- Opowiadanie: suchyd - Moja księżniczka

Moja księżniczka

Jest to pierwsze opowiadanie jakie do tej pory napisałem, tak jestem totalnym amatorem i żółtodziobem w tym temacie. Tekst ten powstał jako odpowiedź na jeden z tematów konkursowych, który ukazał się na portalu steemit.com – „Powiew grozy! Wymyśl lub opisz historię z udziałem zjawisk paranormalnych.” Co by nie przedłużać, zapraszam i czekam na komentarze. 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Moja księżniczka

– Dobry wieczór – powiedziała Gosia i skinęła głową do przechodzącego tuż obok niej sąsiada spod 2-ki na parterze.

– Dobry wieczór Gosiu – odpowiedział starszy pan, delikatnie unosząc kapelusz znad swojej głowy i odwzajemniając uśmiech. Jego serce na moment szybciej zabiło. Znów przed oczami pojawił się ten sam okropny widok, którego starał się pozbyć już od przeszło 20 lat. Zawsze wraca, zawsze w najmniej oczekiwanym momencie, tak jak teraz. Oparł się o poręcz schodów i wyjął z wewnętrznej kieszeni swojego czarnego skórzanego płaszcza butelkę oraz plastikowy pojemnik na tabletki. Tylko dzięki nim wciąż mógł egzystować w społeczeństwie, a łyk alkoholu zwyczajnie kupował mu kilka chwil zapomnienia. Niby lekarz nie zaleca pić przy tych tabletkach, ale co mi z życia pozostało!? – wykrzyczał niemo w myślach i upił jeszcze dwa łyki słodko – gorzkiej spirytusowej nalewki, jego ulubionej. Poprawił płaszcz i ruszył żwawo do drzwi, aby w końcu opuścić tę betonową klatkę i zająć czymś myśli i ciało.

 

***

 

Niespodzianka!! – rozległ się gromki krzyk po niewielkim, 3 pokojowym mieszkaniu znajdującym się na 5 piętrze tego 12 piętrowego budynku. Było to ich spełnienie marzeń, własne 4 kąty, okupione ciężką pracą i wylanym potem. Jeszcze 10 lat i w końcu, będą mogli oznajmić, że jest ich. Już niedługo, przecież 17 lat tak szybko minęło. Dopiero co się wprowadzili, dopiero co Marysia była w ciąży, a Piotr kończył studia i zaczynał nowy rozdział życia w swojej pracy marzeń. A tutaj już 17 lat kończy ich ukochana Gosia, już nie Gosia a Małgorzata, prawie dorosła, jedyna córka, którą tak bardzo kochają.

 

Nie kryjąc zaskoczenia dziewczyna, aż podskoczyła gdy zobaczyła swoich rodziców w towarzystwie ukochanej cioci i wujka, którzy w międzyczasie zaczęli jej śpiewać 100 lat. Gdy już opadł kurz pierwszych emocji, rodzice wręczyli jej dość ciężkie pudełko owinięte kolorowym papierem w balony. Nie zastanawiając się dwa razy dziewczynka od razu zabrała się do zrywania wierzchniej warstwy. Gdy zobaczyła wyłaniający się napis Can to się rozpłakała, był to jej wymarzony aparat, o którym tak ciągle opowiadała i w końcu mogłaby zacząć realizować swoje fotograficzne pomysły. Dokładnie był to Canon EOS 77D wraz z dwoma obiektywami, jeden 28-50 mm, a drugi, dużo większy 70-300 mm. Idealny zestaw. Uścisnęła wszystkich, zjadła szybko kawałek tortu, zdmuchując naprędce świeczki i pobiegła do parku fotografować jesień i ćwiczyć w praktyce to czego ją nauczyły książki.

