- Opowiadanie: MPJ 78 - Niech i tak będzie

Niech i tak będzie

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Niech i tak będzie

 

– Obiecałeś, musisz dotrzymać słowa.

– Ale szefie, nie wiem, czy znajdziemy tam kogokolwiek, komu będziemy potrzebni.

– Jak nie chcesz dotrzymać słowa, to wyruszę sam.

– Niech boss się nie denerwuje, zaraz zabiorę go na stare śmiecie. Chwila, moment i będziemy w Myrze.

– Nie. Zabierz mnie do Aleppo.

– Szefie, tam ciągle nie jest bezpiecznie.

– Właśnie dlatego muszę się pojawić.

– Dobrze, szefie, to ruszamy. Do kogo?

– Zaczniemy od dzieci mających najsilniejszą i najczystszą wiarę.

– Dobrze.

 

Starszy siwowłosy mężczyzna o imponującej brodzie, ubrany w powłóczyste wschodnie szaty, oraz jego towarzysz, na oko dwudziestoletni blondyn w polowym mundurze z naszywkami 104 syryjskiej Brygady Gwardii Republikańskiej zjawili się w ciemnym mieszkaniu. Przez chwilę rozglądali się jakby kogoś szukali, wreszcie młodszy dał znać ręką starszemu. Mała dziewczynka spała przytulona do matki. Choć mieszkanie było duże, to obie znajdowały się w niewielkim, pozbawionym okien pomieszczeniu stanowiącym kiedyś garderobę.

– Czemu one śpią w takiej mysiej norze, skoro mają do dyspozycji całe mieszkanie? – zapytał starzec.

– W razie ostrzału tu są najlepiej chronione przed odłamkami.

– Przecież tu walki już się skończyły jakieś dwa lata temu.

– Niby tak, ale jeszcze zdarza się, iż rebelianci ostrzeliwują miasto. Matka nie chce ryzykować.

– Rozumiem. W takim razie zaczynajmy.

 

Starzec ukląkł przy dziecku i delikatnie pogłaskał je po główce. Dziewczynka otworzyła oczy popatrzyła przez chwilę na niego, a potem na jego towarzysza.

– Masz taki sam mundur jak mój tata – stwierdziła cicho.

– Wiem – szeptem odpadł blondyn.

– Prosiłaś o prezent silniej i szczerzej od innych dzieci – rzekł białobrody – cóż więc mam ci dać?

– Chcę, by mama wyzdrowiała. Rok temu poszła na bazar po zakupy. Wracając nadepnęła na coś, co wyglądało jak popsuta zabawka, to wybuchło i do dziś mama kuleje, a to niedobrze. Gdyby znów był ostrzał, nie mogłaby uciekać.

– Dobrze dziecko, pomożemy jej. – Skinął na swojego towarzysza.

 

Mundurowy ukląkł przy matce, delikatnie przesunął rękami nad jej nogą. Wokół niego i chorej pojawiła się delikatna złota poświata. Zacisnął dłoń w pięść. Gdy ją rozłożył pojawiły się w niej drobne kawałki metalu.

– To było przyczyną problemów. Mama jutro będzie znów mogła normalnie chodzić.

– Dziękuję wam – odrzekła poważnie dziewczynka.

– To nie my. To twoja wiara ją uleczyła. Teraz śpij.

Oczy dziewczynki zamknęły się i w ułamku sekundy pogrążyła się znowu w głębokim spokojnym śnie.

– Ruszamy dalej – zakomenderował brodacz.

 

Kolejne tonące w mroku mieszkanie. Szczelnie zasłonięte okna, domownicy śpiący jak najdalej od nich. Posłanie, na którym mały chłopiec pogrążony był w niespokojnej drzemce. Białobrody i mundurowy zbliżali się do niego bezszelestnie. Musiał ich jednak wyczuć, bo nagle otworzył oczy.

– Kim jesteście?

– Przyjaciółmi. Prosiłeś mnie o prezent – rzekł starzec.

– Prezent. – Chłopczyk zastanawiał się przez chwilę. – Chciałbym, aby mój tato był z nami na święta.

– Stanie się tak, jak pragniesz.

Gdy dziecko pogrążało się we śnie Białobrody zapytał swego towarzysza.

