- Opowiadanie: Knight Martius - Skrzydlaci

Skrzydlaci

Poniższe opowiadanie napisałem z myślą o wyzwaniu pisarskim, o którym można poczytać, o, tutaj – http://www.zostacpisarzem.pl/wyzwanie-wrzesniowe-swiat-poza-swiatem/. Ponieważ mój tekst nie znalazł się wśród tych zwycięskich, publikuję go tutaj w niezmienionej formie. Miłego (oby!) czytania. :)

Swoją drogą, nie ma tagu „ptaki”. Skandal.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Skrzydlaci

Nie nazwę tego inaczej niż gapiostwem. Gdy szedłem sobie do pracy, w oczy rzuciła mi się atrakcyjna blondynka… Ten przepiękny uśmiech! Lecz nie uważałem na kroki i wpadłem do dziury, bo akurat na chodniku trwały roboty drogowe. W normalnym przypadku tylko bym uderzył o ziemię, a zaraz potem wydrapał się stamtąd i ruszył dalej; ale zamiast tego „wniknąłem” w nią, wciąż spadałem. „Co za cholera?” – pomyślałem. Ktoś za mną zdążył krzyknąć, tyle że było już za późno, żeby mi pomóc. Zacząłem się bać.

Chwilę później rozpostarło się wokół niebo. Pod sobą widziałem coraz bardziej zbliżającą się ziemię. Wrzeszczałem. Kątem oka zaś spostrzegłem stado lecących ptaków, może kilkunastu; gdyby nie sytuacja, pewnie bym im się przypatrzył i zastanowił: „Moment, czy to na pewno ptaki?”.

Stwory zadarły głowy w moją stronę, jednak nim zdążyły zareagować, spadłem na jednego. Istota zaskrzeczała, po czym próbowała odepchnąć mnie rękami i jeszcze pomachała skrzydłami wyrastającymi z pleców. Wtedy nie zwracałem na takie sprawy uwagi, bo skoro zaraz miałem zginąć, to jak mogłem przejmować się czym innym?

Kiedy przestałem panikować, poczułem, że jestem trzymany za wszystkie kończyny. Rozejrzałem się. Wszędzie otaczały mnie skrzydlate istoty, które początkowo wziąłem za ptaki. Przypominały konkretnie jastrzębie, lecz przewyższały je rozmiarami. Różniły się też od nich tym, że sylwetki, ręce i szponiaste nogi sprawiały wrażenie bardziej ludzkich.

Wtedy do mnie dotarło. Ręce. U ptaków.

– Co to za miejsce? – zapytałem.

Wszystkie stworzenia z grupy – w tym te, które leciały obok swobodnie – spojrzały w moją stronę. Zaraz potem popatrzyły po sobie i zaczęły… rozmawiać? Tak wywnioskowałem z wydawanych przez nie skrzekliwych dźwięków, przywodzących na myśl mowę papugi. Z tego języka nie zrozumiałem oczywiście ani słowa, w dodatku brzmiał tak drażniąco, że o rozróżnieniu emocji po głosie też mogłem zapomnieć.

Stworzenia zniżały lot, aż znaleźliśmy się metr nad ziemią. Zaraz mogłem znowu poczuć grunt pod stopami! Gdy pocieszałem się, że ten koszmar zostawiłem już za sobą, zauważyłem, iż nikt mnie nie puszcza. Jeden z tych dziwnych ptaków spojrzał mi w oczy, ale nie wiedziałem, jak to odczytywać. Inne z kolei mruczały coś do siebie nawzajem.

„O co chodzi?” – pomyślałem.

Bez ostrzeżenia puszczono mnie na ziemię.

Ból pleców odezwał się tak mocno, że nie mogłem złapać tchu. Stwory wydały chóralny skrzek, po czym atakowały bez litości: dziobały, orały mnie szponami. Na przemian wrzeszczałem i błagałem, żeby przestały, a tortury stawały się nie do zniesienia.

Tyle pamiętam, nim zapadła ciemność.

Koniec

Komentarze

Nie podobało mi się.

