- Opowiadanie: LieberKFa - Przyczyny i skutki

Przyczyny i skutki

Cześć, wrzucam tu tekst po raz pierwszy. Mam nadzieję, że mimo niedoskonałości, jakie zdarzają się początkującym, udało mi się napisać porządny tekst. Z góry dziękuję, za wszelką krytykę. 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Przyczyny i skutki

Od kilku lat byłem zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Moja codzienna rutyna składała się z wykonywania poleceń lekarzy, chodzeniu po korytarzu i oddychaniu. Nic nie przerywało tej nudnej codzienności, ponieważ lekarze mimo upływu czasu nie potrafili zdiagnozować mojej choroby. Ja wiedziałem, że nie w chorobie leży problem, jednak nie mówiłem im o tym, bo i tak by nie zrozumieli. Ja byłem martwy. I nie choruje na zespół Cotarda. Ale i tak pewnie nie uwierzycie. Dziwi mnie trochę, że ludzie po latach studiów medycznych nie zauważyli, że moje serce nie bije. Dziś jednak, kiedy trochę po ciszy nocnej poszedłem do łazienki, odwiedził mnie diabeł. Spotkaliśmy się w ledwie oświetlonym korytarzu. Zdziwiłby was jego wygląd. Gość był niskim, lekko otyłym człowieczkiem i miał twarz cherubinka, otoczoną złotymi lokami. Jedyne co by was nie zdziwiło w jego wyglądzie to ciemne, złe oczy, dzięki którym poznałem go od razu. 

-Jo– zaczął demon– Co powiesz na małą umowę? 

-W-Witam, ee co masz na myśli? 

-Od kilku lat jesteś żywym trupem, nie? 

Potwierdziłem skinieniem głowy. 

-I nie chciałbyś wrócić do żywych?– spytał demon. 

Oczywiście, że bym chciał. Parę lat temu, kiedy zginąłem w wypadku samochodowym moje życie się zmieniło. Pamiętam tamtą zimę. Początkowo, mimo obrażeń, moja krew krążyła i płuca działały. Pewnie tego nie zrozumiecie, ale to wszystko dzięki śniegowi tamtej zimy. Biła od niego energia, która sprawiała, że mogłem normalnie funkcjonować. Nawet więcej, w tamtym czasie osiągałem najwspanialsze sukcesy. Miałem świetne wyniki na uczelni, zbliżyłem się jak nigdy do przyjaciół, a nawet udało mi się naprawić odrobinę relację z rodziną, której wcześniej szczerze nie cierpiałem. Ponad to wygrałem konkurs dla kompozytorów im. Tadeusza Bairda. Mimo że muzyka była tylko pasją i nie planowałem kariery w tej dziedzinie, cieszyłem się, że zostałem doceniony. A przede wszystkim poznałem wspaniałą dziewczynę, Martę, która wydawała się być mną zainteresowana. Jednak, kiedy nadeszły pierwsze dni wiosny, wszystko się zmieniło. Wraz z topniejącym śniegiem, moje życie odpływało ode mnie. Początkowo mniej czasu poświęcałem hobby i nauce, aż w końcu wolny czas spędzałem jednie przeglądając bez większego zainteresowania Internet. Zacząłem się również odcinać od bliskich, bo czułem, że nie miał im nic do powiedzenia. W kwietniu, zupełnie przestałem wychodzić z domu. Czas mijał mi na patrzeniu w sufit dniami i nocami, ponieważ snu nie potrzebowałem. Przestałem również dzwonić lub pisać do kogokolwiek– martwi nie mają przecież przyjaciół czy rodziny. Zaniepokojeni bliscy postanowili sprawdzić, jak się mam, a kiedy poznali mój straszny stan, wezwali pomoc. Tak mniej więcej skończyłem tutaj. 

-Ehhem, nie radzę ignorować demona– powiedział mój zniecierpliwiony rozmówca. W tym jednak momencie dyżurna pielęgniarka zauważyła, że dłuższą chwilę stoję na korytarzu, chociaż powinienem już leżeć w swoim pokoju. Szybko więc udałem się do toalety, dając znaki ręką diabłu, by poszedł za mną. 

– A więc jest możliwość, żebym ożył?– spytałem za fascynowany. 

-Nom– odpowiedział demon.– Wystarczy tylko, że zabijesz parę osób. Powiedzmy, że pięć. Byłem zadziwiony tym jak mało poruszyła mnie myśli o tych kliku ludziach. Wiecie, przyzwyczaiłem się do bycia martwym. Śmierć to coś co po prostu się zdarza, tak jak nadepnięcie boso na klocek Lego. Miałem tylko jedną wątpliwość: 

-Nie spędzę całego nowo odzyskanego życia w więzieniu?-Spytałem. 

