- Opowiadanie: Monique.M - Stuletnia drzemka

Stuletnia drzemka

Do tego tematu najbardziej pasowała mi bajka, zwłaszcza, że  inspiracją była moja pociecha.

 

Miłych s(n)ów :)

 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Stuletnia drzemka

Młoda sówka otworzyła wielkie, pomarańczowe oczy i spojrzała na okrągłą, srebrną tarczę księżyca. Zaspana zadrżała, próbując rozgrzać się w czerwcową noc, po czym zaczęła pohukiwanie. Od razu ozwały się jej kuzynki, wielce poruszone. Wyczuwały bowiem, że ta noc nie jest zwyczajna i coś się musi zdarzyć. Sówka nastroszyła piórka. Co też one mówią. Cóż tu może być niezwykłego w letnią noc. Zamiast plotkować, trzeba szukać myszy, ot co. Pokrzepiona tą myślą, rozprostowała skrzydła, gotując się do lotu na pobliskie pole. Już miała ruszyć, kiedy świat się zatrząsł, prawie zrzucając ją w krzewinki borówek. Sówka rozejrzała się zdumiona.

– Cóż to się wyprawia?! – huknęła głośno, a leśne echo poniosło tę skargę hen w dal.

Nie zdążyła jeszcze ochłonąć, gdy świat znów delikatnie zaczął się kołysać. Ale, ale… to nie świat się ruszał, tylko drzewo, na którym siedziała. Sówka zrobiła jeszcze większe oczy, chowając głowę między żółtobrązowe skrzydła. Tymczasem drzewo przeciągało się powoli, próbując strzepnąć z powiek ostatnie okruchy snu.

– Drzewo się rusza? – pisnęła cicho głęboko zdumiona ptaszyna.

Sówka była bowiem zbyt młoda, by wiedzieć, że w Lesie Dziwów drzewa budzą się ostatniej czerwcowej pełni stulecia. A to nie koniec cudów. Kwiaty w Prima Aprilis dla żartu zamieniają się kolorami, przepływający tuż obok strumyk z małym wodospadem nuci rwącą melodię. Znów w równonoc jesienną ostatnie promienie księżyca srebrzą poranną rosę, słońce za to złoci liście. I tylko dzięki wiewiórkom, chowającym wszystko w dziuplach, sekret nie wyszedł jeszcze na jaw przed człowiekiem. A w Wigilię to dopiero w lesie jest rwetes, bo zwierzęta przemawiają ludzkim głosem.

– Witaj, uszatko – zaszumiała topola.

Sówka jednak ani myślała przyjąć fakt, że drzewo do niej mówi. Siedziała więc dalej cicho na gałęzi, udając, że jej nie ma. Jedynie ciche kłapanie dziobem i nastroszone piórka wskazywały jej zaniepokojenie.

– Jesteś bardzo nieuprzejma – obruszyła się topola. – Zwłaszcza, że jak widzę, wynajmujesz u mnie dziuplę. Równie dobrze mogłabym ci powiedzieć: a sio!

Uszatka skuliła się, zawstydzona.

– Przepraszam – odhuknęła, skruszona. – Lecz nie spodziewałam się, że drzewo mówi.

– A czemu by nie. W końcu jestem entem. Co prawda oddychamy, jemy i żyjemy na swój własny sposób, ale jednak.

Uwagę topoli zwróciło nagle coś innego. Rozglądała się z zaciekawieniem po okolicy, nim znów przemówiła:

– Kiedy pierwszy i zarazem ostatni raz się obudziłam, byłam jeszcze młodym drzewkiem. Teraz wyrosłam. Ależ ciekawie jest spoglądać na wszystko z wysoka. – Coś jednak niepokoiło topolę. – A czemu żadne z sióstr i braci jeszcze do mnie nie dołączyło?

– Może jesteś pierwsza – podpowiedziała nieśmiało sówka.

– Hmm, może i masz rację. No nic, czas na spacer.

Jak to na spacer? – zdążyła pomyśleć sówka, nim ziemia się zatrzęsła, uwalniając potężne korzenie. Wystraszony ptak rozłożył skrzydła do lotu.

– Nie obawiaj się, mała. Nic ci nie grozi. Zostań, bo samej będzie mi smutno. Nawet nie wiesz, jakie to wspaniałe uczucie, wreszcie móc się ruszyć po ciągłym staniu w jednym miejscu. Toż to naprawdę można zapuścić korzenie, już na amen.

Sówka huknęła rozbawiona, czując coraz większą sympatię do drzewa. Sama nie wyobrażała sobie, już nigdy nie móc wzlecieć w przestworza.

– A jak ci się mieszka u mnie? – zagadnęło drzewo, znużone ciszą.

– Wygodnie, nie mogę zaprzeczyć. Tylko gałązka przy dziupli rośnie tak nisko, że rozprostować się nie mogę.

– Ooo – zasmuciła się topola, zaraz jednak zapomniała o rozmowie, skupiona na marszu.

 

Im księżyc bardziej się wznosił, tym większe poruszenie panowało wśród leśnej braci. Sosny, buki, dęby, jesiony, świerki budziły się do życia. Młodsze drzewa były tym faktem tak samo zaskoczone, jak sówka. Starsze cieszyły się, że doczekały tej nocy. Witały się z sąsiadami, plotkowały, a nawet urządzały sobie krótkie spacery. Żadne jednak drzewo nie ruszyło w tak daleką podróż jak topola. Najpierw szła dość niezgrabnie. Korzenie plątały się i myliły krok. To jednak jej nie zniechęcało.

– Dokąd zmierzasz? – ptasia ciekawość zwyciężyła.

– Zawsze mnie nurtowało, co jest poza lasem.

– Jak to co? Rozległe łąki porośnięte trawą i kwiatami, jeziora pełne ryb, złociste zboża zasiane przez człowieka i wioski, w których żyje. Oraz dużo gryzoni – rozmarzyła się sówka.

Topola słysząc to wszystko, jeszcze bardziej pragnęła zobaczyć te dziwy. Przyspieszyła więc znacznie, a przynajmniej tak się jej zdawało.

 

– Topolo! Topolo! – Sowa usłyszała za sobą śpiewne nawoływania. Obróciła główkę w tamtą stronę i prawie się nie zdziwiła. Znad jeziora machała do nich swoimi długimi gałązkami brzoza.

Topola jednak zdawała się tego nie zauważać, prąc do przodu. Dopiero sowie pohukiwanie zatrzymało drzewny marsz. Uprzejmie podeszła do brzozy, choć dopiero po chwili napłynęły wspomnienia wycieczki nad jezioro sprzed stu lat. Trochę zagubiona, mała topola spotkała na brzegu brzózkę i od razu znalazły wspólny język, a woda niosła pogłosy ich całonocnej pogaduszki.

