- Opowiadanie: Rossa - Chciałbyś być robotem?

Chciałbyś być robotem?

Opowiadanie ukazało się w lipcowym Szortalu, a powstało ponad pół roku temu. 

Mam nadzieję, że publikacja tutaj kopnie moją wenę. Bo choć ostatnio piszę dużo, to ze znikomą ilością fantastyki. 

 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Chciałbyś być robotem?

Wynalazca westchnął ze zmęczenia i spojrzał na stół roboczy. Między splątanymi, niepasującymi do niczego kabelkami, stosami przepalonych żarówek i stertami pokreślonego papieru, stał robot.

SI04, niezbyt piękna, lecz być może doskonalsza wersja człowieka. Wynalazca włączył malutki ekran i czekał, aż SI04 będzie gotowy do pracy.

Robot wydał z siebie kilka piknięć. Wreszcie na ekraniku wyświetliło się powitanie.

– M-mam dla ciebie książkę – wydukał wynalazca, nieco onieśmielony wobec własnego dzieła. – Dostojewski. Przeczytasz i powiesz mi co o tym sądzisz.

 

Wynalazca nazywał się Grzegorz Sadowski. Uważano go za guru dziwaków i geniuszy, człowieka może i mądrego, ale zbyt ekscentrycznego. O tym, że przebywanie w jego towarzystwie jest na dłuższą metę nie do zniesienia, wiedzieli wszyscy, których sytuacja zmusiła by podjąć z nim rozmowę. Po piętnastu minutach konwersacji niedotyczącej sztucznej inteligencji, czy jakiegoś osobliwego wynalazku, Sadowski nudził się i okazywał to rozmówcy na wszelkie możliwe sposoby. Faktu, że doczekał się syna, nikt nie potrafił zrozumieć.

Wynalazca obiecał sobie, że odwiedzi chłopaka podczas świąt, lecz w decydującym momencie co innego zaprzątnęło jego uwagę. Z przerażeniem pojął, że nie widział własnego dziecka od dwóch lat, ściślej mówiąc od momentu pamiętnej awantury, podczas której Marcin wypomniał ojcu wszystkie zaniedbane obowiązki. Dlatego też, gdy przed tygodniem Sadowski otrzymał wiadomość, że syn go odwiedzi, nie mógł w to uwierzyć.

W niedzielny poranek ubrał się staranniej niż zwykle, wytarł kurz ze stojących na widoku sprzętów, naprawił nawet cieknący kran. Z ciężkim sercem przeniósł część wynalazków do piwnicy. Chociaż jego dom wciąż był daleki zwykłej, ludzkiej siedzibie, zmalały szanse na to, że Marcin w nim zabłądzi.

Sadowski nie pamiętał, kiedy ostatnio doprowadził mieszkanie do takiego stanu. Zbyt dawno temu, szepnął złośliwy głosik w jego głowie.

Wynalazca postanowił spędzić ostatnie godziny przed przyjazdem syna w pracowni. SI04 skończył już z Dostojewskim i zabrał się za Conrada.

– „Lord Jim” czy jednak „Zbrodnia i Kara”? – zagadnął Sadowski.

Na ekranie wyświetlił się komunikat:

„Zbrodnia i Kara” to dłuższa książka. Więcej czasowników to więcej akcji. To lepsza książka.

– No dobrze. A twoje… przeżycia?

Nieznane polecenie.

– Wciąż nie jesteś jak człowiek – mruknął wynalazca i zaczął rozglądać się za skrzynką z narzędziami.

 

Sadowski, ssąc poraniony palec, klął jak szewc. SI04 zresetował się, wyświetlił kilka absurdalnych komunikatów, wreszcie w ogóle przestał działać. Sadowski założył, że problem tkwi w jednej z kilkunastu baterii, spróbował więc ją wymienić. Mechanizm okazał się jednak złośliwy – klapka zatrzasnęła się na dłoni Sadowskiego, któremu z bólu stanęły łzy w oczach.

– Tato! – krzyknął Marcin, który właśnie wszedł do domu. – Już jestem!

Wynalazca zapomniał o poranionym palcu. Dawno niesłyszany głos przypomniał mu, czym jest tęsknota.

