- Opowiadanie: AQQ - Klucz

Klucz

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

Za betę dziękuję Majkubarowi, którego wszystkie rady, a zwłaszcza te dotyczące miejsc ukrycia klucza były bezcenne. :D

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Klucz

 

Majka pogłaskała Pawełka po jasnych włoskach, pocałowała delikatnie w czoło i poprawiła mu poduszkę. Widok śpiącego syna zawsze wywoływał u niej wzruszenie i sprawiał, że na sercu robiło się jakoś cieplej. Choć miała ochotę zostać przy dziecku, to mimowolnie poszła do sypialni, położyła się na skraju łóżka i szczelnie otuliła kołdrą, starając znaleźć się jak najdalej od pochrapującego obok mężczyzny. Bijący od niego odór trawionego alkoholu potęgował uczucie wszechogarniającego bólu i strachu.

Zamknęła oczy i delikatnie przesunęła dłonią po napuchniętych pręgach na ramieniu, a następnie zbadała rozmiar guza na potylicy. Kuba zawsze dobrze celował, bez względu na to, czym akurat rzucał i niezależnie od tego, czy był pijany, czy nie. Celem zawsze była Maja, a tym razem pod rękę nawinął mu się czajnik.

Kobieta wsunęła rękę pod materac i jej serce mocniej zabiło, kiedy palce natrafiły na gładki i chłodny w dotyku przedmiot. Klucz.

Majka dostała ten stary klucz od swojej matki. Leżąc na łożu śmierci, po długiej walce z chorobą, kobieta dała córce talizman, przekazywany z pokolenia na pokolenie i powiedziała, że klucz otwiera drzwi do świata sennych marzeń, który może być kreowany zgodnie z pragnieniami tego, kto go posiada. Dzięki niemu sama przez lata tworzyła świat, w którym funkcjonowała jako zdrowa osoba.

 

Majka zacisnęła klucz w dłoni. Jak zawsze poczuła przyjemne wibracje i wszechogarniające uczucie szczęścia i spełnienia, a następnie ogarnęła ją kojąca senność.

Zawiły labirynt korytarzy, prowadzący do niepozornych drzwi zdążyła poznać już wiele lat temu. Teraz pozostawało jedynie przekręcić klucz w zamku i wejść do środka.

– Mama! – krzyknął Pawełek z entuzjazmem stęsknionego sześciolatka i rzucił się Majce w objęcia. – Fajnie, że jesteś! Popatrz, jaki zbudowałem zamek z klocków! – Wskazał pulchnym paluszkiem na imponujących rozmiarów kolorową budowlę. – Chodź, zobacz!

– Piękny. Naprawdę robi wrażenie – zachwyciła się szczerze Majka. – I ty sam go zbudowałeś?

– Sam! – Chłopiec wypiął dumnie pierś. – No… tylko trochę tata mi pomógł.

Dopiero teraz Majka dostrzegła Kubę przyglądającego się całej scenie z promiennym uśmiechem na twarzy.

– Cześć, kochanie… – mruknął mężczyzna, obejmując Majkę i całując czule w skroń. – Dobrze, że już jesteś.

– Ja też się cieszę, że wróciłam. Tęskniłam za wami. Kocham was…

 

***

 

Majka kończyła przygotowywanie obiadu. Kątem oka zerkała zaniepokojona na Pawełka, który po raz kolejny, włączał mikrofalówkę i odliczał wraz z urządzeniem.

– Trzy… dwa… jeden… piii… piii… piii… – powtarzał, po czym naciskał przycisk start i zaczynał jeszcze raz: – pięćdziesiąt dziewięć, pięćdziesiąt osiem…

– Skończyłam – rzuciła Majka pół godziny później, wycierając ręce. – Chodź, pobawimy się w coś.

– Trzydzieści dwa, trzydzieści jeden…

– Pawełku, zostaw to już. – Podeszła do dziecka, chcąc przerwać zabawę.

– Dwadzieścia sześć, dwadzieścia pięć, dwadzieścia cztery…

– Paweł, proszę… – Przyklękła obok syna i odwróciła go w swoją stronę. – Popatrz na mnie.

Wzrok chłopca obojętnie prześlizgnął się po twarzy matki i powędrował w stronę okna, a później sufitu.

– Pawełku… Tu jestem… – Majka zaniosła się spazmatycznym płaczem i zamknęła syna w mocnym uścisku. – Przytul się do mnie… – powtarzała, czując, jakby trzymała w ramionach nie dziecko, a szmacianą lalkę. Pozbawioną empatii, bezwolną kukłę. – Paweeeł…

Żadnej reakcji, tylko:

– Pięćdziesiąt dziewięć, pięćdziesiąt osiem…

 

***

 

– Kuba, jutro będziesz miał obiad przygotowany. Wystarczy, że sobie podgrzejesz…

– A ty co, kurwa?! – warknął mężczyzna – Wybierasz się gdzieś?!

– Idę z Pawełkiem do lekarza – odparła Majka, starając się opanować drżenie głosu.

– A co mu niby jest? Nie wygląda na chorego.

– Wiesz, że powinien go zbadać psycholog…

– Psycholog? Co ty pierdolisz?! – wrzasnął Kuba – Sama powinnaś się leczyć!

– Kuba… nie bij…

Cios padł znienacka. Majka powinna być przygotowana, a jednak zawsze dawała się zaskoczyć. Na idealnie lśniących, białych kafelkach wykwitło kilka czerwonych kropel krwi.

– Ty głupia suko! Chcesz z mojego syna zrobić wariata?!