– Moja droga przyjaciółko! – wykrzyknęła teraz brzoza, rozpościerając gałęzie w geście powitania. – Nie mogę uwierzyć, jak ten czas minął. Dopiero co byłyśmy małymi drzewkami, a tu już sto lat za nami. Ale, ale… przedstawiam ci moją latorośl.

Tuż przy brzozie chybotała się na wietrze zielona sadzonka. Kiedy wielkie oczy sowy utkwiły w niej spojrzenie, nieśmiałe drzewko schowało się za mamą.

– Co u ciebie słychać? Żadne ćwierkania nie przynosiły od ciebie wieści.

– Lepiej nie mówić. – Brzoza machnęła gałęzią. – Chrząszcze krytoryjki zamieszkały mi pod korą, nie dając spokoju. Tak się zadomowiły, że rozrosła się ta rodzinka. Wezwałam na pomoc dzięcioła, w końcu to lekarz drzew. Podziobał tu i tam, lecz nawet on nie dał rady tej pladze. Na dodatek od wczoraj podgryza mnie bóbr! Wyobrażasz to sobie? – Brzoza spojrzała nieprzyjaźnie w stronę budowanej tamy. Bóbr, jakby wyczuwając, że o nim mowa, wyszczerzył długie zęby, nim wrócił do swojej pracy. – No i w mojej koronie zalęgły się zięby. Owszem, ptaszyny pięknie śpiewają, ale czemu już od samego rana spać mi nie dają?!

– To przykre, co mówisz – przerwała ten potok słów topola.

Uszatka zahuczała z ulgą, a echo poniosło jej głos po tafli jeziora aż na drugi brzeg. Kilka tamtejszych wierzb płaczących obróciło się w ich stronę.

– A ty dokąd tak pędzisz, moja droga? – zagadnęła znów brzoza.

– Zawsze mnie ciekawiło, co jest poza lasem.

– Jak to? To las nie rośnie wszędzie?

Sówka przewróciła oczami.

– Oczywiście, że nie. Ale tamten świat znam tylko z treli ptaków, zachwycających się wolnością wśród łąk i wiatrem unoszącym je do samego słońca.

Przez chwilkę brzoza rozmarzyła się, słysząc opowieść, lecz jej praktyczna natura wygrała.

– Ależ to mrzonki. Jesteśmy drzewami, stojącymi twardo w ziemi, a nie podróżnikami.

Topola, gdyby mogła, zapewne pokraśniałaby cała na te słowa. Ale że nie leżało to w jej naturze, jedynie wyprostowała się i odparła chłodno:

– Marzenia są po to, by je spełniać, póki ma się na to szansę. Inaczej przez następne sto lat będę żałować, że nie spróbowałam.

Sówka poczuła dumę, że los związał ją z tak mądrym drzewem. Z wysoka spojrzała na brzozę, nim topola odwróciła się i ruszyła w dalszą drogę. Uchatka cierpliwie jej towarzyszyła, choć dla niej skraj lasu wcale nie był daleko.

 

Obie stanęły na granicy lasu. Noc powoli ustępowała dniowi. I choć słońce jeszcze nie wyszło, to zza widnokręgu nieśmiało bił blask rozświetlający delikatnie mgły unoszące się nad polami. Zarys samotnego drzewa podkreślał dywan z traw, przechodzący w oddali w pola pszenicy. Otwarta przestrzeń zachwyciła topolę, kusząc dreszczykiem wyprawy w nieznane. Jednocześnie puste pola aż tchnęły samotnością. Topola zrozumiała, że w lesie, w otoczeniu innych drzew jest bezpieczna i nigdy nie zostanie sama. I że ma dokąd wrócić. W jej potok myśli wplótł się perlisty śpiew, przykuwający uwagę wesołymi trelami. Na tle niebieskawego nieba mknęła drobna sylwetka, nie przerywając swoich śpiewnych popisów. To leciała hen w górę, to po krótkim koncercie sfruwała spiralnie w dół.

Przez dłuższą chwilę sowa wsłuchiwała się z zazdrością w koncert skowronka, nim nie zauważyła ruchu źdźbeł traw. Jej niezawodny instynkt, słuch i wzrok mówiły jedno – kolacja. Już rozłożyła skrzydła do bezszelestnego lotu, gdy nagle topola krzyknęła:

– Skowronek zwiastuje wschód słońca! Jeśli nie zdążę przed brzaskiem wrócić na swoje miejsce, pozostanę uwięziona na sto lat tam, gdzie stanę.

Topola obróciła się tak gwałtownie, że sowa musiała mocniej zacisnąć szpony na gałęzi, by nie spaść. Spojrzała jeszcze tęsknie za oddalającą się zdobyczą. Topola jednak parła naprzód nadspodziewanie szybko jak na enta. Przepchnęła się przez stłoczone brzozy. Nie zważała na pozdrowienia świerków ani zaczepki buków. Lis ledwie uciekł przed jej korzeniami, a jeż tuptał tuż za nią. Tymczasem słoneczny pomarańcz coraz śmielej malował niebo i pola.

Nagle topola stanęła. Przez moment rozglądała się to w lewo, to w prawo, aż na koniec jęknęła.

– Nie wiem, którędy iść. Żadne drzewo nie stoi tam, gdzie powinno, i teraz zgubiłam się.

Sowa zahuczała. Rzeczywiście, las zmienił się i zapanował chaos. Rozmowy drzew zagłuszyły nawet trele ptaków. Wtem sówce przyszedł do głowy pomysł. Przecież nie tylko drzewa mogą być punktami orientacyjnymi w lesie. Są jeszcze kamienie i strumyki. Sowa rozłożyła skrzydła i bezgłośnym lotem wzbiła się ponad zielone korony. Z lękiem ujrzała czubek pomarańczowej tarczy słonecznej, wychylającej się zza wzgórza. Sowa zataczała coraz większe kręgi, wykorzystując swój świetny wzrok w poszukiwaniu ich małego wodospadu. Bała się, że korony przysłonią właściwe miejsce. A czas gonił. Słuch jej jednak nie zawiódł, wychwytując szemranie strumienia.

– Podążaj za mną! – zahuczała do przestraszonej topoli.

Teraz jak po sznurku do kłębka leciała do celu, a topola szła tuż za nią. Szum rozmów powoli się wyciszał, reszta drzew, również wyczuwając nadchodzący wschód, nieśpiesznie ustawiała się na swych miejscach. Topola odetchnęła z ulgą, widząc niewielki wodospad. Zdążyła w ostatniej chwili, nim słońce pojawiło się w całej krasie. Topola szepnęła jeszcze:

– Dziękuję, przyjaciółko.

Nim znów zastygła na kolejne sto lat.

Głodna i śpiąca sówka usiadła na gałęzi, tuż przy swojej dziupli. Z zadowoleniem zauważyła, że gałązki nie są już tak nisko. Spojrzała z sympatią na topolę. Zmęczona przymknęła powieki, wiedząc, że nigdy nie zapomni tej przygody.

