- Opowiadanie: Atalajsza - Dziennik Athime

Dziennik Athime

Przedstawiam Wam mój debiut (podwójny, ponieważ jednocześnie dodaję tekst do drugiego konkursu). 

Pomysł na historię zrodził się w mojej głowie już dawno, lecz do tej pory nie odczuwałam potrzeby, żeby przekuć go w literacki utwór. Konkurs o UFO dał mi tę możliwość. 

 

W opowiadaniu pokusiłam się o małe słowotwórstwo. Mam nadzieję, że nie naruszyłam drastycznie zasad tworzenia nowych wyrazów  :D 

 

PS:  Jeszcze raz życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku, obfitego w sukcesy literackie!!! :)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Finkla, NoWhereMan

Oceny

Dziennik Athime

Mijała szósta doba podróży w nieznane. Podróży do miejsca, które mogło nawet nie istnieć.

Atmosfera na statku kosmicznym stawała się coraz bardziej napięta. Przemierzając korytarze, Revasin kilka razy natknął się na zniecierpliwionych członków alfeńskiej załogi, którzy przeklinali pod nosem pomysłodawcę wyprawy. Jeszcze więcej nerwów sączyło się z pomieszczenia nawigatorów. Biedacy bez chwili wytchnienia wpatrywali się w radary, niektórzy wysnuwali wnioski, że być może to oni coś przeoczyli albo ich sprzęt nie jest wystarczająco dokładny. 

Mogło się wydawać, że już wszyscy stracili wiarę w powodzenie ekspedycji. Wszyscy, poza jedną osobą.

Revasin dotarł do kabiny, którą zajmował przewodniczący zespołu naukowego, Alasan. Alfen właśnie przebywał wewnątrz. Stał pod ścianą, obracając w dłoniach nieduży tablet. Jasne kosmyki włosów opadały mu na zamyśloną twarz.

– Pojawiają się plotki, że prowadzisz nas na śmierć – odezwał się Revasin, wchodząc do środka. – Daleko jeszcze do tego M–min? – zająknął się, nie mogąc powtórzyć nazwy planety, którą usiłowali znaleźć.

 Zaskoczony jego niezapowiedzianą wizytą, Alasan pospiesznie schował za sobą tablet.

– Do Midgardu? – odezwał się, z zakłopotaniem spoglądając na rozmówcę. – Cóż, dziennik prowadzony przez Athime wskazuje, że galaktyka Midgardu powinna być już niedaleko. Ale od czasów jej wyprawy ta odległość mogła się zmienić. W końcu wszechświat nieustannie się rozszerza.

Alasan dyskretnie wsunął tablet do schowka w ścianie, lecz czujne oko Revasina i tak wszystko zaobserwowało. To już nie pierwszy raz, kiedy młody naukowiec próbował ukryć to urządzenie. O jego istnieniu nie powiedział nawet cesarzowej, kiedy prosił ją o zgodę i dofinansowanie jego ekspedycji.

Revasin uniósł brew i, udając niewinną ciekawość, spytał:

– Co właściwie zamierzasz tam odkryć? Jesteśmy przyjaciółmi, cieszyłeś się, kiedy to mnie Jej Wysokość przydzieliła do twojej misji, ale nadal nie powiedziałeś ani słowa o jej celu. To musi być coś ważnego, skoro zdecydowałeś się na tak duże ryzyko.

Alasan był strachliwy z natury. Nie odważyłby się wyruszyć na kraniec wszechświata z powodu błahostki. Musiał wpaść na trop czegoś przełomowego.

– Ciekawi mnie, czy nasza cywilizacja pozostawiła tam po sobie jakiś ślad. Ponoć mieszkańcy Midgardu uważali nas za istoty podobne ich bóstwom. Chcę odkryć, dlaczego – wyjaśnił Alasan, przechadzając się po kabinie.

Robił to zawsze, kiedy rozmowa na dany temat rozpalała w nim entuzjazm.

– Wiesz, że ten lud fizycznie i psychicznie przypomina nas? Mają tylko inne uszy, krótsze i zaokrąglone. Podobno są też niżsi. No i zupełnie nie posiadają umiejętności teledrazji. Dla nich posługiwanie się nią to świadectwo boskości, nazywają ją „magią” albo „cudem”. Athime opisała ich jako prostych i prymitywnych, skazanych na powolny rozwój.

Alasan nawet nie zauważył, kiedy do kabiny zajrzała ciemnowłosa kobieta odziana w mundur. Była to Enaste, dowódczyni oddziału, który zabezpieczał ekspedycję.

– Ta „prymitywna” cywilizacja rozmieściła wokół swej planety urządzenia wykrywające – wtrąciła się, przerywając naukowcowi jego wywód. – Możliwe, że już nas zauważono. Zgodnie z wcześniejszym życzeniem Wysokiego Uczonego, pozwoliłam sobie wydać rozkaz przejścia w tryb pełnej niewidzialności.

Revasin zerknął na dowódczynię kątem oka. O tym, że Alasan postanowił odwiedzić Midgard bez wiedzy miejscowych dowiedział się dopiero teraz.

Cholera, co takiego chciał znaleźć na tej planecie? Oby tylko jego dociekliwość nie ściągnęła na nich kłopotów.  

 

***

 – No gdzie ty jesteś? – fuknął Steve, po raz kolejny przewijając nagrany obraz przestrzeni kosmicznej. – Przecież mi się nie wydawało!

Jeszcze kilka chwil temu widział, że czujniki wykryły coś lecącego z ogromną prędkością nieopodal Układu Słonecznego. Tymczasem obraz, nawet maksymalnie spowolniony nie pokazywał żadnych zmian.

Nagle coś mignęło na ujęciu odtwarzanym z innej kamery. Szybki, krótki błysk.

– Mam cię – mruknął Steve i zatrzymał obraz, by obejrzeć go klatka po klatce.

Z pozoru wyglądało to na zwykłą wiązkę światła, która wzięła się nie wiadomo skąd i zaraz potem zniknęła w równie tajemniczych okolicznościach. Jednak kiedy Steve wytężył wzrok, dostrzegł, że pomiędzy promieniami widnieje jakiś kształt. Niestety, był zbyt niewyraźny, by dało się rozpoznać jego szczegóły.  

Będzie musiał to z kimś skonsultować.

 

***

Kabina Alasana była zamknięta, lecz Revasin i tak z łatwością dostał się do środka. Jako agent i Prawa Ręka cesarzowej potajemnie posiadał dostęp do większości pomieszczeń statku. Korzystając z nieobecności naukowca, postanowił przyjrzeć się w końcu dziennikowi Athime. Widział, że Alasan zostawił go w kabinie, kiedy udawał się na zebranie zespołu naukowego, by opracować przebieg badań na Midgardzie.

Cicho jak mysz zaczął przeszukiwać wszystkie możliwe schowki, aż w końcu jego dłoń natknęła się na nieduży tablet, relikt minionej epoki. Obecnie już nikt nie używał takich przedmiotów do wyświetlania obrazów. Posługiwano się ekranami holograficznymi albo specjalnymi okularami, jeśli ktoś życzył sobie prywatności.

Revasin zajął miejsce w rogu kabiny i zaczął przeglądać nagrania żyjącej stulecia temu agentki Athime.

***

 

– Świat ponownie oszalał na punkcie UFO. Wszystko za sprawą niewyjaśnionego zjawiska, które w ciągu dwóch ostatnich dni zaobserwowały miliony osób na każdym kontynencie. Świadkowie opowiadają o lecącej po niebie kuli światła. Oto zaledwie kilka spośród setek nagrań, które udało się zrobić obserwatorom zdarzenia. 

Słysząc wypowiedź spikerki, Steve podniósł wzrok na ekran telewizora. Zobaczył serię krótkich filmików przedstawiających lecący po niebie obiekt o kulistym kształcie. 

– Meteorolodzy nie potrafią na razie powiązać kuli z jakimkolwiek znanym zjawiskiem pogodowym. Pojawiły się spekulacje, że to któreś z mocarstw testuje swoją nową broń, jednak głowy państw nie przyznają się do posiadania widocznego na filmach obiektu. Póki co, fenomen pozostaje bez wyjaśnienia.  

Steve wpatrywał się w telewizor jak zahipnotyzowany. Po chwili zaklął pod nosem. To nie mógł być przypadek, że dziwna kula pojawiła się dzień po tym, jak NASA zaobserwowało tajemniczy obiekt nieopodal Układu Słonecznego. Naukowcy jednoznacznie stwierdzili, że nie było to zjawisko pochodzenia naturalnego – nie odpowiadało opisowi czegokolwiek, co dotychczas znali. Cokolwiek przeleciało na tym nagraniu, musiało być sztucznie napędzane.

A teraz jeszcze te kule. Na Boga! Ziemię odwiedzali kosmici! 

Mężczyzna zerwał się na równe nogi. Musiał czym prędzej porozmawiać ze swoim szefem.

 

***

 

Kiedy Revasin wszedł do laboratorium, Alasan wpatrywał się w holograficzny obraz Midgardu, który od dwóch dób był systematycznie przesyłany i uzupełniany przez krążące po planecie sondy. Naukowiec postanowił, że nie podejmie decyzji o lądowaniu, dopóki nie pozna dokładnie całej planety.

Widząc nadchodzącego przyjaciela, Alasan uśmiechnął się, po czym dotknął dłonią hologramu, by przybliżyć wybrany obszar Midgardu. Przedstawiał on miasto pełne szklano–metalowych wież, ozdobionych kolorowymi światełkami.

– Spójrz, jak wysokie budynki potrafią już wznosić. Za czasów Athime mogli się pochwalić jedynie ułożonymi z klocków ostrosłupami. Największe z nich nadal stoją. – Mówiąc to, naukowiec przybliżył inny obraz. Tym razem ukazywał on kamienną budowlę o trójkątnych ścianach i podstawie kwadratu. – Ciekawe, ile czasu zajmie im oderwanie swych gmachów od ziemi i wzniesienie ich w powietrze, tak jak, jest to u nas – rozważał dalej.

– Obawiam się, że dzięki tobie mogą tego nie doczekać – odezwał się Revasin, gromiąc przyjaciela wzrokiem.

Nie przyszedł tu, aby wdawać się w akademickie dyskusje.

– Słucham?

Alasan wyglądał na zdziwionego. I zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy rozmówca wyjął z kieszeni jego „pilnie strzeżony” tablet i pomachał mu nim przed nosem. 

– Ile osób wie o prawdziwym celu tej wyprawy?

Revasin nie zamierzał owijać w bawełnę. Nie po tym, co usłyszał z odtworzonych nagrań.

– Uch, znowu grzebiesz w moich rzeczach! – mruknął Uczony, robiąc naburmuszoną minę.

Spróbował odebrać tablet, ale drugi alfen schował rękę za siebie.

– Nie dziw się, skoro nie potrafisz ich dobrze schować – wycedził, wsuwając sobie urządzenie do kieszeni. Zaraz spiorunował Alasana wzrokiem. – Czyś ty oszalał? Chcesz odkopać broń, która przejmuje kontrolę nad materią i prawami fizyki?!

Kiedy Revasin odkrył, co tak naprawdę znajduje się na Midgardzie, prawie zwaliło go z nóg. Znał legendy o maszynie zdolnej zapewnić swemu użytkownikowi kształtowanie materii podług jego woli, do czego na większą skalę nie był zdolny nawet mistrz teledrazji. Jednakże do tej pory sądził, że skonstruowanie czegoś takiego graniczy z cudem. Gdyby ktokolwiek zechciał bawić się w nadzorcę praw fizyki, mógłby nieopatrznie przyczynić się do permanentnej katastrofy!

