- Opowiadanie: Atalajsza - Krocząca We Śnie

Krocząca We Śnie

Przedstawiam Wam mój debiut (podwójny, ponieważ jednocześnie dodaję tekst do drugiego konkursu). 

 

PS:  Jeszcze raz życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku, obfitego w sukcesy literackie!!! :)

 

 

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Krocząca We Śnie

– Pan pozwoli, że podsumuję fakty. – Tamara wsparła dłonie na biodrach. – Kapitan straży został znaleziony przez służącą w swoim łóżku, z nożem wbitym w serce. Okno w sypialni było otwarte na oścież. Przypuszcza pan, że to przez nie morderca dostał się do środka. Jednakże… – Wskazała na podłogę dzielącą łóżko i okno. – Na posadzce nie ma śladów obuwia. Powiedzmy, że włamywacz zadbał o czyste podeszwy, lecz jest jeszcze jeden fakt, który wyklucza osobę z zewnątrz. – Mówiąc to, przeniosła wzrok na okno. – Rama nie nosi śladów uszkodzenia. Została otwarta bez użycia siły, czyli najpewniej od wewnątrz za pomocą uchwytu. Mówił pan, że kapitan straży spędził noc ze swoją ulubioną prostytutką? – Teraz spojrzenie kobiety powędrowało w stronę nocnej szafki, na której leżał porzucony medalion wielkości śliwki, najprawdopodobniej własność kochanki denata. – I że opuściła sypialnię jeszcze przed wizytą służącej?  

– Sugeruje pani, że prostytutka uciekła w pośpiechu, ponieważ bała się przyłapania na gorącym uczynku? A okno otworzyła sama, mając nadzieję na zmylenie śledczych? – Strażnik szybko domyślił się, co Tamara miała na myśli.

– Na razie nikogo nie oskarżam – odezwała się. – Prawdy dowiem się dopiero, kiedy porozmawiam z moimi wszystkowidzącymi informatorami.

Strażnik zbladł.

– No tak. Pani szamanka, rozmawia z duchami – mruknął, wyraźnie zaniepokojony. – W takim razie nie będę dłużej przeszkadzał. Zamelduję się u pani męża i wrócę nad ranem. – Mówiąc to, wycofał się w stronę wyjścia.

Tamara mogła teraz przystąpić do pracy. Obecne zlecenie bardzo ją ciekawiło. Chciała czym prędzej dowiedzieć się, czy poprzedni kapitan straży zginął przez osobiste porachunki, czy może ktoś celowo zapolował na osobę piastującą to stanowisko. Jeśli tak, podobne niebezpieczeństwo mogło grozić również nowemu kapitanowi. A był nim od niedawna mąż Tamary. 

Kobieta podeszła do ściany, wygodnie się pod nią usadowiła i zamknęła oczy.

Właściwie nie była szamanką ani medium. Nie zapadała w trans i nie kontaktowała się z duszami zmarłych. Po prostu zasypiała, a wówczas jej świadomość trafiała do innego wymiaru, do świata istot, które uważano za „anioły”. Tak było odkąd tylko sięgała pamięcią. Nie wiedziała, dlaczego. Każdy, kogo o to zapytała, nazywał ją „przeklętą", kazał milczeć albo ją przeganiał. Natomiast rodzice… niestety nigdy ich nie poznała.

 Sen przyszedł szybko. W pierwszej chwili Tamarę ogarnęło uczucie pustki. Zmysły nie odbierały już bodźców płynących z otoczenia, zupełnie jakby jej ciało przestało istnieć. Został tylko sam umysł, sama dusza. W wymiarze duchów tylko ona potrafiła widzieć, a raczej „czuć”.

W tej chwili Tamara wyczuła obok siebie obecność czterech bytów.

– Witaj, Krocząca We Śnie – odezwał się w jej myślach jeden z nich.

Mieszkańcy owego wymiaru zawsze ją tak nazywali. Nigdy nie widzieli w niej intruza, a nawet twierdzili, że spodziewają się odwiedzin śmiertelników. Ponoć w przeszłości istniało więcej osób takich jak ona. Z czasem pojawiało się ich coraz mniej, aż w końcu duchy uznały, że wymarły. Tamara mogła czuć się wyjątkowa. Była ostatnią osobą zdolną rozmawiać z istotami, które znały wszystkie sekrety śmiertelników. Niektórzy na jej miejscu pewnie wykorzystaliby ten dar do własnych, egoistycznych celów, tymczasem ona postanowiła, że połączy go z możliwością czynienia dobra i zostanie najlepszym w historii detektywem.

