- Opowiadanie: erp.karon - Dzień człowieka

Dzień człowieka

Skoro można wrzucać konkursowe, to idzie króciutki tekst, od którego zacząłem konstruowanie świata bez ludzi, nagrodzony tegorocznym Piórem Metatrona. Acz już widzę parę rzeczy, które trzeba będzie w nim poprawić.

Oceny

Dzień człowieka

Ludzie nie istnieją.

Tę frazę powtarzali wszyscy, bez względu na płeć, wiek czy rasę. Nie zawsze brzmiała ona identycznie, lecz jej implikacje zawsze były takie same. „Mamo, przecież ludzi nie ma!”, wołały ze śmiechem elfie czy krasnoludzkie dzieci, wystarczająco duże, by nie bać się rodzicielki straszącej człowiekiem, który przyjdzie i zabierze do wora porozrzucane zabawki. Te, które umiały już czytać, pogrążały się w bogato ilustrowanych książeczkach o tytułach typu „Ludzie i inne pradawne istoty”, zaś te jeszcze nieco starsze na lekcjach historii uczyły się o tym, jak przed wiekami rasa ludzka, przejawiająca wyjątkowo agresywne zapędy, przegrała w wielkiej wojnie ze zjednoczonymi rasami, co okazało się początkiem jej końca.

Akademicy lubowali się w dyskusjach o tym, czy ostatni człowiek umarł trzy i pół, czy może cztery wieki temu. Co jakiś czas ktoś odnajdywał nowe szczątki jakiegoś osobnika, na których podstawie wykonywano mniej lub bardziej sugestywne szkice ludzkich kobiet i mężczyzn.

Tak czy inaczej – jedno było pewne: ludzie nie istnieją.

Słyszał to tyle razy, że prawie w to uwierzył. Pewnie by i uwierzył, gdyby sam nie był człowiekiem.

Ojca nie znał wcale, matkę pamiętał mętnie. Urodziła go gdzieś w miejskich slumsach. Jak zarabiała na ich utrzymanie, mógł się tylko domyślać. Odeszła na tyle wcześnie, by nie zdążyć mu niczego wyjaśnić – i na tyle późno, by powiedzieć coś, co wyjaśnienia wymagało.

„Tak, jesteśmy inny niż wszyscy. Dlatego zapuszczamy włosy, by zakrywały uszy. Dlatego kryjemy twarze za szmatami.”

„Jesteśmy ludźmi. Jesteś człowiekiem.”

Teraz, po kilkunastu latach, wiedział już, co to znaczy.

Nauczył się ukrywać. Nie było to aż takie trudne – szanowani mieszkańcy miasta traktowali żebraków jak powietrze, zaś tym, z którymi dzielił ten los, było w zasadzie wszystko jedno. Nikogo nie obchodziło, kim był zarośnięty, długowłosy mężczyzna w starym płaszczu z kapturem zawsze naciągniętym głęboko na czoło.

Dziś jednak było zupełnie odwrotnie. Szedł przez miasto z odsłoniętą twarzą, tu i ówdzie jeszcze zaczerwienioną od golenia znalezioną w śmietniku brzytwą. Włosy, zwykle zmierzwione, spięte miał z tyłu w koński ogon. Jak zwykle czuł się nieswojo z myślą, że naprawdę tak właśnie wygląda. Jak co roku czuł, że, paradoksalnie, mniej czuje się sobą tego jednego dnia w roku niż w swej codziennej roli mieszkańca ulicy. Mimo to jakaś dziwna siła jak zawsze ciągnęła go na rynek, gdzie obchodzono doroczny Dzień Człowieka.

Jak zwykle, im bliżej centrum miasta, tym więcej mijał „ludzi”. Z początku przebierańcy pojawiali się sporadycznie, z czasem ich grupki gęstniały, by na ulicach prowadzących do rynku zmienić się w istne korowody przedstawicieli różnych ras z nałożonymi na twarze magicznymi maskami. Jedne cechował pewien realizm, inne imitowały raczej znany z opowieści stereotypowy obraz człowieka. Z tłumu co i rusz spoglądały na niego twarze o wykrzywionych złośliwym grymasem obliczach, demonicznych uśmiechach czy ostrych kłach. Inne były względnie podobne do jego własnej – niektóre na tyle, że ich właścicieli można byłoby od biedy wziąć za ludzi, gdyby nie to, że większość zdradzał wzrost. On sam mógłby uchodzić za wyjątkowo wysokiego krasnoluda, wyjątkowo niskiego elfa bądź przedstawiciela którejś z rzadszych ras. Tak czy inaczej, był względnie bezpieczny. Prawdopodobnie był jedyną osobą w tłumie, która wtapiała się weń bez pomocy zaklęcia maski.

