- Opowiadanie: Finkla - Latający dywan

Latający dywan

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Latający dywan

Wreszcie dotarłem do starożytnego skarbca! Szkoda tylko, że powrót uniemożliwiały mi rzeka lawy, rozwścieczony troll i zawalony korytarz. Do pieczary wpadało nieco światła, gdzieś wysoko musiał być otwór, lecz nie potrafiłem latać.

Panował tu zaskakujący porządek, żadnego kurzu. Wkrótce odkryłem ścierki, wciąż pucujące, chociaż pierwotny właściciel zgromadzonych artefaktów od stuleci spał wiecznym snem. Widocznie był niesamowitym magiem. Świadczyły o tym również zebrane skarby. Niestety, nic nie reagowało na standardowe zaklęcia, nawet starodawne.

Wyczerpany poszukiwaniem drogi wyjścia i przeliczaniem bogactw, padłem na dywanik, najmiększy element wystroju. Sploty sugerowały, że powinien latać, ale nie chciał choćby drgnąć. Pod głowę podłożyłem jakieś pergaminy i zdmuchnąłem kaganek. Może ranek przyniesie rozwiązanie.

 

Śniło mi się, że wróciłem do domu. Matka uściskała mnie, zaprowadziła do zastawionego stołu i spytała:

– Synku, co ty tu robisz?

Otworzyłem oczy. Nie uwierzyłem w to, co widziały. Jednak ból uszczypniętego uda przekonywał, że naprawdę leżę na podwórku rodziców, a matka szarpie mnie za rękę i szepcze:

– Wstawaj, jeśli ojciec cię zobaczy, to chyba zabije. Nigdy ci nie daruje tego stada kóz…

 

Po tygodniu ślęczenia nad przywiezionym rękopisem i zakurzonymi księgami bibliotecznymi dowiedziałem się, że trafiłem do skarbca czarownika Morfeo. Niegdyś opanował on sztukę świadomego śnienia i tworzył artefakty działające wyłącznie podczas snu.

Odtąd zapomniałem o nudzie i biedzie.

Każdej nocy przenosiłem się do nowego miejsca. Zobaczyłem wiele cudacznych zwierząt i setki jeszcze dziwniejszych ludzi.

Podejrzewam, że niektóre miejsca leżą poza naszym światem. Widział kto kiedy rybę z nogami, żółwia z krokodylą paszczą albo sarnę z potężnym ogonem skaczącą na tylnych łapach? W dodatku z kieszenią na brzuchu, z której wygląda łebek małej sarenki?

 

Może niezbyt wygodnie się spało na zwoju liny, opierając nogi o tobołki z rozmaitymi narzędziami. Często rankiem znajdowałem nowe siniaki na łydkach. Za to miałem wszystko, czego potrzebowałem, kiedy pewnej nocy, niedługo przed świtem, obudziłem się na dachu skarbca jakiegoś króla. Pospiesznie dostałem się do środka, napchałem worki kosztownościami, przywiązałem je do dywanu i pociągnąłem łyczek z fiolki nasennego specyfiku.

Prawie żałowałem, że nie zobaczę miny osoby, która wejdzie do środka i natknie się na opróżnione skrzynie oraz wielką dziurę w suficie.

Kilka miesięcy później usłyszałem plotki, że pewien wschodni władca kazał stracić wszystkich strażników. Ciekawe, czy to ten sam…

 

I tylko jeden problem mnie gnębił – w żaden sposób nie potrafiłem skłonić własnej głowy, aby wyśniła miejsce, w którym znalazłem latający dywan. Pewnie nawet w nocy nie mogła zapomnieć lawy ani trolla i nie chciała tam wracać. Żałowałem, bo w jaskini pozostało wiele cudownych artefaktów. Nie wspominając o tych, które wcześniej uczciwie ukradłem i tam rzuciłem, obok szkatuły ze sznurami pereł wielkich prawie jak orzechy laskowe.

Na złocie i drogich kamieniach przestało mi zależeć – tego pełno u każdego króla, więc i mnie nie brakowało pieniędzy. W wielu miejscach, pod najstarszymi dębami, przy kapliczkach i u podnóża głazów poznaczonych pismem z różnych alfabetów zakopałem po garści klejnotów. Na czarną godzinę.

Ale moje doskonałe wytrychy, usypiający zwierzęta flet i czapka-niewidka przepadły!

 

Beztroskie podróże musiały się kiedyś skończyć.

Którejś nocy obudził mnie grzmot. Już wcześniej nauczyłem się rozstawiać nad sobą malutki namiot, by chronić się przed deszczem i chłodem. Ale tym razem widocznie zmierzałem w kierunku burzy.

Sen się urwał przed końcem podróży, więc dywan spadał jak zwyczajna szmata najpodlejszego poganiacza wielbłądów. Żegnałem się z życiem.

Jednak po raz kolejny miałem mnóstwo szczęścia – akurat przelatywałem nad jeziorem.

Woda była lodowata, aż zabrakło mi tchu w rozespanym ciele, lecz zdołałem rozciąć namiocik i dopłynąć do płycizny. Dywan, obciążony narzędziami i resztkami łupów, pochłonęły rozszalałe fale.

Niezwykłe przygody się skończyły, wyczołgałem się na brzeg przemoczony i tylko z chudą sakiewką. Mało brakowało, a i ją bym wyrzucił, bo ciążyła okrutnie.

Musiałem znaleźć sobie jakiś sposób zarobkowania, przynajmniej dopóki nie zorientuję się, dokąd mnie sny zaniosły i nie odnajdę którejś ze swoich skrytek. Po długim namyśle postanowiłem spisać swoje podróże i miejsca, które odwiedziłem.

W oberży udało mi się kupić kilka arkuszy pergaminu od wędrownego handlarza. Zanurzyłem pióro w kałamarzu i uniosłem nad pierwszą kartą. Po chwili zastanowienia nakreśliłem na niej słowa:

 

180 tysięcy mil przygody

Wiekopomne dzieło przez mistrza Haliktona ku nauce a rozrywce potomności spisane.

