- Opowiadanie: tomaszg - Bydłowozy

Bydłowozy

Poniższe opowiadanie w ulepszonej wersji ukazało się w grudniu 2019 w zbiorku "A miało być tak pięknie" (dostępny pod adresem https://ridero.eu/pl/books/a_mialo_byc_tak_pieknie/ - ebook bezpłatnie, wersja drukowana odpłatnie).

Jeżeli chodzi o osoby z tego portalu, to bardzo dziękuję za pomoc szczególnie Finkli, regulatorom (zapis z małej litery w formie oryginalnej) i NoWhereManowi (pozostałym oczywiście również, natomiast ta trójka była najbardziej aktywna i wytrwała w pokazywaniu mi błędów i niedoróbek w mojej wcześniejszej twórczości).

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Bydłowozy

– Pa­no­wie, to jest na­gra­nie z lotu TWA sie­dem zero zero. To na­stęp­ny taki przy­pa­dek, kiedy sa­mo­lot spada bez wy­raź­ne­go po­wo­du. – Zde­ner­wo­wa­ny prze­wod­ni­czą­cy ze­spo­łu do ba­da­nia wy­pad­ków lot­ni­czych otwo­rzył ko­lej­ną sesję. – Cały ma­te­riał już znamy, pro­po­nu­ję za­cząć od ana­li­zy ostat­nich kilku minut.

Kil­ku­na­stu sie­dzą­cych w na­sło­necz­nio­nej salce męż­czyzn kiw­nę­ło po­ta­ku­ją­co, więc prze­wod­ni­czą­cy prze­su­nął na­gra­nie do mo­men­tu, gdy sa­mo­lot znaj­do­wał się w po­zy­cji do ko­ło­wa­nia.

– „Taxi chec­klist”. – Usły­sze­li głos pierw­sze­go pi­lo­ta.

– „Taxi chec­klist. Flaps and run­way?” – po­twier­dził drugi.

Ko­mu­ni­ka­cja mię­dzy pi­lo­ta­mi wska­zy­wa­ła na ru­ty­no­we przy­go­to­wy­wa­nie się do star­tu:

– “Flaps are ten and green for run­way two two right Ken­ne­dy”.

– “Ten eight green two two right Ken­ne­dy. Take off data EPR and air­spe­ed bugs?”

– “Five hun­dred and ni­ne­ty tho­usand seven se­ven­ty one ta­ke­off EPR's set at point three three bugs set and cross chec­ked at one fifty three”.

– “Set and cross chec­ked”.

– “Sta­bi­li­zer trim?”

– “Is set at six point one”.

– Tutaj coś sły­chać – po­wie­dział nagle ktoś z obec­nych w salce.

Frag­ment zo­stał cof­nię­ty, a na re­pre­zen­ta­cji widma na­gra­nia rze­czy­wi­ście było widać bar­dzo drob­ny pik.

– Ma pan dobry słuch pro­fe­so­rze. – Prze­wod­ni­czą­cy po­chwa­lił eks­per­ta.

– Co to może być?

– Ude­rze­nie ręką o ele­ment kok­pi­tu? – rzu­cił ktoś.

– Jakiś prze­łącz­nik?

– Nie, to ra­czej za­brzmia­ło jak cpyk­nię­cie dłu­go­pi­sem, wie­cie, były kie­dyś takie dłu­go­pi­sy z włącz­ni­kiem.

– A może to ktoś w tle za­ka­słał albo chrząk­nął?

– Nie­moż­li­we, re­je­stra­to­ry nie wy­kry­wa­ją tak sła­bych dźwię­ków, ka­bi­na zresz­tą była za­mknię­ta.

– A ja ob­sta­wiam, że to któ­ryś z pi­lo­tów.

Ze­bra­ni słu­cha­li i ana­li­zo­wa­li wspól­nie ko­lej­ne se­kun­dy, aż do­szli pra­wie do mo­men­tu star­tu:

– “Fli­ght start”.

– “Body gear ste­ering?”

– “Di­sar­med”.

– “Be­fo­re ta­ke­off chec­klist is com­ple­te”.

W tym mo­men­cie sły­chać było od­głos sil­ni­ków, które zwięk­sza­ły swoją pręd­kość.

