- Opowiadanie: Tomasz R.Czarny - Horddrig i Książę Uway

Horddrig i Książę Uway

Kolejne opowiadanie  oparte na polskich legendach, osadzone w świecie fantasy.  Kolejne przygody krasnoluda Horddriga.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Horddrig i Książę Uway

 

Zapadł wieczór i stary bajarz zasiadł przy kominku, grzejąc schorowane kości. Tak jak poprzednio, po kolacji wokół zebrały się dzieciaki i zaczęły prosić go o opowiedzenie legendy. Stary nie dawał się długo namawiać. Gdy tylko maluchy zajęły miejsca i zrobiło się cicho, zaczął bajać:

 

 

Młody Horddrig przez długi czas błąkał się po lasach, rozpaczając po stracie bliskich. Obwiniał się za śmierć ojca i matki. Bał się zbliżyć do wiosek i miast z uwagi na klątwę, która na nim ciążyła: „Śmierć będzie ci towarzyszyć na każdym kroku. Będziesz patrzył, jak zabiera ci twoich bliskich, przyjaciół i tych, których choć trochę polubisz, sam zaś jej nie zaznasz”. W końcu jednak wycieńczony i zmęczony ciągłą walką o przetrwanie, przywędrował do Księstwa Tejerif, do jego stolicy Yahesdug, gdzie rządy sprawował książę Uway.

Horrdrig miał przy sobie trochę monet, wystarczyło mu na wynajęcie obskurnego pokoju i zjedzenie skromnego posiłku. Siedział teraz w kącie i wsłuchiwał się w rozmowę miejscowych.

Dowiedział się, że książę Uway od samego początku nie był dobrym włodarzem. Jako młody władca nie dbał o swoich ludzi ani o losy księstwa. Spędzał czas na biesiadach, polowaniach i innych przyjemnościach. Szlachta umyśliła sobie, aby ożenić księcia. Mieli nadzieję, że wtedy się ustatkuje. Niestety, było jeszcze gorzej. Żoną księcia została czarownica. Hulaka i swawolnik zamienił się w tyrana. Czarownica dopilnowała, żeby ci, którzy spiskują przeciwko księciu, zostali ukarani. Wyprawiła dla nich biesiadę, podczas której poczęstowała ich trucizną. Lud zaczął się buntować, słysząc o tych tragicznych wydarzeniach. Uway obawiał się wybuchu rewolty. Wtedy czarownica poradziła mu, aby na środku jeziora usypał wyspę i na niej postawił warowny zamek.

Tak też się stało. Nie było sposobu na zdobycie zamku. Książę i jego żona czarownica nie wyściubiali nosa ze swojej warowni, tylko zaufana gwardia wyjeżdżała, aby ściągnąć podatki z poddanych.

Lud jednak nie zrezygnował z prób obalenia władcy i pozbycia się jego połowicy. Wszelkie poczynania kończyły się fiaskiem. Podstępy, spiski, czary, zamachy zbrojne, wszystko kończyło się porażką.

Wysłuchawszy historii księstwa, Horddrig postanowił zająć się tą sprawą.

– Może ja bym mógł się do czegoś przydać? – rzucił pytanie w stronę dyskutujących.

Wszyscy zamilkli i spojrzeli na niego.

– A ty to kto? – zapytał stary krasnolud z siwą brodą.

– Zwą mnie Horddrig.

– Nietutejszy – stwierdził drugi krasnolud, ubrany w czerwony kubrak.

– Nie, nietutejszy – przyznał Horddrig.

– Czemu chcesz pomóc? – zainteresował się krasnolud z siwą brodą.

– Potrzebuję trochę monet, a wy nie macie nic do stracenia.

– A jak chcesz nam pomóc?

– Musi być jakiś sposób.

– Ja wiem, jak to zrobić – odezwał się ktoś z drugiego końca sali.

Spojrzeli w kierunku skąd dochodził ten głos.

Był to stary elf, ubrany w połatane łachmany, przygarbiony, o młodych, smutnych oczach. Jego twarz była ciemna i pokryta bruzdami, co świadczyło o zacnym wieku.

– Ty? – zdziwił się stary krasnolud.

– No proszę, stary dziwak powie nam, jak pokonać Uwaya i jego czarownicę – naigrawał się krasnolud w czerwonym kubraku.

– Te ziemie kiedyś należały do elfów – powiedział spokojnie stary elf, nic sobie nie robiąc z drwin.

– No i co z tego?

– Pamiętam tamte czasy.

– Jesteś stary i zdziwaczały. – Krasnolud w czerwonym kubraku nie miał zamiaru dać elfowi dojść do słowa.

– Poczekaj Hodekaj, posłuchamy co ma nam do powiedzenia – upomniał krasnoluda w czerwonym kubraku jego starszy towarzysz.

