- Opowiadanie: Unicorn - Pogranicze w ogniu

Pogranicze w ogniu

Witam, 
To opowiadanie napisane na konkurs Fantazmaty. Nie wygrało, więc postanowiłam wysłać je tutaj i zobaczyć jak je przyjmiecie :) 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Pogranicze w ogniu

 

Arsen Saba skulił szerokie ramiona i pochylił głowę w wejściu do knajpy „Pod ciemną gwiazdą”, która znajdowała się na pięćdziesiątym piątym poziomie newarskiej stacji kosmicznej New Hope. Wyprostował się i pociągnął nosem. Podszedł do baru, poruszając głową z boku na bok aż chrupnęły stawy.

– Dymitr – przywitał barmana.

Pięćdziesięcioletni Dymitr Wołosza doskonale wpisywał się w klimat własnej speluny. Postawny łysy mężczyzna z szeroką szczęką o twarzy pooranej odłamkami po wybuchu miny na Tarinie księżycu Czatusji. Skóra wokół nabiegłego bielmem oka marszczyła się w miejscach, gdzie przebijały ją metalowe wszczepy. Podobno proteza pomagała lepiej widzieć, ale Arsen był pewny, że służyła również do wzbudzania respektu u kłopotliwych klientów. Uniósł brwi w zapytaniu i wskazał dłonią pomieszczenie. Zazwyczaj o tej porze robiło się głośno. Inkantowano pieśni z Czatusji, rodzinnej planety Arsena albo rozmawiano. Klientów było sporo, ale większość pochylała się nad alkoholem w milczeniu.

– Nie słyszałeś? – zapytał Dymitr, wycierał szmatą bar. Metalowa proteza dłoni skrzypiała ze starości.

Arsen pokręcił głową.

– Pracowałem – skłamał, a w ustach pojawił się gorzki smak na wspomnienie nagiej Clair. Skarcił się w myślach za uleganie pokusom ciała przed modłami.

Dymitr mruknął coś nieprzekonany.

– Dahorcz padł.

Arsena przeszły dreszcze, by zamaskować podniecenie spuścił głowę, ukrywając uśmieszek. Stolicy Czatusji broniły ostatnie oddziały armii. Pomimo przeszkolenia i wszczepów militarnych sami nie byli w stanie się obronić. Dowództwo wojskowe wiedziało o tym od dawna. Zdobycie stolicy przez wojska newarskie było kwestią czasu. Arsen już widział swój plan w działaniu.

– Trzy lata. Trzy, cholerne, lata walki – szepnął barman.

Dymitr rzucił szmatę na blat i zagryzł wargę, oparł metalową dłoń o biodro.

– Jeszcze się odgryziemy, przyjacielu – powiedział spokojnie Arsen.

Dymitr zmarszczył czoło, ale nie zdążył zadać pytania. W wejściu stanął Brain Emil. Arsen oparł się plecami o bar i złożył ręce na piersiach. Strażnik Graniczny obrzucił pomieszczenie badawczym spojrzeniem. Wszedł głębiej, a za nim ciągnął się kolejny cień. Dwóch strażników w jednym miejscu? Jakaś specjalna okazja? Już wcześniej panowała cisza, ale teraz stała się wyraźniejsza i pełna napięcia. Rozległo się szuranie krzeseł i kilku mężczyzn wstało. Brain odrzucił połę czarnego płaszcza, ukazując kaburę z pistoletem laserowym. Arsen zerknął na bywalców knajpy, którzy przyglądali się uważnie strażnikom.

Brain Emil miał postawę czatuskiego bawgaja, wielkiego drapieżnika, o ostrych pazurach i szczękach, które mogły zmiażdżyć człowieka jednym kłapnięciem. Blada cera, krótko przystrzyżone włosy, dumnie podniesiona głowa. Wyjątkowy wśród Newarczyków, którzy byli raczej niscy i chudzi.

– Proszę, proszę – zaczął z uśmieszkiem Arsen. – Panowie strażnicy się zgubili?

Brain powiódł spojrzeniem po pomieszczeniu, potem utkwił wzrok w Arsenie.

– Nathan – przywołał strażnika za sobą.

Arsen nie znał nowego. Podłużna młoda twarz, szpakowate włosy opadające strąkami na czoło. Nathan podszedł wciskając, komendy na wszczepie umieszczonym na przedramieniu. Nad nadgarstkiem pojawiło się holozdjęcie mężczyzny o kręconych ciemnych włosach, wychudłej twarzy i podkrążonych czarnych oczach.

– Znasz go? – zapytał Brain.

Arsen przypatrzył się zdjęciu z obojętnością, ale w środku się zagotował. Tak szybko się zorientowali, kim był sabotażysta? Misja Latena się nie powiodła i nie żyje, a impki zidentyfikowali zwłoki albo, co gorsza błąka się gdzieś po stacji i mogą go zgarnąć na przesłuchanie.

– Nie kojarzę – odparł i wzruszył ramionami.

– Naprawdę będziemy w to grać, Arsen? – zapytał Brain, przechylając głowę. – Szukamy go.

Arsen podniósł puste ręce w geście bezradności.

– Nigdy w życiu go nie widziałem.

– A to ciekawe. Wydawało mi się, że przyleciał tym samym transportem co ty.

– Możliwe. Niewiele pamiętam. Podróż nie należała do przyjemności.

– Wiem, że to ty wysyłasz tych chłopaczków – powiedział Brain i przysunął się bliżej.

Kilku mężczyzn stanęło za plecami strażników. Młody Nathan rozejrzał się i Arsen zobaczył w jego oczach coś, co go ucieszyło. Strach.

– Co ja mogę, panie agencie specjalny Emil? – zapytał Arsen, wpatrywał się teraz prosto w oczy Braina. – Jestem tylko prostym głosicielem Rasy na waszej stacji.

Słowem „waszej" podkreślił, że nie czuł się częścią tego świata. Nigdy nią nie zostanie, a już na pewno się nie podda przymusowej asymilacji, którą próbowali wprowadzać Newarczycy. Mogli mu zrobić tatuaż identyfikacyjny, zainstalować wszczepy i inwigilować, zakazywać publicznych modłów, ale nigdy nie poczuje się jednym z nich. Wyprostował się dumnie.

Brain uśmiechnął się i położył rękę na kolbie pistoletu.

– Uważaj, bo niedługo możemy uciąć ci język, głosicielu.

Jeden z Czatujczyków zagrodził przestrzeń między Arsenem a Brainem.

– Moim językiem są ludzie i ich czyny, panie agencie – odparł Arsen i odwrócił się do baru. Uznał rozmowę za skończoną.

– Znajdę dowody, Arsen. Dupniesz za te sabotaże. Słyszysz? Jeden błąd i jesteś mój.

Agenci wycofali się z baru. Arsen walnął pięścią w blat.

– Kurwa!

Dymitr pochylił się nad barem.

– Mówiłem, że Laten się nie nadaje.

– Dahorcz padł – Arsen zignorował słowa Dymitra. – Nadszedł czas, żeby zacząć działać w bardziej zdecydowany sposób.

