- Opowiadanie: ANDO - Ścieżka Orfeusza

Ścieżka Orfeusza

Witam. Poniżej nowa wersja opowiadania, znacznie zmieniona w porównaniu do wcześniejszej.

Właściwie, został z niej tylko początek i fragmenty w środku.

Zapraszam do czytania i komentowania.

Kolejne poprawki: dodałam kilka słów o bohaterach.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Ścieżka Orfeusza

Laura przeskoczyła przez płot na teren opuszczonej fabryki. Owionął ją mroczny chłód tego miejsca, wyraźnie odczuwalny, pomimo słonecznego dnia. Zrujnowane budynki straszyły oczodołami okien i odrapanymi ścianami. Laura kluczyła pomiędzy hałdami żwiru, porozrzucanymi cegłami, kawałkami blachy. Serce podchodziło jej do gardła ze strachu, ale wiedziała, że musi wytrwać.

„Jestem dopiero na początku drogi, tam na pewno będzie dużo straszniej” – podszeptywała wyobraźnia dziewczyny. „Nie, nie mogę się wycofać, to zbyt ważne…”

Laura przypomniała sobie, jaka była szczęśliwa przez ostatnie dwa miesiące, odkąd poznała Kamila. Wciąż pamiętała ich pierwsze spotkanie na korytarzu uczelni. Ona uczyła się do egzaminu z romantyzmu, a on właśnie przeniósł się z innego miasta i szukał dziekanatu. Laura oprowadziła go po wydziale. Kamil zaprosił ją na kawę. Okazało się, że mają bardzo dużo wspólnych tematów. Ona czytała mu swoje wiersze. On wypożyczał dla niej książki z biblioteki. Stali się prawie nierozłączni. Wydawało się, że każdy kolejny dzień wstaje dla nich. A potem: bum. Jedna chwila i nagle po Kamilu zostało tylko kilka zdjęć w smartfonie.

Kiedy Laura dowiedziała się, że jest szansa, by chłopak wrócił do życia, nie zastanawiała się długo. Musiała mu pomóc. Bez względu na niebezpieczeństwo. Była pewna, że Kamil zrobiłby dla niej to samo. Przecież powtarzał tyle razy, że ona jest dla niego wszystkim.

Laura oglądała kolejne metalowe drzwi z przerdzewiałej blachy. Szukała symbolu, o którym mówiła wróżka. Podobno mógł go zobaczyć tylko ten, kto naprawdę chciał wejść przez te drzwi i gotów był zmierzyć się ze swoimi największymi koszmarami.

Laura dostrzegła znak namalowany lśniącą, niebieską farbą. Dotknęła go dłonią i wypowiedziała zaklęcie drżącym z przejęcia głosem. Usłyszała szczęknięcie zamka w drzwiach. Wystarczyło pociągnąć za klamkę i wejść. Laura wiedziała, że wtedy nie będzie już odwrotu. W tej samej chwili rozległo się wycie, chociaż w pobliżu nie było żywego ducha. Laura poczuła dreszcz przebiegający po karku. Nacisnęła klamkę.

Drzwi otworzyły się z upiornym skrzypnięciem.

„Trzeba być ostatnim głupkiem, żeby za życia pakować się w zaświaty!” – Laura powtórzyła w myślach słowa wróżki.

Zapaliła latarkę i zagłębiła się w korytarz, który ujrzała przed sobą. Wiedziała, że musi zejść do mrocznego świata zmarłych. Jedynie w ten sposób miała szansę, by znowu naprawdę żyć. Musiała kogoś odszukać. Bez względu na wszystko.

Niespodziewanie latarka zgasła. Laura próbowała ją zapalić, ale nie mogła. Zrobiło się całkiem ciemno. Dziewczynę ogarnął strach. Miała ochotę krzyczeć, lecz nie chciała informować istot z podziemi, gdzie jest. Wiedziała, że to niebezpieczne. Dotknęła zimnej ściany korytarza. Zaczęła powoli iść naprzód. Ostrożnie stawiała kroki, wyszukiwała po omacku drogę. Wokół słyszała jakieś szepty, coś popiskiwało i przemykało obok niej. Laura ciągle szła naprzód, chociaż miała wielką ochotę zawrócić.

Korytarz skręcił niespodziewanie, a ciemności nagle się skończyły. Laura znalazła się na placu przypominającym dworzec autobusowy.

– Proszę wsiadać! Proszę się pospieszyć! – rozległ się głos gdzieś z góry.