Koniec

Komentarze

Ciekawy pomysł na nietypową magię.

Nie rozumiem tylko, czemu Halikton obawiał się trolla, skoro miał ze sobą czapkę-niewidkę :)

 

pewnej nocy, niedługo przed świtem(+,) obudziłem się na dachu skarbca jakiegoś króla.

Tutaj to nie są dwa równorzędne określenia, tylko jedno jest doprecyzowaniem drugiego, więc przecinki powinny być z obu stron (patrz punkt d).

 

obok szkatuły ze sznurami pereł prawie tak wielkich(+,) jak orzechy laskowe.

ironiczny podpis

Ładne! A ten Halikton ma jakieś odzwierciedlenia w innych dziełach literackich? Bo to by ładnie wybrzmiewało…

Tylko jedna rzecz: “w żaden sposób nie potrafiłem skłonić własnej głowy, aby wyśniła miejsce, w którym znalazłem latający dywan”. To jak tam trafił za pierwszym razem? Ktoś go nieprzytomnego zaniósł?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Dziękuję, Isandrze. :-)

To już mag Morfeo tak wykombinował, żeby nikt mu artefaktów nie pożyczał bez pytania. ;-)

Czapka-niewidka słabo się sprawdzi z tą rasą trolla, bo one mają świetny węch. To nie jest aż takie istotne – potrzebowałam wprowadzenia do tekstu.

Pierwszy przecinek zaraz dodam, ale drugi jest opcjonalny, ze wskazaniem na “raczej nie”. IMO, to nawet nie jest porównanie paralelne. A i tam nie byłby obowiązkowy.

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Staruchu. :-)

Co do Haliktona – kombinuj. ;-) U mnie pojawia się po raz pierwszy.

Za pierwszym razem trafił do skarbca na własnych nogach. Aktywował pułapki, ale jakoś dotarł. Później już podróżował we śnie. Musiał lubić ryzyko. ;-)

Babska logika rządzi!

Sorry, bo się nieprecyzyjnie wyraziłem. Wyśnić mu się nie udawało, to per pedes nie mógł się wybrać ponownie?

EDIT: Aaa, taki Halikton? To trzeba było powiedzieć, że dżipem…

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Masz rację – zapomniałem, że można pominąć, jeśli drugi człon jest krótki i w czytaniu na jednym wydechu. Ale to totalnie jest porównanie paralelne :) PWN nawet ma w przykładach zdanie o niemal takiej samej konstrukcji: 

Taki doświadczony kierowca jak Marcin

tak wielkich pereł jak orzechy laskowe

ironiczny podpis

Aaa, niby mógł, ale wiesz – lawa, troll… Wiadomo, że można wlecieć przez dziurę, tylko przeklęty łeb nie chce o tym śnić.

Pewnie mógł zorganizować wyprawę w to samo miejsce, tylko musiałby przypadkiem wylądować w miarę blisko, a potem na jakiś czas zrezygnować z ekscytującego trybu życia.

Ale ja na to nie wpadłam, a słów by taka przygoda trochę zeżarła.

Babska logika rządzi!

Do edytki Starucha: tak, właśnie ten. A działo się to, kiedy ludzie zamiast dżipów używali dżinnów. ;-)

Issandrze, jakoś tam nie widzę paraleli: porównuję perły do orzechów i tyle. “Tak wielkie” miało w moim zamyśle podkreślić, że perły naprawdę są ogromne. Tak czy siak – korzystam z opcji opuszczenia przecinka. :-)

Babska logika rządzi!

Podoba mi się ten tekst. Wpadłaś, Finklo, na dosyć ciekawy i kreatywny sposób zilustrowania konkursowego motywu. Podobny pomysł kojarzę z “Langolierów” Kinga, w których, aby pokonać granicę innej, równoległej rzeczywistości, też należało zasnąć, a cała teleportacja dokonywała się wewnątrz samolotu. Tutaj masz dywan latający. Ciekawe czy się inspirowałaś.

No cóż, językowo, jak zwykle, bez zarzutu.

Mam tylko nadzieję, że tyle komentarza wystarczy do bibliotecznego kliknięcia.

Dziękuję, Piotrze. :-)

Miło mi, że tekst się spodobał.

Właściwie najpierw był pomysł, a dużo później konkurs – znalazłam koncepcję w notesiku z pomysłami, kiedy się zastanawiałam, o czym by tu napisać.

“Langolierów” chyba czytałam, ale w poprzednim tysiącleciu. Zdaje się, że nawet nie w ostatniej pięciolatce. Teraz pamiętam tę historię, coś tam było, że rozszczelnili samolot i specjalnie nie założyli masek, żeby zasnąć… Ale świadomie się tym nie inspirowałam. Już nie pamiętam, skąd mi się to wzięło. Możliwe, że z Pratchetta, tam gdzieś jest scenka, w której bohaterowie próbują uciec ze skarbca na latającym dywanie, ale nie mogą go odpalić, bo leży do góry nogami. Ale to chyba czytałam stosunkowo niedawno, a pomysł był w części notesu zapisywanej lata temu… Sama już nie wiem, skąd to wzięłam. Ale otoczkę pierwszej sceny raczej od Pratchetta.

Babska logika rządzi!

Ciekawy pomysł na maga Morfea, podrasowany delikatnym bliskowschodnim klimatem. Zdecydowanie do rozwinięcia, choć jako szort też czytało się przyjemnie.

Dziękuję, Belhaju. :-)

No, pomysł można rozwijać – w skarbcu jeszcze mnóstwo artefaktów pozostało. A i poszczególne przygody można dokładniej opisać. Ale to nie z tym limitem.

Babska logika rządzi!

Ten mag spodobał mi się od razu. Czasem też tak mam, że mogę modyfikować treść swoich snów, co bywa bardzo przydatne, gdy śni się o wnętrzu statku kosmicznego opanowanego przez obcych, tych z kwasem zamiast krwi. Wystarczy wyśnić sobie dobry ręczny miotacz lasera a paskudy kładą się niczym łan zboża pod kosą. Niestety w moim przypadku mechanizm wyśnienia rzeczywistości haniebnie zawodzi. Och ileż to razy razy wyśniłem szóstkę w totka a w realu nie zaskoczyło ani razu. 

