- Opowiadanie: Wiktor Orłowski - Czas potworów

Czas potworów

Za uwagi i wspomnienia z dzieciństwa dziękuję: lk, sy, kam_mod i Piotrowi Skowronkowi. ;)  

Wesołych świąt! 

 

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji). Albo przynajmniej wejdź na tę stronę, inaczej Pan Miś będzie zły.

 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Czas potworów

– Pożrę cię.

Plątanina korytarzy tonęła w cieniu. Czarne ściany szyderczo śmiały się setką kusząco uchylonych drzwi. Chłopiec nie próbował już szukać tam ratunku – wiedział, że drzwi zatrzasną mu się przed nosem, kiedy tylko dotknie klamki.

Uciekał. Czarno-biała szachownica lśniącej posadzki wirowała przed oczami. Skakał tylko po białych kaflach; w jakiś sposób rozumiał, że te czarne uplecione są z cienia i zapadnie się w nicość, kiedy tylko na nie nastąpi.

Mięśnie pękały z wysiłku, w płucach kłuło, jakby zakrztusił się odłamkami szkła, ale biegł dalej. Wiedział, po prostu wiedział, że nie wolno mu było zwolnić. Potwór nadchodził.

Blisko. Coraz bliżej.

– Chodź tutaj…! – zasyczała śpiewnie zębata paszcza. Chłopiec czuł jej odór – ciężki, słodkawy smród zgnilizny, taki sam jak wtedy, gdy mama wyjechała na kilka dni, a tata zapomniał wynieść śmieci.

Mama po powrocie strasznie krzyczała.

Chłopiec teraz też krzyczał.

Nagle wpadł w ostry zakręt i poślizgnął się na stercie rozsypanych drażetek. Były białe, śliskie i kanciaste; ostrymi krawędziami boleśnie wbijały się w kolana. Szloch ugrzązł mu w gardle. To nie były cukierki, tylko zęby.

Ludzkie.

Oślizgła macka owinęła się wokół jego kostki i szarpnęła. Potwór rozwarł pysk i warknął:

– Pożrę cię…

– Nie! – krzyknął Antoś, z całej siły kopiąc w najeżoną kłami

kołdrę.

Zerwał się do siadu, rozkopując pościel. Mokra od potu piżama kleiła mu się do pleców. Rozgorączkowanym spojrzeniem usiłował ogarnąć swój pokój: czarny masyw piętrzącej się pod ścianą szafy, strzelisty regał na książki, biurko, nocny stolik. Na ścianie wisiał ten sam, znajomy plakat bohaterów Marvela – w ostrzegawczym świetle Latarni Bezpieczeństwa kostium Spider-Mana był czerwony jak krew.

Od podłogi bił nieznośny żar. Antoś pisnął cicho, słysząc, jak nogi jego łóżka przepalają się z cichym sykiem. Wykładzinę w samochodziki pokrywała gorąca, bulgocząca złowrogo masa. 

Pan Miś ze stanowiska na szafce nadawał komunikaty alarmowe:

– Kod czerwony: wykryto obecność Potworów Spod Łóżka. Kod czerwony: wykryto obecność Potworów Spod Łóżka…

– Pożrę cię…. – powtórzyła bestia, spinając się do skoku. Szarozielone macki rozłożyły się z obrzydliwym, lepkim mlaśnięciem. Antoś wstrzymał oddech.

W ostatniej chwili skrzypnęły otwierane drzwi.

– Kochanie, coś się stało? – spytała Mama. Miała na sobie przydużą nocną koszulę w kwiatki i rozdeptane kapcie. Jasne włosy opadały jej na twarz w nieładzie. Chłopiec zagryzł wargę, walcząc ze łzami. Mama nigdy jeszcze nie wydawała mu się taka ładna. – Miałeś zły sen?

– Tak – szepnął. – Potwory. Są pod łóżkiem.

Mama zdecydowanym krokiem wparowała do środka. Antoś aż podskoczył na łóżku.

– Uważaj! – wrzasnął. – Podłoga jest…!

…lawą.

Bulgocząca maź umykała spod jej stóp niczym stadko przerażonych gołębi. Tam, gdzie przeszła Mama, na powrót widniała wytarta, tania wykładzina w kolorowe samochodziki.

Potwory Czające się w Szafie aż prychnęły cicho, głębiej zagrzebując się w stos świeżo wyprasowanych koszulek. Stwór z Rogu Pokoju, ten kłąb najeżonej ostrymi szponami ciemności w miejscu, do którego nigdy nie dociera blask Latarni, z westchnieniem przylgnął do ściany. Podsufitnik o sześciu pajęczych nogach, za dnia sprytnie udający żyrandol, aż jęknął z bólu.

Nawet Trzy Dziki, które zawsze groziły chłopcu skokiem z regału, po wejściu Mamy na powrót zaczęły przypominać poskładane niedbale podróżne torby.

– To niedobrze – powiedziała ze śmiertelną powagą, przysiadłszy na brzegu materaca. – Nie powinno ich tam być, skoro ich nie zapraszaliśmy. To bardzo nieuprzejme. Mam zajrzeć pod łóżko i je wygonić?

Chłopiec poczuł, jak żołądek kurczy mu się ze strachu. Niepewnie skinął głową, a wtedy Mama, tłumiąc westchnienie, opadła na kolana i zajrzała pod łóżko.

– Potwory, a kysz! – powiedziała groźnie.