-Zależy od ciebie, ale raczej spędzisz, ale wiesz, spędzisz będąc żywym, będziesz mógł cieszyć odwiedzinami, jeść, poznać kogoś czy gnębić słabszych, a nie jak teraz, stać, siedzieć i czasem pooddychać. Zresztą nie martw się, jak będziesz miał jakiś fajny plan na zbrodnię doskonałą to pomogę ci. Tylko nie myśl, że pozbawię wszystkich przytomności, a ty sobie pomordujesz, musisz się bardziej postarać, okay?

Odpowiedź diabła wystarczała mi. Nie tylko dawała szanse, na życie, ale i na wolność. Nawet jeśli było to mało prawdopodobne. Na chwilę, pierwszy raz od dawna uciekłem myślą w przyszłość, ale demon szybko dodał: 

-No, to ja wszystko wygadałem, będę ci codziennie w porze obiadu wysyłał muchę, która usiądzie ci na ramieniu. Zgnieć ją, jak się zdecydujesz, a przybędę wieczorem tego samego dnia. Narka.

 

Od tamtego dnia upłynęło kilka tygodni. Zaczął się okres poprzedzający święta Bożego Narodzenia. Było to jednak tylko ledwie zauważalnie– śnieg nie padał, a lekko żenujące ozdoby świąteczne nie pojawiły się. Jednie odwiedzin było troszkę więcej. A ja powoli dojrzewałem do myśli by przyjąć ofertę od diabła. Trochę po jego pierwszej wizycie, mimo początkowego entuzjazmu, chciałem ofertę odrzucić. Męczył mnie strach nie tylko przed karą, ale przed życiem wśród wyrzutów sumienia. Ale cóż, jakoś nie mogłem zebrać się, żeby mu odmówić. Jednak z czasem zacząłem myśleć, o tym, że śmierć która spotkałaby moje ofiary, jest losem o wiele lepszym, niż bycie żywym trupem. Śmierć to przecież coś to się zdarza, a mój obecny stan to jakiś absurd. Zresztą to chyba normalne, że po prostu chce żyć. Gdybym to ja był tym grubasem na kładce z dylematu wagonika, to przecież mógłby nie dać się z tej kładki zepchnąć, by ratować kilku ludzi poniżej, prawda? Przecież mam prawo żyć. Tak więc dziś zabiłem tę irytującą muchę i zgodnie z swoim słowami, wieczorem pojawił się demon. Właśnie kończyła się pora odwiedzin, ale w moim pokoju, byłem tylko ja i jakiś zapomniany przez wszystkich pijaczek, który ledwo co utrzymywał kontakt z rzeczywistością, z powodu szkód jakie denaturat wyrządził jego mózgowi. Mogliśmy więc z mieszkańcem piekła pomówić spokojnie, ponieważ gwar rozmów na korytarzu zagłuszał nasze słowa. Zanim zdążyłem się przywitać diabłem zaśmiał się głośno i powiedział: 

-Hoł, hoł, hoł, radosnych świąt– skrzywił się w grymasie– żeś był grzecznym chłopcem to, jeśli zgodzisz się na nasz układzik, to otrzymasz swoje życie za czterdzieści procent taniej.. 

Zdziwiony spytałem się o co chodzi. 

-Bożonarodzeniowe promocję, zabijasz trzy osoby i witaj wśród żywych– powiedział diabeł– sam nie wiem co odjaniepawliło na najniższym kręgu, że robią te promocje, w każdym razie idziesz na ten układ? 

-Idę– powiedziałem szybko, byłem pewien tego co chce zrobić. 

