- Opowiadanie: wybranietz - Winobranie

Winobranie

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Winobranie

Wieczorami przychodził do mnie Piaskowy Dziadek.

Miał twarz naszego sąsiada.

Pan Michał był już na emeryturze, odchował dzieci, rozpuścił wnuki i zaglądał do mnie, kiedy mama pracowała na nocnej zmianie. Lubiłam te wizyty – nie czułam się już taka samotna. W kieszeniach chował słodkie, lepkie karmelki, którymi częstował mnie przed snem. 

Tata zostawił nas, kiedy byłam mała, a mama coraz częściej i częściej chodziła na nocne zmiany. Pan Michał pilnował, by zadanie domowe było zrobione, by kolacja została zjedzona, a zęby umyte.

Potem przykrywał mnie kołdrą, mówił:

– Dobrej nocy, Klaro.

I gasił światło.

Piaskowy Dziadek sypał mi wtedy na rzęsy najdelikatniejszy piasek, miękki i ciepły jak plaża w środku lata. Głaskał moje powieki opuszkami palców. Drobniutki, biały piasek sypał się na brwi, nos i usta. 

Opowiadał mi bajki o zamkach na piasku, zamkach z dymu, wody i ognia, zamkach, w których są księżniczki i takich, które czekają, aż ktoś je otworzy i weźmie w posiadanie, o zamkach, które mogą zburzyć nierozważne słowa, a ja – zaczarowana księżniczka, uwięziona w wieży – zasypiałam i śniłam cudne sny.

 

Opowiadałam o nich mamie, a ona potakiwała od niechcenia.

Myślę, że nie słuchała.

Sny jedenastolatki nie są zbyt ciekawe. Właściwie niczyje sny nie są zbyt ciekawe, kiedy się ich słucha. Mama mówiła tylko, że mam być grzeczna, bo zamiast Piaskowego Dziadka przyjdzie Piaskun, sypnie mi w oczy piaskiem, opiłkami stali, iskrami, oczy spuchną i wyskoczą z orbit, a wtedy Piaskun spakuje je do worka i pożre na Księżycu.

 

Przestałam jej opowiadać o snach, kiedy zaczął mnie odwiedzać Piaskun.

Udawałam, że śpię i obserwowałam go przez lekko uchylone powieki. Miał twarz sąsiada, ale jego oczy błyszczały jak oczy kota, a zęby były długie, wąskie i ostre.

Patrzył na mnie z obrzydzeniem.

Widać byłam niedobrym dzieckiem.

Nie zaciskałam oczu mocno, przecież nikt nie śpi z oczami zaciśniętymi jak pięści; oddychałam spokojnie, miarowo, choć pod kołdrą byłam cała skamieniała ze strachu. Piaskun zbliżał swoją twarz do mojej, owiewał mnie jego ciepły oddech.

Pachniał karmelem.

Podobał mi się ten zapach, choć nikomu bym się do tego nie przyznała. Po chwili oddech znikał, ale nie mogłam się jeszcze odprężyć. Czasami Piaskun zaczynał mnie łaskotać, zupełnie jakby chciał, bym wybuchnęła śmiechem, otworzyła oczy i zaczęła piszczeć:

– Ej, ej, przestań, dość, wystarczy!

Śmialibyśmy się wtedy oboje do rozpuku, że się prawie nabrał, a potem zjadłby moje oczy.

 

Z czasem łaskotki przestały mu wystarczać. Szczypał mnie mocno, by sprawdzić, czy na pewno śpię.

Wiedziałam, że nie mogę otworzyć oczu. Nie chciałam ich stracić. Wyobrażałam sobie, jak przytrzymuje moje powieki, bym nie mogła zamknąć oczu, jego dłoń jest bliżej i bliżej, zasłania ostatnie strzępy światła, czułam jak pazury skrobią kości czaszki, a palce zamykają się wokół delikatnej gałki ocznej, którą wyrywa z cichym plaśnięciem.

Myślałam, że oko w dotyku przypomina obrane winogrono i pewnie podobnie smakuje.

