaczynamy w tym samym punkcie. Po chwili dalszej lektury skłaniam się zdecydowanie ku drugiej opcji, ale moment mętliku w głowie pozostaje.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki, Thargone, za odwiedziny i jak zawsze solidny i obszerny komentarz, który sprawił mi dużo satysfakcji. Masz, jak widzę, podobne spojrzenie jak ja – tutaj środki i tajemnice zeszły na drugi plan. Klimat, nastrój, dreszczyk – to się liczyło najbardziej. Ja nie "obcuję" z horrorem literackim, bo ciężko mnie wystraszyć słowami. Pamiętam za to dziwaczne, ciężkie, niepokojące i mocne wrażenie, jakie zrobiła na mnie "Apokalipsa" Koontza. Warto przeczytać.

Nevaz. Serdecznie dziękuję za lekturę i opinię. Widzisz zalety i plusy, więc jestem zadowolony. Druga scena w zasadzie ma nawiązywać do pierwszej, ostatnia do obu. Podobnie się zaczynają, kondensują akcję, pozostaje wrażenie zaciskającej się pętli grozy, zbliżania zagrożenia, bezsilności nieświadomego bohatera wobec nieuchronnego końca. Thargone to fajnie przedstawia swoim porównaniem filmowym.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Fajne opowiadanie.

Jasne, krótkie i tak naprawdę nie dające żadnych odpowiedzi (a pytania, owszem), ale nie przeszkadza mi to zupełnie.

Udało Ci się w niewielu znakach stworzyć klimat niepokoju, ładnie zbudować napięcie. Pięknie!

Podobało mi się :)

Dziękuję, Anet. Zadowolony czytelnik, to i autor zadowolony :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mnie też się podobało :) Niby zostałem po tym wszystkim z niezłym mętlikiem pytań w głowie, ale chyba też mi to bardzo nie przeszkadza ;) Świetny pomysł z tą pętlą. Nieźle powiało grozą, czytałem wciśnięty w pociągowy fotel i prawie z tego wszystkiego przegapiłem stację ;) 

Super tekst :) 

Ospały Leniwiec. Dzięki za wizytę i bardzo miły dla autora komentarz. Mam nadzieję, że zdążyłeś tym pociągiem gdzie trzeba ;). Jedno spostrzeżenie – część czytelników po prostu chwyta klimat, nastrój, atmosferę i czerpie przyjemność z lektury, czytając z dreszczykiem, inna część analizuje, dedukuje, rozkłada na czynniki pierwsze i chyba ma zdecydowanie mniejszą satysfakcję z lektury. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Witaj, Marasie. Temat tekstu wyeksploatowany maksymalnie, ale to nie znaczy, że nie można czegoś jeszcze z niego wycisnąć ;) I podoba mi się, jak to rozegrałeś, jeśli chodzi o nastrój. Fabularnie imo bez szału, ale i bez bólu – grasz scenografią i klimatem, znaków masz mało; można było zbudować tu fabularnie więcej (zgadzam się z Finklą), ale nie uważam tego za konieczność.

Początkowe akapity wydały mi się dość toporne, musiałam czytać z namysłem, czy aby na pewno wszystkie słowa do siebie pasują. Ale potem twoja narracja nabrała tempa i polotu. 

 

– Masz dwie nieodebrane wiadomości…

Nie mam poczty, pytam z ciekawości – naprawdę mówi: nieodebrane wiadomości? Nieprzeczytane, to by mi brzmiało ok, nieodebrane połączenia też, przy nieodebranych wiadomościach wpadam w lekką konsternację. Ale jak mówię, na poczcie głosowej w ogóle się nie znam.

 

Kobieta mówiła szeptem. ← dałabym dwukropek zamiast kropki.

 

że to wszystko dzieje się na poważnie…

Włączyłem aparat w telefonie i przyłożyłem obiektyw do szklanego oka judasza. Widziałem to na jakimś filmie sensacyjnym. Sam przed sobą przyznałem, że to paranoja.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Dziękuję za wizytę i komentarz, Naz. Uwagi biorę do serca, a skoro widzisz plusy w tekście to jestem zadowolony. Temat może rzeczywiście był przerabiany na milion sposobów, ale mi posłużył głównie do postraszenia czytelników i jest to pierwszy horror w moim niewielkim dorobku.

Pierwsze akapity były dokładnie takie, jak stan umysłu bohatera i odzwierciedlają też stan umysłu autora, kiedy zaczynał pisać to opowiadanie ;).