Na jednym z przystanków stał biały autokar. W tamtą stronę szli ludzie wyłaniający się z tuneli. Laura ruszyła za nimi. Nieznajomi wyglądali zwyczajnie, ale gdy dziewczyna przypadkiem dotknęła czyjejś ręki, poczuła przejmujący chłód.

Tłum zatrzymał się przed zamkniętym autobusem. Na przedniej szybie wozu znajdowała się tabliczka: „Niebo przez czyściec”. Na boku pojazdu wymalowano ogromne logo z rozpiętymi skrzydłami i napisem „Eden Sp. z o.o.”. Laura wiedziała od wróżki, że powinna pojechać tym autobusem.

Kiedy drzwi się otworzyły, ludzie zaczęli pchać się do środka. W końcu Laurze udało się dostać na schody pojazdu. Za kierownicą zobaczyła siwego mężczyznę. Do białej koszuli miał przypiętą plakietkę „Piotr”.

Siwowłosy rozmawiał po kolei z każdym nowym przybyszem. Tylko wybranym pozwolił zająć miejsce w środku. Pozostali musieli wysiąść.

Kiedy przyszła kolej Laury, kierowca popatrzył na nią ze zdziwieniem.

– Wracaj do domu, póki jeszcze żyjesz – powiedział. – Podziemia są dla zmarłych. Po co tu przyszłaś?

– Szukam kogoś – odparła Laura. – Kamil umarł trzy dni temu. Muszę go odnaleźć.

Popatrzyła błagalnie na kierowcę.

– Nie masz pojęcia, o co prosisz – mruknął. – Poza tym, nie dojedziesz do swojego Kamila tym autobusem.

– Dlaczego? – zdziwiła się Laura.

– To proste. Twój chłopak trafił do piekła – odparł kierowca.

Laura nie mogła uwierzyć w jego słowa. Dotąd wydawało jej się, że Kamil był dobrym człowiekiem. Dlaczego znalazł się w piekle? Laura była pewna, że zaszła jakaś pomyłka. Nie zamierzała rezygnować. Słyszała wcześniej, jak kierowca odsyłał ludzi do piekła. Kazał im iść wąską, asfaltową drogą, odchodzącą od placu.

– Bardzo nierozsądne, pchać się w łapy diabłów i samego Lucyfera – powiedział kierowca, jakby odgadł jej myśli. – Wracaj do domu!

– Rozumiem, do widzenia – odparła. Nie zamierzała rezygnować, ale uznała, że lepiej nie zdradzać swoich planów.

– Zawróć! Nie masz szans! – zawołał za nią kierowca.

Laura nie słuchała dłużej. Wysiadła z autobusu. Znów znalazła się na placu. Kiedy się rozejrzała, zobaczyła tabliczkę ze strzałką i napisem: „Piekło 1283 km. Życzymy miłej podróży”. Laura poszła w tamtym kierunku. Dotarła do bramki oddzielającej szosę od placu. Wokół zgromadziło się sporo ludzi. Każdy, kto chciał wejść na drogę, musiał założyć plecak, do którego mężczyźni w czarnych garniturach wrzucali po kilka cegieł.

– Czym mogę panu służyć? Pani do piekła? Proszę odebrać bagaż i przechodzić dalej. Pan też wybiera się w drogę? Witamy! Plecaczek proszę – mówili z uśmiechem.

Ludzie zakładali bagaże, po czym przekraczali bramkę i ruszali asfaltową drogą. Laura przyglądała im się z pewnej odległości. Zastanawiała się, czy zaryzykować spotkanie z istotami przy bramce. Jednak wyglądało na to, że nie ma innego wyjścia.

– Mogę cię podwieźć – usłyszała czyjś głos za plecami.

Odwróciła się. Za nią stał młody mężczyzna w bluzie z kapturem i w dżinsach. Z wyglądu nie różnił się niczym od innych osób czekających w kolejce, poza jednym szczegółem. Miał pomarańczowe oczy.

– Słyszałem twoją rozmowę z Piotrem. Pomogę ci – powiedział, uśmiechając się do Laury.

– Dziękuję, poradzę sobie – odparła.

– Przejdziesz ponad tysiąc kilometrów z plecakiem? Wątpię. Pieszo nigdy nie znajdziesz swojego chłopaka.

Laura nie ufała nieznajomemu.

– Kim jesteś?

– Nazywają mnie Dev.

– Dev od devil?

– Zaledwie malutki diabełek. – Uśmiechnął się. – Jestem kimś w rodzaju obserwatora. Jeżdżę po okolicy, patrzę, co się dzieje. Nie cierpię tego ważniaka, Piotra. Wydaje mu się, że zjadł wszystkie rozumy! Pokażemy mu, że się myli. Zobacz, tam jest mój pojazd. Wsiadasz?