Dziwnie napisane, i tak na dobrą sprawę nie wiadomo o czym, ani po co. Ponadto styl wydaje się mocno nieporadny.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nie bardzo rozumiem, co chciałeś w tym szorcie przekazać. Jest to scenka, trochę weird, ale trudno powiedzieć, o czym i po co, jak słusznie zauważył przedpiśca. Na szorta nie trzeba wiele więcej, ale jednak fajnie by było, gdyby z niego coś wynikało.

 

Tak poza tym, zajrzałam na stronę, którą podlinkowałeś w przedmowie i mam radę: jeśli naprawdę chcesz ćwiczyć warsztat i pisanie, zostań na tym forum, ale uciekaj z tamtego blogo-czegoś. Teksty na “zostać pisarzem”, stwierdzam to z przykrością, roją się od błędów wszelakich: gramatycznych, interpunkcyjnych, że o fatalnym stylu nie wspomnę. Za to poziom samozadowolenia – równy Himalajom.

[Edytuję, bo zobaczyłam, że siedzisz tu długo, choć z długą przerwą, więc znasz zasady i obyczaje ;) Niestety opowiadanie i przedmowa sprawiają wrażenie debiutu]

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hmmm. Ja też nie skumałam, o co tu chodzi. Idzie facet ulicą, zagapił się, wpadł do dziury bez dna, doleciał do nieba, znalazł się wśród harpii… Jakieś zależności przyczynowo-skutkowe? Czy to opis snu?

Babska logika rządzi!

Dzięki za komentarze. Sprawa jest ogólnie taka, że miałem bardzo wyśrubowany limit znaków (2600), a ponieważ nie miałem pomysłu, jak przy takiej objętości przedstawić konflikt, zdecydowałem się na napisanie scenki z otwartym zakończeniem (dlaczego otwartym? Podpowiem, że nie bez powodu opowiadanie jest napisane w czasie przeszłym). I szczerze mówiąc, trochę nie rozumiem wątpliwości co do tego, o czym ten tekst traktuje. Chodzi o logikę wydarzeń, o to, że z fabuły w sumie nie wynika konkretna problematyka, czy może o co innego?

No i czy Waszym zdaniem ten tekst rzeczywiście ma potencjał na kontynuację?

Przyznam się też, że faktycznie nie wiem, jak podchodzić do tak krótkiej formy, bo nie mam na nią żadnych pomysłów poza opisywaniem scen. Wiem, że postaci i świata nie da się dobrze przedstawić ze względu na brak miejsca, więc – co właściwie należy pokazywać?

 

@Mytrix – będę wdzięczny za informację, co w stylu tego opowiadania widzisz nieporadnego.

 

@drakaina – siedzę tu już kilka lat, ale opublikowałem bardzo mało tekstów (i napisałem w sumie niewiele więcej). Miewałem bowiem kryzys twórczy, przy czym był nawet taki okres, że tak naprawdę praktycznie już zrezygnowałem z pisania, m.in. dlatego, że kompletnie nie radzę sobie z krytyką. A każdy mój tekst spotykał się z mniejszą lub większą, niestety.

W wyzwaniu pisarskim zorganizowanym przez “Zostać pisarzem” wziąłem udział pierwszy raz, bo akurat miałem jakiś pomysł i chciałem się “odblokować”. Czasami czytam tam wpisy, nawet sam pochwalę się, co zrobiłem, żeby mieć wsparcie otoczenia, ale publikowanych tam tekstów zwykle nie czytam.

 

@Finkla – wiem, że czepiam się semantyki, ale harpie to były jednak trochę inne istoty. :x W samym opowiadaniu natomiast nigdzie nie było pokazane, że to jest sen, więc… Limit znaków robi swoje.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Hmmm. Brak logiki to jest jakiś trop. Ale są chyba jeszcze inne braki.

Nie mam powodu, żeby życzyć czegoś bohaterowi, nie znam gościa. Do tego jest raczej bierny – jedyne, co sam zrobił, to zagapił się na laskę. Czyli suspens odpada.

Przemiana bohatera też nie bardzo wchodzi w grę.

Światem również się nie zachwyciłam.

Nie wydaje mi się, że dowiedziałam się czegoś potencjalnie pożytecznego.

Nie było śmiesznej puenty na końcu.

No, nic się nie zmieściło.

Może poczytaj co krótsze biblioteczne szorty albo drable?

Babska logika rządzi!