Z tym tekstem z poczty – oparłem się o to, co mi gada mój telefon w UK. Mówimy o wiadomościach głosowych, więc nie mogą być nieprzeczytane, a nie są to też nieodebrane połączenia, tylko właśnie pozostawione i nieodebrane wiadomości, (które nie zostały odsłuchane). Jednak telefon mi nie gada na poczcie "nieodsłuchane". Jak to jest w Polsce, nie wiem.

Poprawiłem nieco powtarzające się "to". Dzięki za zwrócenie uwagi. Z tym dwukropkiem bym się zastanowił. Tam akurat nie chodzi o to, co ona mówiła szeptem, tylko jego spostrzeżenie, że mówi szeptem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jeśli tak do szeptania podejść, to twoja wersja jest ok.

Faktycznie, może nie być lepszej opcji, żeby określić nieodsłuchane nagranie na poczcie. Tak teraz kojarzę, że na którymś komunikatorze też było określenie nieodebranych wiadomości.

Postraszenie się udało – pod koniec byłam spięta, a to ostatni raz zdarzyło mi się wieki temu ;) 

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Spięcie podciągam pod niepokój i dreszczyk, więc cieszę się, że udało mi się osiągnąć taki efekt u kolejnego czytelnika. O to chyba chodzi w horrorach (także horrorach s-f). 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dobre budowanie napięcia w tekście. Zaczynasz spokojnie, potem z każdą iteracją rośnie i rośnie. Czytało się też dobrze.

Tak więc dwa najważniejsze cele wykonałeś. Trochę mnie ciekawi, co to za forma życia i o co chodzi z tym głosem ratującym życie ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereman. Dziękuję za lekturę i komentarz. Jak wiadomo, najważniejsze są najważniejsze cele. Jeśli Twoim zdaniem zostały spełnione, to jestem z siebie zadowolony.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie jestem pewien, czy w kilku pierwszych zdaniach nie ma zbyt dużo metafor, na chwilę się zgubiłem. 

Akcja jest fajna, gdy już się zaczęła, sytuacja była jasna i dobrze operowałeś napięciem. Dlatego z ciekawością czytałem do końca, a że lubię klimaty powtórek, deja vu i takie tam, więc satysfakcja z lektury była. 

Już kiedyś komuś o tym pisałem, ale mam mieszane uczucia do przywoływania i porównywania z konkretną przeszłością, to znaczy:

To jakiś żart? Naoglądała się „Matrixa”? Pamiętam taki film z Douglasem. „Gra”. Pogrywają sobie ze mną?

Doszedłem do wniosku, że w chwili strachu nie myślę o Matrixie ani o Demi Moore, generalnie wydaje mi się, że stosujemy porównania zastanawiając się nad czymś w spokoju.

Z tego powodu nie stosowałbym też prądu zmiennego AC i stałego DC. ;) To pisałem już Coboldowi i Staruchowi, o tej łezce w oku z młodości. “Na szczęście” młodzi znacznie rzadziej ładują sentymenty do opowiadań. ;)

Czy te fragmenty są potrzebne?

Sięgnąłem po telefon, leżący na nocnym stoliku: druga czterdzieści pięć. U góry ekranu przyczaiła się ikona poczty głosowej.

Czy to szafka, czy stolik,w kij to dmuchał.

kilka latarń stylizowanych na dziewiętnastowieczne rozświetlało wąską, brukowaną uliczkę.

Bez znaczenia dla fabuły, tak samo, jak to:

W ciemnym płaszczu i staromodnym kapeluszu.

Niby nic, ale często się zastanawiam czytając, czy to ma znaczenie. Staram się zapamiętać, a później okazuje się, że niepotrzebnie.

Tekst dobry, chociaż chętnie widziałbym wzmiankę o jakimś dziecku, czy coś nawiązującego do dzieci, czy Synapsisu.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję, Darconie, za lekturę i opinię.

Odnośnie tych porównań (pamiętam Twoją wcześniejszą dyskusję na ten temat), zwróć uwagę, że bohater, rozmyślając o "Matrixach" i "Grach", był raczej poirytowany, a nie przestraszony. Sytuacja po prostu mu się skojarzyła. Za AC/DC nie przepadam, nie mam więc żadnych sentymentów do tej kapeli – są za mientcy jak dla mnie. To tylko odnarratorskie ubarwienie. Wszak to utwór literacki i wypada czasem wrzucić jakiś kwiatek ;).

Także wykreślone przez Ciebie elementy opisów służą tutaj tworzeniu nastroju i klimatu i raczej z nich nie zrezygnuję. To nie sucha relacja. To krótki horror, który ma straszyć wszelkimi dostępnymi środkami.

Aha. Założyłem, że dzieci nie są obowiązkowym "elementem" konkursowym. Pewnie nie do nich będzie też skierowana antologia pokonkursowa.