Niedaleko nich stał zaparkowany motocykl. Laura zdziwiła się, że wcześniej go nie dostrzegła.

Wahała się, czy przyjąć pomoc nieznajomego. Wróżka mówiła jej, żeby nie ufała nikomu poza Piotrem i tylko z nim jechała na poszukiwania. Ale wróżka nie przewidziała, że Kamil znajdzie się w piekle. Laura chciała go odnaleźć za wszelką cenę.

– Jedziemy – zdecydowała.

– Jeden warunek – powiedział Dev. – Pomogę ci, ale ty opowiesz mi o sobie.

– Teraz?!

– Nie, później. Bardzo ciekawią mnie tacy ludzie, którzy za życia chcą wejść do piekła. To jak, zgoda?

– Dobrze – odparła.

Dev wsiadł na motor, a Laura usadowiła się za nim.

– Przejedziemy obok szlabanu. Czasem przewożę dusze, nie powinni się dziwić – wyjaśnił.

Mężczyzna uruchomił silnik. Motor zawarczał, po czym ruszył.

– Z drogi! – zawołał Dev do ludzi czekających przy bramce. Na opieszałych zatrąbił klaksonem. Uciekli na boki.

Laura pomyślała, że Dev zamierza staranować szlaban, ale o dziwo, przeszkoda otworzyła się przed nimi i nikt nie próbował ich zatrzymać.

Laura i Dev pomknęli asfaltową drogą, która zdawała się nie mieć końca. Dev jechał szybko, czasem trąbił na pieszych idących środkiem. Po obu stronach szosy wznosiły się strome, niemal pionowe skały. Okolica wyglądała jak wymarła, jedynie na drodze trwał nieustanny ruch. Ludzie z plecakami szli powoli, jęczeli, a niektórzy przysiadali na poboczu. Ktoś chciał zatrzymać motor, ale Dev ominął go zręcznie. Pędził coraz szybciej, z gracją pokonując ostre zakręty. Nagle zjechał z asfaltowej szosy w mniejszą, wyłożoną kostką brukową.

– Stój! Pomyliłeś drogę! – zawołała Laura.

– To skrót! – krzyknął Dev.

Laura z niepokojem patrzyła, jak oddalają się od szosy, po której wędrowali ludzie z plecakami.

– Stop! Zatrzymaj się! – zawołała, ale Dev jej nie słuchał.

– Wyskoczę! – zagroziła. Zaczęła go szarpać za ramiona.

Dev zahamował i zatrzymał motor.

– Spokojnie! Nie możesz iść tamtą drogą, bo strażnicy od razu cię złapią – powiedział.

– Strażnicy? – zdziwiła się Laura.

– Szukają tych, którzy kombinują po drodze do piekła. Strażnicy wyglądają, jakby dopiero wstali z grobu. Musisz ich unikać. Zdradzę ci sekret. W każdej chwili możesz znów znaleźć się na powierzchni. Wystarczy, że powiesz trzy razy: chcę wrócić do domu. Jednak wtedy nigdy więcej nie trafisz tutaj za życia.

– Na pewno nie wrócę bez Kamila – powiedziała Laura.

– Tego nie wiesz. Spotkają cię różne przygody. Jesteś śmiertelna, istoty z zaświatów mogą cię zabić, albo sprawić ci ból. Bardzo wiele bólu. Strażnicy zwykle obdzierają ze skóry takich jak ty.

Laura zadrżała. Próbowała udawać, że te słowa nie zrobiły na niej żadnego wrażenia.

Dev ruszył, a Laura nie protestowała. Wkrótce znaleźli się na ulicy miasta. Dev jechał powoli. Laura mogła przyjrzeć się mijanym domom. Straszyły powybijanymi oknami. Miejscami ściany były zburzone, a dachy podziurawione, jakby przed chwilą przeszedł tamtędy jakiś kataklizm.

Zmrok zapadał szybko. Wkrótce widać było jedynie kontury budowli, z rzadka oświetlanych latarniami.

Dev zatrzymał motocykl.

– Widzisz to światło na górze? – zapytał. 

– Tak – odparła Laura.

Czerwony punkt świecił w ciemnościach.

– Tam, na wzgórzu, stoi dom Lucyfera – powiedział Dev. – Jeśli zdołasz do niego dotrzeć, masz szansę negocjować. Jeżeli wcześniej złapią cię strażnicy, marny twój los. Idź, zanim się tu zjawią.