Tym razem uderzenie było wymierzone w brzuch. Majka zgięła się wpół i upadła na podłogę. Poczuła jeszcze kopnięcie w plecy i usłyszała oddalający się głos:

– Tak mnie wkurwiłaś, że muszę się napić!

A potem drzwi zatrzasnęły się z hukiem.

 

Majka leżała na podłodze i marzyła tylko o tym, żeby w tej chwili zacisnąć w dłoni klucz. Doczołgała się do sypialni i wsunęła rękę pod materac. Wystarczyło, że dotknęła najcenniejszego skarbu, a natychmiast poczuła przyjemne wibracje i pogrążyła się we śnie.

 

***

 

Roztrzęsiona długo błądziła po korytarzach, myliła drogę, kluczyła, natrafiała na ślepe zaułki. Chyba nigdy wcześniej nie próbowała tu wejść w takim stanie, bo zawsze po awanturze z Kubą nieco się uspokajała, czekając aż on zaśnie. Dopiero wtedy przenosiła się do swojego sennego świata.

Kiedy wydawało się jej, że wędrówka nie będzie mieć końca, dostrzegła majaczące w oddali znajome drzwi. Dobiegła do nich ostatkiem sił, przekręciła klucz w zamku i wpadła do środka.

Na widok Majki Pawełek rzucił przeglądaną książeczkę, poderwał się z dywanu i błyskawicznie znalazł się w objęciach mamy.

– Mamo, dobrze, że już jesteś! – zawołał radośnie i złożył na policzku Majki soczystego buziaka. – Pobawimy się?

– Pewnie! – Na twarzy kobiety pojawił się wreszcie uśmiech.

– W chowanego! – zarządził malec. – Ty się chowasz, ja będę liczył.

– Tylko nie podglądaj. – Majka, niby poważnie, pogroziła palcem.

– No co ty? – Oburzył się Pawełek, tym razem całkiem poważnie. – Zaczynam!

Majka wcisnęła się pod niewielki stolik i zasłoniła zwisającą z niego serwetą, co dawało jej poczucie niewidzialności. Siedziała skupiona i zastanawiała się, gdzie jest Kuba? Możliwe, że po całej tej aferze tak mocno pragnęła się od niego uwolnić, że nawet w swoim wyimaginowanym świecie nie była w stanie go idealizować.

Pawełek stał w kącie pokoju i z przyciśniętymi do zamkniętych oczu piąstkami kończył odliczanie.

– Osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzieścia…

W tym samym czasie z korytarza dobiegł odgłos zbliżających się kroków. Coraz głośniejszy dźwięk, idealnie zsynchronizowany z kolejnymi, wypowiadanymi przez Pawełka liczbami ucichł w momencie, kiedy chłopiec zawołał:

– Szukam!

Zaniepokojona Majka, niepewnie spojrzała w stronę drzwi, które gwałtownie się otworzyły.

W drzwiach stał Kuba w wymiętej koszulce i ze złowieszczym błyskiem w oku. Nigdy wcześniej tak nie wyglądał. Nie tak widziała go Majka w swoim idealnym świecie. Iluzja bezpieczeństwa prysnęła niczym bańka mydlana.

– Honey, I’m home! – Zawołał Kuba z paskudnym grymasem na twarzy, nadającym mu demoniczny wygląd.

Wpadające do pokoju promienie słońca, połyskiwały na powierzchni metalowego przedmiotu, który Kuba trzymał w dłoni. Dopiero teraz Majka zobaczyła, że był to klucz.

 

– Pięćdziesiąt dziewięć, pięćdziesiąt osiem…

 

 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Wow! Naprawdę mi się podobało, aż miałem ciarki :) To takie… Prawdziwe :) Pozdrawiam mocno, gorąco i świątecznie i już mknę poprzez niezbadane meandry zimnego internetu ku poleceniu do biblioteki :)

 

EDIT: okej, wracam z większą ilością treści, bo tam ktoś od klików mnie o to poprosił.

 

Więc tak: przemoc domowa jest, mam wrażenie, bardzo realistycznie ukazana. Smutne to zjawisko , oczywiście. Nie widzę w opowiadaniu słabszych stron. Sprawa z kluczem nieco zagmatwana, lecz używając dużego wysiłku intuicji można dojść o co chodzi. No i zakończenie mnie kopnęło. Im dalej czytałem, tym lepiej. No i te klucze na końcu: czyżby obaj główni bohaterowie okupowali tę samą fantazję?

 

Czasami życie robi nam taką miłą, a czasami niemiłą niespodziankę, że jawa i sen jest tym samym. RZECZYWISTOŚĆ dla umysłu jest zawsze tak samo prawdziwa, nieważne, w jakim stanie wygenerowana. 

No i, kurcze blade, mam już pierwsze zdanie kolejnego opowiadania :) Właśnie coś z rzeczywistością. :3

 

A teraz czas na kanwę… To znaczy KaWę!

Nie biorę narkotyków. Jestem narkotykiem - Salvador Dali

Fajne opowiadanie, aczkolwiek aż prosi się o rozwinięcie.

 

Stary klucz dostała od swojej matki, której nie był już potrzebny, kiedy po długiej walce ostatecznie poddała się, pokonana przez złośliwą bestię, pustoszącą jej organizm… – cały akapit trzeba poprawić, ponieważ mieszają się podmioty;

I po co to było?