 

– U mamy wszystko dobrze? A u… Baśki? Super, super. – Wynalazca miotał się po kuchni, szukając puszki z herbatą. – Powiedz mi jeszcze, jak ci idzie na studiach. Dalej jesteś prymus? – zaśmiał się, lecz mina szybko mu zrzedła, bo właśnie przypomniał sobie o zepsutym czajniku.

– Nie studiuję od dwóch lat. Byłem w Londynie. Zarabiałem. Teraz prowadzimy knajpę z mamą. Z Baśką już dawno nie jestem – wyrecytował Marcin. – A co u ciebie… tato?

Wynalazca milczał przez chwilę. Porzucił pomysł zrobienia herbaty, patrzył za to na syna jakby go widział pierwszy raz w życiu.

– No… u mnie po staremu. Współpracuję z uczelnią, a mój robot… Właśnie, jeszcze ci nie mówiłem. Stworzyłem coś wspaniałego. Naprawdę – podkreślił, widząc niedowierzanie Marcina.

– Cieszę się.

Chłopak patrzył przez chwilę na ojca. Zestarzał się, ale wciąż żył dla swoich dziwacznych i niepraktycznych wynalazków. Gdy tylko wspomniał o robocie, natychmiast się rozweselił.

– Może mi go pokażesz? – zaproponował Marcin, gdy cisza stała się nie do zniesienia.

 

Ojciec majstrował przy kablach. Jakiś dziwaczny twór, który przypominał Marcinowi wybebeszony komputer, pikał wściekle, gdy wynalazca starał się go uruchomić.

– No! – Sadowski odszedł od SI04. – Chyba się udało…

Ekran powoli się załadował. Wreszcie ukazał się komunikat:

W pobliżu nowy użytkownik. Karta kredytowa numer…

– Czyż nie jest wspaniały?

Jutro egzekucja komornicza. Dane figurują w…

Wynalazca zamarł.

– Chyba coś się zepsuło – mruknął.

– Właściwie to…

– Co?

– Tato… – Marcin westchnął. – Nie sądziłem, że będę musiał powiedzieć ci to w takich okolicznościach, ale to prawda, mamy długi. Prawie dziesięć tysięcy. Zastanawiałem się, czy ty…

– Przyjechałeś po pieniądze.

– Nie tylko – powiedział szybko Marcin. – Najpierw chciałem porozmawiać…

– A później…

Robot znowu zapikał, pojawił się nowy komunikat:

Pieniądze

Dostojewski

Egzekucja

Następne słowa na wyświetlaczu zmieniały się zbyt szybko, żeby je odczytać.

Wynalazca zaklął.

– Nigdy nie będziesz człowiekiem! – jęknął.

Dziękuję.

Koniec

Komentarze

To “Dziękuję.” na końcu jest bezbłędne ;) Całość yes

Dzięki, Enderku! :)

Bardzo długo myślałam, co napisać, więc napiszę krótko: podobało mi się. Niebanalna historyjka, dobrze napisana. Zgrabne połączenie obyczajówki z fantastyką bliskiego zasięgu.

Nawiasem mówiąc, ja zdecydowanie wybieram Conrada :)

I cały czas się zastanawiam, czy dobrze myślę, kiedy mam skojarzenia Dostojewski+egzekucja.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, dzięki! Ja akurat wolę Dostojewskiego. ;) A skojarzenia raczej niezamierzone… Choć cieszę się, jeśli ktoś próbuje szukać nawiązań. ;)

Szorcik klasa. Uwielbiam takie połączenie fantastyki z obyczajówką – bardzo skłania do refleksji. A niby taki ograny temat powrotu syna marnotrawnego. 

Deirdriu, cieszę się, że się podobało. :) A że skłoniło do refleksji – to już w ogóle fantastycznie. :)

Bo choć ostatnio piszę dużo, to ze znikomą ilością fantastyki. 

To co teraz piszesz?

 

I ja bym się kłóciła, kto tu jest marnotrwany ;)

 

(team Conrad!)

I would prefer not to.

Dobry szort. Uśmiechnął. Podoba się. ;)

Conrad – Dostojewski 2:1

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dobry tekst. Ostatnie słowo w dziesiątkę. Fajnie połączenie motywów z klasyki i ze współczesności.

A co do “Lorda” i “Zbrodni”… Trudny wybór. Niech będzie Dostojewski, on chociaż początek miał w miarę ciekawy. Nie mogę uwierzyć Conradowi, że ktokolwiek wytrzymał te długaśne przemowy narratora.

