- Opowiadanie: Tarnina - Zagadka Ziemi nadal nierozwikłana

Zagadka Ziemi nadal nierozwikłana

Próba pomysłu i wygibas formalny.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Zagadka Ziemi nadal nierozwikłana

Swoją nową książką „Zagłada Ziemi – prawda odkryta” T'an Kian-mi podtrzymuje opinię o sobie jako o ekscentryku – mniej życzliwi nazwą go zapewne wstecznikiem i fanatykiem dawno zdyskredytowanych teorii, trudno bowiem uznać za kontrowersyjne dzieło, które usiłuje jedynie wskrzeszać kontrowersje nie bez powodu zapomniane.

Ozdobna retoryka Kiana może przekonać niewykształconych, jak to się już zdarzało w przeszłości (starsi czytelnicy pamiętają zapewne aferę sprzed kilku lat, kiedy to zespół pod kierownictwem Kiana okazał się fałszować wyniki). Dlatego z recenzenckiego obowiązku przytoczymy tutaj główną tezę jego pracy, obrawszy ją z olśniewającego bogactwa mętnych wnioskowań, niesprawdzonych informacji, błędów logicznych i wycieczek osobistych – najpierw jednak należałoby przytoczyć fakty, aby osadzić rzecz w kontekście, jako, że zagadka Ziemi może nie być problemem najbardziej naglącym przeciętnego czytelnika.

W Roku Niespokojnego Słońca statek Ty'pan-di, prowadzący prace kosmograficzne w głębokiej przestrzeni, cudem uniknął zderzenia z przedmiotem, w którym po zbadaniu rozpoznano wytwór obcej cywilizacji. Znajdujące się na pokładzie tajemnicze płytki nie niosły żadnych zapisów elektrostatycznych – jeżeli umieszczono na nich jakiekolwiek informacje, zostały one rozładowane przez zderzenia z pyłem kosmicznym i wiatr gwiazdowy. Poruszający się z prędkością znacznie mniejszą od prędkości światła obiekt musiał spędzić w przestrzeni wieki. Jego trajektorię odtworzono i wkrótce do układu niewielkiej pojedynczej gwiazdy, oznaczonej tymczasowo kodem RE, wyruszyła pierwsza ekspedycja.

Wyprawa przyniosła rozczarowanie żądnym sensacji, odkryła bowiem tylko ruiny obcej kultury. Nie udało się ustalić przyczyn jej zagłady – wyraźnie doszło do niej u progu ery rozwoju technologicznego. Obcy nie zdołali wynaleźć zasady nadświetlnych lotów kosmicznych, nie skolonizowali także swojego układu gwiezdnego, zanim wyginęli, prawdopodobnie dość nagle. Archeologiczna mania, jaką zaowocowało to odkrycie, zrodziła, oprócz wielu ciekawych wniosków dotyczących rozwoju inteligencji w ogólności, a szczególnie fascynującej cywilizacji RE, nazwanej teraz ziemską, także liczne, mniej lub bardziej niedorzeczne spekulacje i teorie. Najsilniej oddziałało na zbiorową wyobraźnię zagadnienie wymarcia Ziemian. Jako jego przyczynę wymieniano wszystko: od zmiany klimatu, poprzez epidemię, po inwazję jeszcze innej, nieznanej i groźnej obcej rasy.

T'an Kian-mi obstaje przy jednej z najbardziej fantastycznych teorii – twierdzi autorytatywnie, że mieszkańcy układu RE zostali wyniszczeni przez pasożyta, którego sami stworzyli, sztuczną formę opartego na krzemie pseudożycia (to zastrzeżenie ma pacyfikować czytelników, którzy liznęli na tyle ekologii, by wiedzieć, że żaden pasożyt nie wyniszcza całej populacji gospodarzy – zdaniem Kiana pseudożycie nie podlega zwykłym prawom ewolucji). Na czterystu płytkach elektrostatycznych Kian dowodzi, jakoby wynalazek urządzeń przypominających nasze komunikatory osobiste stał się przyczyną zagłady ziemskiej cywilizacji. Zbyt zaawansowane w stosunku do pełnionych celów, komunikatory miałyby wykształcić coś w rodzaju umysłu zbiorowego, który przejąłby kontrolę nad ich organicznymi twórcami tak, by cały swój czas i energię poświęcili wyłącznie na jego potrzeby. Rosłyby one bez ograniczeń, aż do zupełnego wyniszczenia cywilizacji gospodarzy.