Koniec

Komentarze

Bardzo sympatyczna bajka. Choć trochę męczy w niej manieryzm, jak w pierwszej rozmowie Sówki i Topoli. Jednak tekst jest na tyle sympatyczny i zarazem niepretensjonalny, że przypadł mi do gustu :) Bohaterowie są może i nieskomplikowani, ale definitywnie sympatyczni, sama przygoda też taka lekka, rzekłbym, że w sam raz do obiadu.

Słowem – przyzwoity koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Całkiem miła bajka, ale szkoda, że zdominowana przez drzewa. Konkursowe ptaki pozostały jedynie tłem, a, moim zdaniem, mogłoby tu być więcej spraw sowich i skowronkowych.

Dlaczego topola jest pisana wielką literą, podczas gdy nazwy innych drzew i ptaków pozostają pisane małymi?

Szkoda też, że pomyliłaś skowronka ze słowikiem. :(

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

pra­wie zrzu­ca­jąc ją w krze­wy bo­rów­ki. –> …pra­wie zrzu­ca­jąc ją w krze­winki bo­rów­ek.

 

a leśne echo po­nio­sło skar­gę hen w dal. –> …a leśne echo po­nio­sło skar­gę hen, w dal.

 

Tym cza­sem drze­wo prze­cią­ga­ło się po­wo­li… –> Tymcza­sem drze­wo prze­cią­ga­ło się po­wo­li

 

pi­snę­ła cicho pta­szy­na, w głę­bo­kim zdu­mie­niu. –> …pi­snę­ła cicho głę­bo­ko zdu­miona pta­szy­na.

Można być zdumionym, ale nie wiem, jak można znaleźć się w zdumieniu.

 

I tylko dzię­ki cho­wa­ją­cym wszyst­ko w dziu­ple wie­wiór­kom… –> Raczej: I tylko dzię­ki wiewiórkom, cho­wa­ją­cym wszyst­ko w dziu­plach

 

Rów­nie do­brze mo­gła­bym ci po­wie­dzieć: a sio. –> Tu chyba przydałby się wykrzyknik: Rów­nie do­brze mo­gła­bym ci po­wie­dzieć: a sio!

 

W końcu je­stem Entem. –> W końcu je­stem entem.

 

Tylko ga­łąz­ka przy dziu­pli wisi zbyt nisko, że roz­pro­sto­wać się nie mogę. –> Tylko ga­łąz­ka przy dziu­pli rośnie zbyt nisko i roz­pro­sto­wać się nie mogę. Lub: Tylko ga­łąz­ka przy dziu­pli rośnie tak nisko, że roz­pro­sto­wać się nie mogę.

 

Roz­le­głe pola po­ro­śnię­te trawą i kwia­ta­mi… –> Raczej: Roz­le­głe łąki po­ro­śnię­te trawą i kwia­ta­mi

 

Ow­szem pta­szy­ny pięk­nie śpie­wa­ją, ale czemu już od sa­me­go rana spać mi nie dają?! –> Czy ro zamierzony rym?

 

Uszat­ka za­hu­cza­ła na znak ulgi. Echo po­nio­sło jej po­hu­ki­wa­nie po tafli… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Oboje sta­nę­li na gra­ni­cy lasu. –> I topola, i sowa są rodzaju żeńskiego, więc: Obie stanęły na gra­ni­cy lasu.

 

Noc po­wo­li ustę­po­wa­ła dniu. –> Noc po­wo­li ustę­po­wa­ła dniowi.

 

To fru­nę­ła hen w górę, by po krót­kim kon­cer­cie fru­nąć spi­ral­nie w dół. –> Powtórzenie.

 

Na tle nie­bie­ska­we­go nieba mknę­ła drob­na syl­wet­ka, nie prze­ry­wa­jąc swo­ich śpiew­nych po­pi­sów. […] Przez dłuż­szą chwi­lę sowa wsłu­chi­wa­ła się z za­zdro­ścią w sło­wi­czy kon­cert… –> Podejrzewam, że miało być: …wsłu­chi­wa­ła się z za­zdro­ścią w kon­cert skowronka

Słowiki śpiewają nocą, skryte w drzewach/ krzewach.

 

Sło­wik zwia­stu­je wschód słoń­ca! –> Pewnie miało być: Skowronek zwia­stu­je wschód słoń­ca!

 

To­po­la jed­nak parła na przód nad­spo­dzie­wa­nie szyb­ko, jak na Enta. –> To­po­la jed­nak parła naprzód nad­spo­dzie­wa­nie szyb­ko, jak na enta.

 

Tym cza­sem sło­necz­ny po­ma­rańcz… –> Tymcza­sem sło­necz­ny po­ma­rańcz

 

Zdą­ży­ła w ostat­niej chwi­li, nim słoń­ce po­ja­wi­ło się w całej kra­sie. To­po­la zdą­ży­ła szep­nąć jesz­cze: –> Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za komentarze oraz za klika smiley

Błędy wskazane przez Reg poprawię jeszcze tej nocy. Topolę pisałam z dużej litery, bo w pewnym momencie uznałam to za jej imię. Co do skowronka, muszę rzeczywiście to sprawdzić w swoim źródle.

Zgodzę się, że to bardzo sympatyczna bajka. Taka ciepła.

Oboje stanęli na granicy lasu.

Mowa o sowie i topoli, więc raczej obie.

Zarys samotnego drzewa podkreślał dywan z traw

Czyli co podkreślało, a co było podkreślane? Lepiej unikaj takich dwuznaczności.

Babska logika rządzi!

Dziękuję Finklo za komentarz i klikasmiley Niestety o tej godzinie, nie wymyślę lepszego rozwiązania dla tego zdania. 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Topolę pisałam z dużej litery, bo w pewnym momencie uznałam to za jej imię.

A brzozy, sosny, buki, dęby, jesiony, świerki czy wierzby płaczące – dlaczego ich nazw nie uznanałaś za imiona? A ptaki – choć mają nazwy, też pozostają bezimienne.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W takim razie zmienię.

Miła i sympatyczna to faktycznie najlepsze określenia dla tej bajki. Czytało się naprawdę przyjemnie.

Super tekst. :) 

Dziękuję za kolejny komentarz smiley Cieszę się z takiego odbioru, bo właśnie o to mi chodziło. 