– Wiesz gdzie go szukać?

– Tak.

 

Z wioski pozostało jedynie rumowisko, wypalone kikuty budynków, leje po bombach, wyryte linie okopów. Na każdym kroku znać było ślady ciężkich walk. Na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, iż wojna przetoczyła się przez tę bezimienną miejscowość i poszła dalej. Nie była to jednak prawda. Na zamaskowanych pozycjach trwali żołnierze. Gdzieś tam na północy czaił się wróg, od czasu do czasu przypominający o swoim istnieniu wystrzałami z moździerza. W załomie murów, pod płachtą maskującą kryli się snajper i obserwator.

– Który z nich? – spytał białobrody.

– Snajper.

– Załatwimy mu przepustkę na święta.

– Nie da rady.

– Musimy dotrzymać słowa – twardo rzekł starzec.

– Pracuję nad tym.

 

Blondyn miał nieobecny wyraz twarzy, gdy nagle zaczęły eksplodować pociski moździerzowe. Fragment ściany zawalił się na zespół snajperski. Z głębi terenu kontrolowanego przez wojska Asada odezwała się artyleria. Jej pojawienie się sprawiło, że rebelianci natychmiast przycichli. Przy przysypanych gruzem pojawili się towarzysze broni. Szybko wyciągnęli snajpera i obserwatora. Sanitariusze, na noszach odtransportowali rannych na tyły. Starzec popatrzył na blondyna i z przerażeniem rzekł.

– Coś ty najlepszego zrobił?

– No właśnie, dlaczego sprawiliście, że Sarkis, mój najlepszy snajper jest ranny? – Do rozmowy włączył się nagle ktoś trzeci.

– Żaden człowiek nie jest w stanie nas widzieć, o ile mu na to nie pozwolimy, kim więc jesteś? – Białobrody ze zdumieniem patrzył na mężczyznę ubranego w polowy mundur.

– Kapitan Asif Huwajdżi.

– Nie o to pytałem.

– Alawici takich jak ja zwą jatimami – twórcami świata. Jeśli spytacie Arabów, powiedzą wam, iż jestem dżinem. Ty starcze, niewątpliwie uznasz mnie za demona. – Asif uśmiechnął się złośliwie. – Wróćmy jednak do tematu. Z jakiego powodu mój podwładny ma ranę za milion dolarów?

– Obiecaliśmy jego synowi, że wróci do domu na święta. Przepustki byś mu nie dał, więc dostanie urlop zdrowotny – spokojnie stwierdził blondyn.

– Dlaczego mówisz o ranie za milion dolarów? – Białobrody był zaintrygowany.

– Żołnierze tak nazywają niegroźne rany odniesione tuż przed rozpoczęciem ofensywy. Widziałem złamanie Sarkisa, czyste bez pokruszonych odłamków kości, uszkodzonych tętnic i żył. Za dwa miesiące wszystko mu się zrośnie i odzyska pełną sprawność.

– Widzisz? Nie skrzywdziliśmy go.

– Za to mnie dzieje się krzywda, będę musiał na wczoraj zorganizować nowego strzelca wyborowego. Wisicie mi przysługę.

– Czego oczekujesz?

– Tamci… – Wskazał ręką w stronę terenów opanowanych przez rebeliantów. – Porwali moją córkę na samym początku tej wojny.

– Mamy pewne ograniczenia – cicho rzekł blondyn.

– Nie proszę, byście ją odbili, zajmę się tym sam. – Głos kapitana stwardniał. – Po prostu zróbcie dla moich wnuków to samo, co dla innych dzieci. – Spojrzenie Asifa sugerowało, iż może być w tej prośbie pewien haczyk.

– Dobrze, zrobimy to. – Białobrody nie dał swojemu towarzyszowi szans na wyrażenie jakichkolwiek wątpliwości.

 

Blondyn i jego starszy towarzysz błyskawicznie zniknęli z linii frontu i pojawili się w chacie na terenach kontrolowanych przez rebeliantów. Wewnątrz spała gromadka dzieci i trzy kobiety. Jedna z nich obudziła się natychmiast po tym, jak wewnątrz znaleźli się przybysze. Spojrzała na nich i rzekła:

– Mam nadzieję, że nie jesteście tacy jak mój ojciec.