Uważny czytelnik nie potrzebuje pomocy, by znaleźć w tej hipotezie luki, począwszy od kwestii wyraźnych śladów broni laserowej i jądrowej, znalezionych na planecie, a skończywszy na prostej obserwacji, że my sami posiadamy urządzenia łączności osobistej, które jakoś dotąd nie opanowały naszych umysłów.

„Zagłada Ziemi – prawda odkryta” ukazała się nakładem wydawnictwa Ko-pi. Jest dostępna w formie zapisu elektrostatycznego lub holograficznego (zgodna z większością czytników).

Zif Tiem'pali

Koniec

Komentarze

Hm. Przeczytane bez problemu, ale i bez entuzjazmu.

Moje jedyne zastrzeżenie, to że wojna nuklearna na pobliskiej* planecie z wielkim prawdopodobieństwem zostałaby wykryta choćby i przez naszą obecną technologię.

 

* Przez pobliską mam na myśli bezpośrednie gwiezdne otoczenie, tak do tysiąca lat świetlnych, a skoro doszło do bezpośredniego kontaktu z (zakładam) którymś z Voyagerów, to cywilizacja, której dziełem jest powyższa recenzja, najpewniej znajdowała się dość blisko nas.

 

Edytka: potem zdałem sobie sprawę, że istnieje możliwość, że ta cywilizacja zaczęła się już po tym, jak nasza skończyła. Tak więc nie mam zastrzeżeń :)

ironiczny podpis

Hm, nic specjalnie nowego. Smartfony nas wykończą :). Plus za formę, jak u Lema w “Doskonałej próżni”.

Ku memu zdziwiemiu, nawet ja znalazłem momenty dyskusyjne:

– “jako że” powinno być bez przecinka;

– czemu uniknął zderzenia z przedmiotem? to słowo mi tu zgrzyta, bo w przestrzeni fruwają raczej meteoroidy czy asteroidy, “przedmioty” kojarzą się z wytworami kogoś;

– dlaczego “uniknął cudem”? statki kosmiczne powinny być odpowiednio wyposażone na spotkania z kosmicznymi kamykami; to nie jelenie wyskakujące nagle z pobocza ;);

– dlaczego “przemiot” ma “pokład”? zrobiłaś zbyt duży skrót myślowy;

– jeśli płytki były “na pokładzie” (czyli wewnątrzz statku), to czemu oddziaływał na nie pył kosmiczny?

– czy nie powinno być “problem naglący dla czytelnika”? 

 

A tak poza tym – miłe czytadełko :)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Edytka: potem zdałem sobie sprawę, że istnieje możliwość, że ta cywilizacja zaczęła się już po tym, jak nasza skończyła. Tak więc nie mam zastrzeżeń :)

Kurza melodia, jaki samowystarczalny :D

“jako że” powinno być bez przecinka;

Jesteś pewien?

“przedmioty” kojarzą się z wytworami kogoś;

Na przykład sondy kosmiczne :) ale faktycznie, mogłam nie od razu napisać, że to sztuczny wytwór.

nie jelenie wyskakujące nagle z pobocza ;);

Ee, tam XD

dlaczego “przemiot” ma “pokład”? zrobiłaś zbyt duży skrót myślowy;

Hmm. Chyba masz rację. Może za mocno myślałam “sonda, sonda”.

jeśli płytki były “na pokładzie” (czyli wewnątrzz statku), to czemu oddziaływał na nie pył kosmiczny?

To są spekulacje kosmicznych naukowców – po prostu oni piszą ładunkiem elektrycznym, na płytkach nie ma żadnych, w ich rozumieniu, zapisów, tylko przypadkowe bazgroty, więc próbują zgadnąć, dlaczego i nie wpadli na to, że ktoś może napisy ryć w materiale.

czy nie powinno być “problem naglący dla czytelnika”? 

Obie formy są poprawne. A redaktor Tiem'pali jest przemądrzały i woli mniej zrozumiale.

miłe czytadełko :)!