Bardzo ładne. Motyw artefaktu przenoszącego bohatera do innej rzeczywistości, tej, która podoba mu się bardziej, jest mi skądś znany, ale Twoja wersja jest całkiem świeża i interesująca. Sytuacja domowa Mai jest trochę tendencyjna – mamy tu biedną kobietę, ofiarę przemocy domowej, której sprawcą jest mąż-alkoholik. Nic więcej nie wiemy, przez co sytuacja wygląda trochę płasko – z jakiego powodu Kuba pił? Dlaczego Maja dalej z nim była? Jakie zależności emocjonalne ich trzymały? Zgadzam się z Syfem, że opowiadanie warto rozwinąć, pogłębiając ten wątek. Przemoc w domach nie dzieje się “tak po prostu”.

Ładne nawiązanie do autyzmu, tak pod kątem konkursu. ;) Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Bardzo wszystkim serdecznie dziękuję za opinie i odwiedziny. W związku z tym, że mam do dyspozycji jedynie telefon, to szerzej odniosę się do waszych komentarzy dopiero po świętach.

Smutne opowiadanie. Co nie znaczy, że nieładne.

Faktycznie, Majka ma bardzo pod górkę. Dlaczego nie rzuci męża w cholerę?

Tak bardzo próbujesz grać na moich emocjach, że aż muszę kombinować, co Majka powinna zrobić, zamiast trzymać się klucza.

Babska logika rządzi!

A ja uważam, że nie ma konieczności rozwijania dlaczego stary pije i dlaczego Maja zostaje ze swoim oprawcą. Ofierze przemocy domowej ciężko jest wyrwać się z tej pułapki, szczególnie jeśli w to wszystko wplątane jest dziecko. Dla “normalnych” ludzi te zachowanie jest nielogiczne i nie do przyjęcia, ale niestety często bywa, że policja przyjeżdżając trzeci raz w tygodniu na interwencję, zastaje żonę/męża z podbitym okiem i zeznaniem o wyjątkowo agresywnych drzwiczkach od szafki, albo wyjątkowo niefortunnie zostawionych grabkach w przedpokoju.

Według mnie tekst ma ręce i nogi, i więcej dokładać nie trzeba.

Miałem nadzieję, że Majka zamknie męża w jego/swoim śnie i wyrzuci klucz w cholerę. Moim zdaniem też nie trzeba nic dodawać. Jasno i przejrzyście. Wiadomo co się dzieje, jaki dramat się rozgrywa, komu kibicować w nierównej walce. Ech! Oby więcej. Świetny tekst.

Udany szorciak, zgrabnie budujesz napięcie i mówisz dużo, pisząc niewiele. Wszystko w tekście ma swoje miejsce i sens.

ironiczny podpis

Podoba mi się sposób, w jaki budujesz nastrój szorta – nie przez opisy emocji, ale przez pokazywanie ciągów czynności postaci, które, biorąc uwagę przedmiot tekstu, mówią same za siebie i nie potrzebują żadnych “wzmocnień” w postaci opisów czy epitetów.

Koniec mocny, historia urywa się w dobrym momencie.

 

Warsztatowo – było trochę powtórzeń. Zgrzytnęło mi podwójne “szczery” podczas pierwszej bytności w innym świecie. Miałam wrażenie (może mylne, bo się tekstowi bardziej nie przyglądałam), że stosujesz dużo zdań z czasownikiem być.

 

Trochę mi nie pasuje decyzja o wizycie u psychologa i to, że kobieta tak zwyczajnie informuje o tym męża. Wydaje mi się, że w sytuacji przemocy domowej, jeśli kobieta nie jest gotowa na konfrontację i walkę z oprawcą, to takie rzeczy będzie się starała robić po kryjomu.

Dodatkowo jeśli dziecko jest autystyczne albo ma jakieś inne zaburzenie, to było to raczej dużo wcześniej widoczne niż dopiero w wieku sześciu lat. Zabrakło mi jakiegoś uzasadnienia dla decyzji Majki – dlaczego akurat teraz?

 

– Kuba, jutro będziesz miał obiad przygotowany. Wystarczy, że sobie podgrzejesz…

 

Tu też się zastanawiam, czy maltretowana kobieta by zdecydowała się powiedzieć coś, co na 100% uruchomi agresję męża. Choć mogłoby to być też działanie prewencyjne (zostawienie karteczki z informacją mogłoby skończyć się gorzej) – więc to takie moje gdybanie a nie zarzut.

 

I na koniec – motyw klucza – ciekawy, fajnie łączy w sobie element przejścia pomiedzy światami – konieczność istnienia drzwi i akt przechodzenia z jednego świata do drugiego; potrzebę odseparowania tych dwóch rzeczywistości.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dobry, mocny i przez to, że kryjący w sobie dużo prawdy, bardzo smutny tekst. Intersujący pomysł klucza… Niestety, myślę, że niektórzy z bardzo różnych powodów, nie mają innej opcji, by przetrwać, jak tylko z niego korzystać. Ładnie napisane. Klikam :) 

Tekst jest dobrze napisany, ale pomysł mi się nie podoba i nie rozumiem zachwytu. Motyw mężczyzny alkoholika i klucza do innego świata, w którym człowiek czuje się bezpiecznie jest dosyć wtórny i naiwny. Ale może czegoś nie dostrzegam. W każdym razie pozdrawiam i życzę powodzenia.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Już jestem i spokojnie mogę odpisać. :)

Piotrze, cieszę się, że opowiadanie wywołało ciarki i ostatecznie udało ci się rozkminić, o co chodziło z kluczem. Jeśli chodzi o koniec, to pijany Kuba znalazł klucz przy Majce i zupełnie nieświadomie obudził się w nim potwór. Trafił rzeczywiście w to samo miejsce. Cieszę się, że w jakiś sposób zainspirowałam cię do napisania następnego opowiadania. Dzięki za wszystko. :)