Wraz z korowodem dotarł wreszcie do rynku, na którym już rozpoczynały się uroczystości. Brnął przez tłuszczę przebierańców, torując sobie drogę wśród niecierpliwych syknięć i chrząknięć, by wreszcie, jak co roku, dotrzeć niemal pod główną scenę. Stanął obok kobiety w masce z gatunku tych realistycznych – na taki wizerunek najwyraźniej, w mniemaniu tego, kto rzucił zaklęcie, składały się wydatne do przesady kości policzkowe, wygięte w nienaturalnym uśmiechu krwistoczerwone usta oraz niepokojąco wielkie oczy, nad którymi górowała szopa jasnych jak słoma włosów.

– Świetne przebranie –  zagaiła uprzejmie sąsiadka.

– D-dzięki – odparł, jak zwykle nieco skrępowany takimi komentarzami. – Nawzajem.

– Otóż to! – zakrzyknął wesoło konferansjer, jakby wtrącając się do rozmowy. – Panie i panowie, czas na jeden z ważniejszych punktów dzisiejszego wieczoru! Przed nami ogłoszenie wyników konkursu na Miss Dnia Człowieka!

Mężczyzna stłumił ziewnięcie. Może dla wszystkich zgromadzonych było to w jakiś sposób istotne, on jednak nie przepadał za drętwymi przemowami dziewcząt w „ludzkich” maskach, za każdym razem skrajnie nieciekawymi, a zarazem nieodróżnialnymi od poprzednich. Czekał na wielki pokaz fajerwerków, a póki co o wiele ciekawsze było dlań obserwowanie przebranego tłumu.

Coś jednak wyrwało go z transu pełnego obrazów nieproporcjonalnych twarzy i groteskowych grymasów. Burza oklasków skłoniła go, by spojrzał na scenę – i zastygł w bezruchu.

Stał na niej człowiek. Młoda, ludzka kobieta, o twarzy będącej ucieleśnieniem ludzkich proporcji. Pamiętał takie rysy z dzieciństwa. Podobne, choć brzydsze, widywał, gdy przeglądał się w szybach bądź tafli wody.

Nie miał wątpliwości. Podczas gdy na scenie oficjele gratulowali dziewczynie wygranej i komplementowali jej maskę, on nadal trwał w niemej fascynacji, przekonany o słuszności swego odkrycia.

Miss Dnia Człowieka zeszła ze sceny, a on, wiedziony impulsem, znów zaczął mozolną wędrówkę przez tłum. Znów obracały się ku niemu demoniczne twarze, on jednak, niczym w transie, wytrwale parł ku miejscu, gdzie z oczu zniknęła mu dziewczyna.

Jest.

Szła ku stojącemu nieopodal sceny namiotowi, mijając szpaler machających do niej widzów. Zdążył do niego dołączyć, tuż przed płachtą zakrywającą wejście.

Kobieta szła pełnym wdzięku krokiem, co i rusz przystając, by z uśmiechem uścisnąć wyciągniętą do niej z gawiedzi dłoń. Z bliska jej rysy były jeszcze bardziej ludzkie i regularne. Poczuł, jak głos grzęźnie mu w gardle.

Wyciągnął dłoń. Dziewczyna zatrzymała się i ją uścisnęła.

– Ja… Ja… – wykrztusił, ściskając ją chyba zbyt mocno. – Ja… wiem, kim jesteś! – wypalił zachrypniętym z przejęcia głosem. – Jestem taki jak ty…!

Z twarzy dziewczyny na moment zniknął uśmiech. W jej oczach, pięknych, proporcjonalnych, ludzkich oczach, pojawił się błysk niepokoju.

I zrozumienia.

– Nie wiem, o czym mówisz – rzuciła chłodno, po czym szybkim krokiem weszła do namiotu.

 

**

– Myślisz, że to właśnie o to mu chodziło? – zapytał mężczyzna opierający się o podporę namiotu.

– A o co innego? – odparła dziewczyna. – Mówię wam, on wie.

– Świetnie. – Mężczyzna nie skrywał irytacji. – A ostrzegałem, że udział w tym konkursie to proszenie się o kłopoty. Ale kto by mnie tam słuchał.

– Nawet jeśli wie – wtrącił się drugi z mężczyzn. Jego rysy, choć o podobnych proporcjach jak pozostałej dwójki, urozmaicały bruzdy zmarszczek. – To co to właściwie zmienia?