Przez ostatnie kilka tygodni przygotowywałem się do wykonania mojego planu. Po raz pierwszy od dawna zadzwoniłem do swojej rodziny i zaprosiłem ich do siebie. Siedzieli u mnie tyle na ile pozwalały im zasady obowiązujące w szpitalu. Płacz matki i udawany spokój ojca. I paplanie. Wtedy jeszcze nie obchodziło mnie to. Chciałem tylko paru rzeczy od nich. I musiałem przed lekarzami sprawiać wrażenie, że wracam do zdrowia. Nie chciałem swojego nowego życia spędzać w tym brzydkim ośrodku. Z czasem wizyty stały się regularne, a ja nawet zacząłem się z nich cieszyć. Przyszli też raz, bez zapowiedzi moi przyjaciele. Po tych kilku latach, przez studia, pierwsze prace i nowe znajomości stali się dla mnie zupełnie obcymi ludźmi, ale nie przeszkadzało mi to. Chciałem przygotować fundamenty pod nowe życie, zaprzyjaźniając się z nimi na nowo. Jednak nie gubiłem z oczu mojego celu. Musiałem zabić tych kilku ludzi, by umowa z diabłem się dopełniła. Już jakiś czas temu przeniesiono mnie z sali obserwacyjnej do jednego z mniejszych pokojów z dala od pokoju personelu. Chciałem to wykorzystać zabijając mojego towarzysza. Było to podstarzały i chudy mężczyzna, który zastąpił poprzedzającego go pijaczynę, którego przeniesiono w inne miejsce. Staruszek leżał bez słowa, od czasu do czasu płacząc. Z tego co słyszałem, trawił tu miesiąc temu, kiedy jego córka znalazła go nieprzytomnego w jego mieszkaniu, po nieudanej próbie zabicia się. Starzec ten nie wstawał na posiłki, dlatego zawsze przychodziła tu pielęgniarka, żeby go nakarmić. Ten widok zainspirował mnie. Pewnego wieczoru po wydawaniu leków na noc, samemu postanowiłem nakarmić go czymś co miało doprowadzić do jego zgonu. Wyjąłem wtedy z szafki przeterminowaną konserwę, którą przyniósł mi diabeł. Zauważyłem, że puszka jest już wydęta, a kiedy otwierałem ją, usłyszałem nieprzyjemny syk. Zacząłem karmić moją ofiarę, nieświeżym jedzeniem, które powinno być pełne jadu kiełbasianego. Sądząc po nieobecnym wzroku mężczyzny, doszedłem do wniosku, że nie zauważył nawet, że karmię go ja, a nie ktoś z personelu. Wszystko szło niebywale gładko, co świadczyło o tym jak dobry był mój pomysł. Nie tylko według planu, staruch miał nie zareagować, to jeszcze przez jego apatię, objawy prawdopodobnie nie zostaną zauważone do samego końca. Musiałem tylko pozbyć się resztek konserwy i puszki, aby ewentualne podejrzenia padły na kucharkę czy osobę dostarczającą jedzenie. W tym dopomógł mi mój demon i pozwolił mi wyrzucić dowody zbrodni do piekielnej otchłani. Kiedy tylko skończyłem karmić moją ofiarę, położyłem się na łóżku i wsłuchiwałem się w jej oddech. Jako trup i tak nie spałem, więc czekałem z ekscytacją na efekty zatrucia, które z racji fizycznej słabości tamtego człowieka powinny naprawdę szybko doprowadzić go do śmierci. Około pierwszej w nocy, wbrew moim zwyczajom wziąłem głęboki oddech. Zdziwiło mnie to– nie oddycham przecież kiedy nikt nie patrzy. Poczułem nieprzyjemny zapach odchodów, bijący od starca. Zacząłem domniemywać, że nie zapanował on nad wywołaną przez truciznę biegunką. Uśmiechnąłem się. Kiedy o poranku, ten sam zapach powitał pielęgniarkę, która przyszła nas obudzić, kobieta przeklęła cicho i zawołała koleżankę by przyszła z pieluchą i ręcznikiem. Zauważywszy jednak, niestabilny oddech pacjenta, zdenerwowana wyszła, zwołując pozostałych pielęgniarzy. Szybko podjęto decyzję i na noszach przeniesiono go na OIOM. Została tu tylko jedna osoba z personelu, która wypytywała się mnie czy nie zauważyłem niczego dziwnego. Z powagą jaką mają tylko zmarli zaprzeczyłem.