– Chcę ją tylko zbadać, nie zamierzam jej używać. – Uczony westchnął, przewracając oczami. – Zdaję sobie sprawę z tego, że narzucanie materii nowych praw może wywołać chaos.

– A co, jeśli przez przypadek ją uruchomisz? Skażesz na zagładę cały Midgard, być może też jego galaktykę, a przede wszystkim nas! Uch, gdybym wiedział o tym wcześniej – mruknął Revasin, kręcąc głową.

Za późno zajrzał do tego dziennika. Powinien był poznać szczegóły wyprawy zanim ta w ogóle się zaczęła. W końcu był tutaj po to, aby identyfikować możliwe zagrożenia i pospiesznie je usuwać, na bieżąco zdając raport cesarzowej. Pozwalając Alasanowi na samowolkę, naraził załogę na ryzyko, a Imperium na niepotrzebny wydatek.

– Powinienem teraz przejąć dowodzenie i zarządzić odwrót – dodał po chwili.

– Proszę, nie! Kontroler Materii, jakkolwiek potężny by nie był, został skonstruowany setki lat temu, według starszej technologii – odezwał się naukowiec łagodnym tonem. – Rozpoznam, w jaki sposób działa i będę wiedział, jak ostrożnie się z nim obchodzić.

– Ta, obyś się nie mylił.

A niech to. Revasin miał dla Wysokiego Uczonego zdecydowanie za miękkie serce.

– A teraz odpowiedz mi na wcześniejsze pytanie. Kto jeszcze o tym wie? – Wbił przeszywające spojrzenie w rozmówcę.

W całym wszechświecie, szczególnie na ojczystej planecie alfenów roiło się od wariatów, którzy byliby gotowi poświęcić wszystko dla władzy. Jedną z takich osób znał osobiście. Był to jego dawny przyjaciel i brat Alasana, głównodowodzący sił zbrojnych Imperium. Młody naukowiec często ulegał jego wpływom. Jeśli i tym razem się przed nim wygadał…

– Wiem, do czego zmierzasz. Nie, Melavis nie ma o niczym pojęcia. – Uczony westchnął cicho, domyślając się, o co chodzi. – Jesteś pierwszą wtajemniczoną osobą. Choć… – Nieśmiało podniósł na niego wzrok. – Pewnie niedługo o wszystkim dowie się również cesarzowa.

Revasin raz jeszcze zmierzył go srogim spojrzeniem. Nie odpowiedział na ostatnią uwagę. To prawda, powinien złożyć raport Jej Wysokości, ale… miał co do tego wątpliwości. Bellane była na co dzień sprawiedliwą władczynią o dobrym sercu, ale nikt nie mógł przewidzieć, czy pozostałaby taka nadal, gdyby usłyszała o możliwości zdobycia niewyobrażalnej potęgi.

– Dziennik na razie zostaje u mnie – zarządził. – Ty pilnujesz go tak, że byle włamywacz mógłby go znaleźć.

Lecz Alasan już go nie słuchał. Jasnowłosy alfen wpatrywał się w hologram Midgardu jak zahipnotyzowany. Po chwili przybliżył sobie fragment planety, gdzie pod ziemią sonda zarejestrowała obecność rozległego kompleksu korytarzy i metalowych urządzeń. Na twarzy naukowca pojawił się radosny uśmiech.

– Znaleźliśmy to – wyszeptał.

 

***

 

Niewidzialne dla czujników i oka kapsuły wylądowały miękko na ziemi. Obszar, na którym Alasan miał nadzieję znaleźć legendarną broń, charakteryzował się wyjątkowo nieprzyjaznym klimatem. Powietrze było mroźne, a teren górzysty i zaśnieżony. Wędrówka mająca na celu znalezienie wejścia do podziemi stanowiła dla ekspedycji niemałe wyzwanie, lecz prawdziwy niepokój zagościł w sercach alfenów dopiero wtedy, kiedy naukowiec zapowiedział, że zostaną tu co najmniej tydzień, bo mniej więcej tyle czasu może mu zająć badanie całego obszaru. Na szczęście podziemne korytarze okazały się wystarczająco rozległe, by z powodzeniem rozbić w nich obóz, bez potrzeby wychodzenia na zewnątrz.

Po długiej wędrówce w głąb góry grupa dotarła do ślepego zaułka. Dalszą drogę zagradzała pokryta symbolami ściana.

Alasan i Revasin podeszli bliżej i zaczęli przyglądać się wyciętym w kamieniu znakom. Były to dwa rodzaje pisma. Jedno alfeńskie, ale drugie wyglądało dziwacznie. To zapewne język Midgardian.

– To tak zwane „runy” – wyjaśnił Alasan. – Nie potrafię ich odczytać, ale skoro byliśmy dla Midgardian prawie bogami, jak ich Asowie i Wanowie, to pewnie zapisali tu coś w stylu: „Strzeż się i nie wchodź do miejsca przeznaczonego dla Álfar! ”

– Álfar? – powtórzył Revasin, unosząc brew. – Tak nas nazywali?

Musieli zapożyczyć nazwę z oryginalnego języka alfenów, skoro brzmiała tak podobnie.

– A nasza planeta to dla nich Áfheim – dodał Uczony.

Zaczął sunąć dłonią po ścianie, jakby czegoś szukał. W końcu zatrzymał rękę i siłą umysłu wpłynął na jakiś mechanizm ukryty w kamieniu. Po chwili usłyszeli głuchy zgrzyt, a ściana zaczęła rozstępować się na boki.

– Zabezpieczone przed Midgardianami. Nie potrafią używać teledrazji, więc nigdy nie dostaliby się do mechanizmu otwierającego – wyjaśnił Alasan. – Zaatakowanie ściany siłą spowodowałoby wybuch.

Wkroczył do pomieszczenia, które ukazało się po otworzeniu wrót.

– Szkoda, że nie pomyślano też o zabezpieczeniu przed nami – mruknął Revasin, podążając za przyjacielem.

 Znaleźli się w ogromnej komnacie pełnej skomplikowanych metalowych konstrukcji, przypominających rusztowanie. Pomiędzy nimi stało kilka większych urządzeń, połączonych ze sobą zespołami kabli. Pod sufitem zaś wisiała ogromna, odwrócona dnem do góry misa o gładkiej powierzchni.

Revasin rozglądał się z uwagą po wnętrzu. W końcu zatrzymał się w jednym miejscu i pokiwał głową z udawanym podziwem.

– Czyli znaleźliśmy kłębowisko kabli i metalowych części – stwierdził z przekąsem. – Czuję się, jakbyśmy byli w bebechach machiny, a nie tuż przed nią. Jesteś pewny, że wiesz, jak się tym bezpiecznie posługiwać?

Dotykanie tego przypominało mu rozbrajanie starożytnej bomby – trącisz zły kabel i dochodzi do katastrofy.

– O nic się nie bój – odparł uspokajająco Alasan. – Ja niczego nie zepsuję. Moi pomocnicy również. Nawet nie wiedzą, z czym będą mieć do czynienia. A jeśli chodzi o żołnierzy, to przecież ty jesteś od pilnowania, aby tu nie weszli.  

– Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.

Revasin już zamierzał odwrócić się w stronę wyjścia z komnaty, lecz naukowiec chwycił go za przedramię.

– Będę potrzebował dziennika – dodał nieśmiało. – Bez zawartych w nim wskazówek nie zdołam zbadać Kontrolera ani szybko, ani bezpiecznie.

Drugi alfen westchnął głęboko. Wahał się przez moment, lecz w końcu uznał, że Wysoki Uczony ma trochę racji. Lepiej, żeby wiedział, czego i jak dotykać.

Wyjął z bagażu tablet i wręczył go właścicielowi.

– Tylko nie spuszczaj go z oczu.

 

***

Prezydent bez słowa oglądał przedstawione mu dowody. Początkowo sprawiał wrażenie, jakby podchodził do tematu niepoważnie. Jednak im dłużej wpatrywał się w filmiki przedstawiające latające kule światła i wykonane przez NASA zdjęcia smugi światła nazwanej statkiem kosmicznym, tym większy wyraz konsternacji pojawiał się na jego twarzy.

– Ich statek stacjonuje teraz gdzieś na naszej orbicie? – spytał po chwili, nie patrząc na twarz swego rozmówcy.

– Nie można wykluczyć takiej możliwości – odpowiedział Steve.

Jego przełożony umówił go na to spotkanie, by osobiście zaprezentował swoją hipotezę głowie państwa.

– Nasza aparatura niczego nie wykrywa, lecz skoro ich kule są niewidoczne dla czujników, należy przypuszczać, że podobną technologią charakteryzuje się również ich statek – rozwinął, czując na sobie pytające spojrzenie prezydenta. – Może nawet być… całkowicie niewidzialny dla ludzkiego oka.

– Czyli równie dobrze może się okazać, że i sami kosmici są niewidzialni. Czeka nas inwazja duchów. 

Tę kwestię Steve przemilczał. Miał wrażenie, że wyczuwa nutkę ironii w głosie prezydenta. W duchu jednak miał ochotę przyznać temu stwierdzeniu rację.

– Chyba się pan ze mną zgodzi, że mamy zbyt mało informacji, aby podjąć jakieś konkretne działania – mówił dalej prezydent. – Możemy jedynie obserwować i zachować czujność. Dyskretnie powiadomimy pozostałe państwa, by nawiązały z nami współpracę. Dziękuję. – Skinął głową, uśmiechając się sztucznie. – Może pan odejść.

Steve również się pożegnał. Odniósł wrażenie, że nie został poważnie potraktowany. Ale czego innego miał oczekiwać? Że prezydent rozkaże całej armii rozejść się po świecie i szukać obcych? Nawet jeśli tu byli, to niekoniecznie po to, by od razu wypowiedzieć ludziom wojnę.

Ziemianom nie pozostało nic innego, jak tylko czekać na dalszy rozwój wydarzeń.

 

***

 

Od otwarcia laboratorium minęły trzy dni. Trzy wyjątkowo spokojne i nudne dni. Ekspedycja nie napotkała do tej pory żadnych groźnych zwierząt ani Midgardian. Nie pojawiły się również utrudnienia wewnątrzgrupowe. Wojskowi członkowie wyprawy zajmowali się swoimi sprawami, nie przeszkadzając naukowcom w badaniu podziemia, a ci z kolei byli tak pochłonięci pracą, że zupełnie zatracili kontakt z rzeczywistością.  

Dopiero dziś po raz pierwszy Alasan opuścił laboratorium i postanowił zaszczycić Revasina rozmową. Ponury wyraz twarzy Uczonego zdradzał, że raczej nie będzie to przyjemna konwersacja.

Jasnowłosy alfen westchnął głęboko, opadając na siedzenie obok przyjaciela.

– Kontroler Materii jest zepsuty – oznajmił, wyraźnie zawiedziony.

Revasin miał ochotę zareagować wprost przeciwnie. Dla niego były to znakomite wieści! Powstrzymał się jednak i przywdział maskę współczucia.

– Nie przetrwał próby czasu? – spytał.

– Nie o to chodzi. – Alasan pokręcił głową. – Mechanizm działałby poprawnie, gdyby… nie został naruszony.

Revasin otworzył szerzej oczy.

– Chcesz powiedzieć, że ktoś przy tym majstrował? Przecież wrota były zamknięte. Jest drugie wejście?

Cóż, w końcu laboratorium zajmowało dość spory obszar. Ktoś mógł dokopać się do niego z innej strony lub potencjalne trzęsienie ziemi sprawiło, że powstała głęboka szczelina. Same wstrząsy również mogły naruszyć mechanizm, jeśli były dostatecznie silne.

