- Opowiadanie: Suzuki M. - Czy wiesz, komu patrzysz w oczy?

Czy wiesz, komu patrzysz w oczy?

Opowiadanie pisane na zadany temat: producent.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Czy wiesz, komu patrzysz w oczy?

Starszy jegomość w czarnym, elegancko skrojonym garniturze zdecydowanie rzucał się w oczy, spacerując parkową alejką wśród roznegliżowanych nastolatek i rozwrzeszczanych dzieciaków. A jednak nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że tylko ja zwróciłem na niego uwagę. Wyglądał trochę jak postać przeklejona z czarno-białego filmu. Nobliwy, dystyngowany, z delikatnym uśmiechem na ustach. 

Nie mogłem się powstrzymać, żeby ukradkiem nie śledzić go wzrokiem. Kiedy już był tuż tuż, nasze spojrzenia się spotkały. Z jakichś niezrozumiałych dla mnie powodów nie mogłem odwrócić głowy i udawać, że do niczego nie doszło.

– Dzień dobry! – Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze bardziej i lekko skłonił głowę. – Piękny dzień, prawda?

W odpowiedzi odwzajemniłem uśmiech. Byłem tak zaskoczony, że na nic więcej nie było mnie stać. 

– Czy mogę się dosiąść? – kontynuował, wskazując na wolne miejsce na ławce.

– Tak, tak, proszę – odpowiedziałem, lekko zmieszany. Mimo pięknej pogody w zasięgu wzroku znajdowało się jeszcze co najmniej kilka wolnych ławek.

– Dziękuję – odpowiedział, siadając. – Ludzie często czują się nieswojo w moim towarzystwie, a nie lubię się narzucać.

Nieswojo? 

Zapadła cisza. Staruszek z uśmiechem kontemplował otoczenie, ja subtelnie kontemplowałem jego osobę. Z bliska jeszcze bardziej przypominał przeżytek dawno minionych epok. Ale taki elegancki, z klasą. Bardziej antyk niż staroć. Wrażenie potęgowała spoczywająca na jego kolanach czarna laska spacerowa, zwieńczona srebrnym uchwytem w kształcie głowy pudla.

– W taki dzień grzech nie cieszyć się życiem. Wy, młodzi, wszystko odkładacie na później, bo kariera, bo pieniądze, bo później będzie czas. A tu w końcu przychodzi emerytura, człowiek zabiera się za życie i nie daje już rady tego życia udźwignąć. Kładzie się spać i już się nie budzi. Ale pan coś o tym wie, prawda? – Uśmiechnął się porozumiewawczo.

Tak, wiem. Dwa miesiące temu tak zmarł mój wujek. Ale skąd…? Nie, to mógł być zwykły przypadek. 

– Prawdę mówiąc, ten park to ostatnie miejsce, gdzie spodziewałbym się pana spotkać w środku tygodnia. I to w godzinach pracy.

Też bym się nie spodziewał. I normalnie by mnie tu nie było, gdybym nie zasłabł w drodze na lunch. Mały zawrót głowy. Nic wielkiego. Musiałem tylko usiąść na chwilę, odpocząć.

Moj towarzysz zamyślił się. Uśmiech bezwiednie zniknął z jego twarzy. Wodził wzrokiem po barwnym tłumie. 

– Zastanawia się pan czasem, ilu z tych ludzi nie doczeka jutra? Starszych? Młodszych? Wystarczy chwila. Małe potknięcie, mały kawałek kanapki, mały zawrót głowy…

Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy. Staruszek spojrzał na mnie i jakby się przebudził.

– Przepraszam najmocniej, ale w moim fachu nie da się uciec od takiej tematyki. Ale nie ma tego złego! – Jego twarz znów rozjaśnił uśmiech – Memento mori, ale carpe diem! 

Szumiało mi w uszach, serce galopowało, a po plecach przechodziły dreszcze. Nie wytrzymałem.

– Przepraszam, ale czym tak właściwie pan się zajmuje?

– O, pardon! Pan mnie nie pamięta? Poznaliśmy się w zeszłym miesiącu, na szkoleniu marketingowym, w Hali Orbita. Alfons Grzebczyk, producent trumien.

Koniec

Komentarze

Nic wielkiego, ale dość sympatycznie wyszło. Szkoda, że fantastyki nie ma. No, ale niech będzie. Tak zgrabnie podpuszczasz, że to się okazuje dopiero na końcu.

Napisane całkiem, całkiem.

 

Babska logika rządzi!