:D

 

Może jeśli wyśnię podręcznik czarownika Morfeo …..

;) 

 

Dziękuję, MPJ. :-)

Fajnie, że mag Ci się spodobał.

Właściwie to on już dawno nie żyje. Bohater jest złodziejem. Ale mniejsza o szczegóły.

Dobry laser często pomaga. ;-) Ale z tą szóstką to niefart straszny! ;-)

Kolorowych snów.

Babska logika rządzi!

Sympatyczny szorciak. Ciekawa przygodówka w świecie snu i jawy, ale jakoś specjalnie nie porwało, jak inne Twoje teksty.

A z tego Halikona, to niezły podróżnik. Czyżby Tony? ;)

Dzięki, AQQ. :-)

Za mało słów, żeby dobrze rozkręcić porywające tornado. ;-/

Tak, to ten facet. Albo jakiś przodek…

Babska logika rządzi!

A gdzie Ela? ;)

Przelatywał kilka razy nad jej domem. ;-)

Babska logika rządzi!

Pomysł świetny. Mam wrażenie, że odczułaś limit, bo chyba napisane nieco chaotyczniej niż przyzwyczaiłaś. Ale podczas czytania nie miałem zbyt komfortowych warunków i to może dlatego. :/

Sympatyczna przygodówka z ciekawymi artefaktami. Podobało mi się. Zwłaszcza – artefakty działające podczas snu. Świetne.

niesamowitym magiem

Magowie z definicji są niesamowici, nawet Szmendryk :)

 najmiększy element wystroju

Hmm.

 Nigdy ci nie daruje tego stada kóz…

Nie ma to jak noodle incident :)

 sarnę z potężnym ogonem skaczącą na tylnych łapach

 nogami opartymi o tobołki z rozmaitymi narzędziami

Powtórzony dźwięk (ami-ami).

 miałem wszystko, czego potrzebowałem, kiedy pewnej nocy

Czyli tylko tej nocy miał wszystko? I trochę się zgubiłam – te sny mają wpływ na rzeczywisty świat? To dywanik lata tędy i owędy, kiedy on na nim śpi?

 głazów poznaczonych pismem z różnych alfabetów

Raczej: oznaczonych napisami w różnych alfabetach (bo "poznaczonych" to ranami czy bliznami).

 

Wesoło się czytało. Fajny, dobrze się toczący styl. Kciuk do góry!

 

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dziękuję nowym Czytelnikom. :-)

 

Ac, fajnie, że pomysł przypadł do gustu. :-)

Limit. Trochę odczułam. Wprawdzie jeszcze mam duży zapas słów, ale przy pisaniu wiedziałam, że nie mogę się rozwinąć, muszę się liczyć ze słowami.

Możliwe, że wyszło trochę chaotycznie – nawet gwiazdek między scenkami poskąpiłam.

 

Tarnino,

Morfeo był wyjątkowym magiem, bo artefakty działały nawet wieki po jego śmierci, chociaż teoretycznie nie powinny.

Najmiększy element wystroju. Marudzisz. A gdzie się miał położyć spać, na kuferkach ze złotem czy szklanej kuli?

Noodle incident. To nie ma wielkiego znaczenia dla fabuły. W moim zamyśle bohater ukradł rodzicom stado kóz, sprzedał i uciekł z kasą. Matka dalej kocha syna, ale tatuś mocno ochłódł w uczuciach.

Miło, że opis kangura Ci się spodobał. :-)

Z rymami zawalczę.

Potrzebne rzeczy. Miał je zawsze, także wtedy, gdy okazały się niezbędne, a nie było warunków, żeby iść szukać zamienników.

Tak, dywanik lata, kiedy bohater na nim śpi. Wyłącznie wtedy.

Poznaczone głazy zostawię. Te litery z różnych alfabetów się na nich ryje, więc IMO pasuje. Taka odrobina poetyckiego szaleństwa. ;-)

O to mi chodziło, żeby było wesoło. Po tych wszystkich konkursowych traumach potrzeba jakiegoś przerywnika…

Babska logika rządzi!

Czuję się pogoniona, więc wracam z komentarzem. 

 

O to mi chodziło, żeby było wesoło. Po tych wszystkich konkursowych traumach potrzeba jakiegoś przerywnika…

O, to, to! Chociaż osobiście, odnosząc się do mojej rzeczywistości, wykreśliłabym słowo konkursowych, jako że mnie nie dotyczy, a proza codzienności zrobiła własną szaloną i traumatyczną imprezę. Ale nie o tym miałam pisać. 

 

Jest wesoło, jak lubię i jak mnie już przyzwyczaiłaś. Jest lekko i wraz z bohaterem dosłownie frunie się przez tekst. Szalenie też spodobała mi się zwariowana podróż przez świat i nawiązanie do pewnego wielkiego. Muszę przypomnieć sobie, na której półce stoi jego książka i sięgnąć po nią ponownie. 

Dziękuję za miłe chwile spędzone na lekturze :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki, Śniąca. :-)

Odrobina sugestii, lekkie wykręcenie ręki i wszystko gra. ;-)

Rzeczywistość zawsze ma swoje traumy. Mnie chodziło o to, że senny konkurs rodzi dość ciężkie teksty – pedofilia, alkoholizm połączony z biciem żony… Najwyższy czas na weselszy przerywnik.

Podoba mi się, że pofrunęłaś. Ty to pewnie zawsze możesz uruchomić taki dywanik. ;-)

Mam nadzieję, że aluzja do tego wielkiego stanowi wisienkę. Oby nie wdeptaną w dywan. ;-)

Babska logika rządzi!

Wisienkę, ale taką podaną na zieloniutkim liściu, taką niam :) 

 

Edyta (chyba naprawdę powinnam iść już spać, skoro piszę na raty).