Uniósł głowę, wpatrując się w przyjaciela. Dymitr cofnął się o krok i Arsen zdał sobie sprawę, że zobaczył w jego oczach strach. Arsen udawał, że te misje uszkodzenia komunikacji, warsztatów Straży Granicznej, wrzucanie bomb farbowych do komisariatów policji, sprayowanie ulic i domów stacji New Hope to jedyne możliwe akcje protestu wobec Imperium Newarskiego i ich okupacji Czatusji. W rzeczywistości miał do dyspozycji o wiele szersze możliwości.

Nadszedł czas z nich skorzystać.

– Znajdźcie Latena! – rozkazał i wyszedł z baru.

 

Kiedy zakładał odświętny dakir, tradycyjny strój czatuski, o kolorze zielono-czarnym, rozpierała go duma z kultury i ludzi Czatusji. Pomimo zakazu uprawiania publicznych modłów na stacji na spotkania z nim przychodziły tłumy. Rodzice z dziećmi. Starcy. Nie był jedynym Mówcą Rasy na New Hope, ale wielu nie potrafiło przyciągnąć aż tylu ludzi. Modłów, inkantacji i szczerych mów nauczył się od ojca. Zapinając guzik ciasno pod szyją, zamknął oczy i wspomniał ojca oraz rodzinę. Uciekł z Czatusji trzy lata temu, zaraz na początku wojny, kiedy Newarczycy likwidowali potencjalnie niebezpiecznych działaczy politycznych i duchownych. Jednym z nich był ojciec. Wymordowali całą rodzinę. Arsen uciekł tylko dzięki siostrze, Sarze, która zamiast się ratować, obudziła go, wypchnęła za drzwi i zatrzasnęła je za nim. Zacisnął pięści i odetchnął głęboko. Dzisiejsza mowa była ważna. Nie mógł się rozpraszać wspomnieniem Sary. Nie w tej chwili. Dzisiaj przekona tłumy do swoich racji. Długo przygotowywał wiernych na tę chwilę.

Podszedł do stolika, na którym leżała święta księga Rasy. Dotknął z czcią elektronicznej okładki. Samo obcowanie ze świętymi słowami napełniało go siłą przed mowami.

 

Zebranych w opuszczonym hangarze było o wiele więcej niż się spodziewał. Uśmiechnął się, ale zaraz przybrał poważną minę.

– Rasa wiedzie nas przez niezbadane ścieżki Wszechświata – zaczął jak zawsze. Zgromadzeni pochylili głowy i założyli rytualne czerwone szale Oroolty. – Zaczniemy od modłów.

Uniósł wysoko dłonie i zaczął Pieśń Wyzwolenia. Starał się, żeby nie zadrżał mu głos. Trzymał melodię, śpiewał głośno i wyraźnie. Po kilku modlitwach Arsen czuł, że zaczyna go drapać gardło. Musiał zebrać w sobie siły, żeby przekazać to co natchnie innych do działania.

– Jak już wszyscy słyszeliście – zaczął głośno. – Nasza ukochana stolica, Dahorcz, padła pod naporem wojsk newarskich.

Kilka osób pokiwało głowami, niektórzy ocierali łzy. Arsen natychmiast poczuł odrazę do tych słabych ludzi, jednocześnie wiedział, że są mu potrzebni. Jak mogli tak nisko upaść, żeby przelewać łzy za czymś, co i tak spisane było na straty?

– Nie lękajcie się! To znak od Rasy!

W tym momencie skrzypnęły drzwi i do pomieszczenia wsunęła się drobna postać. Arsen przełknął ślinę i serce zabiło mocniej. Wszędzie rozpoznałby te blond włosy wychodzące spod kaptura. Co tu robiła? Odwrócił spojrzenie od postaci i wrócił do tłumu.

– Rasa wskazała nam drogę setki lat temu! Trzymam w ręku ich słowa. – Wyciągnął książkę do góry i pozwolił, żeby między nimi rozbrzmiała cisza. – Czarna Łza oczyści niewiernych i sprowadzi Zespolenie na nas wszystkich.

 

– Po co przyszłaś? – zapytał ostro, łapiąc Clair za łokieć i wyprowadzając zza drzwi. Rzucał ukradkowe spojrzenia w kierunku rozchodzących się ludzi. – Umawialiśmy się.

Spojrzał w jej błękitne oczy niczym morze Dalaj na północnym kontynencie Czatusji, gdzie się wychował.

– Arsen – zaczęła i odwróciła spojrzenie. Za dobrze ją znał. Coś ją trapiło.

Złapał ją już delikatnie za ramiona i zmarszczył czoło, próbował znowu uchwycić jej spojrzenie.

– Clair?

– Masz rację. Sama nie wiem, po co tu przyszłam.

Wyrwała się i ruszyła przez korytarz. Arsen nie zdążył zareagować, zanim zniknęła w tłumie. Przymknął oczy i odetchnął.

– Ta kobieta sprowadzi na ciebie nieszczęście, Arsen.

Nie miał znowu ochoty dyskutować z Dymitrem, że popełnia błąd biorąc na kochankę Newarkę. Sam nawet nie wiedział, kiedy się nią stała. Pożądał Clair od momentu, kiedy zobaczył jej ponętne zgrabne ciało. Z czasem poczuł do niej coś więcej.

Podrapał się po czole i szarpnął guzik od kołnierza dakiru. Relacja z Clair była skomplikowana i frustrująca. Dawał zły przykład wiernym! Rasa przykazywała założenie rodziny z kobietą wiary. Powinien przekazać wolę Rasy dzieciom i kultywować właściwą drogę do Zespolenia.

Zakochując się w Newarce plamił honor swojej rodziny. I jeszcze teraz przyszła na jego najważniejszą mowę!

– Znaleźli Latena – powiedział Dymitr.

Arsen przechylił głowę na bok i zacisnął zęby.

– Najwyższy czas.

Zrobił krok. Sztuczne palce rozcapierzyły się na jego piersi. Arsen zmarszczył czoło, oderwał spojrzenie od ręki przyjaciela i przeniósł je na jego twarz.

– Sharar go przesłuchuje.

Arsen obrócił głową kilka razy, aby pozbyć się nagłego napięcia w karku. Ujarzmienie wewnętrznego ognia nie należało do łatwych zdań.

– Kto mu pozwolił? – zapytał.

Dymitr wzruszył ramionami i pokręcił głową.

– Nie wszyscy idą zgodnie za twoimi słowami, Arsen.

 

– Sharar! – ryknął od wejścia do ciemnego pomieszczenia.

Wszystkie głowy odwróciły się w jego stronę i Arsen poczuł przypływ adrenaliny. Sharar stał pochylony nad przywiązanym do krzesła Latenem. Wyprostował się i spojrzał z uśmieszkiem tlącym się w kącikach ust na Arsena i Dymitra.

– Saba.

Arsena zalała wściekłość, gdy przywitał go nazwiskiem. Znieważał go przy jego własnych ludziach!? Traktował jak podkomendnego?

Zerknął w kierunku pobitego chłopaka o napuchniętej, pokrwawionej twarzy, który ledwo otwierał oczy. Powrócił spojrzeniem do Sharara, którego rude włosy pozlepiane były potem, a na ustach tlił się złośliwy uśmiech.

– Co ty odpierdalasz? – zapytał, stając blisko, niemal stykał się z przeciwnikiem klatką piersiową.

– Przesłuchuję.

– Wypierdalaj!

