- Opowiadanie: Herbina - Wieczna miłość

Wieczna miłość

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wieczna miłość

– Miałem sen. Byliśmy w naszym instytucie i prowadziliśmy badania nad nieśmiertelnością – powiedział Andrzej, w geście obrońcy otaczając ramieniem plecy Marii.

– Znowu – westchnęła jego żona. – Minęły stulecia, odkąd miałeś ten sen po raz pierwszy i teraz prawie każdej nocy śni ci się to samo.

Lekko, niepewnie uśmiechnęła się do męża. Spoglądała na pustynię, niebo nad którą płonęło najbardziej bajecznymi odcieniami czerwieni i oranżu. Wypatrywała pustynnych jaszczurek na kolację; było ich bardzo niewiele, a ich mięso nie należało do najsmaczniejszych, ale musiały wystarczyć. Teraz jednak mogło to zaczekać.

Małżonkowie wciąż tak mocno się kochali. Ich uczucie przetrwało wieki, podobnie jak ciała, nieśmiertelne i nawet w najtrudniejszych warunkach niezniszczalne, po serii modyfikacji genetycznych, jaką przeszli. Nie potrzebowali wiele. Żyli wiecznie i mogli przetrwać wszędzie. Wszystko to co dla nich się liczyło, to to, że byli razem.

Andrzej odpowiedział ukochanej ciepłym uśmiechem, mocniej ją przytulając. Para naukowców była jedynymi ludźmi na pustyni. Patrzyli na nią w milczeniu. Z czerwonawego piasku wystawały ruiny, w które przed wiekami obróciły się stojące tam domy. Ten znajomy widok sprawiał, że parę zalewały wspomnienia wspólnej przeszłości, dzielonej ze sobą, od kiedy spotkali się przed wieloma laty.

– W tym śnie obiecałem ci, że gdy wreszcie odkryjemy tajemnicę nieśmiertelności, będziemy razem przez wieczność.

– Przez wieczność, powiadasz…

Maria spojrzała ze smutkiem na męża. Po jej policzku spłynęła łza. Machinalnie starła ją czubkiem palca. Złączyli dłonie. Ponuro wpatrywali się w to piaszczyste bezludzie, rozciągające się po sam horyzont świata zmienionego w jedno wielkie, bezlitosne pustkowie, skąd wiele lat temu zniknęły wszystkie żywe istoty, poza pojedynczymi jaszczurkami, przemierzającymi tę niemal pozbawioną wody równinę.

– Tak, będziemy razem już na wieczność.

Naukowcy przyglądali się teraz niebu, co też czynili prawie zawsze. Nikt nie mógł zobaczyć ich pochmurnych twarzy ani spalonych słońcem, wynędzniałych ciał; zupełnie nagich, bo ubrania, które nosili, spadły z nich wieki temu. Byli nadzy, niczym pierwsi ludzie, którzy wędrowali po Ziemi. Andrzej i Maria, w przeciwieństwie do Adama i Ewy, byli jednak ludźmi ostatnimi; przeciwieństwem biblijnej pary. A ich czas na Ziemi był – z czego zbyt późno zdali sobie, niestety, sprawę – prawdziwie nieskończony.

Ale wciąż jedno zjawisko pozostawało fascynujące nawet teraz, przeszło dwa miliardy lat w przyszłość: zachody słońca. Nawet obecnie, zachody na tej opuszczonej przez ludzi, prawie całkowicie pozbawionej powietrza i wody, niemożliwie gorącej planecie, która nie mogła dłużej podtrzymywać życia swoich nielicznych mieszkańców, pozostawały wspaniałe. Nawet jeśli Maria i Andrzej nie byli pewni, czy zjawisko to w dalszym ciągu powinno być tak nazywane; była to po prostu gra światła na niebie. Tkwiąca nad ich głowami ciemnopomarańczowa kula, w której posępnym blasku skąpana była teraz cała planeta, przez cały czas pokrywała większą część nieba. Tak więc nieustannie płonęło ono barwami zachodzącego słońca; kolorami jakie małżonkowie w każdym razie identyfikowali jako takie, gdy świat wciąż był młody.