Syfe – jeśli chodzi o rozwinięcie, to zdania są podzielone. Ja akurat nie widzę takiej potrzeby. Cieszę się, że mimo wszystko uznałeś, że opowiadanie jest fajne. Z z tym zdaniem, to od początku miałam problem i postaram się coś z nim zrobić. Dziękuję. :)

Wiktorze, lubię określenie “ładne” jeśli dotyczy tego co pisze, więc cieszę się, że tak to odebrałaś. CO zaś się tyczy wyjaśnień odnośnie do tego: dlaczego Kuba pił i jakie zależności emocjonalne trzymały ich razem, to nie sądzę, żeby takie wyjaśnienia były konieczne. Mogło być sto powodów, z jakich Kuba sięgał po kieliszek, a być może sytuacja w jakieś znaleźli się ostatecznie bohaterowie doprowadziła Majkę do podjęcia ostatecznej decyzji odnośnie ich dalszego wspólnego życia. To zostawiam już do rozważań czytelnikowi. 

Bardzo się cieszę, że zauważyłaś to nawiązanie do autyzmu. Taki właśnie był zamiar. Dzięki. :)

Finkla, fajnie, że udało mi się zagrać na Twoich emocjach. Co Majka powinna zrobić? To chyba oczywiste, choć pytanie brzmi, czy zdobędzie się w końcu na ten krok? Jak myślisz? ;)

Wonszu (tak to się odmienia? :D) I właśnie o to chodzi. Sama lepiej bym tego nie ujęła. Takie przypadki są bardzo częste. Poza tym miło mi, że według ciebie jest to wszystko, co konieczne. Dziękuję. :)

Ac, Cieszę się, że jesteś kolejnym zadowolonym czytelnikiem i kibicujesz Majce. Dzięki. :)

Issanderze,

Wszystko w tekście ma swoje miejsce i sens.

cóż mam powiedzieć więcej poza pięknym – dziękuję. :) 

Dogs, budowanie nastroju, to ostatnio moja obsesja, więc jeśli się udało, to bardzo się cieszę.

Sam fakt, że po przeczytaniu tekstu zadałaś sobie tak wiele pytań, również jest budujący. Chciałam, żeby czytelnik pokombinował i szukał odpowiedzi na pytania. Postanowiłam zmieścić się w tym tysiącu słów, a to nie dawało zbyt wiele miejsca na wyjaśnienia. I to jest fajne. :)

Cieszę się, że jednak dostrzegłaś w tym opowiadaniu tyle pozytywnych rzeczy, a jeśli chodzi o powtórzenia i postaram się je wyłapać i poprawić. Dziękuję. :)

Katiu, czasami, aż chciałoby się mieć taki klucz, może niekoniecznie po to, żeby uciekać od jakichś dramatów, ale po to żeby poćwiczyć wyobraźnię i sprawdzić co z tego wyniknie. Dzięki za odwiedziny i kliczka. :)

Danielu, nie przeczę, że motyw klucza jest wtórny, a sama historia może niezbyt oryginalna. Pewne rzeczy zaczynamy dostrzegać z czasem, z wiekiem, a czasem wcale. Różnie bywa i mam świadomość, że nie każdemu się to opowiadania spodoba. Dziękuję i również pozdrawiam. :)

 

 

 

 

 

 

Finkla, fajnie, że udało mi się zagrać na Twoich emocjach.

Eeee, nic takiego nie napisałam. Tam stało, że próbujesz grać, a ja w takich sytuacjach reaguję jak na dzwonek akwizytora – aktywuję logiczne systemy obronne i pilnuję portfela. ;-)

Życzę Majce, żeby się zdobyła.

Babska logika rządzi!

No dobra, próbowałam. Wiem, że gdyby mi się to udało, to zapisałabym się złotymi zgłoskami w annałach portalu, jako ta, której udało się poruszyć antyromanową i niewzruszoną Finklę. :D

Fajnie, że przynajmniej dobrze życzysz Majce. :)

Po takiej utracie twarzy chyba musiałabym popełnić seppuku. ;-)

A co mam kobicie źle życzyć. Ona nie ma w życiu lekko…

Babska logika rządzi!

Po takiej utracie twarzy chyba musiałabym popełnić seppuku. ;-)

No patrz, piękny temat na opowiadanie. :D

Przeczytałam z przyjemnością. Tekst wzbudza emocje, budowane w ciekawy sposób, poprzez sytuacje. Podoba mi się, że nie moralizujesz, ale przedstawiasz zdarzenia bez komentarzy, a czytelnik sam może je ocenić.

Motyw klucza został interesująco przedstawiony. Podobnie, jak opis autystycznego dziecka i odczuć matki w momencie, kiedy jeszcze nie ma jednoznacznej diagnozy, chociaż objawy wydają się oczywiste.

Zabrakło mi informacji na temat motywacji bohaterki, dlaczego nie odejdzie od Kuby albo chociaż nie zadzwoni po policję.

Ja również nie uważam, by tekst potrzebował rozwinięcia czy dodatkowych wyjaśnień. Dlaczego Maja nie odejdzie od męża, który ją bije? Gdyby to było takie proste to nie byłoby problemu przemocy domowej. Często nie ma tu racjonalnego wytłumaczenia. W każdym razie mi tego wytłumaczenia w tekście nie brakowało.

