- Opowiadanie: Maria Fuks - Negocjacje ze Śmiercią

Negocjacje ze Śmiercią

Z racji tego, że w sklepach powoli zaczyna się przedświąteczny szał, chcę zwrócić waszą uwagę na nieco inne oblicze Bożego Narodzenia. “Wesołych  Świąt” należy życzyć wszystkim, prawda?

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Negocjacje ze Śmiercią

W niebie panował pewien dziwny zwyczaj, polegający na tym, że każdy nienarodzony człowiek musiał odbyć w cztery oczy rozmowę ze Śmiercią. Rozmowa ta dotyczyła sposobu jego zgonu.

Akurat zbliżała się pora Świąt Bożego Narodzenia, tak więc Śmierć postanowiła zrobić w swoim banku świąteczne porządki. Wyrzuciła z zaplecza zakurzone kościotrupy, których używała jeszcze na Halloween. W połowie drogi do śmietników na podwórku wpadł jej jednak do głowy znacznie lepszy pomysł. Wróciła więc do banku, wystroiła szkielety w czapki bożonarodzeniowe i postawiła przed wejściem. Tak, pomyślała, to na pewno przyciągnie klientów.

Obowiązkowa rozmowa ze Śmiercią nie należała do rzeczy najprzyjemniejszych. We wnętrzu jej banku śmierdziało octem, koperkiem ( Śmierć uwielbiała kiszone ogórki) oraz zniczami, zajmującymi dosłownie każdą wolną przestrzeń. Nikt nie lubił też spacerować po kafelkowej podłodze, na której wyświetlały się kolejno: wielka przepaść, paszcza rekina czy oblicze zdenerwowanej teściowej, czyli, jak wiadomo, trzy najokropniejsze rzeczy na świecie. Krótko mówiąc, każdy nienarodzony człowiek chciał mieć to jak najszybciej ze sobą.

Tajemnicą tej kafelkowej podłogi był zawieszony na suficie mały rzutnik, za pomocą którego Śmierć bawiła się emocjami przychodzących do niej ludzi. Śmierć uwielbiała nowinki technologiczne, ale jeszcze bardziej uwielbiała kiszone ogórki.

Tak więc kiedy Śmierć ozdobiła swój bank uśmiechniętymi od ucha do ucha czaszkami w czapkach z pomponikami, wychudzonymi reniferami czy najnowszym wynalazkiem – Zombie Mikołajem, przyszedł czas na Coroczną Gwiazdkową Wyprzedaż. Przed Wigilią do banku zawsze ustawiały się kolejki. Każdy, ze względu na świąteczną porę liczył na jakąś zniżkę w rodzaju pięciu gratisowych lat życia, zmniejszonego guza czy zamortyzowanego uderzenia o maskę samochodu, w wyniku którego miał zginąć. Śmierć bardzo niechętnie rozdawała te bonusy, ale otrzymała takie polecenie odgórnie. A, jak wiadomo, z Bogiem się nie dyskutuje.

W tym roku Śmierć postanowiła postawić na klasykę. Wydobyła z zakurzonej Księgi Wyprzedaży starą, zapomnianą już promocję: szybki wystrzał z pistoletu i koniec. O takim zgonie można było pomarzyć.

– Każdy chce umrzeć szybko i bezboleśnie – mamrotała pod nosem Śmierć, wywieszając ofertę na drzwiach banku. – Ludzie nawet nie wiedzą, jak bardzo ograniczają moje możliwości. Marnują mój talent! Nie po to przecież studiowałam rozmaite techniki zadawania bólu, nie po to zakuwałam Popadanie w żałobę dla początkujących

– Pani coś mówiła? – odezwał się Piotr Ciemność, który pomagał Śmierci prowadzić bank. Zajmował się właśnie wyganianiem ciekawskich aniołków spod drzwi banku. – To nie miejsce dla was, fruwacze! Zmykać mi prędko do Betlejem, ale to już! Musicie tam odegrać tę całą szopkę. Zapomnieliście?

Aniołki rozpierzchły się, kiedy tylko Piotr Ciemność syknął na nie złowieszczo.