Chyba faktycznie postaram się poczytać w wolnych chwilach. A tymczasem idę ochłonąć po krytyce. :<

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Oj, nie chciałam Cię dołować. Przecież napisałam, że się nie zmieściło. To niewygodny limit jest.

Babska logika rządzi!

W kwestii "Zostań pisarzem" – fatalnie pod każdym względem są napisane teksty "główne", autorek bloga, te niby uczące pisania…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ale jedna z autorek wydała książkę i ma ona nawet pozytywne komentarze na Lubimy Czytać oraz wysoką średnią. No i ten tytuł: Mrok.

 

Co nieporadnego?

Wybrzmiewa to wszystko jak absurd i żart. Narrator, niby dorosły facet (szedł do pracy), a nawijkę ma jak gówniarz.

Tak to brzmi -> Szedłem sobie do pracy, a tam była dziura i wpadłem. I wnikałem w nią. Zacząłem się bać. I jestem na niebie i spadam na ziemię! Jakieś ptaki porwały mnie rękoma i wylądowałem. A tu nagle JEB rozrywają mnie harpie!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

No i czy Waszym zdaniem ten tekst rzeczywiście ma potencjał na kontynuację?

Zaczęłabym raczej od napisania tego tekstu tak, żeby stanowił jakąś całość fabularną z początkiem, rozwinięciem i końcem, a nie wyrwaną z kontekstu lekko oniryczną scenkę…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przeczytałam, ale nie zrozumiałam. O Skrzydlatych mogę tylko powiedzieć, że bohaterowi przytrafiła się bardzo dziwna historia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ochłonąłem, więc mogę odpowiedzieć.

Krytykę przyjąłem i pod jej kątem postaram się przemyśleć kolejne opowiadania lepiej. Tak naprawdę niezrozumiała jest dla mnie tylko uwaga dotycząca “narratora nawijającego jak gówniarz” (może to moja wina, ale nie będę kłamał, że wiem, o co chodzi), ale to już raczej sprawa marginalna.

Mam pomysły na opowiadania dłuższe niż to tutaj, więc skupię się raczej na nich, szczególnie że nie zamierzam nawet myśleć o tym, żeby siadać do pisania któregokolwiek z nich, dopóki nie spiszę sobie planu ramowego i nie przygotuję się tematycznie. Jeśli przy okazji wpadnę na pomysł na inny króciak albo na rozwinięcie “Skrzydlatych”, to oczywiście nie omieszkam tego wykorzystać. Tylko w tej sytuacji muszę zastanowić się nad kwestią pokazywania swoich tekstów innym, skoro krytyka nadal tak źle na mnie działa.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Rozważ betalistę

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mam komu pokazywać swoje teksty przed wysłaniem gdziekolwiek, ale to też jest sensowny pomysł.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Nikogo nie urażając, ok pokazuj znajomym, rodzinie, polonistce/profesorowi (poloniści to często nie pisarze, i często, choć nie zawsze nie znają się na tym).

Ale rozważ też, by najpierw przeczytał opowiadanie ktoś, kto dysponuje lepszym od Twojego warsztatem pisarskim, kogoś komu też nie będzie głupio z racji bliskiej znajomości wytknąć ci czegoś, lub zwyczajnie powiedzieć, stary tekst do połowy jest dobry, ale dalej to gniot, bo jest nielogiczny.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Poloniści na dodatek są bardzo często uprzedzeni do fantastyki w ogóle… No i na polonistyce nie uczą pisania (byłam, widziałam), więc z kwestiami warsztatowymi różnie to bywa.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ale zamiłowania do polszczyzny, czystości języka nie zaszczepiają?

Babska logika rządzi!