Jest super tak jak jest ;) Podobało mi się :) 

 

Ando – tutaj rzeczywiście wolałam unikać opisów, a pewne sytuacje pokazać poprzez zachowania bohaterów. Nie byłam pewna, czy autyzm dziecka zostanie dostrzeżony, ale jak wynika z komentarzy niektórzy nie mieli z tym problemu. Dlaczego Majka nie odeszła od Kuby? Myślę, że w końcu odeszła. :)

Dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że czytałaś z przyjemnością.

Leniwcze – fajnie, że tak to odbierasz i nie domagasz się wyjaśnień. Myślę, że te kawałki układanki, które tutaj rozrzuciłam wystarczą, żeby poskładać w jakiś obraz. Reszta należy do czytelnika. 

Bardzo się cieszę, że ci się podobało. Dziękuję. :)

Dobry tekst. 

Wszystko jest czarno-białe – Kuba jednowymiarowo obskurwiały, Majka ma jednowymiarowo przekichane – ale tekst jest krótki, jednowątkowy i jaskrawy, więc brak wprowadzania pięćdziesięciu odcieni szarości nie jest wadą. Operujesz stereotypami, ale operujesz dobrze. Siłą szorta jest zakończenie – zaskakujące, niejasne (choć nie zostawia czytelnika z wtf/cdc) i należycie nieszczęśliwe. Przesrane na całej linii, nie bierzemy jeńców. Plus za lśnieniowe nawiązania – przede wszystkim dlatego, że robiąc coś takiego powodujesz, że czytelnikowi łatwo wyobrazić, zwizualizować sobie sytuację, która natychmiast zyskuje na sile wymowy i dramatyźmie, a bohaterowie nabierają od razu żywych, konkretnych cech, bez potrzeby stosowania długich opisów. 

Kiedyś, bardzo dawno temu, znajomy tłumaczył mi jak dobrze prowadzić sesje RPG – jedną z jego rad było: jeśli chcesz opisać graczom króla, którego właśnie widzą, nie baw się w opowiadanie o tym jaką ma koronę, jakie włosy, brodę, jak jest ubrany itp. Powiedz po prostu – wygląda jak Sean Connery w "Rycerzu Króla Artura". Myślę, że pochodne tej zasady z powodzeniem można stosować w pisaniu. 

Chociaż po namyśle stwierdzam, że Kubie jednak przydałaby się jakaś głębia i niejednoznaczność. Robienie z niego świni totalnej może ma sens fabularny, ale ujmuje tekstowi naturalności. Scena z awanturą za brak obiadu jest jednak zbyt sztampowa. 

Co nie zmienia faktu, że biblioteka się należy. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Powiedz po prostu – wygląda jak Sean Connery w "Rycerzu Króla Artura".

Ech, film rozplenia się wszędzie, jak chwasty.

Babska logika rządzi!

Thargone, wygramoliłam się z łóżka i odpaliłam laptopa, żeby odpisać na tak piękny komentarz i podziękować za doklikanie biblioteki. :)

Cieszę się, że jako pierwszy zwróciłeś uwagę na Lśnieniowe nawiązanie. Pamiętam, że gdy oglądałam ten film dziecięciem będąc, zrobił na mnie ogromne wrażenie, a kreacji Nicholsona nie da się zapomnieć. Tak właśnie widziałam Kubę w tej scenie. Może rzeczywiście jest jednowymiarowy, płytki i jednoznaczny, ale dzięki temu zwiększa się kontrast między nim a Majką i Pawełkiem.

Generalnie bardzo się cieszę, że stereotypowy temat udało mi się pokazać w przyswajalny i minimalistyczny sposób. W końcu liczy się efekt. :)

Twój znajomy miał chyba rację. Ja dość często stosuję tę metodę, próbując komuś opisać jakąś osobę.

Dziękuję i również pozdrawiam!

 

Finkla

Ech, film rozplenia się wszędzie, jak chwasty.

Ja rozumiem, że oglądanie wnętrza własnej lodówki jest przyjemniejsze. :P

Jak się nie ma telewizora, to pewnie tak. Nie boję się, że wyskoczy stamtąd coś, co właśnie widziałam na trzech kanałach. ;-)

Ale gdzie tam jednemu i drugiemu do czytania!

Babska logika rządzi!

Pełnią szczęścia byłoby zapewne czytanie w lodówce. :D

Nieeee. Jestem stworzeniem ciepłolubnym. ;-)

Babska logika rządzi!

Poczekaj do lipca, pewnie zmienisz zdanie. :)

Nie. Już niejeden lipiec przeżyłam i nigdy nie próbowałam wejść do lodówki. Ciepłem mnie nie weźmiesz… ;-)

Babska logika rządzi!

Wiesz, ja akurat widzę ogromne podobieństwo między lodówką i telewizorem.

Jak się nie ma telewizora, to pewnie tak. Nie boję się, że wyskoczy stamtąd coś, co właśnie widziałam na trzech kanałach. ;-)

Ostatnio w lodówce widzę tylko szynkę, śledzie, krokiety, jakieś ciasta – na zmianę na trzech półkach. :D

Mnie po świętach została już tylko kapusta – z grochem i w pierogach. Śledzie szczęśliwie wyprowadziłam do rodziny.

Babska logika rządzi!

Jak dobrze, że już po Świętach. Od jutra mech, szarańcza i długie biegi. :D

Ech, film rozplenia się wszędzie, jak chwasty.

Sorry Winnetou, ale film tak się rozplenił na gruncie literatury, że nie można już traktować go jako gatunek inwazyjny :-) Znam też sporo ekranizacji, które są lepsze, albo przynajmniej fajniejsze od literackiego oryginału. 

