- Opowiadanie: PiotrSkowronek - Pieśń Beliara

Pieśń Beliara

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Pieśń Beliara

 

 

 

 

 

 

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.

Fryderyk Nietzche

 

 

 

I

A więc witajcie w płynnej czasoprzestrzeni…

Mogłabym napisać, że w teraźniejszości lub coś w stylu „oto, tu i teraz”, lecz po prostu nie wierzę w „teraz”, bo nic takiego jak chwila obecna po prostu nie istnieje i nigdy nie istniało. „Teraz” jest tylko iluzją, abstrakcyjnym punktem w ciągłym ruchu, zmianą, umowną granicą pomiędzy przeszłością, a przyszłością. Tak, tak, wiem. Jeśli nie istnieje „teraz”, nie istnieje też „wtedy”, ani przeszłe, ani przyszłe. No dobrze, więc jeśli coś miało miejsce, WYDARZYŁO SIĘ, znaczy to, że było. Ale przyszłość? Nic bardziej mdłego i nikłego od tak zwanej przyszłości wymyślić nie można. Czas jest względny, jest też w zasadzie naszym, czyli ludzkim wynalazkiem, bo tylko istoty tak plugawe, jak my, ludzie, mogły go wymyślić. Niedługo powiem o NICH, nie chcę jednak uprzedzać wypadków. Weźmy teraz (ech, „teraz”) pod uwagę zegarki.

A więc wskazówka sekundowa i jej konsekwencje. Drogie dzieci, zamknijcie ryjcie i piszcie. Bo będzie ważne!

Gdyby wystrzelić w kosmos zegar, a jego wskazówki zostawiałyby ślad świetlny, moglibyśmy ujrzeć fluorescencyjną śrubę. Tak wygląda czas. Tak naprawdę nie wiemy czym jest egzystencja, jak więc możemy określić „tu i teraz”? Ale próbujemy, pomimo wszystko, łapiąc się kurczowo chronologicznych protez, mających uchronić nas przed nieuniknionym. Najłatwiej będzie, jeśli na chwilę znowu stanę się człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu i napiszę, że wszystko to wydarzyło się trzy miesiące temu i działo się naprawdę, a przedstawione tu osoby są jak najbardziej realne i żyją.

 

II

W niedzielę wieczorem ujrzałam światłość. Nie, nie był to zwykły blask, światło. To była ona – ŚWIATŁOŚĆ.

A potem nastał mrok i mogłam dokładnie policzyć gwiazdy migoczące na niebie, tuż nad blokowiskiem. Niemal mogłam ich dotknąć palcami. Okno lekko zaparowało. ON spał obok zupełnie spokojnie. Mój kierownik, pan z IKEI. Początki zwykle bywają trudne, ale potem już poszło. Dosłownie, potem. Śmierdział potem, ale pracy człowiek nie wybiera. Nie w tej cholernej gospodarce wolnorynkowej. Po prostu wzięłam to, co było pod ręką.

I wtedy zaczęło się zjawisko. ŚWIATŁOŚĆ, która wyrwała mnie z okowów snu, wróciła. I zaczęła blaknąć, przybierając kształt lewitującej kuli, stała się zwyczajnie świecącym punktem i wciąż ciemniała, aż ujrzałam mężczyznę chodzącego po krawędzi dachu. No dobrze, nie był to do końca mężczyzna, a raczej była to po prostu postać zarysowana na tle nieba. Czarny KTOŚ. Chodził tam i z powrotem, co z mojej perspektywy wyglądało, jakby chodził w lewo, zawracał i szedł w prawo. Tam i z powrotem i tak kilka razy. Przystanął wreszcie na środku swojej trasy i tak trwał, niczym słup soli. Miał chyba na głowie kaptur i zapalił papierosa, chociaż to mogły być jego płonące w mroku oczy. Poczułam, że mnie widzi, co oczywiście nie było możliwe, prawda? Żył sobie w swoim świecie, w niezależnej czasoprzestrzeni i chodził po dachu. Uprawiał samobójstwo rozłożone na raty w postaci dawek nikotyny. A ja? Ja tylko przeleciałam obcego faceta i w zasadzie również wystawiałam swoje życie na wielkie niebezpieczeństwo. Jeszcze kilka tygodni i zrobię badania na kiłę i HIV. A jutro w pracy udam, że tego pana znam nawet mniej niż dziś wieczorem. Tak sobie wtedy myślałam.

Niespodziewanie zaczęłam widzieć w ciemności. I trwało to co najmniej godzinę, a może całą wieczność. Nagle zrobiło się rano, a obcy facet zniknął z łóżka. Z łazienki dochodziły dźwięki płynącej pod prysznicem wody i fałsz imitujący jakiś klasyk z radia któregoś-tam.

Gwiazdy zniknęły, nieznajomy w kapturze również. A potem przypomniałam sobie sen. Nieznajomemu wyrosły skrzydła i odleciał w dal.

– Na imię mam Beliar. – Mogłam słyszeć jego myśli. Lecz to był tylko sen, pomyślałam. Tylko śniłam, prawda?

 

III

Jedyną pożyteczną rzeczą, jakiej nauczyłam się podczas pracy w IKEI jest robienie drinków, głównie z malibu. Jest to mój ulubiony alkohol, póki co. Wszystko pokazała mi koleżanka. Poza tym lubię chodzić pośród niczego nieświadomych klientów sklepu i nasłuchiwać.

– ONA połyka wszystko, co ON jej powie, jak pelikan. – Usłyszałam pewnego razu. Przy innej okazji zaś schwytałam kultowy tekst, a mianowicie:

– Okulbaczona ONA.

Kiedyś spacerując pomiędzy kartonami usłyszałam rozmowę dwóch magazynierów:

– Stefan został marynarzem, bo gówno unosi się na wodzie.

Pewnego razu jednak usłyszałam coś z zupełnie innej beczki – syk węża.

Dźwięk płynął pomiędzy kartonami i zaczął ulegać przemianie w ludzki głosu, ale brzmiał inaczej, obco.

– FORNAL PIEKIEŁ, GRABARZ JAŹNI – wycedził KTOŚ albo wycedziło… TO COŚ?