– Dziękuję – odparła, zsiadając z motoru.

– Drobiazg. Powodzenia!

Dev odpalił silnik i odjechał.

Laura została sama. Na szczęście, nie dostrzegła żadnego strażnika, ale wiedziała, że mogli usłyszeć motocykl. Pobiegła w stronę czerwonego światła na wzgórzu.

Nagle usłyszała czyjeś kroki. Z bocznej ulicy ktoś wyszedł. To musiał być strażnik. W świetle latarni Laura dostrzegła ohydną twarz trupa. Schowała się pod ścianą domu. Zastygła w oczekiwaniu. Miała nadzieję, że strażnik jej nie zauważy i pójdzie dalej, lecz on warknął coś gardłowo, po czym ruszył w jej stronę. Laura zerwała się do biegu.

Z innej uliczki wybiegło dwóch kolejnych prześladowców. Dołączyli do pogoni. Laura przyspieszyła. Czuła, że brakuje jej sił. Płuca odmawiały posłuszeństwa, a gardłowe pomruki strażników słyszała coraz bliżej za plecami. Przypomniała sobie, co powiedział Dev. Wystarczyło zawołać trzy razy, że chce wrócić do domu.

“Nie! Nie mogę” – pomyślała.

Zobaczyła, że przed nią wznosi się ogromny, biały budynek. Przed wejściem pojawiła się kobieta w białym fartuchu.

– Tutaj! – zawołała do Laury.

Dziewczyna skorzystała z zaproszenia. Wbiegła do środka, a kobieta zatrzasnęła drzwi.

– Dziękuję – wydyszała Laura.

Kobieta uśmiechnęła się jakoś dziwnie. Laura zdążyła zauważyć, że nieznajoma zbliża się do niej ze strzykawką, a później zaległa ciemność.

Laura obudziła się na szpitalnym łóżku. Wokół niej krzątało się dwoje ludzi w białych fartuchach.

– Przygotujemy ją do operacji – mówiła kobieta, która otworzyła Laurze drzwi.

– Jak zwykle? – zapytał mężczyzna o posturze zapaśnika.

– Oczywiście. Otworzymy ją na żywo – odparła kobieta, kładąc na stole piłę i skalpel.

Laura czuła, że ogarnia ją przerażenie. Powstrzymywała się, żeby nie krzyknąć. Chcieli ją pokroić żywcem. Przypomniała sobie słowa przewoźnika. Mogła wrócić do domu, ale wtedy nigdy już nie zobaczy Kamila. Laura zorientowała się, że nie jest związana, lecz wątpiła, by udało jej się pokonać tych dwoje. Udawała, że śpi, a jednocześnie gorączkowo zastanawiała się, jak uciec. Nadal miała na sobie prawie całe ubranie, zabrali jej tylko buty, skarpetki i kurtkę.

– Idź po pasy. Musimy ją unieruchomić, zanim się obudzi – powiedziała kobieta do towarzysza.

Laura uznała, że to dla niej doskonała szansa. Kiedy mężczyzna wyszedł, odczekała moment, po czym zerwała się z łóżka.

– Stój! – zawołała kobieta, ale Laura nie zamierzała jej słuchać.

Pognała korytarzem przed siebie. Mijała rzędy pustych łóżek. Ktoś za nią biegł. Dostrzegła otwarte okno. Niewiele myśląc, wyskoczyła przez nie na zewnątrz.

Na szczęście, było nisko. Upadła na trawę. Trochę się poobijała, ale szybko wstała i dała nurka pomiędzy drzewa. Wysoko, nad sobą, zobaczyła czerwone światło. Dom Lucyfera. Od celu oddzielało ją jedynie skaliste wzniesienie. Ruszyła w tamtą stronę. Drżała od chłodu. Kamienie boleśnie raniły bose stopy. Ręce grabiały z zimna.

Laura zaczęła się wspinać po zboczu, które okazało się bardziej strome, niż początkowo wyglądało. Starała się nie patrzeć w dół. Od dziecka miała lęk wysokości. Kręciło jej się w głowie, a ręce drętwiały. Kolana trzęsły się, odmawiając posłuszeństwa. Poślizgnęła się i omal nie spadła. Przerażona, przywarła do skały. Dobrą chwilę trwało, zanim trochę się uspokoiła. Znów zaczęła się wspinać.

„Muszę wytrzymać, zaraz będzie po wszystkim” – myślała.