Zachód słońca czy nie; był wciąż piękny – jedyna rzecz, jaka wciąż mogła być za taką uznawana w tym umierającym świecie, gdy małżonkowie siedzieli w miejscu, gdzie dwa miliardy lat temu znajdowało się ich miasto, Warszawa.

Patrzyli na niebo w ponurym milczeniu, obserwując jak podróżuje po nim powoli ogromne, rozdęte i nienaturalnie ciemne słońce. Nie było nic więcej do roboty po zaspokojeniu głodu i pragnienia, co stawało się coraz trudniejsze z każdym millenium – Ziemia była zbyt gorąca, by podtrzymywać życie kogoś, kto, tak jak oni, nie był nieśmiertelny.

– W moim śnie obiecałem ci wieczność – powtórzył Andrzej.

Koniec

Komentarze

Herbino, usuń kropkę z tytułu.

Co znaczą czarne kropy w tekście?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj,

Cóż, opowiadanie niestety do mnie nie dotarło. Być może go nie zrozumiałem, ale to nie znaczy, że innym się nie spodoba.

Widzę trochę błędów, więc czasami wyłapuje się różne niezręczności.

powiedział Andrzej, wyciągając rękę i, ochronnym gestem, otaczając nią szczupłe barki Marii.

Ten fragment brzmi dla mnie źle.

Kropka w tytule nie jest potrzebna, no chyba, że ma to być jakaś metafora. Nie rozumiem też tych sześciu kropek w tekście. 

Na pewno znajdzie się ktoś, kto da Ci bardziej pomocne rady, by Twoje opowiadanie było jeszcze lepsze.

Pozdrawiam i życzę powodzenia ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Podoba mi się pomysł przeciwstawienia ostatniej pary na świecie pierwszej parze. To mi fajnie wybrzmiało. Natomiast sama opowieść – czytało się nieźle, ale też trudno mi napisać, bym czuła się zafascynowana. Ot, kolejna opowieść o nieśmiertelności, która okazuje się dość przerażającą wizją.

Dwa miliardy lat… O rany, to brzmi naprawdę strasznie. ;)

Hmmm. Temat strasznej nieśmiertelności nie jest nowy.

Do tego nie bardzo kupuję tę nieśmiertelność. Telomery to jeszcze nie wszystko. Jak ja to rozumiem, one powodują, że człowiek się starzeje. Ale to nie jest jedyna przyczyna śmierci – zostaje głód, pragnienie, rany, zbyt wysoka temperatura, trucizny, brak tlenu, choroby… Z tym sobie telomery nie poradzą.

– Znowu – westchnęła jego żona. – Minęły stulecia, odkąd miałeś ten sen po raz pierwszy i teraz, niemalże każdej nocy, śni ci się to samo.

Nienaturalnie mi zabrzmiał ten fragment. Maria nie mówi do partnera, bo on to od dawna wie, tylko do czytelnika.

Tkwiąca nad ich głowami ciemnopomarańczowa kula, w której posępnym blasku skąpana była teraz cała planeta, przez cały czas pokrywała większą część nieba.

Dlaczego? OK, średnica Słońca mogła wzrosnąć, ale Ziemia przecież nadal jest kulą, w każdym momencie połowa powierzchni jest zwrócona w drugą stronę, trwa tam noc.

Babska logika rządzi!

Mnie też pomysł z “odwróceniem” motywu Adama i Ewy wydaje się całkiem ciekawy ;) Na biologi znam się tak jak leniwce na bieganiu, o telomerach nigdy wcześniej nie czytałem, ale “wygoogolałem” sobie to zagadnienie i mam pytanie laika ;) Jeśli dobrze zrozumiałem to pełną zdolność do regeneracji mają tylko te płazińce, które rozmnażają się przez podział komórki. W takim wypadku jak uzyskanie tej nieśmiertelności zadziałało na Maria i Andrzeja? To mogłoby być ciekawe. Ostatni ludzie na ziemi, a nawet seksu nie mogą uprawiać…

Bo inaczej u takiej biologicznej ameby jak ja od razu pojawia się pytanie: Skoro jest nieśmiertelna kobieta i nieśmiertelny mężczyzna to czemu u licha nadal są ostatnimi ludźmi na ziemi ;) ?