Thargone, wygramoliłam się z łóżka i odpaliłam laptopa, żeby odpisać na tak piękny komentarz i podziękować za doklikanie biblioteki. :)

Łooo, masz telepatyczne łącze z portalem? Bez elektronicznych urządzeń wiesz kiedy pod Twoim tekstem pojawia się komentarz? Ja też tak chcę! ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie wierzę. Moja chrześnica nie może przeboleć, że w ekranizacji HP nie ma Irytka.

Babska logika rządzi!

Mnie tam się filmowy HP podobał bardziej, ale to pewnie dlatego, że jestem trochę inny ;-) 

Ale na przykład więzienne teksty Kinga – "Skazani na Shawshank" i "Zielona mila" są dużo lepsze w wersji kinowej. "Raport mniejszości" Spielberga jest zdecydowanie lepszy od opowiadania Dicka. Nie mówiąc o "Blade Runnerze". Z miejscowego pola: "Lalkę" Hasa chłonie sie z otwartą gębą, w przeciwieństwie do oryginału, przy którym się raczej ziewa. Klimat filmowego "Potopu" też wymiata, przynajmniej równoważnie do Sienkiewiczowego. 

Ba, jestem w stanie nawet zaryzykować twierdzenie, że filmowy "Władca Pierścieni" jest fajniejszy od przegadanego oryginału… Ale lepiej sza, bo przyjdą z widłami i pochodniami… ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie mam telepatycznegi łącza, ale mam telefon, a jak ktoś doklika Biblio, to mail przychodzi. :P A w kwestii HP i Władcy Pierścieni zgadzam się z Tobą, ale cicho sza ;)

Bardzo fajnie wymyślone, a jeszcze lepiej napisane.

Zamknąć treść w krótkiej formie? Nie łatwa to sztuka! Bardzo duży plus za kompozycję i zakończenie.

Jestem pod wrażeniem!

Miło widzieć, że Twoje pisanie jest bardzo stabilne i na poziomie od kilku tekstów. Dla mnie osobiście, poza ogromną przyjemnością z lektury, jest to motywujący dowód na to, że obecność i aktywność na portalu zawsze przynosi efekt, umożliwia nam doskonalenie umiejętności.

Powodzenia! ;)

 

Dzięki, Majku, za wszystkie ciepłe słowa i wszystkie uwagi do tekstu jeszcze na becie.

Ja również uważam, że obecność na portalu i nieoceniona pomoc innych przynosi efekty i sprawia, że staram się coraz bardziej. Musisz koniecznie częściej zaglądać. ;)

Dziękuję i pozdrawiam!

O ja cię proszę… To było mocne. Znaczy, mnie takie rzeczy zawsze ruszają – przemoc domowa, dzieci będące tego ofiarami… Więc uderzyłaś we wrażliwe struny, ale i gdy próbuje patrzeć na chłodno, to wydaje mi się, że temu tekstowi niczego nie brakuje, niczego nie jest też za dużo.

Nie przeczytałam wszystkich komentarzy, ale mogę powiedzieć, że z niektórymi uwagami się nie zgadzam. Mogłabym zgodzić się, że bohaterka powinna rzucić męża w cholerę, gdybym nie miała okazji obserwować i rozkminiać mechanizmów istniejących w podobnych związkach. Mogłabym uznać, że Kuba jest zbyt jednoznacznie zły, gdyby nie to, że to nie tekst na roztrząsanie jego nieszczęśliwego dzieciństwa czy czegoś tam. Jest sukinkotem i tyle, nie ma co tu rozważać, są na świecie źli ludzie i ich milsze strony lub przeszłość nie mają tu nic do rzeczy.

No, udało Ci się, AQQ. Brawo.

Ocho, chyba każdy, kto czyta ten tekst, wie jak powinna zachować się Majka i zadaje sobie pytanie, dlaczego tego nie robi? To, że nie daję jednoznacznej odpowiedzi, wcale nie znaczy, że w końcu do tego nie dojdzie. A Kuba? Już wcześniej pisałam, że moim zdaniem zupełnie nie ma tu znaczenia to, dlaczego facet pije. Cieszę się, że podobnie jak ja uważasz, że te informacje nie są konieczne. Oczywiście mogłam wcisnąć tu historyjkę o złym wpływie kumpli Kuby, o trudnym dzieciństwie, ojcu alkoholiku, o specyficznym charakterze pracy, itd.. albo opisać rozterki udręczonej Majki, która chce odejść, ale się boi, albo nie ma gdzie iść, albo po prostu kocha Kubę do szaleństwa… ale po co?

Jeśli więc uważasz, że obecna forma i ilość przekazanych informacji jest wystarczająca, bez uszczerbku dla całości, to bardzo się cieszę i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko pięknie podziękować. 

Wiesz, AQQ, pamiętam jeszcze Ziemię z mojego konkursu, i chyba patrzę trochę przez jego pryzmat na tego szorta. Lubię takie smutne historię, “lubię” się smucić, ale mimo, że dobrze napisane, to jednak jest w tym utworze zbyt dużo schematów, a raczej jeden wielki. Trochę szkoda. Mam nadzieję, że nie u wszystkim tym złem będzie zawsze pijący i bijący ojciec, a dobrem kochająca i bita matka. Dobrze, że chociaż słów używasz ładnych.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, zastanawiam się jaki rodzaj zła i dobra jest nieschematyczny? Może gdybym miała do dyspozycji 40k znaków, pokusiłabym się o wymyślenie czegoś bardziej oryginalnego, ale w tym konkretnym opowiadaniu, gdzie limit jest pewnym ograniczeniem rzeczywiście oparłam się na tym, co każdy jest w stanie od razu zidentyfikować.