Wreszcie wgramoliła się na szczyt. Ogromny dom przypominający pałac wznosił się tuż przed nią. Czerwony lampion roztaczał wokoło upiorny blask. Laura dowlokła się do wejścia. Złapała za klamkę. Drzwi otworzyły się cicho.

Przestronnym korytarzem Laura dotarła do ogromnej sali. Na ścianie zobaczyła mnóstwo telewizorów, a na nich obraz z różnych części zaświatów.

Na skórzanej kanapie siedział przystojny, czarnowłosy mężczyzna z kozią bródką. Był ubrany w garnitur i białą koszulę. Wyglądał, jakby dopiero wyszedł z salonu mody i od fryzjera.

– Witaj w siedzibie księcia piekieł – powiedział, patrząc na Laurę przenikliwym wzrokiem.

– Dzień dobry – odparła cicho.

Pod ścianą warczały dwa ogromne wilki. Pilnowały drzwi z czerwonym napisem „Nie przeszkadzać!”.

– Cicho, pieski! – zawołał ciemnowłosy mężczyzna. – Co cię sprowadza w nasze skromne progi? Bo chyba nie żądza przygód, co?

– Chcę cię prosić, żebyś oddał mi mojego Kamila. Nie mogę bez niego żyć – powiedziała Laura.

– Hmmm… A co ja będę z tego miał? Mógłbym pozwolić pieskom, żeby cię rozszarpały. Trochę byśmy się rozerwali… – zachichotał. – Albo mógłbym zabrać ci duszę. Uwięzić cię tu na zawsze, żebyś mi służyła. Zdajesz sobie sprawę, w co się wpakowałaś?

– Bez Kamila moje życie nie ma sensu – odparła. – Proszę… Słyszałam, że kiedy chce się kogoś odzyskać z zaświatów, trzeba na czymś zagrać. Jak Orfeusz. Niestety, nie umiem. Wymyśliłam coś innego.

Laura zaczęła śpiewać cienkim głosem. Starała się z całej siły, ale wyszło nieco fałszywie.

Nagle drzwi, których pilnowały wilki, otworzyły się z hukiem.

– Rokita! Zamknij się wreszcie! Przeszkadzasz mi grać! – zawołał ktoś.

Po chwili do środka wbiegł Dev. W ręce trzymał gamepad od konsoli.

– Ja nie śpiewałem! To ona! – Ciemnowłosy wskazał oskarżycielsko na Laurę.

A ona patrzyła na Deva.

– To ty! – zawołała zdziwiona.

– Niespodzianka – odparł.

– Dlaczego nie powiedziałeś mi, że pracujesz dla Lucyfera?

– Nie pytałaś. Poza tym, wcale dla niego nie pracuję.

– Przecież jesteśmy u niego w domu – zauważyła Laura.

– Jesteśmy u mnie – odparł Dev. – Ten brodaty to mój asystent. Tylko nie mów, że znów mnie udawał! Rokita! Tyle razy cię prosiłem! Zejdź mi z oczu! Zabieraj psy na spacer, ale już!

– Jak chcesz – mruknął ciemnowłosy. Chwycił bestie za obroże, po czym wyniósł się z salonu.

Kiedy Dev i Laura zostali sami, dziewczyna powiedziała:

– Nawet nie wiedziałam, że jechałam na motorze z samym władcą piekieł. Dev, malutki diabełek. A ja dałam się nabrać!

– Nie oszukałem cię – odparł. – Podałem ci moje przezwisko. Często go używam, zamiast oficjalnego imienia. Poza tym, zobacz sama, jaki ze mnie mały, biedny diabełek. Siedzę tu prawie sam, skazany na towarzystwo mojego asystenta. Można umrzeć z nudów. Dobrze, że czasem przejadę się na motorze, albo poznam kogoś ciekawego. Aż mi jest żal samego siebie.

Dev zrobił smutną minę.

– Jednego nie rozumiem. Dlaczego nie porozmawialiśmy tam, na placu, tylko dopiero tutaj? – zapytała Laura.

– Musiałem cię sprawdzić. Poza tym, i tak potraktowałem cię ulgowo. Polubiłem cię.

– Miło – odparła. – Oddasz mi Kamila?

– Być może. W sumie, ostatnio i tak mamy nadkomplet dusz. Ale najpierw musisz coś zobaczyć.

Dev pstryknął palcami. Wyłączył wszystkie telewizory oprócz jednego. Na ekranie Laura zobaczyła Kamila. Jechał samochodem.

– Zastanawiałaś się choć przez chwilę, dlaczego twój chłopak znalazł się w piekle? – zapytał Dev.

– Bo zabił kogoś w wypadku?

