- Opowiadanie: drakaina - Tworzywo snu

Tworzywo snu

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

 

Na moim liczniku w wordzie jest równe 1000 słów bez tytułu, jeśli wilkowy licznik policzy inaczej, mogę coś skreślić ;)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Tworzywo snu

Najpierw usłyszał wołanie. A może śpiew. Potem z pustki wyłonił się most, urywający się nagle nad przepaścią. Na samym jego końcu stała dziewczyna z przepaską na oczach.

Wyciągnął ku niej rękę. Nie zareagowała. Spojrzał nieco w dół i wtedy zrozumiał. Jego ręki nie było widać. Ogarnęła go panika. Jeśli dziewczyna go nie zobaczy, nie zdoła jej pomóc. Będzie mógł jedynie patrzeć, jak robi ostatni, śmiertelny krok.

Albo zostanę tu na wieki niewidzialny, wpatrzony w nieruchomą postać na moście, pomyślał z przerażeniem.

„On tego właśnie chce”.

Słowa rozległy się w myślach. Pod cienką teraz jak muślin przepaską dostrzegł otwarte oczy.

– Kim jesteś? – zawołał, ale odpowiedziała mu cisza.

Skupił wzrok na miejscu, gdzie powinna znajdować się ręka. Powoli, bardzo ostrożnie, zaczął ją kształtować z pamięci i wyobrażeń.  Pojawiły się palce, z nicości zaczęła wyłaniać się dłoń i wtedy usłyszał trzask. Podniósł wzrok i ujrzał fragment przęsła odrywający się i lecący w przepaść.

Nieznajoma stała teraz bliżej krawędzi.

Poruszył palcami, które bezwiednie uformował z jedynej dostępnej materii – tej, która tworzyła most. Na to, żeby stworzyć całe ciało, będzie musiał zabrać kamienie spod stóp dziewczyny. A wtedy ona też spadnie.

Bardzo ostrożnie sięgnął wyobraźnią, delikatnie dotknął kamienia na ciągnącym się w nieskończoność moście daleko za nią i zaczerpnął z niego. Kolejne przęsło runęło, ale zdołał przechwycić część materii i włączyć ją we własne ciało.

Całą wieczność później stali na wyspach nad przepaścią, otoczeni pustką.

„Kto tego chce?” – zapytał. Słowa uformowały się w myślach.

„Ten, kto nas uwięził”.

Dałem się złapać w pułapkę, pomyślał. I poczuł na sobie jej wzrok, mimo że stała teraz tyłem do niego. Ponaglające spojrzenie. „Rozejrzyj się”.

Dopiero teraz zauważył. Cała przestrzeń była wypełniona zamieniającymi się powoli w mgłę kolumnami. Wieńczyły je ludzkie sylwetki.

 „Za daleko odeszli”.

„Jak masz na imię?” – zapytał. Wydało mu się to ważne.

„Nie pamiętam” – szepnęła. – „Jak zapomnisz wszystko, rozpłyniesz się w mgłę”.

„Odwróć się” – powiedział z mocą.

 „Nie ma powrotu”. W jej myślach wyczuwał lęk.

Spojrzał na las zanikających kolumn. Czy oni zrobili choćby kilka kroków, czy tylko stali w miejscu?

„Spojrzałaś przez opaskę, dasz radę się odwrócić.”

Ja nie mam opaski na oczach, uświadomił sobie.

„Nie masz, bo jeszcze masz nadzieję” – odpowiedziała. „Jeszcze walczysz”.

„Ty też walczysz” – zauważył. – „Idziesz”.

„Nie rozumiesz?” – zapytała. – „Idę, bo zdołałam ci się przyśnić”.

„Odwróć się. Musisz mi spojrzeć w oczy”.

Nie drgnęła.

Wtedy skoczył. Był wystarczająco blisko, żeby to mogło się udać. Filar zachwiał się, kamienie poleciały w otchłań. Chwycił dziewczynę w ramiona, odwrócił ku sobie i ściągnął jej opaskę z oczu.

Cienka tkanina pojawiła się z powrotem.

„Nie rozumiesz?” – zapytała nieznajoma.

Ujął jej dłoń i powoli, bardzo powoli, zaczął kształtować filar w stopnie prowadzące w dół.

Schodziła, ale wyczuwał opór. Oglądał się i czasem widział oczy, a w nich cień nadziei. I cień imienia, ale nie potrafił go sobie przypomnieć. Poczuł na czole dotyk pajęczej tkaniny i szybkim ruchem zdarł tworzącą się opaskę. Pociągnął mocniej rękę towarzyszki, ale ona rozpływała się w mgłę, zmieniając kształt, zmieniając rysy twarzy. Pamięć wybuchła imieniem.

„Nie!” – krzyknął.

Widmowa dłoń wysunęła się spomiędzy jego palców.

Ruszył dalej, nie widząc już nic przez spadające w otchłań, zastygające w lodowe kryształy łzy.

 

Otworzył oczy i ujrzał przed sobą pajęczą siatkę utkaną z cienkiej przędzy. Przesłaniała wejście do jaskini niczym ogromny łapacz snów. Na ziemi leżały kości, resztki ubrań, zasuszone szczątki. I ciało człowieka, z którym tu przyszedł. Wyglądające wciąż jak żywe, ale już chłodne i martwe.

Kiedy przestał krzyczeć, jak przez mgłę przypomniał sobie burzę i pospieszną decyzję, by spędzić tu noc.