– Witajcie, Przyjaciele – odpowiedziała w myślach duchom. – Widzieliście, co zeszłej nocy stało się w sypialni kapitana straży?

– Różne rzeczy się tam działy. Ból mieszał się z rozkoszą, płacz ze śmiechem.

– Interesuje mnie morderstwo, nie sztuka kochania – wtrąciła na wypadek, gdyby duchy zbyt dosłownie potraktowały jej pytanie.

Często im się to zdarzało. Otwarcie rozmawiały o wszystkim, o co tylko je spytano, nie mając wyczucia, który temat należy delikatnie pominąć, a którym zająć się bardziej szczegółowo.

– Jego ukochana powinna cię interesować, Krocząca We Śnie. To właśnie ona zabiła.

Ha! Czyli przypuszczenia Tamary okazały się prawdziwe. To była banalna sprawa. 

– Biedak sam się zabił. Kochanka złamała mu serce tamtej nocy. Przebił je sobie sztyletem, gdy tylko odeszła – odezwał się nagle drugi duch.

– Czyli… prostytutka przyczyniła się do śmierci, ale sama jej nie zadała? – spytała dla pewności kobieta.

– Ja pamiętam coś zupełnie innego – wtrącił trzeci. – Jeden z podległych mu strażników zakradł się do sypialni. Dźgnął kapitana, nie mogąc już dłużej znieść obelg, jakie na co dzień słyszał z jego ust.

Zaraz, co?

– To nie był strażnik, lecz przestępca, którego kapitan od miesiąca próbował schwytać. Deptał mu po piętach, aż tamten stracił cierpliwość!

Po usłyszeniu czwartej wersji, Tamara kompletnie się pogubiła. Co one wygadywały? Trzy musiały kłamać, ale dlaczego? Nigdy dotąd się z czymś takim nie spotkała. Duchy nie miały żadnego interesu w tym, aby wtrącać się w sprawy ludzi. Przynajmniej tak jej się od zawsze wydawało.

A może to magiczny urok? Kiedyś słyszała, że istnieją artefakty umożliwiające kontrolowanie duchów. Musiała się obudzić i raz jeszcze rzucić okiem na miejsce zbrodni.

 

Przeszukała szafki, zajrzała pod łóżko, ale nic szczególnego nie przykuło jej uwagi. Nawet nie wiedziała, jak taki artefakt mógłby wyglądać.

Po chwili o czymś sobie przypomniała. Jej wzrok podążył w stronę zostawionego na szafce medalionu. Może prostytutka celowo go nie zabrała?

Tamara wzięła go w rękę i niemal od razu wyczuła, że emanuje z niego energia. A więc jednak!

Pospiesznie rozbiła medalion o podłogę. Teraz dowie się prawdy. Choć ta była już chyba oczywista.

A jednak nie była…

 

Tamara pustym wzrokiem wpatrywała się w ścianę. Nie umiała przyswoić tego, czego przed chwilą się dowiedziała. Morderczynią i dostarczycielką amuletu okazała się służąca. Jednakże nie działała sama. Zabójstwo zlecił jej… mąż Tamary. Pozbył się poprzedniego kapitana, aby zająć jego miejsce.

Nie mogła uwierzyć w to, że awans męża i zarazem polepszenie sytuacji jej rodziny odbyło się takim kosztem. Nie wiedziała, czy ma pomóc małżonkowi i zataić prawdę, jednocześnie wyrzekając się swoich moralnych ideałów, czy też lepiej będzie zrzucić z siebie bolesny ciężar, lecz zarazem stracić ukochaną osobę.

Chyba wolałaby nigdy nie poznać prawdy. A na pewno nie w taki sposób – jako Krocząca We Śnie, jako stróż prawa i sprawiedliwości.

 

Koniec

Komentarze

Witaj, Atalajszo :)

 

“Tak było od zawsze, odkąd tylko sięgała pamięcią.” – Jedno zdanie wynika od drugiego, więc nie ma potrzeby pisać obu.

 

“Nie wiedziała dlaczego.” – “Nie wiedziała, dlaczego.”

 

“Każdy, kogo o to pytała nazywał ją „przeklętą" – Trochę się tu zapętliło. Chyba wystarczy: “Każdy nazywał ją przeklętą.”

 

“W pierwszej chwili Tamarę ogarnęło uczucie pustki i nicości.” – Znowu, jedno wynika z drugiego.