Thanks :)

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Jesteś pewien?

No raczej:

https://sjp.pwn.pl/sjp/jako-ze;2467310.html 

https://www.ekorekta24.pl/przecinek-przed-ze-czy-aby-na-pewno-zawsze-jest-konieczny/ 

 

To są spekulacje kosmicznych naukowców

Ok, ale to tym bardziej w ich mniemaniu powinny być osłonięte przed “pyłem kosmicznym”, który z reguły jakieś ładunki (czyli możliwość wymazania zapisu) niesie.

Poza tym, jak na rozwiniętą cywilizację, coś mało domyśłni są. Prądem ścian jaskiń nie wypalali ;)?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Ironia jest w tym, że przeczytałam tekst na telefonie.

 

Zawsze wiedziałam, że Tamagotchi ma w sobie coś mordercy. Takie prawie symulakrum!

 

 

 

 

Sympatyczne opowiadanko. Przesłanie nie wnosi nic nowego, ale niech będzie. Początkowo myślałam, że Kian to jakiś azjatycki naukowiec, więc plus za zaskoczenie. Lubię ten moment, kiedy zaczynam podejrzewać, że coś tu nie sztymuje…

Skąd właściwie wiedzieli, jak się Ziemia nazywała?

Babska logika rządzi!

Niezbyt to odkrywcze, ale przeczytałam bez przykrości.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rzeczywiście lekkie skojarzenie z "Doskonałą próżnią" się pojawia. Chociaż "recenzja" książki jest tutaj tylko pretekstem do przedstawienia losów Ziemi widzianych receptorami wzroku obcej cywilizacji. Zabieg trochę zgrzyta, bo autor recenzji zapowiada "osadzenie w kontekście" w ramach wprowadzenia i w zasadzie na tym "recenzja" się kończy.

Pomysł ze smartfonami (czy np. rzeczywistością wirtualną), które doprowadzają ludzkość do zagłady nienowy, w sumie banalny i trąci satyrą.

Nie rozumiem, na czym miałoby polegać "próbowanie" tego pomysłu. Więcej niż szort na takim "gagu" nie wyrośnie. Poza tym takie próbowanie pomysłów to jedynie palenie pomysłów moim zdaniem.

Mnie też zastanawia, skąd obcy znają nazwę własną naszej planety, skoro mimo zaawansowania technologicznego potrafią tylko odczytać materiały zapisane w formie wyładowań elektrycznych (elektrostatycznych?). Poza tym serio coś nie tak z ich techniką, jeśli ich statki "wpadają" na obiekty w kosmosie.

Tekst napisany dobrze i sprawnie warsztatowo, chociaż (może ze względu na formę) zdania sprawiały wrażenie nieco przeładowanych.

 

Sympatyczne, ale raczej mało odkrywcze czytadełko bez wyraźnej puenty. Puenta byłaby ciekawa, gdyby np. okazało się, że obcy też już są opanowani przez swoje komunikatory i zmierzają do zagłady.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Tekst napisany dobrze i sprawnie warsztatowo, chociaż (może ze względu na formę) zdania sprawiały wrażenie nieco przeładowanych.

 

Sympatyczne, ale raczej mało odkrywcze czytadełko bez wyraźnej puenty. Puenta byłaby ciekawa, gdyby np. okazało się, że obcy też już są opanowani przez swoje komunikatory i zmierzają do zagłady.

Spóźniłem się z komentarzem, więc pozostaje mi podpisać się pod powyższym. Od siebie dodam, że mi się podobało i nie marudzę. Może wychodzi ze mnie brak oczytania, ale zagłada Ziemi z perspektywy Obcych w formie recenzji książki innego Obcego jest fajna i tyle. Nie ma co dyskutować.

Na czterystu płytkach elektrostatycznych Kian dowodzi

A to mi się podoba najbardziej.

Poza tym, jak na rozwiniętą cywilizację, coś mało domyśłni są. Prądem ścian jaskiń nie wypalali ;)?

Nie ma u nich węgorzy elektrycznych XD

 Zawsze wiedziałam, że Tamagotchi ma w sobie coś mordercy. Takie prawie symulakrum!