 

Mnie chodziło o to, że senny konkurs rodzi dość ciężkie teksty – pedofilia, alkoholizm połączony z biciem żony… Najwyższy czas na weselszy przerywnik.

Toteż napisałam, że mnie konkursowa trauma nie dotyczy, bo poza Twoim tekstem przeczytałam jeszcze tylko jeden i to na becie – w obu przypadkach skusił mnie tytuł opowiadania. Ale skoro w takie klimaty poszli autorzy, to może nie mam czego żałować, że nie rzuciłam się do czytania? 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No to smacznego. :-)

Najlepsze są wisienki w koktajlach. ;-)

Edytka: Czytaj, czytaj. Nie wszystkie są aż tak ciężkie. Chociaż nie kojarzę lżejszego tekstu niż mój. Ale gra ciągle się toczy.

Babska logika rządzi!

Hmmm… Ciekawy jest ten “poziom ciężkości” tekstów. “W głębi snu” to przecież bardzo ogólny motyw, i jakoś wywołuje demony :D 

 

Ludzka podświadomość jest niezbadana.

Ciekawa opowieść, tekst łatwo się czytało, ale nie zabrakło elementów zaskoczenia. Bohater jest interesujący, trochę łotrzyk, ale wzbudza sympatię.

Ostatnio czytałam “Nagrodę wojownika” z Fantazmatów. Jestem pod dużym wrażeniem. Chciałabym tak kiedyś pisać.

Piotrze, faktycznie – ciekawe dlaczego. Ludzie mają koszmary? Czy wierzą, że tylko teksty poruszające poważne tematy mają szanse w konkursach?

 

Dziękuję, Ando. :-)

Miło mi, że ciekawie wyszło.

Tak, to miał być łotrzyk, złodziejaszek.

I cieszę się, że “Nagroda” też Ci się podobała. :-)

Babska logika rządzi!

Finkla – czy ludzie mają koszmary? Trudne pytania zadajesz. Ja od lat nie miewam koszmarów, może dlatego, że takowe tworzę ;) 

Co do Twojego pytania o szanse w konkursach, to, no, nie mam pojęcia, które teksty dadzą radę. Każdy lubi co innego, jedni kwiaty i motyle, inni czaszki i łańcuchy :)

Tak, tak, ja też czytałem “Nagrodę Wojownika”. Mnie też się podobał.

Czasami pewnie mają. Niekoniecznie z potworami w roli głównej. Wystarczy widzieć, że ktoś, kogo lubimy/ kochamy robi coś niebezpiecznego.

Pytanie, co lubi Jury. ;-)

Miło mi, że i Tobie “Nagroda” przypasowała.

Babska logika rządzi!

Finklo. Aha, czyli Twoje koszmary to nie tylko sen, lecz i jawa. Bardzo ciekawa koncepcja. Czyli chyba piszesz po prostu o strachu, na przykład strachu przed utratą bliskich.

Nie, moje koszmary to sny. I napisałam tak dlatego, że jedyny koszmar, który w tej chwili pamiętam, to sen, w którym kolega wspinał się na ściankę, wlazł już wysoko, a potem spytał: “Hej, a kto mnie asekuruje?” i pomachał luźno dyndającym końcem linki. Obudziłam się z takim stężeniem adrenaliny w żyłach, że długo potem nie mogłam zasnąć.

Babska logika rządzi!

Hmmm, ciekawy sen. Mnie kiedyś nastraszył Św. Wawrzyniec, oczywiście we śnie. Nie robił nic szczególnego, po prostu na mnie patrzył. Tylko, że jego oczy były jakieś dziwne, miałem uczucie jakby mi pod czaszką latały nietoperze. Obudziłem się przerażony :)

Heh, akurat ostatnio miałem smaka na ściankę wspinaczkową :D

Po prostu patrzył? To faktycznie musiał mieć bardzo dziwne oczy, skoro to było takie przerażające.

Ścianka wspinaczkowa nie jest zła. Tylko bez somnambulizmu! ;-)

Babska logika rządzi!

Hmmm, tu nie chodziło o sam wygląd oczu. One mnie hipnotyzowały i przygniatały do łóżka. Nie mogłem drgnąć, a tak w ogóle to wydawało mi się, że nie śpię. Paraliż senny, jak się pytam?! :3

Aaa, to napisz, że Cię Wawrzyniec przygniótł do łóżka. Od razu inny wydźwięk. ;-)

Babska logika rządzi!

Wydźwięk inny, zaiste ;) :D 

Fajne, lekkie, przyjemne i zabawne (jest tag "humor", więc nie mylę się, że zabawne, prawda? ;-))

Co prawda nie wszystko mi pasowało – w tekście dzieje się dużo i szybko, co zapewne jest winą niemal drabblowego limitu. W efekcie musiałem solidnie się skupić, żeby zaskoczyć co, jak i dlaczego. 

Do tego jeszcze sposób, w jaki prowadzisz narrację – tak mógłby mówić zwykły poszukiwacz przygód. To z jednej strony plus, bo naturalność, ale z drugiej – facet ślizga się po wydarzeniach, opisuje ich ciąg nieco beznamiętnie, bez dramatycznego zacięcia, nigdzie się nie zatrzymując i niczego nie akcentując. Wszystko zdaje się mieć taką samą wagę, czy to akcja w najeżonym pułapkami skarbcu czarodzieja, czy niespodziewana wizyta w domu matki, wzmianki o zdobyciu bogactwa, czy otarcie się o śmierć i utrata źródeł dochodu – nie ma różnic napięcia i wspomnienie o, dajmy na to, wizycie na bazarze po kilo daktyli albo kuwetę dla wielbłąda brzmiałaby tak samo, jak opis upadku do nocnego jeziora podczas burzy. 