 

Nie wiem, czy konieczne jest stosowanie oceniającego “niestety”, które parę razy pojawia się w tekście.

 

“Niektórzy na jej miejscu pewnie wykorzystaliby ten dar do przejęcia władzy nad światem” – Kreskówkowo to brzmi, czy na pewno o to Ci chodziło?

 

Momentami chaotycznie prowadzisz narrację, jest trochę niezręczności i potknięć. Co do fabuły, to zdecydowanie zbyt mocno ją ścisnęłaś – opowiedziałaś długą historię w krótkiej formie. Twój świat – w którym można komunikować się z duchami i współpracować z nimi przy rozwiązywaniu spraw kryminalnych – z pewnością zasługuje na rozwinięcie, głębię i miejsce na rozwój postaci. Wątek poruszany w tym opowiadaniu jest nieco jałowy: ciężko mi było kibicować Tamarze i przejąć się intrygą – zabieg byłby znacznie ciekawszy, gdyby było mi dane zagłębić się w historię, poznać więcej aspektów świata, perspektyw bohaterów. Jednakże, Twój debiut jest całkiem przyzwoity, nie żałuję, że poświęciłam chwilę (choć krótką) na lekturę.

Rownież uważam, że historia powinna być dłuższa, zwłaszcza, że ma potencjał. Czytało mi się przyjemnie, choć akcja działa się czasem zbyt szybko. Jakbyś rozbudowała wątek Tamary i jej męża, czytelnik pewnie z większymi emocjami przeczytałby zakończenie. Cieszę się, że watek fantastyczny jest dosyć oryginalny – w fantasy trochę brakuje wątków kryminalnych, a Twój pomysł ma potencjał. Na pewno przeczytam resztę Twoich opowiadań ;) Pozdrawiam i życzę powodzenia w pisaniu!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Podobało mi się, choć podobnie jak przedpiścy uważam, że brakuje tu jakiegoś rozwinięcia, zwłaszcza w drugiej części. Czytało się dobrze, fajnie poprowadzony wątek kryminalny i pomysł na komunikację z duchami we śnie.

Osobiście bardziej by mi się podobało, gdybyś zakończyła w miejscu, w którym Tamara dowiaduje się, kto zamordował kapitana, i pominęła wewnętrzne dylematy bohaterki. Ja przynajmniej lubię, kiedy autor daje pole do popisu dla wyobraźni czytelnika.

Pozdrawiam i klikam na zachętę. :)

Czyli radzicie, że lepiej by było usunąć końcówkę, bo czytelnik i tak ma marne szanse na zidentyfikowanie się z uczuciami Tamary… Warto to przemyśleć!

 

Opowiadanie pierwotnie miało być na ścieżkę B, stąd te skróty i streszczanie. Jeszcze wczoraj rozważałam usunięcie i zamianę na dłuższą wersję. Jednakże chciałam czymś pochwalić się na forum, w końcu jestem tu nowa, a widzę, że odbiór jest nawet dość pozytywny, więc już zostawię tak, jak jest :) 

Atalajszo, masz fajne pomysły. Z przyjemnością się czyta :)

Fajne. To również dobrze się czytało. Podobało mi się jak na początku pisałaś o wisiorze tak, że potem, kiedy bohaterka wspomina o artefaktach od razu można się domyślić, że to on. Lubię takie zabiegi.

Wariacja na klasyczny temat wprost z Agathy Christie z lekkim fantastycznym twistem. Głównym problemem jest dla mnie pospieszność narracji, spowodowana oczywiście okrutnym limitem. Taka scenka, w której jest trochę za mało miejsca na wszystko. Fabuła oczywiście się tu mieści, ale jest bardzo skrótowa, jak streszczenie opowiadania, a nie opowiadanie. No i rozwiązanie takie trochę – za proste z tym artefaktem.

Wykonanie nie rzuca na kolana, narracja jest prosta i bez fajerwerków, miejscami nieco chaotyczna, czasem podajesz zbędne informacje kosztem np. lepszego nastroju w opowiadaniu, styl też bez szaleństwa, ale jak na debiut nie jest źle.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Podobało mi się, że wcisnęłaś taką intrygę w ten dziadowski limit. Zdaje się, że dużo słów do wykorzystania Ci nie zostało.

Sen bohaterki kojarzył mi się z modlitwą inkwizytora Piekary. Ale potem rozwija się całkiem przyzwoicie i dylemat na końcu wychodzi zacny.