Blask Latarni Bezpieczeństwa zamigotał. Agresywna czerwień ustąpiła miejsca odcieniowi przydymionego pomarańczu.

– Protokoły bojowe aktywowano – poinformował sennie Pan Miś. Antoś odetchnął z ulgą.

Mama podniosła się z podłogi.

– Chcesz dzisiaj spać z nami?

– Nie, mamo – odparł, siląc się na spokój. Jak to mawiał dziadek Staszek: na miłość boską, miał już sześć lat! Nie mógł wiecznie siusiać w majtki i bać się własnej sypialni. – Teraz będzie już dobrze. Poszły sobie.

Mama przyglądała mu się przez chwilę z namysłem. W końcu schyliła się, by pocałować go w czoło i potargać włosy na czubku głowy, po czym życzyła mu dobrej nocy i cicho jak duch wyszła na korytarz. Antoś wiedział, że będzie stała tam jeszcze przez jakiś czas, z niepokojem nasłuchując. W końcu drewniane schody zaskrzypiały pod jej krokami.

Chłopiec został sam.

Sodowa latarnia na ulicy świeciła słabym oranżem; kolor przywodził mu na myśl słoik dżemu brzoskwiniowego. Antoś upewnił się, że jest dokładnie przykryty, nim odwrócił się plecami do ściany i naciągnął poduszkę na głowę.

Kątem oka zauważył, że lawa zniknęła. Nogi łóżka były nienaruszone, a podłogę znów kryła stara wykładzina.

Pan Miś na szafce bezustannie powtarzał komunikat:

– Kod pomarańczowy: możliwa obecność Potworów Spod Łóżka. Upewnij się, że stopy nie wystają spod kołdry. Kod pomarańczowy: możliwa obecność Potworów Spod Łóżka. Upewnij się, że stopy nie wystają spod kołdry…

 

Koniec

Komentarze

Opowiadanie z jednej strony jest poprawnie napisane, z drugiej jednak – dość nudne. Niby tekst odnosi się do wspomnień, ale te są jakby wyjęte z amerykańskiego filmu. Przez to opowieści brak poczucia indywidualizmu i autentyczności, które chyba są kluczowe przy przyjęciu takiej konwencji (nie licząc tego wspomnienia o rozsypanych zębach – to jest fajne).

I po co to było?

Cześć, Syfie! Dziękuję, że tutaj wpadłeś. :) Pozwolę sobie nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że elementy, do których się odnoszę, wioną Ameryką – to jak najbardziej stare i znane jak świat memy wyniesione z polskiego podwórka (jak pokazała krótka kwerenda, nie tylko mojego): podłoga jest lawą, na czarnych kaflach nie wolno stanąć, bo coś tam, a pod łóżkiem siedzą potwory. Zdaję sobie sprawę z tego, że potwór z mackami mógł nie straszyć po nocach każdego. Ale ja dalej pamiętam, jak łapał za gołą kostkę! ;) 

Pozdrawiam i życzę wesołych świąt. Mam nadzieję, że wpadniesz jeszcze do moich tekstów i przypadną Ci one do gustu. ;)

Hamerykański czy nie, mało oryginalny ten pomysł.

Ech, kiedy moja siostra była malutka i bała się złych czarownic, powiedziałam jej, że wystarczy ułożyć palce w kształt pistoletu i wystrzelić w czarownicę, mówiąc “Pi-ciu”. Zadziałało, przestała zawracać głowę. :-)

Babska logika rządzi!

Mama po powrocie strasznie krzyczała.

Chłopiec teraz też krzyczał.

To niezłe. Chociaż te teraz i czas przeszły trochę mi zgrzytają.

czarny masyw piętrzącej się pod ścianą szafy

Tu chyba lekko przesadziłeś. Jeszcze w życiu nie widziałem piętrzącej się szafy.

rozdeptane kapcie.

W sensie rozchodzone, zniszczone?

 

Sympatyczne całkiem. Napisane sprawnie, zarysowałeś niezły klimacik. Są potwory, jest miś. Jest fajnie. I jak zwykle, na kłopoty – mama. Tylko co to jest Latarnia Bezpieczeństwa?

Przeklejam pi razy oko z bety:

 

Fajnie zaczynasz, z hukiem – grasz na wyobraźni czytelnika, korzystasz ze znajomych wspomnień, straszysz też obrazowo (bardzo mi się spodobała przemiana drażetek w zęby – ładne). Niestety, całe napięcie siada z momentem pojawienia się mamy i potem już nic nie jest w stanie go odbudować. Tekst ma potencjał, ale nie do końca dobrze ukierunkowany.

 

A skojarzenia z amerykanizacją pomysłu jak najbardziej mogą się pojawiać, w końcu Amerykanie są mistrzami przekuwania dziecięcych lęków w wystrzałowe historie. Motyw strachów, co prawda z szafy, nie z łóżka, kojarzyć się może z “Potwóry i spółka”, a to dobra animacja i trudno, by 5k miniatura ją przebiła.

 

W polskiej popkulturze, memach i innych internetach też się ten wątek pojawia. Odwołanie się do znajomego doświadczenia jest zwykle dobrym punktem wyjściowym każdej historii, tak tutaj nie wyszliśmy poza właśnie punkt wyjściowy.

 

 

 

 

 

Ech, kiedy moja siostra była malutka i bała się złych czarownic, powiedziałam jej, że wystarczy ułożyć palce w kształt pistoletu i wystrzelić w czarownicę, mówiąc “Pi-ciu”. Zadziałało, przestała zawracać głowę. :-)

:D

 

A u mnie nie było potworów pod łóżkiem, bo miałam tapczanik i miałyby za ciasno, były za to krokodyle na dywanie.

