- Opowiadanie: tomaszg - Przyjemność

Przyjemność

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Przyjemność

Śmiertelnie zmęczony szef inspektor stał i patrzył ze znużeniem na białą kobietę, która leżała z szeroko rozłożonymi nogami i prezentowała swoje wdzięki pośród czarnych okrągłych koszy na śmieci.

Długi jasny płaszcz mężczyzny falował w powiewach lekkiego wiatru, szeroki kapelusz zasłaniał go od piekącego słońca, zaś przykurzone buty z wysokimi cholewami skutecznie chroniły od kurzu i brudu całego świata.

„Młoda, zgrabna i jędrna” – pomyślał stojąc z lekko opuszczoną głową i zaczął zastanawiać się co zrobić w tej jakże niefortunnej sytuacji.

Problem tkwił w widzach.

Był gorący czerwcowy dzień i darmowe widowisko zdążyło zgromadzić dziesiątki spragnionych sensacji wyrostków i bezrobotnych madek z bachorami na ręku. Wszyscy trzymali się wprawdzie w bezpiecznej odległości i nie robili obscenicznych gestów ani nie filmowali całego zajścia, niemniej jednak szef inspektor wiedział, że sytuacja mogła się zmienić dosłownie w każdej chwili.

„Orzeł, gwałt. Reszka, zazdrosny kochanek. A na sztorc samobójstwo”. – Wypluł ze złością wykałaczkę z zębów, podrzucił monetę z porysowanym awersem, złapał ją i energicznie przyklepał na odwróconą grzbietem dłoń, następnie podumał nad wynikiem i podszedł do znajomych policjantów, którzy powoli i metodycznie przeczesywali każdy centymetr miejsca zbrodni.

– Cześć, co macie? – zapytał próbując równocześnie zasłonić twarz połą płaszcza i tym samym uchronić się od wszechobecnego smrodu.

– Czołem. – Jeden z techników pochylonych nad zwłokami odwrócił się, wyprostował i stanął na baczność. – Ta dziewica leży tu co najmniej godzinę, na razie analizujemy ślady.

– Świadkowie?

– Zauważył ją tamten młody człowiek, co to wynosił śmiecie. Poza tym standard. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, nikt nic nie wie. – Mężczyzna wyszczerzył wybielone zęby i wskazał głową kogoś z tyłu.

– Gwałt, kochanka czy coś innego?

– Trudno powiedzieć. – Technik wzruszył ramionami. – Nie widać śladów gwałtu, nie widać śladów przemocy… jedyne co mnie dziwi to dokładnie wycięte włosy.

– Że co?

– Dobrze słyszysz, ktoś zrobił z niej łysą pałę, wszędzie i to bez żadnej finezji, jeśli mam być szczery.

– Eeee, pokaż.

Technik cofnął się kilka kroków i podniósł czarny worek rzucony na głowę kobiety, a szef inspektor pochylił się, spojrzał i tylko z lekka gwizdnął.

– Co myślisz? – spytał się technika.

– To było prawdopodobnie zaraz po śmierci, więcej będzie można powiedzieć dopiero po dokładnej sekcji.

– Baba jest rozebrana, czy to nie dziwne? Może to dziwka?

Technik rozłożył ręce i podrapał się po głowie:

– Myślisz?

– Każdy orze jak może. Kto ją tam wie? Mogła mieć ubranie na godziny i to się rozpuściło.

– No w sumie. Nie wygląda mi na typową kurwę, ale w sumie może masz rację.

– Dobra, zasłońcie to kino, ja porozmawiam ze świadkiem i pokręcę się wokół.

– Tak jest. – Technik zasalutował i wrócił do pracy.

Szef inspektor odszedł od śmietnika, uśmiechnął się służbowo do zawiedzionych gówniarzy, następnie ostentacyjnie wyciągnął paczkę czerwonych Marlboro, wsunął jednego do ust i zapalił go zamaszystym ruchem oryginalnej metalowej zapalniczki Zippo.

Wypalił spokojnie aromatycznego papierosa, potem pewnym i zdecydowanym krokiem podszedł do świadka, który stał nieopodal, śmiał się i kopcił taniego szluga rozmawiając z pilnującym go funkcjonariuszem.

– I wtedy on podszedł… – Akurat mówił do mężczyzny młody policjant, gdy szef inspektor bezceremonialnie mu przerwał. – Dzień dobry, proszę mi powiedzieć co pan widział.

Obaj mężczyźni spoważnieli, a świadek wyrzucił papierosa, zadeptał go i wzruszył ramionami wyjaśniając ze wzrokiem wpatrzonym w betonowy chodnik:

– Wynosiłem śmieci, kobitka leżała i nie dychała, to zadzwoniłem.

„Coś ukrywa i chce bon z dwieście plus” – pomyślał doświadczony policyjny wyga i zapytał się wprost:

– Jakieś zakupy, torebka, rzeczy?