Styl jeszcze możesz doszlifować, ale wyjściowy materiał do pracy jest przyzwoity.

Babska logika rządzi!

Przyzwoite opko z klimatem! Fajna intryga w stylu zamkniętego pokoju z poszlakami :D.

Nawet dałaś radę wcisnąć tu strzelbę Czechowa w postaci medalionu.

Rozmowa z duchami straszno-śmieszna, podobała mi się :3.

 

Tamara pustym wzrokiem wpatrywała się w ścianę. Nie mogła uwierzyć w to, czego przed chwilą się dowiedziała. Morderczynią i dostarczycielką amuletu okazała się służąca. Jednakże nie działała sama. Zabójstwo zlecił jej… mąż Tamary. Pozbył się poprzedniego kapitana, aby zająć jego miejsce.

Tamarze pękło serce. Nie umiała pogodzić się z faktem, że awans męża i zarazem polepszenie sytuacji jej rodziny odbyło się takim kosztem. Nie wiedziała, czy ma pomóc małżonkowi i zataić prawdę, jednocześnie wyrzekając się swoich moralnych ideałów, czy też lepiej będzie zrzucić z siebie ten ciężar, lecz zarazem stracić ukochaną osobę.

Chyba wolałaby nigdy nie poznać prawdy. A na pewno nie w taki sposób.

Westchnęła głęboko, zamykając oczy. Krocząca We Śnie. Do tej pory uważała swoją zdolność za dar. Dziś zrozumiała, że to w równym stopniu dar, co i brzemię.

Faktycznie ta końcówka mogłaby być lepsza. “Tamarze pękło serce”, łe, po co to? Wystarczy pokazać, że patrzy tępo w ścianę i nie może nabrać tchu :D. Wywaliłabym też jej wewnętrzny dylemat, niech czytelnik sam wykreuje sobie w głowie ciężką sytuację Tamary :).

 

Jest dobrze!

 

I, high five, też jestem nowa! ❤

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Dziękuję wszystkim zarówno za miłe słowa jak i bardziej krytyczne uwagi. Niektóre z nich wezmę sobie do serca, bo sama przyznać muszę, że jakość została trochę skrzywdzona limitem, a konkretnie próbą wciśnięcia w niego zbyt obszernej fabuły (no dobrze, to juz moja wina, nie limitu). 

 

Końcówkę trochę teraz zmieniłam (mam nadzieję, że na odrobinę lepszą). 

 

Cieszę się, że debiut został raczej miło przyjęty! 

Jednakże… – wskazała na podłogę dzielącą łóżko i okno.

Wskazała nie powinno być wielką? Pytam, bo nie wiem.

 

Brakuje troszkę oszlifowania stylu i płynności narracji, ale czytało się całkiem dobrze. Podobała mi się ta kryminalna intryga. Jest pomysłowo klasyczna w budowie, ale dobrze się kojarzy. Wszystko mi w niej zagrało. Zabójstwo, kilka zamieszanych osób, motywy, detektyw też blisko sprawy, nadnaturalne zdolności. Hej, naprawdę dużo wpakowałaś w tyle słów! Doceniam. :)

Szkoda tylko tego zakończenia, które powinno się potoczyć jak poprzednia część. W podobnym tempie. Teraz przypomina miłą przejażdżkę, która nagle kończy się ostrym hamowaniem, a kierowca mówi – Dobra, już jesteśmy.

Największy plus za tę intrygę. Naprawdę mi się spodobała.

Wiesz, tak naprawdę to jest materiał na powieść, bo wtedy mogłabyś rozbudować wątki twistów (śledztwo w każdej kolejnej sprawie) i motywacji bohaterów…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ac – Tak, powinno, już poprawiam!  Dzieki za wytknięcie!

I dziekuję za opinię :D 

 

 

Drakaina – właściwie planuje to w przyszłości rozwinąć, dzięki za motywację :D Tu po prostu na szybko przypomniał mi się ten, wcześniej wymyślony pomysł

Zabójstwo zlecił jej… mąż Tamary.

Coś tu się popsuło :D

 

Poza tym, końcówka wydaje mi się lepsza :3

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

I ja dołączam do grona zadowolonych czytelników. Intryga szybko wciągnęła, rozwiązane fajne. Tylko ta zabójczyni mogłaby się nieco bardziej postarać i lepiej ukryć ten amulet ;) 

Ciekawe połączenie kryminału z wątkiem fantastycznym. Spodobał mi się pomysł z amuletem i wpływem klątwy na duchy. Postaci duchów też fajne, takie trochę schizofreniczne.