A potem uderzenie zrzuciło kilka kartonów z bardzo wysoka i z krzykiem puściłam się pędem w stronę toalet, żeby znaleźć bezpieczne schronienie. W drzwiach obróciłam się i ujrzałam siedzącego wysoko na hali, na metalowych konstrukcjach, dresiarza palącego papierosa. Trzasnęłam drzwiami i zamknęłam się w kabinie.

Jeśli to on zrzucił paczki, wszystko pokażą kamery, myślałam wtedy.

Gdy wróciłam na halę, personel, włączając mojego znienawidzonego kierownika, oglądał porozrzucane fronty mebli Bodbyn. Dresiarz zniknął. Dało się słyszeć łopot w rodzaju uderzeń wiatraka – albo skrzydeł wielkiego ptaszyska – i kilka kolejnych kartonów spadło z jazgotem po drugiej stronie magazynu.

Krzyknęliśmy w przestrachu, a przez magazyn przemknął wielki cień.

 

IV

– EGO NA CAŁEGO – gulgotał ochryple Beliar. Wreszcie poznałam się na nim.

– KAŻDY ROBI TO, CO LUBI – dodał.

– Zakręcony jesteś, jak baranie rogi – rzekłam wspierając ręce na mych, niezbyt szerokich biodrach. Wpadł, jak mucha do sieci pająka. Wiedziałam, że nie należy się bać, a wyjść naprzeciw koszmarowi. Teraz też myślę, że z siłami zła albo może nawet „zła” zadawać się można na trzy sposoby – uciekać, walczyć albo zaprzyjaźnić się z nimi. Dopiero ostatni sposób zadziałał. Beliar pod postacią skrzydlatego potwora lubił masakrować magazyn. Nad rozwartą, brązową, wielką niczym łopata dłonią o długich pazurach, generował kulę energii, a potem ciskał nią w dowolnym kierunku, unikając jednak zabijania. Lubił destrukcję, ot, takie hobby. Niszczył przedmioty. Robiłby to nawet, gdyby mu za to nie płacili, lecz w piekle prędzej czy później znajdzie się pracodawca dla tak utalentowanej bestii.

– Lepsza czasoprzestrzeń… – szepnęłam zafascynowana. Wtedy przybrał postać łysego dresiarza i wziął mnie tam, między pudłami, poza zasięgiem oczu kamer. Lubił też opętywać mężczyzn i kobiety, a potem aranżować niewielkie ekscesy natury erotycznej. Niejedną twarz ma zniszczenie. Nie, nie zabijał, lecz zdarzało mu się niszczyć ludzkie emocje, wchodził do umysłów, jak kornik do starej, dębowej nogi stołu i drążył, aż wygniła im dusza. Był w tym dobry, naprawdę dobry. Jeśli w ogóle słowo „dobry” w kontekście demona jest w jakikolwiek sposób uzasadnione. Nikt jednak nie może zaglądać w otchłań bezkarnie i teraz już, no dobrze, „teraz”, też jestem po części, jak on. Nie, nie opętuję i nie jestem nieśmiertelna, ale nie potrzebuję snu. Jego oczy, te przepadziste zwierciadła, studnie bez dna, na dobre rozszczelniły i tak rozklekotany kadłub mojej duszy, tę łódź podwodną, poluzowując niejedną śrubkę i nit.

Nikt nie może zaglądać w oczy demona bez konsekwencji. Dają władzę i… Odbierają godność.

Gdy pewnego dnia do pracy koleżanka przyszłą w czarnym T-shircie z nadrukowaną białą „ręką Fatimy” zwaną przez Żydów „ręką Miriam”, poczułam dziwny lęk i mdłości. Udałam się do łazienki i zwymiotowałam. Okres się spóźniał. Wtedy skojarzyłam fakty: byłam w ciąży z moim kierownikiem, chociaż przecież zabezpieczyłam się, a prezerwatywa nie pękła. Myślałam nawet przez chwilę o zapłodnieniu przez demona. Wątpiłam we wszystko, nawet zdrowie swojego umysłu.

To nie mogło się zdarzyć, konstatowałam na powrót w kwestii romansu z szefem i po chwili dodawałam w myślach, że przecież minimalne ryzyko istnieje zawsze. A może gdy spałam, on…?!

Wtedy humor poprawiał mi mój prywatny Beliar. Nagrania z kamer pokazywały, że jestem nieco szalona, chodzę miedzy kartonami, a pudła same spadają na podłogę z hukiem. Czasami towarzyszyły temu rozbłyski światła. Kierownik osiwiał. Wywalił mnie z roboty, a miało być tak pięknie. Dobrze, że nie powiedziałam mu o dziecku, bo pewnie spróbowałby udusić mnie gołymi rękami. Mógłby spróbować. Jak dobrze jest mieć czasami sprzymierzeńca z piekieł!

 

V

Oko nocy odpoczęło na szybie ciemnego akwarium. Księżyc w pełni. Na szczęście umiejętność widzenia w ciemności posiadłam na stałe. W biurze kierownika panował całkowity mrok. Zabrałam z łazienki płyn do mycia toalet i wlałam do dwustulitrowego zbiornika. No cóż, chciałam odejść z wykopem…

I wyszłam na wyludnione ulice. Ci zaś, którzy tamtej nocy patrzyli w niebo, widzieli niezidentyfikowane światła. Ja zaś wiedziałam, że to moi nowi opiekunowie, bracia i siostry, przyszli po mnie, wchłonąć ostatnią cząstkę mocy, którą w sobie posiadałam i unicestwić resztę mej ludzkiej, jakże śmiertelnej istoty. „Teraz” zaś tkwię oto, choć bliższe jest to wirowaniu, w tej czasoprzestrzeni o rozmytych krawędziach. Stoję zupełnie naga pomiędzy światłem, a ciemnością, nie żywa, ale i nie martwa, gdzieś na styku zimnego i ciepłego powietrza zaświatów. Błyskawice trzaskają. Elektryczność spala mnie i ożywia. Wygnana i wybrana. Zawsze i nigdy, bo jeśli nie istnieje „teraz” i „wtedy”, nie ma też zawsze i nigdy. Znalazłam się oto po odwrotnej stronie sekund, w skończonym świecie, który jednak nie zna granic, okrągłym jak Ziemia i jednocześnie płaskim oraz wypalonym, niczym piekło.