Trudno powiedzieć. Czytasz dziesiątki lektur, nie zawsze wiesz, dlaczego, bo na wykładzie niekoniecznie się dowiesz, co czyni je tak bardzo ważnymi, przedzierasz się przez wstępy do wydań Biblioteki Narodowej, to rozkminić ;) Ja skończyłam na tym, że na czwartym roku jak przeczytałam w takim wstępie, że osoba, u której miałam zdawać egzamin, nie lubi autora, to przestałam rozkminiać, bo uznałam, że wystarczy, jeśli w razie czego pohejtuję na książkę ;) Oprócz tego niby uczysz się np. poetyki i tego, czym się je i jak konstruuje dzieło literackie, ale to zostaje szybko stłumione teorią literatury czyli czasem metametatekstami. Ale i tak na poetyce nauczyłam się najwięcej praktycznych spraw – jak wyglądają typy narracji itepe. Studia skończyłam, ale było to dla mnie bardzo rozczarowujące w sumie i dość szybko poszłam szukać innych bardziej satysfakcjonujących doświadczeń akademickich ;) Ale zaznaczam, że to moja subiektywna opinia, na pewno jest mnóstwo osób, które uważają, że to super studia i bardzo dużo dają.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Boję się, że przez dalsze uczestnictwo w dyskusji wyjdę na roszczeniowca, który na każdą uwagę ma już gotową odpowiedź. Mam jednak wrażenie, że powinienem coś wyjaśnić.

Pisząc, że mam komu pokazywać swoje teksty, nie miałem na myśli polonistów, tylko właśnie znajomych; także takich, którzy zajmują się pisaniem i/lub nie będą się bali powiedzieć, że coś im się nie podoba. To opowiadanie zresztą też wysłałem paru osobom do betowania. Tu jednak problem polegał na tym, że w tygodniu, w którym miałem redagować je w oparciu o opinie i komentarze innych, wziąłem pod uwagę tylko część z nich, bo akurat wtedy miałem tak trudny okres, że ostatecznie miałem siłę tylko na jakąś korektę. A terminu odesłania nikt z mojego powodu nie przesunie. Gdybym jednak miał wziąć pod uwagę wszystkie zastrzeżenia, to wydaje mi się, że co najmniej połowę opowiadania musiałbym napisać jeszcze raz.

Chyba po prostu źle do tego podchodzę.

Moje rozterki z kolei dotyczą tego, co by było lepsze: pisanie tylko do szuflady czy dalsza próba dostania się z tekstami “dalej” (publikacja w czasopiśmie czy zinie lub zajęcie miejsca w konkursie). To pierwsze wydaje mi się bardzo kuszące, bo nie potrafię przyjmować krytyki bez utraty komfortu psychicznego; mam wtedy wrażenie, że zmarnowałem swój i cudzy czas, zwłaszcza jeśli z komentarzy wynika, że nawet cały tekst musiałbym napisać od nowa, aby się do czegokolwiek nadawał. Z drugiej strony może powinienem to przełknąć, próbować dalej i za każdym razem przygotowywać się na to, żeby w razie konieczności wywrócić dany tekst do góry nogami.

Nie chcę, żeby te wynurzenia były potraktowane jako narzekanie. Chcę pisać, chcę pokazywać swoje utwory innym i przy okazji się rozwijać, ale czasami naprawdę nie wiem, co byłoby dla mnie lepsze.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

W tej sytuacji najlepiej jest pisać, po prostu. Wrzucasz na betę tekst i uwierz mi, pojawią się osoby, które Ci pomogą. Pisania cały czas się uczymy i nie wiemy wszystkiego. A tutaj jesteśmy, aby dowiedzieć się nieco więcej. Jeżeli zależy Ci na pisania fantastyki, trafiłeś bardzo dobrze, bo nam wszystkim też na tym zależy (tak mi się wydaje ;)).

Publikacja=Utrata komfortu. Krytyka=Utrata komfortu. Mam złe wieści. To nieuniknione. Ale aby było łatwiej zawsze staraj się oceniać swój tekst, szukaj słabych punktów, nie bój się zadawać pytań, których sam byś nie zadał, a które zada czytelnik. Niech Twoja świadomość tekstu będzie mocną bazą do dyskusji. Nie licz że czytelnik zrobi to za Ciebie. A co do szuflady, to łyknie wszystko… Czwartkowy Dyżurny:)

Moje rozterki z kolei dotyczą tego, co by było lepsze: pisanie tylko do szuflady czy dalsza próba dostania się z tekstami “dalej” (publikacja w czasopiśmie czy zinie lub zajęcie miejsca w konkursie).