Minusy opowiadania: za krótkie, za mało rozbudowane, ale wiadomo – limit. Bohaterka nie wzbudza sympatii, za mało o niej wiadomo. Trudno identyfikować się z jej historią i dramatem, kiedy odkrywa udział męża w całej historii. Pokazałabym też więcej emocji Tamary, dodała jej jakąś ludzką cechę, bo wydaje się zbyt idealna.

 Na posadzce nie ma śladów wyjściowego obuwia

Wydaje mi się, że "wyjściowe" buty, czy odzienie, oznacza elegancki strój na specjalną okazję, nie "do wychodzenia na zewnątrz".

A tak poza tym, to całkiem zgrabna, ciekawa historia. Prosta i pośpiesznie opowiedziana, ale to nic dziwnego przy tej objętości. Jest pomysł, jest interesująca bohaterka, jest zwrot akcji. Napisane jasno i czytelnie, uwypuklając treść, nie formę, co zawsze cenię u ludzi, którzy debiutują, tudzież mają debiut dopiero co za sobą. 

Rzecz jest oczywiście do rozwinięcia, ale myślę, że na bibliotekę zasługuje. Na zachętę. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Naprawdę niezłe. Jest intryga. Wciąga od początku. Dobrze, prosto napisane. :)

 

Pomysł z artefaktem kontrolującym duchy – nie wiem, czy konieczny?, ale to może moje – subiektywne, nie przepadam za deus ex machina przy rozwiązywaniu zagadek a’la Aghata. Rozumiem, że był potrzebny nowemu kapitanowi do kontrolowania żony, zwłaszcza w tej sytuacji, kiedy miał pewność, że ona będzie prowadziła śledztwo. Ciekawe, czy trudno taki artefakt w ich świecie zdobyć? 

Duchy mogły: kłamać, nie chcąc sprawiać Tamarze przykrości, nie chcąc pogarszać jej losu, ciesząc się z jej obecnego dostatku, bo przecież była ostatnią, która pojawiała się w ich świecie. 

Stworzyłaś bardzo ciekawy świat. Gdyby więcej było podobnych – Kroczącej we śnie, mogłoby wywołać to bardzo interesujące konsekwencje. Może dlatego wyginęły.

Z drobiazgów moją uwagę zwróciły 

‚wyjściowe buty

‚wisior wielkości śliwki, który zmienił się w medalion – wisiory zazwyczaj są z drogocennymi kamieniami

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Leniwcu, był taki pomysł, ale znów pojawił sie problem limitu xd

 

Thargone, dziekuję za punkt !

 

Asylum, już nie było miejsca na opowiadanie o pochodzeniu artefaktu. No i historia jest opowiadania oczami Tamary, a ona tego nie wiedziała :) 

O, przy okazji zauważyłaś, że nie dodałam wzmianki o bezpośredniej naturze duchów… W każdym razie – one nie kłamią xd 

Medalion poprawiony!

 

A te buty nie wiem jak inaczej nazwać, więc usunęłam przymiotnik. 

@atalajszo. Pewnie, że zauważyłam – natury duchów zmieścić już nie było gdzie, chyba że skonstruujemy artefakt , aby wilk-zimowy widział tysiąc słów, a byłoby ich więcej:).

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A dobry pomysł, dobry! Czas najwyższy, abym nie tylko o elfiej magii pisała, ale zaczęła ją też praktykować xd

Bardzo ciekawy pomysł wykończył nieszczęsny limit. A narobiłaś smaka na swój świat przedstawiony. Aż szkoda było, że musiałaś tak szybko urwać i podać zakończenie. Więcej detali też bym z chęcią poznała. Cóż, konkurs to konkurs, zmieściłaś się w limicie, ale wolałabym przeczytać wersję dłuższą tej historii. 

Koncept naprawdę bardzo fajny. W ogóle magia mocno potrafi namieszać w quasi średniowiecznym świecie prawa i sprawiedliwości. Jak bowiem kłamać, jeśli dostępni są magowie z łatwym do rzucenia zaklęciem prawdomówienia? :) Tak więc sam koncept ma potencjał.