Człowiek, którego otrułem, mimo prób lekarzy zmarł w szpitalu. Nikt nie łączył tego wydarzenia za mną, a cała sprawę uznano za nieszczęśliwy wypadek, chociaż słyszałem, że podobno córka zmarłego będzie chciała oskarżyć szpital o coś tam, nie moja sprawa. Moim problem było to, że przeniesiono mnie na salę obserwacyjną by zobaczyć czy ta sytuacja nie wpłynie na mnie negatywnie. W tym miejscu było dużo więcej pacjentów niż w pokoikach, a ponad to było ono tuż obok pokoju personelu. Ba, pomiędzy tymi dwoma pomieszczeniami była dość spora szyba. Nie mogłem więc zabić nikogo w sposób niezauważony. Postanowiłem jednak wykorzystać tą sytuację, by odegrać mój “powrót do zdrowia” przed personelem. Rozmawiałem z innymi pacjentami, jeśli ich stan na to pozwalał. Czytałem gazety przyniesione przez znajomych. W trakcie wizyt lekarskich, zamiast ignorować doktorów, opowiadałem im o moim coraz to lepszym samopoczuciu. Uwierzono mi. Kilka dnie temu, psychiatra, który widział się ze mną zaproponował mi, żebym na najbliższy weekend wrócił do domu, na przepustkę. Oczywiście się zgodziłem. Nie tylko mogłem w tym czasie kogoś zabić, ale ponad to w końcu mogłem zobaczyć się z bliskim w komfortowych warunkach. Kiedy nadszedł piątek, moja matka podjechała by zabrać mnie z powrotem do domu. Kiedy jechaliśmy samochodem, prowadząc, jak wróbelek ćwierkała słowa radości. I przez to ruszając na zielonym, nie wzięła pod uwagę, że nie ma absolutnego pierwszeństwa. W drzwi naszego samochodu uderzył inny, jadący znad przeciwka który zakręcał i któremu powinna ustąpić. Pojazd uderzył prosto w moje drzwi i jestem przekonany, że mimo małej prędkości, zabiłby on pasażera. Tylko, że ja byłem jeszcze trupem. Nagle jednak obok mnie pojawił się znajomy mi diabeł. Chciałem spytać się go co się dzieje, ale nie mogłem mówić. Nie mogłem też spojrzeć w stronę mojej matki, ale słyszałem jej płacz.

-Ekchem, to czas na złowieszczą przemowę o tym jak zostałeś oszukany przez moce piekielne- powiedział demon.– Troszkę ci okłamałem, sugerując ci, że zabicie jakiś przypadkowych osób, ożywi cię. Wyjaśnię ci wszystko od początku. Od twojej śmierci. Albo nie, iksde. W piekle będziesz nad tym się głowił, podpowiem ci tylko, że pomyliłeś przyczynę ze skutkiem. Szepnę ci tylko na uszko, że mordowanie nie było cenną za nowe życie dla ciebie, a lekarstwem na twoje otrupienie. Zresztą każdy cel by ci pomógł, gdybyś postanowił odwiedzić trzy muzea w Tokio i postarałbyś się cel ten spełnić, ożyłbyś również. Równie dobrze mógłbyś postanowić wziąć z ślub z tą twoją, jak jej tam, no… tą dziewczyną, z którą się spotykałeś parę lat temu. Ale za spełnienie tych celów, nie mógłbyś płonąć teraz w piekle. I tu musiałem wkroczyć. Bo wiesz, jesteś teraz mordercą i nawet tego nie żałujesz. Zresztą co ja ci wszystko będę gadał, pewnie będziesz nad tym myślał w każdej chwili. A teraz hop do szeolu, mój naprawdę martwy trupie. 

Koniec

Komentarze

Drogi autorze. Lekturę i ocenę tekstu bardzo utrudnia koszmarne wykonanie. Pomysł jakiś jest, choć nie bardzo widzę tu przyczyny i skutki, ale nie jestem filozofem, więc fachowo się nie pokłócę, są tu lepsi w tej dziedzinie. Fabularnie opowiadanie by uszło, choć porażająco oryginalne nie jest, niemniej zarżnąłeś je wykonaniem. A części błędów mogłeś uniknąć, gdybyś zechciał własny tekst porządnie przeczytać i zredagować, zanim go opublikowałeś.

 

Poniżej babole z raptem jednego akapitu. A dialogi do remontu – zapisane fatalnie, poczynając od braku spacji po dywizach, które w ogóle powinny być półpauzami. Interpunkcja też leży i kwiczy. Mnóstwo powtórzeń i innej niechlujności.

 

“Moja codzienna rutyna składała się [+z] wykonywania poleceń lekarzy, chodzeniu po korytarzu i oddychaniu.”

Gramatyka! składała się chodzeniu i oddychaniu?

 

“Nic nie przerywało mi tej nudnej codzienności, ponieważ lekarze mimo upływu czasu nie potrafili zdiagnozować mojej choroby.” – lekarze powtarzają się za szybko; oba zaimki zbędne, bo wiemy, o kim mowa

 

“Ja wiedziałem, że nie w chorobie leży problem, jednak nie mówiłem im o tym, bo i tak by nie zrozumieli. Ja bByłem martwy.”

 

“I nie, nie choruje na zespół Cotarda.” → choruję

 

“w chwilach zadumy nie oddycham”

To nie jest jasne. Dlaczego w chwilach zadumy? Czy chodzi o to, że jak zapomni udawać, że oddycha? A po co udaje (jeśli udaje)?

 

“Zdziwiłby was jego wygląd. Był on niskim, lekko otyłym człowieczkiem…” – wygląd był tym człowieczkiem? Pamiętaj o zmianach podmiotów.