 

***

Słońce powoli zaczynało się chować za horyzont, jednak bylo dość jasno i latarnie wciąż były wyłączone. Spacerowicze niespiesznie opuszczali park, jednak on dopiero przekraczał jego bramy. Jak zwykle, pod prąd. Inaczej niż wszyscy. Przychodził tu codziennie od 20 lat, nikt nie zakłócał jego spokoju. Niespiesznie poruszał nogami, myślał co by było gdyby…gdyby tamtego dnia jednak na zawsze zatrzymał przy sobie swoją królewnę, tę o której tak marzył od dzieciństwa. Gdy tak szedł zamyślony, znowu ją zobaczył. Sąsiadkę z piątego piętra, szczupłą w długich kasztanowych włosach. Pełna życia i radości, tak jak kiedyś jego królewna. Dlaczego ją wypuścił? Nie mógł się pogodzić z tą myślą. Sięgnął do kieszeni, aby jak zwykle odgonić mroczne myśli, jednak w pudelku nie było już tabletek. Zaczął panikować, pociągnął ostatnie łyki nalewki, żeby choć na chwile się uspokoić. Nie mógł przestać spoglądać na dziewczynę, która mogłaby być jego wnuczką. Była bezbronna, młoda, piękna, tak jak jego ukochana księżniczka. Tęsknił za nią jak za nikim innym. To było silniejsze od niego i już nie panował nad tym. Znowu poczuł się jak trzydziestolatek, pełen sił. Tabletki wzięte przed wyjściem już przestały działać, a przecież nowych nie było, nic go nie mogło już powstrzymać. Byli sami. Tak długo czekał na tę chwilę, tak długo rozmyślał co zrobi, gdy znajdzie swoją ukochaną, lecz teraz nie musiał już myśleć. Postanowił działać. Podszedł do śmietnika i wyjął pustą butelkę po piwie, pewnym krokiem podszedł do dziewczyny.

 

– Dobry wieczór jeszcze raz panie Dakowski, niech pan spojrzy, dostałam dzisiaj na urodziny – pokazała nowy aparat niczego nieświadoma Gosia. Ale on już jej nie odpowiedział i nie ukłonił się. Ścisnął mocniej butelkę i bez mrugnięcia okiem rozbił szkło na jej głowie. Ciche echo rozeszło się po okolicy, jednak nie było nikogo kto mógłby to zauważyć i usłyszeć. Podekscytowany wziął dziewczynę na ręce, aparat przewiesił przez ramię, tak żeby nie przeszkadzał i udał się w stronę opuszczonych budynków za miastem. Złapał taxi, a kierowcy powiedział, że wnuczka się upiła i właśnie odebrał ją od znajomych. Kierowca na szczęście nie zobaczył plamy krwi na czubku jej głowy i spokojnie dowiózł ich pod wskazany adres, kilka przecznic przed pustostanami. Już czuł zapach jej krwi wymieszany wraz z jej delikatnymi perfumami, wiedział, że za moment czeka go uczta i nic już go nie powstrzyma.

 

Wszystko miał już przygotowane od 20 lat. Ułożył dziewczynę na ziemi, związał jej ręce oraz nogi za plecami, w usta włożył starą szmatę, tak żeby nie mogła swoim krzykiem mu przeszkodzić w tej uroczystości, na którą tak długo czekał.

 

Podlał benzyną i rozpalił własnoręcznie zrobione pochodnie poustawiane w kątach tego ogromnego pomieszczenia. Kiedyś były tu fabryki, ale gdy zmieniał się ustrój polityczny w kraju, to produkcja stała się nieopłacalna i ludzie zabrali wszystko co miało jakąkolwiek wartość i zostawili gołe ściany oraz wspomnienie reżimu i jego ofiar. Tych, którzy już nigdy nie dokończyli swojej zmiany, zakopywano z tyłu budynku i sadzono drzewa, by zatrzeć ślady. I się to udało, ponieważ policja żadnych ciał i ludzkich szczątków nie znalazła, a ci którzy byli odpowiedzialni za tę masakrę teraz popijają wino przed kominkiem i powoli dożywają swoich dni.