Przede wszystkim cieszę się, że mamy w konkursie konkurencyjną baśń :)

Jest zgrabna i przyjemnie się ją czyta, ale przyczepię się do dwóch rzeczy. Pierwsza to akcesoryjność sowy. Wszystkie akcje (poza jedną na sam koniec) w opowiadaniu są Topoli, sowa jest trochę tylko po to, by Topola miała się do kogo odezwać. Druga to brak lub bardzo wątła obecność charakterystycznych dla baśni cech: kwestii walki dobra ze złem (nagradzania dobra, karania zła), a także tłumaczenia natury, religii, moralności (twoja baśń opisuje wydarzenia, nie są one powiązane z jakimiś zjawiskami ze świata prawdziwego)

Co do pisowni, jest sporo błędów. Ale tak jak napisałem, przyjemnie się czyta. A to dlatego, że ogromna ilość błędów to przecinki, jeśli jeszcze odjąć czasami pojawiające się, niezbyt nachalne powtórzenia, to innych błędów praktycznie nie ma, styl jest lekki, jak najbardziej w porządku, co ma wpływ na przyjemność z lektury.

Jak dla mnie solidny tekst, jednak znajduje się tuż poniżej mojego progu bibliotekowania :(

 

A tak nawiasem mówiąc, reg, jestem niesamowicie z siebie dumny, że potrafię odnaleźć więcej błędów. I to już po poprawkach z twojej łapanki :)

 

Sówka była bowiem zbyt młoda(+,) by wiedzieć,

– Cóż to się wyprawia?! – huknęła głośno, a leśne echo poniosło tę skargę hen w dal.

W środku lasu nie może być echa, bowiem nie ma dużuch powierzchni, od których dźwięk może się odbijać, natomiast jest dużo roślinności i liści, które dźwięk wytłumiają i rozpraszają.

Kwiaty w Prima Aprilis dla żartu zamieniają się kolorami, przepływający tuż obok strumyk z małym wodospadem nuci rwącą melodię. Znów w równonoc jesienną ostatnie promienie księżyca srebrzą poranną rosę, słońce za to złoci liście. I tylko dzięki wiewiórkom, chowającym wszystko w dziuplach, sekret nie wyszedł jeszcze na jaw przed człowiekiem.

Wiewiórki chowają w dziuplach rosę, melodię wodospadu i promienie słońca? Rozumiem zamysł, ale reszta wypisanych rzeczy jest poetyckim wyolbrzymieniem czegoś naturalnego bądź przynajmniej jest fizycznie możliwa.

 

– Nie obawiaj się(+,) mała.

Nawet nie wiesz(+,) jakie to wspaniałe uczucie

– A jak ci się mieszka w mojej dziupli? – zagadnęło drzewo, znużone ciszą.

– Wygodnie, nie mogę zaprzeczyć. Tylko gałązka przy dziupli rośnie tak nisko

Młodsze drzewa były tym faktem tak samo zaskoczone, jak sówka. Starsze cieszyły się, że doczekały tej nocy. Witały się z sąsiadami, plotkowały, a nawet urządzały sobie krótkie spacery. Żadne jednak drzewo nie ruszyło w tak daleką podróż co topola.

Oraz dużo gryzoni. – Rozmarzyła się sówka. => Oraz dużo gryzoni – rozmarzyła się sówka.

Topola słysząc to wszystko(+,) jeszcze bardziej pragnęła to zobaczyć.

Przyspieszyła więc dość znacznie

To są dwa określenia skali, nie można czegoś zrobić “dość znacznie”, tak samo jak nie można “trochę znacznie”, “bardzo znacznie”, “trochę bardzo” itd.

 

a woda niosła pogłos ich całonocnej pogaduszki.

Jak całonocnej, to raczej pogłosy.

 

Dopiero co byłyśmy małymi drzewkami(+,) a tu już sto lat za nami.

Co u ciebie słychać. => Co u ciebie słychać?

Co u ciebie słychać. Żadne ćwierkania nie przynosiły od ciebie wieści.​

Bóbr(+,) jakby wyczuwając, że o nim mowa(+,) wyszczerzył długie zęby, nim wrócił do swojej pracy.

Owszem(+,) ptaszyny pięknie śpiewają, ale czemu już od samego rana spać mi nie dają?!

Echo poniosło jej głos po tafli jeziora, aż na drugi brzeg.

Niepotrzebny przecinek.

 

– A ty dokąd tak pędzisz, moja droga? – znów zagadnęła brzoza.

W takiej konstrukcji czasownik musi być pierwszym słowem po myślniku.

 

Zawsze mnie ciekawiło(+,) co jest poza lasem.

– Jak to. To las nie rośnie wszędzie? => – Jak to? To las nie rośnie wszędzie?

Przez chwilkę brzoza rozmarzyła się(+,) słysząc opowieść,

Topola(+,) gdyby mogła, zapewne pokraśniałaby cała na te słowa.​

Ale, że nie leżało to w jej naturze

Niepotrzebny przecinek.

 

Marzenia są po to(+,) by je spełniać,

I, że ma dokąd wrócić.

Niepotrzebny przecinek.

 

To leciała hen w górę, by po krótkim koncercie frunąć spiralnie w dół.

Jestem niemal pewien, że “to …, to …” jest całą konstrukcją i nie można jej tak dzielić, ale nie mogę na szybko nic znaleźć. Jeśli nie mam racji, niech ktoś mnie poprawi. Jeśli mam, to poprawnie powinno być:

To leciała hen w górę, to po krótkim koncercie sfruwała spiralnie w dół.

 

pozostanę uwięziona na sto lat, tam gdzie stanę.

Przecinek w złym miejscu, powinien znaleść się przed “gdzie”.

 

Topola obróciła się tak gwałtownie, jak na drzewo, że sowa musiała mocniej zacisnąć szpony na gałęzi by nie spaść.

Tutaj też są problemy z konstrukcjami, mieszają ci się “tak …, jak …” i “tak …, że …”. Sugeruję wywalić całą wstawkę “jak na drzewo”, bez niej nic nie ubędzie zdaniu.

 

sowa musiała mocniej zacisnąć szpony na gałęzi(+,) by nie spaść.

Topola obróciła się tak gwałtownie, jak na drzewo, że sowa musiała mocniej zacisnąć szpony na gałęzi by nie spaść. Spojrzała jeszcze tęsknie za oddalającą się zdobyczą. Topola jednak parła naprzód nadspodziewanie szybko, jak na Enta.

Kolejny argument za tym, by wywalić to nieszczęsne “jak na drzewo” :)

 

Nie zważała na pozdrowienia świerków, ani zaczepki buków.

Niepotrzebny przecinek.

 

Tymczasem słoneczny pomarańcz coraz śmielej malował niebo i pola.

Problem z punktem widzenia postaci – znajdują się już w lesie, opowiadanie pisane jest z ich perspektywy.

 

Żadne drzewo nie stoi tam, gdzie powinno(+,) i teraz zgubiłam się.

Z lękiem ujrzała czubek pomarańczowej tarczy słonecznej(+,) wychylającej się zza wzgórza.