– Mówiłam – podjęła Śmierć. – że nie bardzo podoba mi się ten pomysł ze strzałem w głowę. Gdzie tu miejsce na choroby? Wybitnie się starałam, żeby urozmaicić tę dziedzinę w ostatniej dekadzie.

– Och, nie wątpię, nie wątpię – przytaknął usłużnie Ciemność. – Niech mi pani poda tę taśmę. Sam to przykleję. Pani ma za długie paznokcie.

Rzeczywiście, Śmierć miała szalenie długie paznokcie, ale poza tym była dość niechlujna. Śmierdziała jak jedna wielka popielniczka. Uwielbiała też popijać rozmaite trucizny. Zawsze najbardziej upajała się faktem, iż mimo okropnego smaku jej nie szkodziły.

– Za kilka minut otwieramy! – krzyknął jej drugi pomocnik, Sen Umarlaka, z głębi banku. – Proszę się przygotować, a ja tu w tym czasie posprzątam!

Sen Umarlaka miał wielkie, okrągłe jak księżyc oczy i hipnotyzujący uśmiech. Śpiączka to jego działka. Był bardzo użyteczny, ale uwielbiał się rządzić i to właśnie najbardziej irytowało Śmierć. Stanowiła ona podręcznikowy wręcz przykład egoistki.

– Proszę niczego nie dotykać. Już idę.

Śmierć zostawiła uwijającego się przy plakacie Piotra Ciemność i wkroczyła do banku, w którym wprost pachniało Bożym Narodzeniem – jeśli w ogóle można się było tak wyrazić o zakładzie prowadzonym przez Śmierć. Zasiadła po drugiej stronie okienka, poprawiła ciemne okulary ( nienawidziła światła) i rozkazała Snowi Umarlaka otworzyć wejście dla klientów.

– Zostaw mi te przeklęte lampiony, Umarlak! – zaskrzeczała. Miała głos jak skrzypiąca szafa.–  Otwórz drzwi i schowaj się na zapleczu! Jesteś odrażający!

– I kto to mówi – mruknął Sen Umarlaka pod nosem. Śmierć była trochę przygłucha, ale miała za to doskonały wzrok i węch. Mawiała, że wie, jak pachnie rozpacz.

Umarlak wykonał  polecenie przełożonej i skrył się w cień. Śmierć zaczęła tymczasem przyjmować pierwszych klientów.

Nienarodzeni wyglądali zazwyczaj jak dorośli. Później, kiedy ich dusze były przenoszone w ciała, stawali się maleńkimi, nieświadomymi niczego dziećmi. Zapominali także o swojej wcześniejszej rozmowie ze Śmiercią.

Pierwszy w kolejce był łysy mężczyzna około trzydziestki, tak niski, że musiał stawać na palcach, aby dorównać Śmierci.

– Witam – ziewnęła Śmierć, myśląc o kolejnym nudnym popołudniu. – Bank Kościana Skarpa, udzielamy pożyczek na czas określony, oprocentowanie 0,5% zgodnie z regulaminem Międzyczyśćcowego Traktatu o Współpracy Nieba i Piekła, magister inżynier Sasha Kwiatkowska, dla przyjaciół i innych Śmierć, do usług.

– Przepraszam – niski człowieczek najwyraźniej nie dosłyszał końcówki. – Czy mógłbym prosić o jakieś krzesło czy coś w tym rodzaju? Strasznie niewygodnie stoi się na palcach.

– Oczywiście – nagle z cienia wynurzył się Sen Umarlaka, podstawiając gościowi taborecik na kościanych nóżkach.

 Śmierć obdarzyła Umarlaka spojrzeniem zabójczym jak u bazyliszka.