Jak na zadany temat, to wyszło całkiem nieźle, a miejscami nawet tajemniczo. ;)

 

Mały za­wrót gowy. –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne, mroczne, tajemnicze i jak dla mnie z mocno zaskakującym zakończeniem :)

Świetna puenta. Obawiałam się tego momentu na końcu. Szort z dreszczykiem, więc jestem bardzo na tak.

Z bliska jeszcze bardziej przypominał przeżytek dawno minionych epok. Ale taki elegancki, z klasą. Bardziej antyk niż staroć.

Bardzo mi się to spodobało.

 

Producent to duża podpowiedź, więc końcówka mnie specjalnie nie zaskoczyła, ale napisane z takim urokiem, że uśmiech nie schodził mi z twarzy. Bardzo klimatyczny szort.

No tak, człowiek spodziewa się fantastyki to i wszędzie widzi duchy i diabły… ;) Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny :)

Dla mnie producent nie był podpowiedzią. Przed puentą zupełnie nie kojarzył mi się z przemysłem pogrzebowym. Zaskoczenie było. Super tekst :) 

Ładne, niefantastyczne. Niestety troszkę niewypalająca strzelba w postaci wujka – myślałam, że poznali się z okazji pogrzebu wujka. Mam wrażenie, że to byłoby bardziej prawdopodobne i bardziej makabreskowe.

Z opisu człowiek trochę jak “archetypowy grabarz” z westernu, ale to się dopiero w połowie zaczyna czuć.

 

Mały zawrót gowy. – literówka

 

“Uśmiech jakby bezwiednie zniknął z jego twarzy.“ – jakby bezwiednie? coś tu nie tego. Na dodatek zaraz potem masz znów “jakby”

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A ja spodziewałem się, że typek jest z przemysłu pogrzebowego. Gdy tak zaczęli gadać o tych zawrotach głowy…

Czytało się dobrze, ale pomysł bez szczególnego wyrazu – raczej nie zostanie ze mną na długo. Szczypta refleksji i morał-slogan o cieszeniu się życiem to jednak za mało :/

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Tekst ogólnie pozostawił dobre wrażenie, ale wyrzuciłabym to zdanie z przedmowy. Przy tak małej liczbie znaków raczej oczywiste jest, że skojarzenia, które podsuwasz czytelnikowi, na końcu okażą się mylące, a zadany temat dodaje tu niepotrzebnie sporą podpowiedź. 

Nawet się przygotowałam i mam zgrabną (tak mi się wydaje) odpowiedź na fundamentalne pytanie: a gdzie tu fantastyka? Otóż: w umyśle bohatera ;)

 

Jestem bardzo zaskoczona tak miłym odbiorem :) Mogłam jeszcze dodać, że tekst trzeba było zmieścić w 3600 znakach. Za inspirację posłużył Monsieur Alphonse, choć już po publikacji jedna osoba dopatrzyła się tu początkowej sceny z “Mistrza i Małgorzaty”, być może słusznie, ale z mojej strony zupełnie podświadomie.

 

Drakaina, z tym wujkiem to historia niestety prawdziwa, która była chyba pierwszą myślą, przy komponowaniu opowiadania. Przeszła taką ewolucję, że z głównego punktu stała się jedynie argumentem. Bohater miał o wujku wspomnieć na szkoleniu, stąd producent o tym wiedział. Wygląda na to, że jakoś w trakcie poprawek absolutnie ten motyw okroiłam. Pogrzeb pasowałby jak najbardziej, choć wydaje mi się, że producenci trumien nie chadzają oglądać swoich produktow w użyciu :D Oczywiście dałoby się tak to rozwiązać, żeby było z sensem i klimatycznie, ale bardzo zależało mi na przełamaniu klimatu tekstu. Na czymś wybitnie nawiązującym do biznesowego pojęcia słowa “producent”.

 

Dziękuję wszystkim za poczytanie i za sugestie :)

PS. Czy można tu edytować teksty? Tak nic nie wrzucałam, że już nie pamietam, a przycisk do edycji nigdzie mi się w oczy nie rzucił.

www.herbatkauheleny.pl

Teyami, dodałam tę informację jako coś w rodzaju uzasadnienia, bo wydawało mi się, że tekst jest za słaby, żeby bez takiego “usprawiedliwienia” funkcjonować :)

www.herbatkauheleny.pl

No właśnie z tą fantastyką w umyśle bohatera pojawiła się ostatnio na forum różnica zdań. Tutaj bym powiedział (mój przypadek), że fantastyka była w umyśle czytającego nim dotarł do zakończenia;)

Można edytować, przycisk powinien być gdzieś na górze, z prawej strony.