Może w sumie nadal są, zaraz sprawdzę.

Zaczęło się nieźle, ale potem poszło w dość przewidywalnym kierunku. Całość wyszła sympatycznie, ale nie zapamiętam na dłużej. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Szorciak niemal udany, moim zdaniem. Najlepsze szorty to te, w których bazując na stereotypach i na tym, co czytelnik już zna (bo przecież nie ma miejsca, by stworzyć wszystko od podstaw) wprowadza się jakiś nowy element, coś co da świeżą perspektywę na wyświechtany temat. Ty natomiast ograniczyłeś się jedynie do tego pierwszego.

Tym niemniej tą część, którą zrobiłeś, zrobiłeś bardzo dobrze. Z trzech tekstów konkursowych, które przeczytałem do tej pory, ten jest zdecydowanie najlepszy. Zastanowię się jeszcze, czy wystarczy to na bibliotekę.

ironiczny podpis

Tekst jest poprawny, ale nie ma w nim nic, co by mnie ujęło. Mieszasz różne motywy nawiązujące do dziecięcych zabaw i lęków, niestety miałam wrażenie, że nic od siebie nie dodając. Historia jest przewidywalna – dziecięcy koszmar, na który najlepszą bronią jest mama. Nie poczułam również emocji dziecka, grozy sytuacji, jego strachu, dlatego po przeczytaniu tekst pozostawił mnie obojętną.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dzień bez laptopa i już się nazbierali. ;) Wybaczcie mi za zwłokę przy odpowiedzi, niestety z telefonu komentarze wychodzą paskudne. 

@Finklo, 

przyznaję, że skrajne miniaturki to niezupełnie moja bajka, więc w tym tekście nie zamierzałam uderzać ani w szczególną głębię, ani oryginalność. Motywem miały być sny, a że Wilk podjął ładną inicjatywę w intencji dzieci, to i chciałam poruszyć motyw dziecięcego bohatera i odwołać się do wspomnień z każdej nocy do dzisiaj dziecięcych koszmarków. Tekst miał na celu co najwyżej wywołanie uśmiechu i przywołanie Waszych wspomnień, więc widzę, że w tym zakresie działa. ;) (Ciekawe, czy “Pi-ciuu” podziałałoby na moje bydlę pożerające kostki? Ja się go nadal boję.)

 

@Ac, 

dziękuję za wizytę! Cieszę się, że tekścik Ci się spodobał. ;) Odpowiadając na Twoje pytania: kapcie były znoszone, spora szafa w oczach dziecka nocą może urosnąć do wielkości masywu górskiego (true story, zwłaszcza gdy masz wadę wzroku :<), a Latania Bezpieczeństwa to zwykła, świecąca na brudnopomarańczowo sodówka. Dzieciakowi wyrwanemu ze snu wydaje się, że jej światło jest bardziej czerwone – jak alarm ostrzegający przed potworami. ;)

 

@Kam_mod, 

dzięki za komentarz! Drażetki z zębów to mój prywatny świr – do dzisiaj czasami potrafi mi się śnić, że w jakichś niezrozumiałych dla mnie okolicznościach tracę zęby. I są to dla mnie przerażające sny, bo, na litość boską, lubię swoje zęby. Pozdrów ode mnie krokodyle (jak są)!

 

@Szyszkowy Dziadziu, 

dziękuję, że tu wpadłeś. :) Odwołam Cię, za pozwoleniem, do odpowiedzi udzielonej Finkli, bo jej komentarz był zbieżny z Twoim. Mam nadzieję, że z odmętów Dziadkowego doświadczenia dałeś radę wykopać swoje senne koszmarki z dzieciństwa!

A że nie zapamiętasz na dłużej – bez obaw, ten spod łóżka jeszcze o sobie przypomni…

 

@Issanderze, 

cześć, dzięki za komentarz! Cieszę się, że szorcik Ci się podobał na tyle, by rozważać pstryknięcie go do biblioteki. ;) Jak pisałam wyżej – chciałam pobawić się tu konwencją legendarnych Przekonań Z Podwórka (podłoga jest lawą!) i zafundować Wam z okazji świąt króciutki flashback do okresu dzieciństwa, może bez wielkich fajerwerków i głębokich treści wartych zapamiętania. ;) 

 

@Dogsdumpling, 

Witam na pokładzie. ;) Dziękuję, że zostawiłaś po sobie ślad, mimo że tekst Cię nie ujął. Co do kwestii “dodawania czegoś od siebie” spróbuję się jednak wybronić: jak już pisałam wyżej, prócz klasycznych memów (vide LAWA) przywołałam tu parę elementów z własnych snów, które męczyły mnie w dzieciństwie. Na przykład – te przeklęte wypadające zęby. Tak się składa, że mam wrodzoną dużą wadę wzroku z astygmatyzmem, więc po zdjęciu okularów nocą wnętrze pokoju wyglądało dla mnie kosmicznie – te wszystkie Ogromne Szafy, Pająk wiszący pod sufitem w miejsce żyrandola, albo skaczące na moje łóżko Trzy Dziki (autentyk. To były dziki. Nie pytaj, skąd, bo nie wiem). Być może krócizna sprawiła, że nie dałam rady oddać panującej wówczas atmosfery.