– A więc kontynuujmy – ciągnęła, zaglądając do swojego czarnego notesu, w którym miała zapisane tak zwane „rekomendacje”. Bóg nie zostawiał jej całkowicie wolnej działki, o nie. – Pan Albert Kieszonkowski, czy tak? Przyszły prezes firmy Nokia we Wrocławiu, mąż dziesięć lat starszej Sabriny i ojciec dwójki chłopców… Tak, mam tu na pana zapisane: zgon poprzez zadławienie się skórką jabłka. Karetka przyjeżdża zbyt późno, bo pańska żona słucha muzyki w kuchni, a dzieci bawią się na dworze… zgon przewidywany w niedzielę dwudziestego drugiego lipca w wieku trzydziestu jeden lat. Wcześniejsze choroby: kilka ataków astmy, skłonność do przeziębień. Co pan sądzi?

– Hm… – Albert Kieszonkowski podrapał się po brodzie. – Myślę, że taboret, który dostałem, jest nad wyraz niewygodny, w związku z tym, w gratisie za te małe niedogodności, mógłbym może dostać kilka dodatkowych lat? Bo ja wiem, może z pięć…

Śmierć jęknęła.

– O nie, to popsuje całą moją koncepcję. Żeby było dramatyczniej, sprzątnęłabym pana już w wieku dwudziestu dziewięciu lat, ale wtedy nie byłby pan jeszcze prezesem firmy. Nie, nie, w wieku trzydziestu sześciu lat będzie panu grozić rywal w biznesie. Gdybym pana wtedy nie wzięła, musiałby pan się za nim uganiać, aż w wyniku nieszczęśliwego splotu wydarzeń zostałby pan uznany za zawodowego mordercę…

– No to może chociaż roczek – podsunął Kieszonkowski.

Śmierć podrapała się po obwisłej twarzy pełnej zmarszczek.

– Hm, na roczek mogłabym się zgodzić – przytaknęła. – Tylko że wtedy musielibyśmy zamienić jabłko na śliwkę, co pan na to?

– Śliwki? E, nie lubię śliwek. – skrzywił się Kieszonkowski. – Ale w drodze wyjątku…

– Bardzo dobrze, a więc zakrztusi się pan śliwką – postanowiła Śmierć i zaznaczyła wybraną opcję w notesie. – A teraz sprawa samego kredytu. Widzi pan, cały nasz biznes polega na tym, że pożyczamy panu życie, dajemy – w pana przypadku – trzydzieści jeden lat na wyłączność. Kiedy już się pan znajdzie na ziemi, może pan robić co się panu żywnie podoba. Pokuty za grzechy i te inne spłaca pan Bogu – to jedynie przecznicę dalej, prosto i w lewo, mój sługa pana pokieruje – a mnie, w zamian za darowane panu życie, pozwala pan… hm, wpuszczać w pana ciało różne choroby, kreować pana wady, problemy, nieprzyjaciół. Przez całe trzydzieści jeden lat spłaca pan pożyczkę, którą bierze pan teraz.

– A co z oprocentowaniem?

– Jak to co?

– No… – Kieszonkowski zmarszczył nos. – Jest duże czy małe, jak to wygląda?

Śmierć przewróciła oczami, a raczej wykonała ruch, który byłby z pewnością przewróceniem oczami, gdyby w ogóle miała oczy. Śmierć patrzyła swoimi okularami przeciwsłonecznymi. Nie dość, że dobrze nimi widziała, to jeszcze wystrzałowo wyglądała.

– Jak już mówiłam, panie Kieszonkowski, oprocentowanie 0,5% z trzydziestu jeden lat, to znaczy zabieram półtora roku pańskiego życia na żałobę, problemy z wychowaniem dzieci, coś w tym rodzaju, rozumie pan? Półtora roku z trzydziestu jeden lat, to chyba nie jest aż tak źle, co nie?

– Mogłoby być lepiej – uznał Kieszonkowski. – Daję pani maksymalnie pół roku.

– Ja tu ustalam warunki, panie Kieszonkowski – warknęła Śmierć, uderzając pięścią w stół. Bardzo nie lubiła takich świętoszków. – Może się pan ze mną targować, proszę bardzo, ale musi pan pamiętać o jakiejś… no, kulturze negocjacji.

– Ależ ja żyję jedynie trzydzieści jeden lat! – jęknął klient. – Gdyby to było dłużej, to pal licho, ale tak krótko… nie, nie ma mowy.