A potem śpiew dobiegający z głębi groty. Zasypianie i przebudzenia, postać na moście… Zamknął oczy i uświadomił sobie, że osobą, którą usiłował uchronić przed utratą nadziei, nie była dziewczyna, ale jego partner. To jego widział w jej znajomych oczach.

Kim zatem była ona?

Panią tego miejsca.

Zapalił latarkę i ruszył w głąb groty, mijając kości i zasuszone ciała. Miejscami musiał się czołgać, ale brnął przed siebie, jakby to miało pomóc jego przyjacielowi.

Mumia, którą znalazł w najdalej położonej grocie, musiała leżeć tu od bardzo dawna. Wyglądała jak staruszka, ale wiedział, że to nieprawda.

Nie zdziwił się, kiedy obok ciała zobaczył widmo dziewczyny ze snu. Spodziewał się tego. Mimo, że oczy zjawy przesłaniała gruba opaska, widział w nich rozpacz i strach. Była bardzo młoda. I miała na sobie strój, jakiego nie widywano w tych okolicach od wielu dziesiątek, jeśli nie setek lat.

„Zabłądziłam” – odezwała się w jego myślach. – „Schowałam się przed burzą. A potem nie potrafiłam znaleźć drogi do domu, więc wróciłam tutaj. Miałam nadzieję, że ktoś będzie mnie szukał. Siedziałam u wejścia do groty i wołałam. Krzyczałam tak długo, aż straciłam i siły, i nadzieję. Wtedy schowałam się tu, a oni zaczęli przychodzić. Ale szybko tracili nadzieję i znikali. Cały czas byłam sama.”

Myślał o pajęczynie zamykającej wejście. O ludziach, których jak ich wpuściła, a oni potem nie byli w stanie sforsować przeszkody. O tym, że tak bardzo chciałby stąd odejść żywy.

„Siedziałeś i krzyczałeś” – powiedziała tymczasem dziewczyna. – „Jak ja.”

– Płakałem, bo zabiłaś mojego przyjaciela – odrzekł. – Wiem, że nie chciałaś. – Te słowa przyszły mu z trudem. Ale były prawdziwe.

Wiedział, że nie zostało mu wiele czasu. Zasypiał i budził się kilka razy, tak mu się przynajmniej wydawało. Wody w manierkach zostało kilka łyków, jedzenia od początku nie mieli wiele: tyle, ile zabiera się na dwudniową wycieczkę.

Zjawa patrzyła na niego ze zdumieniem.

„Wypuszczę cię” – powiedziała nagle. – „Ale pod jednym warunkiem”.

Cokolwiek, pomyślał.

„Zabierzesz mnie z sobą”.

Spojrzał na mumię, ale widmo pokręciło głową.

„Znajdziesz mnie tam, gdzie zebrały się twoje łzy”.

Znikła, pozostawiając go sam na sam ze swoim wysuszonym ciałem.

 

Pajęczyna nie dawała się ani rozerwać, ani przeciąć nożem. I kiedy już tracił nadzieję, promień wyłaniającego się zza chmur słońca odbił się od błyszczącego przedmiotu w samym środku siatki, którego wcześniej nie zauważył.

Wyciągnął rękę i zacisnął palce na pulsującym życiem przejrzystym krysztale. Nici puściły i rozpadły się, pociągając za sobą kamienne wejście do jaskini.

„Pospiesz się!”

Skoczył do przodu, a grota zawaliła się, grzebiąc wszystkich, którzy w niej umarli.

Otworzył dłoń: z kryształowego medalionu spoglądała twarz dziewczyny ze snu.

Koniec

Komentarze

Podobał mi się zwłaszcza klimat pierwszego fragmentu. Przypomniał mi grę Tension/The Void.

Zarówno pierwszą połowę, sen, jak i drugą, jawę, z osobna uważam za bardzo udane, natomiast mam wrażenie, że nie do końca do siebie przystają.

Potem z pustki wyłonił się most, urywający się nagle nad przepaścią. Na samym jego końcu stała dziewczyna w przepasce na oczach.

Wyciągnął ku niej rękę. Nie zareagowała. Spojrzał przed siebie i wtedy zrozumiał. Jego ręki nie było widać.

Bohater już wcześniej widział dziewczynę, a rękę wyciągnął w jej kierunku. Czyli już wcześniej patrzył przed siebie. Czy nie sensowniej byłoby “spojrzał nieco w dół”?

ironiczny podpis

“Bardzo ostrożnie sięgnął wyobraźnią, delikatnie dotknął kamienia znajdującego się na ciągnącym się w nieskończoność moście daleko od niej i zaczerpnął z niego.” – Na początku zdania za często występuje “się”. Ogólnie mam wrażenie, że zdanie jest trochę zagmatwane. Nie lepiej byłoby wyrzucić informację o nieskończonym moście i wspomnieć tylko, że skrawek mostu, z którego zaczerpnął znajdował się daleko?

 

„Nie rozumiesz?” – zapytała nieznajoma. „Nie pamiętasz?” – Zjadłaś “-“ przed drugą wypowiedzią. 

 

 

Zgubiłam się przy wzmiance o magicznym krysztale na samym końcu. Skąd on się wziął? Lepiej by było, jakbyś wspomniała o nim wcześniej. 

 

 

Pomysł na opowiadanie ciekawy. Wykonanie… Przydałoby się więcej emocji, ale to już kwestia gustów :) 

 

To opowiadanie bardzo ewoluowało i początkowo obie części były odrębne…

 

Dzięki za wychwycenie braku łączności między kryształem a łzami. Wypadło mi przy skracaniu do “ścieżki B”…

 

Co do emocji – chyba nie potrafię pisać emocjonalnie ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Oniryczne. Tajemnicze. Tak właściwie to nie wiem, o czym ;). O duchach?