Babska logika rządzi!

Oto nadciąga huragan, tsunami i insze klęski żywiołowe :P

 Wynalazca westchnął z wysiłku

Aliteracja – w polszczyźnie źle to wygląda. Poza tym facet już się skończył wysilać, więc może raczej ze zmęczenia?

 Między splątanymi, niepasującymi do niczego kabelkami, stosami przepalonych żarówek i stertami pokreślonego papieru, stał robot.

Trochę ten opis bezjajeczny. Z uwag mniej subiektywnych: nie potrzebujesz mówić, że to stół "roboczy", kiedy opisujesz, jak wygląda i kto go używa – wywnioskujemy to. I – robot na stole roboczym. Hmm.

 SI04, niezbyt piękna, lecz być może doskonalsza wersja człowieka.

To robot – czy człowiek? I doskonalsza według jakich kryteriów?

 czekał aż

Czekał, aż.

 nieco onieśmielony własnym dziełem

Raczej wobec własnego dzieła, albo może własnego sukcesu (nie spodziewał się, że coś z tego wyjdzie?).

 Uważano go za guru dziwaków i geniuszy, człowieka może i mądrego, ale zbyt ekscentrycznego.

Mądrość i inteligencja to nie to samo – Jedi powinni to wiedzieć ;)

 O tym, że przebywanie w jego towarzystwie było

Jest – consecutio temporum.

 zmusiła by podjąć

Może być: zmusiła, by podjąć; zmusiła, by podjęli; zmusiła do podjęcia; zmusiła do rozmowy z nim…

 konwersacji niedotyczącej sztucznej inteligencji, czy jakiegoś osobliwego wynalazku

Anglicyzmy składniowe. Ja bym napisała: Jeżeli konwersacja nie dotyczyła sztucznej inteligencji ani [jego własnych?] osobliwych wynalazków, Sadowski był nią znudzony przed upływem kwadransa i okazywał to na wszystkie możliwe sposoby.

 Faktu, że doczekał się syna, nikt nie potrafił zrozumieć.

Jak wyżej. Moja wersja: Nikt nie mógł dojść, jakim cudem konstruktor doczekał się syna.

 Wynalazca obiecał sobie, że odwiedzi chłopaka podczas świąt, lecz w decydującym momencie okazał się być zajęty czymś innym.

Skróciłabym: Wynalazca obiecywał sobie odwiedzić chłopca w święta, ale w decydującym momencie co innego zaprzątnęło jego uwagę.

 Z przerażeniem pojął, że nie widział własnego dziecka od dwóch lat, ściślej mówiąc od momentu pamiętnej awantury, podczas której Marcin wypomniał ojcu wszystkie zaniedbane obowiązki.

Po pierwsze – bardzo łopatologiczne. Ale ważniejsze jest to, dlaczego miałoby go przerazić coś takiego? Nie pokazałaś szczególnie zaangażowanego ojca, ani ojca, który żałuje, że nie jest zaangażowany.

 Dlatego też, gdy przed tygodniem Sadowski otrzymał wiadomość, że syn go odwiedzi, nie mógł w to uwierzyć.

Bardzo formalne i telewizyjne. Skróciłabym: Dlatego przed tygodniem z trudem uwierzył w zawiadomienie o odwiedzinach syna.

 dom wciąż był daleki zwykłej, ludzkiej siedzibie

Niegramatycznie – był daleki od, albo domowi było daleko do zwykłej ludzkiej siedziby. Przecinka nie dawaj, bo nie wyliczasz cech, a modyfikujesz jeden przymiotnik drugim.

 Zbyt dawno temu, szepnął złośliwy głosik w jego głowie.

Znaczy, jednak mu zależy?

 Wynalazca postanowił spędzić ostatnie godziny przed przyjazdem syna w pracowni.

Składnia: Ostatnie godziny przed przyjazdem syna wynalazca postanowił spędzić w pracowni.

To lepsza książka.

:P Masz mnie, jestem robotem.

 No dobrze

No, dobrze.

 Nieznane polecenie.