– Drogi panie Kieszonkowski – zaczęła Śmierć niebezpiecznie spokojnym tonem. – Jeśli ma pan być w żałobie, to minimum okrągły rok, tak? Niech pan zapomni o tych głupich sześciu miesiącach. Rok, inaczej zamienię śliwkę na dwie śliwki.

– Nie, proszę nie zamieniać! Dobrze, niech już będzie ten rok.

Śmierć zatarła ręce w czarnych rękawiczkach.

– A więc postanowione – znów zapisała coś w notesie. – Myślę, że jesteśmy umówieni. Proszę teraz podpisać tutaj.

Podsunęła mu umowę z wydzielonym miejscem na podpis. Całe trzydzieści jeden punktów zapisane było drobnym druczkiem.

– Hm… czy te trzydzieści jeden punktów to przypadek? – spytał klient.

Śmierć zagulgotała niczym poruszające się bagno, co miało pewnie przypominać śmiech.

– Ależ skąd, drogi panie. To trzydzieści jeden lat pańskiego życia, rozpisanych po kolei.

– Po kolei? W takim razie dlaczego pani powiedziała, że na ziemi mogę robić to, co zechcę? Przecież właśnie czytam swój życiorys. Jak to możliwe?

– Drogi panie Kieszonkowski – Śmierć uśmiechnęła się z politowaniem. – Po opuszczeniu nieba zapomni pan o wszystkim, co się tutaj działo. A jeśli ktoś o tym panu opowie, z pewnością uzna go pan za wariata.

Koniec

Komentarze

Liczebniki zapisujemy słownie. Dodatkowe spacje są w nawiasach.

 

Sam w sobie pomysł mógłby sugerować absurdalne klimaty, ale dyskusja duszy ze Śmiercią jest mało przekonująca. A nie ukrywam, że takie podejście do sprawy nie jest jakoś specjalnie mi bliskie. Za bardzo to wszystko “ziemskie”. Gdybyś Mario jednak bardziej postawiła na pewną przesadę, tekst zyskałby. a tak teraz jest bezbarwny. 

No cóż, opowiadanie odebrałam jako próbą opowiedzenia przydługiego dowcipu, niestety, dość wątłego i, mimo obecności pani Śmierci, mało fantastycznego. Przeczytałam bez większej przykrości, ale i bez satysfakcji.

 

( Śmierć uwiel­bia­ła ki­szo­ne ogór­ki) –> Zbędna spacja po otwarciu nawiasu.

 

wiel­ka prze­paść, pasz­cza re­ki­na czy ob­li­cze zde­ner­wo­wa­nej te­ścio­wej, czyli, jak wia­do­mo, trzy naj­okrop­niej­sze rze­czy na świe­cie. –> Żarty z teściowej już dawno przestały śmieszyć. :(

 

– Mó­wi­łam – pod­ję­ła Śmierć. – że nie bar­dzo po­do­ba… –> Zbędna kropka po didaskaliach.

 

Miała głos jak skrzy­pią­ca szafa.–  Otwórz drzwi… –> Brak spacji po kropce.

 

( nie­na­wi­dzi­ła świa­tła) –> Zbędna spacja po otwarciu nawiasu.

 

udzie­la­my po­ży­czek na czas okre­ślo­ny, opro­cen­to­wa­nie 0,5% zgod­nie z re­gu­la­mi­nem… –> …udzie­la­my po­ży­czek na czas okre­ślo­ny, na pół procent, zgod­nie z re­gu­la­mi­nem…

Liczebniki zapisujemy słownie i nie używamy symboli, zwłaszcza w dialogach. Ten błąd pojawia się jeszcze w dalszej części tekstu.