– Służymy Panu, a nie dżinom. – Blondyn wyprostował się dumnie.

– Z twoich słów wynika, iż go spotkaliście.

– To prawda – odrzekł białobrody.

– Ciekawe, jak was wpakował w nasze sprawy.

– Prosił, byśmy dali jego wnukom prezent na święta. Tobie możemy pomóc niezależnie od tego, co mu obiecaliśmy.

– Wolę nie ryzykować.

– Nie rozumiem?

– Kiedyś prosiłam mojego ojca o spełnienie trzech życzeń. Chciałam mieć długie dobre życie, przygody jak ze starego romansu, dużo dzieci i ważnego męża. Rok później wybuchła wojna domowa, porwano mnie, sprzedano na targu niewolników za używanego pickupa, zostałam żoną jednego z szefów tutejszej al Kaidy, urodziłam kilkoro dzieci. Myślę, że wkrótce znów moja sytuacja się zmieni. Ahmed jest coraz bardziej wściekły, bojownicy mu uciekają z oddziałów. Pewnie za chwilę ruszy ofensywa wojsk rządowych. To zaś bez wątpienia oznacza kolejne „przygody”. – Kobieta skrzywiła się jakby przegryzła zieloną cytrynę.

– Dżiny bywają złośliwe, ale dotrzymują słowa. – Blondyn pokiwał głową.

– Co możemy zrobić dla twoich dzieci? – Starzec był wstrząśnięty tym, co usłyszał.

– Sam spytaj o to moją najstarszą córkę. – Błysk w oku kobiety sugerował, iż ma ona jakiś plan.

– Dobrze. – Starzec pochylił się nad budzącą się dziewczynką. – Powiedz, dziecko, jakiego prezentu chcesz najbardziej, co podpowiada ci twoje serce?

– Chciałabym, aby mama tak często nie płakała.

– Tak się stanie – rzekł blondyn, po czym znikł z białobrodym.

 

Starzec rozglądał się ze zdumieniem po miejscu, w którym się znalazł. Nie było tu dzieci, za to skrzynie z bronią, amunicją, beczki i butle jakiś chemikaliów. Mężczyźni w mundurach pracowali przy kilku stołach, szykując miny pułapki, umieszczając materiały wybuchowe z zabawkach, radiach, smartfonach i innych przedmiotach. Dowódca przechadzał się, sprawdzał, jak idzie praca i udzielał wskazówek.

– Gdzie my jesteśmy?

– Jakieś dwadzieścia metrów pod ziemią w bunkrze człowieka, przez którego płacze córka Asifa.

– Co robimy?

– Spełniamy życzenie dziecka.

Postawiony przy ścianie kałasznikow upadł bez wyraźnego powodu na ziemię. Padł strzał. Pocisk przebił jedną z butli. Pomieszczenie zaczął wypleniać jakiś gaz. Pracujący przy stołach poderwali się do ucieczki. Coś spadło i nagle wszystko zagotowało się w serii wybuchów.

– Coś ty najlepszego zrobił?!

– Spełniłem wolę Pana.

– Wiesz, czasem boję się ciebie, aniołku.

– Mikołaju, spójrz na to tak. Ahmed zginął i nie będzie już bił córki Asifa, a ta nie będzie miała powodu do płaczu. Życzenie spełnione. Wyleciał w powietrze zapas min pułapek. Wielu dorosłych i dzieci nie straci, rąk, nóg, wzroku, życia. Zaoszczędziłem nam w przyszłości masę pracy, uleczania oraz spełniania próśb o protezy. Rebelianci stracili spory zapas broni i amunicji, będą więc się słabiej bronić. W tym rejonie będzie atakowała brygada, w której większość żołnierzy to chrześcijanie, ocaliłem więc wielu naszych.

– Skoro tak twierdzisz i taka jest wola nieba, niech i tak będzie.

 

Koniec

Komentarze

MPJ, usuń kropkę z tytułu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Interesujący pomysł mikołajkowy. :-)

Nieźle wtopili z tym spełnianiem życzeń.

O brakach w interpunkcji chyba już Ci kiedyś wspominaliśmy. Wołacze, te rzeczy… Masz trochę literówek, ale nawet niezbyt dużo.

Babska logika rządzi!