Kilka uwag:

– “dziewczyna w przepasce na oczach” – a nie “z przepaską”? Bo to brzmi, jakby jedynym elementem jej stroju była ta przepaska;

– “mimo że była odwrócona do niego tyłem” – kiedy się odwróciła? wcześniej gość jej w oczy patrzył?;

– “Jak zapomnisz wszystko” – a nie “gdt zapomnisz…” albo “jeśli zapomnisz…”.

 

No ok – ćwiczenie stylistyczne zaliczone. Tylko i aż tyle ;)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

mimo że była odwrócona do niego tyłem.

Wydaje mi się, że słowo “odwrócona” zawiera już w sobie informację, że postać stała tyłem. Gdybyś użyła słowa “zwrócona”, to faktycznie dopowiedzenie miałoby rację bytu, ale w obecnej formie wygląda mi to na pleonazm.

 

Bonsoir! Przybywam zaciekawiony, jak radzisz sobie poza ulubionym środowiskiem. Nie zostałem rzucony na kolana, ale kładę to na karb nieludzkiego limitu. Podobała mi się historia. Choć ledwie zarysowana, wcale nie prosi się zanadto o rozbudowanie fabuły. Bezimienność bohaterów to tutaj fajny trik. Finał satysfakcjonuje. Warstwę emocjonalną odebrałem natomiast jako dość oziębłą i tu bym szukał ewentualnego dodania paru celnych refleksji.

Mówisz, że nie potrafisz pisać emocjonalnie, ale też cudów nie trzeba, by te emocje podkreślić. W pierwszych akapitach pada “Ogarnęła go panika.” – suche stwierdzenie, które nijak nie wzrusza mnie, czytelnika. Gdyby pokazać tę panikę gestami, przyspieszonym tokiem myślenia, jakimś natłokiem katastroficznych wyobrażeń, wyszłoby mniej sterylnie. Tak mi się wydaje.

Zastanawia mnie sporo rzeczy, chociażby skąd protagonista znał dziewczynę (lub też wydawało mu się, że ją zna). Ukochana? Córka? Jeżeli bohater błądzi po krainie snów, to wspomniany w szorcie czas przestaje mieć większe znaczenie. Zrozumiałam w ten sposób, że uwięziona tam dziewczyna przyśniła się protagoniście, by ten przybył jej na ratunek, chociaż koniec końców poległ? Nie wiem, czy podczas wspomnianych przez Ciebie przeróbek tekst nie stracił paru ważnych wskazówek.

 

Niezwykle podoba mi się wykorzystywanie za budulec sennej materii, no i bardzo obrazowa pajęcza opaska. Swoją drogą, to chyba Twoje najbardziej oniryczne opowiadanie. W pewnym momencie aż musiałam upewnić się, kogo czytam :)

najbardziej oniryczne opowiadanie

Oniryczne. Tajemnicze.

No a jakie ma być, skoro konkurs o snach? ;)

 

I tak, o duchach w sumie…

 

Zastanawia mnie sporo rzeczy, chociażby skąd protagonista znał dziewczynę

Um. Chyba kolejna rzecz, która umknęła przy dostosowywaniu 1300 znaków do formatu “ścieżki B”… On widzi dziewczynę, ale tak naprawdę zjawą we śnie jest ten jego umierający kolega. To jego usiłuje zatrzymać przy życiu, ale dziewczynka stojąca za tym wszystkim miesza się w jego sen, bo jako pierwsza z jej ofiar ją zaintrygował. Muszę spróbować jakoś to podkreślić, ale limit (nieludzki, Jasna Strona ma rację)… Jej się już nie da uratować, bo ona nie żyje od kilkudziesięciu lub kilkuset lat, ale kolega umiera w ciągu tych paru dni, jakie spędzili w jaskini.

 

W sumie cieszy mnie ostatnie zdanie Twojej opinii, Żonglerko, bo fajnie jest umieć napisać coś w nietypowy dla siebie sposób :)

 

Aha, odwrócona plecami, bo on rozebrał most za nią, a nie przed nią… Ale też wygładzę, żeby było bardziej oczywiste.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hmmm. Spodobała mi się pierwsza część, z budowaniem własnego ciała z marnie dostępnej materii. Fajna sprawa. Ale potem okazuje się, że “to tylko sen”.

I to dość luźno powiązany z rzeczywistością.

Skąd wiadomo, że to duch zabił przyjaciela? W końcu biedna zagubiona, oczekująca na ratunek czy krwiożercza suka? Gdyby mnie ktoś zabił przyjaciela, raczej nie starałabym się pomóc sukinkotowi. Pewnie sprawdziłabym, jak się zachowuje kryształ między dwoma kamieniami.

Babska logika rządzi!

Ej, no, co wy z tym, że sen, skoro konkurs o snach?

 

W końcu biedna zagubiona, oczekująca na ratunek czy krwiożercza suka

Ani jedno, ani drugie. Duch sprzed wielu lat, który nie do końca wie, co czyni, chwyta ludzi, bo chce mieć towarzystwo. Jak rozumie, co zrobiła, to pomaga bohaterowi wyjść.

Cholerny limit :/

 

Ale pogimnastykowałam się, dopisałam, że on rozumie, że ona nie chciała zabijać.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jest różnica między snem a oniryzmem. ;-)

Ale że limit wredny, to się zgodzę.

Babska logika rządzi!