To po części zależy od tego, czym ma być dla Ciebie na tym etapie Twojego życia, pisanie. Jeśli tylko przelewaniem myśli czy obrazów na papier/ekran, to szuflada wystarczy. Nie gwarantuje ona jednak żadnego rozwoju, możliwości poprawy warsztatu, konfrontacji z odbiorcą, a więc jeśli za rok, dwa czy piętnaście dojdziesz do wniosku, że jednak chodzi Ci o wyjście z pisaniem w świat, będziesz nadal na tym samym etapie w sensie warsztatowym itd. Czyli może warto podjąć ryzyko krótkotrwałego dyskomfortu?

Zresztą nie wydaje mi się, żeby chodziło tu naprawdę o utratę komfortu, a raczej o rozczarowanie reakcją otoczenia. Bo tak naprawdę konstruktywna krytyka paradoksalnie zwiększa strefę komfortu: poznajesz swoje mocne strony i słabe, w mocnych masz szanse poczuć się lepiej, a słabsze poprawić (i dowiadujesz się, jak). Na chwilę może komfort tracisz, ale jeśli odpowiednio do tego podejdziesz, możesz zyskać jego sporą zwyżkę. Jeśli natomiast okopiesz się w błędnie rozumianej sferze komfortu (szuflada), pozostaniesz na tym samym jego poziomie – samozadowolenia, bez wsparcia innych. To ostatnie czasem trzeba okupić łzami, krwią i potem ;), ale może jednak warto.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zastanowiłem się nad tą sprawą i na razie mi wychodzi, że będę próbował dalej. Kiedy pokazywałem innym to oraz poprzednie opowiadanie, pojawiały się głosy, że czytało się je zdecydowanie lepiej niż poprzednie moje teksty, więc jest jakaś nadzieja na przyszłość. W sumie sam zresztą widzę kolosalną różnicę między tym, jak piszę teraz, a tym, jak pisałem choćby sześć lat temu. Kiedy po prostu będę pokazywał swoje teksty, muszę starać się nie podchodzić tak, że napisałem ósmy cud świata, tylko tak, że napisałem coś, nad czym na pewno będę jeszcze trochę pracował.

Poza tym, szkoda by mi było, gdyby moje pomysły się zmarnowały, a mam takie, nad którymi chciałbym posiedzieć.

Dziękuję za rozmowę.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Brawo. Właściwa decyzja :)

Źle nie było, choć jak na szorta, to tekst jest mocno przegadany. Brakuje otoczki, która uczyniłaby z tego fragmentu coś więcej, niż zbiór myśli tajemniczego narratora. Albo skutecznego zawarcia jej w tekście. Generalnie im krótszy szort, tym jest trudniejszy w napisaniu.

Podpisuję się też pod wszystkimi wypowiedziami poprzedników odnośnie pisania :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za komentarz. :) Będę tylko wdzięczny za podpowiedź, co dokładnie rozumiesz poprzez “otoczkę”.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Otoczka to całe tło akcji. Gdzie się dzieje, dlaczego się dzieje, jaka jest historia postaci etc. Nie chodzi tu o pisanie elaboratów na temat pochodzenia bohatera czy przedstawienia sytuacji politycznej, ale dawanie znać czytelnikowi tych rzeczy. Stąd szorty są bardzo trudne – tu każde zdanie przekazuje treść, ma swoją funkcję. Odpowiednio napisane opowie o postaci, zdradzi sytuację polityczną, wyjawi ważny element tła. W dłuższych formach można trochę polać wody i zrobić całe akapity infodumpów. W szorcie – nie. I w powyższym tekście niestety nie naświetliłeś mi tła na tyle, bym wiedział, o co chodzi postaci, dlaczego to robi itd. Może i te informacje są zawarte, ale nie dałem rady ich odczytać, bo mój proces myślowy szedł w inną stronę niż twój. Stąd pomaga betowanie – osoba z zewnątrz może Ci podpowiedzieć rzeczy, których żaden autor sam by się nie domyślił.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Z takich technicznych drobiazgów, Martiusie, zwróć choćby uwagę na ostatnie zdanie tekstu:

 

Tyle pamiętam, nim zapadła ciemność.