 

Piaskun stawał się coraz bardziej natarczywy, a ja nie rozumiałam, dlaczego.

Przecież tak bardzo się starałam być dobrym dzieckiem. Posłusznie chodziłam do łóżka. W pokoju rozwieszałam łapacze snów, ale nic nie pomagały.

Może wiedział, że go oszukuję? Może to wszystko było moją winą?

Piasek sypany na powieki był teraz ciężki jak ziemia sypana na wieko trumny. Kiedy zasypiałam naprawdę, sny wcale nie były przyjemne.

Śniłam o tym jak obcy ludzie o kocich twarzach i ostrych zębach rzucają we mnie wielkie kamienie.

 

W końcu nie mogłam, nie chciałam i nie potrafiłam tak dłużej, i któregoś ranka opowiedziałam o wszystkim mamie. 

– Gdybyś tylko schowała się za szafą, to zobaczyłabyś Piaskuna – przekonywałam bez entuzjazmu.

Najpierw chciała zbyć to machnięciem ręki, ale coś w mojej opowieści musiało ją zaciekawić, bo wieczorem zobaczyłam czerwony pieprzyk przy oku kamery, ukrytej w firanie.

Bałam się, że Piaskun je zauważy i zje, dlatego nie byłam wystarczająco ostrożna. Kiedy uszczypnął mnie w udo, zapomniałam się i otworzyłam szeroko oczy.

Piaskun otworzył szeroko paszczę.

Widziałam długi język, ślinę ściekającą po brodzie, rozdęte nozdrza w czerwonej twarzy. Polizał mnie, od kącika ust, przez policzek do oka. Rzęsy go łaskotały, bo zaśmiał się krótko, potem ostrożnie wsunął zimny język pod powiekę. Oplótł gałkę oczną, pociągnął, nerw wzrokowy stawiał opór, ale w końcu pękł.

Bez trzasku.

Piaskun zrobił to samo z drugim okiem i zapadła ciemność.

 

Leżałam z twarzą ukrytą w poduszce, aż mama przyszła i zaczęła głaskać mnie po głowie. Zwlekałam z otwarciem oczu, bo bałam się, że nic nie zobaczę.

Kiedy w końcu uchyliłam powieki, wszystko było jasne i kolorowe.

Pobiegłam do łazienki. Moje oczy błyszczały pięknie, zupełnie jak dwie szklane kulki. Cieszyłam się, że wciąż je mam.

Mama za to przepraszała mnie ze łzami w oczach. Za co? Nie wiedziałam, a głupio mi było zapytać. Wolałabym, żeby nie płakała, bo jak dorosły płacze przed dzieckiem, to musi być bardzo źle.

Wieczorem mama nie poszła do pracy. Siedziała przy mnie, czekając aż zasnę, jakby chciała bronić mnie przed Piaskunem.

Ledwo zamknęłam powieki, wszystko zalała czerń. Z niepokojem czekałam, co będzie dalej, ale dalej nie było nic. Czarno, cicho, pusto. Nic się nie działo. Leżałam tak długie godziny, coraz bardziej zmartwiona i znudzona, aż wreszcie dźwięk budzika rozkleił mi powieki.

Każda kolejna noc była taka sama.

Myślę, że Piaskun zabrał mi sny, kiedy zjadł moje oczy. Widzę kształty i kolory, ale nie potrafię marzyć.

Spróbuj siedzieć przez sześć, siedem godzin w dużym, ciemnym, pustym pokoju.

Spróbuj siedzieć tak co noc, przez dziesięć lat.

Ciało wypoczywa i jakoś daję sobie radę. Chodzę do pracy, pamiętam, by płacić rachunki, jem zbilansowane posiłki i wymieniam ubrania, kiedy zaczynają się niszczyć.

Jakoś żyję.

Koniec

Komentarze

nie czułam się dłużej taka samotna

Dlaczego "dłużej"?

 w moje oczy

Anglicyzm – lepiej "sypnie mi w oczy".

 zaczął odwiedzać mnie

Szyk: zaczął mnie odwiedzać.

 oczami zaciśniętymi w pięści

Hę?

 przytrzymuje moje powieki

Jak wyżej: "mi" zamiast "moje".

 wokół delikatnej gałce ocznej

Gałki.

 zobaczyłam czerwony pieprzyk przy oku skrytej w firanie kamery.