– Nic. – Wzruszyła ramionami dziewczyna. – Gdyby doszło do tego choćby tydzień temu, mogłoby to pokrzyżować nam plany. Ale teraz? Gdy nasi ludzie są już na stanowiskach? Gdy cała dywersja poszła tak, jak zaplanowaliśmy? Wszystko zaszło już zbyt daleko.

– Skoro o tym mowa – rzekł starszy z mężczyzn. – Zaraz się zacznie.

W pobliżu rozległ się huk. Po nim kolejny. Rozpoczynał się wielki pokaz fajerwerków.

Koniec

Komentarze

Acz już widzę parę rzeczy, które trzeba będzie w nim poprawić.

Erp.karonie, może należało najpierw dokonać poprawek i zaprezentować tekst bez usterek?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Eee, “Zdrajca” Ci lepiej wyszedł ;)

Hmmm. To już nie jest otwarte zakończenie, to dopiero początek opowieści.

Bohater przypadkiem poznał tajemnicę dziewczyny, również człowieka. I? Mają się k sobie? Co dziewczyna knuje? Czy bohater im pomoże?

Wykonanie całkiem całkiem.

Babska logika rządzi!

Toż to nie opowiadanie! Nawet nie szort, a zaledwie wstęp/ fragment, sygnalizujący, że właściwa historia dopiero nastąpi.

Sugeruję, Erp.karonie, abyś zmienił oznaczenie na FRAGMENT.

 

Uro­dzi­ła go gdzieś w miej­skich slum­sach. –> Zbędne dopowiedzenie. Czy bywają slumsy wiejskie?

 

„Tak, je­ste­śmy inny niż wszy­scy. –> Literówka.

 

Dla­te­go kry­je­my twa­rze za szma­ta­mi.” –> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

„Je­ste­śmy ludź­mi. Je­steś czło­wie­kiem.” –> Jak wyżej.

 

Jak co roku czuł, że, pa­ra­dok­sal­nie, mniej czuje się sobą… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

za­py­tał męż­czy­zna opie­ra­ją­cy się o pod­po­rę na­mio­tu. –> Jak wyżej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Em, to jest opowiadanie? Podobnie jak “Lepsza wersja” to wygląda jak kawałek wyciągnięty z powieści. Zdecydowanie “Zdrajca” wyszedł Ci najlepiej, bo jest zamkniętą całością.

 

– D-dzięki

Tak się nie da zająknąć. Na początku wyrazu “dzięki” jest miękkie dź, a nie twarde dz, a tym bardziej d. A zająknięcie się jest powtórzeniem głoski czy zespołu głosek (dźwięków), nie liter. Zabawne, bo to drugie dziś wieczór opowiadanie, w którym zwracam na to uwagę…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mała zajawka, która właściwie budzi wiele pytań, ale jeszcze ich nie zadam. Mam nadzieję, że wątpliwości będą rozwiewane kolejnymi tekstami. 

Nie zawsze brzmiała ona identycznie, lecz jej implikacje zawsze były takie same.

Primo: co jest podmiotem tego zdania? Secundo: dlaczego “identycznie” i czy muszą być "implikacje"? W tekście fantasy strasznie zgrzyta taki techniczny język.

 pogrążały się w bogato ilustrowanych książeczkach

Jak już, to w ich lekturze.

 wojnie ze zjednoczonymi rasami

Rasa z rasami. Osobiście nie lubię używania słowa "rasa" zamiast "gatunek", ale usprawiedliwia Cię zwyczaj językowy, chyba.

 nowe szczątki jakiegoś osobnika

Prosto z fabryki :) ale serio, śmiesznie brzmią takie nowe szczątki.

 prawie w to uwierzył

Wystarczy: prawie uwierzył – wtedy nie powtórzy się "to" i będzie ładniej.

 zarabiała na ich utrzymanie

Slumsów?

 inny

Literówka.

 kryjemy twarze za szmatami.

I to nie zwraca niczyjej uwagi? Ponadto – nie wiem, czy taki format dialogów jest prawidłowy, nawet, jeśli chodzi o powtarzanie wypowiedzi z przeszłości. Zbadaj to.

 tym, z którymi dzielił ten los

Parsuje się to tak, że dzielił z nimi los bycia traktowanym jak powietrze. Co nie jest jeszcze takie złe.

 obchodziło, kim był

Kim jest – consecutio temporum.

 Dziś jednak było zupełnie odwrotnie.