Lubisz eksplorować bliskowschodnie klimaty, ale nie pierwszy raz mam wrażenie, że jest to powierzchowne. Bardzo ciekawe koncepcje upraszczasz – łączenie jatimów i dżinów nie wychodzi zbyt zgrabnie, a implikuje bardzo dużo jak się zna genezę tych istot. Jakoś też nie mogę się za bardzo odnieść do obecności Mikołaja – a gdzie chrześcijańskiej miłosierdzie? Nie chodzi mi o to, że ideologicznie coś jest nie tak – znaczy jest nie tak, ale ze względu na to traktowanie “po łebkach”. Ja nic nie wiem o Twoim świecie przedstawionym, jakimi prawami się rządzi, a wrzucasz istoty z innego folkloru nie pokazując mniej więcej czym są. A jest to ważne, bo większość czytelników nie ma o nich zbyt dużego pojęcia. A ja niestety mam, więc mnie jako czytelniczkę takie podejście frustruje, bo marnujesz duży potencjał. 

I zrób coś z tą interpunkcją, bo to nie pierwszy raz.

Regulatorzy – Kropkę z tytułu usunąłem już jakiś czas temu.

 

Finkla – Szkic opowiadania powstał dwa lata temu, kiedy jeszcze jak trwały walki o miasto i był ciut krwawszy niż obecna wersja. :D

Co do życzeń zakładałem, że musi być jakiś kontrast pomiędzy życzeniami z gatunku szczere i dobre a ich realizacją. :D

Co do literówek i interpunkcji, walczę z nią acz bez większych sukcesów.

 

Deirdriu – Co do utożsamienia w osobie kapitana Asifa Huwajdżi jatima z dżinem, założyłem iż skoro dżin dla sunnickich Arabów, Alawici to heretycy, to ich jatimowie, mogą być równoznaczni z dżinami, które dla wyznawców proroka są czymś w rodzaju demonów. 

Jeśli idzie o prawdziwego św. Mikołaja biskupa, to akurat on miał dość twarde podejście do wrogów kościoła i z tego co pamiętam odpowiadał za spalenie, czy też zburzenie świątynia Artemidy w Myrze. Moje opowiadania można podzielić na parę cykli, w zasadzie rozgrywają się one w naszym świecie, z tym, że oprócz ludzi pojawiają się w nim istoty z dawnych wierzeń, czasem tu i ówdzie diabły, i jeden chrześcijański święty czyli Mikołaj. Jedynie te z admirałem Hakelberem Anatidae są gdzieś w kosmosie a te z Lisowczykami w Europie przyszłości. Może to błąd, ale zakładałem, że skoro operuję w naszym świecie, w oparciu o istoty obecne we współczesnej popkulturze np. dżiny to nie ma potrzeby zbytnio się rozpisywać o mechanizmach działania świata. 

 

Regulatorzy – Kropkę z tytułu usunąłem już jakiś czas temu.

Wiem, MPJ-ocie, że od 6 grudnia minęło sporo czasu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Na początek przyznam się, że trafiłeś w mój gust z tematyką. Lubię klimat Bliskiego Wschodu, a konflikt w Syrii, w dodatku z wydźwiękiem antywojennym wydaje mi się ważnym współcześnie tematem. Fabularnie jest nieźle. Pomysł z takim wykorzystaniem Mikołaja bardzo mi się podoba. Długo się zastanawiałem po jakiego grzyba oni latają tam we dwóch, ale końcówka mi wszystko wyjaśniła.

Jeśli miałbym się do czegoś doczepić to postaci dżina. Jak to jest, że on dżin a rodzinę ma całkiem normalną? I dlaczego taki dżin musi się przejmować rannym snajperem? Jakiegoś cudu sprawić nie może? ;) Przydałoby się trochę więcej wyjaśnień, ale tak generalnie to przyjemne opowiadanie :) 

Powiedzmy że jatima/dżin nie zamierzał się licytować na cuda z aniołem. ;) 

Mógłbym się podpisać obiema rękami pod opinią Ospałego Leniwca. Początek bardzo emocjonalny, fajnie też, że naświetlasz przez cały tekst problem min i tego, co potrafią zrobić. Jednak element fantastyczny w postaci dżina wyszedł dla mnie też lekko naciągany.