Brzmi to trochę tak, jakby kamera już tam była wcześniej.

 potrząsać mnie za ramię

Hmm…

 

Jak Ty to robisz? Kurza stopa, dziewczyno… teraz to już nie zasnę.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Dramat rodzinny – jest

Straszne rzeczy znienacka:

Mama mówiła tylko, że mam być grzeczna, bo zamiast Piaskowego Dziadka przyjdzie Piaskun, sypnie piaskiem, opiłkami stali, iskrami w moje oczy, które spuchną i wyskoczą z orbit, a wtedy Piaskun spakuje je do worka i pożre na księżycu.

są.

Zakończenie też takie jak zawsze, czyli zdania opisujące życie bohatera po zetknięciu z tym czynnikiem weirdowym (chociaż w “Aberracji” był jeszcze epilog).

 

Jakbyś z anonima opublikowała to na stówkę bym wskazał autora. O ile ta charakterystyczność to na pewno zaleta, tak akurat ten tekst wydaje mi się trochę za bardzo efekciarski i na jedno kopyto. Mimo wszystko podobało mi się, bo nie znalazłem tu ani jednego radosnego elementu, a poza tym nie do końca zrozumiałem chyba tę warstwę prawdziwoświatową (a to dobrze, jak wszystkiego nie rozumiem).

W skrócie: fajne i pewnie mamy zwycięzcę, ale już trochę takich przeczytałem i jestem niepocieszony, bo zaskoczenia nie było :/ (ale masz odpuszczone, bo to przecież 6k znaków)

 poza tym nie do końca zrozumiałem chyba tę warstwę prawdziwoświatową

Zapewne pedofilia. Przynajmniej ja tak to odebrałem.

 

No cóż tu jeszcze komentować?

Wygranietz jak stempel jakości :).

Może tylko te dwa ostatnie słowa bym wyciął. Są zbędne.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Jak Ty to robisz? Kurza stopa, dziewczyno… teraz to już nie zasnę.

;3

 przytrzymuje moje powieki

Jak wyżej: "mi" zamiast "moje".

 

przytrzymuje mi powieki – przytrzymuje moje powieki – to na pewno wychodzi na to samo? w pierwszym to mam wrażenie, że trzymacz pomaga z powiekami, w drugim, że dzieje się to wbrew woli powiekowca?

 

E, straszne rzeczy nie są znienacka.

masz zadanie domowe ;)

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/powiesci-fantastyczne-piaskun.html 

 

podobało mi się, bo nie znalazłem tu ani jednego radosnego elementu

<3

 

Hm, nie planowałam tu zaskoczenia – raczej chciałam dowalić przez warstwę prawdziwoświatową. Resztę uwag zachowam w pamięci ^^

I would prefer not to.

Staruchu, to jest czytelne, ale trochę potknąłem się na tym fragmencie:

Mama mówiła tylko, że mam być grzeczna, bo zamiast Piaskowego Dziadka przyjdzie Piaskun

Wynika stąd, że mama wiedziała o istnieniu tzw. Piaskowego Dziadka i wiedziała, że może zjawić się Piaskun. Zastanawiam się, czy to znaczy, że wiedziała o niezbyt zdrowych skłonnościach sąsiada Michała, zarówno do pedofilii (bycia Piaskowym Dziadkiem), jak i agresji (bycia Piaskunem)? Jeśli tak, to dlaczego potem, w końcowym fragmencie, przepraszała i płakała? To dziwna sprawa, bo od początku raczej widziałem mamę jako tą postać bardzo złą i gorszą nawet od samego Piaskuna – wszystko się działo za jej przyzwoleniem. Też trochę dlatego, że mamy w tekstach Wybranietz są przedstawiane w taki dość niemiły sposób.