Ps. Do wskazanego przez Ciebie opowiadania z komentarzem Małego Słowika powoli zmierzam.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Faktycznie z Matrixami może być. Co do elementów nastroju, łapię zabieg, ale wtedy wolałbym dwa, trzy słowa więcej. Wiesz, “babciu, a dlaczego masz takie wielkie oczy, babciu, a dlaczego masz takie wielkie zęby?”, same oczy, czy też same zęby, byłyby dla mnie sygnałem zbyt słabym (horroru).

Wydaje mi się, że bohater lub narrator “buduje” wtedy obraz z większej ilości klimatycznych elementów, a prawdę mówiąc, bardziej złowieszczych?

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Mam tu kilku przestraszonych, lub chociaż zaniepokojonych czytelników, więc z efektu jestem ogólnie w miarę zadowolony ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Fantastyka: jest.

Motyw snu: jest.

 

Potencjalnymi zarzutami do tego tekstu mogłyby być powtórzenia. Ale osobiście uważam, ze pełnią tu one konkretną funkcję. No bo cały tekst ma konstrukcję wiru. Takiego, w którym na początku zatacza się powoli wielkie koła, by z czasem obroty były coraz szybsze, coraz mniejsze, coraz bliżej momentu p… acnięcia. Czym to p-acnięcie będzie i o co – tego nie wiadomo.

 

I tu pojawia się drugi potencjalny zarzut – w wielu komentarzach jest mowa o tym, że tekst powinien być dłuższy. Część jury tez wykazała tę wątpliwość. Ja to widzę inaczej. Po pierwsze cała konstrukcja opowiadania opiera się na wspomnianym wirze. Jak się to przeciągnie, to konstrukcja padnie – poczucie zagrożenia rozpłynie się. Po drugie, w tym konkretnym tekście pokazanie finału, nawet mocnego, zniweluje to poczucie zagrożenia z głównej części lektury. Zamiast wrażenia utrzymującego się jeszcze po jakiś czas po przeczytaniu tekstu, byłoby jedno szybkie (może i mocne, ale jednak szybkie) „wow” i do widzenia.

 

Tymczasem właśnie to rosnące poczucie nieznanego, początkowo absurdalnego, potem nabierającego kształtów zagrożenia jest w tym tekście najważniejsze. Coś, co naprawdę trudno byłoby utrzymać w przerośniętej formie. Chyba jeden z tych przypadków, gdzie realizacja sugestii spowodowałaby osłabienie wrażeń z przeczytania.

 

Ale co robi tag „odkrycie” to ja nie wiem :P

 

Obstawiam, że chodzi o sprawę, której dotyczy pierwsze odsłuchane nagranie.

Babska logika rządzi!

Witam Szanownego Jurora. Naprawdę tempo godne podziwu.

Jak widzę, były zastrzeżenia i w Twojej osobie, Wilku, miałem wsparcie w kontrze do reszty jury.

I miałeś rację! :). Kompozycja była przemyślana i celowa. To jest taka zaciskająca się pętla, czy wir, jak to określiłeś. I też uważam, że dłuższą formą mógłbym spuścić powietrze z tego tekstu, który klimatem niepokoju i grozy stoi (a przynajmniej miał stać w zamierzeniu autora). 

Cieszę się, że udało się wcisnąć moją opowiastkę do wyróżnionej piętnastki.

 

I rację ma Finkla, tag był drobną wskazówką dla czytelników, a pierwsza wiadomość znalazła się w tekście w konkretnym celu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Plusy:

Moja pierwsza myśl: pętla czasu lub seria fałszywych przebudzeń. Lubię takie tematy, więc od razu uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam ten tekst. Opowiadanie bardzo klimatyczne, duszne, niepokojące. Efekt taki miał być, i na pewno został osiągnięty. Otwarte zakończenie dodaje smaczku.

Minusy:

Powtórzenia w trakcie czytania raziły, chociaż… ok, teraz rozumiem też punkt widzenia Wilka.

Dziękuję za wizytę i komentarz, Jupiter. Bardzo mi miło, że w rubryce “plusy” pomieściłaś znacznie więcej słów.

A minusy? Hmm. To było to celowe, jak wspomniałem wyżej. No i teraz już wiem, kto zgłaszał zastrzeżenia do powtórzeń, o których wspominał Wilk. Czyli drugi juror naciskał na rozwinięcie historii ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

w wielu komentarzach jest mowa o tym

To zdanie nie jest ani zaprzeczeniem, ani potwierdzeniem tezy, że apel o rozszerzenie pochodził od trzeciego  z jurorów ;-)

 

Sugerowałem się późniejszymi słowami z komentarza: 

 

w wielu komentarzach jest mowa o tym, że tekst powinien być dłuższy. Część jury tez wykazała tę wątpliwość. Ja to widzę inaczej.