– Nie tylko – odparł. – Zobacz sama.

Na filmie Kamil zatrzymał się przed jakimś blokiem. Czekała na niego dziewczyna, która rzuciła mu się na szyję. Zaczęli się całować.

Laura poczuła się, jakby ktoś ją spoliczkował. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła.

– To kłamstwo! Kamil taki nie jest! – zawołała.

– Naprawdę? Spytaj go sama. – Dev znów pstryknął palcami. Obok niego pojawił się Kamil, trochę wymęczony, w wymiętym ubraniu.

– Witaj, Romeo – zadrwił Dev. – Opowiedz nam o swojej drugiej dziewczynie.

– Kamil! Powiedz, że to wszystko kłamstwo! – zawołała Laura.

Mężczyzna zwiesił głowę i milczał.

– Zaraz, jak ona się nazywała? Kasia? Monika? – wtrącił się Dev.

– Asia. To była tylko krótka przygoda. Przepraszam, Lauro – powiedział Kamil.

– I co? Naprawdę, chcesz go zabrać ze sobą? Zasłużył? Ty dla niego zeszłaś do piekła, a on cię zdradził – powiedział Lucyfer.

Laura milczała. Spojrzała na Kamila. Rozczarował ją, ale przecież sam się przyznał. Wahała się. Miała ochotę odwrócić się na pięcie i odejść, to znów chciała ratować Kamila, mimo wszystko.

– Zabieram go – odparła w końcu.

– Cóż, jak chcesz. Pamiętaj, że obiecałaś mi opowiedzieć swoją historię. Kiedyś, przy okazji.

– Pamiętam.

Dev klasnął w dłonie.

Laura i Kamil znaleźli się przed drzwiami fabryki.

– Jesteś boska! – zawołał Kamil. – Przepraszam, wybacz mi. Ja już nigdy…

Chciał przytulić Laurę.

– Zobaczymy – odparła, odsuwając go od siebie.

*

Od wyprawy do piekła minął miesiąc. Laura czuła, że coś się zmieniło. Nie potrafiła już zaufać Kamilowi. Przestało ją nawet obchodzić, czy on spotyka się z Asią. A dzisiaj oznajmiła mu, że to koniec.

Laura szła parkową alejką. Wracała do domu po rozmowie z Kamilem. Była smutna, ale też czuła się lekko.

– Opowiesz mi teraz o sobie? Wreszcie mamy dużo czasu – usłyszała.

Dev siedział na ławce i uśmiechał się do niej.

– Przecież obiecałam – odparła.

 

ANDO

Koniec

Komentarze

Nie porwało. Większość tekstu wygląda jak opis gry i postaci pokonującej kolejne przeszkody. Twist mało oryginalny, to już bywało, zakończenie z nóg nie zwala, choć ostatnie zdanie ma potencjał. Opis piekła i Lucyfera też nieoryginalny. Scenka jak scenka, przeczytałam kompletnie bez emocji. Fabularnie naiwne – ona tak po prostu lezie i mówi Lucyferowi, że żyć bez faceta nie może? No i powiązanie zaświatów greckich (przewoźnik) z chrześcijańską wizją wyszło zdecydowanie mniej przekonująco niż Dantemu :P

Wykonanie całkiem przyzwoite.

 

Musiała GO odszukać. – nie wygląda (i nie brzmi) to najlepiej

 

– Muszę odnaleźć mojego Kamila. Umarł trzy dni temu. Ty wiesz, gdzie on jest.

Proszę, zawieź mnie do niego – powiedziała jednym tchem, patrząc błagalnie na przewoźnika.

→ niepotrzebny nowy akapit

 

Spotkają cię różne przygody. Jesteś śmiertelna, mogą cię zabić, albo sprawić ci ból. – ta personifikacja przygód to średni pomysł, w dodatku chyba niezamierzony ;)

 

– Nie! Nie mogę – pomyślała. → myśli nie zapisujemy w formie kwestii dialogowych

 

– Tutaj! – zawołała do Laury, wskazując otwarte drzwi.

Dziewczyna skorzystała z tego zaproszenia. Wbiegła do środka, a kobieta zatrzasnęła drzwi.

 

Był ubrany w garnitur i białą koszulę z żabotem. – żabot do garnituru? mam problem z wyobrażeniem sobie tego, a już zwłaszcza z uznaniem za dobry gust…

 

Pod ścianą warczały dwa ogromne wilkołaki. – skąd wiedziała, że to wilkołaki??

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Niestety moja przedmówczyni ma rację. “Igraszki z diabłem” to to nie są i gdzie tam Laurze do Kasi którą grała Magdalena Zawadzka.