 

VI

A więc witajcie w płynnej czasoprzestrzeni…

Mój kierownik z IKEI jest teraz moim mężem, a ja jestem w trzecim miesiącu ciąży. Jednocześnie moim kochankiem jest mrok, a imię jego Czterdzieści i Cztery, eeee, to znaczy Beliar. Przedwczoraj poszłam na strzelnicę w ramach „nowego hobby”, czyli po prostu chciałam zabić pana kierownika i nasze nienarodzone dziecko. Dziś rano obudziłam się z potwornym bólem głowy w miejscu, gdzie jeszcze wczoraj przystawiałam lufę. Kula przeszła na wylot. Widziałam przez bardzo krótką chwilę mój mózg rozbryźnięty na suficie, a potem moja dusza, świadomość czy oko jaźni odleciało w przestworza, przez sufit, beton i chmury, aby rozświetlić w tajemniczy sposób nocne niebo. Widziałam siebie, jak spaceruję po ulicy po tym, jak z pracy wyrzucił mnie szef, widziałam siebie, a raczej moje truchło po samobójstwie, widziałam siebie, jak patrzę przez zaparowaną szybę w stronę dachu blokowiska, gdzie przysiadło skrzydlate światło, gdzie przysiadłam – JA. Jestem więc i kobietą, i mężczyzną, łysym dresiarzem, zgodnie z napisem na murze w sąsiedztwie głoszącym „my mother is your father”. Kto rozwiąże tę zagadkę, pozna tajemnicę wszechświata, choć jest ona nikła i płonna, jak nadzieja przyświecająca ludzkiemu umysłowi podczas śmierci. Prawda jest taka, że anioły, te białe, jak i czarne, nie mają płci, a jedynie nasz rozum interpretuje bodźce przyswajane przez źrenicę. Jeśli więc powstaliśmy na drodze ewolucji i ani Bóg, ani diabeł nie istnieją, jak więc wyjaśnić ów fenomen, że gdy patrzę w lustro, widzę rogatą facjatę, odbicie zła i przemawia ono do mnie przez wieki?

 

VII

357 magnum trochę ważyło. Dwoma palcami lewej ręki wysunęłam bęben i załadowałam pociski. Sześć. Wielki instruktor o twarzy bez wyrazu powiedział, że zanim tu posprzątają, mogę zabrać łuski. Najpierw ćwiczyłam. Rewolwer był ciężki, huk jednak nie ogłuszał, bo miałam specjalne słuchawki. Kciuki trzymałam po lewej stronie, odciągałam cyngiel i celowałam. Okazało się, że mam oko, niczym zawodowy snajper. Ogień bił na boki, a proch dawał charakterystyczny, suchy zapach.

Gdy wypróżniłam bęben i łuski spadły na blat, nadszedł czas na kolejne sześć pocisków, nie celowałam jednak naprawdę do oddalonej o dziesięć metrów tarczy, a udawałam. Napinałam się wewnętrznie, jak sprężyna. I bez odciągania kurka wystrzeliłam. Szybko. Obróciłam się w stronę instruktora, następnie przyszedł czas na kasjera, potem wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu. Zostały jeszcze trzy pociski. Mąż/kierownik poszedł na pierwszy ogień. Zostały dwa pociski. Wycelowałam w mój wielki, obwisły niczym dzban z benzyną brzuch, – pif– a następnie wypaliłam sobie w głowę – paf!

Teraz zaś tkwię wewnątrz Wieży Smutku, z której okna wychodzą na przeróżne czasoprzestrzenie. Mogę przeskakiwać pomiędzy wymiarami, w żadnej rzeczywistości nie mogę jednak zamieszkać na stałe. Wciąż wabi mnie serce wieży. Nie można istnieć symultanicznie w kilku światach na raz. Takie bajki opowiadają czasami księża z ambony mówiąc na przykład o Ojcu Pio.

Ja nazywam go inaczej. Ojciec Pijok.

Nikt mi nie zabroni, jest wolność słowa i obowiązuje nawet w piekle. Tak więc spaceruję sobie po najróżniejszych „tu i teraz”, jakbym chodziła po ostrzu brzytwy, ani żywa, ani martwa, brzydka i piękna jednocześnie, święta i potępiona.

Medytuję wdychając opary mroku. Wydycham światłość. Czasami kawałki mojej duszy opadają na Ziemię w postaci świecących meteorytów i wtedy czuję, jak uchodzi ze mnie siła. Padam na kolana i płaczę. Lecz dusza jest przecież fragmentem większej, w zasadzie nieskończonej całości, więc świetlików z mego serca nigdy nie zabraknie. Za każdym razem umieram więc i upadam, jakby od nowa.

W wieży czasami towarzyszy mi Beliar. Gładzi moje czoło, odsłania zmierzwione włosy tak, żeby widzieć moją twarz. Czeka. Tu nie ma wskazówek zegara. Nic nie tyka. Tutaj łopoczą wielkie i mroczne skrzydła. Czuję oddech nasączony siarką.

Co zrobić, taka praca.

 

Epilog

Męczą Cię rogate wizje? Widzisz chmury ułożone w mroczne symbole?

Znudziło Ci się życie cierpiętnika i męczennika?

Chcesz poukładać swoje życie duchowe?

Zanuć „Pieśń Beliara”, a przybędę.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Za bardzo odleciane, jak dla mnie. Ale idzie się zorientować w fabule, chociaż robisz, co możesz, żeby utrudnić. ;-) Samobójstwo, potem dalej sobie żyje…

Z bohaterką nijak nie potrafię się zidentyfikować. Nie ma opcji, żebym zanurzyła się taki strumień świadomości.

Bardzo, IMO, emocjonalnie. Dziewczyna już na starcie chyba nie ma zbyt równo pod sufitem, a potem jeszcze hormony nią szarpią. I gaduła z niej straszna. Czyżby po Autorze? ;-)

Na strzelnicy tak słabo pilnują klientów? I każdy może sobie przyjść i postrzelać ostrą amunicją z wielkiej giwery?

