- Opowiadanie: tomaszg - Kultura to bzdura

Kultura to bzdura

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Kultura to bzdura

W poniedziałek w szkole podstawowej numer sześćdziesiąt cztery trwała długa dwudziestominutowa przerwa. Młodsze dzieciaki biegały i krzyczały, a starsze wymieniały plotki albo odsypiały imprezy, na których były w weekend.

– Czego się uczysz? – zapytał się Jasio swojego kolegę, klasowego kujona Patryka.

– Czytam Kochanowskiego. I wiesz co? Koleś pisał nawet z sensem.

– Kochanowski? No pokaż.

„Niechaj narodowie wżdy postronny znają, iż Polacy nie gęsi, wszystko w dupie mają".

– Życiowe.

– Nooo…

Zadzwonił dzwonek, który oznaczał koniec tej sielanki i małolaty powchodziły do znienawidzonych salek, w których miały spędzić kolejne nudne czterdzieści pięć minut swojego młodzieńczego życia, które dopiero się rozkręcało.

I tak właśnie w klasie 3M rozpoczęła się lekcja historii.

– Dzieci, otwórzcie czytniki na deklaracji niepodległości.

Maluchy spojrzały się buntowniczo, ale posłusznie włożyły prawe nadgarstki wewnątrz czytników umieszczonych w ławkach, które były połączone z ekranami służącymi do wygodnego czytania.

Tak działo się od kilkudziesięciu lat.

System działał niezawodnie i pozwalał na wyeliminowanie ciężkich plecaków i wymówek, że ktoś zapomniał jakiejś książki.

– Jasiu, przeczytaj nam proszę część pierwszą – powiedziała młoda pani nauczycielka, do której regularnie wzdychała męska część każdej klasy.

„DEKLARACJA NIEPODLEGŁOŚCI ZŁOŻONA 4 LIPCA 1776 ROKU PRZEZ PRZEDSTAWICIELI STANÓW ZJEDNOCZONYCH AMERYKI NA GENERALNYM KONGRESIE.

Ilekroć wskutek biegu wypadków koniecznym się staje dla jakiegoś narodu, by zerwał więzy polityczne łączące go z innym narodem i zajął wśród potęg ziemskich oddzielne i równorzędne stanowisko, do którego upoważniają go prawa natury i jej Bóg, to właściwy respekt wymaga, aby naród ten podał powody, które zmusiły go do oderwania się. Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi…” – Powoli sylabizował krościaty chłopiec, który przed chwilą intensywnie myślał co zrobiłby z panią, gdyby utknęli w windzie między piętrami.

– Wystarczy. „Wszyscy ludzie są równi”. To była rewolucja, która znalazła wielu zwolenników. Był jednak problem z niewolnikami i kolorowymi. To o nich toczyła się wojna secesyjna, to oni byli gorzej traktowani aż do dwudziestego wieku. O tym będziemy się jeszcze uczyć, teraz interesuje nas deklaracja niepodległości. Stany Zjednoczone nie były jedynym państwem, które w tamtym czasie walczyło o prawa ludzi. Na następną lekcje poczytajcie sobie o Francji i Polsce.

***

– Co dzisiaj robiliście w szkole?

– Zajmowaliśmy się deklaracją niepodległości. Czy wiedziałeś, że już wtedy określono podstawowe zasady?

– Co ty mówisz synu?

Podeszli do czytnika domowego i przeczytali:

„Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi…”

– No w sumie masz rację synu, ucz się tak dalej, jestem z ciebie dumny.

***

– Jasiu, przeczytaj proszę swoją pracę domową.

– „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że prawie wszyscy ludzie stworzeni są równymi…”

– Stop, pała. – Pani nauczycielka przerwała uczniowi. – To wypaczanie historii. Małgosiu, przeczytaj proszę, jak brzmiał początek deklaracji.

– „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że prawie wszyscy ludzie stworzeni są równymi…”

Pani spojrzała się z niedowierzaniem, potem szybko sprawdziła swoją wersję, która wyglądała dokładnie tak samo.

Nie wiedziała co powiedzieć i kazała przerwać lekcję, na co dzieci zareagowały ogromnym entuzjazmem.

***

– Jasiu, jak twoje wypracowanie?

– Dostałem pałę, ale później ją wykreślono, bo wyszło na to, że pani coś się wydawało.

– A z czego?

– Deklaracja niepodległości.