Och, jaki to był cudny spektakl!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mnie też nie rzuciło na kolana.

Kolejna bohaterka, po uszy zakochana w chłopaku, który wcale na to nie zasługuje. Ile to już takich było? Trudno mi było jej kibicować.

I za łatwo jej poszło – w nibyszpitalu usłużnie wszystko wypaplali, a skrępować postanowili dopiero potem, Lucyfer zgodził się właściwie bez powodu… Trochę pobiegała i załatwione.

I ciekawe, czy przewoźnik do nieba też by dziewczynę zawiózł za garść pierścionków.

Babska logika rządzi!

Nie porwało, niestety. Ot, taka sobie miałka fabułka o wielkim poświęceniu w imię jeszcze większej miłości, tyle że z całej opowiastki nic nie wynika.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

– Je­stem do­pie­ro na po­cząt­ku drogi, TAM na pewno bę­dzie dużo strasz­niej – pod­szep­ty­wa­ła wy­obraź­nia dziew­czy­ny. – Nie, nie mogę się wy­co­fać, to zbyt ważne… –> Czy Laura myślała wielkimi literami?

Tu znajdziesz poradnik, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

Laura do­strze­gła znak wy­ry­so­wa­ny lśnią­cą, nie­bie­ską farbą. –> Jeśli farbą, to namalowany/ wymalowany.

 

Za­pa­no­wa­ły nie­prze­nik­nio­ne ciem­no­ści. Dziew­czy­na usi­ło­wa­ła opa­no­wać na­ra­sta­ją­cą pa­ni­kę. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

– Cóż, twój wybór. Pła­cisz, je­dzie­my – wrzu­cił nie­do­pa­łek pa­pie­ro­sa do wody…–> – Cóż, twój wybór. Pła­cisz, je­dzie­my.Wrzu­cił nie­do­pa­łek pa­pie­ro­sa do wody

 

Nadal miała na sobie pra­wie całe ubra­nie, za­bra­li jej tylko buty i kurt­kę. –> Raczej: Nadal miała na sobie swoje ubra­nie, za­bra­li jej tylko buty i kurt­kę.

 

Ka­mie­nie bo­le­śnie ra­ni­ły bose stopy. –> Dlaczego była boso? Wcześniej napisałeś, że zabrali jej tylko buty i kurtkę; powinna być w skarpetkach.

 

Po­śli­zgnę­ła się i omal nie spa­dła w dół. –> Masło maślane. Czy mogła spaść w górę?

 

Dobrą chwi­lę trwa­ło, zanim tro­chę się uspo­ko­iła. Znów za­czę­ła się wspi­nać.

– Jesz­cze chwi­la, zaraz bę­dzie po wszyst­kim… –> Czy to celowe powtórzenie?

 

Się­gnę­ła po klam­kę. –> Raczej: Się­gnę­ła do klam­ki.

 

– Świet­nie! – kla­snął w wy­pie­lę­gno­wa­ne dło­nie. –> – Świet­nie! – Kla­snął w wy­pie­lę­gno­wa­ne dło­nie.

 

Laura po­czu­ła, jakby ktoś ją spo­licz­ko­wał. –> Raczej: Laura po­czu­ła się, jakby ktoś ją spo­licz­ko­wał.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Opowiadanie powstało kilka miesięcy temu. Wiedziałam, że coś nie gra, ale trudno jest spojrzeć na własny tekst z dystansem. Dziękuję za komentarze. Były pomocne przy poprawkach.

Zamieściłam nową wersję opowiadania, różniącą się od poprzedniej.

Przy okazji mam pytanie natury technicznej. Czy w takim przypadku jak ten tworzy się nowe opowiadanie, czy edytuje to samo?

Konstrukcja bohaterki, jej naiwność itp. są celowe, chciałam stworzyć coś w rodzaju dyskusji z mitem o Orfeuszu i Eurydyce.

 

 

Ando, lepiej edytować.

W przedmowie możesz zaznaczyć, że opowiadanie jest po poprawkach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Też jestem za edytowaniem. Teksty czytałoby się paskudnie, gdyby ludzie w kółko wstawiali to samo, tylko z poprawkami.

Babska logika rządzi!

Finkla, fakt, zrobiłby się bałagan z tym zapisywaniem nowych wersji. Dziękuję za cenne uwagi odnośnie tekstu. Niektórych rzeczy już nie dało się zmienić, ale przydadzą się do kolejnych opowiadań.