Sowa zahuczała. Rzeczywiście, las zmienił się i zapanował chaos. Rozmowy drzew zagłuszyły nawet trele ptaków. Wtem sówce przyszedł do głowy pomysł. Przecież nie tylko drzewa mogą być punktami orientacyjnymi w lesie. Są jeszcze kamienie i strumyki. Sowa rozłożyła skrzydła i bezgłośnym lotem wzbiła się ponad zielone korony. Z lękiem ujrzała czubek pomarańczowej tarczy słonecznej wychylającej się zza wzgórza. Sowa zataczała coraz większe kręgi, wykorzystując swój świetny wzrok w poszukiwaniu ich małego wodospadu. Bała się, że zielone korony przysłonią właściwe miejsce.

Teraz jak po sznurku do kłębka leciała do celu,

Teraz jak po sznurku do kłębka leciała do celu, a topola sunęła tuż za nią

Wielka litera.

 

reszta drzew(+,) również wyczuwając nadchodzący wschód,

Lecz dopiero, kiedy topola dostrzegła niewielki wodospad

Niepotrzebny przecinek.

Spojrzała z sympatią na Topolę, Zmęczona przymknęła powieki, wiedząc(+,) że nigdy nie zapomni tej przygody.

Mała litera.

ironiczny podpis

Issander

Dziękuję za odwiedziny i tak obszerny komentarzsmiley Cieszę się, że przyjemnie się czytało i w tej akurat opowieści to chyba dla mnie najważniejsze. Przyznaję, przecinki to moja zmora.

Nie było moim zamiarem stworzenie typowej baśni z walką dobra ze złem. Pomysł sam przyszedł i po prostu dałam się ponieść historii smiley.

Odnośnie wiewiórek, chodziło mi jedynie o chowanie posrebrzanej rosy i pozłacanych liści.

A tak nawiasem mówiąc, reg, jestem niesamowicie z siebie dumny, że potrafię odnaleźć więcej błędów. I to już po poprawkach z twojej łapanki :)

I ja, Issandrze, jestem z Ciebie niezmiernie dumna. :D

Jestem też przekonana, że w łapankach chyba nigdy nie wskażę wszystkich błędów i usterek – staram się bowiem przeczytać każde opowiadanie i na wyłowienie wszystkich baboli zwyczajnie brakuje mi czasu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jejku, czytając twoją bajkę czułam się jakbym usypiała wieczorem moją małą kuzyneczkę, ona uwielbia takie opowiadania :).

Bardzo przyjemna lektura; tekst ma nieskomplikowaną fabułę i lekki język jak na porządną baję przystało :).

 

Pomysł sam przyszedł i po prostu dałam się ponieść historii

 

Dobre podsumowanie procesu twórczego :D

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Sy

Jest mi bardzo miło czytając takie komentarzesmiley 

Przeurocza bajka, ale zdecydowanie wolę, kiedy jest obecny baśniowy pazur. Bo w sumie w tej historii wszystko jest dobre i takie miłe. Nie jest oczywiście wada, bo myślę, że dla młodszego czytelnika byłby do świetny przekaz, a i niejeden dorosły może docenić. Ja też, ale wolę bardziej “krwiste” i niejednoznaczne opowiastki. Ale super, że kolejna bajka/baśń jest, bo ogólnie bardzo lubię takie formy czytać.

Deirdriu

Dziękuję za pozytywny komentarz smiley Bajkę pisałam z myślą o małym czytelniku, dlatego nie ma tego pazura :)

No cóż, zdecydowanie nie mój typ literatury :) A przez to, że za bardzo nie mam z nią kontaktu, ciężko mi w sumie ocenić jak opowiadanie prezentuje się na tle innych tego typu dzieł. Zdaję sobie też sprawę z faktu, że fabuła jest prosta ze względu na docelowych odbiorców, ale jednak jest dla mnie zbyt prosta. Ot, idą tam i z powrotem, zasadniczo nic poza tym. No ale rozumiem, bajka dla dzieci, więc nie będę za bardzo narzekał. Za to napisane bardzo ładnie :) 

Arnubis

Dziękuję za komentarz smiley I rozumiem Twój punkt widzenia. Sama zastanawiałam się, czy forumowiczom spodoba się bajka dla dzieci i biłam się z myślami czy ją umieszczać. Ale za bardzo pasowała mi do sów i skowronków, dlatego postanowiłam zaryzykować.

Z góry przepraszam, jeśli powtórzę coś, co już moi poprzednicy wypisali.

 

„– Witaj[+,] uszatko – zaszumiała topola.”

 

Albo topola, albo Topola, zdecyduj się. Wybierz jedną wersję i stosuj ją konsekwentnie.

 

„Jak to na spacer? Zdążyła pomyśleć sówka” – Tutaj obowiązują zasady nieco podobne do zasad zapisywania dialogów. „Zdążyła pomyśleć sówka” nie stanowi samodzielnego zdania, więc nie powinno być pisane wielką literą, generalnie zresztą brzmi niezręcznie. Naturalniej jest wybrać czasownik, np. pomyślała, zdziwiła się itp. A jeśli kończysz myśl znakiem interpunkcyjnym, trzeba ją oddzielić od opisu półpauzą. => Jak to na spacer? – zdążyła pomyśleć sówka”.

 

„Tylko gałązka przy dziupli rośnie tak nisko, że rozprostować się nie mogę.”

Przyznam, że nie rozumiem o co chodzi z tą gałązką. W dziupli się nie może rozprostować czy na gałęzi? O ile pierwsze ma dla mnie sens (ale wtedy czemu nie poszuka większej dziupli?), o tyle drugie już nie ma. Nie widzę związku między dziupla a jakąkolwiek gałęzią…

 

„…i myliły krok. To jednak jej nie zniechęcało.

– Dokąd kroczysz?”

 

„Oraz dużo gryzoni. – Rozmarzyła się sówka.” – Albo „rozmarzyła” małą literą, albo trzeba odwrócić szyk: Sówka rozmarzyła się.

 

„– Co u ciebie słychać.” – To jest pytanie, więc potrzebuje znaku zapytania na końcu.

 

„Owszem[+,] ptaszyny pięknie śpiewają, ale czemu już od samego rana spać mi nie dają?!” – Zdanie jest zrymowane, co zgrzyta.

 

„Jak to. To las nie rośnie wszędzie?” – Albo po „Jak to” znak zapytania, albo przeciek, bo samo nie ma wiele sensu.

 

„Topola[+,] gdyby mogła, zapewne pokraśniałaby cała na te słowa.”

 

„…kusząc dreszczykiem przygody w nieznane.” – Co to jest przygoda w nieznane> Wyprawa w nieznane owszem, ale nie przygoda. To niegramatyczny skrót myślowy.

 

„I[-,] że ma dokąd wrócić.”

 

„Jeśli nie zdążę przed brzaskiem wrócić na swoje miejsce, pozostanę uwięziona na sto lat[-,] tam[+,] gdzie stanę.”