Dzięki za wizytę! ;)

Pi-ciuuu działa tylko, dopóki dzieciak wierzy dorosłym bez zastrzeżeń. Jak już ma swój rozumek i wie, że z lufy wskazującego palca naboje nie wylatują, to jest już o wiele trudniej. ;-)

Babska logika rządzi!

@Finklo, ja Ci święcie wierzę! Spróbuję w nocy! :D

przywołałam tu parę elementów z własnych snów, które męczyły mnie w dzieciństwie.

Hmmm… Nie do końca o to mi chodziło. Nawet jeśli częściowo korzystałeś (korzystałaś? ;-)) z własnych doświadczeń to i tak są one tylko składowymi koszmaru, mającymi taką samą wagę jak pozostałe elementy – np. lawa, i wpisującymi się w znany i bardzo mocno już wyeksploatowany motyw literacki – jakim jest dziecięcy koszmar (czy szerzej sen), przed którym ratuje mama/ rodzic. Nie wykorzystałeś tych elementów do zmodyfikowania czy odświeżenia tego motywu, tylko je w niego wpasowałeś bez żadnych przesunięć znaczeń czy innych zmian. Dodatkowo motywy zębów i przemiany znanych przedmiotów pod wpływem ciemności i lęku w potwory są dość powszechne; co do astygmatyzmu – ja tego nie wiem, a czytając tekst tego nie odczułam – nie pokazałeś, że akurat ten element wzbudza np. większy strach czy emocje albo pełni inną/ważniejszą rolę niż pozostałe “strachy”. A że od początku znamy sytuację bohatera, to te opisy są zgrabne, ale emocjonalnie letnie.

Wyszła taka trochę dobrze znana scenka rodzajowa.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Wykładzinę w samochodziki pokrywała gorąca, bulgocząca złowrogo masa

– masa czego? Roztopionej skały? Może lepiej: …bulgocząca złowrogo lawa. No chyba, ze to zupełnie coś innego…

 

Szort o potędze dziecięcej wyobraźni. I to takiej, która nigdy się nie wypali… Pocieszny szorcik. Czytało się dobrze, chociaż szkoda, że pozostałeś w tym klimacie nostalgii do samego końca i nie przełamałeś liniowej fabuły czymś bardziej efekciarskim. Wiadomo – nie chodzi tylko o to, aby zaskakiwać czytelnika… A może właśnie o to? ;)

@Blacktomie, 

cześć, dziękuję, że tu wpadłeś! Odnośnie “masy” – słowo to ma kilka znaczeń, jednym z nich jest, cytuję, “ciastowata, bezkształtna substancja”. Pozostanę więc przy masie samej w sobie, nie zaś masie czegoś konkretnego (rozumianej jako ilość albo ciężar substancji). ;) 

Co do zaskakiwania czytelnika, tu można dyskutować i dyskutować. :D Niemniej moim zdaniem nie zawsze trzeba odkrywać nowe koło, stare koło w innej odsłonie też może być przyjemne i zabawne.

Fajne, przyjemne (o ile przerażone dziecko, można uznać za przyjemny temat), dobrze napisane opowiadanie. Rzeczywiście brak tu czegoś mocniejszego, ale i tak dobrze się czytało. Fajnie budujesz napięcie na początku i aż się prosi, żeby ten potwór… No dobra, nie powiem, co ten potwór powinien zrobić, bo mój syn przez długi czas miał podobne lęki i było cholernie ciężko. A zęby rzeczywiście mocne.

 

@AQQ, 

dziękuję Ci za komentarz, osobiście uważam, że przerażone dziecko to bardzo nieprzyjemny temat. Ono wtedy krzyczy, a dziecięce wrzaski to koszmar sam w sobie. ;) Widzę, że moje prywatne wydziwianie na punkcie zębów przyjmuje się dobrze. Pozdrowienia dla Ciebie i syna! ;)

Mi się podobało. Dobrze napisane, fajnie wprowadzasz element grozy (mimo że to tylko wspomnienia z dzieciństwa – jakże prawdziwe – i może zrobiłeś to nieświadomie). Czuć klimat i to się ceni.

Pozdrawiam i powodzenia ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Tak. Kwestia rytmu zdania przy jego czytaniu. U mnie aż prosiło się, aby je zwieńczyć ;)

Kurcze, zdążyłem już zapomnieć jakie niebezpieczeństwo kryje się pod łóżkiem ;) 

Mnie tam się podobało :) Niby klasyczne dziecięce lęki, niby nic nadzwyczajnie oryginalnego, ale wszystko przyjemnie napisane. Jest fajny klimat, jest potwór spod łóżka, jest miś strażnik. Dla mnie bomba ;) I wcale nie jestem pewien czy dodatkowe efekciarskie “wodotryski” są tutaj niezbędne. Moim zdaniem to właśnie użycie tych najbardziej znanych dziecięcych leków/zwyczajów stanowi o sile tego tekstu.

No bo kto z nas nie bał się kiedyś potwora spod łóżka albo nie unikał “lawowych” kafli podłogi ;) ? 

 

Ja się nie bałam i nie unikałam. :-)

Ale ja jestem dziwna. Aha, i rodzice kupili telewizor już po tym, jak nauczyłam się czytać.

Babska logika rządzi!