 

regulatorzy, dziękuję za poprawki językowe, szczególnie za podpowiedź odnośnie zapisywania myśli bohaterów.

 

drakaina, Jestem ciekawa, co sądzisz o nowej wizji zaświatów w opowiadaniu i o zmienionej postaci Lucyfera.

 

enderek, pewnie “Igraszki z diabłem” to nadal nie są, ale zapraszam do przeczytania zmienionego tekstu.

Jest lepiej, bo scena nabrała nieco dynamizmu. Przerabianie postaci mitycznych na model współczesny, z grami, konsolami itede itepe nie jest niestety szczególnie oryginalne (tłumaczę Riordana, więc coś o tym wiem, a na tym portalu niedawno było fajne opko Arnubisa w podobnych klimatach) i trzeba się nieźle napracować, żeby postać wyszła przekonująco i miała jakiś powiew świeżości, ale idziesz do przodu i nie poddajesz się, co się chwali.

 

Konstrukcja bohaterki, jej naiwność itp. są celowe, chciałam stworzyć coś w rodzaju dyskusji z mitem o Orfeuszu i Eurydyce.

To bardzo ambitny plan. I nadal wychodzi to troszkę zbyt uproszczone (ale zob. wyżej, się chwali). Jest to wciąż nadal raczej nawiązanie do tego mitu, a nie dyskusja z nim. Nie chcę podpowiadać gotowych rozwiązań, bo to Twój tekst, ale widzę możliwości rozwinięcia samego wątku Orfeusza, żeby zrobiło się ciekawiej. Podpowiem tyle: daj bohaterom więcej historii życiowej.

 

Skądinąd możesz w przyszłości zacząć od betalisty, tam w bardziej komfortowych warunkach, nie na ogólnym widoku, można do woli zmieniać i poprawiać tekst, kierując się uwagami betujących.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

drakaina, czy pisząc o historii życiowej masz na myśli tzw. background dla bohatera?

Do betalisty na pewno zajrzę przy kolejnych tekstach.

Historię życiową możesz ująć dowolnie, byle czytelnik wiedział o bohaterach coś, co ma szanse go zainteresować ich losami. Bo, sorry, że ujmę to dosadnie, w sposób przesadzony: w tej historyjce jest dziewczyna i jest chłopak. On ginie w wypadku, ona bez niego żyć nie może. I nie wiemy żywcem, dlaczego, ile czasu minęło itp. W związku z czym sprawia to wrażenie, jakby po prostu nie mogła bez chłopa, a następnego wziąć jeszcze nie wypada. I jakby zarówno przed jego śmiercią była jeszcze w tych trzech miesiącach, kiedy nie widzi się wad, a po śmierci jeszcze w okresie najcięższej żałoby. A chyba nie chciałaś takiego efektu? W tej historyjce nie mamy żadnych podstaw, żeby współczuć Laurze, żałować Kamila, zastanawiać się nad tym, czy był draniem, czy nie. Nie znamy tych bohaterów, po prostu.

Prawdę mówiąc, ciekawsza mogłaby być dalsza historia, w której rozwijasz to, co się zapowiedziało na końcu, jakoś z tym diabłem w tle przez cały czas, to w końcu oszust, nieprawdaż? Masz diabła, nie Hadesa, więc to zasadniczo zmienia sytuację, bo kompletnie inny archetyp postaci.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Na plus, że w zasadzie cały czas coś się działo, a bohaterka przemierzała swoje ścieżki bez niepotrzebnych przestojów. Czytało się płynnie.

Na minus, że faktycznie trochę to wszystko zbyt proste, a o postaciach przedstawionych nie dowiadujemy się wystarczająco wiele, by się z nimi jakoś związać. Przesadnej oryginalności też nie doświadczyłem.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Pomysł jest, ale potyka się o wykonanie. Fabuła leci jak na sznurku – bohaterka napotyka na problem, po czym go szybko rozwiązuje. I tak parę razy.

Bohaterowie też nie są jacyś super. Im krótszy tekst, tym trudniej ich nakreślić tak, by czytelnik ich łyknął, bo zaczyna liczyć się każde słowo. A skąd dziewczyna zna moce, po co lezie za chłopakiem do piekła, dlaczego on tam w ogóle trafił itd. Za mało detali, by z tego zbudować sensowny obraz.

Podsumowując: coś tu jest, ale to raczej nie jest pełny koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

drakaina, dziękuję za podpowiedź i za pomoc.

 

Nevaz, NoWhereMan, cieszę się, że widzicie coś pozytywnego w tym opowiadaniu.

 

 

Nowa Fantastyka