Ech… w tej chwili wydaje mi się, że celujesz w stary, dobry temat "to, czego pragniesz, masz pod nosem" (to dobrze, trzeba o tym ludziom przypominać) – ale będę filozofowała o SI, bo o to zahaczasz. Otóż – czego ten facet tak naprawdę chce? Jeśli stworzyć inteligentną istotę (jedną już zrobił, choć bardziej tradycyjną metodą… widzisz, dlaczego wyciągnęłam akurat taki wniosek) to może sobie dłubać w mechanizmach, ile zechce, a to nic nie da. Jak można zaprogramować mechanizm, żeby był twórczy i wolny, a nie tylko działał na zasadzie chaosu (czy losowości?) Jeśli jest zaprogramowany, to z definicji nie jest wolny. Jeśli nie jest wolny, to nie jest osobą. Hasło do gogli: "młyn Leibnitza".

 ssąc poraniony palec, klął jak szewc

Jednocześnie?

 założył, że problem tkwi w jednej z kilkunastu baterii

Bardzo dziwne założenie – p. wyżej. Dodanie energii do mechanizmu nic nie zmieni w jego działaniu (chyba, że go przepali). Ponadto – "poraniony" to pokryty licznymi ranami, a tu byłaby tylko jedna.

stanęły łzy w oczach

Składnia: łzy stanęły w oczach.

 właśnie wszedł do domu

Miał klucz? Do domu ojca, którego od dwóch lat nie widział na oczy? Czy facet mieszka w jednym miejscu całe życie i nie zmienia zamków, bo i co by mu ukradli?

Dawno niesłyszany głos przypomniał mu, czym jest tęsknota.

Zbyt patetyczne. Poza tym tęskni się za czymś, czego nie ma na miejscu, a Marcin jest.

 Powiedz mi jeszcze jak ci idzie na studiach

Powiedz mi jeszcze, jak ci idzie.

 Teraz ja i mama prowadzimy knajpę.

Nienaturalne. Ja napisałabym: Teraz z mamą prowadzimy knajpę.

 Porzucił pomysł zrobienia herbaty

Zbyt ą-ę. Ja napisałabym: Dał spokój herbacie; albo: Zapomniał o herbacie.

 patrzył za to na syna jakby go widział pierwszy raz w życiu.

Patrzył za to na syna tak, jakby go widział po raz pierwszy w życiu.

 widząc niedowierzanie Marcina.

Zabezpieczasz się ze wszystkich stron :) Ale przesadnie.

 Zestarzał się, ale wciąż żył dla swoich dziwacznych i niepraktycznych wynalazków.

Po pierwsze – kto tu jest podmiotem? Po drugie – jeśli chcesz powiedzieć, że ojciec nic się nie zmienił, powiedz "nic się nie zmienił".

 gdy cisza stała się nie do zniesienia.

Trochę za mało pokazujesz tę ciszę, te bolesne przerwy w rozmowie. Coś już jest, ale przydałoby się więcej.

 Jakiś dziwaczny twór

"Jakiś" jest zbędne.

 Sadowski odszedł od SI04.

To trochę źle się parsuje. Może: Sadowski cofnął się o parę kroków.

 Ekran powoli się załadował.

Żargon. Nie powinno go być w narracji.

 W pobliżu nowy użytkownik. Karta kredytowa numer…

I skąd on to niby wie? Nawet, jeśli jest SI, to nie ma "zmysłów" jakich mu jego twórca nie dał. Nie jest podłączony do Internetu (mam nadzieję), a tym bardziej do bankowych baz danych. Prawda?

 że będę musiał powiedzieć ci to

Nienaturalne. Że będę musiał ci o tym powiedzieć.

 Przyjechałeś po pieniądze.

Bo zbzikowani wynalazcy zawsze śmierdzą groszem. Jaasne.

 Kolejne słowa przestały być możliwe do odczytania, tak szybko się zmieniały.

Nie po polsku. Może: Następne słowa na wyświetlaczu zmieniały się zbyt szybko, żeby je odczytać.

 Nigdy nie będziesz człowiekiem! – jęknął.

Non sequitur?

 Dziękuję.

Zgrabna pointa – ale nie do końca rozumiem, do czego.

 

Jest tu na pewno potencjał, tylko nie widzę dokładnie, co chciałaś powiedzieć. Że ludzie są interesowni? Te długi syna wyskakują jak z pudełeczka, co akurat może nie jest takie złe, skoro wynalazca praktycznie go nie zna, ale z drugiej strony, rodzice też mają wobec dzieci jakieś zobowiązanie, nie? A on się nie wywiązał, zajęty swoimi interesami. Więc żeby zganić interesowność musiałabyś się trochę bardziej postarać, napisać dłuższy tekst, bo ten daje wrażenie pewnej zaczątkowości.