 

– Prze­pra­szam – niski czło­wie­czek naj­wy­raź­niej nie do­sły­szał koń­ców­ki. –> – Prze­pra­szam.Niski czło­wie­czek naj­wy­raź­niej nie do­sły­szał koń­ców­ki.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sam pomysł Śmierci jako bankierki niezły. Detale tej roboty fajnie pomyślane. Ale z rozmowy z pierwszym klientem nic nie wynika. Ani puenty nie ma, ani morału, ani przemiany bohatera…

– Bank Kościana Skarpa, udzielamy pożyczek na czas określony, oprocentowanie 0,5% zgodnie z regulaminem

Liczby w beletrystyce raczej piszemy słownie, zwłaszcza w dialogach. Tak samo skróty i znaczki, jak %. Półtora z trzydziestu jeden to pół procenta? Bliżej pięciu, tak na oko.

Babska logika rządzi!

W niebie panował pewien dziwny zwyczaj, polegający na tym, że każdy nienarodzony

Dobrze by było to skrócić: W niebie panował dziwny zwyczaj – każdy nienarodzony… I uwaga – założenie metafizyczne (że dusze nienarodzone pętają się gdzieś przed wcieleniem). Poza tym Niebo jako Raj piszemy dużą literą.

 odbyć w cztery oczy rozmowę

Idiom: odbyć rozmowę w cztery oczy.

 Rozmowa ta dotyczyła sposobu jego zgonu.

Mało naturalne.

 Śmierć postanowiła zrobić w swoim banku

… banku?

 używała jeszcze na Halloween

Święto pogańskie, przez Kościół źle widziane.

czapki bożonarodzeniowe

Znaczy, a'la Krasnal Coca-Cola?

 przyciągnie klientów

Przecież oni nie przychodzą z wyboru? I tak muszą przyjść?

 nie należała do rzeczy najprzyjemniejszych

Skasowałabym "rzeczy" – nic nie dają.

 kafelkowej podłodze

A nie "wykafelkowanej"? Poza tym nienarodzeni chyba jeszcze nie wiedzą, że te okropności są okropne, ale odpuszczam, bo widzę, że to dowcip.

 Każdy, ze względu na świąteczną porę liczył

Nienaturalne. Może tak: W Święta każdy liczył… I – wyprzedaż w banku?

 zamortyzowanego uderzenia o maskę samochodu, w wyniku którego miał zginąć

To zamortyzowane uderzenie miało go zabić? Żeby się dłużej męczył?

 otrzymała takie polecenie odgórnie

Mało naturalne.

 Wydobyła z zakurzonej Księgi Wyprzedaży starą, zapomnianą już promocję

To brzmi, jakby promocja była czymś materialnym.

 szalenie długie paznokcie, ale poza tym była dość niechlujna

To się ani trochę nie wyklucza (nie guglaj, mdłości gwarantowane).

 mimo okropnego smaku jej nie szkodziły.

To nie smak szkodzi…

 Śpiączka to jego działka

Jo, ale co to ma za znaczenie w tym miejscu?

 Stanowiła ona podręcznikowy wręcz przykład

Jakieś to niezgrabne. Wyrzuciłabym na pewno "ona".

 uwijającego się przy plakacie

A ile uwijania wymaga przyklejenie plakatu?

 aby dorównać Śmierci

Czemu miałby jej dorównywać i czym? To Ignotus Peverell?

 udzielamy pożyczek na czas określony

Pożyczek?

 Międzyczyśćcowego Traktatu o Współpracy Nieba i Piekła

Hę? Traktatu między czyśćcem, a… czym?

 Sasha Kwiatkowska

I musi być z angielska?

 spojrzeniem zabójczym jak u bazyliszka

Skróciłabym: spojrzeniem bazyliszka. Czasem lepiej się zdać na domyślność czytelnika.

 Bóg nie zostawiał jej całkowicie wolnej działki

Idiom: wolnej ręki.

 w gratisie za te małe niedogodności

Gratis to bezpłatny dodatek, a nie rekompensata.

No to może

No, to może.

 E, nie lubię śliwek.

Jeszcze nie próbowałeś :P Założenie metafizyczne: anamneza.

 pożyczamy panu życie

… what? Nie powiem, oryginalne, ale w poważnym tekście spadłabym na to jak tona cegieł.

 wykonała ruch, który byłby z pewnością przewróceniem oczami, gdyby w ogóle miała oczy

Abstrakcyjne.

 patrzyła swoimi okularami przeciwsłonecznymi

Przed chwilą chroniły ją przed światłem.