Sharar stał niewzruszenie.

– Ale już! – ryknął Arsen.

Sharar poklepał Latena po głowie.

– Niech kroczy z tobą Rasa, Saba. – Kiwnął głową na swoich dwóch chłopaków. 

Arsen patrzył za nimi, zaciskając pięści.

– Arsen? – Laten podniósł głowę. Arsen zgrzytnął zębami i wyjął pistolet zza paska na plecach.

Rozgrzał baterię i uklęknął przed chłopakiem. Laten wzdrygnął się i szarpnął w więzach.

– Wiesz jak to się skończy, chłopcze – powiedział Arsen.

Laten przełknął ślinę.

– Przysięgam na Rasę! To nie moja wina! Błagam, Arsen, nie posyłaj mnie do Pustki!

Po policzkach chłopaka spłynęły łzy.

– Mów, co się stało – rozkazał, nawet nie próbował chować odrazy.

Laten spojrzał na Dymitra i z powrotem na Arsena.

– Nie mogłem wejść do systemu! Wykryli sygnał i wysłali policję. Nie miałem szans!

Arsen spojrzał na Dymitra, który wzruszył ramionami i przewrócił oczami, jakby chciał powiedzieć „a nie mówiłem".

– Proszę! Mogę się poprawić! Ukradnę części do modułów! Pozbieram dla ciebie informacje!

Arsen pokręcił głową i nastawił pistolet na maksymalną moc.

– Nie! Proszę! Zrobię co zechcesz!

– Czy ktoś cię widział?

– Wszędzie… kamery – wydukał Laten.

Arsen westchnął. Emil miał fotografię chłopaka. Nie mógł dać takiej dźwigni Straży Granicznej.

– Widzisz, Rasa i Czatusja nie potrzebują tchórzy. Tylko wojowników. Nie jesteś wojownikiem, co?

– Ale…

– Twoja dusza powędruje do Pustki, Laten.

Wycelował.

– Nie!

Szarpnął się. Zrobił się czerwony na twarzy, a żyły widocznie nabrzmiały z wysiłku. Arsen pociągnął za spust. Ciało chłopaka zawisło w więzach. Arsen wskazał bronią Latena

– Do śluzy.

Odwrócił się i wyszedł z Dymitrem.

– Sharar na za dużo sobie pozwala – wycedził. Czuł jak w ustach zbiera się żółć. – Jak śmie podważać mój autorytet!

Zatrzymał się i spróbował uspokoić. Wiedział, że Dymitr czekał, aż odnajdzie ponownie równowagę. Nauczył się, że nie warto do niego mówić, gdy gotuje się w nim krew.

– Czy ktokolwiek się zgłosił po modłach? – zapytał Arsen już spokojniej.

– Tak. Kilka osób w tym trójka dzieciaków.

– Doskonale – mruknął.

Powinien się z nimi zobaczyć i natchnąć do świętego obowiązku. Wiedział, że musi wtoczyć w ich umysły słowa Rasy, tak aby zrobili dokładnie to, czego oczekuje.

– Sharar zyskuje poparcie.

Słowa Dymitra przecięły jego myśli niczym nóż. Arsen zacisnął pięść i zamknął oczy. Jakby, kurwa, nie wiedział, że traci kontrolę nad własnymi ludźmi!

– Dymitr… nadaj kod Kasun.

– Jesteś pewien?

Zerknął na przyjaciela i zobaczył strach tlący się w oczach. Żałosne. Weteran wojenny, który dwukrotnie przeżył szturm na świątynie w Dżuharibi, stracił kończyny i niemal wzrok, bał się akcji, do których Czarna Łza dążyła od początku.

– Może to czas na zmianę zastępcy, co? – zapytał gniewnie. Miał dość niekompetencji ludzi. Twarz Dymitra wykrzywiła się w gniewie. – Jeśli jesteś na to za miękki, znajdę kogoś…

– Kod Kasun – przerwał mu Dymitr. – Ludzie będą gotowi.

– A ty?

Dymitr przeklął po czatusku i splunął w bok.

– Rasa nadejdzie ze mną czy beze mnie. Lepiej, żebym był blisko.

Arsen uśmiechnął się i poklepał przyjaciela po ramieniu. Z ulgą uznał, że Dymitr miał tylko chwilę słabości.

– Przygotuj wszystko.

Arsen ruszył przed siebie, a Dymitr obserwował jego oddalające się napięte plecy.

 

Nie lubił wracać do przyczółka dla uchodźców. Czatujczycy, którzy przybyli do dużej hali, gdzie mogli odpocząć i coś zjeść zanim rozleją się na niższe poziomy stacji, śmierdzieli. Często mieli jeszcze na ubraniach pył wzbity podczas bombardowania, krew albo wymioty. Niektórzy chorowali na chorobę gwiezdną, która wykręcała ich organizmy prawie na drugą stronę. Niewiele umykało kamerom policyjnym, które były włączone cały czas. Zanim mógł wejść do środka musiał zidentyfikować się mundurowym oficerom Straży Granicznej, którzy dbali o to, żeby wszyscy Czatujcztycy byli sprawdzeni i policzeni. Wspomnienie spędzenia kilku miesięcy w tym miejscu przyprawiały go o mdłości.

Arsen przeszedł obok kilku zajętych łóżek, właściwie nie patrząc na zajmujących je ludzi. Między rzędami łóżek bawiły się dzieci. Niektórzy przyglądali mu się z zaciekawieniem. Tradycyjny dakir, noszony z dumą, musiał przyciągać wzrok ludzi pozbawionych nadziei. Zatrzymał się i szukał Clair, która tu pracowała, ale nigdzie jej nie dostrzegł.

– Wiem kim pan jest!

Spojrzał w dół na dziewczynkę około dwunastoletnią, ubraną w przyduży szary kombinezon wiertniczy z Czatusji. Arsen oblizał wargi i stłumił gniew. Dziewczynka trzymywała się pobliskiego wolnego łóżka, stojąc na jednej nodze, z drugiej został jedynie kikut. Newarczycy nigdy nie dadzą jej protezy, a uchodźcy nie posiadali materiałów ani wiedzy potrzebnej do stworzenia takiej technologii.

– Tak? – Uniósł brew.

– Jest pan złym człowiekiem.

Arsen uklęknął przed nią z uśmiechem.

– Kto tak powiedział?

– Dziadek – odparła, podnosząc dumnie głowę.

– Może mieć rację – szepnął. – Ale ty się nie boisz.

Odkryła rękawek bluzki. Przez skórę na przedramionach przebijała się szorstka szaro-zielona łuska. Arsen położył dłoń na głowie dziewczynki. Dziecko Tknięte przez Rasę. Coraz częstszy widok na New Hope. Kiedyś jedynie Najwyższy kapłan miał ten przywilej. Czasy się zmieniają. Dostrzegł, że za uchem delikatną skórę też rozrywały łuski. Niedługo łuska zajmię większość jej ciała, upodobniając do Rasy. Czatujczycy muszą być bardziej zdesperowani w domu niż sądził. Tym bardziej nadszedł czas na kod Kasun.

– Prowadzi ją Rasa – odezwał się głos nad nim.