Lecz odpowiedź okazała się zupełnie inna.

– Zachodzą zmiany w polu magnetycznym planety. To one szkodliwie wpływają na Kontroler i powodują jego stopniową destabilizację – wyjaśnił Alasan.

– Destabilizację? – powtórzył coraz bardziej zaniepokojony Revasin. – Chcesz powiedzieć, że za jakiś czas to urządzenie samo z siebie może się uruchomić i zacząć siać chaos we wszechświecie?

 – Raczej w to wątpię. Będzie natomiast emitować groźne promieniowanie. Już zaczyna to robić. To może być ostatnie przebiegunowanie dla istot żywych tej planety. Mogę się założyć, że już obecnie Midgard doświadcza wielu anomalii. Ogromne, nieprzewidziane kataklizmy, dziury ozonowe albo efekt „wyjącego nieba” i tym podobne. Pewnie nawet samopoczucie tubylców wraz z upływem lat staje się coraz gorsze. Obawiam się, że nic nie da się z tym zrobić. Nie z narzędziami, którymi tu dysponuję.

Revasin ledwie powstrzymał westchnienie ulgi. Nie byłoby na miejscu cieszenie się z nieszczęścia innej planety, lecz czymże będzie śmierć małego Midgardu w porównaniu z możliwą zagładą całego wszechświata? 

Jednakże skryta radość Revasina nie trwała długo. Alfen kątem oka dostrzegł, że podczas ich rozmowy ktoś, a konkretniej generał Enaste przygląda się z zainteresowaniem rzeczom należącym do Alasana. Rozglądała się przy tym w taki sposób, jakby sprawdzała, czy nikt jej nie obserwuje. Kiedy natknęła się na spojrzenie Revasina, natychmiast odwróciła wzrok i odeszła.

Agent od razu zwrócił się do naukowca.

– Gdzie masz dziennik?

– Przy sobie. A co?

– Wygląda na to, że pani generał robi się zbyt dociekliwa.

 

***

 

Było dokładnie tak, jak Revasin podejrzewał. Przez kilka kolejnych dni parokrotnie przyłapywał generał Enaste na zbyt bliskim kontakcie ze sprzętem należącym do naukowców.

Pewnego razu dowódczyni, myśląc, że nikt niczego nie podejrzewa, opuściła obóz, tłumacząc, że musi skorzystać z kapsuły i wrócić na chwilę na statek. Jednakże kiedy Revasin poszedł za nią, odkrył, że kobieta zboczyła z drogi. Napotkał ją siedzącą na skałach i… uruchamiającą tablet zawierający dziennik Athime! Alfen zaklął w myślach. Wiedział, że oddanie tabletu Alasanowi prędzej czy później skończy się tym, że naukowiec gdzieś go zgubi! Niedobrze, że wpadł on akurat w ręce Enaste. Jako generał, kobieta była wierna Melavisowi, naczelnemu dowódcy! Nawet jeśli dla niego nie szpiegowała i tak prędzej czy później będzie zmuszona zdać mu raport z wyprawy.

Revasin nie mógł pozwolić, aby wieści o istnieniu potężnej broni dotarły do uszu Melavisa. Tylko czy zdoła przekonać alfenkę do współpracy? Czy była typem żołnierza oddanym koronowanej głowie czy raczej tylko swemu dowódcy?

Zaszedł Enaste od tyłu i za pomocą telekinezy odebrał jej dopiero co uruchomiony tablet, unosząc go w górę. Zaskoczona kobieta drgnęła i odwróciła się gwałtownie.

 – Jeśli jesteś zainteresowana badaniami Wysokiego Uczonego Alasana, wystarczyło poprosić go o prywatne lekcje. – Revasin uśmiechnął się pod nosem, lustrując Enaste spojrzeniem. – Naukowcy bardzo nie lubią, kiedy kradnie się ich własność.

Generał była tak zaskoczona, że nie mogła wydusić z siebie nawet słowa. Nic dziwnego, skoro właśnie podpadła przedstawicielowi samej cesarzowej.

Enaste nie było dane wytłumaczyć się z tego występku. Ni stąd ni zowąd dwójka alfenów usłyszała chrzęst miażdżonego stopami śniegu, któremu towarzyszył szept w niezrozumiałym dla nich języku. Kiedy odwrócili się w kierunku, z którego dobiegały odgłosy, ich oczom ukazała się trójka istot, na pierwszy rzut oka bardzo podobnych do nich samych. Różnili się tylko wzrostem i wyglądem głowy. Byli zdecydowanie niżsi od alfenów, mieli bardziej zaokrąglone twarze oraz nieduże, półkoliste uszy. Midgardianie. Byli dokładnie tacy, jak opisywał ich Alasan.

Mieszkańcy planety nieudolnie próbowali się kryć za pobliskimi skałami. W dłoniach trzymali prostokątne aparaty, które najprawdopodobniej służyły im do nagrywania. Kiedy poczuli na sobie wzrok alfenów, zastygli w bezruchu. Dopiero po chwili z ust jednego z nich padło słowo, które Revasin zdążył poznać już wcześniej – „älvor”, tutejsze określenie jego ludu. Niewiarygodne. Po tylu latach, jakie zdążyły upłynąć od ekspedycji Athime, Midgardianie nadal pamiętali o alfenach.

Tubylcy chcieli chyba nawiązać z nimi kontakt, bo jeden z nich zrobił krok do przodu i zaczął coś mówić. Jedno słowo wypowiedział, wskazując na siebie. Chyba chciał się w ten sposób przedstawić.

Revasin się zawahał. Dla dobra ekspedycji jak i samego Midgardu powinien ich zabić. Świadkowie to ostatni problem, jakiego teraz potrzebowali. Nie lubił krzywdzić niewinnych, ale czy miał inne wyjście?

Kątem oka dostrzegł jeszcze jedną grupę tubylców, znajdującą się kilkadziesiąt kroków dalej, na drodze. Siedzieli w jakiejś maszynie na kołach. Pojazd, z pewnością. Jeśli miał atakować, musiał zacząć od niego. W przeciwnym wypadku grupa spod góry zdąży uciec.

Lecz nagle stojący naprzeciwko Midgardianin runął na ziemię, śmiertelnie trafiony błyskawicą. Jego towarzysze oniemieli, Revasin zresztą też. To Enaste zaatakowała. Nie zdążył zapobiec kolejnemu nieprzemyślanemu atakowi. Pozostała dwójka Midgardian została rzucona o skały z taką siłą, że zginęli na miejscu.

Revasin zaklął w myślach. Musiał czym prędzej zająć się tym pojazdem!

Rozpalił w dłoni kulę ognia i już ciskał nią w kierunku pasażerów, kiedy do jego uszu dobiegł warkot silnika. Maszyna ruszyła, a pędzący w jej stronę ogniowy pocisk rozbił się o wygnieciony kołami śnieg. Kolejny również chybił. Pojazd jechał z zawrotną prędkością, aż w końcu zniknął alfenom z oczu. Świadkowie morderstwa uciekli.

Revasin odwrócił się do Enaste.

– Czyś ty oszalała? – syknął. – Gdzie miałaś oczy?! Trzeba było najpierw zaatakować tych w wehikule!

– Ja… – Kobieta nie wiedziała, co powiedzieć.

Revasin pokręcił głową, po czym wyciągnął w jej stronę otwartą dłoń.

– Przykro mi, generale, ale będąc świadkiem takiej niekompetencji  jestem zmuszony odebrać ci dowodzenie. Proszę oddać odznakę i komunikator.  

Szczęście w nieszczęściu, pomyślał. Teraz przynajmniej zwolnił ją z obowiązku dostarczenia raportu Melavisowi.

 

***

 

Po usłyszeniu pozwolenia na wejście, drzwi gabinetu prezydenta USA otworzyły się z hukiem i do środka wtargnął poruszony sekretarz.

– Panie prezydencie – zaczął drżącym głosem. – Generał Howard jest na linii. Pragnie pilnie z panem porozmawiać. Chodzi o tych obcych.

Prezydent zrobił zaskoczoną minę. Nie skomentował usłyszanej informacji, lecz od razu nacisnął guzik na telefonie.

– Słucham, generale.

– Panie prezydencie! Plotki o UFO okazały się prawdziwe. Wczoraj rano w północnej Szwecji zauważono dziwne, człekokształtne istoty, najprawdopodobniej przedstawicieli obcej cywilizacji. Zaatakowali turystów. Nie przybywają na Ziemię w pokoju.

W pomieszczeniu zapadła cisza. Obydwaj mężczyźni wpatrywali się w milczeniu w głośnik telefonu, z którego dobiegał głos generała Howarda. Sekretarz zaczął drżeć. Przerażonym wzrokiem biegał po twarzy prezydenta, oczekując na jego reakcję. Ten jedynie zmarszczył brwi w zamyśleniu.

Z głośnika wydobyła się kolejna wypowiedź generała:

– Szwecja planuje przypuścić atak. Prosi o nasze wsparcie.  

 

***

 

Niefortunny incydent z Enaste zmusił alfenów do zachowania większej czujności. Revasin wystawił warty w całej najbliższej okolicy, podczas gdy stacjonujący na orbicie statek obserwował, czy w pobliżu nie przemieszczają się większe grupy Midgardian, na przykład wojsko.

Póki co nie działo się nic, co by zagrażało ekspedycji. Wartownicy zaobserwowali tylko kilka latających wokół gór szpiegowskich sond, lecz żadna z nich nie wyglądała na broń. Dopiero po trzech dobach Revasin otrzymał ze statku niepokojące wieści.

– Alasan! – krzyknął, wtargnąwszy na teren podziemnego laboratorium. – Kończ tu czym prędzej i pakuj swój sprzęt!

– Co? Jak to?! – Głos naukowca dobiegał zza jednej z maszyn. – Coś się stało?

– Będziemy mieć zaraz gości.

– Midgardian?

– A spodziewasz się tu kogoś innego?

Alasan wychylił się zza metalowej konstrukcji. Spojrzał pobłażliwie na Revasina i wzruszył ramionami.

– Są mniej zaawansowani militarnie niż my. Poradzicie sobie z nimi w mgnieniu oka, po co miałbym stąd uciekać?

Revasin zmarszczył brwi. Czy Uczony naprawdę nie dostrzegał, że to najwyższy czas opuścić planetę?

– Nie możemy siedzieć tu w nieskończoność i wybijać każdy oddział Midgardu, który po nas przyjdzie. Po walce odlatujemy – zarządził, po czym odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia.

 

***

 

Oddział alfenów z Revasinem na czele zajmował pozycje nieopodal wejścia do jaskini. Plan starcia był prosty: widzicie Midgardian – atakujecie bez ostrzeżenia. Bez prób nawiązania rozmowy, bez zawierania pokoju. Pod żadnym pozorem nie należało im pozwolić, by zobaczyli wejście do podziemi. Alfeni zamierzali je zablokować, zanim opuszczą planetę. Zostawią tubylców z niewyjaśnioną sytuacją – Midgard nawiedziły mitologiczne istoty, zabiły każdego, na kogo się natknęły, po czym nagle odleciały. Raczej mało kto będzie doszukiwał się powodów ich przybycia w głębi globu.

Po jakimś czasie na horyzoncie zaczęli pojawiać się uzbrojeni Midgardianie. Nadbiegli z kilku stron, szybko i sprawnie znajdując sobie zasłony ze skał, zza których mogliby oddawać strzały. Tuż za nimi nadjechało kilka pancernych wozów z długimi, szerokimi lufami, zaś pomiędzy chmurami dało się usłyszeć szum latających machin. 