 

I ja akurat lubię Conrada :)

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

 

Pieniądze

Dostojewski

Egzekucja

Chcę to na koszulce!

 

Ja się chyba trochę zgubiłam, ale koniec końców się podobało. Nie jestem gigantycznym fanem robotów, które wjeżdżają z kopniaka ze swoimi poglądami, wolałabym jakiś dłuższy tekst, w którym robot powoli stymuluje samoświadomość, żeby na koniec ktoś wykrzyknął “ITS ALIVE! :o”. Ale szorty mają to do siebie, że są szort, więc nie narzekam :)

 

!TEAM DOSTOJEWSKI!

Dzięki, Blackburnie!

Wybranietz, mam ponad sto pięćdziesiąt stron historii, która miała być krótkim opowiadaniem i nawet nie wiem, kiedy się tak rozrosła. A końca na razie nie widać… Gatunkowo to obyczajówka, o którą w sumie nigdy bym siebie nie podejrzewała. Jeśli na końcu będę zadowolona z efektu, to kto wie… może się pochwalę? :)

Dziękuję za kliczek!

 

Finklo, bardzo się cieszę, że Ci się podobało. :)

 

Tarnino, jestem fanką Twoich komentarzy, bo po każdym czuję się odrobinę mądrzejsza. Zaraz wprowadzę poprawki. Wielkie dzięki za korektę! A przesłanie to już zostawiam czytelnikowi. Jeśli wyłowił z tego tekstu cokolwiek, co przypadło mu do gustu, mogę mówić o sukcesie. :) No nie powiem, większy limit znaków mógłby pomóc temu opowiadaniu, ale Szortal przyjmuje króciaki do pięciu tysięcy. 

Edyta: wprowadziłam część poprawek, nad częścią jeszcze się zastanowię.

A co do tych kluczy… wydaje mi się, że 90% ludzi w takiej sytuacji nie zmieniłoby zamków, choć może ja jestem człowiekiem małej wiary. Hmm.

Poza tym, nadzieja syna, że ojciec da mu kasę, również wydaje mi się uzasadniona. Tonący brzytwy się chwyta, a poza tym, co mu szkodziło zapytać? Nawet jeśli były małe szanse, że Sadowski miałby jakieś fundusze, to jednak jakieś tam były.

 

Żonglerko, bierz! 

 

Conrad – Dostojewski 3 : 3

Dobry szort. Może nie porusza niczego odkrywczego, ale ta krytyka bycia ludziem bardzo fajna :-) Tym fajniejsza i celniejsza, bo pochodzi od kogoś (czegoś) spoza nawiasu człowiekowstwa, nieskażonego systemem, naiwnie szczerego. Wszyscy mamy coś za uszami, to oczywiste, ale czy manie czegoś za uszami wynika z faktu bycia człowiekiem? I czy to źle owym człowiekiem być mimo wszystko? Choć gdyby moje informacje na temat istoty człowieczeństwa opierały się na takich lekturach… 

Aha – "Zbrodnia i kara". Jest rozwlekła w uroczy sposób, a "Lord Jim" tylko rozwlekły. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

<3

"Zbrodnia i kara". Jest rozwlekła w uroczy sposób, a "Lord Jim" tylko rozwlekły. 

Mam dokładnie na odwrót :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

To pewnie przez to, że kręci mnie charakter języka oryginału. To znaczy to, co zostaje z niego po przełożeniu, bo po rosyjsku nie czytam :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dorzucam kliczka, bo to dobry szort. W uzasadnieniu mogłabym zacytować przedpiśćców, więc po prostu przeczytaj sobie jeszcze raz, co Ci tam napisali ;)

No nie powiem, większy limit znaków mógłby pomóc temu opowiadaniu

Wiesz, to też niekoniecznie. Nie chodzi o to, żeby napisać więcej, tylko więcej tego, co jest ważne.