– Znowu jakiś trzask – rzu­cił ktoś z obec­nych.

– Gdzie?

– Spójrz­cie, pół se­kun­dy wcze­śniej jest znowu pik.

– Coś upa­dło w ka­bi­nie? Tecz­ka pi­lo­ta?

Frag­ment zo­stał wie­lo­krot­nie prze­słu­cha­ny, ale nie udało się usta­lić nic sen­sow­ne­go.

Śled­czy mieli na­dzie­ję, że może ko­lej­ny frag­ment przy­nie­sie coś sen­sow­ne­go:

– “Trim throt­tles”.

– “Eigh­ty knots”.

– “V-one”.

– „V-R”.

– Tu wy­star­to­wa­li.

– Tak, to zde­cy­do­wa­nie przy­ci­ski pod­wo­zia.

Przy­pusz­cze­nia po­twier­dzi­ły głosy pi­lo­tów trzy se­kun­dy póź­niej:

– „Gear up”.

– „Gear up”.

– Tu mają kon­takt z TWR – po­wie­dział prze­wod­ni­czą­cy, a oni usły­sze­li. – “TWA seven hun­dred heavy con­tact New York de­par­tu­re one three five point nine good eve­ning”.

– Od­zy­wa się RDO – wtrą­cił eks­pert od ruchu lot­ni­cze­go w tej oko­li­cy. – “TWA's seven hun­dred heavy good night. Ken­ne­dy de­par­tu­re TWA's seven hun­dred heavy li­fe­gu­ard le­aving nine hun­dred clim­bing five tho­usand”.

– Teraz kon­tro­la wzno­sze­nia. – kon­ty­nu­ował eks­pert. – “Li­fe­gu­ard TWA seven hun­dred heavy New York de­par­tu­re radar con­tact climb and ma­in­ta­in one one tho­usand”.

– I w końcu RDO: “TWA's seven hun­dred heavy climb and ma­in­ta­in one one tho­usand”.

– Zo­bacz­cie, że pilot nic nie sy­gna­li­zu­je i jego glos brzmi zu­peł­nie nor­mal­nie: „Climb to one one tho­usand and ma­in­ta­in”.

– Znowu RDO: “TWA seven hun­dred heavy turn left he­ading one five zero”.

– „Left to one five zero”. – Pa­no­wie, to są ostat­nie wy­po­wie­dzia­ne słowa z kok­pi­tu. Kon­tro­la twier­dzi­ła, że sa­mo­lot dalej się wzno­sił aż do pu­ła­pu ty­po­we­go dla sie­dem czte­ry sie­dem, aby potem gwał­tow­nie spaść. – Prze­wod­ni­czą­cy pod­su­mo­wał na­gra­nie.

– Wszyst­kie od­czy­ty sys­te­mów w nor­mie. Ci­śnie­nie, pręd­kość sil­ni­ków i tak dalej. – dodał jego za­stęp­ca pró­bu­jąc tym samym wy­wo­łać dys­ku­sję.

– Ro­zu­mie­cie coś z tego?

– To nie mogła być ani ra­kie­ta, ani za­tru­cie pi­lo­tów

– Może uster­ka? Utra­ta ci­śnie­nia w ka­bi­nie? Pa­mię­ta­cie He­lio­sa?

– Tam to się nie dzia­ło na­tych­miast, tutaj nie ma żad­nych oznak tego, że pi­lo­ci mówią nie­nor­mal­nie, wolno, albo nie­wy­raź­nie.

– Pro­po­nu­ję trzy­dzie­sto­mi­nu­to­wą prze­rwę, a na­stęp­nie od­słu­cha­my na­gra­nie jesz­cze raz. – Za­brał głos prze­wod­ni­czą­cy.

Człon­ko­wie ko­mi­sji przy­tak­nę­li nie wie­dząc, że ten przy­pa­dek, jak i kilka in­nych po­zo­sta­nie nie­wy­ja­śnio­ny przez bar­dzo długi czas.

***

– Pa­no­wie, chyba coś mamy. – Śled­czy był pełen en­tu­zja­zmu pod­czas jed­nej z sesji kilka mie­się­cy póź­niej. – Na­gra­nie po­cho­dzi z sa­mo­lo­tu ra­tow­nic­twa me­dycz­ne­go, któ­rym prze­wo­żo­no cho­rych z Afry­ki.