 

“Jedyne[+,] co was nie zaskoczy to w jego wyglądzie to ciemne, złe oczy, dzięki którym poznałem go od razu.” – Dlaczego nie zaskoczy “nas”? Rym zaskoczy – oczy brzmi tu fatalnie.

 

Inne babole na chybił trafił:

 

“umarłem w wypadku samochodowym” – w wypadkach się ginie, a nie umiera, aczkolwiek można umrzeć w szpitalu w wyniku obrażeń doznanych w wypadku. W tym zdaniu poza tym brakuje przecinka.

 

“Nawet więcej, w tamtym czasie osiągałem swoje najwspanialsze sukcesy. Miałem świetne wyniki na uczelni, zbliżyłem się jak nigdy do moich przyjaciół,” – kolejny przykład zaimkozy

 

Mimo, że muzyka → Mimo że muzyka. Przecinek stawiamy przed całym “mimo że” i oczywiście nie na początku zdania

 

W tym akapicie z Bairdem masz jakąś kosmiczną liczbę zaimków który

 

“Wystarczy tylko, że zabijesz parę osób. Powiedzmy, że pięć. Byłem zadziwiony tym jak mało poruszyła mnie myśli o tych kliku ludziach.” – drugie zdanie i dalej ciągle mówi diabeł?

 

“A więc jest możliwość, żeby ożył” – kto ma ożyć? jeśli narrator, to “żebym”

 

“za 40% taniej“ – o czterdzieści procent taniej [liczby w literaturze, zwłaszcza w dialogach, zasadniczo zapisujemy słownie]

 

“Kiedy jechaliśmy samochodem, prowadząc, jak wróbelek ćwierkała słowa radości.” – no, w tym zdaniu to wszystko stoi na głowie

 

znad przeciwka – ?? chyba z naprzeciwka :/

 

“Szepnę ci tylko na uszko, że mordowanie nie było cenną za nowe życie dla ciebie, a lekarstwem na twoje otrupienie. Zresztą każdy cel by ci pomógł” – Co to jest otrupienie? Odtrupienie miało być czy utrupienie? Z tym celem, który mógł pomóc, powinieneś lepiej wyjaśnić.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Witamy na forum. :-)

Zgadzam się z Drakainą – jest jakiś pomysł, ale skrzywdzony wykonaniem.

Spodobały mi się niektóre szczegóły – syndrom Cotarda, dylemat z grubasem. Wzbogacają tekst.

Z wykonaniem słabo. Zapis dialogów do remontu, masz sporo literówek, czasami gramatyka się rozjeżdża, problemy z pisownią łączną/ rozdzielną. Myślnik oddzielamy spacją od reszty zdania. Obustronnie.

Tak więc dziś zabiłem tą irytującą muchę

Tę muchę.

ponad to => ponadto

Babska logika rządzi!

Cześć i czołem. Jesteś pełnoletni, więc przed czytaniem mojej recenzji możesz sobie strzelić kielicha – podobno pomaga ;)

 Nie spodziewałem się, że ten dzień zmieni cokolwiek w moim pustym życiu.

Prosto z prasy kobiecej. Nie wiem, czy to dobry pomysł, zaczynać od abstrakcji.

 rutyna składała się wykonywania poleceń lekarzy, chodzeniu po korytarzu i oddychaniu

Anglicyzm, trzy literówki (jeśli opuszczone "z" jest literówką).

 jednak nie mówiłem

Ale nie mówiłem. "Jednak" sugeruje jakąś przekorę, co nie pasuje.

 nie choruje

Choruję.

 Dziwi mnie trochę, że ludzie po latach studiów medycznych nie zauważyli, że moje serce nie bije

Mnie też.

 trochę po ciszy nocnej

Kolokwialnie: zaraz po zakończeniu ciszy nocnej.

 odwiedził mnie diabeł

Ot, tak sobie. Przepraszam – akurat beznamiętny ton i widzenie diabłów pasują do chorego psychicznie narratora, ale mam nadzieję, że świadomie dostosowujesz narrację do treści.

 Był on niskim, lekko otyłym człowieczkiem

Ten wygląd?

 posiadającym twarz cherubinka

Kupił ją na targu. Ludzie, nauczcie się wreszcie, że "posiadać" nie jest synonimem "mieć", a słowa zbyt wyszukane brzmią śmiesznie.

 Jedyne co was nie zaskoczy to w jego wyglądzie to

Składnia i czasy: Jedyne, co by was nie zaskoczyło w jego wyglądzie, to.

 -Jo– zaczął demon

… whaat?

 umarłem w wypadku

W wypadku się ginie, umiera się w łóżku.

