- Opowiadanie: dj jajko - Ślub

Ślub

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Ślub

To był, wiem co mówię, piękny ślub. Cała kaplica udekorowana białymi liliami i czerwonymi różami prezentowała się naprawdę pysznie a elegancko ubrani goście wyglądali niezwykle dostojnie. Zasuszony staruszek, który celebrował całą uroczystość, drżącym z emocji głosem wypowiadał kolejne formuły zaślubin.

Patrzyłem na pannę młodą. W wykwintnej sukni wyglądała olśniewająco. Tak – pomyślałem i uśmiechnąłem się do siebie – tak, twój mały pysio jest niezwykłym szczęściarzem.

– Zgromadziliśmy się tutaj aby połączyć tych dwoje świętym węzłem małżeńskim, dla ich szczęścia, aby żyli w chwale Bożej i bojaźni – kapłan wypowiadał z namaszczeniem kolejne zdania. Niecierpliwiłem się nieco, kiedy będę mógł wygłosić, nareszcie, moją kwestię ale staruszek był najwyraźniej zdecydowany poprowadzić całą ceremonię tak wolno, jak tylko to będzie możliwe.

– Czy Ty, Weroniko de Vires, bierzesz sobie tego młodzieńca za męża i ślubujesz mu wierność i miłość, aż po kres swoich dni?

– Tak – Słysząc te słowa poczułem jak samotna łza spływa po policzku. Tak długo na to czekałem…

– Czy Ty Klaudiuszu Homes – Już za chwilę moja kwestia! – bierzesz sobie tę niewiastę za żonę i ślubujesz jej miłość, aż po kres swoich dni? – Nareszcie!

– Rączki do góry drodzy goście nie stawiać niepotrzebnego oporu a nikomu nic się nie stanie!

Wszystkie głowy odwróciły się w stronę wejścia do kaplicy. Zobaczyłem strach, zmieszanie i niedowierzanie, kiedy ujrzeli mnie i moich chłopców, niedbale opartych o kolumny. Z bocznych naw wychodzili kolejni, a trzeba przyznać, że prezentowaliśmy się doprawdy doskonale. Czarne maski komponowały się wyśmienicie z czerwonymi chustami na głowach. Świeżo wypolerowane buty do końskiej jazdy lśniły, że aż można się było w nich przejrzeć.

Oczywiście ja wyglądałem z nich najwspanialej. Maska z prawdziwego jedwabiu zakrywała moje urodziwe oblicze, karmazynowa, lekko rozpięta koszula ukazywała męską, a jednocześnie delikatną pierś. Nie założyłem chusty aby wszyscy mogli zobaczyć moje włosy, pracowicie zaplecione w misterne warkoczyki. Rapier w moim ręku wydawać się musiał wydawać się wszystkim prawdziwym narzędziem zagłady, bowiem w kaplicy zapadła całkowita cisza. Zmrużyłem oczy i powiodłem po zgromadzonych stalowym spojrzeniem.

– Drodzy goście. W dniu tak wspaniałym każdy powinien się weselić. Postanowiliśmy więc z moimi kompanami odwiedzić tę uroczystość i wraz z wami skąpać się w jej blasku, że tak powiem – cichy rechot mojej drużyny był dla mnie znakiem, że idzie mi wcale nieźle.

– Aby uszczęśliwić nas w takim samym stopniu jak i wy czujecie się szczęśliwi, postanowiliśmy, że podzielicie się z nami tymi drobiazgami, którymi udekorowaliście Wasze przepiękne stroje…

– Dobra, pierścionki, kolczyki, sakiewki, bransolety, zdejmować i do wora! – wrzasnął jeden z moich chłopców, jeszcze młokos, prawdziwa gorączka. Zdecydowanie ruszył w stronę pierwszej niewiasty. Zbliżyłem się do niego i jednym celnym ciosem w brodę powaliłem go na ziemię.

– Odrobinę kultury wsioku – mruknąłem do niego – Państwo wybaczą, ale ten młodzian jeszcze nie nabył odrobiny obycia, tak niezbędnego w naszym fachu. Niemniej jednak, w nieco oględniejszy sposób, zmuszony jestem powtórzyć jego słowa. Będą Państwo tak łaskawi, pierścionki, kolczyki, sakiewki, bransoletki i inne kosztowności, o których mój przedmówca raczył zapomnieć, zdejmować i do wora!