No dobra, ale konkurs jest o snach, a nie o oniryzmie :P

 

A sądząc po komentach, mam jedno i drugie…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No właśnie. Kiedy się gubię, nie widzę zależności przyczynowo-skutkowych, to jest oniryzm. ;-)

Babska logika rządzi!

Dopisałam jeszcze jedną zależność logiczną. Jestem mistrzem utrzymywania się na poziomie równego tysiąca słów :P

 

Skądinąd w snach nie ma zależności logicznych

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Otóż to! Człowiek lata i wcale go to nie dziwi, nie męczy się, spotyka potwory, łamie prawa fizyki… Kulawy, mocno niedopracowany świat… Nie przepadam za nim.

Babska logika rządzi!

Twoje opowiadanie ma chyba najbardziej oniryczny i tajemniczy klimat z dotychczas opublikowanych konkursowych opowiadań. Według mnie, oczywiście. Nie jestem fanem takiego stylu, ale trzeba przyznać, że jest bardzo dobre napisane.

Gdybym mógł, kliknąłbym bibliotekę, ale na pewno zrobią to inni.

Pozdrawiam. Gratuluję talentu i warsztatu ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Spodziewałam się czegoś w klimacie XIX wieku, a tu niespodzianka. Bardzo ładna niespodzianka zresztą. Zwłaszcza pierwsza część, ta senna, niezwykle klimatyczna i z ciekawym pomysłem na kształtowanie ciała i otoczenia. Druga część bardziej zagmatwana i dopiero lektura komentarzy dała mi odpowiedzi na niektóre pytania. Plus za ostateczne uratowanie bohatera.

Napisane świetnie, ale w Twoim przypadku chyba nie mogło być inaczej. :)

Podoba mi się przedstawienie zjawy jako dość neutralnej. Przez to klimat, mimo wszystkich trupów, jest nie za ciężki. Nie ma złowieszczych śmiechów i drwin z uwięzionego, jest raczej melancholijny brak nadziei.

 

Ujęło mnie też zbudowanie kolejnych elementów układanki. Nie mamy wszystkiego wyłożonego na początku, tylko w każdym akapicie odkrywamy “kolejny poziom”. W pierwszym był tylko sen, a potem okazuje się, że jego kolega nie żyje, następnie, że jest uwięziony itd.

 

Trochę się jednak pogubiłam, nie zauważyłam mostu, tego jak postacie się do siebie zwrócone (co widzą, a co nie), również połączenie łez i medalika nie było dla mnie oczywiste. Z poprzednich komentarzy już wiem, że to w dużej mierze jest spowodowane limitem.

 

“Jak zapomnisz wszystko, rozpłyniesz się w mgłę”

Czy on zapomniał tylko we śnie i jak zapomni wszystko to umrze? Na jawie całkiem dobrze kontaktował. Z drugiej strony nadzieja, a nie pamięć, zdaje się być głównym motywem.

Cała przestrzeń była wypełniona zamieniającymi się powoli w mgłę kolumnami. Wieńczyły je ludzkie sylwetki.

Czy te biedne dusze, mimo śmierci ciała, nadal były uwięzione? Tak to zrozumiałam, bo jeszcze do końca w mgłę się nie zamieniły, więc coś “pamiętają”?

Czy wszyscy mieli za sobą most, na którym zrobili choćby kilka kroków? Czy od początku stali w miejscu?

No właśnie nad tym się zastanawiałam czytając poraz drugi i nadal nie wiem :D

Mroczne, ale dobrze się czyta. Jak pojawiła się pajęczyna to już myślałem, że będzie i ośmionogie obrzydliwstwo ale na szczęście bariera była magiczna. Myślałem początkowo, że bohaterka to w sumie zła kobieta była, bo wszystkich zatrzymywała, ale chyba nie do końca rozumiała co robi. W każdym razie takie odniosłem wrażenie. Wszystko jest tu takie senne mgliste 

 

Jestem na tak. 

 

 

 

MPJ Plus minus wyjaśnieniem, czym jest “pajęczyna” jest porównanie do łapacza snów – tyle że ona w pewnym sensie łapie dusze.

 

AntareMary – to, na czym się zawieszasz, chyba pójdzie do kasacji i da miejsce jakimś wyjaśnieniom, bo to o zatrzymaniu i mostach to trochę pozostałość z poprzedniej, dłuższej wersji. W skrócie chodzi o to, że jedni ludzie w takiej sytuacji poddają się od razu i tylko czekają na śmierć (”stoją w miejscu”), a inni walczą do końca (”robią kilka kroków”). Ale w wersji skróconej to chyba nie działa i jest niejasne :/

Te znikające dusze są już bez pamięci, ale gdzieś tam jakiś ich ślad pozostaje, bo “władczyni” ich ciągle widzi.

 

Dziękuję wszystkim za uwagi i miłe słowa (Łukaszu, dzięki za laurkę!) :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Coś dziwny ten Vidocq… Nie, czekaj. Zaraz, zaraz… ;)

 

Pajęczyna – łapacz snów to zacny pomysł. Podobał mi się. Ładny klimat, parę dobrych zagrań. Przy takim limicie, naprawdę nieźle. Oniryczny klimat mroczny, nieco przytłaczający. Ładne. Ładnie, że zjawa chciała tylko się uwolnić.

Całkiem, całkiem. :)

Wprowadziłam drobne korekty, mam nadzieję, że rozjaśnią “fabułę”.