@Danielu, dzięki za pozostawienie śladu po sobie. Cieszę się, że szorcik przypadł Ci do gustu. ;) @Leniwcze, witam Cię bardzo serdecznie i jest mi niezwykle miło, że moja wizja oraz stojące za nią motywacje wywarły na Tobie pozytywne wrażenie. Dzięki! A lawa była, zawsze była, skakało się z fotela na fotel, żeby sobie pięt nie usmażyć. #Finklaniepamięta:c Swoją drogą moją Najlepszą Książką Dzieciństwa była trylogia Bartimaeusa… A "Amulet z Samarkandy" zaczynał się dość specyficznie. Może to stąd te macki? Hm…

Po fotelach skakało się w ramach pojedynków szermierskich a la D’Artagnan. Ale to było trochę później…

Babska logika rządzi!

Pojedynki na lawie?! To już nie na ubitej ziemi?!

Na ubitym dywanie. Ale atakowanie z wysokości fotela daje jakąś przewagę. Co najmniej psychologiczną. I na filmach to ci muszkieterowie tak fajnie skakali, machając szpadami… Ach!

Żeście się przyssali do lawy. U mnie w domu nic takiego nie mieliśmy.

Babska logika rządzi!

Nie było lawy? To może jeszcze stawałaś na "liniach" na chodniku? ;)

Jest to bardzo prawdopodobne, bo zazwyczaj nie patrzyłam. A i chodniki miejscami były inne, z płytkami o boku 30 cm. A w pierwszej klasie miałam krok 75 cm, więc na “dużych” płytkach dokładnie co drugi trafiał w linię. Pamiętam, że kolega uczył mnie drobić malutkimi kroczkami po pół metra…

Babska logika rządzi!

Podobało się (klik). Pomysł może nie jest specjalnie rewolucyjny, ale za to uniwersalny (potwory spod łóżka nawiedzały przecież każdego).

Dobrze napisane, bez żadnych potknięć, sympatyczne ze swoim przesłaniem o potędze matczynej mocy, odpędzającej wszelkie Zło. Jest dynamicznie (co zręcznie oddałaś warsztatowo podczas biegu przez "szachownicę") tam, gdzie ma być dynamicznie. Jest niby-strasznie gdzie ma być niby-strasznie. I tę grozę nawet czuć (chociaż nie wiedziałem, że tyle tego dziadostwa czai się w dziecięcym pokoju).

Koszmar w pierwszej części zawiesza nas między jawą a snem i trochę odziera opowieść z fantastyki. Ale nie do końca to jest jasne, więc ten stan zawieszenia broni tekst gatunkowo. Opowieść ładnie ubrana w słowa i ładnie skomponowana. Od razu przypomniało mi się klasyczne opowiadanie Roberta Sheckleya "Duch V" znane również z łamów starej Fantastyki:

Gdyby Arnold się pospieszył… Usłyszał cichy chichot. Rozległ się w ciemności za przymkniętymi drzwiami pracowni. Przywołał wspomnienia z dawnych lat. Znów miał dziewięć lat i wrócił Zmrokotwór – jego Zmrokotwór– dziwne, chude, przerażające stworzenie, które kryło się za drzwiami, Spało pod łóżkiem i atakowało tylko w ciemności. "Zgaś światło", powiedział Zmrokotwór. "Nie ma mowy", odpowiedział Gregor, chwytając miotacz. W oświetlonym pokoju był bezpieczny.

 

Ps. Ja naciągałem też kołdrę na szyję, w obawie przed kąsającymi w szyję wampirami. Kołdra pod nogi i pod brodę – nie było wyjścia, trzeba było spać z podkulonymi nogami.

Po przeczytaniu spalić monitor.

@Panie Maras, 

Baardzo dziękuję za merytoryczny i obszerny komentarz (jeszcze ciut-ciut i pół tego szorta by wyszło :D) oraz klika do biblioteki. Cieszę się, że pomysł i zastosowane tu zabiegi warsztatowe Ci się podobały. Ano dużo tego było, a to tylko pokój – a przecież w domu straszy jeszcze łazienka, przedpokój, piwnica… Piwnica to już w ogóle temat na osobnego szorta. :< Wy też na korytarzu wbiegaliście po schodach jak najszybciej, gdy zgasło światło, żeby potwór nie zdążył do Was dobiec z piwnicy?

Roberta Scheckleya nie znam, znów zapewne wypada mi poznać! 

 

Ad. PS – zawsze można było spać pod dwiema kołdrami przesuniętymi względem siebie. Albo zakryć nogi kocem. Albo nie urosnąć dużo!

 

 

Początek tak ładnie namalowany, że mnie wciągnąłeś do tego koszmaru. Podoba mi się, że historyjka balansuje na granicy dziecięcej naiwności i klimatu grozy. Jedynie Mama za mało przejęta, skoro mały regularnie ma takie przygody. Prosty pomysł nie jest wcale wadą – koszmar jest bardzo indywidualny, ja kibicowałam Antosiowi i mam nadzieję, że Potwory Spod Łóżka polegną prędzej czy później. Żałuję, że sama nie byłam równie waleczna, kiedy miałam sześć lat. Na swoją obronę dodam, że nie miałam takiego fajnego Misia.