 

Przerażona dziewczyna w końcu się obudziła, chciała wstać i uciec, ale lina na rękach i nogach tylko się zacisnęła, a szmata w jej ustach nie pozwala wypowiedzieć ani słowa. Pewnym krokiem podszedł do niej i czubkiem noża zaczął powoli rozcinać jej błękitną koszulę. Gosia wiła się i krzyczała, lecz bezskutecznie i bezgłośnie. Nagle piorun uderzył w jedno z drzew z tyłu obiektu, po chwili kolejny, a za nim jeszcze dwa. Rozpętała się burza, ale nie była to zwykła burza, deszcz padał tak mocno jakby miał zalać całe miasto i cały świat za jego grzechy.

 

***

Zrozpaczeni rodzice dzwonili po wszystkich znajomych córki i nawet zaczęli pytać przechodniów na ulicy pokazując zdjęcie jej uśmiechniętej buzi. Policja kazała im się uspokoić, sugerując, że córka pewnie jest w jakiejś restauracji ze znajomymi i rozładował jej się telefon i tylko czeka aż burza minie. Nie kupili tego. Modlili się w myślach, żeby wszystko było w porządku, pomimo, że nie chodzili do kościoła, wiedzieli, że jest pewna siła, która nad nimi wszystkimi czuwa. To właśnie tam kierowali swoje myśli biegnąc w stronę parku przez ten nieludzki deszcz.

 

***

Nie przejęty niczym kontynuował powolne rozcinanie guzików jej aksamitnie gładkiej koszuli, gdy nagle wszystkie pochodnie zgasły, tak jakby ktoś zdmuchnął świeczki na urodzinowym torcie. Postanowił ponownie je odpalić. Podszedł do pierwszej, jednak była tak mokra, jakby ktoś wylał na nią wiadro wody, ale przecież dziury w dachu nie było, a w budynku był tylko on i jego piękna królewna. Podbiegł do następnej, tak samo mokra i pozostałe dwie również. Serce zaczęło mu szybciej bić. Usłyszał szuranie, jak gdyby ktoś szedł, ale nikogo nie widział. Dziewczyna leżała na ziemi w rozciętej koszuli. Nagle przypomniał sobie, że ma aparat i może użyć lampy błyskowej, żeby chociaż na chwilę oświetlić pomieszczenie i się upewnić, że wszystko jest w porządku. Pewnie go chwycił, nacisnął guzik otwierający lampę i błysnął. Zdawało mu się, że zobaczył czarną postać poruszającą się w jego stronę. Nie uwierzył. Zrobił kolejne zdjęcie, teraz był już pewien. Nie byli sami. Ze strachu zapomniał zdjąć palec ze spustu migawki i flesz błyskał, niczym błyskawica przeszywająca burzowe niebo.

 

Był w pułapce. Próbował bronić się rękami i nawet chciał poświęcić aparat, jednak na nic się to zdało. Zjawy były coraz bliżej. Kiedy nie mógł się już ruszyć sparaliżowany strachem i zamknięty w tym czarnym, niewidzialnym kręgu, słowa dusiły się i milkły zanim wyszły z jego gardła. Krzyczał, ale nikt go nie słyszał. Niemy wrzask, teraz on wołał o pomoc. Jedyne pomocne ręce leżały związane na podłodze, a on już nie mógł złapać oddechu. Czuł jak jego płuca powoli zaczynają się zapełniać wodą. Nie mógł oddychać. Pomimo, że był pośrodku ogromnego pokoju, czuł jak jego skrępowane ciało zaczyna wpadać coraz niżej i niżej pod powierzchnię wody, a on nie może się ruszyć. W myślach prosił o jeden, mały, ostatni łyk powietrza, którego tak bardzo potrzebował. Upuścił aparat, stracił siły, stracił życie.

 

***

Piotr z Marysią zauważyli osamotnioną taksówkę na drodze i przemoknięci do cna postanowili wrócić do domu, żeby przeczekać tę ulewę. Kierowca jak zawsze zagadał, co robili o tej porze i w taką pogodę w parku. Gdy mu opowiedzieli, że szukają córki i pokazali jej zdjęcie, kierowca od razu ją rozpoznał. Kilka godzin wcześniej wiózł ją pijaną z dziadkiem do domu – bez namysłu odpowiedział. Gdy się dowiedział, że żaden z jej dziadków nie mieszka tutaj, puls mu przyśpieszył. Doskonale pamiętał gdzie ich wysadził i tam też zawiózł jej rodziców, których nadzieje na ocalenie córki ożyły.

