- Opowiadanie: Abbadon - Straceńcy

Straceńcy

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Straceńcy

To byłby dobry dzień, pomyślał Folami, wchodząc powoli na trzeszczące stopnie szubienicy. Byłby naprawdę dobry, gdybym nie musiał wykonywać tej roboty.

Słońce na wschodzie robiło się już amarantowe za jego plecami, wciąż jednak było jeszcze daleko do świtu. Starał się mimo silnego mrozu stać nieruchomo, by ludzie nie pomyśleli, że trzęsie się ze strachu.

Choć w sumie nie miał się czym martwić. Widowni nie było wiele. Pod szubienicą stało jedynie kilka spracowanych, starych kobiet, które tak musiały na co dzień wstawać przed pierwszym kurem, a teraz chciały urozmaicić sobie czymś swoje poranne sprawunki, i grupa cuchnących obrzydliwie żebraków, nie mających nigdy nic lepszego do roboty. Mimo to, nawet oni nie powinni mieć wątpliwości co do tego, że królewski dostojnik nie odczuwa żadnego strachu.

Lista skazanych na śmierć również nie dopisywała. Stanowiło ją pięciu młodzieńców i jedna dziewczyna, złapanych dzień wcześniej w niedalekiej oberży, dzięki współpracy jej właściciela. Najstarsze z nich miało może dwadzieścia lat. Najmłodszy był na tyle niski, że niemal musieli dostawić stołek, by dosięgnął szyją do swojej pętli. Folami już kilka razy mówił królowi, że szubienica jest wadliwa i należy ją poprawić, ale ten jak dotąd uznawał prowadzenie wojny i dławienie buntu za ważniejsze, niż usprawnienia w dziale lokalnej rozrywki.

Folami miał już jednak inne zdanie. Wystarczyło tylko popatrzeć na ludzi, których życia przyszło mu dziś zakończyć. Każdy był w łachmanach i niemalże rozpadających się butach. Wszyscy cali w bliznach, tak nowych jak i tych starych, wychudzeni, brudni i w kompletnym nieładzie. Włosy każdego były zmierzwione, twarze puste, spojrzenia wyprane z nadziei. Połowa z nich nie była nawet w stanie stać o własnych siłach, a większość pozostałych patrzyła w przestrzeń zupełnie tępym, bydlęcym wzrokiem. Nie wyglądali jak żadni buntownicy, tylko grupa giermków, pobitych przez swojego mistrza i wyrzuconych z domu. Nikt nie miał nawet ochoty wstawać przed świtem dla tak marnego pokazu, jak zabicie kolejnych rebeliantów.

A właśnie oni byli najbardziej poszukiwaną grupą buntowniczą w całej okolicy.

Kazali nazywać się „Okiem”. Dokonali już kilku dosyć spektakularnych akcji, jak zniszczenie okolicznego mostu, spalenie paru spichlerzy z zapasami zboża, czy nawet zgładzenie kilkunastu żołnierzy, samym nie dając się przy tym zupełnie wymordować przy pierwszym ataku. To naprawdę imponujące w czasach, gdy nawet transport suchego chleba dla świń zaopatrzony był w przynajmniej troje strażników. Zyskali sobie dzięki temu pewną renomę, może nawet postrach w okolicy i szybko awansowali na pierwsze miejsce na listach najbardziej poszukiwanych. Niegdyś coś takiego było w pewnym sensie wysokim tytułem, nadawanym tylko tym, których niezwykłe zdolności, pierwszorzędne wyszkolenie i sprawny umysł pozwalały konkurować z najwybitniejszymi dowódcami królestwa. Ale to było kiedyś. Gdy po raz pierwszy publicznie skazano najbardziej poszukiwanych w stolicy, to było jak święto. Tłumy pojawiały się na ulicach, ludzie patrzyli z okien, krzykacze i straganiarze ustawiali jeszcze w głębokiej nocy, by rozwinąć swoje kramy. Każdy chciał zobaczyć na własne oczy, jak wieszają najniebezpieczniejszych kryminalistów w kraju. Dziś mało kogo dało się tym w ogóle wyciągnąć z łóżka.

Folami stęknął głośno, wchodząc na ostatni schodek. Ostatnie cięcia w racjach żywnościowych nie wpływały dobrze na jego kondycję, sprawiając, że coraz częściej łapał się na nagłych utratach energii i problemach z chodzeniem. O tym również wspominał królowi, gdy rozmawiali sam na sam, ale zawsze słyszał to samo. To konieczne, w kraju źle się wiedzie, możni i biedota muszą jeść po równo, wojna to poświęcenia i tak dalej i tak dalej. Już od dawna obiecywał sobie, że gdy tylko ich państwo stanie się wreszcie stabilnym i prosperującym krajem, pierwszym co zrobi będzie wykupienie rocznego zapasu żywności i zrobienie sobie samemu takiej uczty, że największy bal królewski będzie przy niej jak skromne śniadanie.

Na jego szczęście, ten dzień zdawał się już bliski.

Na razie jednak powinien zająć się egzekucjami, a ucztowanie zostawić w planach. Gdy zakończy swoją pracę i wróci do kwatery, koniecznie będzie musiał spróbować zamienić trochę wody w wino. Nigdy nie był najlepszym magikiem, ale przy obecnych cenach wina nawet królewskiemu katu lepiej było samemu pobawić się w maga, niż wychodzić na targowisko.

Podszedł do pierwszego ze skazanych i chwycił mocno za wajchę, mającą opuścić zapadnię i jednym szybkim ruchem zakończyć jego życie. Zanim pociągnął, spojrzał raz na twarz skazanego i wypowiedział standardową w tej sytuacji formułkę.

– Z wyroku jaśnie panującego nam Edwarda da Rossier, króla Międzylądu i podległych mu krain, zostajesz skazany na śmierć za morderstwo, rozbój, spiskowanie przeciw koronie, sabotaż i kradzieże. Czy masz jakieś ostatnie słowa?

Nieznajomy spojrzał tylko na niego z wyrazem błagania w oczach i bezskutecznie próbował powiedzieć coś przez opuchnięte gardło. Biedaczek, w celi więziennej musiał wrzeszczeć i płakać przez całą noc. No, ale trudno w sumie żałować kogoś, kto na własne życzenie wplątuje się w królobójstwo.

Folami westchnął w duszy. Według prawa, jeśli ktokolwiek skazany na śmierć miał cokolwiek do przekazania, ale nie mógł wyraźnie mówić, jego egzekutor miał obowiązek nadstawić ucha i wysłuchiwać dokładnie każdego słowa przez przynajmniej dwie minuty, lub, jeśli nawet to było niemożliwe, odczytać jego wolę z ruchu warg. I to właśnie powinien teraz robić Folami, ale zamiast tego przekrzywił po prostu dźwignię i pozwolił, by młode ciało zawisło nad brukiem. Nie miał ochoty tracić czasu na wysłuchiwanie jęków, a kto sprawdzi, czy on miał cokolwiek do przekazania? To i tak było przecież bez znaczenia, szczególnie przy traceniu takich jak oni.

Gdy Folami podniósł głowę znad drgającego ciała, zobaczył że pozostała piątka zaczyna nagle denerwować się i patrzeć po sobie nawzajem. Wszyscy przerażeni, nikt nie rozumiał, co się dzieło, każdy ze wzrokiem, jakby sam diabeł wyrósł mu spod ziemi. Folami lubił tę część. Wiedział, że to nie w porządku, ale po prostu kochał patrzeć, jak wszyscy stojący na szafocie, dumni, wyniośli, z podniesioną głową, nagle kurczą się i panikują. Jak wpadają w totalny szał, gdy tylko zdają sobie sprawę z tego, że tym razem to jednak prawdziwy szafot, a nie żadna bohaterska ballada i teraz naprawdę umrą. To było okrutne, ale zawsze śmiał się, widząc ich przerażenie, kwitnące na twarzach wszystkich zebranych. To nie była jego wina, po prostu tak miał.