 

Antoś upewnił się, że jest dokładnie przykryty

 

Urocze :)

Napisane zgrabnie. Ale… Rzeczywiście scenka rodzajowa. Brakuje końcowego mocnego akcentu. Typu "w ciemności pod łóżkiem zalśniła głęboka czerwień pionowych źrenic"…;)

 

Jakbym oglądał kadr z filmu “Potwory i Spółka”. Moje pierwsze opowiadanie przeczytane na tym portalu. Niestety całkowicie odtwórcze wobec pierwowzoru. Rozczarowałem się:(

Twój pierwszy, “merytoryczny” komentarz na portalu, BlackSnow, również rozczarowuje.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bardzo ładnie napisane, świetny klimat na pograniczu prawdziwego horroru a nostalgicznego, nieco nawet ciepłego wspomnienia. Zamieszkujące pokój potworności przedstawiłaś niezwykle pomysłowo i barwnie.

Ale, jak już wielu zauważyło, rzecz jest scenką, nie historią, brak zakończenia, czy choćby odrobinę zaskakującego, mocniejszego akcentu na końcu ogranicza przyjemność z lektury. A szkoda, bo mogłoby być coś znakomitego, a przynajmniej zapamiętywalnego. 

Aha:

Żongler, skąd grafika? Twoje? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

I znów hurtowo:

 

@Żonglerko, woah, jaka śliczna grafika. O.O Pasuje mi tu idealnie. Dziękuję Ci za nią (oraz komentarz) i cieszę się, że tekst Ci się spodobał. ;) A co do tego, że mama jest mało przejęta – no właśnie, skoro młody odstawia takie akcje dość często, to wypędzanie potworów słynnym “A kysz!” jest chyba dla niej rutyną? Trochę litości dla tej kobiety, toż ona z łóżka wyrwana, na rano do roboty ma… Fajny miś to podstawa, razem z nadającą sygnały barwne Latarnią.

@Rybaku, cóż za dyskryminacja! Życie pokazuje, że najgorsze koszmary czasami potrafią mieć źrenice okrągłe i jak najbardziej ludzkie.;) 

@Black Snow – niestety rozczaruję Cię, nie oglądałam “Potworów i Spółki”, toteż nie możemy tu mówić o “pierwowzorze”. Szkoda, że tekst nie przypadł Ci do gustu – mam nadzieję, że inne będą. ;) 

@DłuższeŻycieKażdejPralkiToThargone, cześć! Dzięki za wizytę. Cieszę się, że moja wizja odmalowania klimatu zdobyła Twoje uznanie. Uwagi krytyczne (zbieżne z uwagami większości) przyjmuję, jednak wolałabym pozostać przy tej wersji wydarzeń. Mimo wszystko mam nadzieję, że o Trzech Dzikach i Podsufitniku będziesz pamiętał, inaczej same CI się w nocy przypomną. 

Och, no ok, macie rację, temat oklepany, scenka jak setki innych, zaskoczenia brak. Ale to jest takie urocze! Takie urocze, że ode mnie biblioteka. :)

Cóż mogę rzec? Szkoda, że mamuśka zneutralizowała potwory i dobro zwyciężyło. Gdyby jednak, gdy pochyla się nad łóżkiem, coś ją wciągnęło, mogłoby być zdeeecydowanie ciekawiej ;)

Tak sytuacja chłopca jak i komunikat Misia.

 

Początek z jednej strony fajny, bo te zdania o posadzce i płucach ukazują tożsame dzieciom przerysowanie i przesadę, z drugiej – zdanie o zostawionych przez ojca śmieciach (XD) nadaje mu nutkę komizmu. Myślę, że konsekwencja lepiej by się w tym miejscu sprawdziła.

Później jest… dość standardowo. Ładnie napisane, ale brak mi było jakichś większych zaskoczeń, a takie krótkie tekściki powinny chyba stać twistem. Albo przekazem. U Ciebie – ot, scenka z dzieciństwa.

 

Swoją drogą, przypomniała mi ona ten stary filmik ;) Taka przestroga, żeby zza tej kołdry jednak nie wyglądać, bo tylko wtedy będzie stanowiła szczelną tarczę.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

He he, może i przypomną, ale jakby co, to mam na podorędziu cztero-prawie-pięciolatka, który twierdzi, że potwory są tylko w bajkach, a nie pod jego łóżkiem, bo tam mieszkają książki. Istnieją tylko szkielety, ale tych się nie boi (no może poza ognistymi szkieletami, te parzą) gdyż są zrobione z kości i można je rozbić. Poza tym każdy ma w środku szkielet, który zostanie po tym, gdy się umrze. Ale ja umrę pierwszy, bo jestem starszy… Uff. I weź tu strasz dzisiejsze dzieci. Przy takim twardzielu żadne Trzy Świnki mi nie straszne. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ha, ja mam do takich tekstów i historii słabość, bo pamiętam, jak mój syn, wówczas dwuletni, wymyślił sobie, że za jego łóżkiem mieszkają potwory z podwójnego lasu. Do tej pory nie mam pojęcia, jakim cudem on w ogóle sformułował wówczas takie zdanie i wciąż jestem pod wrażeniem.

I cały czas myślę, że gdybym miała kiedykolwiek napisać coś dla dzieci, to musiałoby być to coś z tym tytułem: “Potwory z podwójnego lasu”.

@Ocho, i o to chodziło! Cieszę się, że Cię ujęło i dziękuję za klika. ;)

@AleżPanieHrabio – żeby mamusi tak źle życzyć? Zrozumiałe, gdyby to była teściowa, ale rodzona matka? Co się zaś rozważań o śmieciach tyczy, to wiesz, sposób myślenia dziecka, o ile go dobrze pamiętam, jest taki, że tam wszystko leci jak w kalejdoskopie, miliard pomysłów na raz, miliard anegdotek, bzzzzz, tak dużo informacji na raz do zapamiętania, a poza tym to, co mama mówi, jest zazwyczaj Bardzo Ważne, bo jak się nie zapamięta, co Mówi Mama, to mama ma przykry zwyczaj krzyczeć i obcinać kieszonkowe, toteż sam rozumiesz, że pewien słowotok dziecka może być tu zasadny… I takie tam. ;)

@Thargone, daj mję tego pięciolatka na przeszkolenie ze szkieletów. Już go – wyjątkowo – lubię. Ciocia Wiktor też lubi się bawić szkieletami.