Podniósł spojrzenie na starszego mężczyznę z długą siwą brodą i wstał. Uśmiechnął się lekko, kiedy dziewczynka złapała dziadka za rękę, ale ciągle obserowała Arsena. Kiwnął głową.

– Rasa potrzebuje odważ…

– Rasa nie potrzebuje zbrodniarzy – przerwał mu mężczyzna.

Arsen przechylił głowę na bok.

– Czarna Łza oczyszcza społ…

– Czarna Łza to złodzieje i mordercy. Rasa nas ostrzegała. Nie posłuchaliśmy i musimy pogodzić się z porażką. Chodź, Katia.

Dziadek podniósł wnuczkę i odszedł. Dziewczynka uśmiechnęła się do Arsena i pomachała. Arsen patrzył za nimi, zaciskając zęby. Nigdy nie pogodzi się z tym, że Newaria najechała na dom i go sukcesywnie niszczy. Wszyscy, którzy chcieli się pogodzić z agresorem, zasługiwali na gniew Rasy.

Wyszedł na zaplecze.

– Clair? – zawołał, ale odpowiedziała mu cisza.

W składziku trzymano wiadra z wodą. Zrobił krok, wszedł w kałużę. Serce zabiło mocniej, a oczy rozszerzyły w zdziwieniu, kiedy dostrzegł, że zabarwiona jest na różowo. Sięgnął po pistolet.

Za późno.

Eksplozja wyrzuciła go w powietrze.

 

– Bomba wybuchła ci w rękach, Arsen?

Ledwo słyszał zadane przez Braiana Emila pytanie. W uszach zagnieździł się pisk, a głowa bolała, jakby naparzali go młotem w stoczni kosmicznej. Zrobiło mu się niedobrze.

– Miał szczęście. Wszedłby pięć centymetrów w głąb pomieszczenia i zdzieralibyśmy go ze ściany laserem – powiedział mężczyzna, który opatrywał mu rozcięcie pod uchem.

Arsen skrzywił się.

– Ilu? – zapytał, a głos wydał mu się obcy.

– Ilu rozpierdoliłeś?

Emil przyglądał się Arsenowi ze złożonymi rękoma. Arsen przyjrzał się otoczeniu. Siedział na tyle pulsarowej karetki i doskonale widział budynek przyczółka – do połowy zniszczony i jeszcze w płomieniach. Swąd spalonych i rozczłonkowanych ciał rozchodził się wraz z dymem i przyprawiał o mdłości.

– Chyba… – zaczął młody partner Emila.

– Nathan, na litość Imperatora! – skarcił go Emil, kiedy młody schylił się, przytrzymując się boku karetki. – Idź se rzygnij daleko ode mnie!

Nathan przyłożył dłoń do ust i odszedł.

– Wierz mi, Emil, gdybym ja to zrobił, nie byłoby mnie tu – stwierdził.

Emil przypatrzył mu się.

– Od kiedy Czarna Łza podkłada bomby? Sabotaże się znudziły?

Arsen zacisnął pięść. Domyślał się czyja to sprawka. Pierdolony Sharar!

– Przyszedłem krzewić wiarę w Rasę! Nie zabijać swoich, pierdolony impku! – wycedził Arsen.

Emil zagryzł wargę. Wrócił Nathan, poprawiając włosy.

– Co z nim? – zapytał.

Emil wzruszył ramionami.

– Ofiara zamachu. Idzie do domu – skomentował. Schylił się do Arsena i spojrzał prosto w oczy. Chwycił mocno za ramię. Arsen szarpnął się, ale strażnik go przytrzymał. – Twoja Clair znikła tuż przed eksplozją – wyszeptał. Arsenowi stężało spojrzenie. –Wiesz coś o tym?

Pokręcił głową.

– Powinienem cię zatrzymać i przesłuchiwać do usranej śmierci, Arsen – powiedział Emil, zaciskając palce na jego ramieniu. – Ale nie mam na to ochoty. Wypierdalaj! Jeśli usłyszę, że ty albo któryś z twoich ludzi zapuszcza się na wyższe poziomy, zgniotę Czarną Łzę w zarodku. Zrozumiano?

Arsen wstał na chwiejnych nogach. Zmierzył spojrzeniem Emila i kiwnął głową.

Zmrużył oczy i przyjrzał się dokładniej, co policjant przy pogorzelisku badał podręcznym skanerem. Poszarpany szary kombinezon wiertniczy z tkwiącą jeszcze w nim ręką pokrytą zielono-szarą łuską.

– Chcę dorwać drania, który to zrobił tak samo jak i wy – powiedział, cedząc słowa. – Dowiem się. Dam znać.

 

– Jak to, kurwa, nie wiecie, gdzie jest? – krzyczał Arsen, zaciskając pięści tak mocno, że czuł jak paznokcie ranią skórę.

Milczeli. Dymitr trzymał się z dala, w kącie i obserwował scenę.

– Arsen, ona po prostu… – próbował tłumaczyć jeden z mężczyzn.

– Co po prostu, kurwa? Mieliście nie spuszczać jej z oczu!

Męczyła go myśl, że Clair mogła pomóc Shararowi. Przyszła wcześniej, bo tknęło ją sumienie i chciała mu powiedzieć. A on ją zbył jak idiota! Przyłożył kolbę pistoletu do skroni. W uszach ciągle jeszcze piszczało, co nie pozwalało się skupić.

– Znajdźcie ją!

Wybiegli.

Obejrzał się na Dymitra, który wpatrywał się w niego.

– Co?

Dymitr pokręcił głową.

– No dalej! – krzyknął Arsen. – Powiedz: a nie mówiłem!

Dymitr wstał, podrapał się pod uszkodzonym okiem.

– Ludzie czekają na instrukcję – powiedział, a Arsen miał wrażenie, że się powstrzymuje, żeby nie powiedzieć za dużo.

Arsen kiwnął głową i spróbował rozluźnić ramiona.

Dymitr wskazał kciukiem drzwi.

– Sharar przemawia do zebranych podczas, gdy się wydziczasz na ludzi przez paniusię.

Arsen poczuł gorąc na policzkach, a pisk w uszach nasilił się. Wściekle ruszył w kierunku drzwi.

– Dlaczego nie mówiłeś?

– Bo nie pytałeś.

 

– Czarna Łza powstała jako społeczność religijna, czas, żeby zaczęła działać zdecydowanie!

Sharar mówił z przekonaniem. Arsen wszedł do pomieszczenia, Dymitr zamknął drzwi. Ludzie spijali każde słowo z ust Sharara niczym nektar z drzew Mod, które wydawało najpiękniejsze kwiaty na Czatusji.

– Nie musimy żyć pod butem Newarii! Arsen Saba za długo nie reagował! A teraz, gdy już jest za późno, zwariował, podkładając bombę w przyczółku! Żeby zabić naszych rodaków! Zdradził Rasę i przywitał Pustkę! Czarna Łza ma zbawić wszystkich Czatujczyków!

Arsen pokręcił głową. Zwalał wybuch na niego, żeby zdobyć poklask. Idiota. W ogóle nie wiedział, na czym miał polegać kod Kasun. Nie rozumiał prawdziwego przeznaczenia Czarnej Łzy uformowanej jeszcze na Czatusji.

– Mylisz się!