Czyli nagle zaczęło to wszystkich obchodzić?

 zaczerwienioną od golenia znalezioną w śmietniku brzytwą

Która wcale nie była tępa i nie pociął sobie oblicza jak rzezimieszek.

 spięte miał z tyłu w koński ogon

Składnia: miał spięte z tyłu w koński ogon. Ponadto – raczej związane ("spięte", i to jeszcze "z tyłu" sugeruje fryzurę typu Barbie, nie długowłosy przystojniacha z fantasy).

 Jak co roku czuł, że, paradoksalnie, mniej czuje się sobą tego jednego dnia w roku

Bałagan składniowy i powtórzenia. W zasadzie poprzednie zdanie mówi to samo, więc to możesz wyrzucić.

 cechował pewien realizm, inne imitowały raczej znany z opowieści stereotypowy obraz

Poza niezręcznością sformułowania (umiarkowaną) – przecież oni nie znają ludzi inaczej, niż z opowieści?

 względnie podobne

Względem czego? Trochę się czepiam, ale nie zawsze to, co słownikowo prawidłowe, jest artystycznie właściwe. Po prostu źle to brzmi.

 gdyby nie to, że większość zdradzał wzrost

Hmm. A może: gdyby nie wzrost?

 był jedyną osobą w tłumie, która wtapiała się weń bez pomocy zaklęcia

Jakieś to takie. Nie teges. Próbuję nie być gołosłowna, ale trudno mi uchwycić, co tu jest nie tak.

 Brnął przez tłuszczę

Czemu mamy nie lubić mieszkańców miasta? To może być to, o co Ci chodzi, ale uzasadniasz to gdzieś?

 drogę wśród niecierpliwych syknięć

Syknięcia w odwecie następowały mu na stopy :)

 w masce z gatunku tych realistycznych…

Zaraz, to te nierealistyczne jak wyglądają? Jak z anime? Opis maski trochę pospieszny.

 zakrzyknął wesoło konferansjer, jakby wtrącając się do rozmowy

Nie musisz tego zaznaczać, widać z samego dialogu.

 skrajnie nieciekawymi

Hmm. "Nieciekawy" jest słabsze niż "nudny", a wzmacnianie go daje mętlik. Jak nudne one w końcu były? I to "zarazem" – wskazuje na niezależną cechę, ale jeśli wszystkie przemowy są takie same, to chyba właśnie dlatego są nudne, nie?

 póki co o wiele ciekawsze było dlań

"Póki co" i "dlań" w jednym zdaniu? Zderzenie dwóch stylów rzadko dobrze wygląda.

 Coś jednak wyrwało go z transu…

Nie wiem, czy warto to zaznaczać i odsuwać w czasie opis samej sytuacji.

 groteskowych grymasów

Aliteracja w polszczyźnie źle brzmi.

 skłoniła go, by spojrzał na scenę – i zastygł w bezruchu.

Burza oklasków skłoniła go do zastygnięcia?

 ludzka kobieta

Anglicyzm.

 wiedziony impulsem

Hmm.

 znów zaczął mozolną wędrówkę przez tłum

Jakieś to rozwlekłe.

 gdzie z oczu zniknęła mu dziewczyna

Składnia: gdzie dziewczyna zniknęła mu z oczu. Bo to dziewczyna jest najważniejsza, nie oczy.

 szpaler machających do niej widzów

Przecież jest ścisk? Czy stoi tam jakaś barierka, bo to sugerujesz?

 szła pełnym wdzięku krokiem

A może opisz go jakoś bardziej dotykalnie?

 wyciągniętą do niej z gawiedzi dłoń

Czyli mamy nie lubić tutejszych?

 pięknych, proporcjonalnych, ludzkich oczach

Wiesz co, tylko piękno jest w oku patrzącego, a jego doceniania w jakiejś mierze się uczymy. Jeśli facet całe życie widzi wokół siebie nieludzkie twarze, to albo poznaje w niej to piękno dzięki anamnezie, albo to instynkt przedłużenia gatunku ;)

 Jego rysy, choć o podobnych proporcjach jak pozostałej dwójki, urozmaicały bruzdy zmarszczek.

Bruzdy były urozmaicane przez rysy? I co mają zmarszczki do proporcji?

 

Jest tu jakiś pomysł, choć wykazujący potencjał do stoczenia się w gadżet. Fragment wydaje mi się nieźle zapowiadać coś na przyszłość – ale jest krótki i wszystko jeszcze przed Tobą. Zobaczymy.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Nowa Fantastyka