Następny w kolejce był ten mały, z szyją ledwo dosięgającą do pętli. Na jego twarzy widać było totalny szok, jakby nie miał pojęcia, co dzieje się dookoła. Folami podszedł do niego i ponownie chwycił za dźwignię.

– Z wyroku jaśnie panującego nam Edwarda Rossier, króla Międzylądu i podległych mu krain, zostajesz skazany na śmierć za morderstwo, spiskowanie przeciw koronie, kradzieże, sprzedaż i wytwarzanie kontrabandy, rozboje i sabotaż. Czy masz jakieś ostatnie słowa?

Mały człowiek wciąż patrzył na Folamiego ze strachem i wyrazem szoku na twarzy.

– Zabiłeś go.

Folami dopiero po chwili zrozumiał, że mówi o poprzednim człowieku. Spojrzał w jego stronę, gdzie świeże truchło wciąż dyndało jeszcze na wietrze.

– Ano. Na tym właśnie polega kara śmierci.

– Przecież on miał prawo do ostatnich słów!

Wzruszył ramionami.

– Nie mógł mówić. Jeżeli twoimi ostatnimi słowami były te zażalenia prawne, to chyba już czas zakończyć twoje cierpienia.

– Nie, stój! – wrzasnął dzieciak, gdy tylko kat położył dłoń na krawędzi swojej dźwigni.

– Chcę coś jeszcze powiedzieć.

– Więc słucham.

Skazany, i tak naprężony już jak struna, by dosięgnąć do liny, wyprostował się jeszcze bardziej i zaczął przemawiać do zebranego tłumku. Tak samo kobiety, żebracy jak i sam dostojnik królewski nie wydawali się jednak specjalnie zaaferowani. Mówił po prostu to, co niemal każdy rewolucjonista przed nim, a zapewne i jeszcze kilku, którzy nadejdą po nim. O nadziei, prawie, tyranii, że i tak zwyciężą i tak dalej. Gdy jasnym było, że nie skończy się to szybko, Folami wyjął z kieszeni małą klepsydrę i odliczył cierpliwie dwie minuty. Nim piasek się przesypał, dzieciak zdawał się w ogóle już nie mieć pomysłów na dalszą przemowę i teraz już zwyczajnie się powtarzał. Folami wiedział się, że grał na czas. Ale gdy tylko ostatnie ziarenka piasku spadły na dolną część naczynia, Folami podszedł do mówiącego coraz ciszej człowieka i bez specjalnego żalu pociągnął za wajchę. Wystarczyła jedna chwila, by i on zawisł w bezruchu.

Folami przyjął to z ulgą. Nie mógł już słuchać jego gadania. Po kilku latach takiej pracy do widoku ludzi ze złamanym karkiem można przywyknąć i człowiek zaczyna w sumie tylko cieszyć się, że kogoś uciszył.

Dziwne uczucie.

Następna w kolejce jest jedyna dziewczyna w grupie. Wysoka, szczupła, z lekko zadartym nosem i długą blizną na policzku. Przez cały czas dwóch poprzednich egzekucji patrzyła tylko przed siebie, dopiero teraz zwróciła oczy na Folamiego. Od razu coś w niej polubił. Była, mimo okaleczenia i podartych łachmanów, naprawdę piękna, ale nie o to chodziło. Było w niej coś więcej. Może fakt, że nie patrzyła na niego ze strachem, nienawiścią, albo z fałszywą pogardą. Była spokojna, stała jak równy z równym. Wyprostowana, pewna, z suchą godnością. Wydawała się chcieć tylko odejść w pokoju, z godnością i zachowaną twarz. Dwójka jej przyjaciół właśnie umarła, ale ona wciąż trzymała podniesioną głowę.

– Więc to już? – przemówiła głośno, ale spokojnie.

Folami pokiwał głową i się uśmiechnął. Szanował ludzi, którzy potrafili szanować siebie. Którzy niezależnie od wszystkiego nie marnowali siły na wrzaski i wycie, gdy nie miały one sensu. Większość skazanych okazywała mu jedynie pogardę albo żałosną, spóźnioną rozpacz. A w tej dziewczynie nie było to ani jednego, ani drugiego. Ona nie marnowała na niego swojej wyniosłości ani nienawiści. Chciała tylko odejść w pokoju, z podniesioną głową. Szanował to, może nawet podziwiał.

Ale służba pozostawała służbą. Chwycił za dźwignię.

– Z wyroku Jaśnie Panującego nam Edwarda Rossier, króla Międzylądu i podległych mu krain, zostajesz skazana na śmierć za morderstwo, spiskowanie przeciw koronie, podpalenia, przekupstwo, szpiegostwo i sabotaż. Czy masz jakieś ostatnie słowa?

– Owszem. – powiedziała kobieta. – Chcę, żebyś przekazał moim bliskim ze stolicy wieść o tym, w jaki sposób zginęła ich córka. Każdemu.

– Oczywiście.

– Lista jest długa.

– Zapamiętam. Nie od dziś jestem na królewskim dworze.

– Proszę jednak, żebyś zapisał.

– Nie ma takiej potrzeby.

Dziewczyna pochyliła głowę, pomimo że pętla ledwo na to pozwalała, i spojrzała prosto w jego oczy. Źrenice zabłysnęły jej szkliście.

– Zapisz to. Proszę.

Folami aż się cofnął, słysząc te słowa. Nie ze strachu, bardziej dlatego, że było w niej coś desperackiego, ostatecznego, tak błagalnego, jak tylko błagać może kobieta stojąca na baczność i patrząca w dół w pełnej godności. Jedno, pojedyncze drżenie na końcu ostatniego słowa, które zabrzmiało bardziej błagalnie, niż u wielu brzmi żebranie na kolanach. Folami poczuł, jak zażenowana jest ta dziewczyna, wymawiając swoją ostatnią prośbę. Błagała go właśnie o pomoc, a przynajmniej była błagania bliżej, niż kiedykolwiek przez całe swoje życie.

Pod wpływem tego dziwnego impulsu wyjął z kieszeni kartkę i kawałek ołówka, by posłusznie zanotować każde jej słowo. Lista, w istocie, była długa. Dziewczyna mówiła przez cały czas dwóch minut i jeszcze o wiele dłużej, wymieniając razem pięć nazwisk, wraz z imionami, rodami i wiekiem wezwanych. Wiadomość za każdym razem była inna, więc musiała dyktować ją od nowa. Trwało to tak długo, ze zaczął zastanawiać się, czy i ona nie próbuje jedynie odwlec swojej śmierci. Czy jednak nie pomylił się, nie ocenił błędnie jeszcze jednej tchórzliwej rewolucjonistki.

– Starczy – powiedział wreszcie, gdy skończyła proklamować piątą wiadomość. – Nie możesz wymagać ode mnie więcej.

– Dobrze więc. – odpowiedziała z przerażającym chłodem w głosie. Chłodem, od którego z Folamiego w jednej chwili opuściły wszystkie podejrzenia. Co ja gadam, mruknął do siebie. Ona nie mogłaby odwlekać swojej egzekucji. Nie ona. Nie kobieta, która wciąż stała na baczność, wciąż mówiła chłodno i patrzyła twardo, mimo rąk spętanych za plecami, pętli zaciśniętej na szyi i całej nocy spędzonej w lochu, gdzie była bita i głodzona. Niemożliwe. Po prostu nie.