Tłum odwrócił się w jego stronę. Niektórzy wstrzymali oddechy, szmer rozmów rozszedł się po sali. Zaczął się przeciskać w kierunku Sharara, który pobladł. Arsen postanowił przekuć porażkę i nieudolność Sharara w zwycięstwo.

– Czarna Łza nie ma zbawić wszystkich! Ma oczyścić lud! Zabić imperialnych! Czatusja organizuje się do ostatnich zrywów przeciwko wrogowi! Musimy walczyć!

Usłyszał okrzyki zadowolenia.

– Wiem, że jesteście gotowi na wyzwanie, ponieważ zjawiliście się tutaj, gdy wezwała was Rasa! Imperium Newarskie za długo żyło w poczuciu bezpieczeństwa! Dzisiaj się to zmieni!

– Sharar nie rozumie oczyszczenia przez Rasę! Przed wybuchem spotkałem w przyczółku dziewczynkę, karmioną ideą, że Czatusja jest stracona, że należy poddać się woli impków. Ugiąć karki i żyć niczym dżoomy pod butem! – specjalnie użył nazwy robala z Czatusji, wszyscy zrozumieli aluzję. – Karmiona takim zdaniem przez dziadka!

Odezwały się okrzyki niezadowolenia.

– Takie myślenie trzeba wyplenić z umysłów i serc Czatujczyków! Wszyscy, którzy uważają, że trzeba się poddać, zasługują na Pustkę. Trzeba zasiać w ich sercach strach! Tak, aby zrozumieli, że Rasa nikomu nie pozwala na takie myślenie! Trzeba ich wyplenić z naszej ojczyzny tak samo jak impków! A jedyny sposób, żeby to zrobić, to zacząć wyrywać ich jak chwasty! Rasa dała nam rodzinę i przykazania, żebyśmy byli silni, nie po to, żeby się poddawać! Zasiejemy terror w sercach impków, ale i w sercach tych naszych pobratymców, którzy stracili wiarę! Czarna Łza oczyści lud!

Zebrał gromkie oklaski. Spojrzał z satysfakcją na Sharara i wskazał go dłonią.

– Ci, którzy stracili wiarę, nie są już naszymi braćmi i siostrami! On również przestał nim być!

Sharar zaczął kręcić głową, unosząc dłonie i cofając się. Arsen złapał go za nadgarstek.

– Musi oczyścić tych, którzy uciekając z naszej ojczyzny zhańbili siebie, rodzinę i wiją się u stóp imperium!

Tłum zafalował od rosnącego entuzjazmu i skandował słowa aprobaty po Czatusku. Arsen uśmiechnął się, patrząc w oczy Sharara, które płonęły strachem.

– Przyjmiesz święty obowiązek, aby oczyścić siebie i rodzinę z hańby i uratujesz przed Pustką! Zespolisz się z Rasą?

Sharar spojrzał przerażony na tłum i przełknął ślinę. Arsen poklepał go po ramieniu.

– Mówiłem, żebyś ze mną nie zadzierał – wyszeptał.

 

Arsen przypomniał sobie dzień, w którym Newarczycy zamordowali jego rodzinę. Z premedytacją przypominał sobie każdy szczegół. Krzyk Sary. Strzały w pokojach braci. Błagania matki i gniewny wrzask ojca, wzywający Rasę w ostatnich słowach. Sara w jego pokoju ze szklanymi od łez oczami. Przypominał to sobie za każdym razem, kiedy przyglądał się uchodźcom w hangarze, wychodzącym z transportowca wprost w ręce rejestrujących ich Strażników Granicznych. Przedstawiali im dokumenty tożsamości, ci, którzy mieli bagaże, pokazywali ich zawartość. Większość otwarcie płakała i niemal płaszczyła się u stóp funkcjonariuszy. Arsen czuł jedynie pogardę. Pośrodku stał wysoki starszy mężczyzna z brodą zesztywniałą od potu. Arsen przyglądał mu się przez chwilę i przypomniał mu się ojciec. Stał zawsze z taką samą dumą. Nie znał tego człowieka, ale zrozumiał, po co tu przybył. Na policzku przedzierała się łuska, ślad Rasy.

Przyjrzał się tłumowi po drugiej stronie. Zauważył w nim Sharara, przepoconego i roztrzęsionego, przedzierał się przez tłum służb policijnej i Straży Granincznej. Arsen przymknął oczy.

– Jeszcze nie teraz – szepnął. Nie widział kluczowego elementu układanki.

Zobaczył wbiegającego w tłum Braiana Emila i uśmiechnął się szeroko.

– Jest – powiedział Dymitr zza jego pleców. – Miałeś rację.

– Złapanie sprawcy wybuchu w przyczółku to nie lada gratka dla agenta – skomentował Arsen.

Dymitr podszedł i położył dłoń na ramieniu Arsena.

– Może powinniśmy już…

Kiwnął głową, ale nie mógł oderwać oczu od rozwijającej się sceny. Emil dostrzegł Sharara i krzyknął w jego kierunku. Próbował się przecisnąć. Tłum zgęstniał. Arsen dostrzegł jeszcze przerażoną twarz Sharara i rękę odsłaniającą płaszcz, żeby ukazać wmontowane w skórę ładunki wybuchowe. Ludzie wpadli w panikę. Mężczyzna z długą brodą zdawał się już nie zauważać nikogo. Zamknął oczy i wyciągnął dłonie ku górze, również ukazując bomby w skórze. Sekundę później nastąpił pierwszy wybuch, którego ogień pochłonął Emila i strażników. Ludzie zaczęli się rozbiegać, ale nie było ucieczki. Kolejny wybuch wstrząsnął hangarem, Arsen poczuł drżenie podłogi, pomimo że obserwował wszystko z odległości. Rozbrzmiał alarm i dźwięki syren służb. Arsen odszedł, czując dreszcz satysfakcji na plecach. Stało się.

Czarna Łza przybrała właściwą formę.

 

„Pod upadłą gwiazdą" świętowała. Ludzie pili alkohol litrami. Śpiewali. W końcu Arsen usłyszał pieśni, które krzepiły serce. Niech się cieszą. Arsen uśmiechał się, słuchając komunikatów radiowych z Czatusji.

– Wojska wycofują się pod naporem rebeliantów. Skoordynowane ataki terrorystyczne zostały przeprowadzone w Dahorczu oraz na stacji granicznej New Hope. Zniszczone zostały transportowce oraz osiemdziesiąt procent zasobów ludzkich w budynkach administracji, na ulicach i koszarach w Dahorczu. Na New Hope służby porządkowe poniosły wielkie straty. Został zniszczony hangar Beta. Zginęło około dwustu ludzi.

Ludzie wiwatowali.

W knajpie nastąpiła pełna napięcia cisza, gdy do pomieszczenia wszedł strażnik graniczny. Arsen przyjrzał mu się i machnął ręką na ludzi, żeby się nie przejmowali. Znowu rozbrzmiał śmiech i śpiewy.

– Ty! – ryknął Nathan idąc wprost na Arsena. – Zabiłeś go!

– O, pan strażnik znowu tutaj! – Spojrzał na Dymitra. Dymitr szurnął datapadem po barze w kierunku Arsena. Złapał i przeczytał pierwszą stronę akt strażnika. Nathan Bruce, lat dwadzieścia, miejsce urodzenia Newaria. Podczas wybuchów sabotażyści włamali się do danych Straży Granicznej i wyciągnęli, ile tylko się dało. Będą analizować dane kilka tygodni. Informacja w wojnie była najważniejsza.