Cóż, mam nadzieję, że bohater nieco podszkoli się w umiejętności snucia pasjonujących opowieści, nim zacznie pisać swoje "130 tysięcy mil podniebnej żeglugi", bo daktyli na swojej twórczości nie zbije ;-) 

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że napisanie przygodówki mając do dyspozycji tak nikczemną objętość jest praktycznie niemożliwe, dlatego się nie czepiam. Choć pewnie wygląda, jakbym się czepiał :-) To fajny, zabawny tekst, do tego ze świetnym pomysłem na działanie sennej magii. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Piotrze, to mamy zgodę w temacie. :-)

 

Dziękuję, Thargone. :-)

Owszem, jest tag “humor”. Wolno się śmiać. ;-)

Prawda, zwalam wszystko na limit. Chętnie napisałabym coś więcej, ale wtedy skończyłoby się na nerwowych przeszukaniach skarbca. Do snu i sedna bym nie zdążyła dojść. :-(

Prawda, nie ma akcentów. Samo wspomnienie o czymkolwiek pełni tę funkcję. Na opisywanie zakupów na bazarze nie mam miejsca. Ale skądś się te tobołki z narzędziami wzięły…

Nie musi mieć daktyli, byle tylko dotrzeć do najbliższej skrytki. I mam nadzieję, że z grubsza pamięta, gdzie zakopywał skarby, bo mapę w jeziorze szlag trafił.

Miło, że pomysł się podoba. I dobrze, że napisałeś, że się nie czepiasz, bo chyba bym się pogubiła. ;-)

Babska logika rządzi!

Ciekawa i zabawna postać Mistrza Haliktona. Nadzwyczaj zajmujące byłoby pochylić się nad jego księgą i poczytać o przygodach. Lubię takich wagabundów.

 

Zastanawiam się nad trzema fragmentami i nie umiem tego “rozkminić”:

‚O obudzeniu się u rodziców

,Kilka miesięcy później usłyszałem plotki, że pewien wschodni władca kazał stracić wszystkich strażników. Ciekawe, czy to ten sam…

,I tylko jeden problem mnie gnębił – w żaden sposób nie potrafiłem skłonić własnej głowy, aby wyśniła miejsce, w którym znalazłem latający dywan.

 

Rozumiem, że Halikton trafił do jaskini jako młodzieniec i wrócił do rodziców, skąd kontynuował swoje przygody na dywaniku. Najbardziej prawdopodobne, lecz robił to we śnie, więc ciało powinno leżeć w jaskini?

Pozostał w jaskini i stamtąd wyruszał. Niemożliwe, ponieważ piszesz, nie mógł do niej wrócić. W takim razie musiał wydostać się z jaskini w realności, jednak wtedy wziąłby ze sobą swoje artefakty?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję, Asylum. :-)

Miło mi, że Cię Halikton zainteresował. :-)

Ta książka istnieje w naszej rzeczywistości, możesz poczytać. No, może niezupełnie ta, bez latającego dywanu. Ale podobna. Analogiczna. ;-)

A co złego w dosłownej interpretacji? Znalazł w jaskini latający dywan. Dywan latał naprawdę, nie duchowo. Tylko miał taki feler, że działał jedynie podczas snu użytkownika:

dowiedziałem się, że trafiłem do skarbca czarownika Morfeo. Opanował on sztukę świadomego śnienia i tworzył artefakty działające wyłącznie podczas snu.

Tak, trafił do jaskini jako młodzieniaszek. Dorosły nie byłby taki szalony, być może miałby już jakąś własną rodzinę…

Opuścił jaskinię bez świadomości, że to robi, zostawiając cały ekwipunek. I wściekłego trolla za zawalonym korytarzem…

Babska logika rządzi!

A jeśli chodzi o interpretację dosłowną to jest ok:). Niejasno napisałam.

W takim razie pierwsza hipoteza była prawdziwa. Zmylił mnie fragment o śnie w domu rodziców, przejście do jawy (uszczypnięcie) i kiedy opisujesz ślęczenie nad księgami Morfeusza nie miałam pewności, w jakim miejscu jest bohater i skąd wyrusza na swoje senne podróże. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hmmm, ja tu jeszcze widzę alegorię, Droga Autorko. Nie chcę się wymądrzać, bo kto się wymądrza, ten się wygłupia, ale… Czy mogę zapytać Cię o to wprost? Czy wyjaśniasz własne teksty?

Ja tu widzę alegorię życia. Jaskinia jest życiem, a zaczyna się nieświadomie, w łonie matki (sen) i kończy śmiercią (sen). Ekhem (chrząknięcie) – mniej więcej tak to widzę :3

Asylum, zasnął w jaskini, obudził się na podwórku rodziców. Uszczypnął się, zabolało, znaczy – jawa. Uciekł przed ojcem, potem posiedział w bibliotece… Wszystko dosłownie, jak napisałam. Nie dla mnie mętny oniryzm. :-)

 

Piotrze, możesz się dopatrywać dowolnych alegorii. Kimże ja jestem, żeby Ci tego bronić?

Świadomie nic takiego nie zawarłam, ale jeśli tak tekst odbierasz… Szukajcie, a znajdziecie. Jeszcze się okaże, że tekst głębszy niż jezioro w końcówce. ;-)

Właściwie, nawet mi się ta wizja podoba, chociaż poszłabym w innym kierunku – codziennie podejmujemy setki decyzji, mniej lub bardziej świadomie. Ich skutki kiedyś zakończą naszą podróż. Czy to ten pączek, zjedzony dziesięć lat temu, doprowadzi do zawału? Bo gdyby zamiast jeść, pójść na spacer… W młodości mieliśmy całe worki bogactwa – zdrowy organizm, pełen energii… A zostajemy z chudą sakiewką, cudem uratowaną.

Ale podkreślam, że podczas pisania o niczym takim nie myślałam.

Babska logika rządzi!

Finklo – tak, z tym bogactwem młodości mogę się zgodzić. A pączek zjedzony dziesięć lat temu dający zawał to, hmmm, nie inaczej, a teoria chaosu, czyli efekt motyla :)

Pozdrawiam mocno!

Nikt nie powiedział, że ten motyl nie istnieje. Chociaż pewnie wielu poluje na wredną bestię. ;-)

Babska logika rządzi!