– Czyń swoją powinność. – dodała spokojnie.

Chwycił za wajchę, odchylił się odrobinę w lewo, by zebrać dość energii potrzebnej do tego ruchu. A potem jeszcze szybko, ostatni raz na nią spojrzał.

– Na pewno nie masz do powiedzenia nic więcej? – zapytał, chociaż było to kompletnie nie w jego stylu

– Nie. Zakończ to.

Folami uśmiechnął się po raz ostatni.

– Szkoda. Byłabyś wspaniała na salonach.

Dziewczyna nie zdąża odpowiedzieć. Chociaż i tak zresztą nie miała pewnie zamiaru. Szybki ruch ręki, otwarta zapadnia, suchy trzask pękającego karku. Jeden moment. Kilka sekund i wszystko.

Folami westchnął ciężko. Ciężko i absolutnie szczerze. Szkoda mu było tej dziewczyny. Znał ją zaledwie kilka minut, ale czuł, że była inna. Lepsza, niż ta zgraja otaczających ją huncwotów i zasługująca na coś lepszego, niż śmierć na stryczku za nic nie znaczące przewinienia. A była taka dumna. Taka honorowa. Miał wrażenie, że nawet w ostatniej chwili widział, jak odwraca się w stronę swoich towarzyszy i patrzy na nich przepraszająco. Tylko niby przepraszająco za co? Nie wiedział. Chociaż, może tylko mu się wydawało? Może idealizował kogoś, kogo przecież niemalże nie znał?

A przede wszystkim, jakie to miało teraz znaczenie? Zostały mu jeszcze trzy stryczki, a jego niedoszła bohaterka nic przecież do tego nie miała.

Westchnął tylko i podszedł do kolejnego skazańca. Nim był młody chłopak, około lat dziewiętnastu. Istne monstrum. Mierzył prawie dwa metry, miał biceps grubszy końskiego uda i nogi jak pni drzew. Ale nie miał zdecydowanie powagi ani dumy swojej poprzedniczki. Gdy tylko do niego podszedł, zaczął kopać, pluć, próbował gryźć i chciał uderzyć go związanymi z tyłu rękoma. Gdy to nie przyniosło skutku, zaczął wyklinać go na wszystkie sposoby.

Folami patrzył na to ze zmęczoną pogardą. Raz jeszcze powtórzył tylko swoją kwestię.

– Z wyroku Jaśnie Panującego nam Edwarda Rossier, króla Międzylądu i podległych mu krain, zostajesz skazany na śmierć za wielokrotne morderstwa, spiskowanie przeciw koronie, sabotaż i podpalenie. Czy masz jakieś ostatnie słowa?

– Pierdol się!!!!! Pierdol się chuju, skurwysynu, cwelu jebany! Wyrucham ciebie i całą twoją zgraję! Osobiście kurwa…

Folami tylko westchnął. Przez myśl przeszła mu przykra refleksja: czemu ona nie mogła przeżyć, a w jej miejsce nie można było postawić kolejnego gówniarza takiego jak on? Tacy zasługiwali na śmierć. Nie byli warci tego, by trzymać ich na publicznym widoku. Takich jak on zabijał bez skrupułów. Może nawet z pewną przyjemnością.

– Kurwa!!! Zajębę cię, twoją córkę, żonę, psa, dzieciaki! Zgwałcę ci…

Nie marnował nawet czasu, by tego słuchać. Chwycił tylko za wajchę i po raz kolejny powtórzył swoje jedyne zadanie. Jeden ruch, a zaraz jest spokój… Nie, nie jest. Dzieciak walczył dalej. Udało mu się dostać jakoś na skraj szubienicy i trzymał teraz stopy między jej krańcami, wykonujący przy tym iście cyrkowy szpagat. Słyszał już, że takie sytuacje się zdarzały, ale to był pierwszy raz, gdy tego wyczynu dokonał jego skazaniec. Byłby to przekomiczny widok, gdyby chłopak nie był wychudzony i pobity, nie miał liny okręconej wokół szyi i dłoni i nie wrzeszczał właśnie jakby opętał go diabeł.

-Jebany…. kurw… ja p…

Folami kopnął chłopaka w nogę. Raz, drugi, trzeci. Dopiero przy czwartym udało mu się zrzucić go w przepaść, gdzie wciąż jeszcze walczył i próbował wskoczyć z powrotem na szafot. Ten wybryk jeszcze przedłużył jego wyrok, nieumyślnie zmieniając metodę egzekucji z bezbolesnego przerwania karku na powolne uduszenie. Kat królewski czekał cierpliwie, aż skazany umrze, tak, jak nakazywał regulamin. Ale chłopak nie dawał się zabić. Wciąż jeszcze bujał się na linie, wyginał szyję niczym pelikan, próbował odbić się od podłoża i wrócić na szafot. Raz, a potem nawet drugi, prawie mu się to udało. Kilka razy dotknął nawet drewnianych desek, dzięki czemu łapał jeden szybki, desperacki oddech, po czym wracał w dół i znów miotał się dalej, coraz wolniej i słabiej.

Folami nie miał siły na to patrzeć. Ci którzy czekali na swoją kolej praz niektórzy obserwujący spod szafotu, zdawali się być pod wrażeniem siły chłopaka, ale on widział w tym jedynie kompletną błazenadę. Czy ten wieprz nie widział, że tylko odwlekał swój koniec? Że bujając się jak idiota, łapiąc ostatnie hausty powietrza, szarpiąc za gardło i tonąc we własnej ślinie niczego nie poprawiał, jedynie zadawał sobie jeszcze większy ból i pokazywał całemu światu kretyński, żenujący spektakl, którego nikt nie chciał oglądać? Folami nie widział w tym żadnego bohaterstwa. Widział tylko głupotę, zażenowanie i wyjątkowo groteskową kaźń.

Chłopak walczył niewyobrażalnie długo. Minęło chyba pięć minut, nim wreszcie odszedł. Zapewne trwałoby to jeszcze dłużej, gdyby nie fakt, że wstało wreszcie słońce i mógł zakończyć jego męczarnie, przyciskając go magicznie do ziemi. Dopiero wtedy niebiosa pozwoliły mu na wieczny odpoczynek. To, jak bardzo opierał się śmierci, było niemalże tak niezwykłe, jak żałosne.

To był już niemal koniec. Jeszcze tylko kilka chwil i będzie mógł wrócić do swojej siedziby, by tam odpocząć i napić się wina.

Przedostatnią ofiarą była chudą, szczupłą postacią, z suchymi, szarymi włosami. Folami dostrzegł, że to dziewczyna dopiero teraz, gdy podszedł blisko. Z odległości słabiutki zarys piersi pod szmatką, jaka została z jej ubrania był kompletnie niewidoczny, a długa i brzydka twarz nie przypominała ani kobiecej, ani męskiej. Pomyślał, że wygląda ona bardziej jak koń, niż jak człowiek z jakąkolwiek płcią.

– Z wyroku Jaśnie Panującego nam Edwarda Rossier, króla Międzylądu i podległych mu krain, zostajesz skazana na śmierć za gwałt, bałwochwalstwo, kradzież uzbrojenia, sabotaż i podszywanie się pod urzędników królewskich. Czy masz jakieś ostatnie słowa?

-Nie ma takiej potrzeby. – powiedziała, ale w jej głosie nie było dumy, jaką odznaczała się jego poprzednia ofiara. Ona brzmiała jak zepsuta lalka. Zniszczona zabawka, której i tak jest już wszystko jedno. – To już koniec.

-Dobrze więc. – Folami chwycił za wajchę.

-Czekaj! Mogę popatrzeć na słońce jeszcze przez chwilę? Proszę. Tylko moment.