– Umieranie to parszywa robota, panie Bruce – stwierdził Arsen znad szklanki. – Ale ktoś musi ją wykonać.

– Dałeś cynk, że tam będzie sprawca ataku na przyczółek! Zwabiłeś go tam!

– Dlaczego pana tam nie było? – zapytał rozbawiony Arsen.

Nathan pokręcił głową i przełknął ślinę, nagle tracąc pewność siebie.

– Zabronił ci – stwierdził Arsen. – Słusznie się o ciebie bał.

– Jeszcze się spotkamy – wycedził Nathan.

– Bez wątpienia, panie Bruce.

Bruce zacisnął pięści, zmierzył go i odwrócił się.

– Co z nim zrobimy? – zapytał Dymitr.

– Nic. Miejmy go na oku.

Dymitr podniósł metalową dłoń i wskazał na wejście. W wejściu stała ona. Arsen zacisnął zęby i przywołał ją gestem dłoni. Przecisnęła się przez tłum i stanęła obok. Patrzyła pod nogi. Twarz miała zapłakaną. Arsen schwycił jej nadgarstek i szarpnął do tylnego wyjścia. W zaułku za barem owiał ich chłód z wentylatorów stacji.

– Gdzie byłaś? – warknął.

– Ja…

– Pomogłaś mu, co? Chciałaś mnie zabić!

Clair wreszcie podniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Uderzył ją. Pisnęła zaskoczona, ale tym razem przyjęła to z dumą.

– Powinienem cię zabić. – wycedził. – Ostrzegali mnie. Rasa mi wybaczy, że się z tobą związałem. Naprawię błąd.

Zaczął sięgać do pistoletu, a Clair szarpnęła się kilkukrotnie. Za słabo. Rozgrzał baterię i przyłożył lufę pod jej brodę.

– Jestem w ciąży! – wykrzyknęła przerażonym piskiem.

Arsen przygryzł wargę. Mięśnie stężały i wściekłość zamieniła się w niedowierzanie. Clair płakała.

– Podłożyłaś bombę z Shararem, żeby uciec – powiedział powoli.

– Obiecał, że mi pomoże wydostać się ze stacji – przyznała szeptem.

Opuścił pistolet i ścisnął jej nadgarstek.

– Głupia – szepnął. – Zabiłby cię dla przykładu.

Patrzyła wystraszona.

– Wypuść mnie. Zaszyję się gdzieś i nigdy więcej mnie zobaczysz ani swojego dziecka! Usunę je!

– Nie! – warknął. Intensywnie myślał. Po chwili uśmiechnął się szeroko. Spojrzał na Clair i objął ją ramieniem. – Rasa chce, żebyśmy założyli rodzinę. Zaopiekuję się wami.

– Wykorzystasz je! – Złapała się za brzuch.

– Oczywiście – zaśmiał się.

Nie będzie następnego Sharara. Ludzie się przekonają, że jest godny pozycji Mówcy. Przestaną szeptać i spiskować.

Rasa go poprowadzi.

Czarna Łza będzie działać długo po nim.

Już o to zadba.

Koniec

Komentarze

Fajne opowiadanie na czasie. Realia świata teraźniejszego przeniesione do science fiction. Pomysł nie jest nowatorski, ani wyjątkowy, ale czyta się gładko. Akcja wciąga. Podobały mi się opisy pomiędzy dialogami. Opisujesz grę ciała i mimikę bohaterów, co sprawia iż odnosi się wrażenie fizyczności. Czytając te opisy widziałem swymi oczyma bohaterów.  Znalazłem kilka baboli, jeżeli chodzi o przecinki, ale nie będę się czepiał, bo sam jestem noga w tych sprawach. Są lepsi ode mnie. Jedynie co mnie trochę raziło to Straż graniczna. Straż graniczna i stacja kosmiczna? Trochę mi tu nie pasuje.

Dziękuję Tomasz za komentarz i ocenę. 

Przecinki to moja zmora, cały czas się ich uczę :) Straż graniczna na stacji kosmicznej, ponieważ New Hope jest takim miejscem na pograniczu przestrzeni kosmicznej Imperium Newarskiego a przestrzenią Czatusji. Kto chce się wydostać z Czatusji na Newarię najpierw musi lecieć na New Hope, tam jest weryfikacja, a tą weryfikacją zajmują się właśnie strażnicy graniczni… ale w trakcie rozwoju wydarzeń i w obliczu właśnie nadchodzącego terroryzmu straż graniczna dostanie nowe uprawnienia ;) Takie założenie… 

NSNP

A do mnie nie przemówiło.

Chyba trudno jest napisać dobry i wciągający tekst, w którym głównym bohaterem jest ten zły. A Twój protagonista jest terrorystą, a do tego łamie przykazania wiary, którą sam głosi. No, nie wygląda na gościa, za którego trzymałabym kciuki.

Wbrew pozorom w opowiadaniu nie ma dużo fantastyki. Więcej fanatyków. Fantastyka została zepchnięta do dekoracji i gadżetów.

Inna sprawa, że ogólnie nie przepadam za walką, a tu niewiele innych rzeczy zawarłaś.

 

Edytka: Aha, uwaga z tematem konkursu wydaje się być wciśnięta na siłę. Równie dobrze to zdanie można byłoby dodać do dowolnego tekstu, w którym ktoś umiera. Słaby związek z tematyką konkursu, IMO.

Babska logika rządzi!

Przecinki to nie tylko Twoja zmora. Jeżeli chodzi o mnie to sprawdza się powiedzenie: jestem odporny na przecinki i trudny do za…

Odnosząc się do komentarza Finkli, uważam, że główny bohater jako zły, jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Wszyscy piszą ( nie wyłączając mnie ) opowiadania gdzie główny bohater to wspaniały, pozytywny, bardzo dobry, godny podziwu i cholera wie jaki gość, a tymczasem w życiu tak nie jest. Nikt nie jest tylko biały albo tylko czarny. Owszem, Arsena należy sklasyfikować jako tego złego i niema tu żadnych wątpliwości. Nic nie tłumaczy terroryzmu, mordu , zbrodni. Jednak warto zauważyć, że nawet tacy goście jak on, mają w sobie coś pozytywnego. Nie są do końca czarni, posiadają inne odcienie i kolory swojej osobowości. Ponadto, uczynienie głównym bohaterem tego złego daje możliwości poznania jego motywów. Daje odpowiedzi na pytania, które dręczą wszystkich ludzi: Dlaczego to robi? Co nim kierowało? Dlaczego stał się tym kim jest? Co siedzi w tej jego spaczonej głowie? itd. itp.

Tak, to wszystko prawda. Ale trudno życzyć takiemu typowi zwycięstwa, kibicować mu. No, ja nie życzyłam. Jedyne, co w tekście zrobił dobrego, to powstrzymał się przed ciężkim pobiciem/ zabiciem kobiety w ciąży. I to własnej kochanki. Nie wygląda na rycerza na białym rumaku.

Napisałam, że trudno pisać o łajdaku w taki sposób, żeby wciągnąć czytelnika, żeby chciał grzebać w tej brudnej głowie i poznawać przesłanki.