– Dawno temu, gdy na tych ziemiach panowały elfy, żył młody Esomajus. Był to dziwny elf, bo w odróżnieniu od swoich pobratymców zajmował się rybactwem. Co noc wyprawiał się na jezioro i łowił ryby. Bardzo lubił nocne wyprawy, gdy panował spokój, a księżyc odbijał się w tafli wody srebrzystym blaskiem. Pewnej nocy, jak zwykle wybrał się na wyprawę. Pływając po jeziorze, usłyszał czyjś śpiew. Podpłynął w stronę, z której dochodził i zobaczył na brzegu, siedzącą piękną dziewczynę o długich jasnych włosach. Esomajus zakochał się w niej bez pamięci. Nie odważył się podpłynąć bliżej. Obserwował ją z daleka, wsłuchując się urzeczony w jej piękny śpiew. Od tamtej pory młody elf na niczym nie mógł się skupić. Czekał jedynie na kolejny nocny połów i spotkanie z piękną dziewczyną. Pewnej nocy dwaj pobratymcy Esomajusa postanowili śledzić go, zaciekawieni, co też porabia nocami na jeziorze. Gdy tylko zobaczyli piękną dziewczynę, zapałali chciwością. Umyślili sobie, że złapią dziewczynę i zawiozą ją dla księcia w zamian za złoto. Jak postanowili, tak zrobili. Zaczekali do pełni księżyca i pochwycili ją, zarzucając na nią sieć rybacką. Zakochany w niej Esomajus zaczął prosić elfów, aby ją wypuścili, ale oni zaślepieni chciwością, nie chcieli go słuchać. Wyczekał więc na chwilę ich nieuwagi i uwolnił ją. Okazało się, że była to Czarodziejka wody. Była strażniczką tego miasta, jednak chciwość elfów spowodowała, że skryła się w jaskiniach, w górze rzeki. Odchodząc zapowiedziała, że dzięki dobremu sercu Esomajusa pewnego dnia pojawi się, gdy niebezpieczeństwo będzie tak wielkie, że mieszkańcy Yahesdug sami sobie nie poradzą. Wielu próbowało ją odnaleźć w jaskiniach, ale pobłądzili i słuch po nich zaginął. – Stary elf zakończył swoją opowieść.

– Po cholerę nam to opowiadałeś? – burknął krasnolud w czerwonym kubraku.

– Znajdźcie czarodziejkę wody, a ona uwolni to miasto od Uwaya.

– Bujdy starego dziwaka.

Hodekaj wydawał się nieprzekonany do tego pomysłu.

– Odnajdę ją – oświadczył dziarsko Horddrig.

– Albo zginiesz – powiedział stary elf.

– Nie straszna mi śmierć.

Stary elf nic na to nie odpowiedział, tylko delikatnie się uśmiechnął. Następnie wstał i wyszedł z karczmy. Horddrig ruszył za nim.

– Skąd znasz tę historie, elfie? – zapytał, gdy byli na zewnątrz.

– Nazywam się Esomajus.

Horddrig, zamarł na dźwięk jego imienia. Zanim się otrząsnął, starego elfa już nie było.

 

Horddrig ruszył dziarsko i zdecydowanie w górę rzeki. Przedzierał się przez gęstwinę leśną w poszukiwaniu jaskiń, o których wspominał stary elf. Niejednokrotnie musiał dobywać miecza, aby obronić się przed topielcami i innymi stworami leśnymi. Minęło kilka godzin zanim odnalazł jaskinie. Wziął głęboki oddech i zanurzył się w ich czeluści. Korytarze były ciemne, wilgotne i kręte. Co jakiś czas pojawiały się rozwidlenia. Drogę wybierał losowo, nie kierując się żadną logiką. Tracił powoli rachubę czasu, a czarodziejki wody nie było ani widać, ani słychać. Zaczynał nabierać wątpliwości, że kiedykolwiek ją znajdzie. Usiadł zmęczony na skałce, przy stawku, żeby nabrać trochę sił.

– Kogoż to moje oczy widzą? – Usłyszał melodyjny głos za sobą.

Wystraszony, zerwał się na nogi i odwrócił w stronę skąd dobiegał głos. Zobaczył młodą, śliczną dziewczynę, o jasnych włosach i zielonych oczach. Jej uroda zaparła mu dech w piersiach.

– Oto odwiedził mnie krasnolud, za którym krok w krok idzie śmierć – rzekła, nie czekając na odpowiedź.

– Czarodziejka wody – wydusił z siebie Horddrig.

– W jakim celu tu przybyłeś? Czyżbyś chciał mi ofiarować śmierć?

– Nie, pani – odparł, padając na kolana.

– Wstań i powiedz, po co przyszedłeś?

– Chcę cię prosić o pomoc dla mieszkańców Yahesdug.

– Yahesdug. Miasto elfów. To bezduszne i chciwe istoty, zadufane w sobie.

– Pani, teraz rządy sprawuje tam człowiek o wiele bardziej bezduszny.

– Kilka setek lat upłynęło, od kiedy opuściłam to miasto.

Czarodziejka wody zamyśliła się. Horddrig odniósł wrażenie, że odpłynęła gdzieś daleko.

– Dlaczego miałabym im pomóc?

– Esomajus mnie przysyła.

– Czarodziejka wody drgnęła na dźwięk wypowiedzianego imienia.

– Wracaj do miasta, krasnoludzie, zbierz zbrojnych i okrążcie jezioro. Gdy ludzie księcia będą uciekali z wyspy, wy zajmiecie się nimi.

– Dlaczego mieliby uciekać?

– Zaufaj mi. Przybędę ze swoją armią.

 

 

Horddrig zaufał Czarodziejce wody. Zgodnie z jej wskazówkami wrócił do miasta, skrzyknął mieszkańców pod broń i okrążyli jezioro. Czekali.