– Puść to.

– “He­ath­row Cen­tre, tu Bri­tish Air­ways Spe­ed­bird lot sie­dem trzy jeden”.

– “Bri­tish Air­ways Spe­ed­bird lot sie­dem trzy jeden, tu He­ath­row Cen­tre, słu­cham?”

– “He­ath­row Cen­tre, Bri­tish Air­ways Spe­ed­bird lot sie­dem trzy jeden chce prze­ka­zać wia­do­mość”.

– “Bri­tish Air­ways Spe­ed­bird lot sie­dem trzy jeden, He­ath­row Cen­tre go­to­wy do przy­ję­cia wia­do­mo­ści”.

– “He­ath­row Cen­tre, Bri­tish Air­ways Spe­ed­bird lot sie­dem trzy jeden, po­da­ję wia­do­mość: May­day, May­day, May­day…“

– To prze­cież jawne zła­ma­nie prze­pi­sów.

– Tak, a dalej jest jesz­cze cie­ka­wiej.

– „Bri­tish Air­ways Spe­ed­bird lot sie­dem trzy jeden, zi­den­ty­fi­kuj się, He­atrow Cen­ter”.

– “Pi­lo­ci nie żyją, po­wta­rzam pi­lo­ci nie żyją, Jack Ko­wal­ski, sie­dzę za ste­ra­mi i nie umiem pi­lo­to­wać tego sa­mo­lo­tu, Bri­tish Air­ways Spe­ed­bird lot sie­dem trzy jeden”.

Tu śled­czy za­trzy­mał na­gra­nie i po­wie­dział pa­trząc się na zgro­ma­dzo­nych:

– Jack Ko­wal­ski był le­ka­rzem, jed­nym z pa­sa­że­rów fe­ral­ne­go lotu, śledz­two wy­ka­za­ło, że wcze­śniej pi­lo­to­wał ama­tor­sko nie­wiel­kie sa­mo­lo­ty.

– Ter­ro­ry­sta?

– Nie, to już spraw­dzi­li­śmy, kilka wy­kro­czeń i nic wię­cej, co naj­wy­żej drob­ny prze­myt­nik.

Na­gra­nie zo­sta­ło pusz­czo­ne w ruch:

– “Bri­tish Air­ways Spe­ed­bird lot sie­dem trzy jeden, po­wtórz, He­atrow Cen­ter”.

– „Pi­lo­ci nie żyją, a ja nie po­tra­fię pi­lo­to­wać ta­kich sa­mo­lo­tów, mam je­dy­nie pod­sta­wo­we po­ję­cie, Bri­tish Air­ways Spe­ed­bird sie­dem trzy jeden”.

– Dalej na­stę­pu­ją próby ko­mu­ni­ka­cji, prze­wi­nę do tego co ważne – po­wie­dział śled­czy.

– „Wszy­scy bez kom­bi­ne­zo­nów nie żyją, to na­stą­pi­ło gwał­tow­nie, Bri­tish Air­ways Spe­ed­bird sie­dem trzy jeden”.

Lu­dzie w salce ko­mi­sji do ba­da­nia wy­pad­ków lot­ni­czych spoj­rze­li po sobie.

– Pan Jack do­ko­nał nie­moż­li­we­go i udało mu się po­sa­dzić sa­mo­lot na ziemi na tyle do­brze, że ten się roz­bił, ale rów­no­cze­śnie można było zba­dać ciała. Nie wy­kry­to nic nie­zwy­kłe­go, a w każ­dym razie nic za­bro­nio­ne­go. Py­ta­nie do was, co mogło ich zabić? Mu­sia­ło się prze­do­stać we wszyst­kie miej­sca i za­dzia­łać wszę­dzie rów­no­cze­śnie. – Męż­czy­zna był dumny ze swo­je­go od­kry­cia, a jego ko­le­dzy wy­raź­nie zszo­ko­wa­ni.

– Je­dze­nie? – Bąk­nął ktoś nie­śmia­ło.

– Od­pa­da, spraw­dzi­łem, pi­lo­ci prze­cież jedzą co in­ne­go.