I chyba nie wszyscy piszą o dobrych Robinach Hoodach. IMO, w książkach dla dorosłych (nie dla YA) normą są raczej postacie szare.

Babska logika rządzi!

Finkla, dzięki za komentarz :) 

Co do konkursu, tak jakoś, jak zobaczyłam hasło “Umieranie to parszywa robota” to zobaczyłam ten dialog i z tego powstało to opowiadanie, także nie wciskałam go na siłę, ale rozumiem, że mogło wypaść sztucznie. 

Co do Arsena i złych bohaterów. Dla mnie jest fascynujące pisać takie postacie. Gdybym miała więcej miejsca to pewnie bym pokazała więcej oblicz Arsena ;) Ale tutaj trzymał mnie limit i dlatego taka kwintesencja jego charakterystyki tylko została. 

Myślę, że nie zawsze w opowiadaniach trzeba głównemu bohaterowi opowieści przyklaskiwać i kibicować… ja na pewno mu nie kibicowałam ;) 

Z drugiej strony nie każdemu musi pasować taka postać jako główna w opowiadaniu i to też rozumiem. 

NSNP

Należę do tych, których opowiadanie nie zachwyciło, mimo że lubię militarne klimaty. Mało się tu w sumie ciekawych rzeczy dzieje, bohaterowie papierowi. To, że główny bohater zły by mi nie przeszkadzało, gdyby był ciekawy…

 

Wszyscy piszą opowiadania gdzie główny bohater to wspaniały, pozytywny, bardzo dobry, godny podziwu i cholera wie jaki gość

Mam w dorobku forumowym (i lada moment fantazmatowym) opowiadanie o śliskim draniu i krętaczu :P

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No cóż, opowiadanie nie spodobało mi się. Zdało mi się niezbyt zajmujące, postaci raczej nieciekawe, a opisana historia dość wtórna i mało fantastyczna. Do nie najlepszego odbioru z pewnością przyczyniło się wykonanie, pozostawiające bardzo wiele do życzenia – trudno skupić się na treści, kiedy ciągle potykałam się na różnych błędach i usterkach, że o fatalnej interpunkcji nie wspomnę.

 

w wej­ściu do knaj­py „Pod ciem­ną gwiaz­dą… –> …w wej­ściu do knaj­py „Pod Ciem­ną Gwiaz­dą

 

Po­staw­ny łysy męż­czy­zna z sze­ro­ką szczę­ką o twa­rzy po­ora­nej odłam­ka­mi po wy­bu­chu miny na Ta­ri­nie księ­ży­cu Cza­tu­sji. –> Czy dobrze rozumiem, że szeroka szczęka miała twarz pooraną odłamkami?

Pewnie miało być: Po­staw­ny, łysy męż­czy­zna z sze­ro­ką szczę­ką, o twa­rzy po­ora­nej odłam­ka­mi po wy­bu­chu miny na Ta­ri­nie, księ­ży­cu Cza­tu­sji.

 

Skóra wokół na­bie­głe­go biel­mem oka marsz­czy­ła się… –> Raczej: Skóra wokół pokrytego biel­mem oka marsz­czy­ła się

 

Uniósł brwi w za­py­ta­niu i wska­zał dło­nią po­miesz­cze­nie. –> Raczej: Uniósł pytająco brwi i wska­zał dło­nią po­miesz­cze­nie.

 

Arsen czuł, że za­czy­na go dra­pać gar­dło. –> …Arsen czuł, że za­czy­na go dra­pać w gardle.

 

Spoj­rzał w jej błę­kit­ne oczy ni­czym morze Dalaj… –> Spoj­rzał w jej oczy, błę­kit­ne ni­czym morze Dalaj

 

Za do­brze znał. Coś tra­pi­ło. Zła­pał już de­li­kat­nie za ra­mio­na i zmarsz­czył czoło, pró­bo­wał znowu uchwy­cić jej spoj­rze­nie. –> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Arsen wska­zał bro­nią La­te­na –> Brak kropki na końcu zdania.

 

Zanim mógł wejść do środ­ka mu­siał zi­den­ty­fi­ko­wać się mun­du­ro­wym ofi­ce­rom… –> Wiem, że ktoś może zidentyfikować kogoś, ale w jaki sposób można zidentyfikować się komuś?

 

Wspo­mnie­nie spę­dze­nia kilku mie­się­cy w tym miej­scu przy­pra­wia­ły go o mdło­ści. –> Raczej: Wspo­mnie­nie kilku mie­się­cy spędzonych w tym miej­scu przy­pra­wia­ło go o mdło­ści.

 

Arsen prze­szedł obok kilku za­ję­tych łóżek, wła­ści­wie nie pa­trząc na zaj­mu­ją­cych je ludzi. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Mię­dzy rzę­da­mi łóżek ba­wi­ły się dzie­ci. Nie­któ­rzy przy­glą­da­li mu się z za­cie­ka­wie­niem. –> Piszesz o dzieciach, a te są rodzaju nijakiego, więc: Nie­któ­re przy­glą­da­ły mu się z za­cie­ka­wie­niem.

 

Dziew­czyn­ka trzy­my­wa­ła się po­bli­skie­go wol­ne­go łóżka… –> Dziew­czyn­ka przytrzy­my­wa­ła się po­bli­skie­go, wol­ne­go łóżka

 

Od­kry­ła rę­ka­wek bluz­ki. Przez skórę na przed­ra­mio­nach prze­bi­ja­ła się szorst­ka sza­ro-zie­lo­na łuska. –> Skoro dziewczynka była w kombinezonie, musiała odsunąć nie tylko rękaw bluzki, ale i rękaw kombinezonu.

Skoro odsunęła tylko jeden rękawek, to chyba nie mogła pokazać obu przedramion.

 

Dziec­ko Tknię­te przez Rasę. –> Dlaczego wielka litera?

 

Nie­dłu­go łuska zaj­mię więk­szość jej ciała… –> Literówka.

 

ale cią­gle ob­se­ro­wa­ła Ar­se­na. –> Literówka.

 

Serce za­bi­ło moc­niej, a oczy roz­sze­rzy­ły w zdzi­wie­niu… –> Serce za­bi­ło moc­niej, a oczy roz­sze­rzy­ły się ze zdzi­wie­nia

 

–Wiesz coś o tym? –> Brak spacji po półpauzie.

 

Arsen po­czuł gorąc na po­licz­kach… –> Arsen po­czuł gorąco na po­licz­kach

 

go­to­wi na wy­zwa­nie, po­nie­waż zja­wi­li­ście się tutaj, gdy we­zwa­ła was Rasa! –> Nie brzmi to najlepiej.

 

skan­do­wał słowa apro­ba­ty po Cza­tu­sku. –> …skan­do­wał słowa apro­ba­ty po cza­tu­sku.

 

Na po­licz­ku prze­dzie­ra­ła się łuska, ślad Rasy. Przyj­rzał się tłu­mo­wi po dru­giej stro­nie. Za­uwa­żył w nim Sha­ra­ra, prze­po­co­ne­go i roz­trzę­sio­ne­go, prze­dzie­rał się… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

przez tłum służb po­li­cij­nej i Stra­ży Gra­nincz­nej. –> Pewnie miało być: …przez tłum służby po­li­cyj­nej i Stra­ży Gra­nicz­nej.