Pssst. Umrzesz pierwszy, bo jesteś starszy!

 

@Ocho po raz drugi – wytłumaczenie frapującej wypowiedzi Twojego dwulatka jest kuriozalnie proste. 

.

.

.

.

.

Za jego łóżkiem mieszkały potwory z podwójnego lasu!

żeby mamusi tak źle życzyć?

No i wyszło, żem drań bez serca :/

Niemniej, intencje me były w rzeczywistości szlachetne, pani Wiktorze. Myślę, że w tym przypadku fantazja dziecka nieco przekłamuje rzeczywistość, a pod łóżkiem kryją się co najwyżej potwory łaskoczące bądź też istoty z krainy szczęśliwości. Wciągnięcie matuli do ich hrabstwa wcale nie skutkowałoby jej krzywdą ;)

toteż sam rozumiesz, że pewien słowotok dziecka może być tu zasadny

A nawet snotok!

Dobra, niech Ci będzie. Pewnie lepiej ode mnie pamiętasz, jak w podobnych sytuacjach czuje się 6-letni chłopiec ^^

 

Ach, zapomniałem jeszcze nadmienić, że urzekł mnie fragment o zębach-drażetkach. Zdecydowanie najlepszy moment tego szorta ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

@Ależ Panie Hrabio, 

moją intencją nie było bynajmniej odmówić Panu praw do tego organu. Hrabiowskie serce z pewnością jest, coś tam tłoczy i być może okazyjnie zabije mocniej. 

Pragnę jednakowoż nadmienić, że jeśli podchodzi jaśnie Hrabia z tak frywolną swobodą do zagadnienia łaskotek, znaczy to niechybnie, że nie był Pan nigdy porządnie połaskotany (tudzież nie ma Pan aż takich łaskotek, czego należy powinszować).

Cieszy mnie Hrabiowska sympatia i uznanie dla drażetek. Wreszcie moje paniczne lęki do czegoś się przydały! 

 

PS. Czy sześcioletni chłopcy bardzo różnią się w odbiorze potworów (i mamy?) od sześcioletnich dziewczynek? :D

Ostatecznie wróciłem i odesłałem tekst do biblioteki.

Powodzenia w konkursie.

ironiczny podpis

Dzięki, Issanderze! Cieszę się, że Potwory Spod Łóżka jednak nie dały o sobie zapomnieć tak łatwo. ;)

Ciekawa oraz sprawna interpretacja klasycznych dylematów z dzieciństwa :) Tylko poza tym właściwie ostał mi się w pamięci ten miś od komunikatów – fajny był :)

Klasyczny więc koncert fajerwerków, poprawnie wykonany. Jednak nic ponad to. Ot, dobry utwór do obiadu.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@NWM – to nie dylematy, to czyste dramaty! Horrory! :D Cieszę się, że Pan Miś zdobył Twoją przychylność, podobnie jak sam tekścik – w założeniu niczym więcej niż “dobrym utworem do obiadu” być nie miał. A właściwie do obiadu to nawet za krótki – tylko do zupy. ;) 

“Koncert fajerwerków” to chyba Twoje ulubione wyrażenie!

Krótkie, więc czytało się dobrze, ale jednak historia zbyt banalna, bez mocnej puenty (istotnej w opowiadaniach tych rozmiarów).

A mi się podobało, o! :D.

I z bety nie będę przeklejać z moich komentarzy, bo wszystkie można podsumować tym jednym zdaniem :D.

 

Powodzonko w konkursie, Wiktorze! 

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Sympatyczne :)

Zmory z dziecinnego pokoju. Zawsze straszą, te cienie i dźwięki, gdy wyobraźnia pracuje. I ja je miałam. Każdy ma też swoją przytulankę i mamę (daj boże, aby miał). Mamy czasami nie pomagają, za to misie zawsze dają znaki i nawigują naszą łódkę na morzu strachów i oceanie przerażających snów. Też pomagał mi mój miś w nocnych przygodach i zmaganiach z potworami. Kiedyś myślałam, że może to być wyłącznie miś, dzisiaj wiem, że i inni pomagają. Czasami jest to osioł lub pingwin, a niekiedy Aksamitny Królik.

Wiktorze podoba mi się Twoje opowiadanie. Może z lawą bym dyskutowała :). Preferowałabym ruchome piaski lub bagno, przepaści, szczeliny.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Od zawsze wiadomo i wiedzą to chyba wszyscy, że szafy w dziecinnych pokojach są siedliskiem postaci przestrasznych, że te strachy, które nie mieszczą się w środku, włażą na szafę i szczerzą kły z wysoka. A poza tym nigdy do końca nie wiadomo, co siedzi w szufladzie ze skarpetkami i całe szczęście, że są jeszcze bezpieczne półki z dzielnymi misiami.