 

***

Pochodnie rozbłysnęły jasnym, żółtym światłem, a deszcz ustał, jak gdyby ktoś zakręcił kurek od prysznica. Księżyc będący w pełni, ponownie oświetlał śpiące miasto.

 

***

Biegnąc wzdłuż ulicy Piotr z Marią zauważyli światło pochodni w jednym z budynków po starej fabryce i od razu tam pobiegli. Nie było drzwi, wbiegli na piętro i ujrzeli związaną Gosię w pociętej bluzce oraz martwego sąsiada spod dwójki. Uwolnili córkę, a ona od razu chwyciła za aparat. Przełączając na podgląd ostatnio wykonanych zdjęć, nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Pokazała rodzicom. Na zdjęciach było widać ludzkie twarze, jednak nie byli to ludzie. Nie mieli ludzkich sylwetek, nie mieli nóg oraz rąk. Może jej się przewidziało, ale nie to było teraz najważniejsze. Cieszyła się, że żyje i dziękowała Bogu i tym postaciom, kimkolwiek byli, za ocalenie życia.

***

KONIEC

Koniec

Komentarze

Przykro mi, Suchyd, ale opowiadanie czyta się bardzo źle, już to z powodu lichej treści jak i fatalnego wykonania.

Tak po prawdzie, to nawet za bardzo nie wiem, co miałaś nadzieję opowiedzieć – tajemnicą pozostaje dla mnie, dlaczego sąsiad napadł Gosię? Nie wiem kim była jego księżniczka sprzed lat i co się z nią stało? Zastanawia mnie wątek fabryki – co to za fabryka, w której bezkarnie mordowano ludzi przed końcem zmiany? Co spowodowało burzę i ulewę?

Bardzo niewiarygodny zdał mi się wątek poszukiwania dziewczyny, zbyt wiele w nim przypadków – przypadkiem rodzice trafiają do parku, przypadkiem stoi tam jedna taksówka, przypadkiem jest to ta, która wcześniej wiozła szczególnych pasażerów…

Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą znacznie ciekawsze, dopracowane i lepiej napisane.

 

po­wie­dzia­ła Gosia i ski­nę­ła głową do prze­cho­dzą­ce­go tuż obok niej są­sia­da spod 2-ki na par­te­rze. –> …po­wie­dzia­ła Gosia i ski­nę­ła głową przechodzącemu tuż obok niej są­sia­dowi spod dwójki.

Liczebniki zapisujemy słownie. Czy w budynku były inne mieszkania oznaczone dwójką?

 

– Dobry wie­czór Gosiu – od­po­wie­dział star­szy pan, de­li­kat­nie uno­sząc ka­pe­lusz znad swo­jej głowy i od­wza­jem­nia­jąc uśmiech. –> – Dobry wie­czór, Gosiu – od­po­wie­dział star­szy pan, de­li­kat­nie uno­sząc ka­pe­lusz i od­wza­jem­nia­jąc uśmiech.

Zbędny zaimek. Czy starszy pan mógł unieść kapelusz znad cudzej głowy? Czy w ogóle mógł unieść kapelusz znad innej części ciała, nie znad głowy?

 

któ­re­go sta­rał się po­zbyć już od prze­szło 20 lat. –> …któ­re­go sta­rał się po­zbyć już od prze­szło dwudziestu lat.

 

wyjął z we­wnętrz­nej kie­sze­ni swo­je­go czar­ne­go skó­rza­ne­go płasz­cza… –> Zbędny zaimek.