Wzruszył ramionami.

-Oczywiście. Masz dwie minuty.

Wspólnie patrzyli na wschodzącą nad ich głowami pomarańczową tarczę. Była już widoczna w pełni, choć jeszcze nie oślepiała. Folami niemalże czuł już smak swojego wina.

-Dziękuję. – powiedziała po chwili kobieta. – Cieszę się, że raz jeszcze mogłam je zobaczyć.

Po tych słowach królewski kat pociągnął wreszcie za dźwignię. Gdy kolejne ciało upadło, w jego obowiązku pozostał już tylko jeden człowiek.

Podszedł do ostatniego skazanego. Jak zawsze, herszt bandy zostawał na koniec. Miał umrzeć jako ostatni, by móc patrzeć na kaźń każdego ze swoich ludzi. Tak nakazywał obyczaj. A Folami ich z reguły przestrzegał.

To był wysoki chłopak, zdecydowanie najstarszy z całej grupy. Dowódcy byli z reguły ubrani najlepiej, nawet jeśli przed powieszeniem zabiera się ludziom wszystko, co wartościowe. Wciąż mają jakieś ozdoby, proste sygnety, flagi. Z reguły są chociaż bardziej zadbani, albo lepiej odżywieni, bo inni skazańcy właśnie im zostawiają to kilka drobiazgów, które mogą jeszcze do czegoś posłużyć. Ten nie miał nawet tego. Był ubrany w kawałek szmaty, który nieudolnie zakrywał mu lędźwie, pod chudą skórą wyraźnie widać było każdą kość, a ręce i nogi zdawały się w jego życiu zdrapane do żywego mięsa przynajmniej kilkanaście razy. Stał pochylony, prawie zgięty i zapewne usiadłby, gdyby nie przywiązano go liną do górnej belki szubienicy. I uśmiechał się, prezentując całemu światu przeżarte próchnicą, żółtoszare zęby.

A mimo to, coś było w tym człowieku. Jakaś trudna do nazwania, cwaniacka, bezczelna pewność siebie. Stał na szafocie, ale w jego oczach wciąż był jakiegoś rodzaju triumf, chociaż bardziej pasujący do zdegenerowanego bogacza, który będąc na łożu śmierci wie, że pokonał wszystkich, z którymi mógł się kiedykolwiek mierzyć.

Folami otaksował go raz jeszcze wzrokiem. Nie mógł go znać, ale gdzieś w sobie wiedział, że gdyby ich losy potoczyły się inaczej, byłby gotów za nim podążyć. Nie wiedział, dlaczego. Tak po prostu było i on to czuł. Znał się na tym.

– Z wyroku jaśnie panującego nam Edwarda Rossier, króla Międzylądu i podległych mu krain, zostajesz skazany na śmierć za morderstwa, podpalanie własności, spiskowanie przeciw koronie, kradzieże, rozboje, morderstwa, podszywanie się pod królewskich urzędników, napaście na karawany, zastawianie pułapek na ludzi, celowe roznoszenie chorób, działalność sabotażową, szmuglowanie i sprzedaż kontrabandy, nielegalne wytwarzanie broni, rozsiewanie propagandy, przewodzenie grupom nielegalnie uzbrojonych ludzi i siedemnaście pomniejszych przewinień. Czy masz jakieś ostatnie słowa?

– Piękny dzień, czyż nie?

– Słucham?

– Mówię, że dzień jest piękny. To wspaniałe, widzieć słońce w pełnym blasku.

A więc tak chcesz odejść, pomyślał sobie. Dobrze, niech i tak będzie. Nie był to pierwszy, który na łożu śmierci decydował się udawać spokój.

– Ano piękne. – odparł obojętnie, przerzucając piasek w swojej małej klepsydrze. – I wschodzi coraz wyżej. Wkrótce zacznie się kolejny dzień.

– Myślisz, że to dobry dzień żeby umrzeć?

Folami westchnął w duchu.

– Nie opowiadaj bzdur. Na to nie ma czegoś takiego, jak dobry dzień.

– Naprawdę? A ty nie chciałbyś umrzeć w dzień taki jak ten? Gdy słońce jest wysoko, a ludzie patrzą z podziwem na twoje życiowe czyny?

Folemi zaśmiał się niewesoło. Z kompletnej grzeczności.

– Nie. Na pewno nie w ten.

– Szkoda. Wielka

Przez chwilę obaj milczeli. Chłopak patrzył przed siebie, jakby rażące coraz mocniej słońce miało zaraz zmienić całe jego życie. Bijący od niego spokój przeszkadzał jednak Folamiemu. Wydawał się zbyt naturalny, nie pasował do kogoś, kto naprawdę zaraz umrze.

– Myślisz, że to, co robicie, jest w porządku? – zapytał nagle chłopak.

– Znaczy?

– Nie macie praw do tronu. Twój pan rządzi nim nielegalnie.

– Prawo tworzy król, nie króla prawo. Nie ważne co ci wmówią, nigdy nie będzie inaczej. Zresztą, nasz władca jest o niebo lepszy, niż wasz. On dba o wszystkich po równo.

– Wyznawcy większości religii by się z tym nie zgodzili. Wszystkich, właściwie. Poza jedną.

– I właśnie dlatego mamy wojny. Mieliście swoją szansę polemiki i oto, co z wam z niej przyszło. To koniec. Tronu nikt nam już nie odbierze.

– Skąd ta pewność?

– Nie zadawaj głupich pytań. Myślisz, że wygracie tę wojnę?

– Oczywiście. A czemu nie?

– Folami spojrzał na niego jak na wariata.

– Ja wiem? Może ma na to wpływ fakt, że zostało was może dwa tysiące, a my mamy tu ćwierć miliona żołnierzy? Albo to, że ukrywacie się w lasach i musicie żebrać o jedzenie od wioskowych, a my mamy twierdze, konie, maszyny wojenne… I rzecz jasna magów. Przede wszystkim magów. A bez nich nikt nigdy nie ma szans, by odnieść zwycięstwo.

– Też znamy magię.

– Nie rozśmieszaj mnie! Tych kilka prostych sztuczek, używanych przez waszych pachołków nazywasz magią? My mamy ludzi, którzy potrafią zablokować najpotężniejsze zaklęcia, wymordować całe wioski w kilka godzin, rzucać kule ognia, rozmawiać telepatycznie z ludźmi, którzy są na drugim końcu świata. A wy? Wasi ludzie ledwo potrafią przesuwać przedmioty i opuścić własne ciała. Wasza magia jest bezużyteczna i nie znajduje się nawet blisko do poziomu, jaki mamy my! Nie możecie nam dorównać, a chcecie konkurować!

– Cały czas się rozwijamy. Każdego dnia można wynaleźć coś nowego wiesz?

– Szkoda, że nie wynaleźliście nic, co uratowałoby tamtą piątkę. – zakpił Folami.

Cios był celny. Chłopak aż zacisnął usta i uciekł wzrokiem, nic nie odpowiadając. Folami miał z tego satysfakcję.

Gdy chłopak znów przemówił, mówił bardzo powoli i kompletnie zmienionym głosem.

– Masz rację. Wielka szkoda. Już chyba czas, prawda?

Folami spojrzał na ziarenka, lecące pomału w klepsydrze. Właściwie, to zostało ich jeszcze na jakieś 20 sekund, ale jeśli skazaniec życzył sobie odejść już teraz, to nie widział problemu. Wstał, a następnie obaj ustawili się na swoich miejscach. Chłodny spokój na twarzy chłopaka i oczy przewiercające go na wskroś wciąż go dobijały.

– Zanim to zrobisz, mam dla ciebie ostatnią radę. – odezwał się.

– Słucham.