Kciuki trzymałam po lewej stronie, odciągałam cyngiel i celowałam.

Albo literówka, albo magnum się bardzo dziwnie trzyma.

Babska logika rządzi!

Finklo – miło, że wpadłaś :) Widzę, że jesteś czujna, głównie wieczorem, ale sowy tak mają :)

 

Czy ja jestem gadatliwy? Hmmm… Zależy od sytuacji :)

 

Teraz strzelnica. A więc tak, moje doświadczenia tam są bardzo skromne i uwierz mi, strzelałem jedynie do tarcz, nigdy do czegoś innego. Strzelanie z broni palnej to IMO fajne hobby. Mam wrażenie czytając Twój komentarz, że jednak nigdy nie trzymałaś w dłoniach (tak, ja miałem przyjemność zawsze w dwóch), nazwijmy je z braku mojej wiedzy – pistoletami. Magnum to CHYBA rewolwer i trzyma się go tam samo, jak Glocka. O ile pamięć mnie nie myli, właśnie kciuki trzymasz z lewej. Przy magnum też nie można oprzeć ich o bęben, bo można sobie odstrzelić. Tak, tak, na boki uderza dosyć pokaźny płomień – w obie strony!

Co do pilnowania klientów i ostrej aminicji – siedziałem tam 45 minut i w tarczach pozostawiłem 45 otworów, czyli amunicja jak najbardziej ostra :) Żadnych testów psychologicznych, niczego :)

 

I czy magnum to wielka giwera?

Pewnie tak, największa z najmniejszych. Dostałem do łapsk też schotguna, Ak 47 i M4, a te już są naprawdę wielkie, tak duże, że przy moich długich rękach prawie, jak u orangutana, miałem problem ze skutecznym oddaniem strzału, przynajmniej w strzelbie amerykańskiej.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Co to jest Magnum, wg. TvTropes:  "Magnum" does not mean "really powerful;" it refers to a longer (and yes, inherently more powerful) cartridge version of an existing caliber. Czyli – Magnum to giwera wielka, ale na długość.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Tarnino – moim skromnym zdaniem nie ważne, jak długa jest lufa, ale fakt, jak celnie strzelasz :D

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Piotrze, ja nie trafiam butem w faceta, który stoi metr ode mnie. W razie apokalipsy zombie mogę przyrządzać materiały wybuchowe :D

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Piotrze, nigdy nie trzymałam prawdziwej broni w łapach. Ale w zdaniu chodzi mi o słowo “kciuki”. Na filmach czasem jakiś glina trzyma broń oburącz (i napierdziela do uciekającego samochodu), jednak oba kciuki po lewej – to by było chyba niewygodnie… No i zależy, w której ręce się gnata dzierży.

Babska logika rządzi!

Finklo – no właśnie waląc z dwóch rąk masz największą celność. Broń swoje waży i nowicjusz raczej nie da rady celnie strzelać z jednej ręki, a może nawet stary, policyjny wyjadacz. Jest też kwestia dystansu i tu mam ciekawostkę o 357 Magnum. Teraz mi się przypomniało. Z tej broni można strzelać z 2/3 metrów bez odciągania kurka, w samoobronie. Tylko właśnie wtedy celność spada. Więcej nie napiszę i “kciuki po lewej” może niech zostaną taką największą ciekawostką :D

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Ale na pewno oba kciuki po lewej? Jak są ułożone ręce?

Babska logika rządzi!

Finkla – to zależy :P

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Finklo, też miałem wątpliwości, ale chodzi chyba o coś takiego:

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Aha. Dzięki. Nie wygląda mi to na wygodną broń. Ech, bastardy był lepsze… ;-)

Babska logika rządzi!

Takie pojechane trochę i zakręcone, mocno obyczajowe. Szczęsciem dla mnie niewielkie dawki moralizatorstwa. Ale nie porwało mnie. Za mało akcji. Zawsze dwa po lewej.

Dziękować. :)

 

I jeszcze edycja komentarza. Hmmm…. Czy Dalekopatrzący, zawsze z lewej? Jeśli masz fachową wiedzę, napisz. W Internetach znalazłem na przykład broń dla leworęcznych, więc teraz już nie wiem i bardzo mnie to ciekawi :) Widzę, że Was też zaciekawiła tematyka broni palnej. Dla mnie strzelanie z ostrej amunicji to nic strasznego :) A przynajmniej strzelanie do tarcz… Bo wiadomo, do czego taka broń służy w mniej spokojnych miejscach Ziemi, a może i Kosmosu.

 

PS: tam gdzie strzelałem, ogień ciągły był wyłączony, a na pytanie dlaczego, tu cytat, w odpowiedzi usłyszałem, że ludzie zrobiliby sobie krzywdę. 

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Chcę wszystkim napisać “dzień dobry” i podziękować, że przybywacie tak licznie, bo to już czterdzieści odwiedzin :)

 

WESOŁYCH ŚWIĄT! :)

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Dziwny tekst, głównie przez fakt, że historia w nim przedstawiona jest prosta, a jedynie obecność Beliara udziwnia wszystko, co się dzieje. Strumień świadomości nie przypadł mi do gustu, jednak nie odmówię faktu, że kreśli mocno pogiętą i wyraźną bohaterkę, która z fragmentu na fragment coraz bardziej “odjeżdża”.

Sam motyw demonicznego towarzysza jest taki z lekka dziwny. Niby zły, ale ludzi nie zabija – ma to jakieś podstawy, jednak ciężko przez to mi w jego zachowaniu zobaczyć uosobienie ciemności. To raczej mały diabełek, nie zaś pełnoprawny demon.

Jednak na samym końcu pozostałem niewzruszony. Niby fabuła jest, niby powinno być lekko mrocznie, lekko dziwnie, ale po wszystkim tylko wzruszyłem ramionami. Widzę tu problem z samą bohaterką – nie potrafiłem chwycić tej postaci, nie przez brak zrozumienie, ale odległość między moim światem a jej. 