No, przeczytałem. Taka wesoła, sympatyczna opowiastka. W sumie nie mój klimat :) 

I po co to było?

Dziękuję, Syf.ie. :-)

Zaskoczonam, że tu zawitałeś. Ale miło mi! Rozgość się.

W sumie racja – zdecydowanie piszemy w różnych klimatach i nastrojach.

Babska logika rządzi!

W miarę ułożyłem się z organizacją czasu po rozpoczęciu pracy, więc wróciłem do starego hobby. Zanosi się, że trochę tu pobuszuję :P 

I po co to było?

Widzę, że ostatnio sporo komentujesz. :-)

Buszuj, buszuj jak w zbożu. ;-) Może nawet zapiszesz się do Dyżurnych.

Babska logika rządzi!

Tekst tak lekki, że pewnie unosiłby się na wodzie… Zupelnie nie mój klimat :) Wykonanie tak jak trzeba, chociaż czesto (może za często) używasz konstrukcji zdania przeciwstawnego z "ale" ;)

Sympatyczne :)

Blacktomie, dziękuję. :-)

Zależy, na czym tekst utrwalimy. Jeśli na granicie, to trzeba wiele magii, żeby pływał. ;-)

Ty też wolisz cięższe? Twój wybór…

Tym alom jeszcze się przyjrzę.

 

Dzięki, Anet. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki bogom, że jakiś jeszcze mam ;)

Powodzenia w konkursie :)

Wybór zawsze jest. Znasz ten dowcip? Rosyjski, z czasów komunistycznych:

 

Przychodzi facet do knajpy, pyta kelnera, czy u nich jest jakiś wybór.

– Tak, oczywiście.

– No to zjem tu obiad.

Gość siada, za dłuższą chwilę kelner przynosi mu ziemniaki, kotlet i surówkę. Facet zdziwiony:

– Jak to? Nawet nie przyniósł mi pan karty, nie spytał, co bym zjadł…

– A po co pytać, kiedy mamy tylko to jedno danie?

– Ale przecież mówił pan, że jest wybór!

– Wybór zawsze jest. Chcesz, to jesz, nie chcesz, to nie jesz…

Babska logika rządzi!

Dowcip dobry :)

Ale czy chcesz mi powiedzieć, że wybór wyborowi nierówny i czasami lepiej brać jak leci? A może to bardziej filozoficzne, że wybór tak naprawdę nie istnieje i w gruncie rzeczy nie ma wyboru… Predestynacja? ;)

W końcu puenta zaczyna się od “wybór zawsze jest”. Nawet jeśli sprowadza się do “przeżyć albo nie”.

A prawda jest taka, że jak mi się coś przypomni, to muszę opowiedzieć dowcip. To niemal silniejsze ode mnie. ;-) A Twoje słowa musiały zapalić tę lampkę.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem, podobało się :) Świetny pomysł z senną magią. Sympatyczny ten Halikton, trochę mi się skojarzył z Arivaldem z Wybrzeża. Niby mag, ale taki trochę łotrzykowaty. No i nawiązanie też fajne :) 

Ok. Rozumiem. Bo z dowcipu puentę wywnioskowałem skrajne inną :)

Dziękuję, Leniwcze. :-)

Miło mi, że się pomysł spodobał.

Popatrz, wcale nie pomyślałam o Arivaldzie, a faktycznie można znaleźć podobieństwa.

 

Blacktomie, wydaje mi się, że nie lubię odbierać ludziom wyboru. Nie mam zadatków na dyktatora. ;-)

Babska logika rządzi!

Przyszłam coś poczytać.

Przyjemny tekst i łączący sporo motywów, chociaż mam trochę jak Blacktom – nie dostałam rozpasanych supernowych czy cierpienia za miliony, echhh, nuda ;) 

Zwróciłam uwagę na dwa pierwsze akapity, odrobinę przeładowane określeniami (np. niesamowite, oszałamiające, standardowe), ale są na tyle melodyjne, że właściwie nie ma po co czegoś z nich wywalać.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Dzięki, Naz. :-)

Fajnie, że przyjemnie. No, gdyby w pobliżu wybuchła supernowa, to nie dałabym rady uratować milionów w 1000 słów. I już by nie było tak przyjemnie… ;-)

Mówisz, że za dużo bombastycznych przymiotników? Hmmm. Rzucę na nie okiem.

Babska logika rządzi!

Ciekawy twist na latający dywan działający jedynie podczas snu. Podobnie końcówka. Wykonanie Finklowe – czyli bez potknięć przy czytaniu. Koniec końców przyjemny koncert fajerwerków, taki w sam raz do obiadu :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, NoWhereManie. :-)

Sorry, taki mamy temat konkursu, że musi być sen. ;-)

Może jeszcze kiedyś wymyślę, co można zrobić przez sen z innymi artefaktami.

Smacznego.

Babska logika rządzi!

Przy Twoich opowiadaniach Finklo nie da się przyczepić pod względem fabuły ani formy. Warsztat świetny i masz swój styl, który chyba większość z bywalców rozpozna prawie, że od razu po lekturze. Meandry tworzenia ka akcji też masz w małym paluszku. Z tego też względu, czytanie Twoich tekstów (w każdym razie dla mnie) jest już kwestią subiektywnego odczucia i gustu. Więc muszę przyznać szczerze, że to opowiadanie jakoś nie za bardzo mnie ujęło – pomysły są świetne, więc ten limit skutecznie wykończył detale o których chciałabym wiedzieć więcej. Ach, gdybyś na kanwie tej opowiastki napisała coś dłuższego… strach się bać ;)

Dziękuję, Deirdriu. :-)

Nie ujęło, to trudno. Może następnym razem.

Nie wykluczam rozwinięcia motywu artefaktów Morfea. Może kiedyś…

Babska logika rządzi!