Po pierwsze możemy z niego wnioskować, że było coś po napisanej scenie, bo opowiedział nam ją w pierwszej osobie bohater, który najwyraźniej nadal jest świadomy i coś pamięta. Gdybyś napisał opowiadanie w trzeciej osobie, tu bohater równie dobrze mógłby przestać istnieć. Pierwszoosobowy narrator istnieje dalej. I być może to dalej jest ciekawsze niż samo spotkanie z potworami. Co się stało z bohaterem? Umarł i przemawia do nas z zaświatów? Żyje, pokiereszowany? Zamienił się w Skrzydlatego? Co z ciemnością? Trwa dalej (oślepł? nie żyje? jest w lochu?) czy też narracja jest prowadzona z innej perspektywy (jakiej?)? Bohater nigdy nie zadaje sobie pytania, czemu to jego coś takiego spotkało, a to jest dobry kontekst do wprowadzenia infodumpu o bohaterze.

 

Jeśli nawet nie chciałbyś mieć w przedstawionym kawałku tej “otoczki”, o której pisze NWM, to przydałaby się kontynuacja, w której jakiś kontekst i wyjaśnienie się pojawi.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie mogę powiedzieć, że mi się podobało, ale też, że się nie podobało. Myślę, że to kwestia warsztatu i zbyt słabych (choć wiem, że może to zabrzmieć niesprawiedliwie) umiejętności.

Sam pomysł nie jest taki zły, latające stwory jakieś są. Sama akcja też, ale napisane w dosyć toporny sposób, niewyrobiony jeszcze masz sposób pisania. Dodatkowo szort musi być dopracowany, to krótka forma, więc powinna być zapięta na ostatni guzik. U Ciebie nie jest. Raczej nie poświęciłeś mu zbyt dużo czasu.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

@NoWhereMan – dziękuję za wyjaśnienie. Zgodzę się z tym, przy czym wydaje mi się, że akurat w przypadku tego opowiadania – przy przyjętej w nim strukturze – byłoby to co najmniej bardzo trudne. Główny bohater przypadkiem trafia do innego świata, nie do końca rozumie, co się dzieje, nie wie, kim te istoty właściwie są, dlaczego go uratowały, a potem chciały zadziobać… Myślę, że aby w pełni to wszystko oddać, musiałbym napisać ten tekst (albo przynajmniej fragment) z perspektywy innej postaci. Może też powinienem był napisać narrację tak, żeby główny bohater zyskał jakąś osobowość, tylko przyznam się szczerze, że nie miałem pomysłu jak.

 

@drakaina – w jednym z komentarzy napisałem, że opowiadanie nie bez powodu zostało napisane w czasie przeszłym (i przy okazji właśnie w 1. osobie), i cieszę się, że nie przeszło to niezauważone. Mój pomysł był właśnie taki, aby zakończyć to opowiadanie cliffhangerem i – jeśli by się przyjęło – napisać później kolejny tekst, w którym byłby opisany ciąg dalszy, wyjaśniający, o co chodzi. Mam jednak wrażenie, że faktycznie przydałoby się najpierw przebudować “Skrzydlatych”, z drugiej strony mogę zastanowić się nad tym, kiedy podejmę decyzję, aby ponownie usiąść do tego pomysłu.

 

@Darcon – czyli klasyczne “wyrobisz się z czasem”. ;) To prawda, nie wiem, jak podchodzić do tak krótkiej formy, a sam mam problemy ze zbyt rozwlekłym stylem pisania (choć o wiele mniejsze niż parę lat temu) i robię wszystko, żeby sobie z tym poradzić.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Martiusie, sequele do 2,5k, na których masz małe szanse zainteresować czytelnika bohaterem i akcją? To wymaga pióra na miarę Kinga, obawiam się, albo Gaimana ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Kto powiedział, że sequel też by miał ok. 2 500 znaków? :P

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Pierwsza część miała 2,5k, to miałam na myśli. A na to, żeby na 2,5k znaków zaintrygować czytelnika tak, żeby domagał się sequela na dowolną liczbę znaków, trzeba mistrza.