 

AQQ, ac – mam już pomysł, jak podobną historię wpisać w bardziej zwyczajne dziewiętnastowieczne opowiadanie ;) Z odkryciami w rodzaju Lascaux w tle. Czy coś z tego wyjdzie sensownego, nie wiem. Nie chciałabym sobie zrobić numeru w rodzaju “Kwiatów dla Algernona”, ale to nie byłoby rozwinięciem tej historyjki, tylko wykorzystaniem podobnego motywu. Pożyjemy, zobaczymy :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tekst dla mnie stoi klimatem – jest sennie, tajemniczo, nieco groźnie. Fabularnie – miałam wrażenie nadmiaru (zjawa, motyw mostu, przekształcanie sennej materii w rzeczywistość, samotność, pajęcze nawiązania, motyw łez, motyw przeklętego miejsca, które przyciąga i więzi wędrowców, śmierć przyjaciela – element, który wydaje się trochę deusexmachinowy, a przynajmniej bardzo słabo zaznaczony jak na rolę jaką odgrywa w opku – ogólnie w krótkim tekście masz bardzo dużo przeskoków między nie zawsze spójnymi elementami, co daje wrażenie chaosu) i miejscami tekst z tajemniczego robi się mętny. Emocjonalnie – nazywasz emocje, ale ich nie pokazujesz, przez co tekst rzeczywiście sprawia wrażenie sterylnego – tylko, że biorąc pod uwagę senność tekstu, nie wydaje mi się to wadą; takie potraktowanie emocji pomaga budować klimat odrealnienia.

Więc koniec końców jestem rozdarta w swoim odbiorze ;-)

 

„On tego właśnie chce”.

Słowa rozległy się w jego myślach.

Tu się potknęłam. W pierwszej chwili nie wiedziałam, kto co mówi/myśli.

 

– Krzyczałem, bo zabiłaś mojego przyjaciela. – odrzekł. – o jedną kropkę za dużo.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Opowiadanie utkane ze snu. Bardzo podoba mi się: niezwykły pomysł budowania z materii sennej [w układzie izolowanym suma energii jest stała;)], zwroty akcji i zakończenie. Bardzo plastyczny obraz mostu, kolumn, kłaniają się filmy i obrazy. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Najpierw chciałem wzruszyć ramionami – ot kolejna historia o duchach. Nie sposób jednak nie docenić magii plastycznych opisów i niezwykle zgrabnie stworzonego nastroju. Przeszkadzały mi niedomówienia, niejasności i brak wyraźnego oddzielenia snu od rzeczywistości, ale nie mogę krytykować opowiadania o śnie za oniryczność. Zresztą tajemnice stanowią element składający się na specyficzny klimat szorta. 

Cóż, bardzo udany tekst! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Fajne. Poetyckie, z nutą romantyzmu nawet, że tak rzeknę. Nie do końca wiadomo, gdzie kończy się sen, a zaczyna jawa. Dobrze się czytało :). 

 

Życzę powodzenia w konkursie, drakaino!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Kurczaki, przez moją opieszałość nie zdążyłam przed zabibliotekowaniem tekstu :( ale to przez van't Hoffa. Szybkość reakcji spada 2-4 krotnie z obniżeniem temperatury o 10 stopni.

W skali surrealizmu daję Ci pół kapiącego zegarka. Ta historia jest logicznie zbudowana, tylko dekoracje oniryczne. Zdania trochę poszatkowane – chciałaś osiągnąć efekt nierzeczywistości?

 kamienia znajdującego się na ciągnącym się w nieskończoność

Sięk :) Ja dałabym "stojącego", albo po prostu "kamienia na moście".

 jakby to miało pomóc jego przyjacielowi

A nie miało? W końcu jakąś nadzieję chłop ma. Tylko jak oni weszli, skoro bariera trzyma cały czas?

 Zgubiłam się przy wzmiance o magicznym krysztale na samym końcu. Skąd on się wziął? Lepiej by było, jakbyś wspomniała o nim wcześniej.

Popieram. Miało to związek z półprzepuszczalnością tej bariery?

“dziewczyna w przepasce na oczach” – a nie “z przepaską”?

Ja też bym dała "z przepaską".

 Gdyby pokazać tę panikę gestami, przyspieszonym tokiem myślenia, jakimś natłokiem katastroficznych wyobrażeń, wyszłoby mniej sterylnie. Tak mi się wydaje.

Mhm.

 No dobra, ale konkurs jest o snach, a nie o oniryzmie :P

Oniryzm od oneiros, sen. Także nie ma jednego bez drugiego :P

 Trochę się jednak pogubiłam, nie zauważyłam mostu

Ja zauważyłam, ale most śmierci mam w głowie prawie na samym wierzchu (lubię ten motyw).

 Plus minus wyjaśnieniem, czym jest “pajęczyna” jest porównanie do łapacza snów – tyle że ona w pewnym sensie łapie dusze.

Tak, to jest sensowne – tylko w świecie materialnym nic się samo nie robi. Mogłoby być tak, że pająki (albo korzenie drzew, albo coś) ściągają do "dziwnych" miejsc (duchy, co legły na rozstajach itp.)

Tak naprawdę, to ten tekst powinien być trzy razy dłuższy – widać, że jest Ci ciasno.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Zdania trochę poszatkowane – chciałaś osiągnąć efekt nierzeczywistości?

Oczywiście ;) Ale dopiero kiedy zerknęłam na licznik słów i wyszło mi, że przede wszystkim muszę się zmieścić w limicie. Dało chyba w sumie dość sensowny efekt, więc nie narzekam.

 

jak oni weszli, skoro bariera trzyma cały czas

Ona działa w jedną stronę. Jak wyedytuję zdanie ze znajdującym się, to może mi starczy słów na doprecyzowanie ;)

 

Z przepaską już zmieniłam. I w ogóle parę rzeczy doprecyzowałam – chyba czytałaś pierwotną wersję.