– Nigdy nie lekceważ siły kogoś, kogo przyparto do muru.

Wiele grzeczności kosztowało go, by się teraz nie roześmiać.

– Jasne.

Pociągnął za wajchę. Czekał, aż otworzy się umieszczona w podłodze klapa, gdy nagle poczuł, jakby powietrze wokół niego zgęstniało. Coś szarpnęło nim od środka i przebiegło błyskawicą po jego karku. Mgła zakryła jego oczy. Czuł się, jakby rozpuszczał się cały świat, a on spadał. Chciał się szarpnąć, ale dłonie miał jak związane. Chciał krzyknąć, ale gardło miał jak ściśnięte imadłem. Cały świat rozmazał się nagle, po czym zniknął, jakby ktoś odciął go od niego piłą. W jednej chwili, nie czuł już nic.

 

Ostatnia wajcha została naciśnięta, a ostatnia lina poszła w dół. Mała grupa ludzi, zadowolonych z porannego spektaklu, zaczęła rozchodzić się każdy w swoją stronę, przyłączając się do budzącego się właśnie miasta. Nikt nie zauważył wtedy, że kat nagle stał się znacznie żywszy, że nie próbował już ukryć drżenia z zimna, ani że szedł niezwykle chwiejnie. Nikt nie spojrzał w jego oczy, w których był szczeniacki triumf, pasujący do zdegenerowanego bogacza, który będąc na łożu śmierci wie, że pokonał wszystkich, z którymi mógł się kiedykolwiek mierzyć.

Nikt nie zwrócił uwagi ani na to, ani na dziwny, agonalny wzrok człowieka, wbity bezsensownie w odchodzącą sylwetkę kata. Nikt nie zauważył, by cokolwiek się w nim wtedy odmieniło.

Tego dnia, nikt nie docenił potęgi ludzi, których przyparto do muru.

Koniec

Komentarze

Fajne, całkiem wciągające opowiadanie. Niby nic konkretnego się nie dzieje, ale postaci skazańców zostały atrakcyjnie wykreowane, twist na koniec też niczego sobie. Może całość jest odrobinę za długa. 

 

Nie potrafię jednak sobie unaocznić przebiegu egzekucji tego dużego cymbała, moje wyobrażenie na temat szubienicy podpowiada mi, że w tej postaci to chyba nie byłoby możliwe : ) 

Zastanawia mnie jeszcze, czy siły, że tak powiem, rządowe nie powinny mieć jakichś narzędzi obronnych przed, żeby nie spoilować, tym, co się stało na końcu :)

 

Jeszcze dodam, że trzeba przejrzeć tekst pod kątem przecinków i drobnych powtórzeń. 

I po co to było?

Twoje opowiadanie całkiem mi się podobało, ale kilka błędów nie pozwalało mi do końca zagłębić się w stworzony przez Ciebie świat.

 

Starał się mimo silnego mrozu stać nieruchomo, by ludzie nie pomyśleli, że trzęsie się ze strachu.”

Nie do końca rozumiem dlaczego ktokolwiek miałby pomyśleć, że kat odczuwa strach przed piątką obdartusów.

Najmłodsze było na tyle małe, że omal nie musieli dostawić stołka, by dosięgło szyją do swojej pętli.”

Potrzebowałem chwili, by zrozumieć to zdanie. Zmieniłbym “omal nie musieli dostawić stołka” na: nieomal musieli dostawić stołek, by… ponieważ aktualnie ten fragment brzmi trochę tak jakby najmłodsze było niemal tak wysokie, że w przeciwieństwie do reszty nie musieli mu podstawiać stołka. ;P

Już kilka razy mówił już królowi, że szubienica jest wadliwa i należy ją poprawić…”

Nie wydaje mi się, że kat ma tak łatwy dostęp do króla władającego olbrzymim królestwem, że może mu mówić o tak błahych sprawach. Sądzę, że w najlepszym wypadku kat zostałby wtedy przemianowany na błazna. ;P

Połowa z nich nie była nawet w stanie stać o własnych siłach”

Ktoś ich podtrzymywał?

O tym również wspominał królowi, gdy rozmawiali sam na sam, ale zawsze słyszał to samo.”

Mało prawdopodobne, by kat mógł rozmawiać ze swoim królem sam na sam.

Na jego twarzy widać było totalny szok…”

Słowo “totalny” mi tutaj nie pasuje.

Chcę, żebyś przekazał moim bliskim ze stolicy wieść o tym, w jaki sposób zginęła ich córka. Każdemu.”

Wydaje mi się, że lepiej będzie: w jaki sposób zginęłam. Rodziców jest w końcu tylko dwoje, więc nie można przekazać wieści o tym jak zginęła “ich córka” więcej niż dwóm osobom.

Nie kobieta, która wciąż stała na baczność, wciąż mówiła chłodno i patrzyła twardo, mimo rąk spętanych za plecami, pętli zaciśniętej na szyi i całej nocy spędzonej w lochu, gdzie była bita i głodzona.”

Jedna noc w lochu, nawet gdy nie dano im jedzenia i ich pobito, zrobiła z tych buntowników takie ludzkie “wraki”

– Czyń swoją powinność. – dodała spokojnie.”

Nie powinno być kropki po “powinność”. Wypowiedź, w której po półpauzie jest napisane coś w rodzaju “dodała” czy “powiedział” traktuje się jako jedno zdanie.

Nim był młody chłopak…”

Był nim.

Folami patrzył na to ze zmęczoną pogardą”

Pogarda nie może być zmęczona.

Zajębę cię, twoją”

Brakuje tutaj “i” w przekleństwie oraz powinno być: ciebie, twoją…

Pomyślał, że wygląda ona bardziej jak koń”

Nie powinno tam być słowa “ona”.

Ona brzmiała jak zepsuta lalka.”

Nie potrzebne “Ona”

Gdy kolejne ciało upadło”

Ciało kogoś powieszonego nie może upaść.

A Folami ich z reguły przestrzegał.”

Zła kolejność. Powinno być: A Folami z reguły ich przestrzegał.

prezentując całemu światu przeżarte próchnicą, żółtoszare zęby.”

Wydaje mi się, że byłoby lepiej tak: prezentując światu żółtoszare, przeżarte próchnicą zęby.

Folemi zaśmiał się niewesoło. Z kompletnej grzeczności.”

Grzeczność nie może być kompletna.

jakby ktoś odciął go od niego piłą”

Miecz byłby lepszy, ponieważ odcięcie czegoś piłą jednak chwilę trwa.

Mała grupa ludzi, zadowolonych z porannego spektaklu, zaczęła rozchodzić się każdy w swoją stronę, przyłączając się do budzącego się właśnie miasta.”

Wydaje mi się, że powinieneś rozbić to zdanie i zacząć drugie od słów: każdy poszedł w swoją stronę…

 

Mam nadzieję, że pomogłem. ;)

Cóż, fantastyki to tu jak na lekarstwo, a jak się pojawia, to kończysz opowiadanie. I nawet mogłoby tak być, gdyby całość nie była przegadana i nudna. Masz pomysł na jedną postać, a pozostałe są wypełniaczem, niby usiłujesz je zróżnicować, ale to wszystko się kupy nie trzyma. Niestety żadna z postaci nie jest przekonująca, historię “buntowników” poznajemy w nijakich infodumpach, nie gra ona naprawdę żadnej roli. Pomysł, który ratuje to opowiadanie, czyli twist na końcu, zasługuje na ciekawszą oprawę. Król – niepotrzebny, wielkie spiski – niepotrzebne, za to przydałoby się trochę indywidualności postaciom i kawałek ich historii.