Cieszę się jednak, że Twoim zdaniem Klucz jest dobrze napisany i bardo mi miło, że pamiętasz Ziemię. Dziękuję. :)

A taki.

Pozdrawiam.

Mi też jest miło. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Przeczytałam, Darconie, i rzeczywiście jestem pod wrażeniem. Mam tylko dylemat, czy o było dobro, czy zło? ;)

Ładne, smutne, z mocną końcówką. Podoba mi się zwłaszcza zakończenie, wręcz wyjęte z jakiegoś sennego koszmaru.

Sami bohaterowie jednak stereotypowi – co nie znaczy, że nie prawdziwi. Jednak gdyby nie zakończenie, to można by powiedzieć, że wiedziałbym, dokąd ta historia idzie.

Całość napisana dobrze, czyta się bez problemów.

Podsumowując: dobry koncert fajerwerków na mocny temat, z najciekawszą w nim końcówką.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cieszę się, NWM, że doceniłeś końcówkę. Przy ostatnich moich teksach pojawiały się zarzuty o brak jakiegoś łupnięcia na końcu, więc tym razem postarałam się o coś mocniejszego i zaskakującego. Jeśli się udało, to fajnie. Dziękuję. :)

Przyznam, że nie lubię tego rodzaju “obyczajówek”. Albo jest w nich za dużo epatowania cierpieniem, albo nadmiar niewyjaśnionych zdarzeń, przez co czytelnikowi trudno jest zawiesić niewiarę, albo też banalne zakończenie psuje ciekawie zapowiadającą się historię. I początkowo spodziewałem się, że Twoje opowiadanie będzie zawierało przynajmniej jeden z tych błędów, a tu niespodzianka: wszystko idealnie zrównoważone, zaskakująca puenta godna prawdziwego horroru. Dzieło zasługujące na Bibliotekę.

Mocny szort, choć na sprawdzonych elementach. Jak dla mnie jest to obyczajówka bez fantastyki, co akurat w tym konkursie nie przeszkadza, bo sny to takie pogranicze.

Ładnie napisane, tylko na zapętleniu kto ma klucz i kto co śni na końcu trochę się zawiesiłam – nie wiem, czy to było Twoją intencją? (Tak jak moją było w moim tekście na ten sam konkurs, żeby postacie się onirycznie przenikały.)

Autyzm oczywisty od momentu, kiedy Pawełek liczy, ale bardzo kulturalnie pokazany, świetnie się wpisuje w charytatywny cel konkursu :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Marcinie, cieszę się, że udało mi się sprawić ci niespodziankę. Jeśli zachowałam równowagę i nie spieprzyłam tego banalnym zakończeniem, to bardzo się cieszę, a przyznam, że to tekst, którego najmniej byłam pewna przed publikacją. Dziękuję. :)

Drakaino, ja lubię pisać obyczajówki, i z tego co czytam w komentarzach, to nawet jakoś mi to wychodzi. Myślę, że klucz, jako artefakt przenoszący bohaterkę do wykreowanej przez nią rzeczywistości powinien być wystarczającym elementem fantastycznym, choć muszę przyznać, że niezbyt mocnym.

Wiesz, te senne światy w pewnym momencie wzajemnie się przeniknęły, ale kwestię interpretacji zostawiam czytelnikowi. A główna intencja? Chyba to, że nigdy i nigdzie nie można czuć się bezpiecznie. :P

Fajnie, że dostrzegasz autyzm u Pawełka. Chciałam w opowiadaniu zawrzeć taki właśnie element właśnie ze względu na cel konkursu. Dziękuję. :)

Jest schematycznie -przemoc w rodzinie podrasowana chorobą dziecka(autyzm?) i metoda ofiary na radzenie sobie z problemem – ucieczka w świat marzeń sennych. Taki realizm magiczny. Niemniej jednak czyta się dobrze, no może poza sceną w kuchni, gdzie wybuch Kuby jest mocno teatralny i nazbyt gwałtowny – odpowiednie tempo reakcji emocjonalny uratowałoby efekt. No i niezamkniete zakończenie doborze robi szorcikowi:) Powodzenie w konkursie.

Dzięki, Blacktom. :D

To, że schematyczne, to już wiem. Wcale nie uważam, że wybuch Kuby był mocno teatralny i gwałtowny. Pasował mi do tego, jak ja go widziałam, a niektórzy ludzie czasem tak reagują. Smutne.

Cieszę się, że mimo wszystko czytało się dobrze, a końcówka dobrze wypadła. :)

Wcale nie uważam, że wybuch Kuby był mocno teatralny i gwałtowny. Pasował mi do tego, jak ja go widziałam, a niektórzy ludzie czasem tak reagują. Smutne.

Zgadzam się, smutne. Prawda, może takie reakcje gdzieś się pojawiają w rzeczywistości. Niemniej jednak dalej uważam, że z uczynienie impulsem do reakcji emocjonalnej pierwszego zdania dialogu, to nadal pod względem tego jak skomponowane jest opowiadanie(a kto wie nawet pod względem ludzkiego wzorca zachowania) to mocno naciągana sprawa ;)

Tak, czy inaczej good work :)

No cóż, nie da się ukryć, że opisana rzeczywistość jest tragicznie smutna, a tytułowy klucz otwiera przed nami drzwi do świata, który raczej niczym nie zaskakuje. Jednakowoż opowiadanie prezentuje się całkiem nieźle, więc choć to może głupio zabrzmi, muszę powiedzieć, że przeczytałam je z prawdziwą przyjemnością.