Podsumowując: pomysł tu jest, ale to nie mój koncert fajerwerków. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

No cóż, Piotrze, przeczytałam Pieśń Beliara, ale nie wiem, co miałeś nadzieję opowiedzieć rwącym potokiem słów płynących z ust narratorki. Jakkolwiek jej doznania wydają mi się nie z tej ziemi, to nie mam pojęcia, co tu jest jawą, a co snem, ani czy bohaterka jest przy zdrowych zmysłach, czy może ja niedomagam i stąd to niezrozumienie…

 

Gdy wró­ci­łam na halę per­so­nel, włą­cza­jąc mo­je­go znie­na­wi­dzo­ne­go kie­row­ni­ka, oglą­dał po­roz­rzu­ca­ne fron­ty mebli Bod­byn. –> Co to jest hala personel? Jak włącza się kierownika? Kto oglądał porozrzucane fronty mebli?

A może miało być: Gdy wró­ci­łam na halę, per­so­nel, włą­cza­jąc mo­je­go znie­na­wi­dzo­ne­go kie­row­ni­ka, oglą­dał po­roz­rzu­ca­ne fron­ty mebli Bod­byn.

 

Dało się sły­szeć łopot w ro­dza­ju ude­rzeń wia­tra­ka… –> O ile wiem, wiatrak nie uderza. To wiatr, uderzając w śmigi/ skrzydła wiatraka, obraca je.

 

Krzyk­nę­li­śmy w prze­stra­chu… –> Raczej: Krzyk­nę­li­śmy przestraszeni

 

Teraz też myślę, że z si­ła­mi zła albo może nawet „zła”… –> Czym różnią siły zła od sił „zła”?

 

357 Ma­gnum tro­chę wa­ży­ło. –> Nazwę broni zapisujemy małą literą.

http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

NoWhereMan – dziękować :)

 

Regulatorzy – dziękować :) Od teraz już “magnum”, a zdanie z personelem jak najbardziej posiada przecinek we właściwym miejscu. O tym wiatraku jeszcze sobie pomyślę. Istnieje słowo “przestrach”.

Siły zła i “zła”. No cóż, człowiek czy też może po prostu byt woli czuć, że to co robi, jest słuszne. Dlatego czasami, dla własnego spokoju ducha (pozornego i krótkotrwałego, oczywiście), żeby po prostu poczuć się lepiej może zmienić większe zło na mniejsze, a zło na “zło”.

Jak mówił Obi-Wan: “powiedziałem Ci prawdę… z pewnego punktu widzenia.” A więc może można by to zapisać tak: powiedziałem Ci “prawdę”? :) I wtedy nie dodajemy już z pewnego punktu widzenia. Być może, gdy zapiszemy słowo tak: “zło”, wtedy na przykład w domyśle, powiedzmy, występuje gest bohatera w stylu robienia cudzysłowu albo może nie ważny jest gest, gdy chodzi o strumień świadomości, lecz po prostu samą żonglerkę myślową. Ciężko wejść do czyjejś głowy, to fakt. 

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Piotrze, dziękuję za próbę rozjaśnienia mroku. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kurczę, podobała mi się ta jazda, naprawdę. Dosyć odważnie wybrałeś formę tej historii, która w sumie jest bardzo jasna. A już kwestia czy to szaleństwo głównej bohaterki czy naprawdę przybywa do niej piekielna istota, nie ma znaczenia. Nie ukrywam, że lubię takie zabawy i odkrywanie o co może chodzić z mocno obyczajowym kontekstem. Obecność Beliara uratowała Cię przed zarzutem braku fantastyki ;)

Gdybyś wykasował epilog, tekst spokojnie mógłby zawędrować poza fantastyczne klimaty. A że lubię takie przekraczanie granic, cóż, no lubię i cieszę się, że przeczytałam Twój tekst :)

Deirdriu - jest mi niezmiernie miło, że przeczytałaś, napisałaś komentarz i że Ci się podobało :)

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Cześć, Piotrze :).

 

Podzielam opinię poprzedników – Pieśń napisana jest ładnym językiem, dobrze operujesz słowem, ale słowotok narratorki nie za bardzo mnie porwał :(. Nie bierz tego do siebie, po prostu taka forma opowiadania nie jest dla mnie :). 

 

Ja również mam lekki mindfuck. Nie za bardzo zrozumiałam czy twoja bohaterka jest w piekle, w kosmosie czy jeszcze w jakimś innym miejscu. Jest weird mocno, być może trochę zbyt mocno :).

 

Pozdrawiam cię!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Cześć, sy. :)

 

Dziękuję, że znalazłaś nieco czasu dla mojego tekścicha!

 

Pozdrawiam!

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Dobry wieczór. Trochę się Was boję. To już pięćdziesiąt odsłon.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Przeczytane :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

heart

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Piotr poprosił, żebym wrzuciła tutaj komentarz z bety – nać klient, nać pan :) Pomijam uwagi czysto techniczne (niewiele tego zostało).

 

Jeśli nie istnieje „teraz”, nie istnieje też „wtedy”, ani przeszłe, ani przyszłe.

Ej, nie rozmywaj swojej filozofii czasu. Tu masz ciekawy artykuł do przeczytania – zaznaczam z góry, że jego teza jest z kosmosu i opiera się na ekwiwokacji, i wcale niełatwo to zauważyć. Także jeśli Cię zwichnęłam ontologicznie, możesz mnie winić :) I jeszcze jeden, z punktu widzenia fizyka, nie filozofa tutaj.

tylko istoty tak plugawe, jak my, ludzie, mogli go wymyślić

Związek zgody – istoty mogły. Ponadto – co ma plugastwo do czasu? Niedoskonałość ontyczna, tak. Ale to jeszcze nie plugastwo.

wskazówka sekundowa i jej konsekwencje

Jak przedmiot może mieć konsekwencje? Konsekwencje ma zdarzenie.

nie wiemy czym jest egzystencja

Nie wiemy, czym. Podejmujesz głębokie tematy filozoficzne – osobiście myślę, że egzystencja to pojęcie pierwotne, ale nie cytuj mnie.

łapiąc się kurczowo chronologicznych protez, mających uchronić nas przed nieuniknionym

Hmm. Ale jeśli coś jest nieuniknione, to zawracasz od swojego eternalizmu do wizji przemijającego czasu. Powiedz, że to subiektywne, bo jest niekonsekwentnie.

wchodził do umysłów, (…), aż wygniła im dusza

Umysłom? Nie oddzielałabym umysłu od duszy.