Niestety zaszkodziła ilość znaków. A konkretnie – musiałaś mocno polegać na infodumpach, by zmieścić historię w limicie. To niestety zostawia kiepski posmak. Ale pierwsze koty za płoty, drugi tekst okazał się lepszy (bo i limit większy), więc nie ma się czym martwić :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Czy mąż Tamary nie wiedział o jej zdolnościach? Czy nie obawiał się, że właśnie ona będzie prowadzić śledztwo i pozna prawdę?

Historia nieźle wymyślona i szkoda, o czym już wspomnieli wcześniej komentujący, że musiała się zmieścić w tak małej liczbie znaków.

Jednego nie rozumiem – w jaki sposób rozbicie medalionu pomogło Tamarze odkryć prawdę?

 

– Wska­za­ła na pod­ło­gę dzie­lą­cą łóżko i okno. –> Raczej: – Wska­za­ła na pod­ło­gę między łóżkiem a oknem.

Dzielić coś może np. ścianka, parawan lub inna przegroda, ale nie wydaje mi się, aby coś dzielić mogła podłoga.

 

Może pro­sty­tut­ka ce­lo­wo go nie za­bra­ła?

Ta­ma­ra wzię­ła go w rękę i nie­mal od razu wy­czu­ła, że ema­nu­je z niego ener­gia. –> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

Czy istniała możliwość, by wzięła medalion inaczej, nie w rękę?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmm… Mało znaków i bardzo dużo się dzieje. Tak czy inaczej zbyt szybkie tempo wydarzeń składam na barki ograniczeń konkursowych i klikam bibliotekę, bo tekst mnie zaciekawił i przeczytałam z zainteresowaniem od początku do końca. Gratuluję pomysłu :)

Jest pomysł. Jest przyjemna narracja. Niezły szort i zasługuje na bibliotekę.

Pozdrawiam.

Obawiam się, że nie napiszę wiele więcej niż poprzednicy. Czytało się sympatycznie i gładko, bo warsztatowo jest bardzo dobrze. Pomysł na połączenie kryminału z lekkim wątkiem fantastycznym też wyszedł zgrabnie. Więc ogólnie super.

Ale – i tu też nie będę oryginalny – końcówka jest trochę rozczarowująca. Rozumiem, że wynika to z limitu, lecz bez względu na przyczynę, trochę za szybko się to urywa. Bawimy się, bawimy, a tu nagle bach, koniec.

Może gdyby zamiast podania na tacy, Tamara w śnie zobaczyła własnego męża, byłoby to łatwiej przełknąć. I gdyby po prostu to się stało – i koniec, bez przemyśleń i rozterek. Tych możemy się domyśleć. ;)

Nie chcę Cię zniechęcać przy debiucie, więc zacznę od plusów, choć minusów widzę więcej.

Wartka akcja jest, a to dla mnie ważne i jest na plus, strasznie nie lubię lania wody i dylematów głównych bohaterów, jak sam ich bym nie miał. :( Na plus także ilość informacji, dużo zmieściłaś na tak mały limit, nie ma co. Ciekawe pomysły, może cała historia nie jest mocno oryginalna, ale podobała mi się.

Niestety mocno uwierają mnie minusy, a trochę ich jest. Przede wszystkim ta beztroska głównej bohaterki, wchodzi, ciach mach i wszystko rozwiązane. Osobiście nie spotkałem się nigdzie z detektywami, którzy pięć minut po wejściu mają już rozwiązaną sprawę i wytypowanego zabójcę. No, chyba, że z detektywa chcemy zrobić, za przeproszeniem, idiotę, bufona, czy też zupełnego laika. Tym brakiem śladów na oknie i pewnikiem, że z tego powodu zostało otwarte od środka, tylko bardziej pogrążasz bohaterkę.

Później mamy magiczny medalion, który zawiera energię i który nasza bohaterka (pośpiesznie, a jakże ;) ) rozbija o ziemię. Kto tak robi? Ano Autorka, która w głowie ustaliła zasady świata, że magiczne przedmioty, które się rozbije nie wybuchają, nie zalewają wszystkich złą energią, tylko właśnie tracą moc. Szkoda, że tych założeń nie przekazałaś w tekście, i nie tłumaczy tego ograniczona liczba znaków, mogłaś wprowadzić chociaż jakieś wahanie, a tak? Dla mnie zachowanie głównej bohaterki było bezmyślne. Jeśli znajduję coś ważnego dla sprawy, na pewno tego nie niszczę w jednej chwili.

To drobiazgi, ale przez to historia trąca naiwnością, beztroską, nie przemyślanym do końca konceptem, a tego nie lubię. Chociaż, patrz wyżej, znalazłem też i dobre strony. :)

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darcon, dziękuję za komentarz i przemyślenia, jednakże parę uwag zamierzam obronić. 