 

Niby le­karz nie za­le­ca pić przy tych ta­blet­kach, ale co mi z życia po­zo­sta­ło!? – wy­krzy­czał niemo w my­ślach… –> Tu znajdziesz poradnik, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

upił jesz­cze dwa łyki słod­ko – gorz­kiej spi­ry­tu­so­wej na­lew­ki, jego ulu­bio­nej. –> …upił jesz­cze dwa łyki słod­ko-gorz­kiej spi­ry­tu­so­wej na­lew­ki, swojej ulu­bio­nej.

W tego typu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy, bez spacji.

 

roz­legł się grom­ki krzyk po nie­wiel­kim, 3 po­ko­jo­wym miesz­ka­niu znaj­du­ją­cym się na pię­trze tego 12 pię­tro­we­go bu­dyn­ku. Było to ich speł­nie­nie ma­rzeń, wła­sne 4 kąty, oku­pio­ne cięż­ką pracą i wy­la­nym potem. Jesz­cze 10 lat i w końcu, będą mogli oznaj­mić, że jest ich. Już nie­dłu­go, prze­cież 17 lat tak szyb­ko mi­nę­ło. […] A tutaj już 17 lat koń­czy ich uko­cha­na Gosia… –> Powtórzenia. Liczebniki.

Jakie znaczenie dla opowieści ma to, że dziewczyna jest lokatorką trzypokojowego mieszkania na piątym piętrze dwunastokondygnacyjnego budynku?

 

gdy zo­ba­czy­ła swo­ich ro­dzi­ców w to­wa­rzy­stwie uko­cha­nej cioci i wujka… –> …gdy zo­ba­czy­ła ro­dzi­ców w to­wa­rzy­stwie uko­cha­nych cioci i wujka

Czy było prawdopodobne, aby zobaczyła nie swoich rodziców? Czy kochała tylko ciocię, a wujka nie?

 

Gdy już opadł kurz pierw­szych emo­cji… –> Co sprawiło, że emocje były zakurzone?

 

Nie za­sta­na­wia­jąc się dwa razy dziew­czyn­ka od razu… –> Kilka zdań wcześniej piszesz o solenizantce jak o dorosłej, więc skąd teraz dziewczynka?

 

Do­kład­nie był to Canon EOS 77D… –> Do­kład­nie był to canon EOS 77D

Nazwy produktów przemysłowych zapisujemy małą literą: http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

jed­nak bylo dość jasno i la­tar­nie wciąż były wy­łą­czo­ne. –> Literówka. Powtórzenie.

 

my­ślał co by było gdyby…gdyby… –> Brak spacji po wielokropku.

 

Są­siad­kę z pią­te­go pię­tra, szczu­płą dłu­gich kasz­ta­no­wych wło­sach. –> Czy ona była ubrana we włosy???

Są­siad­kę z pią­te­go pię­tra, szczu­płą z długimi, ksztanowymi włosami.

 

żeby choć na chwi­le się uspo­ko­ić. –> Literówka.

 

mo­gła­by być jego wnucz­ką. Była bez­bron­na, młoda, pięk­na, tak jak jego uko­cha­na księż­nicz­ka. Tę­sk­nił za nią jak za nikim innym. To było sil­niej­sze od niego i już nie pa­no­wał nad tym. Znowu po­czuł się jak trzy­dzie­sto­la­tek, pełen sił. Ta­blet­ki wzię­te przed wyj­ściem już prze­sta­ły dzia­łać, a prze­cież no­wych nie było, nic go nie mogło już po­wstrzy­mać. Byli sami. –> Byłoza.

 

– Dobry wie­czór jesz­cze raz panie Da­kow­ski, niech pan spoj­rzy, do­sta­łam dzi­siaj na uro­dzi­ny – po­ka­za­ła nowy apa­rat ni­cze­go nie­świa­do­ma Gosia. –> – Dobry wie­czór jesz­cze raz, panie Da­kow­ski, niech pan spoj­rzy, do­sta­łam dzi­siaj na uro­dzi­ny – Gosia, ni­cze­go nie­świa­do­ma, po­ka­za­ła nowy apa­rat.