W każdym razie myślałem, że mama raczej będzie do końca po stronie Piaskuna, a jednak wzięła tak trochę stronę córki.

 

już odrabiam pracę domową!

mama wiedziała o istnieniu tzw. Piaskowego Dziadka i wiedziała, że może zjawić się Piaskun

Mnie się wydaje, że mama wiedziała “ogólnie”. Że są tam gdzieś w świecie Piaskuny. Ale u nas, w naszym Grajdole? Taki miły dziadzio? I stąd i ta kamerka, i to późniejsze zaskoczenie.

Moim zdaniem oczywiście.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Aleście mi, chłopy, zryli beret. Tak naprawdę to opowiadanie wybranietz, które po pierwszym czytaniu wziąłem za nieco zwichrowaną bajkę, a tu stare dziady, pedofilie, złe mamy. Muszę to iść przemyśleć. W kącie.

 

A napisane jak zawsze świetnie. Nie ma co się rozwodzić.

Wygranietz jak stempel jakości :).

Podpisuję się.

Mnie się od razu skojarzyło z pedofilią. Dobry, mocny tekst. Dobry tytuł.

Najbardziej przerażające jest to, że Klara, mimo wszystko nie dostrzega dramatyzmu całej sytuacji.

Mama za to przepraszała mnie ze łzami w oczach. Za co? Nie wiedziałam, a głupio mi było zapytać. Wolałabym, żeby nie płakała, bo jak dorosły płacze przed dzieckiem, to musi być bardzo źle.

Czytałam kiedyś książkę o ofierze pedofila. Dziewczynka nie dostrzegała w zaistniałej sytuacji nic niewłaściwego, a nawet broniła swojego oprawcę.

Szczerze mówiąc raczej nie wrócę to tego tekstu. Wybacz.

Odczytałam ten tekst tak samo jak AQQ. Jeszcze przed pojawieniem się Piaskuna drobne sygnały wskazują, że sąsiad nie ma czystych intencji. Moim zdaniem, w opowiadaniu świetnie ujęte są emocje dziecka, które wie, że dzieje się coś złego, ale nie umie do końca nazwać przeżywanego dramatu. Duży plus za poetycki sposób obrazowania, kontrastujący z tematyką.

Narażę się wszystkim. Będę gorszy od Rybaka atakującego Katie pod "Człowiekiem muchą". Ale powiem szczerze.

Nie podobało mi się.

Oczywiście można chwalić sprawne pióro. Lubie i cenię Twoje pisanie, Wybranietz. Ale nie tym razem. Tematyka, którą również odczytuje jako zawoalowane odniesienie do wykorzystywania dziecka, pedofilii, skutecznie mnie zniechęca.

Była w ubiegłym roku na portalu swoista "fala" tekstów o ojcach wykorzystujących dzieci. Dla mnie to granie na skrajnych emocjach. Prawie jak psychologiczna grafomania.

Fantastyka w naszym wydaniu nie musi spełniać takiej funkcji. Nie musi nagłaśniać problemu. To nie miejsce na takie manifesty, nie trzeba szokować w ten sposób. Są inne sposoby, by uświadamiać ludzi, poważniejsze miejsca. Szorty fantastyczne, jeszcze w takiej odsłonie dosyć specyficznego konkursu, który powiązany jest z dziećmi, dziećmi autystycznymi, to nie jest najszczęśliwszy sposób, miejsce i czas poruszania tego problemu.

Jestem na nie.

W warstwie emocjonalnej to również pójście na łatwiznę. Wystarczy włączyć tryb "dziecko cierpiące", jeden rytm, i można pisać tak przez 70 tys. znaków. Na tej samej nucie, w tonie szokującego dramatu, w formie niby suchej, budzącej grozę relacji dziecka uciekającego w świat fantazji w obliczu obrzydliwej krzywdy i ślepoty matki.

I jeszcze te krótkie zdania, punktujące koncert na jedną nutę i szarpiące czytelnika rytmicznie za strunę wrażliwości.

Miał twarz naszego sąsiada.

Myślę, że nie słuchała.

Widać byłam niedobrym dzieckiem.