„Stara prukwa, pewnie nie ma chłopa i mózg się jej lasuje” – pomyślał ojciec i powiedział na głos. – Pokaż no to wypracowanie.

Młody poszedł po tablet, tymczasem ojciec włożył swój chip do domowego czytnika, na ktorym mogl przeczytać z synem:

„Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi…”

– No właśnie, tu jest problem. Napisałem w wypracowaniu, że prawie wszyscy ludzie są równi. Zobacz tato, że tak mam u siebie.

Syn włożył rękę do czytnika i rzeczywiście jego wersja miała słówko „prawie”. Spojrzeli zdumieni po sobie. Ojciec ponowił próbę ze swoją ręką i zobaczył, że taka sama wersja widnieje u niego.

– Coś jest mocno nie tak, będzie trzeba zareklamować ten czytnik, zajmę się tym jutro.

Następnego dnia ojciec udał się do Ministerstwa Kultury. Był wiedziony ciekawością i czymś jeszcze czego nie potrafił zdefiniować. Nie wiedział co to było, ale poczuł się cudownie.

Punkt przyjęcia interesantów w budynku Ministerstwa wyglądał na bardzo nowoczesny i doskonale zorganizowany.

„Serce rośnie” – pomyślał ojciec, gdy siadał naprzeciwko urzędniczki dosłownie trzy minuty później po wzięciu numerka.

– Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – zapytała się prześliczna dziewczyna z długim warkoczem.

– Dzień dobry, mój czytnik źle działa.

– Co sie dzieje?

– Jakieś przekłamania w tekstach.

– Dziwne, nie pamiętam żebyśmy mieli takie zgłoszenia. No nic, czy może mi pan podać adres?

– Konwaliowa pięć.

– Dziękuję za zgłoszenie i przepraszam za niedogodnosci. Jutro przyjedzie do państwa technik. Może być osiemnasta?

– Tak.

– Doskonale. Czy mogę w czymś jeszcze pomóc?

– Nie to wszystko, dziękuję i do widzenia.

– Do widzenia

***

– Czytnik działał właściwie poprawnie, na wszelki wypadek wymieniłem go na nowy moduł, proszę o sprawdzenie. – Starszy mężczyzna w błękitnym kombinezonie pracownika rządowego uśmiechnął się przyjaźnie i zachęcił ojca, żeby sprawdził tekst.

„Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że prawie wszyscy ludzie stworzeni są równymi…”

Ojciec popatrzył się zdezorientowany.

– Ten tekst dalej się nie zgadza.

– Co pan mówi.

Sprawdzili tekst technika i okazało się, że jest identyczny.

– Może moja pamięć jest nieten tego – stwierdził ojciec.

– Zawsze możemy sprawdzić w Bibliotece Kongresu.

– A co pan nie powie? A zna pan adres?

– Wu wu wu kropka archiwes kropka gow.

– OK, jest, już powiększam.

– „almost equal”, patrz pan tyle lat myślałem, że jest inaczej, ale na starość się jeszcze czegoś dowiedziałem – powiedział ojciec i dodał. – Człowiek się uczy całe życie.

– Zapewne – podsumował technik.

***

W podręcznikach historii koniec XX wieku i początek XXI wieku zostały określone jako "ciemne czasy". W przeciwieństwie do okresu trwającego od końca V wieku do połowy X wieku nie był to jednak okres, w którym upadła kultura, tylko przedział czasowy, w którym nie zapisano trwale wielu informacji albo zostały one na zawsze ukryte.

Było wtedy wiele dyskusji na temat tego, że ludzie kradną i pojawiały się kolejne regulacje, które zupełnie nie nadążały za rozwojem technologii. Po „madkach” pojawili się „ardyści z Internetu” którzy w zamian za judaszowe srebrniki raz za razem wylewali dziecko z kąpielą. Dzięki nim zamykano nie tylko ludzi, ale również kolejne niekomercyjne biblioteki, które próbowały ratować co sie dało.

Taśmy z misji Apollo. Doctor Who. Sztuki. E-booki. Kultowe gry oryginalnie chronione DRM. Obrazki z płyt CD+G. Programy, które rozwinęły rynek.

To zginęło w odmętach czasu i dlatego wiedza o tym okresie stała się mocno fragmentaryczna.

Mnogość formatów i degradacja nośników spowodowały, że naukowcy w końcu sięgnęli do wzorców matki natury i zaczęli kodować dane w helisie DNA.