– Co teraz, krasnoludzie!? – krzyknął ktoś z zebranych.

Horddrig spojrzał w jego stronę. Był to krasnolud w czerwonym kubraku.

– Mamy czekać – odparł spokojnie.

– Na…

Krasnolud w czerwonym kubraku nie dokończył zdania. Za ich plecami rozległ się szmer. Wszyscy oglądnęli się i zobaczyli hordy Skavenów, szczuropodobnych istot średniego wzrostu. Pokryci gęstym futrem, które nie zakrywało twarzy, dłoni, stóp i ogona, odziani w stare podarte łachmany i uzbrojeni w krótkie miecze. Były ich dziesiątki tysięcy. Doszli do brzegów jeziora i zaczęli ryć podziemne korytarze. Jeden po drugim znikali w tunelach. Kilkanaście minut później ostatni ze Skavenów zniknął im z oczu. Chwilę potem z zamku zaczęły dochodzić odgłosy walki. Wrota twierdzy rozwarły się z hukiem i żołnierze gwardii Uwaya pospiesznie umykali na łodziach. Płynęli w stronę brzegu.

Horddrig wydał rozkaz i do ataku przystąpili łucznicy. Napięli cięciwy i wypuścili strzały w stronę uciekających. W powietrzu rozległ się świst lotek. Rażeni gwardziści wypadali z łodzi wprost do wód jeziora. Kolejna fala strzał zalała uciekających. Tymi którym udało się dotrzeć do brzegu, zajęli się miecznicy.

Walka nie trwała długo. Nastała cisza.

Jezioro zmieniło kolor na krwistoczerwony.

Wtedy pojawiła się Czarodziejka wody.

– Do zamku! – zakrzyknęła.

Armia złożona z krasnoludów, elfów i ludzi wskoczyła do łodzi i ruszyła w stronę twierdzy Uwaya. Pierwsza weszła do zamczyska Czarodziejka wody, za nią Horddrig, a potem zbrojni. To, co tam zastali, przerosło wyobraźnie. Wszędzie szwendali się Skaveni, a na ziemi leżały w kałużach krwi zwłoki gwardzistów i służby zamkowej. Nikt nie ocalał.

– Uway i czarownica skryli się w wieży zamkowej – powiedziała Czarodziejka i ruszyła po schodach.

Horddrig pośpieszył za nią.

Dotarli na sam szczyt wieży.

Czarodziejka za pomocą czarów wyważyła drzwi. Ich oczom ukazała się rozsierdzona czarownica i wystraszony książę Uway, który krył się za nią.

Widząc, co się dzieje, czarownica zrobiła zamach ręką, w której trzymała mieszek. Nie zdążyła jednak go rzucić w ich stronę. Czarodziejka użyła swojego magicznego kryształu, przytwierdzonego do różdżki. Zielony snop mocy wystrzelił w stronę czarownicy, trafiając w pierś. Siła uderzenia odrzuciła czarownicę do tyłu. Upadła na podłogę, a jej ciało natychmiast zaczęło sinieć, nabierając granatowoczarnego koloru. Wtedy do ataku przystąpił Uway. Wymierzył cios mieczem w głowę czarodziejki, ale Horddrig zablokował go. Cięciem w tors rozpłatał księciu brzuch. Było po wszystkim.

 

 

Nikt nawet nie zauważył, że Horddrig i czarodziejka wody opuścili zamczysko i popłynęli na brzeg. Tam na nich czekał Esomajus. Czarodziejka spojrzała na starego elfa. W jego oczach pojawiły się łzy.

– Wróciłaś – powiedział.

– Po ciebie.

Podała mu rękę. On ujął ją i razem ruszyli w górę rzeki, w stronę jaskiń. Horddrig patrzył na tych dwoje i ciepło zrobiło mu się na sercu. Poczuł do nich sympatię. Wydał na nich wyrok.

„Śmierć będzie ci towarzyszyć na każdym kroku. Będziesz patrzył, jak zabiera ci twoich bliskich, przyjaciół i tych, których choć trochę polubisz, sam zaś nie zaznasz jej”.

 

Stary elf odszedł jeszcze tego samego dnia w ramionach czarodziejki. Jej pękło serce, gdy patrzyła na śmierć ukochanego.

 

– A Horddrig? Co się z nim stało? – zapytało dziecko, gdy bajarz zamilkł.

Nie odpowiedział od razu. Chwilę milczał, wpatrując się w ogień w kominku.

– Horddrig ruszył dalej przed siebie – odpowiedział w końcu.

 

Koniec

Komentarze

Miał przy sobie tyle gotówki, że wystarczyło mu na wynajęcie obskurnego pokoju i skromnego posiłku.

To brzmi, jakby wynajmował posiłek. Lepiej:

"… że wystarczyło mu na wynajęcie obskurnego pokoju i skromny posiłek"

 

Horddrig wysłuchawszy historii księstwa, postanowił zająć się tą sprawą.

Może ja bym mógł się do czegoś przydać? – rzucił pytanie w stronę dyskutujących.

Wszyscy zamilkli i spojrzeli na niego.

A ty to kto? – zapytał stary krasnolud z siwą brodą.

Zwą mnie Horddrig.