Alfeni również dysponowali czymś więcej niż tylko mieczami, zdolnymi przeciąć prawie każdą substancję, laserami i swoją teledrazją. Kilku żołnierzy dostało rozkaz uruchomienia kapsuł i przygotowania ich do walki. Z włączonym trybem niewidzialności będą niezwykle skuteczną bronią przeciwko tubylcom.

Starcie zaczęło się bardzo szybko. Alfeni zaatakowali pierwsi, w mgnieniu oka rozprawiając się z grupą strzelców. Okazało się, że Midgardianie są nie tylko niżsi i pozbawieni teledrazji, ale także słabsi i wolniejsi w walce wręcz. Nie wyposażyli się również w żadne osłony, podczas gdy alfeni za każdym razem, kiedy spodziewali się, że poleci w nich pocisk, generowali przed sobą pole ochronne. Walka szybko stała się nierówna i zaczęła przypominać rzeź.

Revasin czuł się jak ryba w wodzie. W końcu nie po to zaciągnął się kiedyś do wojska, żeby teraz zajmować się głównie pogaduszkami i obserwowaniem nieposłusznych obywateli. Najbardziej pociągała go walka. Zwinnie przemykał pomiędzy Midgardianami, raz po raz zatapiając ostrze w ich ciałach i posyłając elektryczne albo ogniowe pociski w stronę bojowych machin.

W całym tym zamieszaniu nie zauważył nawet, kiedy niebo zaroiło się od nowych statków. Statków, które wcale nie należały do Midgardian. Były alfeńskie.

Revasin zwrócił na to uwagę dopiero wtedy, kiedy jeden z nich przeleciał tuż nad jego głową. Alfen stanął osłupiały, śledząc wzrokiem lądującą maszynę. Skąd tu się wzięła imperialna flota? Przecież nie wezwał wsparcia, a nawet gdyby ktoś to uczynił, musiał to zrobić co najmniej siedem dób temu. Czyżby Enaste?

Właz zatrzymanego statku zaczął się otwierać. Ze środka wybiegła gromada alfeńskich żołnierzy. Czujnym wzrokiem zaczęli przeczesywać najbliższy teren i błyskawicznie rozprawili się z każdym midgardskim niedobitkiem, którego udało im się dostrzec. Zaraz po tym ze statku wyłonił się jeszcze jeden alfen. Alfen, na widok którego Revasin omal nie zwalił się z nóg. Melavis.

Melavis omiótł pole bitwy zimnym i obojętnym spojrzeniem. Dumnym, powolnym krokiem przeszedł pomiędzy rozerwanymi, skąpanymi w kałużach krwi ciałami Midgardian. Sprawiał wrażenie, jakby widok masakry był dla niego codziennością, nieodłącznym elementem życia. „Pan Wojny”, „Pan Śmierci” – tak nazywano Melavisa w ojczyźnie alfenów.

 – Przepraszam. Przepraszam, ale nie mogłem postąpić inaczej.

Słysząc za sobą głos Alasana, nadal zszokowany Revasin gwałtownie się odwrócił.

Naukowiec stał nieopodal, wbijając wzrok w ziemię.

– Coś tak wspaniałego jak Kontroler Materii nie powinno ulegać zniszczeniu na obcej planecie, zapomniane przez swych konstruktorów. Powinno wrócić do domu – tłumaczył dalej, powoli podnosząc wzrok. – Wiem, jak ocalić maszynę przed destabilizacją i jak jej bezpiecznie używać. Nie musisz dłużej traktować nas jak idiotów o destrukcyjnych zapędach.

 Revasin nie mógł oderwać wzroku od Alasana. Im więcej słów słyszał z jego ust, tym bardziej czuł się rozczarowany, oszukany… rozgniewany.

– Co ty wygadujesz? – spytał, kręcąc głową. – Wcześniej mówiłeś, że urządzenia nie da się naprawić. Że już przepadło, razem z tą planetą!

Alasan westchnął ciężko i ponownie spuścił wzrok.

– Przepraszam.

A więc kłamał? Cholerny naiwniak, pewnie znów pozwolił bratu, by ten namącił mu w głowie!

Revasin nie wiedział, co zrobić. Z jednej strony czuł potrzebę działania, zatrzymania zagrożenia, które wisiało nad Imperium. Niestety, żaden pomysł nie przychodził mu teraz do głowy. Mógłby popędzić do laboratorium i spróbować zniszczyć maszynę, skazując na śmierć Midgard i każdego, kto obecnie na nim przebywał. Ale jaką miał szansę na dotarcie do celu, skoro otaczały go setki alfeńskich żołnierzy? Na dodatek nie znał nawet sposobu na przyspieszenie destabilizacji urządzenia. 

Do głowy wpadło mu jeszcze inne rozwiązanie. Pozbyć się głównego wichrzyciela.

W mgnieniu oka podniósł miecz i rzucił się z nim w kierunku Melavisa. Zamachnął się na jego odsłonięte gardło. Głównodowodzący nawet nie zdążył zwrócić na niego uwagi.

I wtem okolicę wypełnił głośny warkot wystrzelonej z karabinu serii.

Revasin wypuścił z ręki miecz. Runął na ziemię bez życia, bez świadomości tego, co go spotkało.

 

***

 

– Zdychajcie, skurwysyny! – wrzeszczał na całe gardło Mans, przekrzykując się z hałasem strzelającego karabinu.

Czuł się jak pieprzony bohater. Przeżył masakrę, ocknął się chwilę temu i co ujrzał? Trójkę przywódców cholernych kosmicznych elfów! Ubrani inaczej niż pozostali, zachowywali się inaczej niż pozostali… musieli być wśród nich ważniakami! Byli zajęci rozmową i pewnie nie spodziewając się zagrożenia, zdjęli z siebie te pieprzone odbijające pociski osłonki. Kurwa! Nic tylko zabić!

No i zabił. Na pierwszy ogień poszło tych trzech, potem strzelał już tylko na oślep. Strzelał do czasu, aż poczuł rozrywający ból w klatce piersiowej. Potem nastała ciemność.

 

***

 

 – Niech to szlag. Ale się porobiło – sapnął jeden z generałów alfeńskiej floty.

– Mamy pozamiatane. Cesarzowa każe nas za to ściąć – odezwał się drugi, kręcąc głową.

Obydwaj stali nad ułożonymi w rzędzie ciałami Revasina, Melavisa i Alasana. Cała trójka została podziurawiona jak sito przez pociski midgardskiego karabinu. Aż nie chciało się wierzyć, że zginęli w tak głupi sposób. Gdzie, do jasnej cholery, mieli oczy otaczający ich żołnierze? Dlaczego nie zauważyli, że jeden z niedobitków sięga po broń?!

– Ach, co będzie, to będzie. Nadal mamy rozkaz do wykonania. Generał Enaste! Gdzie jest to owiane tajemnicą coś, co mieliśmy zabrać?

Enaste stała obok dwójki dowódców. Nie przyznała im się, że kilka dni temu odebrano jej dowodzenie. Zresztą jakie to miało teraz znaczenie? Spośród ocalałych z ekspedycji Wysokiego Uczonego Alasana to ona była teraz najwyższa rangą.

– A co konkretnie macie na myśli? – spytała, nie wiedząc, o co chodzi.

W podziemiu znajdowało się mnóstwo maszyn, mnóstwo dziwnych rzeczy, na których znał się tylko zespół naukowy. Nie miała zielonego pojęcia, który z tych sprzętów został wyznaczony do przeniesienia z Midgardu.

– Nas pytasz? Wy tu siedzicie od kilku dni! – fuknął jeden z generałów floty. – Domyślam się, że to musi być coś dużego, bo naczelny dowódca kazał zabrać dwa ogromne transportowce!

Coś dużego? Może chodziło o wszystkie te maszyny?

– Chyba już wiem. – Kiwnęła głową Enaste. – We wnętrzu góry jest wybudowana setki lat temu aparatura, którą Wysoki Uczony Alasan badał każdego dnia. Pewnie chciał ją zdemontować i zabrać ze sobą.

– Wybudowana setki lat temu aparatura? I co to ustrojstwo robi?

– To wiedzieli tylko oni – odparła, skinąwszy głową w stronę trójki zastrzelonych. – Nawet pomagierzy Uczonego mieli nikłą wiedzę w temacie.

– Niech to szlag! Mam nadzieję, że ci pomagierzy będą chociaż potrafili zdemontować maszynerię bez jego pomocy.

Nagle w głowie Enaste zaświtała pewna myśl. 

– Wysoki Uczony zawsze nosił przy sobie tablet, w którym znajdowały się szczegółowe dane na temat znaleziska i tej planety – oznajmiła z entuzjazmem. – Jeśli odtworzymy zawarte w nim nagrania…

Jeden z generałów floty prychnął.

– Wysoki Uczony to teraz sito. Obawiam się, że ten tablet jest w podobnym stanie.

– Sprawdźmy. A nuż nie miał go przy sobie? – Drugi alfen podszedł do zwłok i zaczął je przeszukiwać.

Niestety spełniły się najczarniejsze obawy. Wyciągnął tablet… a raczej jego roztrzaskane kawałki.

Enaste zaklęła w myślach.

– No nic. Rozkaz to rozkaz. Cesarzowa kazała zabrać sprzęt, więc go zabieramy! – oznajmił jeden z dowódców.

– Cesarzowa? Myślałem, ze naczelny dowódca na własną rękę… – Zdziwił się drugi.

– Ktoś na pewno będzie zadowolony, kiedy dostarczymy to do Imperium. Niech zespół naukowy zajmie się demontażem. Dajcie im do pomocy tylu żołnierzy, ilu będą potrzebować. Wykonać!  

 

***

 

Zniesmaczony Steve wyłączył telewizję, kiedy na jednym z kanałów natrafił na Dzień Niepodległości w reżyserii Emmericha opowiadający o inwazji obcych na Ziemię. Po ostatnich wydarzeniach miał już dosyć kosmitów. Cały świat żył incydentem, który miesiąc temu rozegrał się na północy Szwecji. Relacje świadków i deklaracje rządów nie pozostawiały żadnych wątpliwości – Ziemia została odwiedzona przez wrogo nastawionych przedstawicieli obcej cywilizacji. Nie wiadomo, po co przybyli. Nie wiadomo, czy kiedyś jeszcze wrócą. Została po nich tylko rozbita armia ludzkich żołnierzy oraz dziwny labirynt korytarzy, wydrążony w podziemiach Gór Skandynawskich.

Jednak najbardziej zaskakujący był wygląd gwiezdnych przybyszy. Okazało się, że nie mieli nic wspólnego z Szarakami ani Reptilianami, jak to zwykle przedstawiano ich w popkulturze. Kosmici byli elfami. Najprawdziwszymi, jakby wyjętymi prosto z klasyków fantastyki, ostrouchymi istotami władającymi magią. Teraz już nikt nie miał wątpliwości, że obcy odwiedzili kiedyś Ziemię. Skoro ludzkość uwieczniła ich wygląd i zdolności w swoich mitach, musiała w przeszłości mieć z nimi styczność.

Steve odetchnął głęboko i podjął jeszcze jedną próbę włączenia telewizji, tym razem na innym kanale. Natrafił na serwis informacyjny. Chciał już ponownie przełączyć, lecz jego uwagę zwróciła osobliwa wypowiedź mieszkańca Szwecji, który właśnie udzielał wywiadu:

– Zabrzmi to pewnie dziwnie, ale odkąd kosmici opuścili Ziemię, mamy wrażenie, że coś się zmieniło. Wszyscy moi znajomi czują się ostatnio lepiej, mają więcej motywacji i nie dokucza im przewlekłe zmęczenie. Zupełnie, jakby w okolicy oczyściła się aura. Na co dzień nie wierzę w ezoterykę i te brednie o pozytywnej energii, ale tym razem muszę przyznać, że coś jest na rzeczy.