 

Nawet obecnie, zachody tej opuszczonej przez ludzi, prawie całkowicie pozbawionej powietrza i wody, niemożliwie gorącej planety, która nie mogła dłużej podtrzymywać życia swoich nielicznych mieszkańców, pozostawały wspaniałe.

Z tym zdaniem jest w mojej skromnej ocenie coś nie tak. Po pierwsze jest trochę za długie i za bardzo złożone, trudno się to czyta. A po drugie to chyba wynika z niego, że ludzie żyli na słońcu, nie ;) ? 

 

Czytało się całkiem płynnie, fajny tekst :) 

Ciężko nazwać ten tekst opowiadaniem, bo nic się w nim nie dzieje. Jednak tekst trapią o wiele większe problemy, niż kwestia klasyfikacji.

Przede wszystkim, lanie wody. Po pierwsze, wałkujesz wciąż te same informacje, nie tylko chodzi mi o przykłady, które podałem poniżej, ale też twoje akapity wciąż pokazują jedne i te same rzeczy. Po drugie bez przerwy precyzujesz rzeczy, które nie wymagają doprecyzowania. Jest to główną wadą tekstu i sprawia, że mimo jego krótkości jest on męczący i trzeba się przez niego przedzierać z wysiłkiem.

Niżej dałem ci link do poradnika, z którego dowiesz się, czego nie robić.

Dalej – takie przedstawienie świata rodzi mnóstwo pytań, często podważających wręcz jego sensowność (przykłady poniżej i powyżej, choćby w komentarzu Finkli), a nie odpowiadasz na żadne. W ogóle nie kupuję tej wizji.

Oprócz tego sen jest wyraźnie doklejony na siłę, by sprostać wymogom konkursu.

Moim zdaniem tekst jako tako broni się tylko akapitem porównującym bohaterów do Adama i Ewy.

 

było ich bardzo niewiele, a ich mięso nie było zbyt smaczne

Ich uczucie przetrwało wieki, podobnie jak ich ciała, nieśmiertelne po modyfikacji genetycznej, jaką przeszli.

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/56843912

Wszystko(+,) to co dla nich się liczyło, to swoje własne towarzystwo. 

Znajomy widok czerwonawego piasku, z jakiego tu i ówdzie wystawały ruiny domów, w które przed wiekami obróciły się stojące tam domy, sprawiał, że młodą – starą młodą-starą parę zalewały wspomnienia odległej przeszłości, dzielonej ze sobą, od kiedy się spotkali spotkali się przed wieloma laty.

Znowu odsyłam do tamtego poradnika. Skoro małżeństwo jest jedynymi ludźmi na pustyni z ruinami, to nie musisz tak precyzować, że ruiny są sprzed wieków. No i skoro piszesz o wspomnieniach z odległej przeszłości, to nie ma żadnej potrzeby powtarzać tę samą informację pisząc, że przed wieloma laty.

 

wspomnienia odległej przeszłości, dzielonej ze sobą, od kiedy spotkali się przed wieloma laty.

Było to tak niewyobrażalnie dawno temu. Od tamtej pory byli jednak razem,

Kolejna zdania powtarzają dokładnie te same informacje, co pierwsze: że poznali się dawno i że są ze sobą od tamtego czasu.

 

Ponurym wzrokiem wpatrywali się w to piaszczyste bezludzie, rozciągające się po sam horyzont świata, który zmienił się w jedno wielkie, bezlitosne pustkowie, skąd wiele lat temu zniknęły wszystkie żywe istoty, poza pojedynczymi jaszczurkami, przemierzającymi tę niemal pozbawioną wody równinę.