 

Nie zrażaj się, wrzucaj opowiadania na betalistę, zanim opublikujesz, no i ćwicz styl oraz kwestie techniczne (interpunkcja szwankuje, gramatyka i składnia też), bo wykonanie jest bardzo takie sobie. No i jak wymyślasz świat, to wymyślaj go tak, żeby miał sens.

 

Wybiórcza łapanka:

 

Pod szubienicą stało jedynie kilka spracowanych, starych kobiet, muszących na co dzień wstawać przed pierwszym kurem

Tak wstawały i potem nic nie robiły? To po co wstawały? A jeśli lubiły, to nie musiały. No i raczej codziennie a nie na co dzień, chyba że to jest święto i nie musiały. Tylko w takim przypadku, po co jednak to zrobiły? Jak by nie kombinować, coś tu realizm sytuacji szwankuje.

 

królewski dostojnik

Nigdy i nigdzie kat nie był dostojnikiem (no dobra, nie dam głowy za np. starożytne Chiny, ale 1) nie wiem, 2) Twój świat nie przypomina Chin, 3) mimo wszystko wątpię). Była to profesja pogardzana, unikana, a nie poważana. Jeśli w Twoim świecie jest inaczej, opisz to i wyjaśnij powody.

 

Słońce na wschodzie robiło się już amarantowe

Słońce amarantowe? Jeśli to fantasyland, to wszystko jest możliwe, ale jednak dziwne. A jeśli jest daleko do świtu, to słońca nie widać, co najwyżej poświatę

 

Lista skazanych na śmierć również nie dopisywała.

Delikatnie mówiąc, nie jest to najlepsze zdanie, jakie czytałam w życiu.

 

współpracy pracującego

średnio to brzmi

 

Stanowiło ją pięciu młodzieńców i jedna dziewczyna (…) Najmłodsze było na tyle małe, że omal nie musieli dostawić stołka, by dosięgło szyją do swojej pętli.

Znaczy raczej nie było młodzieńcem.

Na dodatek od tego zdania do końca akapitu podmiotem są ci młodzieńcy, a chyba nie oni mówili królowi, że szubienica jest zepsuta?

 

i kompletnym w nieładzie

Mistrz Yoda mode?

 

Nie wyglądali jak żadni buntownicy, tylko grupa giermków

Hmm. Opis nie pasuje nawet do zmaltretowanych giermków

 

samym nie dając się przy tym zupełnie wymordować przy pierwszym ataku

styl Ci dość mocno szwankuje, to zdanie nie jest po polsku

 

To naprawdę imponujące w czasach, gdy nawet transport suchego chleba dla świń zaopatrzony był w przynajmniej troje strażników.

Kto transportuje suchy chleb dla świń? Masz w tym świecie fermy przemysłowe? Świniom dawało się co zostało z posiłków ludzi, nikt by nic dla nich nie woził…

 

wchodząc na ostatni schodek. Ostatnie cięcia

łapał się na nagłych utratach energii

Sformułowanie nie z tej bajki

 

O tym również wspominał królowi, gdy rozmawiali sam na sam

Król z katem? Coraz dziwniej się robi w tym Twoim świecie, ale nadal nie wiadomo, dlaczego taka struktura społeczna.

 

Nigdy nie był najlepszym magikiem

Ktoś, kto ma magiczne zdolności zostaje katem?

 

sabotaż

Nie ta bajka

 

pozostała piątka zaczyna nagle denerwować się i patrzeć po sobie nawzajem

Przed chwilą byli ledwie żywi, otępiali, a przynajmniej połowa nie stała na własnych nogach, to tak gwoli przypomnienia

 

Tak samo kobiety, żebracy jak i sam dostojnik królewski nie wydawali się jednak specjalnie zaaferowani.

Chyba: zainteresowani?

 

rewolucjonistki

Nie ta bajka

 

Wszystkie wulgaryzmy w wypowiedzi kolejnego skazańca są dwudziestowieczne.

 

Przedostatnią ofiarą była chudą, szczupłą postacią, z suchymi, szarymi włosami. Folami dostrzegł, że to dziewczyna dopiero teraz, gdy podszedł blisko.

Kat zazwyczaj znał tożsamość skazańców. Kolejny moment, kiedy zawieszenie niewiary spada z kołka i idzie się bujać.

 

20 sekund

w światach fantasy opartych na plus minus średniowieczu, jak u Ciebie, raczej nie mierzy się czasu w sekundach

 

http://altronapoleone.home.blog

@drakaina

 

Cóż, jakkolwiek oczywiście zawsze staram się czerpać naukę z każdej danej mi krytyki i zwracać uwagę na to, co mi się mówi, to jednak ośmielę się nieco polemizować. Widzę w tym komentarzu też kilka praktycznych uwag, które chętnie wykorzystam, ale inne wydają mi się lekkim czepianiem o szczegóły.

Mianowicie:

-Bez tej oprawki z królem i wielkim spiskiem opowiadanie zostałaby zwykłym “Umieram! A nie, jednak nie.” Co wydawało mi się nieco nie satysfakcjonujące. Dlatego zrobiłem z tego całą opowieść o grupie ludzi, z pełną świadomością konsekwencji dających celowo się porwać i przeciągających swoje egzekucje, by słońce zdążyło wstać, a ich herszt użyć magii, przy pomocy której miał opętać najpierw kata, a następnie samego króla, czym zakończyłby przegrywaną wojnę. (Czego zresztą nie miało być w pierwotnej wersji, ale miałem wtedy wrażenie, że cała historia była nieco o niczym. Dlatego dodałem całą fabułę ruchu oporu i zamachu stanu, by całość była ciekawsza).

-Spracowane kobiet: Moim założeniem było to, że kobiety te wstały przed pierwszym kurem, by załatwiać swoje sprawy, a skoro były już w porze egzekucji nogach, to zatrzymały się na krótkie przedstawienie. Spróbuję lepiej to ująć. Jednak, czy taki pomniejszy detal ma w ogóle jakieś znaczenie?

-W wykreowanym przeze mnie kraju kat jak najbardziej jest dostojnikiem królewskim i ważną figurą w hierarchii, czas mierzy się w sekundach, a świnie żyją na farmach. Jeśli chodzi o fantastykę, to jestem zwolennikiem szkoły, która mówi, że skoro kraj ten i tak istnieje w innym świecie, to nie ma powodu, dla którego miałby trzymać się on zasad naszego uniwersum. W Międzylądzie kat jet zawodem poważanym. Wydaje mi się, że wyjaśniłem to wystarczająco, dwa razy podkreślając, że Folami osobiście widuje się z królem i kilkukrotnie mówiąc o nim jako o “królewskim dostojniku”. Ile jeszcze trzeba, by stało się to jasne?

-I….. No tak, w sumie to w Międzylądzie są farmy przemysłowe. W sumie, to może faktycznie zbyt zaskakująca idea, nawet jak na obcy świat. Nie niemożliwa, ale może nieco niepotrzebna.

-Przepraszam bardzo, ale świadomość, że twój przyjaciel właśnie umarł wydaje mi się nieco pobudzająca.

Ale to tyle mojego wykłócania się. Pozdrawiam i dziękuję za długi komentarz, z którego na pewno skorzystam. Jakkolwiek postanowiłem nie zmieniać stylu, to faktycznie poprawiłem też część z zacytowanych fragmentów, by lepiej brzmiały.

Przy okazji, naprawdę ciekawa myśl na samym końcu. Dosyć prawdziwa

z pełną świadomością konsekwencji dających celowo się porwać i przeciągających swoje egzekucje, by słońce zdążyło wstać, a ich herszt użyć magii, przy pomocy której miał opętać najpierw kata, a następnie samego króla, czym zakończyłby przegrywaną wojnę.