Był kiedyś taki strach, który mieszkał w naszym domu na strychu, na drugim piętrze i zawsze kiedy musiałam tam po coś pójść, i potem wracałam do mieszkania na parterze, pomykał za mną, aby zaatakować znienacka. Chyba miałam szczęście, bo na dół zbiega się łatwiej niż włazi z piwnicy na wyższe piętro i pewnie dlatego nic mi się nie stało, że zawsze w ostatniej chwili zdążyłam dopaść drzwi mieszkania.

Dlatego bardzo rozumiem lęki Antosia, bo są bardzo uzasadnione i jeszcze fajnie opisane. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Marcinie, dzięki za wizytę i komentarz. ;) Pozostanę jednak przy stwierdzeniu, że opowiadanie działa, jak powinno, i bez mocnej puenty.

 

@Sy, Anet – dzięki, cieszę się, że się podobało! 

 

@Asylum – bardzo mi miło. :) Ale z lawą się nie dyskutuje! Po prostu PODŁOGA JEST LAWĄ i tyle! :D

 

@Reg, miło, że wpadłaś. ;) U mnie w domu był potwór chyba tego samego gatunku, ale zasiedlał piwnicę. Za każdym razem, kiedy mama wysyłała mnie do piwnicy po ogórki, po zamknięciu drzwi w jakiś przedziwny sposób wyłaził i biegł za mną do mieszkania. Trzeba było biec, i to SZYBKO! Ale w moim przypadku było pod górkę. :C

Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. :D

Podobało mi się, Wiktorze, choć nie nazwałbym tego opowiadaniem, to zaledwie scenka. Przyznaję, że ciekawie opisałeś wszystkie “potwory”. :) Nie brak Ci wyobraźni, ale najważniejsza warstwa tekstu “dlaczego i po co” niestety jest bez wyjaśnień. To, że wszystkim dzieciom na jakimś etapie dzieciństwa śnią się potwory, to każdy wie. Liczyłem, że podasz jakiś powód, umotywujesz obawy, a może nawet dorzucić jakąś refleksję, ale brakuje tych elementów. W ogóle jakichkolwiek, co wykraczałoby poza ramy scenki. Trochę szkoda, bo fantazyjnie przedstawiłeś problem. W ramach konkursu, ale bez głębszej myśli.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Tekst jest poprawny, czyta się lekko.

Sen: jest. Fantastyka: nie ma. A przynajmniej nie w tym znaczeniu, o który chodzi, gdy sięga się po coś do czytania. Bo ostatnią scenę odbieram bardziej jako wyobraźnię dziecka (lub ponowne przyśnięcie), niż jako element tego, co w świecie opowiadania się dzieje.

 

Całość sympatyczna, ale niestety nie ma zaskoczeń.

 

A stopy zawija się kołdrą nie tylko w ochronie przed potworami ze snów. Jakiś czas temu widziałem obrazek, na którym sugerowano, ze to chroni stopy przed potworami miauczącymi :P

 

Podobają mi się opisy. Czuję strach Twojego bohatera. Można przypomnieć sobie, jak to było, gdy w nocy rzeczy znajome stawały się wielkie, groźne i tajemnicze.

Czyta się płynnie, scena sama maluje się przed oczami. Językowo całkiem dopracowane.

Jednak rzeczywiście brak tu zakończenia, które wywołałoby jakieś „wow”. 

Niestety zdecydowanie za krótkie, zgadzam się z jednym z przedmówców – to właściwie jedna scena, a nie opowiadanie. Uważam również, że styl wymaga doszlifowania. Brakowało mi w tym wszystkim celu (poza zgłoszeniem na konkurs ;) jakiejś myśli przewodniej, która miała tu zostać przekazana.

@Darconie – dziękuję za wizytę i absolutnie się z Tobą zgadzam, że ten szorcik jest zaledwie jedną scenką. Od początku uznałam, że przy tak niewielkim zasobie słów nawet nie warto porywać się na cokolwiek o bardziej rozbudowanym wątku. Cieszę się, że wizja moich potworów przypadła Ci do gustu mimo braku wyjaśnień ich obecności w sypialni Antosia. :D

 

@Wilku – nad tą fantastyką to można polemizować. Definicje gatunku są baaardzo szerokie i płynne, a istnieje cokolwiek szeroki nurt literatury onirycznej, która o fantastykę też się ociera. Celowo zresztą pozostało niedopowiedziane, czy potwory, które Antoś widział już po przebudzeniu (sic!) są dalej przywidzeniem, czy rzeczywistością. Myślę, że nie ma co się tu przepychać. :)

Potwory miauczące to też potwory, brrr!

 

@Jupiterze – cieszę się, że odczucia bohatera trafiły do Ciebie, i że przypomniałeś sobie czasy własnego dzieciństwa – do tego właśnie ta scenka miała posłużyć. ;) 

 

@Geist – myśl przewodnia niejako została zrealizowana, wnosząc po powyższych komentarzach, a był nią uśmiech nad własnymi głupstwami i lękami wieku dziecięcego (PODŁOGA JEST LAWĄ!) i trwająca sekundę, nostalgiczna podróż do siebie samego z wieku lat pięciu. A że za krótkie, co ja poradzę, panie, taki mamy (k)limit. :<

Ponadto byłabym bardzo zobowiązana, gdybyś mógł rozwinąć to, co w stylu doszlifowania wymaga – póki co z komentarzy odebrałam raczej, że jest z nim całkiem nieźle. ;)

 

Dziękuję Wam za wizytę! (I przepraszam za szczątki. W sensie zwłokę.)

Nowa Fantastyka