 

 

–––––––––––––––––––––––––––––––

*Teledrazja (z greckiego τηλε: tēle „odległość” i δράση: drási „akcja”) – tu oznacza zdolność do wpływania na materię za pomocą siły woli, siły umysłu

Koniec

Komentarze

Pierwszy! Zerknąłem na dwa akapity … doczytam i wyrzucę kilka słów.

Bierzesz bardzo stare kawałki, ale połączyłaś je w interesujący sposób.

W sumie wyszła przygodówka. Nic nie urywa, ale jest przyzwoita.

Bohaterowie raczej stereotypowi: naukowiec, szpieg, żołnierz. Pewnie warto by ich jakoś pogłębić, dorzucić po jakiejś cesze zbędnej dla fabuły – upodobania, hobby itp.

Pierwsza wyprawa leciała do Midgardu długo, mieli czas na różne rzeczy. A teraz pani generał wezwała wsparcie i posiłki pojawiły się błyskawicznie. Dlaczego?

Nie bardzo rozumiem, dlaczego wszędzie masz dywizy, chociaż przeważnie powinny być półpauzy. Kombinowałaś coś z nimi? Edytor powinien z automatu zamienić na półpauzy.

mruknął Uczony, robiąc naburmuszoną minę.

Dlaczego uczony dużą literą? Zawód jak każdy inny…

Pod sufitem zaś wisiała ogromna, odwrócona do góry nogami kopuła o gładkiej powierzchni.

Hmmm. A gdzie właściwie kopuła ma nogi? To znaczy, nie jestem pewna, czy wisiała brzegiem do góry, czy do dołu. Jeśli do góry, to może lepiej nazwać ją misą?

Babska logika rządzi!

Finkla, dziękuję za uwagi i punkcik do biblioteki. Na początku widniała myśl, żeby rozwinąć postacie, ale bałam się, że się nie wyrobię w znakach albo że przyćmię fabułę sprawami obyczajowymi. 

 

Co do podróży – obydwie grupy leciały na Ziemię koło tygodnia. Alasan, przepraszając Revasina ma na myśli, że to właśnie on wezwał swojego brata (myślałam, że to będzie czytelne :( ). A kiedy? Bliżej nie wiadomo, ale pewnie 6/7 dni wcześniej. 

 

Jeśli chodzi o dywizy… :D Nie zwróciłam na nie uwagi, a edytor niczego nie zauważył. Już poprawiam!

 

Uczony celowo dałam dużą, to taki elfi tytuł naukowy. Spróbuję to jakoś bardziej zaznaczyć w tekście.

 

A misa już poprawiona :)

 

 

Jeszcze raz dziekuję !

 

No fakt, dużo znaków Ci nie zostało, nie poszalejesz…

Babska logika rządzi!

Przeczytałem. Oto moja opinia.

Fabularnie jest ok. Fajnie wykorzystałaś mitologie. Całe opowiadanie czytało mi się przyjemnie.

Nie podobała mi się jedna rzecz. Dlaczego te cholerne kosmiczne elfy :) walczą mieczami? Trochę to dziwne jak na cywilizacje zdolną podróżować między galaktykami. Szczególnie, że wspomniałaś o Alfeńskich laserach.

Hubertus, kierowalam się tym, że broni dystansowej nie potrzebują, mają przecież magię. Przydałoby im się tylko coś do walki w zwarciu, a zatem ostrze :D Ale rozumiem, że wolalbys miecz laserowy

Nie miecz laserowy :), a raczej broń dystansową. Jest skuteczniejsza nawet na krótszy dystans. Chociażby pistolety maszynowe, stworzone podczas pierwszej wojny światowej. Idealne do czyszczenia okopów. Ogólnie o wiele łatwiej zabić kogoś naciskając spust, niż machając żelastwem.

Poza tym nie wiem po co dążyć do zwarcia mając taki arsenał jak magia. Ale kiedy doszło by już do zwarcia nóż czy bagnet byłby bardziej na miejscu. Nie bez powodu współczesne armie nie używają mieczy.

To tylko moja opinia. Rozumiem, że twoja rasa może mieć inne taktyki i sposoby prowadzenia walk.

Elfy z kosmosu? Podoba mi się ten pomysł jak i umiejętne wplecenie mitologii w akcję. Brawa za słowotwórstwo. 

Bardzo oldskulowo :). Fabuła nie jest jakaś super nowatorska, ale czyta się z zaciekawieniem. A pomysł, że artefakt Obcych mąci nam w głowach – przedni.

Mam parę uwag (jak zwykle):

– “przewodniczący zespołu naukowego, Alasan. Alfen właśnie przebywał wewnątrz” – tu wydawało mi się, że alfen to imię; może wcześniej gdzieś dać wzmiankę o rasie?;

– “powiązać kuli z jakimkolwiek znanym zjawiskiem pogodowym” – jeśłi już wiedzą, że kula jest z metalu, to wiedzą też, że żadnym zjawiskiem pogodowym być nie może;

– “mógłby nieopacznie przyczynić się” – “nieopatrznie” raczej;

– “przyczynić się do nieodwracalnej katastrofy!” – hm, a znasz odwracalne katastrofy?;

– “spowodowałoby wybuch energii” – energia wybucha? wszak to wybuch jest niekontrolowanym uwolnieniem energii;

– “Może nawet być… całkowicie niewidzialny. Nawet dla oka.” – “nawet”? oko nie jest idealnym obiektem postrzegającym, ma sporo ograniczeń, toteż to “nawet” tu nie gra;

– “powstrzymał odetchnięcie z ulgą” – raczej “westchnienie ulgi”;

– “ogniowy pocisk rozbił się o wygnieciony kołami śnieg” – a ten śnieg z czego był, że ogień się o niego rozbił, miast stopić?;

– “skazani na kondycję własnego ciała” – tego to nie rozumiem.

– “wydał rozkazu o zawołanie wsparcia” – wsparcie się wzywa, a nie woła;

– “w stronę trójki rozstrzelanych” – rozstrzelani to mogą być skazańcy przez pluton egzekucyjny, a ci goście byli zwyczajnie zastrzeleni;

– z upodobaniem stosujesz radary, choć to tylko jeden z rodzaju czujników, opierający się o fale radiowe; co z pozostałymi? Nie lepsze byłyby jakieś “czujniki”?

 

Niezłe czytadełko, acz nie nowatorskie. Dobry początek na forum :)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Staruch – wcześniej jest wspomniane “alfeńska załoga” xD To zbyt mało? :( 

 

Z ogniowym pociskiem chodziło mi o to, że niczego nie podpalił, tylko zagasł / zniknął na śniegu.

 

Większość uwag poprawiłam, dziekuję za nie! Nie jestem specjalistką ani nawet wielką fanką sci – fi, to też nie znam się na wielu technicznych rzeczach XD 

 

 

Staruch – wcześniej jest wspomniane “alfeńska załoga” xD To zbyt mało? :( 

Przepraszam bardzo – przeoczyłem.

Nie jestem specjalistką ani nawet wielką fanką sci – fi

Szkoda, bo to bywa bardzo fajna literatura :).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

dostrzegł, że pomiędzy promieniami widnieje jakiś kształt. Niestety był zbyt niewyraźny, by dało się rozpoznać jego szczegóły.  

Będzie musiał to z kimś skonsultować.

Kształt będzie musiał to z kimś skonsultować?

– Uch, znowu grzebiesz w moich rzeczach! – mruknął Uczony

Czemu z wielkiej?

przewracając dookoła oczami.

A cóż to za manewr?

oznajmił, wyraźnie zawiedziony.

A po co przecinek?

 

Całkiem, całkiem. Widać, że styl do oszlifowania, ale fajnie, że pomysł na fabułę jest zwarty i kompletny. Miałaś pomysł i go wykonałaś konsekwentnie i to mi się bardzo podoba. Powiązanie mitologii z UFO też całkiem zgrabnie wyszło. Jest prosto, ale solidnie.

Na kolana nie powala, ale też bez bolączek. Jak na początek bardzo w porządku. :)

Tu miałaś więcej miejsca, więc i fabuła ciekawsza i bardziej złożona, niż w tym o śniącej. Konkretnie, prosto i czytelnie przedstawiony pomysł. Zupełnie fajne czytadełko w oldskulowym stylu. Wiadomo – technicznie będziesz rozwijać, styl się wzbogaci, usubtelni, opisy nabiorą plastyczności, będziesz swobodnie operować napięciem i nastrojem. Jesteś na bardzo dobrej drodze, bo jak na debiut, to całkiem solidnie. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Na swoją obronę dodam, że choć tutaj był większy limit, to styl przez niego też ucierpiał XD Ostatecznie zostało mi około 3000 znaków, ale pisząc bałam się, że się nie zmieszczę, więc również pojawiało się skracanie :( 

 

 

 Atmosfera na statku kosmicznym stawała się coraz bardziej napięta

Po sześciu dniach? Kosmos jest duży. Może Ci się wydawać, że masz daleko do drogerii, ale w porównaniu z Kosmosem to pikuś. Nawet przy napędzie nadświetlnym. Zob. tutaj. Zatem – opowiadanie klasyfikuję z góry jako tzw. science fantasy (SF tak miękkie, że właściwie jest fantasy). Nie ma w tym nic złego, choć nie wszyscy lubią.

 nerwów sączyło się

Ee? Oj, nie.

 wpatrywali się w radary

Science fantasy. Możesz wymyślić dowolną technologię, a zostajesz przy starym szmelcu. Tsk. Całe zdanie lepiej zastąpić opisem sytuacji – jest skrótowe. Pokaż mi tych zdenerwowanych nawigatorów.

 Alfen właśnie przebywał wewnątrz.

To jest tak nienaturalne, że przez chwilę nie wiedziałam, o co chodzi. Dlaczego Revasin po prostu nie zastał mieszkańca kabiny?

 opadały na jego zamyśloną twarz

Anglicyzm – opadały mu na twarz. I nie uniezależniaj twarzy od właściciela.

 Zaskoczony jego obecnością, Alasan pospiesznie schował za sobą tablet.

Raczej zjawieniem się, przyjściem – i możesz to swobodnie pokazać. Samo pospieszne chowanie czegokolwiek jest tu dobre.

 z zakłopotaniem spoglądając

Ciut niezręczne. Może to pokaż? Zerknął spod oka, albo co?

 czujne oko Revasina i tak wszystko zaobserwowało

Tak samo dla siebie.

i, udając niewinną ciekawość spytał

Primo – wtrącenie ma przecinki na obu końcach. Secundo – może lepiej to pokaż?

Ponoć mieszkańcy Midgardu uważali nas za istoty podobne ich bóstwom.

Ojeju, starożytni astronauci.

 rozmowa na dany temat rozpalała w nim entuzjazm

Źle to wygląda – i możesz pokazać, jak się chłopak zapala.

 Nie mają tylko szpiczastych uszu, ich są bardziej krótkie i zaokrąglone.

Jakieś to nienaturalne. Może tak: Tylko ich uszy są krótsze i zaokrąglone.

 teledrazji*

Przypisy w tekście literackim są be. Chyba, że a) stylizujesz na coś, co przypisy mieć powinno, albo b) jesteś Terrym Pratchettem.

 Athime opisała ich jako prostych i prymitywnych, skazanych na powolny rozwój.