Nagrania z kamer pokazywały, że jestem nieco szalona

To wniosek, który można z tych nagrań wyciągnąć, ale one same tego nie pokazują. Nie mogą.

dusza jest przecież fragmentem większej, w zasadzie nieskończonej całości

Neoplatonizm. Tak jakby.

 

No, tak. Nieźle odjechana wizja, napisana dość przyzwoicie, choć mogłaby być lepiej. Ale o co tu chodzi? O czym napisałeś? O podstawowych problemach ludzkości? Chyba nie. O ontologii czasu też chyba nie. Więc o czym jest ta historia? Czy to bardziej obrazek, niż historia? Bo rozważania o czasie nie bardzo się mają do zmiany w demona, a teoria światów równoległych też nie ma specjalnie związku z czasem.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Tarnino – przy Twoich uwagach czuję się niczym prymitywista, którym pewnie jestem. Cieszę się, że podzieliłaś się nimi z szerszym gronem.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Dzień dobry! 

Czy podoba się Wam ilustracja?

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Mogłabym napisać, że w teraźniejszości lub coś w stylu „oto, tu i teraz”, lecz po prostu nie wierzę w „teraz”, bo nic takiego jak chwila obecna po prostu nie istnieje i nigdy nie istniało.

Znajduję uzasadnienie do powtórzenia nie istnieje/nie istniałoteraz, ale dwukrotne po prostu nie jest potrzebne.

Nie bardzo lubię czytać o cudzych przemyśleniach, bo mam swoje ;)

Nie bardzo zrozumiałam, o co chodzi. No, ok, kobieta umarła, ale nie do końca, wyrzucili ją z pracy, zaszła w ciążę być może z demonem. Tylko nasuwa mi się pytanie: co z tego? Nie wiem, chyba po prostu nie porwała mnie ta historia, raczej jakoś tak… zmęczyła.

Ale nie czytało się źle ;)

Dziękuję Ci, Anet, za feedback :)

Nie zmieniam sprawy powtórzeniowej póki trwa konkurs. Zobaczymy, co będzie dalej.

No tak, co do czytania o swoich przemyśleniach – również pewien byt pozaportalowy powiedział mi coś podobnego, że nie specjalnie podobał mu się ten tekst z racji licznych przemyśleć i że jednak woli CZASZKOBRAZY.

Cieszy mnie fakt, iż mimo zmęczenia tekstem, to jednak odczułaś satysfakcję z lektury :)

 

EDYTKA:

dziś zaobserwowałem, że na dłużej zapamiętuję teksty, które mnie wymęczyły

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Ja myślę, że chyba wolicie obrazek, od tekstu :P

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Ja tam nie cierpię różowego.

Babska logika rządzi!

Wydaje mi się, że lubisz niebieski, ale mogę się mylić.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Dobrze Ci się wydaje.

Babska logika rządzi!

Przewiduję coś niebieskiego nad moim tekstem do “Odzyskać twarz”, ale w moim świecie nic nie jest pewne. Wydarzy się może jeszcze jakiś kataklizm i wtedy nici z tego pomysłu.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Jakby co, ja lubię czerwony, więc chyba musisz napisać jakieś opowiadanie pasujące do czerwonego ;)))))))))

Anet – zapisuję Twoje zamówienie. Miło poznać Cię od tej strony :)

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Czuję się zaszczycona :)

heart

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

kiss

Nic dodać, nic ująć? :3

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Poczekaj, aż następni się wypowiedzą o swoich preferencjach, nazbierasz kolorowych zamówień na dwa lata pisania ;)))))

Dobrej nocy Anet, ja już lecę z nóg, wykończony odśnieżaniem. Hmmm… Co najgorsze kolejny abstrakcyjny twór kolorystyczny, który przygotowałem, to połączenie czerwonego i niebieskiego, ale nie chcę w tym miejscu więcej spojlerować. Więc, póki co, Twój i Finkli ulubiony kolor. Da się to pogodzić?

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

To chyba fioletowy wyjdzie ;)

Dobrej nocy :)

Fioletowy może być. Tylko różowy się do niczego nie nadaje. ;-)

Babska logika rządzi!

I jeszcze będziemy mogły marudzić, że ani to niebieski, ani czerwony ;)))))

Zawsze się można do czegoś przyczepić. Znacie ten dowcip?

Zięć dostał od teściowej dwa krawaty w prezencie. Przy najbliższej okazji założył jeden z nich. Teściowa na jego widok:

– Co?! Ten drugi krawat ci się nie podobał?!

Babska logika rządzi!

Znam :)

Nie, ja tego dowcipu nie znałem.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Piotrze, bawisz się. Myśli odnalazłam mocne w Twoim opowiadaniu an przykład zakupoholizm (można go i inaczej nazwać) i więcej, coraz więcej. Złe, zła i zło. Napisz na poważnie – to samo, ale rozwiń każdą z myśli, są nośne i nieznośne, ponieważ bolą, chyba coraz bardziej i coraz większą liczbę osób. Wiem, że dystans jest łatwiejszy, ocenianie też.

Zatrzymania i drobiazgi:

,Miał chyba na sobie kaptur – na sobie?

 

‚Dają władzę i… Odbierają godność. – nie rozumiem godności jako przeciwstawienia, przydałoby się inne słowo. Właśnie pytanie – co odbierają, komu: obserwatorowi czy jej. To sąd czy osąd. Być może właśnie na tym polega kłopot z odbiorem opowiadania – przenikanie narratora, którym jest Ona z swoimi przemyśleniami (przekonaniami) ukrytego narrator. Nie bez znaczenia jest rownież ich ilość, zalewasz nas– mnie.

Uwodzą Ciebie ładne brzmienia, co może być niebezpieczne. Cóż, mnie też one pociągają i wiem, jak trudno je okiełznać, lecz przy korekcie jest to możliwe. Moim zdaniem trochę popłynąłeś, gdyż wychodzisz ze świata bohatera, postaci.