Moja drużyna ruszyła w tłum a ja skierowałem się w stronę pary młodej. W końcu to mnie przysługiwał przywilej obrabowania bohaterów naszej ceremonii.

– Pani wybaczy, ale jestem zmuszony pozbawić ją tego drobiazgu – powiedziałem i wprawnym ruchem zdjąłem przepiękną kolię, ozdabiającą gładką szyję panny młodej. Zupełnie przy okazji ująłem białą dłoń i złożyłem na niej delikatny pocałunek.

– Moje najlepsze życzenia z okazji wstąpienia na nową drogę życia, ah ta szpila też doskonale uzupełni moją kolekcję – z uśmiechem wypiąłem piękną szpilkę z krawatu Pana młodego.

– To by było na tyle – powiedziałem, patrząc na postępy moich chłopców – może jeszcze tylko miła pamiątka, która będzie mi przypominać ten uroczy dzień. Pani podwiązka jeśli łaska.

Cichy gwar umilkł jak ucięty nożem, poczułem wbijające się we mnie spojrzenia, nawet Pan młody, który do tej pory stał jak miękka kluska zesztywniał i miałem wrażenie, że rzuci się na mnie za chwilę. Ale poczułem też presję i oczekiwanie reszty naszej bandy. Już teraz nie mogłem się wycofać, inaczej straciłbym twarz i szacunek. Zdecydowanie ukląkłem u stóp panny młodej i uniosłem w górę suknie. Kurcze, ale ona ma nogi pomyślałem i niewiele myśląc zbliżyłem usta do ponętnego uda.

– Ach ty skurwysynu! – wrzasnął ktoś z tłumu i kątem oka zobaczyłem skaczącego na mnie chłopaka. Brat Weroniki, co za cholerny pech mnie prześladuje – przeszło mi przez głowę. Błysnął sztylet wydobyty z rękawa, kiedy chłopak wcale wprawnym ruchem pchnął prosto w moje gardło. Odruchowo skróciłem dystans i ugodziłem chłopaka w pierś. W ostatniej chwili, uświadamiając sobie co robię, skierowałem rapier nieco w bok, tak że tylko przejechał po żebrach. Stal rozdarła ubranie i przebiła ciało. Odtoczyłem się na bok a młodzian runął na ziemię. Nie krzyczał, tylko złapał się za ranę i spojrzał na mnie z wyrazem twarzy, którego nie zapomnę.

– Spadamy chłopaki! Krzyknąłem, mimo starań w moim głosie słychać było ciche nuty paniki. Biegiem ruszyliśmy do wyjścia. Zatrzymałem się jeszcze na chwilę i odwróciłem do sparaliżowanych gości.

– Zapamiętajcie tę chwilę i to, że mieliście zaszczyt być obrabowani przez Czarnego Szczura i jego kompanię.

Z żalem zauważyłem jednak, że moje słowa nie odniosły spodziewanego rezultatu. Większość ludzi patrzyła na leżącego chłopaka, prócz rosłego mężczyzny, ubranego najdostojniej ze wszystkich. Baron de Vires patrzył prosto na mnie…

 

***

 

W komnatach barona było niemal upalnie, dwa kominki, w których paliły się brzozowe polana, dawały tyle ciepła, że nawet w zimnych kamiennych murach zamku było niezwykle gorąco.

Po moich plecach spływały jednak zimne strużki potu, kiedy klęczałem na dywanie przed baronem.

– W naszej umowie, jak sobie przypominam – głos barona był podejrzanie obojętny – zawarte było, że dla urozmaicenia uroczyści ślubnej mojej córki i tego bałwana, dokonasz kontrolowanego napadu. Moich gości stać, aby stracić parę błyskotek, a w ich życiu przyda się czasami trochę emocji, innych niż czyjeś zaręczyny, ślub czy też pogrzeb. To, że zraniłeś mojego pasierba mogę Ci jeszcze wybaczyć, nie lubię go, ale Twoje szczęście, że nic mu nie będzie. Wtedy dałbyś głowę. Ale numer z podwiązką to była stanowcza przesada…

– Baronie…

– Milcz psi chwoście! – trzonek halabardy przygiął mnie do ziemi – masz dwie klepsydry, żeby opuścić moje ziemie.