 

Hmm. Koncepcja ciekawa, ale moim skromnym kompletnie nieczytelna w tekście… Może byś ją wyraźniej ograł?

 

czy taki pomniejszy detal ma w ogóle jakieś znaczenie?

W dobrym opowiadaniu każdy szczegół ma znaczenie. A taki, który nie pasuje do świata, ma niestety znaczenie negatywne ;)

 

W wykreowanym przeze mnie kraju kat jak najbardziej jest dostojnikiem królewskim i ważną figurą w hierarchii, czas mierzy się w sekundach, a świnie żyją na farmach.

W takim razie pokaż to, żeby nie sprawiało wrażenia światotwórczych baboli… Fantasy rządzi się swoimi prawami i jeśli się odchodzi od utartych schematów (czyli np. realiów odpowiadających w dużym stopniu realiom wybranej epoki realnego świata), to uzasadnienie musi znaleźć się w tekście.

http://altronapoleone.home.blog

Mnie się te egzekucje dłużyły – powtarzalne w gruncie rzeczy, nawet jeśli każda inna. OK, na końcu okazuje się, że te opisy miały jakiś sens, ale zanim go zobaczyłam, trochę się zdążyłam zniecierpliwić.

Początkowo dziwiło mnie, że egzekucja jest przed świtem. Tym bardziej, że podkreślasz jej rozrywkowe walory. No i jeśli ma stanowić odstraszający przykład, to lepiej, żeby tłum obejrzał. Ale jednak czas jest wybrany logicznie.

Końcówka ciekawsza od wprowadzenia, ale długo trzeba na nią czekać.

W komentarzach piszesz, jakie są dalsze plany bohatera, ale one nijak nie wynikają z tekstu.

Zapis dialogów do remontu.

Babska logika rządzi!

czas jest wybrany logicznie

Niestety tylko jako narrative device, bo w obrębie świata przedstawionego średnio się to tłumaczy – jest wygodne jedynie dla tych skazańców, którzy czekają na użycie magii, czyli tak naprawdę nielogiczne. Egzekucje o świcie to chyba dość nowoczesny pomysł, ale nie riserczowałam akurat tego zagadnienia…

 

Summa summarum w tym opowiadaniu jest fajny pomysł, ale niestety znany głównie autorowi, no i przygnieciony ciężarem wykonania ;) Popracuj nad tym jeszcze, a może wyprodukujesz coś klikalnego…

http://altronapoleone.home.blog

Nie no, tłumaczy się – słońce pozwala na używanie magii. Jest fragmencik, że kat mógł dopchnąć drągala magią, bo słońce już się pokazało.

Chociaż, bezpieczniej byłoby ich zabijać tuż po zachodzie albo przy paskudnej pogodzie. Wieczorem to można niezłą oprawę dać – pochodnie, wątła świeczka kapłana… No i więcej osób obejrzy widowisko.

Babska logika rządzi!

No właśnie. Dlatego imho narrative device – skazańcom wg fabuły ma się udać, więc egzekucja tuż przed świtem. Po zmroku byłoby bezpieczniej, bo kat chyba magii zbyt często nie używa? W sumie fajnie byłoby też dać jakiś foreshadowing, o co chodzi, bo ten cały kawał tekstu przed twistem sprawia wrażenia kolejnej nudnej obyczajówki fantasy, zieeeew. A gdyby po tekście były rozsiane wyraźne znaki, że coś tu nie gra, że coś się dziwnego dzieje, od razu by się lepiej czytało.

http://altronapoleone.home.blog

No, gdyby wysoko postawiony dostojnik wymusił zmianę czasu egzekucji… Powstałby nowy wątek. Kat mógłby ze zdziwieniem rozpoznać nazwisko wśród tych dyktowanych przez dziewczynę.

Babska logika rządzi!

W takim razie pokaż to, żeby nie sprawiało wrażenia światotwórczych baboli… Fantasy rządzi się swoimi prawami i jeśli się odchodzi od utartych schematów (czyli np. realiów odpowiadających w dużym stopniu realiom wybranej epoki realnego świata), to uzasadnienie musi znaleźć się w tekście.

 

Przyznam, że tej uwagi nie rozumiem. Jeżeli autor na początku zaznacza, że kat w danym świecie jest poważaną postacią i konsekwentnie się tego trzyma przez cały tekst, to chyba nie ma potrzeby rozpisywania się na temat przyczyn takiego stanu rzeczy. To nie burzy wewnętrznej logiki świata, dlatego mówienie w tym przypadku o światotwórczym babolu jest chyba na wyrost :) 

I po co to było?

Gdyby opowiadanie było poza tym bez zarzutu, zapewne przyjęłabym taki element świata z lekkim zdziwieniem, ale jako coś intencjonalnego z punktu widzenia autora. W przypadku tekstu, w którym sporo jednak zgrzyta na każdym poziomie, mam podejrzenie, czy “dostojnik” nie jest użyte zamiast np. “urzędnik”, które odwieszałoby niewiarę w mniejszym stopniu. Ten dostojnik zresztą nadal mnie razi, bo nic w tekście nie wskazuje na to, że funkcja kata w tym świecie jest pozbawiona zwyczajowego odium ciążącego na profesji. A wcale nietrudno to wpleść zgrabnie w narrację.

Dla mnie osobiście w fantasy porządne światotwórstwo jest podstawą – wymyślony świat powinien być wewnętrznie spójny i opisany (bez infodumpów) tak, żebym bez problemu wierzyła w tę jego spójność. Czasem fabuła bywa tak porywająca, że przymyka się oko na nielogiczności świata, ale to rzadkość.

http://altronapoleone.home.blog

Przykro mi to pisać, ale opowiadanie zdało mi się wyjątkowo nudne i w dodatku mocno przegadane. Zarysowany świat niczym nie zaciekawił, a drobiazgowe opisanie sześciu egzekucji z powtarzającymi się kwestiami Folamiego dodatkowo znużyło. Nie najlepszego wrażenia nie zdołało zatrzeć nawet zakończenie, które, jak mniemam, miało być zaskakujące.

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

Mam nadzieję, Abbadonie, że Twoje przyszłe opowiadania będą ciekawsze i zdecydowanie lepiej napisane.

 

które tak mu­sia­ły na co dzień wsta­wać przed pierw­szym kurem… –> Chyba miało być: …które i tak mu­sia­ły co dzień wsta­wać przed pierw­szym kurem

 

że­bra­ków, nie ma­ją­cych nigdy nic lep­sze­go do ro­bo­ty. –> …że­bra­ków, niema­ją­cych nigdy nic lep­sze­go do ro­bo­ty.

 

Lista ska­za­nych na śmierć rów­nież nie do­pi­sy­wa­ła. – Można dopisać coś do listy, ale pierwsze słyszę, aby to lista dopisywała lub nie.

 

Wy­star­czy­ło tylko po­pa­trzeć na ludzi, któ­rych życia przy­szło mu dziś za­koń­czyć. –> …któ­rych życie przy­szło mu dziś za­koń­czyć.

Życie nie ma liczby mnogiej.

 

nie była nawet w sta­nie stać o wła­snych si­łach… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

jak znisz­cze­nie oko­licz­ne­go mostu… –> Raczej: …jak znisz­cze­nie pobliskiego mostu

 

nawet trans­port su­che­go chle­ba dla świń za­opa­trzo­ny był w przy­naj­mniej troje straż­ni­ków. –> Nie wydaje mi się, by transport czegokolwiek mógł być zaopatrzony w strażników.

Zakładam, że strażnikami byli mężczyźni, a troje to grupka złożona z dwóch mężczyzn i kobiety, lub dwóch kobiet i mężczyzny.