 

wy­cią­gnął dło­nie ku górze, rów­nież uka­zu­jąc bomby w skó­rze. –> Coś się tutaj zrymowało.

 

Pod upa­dłą gwiaz­dą" świę­to­wa­ła. –> Pod Upa­dłą Gwiaz­dą" świę­to­wa­ła.

Czy świętowała ta sama knajpa, o której wspominasz na początku? Jeśli tak, to która nazwa jest właściwa: „Pod Upa­dłą Gwiaz­dą" czy „Pod Ciemną Gwiaz­dą"?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Może gdyby wewnętrzny konflikt bohatera był bardziej zaznaczony, to ładunek emocjonalny byłby bardziej odczuwalny? Trudno powiedzieć. Czasami takie zabiegi przynoszą dobry efekt, a nieraz zamieniają wszystko w kicz. Tak generalnie to nie mogę powiedzieć, że bohater jest słaby. Raczej nie dałeś mu właściwego pola do popisu, właściwych rekwizytów – kłód pod nogi, które wydobyłyby z niego to, co mógł zaoferować. Cała reszta jest poprawna, ale nie ujmuje-nie rzuca człowiekiem od jednej strony postrzegania konfliktu do drugiej. Taka trzepaczka emocjonalna byłaby czymś… Tyle ode mnie. Pisz bo umiesz, tylko inaczej ;) Czwartkowy Dyżurny

Przepraszam Panią serdecznie za formę męską wypowiedzi :)

Militarne i polityczne s-f to mój konik. Jak ja się cieszę, że coś takiego wpadło na portal.

Tekst jednak nie rzuca na kolana. Jest tu pomysł, ale brak szlifu powoduje, że trudny do odczytania oraz przekształcenia w finalny obraz.

Zacznę od tła. Za dużo zostawiłaś, Autorko, niedomówień dla rzeczy na pierwszym planie. Czym jest Rasa? Co to za planeta ta Czatusja? Czy Newarczycy pochodzą z tego samego świata, czy to przybysze z innego?

Pytania, pytania i jeszcze więcej pytań, a odpowiedzi brak. Uszłoby to, gdyby s-f było tylko dekoracją – jednak tutaj jest istotnym czynnikiem. Tak, mocno sugerujesz, jakie odpowiedniki naszych kultur się pod nimi ukrywają, ale to nie wystarcza. Żeby świat ożył, powinien mieć coś więcej niż tylko nazwy. Jak ognia unikasz infodumpów, ale mimo wszystko taki jest ich cel – przedstawić czytelnikowi, którego zaprosiłaś do swego świata, jego realia.

Sam bohater ma wyjść skonfliktowany, ale wychodzi to słabo. Jego walce wewnętrznej brak czegoś ognistego. Ma problemy, ale nie stanowią osi jego zmian. Jego miłość do Claire jakoś też nie wpłynęła za mocno na niego – a przynajmniej ja to tak odebrałem. Gdyby mocniej naświetlić jego konflikt, pokazać “za” i “przeciw” dla jego powodów, nakreślić oś konfliktu… Nie mała w tym wina też braku dobrze naszkicowanego tła. Jeśli nie wiem, o co walczy, to czemu mam się przejąć?

Podsumowując: coś tu jest, ale temu koncertowi fajerwerków zabrakło ostatecznego szlifu. Szkoda, bo potencjał tu był zdecydowanie.

A na problemy techniczne – chwytaj te linki. Będą pomocne:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję Wam za komentarze :) 

Krytykę biorę do serducha i będę pracować nad wyeliminowaniu potknięć… 

Drakaina –> bo ja wiem czy to co napisałam jest “militarne”? nawet o tym tak nie pomyślałam ;) 

 

regulatorzy –> dzięki za wypunktowanie wszystkiego… wprowadzę twoje sugestię. A z tą knajpą to rzeczywiście dałam popis :P aż nie pamiętam co mam w szerszym kawałku tekstu z tej samej lokalizacji… 

a ten rym – nawet nie czuję kiedy rymuję. Nawet nie wiem jak to się stało… :P raper się we mnie jakiś odezwał… ech… szkoda gadać. 

Tknięta przez Rasę – to niejako funkcja publiczna, w zamierzchłych czasach wręcz polityczna… stąd pisane z dużej litery z szacunku (przynajmniej Czatujczycy by tak powiedzieli ;) ) 

Dzięki raz jeszcze. Szkoda, że postaci wydały się nieciekawe, a że historia wtórna… jakoś nigdy nie siliłam się, żeby wszystko było oryginalne. Moim zdaniem nie zawsze musi. 

Dzięki za opinię! 

 

Blacktom → Dziękuję! Tak ja też lubię, jak czytelnik ma dwie strony konfliktu i sam musi sobie zdecydować czy jedni czy drudzy mają choć trochę racji czy raczej nie. Tutaj jednak chciałam przedstawić tylko tą jedną stronę, na więcej potrzebowałabym większego limitu znaków… Ale w powieści w tym moim uniwersum opisuję obie strony konfliktu i Newarską i Czatuską… i nikt nie jest do końca zły czy dobry. Każdy ma za uszami ;) 

i dzięki , piszę i to intensywnie ;) 

Nie przejmuj się tą zmianą płci – mnie to nie uraża jakby co ;) 

 

NoWhereMan → też uwielbiam polityczne s-f… 

Tak to racja dużo pytań o tło a nie za wiele odpowiedzi. Pewnie dlatego, że jest to niejako prequel mojej powieści, który dzieje się 33 lata przed wydarzeniami z fabuły głównej. W powieści jest o wiele wyraźniejsze tło oczywiście i konflikt jest tez lepiej zarysowany. Rzeczywiście czasem tworze takie opowiadania zapominając, że czytelnik nie jest tak obeznany w moim świecie :P nad tym na pewno popracuję przy następnym opowiadaniu – dziękuję za zwrócenie uwagi… 

Tak bohater nie jest zbyt skonfliktowany… mógłby bardziej… chciałam pokazać tym opowiadaniem początek eskalacji aktów terroryzmu na stacji… w powieści to chleb powszedni i na New Hope i na Czatusji…

na linki oczywiście spojrzę. Nauki nigdy za mało! :) a właściwie im więcej tym lepiej… 

I będę pracować… Miło mi, że uważasz, że był w tym potencjał… 

Obserwuj jeśli masz ochotę, bo na pewno jeszcze z czymś tutaj wrócę w klimacie politycznej s-f ;) 

NSNP

Unicorn, dziękuję za wyjaśnienia i cieszę się, że mogłam pomóc. Mam też nadzieję, że lektura Twoich przyszłych opowiadań będzie bardziej satysfakcjonująca. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

paramilitarne w takim razie ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Trochę błędów się znalazło, ale przedmówcy już o nich wspomnieli, więc nie będę się powtarzać. Interesuje mnie, czy to cześć czegoś większego czy zakończone opowiadanie? Pomysł interesujący, chociaż brakło mi emocji. Rasa, religia, polityka – interesujące, zawsze wybuchowe połączenie. Gdyby to poszlifować, wyszłoby naprawdę nieźle. Pracuj, masz potencjał.

Nowa Fantastyka