Nie mam pewności, ale zakładam, że Kuba zabrał klucz śpiącej żonie i przeniósł się tam, gdzie  była ona. Czy Majka, w momencie kiedy straciła klucz, nie powinna się obudzić?

 

W drzwiach stał Kuba w wy­mię­tej ko­szul­ce i zło­wiesz­czym bły­skiem w oku. –> W drzwiach stał Kuba w wy­mię­tej ko­szul­ce i ze zło­wiesz­czym bły­skiem w oku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cieszę się, Reg, że nawet z tak tragicznie smutnej historii potrafisz czerpać prawdziwą przyjemność. Dzięki. ;D

Tak, Kuba zabrał klucz żonie i pewnie padł pijany, a ponieważ dręczenie jej sprawiało mu pewnie przyjemność, to przeniósł się do takiej właśnie sennej rzeczywistości, która przeniknęła się z tą wyśnioną przez Majkę. Tak to mniej więcej widziałam.

Czy Majka, w momencie kiedy straciła klucz, nie powinna się obudzić?

zakładam, że śniła swoje sny, do momentu przebudzenia. Przecież w nocy pewnie i tak nie trzymała go cały czas w dłoni. Klucz jedynie sprawiał, że mogła się przenieść do swojego świata.

 

Podobało mi się :)

Miło mi, Anet. :)

Opowiadanie ciekawe lecz moim zdaniem wymagające dopracowania i przemyślenia. 

Po kolei:

1/ Koncepcja interesująca (rzeczywiście, a nie jak komentarz dotyczący sztuki). Przeciwstawienie dwóch rzeczywistości: snu i życia.

2/ Klucz – otwiera Sezam do… tego, czego chcesz, marzeń

3/ Przegadane, wycinałabym dookreślenia. Przykłady z pierwszego akapitu– wyboldowane:

„Majka pogłaskała Pawełka po jasnych włoskach, pocałowała delikatnie w czoło i poprawiła mu poduszkę. Widok śpiącego syna zawsze wywoływał u niej wzruszenie i sprawiał, że na sercu robiło się jakoś cieplej. Choć miała ochotę zostać przy dziecku, to mimowolnie poszła do sypialni, położyła się na skraju łóżka i szczelnie otuliła kołdrą, starając znaleźć się jak najdalej od pochrapującego obok mężczyzny. Bijący od niego odór trawionego alkoholu potęgował uczucie wszechogarniającego bólu i strachu.

4/ Intrygująca postać matki – przekazuje córce model (życie w snach), kiedy nie dajesz rady to masz wyjście. Najciekawszy dla mnie wątek. 

5/ Pawełek sześcioletni – zdiagnozowany czy nie? Kiedy dzieje się akcja? Jeśli współcześnie to nie wierzę w drugi rozdział – spazmatyczne przytulanie. W Pawełka tak, w matkę – nie.

6/ Scena bicia Majki – najzupełniej możliwa, lecz powód – obiad i wizyta u lekarza?, zdaje się schematem (wyobrażeniem). Jest gorzej, jest bez sensu, jest brutalniej.

7/ Końcówka – Kuba wkracza do snu, a przecież był poza nim, wyciągnął klucz z ręki śniącej ?

8/ Zastanawia mnie imię Kuba, którym posługuje się narrator, to zdrobnienie od Jakub, podobnie jak Pwełek.

Drobiazgi:

‚który po raz nie wiadomo który – powtórzenie

‚w wymiętej koszulce – razi mnie to zdrobnienie w stosunku do ojca Pawełka ( Kuby)

Dzięki, Asylium, za odwiedziny i komentarz. :)

1/ Fajnie

2/ Fajnie

3/ Taki mam styl, choć wiem, że nie każdemu może się podobać.

4/ Fajnie

5/ Przyjmij, że jest niezdiagnozowany. Matka ma świadomość, że coś jest nie tak i to doprowadza ją do rozpaczy. Wreszcie chce coś z tym zrobić. Możesz nie wierzyć w taką matkę, ale ja osobiście znam kogoś takiego.

6/ Każdy powód jest dobry. Miało być brutalnie.

7/Tak, wyciągnął klucz z ręki Majki.

8/ 

Zastanawia mnie imię Kuba, którym posługuje się narrator, to zdrobnienie od Jakub, podobnie jak Pwełek.

Eeeeee, a tego nie rozumiem.

Powtórzenie zaraz poprawię, dzięki za wyłapanie. Koszulka zostaje.

I ja się cieszę, że zajrzałam do Ciebie. :)

Fajnie, że fajnie. Przy 3 masz rację – mogę w tej sprawie przesadzać.

Z 8/ chodziło mi o to, że taki typ został obdarzony zdrobniałym imieniem. Z drugiej jednak strony może Kuba już funkcjonuje jako odrębne imię.

Teraz rozumiem. Myślałam, że uważasz, że Pawełek, to zdrobnienie od Kuba. :)

Wiesz, Asylum, brałam pod jeszcze pod uwagę imiona: Stefan albo Janusz, ale ostatecznie uznałam, że nie ma to, jak z potwora zrobić Kubusia. :D

 

No tak, rozumiem.

Myślałam, że to ładnie napisana sztampowa historia, ale zakończenie zrobiło swoją robotę. Dobry tekst.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Fleur, cieszę się, że ostatecznie nie wyszło aż tak sztampowo. Dzięki. :)

Nowa Fantastyka