 

„…sowa musiała mocniej zacisnąć szpony na gałęzi[+,] by nie spaść.”

 

„Topola jednak parła naprzód nadspodziewanie szybko[-,] jak na Enta.” – enta małą literą

 

„Szum rozmów powoli się wyciszał, reszta drzew również[+,] wyczuwając nadchodzący wschód, nieśpiesznie ustawiała się na swych miejscach. Lecz dopiero[-,] kiedy topola dostrzegła niewielki wodospad, odetchnęła z ulgą.”

To drugie zdanie jest mocno niezgrabne. O ileż miodniej byłoby napisać: Topola odetchnęła z ulgą dopiero kiedy dostrzegła niewielki wodospad.

 

„Spojrzała z sympatią na Topolę, Zmęczona przymknęła powieki, wiedząc[+,] że nigdy nie zapomni tej przygody.” – Zgaduję, że miały tu być dwa zdania i wkradł Ci się przecinek zamiast kropki.

 

Ogólnie rzecz biorąc bajka sympatyczna, ale… Masz trochę chropowaty styl. Widać było, że silisz się na utrzymanie bajkowej konwencji i miejscami przedobrzyłaś. Na pocieszenie dodam, że jest to coś, co powinno zaniknąć im więcej będziesz pisać (i czytać). Dodatkowo miałam wrażenie, że miejscami poświęcasz literki rzeczom, które nie miały dla fabuły znaczenia, ot, takie sztuczne wypełniacze miejsca. I że sama fabuła jest dość wątła – w sensie, że stworzyłaś miłą bajkę, ale dla dziecka (w czym oczywiście nie ma nic złego), a jednak fajniej jest, gdy bajki mają też głębszy wymiar.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję za komentarzsmiley Za chwilę dokładnie przeczytam Twoje poprawki, ale z tego co zauważyłam, to część z nich wprowadziłam już wczoraj z komentarza Issandera. U mnie się wyświetlają. Twoje uwagi odnośnie pisowni są bardzo przydatne.

 

Widzę, że pojawiło się kilka uwag, co do głębszego sensu bajki. Chciałam pokazać, że warto spełniać marzenia, nawet wbrew opinii innych. 

To nie kwestia wyświetlania się poprawek bądź nie, po prostu czytałam tekst jakiś czas przed wrzuceniem komentarza, więc miałam uwagi wypisane wcześniej ;) Wyrzuciłam część z tego, co wypisał Issander, ale nie miałam czasu na dogłębne analizowanie jego komentarza. Przynajmniej w dwóch miejscach zresztą z premedytacją zostawiłam coś, co on wypisał (np. przy “rozmarzyła się sówka”), by zwrócić uwagę na coś nieco innego niż on ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Rozumiem smiley

Przeczytałem. Bajka sympatyczna, taka, którą można by dzieciom na dobranoc czytać, ale już dla mnie, jako osoby dorosłej, czegoś w niej zabrakło. Czegoś, co pozwoliłoby mi się utożsamić z sową albo z topolą. Może jakiejś niepewności nieco głębszej niż to, czy topola zdąży wrócić do lasu. Bo nawet jak nie zdąży, to czy coś się stanie? Będzie rosła gdzie indziej, ot co.

Wykonanie przyzwoite, choć jeszcze tekst gdzieniegdzie należałoby wygładzić.

 

Z takich istotnych uwag co do warsztatu, to rzuciła mi się w oczy jedna:

 

  1. Staraj się unikać zaimka “się” na końcu zdania. Nie wiem, czy to jest błąd składniowy, ale na pewno nie jest to pożądane. Więcej tutaj:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/miejsce-sie-w-zdaniu;1524.html

 

Przykłady z Twojego tekstu, które bym zmienił:

– Kiedy pierwszy i zarazem ostatni raz obudziłam się, byłam jeszcze młodym drzewkiem.

napisałbym “się obudziłam”

Jak to na spacer? – zdążyła pomyśleć sówka, nim ziemia zatrzęsła się, uwalniając potężne korzenie.

napisałbym “się zatrzęsła”

 

Kolejne uwagi do tekstu, już w kolejności:

Młoda sówka otworzyła wielkie, pomarańczowe oczy wprost na okrągłą, srebrną tarczę księżyca.

Czy można otworzyć oczy wprost na coś? Otworzyła oczy i spojrzała na tarczę księżyca.

Wyczuwały bowiem, że ta noc nie jest taka zwyczajna i coś się musi zdarzyć.

Czy bez słowa “taka” zdanie cokolwiek traci? 

Młoda sówka nastroszyła piórka.

W pierwszym zdaniu piszesz, że sówka jest młoda, nie ma potrzeby już tego już powtarzać.

Nie zdążyła jeszcze ochłonąć, gdy świat znów delikatnie zaczął się kołysać. Ale, ale… to nie świat się ruszał, tylko drzewo, na którym siedział nocny łowca.

Podmiotem w zdaniu jest sowa “ona”. Potem zmieniasz rodzaj podmiotu na męski “nocny łowca” i jest zgrzyt. Napisałbym: Ale, ale… to nie świat się ruszał, tylko drzewo, na którym siedziała nocny łowca.

Sówka była bowiem zbyt młoda, by wiedzieć, że w Lesie Dziwów drzewa budzą się ostatniej czerwcowej pełni stulecia.

Tutaj zgrzyta końcówka. Czy w czerwcu są dwie pełnie? Chodzi o czerwcową pełnię, a zarazem ostatnią w stuleciu? Czy ostatnią w ogóle, która akurat wypada w czerwcu?

 Sówka jednak ani myślała przyjąć fakt, że drzewo do niej mówi. 

Przyjąć fakt czy przyjąć faktu? Dopełniacz czy biernik? Nie wiem. Niech się wypowie ktoś mądrzejszy.

Siedziała więc dalej cicho na gałęzi, udając, że jej nie ma. Jedynie ciche kłapanie dziobem i nastroszone piórka wskazywały jej zaniepokojenie.

(1) Nie ma gałęzi? (2) Powtórzenie jej.

Coś jednak coraz bardziej niepokoiło topolę.

Nie brzmi to dobrze.

Sama nie wyobrażała sobie, by mogła już nigdy nie wzlecieć w przestworza.

Tu też coś nie gra. Zdanie nieco karkołomne. Przeredagowałbym.

Im księżyc wznosił się wyżej, tym większe ruchy widać było wśród leśnej braci.

(1) Wznosić się wyżej (2) niepotrzebna bytoza

“Im księżyc bardziej się wznosił, tym większe poruszenie panowało wśród leśnej braci.”

Młodsze drzewa były tym faktem tak samo zaskoczone, jak sówka.

Bytoza. “Młodsze drzewa dziwiły się temu, podobnie jak sówka.”