 

Tak naprawdę, to ten tekst powinien być trzy razy dłuższy – widać, że jest Ci ciasno.

No ba. Pretensje do wilka-zimowego.

 

A tak w ogóle to dziękuję za pół zegarka, choć to nie mój ulubiony surrealista ;)

 

A z temperaturą mam tak samo, nienawidzę zimna.

 

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

chyba czytałaś pierwotną wersję.

Wurgh. Przydałyby się jakieś daty czy oznaczenia wersji. O, techniczni bogowie, czy to jest do zrobienia?

A tak w ogóle to dziękuję za pół zegarka, choć to nie mój ulubiony surrealista ;)

Ilu surrealistów potrzeba, żeby wymienić żarówkę? Żyrafa! (rimshot!)

A z temperaturą mam tak samo, nienawidzę zimna.

Zaczynam podejrzewać, że jestem zmiennocieplna :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Mimo, że oczy zjawy przesłaniała gruba opaska – tu taki nadmiarowy przecinek :) 

 

Nie będzie niczym odkrywczym, jak napiszę, że limit słów skrzywdził opowiadanie. Z jednej strony historia jest prosta, można by rzecz klasyczne fantasy z sesji RPG (co mi się podoba), z drugiej brak jest tradycyjnego rekwizytorium fantasy, nie licząc tego świecidełka z pajęczyny (chyba też na plus, eksponuje elegancję archetypu wątku fabularnego), z trzeciej – historia jest ładnie ubrana w słowa.

Jak przeczytałem tekst pierwszy raz, to trochę zgrzytał mi rozdźwięk między obiema cząstkami, za drugim razem było to mniej wyczuwalne, może dlatego, że wiedziałem, jak interpretować wydarzenia z pierwszej cząstki. Wydaje mi się natomiast, że równoważniki zdań trochę psują płynność czytania.

I po co to było?

Interesujące tekścicho. I znowu w tym konkursie pojawia się motyw jaskini. Wyczuwam zatrucia Platonem. Daję pięć.

Syf.ie, dziękuję. Tak, limit był niefajny, a z drugiej strony pisać 2k słów i nie publikować na portalu? Jakoś tak szkoda.

 

A jaskinia nie jest, brońcie bogowie, platońska!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie każda jaskinia musi być platońska. Nie każdy kot – Shroedingera.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ładne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Ciekawy tekst :) Czuć klimat. Super pomysł z tym łapaczem snów czy opaskami na oczy. Trochę żałowałem, że tak szybko się skończyło, ale wiadomo – limit ;) 

Podobało się :) 

Oniryzm pełną gębą, a przy tym historia jest spójna. Każdy element jest przemyślany i na swoim miejscu. Jestem pełna podziwu, że efekt się udał z tak małą ilością słów. Moim zdaniem też to opowiadanie nie musi być dłuższe – jest to przypadek w którym limit dodał uroku i nie pozwolił na nadmierny “odjazd”, który mógłby spowodować nagromadzenie się onirycznego sztafażu i spadek czytelności przekazu. 

Kliknąć biba nie zdążyłam. Damn. 

Podoba mi się pierwszy fragment, ładnie grający na obrazach i onirycznych niedopowiedzeniach. W kolejnych ładnie rozwijasz historię, dobierasz mądrze obrazy i tworzysz tym samym spójną wizję końcową. Podobało mi się, nawet jeśli do końca mojej niechęci do oniryzmu nie przezwyciężyło.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Opowiadanie senne, niejasne, spowite mgłą zapomnienia i dla mnie trochę mało czytelne, ale pomogła lektura komentarzy. ;)

 

Pod cien­ką teraz jak mu­ślin prze­pa­ską do­strzegł otwar­te oczy. –> Czy wcześniej przepaska była grubsza?

 

Mia­łam na­dzie­ję, że ktoś bę­dzie mnie szu­kał. Sie­dzia­łam u wej­ścia do groty i wo­ła­łam. Krzy­cza­łam tak długo, stra­ci­łam i siły, i na­dzie­ję. Wtedy scho­wa­łam się tu, a oni za­czę­li przy­cho­dzić. Ale szyb­ko tra­ci­li na­dzie­ję i zni­ka­li. –> Czy to celowe powtórzenia?

 

My­ślał o pa­ję­czy­nie za­my­ka­ją­cej wej­ście. O lu­dziach, któ­rych jak ich wpu­ści­ła, a oni potem nie byli w sta­nie sfor­so­wać prze­szko­dy. –> Czy podkreślone słowa są konieczne?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wizja bardzo ciekawie opisana, przykuwająca uwagę, choć nie zawsze nadążałam. Do tej pory chyba nie wiem do kogo należał znaleziony szkielet.

 

Mam już pomysł, jak podobną historię wpisać w bardziej zwyczajne dziewiętnastowieczne opowiadanie ;) Z odkryciami w rodzaju Lascaux w tle. – chętnie bym to przeczytała :)

Szkielety i wysuszone ciała są różnych nieszczęśników, którzy tam weszli i nie wyszli. Zmumifikowane ciało w głębi groty jest tej pierwszej dziewczynki, która się tam zgubiła i niejako “zaklęła” to miejsce.

 

Dzięki za lekturę!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję za wyjaśnienie :)

@finkla: “Gdyby mnie ktoś zabił przyjaciela, raczej nie starałabym się pomóc sukinkotowi. Pewnie sprawdziłabym, jak się zachowuje kryształ między dwoma kamieniami.”