Miało to tak dużo zalet, że stosunkowo szybko się upowszechniło i wyparło większość innych metod zapisu.

Przez długi czas spierano się co należy uznać za dziedzictwo narodowe i jak należy zapisywać kolejne dzieła tak żeby mogli je odczytać również potomni:

– Jakich formatów użyć?

– Czy zmieniać je w miarę jak powstają nowe?

– Czy zapisywać każdą wersję czy tylko wybrane?

– Czy utwór w innym formacie jest dalej tym samym utworem czy traci swoje cechy?

– Co zrobić z formatami które wymagają przełamania zabezpieczeń? I tymi dla których serwery z licencją już nie działają?

Badania przyspieszyły zwłaszcza wtedy, gdy zaczęto cenzurować nawet „Deklarację niepodległości”.

W 2152 ostatecznie wprowadzono ustawy nakazujące wszczepianie każdemu obywatelowi pojedynczych komórek z zawartością takiej ilości materiałów jak to tylko możliwe i karzące śmiercią każdego kto zmieniał ich treść.

Chciano uniknąć takich skandali jak ten z niesławnymi DRMami, które polegały na sprzedawaniu za grube pieniądze celowo uszkadzanych kopii dzieł. Każda z nich była unikalna i różniła się od oryginału co najmniej kilkoma wyrazami, co nie pozwalało w pełni smakować kunsztu autora dzieła i wprowadzało zamęt przy cytowaniu jego fragmentów.

Było to jeszcze gorsze niż to co zrobił nowy YouTube, w którym potajemnie zmieniano elementy filmów tak aby te służyły konkretnej ideologii.

Ludzie wraz z zapisem DNA otrzymali nieograniczony dostęp do kultury, a firmy dostały nowe rodzaje ulg podatkowych w zamian za udostępnianie znanych dzieł do domeny publicznej.

W czeluściach Internetu można znaleźć informacje o tym jak rząd manipuluje zawartością bibliotek, które wszczepia obywatelom.

Wiara w to, że ciężko jest zmienić miliardy kopii zapisane w pojedynczych kroplach, powoduje, że nikt nie bierze tego na poważnie.

A jeżeli wszystkie kopie zostały zmienione, to… czy dzieło jest dalej tym samym dziełem?

Koniec

Komentarze

Doctor-Who

Po co myślnik?

 

Tomaszu, drugi tekst z rzędu o podobnej tematyce i nadal nie przyjmuje formy pełnoprawnego opowiadania. Szkoda, bo zajawki tematyczne w pierwszym tekście, który przeczytałam, jak i tym są ciekawe. Nie są jakoś super odkrywcze, ale mogą być bazą do czegoś ciekawego. Więc usiądź przed kompem i skleć opowiadanko czy szorta, bo teraz to tylko szkice.

Tomaszug, skoro nie zauważasz komentarzy czytelników, nie widzę powodu, aby zamieszczać tu kolejny.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To fabularyzowany felieton? Tekst z bloga?

No, jest kawałek świata, ale brakuje fabuły. Ot, ktoś w międzyczasie ocenzurował Deklarację Niepodległości. Albo zdanie historyków na ten temat się zmieniło. Kiedy chodziłam do szkoły, w naszym Układzie Słonecznym było dziewięć planet…

Maluchy spojrzały się buntowniczo, ale posłusznie włożyły prawe nadgarstki wewnątrz czytników umieszczonych w ławkach,

Dyskryminacja leworęcznych! IMO, nie można włożyć wewnątrz. Można włożyć do środka. Tak czy siak, nasuwa makabryczne skojarzenia. I chyba nie jest wygodne – przy czytaniu trzeba ciągle trzymać rękę w jednej pozycji.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za uwagi. Będę zapewne uaktualniał stopniowo ten i kolejne teksty (będzie się pojawiać wersja w tytule) i je rozbudowywał.

Mogę napisać to samo, co przy poprzednim tekście. Kronikarski kawałek, bez emocji. I raczej mnie też przez to nie obszedł. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Widzę tu pomysły, para rozważania o kierunku rozwoju, cień głębszej myśli o stabilności tego czym jest nasza wiedza o przeszłość, ale nigdzie nie znalazłem atrakcyjnego opowiadania, które mogłoby w sobie przemycać, uświadamiać czytelnikowi w przystępnej formie te zacne elementy. Myśl jest ale brakuje formy, jej artykulacji… Owocnych przemyśleń życzę :)

Nowa Fantastyka