- Opowiadanie: Małolepsza - Omen

Omen

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

 

Życzę przyjemnej lektury i jak zwykle czekam na uwagi :) 

P.S. Szczęśliwego Nowego Roku dla Redakcji i Użytkowników :)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

joseheim, NoWhereMan

Oceny

Omen

Budzik wydał z siebie piskliwy dźwięk. Był to jedyny sposób, aby mnie obudzić o tak wczesnej porze. Leniwie podniosłem powieki. Wyciągnąłem rękę w stronę szafki, na której leżała moja komórka i wyłączyłem ten pierdolony jazgot bębniący mi w uszach od kilku sekund.

Wstałem z łóżka, otworzyłem okno na oścież i spojrzałem w niebo, by sprawdzić, jaka pogoda się zapowiada. Było bezchmurne. Będzie dobra jazda – pomyślałem.

Uwagę moją zwróciła młoda kobieta z naprzeciwległego bloku. Była w negliżu, co szczególnie przykuło mój wzrok. Rozwieszała pranie. Ma zacięcie kobieta – pomyślałem. Pranie o szóstej nad ranem?

Spojrzałem w dół. Jakaś zakonnica ubrana na biało wchodziła do sąsiedniej klatki schodowej. Wszystkie sroczki bez piórek są takie same – powiedziałem sam do siebie, uśmiechając się.

Otworzyłem lodówkę i wyjąłem przygotowane przez żonkę śniadanko. Nim woda w czajniku zagotowała się, spałaszowałem pierwszą kanapkę.

Włączyłem telewizor akurat na wywiad z jakimś pajacem z bliżej nieokreślonej partii. Kurwa, znowu ten pierdolony bełkot – pomyślałem, zaczynając ostatnią kanapkę.

Kończąc poranną toaletę dorysowałem pomadką żonki serduszko do jej serduszka na lustrze jako dowód, że też ją kocham i będę tęsknił cały dzień. Był to nasz taki mały poranny rytuał, kiedy każde z nas wychodziło do pracy o różnych porach i nie mogliśmy sobie dać buziaczka na powitanie. Wziąłem uszykowany pakunek z jedzeniem i pojechałem do bazy.

Tam pokwitowałem zlecenie od szefa i ruszyłem z załadunkiem. Miałem do przejechania ponad sześćset kilometrów.

Wyjechałem na autostradę. By umilić sobie jazdę włączyłem mojego ulubionego Billy’ego Swana. Listę rozpoczynał utwór „I can help”. Po kilku taktach i ja zacząłem nucić pod nosem: „(…) It would sure do me good, to do you good. Let me help (…)”.

Ruch nie był zbyt duży i jechałoby się dobrze, gdyby peugeot z rosyjską rejestracją nie zajeżdżał mi drogi. Koleś najwyraźniej bawił się ze mną.

– Myślisz, gnojku, że mnie sprowokujesz? – powiedziałem sam do siebie. – Wjeżdżasz do obcego kraju i uważasz, że ci wszystko wolno?

Próbowałem go wyprzedzić. Nie dawało rady. Cały czas odstawiał jakieś slalomy na drodze.

Zaczęło mnie to powoli denerwować. Wyciągnąłem rękę przez okno i najbezczelniej pokazałem mu fucka.

Chyba poskutkowało, bo widać było, że zaczął jechać normalnie.

Zaryzykować i wyminąć go?znów powiedziałem sam do siebie. - Nie wiadomo, co tym razem może strzelić mu do łba.

Nagle koleś gwałtownie zahamował. Wstrząsnęło maszyną, bo i ja zahamowałem, by nie wjechać w drania. Nie zatrzymał się. Jechał dalej. Po kilku minutach powtórzył to samo. Tym razem nie wyrobiłem. Straciłem panowanie nad kierownicą. Wjechałem w barierkę, zrywając ją. W mgnieniu oka stratowałem samochód jadący z przeciwnej strony. Czułem, że wlokę go pod kołami do momentu, kiedy samochód zjechał z autostrady i walnął w drzewo.

 

Musiałem stracić przytomność, bo kiedy się ocknąłem poczułem swąd. Nim zdążyłem uświadomić sobie, co za chwilę nastąpi, osobówka zaczęła się palić, a potem już wszystko stanęło w płomieniach.

Moje ciało trawił ogień. Nie czułem bólu tylko, widok topniejącej skóry obnażającej stopniowo kości był zatrważający.

 …

 

Obudziłem się zlany potem. Kurwa, co za sen – pomyślałem wycierając ręką z czoła krople potu.

Spojrzałem na zegarek. Dochodziła szósta godzina.