Z czasem łaskotki przestały mu wystarczać.

Przecież to chwyt oczywisty, jechanie po bandzie emocji czytelnika. Zero wirtuozerii. Szablon.

Piszemy fantastykę i potrafimy wyobrażać sobie obce światy, wchodzimy w głowę obcych istot, możemy być kim chcemy. Próba wejścia w umysł krzywdzonego w ten sposób dziecka zawsze będzie fałszywa. Będzie swoistą profanacją. A ubieranie tego w formę konkursowego szorta w konwencji horroru jest moim zdaniem nawet niesmaczne.

Powyższa wypowiedź to moje osobiste zdanie i zapewne zupełnie odrębne od reszty. Wszystkich urażonych przepraszam. Wyrzucenie ze znajomych jakoś przeżyję.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mnie się odrobinę za bardzo, za szybko i za łatwo skojarzyło z pedofilią – właściwie od samego początku to przeczuwałam. A niestety mam trochę alergię na pedofilski wytrych w literaturze (głównie w kryminałach). Jest to jak zwykle bardzo sugestywnie napisane, dobre literacko, ale jak dla mnie – zwłaszcza na tle innych tekstów Autorki – trochę zbyt łopatologiczne.

I trochę zgadzam się z Mr.Marasem w kwestii czegoś, co określiłabym jako decorum, aczkolwiek nie jestem zwolenniczką tezy, że wolno pisać tylko z własnych doświadczeń. Z drugiej strony – ta kontrowersyjna horrorowa forma ma szanse dotrzeć do ludzi z problemem… No, takie mieszane uczucia mam :/

 

PS. Przeczytałam komentarz ac i przypomniało mi się jeszcze jedno wrażenie z lektury. Myślałam, że matka była z tych, które po cichu dają przyzwolenie na takie zachowania ojców, ojczymów, wujków i sąsiadów czy własnych konkubentów. Bo właśnie – wiedziała o istnieniu Piaskunów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Uch, ciężki tekst.

Ja odebrałam to w ten sposób, że matka o niczym nie wiedziała. Straszyła dziecko tak, jak straszy się Babą Jagą. Ale że to działało na jedenastolatkę? Dziwne.

Pedofilia przesłania w tekście fantastykę, wpycha się na pierwszy plan. Bo przecież wiemy, o co chodzi z piaskunem, więc element fantastyczny zniknął, zastąpiony przez patologiczny.

No i tak, motyw dręczonego dziecka wydaje mi się mocno wyeksploatowany w literaturze.

Swoją szosą, muszę przeczytać “Lolitę”…

Babska logika rządzi!

Cóż, tekst nie miał być łatwy…

 

Przykro mi, marasie, że uważasz, że mogłabym sięgnąć do takiej tematyki z tak niskich pobudek jak zwykła chęć szokowania.

 

Co do decorum – ten tekst jest mocny dlatego, że jest krótki i zahaczający o fantastykę

Wydaje mi się, że nie zbagatelizowałam problemu i, choć niedosłownie, został potraktowany poważnie.

(ujęłam trochę łopaty ze środka)

 

No i tak, motyw dręczonego dziecka wydaje mi się mocno wyeksploatowany w literaturze.

Tak samo jak miłość, dorastanie i 3/4 wszystkiego innego… 

A co do działa na jedenastolatkę – jak trzeba to się wierzy w różne rzeczy.

 

I would prefer not to.

Fuj, wybrańczyni, to Ty jesteś tym niedobrym dzieckiem :d

 

Mnie się niepoprawnie podoba, coś na granicy weirdu i horroru. Temat obleśny, ale to mnie akurat nie zraża, bo o tym też trzeba umieć pisać. Księżniczka Disneya od owadów umie <3 Znowu nie przeszkadza mi pierwszoosobowa, o zgrozo. Obyczajówka też nie – ale to już pewnie dlatego, że krótka. A co do percepcji jedenastolatki, to moim zdaniem jest on point.

 

 

Myślałam, że oko w dotyku przypomina obrane winogrono i pewnie podobnie smakuje.