Nie tutejszy – stwierdził drugi krasnolud, ubrany w czerwony kubrak.

Nie, nie tutejszy – przyznał Horddrig.

Czemu chcesz pomóc? – zainteresował się krasnolud z siwą brodą.

Potrzebuje trochę gotówki, a wy nie macie nic do stracenia.

A jak chcesz nam pomóc?

Musi być jakiś sposób.

Ja wiem jak to zrobić – odezwał się ktoś z drugiej strony karczmy.

 

Ten fragment i wszystkie inne dialogowe fragmenty – dlaczego zapisane są w taki sposób, a nie jak normalne dialogi? 

 

Krasnolud w czerwonym kubraku nie miał zamiaru dać dojść do słowa dla elfa.

"Krasnolud w czerwonym kubraku nie miał zamiaru dać elfowi dojść do słowa" 

 

Jej uroda zaparła mu dech w płucach.

Mówi się raczej "zaparła dech w piersiach" 

 

Tym co udało się dotrzeć do brzegu, zajęli się miecznicy.

"Tymi, którym udało się…" 

 

Jeszcze kilka szczegółów:

 – Uparcie nazywasz Krasnoluda w czerwonym kubraku "Krasnoludem w czerwonym kubraku", chociaż facet pojawia się dość często. Warto nazwać go od czasu do czasu jakoś inaczej, nadać imię, czy co… 

 – Gdy szlachta swata swego księcia, raczej starannie wybiera mu małżonkę (układy, koligacje, posagi, polityka, takie tam). Mało prawdopodobne, żeby trafiła się przypadkowo jakaś nieznajoma wiedźma. 

 – Esomajus obserwował czarodziejkę z daleka, w nocy i wiedział, że kobieta ma zielone oczy? 

 

Literówek i głupich baboli nie widziałem (interpunkcja taka sobie, ale olałem bo nie jestem w tym na tyle dobry, żeby poprawiać), wygląda na to, że solidnie się przykładałeś. Postarałeś się też o to, by tekst narracyjnie przypominał opowieść bajarza, legendę. Z jednej strony dobrze, z drugiej – wszystkie sceny akcji zostały kompletnie wyprane z dynamiki. Wiem co się stało w zamku na wyspie, ale zupełnie nie czuję emocji tego, jakby nie było, dramatycznego starcia. Cóż, to pewnie kwestia wyrobienia się i wyczucia, które przyjdzie Ci z czasem. Tak jak pisałem ostatnio – jesteś na dobrej drodze. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Pierwsza historyjka była moim zdaniem lepsza, ale jak na amatorską fantasy nie jest źle, zakończenie niezłe, ale fabuła pospieszna, nie opowiadasz kilku ważnych epizodów, tylko przeskakujesz dalej. I znowu uważam, że masz o jedno zdanie za dużo: tekst zyskałby na zakończeniu go zdaniem przedostatnim.

 

Wykonanie niestety zrobiło na mnie znacznie gorsze wrażenie niż na przedpiścy.

 

Czemu taki dziwaczny zapis dialogów? Krasnolud w czerwonym kubraku rzeczywiście męczy tak powtarzany. Poza tym za dużo masz krótkich nierozwiniętych zdań, to też męczy.

 

Łapanka nie całkiem po kolei:

 

“grzejąc swoje schorowane kości” – przecież nie czyjeś ;) Poza tym schorowane kości trochę dziwnie brzmią. Na dodatek akurat kości, jeśli nie liczyć osteoporozy, trzymają się nieźle, nawet na starość, a wszelkie artretyzmy, reumatyzmy, korzonki i inne rzeczy, które się wygrzewa, to przypadłości tkanek miękkich lub nerwów.

 

Bał się zbliżyć do wiosek i miast[-,] z uwagi na klątwę, która na nim ciążyła[+:/.] „ Śmierć będzie ci towarzyszyć na każdym kroku. Będziesz patrzył[+,] jak zabiera ci twoich bliskich, przyjaciół i tych, których choć trochę polubisz, sam zaś nie zaznasz jej[-.]” . Zbędna spacja przed Śmierć. I raczej “jej nie zaznasz”.

 

“Miał przy sobie tyle gotówki,” – z kontekstu poprzedniego zdania wynika, że to książę miał kasę. I zgrzyta mi ta “gotówka” w tym średniowieczno-krasnoludzkim settingu. Nawet przy założeniu, że w tym świecie funkcjonuje pieniądz, to lepiej będzie “trochę monet/pieniędzy”. Podobnie dalej.

 

“Jako młody władca nie dbał o swoich ludzi[-,] ani o losy księstwa.” Przecinek byłby, gdybyś wcześniej miał “nie dbał ani o swoich ludzi, ani o losy…”

 

“Lud zaczął się buntować[+,] słysząc o tych tragicznych wydarzeniach. Książę zaczął się obawiać rewolty.”

 

“Horddrig wysłuchawszy historii księstwa, postanowił zająć się tą sprawą.” → Wysłuchawszy historii księstwa, Hordrigg postanowił zająć się tą sprawą.