Na twarzy barona zagościł nagle niespodziewanie łagodny uśmiech.

– Lubię Cię hultaju mimo wszystko, więc powiem Ci w sekrecie, że jedną z tych klepsydr zgubiłem, a kiedy przesypię się druga wyślę za tobą moją drużynę, którą zwykle wysyłam na jelenie, więc się spiesz. Do granic ziem masz 20 mil więc jak będziesz mocno przebierał nogami to zdążysz… Chyba, że wolisz moje oddziały piechoty zastępczej…

Nie czekając na koniec zdania wybiegłem z komnaty, nie zapominając się ukłonić i jak wiatr pognałem na dziedziniec. Przeciskałem się między ludźmi, kiedy zobaczyłem stajennego, prowadzącego ulubioną klacz barona, piękną i ścigłą. Prawdziwie wilczy uśmiech przemknął mi przez twarz, kiedy skierowałem się w jego stronę.

– Posłanie do Księcia Pana! – wrzasnąłem, wyrywając wodze z rąk stajennego – Szykuj natychmiast dwa tuziny koni, ruszamy na wojnę!

– Ale panie, w stajniach mamy tylko tuzin – powiedział zaskoczony stajenny.

– Za kwadrans mają być gotowe i osiodłane, ruszaj chłopie – krzyknąłem i wskoczyłem na siodło. Klacz ponaglona uderzeniem pięty pognała do przodu, roztrącając ludzi.

– Pali się we młynie! Morderca w komnatach Pana Barona! – krzyczałem co sił w płucach galopując w stronę bramy…

 

***

 

Klacz ustała dobrą milę przed granicą, tam ją rozkulbaczyłem i zostawiłem, mając nadzieję, że pościg odnajdzie ją i do moich win nie zostanie doliczona kradzież konia. Do granicy doszedłem pieszo i przeszedłem ją po zmroku, dyskretnie omijając szlaban. Na myto nie było mnie stać.

Szczęśliwie, w tej baronii nikt mnie jeszcze nie znał…

Koniec

Komentarze

OK!

Dobre :) przydałoby się tylko trochę więcej.

bardzo miły tekst. którki, z humorem .. lubię takie... ale 6 zarezerwowane jest dla arcydzieł ;p

Dzięki za dobre słowo, kolejny w przygotowaniu
Faktycznie, z tą 6 sam dla siebie to przesadziłem :D

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Jest w tym trochę zręczności i przewrotności, tekst przypomina mi moje "Pomóż swojej gwieździe" gdzie ceremonię weselnąn zakłocają porywacze (na życzenie mogę wrzucić opko na tę stronę, bo własnie próbuję je przerobić na powieść) . Ale ŚLUB ma jedną z często wracających wad młodych autorów. Razi w nim nachalna GRAMATYCZNA NADOBECNOŚĆ PIERWSZEJ OSOBY....  Autor, narrator celebruje siebie i swój punkt widzenia do granic obrzydzenia - ja, mi, mnie, z
No i zupełnie nie pilnuje się na poziomie zdania ---- Zobaczyłem strach, zmieszanie i niedowierzanie, kiedy zobaczyli mnie i moich chłopców ---- jaki wyraz należ bezwzględnie wywalić. kotki? A gdyby napisać - W ich oczach był strach, zmieszanie i niedowierzanie... I po kłopocie.
maciejp

Czyżby to Maciej Parowski zaszczycił mnie komentarzem i uwagami?
Piękne dzięki :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

A ja się będę czepiać słówek "buty do końskiej jazdy" nie wyglądają na literówkę. Dałam 5. Tego rozmiaru utwór autor powinien dopieścić, żeby prosty (jak ja) czytelnik nie znajdował w nim takich błędów. Ale i tak mi się podobało.