 Początkowo, mimo pękniętego serca, moja krew krążyła i płuca działały.

To nie serce byłoby jego problemem: http://www.scriptmedicblog.com/injury-profiles-car-crashes-occupants/

 Pewnie tego nie zrozumiecie, ale to wszystko dzięki śniegowi tamtej zimy.

Owszem. "Energia" to słowo-wytrych. W zasadzie oznacza "możność działania", ale w obecnym uzusie nie znaczy już nic. Nie wydaje mi się, żebyś przemyślał ten magiczny śnieg, po prostu wpadł Ci do głowy i został, mam rację?

 wspaniałą dziewczynę Martę,

Wtrącenie: wspaniałą dziewczynę, Martę, która. Ale ja dałabym: Martę, wspaniałą dziewczynę, która.

 Wraz z topniejącym śniegiem, moje życie odpływało ode mnie.

Znowu jak z prasy kobiecej. Śnieg od niego odpływał?

 w końcu, wolny czas

Zbędny przecinek.

 czułem jakby nie miał im nic do powiedzenia

Nie po polsku: czułem, że nie mam im nic do powiedzenia. Przy okazji – to raczej objaw, niż przyczyna.

 W tym momencie, przestałem

Zbędny przecinek, ale "w tym momencie" w ogóle możesz wyciąć.

bliscy, postanowili

Nigdy nie stawiaj przecinka między podmiotem, a orzeczeniem.

 Pytanie diabła przywołało te wspomnienia.

Bo to nie jest oczywiste?

 zauważyła, że od chwili, stoję na korytarzu, mimo że powinienem

Nie po polsku: zauważyła, że już dłuższą chwilę stoję na korytarzu, chociaż powinienem .

 gestykulując diabłu

Gestykuluje się w rozmowie, podkreślając swoje słowa. On dawał diabłu znaki ręką.

 żeby ożył

Literówka.

 -Nom– odpowiedział demon

A co ten demon taki młodzieżowy?

 Powiedzmy, że pięć. Byłem zadziwiony

Po wypowiedzi daj nowy akapit, żeby było widać, gdzie się kończy.

 coś co

Coś, co.

 a nie jak teraz, stać, siedzieć i czasem pooddychać

Nie, jak teraz. Tere-fere. Facet chodzi i gada, więc wszystko to może zrobić. Przecinek przed "to".

 szanse, na życie

Zbędny przecinek.

 okres poprzedzający święta Bożego Narodzenia

To się nazywa adwent.

 Było to jednak tylko ledwie zauważalnie

Przegadane.

 lekko żenujące

Co to znaczy "lekko"?

 Jednie

Literówka.

Trochę po jego pierwszej wizycie

Kolokwializm. Niedługo po jego pierwszej wizycie.

 Ale cóż, jakoś nie mogłem zebrać się, żeby mu odmówić. Męczył mnie strach nie tylko przed karą, ale przed życiem wśród wyrzutów sumienia.

Zamieniłabym te zdania miejscami, byłoby logiczniej.

 śmierć jaka

Śmierć, jaka.

 Gdybym to ja był tym grubasem na kładce z dylematu wagonika, to przecież mógłby nie dać się z tej kładki zepchnąć,

Jesteś pierwszym znanym mi człowiekiem, który o tym pomyślał. Niekłamane chapeau bas.

 zgodnie z swoim słowami

Może lepiej: tak, jak powiedział.

 moim pokoju, byłem

Zbędny przecinek.

 który ledwo co utrzymywał kontakt z rzeczywistością, z powodu szkód jakie denaturat wyrządził jego mózgowi

Chaos. Skróć zdania.

 Bożonarodzeniowe promocję

W piekle? I – literówka.

 byłem pewien tego co chce zrobić.

Nie po polsku: wiedziałem, co chcę zrobić; albo: byłem pewien.

 wykorzystać zabijając

Związek logiczny: wykorzystać, żeby zabić.

 który zastąpił poprzedzającego go pijaczynę, którego przeniesiono w inne miejsce.

Można by to powiedzieć w czterech słowach: który zastąpił przeniesionego pijaczynę.

 trawił tu miesiąc temu

To pewnie już zgłodniał?

 próbie zabicia się

Próbie samobójczej.

 Starzec ten nie wstawał na posiłki, dlatego zawsze przychodziła tutaj pielęgniarka, która karmiła go.