Znowu niepotrzebnie powtarzasz informacje. Jest tu tego tak dużo, a zdanie jest tak skomplikowane, że sugeruję zupełnie je przerobić.

 

– Przez resztę wieczności, powiadasz…

– Tak, po sam jej kres.

Wieczność może mieć resztę, może mieć kres z jednej strony, ale już nie z dwóch, bo nie byłaby wiecznością. Naukowcy nie powinni pleść bzdur.

 

zupełnie nagich(+,) bo ubrania, które nosili, spadły z nich wieki temu.

Kolejne zupełnie niepotrzebne doprecyzowanie.

 

W pozbawionym teraz ludzi świecie, przemysł odzieżowy nie istniał

Zdanie jest niepotrzebne. Po pierwsze już i tak wiemy, że innych ludzi nie ma (powtarzasz to do znudzenia), a po drugie twardy przemysł odzieżowy kłóci się z miękkim, romantycznym tekstem.

 

Byli nadzy i niewinni, niczym pierwsi ludzie, którzy wędrowali po Ziemi.

Zmieniłbym na coś to słowo. Na przykład na “stanęli na”. Chodzi o to, że – jak wszyscy wiemy – gdy Adam i Ewa już zostali wygnani z Edenu i byli na etapie wędrowania po Ziemi, mieli ubrania. Jest to wyraźnie zaznaczone w Genesis i ma istotne znaczenie symboliczne.

 

w przeciwieństwie do Adama i Ewy, byli jednak ludźmi ostatnimi; przeciwieństwem biblijnej pary.

Chyba nigdzie indziej nie widać wodolejstwa tak dobrze, jak tutaj. Dwa razy piszesz dokładnie to samo, że bohaterowie są przeciwieństwem Adama i Ewy.

 

Ale wciąż jedno zjawisko pozostawało fascynujące nawet teraz,

Nawet obecnie, zachody tej opuszczonej przez ludzi, prawie całkowicie pozbawionej powietrza i wody, niemożliwie gorącej planety,

Od kiedy można obserwować zachód planety, znajdując się na niej? Nie masz czasem na myśli zachodów na planecie?

 

która nie mogła dłużej podtrzymywać życia swoich nielicznych mieszkańców,

Bzdura stojąca w sprzeczności z resztą tekstu. Ziemia nadal podtrzymuje życie swoich dwóch mieszkańców oraz (przynajmniej) zamieszkujących ją jaszczurek.

 

niemożliwie gorącej planety, która nie mogła dłużej podtrzymywać życia swoich nielicznych mieszkańców,

Tkwiąca nad ich głowami ciemnopomarańczowa kula, w której posępnym blasku skąpana była teraz cała planeta,

Jak według ciebie wygląda planeta oświetlana w całości jednocześnie przez jedną gwiazdę, nieważne jak dużą?

 

Nawet jeśli Maria i Andrzej nie byli pewni, czy zjawisko to w dalszym ciągu powinno być tak nazywane. Tkwiąca nad ich głowami ciemnopomarańczowa kula, w której posępnym blasku skąpana była teraz cała planeta, przez cały czas pokrywała większą część nieba. Tak więc nieustannie płonęło ono barwami zachodzącego słońca; kolorami jakie małżonkowie w każdym razie identyfikowali jako takie, gdy świat wciąż był młody.

To nie jest kwestia tego, co sądzą Maria i Andrzej. Jeśli słońce faktycznie pokrywało cały czas większą część nieba, to nigdy nie zachodziło, ergo zachodów nie ma i tyle. Natomiast rodzi to pytanie: skoro Ziemia znajduje się w obrocie synchronicznym ze Słońcem (lub alternatywnie, jeśli oś obrotu zmieniła się tak, że Ziemia jest zwrócona biegunem w stronę Słońca), i jej połowa jest bez przerwy oświetlona, to czemu Andrzej i Maria nie pójdą na ten pas, który znajduje się na styku ciemnej i jasnej połowy, który z oczywistych względów będzie miał najlepsze warunki?

ironiczny podpis

Trochę ciężko mi się czytało, głównie ze względu na to o czym wspomniał Issander ze swoimi uwagami trafił w punkt.