 wydaje mi się, że 90% ludzi w takiej sytuacji nie zmieniłoby zamków

Nie, nie chodziło mi o odsunięcie od rodziny, tylko o zwykłe, codzienne "zgubiłem klucze". Chociaż facet jest na tyle owładnięty swoją idee fixe, że może faktycznie by się nie przejął? Jestem jeszcze rozstrojona po tych wyjazdach :) i chwytam się brzytew. Au.

 nadzieja syna, że ojciec da mu kasę, również wydaje mi się uzasadniona

Miałam na seminarium dyplomowym kolegę, który nie mógł się zdecydować na jeden temat, i przy którejś próbie zmiany promotor zapytał, czy tym razem już się weźmie do roboty. On na to, że oczywiście, i dlaczego promotor uważa, że nie. Odpowiedź: na podstawie empirii :)

 

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Dobrze napisany szort ze zgrabną puentą. Podobało mi się :)

Przeczytasz i powiesz mi[+,] co o tym sądzisz.

O tym, że przebywanie w jego towarzystwie jest na dłuższą metę nie do zniesienia, wiedzieli wszyscy, których sytuacja zmusiła[+,] by podjąć z nim rozmowę.

Przyjemne :)

Zdecydowanie wolę “Zbrodnie i karę” :) A jeśli chodzi o samo opowiadanie, cóż, niestety, zgodne z moimi przekonaniami, więc mi się wyjątkowo podobało :) Zgrabny, elegancko łączący fantastykę z obyczajówką szort, z pewnością zasługujący na bibliotekę. Klik :) Pozdrawiam serdecznie.

Nie zostałem wprawiony w zachwyt, ale koniec końców całkiem niezły szort. Dziękuję w finale rzeczywiście jest na swoim miejscu.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Ciężko napisać ciekawego szorta, Tobie się udało. Obawiałem się, że syn to taka infantylna postać będzie, ale na szczęście się myliłem

Thargone, cieszę się, że się podobało, a że szorcik mało odkrywczy, to w pełni się zgadzam. On z założenia prosty miał być, więc dobrze, że wyszło jasno i zrozumiale. ;)

Werweno, dzięki! :)

Tarniono, no to się wyjaśniło. :)

Belhaju, bardzo mi miło! :)

Anet, fajnie, że przyjemne. ;) Zaraz wstawię przecinki.

Katiu, bardzo dziękuję! Również pozdrawiam. :)

Nevazie, szkoda, że nie zachwyca, ale skoro wyszło nieźle, to… jest nieźle. :) 

Blackenie, cieszę się, że szorciak wyszedł ciekawie. I dobrze, że syn nie wyszedł zbyt infantylnie. :)

 

 

Conrad – Dostojewski 3 : 5

Bardzo fajny tekst. Miło było spędzić przy nim chwilkę. 

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Dziękuję, Fasoletti! :)

Opowiastka wydała mi się dość skondensowana. Przeczytałam bez przykrości, ale i bez szczególnych wrażeń.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szkoda, że bez szczególnych wrażeń, ale ważne, że bez przykrości. ;) Dziękuję za odwiedziny, Reg. :)

Bardzo fajny szort. Ostatnie słowo ładnie podkreśla poszczególne elementy co i rusz przedstawiane w tekście. 

Krótki i do rzeczy ten koncert fajerwerków, czyli ma wszystko to, czego oczekuję od szorta :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cieszę się, że Ci się podobało, NoWhereManie :)

Mnie też podobało się zwlaszcza:

Pieniądze

Dostojewski

Egzekucja

jak i cały szorcik dobrze mi się czytało.

Uwagi Tarniny – jestem pod wrażeniem ile wychwytujesz drobiazgów.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Rosso, masz kapitalne wyczucie obyczajowości z czynnikiem X, nazwijmy go spirit, jak pod poprzednim szortem, który czytałem. Tak, nadal pamiętam Sprostownik. Ten może nie ma takiego klimatu, ale jest równie dobry. Ten robot, Sadowski i syn. Kurcze, jak to u Ciebie wszystko brzmi naturalnie. Zupełnie nie fantastycznie, zupełnie jak rzeczywistość. Brawo, masz świetne wyczucie.

Zrobiłaś mi wieczór.

Pozdrawiam.

Kurcze, ale zaniedbałam komentarze. 

Zauruxorze, dziękuję! :)

Darconie, Ty za to zrobiłeś mi dzień tym komentarzem. :D Dziękuję :)

Nowa Fantastyka