Zdecydowanie to zapamiętam.

Domyśliłem się zakończenia, choć przyznam, że i tak mną poruszyło. A to dzięki temu, że tekst jest klimatyczny, jak wspomnieli już inni komentujący, mocno weirdowy. Fajny koncept, dobrze napisany, przeczytałem z wielką przyjemnością.

Przeczytałem i jestem pod wrażeniem :) Wydaje mi się, że napisać taki tekst z perspektywy dziecka, nie nazywając tak naprawdę rzeczy po imieniu, a przy tym w sposób zrozumiały to nie lada sztuka.

Mnie się bardzo podobało :) 

Moją opinię znasz. 

Dobre, mocne, efektowne. Moim zdaniem jest miejsce dla takich opowiadań. Raz na jakiś czas można przeczytać coś tak dołującego/smętnego/trudnego, szczególnie kiedy tak dobrze wykonane. 

A to niecnota z tego pana Michała!

Podobało mi się. Ładnie odmalowałaś nastrój zagrożenia i oniryzm scen, ekhm, lizania. No i, jeśli chodzi o Counta, cierpienia dzieci zawsze w cenie ;p

Końcówka bardzo przejmująca i, w swej łagodności, wiarygodna.

 

Idealna lektura na dobranoc, stawiam stempel jakości ;)

 

Trzym się ciepło.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No i tu mam problem. Bo z jednej strony nie uważam, że o tematach przykrych, drastycznych, które akurat często są omawiane w mediach i że się tak brzydko wyrażę – popularne – nie należy pisać. Mierzi mnie, jak czytam tu zarzuty – o, znowu biedne dzieci, znowu ten Holocaust, znowu granie na emocjach, przemoc seksualna, pedofilia, fanatyzm religijny etc. Bo uważam, że o tych rzeczach należy pisać, wszystko jedno, jak często obecne są w mediach.

Tylko że u Ciebie to było tak oczywiste od drugiego właściwie zdania. Wierzę, że nie chciałaś szokować, bo to też nie temat, który by teraz kogokolwiek miał zaszokować, tylko autentyczna emocjonalna trauma, obok której nie da się przejść obojętnie. Więc czytam ten tekst, czytam kolejne piękne zdania i doskonale wiem, co będzie dalej, jaki będzie finał. To – w tej formie, w formie przewidywalnej scenki – nie skłania (mnie) do przemyśleń, to nawet nie wywołuje już większych emocji. Niestety.

Chociaż nie, wróć. Jedno zaskoczenie było. Myślałam, że matka sprawę oleje.

Jednak piszesz pięknie.

@Żongler,

to Ty jesteś tym niedobrym dzieckiem

no widać, po nocach nie śpię ;c

 

A co do percepcji jedenastolatki, to moim zdaniem jest on point.

A to mnie cieszy, bo ty masz coś wspólnego z żywymi dziećmi, i wiesz z praktyki nie? ;)

 

@ cała reszta ;D

Dzięki za wizyty i komentarze. Miało być ciężko i nie nazywając niczego wprost i wygląda na to, że mi się udało.

 

@ ocha

Zrzucę winę na ograniczenie w ilości słów. Pierwszy raz podchodziłam do takiego tematu i to pewnie też jakoś wpłynęło na formę. Następnym razem (jeśli będzie następny raz) będzie inaczej – i oby lepiej.

I dziękuję.

I would prefer not to.

Gdybym miała coś wspólnego z martwymi dziećmi, to pewnie by to było ciut niepokojące… Ale jakie opowiadania bym trzaskała! Takie, hmm – miejmy nadzieję – zwodzące policyjny trop.

Właściwie podpiszę się pod opinią Ochy. Szort ładnie napisany, technicznie dobrze się czyta, ale na pierwszy plan już od drugiego zdania wysuwa się niezbyt przyjemne skojarzenie (nie wiem, czy poprawne, czy nie). W efekcie pewna radość w trakcie czytania ulatuje, bo wiadomo, że w krótkim utworze rozwinąć to trudno. Tak więc tekst się skończył, a ja zostałem, nadal nie wiedząc, co powinienem czuć w trakcie lektury i czy powinienem się wszystkiego domyślić tak szybko.