Lubię klikać, a u Finkli jak zwykle już kliknięte – ostatnio mam trochę zaległości :(. Tak czy inaczej klikam tylko to, co mi się podoba, a Twój tekst z pewnością do nich należy. I tak sobie myślę, kiedy Finkla wyda swoją książkę? Może być zbiór opowiadań…. Hmm, późno już, 00:00, przynajmniej w UK, przeczytałam z przyjemnością, powodzenia w konkursie i miłej nocy :)

Dziękuję, Katiu. :-)

No, na kliki to trzeba wcześniej przychodzić. Liczba miejsc ograniczona. ;-)

Fajnie, że tekst się spodobał, acz w powodzenie w konkursie powątpiewam. Konkurencja jest bardzo mocna, a jeszcze wszystkiego nie przeczytałam.

Babska logika rządzi!

Ja też nie… Znaczy nie wszystko przeczytałam, a Ty na pewno więcej ode mnie. Niestety, trochę wszystko u mnie ostatnio pod górkę, ale tak czy inaczej życzę powodzenia i chyba bardziej w wydawaniu niż w konkursach :)

A ja życzę naprostowania i wygładzenia ścieżek. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki :) I wszystkiego dobrego :)

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania smiling moon

Też dzięki. :-)

Śliczny jeżuś twardowski. ;-)

Babska logika rządzi!

:):):) Tylko trochę przymrożony, ale takie życie ;) W sumie warto zamrażać dobre chwile :)

Spoko, kiedyś w jednym tekście zamroziłam Reg. Nie narzekała. ;-)

Babska logika rządzi!

:):):) Idę spać, a przynajmniej próbuję zasnąć albo się zamrozić :) Też bym nie narzekała na zamrożenie… Good Night albo Good Frozen or Good Freeze… ciągle ciężko z tym moim angielskim. Hmm, po prostu Dobrej Nocy :)

Kolorowych snów. :-)

Babska logika rządzi!

Miło się czytało, ale cały czas miałam wrażenie, że w tej historii wszystko dzieje się jednocześnie, że Halikton wymienia kolejne zdarzenia, jakby chciał jeno zasygnalizować, co przeżył i czego dokonał, a Latający dywan jest tylko zapowiedzią wiekopomnego dzieła traktującego o stu osiemdziesięciu tysiącach przygód, które niebawem trafi do księgarń. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Reg. :-)

Coś w tym jest. Opowiadam, jak doszło do napisania książki. Ale nie, “180 tysięcy” nie zamierzam popełniać. Nie zaglądaj z niecierpliwością do księgarń. ;-)

Jeśli już, to wezmę się za inne artefakty Morfea. Cała jaskinia tego dobra mi została.

Babska logika rządzi!

Skoro jaskinia jest tak zasobna, czerp z niej garściami. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Na razie czekam, aż mój komputer coś napisze, kiedy będę spała. Ale coś mam sny nie na temat, bo nie widzę nowego tekstu. ;-)

Babska logika rządzi!

Komputer? Zleć to swojej lodówce :).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

 Że też sama na to nie wpadłam! ;-)

Babska logika rządzi!

Zabawne i sympatyczne, podobało mi się :)

 

Wyrzuciłabym tylko kilka “jakiesiów” z tekstu.

 

I proszę wybaczyć lakoniczność komentarza, ale znacznie lepiej umiem uzasadniać, jak mi się coś nie podoba niż jak się podoba ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję, Drakaino. :-)

Fajnie, że rozbawiło.

Nie ma sprawy, uznaję komentarz. ;-)

Bida dopiero, kiedy się nie podoba, ale nie bardzo wiadomo dlaczego.

Jakiesiom przypatrzę się po ogłoszeniu wyników.

Babska logika rządzi!

Chciałem kliknąć na bibę, ale się spóźniłem, więc usiądę sobie na dywanie i szampana sam wypiję. Może zacznie (może zacznę) nawet latać? Za Twoje, Finklo, zdrowie! ;)

Dziękuję, Maćku. :-)

O, do Biblioteki mojego tekstu to się trzeba wcześnie zgłaszać… ;-) Ale połaź po poczekalni, wiele innych ciągle czeka.

Szampana, powiadasz? Kto wie, może skarbiec maga Birbosa ciągle jeszcze czeka na odkrycie… Pomysł zacny.

Babska logika rządzi!

Skarbiec maga Birbosa, powiadasz? Ha, ha; zacne! Trzeba będzie sprawdzić. ;)

Ale wiesz, że nie chodzi o piwniczkę? ;-)

Babska logika rządzi!

Przyznam, że trochę się pogubiłem: bohater, aby przenieść się w nowe miejsce, musi zasnąć (pociągając łyk z fiolki nasennego specyfiku), na miejscu – aby dokonać rabunku – musi się obudzić, a następnie mając już łupy przywiązane do dywanu ponownie zasnąć, żeby wrócić do siebie (czyli gdzie?). Tylko skąd ma on dokładna wiedzę o miejscu, które zamierza obrabować? Bo tylko posiadaniem takich wiadomości można uzasadnić udany rabunek (dokonywany przecież na jawie). No i skąd wzięła się ta fiolka nasennego specyfiku (znalazł ja w skarbcu, czy zakupił później, żeby łatwiej zasypiać)?

Dzięki za wizytę, Marcinie. :-)

Żeby dywan się ruszył, bohater musi zasnąć. Niekoniecznie z fiolką, może być naturalnie. Fiolkę trzyma na okazje, kiedy musi szybko się zwijać, a już jest wyspany. Kupił sobie później, pewnie razem z kompletem różnych narzędzi. :-)

Raczej nie wie, dokąd go dywan poniesie, przystosowuje się do okoliczności. Nie ma “swojego miejsca”, to nie ten tryb życia – skitrał bogactwo w różnych miejscach, gdzie trafi, tam spędza dzionek.

Babska logika rządzi!

Fantastyka: jest. Motyw snu: jest.

 

Bardzo spodobał mi się pomysł magii. Sam styl całego opowiadania… lekki i przyjemny. Opowiadanie jako całość, cóż, subiektywnie, pod moje własne gusta, za mało zwrotów akcji, jednak obiektywnie, pod kątem konkursu tekst jest fajny. Taka elegancka przygodówka.