Czyli nie Wilku, nie Jupiter, ale pozostała "część jury" ;) jednak optowała za rozszerzaniem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Tak :) Widać po napisaniu x komentarzy nawet sięgając po cytat już nie pamiętam co napisałem, a co przemilczałem  ;) 

Geist może spać spokojnie, nie będę wyciągał konsekwencji ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Grozisz jury? :P 

Przeczytane. Pierwsza cześć bardzo mi się spodobała, ale muszę powiedzieć, że naprawdę chętnie bym się dowiedział, co by się stało, gdyby bohaterowi udało się uciec z mieszkania. Chociaż nie dałeś protagoniście za wielkich szans, zgaduję, że tak właśnie wyglądałby niejeden horror w prawdziwym życiu.

Ja, widząc nieprzekręcony zamek w drzwiach, pewnie od razu poszedłbym do kuchni po jakiś nóż, albo zaopatrzyłbym się w inne ostre narzędzie. Jednak w takiej sytuacji pewnie trudno wybrać najbardziej rozsądną opcję.

 

We śnie nic ci nie grozi.

Dosyć przewrotne stwierdzenie ;)

Dziękuję, Krikosie, za lekturę i opinię. Cieszę się, że chociaż pierwsza część przypadła do gustu. Forma i limit oraz zamknięta (mimo że otwarta) kompozycja tekstu, nie pozwala opowiedzieć "co było dalej" . To ma już sobie sam czytelnik dopowiedzieć.

Czy bohater powinien sięgnąć po nóż? Hmm. Może i tak. Jednak w sytuacjach, w jakich się znalazł, był zdecydowanie bardziej poirytowany niż przestraszonych na wstępie. A potem było już za późno… ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Spoczko tekst.

Masz charakterystyczny styl, który od razu skojarzył mi się z “interwencją” :D

Tu odniesienia do “Matrixa”, tam, do “MiB” :P

Dziękuję za lekturę, Piotrze. Z tym "MiB" przemilczę z wiadomych powodów… ;). A skoro tropisz filmowy ślady w moich tekstach, to jest jeszcze Archiwum X w "Góralskich muszelkach". I skoro tekst wydał Ci się spoczko, to się cieszę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Gęsty klimat, podobał mi się pomysł na “pętlę” – zabieg dość prosty, ale jednak dobrze zrealizowany. Językowo w porządku. Jakoś strasznie mnie te powtórzenia nie kłuły.

 

Natomiast co do długości tekstu – tak, to ja miałem owe zastrzeżenia :)

 

Rozumiem obawę o rozmycie klimatu, natomiast uważam, że zupełnie nie w tym rzecz. Sprawnie napisane opowiadanie klimatu nie rozmyje, nie “rozrzedzi” atmosfery. Bez przesady. Nie miałem namyśli rozbuchania tego do 50 stron, ale 2-3 krotne zwiększenie liczby znaków w najmniejszym nawet stopniu nie wpłynęłoby na atmosferę jeśli to umiejętnie przeprowadzić, a pomogłoby jeszcze bardziej rozwinąć potencjał (tak, wiem, nie łapałoby się wtedy na ścieżkę A). Bo ten niewątpliwie jest. Uważam, że rozwinięcie tekstu mogłoby wręcz jeszcze bardziej zagęścić klimat. A tak pozostaję z uczuciem niedosytu. I dobrze to i niedobrze. Dobrze – bo to znaczy, że opowiadanie mnie zainteresowało na tyle, że chcę więcej. Niedobrze – bo to znaczy, że kompozycyjnie nie wszystko mi zagrało, skoro mocno odczuwam, że tekst był za krótki. W ostatecznym rozrachunku jednak zdecydowanie na plus :)

Chciałem zmieścić się w ścieżce A i chciałem pozostawić trochę niedopowiedzeń. Miało postraszyć i zagrać klimatem. Myślę, że zawsze można rozwinąć krótki tekst lub skrócić tekst długi. Albo pozostawić jak jest – wszystkim nigdy nie dogodzisz. Najważniejsze, że zdecydowanie na plus w ostatecznym rozrachunku :). Dziękuję serdecznie za miły i konkretny komentarz, Geist. I za jurkowanie w fajnym konkursie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie ma sprawy :) I upraszam o łaskawość przy czytaniu – teraz dopiero widzę, że przy moim poprzednim komentarzu spacja nie zawsze zadziałała tam gdzie powinna ;)

Nowa Fantastyka