I od razu w kwestii “Skrzydlatych”, żeby nie było niedomówień – rozmawiamy na forum, którego celem jest wzajemna pomoc w pisaniu i doskonaleniu warsztatu, dlatego napisałam, że masz formę otwartą, która woła o ciąg dalszy. To nie oznacza, że gdybym ten konkretny tekst znalazła w druku, to pałałabym żądzą przeczytania sequela. Raczej zastanawiałabym się, dlaczego ktoś puścił niedokończone opowiadanie. Ale wierzę, że mistrz na miarę wymienionych wyżej byłby w stanie na 2,5k dać coś takiego, że nie mogłabym się doczekać ciągu dalszego.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Rozumiem i wezmę to pod uwagę.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Przyłączam się do wątpliwości poprzedników. Czy to jest szort? Chyba nie, bo brakuje puenty, twista, zawieszenia, finału, rozwiązania, domyślnego morału.. Bohater wpada do dziury, ta okazuje się jakby piekielną czeluścią. Po drodze przechwytują go demony, w których widzi ptaki/jastrzębie, mające ręce… (?) Na dnie (piekła?) owe istoty rozszarpują go, ale on prawdopodobnie przeżywa ich atak, jak Prometeusz wyjadanie wątroby, najwidoczniej skazany na dłuższe męki.

Nie wiemy kto, dlaczego, gdzie i za co. A nawet po co. Scena bez kontekstu i podsumowania. Bardziej oniryczna niż fantastyczna. Napisana bardzo "tak sobie". Warsztat do poprawy. Konstrukcja do poprawy. Rozmiar czy limit nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Piszesz szorta to dopasowujesz fabułę czy wizję do wymaganych gabarytów. Przecież nikt nie doceni "Wojny i pokoju" wciśniętej w drabble.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wiem już wszystko, co chciałem wiedzieć, więc mogę tylko podziękować za komentarz. Zresztą, włącznie z tym, który teraz napisałem, jest ich już 36, a tyle nie miały nawet moje o wiele dłuższe opowiadania. :O

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Przecież nikt nie doceni "Wojny i pokoju" wciśniętej w drabble.

Ponieważ “Wojna i pokój” podobała mi się ostatni raz, kiedy miałam jakieś szesnaście lat, aż kusi, żeby wcisnąć ją w drabbla :P Gdyby tak wyrzucić z niej cały tołstoizm… ;)

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

“Podczas najazdu Napoleona zginął jedyny rozsądny. Największy idiota przeżył i żyje długo i szczęśliwie, w zacofanym majątku u boku żony.”

I jak? ;-)

Babska logika rządzi!

Em, Bołkoński rozsądny? Jak dla mnie jeden pacan wart drugiego pacana :P Ale formalnie idziesz w dobrym kierunku, choć nie wiem, jak nazywa się utwór na dwadzieścia słów ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

OK, poprawka “jedyny rozsądny” => “najrozsądniejszy”. Nie to żeby wybór był oszałamiający. ;-)

Babska logika rządzi!

Właśnie przyszło mi do głowy, że zemszczę się literacko inaczej na Tołstoju ;) Ten mały kawałek powstającego dopiero tekstu będzie kryptodedykacją dla Finkli ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zgubiłem się w ciągu przyczynowo-skutkowym: idzie facet, wpada do dziury i spada, nagle pojawia się niebo (choć widzi zbliżającą się pod nim ziemię?), pojawiają się ptaki, ale to jednak nie-ptaki, chwytają bohatera, potem porzucają, potem go atakują. To tak, jakbyś wrzucił dwa światy do pralki i kazał nam przyglądać się jak wirują.

Podsumuję to pytaniem: co tu się właściwie (i po co) wydarzyło?

Tak jak napisał Maras:

Scena bez kontekstu i podsumowania. Bardziej oniryczna niż fantastyczna.

Resztę dopisali poprzednicy.

Ten tekst to jakaś scena wyjęta z większej całości? Bo niewiele tu jest wyjaśnione, nie wiadomo czym są ptaki, gdzie trafił bohater, czemu umarł? W zasadzie nic nie wiadomo. Nie ma puenty, nie ma nic. Ciężko to nazwać nawet szortem, bo siła szorta drzemie właśnie w zaskakującej puencie. 

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

No… Dziękuję za komentarze, przy czym w zasadzie już na tym etapie wiem wszystko, co chciałem wiedzieć. Nie jestem więc pewien, czy dodatkowe komentarze wniosą coś więcej, szczególnie że robię aktualnie przymiarki do kolejnego opowiadania i wiem, żeby starać się unikać już popełnionych błędów.

Oczywiście dziękuję wszystkim za poświęcony czas.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Nowa Fantastyka