Budowa niektórych zdań jest niefortunna, część musiałem czytać po dwa, trzy razy. Leniwiec podał dobry przykład, bo sam się zawiesiłem na wspomnianym fragmencie, i na kolejnym:

Znajomy widok czerwonawego piasku, z jakiego tu i ówdzie wystawały ruiny, w które przed wiekami obróciły się stojące tam domy, sprawiał, że młodą – starą parę zalewały wspomnienia odległej przeszłości, dzielonej ze sobą, od kiedy spotkali się przed wieloma laty.

Spokojnie można je rozbić na dwa zdania. Myślę, że podobne przeredagowanie przydałoby się reszcie tekstu.

Moim zdaniem to nie jest opowiadanie. To zaledwie scenka opisująca sytuację, w jakiej znaleźli się Maria i Andrzej, kiedy, poszukując nieśmiertelności, znaleźli ją.

Niestety, opowiadanie nie przypadło mi do gustu. Wieczna miłość jest nie tylko mało zajmująca, ale i nie najlepiej napisana. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Właściwie mogę podpisać się w całości pod komentarzem Issandera. Jest tu wizja, ale przedstawiona w taki sposób, że jej nie kupuję. Mogę sobie wyobrazić ostatnią parę na Ziemi, jednak co czyni ich odpornymi na zimno, gorąc, pragnienie itd – taka nieśmiertelność to coś znacznie bardziej skomplikowanego niż zwykłe niestarzenie się.

Dalej, jest to faktycznie tylko scenka wyjęta z czegoś większego. Nie ma się przez to poczucia ani początku, ani końca. Donikąd nie prowadzi, przez co ja, jako czytelnik, czuję lekki zawód.

Na plus definitywnie odwołanie do Adama i Ewy. Tu widać pomysł, niestety – ledwo wspomniany.

Tak więc pomysł tu i był, ale koncert fajerwerków nie zachwycił. Trochę zbyt ubogi i niedotłumaczony on wyszedł.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ponownie byliśmy

Książkowe słowo.

 wyciągając ramię i, w ochronnym geście, otaczając nim szczupłe barki

Nie robiłabym z tego wtrącenia. Ponadto – nie mógł niczego otoczyć ramieniem, nie wyciągając go, a gest nie jest ochronny, bo niczego nie chroni. Więc ja zrobiłabym tak: w geście obrońcy otaczając ramieniem szczupłe plecy.

teraz, niemalże każdej nocy, śni ci

Znów – zbyt wysokie słowo ("niemalże" w zwykłym małżeńskim dialogu? Toż to jak kawior na kajzerce) i wtrącenie, które chyba nie powinno być wtrąceniem.

 Odwróciła głowę w stronę męża i uśmiechnęła się

Skróciłabym: Uśmiechnęła się do męża.

 Spoglądała na pustynię

Znaczy, nad ramieniem męża?

 pustynię, niebo nad którą

To poprawne, ale ciężko brzmi, źle się parsuje.

 najbardziej bajecznymi odcieniami czerwieni i oranżu

Trochę zdawkowe, jak na opis przyrody. Tak ma być?

 Teraz jednak mogło to zaczekać. Małżonkowie wciąż tak mocno się kochali.

Nagły przeskok – co to ma do jaszczurek?

ciała, nieśmiertelne po modyfikacji genetycznej

I cannae change the laws of physics! I Ty też nie możesz – w dzisiejszych czasach ludzie coś na ten temat wiedzą i takie rzeczy nie wydają się prawdopodobne.

 Wszystko to co dla nich się liczyło, to swoje własne towarzystwo.

Niezręcznie. Ja napisałabym: Liczyło się dla nich tylko to, że są razem.

 Para naukowców była jedynymi ludźmi na pustyni. Patrzyli na nią w milczeniu.