Tu znajdziesz poradnik, jak zapisywać dialogi: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Zła­pał taxi, a kie­row­cy po­wie­dział… –> Raczej: Zła­pał taksówkę, a kie­row­cy po­wie­dział

 

Kie­row­ca na szczę­ście nie zo­ba­czył plamy krwi na czub­ku jej głowy i spo­koj­nie do­wiózł ich pod wska­za­ny adres, kilka prze­cznic przed pu­sto­sta­na­mi. Już czuł za­pach jej krwi wy­mie­sza­ny wraz z jej de­li­kat­ny­mi per­fu­ma­mi… –> Czy dobrze rozumiem, że to kierowca czuł zapach krwi i perfum?

 

Uło­żył dziew­czy­nę na ziemi, zwią­zał jej ręce oraz nogi za ple­ca­mi… –> W jaki sposób związał dziewczynie nogi za plecami?

 

Zroz­pa­cze­ni ro­dzi­ce dzwo­ni­li po wszyst­kich zna­jo­mych córki… –> Zroz­pa­cze­ni ro­dzi­ce dzwo­ni­li do wszyst­kich zna­jo­mych córki

 

bie­gnąc w stro­nę parku przez ten nie­ludz­ki deszcz. –> A kiedy deszcz jest ludzki?

 

Po­sta­no­wił po­now­nie je od­pa­lić. –> Po­sta­no­wił po­now­nie je zapa­lić.

 

jed­nak była tak mokra, jakby ktoś wylał na nią wia­dro wody, ale prze­cież dziu­ry w dachu nie było, a w bu­dyn­ku był tylko… –> Byłoza.

 

Po­mi­mo, że był po­środ­ku ogrom­ne­go po­ko­ju… –> Skąd pokój, skoro byli w hali fabrycznej?

 

po­ka­za­li jej zdję­cie, kie­row­ca od razu roz­po­znał. Kilka go­dzin wcze­śniej wiózł pi­ja­ną z dziad­kiem do domu – bez na­my­słu od­po­wie­dział. Gdy się do­wie­dział, że żaden z jej dziad­ków nie miesz­ka tutaj, puls mu przy­śpie­szył. Do­sko­na­le pa­mię­tał gdzie ich wy­sa­dził i tam też za­wiózł jej ro­dzi­ców… –> Nadmiar zaimków.

 

Bie­gnąc wzdłuż ulicy Piotr z Marią za­uwa­ży­li świa­tło po­chod­ni w jed­nym z bu­dyn­ków po sta­rej fa­bry­ce i od razu tam po­bie­gli. Nie było drzwi, wbie­gli na pię­tro… –> Brzmi to fatalnie.

 

Uwol­ni­li córkę, a ona od razu chwy­ci­ła za apa­rat. –> Skoro dziewczyna miała przez kilka godzin związane ręce, nie wydaje mi się, aby od razu mogła chwycić aparat.

 

Może jej się prze­wi­dzia­ło, ale nie to było teraz naj­waż­niej­sze. –> Może jej się przywi­dzia­ło, ale nie to było teraz naj­waż­niej­sze.

Poznaj znaczenie słów przewidziećprzywidzieć się.

 

dzię­ko­wa­ła Bogu i tym po­sta­ciom, kim­kol­wiek byli, za oca­le­nie życia. –> Piszesz o postaciach, a te są rodzaju żeńskiego, więc: …dzię­ko­wa­ła Bogu i tym po­sta­ciom, kim­kol­wiek były, za oca­le­nie życia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

3 pokojowym mieszkaniu znajdującym się na 5 piętrze tego 12 piętrowego budynku

Poczułem się jak na matematyce (to bardzo niedobrze)…

Nie zastanawiając się dwa razy dziewczynka od razu zabrała się do zrywania wierzchniej warstwy

Siedemnastolatka może być “dziewczynką”, ale raczej nie w ustach narratora.

Dokładnie był to Canon EOS 77D wraz z dwoma obiektywami, jeden 28-50 mm, a drugi, dużo większy 70-300 mm

A to ma jakieś znaczenie?

deszcz padał tak mocno jakby miał zalać całe miasto i cały świat za jego grzechy.