Proponuję: …nawet trans­port su­che­go chle­ba dla świń był konwojowany/ strzeżony/ chroniony przez przy­naj­mniej trzech straż­ni­ków.

 

Zy­ska­li sobie dzię­ki temu pewną re­no­mę, może nawet po­strach w oko­li­cy… –> Można szerzyć/ siać postrach, ale postrachu nie można zyskiwać.

 

krzy­ka­cze i stra­ga­nia­rze usta­wia­li jesz­cze w głę­bo­kiej nocy, by roz­wi­nąć swoje kramy. –> Co krzykacze i straganiarze ustawiali w głębokiej nocy?

 

Z wy­ro­ku ja­śnie pa­nu­ją­ce­go nam Edwar­da da Ros­sier, króla Mię­dzy­lą­du i pod­le­głych mu krain, zo­sta­jesz ska­za­ny na śmierć… –> Raczej: …zo­sta­łeś ska­za­ny na śmierć

 

Czy masz ja­kieś ostat­nie słowa? –> Raczej: Czy chcesz powiedzieć ostat­nie słowo?

 

Wy­pro­sto­wa­na, pewna, z suchą god­no­ścią. –> Na czym polega suchość godności?

 

z god­no­ścią i za­cho­wa­ną twarz. –> Literówka.

 

– Ow­szem. – po­wie­dzia­ła ko­bie­ta. –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Chło­dem, od któ­re­go z Fo­la­mie­go w jed­nej chwi­li opu­ści­ły wszyst­kie po­dej­rze­nia. –> Literówka.

 

i całej nocy spę­dzo­nej w lochu, gdzie była bita i gło­dzo­na. –> Noc bez jedzenia to jeszcze nie głodzenie.

 

otwar­ta za­pad­nia, suchy trzask pę­ka­ją­ce­go karku. –> Wieszanemu może przerwać się rdzeń kręgowy, ale obawiam się, że kark nie pęknie.

 

miał bi­ceps grub­szy koń­skie­go uda i nogi jak pni drzew. –> Chyba miało być: …miał bi­cepsy grub­sze od koń­skie­go uda i nogi jak pnie drzew.

 

– Pier­dol się!!!!! –> Po co aż pięć wykrzykników?

 

Byłby to prze­ko­micz­ny widok, gdyby chło­pak nie był wy­chu­dzo­ny i po­bi­ty… –> Przed chwilą opisałeś skazańca: …miał bi­cepsy grub­sze od koń­skie­go uda i nogi jak pnie drzew. –> Czy tak wygląda wychudzony człowiek?

 

-Je­ba­ny…. –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza. Ten błąd pojawia się wielokrotnie w dalszej części tekstu.

Po wielokropku nie stawia się kropki.

 

Ten wy­bryk jesz­cze prze­dłu­żył jego wyrok… –> Raczej wykonanie wyroku.

 

Kilka razy do­tknął nawet drew­nia­nych desek… –> Masło maślane. Czy deski mogą być inne, nie drewniane?

 

Ci któ­rzy cze­ka­li na swoją kolej praz nie­któ­rzy… –> Literówka.

 

Wi­dział tylko głu­po­tę, za­że­no­wa­nie i wy­jąt­ko­wo gro­te­sko­wą kaźń. –> Mógł czuć zażenowanie, ale nie wydaje mi się, by mógł je widzieć.

 

Przed­ostat­nią ofia­rą była chudą, szczu­płą po­sta­cią, z su­chy­mi, sza­ry­mi wło­sa­mi. –> Przed­ostat­nią ofia­rą była chuda, szczu­pła po­sta­ć, z su­chy­mi, sza­ry­mi wło­sa­mi.

 

w jego obo­wiąz­ku po­zo­stał już tylko jeden czło­wiek. –> Raczej: …pozostał mu obowiązek tylko wobec jednego człowieka.

 

Tak na­ka­zy­wał oby­czaj. A Fo­la­mi ich z re­gu­ły prze­strze­gał. –> Piszesz o jednym obyczaju, więc w drugim zdaniu winno być: A Fo­la­mi z re­gu­ły go prze­strze­gał.

 

bo inni ska­zań­cy wła­śnie im zo­sta­wia­ją to kilka dro­bia­zgów… –> Literówka.

 

pod chudą skórą wy­raź­nie widać było każdą kość… –> Czy o skórze można powiedzieć, że jest chuda?

 

Nie był to pierw­szy, który na łożu śmier­ci… –> Nie był na łożu śmierci.

Proponuję: Nie był to pierw­szy, który w obliczu śmier­ci

 

Nie macie praw do tronu. Twój pan rzą­dzi nim nie­le­gal­nie. –> Rządzi tronem?

 

Nie ważne co ci wmó­wią… –> Nieważne, co ci wmó­wią

 

i nie znaj­du­je się nawet bli­sko do po­zio­mu, jaki mamy my! –> Dość nieczytelne zdanie.

Proponuję: …i daleko jej do naszego po­zio­mu!

 

Gdy chło­pak znów prze­mó­wił, mówił bar­dzo po­wo­li… –> Brzmi to fatalnie.

Może: Gdy chłopak znów się odezwał, mówił bardzo powoli

 

po­wie­trze wokół niego zgęst­nia­ło. Coś szarp­nę­ło nim od środ­ka i prze­bie­gło bły­ska­wi­cą po jego karku. Mgła za­kry­ła jego oczy. Czuł się, jakby roz­pusz­czał się cały świat, a on spa­dał. –> Nadmiar zaimków.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, przyznaję, idea stojąca za tym opowiadaniem jest nieco niejasna. W trakcie pisania wydawała mi się ona dosyć jasna, ale często tak jest, że fakty wydają się autorowi prostsze niż czytelnikowi. Bo ja już je znam. Będę o tym pamiętać przy następnej intrydze i dodam więcej foreshadowingu, niż tutaj.

Podobnie w kwestii doboru słów i tym podobnych

Powtórzę się za Drakainą i Finklą – początek mocno się dłuży. Próbujesz w nim zawrzeć jakiś dramatyzm, ale zbyt przeciągasz scenę opisami. Rozumiem, że herszt chciał przedłużyć egzekucję do wschodu, ale to musi być także atrakcyjne dla czytelnika. Ta wersja mnie osobiście niestety nie chwyciła, raczej utopiła w rzece detali.

Końcówka natomiast powiała ciekawością, a same zdania zakończenia to bardzo fajny haczyk. Tu mnie definitywnie chwyciłaś i aż szkoda, że się wszystko urwało.

Technicznie chropowato, ale to nic, czego nie da rady dopracować. Chwytaj przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Abbadon, na tym portalu jest zwyczaj poprawiania opowiadań, zazwyczaj na bieżąco. Ale możesz też wrzucić drugą, poprawioną albo i bardzo mocno zmodyfikowaną wersję (ale raczej nie kasuj tej, bo skasujesz też dyskusję, a ludzkość tego nie lubi) i zaznaczyć, że to jest nowe, mocno zmienione wcielenie opowiadania, które już było. Bo szkoda pomysłu.

http://altronapoleone.home.blog

Ale musiałabyś naprawdę mocno zmienić, bo czytania w kółko tego samego tekstu też nie lubimy.

Babska logika rządzi!

Ewentualnie w ogóle ścisnąć całą tę scenę i sprowadzić ją do prologu innego opowiadania.

http://altronapoleone.home.blog

Fajne :)

Przynoszę radość :)

Podoba mi się, że cała akcja dzieje się w jednym miejscu. To bardzo pomysłowe. Zakończenie super. Czekałem na nie i nie przewidziałem go. Według mnie solidnie napisane.

 

Pozdrawiam.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Nowa Fantastyka