Znów mam wrażenie przeskoku, nie do końca wiem, dlaczego, bo formalnie to jest poprawne.

 piasku, z jakiego tu i ówdzie wystawały ruiny

Po pierwsze – z którego. To jest konkretna połać piasku, nie piasek ogólnie. Po drugie: te ruiny "tu i ówdzie" brzmią niepoważnie.

 w które przed wiekami obróciły się stojące tam domy

Na pustyni? Przy tej skali czasu piach i wiatr starłyby i zasypały ruiny, aż nie dałoby się poznać, czym były. Chyba. Archeolog?

 młodą – starą parę

Co właściwie masz na myśli?

 zalewały wspomnienia odległej przeszłości

Trochę to nie pasuje na pustyni, ale może przesadzam.

 przeszłości dzielonej ze sobą, od kiedy spotkali się przed wieloma laty.

To nie po polsku. Wspólnej przeszłości, tak. Mam wrażenie, że sporo skracasz i od tego tekst wychodzi taki dziwny.

 Było to tak niewyobrażalnie dawno temu. Od tamtej pory byli jednak razem, dzieląc ze sobą życie; wszystkie jego radości i małe smutki.

Właściwie można wyciąć, powtarzasz informację, która już była.

 Ponurym wzrokiem

Nie antropomorfizuj wzroku.

 horyzont świata, który zmienił się

Świat – czy horyzont?

 Naukowcy apatycznie przyglądali się teraz niebu, co też czynili prawie zawsze.

Dziwnie to brzmi.

 nagich bo ubrania

Nagich, bo ubrania.

 W pozbawionym teraz ludzi świecie, przemysł odzieżowy nie istniał

I tym zdaniem rozbijasz cały nastrój. Ono wywołuje szyderczy śmiech, po prostu. Ponadto przecinek jest nie na miejscu.

 Byli nadzy i niewinni

Dlaczego niewinni? Niewinność i nieskalanie cechują to, co nowe (albo bezczasowe, no), starzy są już raczej wyrzeźbieni przez życie. Nie ma w tym nic złego, a brzydota tylko czasami (częściej, jeśli jej szukasz).

 prawdziwie nieskończony

No, nie wiem. I gramatycznie, i filozoficznie nie wygląda to dobrze.

 Nawet obecnie, zachody tej opuszczonej przez ludzi, prawie całkowicie pozbawionej powietrza i wody, niemożliwie gorącej planety, która nie mogła dłużej podtrzymywać życia swoich nielicznych mieszkańców, pozostawały wspaniałe.

Niezgrabne zdanie – wtrącenie jest za długie, orzeczenie za daleko. Pocięłabym, albo lepiej najpierw opisała planetę, a potem powiedziała, że zachody ciągle są piękne.

 nie byli pewni, czy zjawisko to w dalszym ciągu powinno być tak nazywane.

Nie brzmi to dobrze. I skoro słońce nie zachodzi nigdy, to nie ma zachodów słońca – tylko gra światła na niebie.

 w każdym razie identyfikowali jako takie

Bardzo wydumane, źle to brzmi.

 jedyna rzecz, jaka wciąż mogła być za taką uznawana w tym umierającym świecie

Kwestia podejścia.

 Patrzyli nań

Na miasto?

 Ziemia była zbyt gorąca, by podtrzymywać życie kogoś, kto, tak jak oni, nie był nieśmiertelny.

Już to powiedziałam, ale uzupełnię. Nieśmiertelność biologiczna tak nie działa – zwierzęta, które się nie starzeją, można zabić. Na przykład gorącem.

 

Ładny nastrój (poza tymi zgrzytami, które wymieniłam), ale wynika z tego niewiele. To literacki odpowiednik tych malutkich cukierków – odrobina słodyczy i koniec. Przejrzyj uwagi Issandra, są bardzo słuszne. Budujesz niezgrabne zdania i niewiele pokazujesz.

 Dlaczego? OK, średnica Słońca mogła wzrosnąć, ale Ziemia przecież nadal jest kulą, w każdym momencie połowa powierzchni jest zwrócona w drugą stronę, trwa tam noc.

Otóż to. A noce na pustyni są bardzo zimne, i to też dałoby się ładnie wykorzystać.