Całkiem zgrabnie to wyszło, trochę surowy styl, ale miło się czyta :)

" Do granicy doszedłem pieszo i przeszedłem ją po zmroku" nie lepiej przekroczyłem ją po zmroku ? Jest kilka podobnych błedów, ale opowiadanie czyta się bardzo dobrze. Będzie kontynuacja? Z przyjemnoscią bym przeczytał o kolejnych przygodach Czarnego Szczura :)
PS. Zapraszam do lektury mojego opowiadania pt. "Bez Litości" :)
pozdrawaim

Muszę odgrzebać drugie opowiadanko z tego tematu, tym razem nie o Czarnym Szczurze,  o innej bandzie z okolicy, za to wyjaśnią się 'oddziały piechoty zastępczej'.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Opowiadanie awanturnicze:)

Za to mi się strasznie podobało. Lekkie, przyjemne i zapadające w pamięć.

jako wstęp do książki albo dłuższego opowiadania, naprawdę fajne. czekam aż się wykażesz dalej
pozdrawiam:)

A czemu ten opek nie jest jeszcze w bibliotece?

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Bo dj nie jest ochydnym kunktatorem i lobbystą własnych, doskonałych tekstów :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Przeczytałam.

Nie chcę nikogo martwić, ale przyjdę tu jutro. Teraz, z powodu późnej pory, czuję nieprzepartą chęć udania się na spoczynek nocny. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rzeczywiście, dj, doskonały tekst. Z piętnaście podobnych historii czytałam, gdyż jestem wierną fanką romansideł z epoki wiktoriańskiej. Ach, ci cudowni mężczyźni w rozchełstanych koszulach i maskach na przepięknych obliczach. Ach, ach…

Rozumiem, że podzielasz moje zainteresowania?

 

Do Biblioteki z nim!

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Żeby tylko jeszcze fantastyka była, to ideał. ;-)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Bo Ty, brajcie, nie czytałeś takich romansideł. To zawsze jest czysta fantastyka :)

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Pomysł na opowiadanie niezły, choć zgoła niefantastyczny, ale wykonanie, niestety, woła o pomstę do nieba.

Tylko tym, że dziełko pochodzi z zamierzchłych czasów, kiedy skorupka na Jajku chyba nie była jeszcze należycie uformowana, mogę tłumaczyć wszystkie niedoróbki występujące w tekście.

 

„Cała ka­pli­ca ude­ko­ro­wa­na bia­ły­mi li­lia­mi i cze­wo­ny­mi ró­ża­mi…” – Literówka.

 

„…a ubra­ni na czar­no go­ście wy­glą­da­li nie­zwy­kle do­stoj­nie”. – Czy na ślubie wszyscy goście byli ubrani na czarno? Nie chce mi się wierzyć, przecież to nie był pogrzeb.

Może: …elegancko/ wytwornie ubra­ni go­ście, wy­glą­da­li nie­zwy­kle do­stoj­nie.

 

„W swo­jej wy­kwint­nej sukni wy­glą­da­ła olśnie­wa­ją­co”. – I od razu wiadomo, że suknia nie była pożyczona. ;-)

 

„…tak, Twój mały pysio jest nie­zwy­kłym szczę­ścia­rzem”. – Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Ten błąd powtarza się w całym opowiadaniu, niestety, wielokrotnie. :-(

 

„…ka­płan wy­po­wia­dał z na­masz­cze­niem ko­lej­ne zda­nia. Nie­cier­pli­wi­łem się nieco, kiedy będę mógł wy­po­wie­dzieć, na­resz­cie, moją kwe­stię…” – Powtórzenie.

Proponuję: …ka­płan  wy­po­wia­dał z na­masz­cze­niem ko­lej­ne zda­nia. Nie­cier­pli­wi­łem się nieco, kiedy będę mógł wy­głosić, na­resz­cie, moją kwe­stię

 

„Sły­sząc te słowa po­czu­łem jak sa­mot­na łza spły­wa po moim po­licz­ku”. – Czy roniący łzę mógłby poczuć, że płynie ona po cudzym policzku?

 

Zo­ba­czy­łem strach, zmie­sza­nie i nie­do­wie­rza­nie, kiedy zo­ba­czy­li mnie i moich chłop­ców…” – Powtórzenie.

Może: Zo­ba­czy­łem strach, zmie­sza­nie i nie­do­wie­rza­nie, kiedy ujrzeli mnie i moich chłop­ców

 

„Ra­pier w moim ręku wy­da­wać się mu­siał dla wszy­skich praw­dzi­wym na­rzę­dziem za­gła­dy…” – Dość dziwnie skonstruowane zdanie, w dodatku z literówką.