– Farba? Śro­dek do czysz­cze­nia?

– Dobry trop, ale to już spraw­dza­no na miej­scu.

– Przy­wieź­li coś z Afry­ki?

– Nie­moż­li­we, byli ba­da­ni, mieli re­gu­lar­nie po­bie­ra­ną krew.

– No do­brze, jeśli wy­eli­mi­nu­je­my rze­czy, które nie miały miej­sca, to zo­sta­nie­my z tym co mogło mieć.

– Kli­ma­ty­za­cja?

– Bingo, o tym samym po­my­śla­łem. Jak dzia­ła­ła w tym sa­mo­lo­cie?

– Po­cze­kaj­cie – ode­zwał się jeden z tech­ni­ków, za­dzwo­nił gdzieś i po­wie­dział do słu­chaw­ki. – Znajdź­cie mi tu plany sie­dem czte­ry sie­dem osiem­set. Kli­ma­ty­za­cja. Tak. Tak. Sala trzy­sta trzy­na­ście. Dzię­ku­ję.

– Mamy pięt­na­ście minut. – Tech­nik skie­ro­wał to do ko­le­gów po roz­łą­cze­niu po­łą­cze­nia.

Męż­czyź­ni do­sta­li tego dnia od­po­wied­nie do­ku­men­ty i za­czę­li spraw­dzać jak dzia­ła kli­ma­ty­za­cja w tych Bo­ein­gach. Nie udało się usta­lić nic kon­kret­ne­go ani po­dej­rza­ne­go, poza tym, że wlot po­wie­trza znaj­do­wał się w po­bli­żu sil­ni­ków.

Śled­czy utknę­li w mar­twym punk­cie, ale na tym na szczę­ście nie po­prze­sta­li…

***

– Panie i pa­no­wie, z wiel­ką przy­jem­no­ścią mogę ogło­sić, że ko­mi­sja zna­la­zła praw­do­po­dob­ne przy­czy­ny ka­ta­stro­fy kil­ku­na­stu sa­mo­lo­tów w ostat­nich la­tach.

Re­por­te­rzy uważ­nie słu­cha­li i ro­bi­li no­tat­ki, pod­czas gdy prze­wod­ni­czą­cy NTSB kon­ty­nu­ował:

– Rok temu w klu­bie „Swo­bo­da” w Mo­skwie zgi­nę­ło kil­ku­na­stu kul­tu­ry­stów. Ba­da­nia nie wy­ka­za­ły żad­nych efek­tów, poza tym, że wszy­scy uży­wa­li do­pin­gu. Jeden z klien­tów uczest­ni­czył mie­siąc póź­niej w ka­ta­stro­fie lot­ni­czej lotu Delta sie­dem sie­dem trzy. Prze­śle­dzi­li­śmy dro­bia­zgo­wo hi­sto­rię ostat­nich mie­się­cy życia tego kul­tu­ry­sty i prze­pro­wa­dzo­no nawet eks­pe­ry­ment po­le­ga­ją­cy na umiesz­cze­niu jego rze­czy oso­bi­stych w zdal­nie ste­ro­wa­nym sa­mo­lo­cie, który był na­szpi­ko­wa­ny czuj­ni­ka­mi. W wy­ni­ku eks­pe­ry­men­tu stwier­dzo­no za­gro­że­nie bio­lo­gicz­ne. Zba­da­no pa­to­gen i oka­za­ło się, że winny jest śro­dek na po­rost masy „Ener­gia”, który wcho­dzi w re­ak­cję z uszczel­ka­mi kli­ma­ty­za­cji.

Tutaj prze­wod­ni­czą­cy prze­rwał, wypił tro­chę wody z po­sta­wio­nej przed nim szklan­ki i spoj­rzał się po ze­bra­nych:

– Panie i pa­no­wie, to wy­da­rze­nie bez pre­ce­den­su. W dniu dzi­siej­szym uzie­mia­my do od­wo­ła­nia wszyst­kie sa­mo­lo­ty w Eu­ro­pie i USA, w któ­rych lu­dzie nie mają do­stę­pu do wła­snych masek tle­no­wych.