Ha, ha – w punkt, mam podobne przemyślenia.

 

Ogólnie bardzo podoba mi się pierwsza część: budowanie ciała, motyw przepaski i nadziei. Druga część i koniec – nie rozumiem/pewnie inaczej bym poprowadził ;)

 

Uwagi do tekstu:

 

Jak zapomnisz wszystko, rozpłyniesz się w mgłę”. → Jeśli zapomnisz wszystko…

 

 "Oglądał się i czasem widział oczy, a w nich cień nadziei. I cień imienia, ale nie potrafił go sobie przypomnieć." → Czyje oczy i czy da się widzieć imię? Cień imienia?

 

"Pociągnął mocniej rękę towarzyszki, ale ona rozpływała się w mgłę, zmieniając kształt, zmieniając rysy twarzy." → czy ręka zmieniała rysy twarzy? ;)

 

"Zamknął oczy i uświadomił sobie, że osobą, którą usiłował uchronić przed utratą nadziei, nie była dziewczyna, ale jego partner" → Partner = kochanek, partner = współpracownik?

 

"To jego widział w jej znajomych oczach." → Pogubiłem się, widział jego postać w jej oczach, czy jego oczy były dla niego znajome i przywodziły mu na myśl jego? Dla mnie niezrozumiałe.

 

"Nie zdziwił się, kiedy obok ciała zobaczył widmo dziewczyny ze snu." – Za mało opisu. Co robiło to widmo – stało, klęczało, siedziało, wisiało pomiędzy sufitem a ciałem staruszki? Jak wyglądało widmo, skąd było wiadomo, że widmo, to widmo – było przezroczyste, blade, straszne?

 

"I miała na sobie strój, jakiego nie widywano w tych okolicach od wielu dziesiątek, jeśli nie setek lat." –> Co konkretnie, jaki strój? Ciekawość mnie zaraz zeżre do cna ;)

 

"O ludziach, których jak ich wpuściła, a oni potem nie byli w stanie sforsować przeszkody" → Których wpuściła (?), bez “jak ich” (?)

 

"– Płakałem, bo zabiłaś mojego przyjaciela" -przyjaciel, czy partnera, jak to z nimi było w końcu? ;)

 

Exit light

Dziękuję, Basementkey, za odwiedziny.

 

W pierwszej części wszelkie absurdy (czy raczej synestezje) w rodzaju widzenia imienia są celowe – ta scena ma być maksymalnie oniryczna i z perspektywy (braku) logiki snu opowiadana.

 

Jak zapomnisz wszystko, rozpłyniesz się w mgłę”

Jak = gdy. I nawet w sumie to zmienię po ogłoszeniu wyników, bo to zostało z jakiejś poprzedniej wersji, dłuższej, gdzie tuż obok było kiedy albo gdy; dzięki za zwrócenie uwagi

 

Partner vs. przyjaciel – tu chodzi, szanowny panie, o partnera na wycieczce, nic więcej :P Nie mam nic przeciwko homoromansom, ale forumową specjalistką od tychże jest Bellatrix

 

Za mało opisu. / Co konkretnie, jaki strój?

Limit, panie szanowny, limit ;)

Planuję rozwinięcie tego pomysłu w zupełnie innym tekście, gdzie będzie miejsce na szczegóły, za to nie będzie zapewne oniryzmu

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Motyw snu: tak, bardzo wyraźne „w głębi snu”.

Fantastyka: tak.

 

Tekst działający na wyobraźnię i dobrze dopasowany do tematyki konkursu. Jest oniryczność, jest sen jako odrębna kraina, nie zaświaty, ale właśnie coś innego. Co ciekawe – takie wątki zwykle są jako fantasy, a tu nie, główny bohater jest postacią teraźniejszą (na co wskazuje choćby latarka, ale wskazówek jest jeszcze kilka).

 

Ciekawa sprawa – nie jestem w stanie dużo o tym tekście powiedzieć, a jednak mocno mnie przekonuje. Choćby w tym, że czytając go, łatwo dorysowywac elementy, które w opisie się nie pojawiają, a które pasują do scenerii (choćby figury niemożliwe). Taki tekst w rodzaju wizji.

Dziękuję, Wilku, za opinię :) Bohater jest jak najbardziej współczesny, ale podobny motyw zamierzam rozwinąć – bez oniryczności – w pełnokrwiste opowiadanie dziejące się nieco dawniej. I tak, chciałam osiągnąć efekt wizyjności, oniryczności, absurdu jak we śnie, który powoli przekłada się na rzeczywistość, która z kolei też się wydaje niemożliwa… Cieszę się, że chyba się jako tako udało.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Plusy:

Spodobał mi się motyw kontroli snu, wykorzystanie jego „materii” w fabule, dzięki temu budujesz wcześniej już wspomnianą oniryczną atmosferę. Tekst bardzo plastyczny, porusza wyobraźnię.

Minusy:

Jednak za dużo szczegółów: opaska, medalion, jaskinia, sen, dziewczyna, przyjaciel. Zbyt krótka forma, by to ogarnąć. Nie wiadomo, na czym się skupić, zwłaszcza w drugiej części.

Można nieco poprawić pod względem leksykalnym i interpunkcyjnym.

Bardzo oniryczna wizja, spodobała mi się ta implementacja prawa zachowania masy do sennej rzeczywistości, podobnie jak łapacz snów utkany z pajęczej sieci :)

 

Sugestie poprawek:

 

Wiem, że nie chciałaś. – Te słowa przyszły mu z trudem. Ale były prawdziwe.