Hmm. Ale to dobrze, to źle? Co to?

 omiotła pomieszczenie spojrzeniem złotych oczu

Erm… nie rób tak. Po prostu napisz, że zajrzała.

 oddziału, który zabezpieczał ekspedycję

Tak się mówi?

 odezwała się nieproszona, przerywając naukowcowi

A kto miałby ją prosić, skoro nawet jej nie widzą? Uprościłabym: wtrąciła; albo: wpadła naukowcowi w słowo.

 we wszystkie tryby niewidzialności

No, nie bardzo. Można być tylko w jednym trybie naraz.

 zerknął na dowódczynię kątem oka

Nie brzmią mi te żeńskie formy od wszystkiego – ale to moje prywatne wrażenie.

 Oby tylko jego dociekliwość nie ściągnęła na nich kłopotów.  

Kuszenie losu. No, doprawdy?

 Tymczasem obraz, nawet maksymalnie spowolniony nie pokazywał żadnych zmian.

Jeżeli coś widział na ekranie, który pokazuje to samo, co się aktualnie nagrywa, to powinno być zarejestrowane.

 spróbował zatrzymać obraz

Spróbował i mu się nie udało? Czy po prostu zatrzymał film?

 Z pozoru wyglądało

Pozór to wygląd zewnętrzny.

 zniknęła w równie tajemniczych okolicznościach

Bez przesady, poleciała dalej i tyle.

 Niestety był

Niestety, był.

 Będzie musiał to z kimś skonsultować.

Ale to był tylko kształt – facet w najlepszym razie zostanie uznany za Muldera.

 potajemnie posiadał dostęp

Bardzo nienaturalne. Mógł wejść. I tyle.

 podniósł wzrok na ekran telewizora

Źle to wygląda. Gdyby każde słowo w zdaniu nie zaczynało się na "s", poleciłabym "spojrzał na telewizor", ale tak? Hmm.

 Jego oczom ukazała się

Jakby nie mógł zwyczajnie zobaczyć.

 nagrań były na tyle dokładne

Raczej: dobrej jakości.

 dało się dostrzec jego metalową powierzchnię.

Zawsze widać powierzchnię.

 jednakże głowy państw nie przyznają się

Jednak. Nie udziwniaj.

 Póki co, fenomen pozostaje bez wyjaśnienia.  

Póki co" jest kolokwialne, w telewizji tak nie mówią.

 wpatrywał się w telewizję

W telewizor – telewizja to instytucja.

 To nie mógł być przypadek

Mógł.

 Naukowcy jednoznacznie stwierdzili, że nie było to zjawisko pochodzenia naturalnego.

Na jakiej podstawie, skoro widzieli tylko zarys?

 Na Boga! Ziemię odwiedzali kosmici!

 holograficzny obraz Midgardu, który od dwóch dób był systematycznie przesyłany

Coś tu się poziomy abstrakcji poprztykały. Może: obraz, który systematycznie uzupełniano na podstawie danych z sond?

nie podejmie decyzji o lądowaniu, dopóki nie pozna dokładnie całego obszaru.

Całego obszaru czego? Bo Ziemia jest spora.

 zbliżającego się przyjaciela, Alasan uśmiechnął się

Siękanie.

 dotknął dłonią jakiegoś punktu na hologramie, by przybliżyć wybrany obszar

Moja wersja: dotknął dłonią hologramu, który pokazał wybrany obszar w zbliżeniu.

 Przedstawiał on miasto

Obszar?

 mogli się jedynie pochwalić

Czyli umieli się tylko chwalić? Składnia, o jaką Ci chyba chodzi, to: mogli się pochwalić jedynie…

 usypanymi z klocków ostrosłupami

Jak usypiesz klocki, to nie wyjdzie piramida, tylko stos. Muszą być poukładane.

 przybliżył inny obraz

Raczej wyświetlił.

 jak długo zajmie im oderwanie swych gmachów od ziemi

Ile czasu im zajmie. I po co mieliby to robić?

 posyłając przyjacielowi surowe spojrzenie.

Trochę to rozmyte, i aliterujesz. Może: gromiąc przyjaciela wzrokiem?

 Alasan wyglądał na zdziwionego.

Czyli?

usłyszał z odtworzonych nagrań.

Coś to niegramatycznie.

 znowu grzebiesz w moich rzeczach! – mruknął Uczony, robiąc naburmuszoną minę.

Erm… priorytety? I czemu "Uczony" dużą literą? Jeśli to część tytułu – dlaczego "Wielki Uczony" jest młody? Samorodny geniusz?

 wykonał ręką unik

Że co zrobił? Opisz, że schował ją za plecami albo coś.

 wsuwając sobie urządzenie do kieszeni

A komu innemu miałby je wsunąć?

 Zaraz spiorunował Alasana karcącym wzrokiem

Podwajasz informację w tym zdaniu, co paradoksalnie osłabia wymowę. Wystarczy: Spiorunował Alasana wzrokiem.

 broń, która przejmuje kontrolę nad materią i prawami fizyki?!

Od kiedy broń do tego służy?

 prawie zwaliło go z nóg

Co go zwaliło?

 maszynie zdolnej zapewnić swemu użytkownikowi kształtowanie materii

Nie po polsku: maszynie pozwalającej kształtować materię według woli użytkownika.

 że skonstruowanie czegoś takiego graniczy z cudem. Gdyby ktokolwiek zechciał bawić się w nadzorcę praw fizyki, mógłby nieopatrznie przyczynić się do permanentnej katastrofy!

Nie musisz tłumaczyć jak krowie na rowie. I taka maszyna podcinałaby gałąź, na której siedzi (prawa fizyki – maszyny nie mogą ich łamać, na ile wiadomo), więc wątpię, czy byłaby w ogóle możliwa. Ale – science fantasy.

 Chcę ją tylko zbadać, nie zamierzam jej używać.

Wszyscy tak mówią.

 narzucanie materii nowych praw może wywołać chaos.

Albo musi, p. wyż.

 a przede wszystkim nas!

… crush the lesser races :P

 pospiesznie je niwelować

Zagrożenia lepiej usuwać. Nie wszystkie są wypukłe.

 Proszę, nie.

Cóż za emocje.

jakkolwiek potężny by nie był, został skonstruowany setki lat temu, według starszej technologii

Słabiutka ta jego logika, co nie jest najgorsze – widać, że mu zależy. Ale na miejscu kolegi nie przyjęłabym takiego tłumaczenia.

 Wbił przeszywające spojrzenie w rozmówcę.

No, nie wiem. Dałoby się skrócić.

 rodzimej planecie alfenów

Ojczystej planecie.

 przybliżył sobie fragment planety

O tym już mówiłam.

 Obszar, pod którym Alasan miał nadzieję znaleźć legendarną broń charakteryzował

Wtrącenie oddziel przecinkami z obu stron. Obszar, na którym – obszar to przestrzeń, nie materia.

Powietrze było mroźne, a teren górzysty i zaśnieżony.

Pokaż mi to miejsce.

 Jednorazowa wędrówka

Bo zwykle wędrówki wykorzystuje się ponownie?

 głąb góry, grupa

Aliterujesz. I nie dawałabym tu przecinka.

 A przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka.

Skasowałabym, nie wnosi nic nowego. I tak zaraz otworzą przejście, nie musisz tego dodatkowo zapowiadać.

 drogę zagradzała im wysoka

Wycięłabym "im" (wiadomo, komu), a "wysoka" jest ciut dziwne w korytarzu, gdzie ściany są od podłogi po sufit, wszystkie równej wysokości.

 wydrążonym w kamieniu znakom

Raczej wyciętym. Pismo się wycina, równe, proste kreski. Drąży się dziury.

 pisma. Jedno należało do alfenów

Pismo do nikogo nie należy. Jak już, to po prostu: pismo alfenów. Możesz napisać np.: W jednym napisie rozpoznali znaki używane przez alfenów. I nie zmienił się od tego czasu?

 bogami, jak ich Asowie

A, tak. A Vanowie to co, pies?

 skoro brzmiała tak podobnie.

Really.

 siłą umysłu wpłynął

A nie mógł go umysłem wykryć? Wiem, czepiam się :)

 dało się słyszeć

Powtarzasz "się".

 Zaatakowanie ściany siłą spowodowałoby wybuch energii.

Praca domowa: co to jest "energia" i dlaczego to zdanie nie ma sensu?

 Wkroczył do pomieszczenia, które ukazało się po otworzeniu wrót.

Wkroczył do pomieszczenia. Kropka. Albo: Wszedł przez otwarte wrota.

 podążając za przyjacielem.

Aliteracja.

 konstrukcji, przypominających rusztowanie

Bo może nim były? Musisz poćwiczyć opisy.

 Nawet nie wiedzą, z czym będą mieć do czynienia.

I to właśnie przepis na katastrofę.

 zatrzymał go, łapiąc za przedramię.

Skróciłabym: chwycił go za przedramię.

 odezwał się nieśmiało

"Odezwał się" sugeruje początek rozmowy. I nie wiem, czy powinien to zrobić nieśmiało. Cicho, czemu nie. Ale nieśmiało? W końcu czegoś żąda.

 ani szybko ani bezpiecznie

Ani szybko, ani bezpiecznie.

 wiedział co i jak dotykać

Wiedział, czego i jak dotykać.

 Wydobył z bagażu tablet i wręczył go poprzedniemu właścicielowi.

"Wydobył" jest wydumane, a właścicielem pozostaje ten, komu przedmiot skonfiskowano. Chyba.

 Początkowo sprawiał wrażenie, jakby podchodził do tematu niepoważnie.

Pokaż to. Niech robi miny, niech się chichra, niech ziewa. Niech rzuca jakieś dowciapne uwagi.

 statek stacjonuje

Aliteracja. I statki raczej cumują, unoszą się, albo po prostu są. Ponadto same zdjęcia to jeszcze nie dowód, zwłaszcza w jakości, jaką zwykle przedstawiają fotki UFO.

 nie podnosząc wzroku na twarz swego rozmówcy.

Nie po polsku. Nie patrząc na twarz, albo nie odrywając wzroku od zdjęć.

 Jego przełożony umówił go na to spotkanie, by osobiście zaprezentował swoją hipotezę głowie państwa.

Nawet w science fantasy to rozwala zawieszenie niewiary. Żeby chociaż jeszcze Godzilla rozwalała Nowy Jork, ale ten facet ma tylko parę zdjęć, na których niewiele widać. Prezydent USA jest zajęty, nie służy tylko do tego, żeby ładnie wyglądać. Poza tym nie dopuszczą do niego byle kogo, bo może to morderca.

 Nasza aparatura niczego nie wykrywa, lecz skoro ich kule są niewidoczne dla czujników

Jakie kule? Nic takiego nie było?

 rozwinął

Czemu nie wyjaśnił?

 czując na sobie pytające spojrzenie

Ąc-ąc. I prezydent przed chwilą nie niego nie patrzył?

 Czeka nas inwazja duchów.

I Daleków?

 Jednakże skrycie miał ochotę przyznać temu stwierdzeniu rację.

Skróciłabym: Chociaż w duchu miał ochotę przyznać mu rację.

 uśmiechając się sztucznie

Opisz to. Przyklejony uśmiech lub coś w tym stylu. Co właściwie zyskałaś, wstawiając do tej sceny prezydenta zamiast jakiegoś drobnego urzędnika? Poza strąceniem zawieszenia niewiary z trzeciego piętra?

 Odniósł wrażenie, że nie został poważnie potraktowany.