 

“Ja wiem[+,] jak to zrobić”

 

Jego twarz była ciemna i pokryta bruzdami, co świadczyło o jego wiekowości.” – drugi zaimek zbędny, no i zgrzyta ta wiekowość. O przeżytych latach, o zacnym wieku…

 

“Bardzo lubił nocne wyprawy, gdy panował spokój, a księżyc odbijał się w tafli wody srebrzystym blaskiem. Pewnej nocy, gdy jak zwykle…”

 

Eskapada brzmi też zbyt nowocześnie jak na ten tekst.

 

“usłyszał czyjś śpiew. Podpłynął w stronę[+,] skąd dochodził śpiew” – raczej “w stronę, z której”. I bardzo niedługo potem masz kolejny śpiew

 

“Od tamtej pory młody elf na niczym nie mógł się skupić, czekając na kolejny nocny połów i spotkanie z piękną dziewczyną.” – ta konstrukcja imiesłowowa nie jest dobra w tym przypadku. Lepiej byłoby coś w tym rodzaju: “Od tamtej pory młody elf na niczym nie mógł się skupić: czekał jedynie na kolejny nocny połów i spotkanie z piękną dziewczyną.” Zamiast dwukropka może być średnik lub kropka i nowe zdanie od Czekał.

 

“Pewnej nocy[-,] dwa inne elfy postanowiły śledzić Esomajusa, zaciekawieni[+,] co też on porabia nocami na jeziorze.” Albo dwaj elfowie postanowili zaciekawieni (i wtedy musisz konsekwentnie używać tej formy, przydałoby się również wobec krasnoludów), albo dwa elfy postanowiły zaciekawione. Inna możliwość wybrnięcia z tego problemu: “dwaj pobratymcy Esomajusa”, bo to pozwala Ci używać potem formy męsko-osobowej. Żeńsko-rzeczowa będzie brzmiała w dalszych zdaniach niedobrze.

 

“Umyślili sobie, że złapią dziewczynę i zawiozą ją dla księcia w zamian za złoto. Jak postanowili, tak zrobili. Zaczekali do pełni księżyca i pochwycili dziewczynę, zarzucając na nią sieć rybacką.”

 

“prosić elfy, aby ją wypuścili” – j.w. Tu możesz dać elfów

 

“Okazało się, że była to czarodziejka wody. Była strażniczką tego miasta, jednak chciwość elfów spowodowała, że przestała je chronić” – tu wychodzi na to (przez formę elfy), że przestała chronić elfy

 

“Odchodząc zapowiedziała, że dzięki dobremu sercu Esomajusa[-,] pewnego dnia pojawi się, gdy niebezpieczeństwo będzie tak wielkie, że sami sobie nie poradzą.” Kto sobie nie poradzi?

 

“Wielu próbowało ją odnaleźć w tych jaskiniach,” – wiadomo, że tych, a nie innych ;)

 

“Skąd znasz tą historie[+,] elfie?” → tę historię

 

“Horddrig[+,] słysząc jego imię[+,] zamarł.” – Trochę to kulawe, lepiej byłoby np. “H. zamarł na dźwięk jego imienia.”

 

“Niejednokrotnie musiał dobyć miecza” – raczej dobywać, skoro wielokrotnie

 

“nie było[-,] ani widać, ani słychać.”

 

“Zaczynał nabierać zwątpienia” – nabierać można wątpliwości, nie zwątpienia

 

“przy oczku wodnym” – oczko wodne to raczej taki sztuczny twór w ogrodzie, może przy stawku lub jeziorku?

 

O tchu w płucach już była mowa w poprzednim komentarzu – potwierdzam, nie ma takiego frazeologizmu

 

“rzekła[+,] nie czekając na jego odpowiedź.” + zaimek zbędny, wiadomo, czyją odpowiedź. Poza tym nie mogła czekać na jego odpowiedź, skoro wcześniej o nic go nie pytała. Nie czekała, aż się odezwie – ok, ale nie na odpowiedź

 

“Nie[+,] pani – odparł[+,] padając na kolana.” – tu masz klasyczny przykład potęgi przecinków. To, co napisałeś w wypowiedzi H., oznacza “tak, przyszedłem ofiarować śmierć, ale nie pani, tylko komuś innemu”

 

“Wstań i powiedz[+,] po co przyszedłeś?”

 

“Kilka setek lat upłynęło[+,] od kiedy opuściłam to miasto.”

 

“Wróżka” – wróżka??? To nie jest, zwłaszcza w fantasy, po prostu synonim czarodziejki

 

“Wracaj do miasta[+,] krasnoludzie”

 

“Horddrig zaufał dla Czarodziejki wody.” – że co? Chyba zaufał czarodziejce wody? “Zaufać dla kogoś” przypomina mi bardzo stary praktyczny żart: pytało się kogoś “czy mogę ci zaufać?”, a jak odpowiadał “oczywiście”, mówiło się do niego “uf uf”

 

“Mamy czekać – odparł spokojnie Horddrig.” – z kontekstu to oczywiste, a powtarza Ci się to imię bez przerwy

 

“Na…” – tu natomiast nie wiadomo, kto to mówi i kto urwał.

 

Za ich plecami rozległ się szmer. Wszyscy oglądnęli się za siebie i zobaczyli hordy Skavenów.” – oglądnąć nie da się przed siebie. Kim są Skavenowie? Wprowadzasz ich tak, jakby to miało być dla czytelnika oczywiste, a nie jest. No i powtarza ci się za chwilę Skavenów. I w ogóle na końcu tego akapitu wychodzi na to, że ci Skavenowie coś słyszeli i ogólnie są podmiotem.