… prawie?

 Skąd właściwie wiedzieli, jak się Ziemia nazywała?

Ech. Nie wiedzieli, ale musiałam to jakoś zaznaczyć. W dłuższym tekście może i bym jakoś wybrnęła, a tutaj, niestety, konieczny był skrót :(

 Rzeczywiście lekkie skojarzenie z "Doskonałą próżnią" się pojawia.

Mówiłam, że ciągnę na Lemie? Wzięłam sobie wczoraj z półki Ubika, a tu nagle mam chęć na Niezwyciężonego albo Dzienniki gwiazdowe. Normalnie jak w ciąży :)

 Zabieg trochę zgrzyta

Noted.

 Pomysł ze smartfonami (…) trąci satyrą

Czemu? To jest, satyrą na co? Bo, o ile się nie mylę, satyra ma piętnować jakieś wady ludzkości ogólnie lub konkretnej osoby, np. gdybym napisała historyjkę, w której mojemu bratu wyrastają korzonki, a on wchodzi w stosunek mikoryzy ze swoim komputerem, to by była satyra (na leniwych chłopów :D). A tu?

 Nie rozumiem, na czym miałoby polegać "próbowanie" tego pomysłu.

Ha. Rozchodzi się zasadniczo o to, że wiem, co bym chciała napisać, ale nie mam jeszcze kierunku. Może dyskusja coś mi wyklaruje. A może na razie popiszę inne rzeczy, a za pół roku wykopię te smartfony? Kto wie? Ostatecznie sztuka jest dialogiem.

 Puenta byłaby ciekawa, gdyby np. okazało się, że obcy też już są opanowani przez swoje komunikatory i zmierzają do zagłady.

Niezłe, niezłe…

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Satyrą na ludzkość ogłupianą przez smartfony. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

kontekście, jako, że

tylko pierwszy przecinek jest potrzebny

wynaleźć zasady

Zasad się nie wynajduje, droga filozofko, można je najwyzej ustanowić albo odkryć :D

Archeologiczna mania, jaką zaowocowało to odkrycie, zrodziła, oprócz wielu ciekawych wniosków dotyczących rozwoju inteligencji w ogólności, a szczególnie fascynującej cywilizacji RE, nazwanej teraz ziemską, także liczne, mniej lub bardziej niedorzeczne spekulacje i teorie.

To zdanie szczególnie trafnie imituje styl naukowej recenzji.

Mówiłam, że ciągnę na Lemie? Wzięłam sobie wczoraj z półki Ubika, a tu nagle mam chęć na Niezwyciężonego albo Dzienniki gwiazdowe. Normalnie jak w ciąży :)

W intelektualnej ciąży z Lemem, jak się zdaje. Liczę, że potomstwo objawi się w formie kolejnych opowiadań!

Ładnie napisane, od razu przyszła mi na myśl Doskonała Próżnia, fajnie oddałaś specyfikę wybranej formy.

Pomysł rzeczywiście nienowy i niestety z krzesła nie zrzuca.

Puenta podsunięta przez Marasa mogłaby znacznie podrasować tego szorta, zwłąszcza gdyby udało się ją upchnąć w dwa-trzy zdania: recenzent wstaje od pisania i przez chwilę oglądamy skrawek jego świata, na skraju podobnej katastrofy.

A jeszcze lepiej – nie smarkfony, tylko coś analogicznego. Skoro oni nie uznają obrazków…

Babska logika rządzi!

Zasad się nie wynajduje, droga filozofko, można je najwyzej ustanowić albo odkryć :D

Daamn. A zasada działania wynalazku? (Tak, masz rację.)

recenzent wstaje od pisania i przez chwilę oglądamy skrawek jego świata, na skraju podobnej katastrofy.

Tylko złamałabym tym formę. Ale myśl Marasa jest dobra.

A jeszcze lepiej – nie smarkfony, tylko coś analogicznego.

Pewnie. Tylko jak to opisać, żeby było zrozumiale dla nas – wzrokowców? Bez synestezji się nie obejdzie.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Tyś Autorka, Twój cyrk…

Powiadasz, że oni siedzą w elektrostatyce? Może jakaś matryca na całą ścianę w salonie, aż zachęcająca do kontemplacji? Skomplikowana gra na takiejż matrycy, żeby ustawić ładunki w określony wzór? Może to być coś podobnego do jednorękiego bandyty…

Babska logika rządzi!