Po pierwsze – szybkość rozwiązania sprawy. Jeśli Tamara ma świadków w postaci wszystkowidzących duchów, nad czym ma się jeszcze zastanawiać przy wskazaniu sprawcy? Większym problemem byłoby dla niej przekonanie strażnika do odkrytych dowodów, jednakże to już nie zostało zawarte w tekście. 

Po drugie – brak śladów nie potraktowała wcale jako pewnik, na podstawie którego wysunie końcowe wnioski. To były jej pierwsze przemyślenia, które zamierzała później tak czy siak zweryfikować. 

 I po trzecie – osobiście nie postrzegam magicznych artefaktów jako bomby. Dla mnie to tylko mechanizm napędzany energią, tak jak np. laptop napędzany prądem. Czy po rozbiciu laptopa on Ci wybuchnie? Raczej nie, po prostu przestanie działać :)

Ale co do jednego masz rację – faktycznie nie jest to jasno określone w tekście i w sytuacji, kiedy czytelnik ma odmienne wyobrażenia na temat poszczególnych elementów, może dojść do nieporozumień. 

Tak czy owak dziękuję za komentarz, każda uwaga jest dla mnie ważna na przyszłość :)

 

Spójrz tutaj, Atalajszo.

Powiedzmy, że włamywacz zadbał o czyste podeszwy, lecz jest jeszcze jeden fakt, który wyklucza osobę z zewnątrz.

Bohaterka mówi o faktach i wyklucza osobę z zewnątrz jeszcze przed kontaktem z duchami. ;) Czy tak robi detektyw po pobieżnym rzucie okiem? W mojej opinii, opowiadania kryminalne są bardzo trudne, wszystko się liczy, każdy szczegół. Domyślam się, że nie taki był Twój zabieg, by bohaterka zadzierała nosa, ale trochę tak wyszło.

Zaś laptop to nie magiczny artefakt. :) Nie porównywałbym ich ze sobą. Narrator jest wszech wiedzący, ale czytelnik nie, i wie tyle, ile mu powiesz. 

Skupiłaś się tylko na minusach, w ogóle nie zauważając plusów, o których mówiłem. :) I nie musisz nic bronić, mój komentarz nie był atakiem. :) 

Pozdrawiam.

 

A na koniec taka konkluzja, gdybyś chciała rozwinąć to w coś większego. Jeśli w Twoim świecie są szamanki, które kontaktują się z duchami i szybko dzięki temu zdobywają informacje. To czy ktokolwiek popełniałby przestępstwa wiedząc, jak szybko zostanie ujęty?

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie olalam pozytywów, po prostu ich nie trzeba było tłumaczyć ;D W rozwiniętej wersji główna bohaterka jest jedyną osobą (przynajmniej tak jej się wydaje), która potrafi skontaktować się z duchami /aniolami. Umiejętność kroczenia we śnie już dawno temu została zapomniana, a ona się z tym darem urodziła (w opowiadaniu też jest to zawarte). Prócz niej są jeszcze szamani/medium, ale oni w większości przypadków uchodziliby za szarlatanow. Pierwotny zamysł był taki, by Tamara nie podawała się oficjalnie za medium, bo strażnik ją co najwyżej wysmieje, jedynie przefstawilaby się jako detektyw. Ale koniec końców limit znaków nie pozwoliłby na taki rozwój akcji ;/

W rozwiniętej wersji główna bohaterka jest jedyną osobą (przynajmniej tak jej się wydaje), która potrafi skontaktować się z duchami /aniolami. Umiejętność kroczenia we śnie już dawno temu została zapomniana, a ona się z tym darem urodziła

Dobre. :) Nie ma to jak bohater z unikalną cechą, lubię takich. Pomysł brzmi rozsądnie.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Każdy, kogo o to zapytała[+,] nazywał ją „przeklętą", kazał milczeć albo ją przeganiał.

Zastanawia mnie, czy naprawdę można ufać duchom, skoro tak łatwo nimi manipulować.

Czytało mi się nieźle ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Hm, czyżby mąż Tamary nie wiedział o jej zdolnościach? Jednak strażnik nazwał ją szamanką, więc to nie była tak całkiem tajemnica… No i zostawili tam amulet, który miał utrudnić komunikację z duchami, więc chyba wiedzieli, że będzie o to pytać?