Podoba mi się też pokazanie osoby św. Mikołaja od takiej “badassowej” strony ;)

Wykonanie chropowate, ale czytało się i tak nieźle.

Koniec końców – bardzo miły koncert fajerwerków z paroma ciekawymi dla mnie motywami. Daję klika.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję :)

Nie przepadam za opowiastkami pisanymi na okoliczność, a mam wrażenie, że data dodania tekstu nie jest przypadkowa. I choć przyjmuję do wiadomości, że Mikołaj może spełniać życzenia dzieci na całym świecie, to jego obecność w muzułmańskiej Syrii nie wydaje mi się całkiem oczywista.

 

blon­dyn w po­lo­wym mun­du­rze z na­szyw­ka­mi 104 sy­ryj­skiej Bry­ga­dy Gwar­dii Re­pu­bli­kań­skiej Zja­wi­li się w ciem­nym miesz­ka­niu. –> Dlaczego wilka litera?

 

– Prze­cież tu walki już się skoń­czy­ły ja­kieś dwa lata temu temu. –> Dwa grzybki w barszczyku.

 

Wra­ca­jąc na­dep­nę­ła na coś, co wy­glą­da­ła jak po­psu­ta za­baw­ka… –> Literówka.

 

– Do­brze dziec­ko, po­mo­że­my jej – ski­nął na swo­je­go to­wa­rzy­sza. –> – Do­brze dziec­ko, po­mo­że­my jej.Ski­nął na swo­je­go to­wa­rzy­sza.

 

Za­ci­snął rękę w pięść. –> Raczej: Za­ci­snął dłoń w pięść.

 

– Oczy dziew­czyn­ki za­mknę­ły się i w ułam­ku se­kun­dy po­grą­ży­ła się znowu w głę­bo­kim spo­koj­nym śnie. –> To nie wypowiedź, więc półpauza przed zdaniem jest zbędna.

 

Ko­lej­ne po­grą­żo­ne w mroku miesz­ka­nie. Szczel­nie za­sło­nię­te okna, do­mow­ni­cy śpią­cy jak naj­da­lej od nich. Po­sła­nie, na któ­rym mały chło­piec po­grą­żo­ny był w nie­spo­koj­nym, płyt­kim śnie. –> Czy to celowe powtórzenia?

 

– Gdy dziec­ko po­grą­ża­ło się we śnie Bia­ło­bro­dy za­py­tał swego to­wa­rzy­sza. –> To nie wypowiedź, więc półpauza przed zdaniem jest zbędna.

 

– Kie­dyś pro­si­łam moje ojca o speł­nie­nie trzech ży­czeń. –> Coś się urwało.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wskazane poprawki naniosłem.

 

Co do Syrii to jest jeden z niewielu krajów regionu w którym zostało całkiem sporo chrześcijan. Paradoks polegał na tym, że Europa i Watykan się ich wyparli, ponieważ walczyli i walczą oni po stronie Asada. Ja tam ich nie winię,  jak się ma do wyboru dyktatora, który pozwali ci wierzyć w co chcesz, o ile nie negujesz jego władzy, a z drugiej strony czubków, którzy uważają cię z powodów religijnych za coś w rodzaju gadającego zwierzęcia, wybór jest oczywisty. 

 

Ponadto w opowiadaniu starałem się sugerować, iż Mikołaj przyszedł do swoich, no poza ostatnim przypadkiem, ale tam było to kwestią umowy z jatimem. .

 

 

 

Dziękuję za wyjaśnienia MPJ-cie. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tekst zaangażowany, za co duży plus. Może to i okolicznościowy kawałek, ale tematyka i jej ujęcie dosyć zaskakujące. Bliskowschodnie klimaty ledwo liznąłeś, opisy i realia przestawione powierzchownie, ale nie to jest tutaj ważne. Ogólna wymowa wywołuje emocje, a o to chyba chodzi w tym naszym pisaniu.