Czy to nawiązanie do popularnego ostatnio serialu na podstawie książki, której autor nawiązuje z kolei do Taksówkarza?

 

Język, mimo tylu wytkniętych powyżej potknięć, na pewno da się naprawić ćwiczeniami, ale jest inna, ważniejsza chyba kwestia. Wydaje mi się (może tak nie jest), że zostało to napisane na szybkiego, czyli zupełnie nie tak, jak się powinno pisać opowiadania. Nic nie wiemy – kim była “księżniczka”, co to za rytuał? Można się niby domyślać, że to anioły ją uratowały (w końcu tag “angel fantasy”), ale co by to wtedy oznaczało? Deus ex machina – deszcz z nieba i jazda, wszystkie problemy znikają? Bóg odpowiedział na wezwanie? To chyba nie jest dobry sposób na fabułę, nie?

Poza tym – dzieje się niby dużo, a tak naprawdę nie dzieje się nic. Część opisów jest zbędna – aparat to aparat, nie ma różnicy, czy nikon, czy canon, czy jaki tam jeszcze. Opis mieszkania i historii rodziny też nic nie dodaje – to po prostu zwykła rodzina z kredytem. Przy tak krótkim tekście tego rodzaju wtręty działają rozpraszająco, podobnie jak dziwne niedopowiedzenia (dezorientację powoduje przede wszystkim przeszłość Dakowskiego: nazywanie księżniczki raz “księżniczką”, raz “królewną” sugeruje, że więził więcej niż jedną osobę, a poza tym co on dokładnie z nimi robił? Był jakimś wampirem? Pomyślałem tak po tym fragmencie: “Już czuł zapach jej krwi wymieszany wraz z jej delikatnymi perfumami, wiedział, że za moment czeka go uczta”  Ale z drugiej strony zapalał pochodnie, a to mało ma wspólnego z wampirami. Jakieś, nie wiem, rytuały satanistyczne? Ale przecież żaden z niego satanista, stary pijak i tyle.

Podsumowując – opowiadanie raczej nieprzemyślane, pełne, jak już zauważono, dziwnych zbiegów okoliczności, i zepsute zakończeniem, które jest raczej niczym więcej jak deus ex machina właśnie. Nie mam pojęcia, jakie opowiadanie chcesz pisać docelowo, ponieważ to jest, jak rozumiem, konkursowe. Z ogólnych porad to mogę tylko powiedzieć, żebyś dużo czytał, a przed napisaniem tekstu tego rodzaju bardzo dobrze przemyślał sobie fabułę i bohaterów.

 

Jeśli jednak celujesz w tzw. grozę, to polecam zakupić sobie antologię Sny Umarłych 2018 i zapoznać się z wszystkimi tekstami, a szczególnie z tym pod tytułem “Margines poszerza się” – jedna z najstraszniejszych rzeczy, jakie w ogóle przeczytałem w życiu, a objętościowo na oko coś koło 11k, czyli podobnie do Twojego tekstu.

Zgodzę się z przedpiścami. Mnie również przeszkadzał zbieg okoliczności z taksówką (po co kierowca po kursie wracał do punktu wyjścia? Bardziej wiarygodnie by było, gdyby to policja znalazła go na drugi dzień) i deus ex machina ratujący bohaterkę w ostatniej chwili. Do tego słabo wyjaśniony – tagi sugerują anioły, mnie się pomyślało o duchach ofiar. Żadna hipoteza nie tłumaczy deszczu.

Z wykonaniem tak sobie. Dlaczego wskazane wcześniej błędy jeszcze nie są poprawione?

skinęła głową do przechodzącego tuż obok niej sąsiada spod 2-ki na parterze.

W beletrystyce liczby raczej pisze się słownie. IMO, tutaj lepiej będzie wyglądać “dwójki”.

delikatnie unosząc kapelusz znad swojej głowy i odwzajemniając uśmiech.

A gdzie indziej mógł mieć kapelusz? Nie marnuj znaków na oczywistości.

związał jej ręce oraz nogi za plecami,

Hmmm. Nogi związał za plecami? Akrobatka czy na początek złamał dziewczynie kręgosłup?