Żadne jednak drzewo nie ruszyło w tak daleką podróż co topola.

co → jak

To jednak jej nie zniechęcało.

Niedobry zbitek słów.

Rozległe łąki porośnięte trawą i kwiatami, jeziora pełne ryb, złociste łany zbóż zasiane przez człowieka

Zasiane były łany czy zboża? Wg mnie zboża.

zasiane → zasianych

Obróciła główkę w tamtą stronę i prawie się nie zdziwiła, że znad jeziora machała do nich swoimi długimi gałązkami brzoza.

Kolejne zdanie nieco karkołomne. Przeredagowałbym.

Bóbr, jakby wyczuwając, że o nim mowa, wyszczerzył długie zęby, nim wrócił do swojej pracy. – No i w mojej koronie zalęgły się zięby. Owszem, ptaszyny pięknie śpiewają, ale czemu już od samego rana spać mi nie dają?!

Sówka przewróciła oczami, nic się już nie odzywając.

IMHO niepotrzebne fragmenty.

Ale tamten świat znam tylko z treli ptaków, zachwycających się wolnością wśród łąk i wiatrem w piórkach unoszącym je do samego słońca.

Wiatr unosił piórka do samego słońca? Czy unosił ptaki do samego słońca? Coś tu nie gra.

Uchatka cierpliwie jej towarzyszyła, choć dla niej skraj lasu wcale nie był daleko. 

Obie stanęły na granicy lasu.

Powtórzenie

Teraz jak po sznurku do kłębka leciała do celu, a topola sunęła tuż za nią.

Sunąć to “poruszać się płynnie”. Czy pokraczne drzewo pełne powykrzywianych korzeni może iść płynnie? 

 

Tych moich uwag jest sporo, ale to tylko dlatego, że przysiadłem do tekstu bardzo drobiazgowo. Nie chciałbym, byś odebrała je jako nadmierną krytykę lub negatywną ocenę Twojego opowiadania, bo ta wcale negatywna nie jest. Jest dobrze. Dlatego też do tej beczki dziegciu dokładam łyżkę miodu, w postaci klika do biblioteki. 

Bardzo dziękujęsmiley Wskazówka na pewno cenna. Nad wskazanymi zdaniami na pewno się pochylę, tylko dziś już nie dam rady. 

joseheim

Dopiero teraz zauważyłam Twój klik, za który bardzo dziękuję smiley

Właśnie dostałam ostatniego klika do biblioteki , ale niestety nie wiem komu mam podziękować smiley

Nie spodziewałam się smiley

Usterki poprawione, więc uznałam, że opowiadanie może powędrować na półkę Biblioteki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jestem wdzięczna za klika i uwagi, dzięki którym tekst stał się lepszy smiley

 

A ja się cieszę, że mogłam pomóc. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Proszę uprzejmie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Sympatyczne :)

Pięknie zantropomorfizowałaś drzewa i młodziutką sówkę uszatkę. Tak, tekst jest dla dzieci z morałem :-), a jest ich kilka w tej opowieści. Ciekawość, samotność, bezpieczeństwo, przyjaciel. Z dobrym przyjacielem nie zginiesz. Lubię takie historie, w dodatku o entach. Ciągle je pamiętam i rozglądam się w lesie za entowymi żonami, aby podpowiedzieć.

 

Dopracowałabym tekst zwracając uwagi na detale (nie ruszam poprawności językowej, bo czuję się bardzo, bardzo niepewnie na tym gruncie, ale jak widzę masz już kilka świetnych łapanek za sobą). 

Zatrzymania: pomarańczowe oczy sówki i pomarańczowy kolor wschodzącego słońca; zatrzęsła się (sówka, drzewo, zróżnicowałabym); ptaszyna – nie używałabym zamienników, dlaczego nie sówka, a w ogóle to zostawiłabym tylko „pisnęła cicho, głęboko zdumiona”, a może przestraszona(?); „Uszatka zahuczała na znak ulgi” – niejasne dlaczego ulga; rozmarzenie (sowy, brzozy, poszukałabym zamiennika); „tam, gdzie stanę.” – chyba czas teraźniejszy (?). 

 

 Niektóre zdania łączyłabym, na przykład te: „Otwarta przestrzeń zachwyciła topolę… Jednocześnie puste pola…samotnością.”

 

„Tymczasem słoneczny pomarańcz coraz śmielej malował niebo i pola. Świt nie śpieszył się, tak jak białe obłoki leniwie płynące po niebie.” – tu jest jakaś niezgodność i przerobiłabym, bo słowa (śmielej, nie spieszył się i leniwie) wchodzą ze sobą w kolizję.

 

Na zakończenie podzielę się dwoma myślami:

1/ To chyba nic złego, że opowieść jest dla dzieci, przecież można pisać dla różnych grup wiekowych, a jakość jest ważna w przypadku każdej z nich. Czy wolno zamieszczać tutaj teksty tylko przeznaczone dla dorosłych? Nie wiem, jestem tu nowa.

2/ odnośnie echa. @Issanderze, dźwięk odbija się i powraca w kaskadzie ech. Musi być przeszkoda, to prawda lecz ważniejsze jest opóźnienie (inaczej to pogłos). Odbijać się może od ścian lasów, górskich zboczy, pagórków i leśnych jarów. Pamiętasz Chatkę Ech i jej właścicielkę pannę Lawendę:

 

„…Skąd powstała nazwa „Chatka Ech”? – pytała Ania.

– Karolino – zwróciła się panna Lawenda do swej małej służącej – przynieś mały cynowy róg wiszący obok zegara. A teraz zatrąb – dodała, gdy Karolina wróciła z żądanym przedmiotem.

Karolina przytknęła rożek do ust, rozległ się ostry, chrapliwy dźwięk. Nastąpiła chwila ciszy…

A potem od lasu, sponad rzeki przypłynęło tysiące ech uroczych, srebrzystych, jakby wszystkie duchy leśne grały zachodzącemu słońcu. Dziewczęta nie miały słów zachwytu.

– A teraz roześmiej się, Karolino, roześmiej się głośno.

Karolina, która prawdopodobnie posłuchałaby swej pani, gdyby ta kazała jej stanąć na głowie, wspięła się na kamienny mur i roześmiała się serdecznie. Echa powróciły, jak gdyby cała armia krasnoludków, ukryta wśród lasów, przedrzeźniała jej śmiech…”

Edit: Przepraszam, chłopaki tego nie czytają;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum

Dziękuję za miłe słowasmiley Nie zwróciłam uwagi na detale, o których piszesz i muszę się im przyjrzeć w najbliższym czasie. 