Tak więc technicznie jest bardzo dobrze. Treściowo skojarzenie z pedofilią, rzucające się od razu do oczu niczym facehugger, psuje pewną przyjemność z oglądania tego koncertu fajerwerków. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

A ja… spojrzę na całość jako psycholog. I niestety muszę przyznać, ze końcówka jest jak element fantasy. Nigdy nie słyszałam, żeby osoba po traumie straciła sny. Dzieje się wręcz przeciwnie! Piaskun wracałby do takiego dzieciaka w sennych koszmarach, zostałby przy niej do końca. Życie mogło stracić barwy, ale nie straciły ich sny. Podświadomosć u osoby po traumie nie jest uśpiona, jest wręcz przeciwnie – wyłazi, kiedy tylko może. Pokonuje świadomość i przejmuje kontrolę nad snem i nad reakcjami w różnych sytuacjach. 

 

O ile technicznie mi się podobało i przyjemnie czytało, o tyle jednak końcówka sprawiła, że poczułam, jakbym patrzyła na historię wyolbrzymioną. 

Tekst dobry i podobał mi się, pomimo ciężkiego klimatu, który może zniechęcać do dalszej lektury.

Według mnie, taki motyw sprawia, że opowiadanie jest w pewnym sensie wyjątkowe, bo rzadko kto sięga po taki motyw przewodni.

Pozdrawiam i życzę powodzenia w konkursie ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

@NWM, Daniel

dzięki za komentarze, zachowam uwagi na przyszłość.

 

@Atalajsza

Wydaje mi się, że ciemny pusty pokój co noc jest wystarczająco traumatyczny – nie chciałam powtarzać tego, co pisałam wcześniej w bardziej dosłowny sposób, a stracenie snów można też odczytać z perspektywy jawy – jako stracenie marzeń o podróżach, wymarzonej pracy, domu z ogródkiem etc.

I would prefer not to.

Mama mówiła tylko, że mam być grzeczna, bo zamiast Piaskowego Dziadka przyjdzie Piaskun, sypnie mi w oczy piaskiem, opiłkami stali, iskrami, które spuchną i wyskoczą z orbit, a wtedy Piaskun spakuje je do worka i pożre na księżycu.

– ale co? Opiłki? ;)

 

Hm… Nie jestem przekonany, ale tylko z jednego powodu, bo wszystko inne zdaje się grać i buczeć – narracja, obrazowość opisów i dopasowanie całości do formy. Chodzi mi o celowość opowiadania – to, co czytelnik miał wyciągnąć z treści opka. Mam nieodparte wrażenie, że słowa, zdania i elementy fantastyczne są tu tylko po to, bo do siebie pasują, tworzą ładną całość i wpisują się w temat fantastycznego konkursu, ale nie niosą za sobą treści, a przynajmniej celowego i zaplanowanego przekazu. Tak, jakbyś zostawiła zbyt wiele wyobraźni czytelnikowi, aby mógł dostrzec w nim, to co mu pasuje…

No nic, to tyle. Powodzenia w konkursie :)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny

Bardzo trudny do skomentowania dla mnie tekst. Taka liczba słów uniemożliwia opisanie doświadczenia bycia ofiarą pedofila – znowu moim zdaniem.

Twój opis jest mocny: początkowo jest Piaskowy dziadek, potem Piaskun, obojętna i zajęta (w tym przypadku) matka. Rekwizyt w postaci karmelu – silny. Metafora obierania winogrona – wstrząsająca.

bardziej natarczywy

Potrzebne byłoby silniejsze wyrażenie, bowiem nie chodzi o natarczywość.