Wolałabym: Ra­pier trzymany w ręce, mu­siał wydawać się wszy­stkim praw­dzi­wym na­rzę­dziem za­gła­dy

Coś wydaje się komuś, nie dla kogoś.

 

„Zmru­ży­łem moje oczy i po­wio­dłem po zgro­ma­dzo­nych sta­lo­wym spoj­rze­niem”. – Czy bohater mógł zmrużyć cudze oczy?

 

„Po­sta­no­wi­li­śmy więc z moimi kom­pa­na­mi od­wie­dzić uro­czy­stość…”Po­sta­no­wi­li­śmy więc, z moimi kom­pa­na­mi, od­wie­dzić uro­czy­stość

 

„…w takim samym stop­niu jak i Wy czu­je­cię się szczę­śli­wi…” – Literówka. Zbędna wielka litera.

 

„…wrza­snął jeden z moich chłop­ców, praw­dzi­wy mło­kos, praw­dzi­wa go­rącz­ka”. – Po czym poznać prawdziwego młokosa? ;-)

Proponuję: …wrza­snął jeden z moich chłop­ców, jeszcze mło­kos, praw­dzi­wa go­rącz­ka.

 

Kil­ko­ma kro­ka­mi zbli­ży­łem się do niego i jed­nym cel­nym cio­sem w brodę po­wa­li­łem go na zie­mię”. – Zazwyczaj, by zbliżyć się do kogoś, robimy kilka kroków w jego stronę.

Może wystarczy: Zbli­ży­łem się do niego i jed­nym cel­nym cio­sem w brodę, po­wa­li­łem na zie­mię.

 

Nie mniej jed­nak w nieco oględ­niej­szy spo­sób zmu­szo­ny je­stem po­wtó­rzyć jego słowa…”Niemniej jed­nak, w nieco oględ­niej­szy spo­sób, zmu­szo­ny je­stem po­wtó­rzyć jego słowa

 

„…skie­ro­wa­łem się w stro­nę pary mło­dej. W końcu to mnie przy­słu­gi­wał przy­wi­lej ob­ra­bo­wa­nia na­szych naj­waż­niej­szych gości”. – Młoda para nie była gośćmi rabusiów.

 

Pani wy­ba­czy, ale je­stem zmu­szo­ny Panią po­zba­wić tego dro­bia­zgu…” – Wolałabym: Pani wy­ba­czy, ale je­stem zmu­szo­ny po­zba­wić tego dro­bia­zgu

 

To by było na tyle – po­wie­dzia­łem…” – Czyżby bohater miał okazję słuchać wykładów profesora Jana Tadeusza Stanisławskiego, słynnego specjalisty w dziedzinie mniemanologii stosowanej? ;-)

 

„Zde­cy­do­wa­nie uklą­kłem u stóp panny mło­dej i unio­słem w górę jej suk­nie”. – Czy panna młoda miała na sobie więcej niż jedną suknię?

 

„…mie­li­ście za­szczyt być ob­ra­bo­wa­ni przez Czar­ne­go szczu­ra i jego kom­pa­nię”. – …mie­li­ście za­szczyt być ob­ra­bo­wa­ni przez Czar­ne­go Szczu­ra i jego kom­pa­nię.

 

„W kom­na­tach ba­ro­na bar­dzo cie­pło, dwa ko­min­ki, w któ­rych pa­li­ły się brzo­zo­we po­la­na, da­wa­ły tyle cie­pła…” – Powtórzenie.

Proponuję: W kom­na­tach ba­ro­na było niemal upalnie, dwa ko­min­ki, w któ­rych pa­li­ły się brzo­zo­we po­la­na, da­wa­ły tyle cie­pła…

 

„…za­war­te było, że dla uro­ma­ice­nia uro­czy­ści ślub­nej…” – Literówka.

 

„Nie cze­ka­jąc na ko­niec zda­nia wy­bie­głem z kom­na­ty, nie za­po­mi­na­jąc się ukło­nić i jak wiatr wy­bie­głem na dzie­dzi­niec”. – Powtórzenie.