“Uszatka zahuczała na znak ulgi “– sówce ulżyło, że skończył się potok słów brzozy smiley

 

Czasem daje zamienne słowa, ponieważ zbyt dużo powtórzeń również nie jest dobre. A ptaszyna to taki wdzięczny wyraz smiley

 

Uszatka zahuczała na znak ulgi “– sówce ulżyło, że skończył się potok słów brzozy 

Tak, teraz zrozumiałamsmiley, chodzi o to, że zgadzała się ze zdaniem Topoli lecz przyjrzyj się, ponieważ moim zdaniem to wprost nie wynika. 

Czasem daję zamienne słowa, ponieważ zbyt dużo powtórzeń również nie jest dobre. A ptaszyna to taki wdzięczny wyraz

Ptaszyna to piękne słowosmiley. Powtórzenia, masz rację, jednak nie dotyczy to bohaterów, chyba że mówi o nich ktoś inny.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Sprawdziłam ten fragment i nie za bardzo widzę możliwość dodania tu kolejnego wyjaśnienia, ponieważ od razu wchodzi zdanie odnoszące się do zahuczenia. Poza tym już sama topola wspomina o potoku słów brzozy.

 

“To przykre, co mówisz – przerwała ten potok słów topola.

Uszatka zahuczała na znak ulgi. Echo poniosło jej głos po tafli jeziora aż na drugi brzeg. “

 

Rozmarzenie również zostawię. Nie są tuż obok siebie, a nie znalazłam odpowiadającego mi synonimu.

 

 

Moniko, a co myślisz odjęciu, zamiast dodaniu, na przykład:

Uszatka zahuczała z ulgą, a echo poniosło jej głos po tafli jeziora, aż na drugi brzeg.

Tak, nie są obok siebie, lecz przy krótkich formach słowa charakterystyczne stają się takie wyraziste.

 

Jasne, nie musisz poprawiać, Ty jesteś autorem :-). Nie podejrzewałam się o belferskie tendencje, może to zaraźliwe ??? :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Podoba mi się Twoja propozycja smiley

Dobranocka i cieszę się, że Ci się spodobałosmiley

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Widzę, że pierwsze opowiadania w konkursie są w bajkowym lub baśniowym klimacie. :) W pierwszej chwili wydawało mi się, że jest zbyt naiwnie, mam na myśli dialog sowy z topolą, może zmieniłbym parę zdań? Chociaż nie jestem pewien. Później bajka nabiera uroku i czytałem już bez zastanawiania się. To praktycznie bajka dla dzieci, choć jeśli o tych ostatnich mowa, to brakuje mi tutaj więcej moralizatorstwa i silniejszego morału. Co nie zmienia faktu, że do końca byłem ciekawy, czy topola pójdzie w świat, czy wróci "do domu". :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Cieszę się, że się spodobałosmiley . Zwłaszcza, że to bajka.

Zgadzam się, że potrzebne są bajki z silnym morałem, uczące pewnych norm itd. Ale tyle już ich powstało, że świat obejdzie się bez mojejsmiley Lubię również bajki, przy których można się po prostu dobrze bawić z pociechą, bez doszukiwania się głębszego sensu.

Cześć! Widzę, że bajki to ostatni krzyk mody w tym sezonie. ;) Najpierw kilka spraw technicznych: 

 

Sówka nastroszyła piórka. Co też one mówią. Cóż tu może być niezwykłego w letnią noc. Zamiast plotkować, trzeba szukać myszy, ot co. Pokrzepiona tą myślą, rozprostowała skrzydła, gotując się do lotu na pobliskie pole.

Myślę, że przydałoby się tutaj jakieś urozmaicenie formy poprzez wyodrębnienie myśli sowy z toku narracji. 

 

– A czemu by nie. W końcu jestem entem.

A tutaj przydałby się znak zapytania.

 

Kiedy pierwszy i zarazem ostatni raz się obudziłam, byłam jeszcze młodym drzewkiem.

Skoro topola wspomina pierwszy raz, kiedy się przebudziła, a teraz, po stu latach, przebudziła się ponownie, to poprzedni incydent z pewnością nie był “zarazem ostatni”.

 

Topola szepnęła jeszcze:

– Dziękuję, przyjaciółko.

Nim znów zastygła na kolejne sto lat.

Tutaj coś w sposobie zapisu mocno mi zgrzyta.

 

Ładna opowiastka, krótka i niezobowiązująca, z delikatnym przekazem na temat dążenia do spełniania swoich marzeń. :) Napisana językiem barwnym, ale lekkim w odbiorze. Szkoda, że taka krótka – może dałoby się bardziej wartko poprowadzić akcję i lepiej przykuć do siebie czytelnika – niestety mam wrażenie, że była to po prostu ładna bajka, która na długo zostanie mi w głowie. Jak widzę po Twoim zresztą po Twoim komentarzu, nie taką chyba miałaś ideę, tworząc ją. Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia w konkursie. :)

Dziękuję Wiktorze za komentarz smiley Cieszę się, że odbiór miałeś raczej pozytywny. Poprawki naniosę po zakończeniu konkursu.

I would prefer not to.

Napisałaś w przedmowie, że inspiracją była Twoja pociecha – i to w tekście widać. Zarówno dobór słownictwa (sówka, las dziwów), sposób pisania dialogów jak i treść świadczą o tym, że docelowym odbiorcą jest dziecko. Fabuła jest dostosowana do percepcji kilkulatka, opisana przygoda jest ciepła i ciekawa, napięcie – czy uda się wrócić czy nie? jest ładnie zbudowane a jednocześnie nie dzieje się nic strasznego, co mogłoby młodego czytelnika wystraszyć czy zniechęcić. Podkreślona jest wartość przyjaźni. Chętnie przeczytam Twoją bajkę mojemu dziecku na dobranoc. Jednak jako jurorka konkursu, do wyróżnienia chciałabym zobaczyć w treści coś “dla dorosłych” – jakieś drugie dno, ukryte przesłanie, niejednoznaczność czy coś zaskakującego. Tu mi tego zabrakło – jest to ładna bajka dla dzieci, ale tylko dla dzieci.

Jest mi miło czytać taki komentarz, zwłaszcza że mam zamiar pisać dla dzieci, wykorzystując elementy fantasy smiley

Tu muszę zgodzić się z Bellą – ładna bajka, ale bajka, wyraźnie skierowana do młodszego odbiorcy. Jeżeli o taki efekt chodziło, to zmierzasz w dobrym kierunku. 

Podobało mi się, jak drzewa po stu latach milczenia zaczęły od razu roztrząsać swoje choroby, takie ludzkie to było ;)

I would prefer not to.

Dotarłam ze słowami zamiast pohukiwania.

 

I w zasadzie nie mam wiele do dodania w kontekście tego, co już napisano… Ładna, przyjemna bajka dla młodszego czytelnika, sympatycznie zarysowane problemy, ale związek z tematem konkursu bardzo luźny, właściwie ten skowronek na doczepkę.

 

Ale trzymam kciuki za twórczość dla dzieci!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję za komentarze i dobre słowasmiley

Nowa Fantastyka