Wiedział, że nie zostało mu wiele czasu. Zasypiał i budził się kilka razy, tak mu się przynajmniej wydawało.

Powtórzenie.

 

Wyciągnął rękę i zacisnął palce na pulsującym życiem[+,] przejrzystym krysztale.

 

Zgubiony przecinek, chyba że celowo chodziło o “życie przejrzyste”.

 

„Jak masz na imię?” – zapytał. Wydało mu się to ważne.

„Nie pamiętam” – szepnęła. – „Jak zapomnisz wszystko, rozpłyniesz się w mgłę”.

„Odwróć się” – powiedział z mocą.

 „Nie ma powrotu”. W jej myślach wyczuwał lęk.

Spojrzał na las zanikających kolumn. Czy oni zrobili choćby kilka kroków, czy tylko stali w miejscu?

„Spojrzałaś przez opaskę, dasz radę się odwrócić.”

Ja nie mam opaski na oczach, uświadomił sobie.

„Nie masz, bo jeszcze masz nadzieję” – odpowiedziała. „Jeszcze walczysz”.

„Ty też walczysz” – zauważył. – „Idziesz”.

„Nie rozumiesz?” – zapytała. – „Idę, bo zdołałam ci się przyśnić”.

„Odwróć się. Musisz mi spojrzeć w oczy”.

Nie drgnęła.

Wtedy skoczył. Był wystarczająco blisko, żeby to mogło się udać. Filar zachwiał się, kamienie poleciały w otchłań. Chwycił dziewczynę w ramiona, odwrócił ku sobie i ściągnął jej opaskę z oczu.

Cienka tkanina pojawiła się z powrotem.

„Nie rozumiesz?” – zapytała nieznajoma.

 

Na dość niewielkiej przestrzeni trzykrotnie pojawia się “zapytał/zapytała”.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Po raz kolejny przekonuję się, że strasznie nie lubisz operować na konkrecie, a mimo to twoje pisanie jest cholernie obrazowe. Nawet jak nie do końca wiem kto, kogo i dlaczego, to wyświetlające się w głowie obrazy są bardzo “syte”. Jakkolwiek to rozumieć:)

Dzięki, Wickedzie i Michale :)

 

To opowiadanie jest nietypowe, w założeniu miało się rozmywać jak sen, ale mam wrażenie (być może mylne), że ostatnie, jakie pisałam (ale nie publikowałam tutaj) są bardziej konkretne…

 

Poprawki oczywiście wprowadzę – dziękuję!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Początek bardzo wizyjny, plastyczny. Wspaniała sceneria, zmieniająca się to płynnie, to nagle – czyli dokładnie tak jak trzeba we śnie. Fajnie było sobie to wyobrażać.

Tajemnicza jaskinia z mumią i pajęczyną również mi się spodobały. Tu jest mniej sennie, bardziej baśniowo, ale nadal plastycznie, klimatycznie i tajemniczo. 

Nie wiem, czy zapamiętam tekst na dłużej, ale zdecydowanie uprzyjemnił mi kilka chwil :)

Po pierwszej lekturze powiem tyle: Podobał mi się pomysł z części pierwszej – budowa własnego ciała z “tworzywa snu”, natomiast część druga (w jaskini) wydała mi się dołączona tutaj na siłę.

Szczerze mówiąc, mnie też głównie podobał się ten pomysł z części pierwszej, tylko po napisaniu całkiem sporej takiej sceny doszłam do wniosku, że ona do niczego nie doprowadzi, że rozlezie się w oniryczności… A jak lubię impresyjność, tak nie lubię jeśli nie jest w czymś zahaczona :/

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Sen i jaskinia – dwa ładne, nastrojowe obrazki.

Jakieś emocje są: obawa i poczucie straty śniącego, smutek dziewczyny. Czyli nie napiszę, że tekst beznamiętny. Chociaż wiadomo: mogłaś te emocje bardziej unaocznić, zaczepić w konkretach.

Zmieniłbym partnera na towarzysza. Zauważyłem, że wcześniej pojawiła się “towarzyszka”, ale to nawet pasuje – w końcu bohater we śnie pomieszał ze sobą tych dwoje.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

''I ciało człowieka, z którym przyszedł.'' Wydaje mi się, że to brzmi tak, jakby ten chłopak przytargał tego kościotrupa do jaskini, a nie że jego kolega tam umarł. Ogólnie to widać, że opowiadanie było dłuższe.

Glyneth, dziękuję za zwrócenie uwagi na tę niejasność, przyda się przy redagowaniu tekstu do ebooka :) Natomiast to opowiadanie nie było nigdy dużo dłuższe, przycinałam bardzo mało, pojedyncze słowa. Choć przyznam – pierwszą część planowałam oryginalnie dłuższą. Limit ograniczał mnie już w czasie pisania, więc skrótowość wyszła, ale nie z zasadniczych cięć…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Świetny klimat mrocznej baśni, bardzo dobre językowo i stylistycznie. Do tego ciekawy sposób na nawiązanie do tematyki konkursu. Tekst niesie duży ładunek emocjonalny, o co szczególnie ciężko przy tak niskim limicie znaków. Tym bardziej więc doceniam, że tutaj się to udało. Bardzo mi się podobało.

Cóż, to był konkurs, który pozwalał rozwijać skrzydła introwertycznej narracji ;) Dziękuję za miłe słowo. Prawdopodobnie jednakowoż jednym z powodów, dla których w ścieżce B napisałam humoreskę (celowo, co nie zostało zauważone), była potrzeba oderwania się od tych bardzo mocnych emocji i ich tak mocnego przedstawiania…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nowa Fantastyka