A mnie się podoba. Głównie za poprowadzenie narracji, ale ja, jak już chyba wiadomo, nie jestem fetyszystką fabuły, podczas gdy forma potrafi mnie bardzo literacko i estetycznie kręcić. Bardzo ładny pastisz recenzji książki naukowej. Klik.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dość fajne, takie w klimacie Lema czy Calvino. Szkoda, że tak rzadko można znaleźć tego typu rzeczy.

Sympatyczna recenzja – robi wrażenie. I to tyle o tym krótki tekście. Czekam na kolejne, dłuższe teksty ;)

Wzięłabyś się za jakieś większe i sensowniejsze dzieło od tych wszystkich ćwiczeń. Było okej, ale bez większych fajerwerków. W sumie to czasem przyjemnie zjeść odgrzewanego kotleta, jeśli jest dobrze przygotowany.

Ta elektrostatyczna pamięć mnie trochę z rytmu wybiła. Przed ładunkami elektrostatycznymi to my się chronimy – jeden trzask z Twojego przeżartego molami swetra i układ za setki tysięcy idzie się zutylizować. No i takie pamięci były używane, ale hohohoho. Potrzebna byłaby jakaś tuba do strzelania elektronami (albo jak moj nauczyciel cyfrówki mówil – działo na ociemniałych uczniów) żeby to przeczytać. Wolałbym, żeby ufoki nas z lepszych technologii zapamiętali. ;)

Wzięłabyś się za jakieś większe i sensowniejsze dzieło od tych wszystkich ćwiczeń.

Próbuję, skarbie, próbuję :)

Wolałbym, żeby ufoki nas z lepszych technologii zapamiętali. ;)

Ale to ich technologia…

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Ale to ich technologia…

Musiało mnie w pociągu bujanie uśpić, przyjąłem, że “nasza”.

Ale teraz wyobrażam sobie ufoków z elektroniką lampową i działami elektronowymi (wchodziły w skład kinespoków w “grubych” telewizorach) – i jest to całkiem zabawna wizja.

“Kinespock” też :D

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Zabawna wizja podana w dosyć niecodziennej formie. Przykuła moją uwagę do samego końca. I choć szort nie kończy się jakimś wielkim hukiem, powiela też motywy związane z zagładą Ziemi, to jednak forma mocno to nadrabia.

Jedyne co bym się najwyżej przyczepił, to pewne niuanse językowe. Niby płytki, ale nadal są “czytelnicy”; czemu nazwa “Ziemianie” się zachowała; i tym podobne. Ale rozumiem też, że forma bardzo krótkiego szorta nie pozwala na zbytnie eksperymenty w tej dziedzinie.

Podsumowując: efektowny koncert fajerwerków. Wart klika.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Niby obcy a tacy ludzcy… Klasyczna pułapka. Jak planujesz pogłębienie tematu w postaci wielu tysięcy znaków to nie zapominaj o tym. Staruszek Lem dobrze to swego czasu wyłożył ;) Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny:)

Oj, wiem, wiem. Pogłębienie tematu niekoniecznie będzie z perspektywy obcych, tak w ogóle, ale za radę – dzięki. Czasem w ferworze walki zapomina się o takich rzeczach.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Ładna recenzja ;)

Aż by korciło zrobienie jakieś polemiki do polemiki polemiki….

I would prefer not to.

Do polemiki do polemiki… :)

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Bardzo przyjemny szort, a za formę (pomysł z recenzją) wyściskałabym i te zdaania:)

Nazwa Ziemia nie przeszkadza zupełnie, ponieważ jeśli Obcy aferalnie perorują na ten temat już czas jakiś,  to nazwę znają. Nawiązanie do ich komunikatorów osobistych daje dobre zakończenie.

 

Nad jednym się tylko zastanawiałam. To recenzja, więc może by uczynić ją bardziej “recenzencką”, z silniejszą opinią Zif Tiem'pali. 

Fajne :)

Nowa Fantastyka