Od strony technicznej jest niestety gorzej. Tu nie chodzi tylko o fatalną interpunkcję. Wiele zdań zgrzyta i trzeszczy, w samej fabule pojawiają się naiwności, a w kilku miejscach te kulawe zdania pokrywają się z potknięciami historii i wychodzą wtedy zabawne kumulacje nieporadności. Naiwne jest na przykład pojawienie się znikąd dżina, nieporadne są wciskane w zdania wstawki typu "naszywkami 104 syryjskiej BGR" – po co taka szczegółowa informacja? Albo "Z głębi terenu kontrolowanego przez wojska Asada…" – sztucznie to brzmi. W zasadzie wszystkie zdania wypowiadane przez dżina brzmią jak sztuczny infodump. A już wypowiedź jego córki to szczyty infodumpu.

Zakończenie jest również słabe i bez wyrazu. Dziwny monolog-infodump i jeszcze dziwniejsza odpowiedź świętego.

Na pewno tekst warty jest dopracowania, język podrasowania, a całość wymaga redakcji i korekty. I byłby mocny kandydat do biblioteki.

Poniżej tylko kilka wybranych przykładów, w których coś moim zdaniem nie zagrało.

 

Z wioski pozostało jedynie rumowisko, wypalone kikuty budynków… – jak wyglądają kikuty budynków w wiosce?

 

Blondyn miał nieobecny wyraz twarzy, gdy nagle zaczęły eksplodować pociski moździerzowe. – co ma piernik do wiatraka?

 

– Prosiłaś o prezent silniej i szczerzej od innych dzieci – rzekł białobrody… – naprawdę "silniej"? No i jak można szczerzej prosić o prezent?

 

Białobrody i mundurowy zbliżali się do niego bezszelestnie. Musiał ich jednak wyczuć, bo nagle otworzył oczy. – zbliżali czy zbliżyli? Czemu zmieniasz czas?

 

Sanitariusze na noszach odtransportowali rannych na tyły… – hmm całe szczęście, że sanitariusze nie byli na szczudłach albo na łyżwach ;)

 

Mikołaju, spójrz na to tak. – kto tak mówi? Ogólnie dialogi są słabszą stroną twojego warsztatu. W większości brzmią sztucznie.

 

Akapit:

 

Starzec ukląkł przy dziecku i delikatnie…

 

Akapit zaraz poniżej:

 

Mundurowy ukląkł przy matce, delikatnie przesunął…

 

Dostrzegasz podobieństwo? Nie wygląda to zbyt dobrze.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Już tłumaczę i objaśniam. Opowiadanie jest mikołajkowe więc nieco naiwności z założenia nie powinno mu zaszkodzić. 

 

Co do 104 Brygady Gwardii Republikańskiej – ta jednostka jest złożona w dużej mierze z syryjskich chrześcijan, w każdym razie tego typu informacje były na sputniku. W moim rozumieniu miało to podkreślać, że Mikołaj przyszedł do swoich.

 

Co do siły i szczerości dziecięcych życzeń. Z mojego punktu widzenia życzenie szczere to takie wypływające prosto z serca, a nie z kalkulacji własnych oczekiwań i możliwości darczyńcy. Typu ciocia jest dość oszczędna, ale pracuje w sklepie z ciuchami i ma pracownicze rabaty do 70% to od niej chcę ciuch z firmy które w jej sklepie prowadzą, bo załatwi coś fajnego,  a wujek choć ma gest, to ni diabła nie  orientuje się w markach ciuchów więc pod żadnym pozorem nie mówi się przy nim, że chce się od Mikołaja bluzkę, bo kupi coś drogiego ale już niemodnego albo nie tej marki która jest na topie. 

 

Życzenie silne to życzenie konsekwentne, a nie coś w guście

– Wiesz mamo chcę “Xboksa”

– A mówiłeś że chcesz PS4.

–  Ale już jedno znalazłem u was w szafie.

 

Co do sformułowań w stylu “z głębi terytorium kontrolowanego przez wojska Asada”. We wszystkich opisach walk są one czymś oczywistym.  Masz to wszędzie “ostrzał z terenu kontrolowanego przez…”, “Rebelianci ostrzelali  ostrzelali dzielnicę mieszkalną z rejonu…” itd itp tak wyglądają serwisy informacyjne. Gdzie tu sztuczność?

 

“Kikuty budynków” w wielu książkach o odbudowie Warszawy stykałem się z takim sformułowaniem. Prosta zbitka podkreślająca dramatyzm, zniszczenia, okaleczenia struktury miasta itp.