Babska logika rządzi!

I rozkręca się tekst, i rozkręca. I czeka się na Śmierć we własnej osobie, a tu… Niespodzianka.

W sumie żarcik, może nie taki, że boki zrywać, ale sprawnie napisany.

Z pamięci umknie. Wszystko umyka… :)

A bibliotekę klepnę z dwóch powodów: laski z pudlogłowym uchwytem oraz magnetycznego spojrzenia staruszka.

 

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Niekoniecznie pogrzeb, bohater mógł wybierać trumnę u producenta… Z tym szkoleniem wydaje mi się naciągane, ale może dlatego, że świat korpo jest mi obcy bardziej niż Marsjanie ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zabawna puenta. Po przemowie wiedziałem, że koleś musi być jakimś producentem, ale się nie domyśliłem. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

No właśnie trumny nie wybiera się u producenta, tylko w zakładzie pogrzebowym. A wydaje mi się, że łatwiej zapomnieć poznanego wśród dziesiatek innych ludzi producenta czegokolwiek, niż przedsiębiorcę, u którego zamawiało się pogrzeb bliskiej osoby :)

Generalnie można było to opowiadanie rozwiązać na wiele sposobów. Tutaj najważniejszy był temat i pod niego zostało wszystko podciągnięte. Postarałam się to przedstawić w jak najbardziej sensowny i prawdopodobny sposób, przynajmniej według mnie :)

www.herbatkauheleny.pl

Nadal mi się podoba :)

Ładna niespodzianka na końcu. A na stricte fantastycznym portalu – jeszcze bardziej przewrotna ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Okej, po prostu jak dla mnie to dwa grzyby w barszcz: i ten wujek/pogrzeb, i akurat przedsiębiorca pogrzebowy na szkoleniu ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie przedsiębiorca pogrzebowy – producent trumien. To jest ta subtelna różnica :)

www.herbatkauheleny.pl

Bardzo dobre, bo koniec zaskakujący, i w dodatku bardzo realistyczny. Spodziewałem się standardowego zakończenia, a tu nie. 

Bardzo dobrze napisany tekst, więc kieruję do biblioteki.

Pozdrówka.

Dobre, podobało mi się. Zgrabnie z nieoczekiwanym finiszem :)

I nie zgadzam się, że nie pasuje, bo nie ma fantastyki.

Dobrze, że nie czytam przedmów!

Bardzo zgrabne.

Myślałem, że ten człowieczek okaże się kimś innym. Także element zaskoczenia był.

Tytuł zapowiadał coś bardziej drastycznego.

Podobało mi się.

Dziękować, dziękować, dziękować i dziękować :)

www.herbatkauheleny.pl

Ech, czemu, ale to czemu przeczytałem przedmowę :/ Choć i tak pewien element zaskoczenia był, bo akurat samych trumien się nie spodziewałem ;)

Napisane zgrabnie, czyta się jednym tchem.

Podsumowując: przyjemny koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dobra, nie będzie więcej przedmów :)

www.herbatkauheleny.pl

Jestem zagorzałym przeciwnikiem zamieszczania tekstów pozbawionych fantastyki na tym portalu i razem z Drakainą zawzięcie walczę o "czystość gatunkową" fantastyka.pl. ;). Toleruję i lubię tzw. pogranicze, teksty niefantastyczne traktuję ostro lub ignoruję.

Powyższe opowiadanko jednakże w przewrotny i pomysłowy sposób nabiera czytelnika i podsuwa mu zgoła fantastyczne interpretacje, które w finale okazują się jedynie błędnymi tropami. Chyba każdy wyobrażał sobie, że bohater spotkał samego Śmierć, ducha, lub sam jest martwy. Puenta zabawnie kpi z tych domysłów.

Do tego tekst napisany jest naprawdę sprawnie i widać, że Autor posiada wyrobione pióro.

Dałbym klika, ale już niepotrzebny.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przyjemne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dałem się nabrać, więc szort udany ;-)

 

Niemniej przedmowę umieściłbym na końcu tekstu, bo lekko pozbawia finał wydźwięku.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nie powiem nic nowego – fantastyki tu mniej niż kot napłakał, ale końcowy twist bardzo fajny.

Dziękuję za pobłażliwość w kwesti braku fantastyki, trochę się bałam, że mocniej za to oberwę :)

www.herbatkauheleny.pl

Fajne z zaskakującym zakończeniem. Trochę szkoda, że mało fantastyki ;)

 

Brakuje kreseczki nad o → Moj towarzysz zamyślił się.

Nowa Fantastyka