Re­por­te­rzy onie­mie­li, a na­stęp­nie nie cze­ka­li na dal­sze słowa, tylko za­czę­li stu­kać w kla­wi­sze kom­pu­te­rów, te­le­fo­nów i ta­ble­tów wy­sy­ła­jąc do wszyst­kich dzien­ni­ków sen­sa­cyj­ną wia­do­mość.

Ko­mu­ni­kat tego sa­me­go dnia wy­da­ło wiele linii lot­ni­czych. Wszyst­kie one wska­zy­wa­ły na bez­pie­czeń­stwo lotów, nie­mniej jed­nak klien­ci za­czę­li ma­so­wo re­zy­gno­wać z re­zer­wa­cji.

Akcje wszyst­kich firm zwią­za­nych z trans­por­tem lot­ni­czym za­czę­ły wtedy gwał­tow­nie spa­dać.

***

Trzy mie­sią­ce póź­niej wa­run­ko­wo do­pusz­czo­no do lotów sa­mo­lo­ty z wy­mie­nio­ny­mi uszczel­ka­mi, to jed­nak nie roz­wią­za­ło pro­ble­mu.

Pro­ble­mu nie roz­wią­za­ło rów­nież ba­da­nie krwi pa­sa­że­rów. Oka­za­ło się, że śro­dek można wy­kryć wy­łącz­nie przez czte­ro­go­dzin­ne ba­da­nie krwi i że w nie­któ­rych przy­pad­kach nawet maski tle­no­we nie gwa­ran­tu­ją bez­pie­czeń­stwa.

***

FAA znowu do­pu­ści­ło do lotów je­dy­nie te sa­mo­lo­ty, w któ­rych każdy pa­sa­żer miał wła­sną butlę tle­no­wą. Wpro­wa­dzo­no do­dat­ko­wy wymóg i odtąd każdy po­dróż­ny miał być przy­pię­ty pa­sa­mi do sie­dze­nia. Wpro­wa­dzi­ło to masę pro­te­stów i wy­win­do­wa­ło ceny bi­le­tów, lu­dzie oba­wia­li się o życie w razie wy­pad­ku, a więk­szość linii lot­ni­czych zban­kru­to­wa­ła.

Rów­no­cze­śnie z no­wy­mi re­gu­la­cja­mi na od­dziel­nej kon­fe­ren­cji Bo­eing ogło­sił, że pra­cu­je nad zu­peł­nie innym spo­so­bem trans­por­tu, który miał po­zwo­lić na prze­wóz trzy razy wię­cej pa­sa­że­rów. Nie po­da­no szcze­gó­łów, ale akcje firmy sko­czy­ły w górę o dwa­dzie­ścia pięć pro­cent.

***

– Panie i pa­no­wie, oto nowy Bo­eing sie­dem dzie­więć sie­dem, szyb­szy, bar­dziej eko­no­micz­ny i bez­piecz­ny.

Wi­dzo­wie za­pro­sze­ni na pokaz w Se­at­tle spoj­rze­li z cie­ka­wo­ścią na sa­mo­lot trans­por­to­wy, który wy­to­czo­no z han­ga­ru.

Rów­no­cze­śnie z nim wy­pcha­no stam­tąd wózek na ba­ga­że z czymś ro­dza­ju kom­bi­ne­zo­nu.

– Nasz sys­tem jest pro­sty i znacz­nie wy­prze­dza pa­tent Air­bu­sa. Każdy pa­sa­żer jest za­my­ka­ny w sztyw­nym kom­bi­ne­zo­nie na­sze­go po­my­słu i na czas lotu jest usy­pia­ny. Kom­bi­ne­zo­ny są pa­ko­wa­ne do ła­dow­ni, w któ­rej nie ma schow­ków ani okien. Oszczę­dza­my na wy­po­sa­że­niu ka­bi­ny i mo­że­my mieć znacz­nie więk­sze prze­cią­że­nia.

Re­por­te­rzy wręcz onie­mie­li, a po chwi­li do­słow­nie za­czę­li za­sy­py­wać przed­sta­wi­cie­li pro­du­cen­ta ko­lej­ny­mi py­ta­nia­mi…

***

– Witam panią, po­mo­gę pani przy­go­to­wać się do po­dró­ży.