 

Blondyn miał nieobecny wyraz twarzy, gdy nagle zaczęły eksplodować pociski moździerzowe. – co ma piernik do wiatraka?” – To elementarne. Anioł w jakieś formie jest przy Mikołaju i równocześnie organizuje ostrzał, który zawali ścianę budynku. W moim zamyśle miało to podkreślać, iz znajduje się w kilku miejscach na raz. 

 

Za sanitariuszami wstawiłem przecinek powinno być ok. 

 

 

Podchodzę już trzeci raz do skomentowana tego tekstu. Niby jest ciekawie, niby z przesłaniem, ale mimo tego nie odnajduję w nim tego, co mogłoby sprawić że zapamiętałbym tę historię na dłużej. Może to kwestia psychologiczna? Wolałbym legendę o Św. Mikołaju zapamiętać w klasycznej odsłonie ;) Tak czy inaczej pomysł jest dobry i to najważniejsze:) Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny

Wracam z uzasadnieniem swoich przykładów.

 

104 Brygada. Uwierz mi, żaden czytelnik tego opowiadania, nie będzie sprawdzał, czym jest (była) 104 Brygada. A pewnie bardzo niewielu ma o tym pojęcie. Mamy więc długaśny opis naszywki, o którego ważnym dla fabuły znaczeniu wie tylko Autor, ale nie my. Dla mnie to tylko długi opis naszywki, który wygląda dziwnie w tak krótkim tekście. Ale gdybyś to jakoś zgrabnie wyjaśnił…

 

Ja się nie czepiam siły i szczerości dziecięcych życzeń. Kto mówi, że prosił silniej? Można prosić bardziej, mocniej, gorliwie, ale silniej? To słowo samo w sobie jest koślawe. Szczerość to mówienie prawdy, otwartość. Nie wyobrażam sobie, co ma szczerość do prośby dziecka o prezent, skierowanej w myślach do Św. Mikołaja. Miało go w myślach nieszczerze prosić o prezent, którego nie chce?

 

Sformułowanie typu "ostrzał terenu…" itp. Jak sam zauważyłeś, tak wyglądają serwisy informacyjne. A nie literatura.

 

Kikuty spalonych (wypalonych) drzew, ok. Nawet kikuty budynków by przeszły, gdyby chodziło o wysokie zabudowania, jakieś wieżowce, itd. Kikut to ucięta kończyna. Kikut to pozostałość po czymś długim (ewentualnie wysokim w przenośni literackiej). Więc jakie kikuty widzisz w zniszczonej syryjskiej wiosce? 

 

Co jest elementarne? W tym zdaniu równie dobrze mógłbyś napisać: "Blondyn miał zielone gacie, gdy nagle zaczęły eksplodować pociski moździerzowe." Otóż "gdy nagle" odnosi się do jakieś czynności wykonywanej w tym samym czasie. Co to za czynność "nieobecny wyraz twarzy"? Gdybyś napisał "Blondyn stał z nieobecnym wyrazem twarzy, gdy nagle…" to nie byłoby powodu do marudzenia.

Po przeczytaniu spalić monitor.

mr.maras nie wymagam aby wszyscy wiedzieli kto służył w danej formacji, ale jak ktoś danym konfliktem się interesuje będzie to dla niego dodatkowy smaczek. Cała koncepcja opowiadania opierała się na założeniu, że czytelnik przez jakiś czas będzie się zastanawiał kim są ci dwaj, co nocami odwiedzają dzieci by spełniać ich życzenia. Dlaczego mówią o powrocie na stare śmieci itd. Zaś w którymś momencie stwierdzą to święty Mikołaj i aniołek. Kurde ale facet, co to pisał jest porąbany. Chociaż chwila, czy on od początku nie podpowiadał.

Zresztą nawet gdyby pominąć to wszystko mundur i naszywki były potrzebne by wzbudzić zaufanie dziecka, przecież dziewczynka mówi “masz taki sam mundur jak mój tata”. Wystarczy rzucić okiem na dowolne zdjęcia wojsk Asada by dostrzec pstrokaciznę mundurową, którą unifikują właśnie naszywki z symbolami formacji i kolorowe opaski na ramię. 

 

Co do kikutów budynków 

https://smartnews-agency.com/en/album/316023/airstrike-causes-destruction-in-altah-village-idlib#89135

Czy te z tej wioski są dostatecznie kikutowate?