Doprawdy.

 nie napotkała do tej pory żadnych groźnych zwierząt ani rodzimych mieszkańców

W jaskini? A mieszkańcy są miejscowi, nie rodzimi.

zupełnie zatracili kontakt

Stracili.

 wyraz twarzy Uczonego zdradzał

Hmm.

 przywdział na twarz maskę współczucia

Brzydkie, purpurowe, niespójne. Maski nie wkłada się na żadną inną część ciała.

laboratorium zajmowało dość spory obszar

Bo nie mogło być po prostu duże?

 potencjalne trzęsienie ziemi sprawiło

Szczelinę może zrobić tylko trzęsienie, które faktycznie miało miejsce.

 coraz to bardziej zaniepokojony

Coraz bardziej. To proces ciągły.

 To może być ostatnie przebiegunowanie dla istot żywych tej planety.

Źle to brzmi.

 nieprzewidziane kataklizmy

Bo zwykle są przewidziane?

 ktoś, a konkretniej generał

Czemu nie napiszesz od razu, że generał?

 dostrzegł, że (…) generał Enaste przyglądała się

Consecutio temporum: że generał przygląda się.

 Rozglądała się przy tym w taki sposób, jakby sprawdzała, czy nikt jej nie obserwuje.

Łopata, łopata i jeszcze raz łopata.

 Ten od razu zwrócił się do naukowca.

Ten wzrok?

 przyłapywał generał Enaste na zbyt bliskim kontakcie ze sprzętem

Przepraszam, co ona robiła temu sprzętowi? Miziała po diodach?

 opuściła obóz, tłumacząc, że musi skorzystać z kapsuły

W jakim celu? Nie mają toalet polowych?

 poszedł za nią, odkrył, że kobieta wcale nie udała się w kierunku kapsuł

Przecież to oczywiste.

 gdzieś go zagubi!

Zgubi.

 że wpadł on

Naukowiec?

 Jako generał, kobieta była wierna Melavisowi,

Ale jako pilot zdradzała go na prawo i lewo :P

 celowo dla niego nie szpiegowała

A można szpiegować przypadkiem?

 wieści o istnieniu potężnej broni dotarły do uszu Melavisa

Potężnej, ale niezdatnej do użytku. Nie przejmowałabym się.

 dopiero co uruchomiony tablet

Przecież już przeglądała notatki? Konsekwentnie, Autorko.

 lustrując Enaste przeszywającym spojrzeniem

Brzmi to bardzo źle i dubluje informację.

 Generał była tak zaskoczona, że nie mogła wydusić z siebie choćby słowa.

Nawet słowa.

 właśnie podpadła przedstawicielowi

Aliteracja i kolokwializm.

 wytłumaczyć swojego występku

Raczej wytłumaczyć się z tego występku.

 chrzęst miażdżonego stopami śniegu, któremu towarzyszył szept

No, nie wiem.

 dogłosy

Literówka.

Rodzimi mieszkańcy planety

Co Ty z tymi rodzimymi?

 nieudolnie próbowali skryć się

Składnia: nieudolnie próbowali się kryć.

 najprawdopodobniej służyły im do nagrywania

Skąd ten wniosek?

 zastygli w bezruchu i zaczęli przyglądać im się w milczeniu

Rozwlekasz.

 Świadkowie to ostatni problem, jakiego teraz potrzebowali.

Anglicyzm.

 , znajdującą się kilkadziesiąt kroków dalej, na ciągnącej się pod górą drodze

Siękasz. Ciągnącej się drodze? Hmm?

 maszynie wspartej na kołach

Wspartej? Jak podpórkami?

 Alfen szybko się domyślił

Rozwlekasz, a scena powinna się teraz stać dynamiczna.

 Nie zdążył zapobiec kolejnemu nieprzemyślanemu zabójstwu.

Sam chciał to zrobić…

 Świadkowie morderstwa uciekli.

Bo to trudno ich dogonić…

 spojrzał na nią srogo.

To jasne. Zaznaczanie tego rozbija nastrój i śmieszy.

 Kobieta nie wiedziała, co powiedzieć.

Jak wyżej.

 odebrać ci dowodzenie. Proszę oddać

Są na "ty", czy na "pan"?

zaczął drżącym głosem

Myślę, że raczej by krzyczał, albo próbował się od tego powstrzymać. I co ci obcy zrobili? Zabili trzy osoby, to nie jest sprawa dla prezydenta, najwyżej dla FBI.

 Pragnie pilnie z prezydentem porozmawiać

Aliteracja anglosaską jest afektacją. Polszczyźnie po prostu pasuje jak pięść do pupy XD I powiedziałabym do prezydenta raczej "z panem", w drugiej, nie trzeciej osobie.

 Nie skomentował tego jednak

Swojej miny?

 zauważono dziwne, człekokształtne istoty, najprawdopodobniej przedstawicieli obcej cywilizacji

Brzmi jak typowa kaczka dziennikarska. A sprawdzić sprawę to co, nie łaska?

 Przerażonym wzrokiem biegał po twarzy prezydenta

Nie dość, że antropomorfizujesz wzrok, to jeszcze prezydent będzie miał ślady :P

 Sekretarz zaczął drżeć.

Dopiero teraz?

 Z głośnika wydobyła się kolejna wypowiedź generała:

Nienaturalne.

 planuje przypuścić

Aliteracja.

 Póki co nie działo się nic

Źle to brzmi.

 nic zagrażającego

Raczej: nic, co by zagrażało.

 żadna z nich nie wyglądała na broń

Ale szpiegowskie być mogły.

 wtargnąwszy bez uprzedzenia

Gdyby uprzedził, to by nie było wtargnięcie.

 Kończ tu czym prędzej

Jakoś mi to do niego nie pasuje.

 każdy oddział Midgardu, jaki po nas przyjdzie

Bardziej: który.

 Bez prób nawiązania rozmowy, bez zawierania pokoju.

Po zawarciu pokoju już się raczej nie atakuje.

 im pozwolić na zobaczenie wejścia do podziemi

Lepiej: pozwolić, żeby zobaczyli wejście do podziemi.

 zablokować zanim

Zablokować, zanim.

 Raczej mało kto będzie doszukiwał się powodów ich przybycia w głębi globu.

Hmm.

 szybko i sprawnie znajdując sobie zasłony ze skał, zza których

To bardzo źle brzmi. Czytaj teksty na głos.

 oddawać strzały

Żargon.

 pomiędzy chmurami dało się usłyszeć

Niezły słuch mają te elfy.

 Z włączonym trybem niewidzialności będą niezwykle skuteczną bronią przeciwko tubylcom.

Obie strony strzelają z armaty do muchy, ale to tylko raduje serce Odyna.

 Starcie zaczęło się bardzo szybko.

Konkrety, proszę. Reszta akapitu przedłużona, przegadana.

 Z godną podziwu zwinnością

On tak sam siebie podziwia?

 stanął w osłupieniu

Stanął osłupiały.

 siedem dób temu

Te doby są nienaturalne.

 wzrokiem zaczęli przeczesywać najbliższy teren

Oj, śmiesznie to brzmi.

 Zaraz po tym ze statku wyłonił się

A może tak: Kiedy zginął ostatni, ze statku wysiadł…

 Revasin omal nie zwalił się z nóg

Sam siebie?

 zimnym i obojętnym spojrzeniem. Dumnym, powolnym krokiem

Za dużo określników. Ponadto krok nie może być dumny – antropomorfizujesz.

 Sprawiał wrażenie, jakby widok masakry był dla niego codziennością, nieodłącznym elementem życia

Pokaż to. Mam wrażenie, że zaczęłaś się spieszyć.

 ze spuszczonym wzrokiem

Nie po polsku. Patrząc na ziemię, tak.

 Czyli to on wezwał Melavisa!

Tak, wpadłam na to.

 tak wspaniałego, jak Kontroler

Bez przecinka.

 Nie musisz dłużej traktować nas jak idiotów o destrukcyjnych zapędach.

Dowody świadczą przeciwko temu.

 Im więcej słów słyszał z jego ust

Purpurowe.

 Co ty pieprzysz?

Nagły wulgaryzm. Dziwnie wygląda.

 Cholerny naiwniak, pewnie znów pozwolił bratu, by ten namącił mu w głowie!

Niezgrabne.

 Niestety żaden

Niestety, żaden.

Pozbyć się głównego wichrzyciela.

Będąc otoczonym przez fanatycznie mu oddane wojska. Gratuluję rozwagi.

 podniósł dzierżony w ręku miecz

Przedłużasz.

 zwrócić na niego swojej uwagi.

A czyją mógł zwrócić?

 do czasu, aż nie poczuł

Do czasu, aż poczuł.

 podziurawiona niczym sito

Idiom. Jak sito.

 pociski midgardskiego karabinu

Pociski z midgardzkiego karabinu.

 Gdzie, do jasnej cholery mieli

Wtrącenie: Gdzie, do jasnej cholery, mieli.

 dowódców. Nie przyznała im się, że kilka dni temu odebrano jej dowodzenie

Powtórzenie. I akurat by się przyznała.

 spytała, nie wiedząc, o co chodzi.

Gdyby wiedziała, to by nie pytała, nie?

 mieli nikłą wiedzę w temacie.

Po polsku: niewiele wiedzieli.

 Nagle w głowie Enaste zaświtała pewna myśl.

I to wystarczy. Reszta akapitu powtarza informację.

 oznajmiła z entuzjazmem

Źle to brzmi.

 zawarte w nim nagrania

Nagrania nie są w nim zawarte.

 rozbita armia ludzkich żołnierzy

A mamy innych?

 Skoro ludzkość uwieczniła ich wygląd i zdolności w swoich mitach, musiała w przeszłości mieć z nimi styczność.

Niekoniecznie.

 Wszyscy, których znam ostatnio czują się lepiej,

Lepiej: wszyscy moi znajomi czują się ostatnio lepiej.

 Teledrazja (z greckiego τηλε: tēle „odległość” i δράση: drási „akcja”) – tu oznacza zdolność do wpływania na materię za pomocą siły woli, siły umysłu

Istnieje już słowo, którego potrzebujesz. Telekineza. Po co wymyślać nowe?

 

Styl trochę staroświecki, a'la Astounding. Nadużywasz niektórych słów ("jednakże" – o wiele za często), co robi niedobre wrażenie. Innych używasz niezgodnie ze znaczeniem, albo pospiesznie, nie szukając lepszych i efekt jest niezręczny. Kompozycja dość poprawna, ale to nie jest specjalnie ciekawy tekst – nie zaskakuje, choć przewraca pewne schematy, co powinno być zaskakujące – ale ja tego nie czuję. Gdzieś w jednej trzeciej robi się po prostu senny. Te wulgaryzmy w zakończeniu wywołują niesmak. Niby są zasadne, ale dotąd obywałaś się bez nich. Masz też skłonność do lampshades, moim zdaniem nadmierną. Ćwicz, a będzie lepiej.

 Bohaterowie raczej stereotypowi: naukowiec, szpieg, żołnierz. Pewnie warto by ich jakoś pogłębić, dorzucić po jakiejś cesze zbędnej dla fabuły – upodobania, hobby itp.

Zgadzam się.

 Pierwsza wyprawa leciała do Midgardu długo, mieli czas na różne rzeczy. A teraz pani generał wezwała wsparcie i posiłki pojawiły się błyskawicznie. Dlaczego?

To akurat jasne, wezwała wsparcie od razu po przylocie. Swoją drogą, że im cię aż tak ckni po sześciu dniach… słabi żeglarze.

A gdzie właściwie kopuła ma nogi?

Misa w sumie też nie ma…

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

A gdzie właściwie kopuła ma nogi?