Spać już nie będę – powiedziałem sam do siebie, więc wyłączyłem budzik, żeby nie słyszeć tego jazgotu.

Wstałem z łóżka i podszedłem do okna, by otworzyć je na oścież. Ładny dzień się zapowiada – pomyślałem. Po chwili uwagę moją zwróciła kobieta z bloku, stojącego naprzeciwko, która rozwieszała coś białego. O, ta laleczka śniła mi się dzisiaj – pomyślałem. W tej samej chwili spuściłem wzrok. Do klatki schodowej wchodziła ubrana na biało zakonnica. Zamarłem.

 

Koniec

Komentarze

Witaj,

Niestety nie mogę za dużo powiedzieć o tym opowiadaniu, bo nie za dużo się wydarzyło. Nie wiemy o co chodzi bohaterowi (wiemy tylko, że jest gburem i często przeklina). Osobiście uważam, że sam bohater nie zawsze jest najważniejszy, bo czasem fabuła i historia może się obronić, ale tutaj raczej jej nie ma.

Przykro mi to mówić, ale nie podobało mi się.

Żadnego przesłania się tutaj nie doszukałem, a motyw zapętlenia mógłby być ciekawszy. Nie widać też emocji, czy klimatu.

Naprawdę przykro mi to pisać, ale mam nadzieję, że następne opowiadanie będzie lepsze i spodoba mi się. Trzymam kciuki.

Pozdrawiam serdecznie i również życzę szczęśliwego nowego roku ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Pomysł nie jest może najoryginalniejszy ale zgrabnie zrealizowany pod względem kompozycyjnym – odpowiednia długość tekstu, dobra klamra z budzikiem, oszczędne ostatnie zdanie.

Co do głównego bohatera mam mieszane odczucia – antypatyczny typek, tyle że o ile nie przypadł mi do gustu, to od strony literackiej jest postacią spójną. I właściwie takie przedstawienie postaci sprawia, że zakończenie staje się odrobinę ostrzejsze. Gdyby był sympatyczną postacią, to odbiór czytelnika byłby bardziej jednoznaczny ;-)

Warsztatowo – tragedii nie ma, ale jest średnio. Trochę niezgrabnych zwrotów, czasem brakuje przecinków, wypowiedź bohatera jak mówi sam do siebie zapisujesz tak samo jak myśli. Bardzo dużo też relacjonujesz, po kolei wymieniając, co bohater zrobił. Zbędne słowa – typu jakiś, nagle, szczególnie – które niewiele albo nic nie wnoszą.

Przykłady usterek:

 

Chropowaty dźwięk nie kojarzy mi się z jazgotem – jazgot jest raczej krzykliwy, piskliwy; chropowatość nieszczególnie.

 

Niebo wyglądało na bezchmurne. – Jest różnica między czymś, co wygląda na jakieś, a czymś co jest jakieś.

 

Będzie dobra jazda – niezbyt naturalnie to brzmi

 

Rozwieszała po praniu coś białego – raczej rozwiesza się pranie a nie po praniu

 

Nim woda w czajniku zagotowała się wpałaszowałem pierwszą kanapkę. – dziwny szyk, brakuje przecinka przed wpałaszowałem

 

dorysowałem żonki pomadką – dziwny szyk

 

gdyby nie Peugeot z rosyjską rejestracją nie zajeżdżał mi drogi. Koleś najwyraźniej bawił się ze mną.

 

Wyciągnąłem rękę przez szybkę – dlaczego zdrobnienie?

 

Wziąłem uszykowany bagaż z jedzeniem i pojechałem do bazy. – pakunek? paczkę? chyba że wziął bagaż, który zawierał także jedzenie

 

Edytka. Aha, nie zrozumiałam jak ma się tytuł do treści :-(

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dziękuję za uwagi :)

Wyciągnąłem rękę w stronę szafki, na której leżała moja komórka, by wyłączyć ten pierdolony jazgot, który od kilku sekund bębnił mi w uszach.

Wstałem z łóżka, spojrzałem przez okno, by sprawdzić jaka pogoda się zapowiada. Niebo było bezchmurne. Będzie dobra jazda – pomyślałem, otwierając okno na oścież i wpuszczając do domu świeże powietrze.

 

“młoda kobieta z naprzeciwległego bloku” – subiektywne czepialstwo: naprzeciwległy blok brzmi niezgrabnie

 

Ciekawe kto potem domywał tę szminkę z lustra ; p

 

“– Myślisz[+,] gnojku, że mnie sprowokujesz?”

 

“Wjechałem w barierkę[+,] zrywając ją.”