Cała ta scena w ogóle nie jest osadzona w realiach opowieści. Wiemy, że miał zebrać zbrojnych – może byś temu poświęcił choćby jeden akapit – teraz to ci wszyscy Skavenowie (kimkolwiek są) i łucznicy pojawiają się deusexmachinowo.

 

“Potem kolejna salwa.” – sorry, Winnetou, ale z łuki i salwa?

SJP PWN:

salwa

1. «jednoczesny wystrzał na komendę z wielu karabinów lub armat»

2. «wybuch śmiechu, braw itp.»

 

“Armia złożona z krasnoludów, elfów i ludzi zapakowała się na łodzie” – zapakowała się jest z innej stylistycznej bajki

 

“To[+,] co tam zastali, przeszło ich wyobraźnie.” – przeszło wyobrażenie lub przerosło wyobraźnię

 

“szwendali się” – też z innej stylistycznej bajki

szwendać się pot. «chodzić, jeździć w różne miejsca bez celu»

Na dodatek nadal nie wiem, kim są Skaveni (Skavenowie?) – nacją (skoro wielką literą), typem wojowników

 

Czarodziejka za pomocą czarów wyważyła drzwi.” – średnio to brzmi

 

“Czarownica[+,] widząc[+,] co się dzieje, zrobiła zamach ręką, w której trzymała mieszek. Nie zdążyła jednak go rzucić w ich stronę. Czarodziejka użyła swojego magicznego kryształu, przytwierdzonego do różdżki.” – niby wiemy, kto jest kto, ale w pierwszej chwili ma się wrażenie, że omyłkowo nazwałeś czarodziejkę czarownicą. Napisz może więcej o tym, co zobaczyli w komnacie, wtedy będzie jasne, że jest tam inna kobieta. Pewnie, było na początku, że jest zły książę i jego żona czarownica, ale czytelnik zdążył już trochę o tym zapomnieć. W pierwszym zdaniu możesz uniknąć przecinkozy zmieniając szyk: Widząc, co się dzieje, czarownica zrobiła zamach [machnęła?]

 

“Zielony snop energii wystrzelił w stronę czarownicy[+,] trafiając w pierś.” – energia to znów inna bajka. Światła, mocy, ognia… masz mnóstwo możliwości lepiej pasujących do fantasy. Spróbuj pozamieniać część tych konstrukcji z imiesłowem przysłówkowym współczesnym na inne zdania, bo masz ich bardzo dużo, a nie zawsze idealnie pasują.

 

“Siła uderzenia odrzuciła ją do tyłu.” – ją czyli pierś?

 

“nabierając granatowo czarnego koloru.” – albo granatowoczarnego, jeśli to czarny w odcieniu granatu, albo “granatowo-czarnego”, jeśli kolory są przemieszane.

 

“Wtedy do ataku przystąpił Uway.” – strasznie głupi ten Uway, że nie zaatakował od razu. A i ci, którzy przybyli do wieży, żeby go zabić – czekali aż czarownica się przekręci, żeby zająć się księciem? Przedpiśca ma rację – w tej scenie, która powinna być kulminacyjna i dramatyczna, nie ma cienia dynamizmu, wszystko rozgrywa się jak w jakieś grze turowej.

 

“Cięciem w tors rozpłatał brzuch dla księcia.” – fatalne to zdanie i co to jest “brzuch dla księcia”? Może miałeś na myśli, że jednym cięciem rozpłatał księciu brzuch? Nadal pozostaje jednak dla mnie zagadką, czemu nie zrobił tego od razu, a także, czym wykonał to cięcie. Mam wrażenie, że krasnoludy nie walczą na broń sieczną, a toporem raczej wykonuje się uderzenie

 

“Nikt nawet nie zauważył” – nie wierzę. Opisz, jakim cudem tak się stało.

 

“Poczuł do nich sympatię. Wydał na nich wyrok.” – coś mi w tym następstwie nie pasuje. Dlaczego sympatię?

 

“Jej pękło serce, patrząc na śmierć ukochanego.” – serce patrzyło czy może jednak czarodziejka? Zmiana podmiotów w jednym zdaniu to rzecz karkołomna.

 

“zapytało dziecko[+,] gdy bajarz zamilkł.”

 

Czemu czarodziejka raz wielką, a raz małą literą?

 

nie przekonany → nieprzekonany. Obecna norma językowa każe wszystkie imiesłowy przymiotnikowe pisać z “nie” łącznie

 

nie tutejszy → nietutejszy. Ewentualnie możesz napisać “nie jesteś tutejszy?”

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Faktycznie, forma opowiadanej przez bajarza legendy odziera tekst z akcji. Skoro wszystko już się stało dawno temu, nie ma się czym przejmować.

Dlaczego właściwie elf sam nie poszedł do czarodziejki? Dlaczego wszyscy musieli czekać na krasnoluda, który rozwiązuje problem bez specjalnego wysiłku?

Co się stało z myślnikami na początku wypowiedzi? Dialogi powinny się różnić od narracji. Widywałam lepsze interpunkcje. Czasami stosujesz dziwne konstrukcje.