 

Coś kapitanowi znaków zabrakło na czepialskie szczegóły ;)

I would prefer not to.

Motyw snu: jest, wyraźny.

Fantastyka: jest.

 

Autorko! Jestem na Ciebie bardzo zezłoszczony, że wybrałaś ścieżkę A zamiast ścieżki B! Pomysł jest świetny. Ogólny klimat średni, ale to jest coś, co pewnie z czasem dopracujesz. Natomiast to, czego bezwzględnie w tym opowiadaniu zabrakło, a na co w ścieżce B (dłuższy limit) byłoby miejsce, to omówienie DLACZEGO duchy kłamały i to w niejednoznaczny sposób. To jest najciekawszy fragment tego tekstu i kompletnie nierozwinięty.

 

Nie w sensie, że brak rozwiązania. Rozwiązanie mogłoby być podane lub pozostawione w niedopowiedzeniu. Można też było do końca pozostawić to jako tajemnicę, ale obudować to poczuciem tajemnicy, zagrożenia, czegokolwiek. Tymczasem nie ma czegoś takiego, całość sprowadza się do tego, ze znikąd pojawia się artefakt, który tak właśnie zrobił. Nie mówię, żeby zaraz analizować skąd artefakt, ale tutaj wyszło rozwiązanie jak wyjęte z pudełka.

 

Jako czytelnik chciałbym poczytać coś więcej w tej konwencji, ale jednocześnie chciałbym, żeby dobre pomysły były rozwijane do końca.

 

Bardzo, ale to bardzo zachęcam do stworzenia tego opowiadania w wersji, która trochę bardziej komplikuje, głębiej opisuje powód działania duchów. Bo to opowiadanie aż krzyczy, że jest w nim pomysł z niewykorzystanym potencjałem.

 

Plus za dodanie dodatkowych wątków (wątpliwości co intencji bliskich).

 

Skomplikowana historia wciśnięta w limit słów, niczym opasłe ciało obleczone w zbyt szczupły gorset. Warto porozwijać wątki, zwłaszcza te o duszach i ich kłamstwach – o czym wspominał wyżej @wilk. Potencjał jest ogromny :)

BTW, mi od razu przyszedł do głowy cykl “Nekroskop” Briana Lumleya, tam również bohater potrafi rozmawiać ze zmarłymi. Ogólnie jest to czytadło, ale gdybyś chciała rozwijać ten motyw, polecam się zapoznać.

Czekam na więcej opowiadań od Ciebie – a najbardziej na coś w klimatach fantasy :D

 

Exit light

Opowiadanie znalazło się u mnie w folderze “może”. Plus za dobre połączenie kryminału z fantastyką. Jest zagadka, aż nie można doczekać się rozwiązania. Finał zaskakujący, szok bohaterki jest, ale… ja wstrząśnięta się nie czuję. W kilku zdaniach dowiadujemy się, kto za zabójstwem stoi i w jakich okolicznościach mogło do niego dojść. Za dużo informacji, za szybko podane.

Ogólnie tekst na czwórkę. Potencjał jest. Zachęcam do dalszych prób :)

Historyjka wydaje mi się poprawna, ale mało porywająca. Zdecydowałaś się na taki sposób snucia narracji (choć “snucie” w sumie mało tu pasuje), w którym skupiasz się na podawaniu kolejnych informacji – pewnie z jednej strony słusznie, bo limit bardzo Cię ograniczał – ale traci na tym klimat tekstu, budowa postaci i zaangażowanie czytelnika. Choćby taki przykład: wejściu do świata duchów nie towarzyszy aura niesamowitości, tylko zwykła informacja, że bohaterka tak ma, że potrafi to robić. A mnie jest trudno zobaczyć to czy poczuć – szkoda, bo to ma potencjał. Być może to, co chciałaś opowiedzieć zwyczajnie nie zmieściło się w tej licznie znaków i wyszło takie mocno skompresowane?

Zgrabnie napisane, dobre stylistycznie, natomiast mam jeden zasadniczy zarzut: aż się prosi o rozwinięcie tego pomysłu. Zamykanie go w krótkiej formie moim zdaniem wyrządziło mu krzywdę ;) Bardzo duży potencjał, lecz niestety nie wykorzystany w pełni. Kompozycyjnie tekst mocno traci przez zbytnie skrócenie-wątki są za szybko domykane. Bardzo natomiast bym chciał to przeczytać w wersji rozwiniętej do kilkunastu stron :)  

Nowa Fantastyka