 Bardzo nie lubiła takich świętoszków.

Czemu świętoszków? Facet nie jest świętoszkiem, tylko się stawia.

żyję jedynie trzydzieści jeden lat!

Chyba: będę żył (albo pożyję) tylko trzydzieści jeden lat.

 inaczej zamienię śliwkę na dwie śliwki

I co to za różnica? Umrze tak, czy siak.

 z wydzielonym miejscem na podpis.

Wyznaczonym.

takim razie dlaczego pani powiedziała, że na ziemi mogę robić to, co zechcę? Przecież właśnie czytam swój życiorys. Jak to możliwe?

Problem wolnej woli. Sprowadzony do pointy. Dobrze, że to komedia…

 

Groteskowy humor nie na mój gust. Powtarzasz błąd interpunkcyjny – spację na początku nawiasu ( o, tak), kiedy powinno być (właśnie tak).

Wydaje mi się, że nie miałaś konkretnego planu, siedziałaś tylko nad kartką (komputerem) chichrząc się radośnie. Nic w tym złego, ale skończony tekst powinien być chyba bardziej konsekwentny. A tak – to kabaret.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Marudzicie :). Babolków sporo, to fakt.

Ale mnie się spodobała taka Śmierć – spętana biurokratycznymi przepisami, nie mogąca rozwinąć swoich zdolności i przez to sfrustrowana. Chętnie poczytałbym jakieś inne opowiadanie z Nią w roli głównej, bo ten Kieszonkowski jakiś miałki i ciut pretensjonalny jest.

Ale jak na pierwszy raz – całkiem, całkiem.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Opowiadanie spodobało mi się. Krótka, zabawna historyjka z ciekawie zarysowaną  Śmiercią. Koncept na Niebo i bank fajne. Również chętnie poczytałabym jeszcze o bohaterce smiley

Dziękuję za budujące komentarze. Fakt, wielu rzeczy nie dopatrzyłam– następnym razem będę sprawdzać uważniej. Szkoda, że nie wszyscy poczuli groteskowy humor, na którym opierało się opowiadanie.

Pomysł i detale ładnie obmyślane. Jednak wykonanie nie czyni mu zadość, a mniej więcej w połowie robi się z lekka nudno. Jednak tekst szybko się kończy, toteż nie zdążyło to jakoś mocno uwierać.

Tak więc, całkiem nieźle jak na pierwszy raz. Chwytaj przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jest to dość sprawnie napisane, ale jak dla mnie to przydługi skecz z umiarkowanie udaną pointą, a nie opowiadanie, no i nie fantastyka.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

no i nie fantastyka. 

W takim razie co? 

Groteska, to chyba najbliższe… Czy “Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią” jest fantastyką?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, ale to zależy od tego, jaką przyjmiesz definicję.

Bo jeśli taką jak tu – https://sjp.pwn.pl/sjp/fantastyka;2557496.html, to i to opko, i Polikarp spokojnie mieszczą się ramach fantastyki.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

W świetle pierwszej definicji każda fikcja literacka czy filmowa może być uznana za fantastykę :P

 

Pamiętam skądinąd zarówno uczelniane, jak i fandomowe dyskusje definicyjne, które oczywiście donikąd nie prowadzą. Nie jestem radykalną zwolenniczką brzytwy Lema ani w ogóle wąskiej definicji fantastyki, nie dyskwalifikuję też tego opowiadania jako mieszczącego się w formule portalu, ale zaliczam je raczej do groteski wykorzystującej pewne mityczne czy legendarne wyobrażenia. To jest scenka rozwijająca pewien obraz Śmierci, a nie fabuła pełną gębą, co zapewne też przyczynia się do takiej oceny. Gdyby np. to było opowiadanie o tym, jak pan Jak Mu Tam jednak coś tam sobie przypomina z tych negocjacji i następnie usiłuje oszukać i wykręcić się z tej umowy – miałabym łatwiej z uznaniem zarówno za opowiadanie, jak i fantastykę.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nowa Fantastyka