Horddrig zaufał dla Czarodziejki wody.

Ufa się komuś, nie dla kogoś.

Cięciem w tors rozpłatał brzuch dla księcia.

Książę musiał się bardzo ucieszyć z prezentu. ;-) Po co to “dla”?

Babska logika rządzi!

Twoje opowiadanko wymaga sporo szlifu. Wnioskuję że jesteś na początku drogi pisarskiej a wiadomo że nie od razu Kraków zbudowano. Kilka moich uwag, tak żeby Cię nie zniechęcać. Dialogi zdecydowanie lepiej wyglądają z myślnikami co je odróżnia od narracji. Nagminnie powtarzasz nazwy (książę to, książę tamto, co zdanie książę – a skoro nazwałeś go książę Uway, to stosuj to zamiennie może być władca, itp., albo, jak piszesz o księciu w jednym bloku, to zastosuj podmiot domyślny przy opisach). Odnosi się to też do innych osób w innych fragmentach tekstu. Hordy Skavenów wyskoczyły znienacka i zabrakło jakiegoś ich wprowadzenia, opisu. No i wydaje mi się że “nie tutejszy” to powinno być “nietutejszy” albo np.: obcy ;)

 

Horddrig zaufał dla Czarodziejki wody.

Horddrig zaufał Czarodziejce.

 

To co tam zastali, przeszło ich wyobraźnie.

Przeszło ich wyobrażenie albo przerosło ich wyobraźnię.

 

Tego typu błędów jest jeszcze trochę, jakieś tam literówki i interpunkcja, plus to co opisał Thargone, no i fragmenty o księciu kojarzą się z Popielem. Pisz dalej, każdy następny tekst powinien być lepszy, trening czyni mistrza. Powodzenia ;)

Sorki za dialogi ale wkradł się chochlik i przy kopiowaniu zniknęły, w oryginale jest ok. Już poprawiam. Wytknięte błędy też starałem się poprawić. Dzięki.

 

 

“Wtedy do ataku przystąpił Uway.” – strasznie głupi ten Uway, że nie zaatakował od razu. A i ci, którzy przybyli do wieży, żeby go zabić – czekali aż czarownica się przekręci, żeby zająć się księciem?

 

Uway nie jest głupi tylko strachliwy. Bał się i polegał na żonie czarownicy. Wszyscy czekali na to aż czarownica się przekręci, bo bali się jej.

 

 

 

 fragmenty o księciu kojarzą się z Popielem

Zgadza się, jak napisałem w przedmowie to opowiadanie jest oparte na polskich legendach umiejscowionych w świecie fantasy. Mamy tu do czynienia z kilkoma legendami: O Popielu, Wars i Sawa, O Syrence Warszawskiej, O złotej Kaczce.

 

 

 

 

Fabuła jest dość prosta i dość klasyczna, całkiem nieźle skomponowana, jeśli chodzi o zasadnicze elementy – to znaczy pojawiają się tam, gdzie ich miejsce, jednak niekiedy brakuje między nimi zaprawy, czegoś co by je porządnie umocowało. Chodzi mi między innymi o to, o co pytali przedpiśćcy – dlaczego mieszkańcy nie mogli poradzić sobie bez pomocy głównego bohatera? Czemu elf nie mógł sam iść po czarodziejkę? Skąd te szczurołaki? 

Z pewnością warto jeszcze popracować nad nazywaniem postaci i wymiennością w tym zakresie – wspominany już krasnolud w czerwonym kubraku nadal jest krasnoludem w czerwonym kubraku. Dobrze, że na akcję wykurzania księcia z wyspy się nie przebrał, bo byśmy go nie rozpoznali ;)

 

Zostało jeszcze trochę baboli:

 

Zapadł wieczór i stary bajarz zasiadł przy kominku, grzejąc schorowane kości. Tak jak poprzednio, po kolacji wokół bajarza zebrały się dzieciaki i zaczęły prosić go o opowiedzenie legendy. Stary nie dawał się długo namawiać. Gdy tylko dzieciaki zajęły miejsca i zrobiło się cicho, zaczął opowiadać:

 

Powtórzenia.

 

Uway obwiał się wybuchu rewolty.

 

Literówka.

 

Książę i jego żona czarownica nie wyściubiali nosa ze swojej warowni, tylko zaufana gwardia wyjeżdżała, aby ściągnąć podatki z podwładnych.

Lud jednak nie zrezygnował z prób obalenia władcy i pozbycia się jego żony czarownicy.

 

Powtórzenie i przy okazji przykład sztywności w nazywaniu postaci.

 

Pewnej nocy, jak zwykle wybrał się na wyprawę. Pływając po jeziorze, usłyszał czyjś śpiew. Podpłynął w stronę, z której dochodził i zobaczył na brzegu, siedzącą piękną dziewczynę o długich jasnych włosach i zielonych oczach. Esomajus zakochał się w niej bez pamięci. Nie odważył się podpłynąć bliżej. Obserwował ją z daleka (…)

 

Zadziwiło mnie, że po ciemku i z daleka zdołał dojrzeć kolor jej oczu… ale może mało wiem o elfim wzroku ;)

 

– Uway i czarownica skryli się w wieży zamkowej – powiedziała Czarodziejka i ruszyła po schodach.

Horddrig ruszył za nią.