Misa w sumie też nie ma…

Dlatego proponowałam, żeby nie pisać o nogach, tylko o misie albo kopule – od razu będzie wiadomo, jak to wygląda.

Babska logika rządzi!

Tarnino… O matko, dobiłaś mnie xd Z większością uwag się oczywiście zgadzam, później będę pracować nad ich poprawą. 

 

zniknęła w równie tajemniczych okolicznościach

Bez przesady, poleciała dalej i tyle.

Nie no, zniknęła! Zrobili się niewidzialni.

 

 znowu grzebiesz w moich rzeczach! – mruknął Uczony, robiąc naburmuszoną minę.

Erm… priorytety? I czemu "Uczony" dużą literą? Jeśli to część tytułu – dlaczego "Wielki Uczony" jest młody? Samorodny geniusz?

Myślałam, że elfy z reguły są postrzegane jako długowieczne i nie będzie problemów ze zrozumieniem, że ci tutaj również żyją po kilkaset lat :( 

 

broń, która przejmuje kontrolę nad materią i prawami fizyki?!

Od kiedy broń do tego służy?

Broń zwykle to coś, co służy do ataku na przeciwnika. Mając kontrolę nad materią, można by wywołać niezły chaos w szeregach wroga :p 

 

 Jego przełożony umówił go na to spotkanie, by osobiście zaprezentował swoją hipotezę głowie państwa.

Nawet w science fantasy to rozwala zawieszenie niewiary. Żeby chociaż jeszcze Godzilla rozwalała Nowy Jork, ale ten facet ma tylko parę zdjęć, na których niewiele widać. Prezydent USA jest zajęty, nie służy tylko do tego, żeby ładnie wyglądać. Poza tym nie dopuszczą do niego byle kogo, bo może to morderca.

Przecież to pracownik NASA, a nie byle kto. 

 

wieści o istnieniu potężnej broni dotarły do uszu Melavisa

Potężnej, ale niezdatnej do użytku. Nie przejmowałabym się.

Alasan wspomniał wcześniej, że nie uratuje maszyny z takimi narzędziami, jakie aktualnie ma przy sobie :p Ale gdyby zdobył inne…

 

Czyli to on wezwał Melavisa!

Tak, wpadłam na to.

A to zdanie dopisałam akurat później, po tym jak Finkla wezwanie floty przypisała Enaste :c Wcześniej myślałam, że każdy skojarzy to z Alasanem :c

 

Pozbyć się głównego wichrzyciela.

Będąc otoczonym przez fanatycznie mu oddane wojska. Gratuluję rozwagi.

Chodziło mu o pozbycie się zagrożenia dla Imperium, nie o własne życie. 

 

Teledrazja (z greckiego τηλε: tēle „odległość” i δράση: drási „akcja”) – tu oznacza zdolność do wpływania na materię za pomocą siły woli, siły umysłu

Istnieje już słowo, którego potrzebujesz. Telekineza. Po co wymyślać nowe?

Telekineza to poruszanie przedmiotami. Mi chodziło o szerszy wpływ na materię. Ciężko za pomocą telekinezy wywołać np. samozapłon

 

 

Gdybym tak czepiała się każdej książki, którą czytałam, wyszłoby na to, że żaden pisarz nie nadaje się na pisarza :D :D :D

Ale oczywiście doceniam i rozumiem. W końcu musi być idealnie albo chociaż prawie. I przede wszystkim BARDZO DZIĘKUJĘ za poświęcony czas i taki szczegółowy komentarz :) 

A to zdanie dopisałam akurat później, po tym jak Finkla wezwanie floty przypisała Enaste :c Wcześniej myślałam, że każdy skojarzy to z Alasanem :c

Oj, nie trzeba było. Pierwotnie było dobrze wyjaśnione, tylko coś mi się pomerdało. Nie zapamiętałam, a to nie miało aż takiego znaczenia, żeby mi się chciało sprawdzić.

Babska logika rządzi!

Myślałam, że elfy z reguły są postrzegane jako długowieczne i nie będzie problemów ze zrozumieniem, że ci tutaj również żyją po kilkaset lat :(

Problemów nie ma, chodzi o co innego – żeby się wybić w jakiejkolwiek społeczności, potrzeba czasu. Tym więcej, im więcej, ehkm, takich-synów kolega ambitny musi przeżyć. "Młody" to pojęcie względne – twój elf może żyć dużo dłużej, niż ludzie, ale wśród swoich niekoniecznie już coś osiągnąć. Poza tym oni mogą mieć dużo więcej tej nauki do opanowania (choć nie muszą).

 Mając kontrolę nad materią, można by wywołać niezły chaos w szeregach wroga :p

Pewnie, ale można to też zrobić na mnóstwo innych sposobów, łatwiejszych i bezpieczniejszych dla użytkownika. To trochę tak, jakby walić ludzi po głowach chromatografem gazowym :) mając pod ręką zupełnie dobrego kałasza. Lub mordować muchy kataną.

 Przecież to pracownik NASA, a nie byle kto.

Ale szeregowy, żaden ważniak. Ważniak nie sterczałby po nocach przy teleskopie. NASA jest zresztą mocno zbiurokratyzowana, o ile wiem.

 Alasan wspomniał wcześniej, że nie uratuje maszyny z takimi narzędziami, jakie aktualnie ma przy sobie :p Ale gdyby zdobył inne…

Prawda.

 Chodziło mu o pozbycie się zagrożenia dla Imperium, nie o własne życie.

To szlachetnie, ale równie wielkie zagrożenie stanowi szalony naukowiec, który wie, jak to coś działa. I nie chodzi o to, żeby zginąć za ojczyznę, tylko żeby jakiś inny głupek zginął za swoją ;)

 Ciężko za pomocą telekinezy wywołać np. samozapłon

Dałoby się. Choćby trąc jednym kawałkiem o drugi. A jeśli telekinetycznie można zapanować nad poszczególnymi atomami, to nawet tego nie trzeba.

 Gdybym tak czepiała się każdej książki, którą czytałam, wyszłoby na to, że żaden pisarz nie nadaje się na pisarza :D :D :D

Niach, niach. Ja jestem czepliwa jako ten rzep. A poważnie – trochę pokory, mościa panno. Nikt z nas nie jest doskonały (w Średniowieczu specjalnie zaburzano wzór mozaik, żeby nie były doskonałe już na pewno, co symbolizowało niezupełność ontologiczną człowieka), ale starać się trzeba.

 BARDZO DZIĘKUJĘ

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Tekst ze starej szkoły space opery, gdzie to niewiarę trzeba mieć z bardzo elastycznej gumy. To nic złego, ale przez to też mam np. wrażenie, że np. termin galaktyka znaczy coś o wielkości kilku układów gwiezdnych niż tego, ile ona faktycznie ma (a nasza ma jakieś 100 – 400 000 000 000 samych gwiazd). Może wprowadzać to dysonans dla ludzi trochę mocniej siedzących w temacie. Podoba mi się za to termin “teledazja” – niepotrzebny jest przypis na dole, moim zdaniem w tekście dostatecznie mocno zaznaczyłaś, co on oznacza :)

Sama historyjka typowo przygodowa, raczej opierająca się na uproszczonych schematach, które od jakiegoś czasu nie zawsze są brane na poważnie. Niestety z bohaterami mam problem – w pamięć zapadł mi tylko uczony i jego przyjaciel. Byli jacyś, mieli swe cechy, cele, maniery. Cała reszta postaci jest niestety zarysowana za słabo – do tego stopnia, że istnieli nawet dla mnie jedynie funkcjami w fabule (władczyni, dowódczyni itd). Przydałoby się je mocniej zróżnicować. Zaczynając od imion – wbrew pozorom to nie jest dobry pomysł nazywać bohaterów krótkiego tekstu na tę samą literę i w dosyć podobny sposób. Na dzień dobry w pierwszym fragmencie dostałem serię: Alasan, alfen, Athime. Są one mocno mylące i dopiero w połowie zacząłem rozróżniać co jest co. Takich konfuzji lepiej unikać, mogą zniechęcać czytelników. Warto też powiązać imiona z funkcją (jak to było z dowódczynią i cesarzową), bo lepiej wtedy wchodzą w pamięć.

Sama konstrukcja tekstu przyzwoita, zwrot akcji fajny. Ogółem niezły debiut :) Chwytaj za to przydatne linki, pomogą Ci szlifować teksty:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ooooch, w końcu komuś spodobała się teledrazja :D

Dziękuję za wszystkie uwagi i poradniki i, przede wszystkim, za docenienie mnie w postaci punkcika do biblioteki !!! :)

Przeczytane :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dobrze mi się czytało :)

Przeczytałam bez przykrości, ale i bez szczególnego zachwytu. Ot, opowieść w dawnym stylu, w miarę zajmująca, ale też, o czym wspomnieli już wcześniej komentujący, można mieć do niej trochę zastrzeżeń. Jednakowoż cieszę się, że wyjaśniona została zagadka, skąd się wzięły elfy. ;)

Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą jeszcze bardziej zajmujące i znacznie lepiej napisane.

 

O jego ist­nie­niu nie po­wie­dział nawet ce­sa­rzo­wej, kiedy pro­sił ją o zgodę i do­fi­nan­so­wa­nie jego eks­pe­dy­cji. –> …do­fi­nan­so­wa­nie swojej eks­pe­dy­cji.

 

jak NASA za­ob­ser­wo­wa­ło ta­jem­ni­czy obiekt… –> Na mój rozum NASA (Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej) jest rodzaju żeńskiego, więc: …jak NASA za­ob­ser­wo­wa­ła ta­jem­ni­czy obiekt

 

Przed­sta­wiał on mia­sto pełne szkla­no–me­ta­lo­wych wież… –> Przed­sta­wiał on mia­sto pełne szkla­no-me­ta­lo­wych wież

W tego typu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy.

 

Naj­więk­sze z nich nadal stoją. – Mó­wiąc to, na­uko­wiec… –> Naj­więk­sze z nich nadal stoją – mó­wiąc to, na­uko­wiec

 

Re­va­sin nie za­mie­rzał owi­jać w ba­weł­nę. –> Re­va­sin nie za­mie­rzał niczego owi­jać w ba­weł­nę.

 

„Strzeż się i nie wchodź do miej­sca prze­zna­czo­ne­go dla Álfar! ” –> Zbędna spacja po wykrzykniku.

 

wy­ło­nił się jesz­cze jeden alfen. Alfen, na widok któ­re­go Re­va­sin omal nie zwa­lił się z nóg. Me­la­vis. Me­la­vis omiótł… –> Jeśli to celowe powtórzenia, nie wyglądają najlepiej.

To nie na widok czegoś zwalamy się z nóg; to widok czego zwala nas z nóg, więc: Alfen, widok któ­re­go omal nie zwa­lił Revasina z nóg.

 

la­bi­rynt ko­ry­ta­rzy, wy­drą­żo­ny w pod­zie­miach Gór Skan­dy­naw­skich. –> Czy góry mają podziemia?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytało się bez zgrzytów, ale mnie nie zaciekawiło. Taka tam przygodówka, bez szczególnie wciągającego wątku. Czyli bez zachwytu, ale całkiem spoko;)

Mnie osobiście nie urzekło – wymieszanie stylów (mitologia vs technika), wyeksploatowane wg mnie motywy nordyckie. Widzę, że na profilu wspominasz, że siedzisz bardziej w fantasy, czekam na więcej tego rodzaju historii ;)

 

PS– A zaraz zabieram się za “Kroczącą we śnie” – nie omieszkam zostawić komentarza również pod tym tekstem ;)

Znałem go, Horacy

Przeczytane.

Nowa Fantastyka