 Jeśli dobrze zrozumiałem to pełną zdolność do regeneracji mają tylko te płazińce, które rozmnażają się przez podział komórki.

Źle zrozumiałeś. Płazińce są wielokomórkowe i jeśli rozmnażają się przez podział (zapomniałam, czy to robią), to całego robala. Pierwotniaki (ameby itp.) – to co innego.

 A po drugie to chyba wynika z niego, że ludzie żyli na słońcu, nie ;) ?

Albo na innej planecie (zachód planety to zachód tej planety za horyzont planety obserwatora), tu Leniwiec słusznie prawi.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Temat nieśmiertelności i jej konsekwencji jest interesujący. W dodatku, jeśli pozostali tylko oni, to sprawa jest bardzo smutna i poważna. Słońce już płonie. Niełatwo podjąć/opisać – choćby po łebkach – takie kwestie, a mając do dyspozycji tysiąc słów – tym bardziej wydaje się to trudne. Ogniskujesz swój tekst na wiecznej miłości, co wbrew pozorom, nie zawęża lecz rozszerza sprawę o kolejny temat, wielki. Chyba trzeba byłoby wymyślić jakiś myk, pomysł – może na bazie tego eksperymentu?

Ładnie opisałaś relację pomiędzy parą. 

 

Spróbowałabym wyeliminować część zaimków (wiele z nich nie jest potrzebnych) oraz przejrzałabym  szorta pod kątem powtarzających się sformułowań (informacje). Moją uwagę zwróciło akcentowanie przez Ciebie faktu, że zdarzyło się to dawno.

 

Patrzyli na nią w milczeniu. Znajomy widok czerwonawego piasku, z jakiego tu i ówdzie wystawały ruiny, w które przed wiekami obróciły się stojące tam domy, sprawiał, że młodą – starą parę zalewały wspomnienia odległej przeszłości, dzielonej ze sobą, od kiedy spotkali się przed wieloma laty.

Spróbowałabym takie długie zdanie (drugie) uprościć, wyłuskując główną myśl, odczucie, którą chciałaś przedstawić/pokazać, ponieważ jako czytelnik gubiłam się. W tym przepadku dla mnie (subiektywnie) mogłoby być na przykład tak:

„Patrzyli w milczeniu na ruiny, wystające z czerwonego piasku. Znajomy i jednocześnie tak odmienny widok, od tego z odleglej przeszłości, kiedy spotkali się. Młodą-starą parę zalewały wspomnienia życia dzielonego ze sobą od wieków.”

Naturalnie, ta moja propozycja nie jest doskonała i rownież zawiera błędy.

 

Koncept życia wiecznego w samotności… Wieczna miłość. No cóż, jest to ostatnie zdanie, które wsparte odpowiednim rozwinięciem byłoby naprawdę czymś mocnym, a tutaj wszystko co ważne wchłonął opis i tłumaczenie tego i owego…

Rozumiem, że konsumpcja jaszczurek i poszukiwanie wody to tylko dla rozrywki? Wszak:

Ziemia była zbyt gorąca, by podtrzymywać życie kogoś, kto, tak jak oni, nie był nieśmiertelny.

Ćwicz a będzie lepiej :)

Nie przemówiło. Element “science” jest skrajnie nieprzekonujący, co wytknęli już przedpiścy, a temat nienowy, więc nie porywa pomysłem. Gdybyś pozostała w sferze domysłów i metafor, może byłoby lepiej, bo i ten motyw ostatniej pary lepiej by wybrzmiał niż kiedy na siłę go racjonalizujesz.

Motyw snu bardzo na siłę, a mam wrażenie, że akurat w tę historyjkę można by go dużo zgrabniej wpleść.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Z ciekawości – czy Andrzej (z greckiego ”mąż, mężczyzna”, ten sam rdzeń, co w andrologii) jest celowym etymologicznym nawiązaniem do Adama (wg obiegowej etymologii imię to miałoby znaczyć “mąż, mężczyzna”)?

Nowa Fantastyka