 

 

Zielony snop mocy wystrzelił w stronę czarownicy, trafiając w pierś. Siła uderzenia odrzuciła czarownicę do tyłu.

 

Powtórzenia.

 

Jej pękło serce, patrząc na śmierć ukochanego.

 

Czy to serce patrzyło na śmierć ukochanego? Raczej: Jej pękło serce, gdy patrzyła na śmierć ukochanego.

 

dlaczego mieszkańcy nie mogli poradzić sobie bez pomocy głównego bohatera?

 

Jest wzmianka o tym, że wielu próbowało, ale pobłądzili i słuch o nich zaginął.

 

 

Czemu elf nie mógł sam iść po czarodziejkę?

To pytanie należy zadać dla samego elfa. Tak bywa w legendach, może był już za stary.

 

Skąd te szczurołaki? 

Czarodziejka wody je skrzyknęła.

 

 

To pytanie należy zadać dla samego elfa.

Masz jakiegoś fetysza z tym “dla” ;) Pytanie zadaje się komuś. Ew. to jest pytanie do elfa.

 

Ale z punktu widzenia opowiadania – fajnie, że tłumaczysz różne rzeczy w komentarzach, ale jednak te informacje powinny być w tekście, bo czytelnik nie siedzi w Twojej głowie (ani tym bardziej wymyślonego przez Ciebie elfa) i nie będzie aż tak dociekał, co autor miał na myśli. A w warunkach normalnie publikowanego tekstu nie masz możliwości wyjaśniania czytelnikom tego wszystkiego w komentarzach, więc ryzykujesz, że uznają te wszystkie niedopowiedzenia za błędy.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mam wrażenie, że historia jest opowiedziana w sposób dość beznamiętny, ot tak, aby zająć dzieci, ale ich zbytnio nie wystraszyć. Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że wszystko przychodzi Horddrigowi zbyt łatwo – bez większego problemu znajduje czarodziejkę, niemal na poczekaniu organizuje zbrojnych, a sama walka zostaje sprowadzona do strzelania z łuków i usieczenia niedobitków.

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

z uwagi na klą­twę, która na nim cią­ży­ła : –> Zbędna spacja przed dwukropkiem.

 

sam zaś jej nie za­znasz” . –> Zbędna spacja przed kropką.

 

aby ścią­gnąć po­dat­ki z pod­wład­nych. –> …aby ścią­gnąć po­dat­ki z poddanych.

 

Po­trze­bu­je tro­chę monet… –> Literówka.

 

– Ja wiem, jak to zro­bić – ode­zwał się ktoś z dru­giej stro­ny karcz­my. –> A gdzie była pierwsza strona karczmy?

Proponuję: – Ja wiem, jak to zro­bić – ode­zwał się ktoś z dru­giego końca sali.

 

– Dawno temu, gdy na tych zie­miach pa­no­wa­ły elfy, żył młody elf Eso­ma­jus. Był to dziw­ny elf… –> Powtórzenia.

 

Co noc wy­pra­wiał się na je­zio­ro i łowił ryby. Bar­dzo lubił nocne wy­pra­wy, gdy pa­no­wał spo­kój, a księ­życ od­bi­jał się w tafli wody sre­brzy­stym bla­skiem. Pew­nej nocy, jak zwy­kle wy­brał się na wy­pra­wę. –> Powtórzenia.

 

po­chwy­ci­li , za­rzu­ca­jąc na nią sieć ry­bac­ką. Za­ko­cha­ny w niej Eso­ma­jus za­czął pro­sić elfów, aby wy­pu­ści­li, ale oni za­śle­pie­ni chci­wo­ścią, nie chcie­li go słu­chać. Wy­cze­kał więc na chwi­lę ich nie­uwa­gi i uwol­nił . –> Nadmiar zaimków.

 

Ho­de­kaj wy­da­wał się nie­prze­ko­na­ny do tego po­my­słu. –> Kim jest Hodekaj?

 

Hord­drig za­ufał Cza­ro­dziej­ce wody. –> Wcześniej pisałeś: Oka­za­ło się, że była to cza­ro­dziej­ka wody. –> Sugeruję, abyś ujednolicił pisownię.

 

Je­zio­ro zmie­ni­ło kolor na krwi­sto czer­wo­ny. –> Je­zio­ro zmie­ni­ło kolor na krwi­stoczer­wo­ny.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Obiema rękami mogę się podpisać pod komentarzem Thargone’a. Stylizacja na opowieść bajarza wychodzi przyzwoicie, ale tekst został wyprany z dynamiki czy większego napięcia. Trochę też brakuje informacji o pewnych sprawach w samym tekście, co wytknęła Drakaina.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Fakt, przyznaję rację, że brak jest dynamiki, a historyjka jest opowiedziana lajtowo . Jednak trzeba przyznać iż większość legend jest tak pisana. Bohaterom zawsze wszystko przychodzi łatwo. Właśnie w takim stylu jest napisane to opowiadanie. 

Część wytkniętych błędów już poprawiłem, a resztę postaram się poprawić, jak najszybciej. Na moje nieszczęście brakuje mi teraz trochę czasu.

Dzięki za uwagi i wytknięcie błędów. Wasze uwagi są bardzo cenne dla mnie i wiele znaczą.

 

Nowa Fantastyka