 

‚rozum interpretuje bodźce przyswajane przez tęczówkę – lepiej umysł, nie rozum; a najlepiej użyć słowa „ja”, w znaczeniu kobieta z tego opowiadania. 

 

Jedna rzecz mnie trochę zeźliła – rozpoczęcie na temat czasu, a właściwie czasoprzestrzeni. Zegary w kosmosie, zegary na orbicie Ziemi – sprawa mega poważna. Czas definiuje się przez czas w przypadku definicji i to mogę „łyknąć”, bo to ruch w przestrzeni. Jednakże czym jest czas – brak odpowiedzi.

Czas. Nie ma teraźniejszości, zawsze jest przeszłość, a nawet i nie przyszłość, gdyż jeśli pomyślisz to już jest – dla ciebie, pomyślane. Wydarza się względnie i niestety tylko w przeszłości. No naturalnie, możemy mierzyć odcinki czasu, lecz reszta umowna. Domyślam się, że chodziło Ci po prostu o nasz czas, ten w ktorym żyjemy.

Pesymizm i klimat – ok. Tytuł z przyległościami (Pieśń Beliara), lecz nie z gier, ciągle ciekawy, a dla mnie szczególnie, bo łączyłam go z użytecznością.

 

Asylum – no tak, zło, zło i jeszcze raz mrok. Stworzyłem tekst z antybohaterami, tu nie ma jasnej strony. Ale czy ciemna strona nie ma strony jasnej? Czy z ciemności, błędów, pomyłek, nie można wyciągać wniosków, lekcji?

 

Dziękuję Ci Asylum za ten, jakże obszerny komentarz.

“Miał chyba na sobie kaptur” – kurcze, lepiej byłoby “na głowie”.

 

Ładne brzmienia. No cóż, myślę, że i teksty w nie obfitujące potrzebne są światu, choć to nie poezja. Chyba, że taka ciężka i mroczna. Sam nie mam tego oglądu własnego tekstu, lecz zyskuję go dzięki Wam.

 

Sprawa tęczówki i podmiotu jest dla mnie, póki co, sporna. Chyba Ty pierwsza zwróciłaś na to uwagę. Bardzo podobają mi się Twe przemyślenia, jest ich sporo.

 

Odniosłaś się też do filozofii czasu.

 

Cieszy mnie niezmiernie fakt, że pesymizm i klimat – ok :) Tytuł też :)

 

Miło, że zostawiłaś tu swój ślad!

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Piotrze: złe, zła i zło, czyli w skrócie obyczaje (i co tam sobie podstawimy kulturowo), ona i ono (idea, zaryzykuję, aby tak rzec – napisać). Każda ciemna strona ma jasną? Jednak nie, niektóre są ciemne, a złote środki i zasady dobre są w geometrii, lecz obowiązują tam inne reguły, natomiast zwolennikiem uczenia się jestem zawołanym:).

O lekcję w Twoim tekście raczej trudno ;P, może dlatego, że trzymasz wszystkie sroki za ogony i żadnego nie chcesz wypuścić z dłoni, co przekłada się zakończenie – musi być wydawać się ogólnikowe. Zdziwiło mnie, że przy takim warsztacie nie piszesz wprost. Jestem, chyba z bardzo już starej szkoły – “bez owijania w bawełnę”.

Ładne brzemienia – jestem ich funem, lecz muszą być po coś i do czegoś, jak ta wiewiórka w staruchowym tekście, albo albo lęk w książęcym ufokowym. Otrzymałam kiedyś dobrą nauczkę w związku ze skojarzeniami i teraz je bezlitośnie koszę. Te najładniejsze zapisuję “na boczku” – tak mi trudno się z nimi rozstać, lecz niestety jeszcze nigdy mi się nie przydały, gdyż baza za duża, lecz może -kiedyś.  Piszę zrywami, od niedawna i liczę, że może to kiedyś się zmieni, bo pisanie jest fajne i pozwala porządkować myśli w inny sposób niż naukowaty, lecz bardziej wartościowy – człowieczy.

Odnośnie tęczówki – sprawa ewidentna. Neuronauka się kłania i jeśli “rozum” mógłby tu zostać użyty  to z pewnością nie w powszechnym mniemaniu.

Oj, z filozofią czasu to mam na bakier, cały czas. Z jednej strony uwiodło mnie kiedyś “tu i teraz”, które w pewnym sensie jest ważne (ale nie w tym, o który tak niejasno opisałeś:P), z drugiej czas nawet nie jest czwartym wymiarem, no chyba że dla nas.

Pesymizmu jest ci dostatek, klimatu też:D

‚rozum interpretuje bodźce przyswajane przez tęczówkę

I ja to przeoczyłam? Jejuśku… przecież tęczówka niczego nie przyswaja.

 Jednakże czym jest czas – brak odpowiedzi.

Asylum, jak powiedział Augustyn: Kiedy mnie nie pytają, czym jest czas, wiem, kiedy mnie pytają – nie wiem. Innymi słowy – to złożona kwestia :)

 No cóż, myślę, że i teksty w nie obfitujące potrzebne są światu, choć to nie poezja.

I masz rację.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Kurczak pieczony!

Tu chyba miała być źrenica zamiast tęczówki, no nie?

 

A tu coś w klimacie do posłuchania.

Gatunek. Film moim zdaniem średni, ale muzyka… ech, kliknijcie :)

 

Tarnino – sześćdziesiąty szósty komentarz jest Twój :D Czy to coś znaczy?

 

Asylum – sztuka nas uczłowiecza, to prawda.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Ano, ano – przeoczone :D, ale wychwycone:). Przeoczenie naturalne, ja mam fizia na tym punkcie.

Pikny cytat– Augustyn, w punkt w kontekście rozmowy. 

Tarnino, Piotrze – całkowicie podzielam Wasze zdanie z maleńkim ale… 

 

Asylum – o jakie “ale” Ci chodzi?

No i zmieniłem link do muzyki. Chodziło mi o ten konkretny utwór, a wcześniej był cały album.