Śniłam o tym jak obcy ludzie o kocich twarzach i ostrych zębach rzucają we mnie wielkie kamienie -

Mam skojarzenie biblijne, bo kamienie, dziecko tak nie myśli, lepiej byłoby pociągnąć, nie nie będę o tym pisała…

 

Kamera w przypadku jedenastoletniej dziewczynki (to już piąta klasa, jeśli dziecko poszło do szkoły od siedmiu lat) budzi moją wątpliwość, ponieważ albo matka jej uwierzy i zareaguje, albo nadużywanie będzie dalej trwać. W przypadku sąsiada i współcześnie pierwszy wariant jest bardziej prawdopodobny (taką mam nadzieję, bo nie pewność).

Końcówka – Piaskun nie mógł jej zabrać snów, raczej zintensyfikował bądź przyprawił o bezsenność. Odnośnie marzeń – tak, to bardzo dobry trop.

 

Wyraziście piszesz, szaleństwo uczuć i emocji, w dodatku pięknie opisane lecz chciałabym, aby i szczegóły tzw. researchu były dopracowane, gdyż to opowiadanie z gatunku „zaangażowane”. Trzeba byłoby też zastanowić się nad matką. Jest “letnia” wg relacji dziewczynki/już kobiety.

Mnie się podobało :)

Dzięki za wszystkie komentarze!

 

@Blacktom,

Chodzi mi o celowość opowiadania – to, co czytelnik miał wyciągnąć z treści opka.

Chyba chodziło mi bardziej o wywołanie wrażenia – jakiegoś ukłucia gdzieś miedzy żebrami.

Bardziej impresja niż refleksja.

 

@Asylum

kamienie, dziecko tak nie myśli, lepiej byłoby pociągnąć,

wcześniej było bardziej dosłownie, ale zdecydowałam się to trochę złagodzić.

Kamera w przypadku jedenastoletniej dziewczynki

matka chce sprawdzić, zanim będzie oskarżać. Zagadnieniem na inny tekst jest to, czy powinna wierzyć córce bezwarunkowo, czy narażać ją dalej.

 

 

I would prefer not to.

Śmialibyśmy się wtedy oboje do rozpuku, że się prawie nabrał, a potem zjadłby moje oczy.

Świetne zdanie.

 

Niepokojący i ponury tekst, zarówno w warstwie fantastycznej, jak i rzeczywistej. Mnie też trochę przeszkadzała łopatologia, to, że od początku wiadomo, o co chodzi, ale poza tym się podobało. Obrazowo napisane, sporo zdań z pomysłem. Końcówka też odpowiednio ciężko wybrzmiała.

 

Wybacz, że komentarz taki krótki, właściwie trafiłam tu przypadkiem, gdy miałam już iść odespać spotkania ;) Ale nie żałuję, że trafiłam.

Mam nadzieję, że spałaś dobrze ^^

I would prefer not to.

Nikt mi oczu nie zjadł, więc nie narzekam :)

@Wybranietz

O to chodzi, kamera w przypadku niemowlaka działa, lecz kiedy dziewczynka ma jedenaście lat to szwankuje.  W zasadzie idzie się gonić, gdy rozmawiamy z dzieckiem.

Bardzo przyjemne opowiadanie. Zarazem fantastyczne i tak bliskie rzeczywistości. 

 

Swoją drogą, czy nie powinno być: zapadła ciemność?

Zamiast:

zapada ciemność

Dzięki za wizytę ;)

 

Powinno być ;3

Już poprawione.

I would prefer not to.

Temat bulwersujący, ale mam wrażenie, że podany w zbyt skondensowanej formie, a jednocześnie wyłożony bardzo wprost, jako ta kawa na ławę.

Zastanawiam się też, czy mama rzeczywiście ciągle pracowała na nocną zmianę, była zmęczona i nie poświęcała córce należytej uwagi, czy może nocami udzielała się towarzysko i zupełnie inaczej widziała cała sprawę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za komentarz, reg.

Nie wiem, czy utrzymany w takiej konwencji dłuższy tekst byłby lepszy, ale na pewno temat jest ciężki i wart szerszego potraktowania w innej formie.

I would prefer not to.

Mocny i zapadający w pamięć tekst. A poza tym jak to u Ciebie świetnie napisany :)

Dziękuję ;)

I would prefer not to.

Nowa Fantastyka