Nie przejęty niczym kontynuował powolne rozcinanie guzików jej aksamitnie gładkiej koszuli,

A po co rozcinał guziki? Prościej je odciąć albo przeciąć bluzkę.

ale przecież dziury w dachu nie było, a w budynku był tylko on i jego piękna królewna.

Byłoza.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za mega konstruktywna krytykę! Jest nad czym tutaj. pracować :) ps. Nie wiem czemu zaznaczyło kobieta jak ja chłop, już poprawione :)

Jak się człowiek rejestruje, to program domyślnie zaznacza go jako kobietę. ;-)

Babska logika rządzi!

@Finkla

Toż to dyskryminujący program jest!!! :P Czyżby przez kobietę stworzony? :D

Wątpię, że przez kobietę, obstawiam raczej Brajta. Oj tam, od razu dyskryminujący. Operacja zmiany płci jest bardzo łatwa. Co nie, Suchyd? ;-)

Babska logika rządzi!

Coś tu jest, ale nad formą trzeba jeszcze popracować. Zbieg okoliczności w tekście nie jest grzechem – ale to od tego, jak go przedstawisz, zależy, czy czytelnicy to kupią. Tutaj będziesz musiał jeszcze trochę popracować, Autorze. Reszta uwag taka sama, jak u poprzedników, więc się powtarzać nie będę. Chwytaj za to przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Najpierw przeczytałem komentarze, potem tekst (co zdarza mi się często, ale się nie przyznaję), spodziewałem się więc jakiejś tragedii. Cóż, tragicznie nie było. 

Fakt, język do wyćwiczenia (te cyfry w tekście, zwłaszcza w takim stężeniu, przyprawiają o dreszcze :-)) ale nie jest to nic, czego nie można wytrenować. Masz dryg do pewnego dynamicznego dramatyzmu – scena w ruinach fabryki, deszcz, ciemność, sylwetki duchów widziane w błyskach flesza – naprawdę niezłe. Ale większość przypomina historię przedstawioną w formie szkolnego wypracowania, przede wszystkim ze względu na suchość, "reporterskość" narracji i praktyczny brak dialogów. 

Fabuła ma dziury, ale nie takie straszne, jak wnioskowałem po lekturze komentarzy. Myślę, że najbardziej zaszkodziła owa streszczeniowość opowiadania – w dziesięciu tysięcy znakach opowiadasz o tym, co się wydarzyło, ale materiału jest tu na więcej – mamy starego człowieka z poważnymi problemami, dziewczynę, która jest szczęśliwa i niepobliźniona życiem (co zostaje brutalnie przerwane), normalną rodzinę, tajemnicze i mroczne zdarzenie sprzed lat… Sporo tego i dużo można z takiej historii wyciągnąć. Niestety skupiłeś się na opisaniu ciągu zdarzeń, nie na bohaterach (brak dialogów!), nie sposób więc się do nich przywiązać, poczuć ich. Historię najlepiej opowiada się z perspektywy bohaterów, ich słowami, ich emocjami. Ale spokojnie, dojdziesz do tego! 

Póki co, proponuję trenować na krótkich, konkretnych scenach, bez budowania złożonej fabuły. Na przykład sama scena w fabryce, gdyby dodać do niej jakieś dialogi (porwana dziewczyna – psychopatyczny dziadek, albo i nawet rozmowa dziadek – zjawy z przeszłości, kreśląca szkic dawnej tajemnicy) bez szerszego kontekstu i budowania całej historii, robiłaby dużo większe wrażenie. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ewentualny powiew grozy w tym opku opierałby się na dwóch filarach: tajemnicy Dakowskiego oraz przyczynach śmierci ludzi pogrzebanych na terenie opuszczonej fabryki. Trzeba by to jednak jakoś sensownie wyjaśnić (samo pojawienie się ducha grozy jeszcze nie czyni) i powiązać z akcją uprowadzenia oraz uwolnienia Gosi.

Nowa Fantastyka