 

Naprawdę tak łatwo na autostradzie przebić się na drugą stronę? A poza tym było tam drzewo…?

 

“Musiałem stracić przytomność[+,] bo kiedy się ocknąłem poczułem swąd. Nim zdążyłem uświadomić sobie, co za chwilę nastąpi, osobówka zaczęła się palić[+,] a potem już wszystko stanęło w płomieniach.

Moje ciało trawił ogień. Nie czułem bólu[+,] tylko widok topniejącej skóry obnażającej stopniowo kości był zatrważający.”

 

“kobieta z bloku znad przeciwka” – znad przeciwka?

 

Krótka scenka w sumie, oparta na mocno wyeksploatowanym motywie. Nie jest to wielki grzech, ale też niczym nie zaskakuje. Zgadzam się z dogsdumpling, że bohater nie budzi sympatii – oczywiście nie musi, to tylko taka obserwacja. Generalnie szorta nie czyta się źle, ale jest napisany taki dość bezemocjonalny sposób. Co skutkuje tym, że ani nie zrobił na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, ani mi nie zapadnie w pamięć.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czytało się dość łatwo, historia wydaje się spójna, a bohater realistyczny. Zgodzę się z przedpiścami, że nie sposób go polubić.

Na początku tekstu zazgrzytało nagromadzenie zaimków: mi, mój, swój.

 

Poprawiłabym też:

Aż wstrząsnęło mi maszynę – autem wstrząsnęło

samochód jadący z przeciwka – z naprzeciwka, z przeciwnej strony

Zmieniony szyk zdania:

uwagę moją – moją uwagę, żonki pomadka – pomadka żonki

Nie przekonał mnie opis wypadku.

 

Dziękuję za uwagi. Oczywiście cały czas nanoszę poprawki. 

Słowo “maszyna” celowo użyłam, z uwagi na to, że kierowcy tirów nader często stosują to określenie.

Za dużo dodać od siebie nie jestem w stanie – antypatyczny bohater i na plus, że jest tak pokazany konsekwentnie. Ale wybrany motyw i jego opis nie wzbudzają jakiejś specjalnej reakcji. Wszelkie usterki powybierane także przez przedpiśców. 

Opowiadanie raczej takie sobie – niczym nie odstręcza, ale też niczym nie zaskakuje. Ot, taka historyjka o spełniającym się śnie, a może o wpadnięciu w pętlę czasową…

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

wpa­ła­szo­wa­łem pierw­szą ka­nap­kę. –> Raczej: …spa­ła­szo­wa­łem pierw­szą ka­nap­kę.

 

Mia­łem do prze­je­cha­nia ponad sześć­set ki­lo­me­trów. Wy­je­cha­łem na au­to­stra­dę. By umi­lić sobie jazdę… – Nie brzmi to najlepiej.

 

je­cha­ło­by się do­brze, gdyby Peu­ge­ot z ro­syj­ską re­je­stra­cją… –> …je­cha­ło­by się do­brze, gdyby peu­ge­ot z ro­syj­ską re­je­stra­cją

Nazwy pojazdów piszemy małą literą. http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

– Nie wia­do­mo, co tym razem może strze­lić mu do łba. –>Zamiast dywizu powinna być półpauza.

 

Wstrzą­sne­ło ma­szy­ną… –> Literówka.

 

Po kilu mi­nu­tach po­wtó­rzył to samo. –> Literówka.

 

Czu­łem, że wlokę go pod ko­ła­mi do mo­men­tu, kiedy wal­ną­łem w drze­wo. –> Drzewo na autostradzie?

 

Nie czu­łem bólu tylko, widok top­nie­ją­cej skóry ob­na­ża­ją­cej stop­nio­wo kości był za­trwa­ża­ją­cy. –> Topnieje coś, co pod wpływem ciepła ze stanu stałego przechodzi w ciekły. Nie wydaje mi się, aby skóra mogła topnieć. Nie wydaje mi się też, aby znikająca skóra obnażała kości, albowiem między skórą a kośćmi mamy jeszcze trochę mięśni.

 

ko­bie­ta z bloku, sto­ją­ce­go na prze­ciw­ko… –> …ko­bie­ta z bloku, sto­ją­ce­go naprze­ciw­ko

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miałam wrażenie, że to coś pomiędzy “Dniem świra” a “Dniem świstaka”. Bohater może i antypatyczny, ale nie do końca, bo dzięki scenie z rysowaniem serduszka nieco zyskuje. Sam pomysł i historia nie zaskakuje, ale w tak krótkiej formie jest do przyjęcia. 

Potykałam się czasem na pewnych sformułowaniach, ale generalnie czytało się nieźle.