 

Są pewne wady – np. czemu bohater nie wyśnił sobie lokalizacji w miejscu, z którego mógłby na piechotę dotrzeć do skarbca. Wiedząc, ze istnieje inne wyjście (dla dywanu), mógłby dostać się do środka tamtędy, omijając trolla. Ale to akurat rzeczy, które można pominąć ze względu na konwencję.

 

Co mi osobiście nie pasuje… Tak jak lubię krótką formę, tak historia tego awanturnika i przedmiotów działających tylko w czasie snu, bardzo się prosi o przynajmniej nowelę, a nie tylko opowiadanie.

 

Dziękuję, Jurku Wilku. :-)

Miło, że się spodobał pomysł i lekki styl.

No, wszystkiego mało – nie będę protestować. Główny zwrot to nieoczekiwana ucieczka ze skarbca i wyjaśnienie natury dywanu. Potem szczypta opisów, jak sobie bohater w tych warunkach urządzał życie i finał z puentą.

No, bohater chciałby wyśnić powrót do skarbca Morfea. Ale głowa tego nie śniła. Pewnie nawet w pobliże go nie przenosiło. I co jej zrobisz? ;-)

Możliwe, że to nie był pomysł dobrany do limitu. Ale tak pięknie pasował do tematu, że nie mogłam się powstrzymać. :-)

Czy widzisz jakieś konkretne kierunki poprawek?

Babska logika rządzi!

19 minut – zaczynałem się niepokoić, czy serwer bota “Finkla” działa :P 

 

No, bohater chciałby wyśnić powrót do skarbca Morfea. Ale głowa tego nie śniła. Pewnie nawet w pobliże go nie przenosiło. I co jej zrobisz? ;-)

 

Zawsze za spieniężone łupy mógł opłacić podróż tradycyjną :)

 

Co do kierunku poprawek – nie ma potrzeby. Zastrzeżenia, to my będziemy zgłaszać tam, gdzie w zakwalifikowanym tekście “coś zgrzyta”, ale nie chcemy na siłę ingerować w pomysły autorów metodą “bo tak” – nie o to chodzi ;) 

 

Byłam na łódzkim piwie fantastycznym, ciągle jeszcze wygrzebuję się z zaległości. I wciąż jeszcze nie dotarłam do domu. Bot muli. ;-)

A, tradycyjnie mógł pojechać ( choć niekoniecznie z Australii ;-) ), ale chyba nie chciał stabilizować życia. Bawiło go, że nigdy nie wie, gdzie się rano obudzi. Miał dywan i nie wahał się go używać. ;-)

Aha, czyli jednak zostaje z grubsza w tej formie. OK.

Babska logika rządzi!

A! I nawiązania do Australii były niezłym easter eggiem!

Chciałam pokazać, że go po całym świecie nosi. :-)

Babska logika rządzi!

Niezłe! Właściwie nie opowiadanie, a pamiętnik podróżnika, no ale forma została dopuszczona. 

Na początku wydało mi się nieco pogmatwane, trudno połapać się, gdzie tu sen, gdzie jawa, czy może to wszystko jakieś poziomy snu. Wszystko jednak zostaje wyjaśnione. Ten pomysł wykorzystałabym w jakiejś dłuższej formie, rozszerzając o akcję, przygody, intrygę itd.

Właśnie widzę, że Wilk uważa podobnie:)

Z drugiej strony, w takiej krótkiej formie tekst również nie nie razi.

Styl oceniam na piątkę.

Językowo dopracowane.

Dziękuję, Jurorko Jupiter. :-)

Miło mi, że szorcik się spodobał. :-)

Właściwie to tylko wstęp do napisania pamiętnika. ;-)

Faktycznie, pomysł można wykorzystać. Jeśli nie z dywanem, to z inną kryształową kulą. Chociaż dywan bardziej spektakularny. No, nie mówię nie.

Babska logika rządzi!

No świetnie Ci to wyszło, Finklo :)) Czytałam z uśmiechem od pierwszego do ostatniego zdania. I po raz kolejny podziwiam jak umiesz pisać lekko i gęsto jednocześnie, co przy takich szorciakach jest ideałem. No, bardzo mi się podobało.

Dzięki, Werweno. :-)

Miło mi, że uśmiechnęło. Ten konkurs obrodził raczej ciężkimi tekstami, przyda się przeciwwaga.

Gęste pisanie wychodziło mi od zawsze. Czasem to zaleta, czasem wada.

Babska logika rządzi!

Fajne opowiadanie – taki Bruno Schulz w wersji fantastycznej. Jak mniemam Morfeo to nawiązanie do leku nasennego? A czy w zdaniu ''Widział kto (…)'' nie powinien być przecinek?

Dziękuję, Glyneth. :-)

Miło mi, że opko się spodobało.

Schulz ciągle na półce z książkami do przeczytania, więc nie wiem, jak bardzo mi pochlebiasz, ale zakładam, że to komplement. ;-)

Morfeo – ogólnie do snu. Tak na oko – w greckiej wersji. Morfeusz, morfina…

Nie, nie wydaje mi się, że tam powinien być jeszcze jeden przecinek. Podobnie jak w zdaniu “Czy ktoś kiedyś widział…”

Babska logika rządzi!

Bardzo przyjemny i lekki styl, świetnie się czytało. Od razu nasunął mi się klimat baśni 1000 i jednej nocy, do tego zgrabnie wpleciony w to wszystko motyw snu. Nie za krótki i nie za długi – ładnie to wszystko współgra kompozycyjnie. Dobry tekst krótko mówiąc :)

Dziękuję, Jurorze Geiście. :-)

Miła opinia, zaliczam. ;-)

Tak, miało być lekko. Jak czytałam te ciężkie tematy poruszane przez konkurencję, to odczuwałam chęć czegoś zabawnego, dla odpoczynku. Fajnie, że udało się zahaczyć o klimat arabskich baśni. Pomysł na artefakty działające tylko podczas snu miałam już dawniej, więc wykorzystałam.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka