- Opowiadanie: maciekzolnowski - Czarne skarpetki - creepypasta, anegdotka, czarna komedia

Czarne skarpetki - creepypasta, anegdotka, czarna komedia

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Czarne skarpetki - creepypasta, anegdotka, czarna komedia

Mam pecha albo i nie, w zależności od tego, jakiego koloru są moje skarpetki. Wytłumaczę to dokładniej. Czarne oznaczają brak szczęścia, różnobarwne – większy lub mniejszy uśmiech albo uśmieszek losu. Dziś jak na złość lekkomyślnie założyłem te pechowe, te cholerne. Przez cały dzień nic złego się nie działo, ale – do czasu!

Podczas wieczornego truchtu po zaułkach Czarnego Lasu, w możliwie najbardziej oddalonym od cywilizacji miejscu mojego miasta, zorientowałem się nagle, że ktoś lub coś za mną gna. Dotarła do mych uszu odrażająca fala sapania, pochrapywania, pomlaskiwania, a nawet coś w rodzaju parskania czerkieskiego rumaka w pełnym galopie. Bojąc się to sprawdzić, w myśl zasady „nie oglądaj się, bracie, za siebie, jeśli nie musisz”, zdołałem jedynie przyśpieszyć kroku. Uff! Przez jakiś czas zachowywałem bezpieczny dystans, ale kiedy minąłem jedyną, a na dodatek niepewnie pełgającą latarenkę – wszystko się zmieniło na moją niekorzyść. Lampa zaczęła rzucać cień, czarny i wredny, który zdawał się rosnąć z każdą chwilą w miarę oddalania się od źródła światła, a obraz intruza nabierał coraz bardziej realnych i demonicznych kształtów – i to nie tylko w mej głowie. Pędziłem ile wlezie i prawie już wypluwałem płuca, gdy nagle kroki za moimi plecami zupełnie ucichły. Przystanąłem, odczekałem chwilkę, zebrałem się w sobie i w końcu obejrzałem za siebie z niedowierzaniem. A tam, ha, ha, nie było już nikogo ani niczego prócz wieczornych mgieł. Kontynuowałem następnie trening w bardziej bezpiecznej – jak mi się wtedy zdawało – części lasku.

Wtem na horyzoncie ujrzałem niewyraźną poświatę. Był to odwrócony sierp księżyca. Na jego tle zamigotała znajoma sylwetka młodego mężczyzny z pochyloną głową, około dwudziestki, czterdziestki, pięćdziesiątki maszerującego naprzód i poruszającego rękoma (trzymanymi razem i blisko tułowia) raz na lewo, a raz na prawo, raz na lewo, a raz na prawo.

– Jezus Maria! Zombie – pisnąłem przez zaciśnięte zęby.

– Zzzzzzz – odpowiedział mi puchacz tak efektownie, że aż mnie zmroziło.

– Zzześć! – odezwała się zzznienacka tajemnicza postać. – Nie poznajesz zzząsiada zzzpod zzzwójki? To ja, Marian Zzząbek.

– Zzzzzzz – odpowiedział puchacz Marianowi i zrobił to powtórnie efektownie i zjawiskowo. W ten sposób zmroziło mnie po raz drugi i jakby bardziej, można powiedzieć srożej albo sromotniej.

– Zzzajętyś jest? No a ja se ćwiczę zzzwyczajnie chód-marszobieg. 

Ćwiczył se zwyczajnie chód-marszobieg, rozumiecie? Czub zwyczajny postępujący i cymbał złośliwy kroczący-majaczący! Ludzie teraz ćwiczą trzymając łapki złączone, a główki pochylone, naprawdę. No co, nie wiedzieliście? Do parków i Czarnych Lasów nie chodzicie, czy jak? I wyglądają przy tym jak emerytowani kosmici – eks-admirałowie obcych flotylli. Ugryzłem się w język. Widocznie jego nazwisko tak na mnie podziałało, poraziło mnie i wściekle pogryzło (niektóre nazwiska powinny nosić kaganiec). Marian zauważył moje zmieszanie i chciał coś jeszcze powiedzieć, zzzagadać znaczy się, ale nie zdążył. Było mi tak straszliwie głupio, że zabrałem się z powrotem do domu, po prostu, bez słowa. 

Wcześniej zdążyłem obiecać sobie w duchu, że już nigdy, przenigdy nie założę tych plugawych, nadszarpniętych zzzębem czasu i na dodatek jeszcze dziurawych skarpetek koloru smoliście czarnego z czarnymi plamkami – pozostałością po soku z czarnej porzeczki ze spiżarenki cioteńki Gertrudy Zmory ze wsi Zaraza, zzzzzz… Nawiasem mówiąc: zdaje się, że to gdzieś na Podkarpaciu, nie? Ale głowy nie daję; oj, głowy nie daję.

Koniec

Komentarze

Opowiadanko dość groteskowe, jednak nie przeceniałabym roli czarnych skarpetek. ;)

 

spoj­rza­łem za sie­bie z nie do­wie­rza­niem. –> …spoj­rza­łem za sie­bie z niedo­wie­rza­niem.

 

Wtem na ho­ry­zon­cie uj­rza­łem nie­wy­raź­ną po­świa­tę. –> Czy wieczorem w lasku widać horyzont?

 

ma­sze­ru­ją­ce­go na przód… –> …ma­sze­ru­ją­ce­go naprzód

 

eme­ry­to­wa­ni ko­smi­ci – ex ad­mi­ra­ło­wie ob­cych flo­tyl­li. –> …eme­ry­to­wa­ni ko­smi­ci – eks-ad­mi­ra­ło­wie ob­cych flo­tyl­li.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Całkiem zabawny, przyjemny i pomysłowy szorcik. Tylko czy czerkieskie konie parskają w galopie inaczej niż inne konie?

 

“Czarne oznaczają brak szczęści,” – literówka

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hm, no mnie szorcik jakoś specjalnie nie przekonał. Może dlatego, że nie jakoś szczególnie nie lubię takich luzackich narratorów. Po szorcie też oczekuję jakiejś fajnej końcówki, bo czym innym może zaskoczyć lub zaimponować tak krótki tekst, ale nie doczekałem się żadnej interesującej puenty, choć rozumiem i doceniam sam zamysł :) 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dzięki! Błędy poprawione! 

Soku, to tylko skromny żarcik, więc zamiast stosownej puenty mamy po prostu dziurawą skarpetkę. ;)

maciekzolnowski

Mam nadzieję, że ta dziura nie jest na tyle duża, by przez nią wypaść :P

W sumie to w przeciągu ostatniego tygodnia przeczytałem trzy teksty, w których pojawia się wątek skarpet. To nie może być przypadek :D

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Mam nadzieję, że ta dziura nie jest na tyle duża, by przez nią wypaść :P

Przez dziurę w skarpetce, nawet niewielką, jeśli się nagle ukaże czyimś oczom, można wypaść wręcz fatalnie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Odruchowo, mimo że od dawna nie bywam na fejsbuku, poszukałam przycisku “like” :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Sympatyczne. 

Treść treścią, ale Maciek potrafi bawić się słowami w przeuroczy sposób i czytanie jego tekstów to bardzo często czysta przyjemność, nawet jeśli fabularnie niedomagają. 

A czerkieskie konie parskają z zachodniokaukaskim akcentem, charakterystycznie przęciąjając ostatnią, nosową głoskę. Przecież to powszechna wiedza ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Taka mała dziurka, a człowiek cały (i wcale nie taki znowu mały) źle przez nią wypada. Święta racja, Reg. 

Ja Ciebie też Drakaina “like you”. ;) 

Soku, jeżeli jeszcze nie znasz, to koniecznie przeczytaj na Opowi “Atak krwiożerczej skarpety”. Przykro mi tylko, bo rzecz jest ponownie i jak nietrudno zgadnąć o skarpecie. 

Dzięki, Thargone! Jest mi miło niezmiernie. I tutaj dodatkowo mała ciekawostka a propos koni: 1. W Rosji – chyba nikogo nie trzeba o tym przekonywać – wszystko jest strasznie, ale to strasznie duże, że o koniach nie wspomnę. A duże oznacza często groźne, straszne i budzące szacunek. 2. I taki właśnie czerkieski konik–byczek pojawia się u Gogola, więc zrobiłem – i tak to należy rozumieć – małe nawiązanie do klasycznego już opowiadania “Wij”. 

I na koniec jeszcze puenta, którą dopisuję specjalnie z myślą o Soku: Czarne koty są okej, w przeciwieństwie do czarnych skarpet, które okej nie są!

maciekzolnowski

Och, “Wij”… Jedno z najbardziej przerażających opowiadań, jakie w życiu czytałam, ale że było to dawno, a ja zawsze miałam do szczegółów książek pamięć jak rzeszoto, to konika nie zapamiętałam :(

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

“Wij” jest przerażający – fakt – ale jest też momentami bardzo, ale to bardzo zabawny. Już sami bohaterowie budzą uśmiech na ustach, a może nawet politowanie. I ta zabawa rosyjskim folklorem… no, wszystko to po prostu bezcenne! 

maciekzolnowski

No, Gogol zasadniczo tak ma, że śmieszy i przestrasza jednocześnie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przyjemne :)

Nie wiem czy puenty potrzebuję, bo przy lekturze ubawiłam się przednio. Te wszystkie “zzz” rozbroiły mnie całkowicie. Tekst traktuję bardziej impresyjnie, więc brak lub odrobina fabuły mnie nie razi. Wprost przeciwnie, uważam Maćku, że świetnie się bawisz z konwencją creepypasty.

Odniesienia do Gogola – ciągle lekturę opowiadań odkładam i odkładam, a i film z lat 60-tych jeszcze nieobejrzany. Wstyd się przyznać.

Bardzo przyjemne. Podoba mi się jak z charakterem potrafisz opowiedzieć historię. Stylem nadrabiasz brak mocnej puenty, ale nie obraziłbym się na jakiś twist pod koniec. :) Bardzo sympatyczny szort.

…czyli nieważne co, ważne jak. A ja głupi zawsze sądziłem, że liczy się tematyka i bohaterowie. Ale (i podkreślam to “ale”) wychodzi na to, że czasem (i podkreślam to “czasem”) klimat oraz strona warsztatowa mogą się znaleźć na pierwszym miejscu, co w niczym nikomu nie przeszkadza.

Deirdriu i AC, wielkie dzięki!

 

“Gogol. Nachalo” – tego nie udało mi się przetrawić, za to oba “Wije”, albo inaczej obie ekranizacje “Wija”, dla mnie po prostu bomba! Jeśli nie widziałaś, zdecydowanie polecam! 

maciekzolnowski

Zabawny szort, pomysłowy w jednej-dwóch kwestiach, nawet uśmiechnął :) Nie jest to jednak groteska perfekcyjna pod mój gust, ale to już jest kwestia mojego gustu. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, NoWhereMan! Ot, taka anegdotka na dwa lub trzy akapity… do poczytania / posłuchania przy kominku. :) 

maciekzolnowski

Nowa Fantastyka