 

Zgodzę się z przedpiścami – pomysł nienowy, ale czytało się całkiem przyjemnie.

Prawda, bohater nie wzbudza sympatii, ale i nie miał wzbudzać.

Babska logika rządzi!

Czytało się dobrze. Pomysł jest. Antypatyczny bohater – wykreowany. Dość dobra narracja. Zawieszałam się na sformułowaniach – wygładziłabym je. Poniżej niektóre z nich:

 

wyjąłem przygotowane przez żonkę śniadanko żona

A żona o której – o piątej i przygotowuje pakunek z jedzeniem. “Pakunek” – poszukałąbym innego słowa, może reklamówka?

Wszystkie sroczki bez piórek są takie same

Ciekawe: jedna miała pióra – zakutana od stóp do głów, a druga w negliżu – swoje wdzięki odsłaniała. Jedną widział z bliska drugą tylko sylwetkę (no chyba że pierwsze piętro, najwyżej).

Użycie słowa „negliż” i wulgarność bohatera trochę się ze sobą gryzą. No chyba, że byłby to Doktor Jekyll i pan Hyde. 

zaczynając ostatnią kanapkę

Może napoczynając?

do jej serduszka na lustrze jako dowód, że też kocham i będę tęsknił za nią [przez] cały dzień

Zmniejszyłabym liczbę jej i zamieniła „za nią’ na „przez”

 

Zastanawiałam się nad tytułem – subiektywnie kojarzy mi się jednoznacznie z filmem “Omen” i cały czas szukałam odniesienia. 

 

Serdecznie dziękuję za uwagi i punkcik :) 

Asylum faktycznie tytuł może się kojarzyć z filmem “Omen” . Nie mnie jednak jak wiemy, omen oznacza przepowiednię albo znak, czy też wróżbę, stąd tytuł tej historyjki.

Zgrabna kompozycja z bardzo klasycznym, powiedziałbym do bólu, finałem. Może i były jakieś warsztatowe braki, ale nie utrudniły mi przeczytanie szorta, wniosek: narracja była płynna i właściwie prowadzona.

Tak wiec, skoro masz podstawy, to trzeba tylko wyjść poza schemat, albo żonglować zręczniej utartymi konwencjami, a to już kwestia ćwiczeń i obserwacji ;)

Peace and love :)

Pomysł stary jak prorocze sny, ale napisany całkiem zgrabnie. Dobra długość, kompozycja, bohater zaznaczony na tyle wyraźnie, by mógł pociągnąć tekst. Wyszedł więc zgrabny i miły koncert fajerwerków, wart klika :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

dziękuję :))))

Coś mi tutaj zgrzyta:

Było bezchmurne.

Czy nie powinno być: było bezchmurnie?

W poprzednim zdaniu mamy i pogodę, i niebo, i okno… sam nie wiem, do czego miałoby się odnosić to “bezchmurne”. Choć rozumiem, że to pozostałość po poprzednich poprawkach. Może mi ktoś to wyjaśni przy okazji?

Również miałem silne skojarzenie z Dniem Świstaka. Czytało się w porządku.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Fantastyka: Jest. Lekka, ale to wystarczy.

Sen: jest.

 

Język nie bardzo mi się spodobał, ale przyznaję, w pełni uzasadnia go postać narratora, więc to nie jest zarzut. Co ciekawe, główny bohater, choć prostak i prymityw, to jednak oddany w jakiś taki naturalny sposób, że to w tym tekście działa.

 

Gorzej z treścią – pomysł, o który oparto tekst był już nieraz przerabiany. Nie znaczy to, ze nie da się go wykorzystać dobrze – ale tu jakoś nic nie wpadło. Gdyby jakaś puenta, jakieś szokujące przemyślenie lub nagłe postanowienie na końcu – to by mogło uratować tekst. Niestety,m tego właśnie zabrakło.

 

Swoją drogą, pod koniec myślałem, ze taką puentą będzie to, ze główna postać utknęła w czyśćcu. Niby bardzo prosta modyfikacja, a jednak ten tekst można by wtedy odebrac zupełnie inaczej (tyle że wtedy nie byłoby motywu snu…).

 

Mimo wszystko dzięki za udział w konkursie! :-)

 

Cóż, pomysł nie jest super oryginalny, fabuła też jakoś nie zachwyca. Zakończenie nie ratuje tego opowiadania. Trochę błędów językowych: składnia, styl, kilka nielogicznych wyrażeń. Poza tym za dużo się dzieje, nie nadążam tego czuć. Na plus: bohater antypatyczny, ale wiarygodnie przedstawiony.

Nowa Fantastyka