Nienaturalne: Starzec nie wstawał na posiłki, dlatego przychodziła go karmić pielęgniarka.

 samemu postanowiłem

Tj. na własną rękę. W sumie…

 czymś co

Czymś, co.

 kiedy otwierałem ją

Składnia: kiedy ją otwierałem. Przynieśli mu zepsutą konserwę? Do szpitala? Nie wygłupiaj się. A żeby sama skisła, potrzeba lat.

 ofiarę, nieświeżym jedzeniem

Nie stawiaj przecinka między częściami zdania prostego, w tym przypadku podmiotem i dopełnieniem.

 o tym jak dobry był mój pomysł

O tym, jak dobry był mój pomysł. Nie powiedziałabym.

 tylko według planu, staruch miał nie zareagować

Hę?

które z racji fizycznej słabości

Strasznie wydumane. Kto tak mówi?

 Zdziwiło mnie to– nie oddycham przecież kiedy nikt nie patrzy

Zdziwiło mnie to – nie oddycham przecież, kiedy nikt nie patrzy.

 Zacząłem domniemywać

Znowu – przesadnie wyszukane.

 o poranku, ten sam

Zbędny przecinek.

 kobieta przeklęła cicho

Zaklęła. Przeklina się kogoś albo coś.

 jednak, niestabilny oddech

Zbędny przecinek.

wypytywała się mnie

Wypytywała mnie, czy.

 Z powagą jaką mają tylko zmarli zaprzeczyłem

Wtrącenie: Z powagą, jaką mają tylko zmarli, zaprzeczyłem.

 mimo prób lekarzy

Mimo wysiłków lekarzy.

 na salę obserwacyjną by zobaczyć

Na salę obserwacyjną, by zobaczyć.

 W tym miejscu było dużo więcej pacjentów niż w pokoikach

Naprawdę?

 ponad to

Łącznie.

 w końcu mogłem zobaczyć się z bliskim

To zależy mu, czy nie?

 podjechała by

Podjechała, by.

 jak wróbelek ćwierkała słowa radości

Prasa kobieca. Znowu.

 że nie ma absolutnego pierwszeństwa

Hę?

 znad przeciwka

Z naprzeciwka. Przeciwko nie znajduje się nad niczym. Przed "który" przecinek.

 zabiłby on pasażera

Nie wtryniaj wszędzie tych zaimków.

 Chciałem spytać się go co się dzieje

Po polsku: Chciałem go zapytać, co się dzieje.

 zabicie jakiś przypadkowych osób, ożywi cię

Błędny przecinek.

 za spełnienie tych celów, nie mógłbyś płonąć teraz w piekle

Jak wyżej. Składnia też do poprawki.

 

Bardzo wprost, mało pomyślunku i atmosfery. Strasznie młody tekst, prawie jak wypracowanie szkolne, łopatologiczny i naiwny – musisz dużo czytać i ćwiczyć.

Sama idea, że cel daje życie, zacna, po prostu przedstawiłeś ją fatalnie, od niechcenia, z dekoracjami z chusteczek higienicznych.

Ale chyba przynajmniej dobrze się bawiłeś. To już coś. W każdym razie jeśli myślisz o pisaniu choć trochę poważnie, przysiądź fałdów.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Dziękuje, za wasze uwagi. Jednak nie poszło mi tak dobrze jak myślałem, ale mam nadzieję, że między innymi dzięki wam, uda mi się poprawić.

Edytuj tekst i powprowadzaj zmiany, z którymi się zgadzasz. Niech następni czytelnicy dostaną lepsze opowiadanie i niech znajdują nowe błędy.

Babska logika rządzi!

Nie będę owijał w bawełnę. Jest kiepsko. Tekst chaotyczny, fabuła wygląda jakby Autor wymyślał ją w trakcie pisania, kompozycyjnie leży i kwiczy. Zdania źle skonstruowane, połamane, kulawe. Słownictwo ubogie, gramatyka, stylistyka, ortografia – leży obok fabuły i też kwiczy. Do tego masa literówek, interpunkcja nie istnieje, zapis dialogów koszmarny. Jak na 19-latka to wygląda to wszystko słabiutko. Fajnie, że chcesz pisać i próbujesz. Radzę jednak zacząć od podstaw, czyli nauki poprawnej polszczyzny. Najlepiej dużo czytać, czytać i jeszcze raz czytać, zanim zacznie się samemu pisać.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie będę powtarzał litanii błędów po poprzednikach – jeszcze wiele pracy przed Tobą, Autorze. Chwytaj te przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przykro mi to mówić, LieberKFa, ale Twoje opowiadanie nie spodobało mi się. Nie spodobała mi się ani wątłą fabułka, ani wplątanie diabła sugerującego zabójstwa. W dodatku tekst czyta się fatalnie.

Zgadzam się ze wszystkimi uwagami, którymi podzielili się z Tobą komentujący. Szkoda, że większość błędów i usterek nadal nie została poprawiona.