 

Blondyn nie miał zielonych gaci bo miał na nich kamuflaż :D w sumie zdanie “Blondyn wymachiwał zielonymi gaciami, co ściągnęło ostrzał moździerzy” tez było by logicznie poprawne ale nie pasowało mi do konwencji a’la bajki.

MPJ78, ja sie nie odnoszę do Twoich intencji i zamiarów. Ja tylko wyrażam swoją opinię, na temat tego co źle moim zdaniem brzmi w tekście i jak to widzi czytelnik. Naszywki mogą oznaczać i wyrażać cokolwiek w Twoim zamyśle, jednak taka wstawka o naszywkach wygląda niezręcznie imo, gdy nie ma się pojęcia co oznaczają, a jedynie widzi długaśny opis ni z gruszki, ni z pietruszki.

Niestety na zdjęciu nie widzę żadnych kikutów. Kikuty to pojedyncze, sterczące fragmenty jakieś uprzedniej dłuższej (wyższej) całości, z której pozostaje pojedynczy szczątek/kawałek (jak po uciętej ręce lub nodze, po których zostają kikuty).

Uwaga o gaciach dotyczyła kwestii technicznych. Zdanie jest źle skonstruowane. Jego treści nie komentuję, jedynie budowę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Muszę powiedzieć, że porwałeś się na karkołomny pomysł. Połączyć Mikołaja i wojnę w Syrii, wrzucić go do Aleppo, to się praktycznie nie mogło udać. To znaczy być na poważnie i nie wzbudzić zniesmaczenia czy w ogóle niezadowolenia. W końcu dzieci z Aleppo nijak się mają do pociesznego grubaska w czerwonym kubraczku.

A jednak udało Ci się, utwór jest wystarczająco poważny i jednocześnie (o dziwo) spójny. Jedno zdanie trochę gryzło mi się z resztą treści.

– To nie my. To twoja wiara ją uleczyła.

Wyszło trochę fanatycznie, i wiesz, od razu źle mi się skojarzyło, ale to w końcu tylko jedno zdanie. Poza tym, ciekawy utwór, nieszablonowy.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Biblioteka się należy, choćby za odwagę w doborze tematu :)

Dziękuje ;)

 

Od samego początku rzuca się w oczy problem z przecinkami, jak tutaj:

– Ale szefie, nie wiem[+,] czy znajdziemy tam kogokolwiek, komu będziemy potrzebni.

– Niech boss[-,] się nie denerwuje, zaraz zabiorę go na stare śmiecie.

– Dobrze[+,] szefie, to ruszamy.

– Stanie się tak[+,] jak pragniesz.

Na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, iż wojna przetoczyła się przez tę bezimienną miejscowość i poszła dalej.

A tu literówka.

– Widzisz nie skrzywdziliśmy go.

Proponowałabym: Widzisz? Nie skrzywdziliśmy go.

– Czego oczekujesz.

To jest pytanie.

– Nie proszę[+,] byście ją odbili, zajmę się tym sam.

Blondyn i jego starszy towarzysz[-,] błyskawicznie zniknęli z linii frontu i pojawili się w chacie na terenach kontrolowanych przez rebeliantów.

Spojrzała na nich i rzekła[-.][+:]

– Mam nadzieję, że nie jesteście tacy[+,] jak mój ojciec.

– Ciekawe[+,] jak was wpakował w nasze sprawy.

– Dżiny bywają złośliwe[+,] ale dotrzymują słowa.

Starzec był wstrząśnięty tym[+,] co usłyszał.

Powiedz[+,] dziecko[+,] jakiego prezentu chcesz najbardziej, co podpowiada ci twoje serce?

Mężczyźni w mundurach pracowali przy kilku stołach, szykując miny pułapki[+,] umieszczając materiały wybuchowe z zabawkach, radiach, smartfonach i innych przedmiotach.

– Coś ty najlepszego zrobił!

Rozumiem, że wykrzyczane, ale nadal to jest pytanie.

– Wiesz[+,] czasem boję się ciebie[+,] aniołku.

No, nie porwało mnie.

Znam tylko pięć liter ;)

Wskazane poprawki naniosłem. 

Nowa Fantastyka