 

tęczówkę > źrenicę – zrobione.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

“Ale” – chodzi o brzmienia, lepiej aby były w punkt. Czy ładne, czy trochę mniej – pewnie że wolę poezję (no nie, tę akurat z rzadka pojmuję, chociaż są wyjątki) i piękno przy czytaniu. Zdania się rozwijają i nagle metafora, porównanie, określenie – puentuje to lub pokazuje jak jest. Dwie rzeczy, tak pospiesznie przyszły mi do głowy, aby pokazać co mam na myśli. Pierwsza to personifikacja, druga kondensat (nie umiem tego inaczej nazwać):

,opowiadanie o Filifionce (T.Jansson) oddające jej stan ducha

,wiersz Celana – krótki (w przekładzie Krynickiego), więc przytoczę

 

LIŚĆ,

bez drzewa dla Bertolta Brechta: 

Co to za czasy, 

 kiedy rozmowa 

 jest nieomal zbrodnią, 

 bo tyle powiedzianego 

 też zamyka w sobie? 

 

Linku posłucham, znaczy muzyki:), przepadam za polecankami.

heart

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Jeśli idzie o kolor różowy, nie kocham go, ale nie przeszkadza mi w nieznacznych ilościach. Lubię tę ilustrację, bo, w moim odczuciu, sugeruje wysoki poziom energii. Tak to czuję.

Moim ulubionym, podobnie, jak Finkli, jest niebieski i piszę to ze świadomością, że jednak moje oko posiada o wiele mniej czopków jakichś-tam niż kobiece, a więc odbieram barwy w dużo bardziej płaski sposób.

 

Ślad zostawiło tu trzynaście osób, Iluzja w becie, enderek nie wypowiedział się. Ciekawe ile osób tekst przeczytało, lecz, póki co albo może już na zawsze, śladu tu nie zostawiło.

 

Anet – wstępne zamówienie na czerwoną ilustrację złożyłem :)

 

Asylum – “opowiadanie o Filifionce (T.Jansson) oddające jej stan ducha” postaram się odnaleźć i przeczytać. Bardzo lubię czytać o emocjach, a mam wrażenie, że jej stan ducha, to właśnie to. “Das ist het!” – tak ująłby to Vincent Van Gogh.

 

Finklo – wolałem jednak Twój dowcip o dziewicy i pastereczce, który wisiał kiedyś w shoutboksie. Miło było wrócić na portal i od razu doznać miłego rozluźnienia po przeczytaniu kawału, chociaż rzadko się z nich śmieję. Ostatnio na przykład zrobiłem sobie sentymentalną podróż – obejrzałem “Nową Nadzieję”. Dawno tak się nie śmiałem. Jednak sarkazmu Hana Solo chyba nikt nie przebił. Jeszcze.

 

Widzę, drodzy pisarze i pisarki, że odbieracie ten tekst jako skrajnie mroczny – Asylum napisała nawet, że tekst boli – więc aż mam ochotę napisać coś w stylu:

To już 57 opęt… odwiedzin!

 

 

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Też lubię ten dowcip o dziewicy. Teściowa była okazjonalnie.

Babska logika rządzi!

Przeczytane.

heartheart

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Nie-nie-nie, żaden Van Gogh, w przypadku Filifionki, tylko stan ducha spersonifikowany przez sprzęty, taki hypallage (nie wiedziałam, że to można tak nazwać – nowe słówko, wiedza – hurra).

Co do bólu – wywoływały go myśli ukryte, a niekoniecznie ujawnione w tekście – to moim zdaniem praca dla Ciebie, aby wejść do mrowiska, a nie poprzestawać na tym, że jest.:)

Aha, też nie znałem hypallage i brzmi, co tu dużo mówić zacnie. A Van Gogh to takie moje skrzywienie. Próbuję przebrnąć przez jego biografię, ale jest, hmmm, ogromna i przez to trochę nudna.

 

Aha. Rozumiem, że tekst Cię nie zaspokaja literacko ze względu na zbyt płytkie/szybkie prześlizgnięcie się po tematach, które wydały Ci się ciekawe i o dużym potencjale.

 

Mam jeszcze jedno pytanie do Ciebie, Asylum. Napisałaś w pierwszym komentarzu tutaj, że “zeźliła” Cię moja “filozofia czasu” – określenie skradzione Tarninie. Dlaczego tak jest? Czy właśnie chodzi o to, że opis filozoficzny jest zbyt mało obszerny?

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

“filozofia czasu” – określenie skradzione Tarninie

Określenie powszechnie przyjęte. Przeceniasz mnie :P

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Tarnino – tak szalejesz pod moim opowiadaniem, że mam dla Ciebie heart

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Och, och :)

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Mklik :P

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Znacie ten żart?

 

Kiedy człowiek przestaje być pisarzem?

Kiedy nie może utrzymać pióra i moczu.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Z moczem to raczej trudno – cholernie intymne i wstydliwe! A poza tym, nawet jak pisarz nie trzyma moczu, to na myśli to nie wpływa.

Pisarz z taką przypadłością jest po prostu bardziej wylewny. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:DDD

Trochę to przerobiłem, przyznaję. W oryginale były profesor, kreda i mocz :)

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Witaj,

Podobało się, choć mam trochę mieszane uczucia – z jednej strony masz bardzo dobry styl i warsztat i czyta się przyjemnie, jednak jest to dla mnie trochę zbyt zagmatwane.

Oczywiście nie oznacza to, że jest z tym coś nie tak, na pewno trafi to do jakiegoś grona ludzi, jednak po prostu to nie moja bajka – choć doceniam Twój styl, bo można się z łatwością wczuć w klimat opowiadania.

Jeśli chodzi o dalsze plusy, to potok słów i częste wtrącenia bardzo pasują do stylu opowiadania i natury samej bohaterki, która ewidentnie ma jakieś problemy – choć można to różnie interpretować.

Pesymistyczny klimat mi pasuje, bo sam się w nim lubuję.

Ojciec Pijok fajny ;)

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszych pracach ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Dziękować :)

Chyba grozi mi na portalu łatka i może na papierze – oby! – “mistrza chaosu” :)

Może napiszę tekst o takim tytule? :))))

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

66 odwiedzin… Brrrr… aż mi się zimno zrobiło. Cthulhu patrzy.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Melduję przeczytanie ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Nowa Fantastyka