Sugeruję, abyś nie porzucał prób pisarskich, ale może spróbuj się od nich na razie powstrzymać, a zyskany czas przeznacz na lepsze poznanie zasad rządzących językiem polskim. Dużo czytaj.

 

Ponad to wy­gra­łem kon­kurs dla kom­po­zy­to­rów… –> Ponadto wy­gra­łem kon­kurs dla kom­po­zy­to­rów… 

 

A ja po­wo­li doj­rze­wa­łem do myśli by przy­jąć ofer­tę od dia­bła. –> A ja po­wo­li doj­rze­wa­łem do myśli by przy­jąć ofer­tę dia­bła.

Przyjmujemy czyjąś ofertę, nie od kogoś.

 

Śmierć to prze­cież coś to się zda­rza… –> Śmierć to prze­cież coś, co się zda­rza

 

Zresz­tą to chyba nor­mal­ne, że po pro­stu chce żyć. –> Literówka.

 

i zgod­nie z swoim sło­wa­mi… –> …i zgod­nie ze swoimi sło­wa­mi

 

Zanim zdą­ży­łem się przy­wi­tać dia­błem za­śmiał się gło­śno… –> Zanim zdą­ży­łem się przy­wi­tać z dia­błem, za­śmiał się gło­śno

 

otrzy­masz swoje życie za czter­dzie­ści pro­cent ta­niej.. –> Jeśli na końcu zdania miała być kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli wielokropek, brakuje jednej kropki. Wielokropek ma zawsze trzy kropki.

 

do jed­ne­go z mniej­szych po­ko­jów z dala od po­ko­ju per­so­ne­lu. –> Powtórzenie.

 

Było to pod­sta­rza­ły i chudy męż­czy­zna… –> Literówka.

 

Z tego co sły­sza­łem, tra­wił tu mie­siąc temu… –> Literówka.

 

cała spra­wę uzna­no za nie­szczę­śli­wy wy­pa­dek… –> Literówka.

 

Po­sta­no­wi­łem jed­nak wy­ko­rzy­stać sy­tu­ację… –> Po­sta­no­wi­łem jed­nak wy­ko­rzy­stać sy­tu­ację

 

ale ponad to w końcu mo­głem zo­ba­czyć… –> …ale ponadto w końcu mo­głem zo­ba­czyć

 

obok mnie po­ja­wił się zna­jo­my mi dia­beł. –> …obok mnie po­ja­wił się zna­jo­my dia­beł.\

 

– Trosz­kę ci okła­ma­łem… –>  Trosz­kę cię okła­ma­łem

 

za­bi­cie jakiś przy­pad­ko­wych osób –> za­bi­cie jakichś przy­pad­ko­wych osób

 

 – Trosz­kę ci okła­ma­łem, su­ge­ru­jąc ci, że za­bi­cie jakiś przy­pad­ko­wych osób, ożywi cię. Wy­ja­śnię ci wszyst­ko od po­cząt­ku. […] pod­po­wiem ci tylko, że po­my­li­łeś przy­czy­nę ze skut­kiem. Szep­nę ci tylko na uszko, że mor­do­wa­nie nie było cenną za nowe życie dla cie­bie… –> Przykład nadmiaru zaimków.

 

mor­do­wa­nie nie było cenną za nowe życie… –> Literówka.

 

mógł­byś po­sta­no­wić wziąć z ślub z tą twoją… –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie umiem dodać niż więcej, niż powiedzieli już poprzednicy. Trudny masz ten początek, ale w miarę pisania kolejnych tekstów szybko powinieneś dojść do większej wprawy – ale poprawiaj ten tekst i twórz następne. Bo widzisz, złe wykonanie i technika przykryje najlepszą nawet treść. Chcesz być mistrzem, to naucz się warsztatu. I przede wszystkim – próbuj.

No cóż… Widzę, że chęci są. Pomysły przychodzą do głowy, ale przełożenie na rzeczywistość już znacznie gorzej. Nie będę Cię zniechęcał. Raczej będę namawiał na odwiedzenie wszystkich linków podanych przez NoWhereMan’a i wyciągnięcia wniosków z dotychczasowych komentarzy.

Tak, Stn ma rację. Ucz się i próbuj :)

 

Ps. Takie ćwiczenie:

Weź swój tekst i porównaj go z tekstem o podobnej wadze (12 500) z tego forum, o którym komentujący wyrażali się dobrze. To powinno pomóc Ci w samoświadomości tego, jak sam konstruujesz tekst i czego unikać :)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny 

Nowa Fantastyka