Ja­ni­na Ko­wal­ska spoj­rza­ła się na pra­cow­ni­ka linii.

– Nie życzę sobie męż­czy­zny, żądam ko­bie­ty.

Męż­czy­zna nic sko­men­to­wał, tylko wziął wal­kie-tal­kie i po­wie­dział:

– Pro­si­my panią do prze­bie­ral­ni.

Nie było to wi­docz­nie nie­ty­po­we ży­cze­nie, gdyż do­słow­nie po trzy­dzie­stu se­kun­dach po­ja­wi­ła się ko­bie­ta:

– Witam panią, po­mo­gę pani przy­go­to­wać się do po­dró­ży. To pani szaf­ka oso­bi­sta, pro­szę tam zło­żyć rze­czy oso­bi­ste i ubra­nie.

Ko­bie­ta znała tę pro­ce­du­rę i wie­dzia­ła, że tylko lot sa­mo­lo­tem Bo­ein­ga po­zwa­lał na utrzy­ma­nie cen jak przed kry­zy­sem.

Firmy, w któ­rej pra­co­wa­ła nie stać było na za­pła­ce­nie dzie­sięć razy wię­cej, a je­że­li chcia­ła tam pra­co­wać, to mu­sia­ła latać do klien­tów.

Po ro­ze­bra­niu spoj­rza­ła na po­łów­kę kom­bi­ne­zo­nu, która już zo­sta­ła wy­ście­ła­na jed­no­ra­zo­wą wkład­ką.

– Teraz mu­si­my za­mo­co­wać… – Pra­cow­ni­ca za­czę­ła mówić z prze­pra­sza­ją­cym tonem.

– Wiem, wiem…

Ja­ni­na sta­nę­ła w roz­kro­ku cze­ka­jąc na za­ło­że­nie rury z przo­du i tyłu. To był sys­tem po­dob­ny do tego sto­so­wa­ne­go na wa­ha­dłow­cach. Rury słu­ży­ły do za­ła­twia­nia po­trzeb fi­zjo­lo­gicz­nych, ich za­kła­da­nie nie było może naj­bar­dziej miłe, ale po tylu lo­tach się przy­zwy­cza­iła i była w sta­nie je jakoś wy­trzy­mać.

Ko­lej­nym punk­tem pro­ce­du­ry było po­ło­że­nie się w po­łów­ce kom­bi­ne­zo­nu, przy­wią­za­nie rąk i nóg i za­ło­że­nie dru­giej po­łów­ki.

– Jak się pani czuje? Wszyst­ko w po­rząd­ku?

– Tak.

– Za­ło­żę pani maskę, pro­szę teraz głę­bo­ko od­dy­chać.

Ja­ni­na za­snę­ła i nie czuła, gdy oprócz maski za­ło­żo­no jej hełm.

Obu­dzi­ła się po locie, prze­pro­szo­no ją za opóź­nie­nie wy­no­szą­ce pięt­na­ście minut, a po mie­sią­cu do­wie­dzia­ła się, że jest w ciąży.

Ucie­szy­ła się nie­zmier­nie, gdyż z part­ne­rem tak długo sta­ra­li się o po­tom­ka.

***

Suk­ces sie­dem dzie­więć sie­dem spo­wo­do­wał, że po­dob­ny sys­tem wpro­wa­dzi­ły ko­le­je w wieku kra­jach.

Pięć lat póź­niej oka­za­ło się, że w Eu­ro­pie po­wstał nowy rynek pro­sty­tu­cji. Bo­ga­cze pła­ci­li ba­joń­skie sumy w za­mian za moż­li­wość współ­ży­cia z mło­dy­mi ko­bie­ta­mi, które były usy­pia­nie na czas lotów. Po­dob­no to oni stoją za wpro­wa­dze­niem „Ener­gii” na rynek…

Śledz­two w tej spra­wie wciąż trwa i za­ta­cza coraz szer­sze kręgi…

Koniec

Komentarze

Przeczytałam dość obojętnie, a zakończenie z pewnym niesmakiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mnie się nawet spodobało. Zakończenie zaskoczyło. Podłość ludzka nie zna granic…

Z uwag – nie trafiły do mnie fragmenty rozmów pilotów. Znam angielski, ale i tak czułam się jak na tureckim kazaniu. IMO, albo warto je przyciąć, albo zastanowić się nad przemyceniem jakichś wyjaśnień dla laików.