Proponuję: Nie cze­ka­jąc na ko­niec zda­nia, wy­bie­głem z kom­na­ty, nie za­po­mi­na­jąc się ukło­nić i jak wiatr pognałem na dzie­dzi­niec.

 

„Szy­kuj na­tych­miast dwa tu­zi­ny konie, ru­sza­my na wojnę!” – Literówka.

 

„Ale panie, w staj­niach mamy tylko tuzin – po­wie­dział za­sko­czo­ny sta­jen­ny” – Brak kropki na końcu zdania.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgadzam się z Regulatorzy – tekścik wesoły i sympatyczny, ale gromkim głosem woła o poprawki. Do jej listy dorzucę swoje:

– Czy Ty Klaudiuszu Homes – Już za chwilę moja kwestia! – bierzesz sobie tę niewiastę za żonę i ślubujesz jej miłość, aż po kres swoich dni? – Nareszcie!

– Rączki do góry drodzy goście nie stawiać niepotrzebnego oporu a nikomu nic się nie stanie!

Wołacze, Jajku, wydzielamy przecinkami. Błąd występuje jeszcze wielokrotnie. Po oporze też bym wstawiła przecinek.

odwiedzić tą uroczystość

TĘ.

– Moje najlepsze życzenia z okazji wstąpienia na nową drogę życia, ah ta szpila też doskonale uzupełni moją kolekcję – z uśmiechem wypiąłem piękną szpilkę z krawatu Pana młodego.

Ah?! Wstydź się! Jak już będziesz to poprawiał, to dorzuć brakujący przecinek. Błąd w zapisie dialogów. Znajdziesz sobie odpowiedni temat w HP czy potrzebujesz linka?

No i gdzie tu fantastyka?

Babska logika rządzi!

To się przyczepiło do braku fantastyki.

Fantastyka jest, ale nie tu tylko gdzie indziej ale w tym świecie ale jeszcze tego nie napisałem, bo powieść będzie miała dużo tomów z czego każdy świetny (aha i będą tam opisy 600 ras).

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Prr, moment, regulatorzy zaszczyciło moje opowiadanie swoim okiem?

To ja naniosę poprawki…

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Kiedyś…

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

No i gdzie te poprawki, Dj-u? Mogą się tu zjawić inni tacy jak ja, którzy zechcą przeczytać tekst czy to ze względu na Twoją słynną osobę, czy też z powodu tego, że jest to najstarsze opowiadanie w poczekalni! 

A lektura całkiem przyjemna. Lekko i zabawnie :)

Może powinienem?

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Nawet nie “może” ;)

Fun dobrze gada!

Babska logika rządzi!

Fajne, fajne, tylko ja też musiałam czytać niepoprawione :(

Znam tylko pięć liter ;)

Starałam się i co? Nawet psu na budę to niepotrzebne. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Alesz nie. Po prostu dj czekał na właściwy moment.

Żółta gwiazdka kuła mnie w oczy, kuła, kuła.

 

Poprawki wprowadzone, zaledwie… po dwóch i pół roku?

O jego żółtawa mać…

 

Droga R. Należą Ci się podziękowania i przeprosiny, że tyle to trwało.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Lepiej późno niż wcale ;)

No to na zachętę kliknąłem. 

Kliknęłam i ja, napracowałeś się Jajku, to i nagroda się należy! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oooo, dostałem maila od “Nowa Fantastyka”!

A co tam, szósteczka od Dja Jajko.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Czyżby pierwsza Biblioteka? Gratuluję. :-)

A szósteczka coś się nie wbiła.

Babska logika rządzi!

A odkopię tekst sprzed niemal dekady i nieruszany od lat ponad dwóch, co mi tam. Ktoś polecił, to czytam.

Na początku jakoś średnio mi się podobało, ale im dalej w ślub, tym bardziej do gustu przypadał mi główny bohater – może i sztampowy czarujący łobuz, ale no… czarujący, więc da się gagatka lubić. Zakończenie też niezłe, całość wyszła lekko i przyjemnie.

Ale wykop :)

Kto by pomyślał, że ten spontaniczny szorcik pisany jako “ewentualna postać do erpega” się jeszcze odkopie :)

 

Dj się cieszy, że lekko i przyjemnie

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Nowa Fantastyka