Babska logika rządzi!

Firmy, w której pracowała[+,] nie stać było na zapłacenie dziesięć razy więcej, a jeżeli chciała tam pracować, to musiała latać do klientów.

No, niestety, bez emocji. Rozumiem pomysł, ale nie zachwyciło mnie.

Część z rozmowami pilotów po angielsku – przewinęłam.

Przynoszę radość :)

Zgadzam się co do rozmów pilotów – to nic niewnoszący technobełkot i obawiam się, że większość czytelników przewinie, niezależnie od znajomości języka.

Całość – nie zachwyciła. Nie do końca załapałam przejście od problemu z początku opowiadania do zakończenia, które również mnie pozostawiło z uczuciem niesmaku.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pomysł może i jest, ale niestety wykonanie zawodzi. Technobełkot powinien mieć cel, ten tu właściwie nic nie wyjaśnia bez znajomości tematu. Całość zaś jest zbyt pocięta, by cieszyć się przedstawioną historią.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mam podobne wrażenia, co przedpiścy. Znam angielski całkiem przyzwoicie, a jednak po kilku kwestiach dialogowych pilotów, po prostu przewinęłam, bo nic nie wnosiły. Dalej, ciekawy pomysł, ale jednak zgadzam się, że powiązania pomiędzy początkiem tego tekstu, a jego końcem są słabo widoczne. Mnie tam niełatwo zgorszyć, więc aspekt gwałtu, czy rurek do załatwiania potrzeb fizjologicznych mnie nie ruszył, ale mimo to uważam, że to zakończenie jest jakieś… Niesatysfakcjonujące, no i zakrawa na abstrakt, bo niby jak oni mogli przewidzieć, że to akurat w taki sposób zostanie rozwiązany problem uszczelek w klimatyzacji? Chyba, że siedzieli w fotelach prezesów korporacji Boeing. Lekturę bardzo psuł mi styl: liczne powtórzenia, sformułowania typu “popatrzył się”, literówki i tym podobne. Ogólnie rzecz biorąc, nie miałam satysfakcji z lektury :(

Hmmm…

Mnie też rozmowy po angielsku skłoniły do przewinięcia, choć znam ten język dość dobrze. 

Zbudowałeś odpowiednie napięcie i ja tak czekałam i czekałam na wielkie “łups”, a nastąpiło małe wtf. Zgadzam się z rose “jak oni mogli przewidzieć, że to akurat w taki sposób zostanie rozwiązany problem uszczelek w klimatyzacji”, poza tym czy naprawdę bogacze chcieli płacić bajońskie sumy za takie współżycie? Przecież o wiele łatwiejszy byłby zwykły sponsoring (na pewno jakieś chętne by się znalazły), a nawet jeśli już miałby to być jakiś proceder, to nie lepiej “zaczaić się” w jakiejś klinice? Tam pacjentki są usypiane przed zabiegami/operacjami inie trzeba by było samolotów budować…

Napisane znośnie, ale jakieś przekombinowane.

Dziękuję za wszystkie uwagi. Na pewno pewnym problemem jest zapis sesji dialogowych. Co do strony technicznej – w miarę możliwości postaram się wrócić i poprawić to co możliwe.

PS. Co do logiki zakończenia – nie wszystko w życiu dzieje się zgodnie z logiką i mam nadzieję, że tekst skłania do pewnego myślenia.

Powyższe opowiadanie w ulepszonej wersji ukazało się w grudniu 2019 w zbiorku "A miało być tak pięknie" (dostępny pod adresem https://ridero.eu/pl/books/a_mialo_byc_tak_pieknie/ – ebook bezpłatnie, wersja drukowana odpłatnie).

Jeżeli chodzi o osoby z tego portalu, to bardzo dziękuję za pomoc szczególnie Finkli, regulatorom (zapis z małej litery w formie oryginalnej) i NoWhereManowi (pozostałym oczywiście również, natomiast ta trójka była najbardziej aktywna i wytrwała w pokazywaniu mi błędów i niedoróbek w mojej wcześniejszej twórczości).

Nowa Fantastyka