Mężczyzna znowu wzruszył ramionami:

– Nic panie władzo kochany.

„No pewnie, za grzeczny jesteś, pieniądze wziąłeś i zaraz pójdziesz na tanie wino”. – Od razu przyszła inspektorowi do głowy natrętna myśl, ale nie miał podstaw do przeszukania i musiał kontynuować tę komedię:

– Jakieś krzyki, podejrzani ludzie?

– Nic, to bardzo spokojna okolica.

„Jasne”. – Szef inspektor pomyślał, że tamten zachowuje się wyjątkowo hardo i bezczelnie, ale dodał spokojnie:

– Gdyby pan coś sobie przypomniał proszę się do nas zgłosić.

– Jasne.

– Trzynasty posterunek. Proszę zapamiętać. Może pan iść.

Nie było sensu pytać o nic więcej, osiedle Lunik X cieszyło się bardzo złą sławą i nawet najmniejszy nieprzyjazny gest wobec każdego mieszkańca mógł zostać uznany za akt brutalności, który będzie doskonałym pretekstem do wielotygodniowych zamieszek.

Szef inspektor był przyzwyczajony do tego, że tutaj nawet każde źdźbło trawy miało oczy i uszy.

Prawdę mówiąc miał głęboko w dupie, ilu ludzi trafiłoby w zamieszkach do więzienia, szpitala czy kostnicy, ważniejsze dla niego było to, że w sytuacjach awaryjnych policjanci zawsze koczowali w ciasnych sukach, a żarcie dumnie zwane posiłkami regeneracyjnymi było poniżej wszelkiej krytyki i musiał leczyć po nim rozdygotany żołądek.

Zaczął obchodzić miejsce zbrodni. Wszystko było tu wybetonowane i sprawcy mogli spokojnie podjechać samochodem czy nawet sporym busem, do tego śmietniki umieszczono w małej altance i zwłoki leżały nieźle zasłonięte przed wzrokiem ciekawskich dosłownie z każdej strony.

„Pełno bloków i ludzi, ale nie ma nagrań ani prawdziwych świadków. Tyle zmarnowanego czasu i pieniędzy przez jedną głupią kurewkę” – pomyślał ze złością kopiąc leżąca puszkę.

Wiedział, że kobieta pewnie była miejscowa i mogli jej nie mieć w bazie praworządnych obywateli, a to w praktyce oznaczało N.N. i sprawę dla „Archiwum X”.

– Cholera jasna – zaklął, bo sprawie możnaby szybko skręcić łeb, gdyby nie nadmiar śladów, z których każdy należało skatalogować i dokładnie sprawdzić.

– Znaleźliście chociaż jakąś torebkę? – zapytał się podchodząc znowu do techników.

– Było nawet kilka śmieciówek od Wittchena, ale bez dokumentów. Pokazała nam babcia co zadzwoniła na sto dwanaście.

„A to skurwysyn, jednak kręcił. Czyli albo podesłał go któryś z miejscowych albo sprawa jest tak nieważna, że koleś mógł sam grać na boku”. – Zaczął się zastanawiać nad motywami działania pijaczka.

Wiedział, że tutaj nawet gówno nie stało na baczność bez pozwolenia jednego z gangów i znacznie bardziej prawdopodobna była pierwsza opcja, a to oznaczało, że kobieta rzeczywiście mogła być jedną z okolicznych dziwek.

„Czy tak czy inaczej to chyba nic ważnego”. – Podsumował w myślach i dopytał się technika:

– To na kiedy możecie mieć ten raport?

– Dużo ostatnio tych kobiet, tydzień jak nic.

– Aha, to informujcie mnie na bieżąco.

– Tak jest.

Szef inspektor odwrócił się i zaczął iść energicznym krokiem do stojącego nieopodal służbowego auta, które pilnowali koledzy w oznakowanym radiowozie.

Nie wzruszał go smród i wątpliwe walory estetyczne hałd śmieci na trawnikach, nie zwracał uwagi na obraźliwe graffiti, tylko zaciągał się kolejnym papierosem i zastanawiał nad tym, co tu można zrobić. Potrzebował na gwałt sukcesu, ostatnio dramatycznie wzrosła ilość wszelkich niewyjaśnionych zgonów, co przysparzało im niemało roboty i powodowało, że regularnie obcinano wiekszosc dodatków.

„Biednemu zawsze wiatr w oczy wieje” – pomyślał i jak na zawołanie poczuł dym i smród jakiejś spalenizny z bloku, przy którym akurat przechodził.

„Co z nich wyrośnie?”. – Zadał sobie w głowie niewesołe pytanie patrząc na wyrostków, którzy masowo siedzieli na schodach klatek schodowych i nawet nie ukrywali nieprzyjaznych spojrzeń.

„Dobra zmiana, kurwa jego mać”. – przyszły mu na myśl niedawne słowa minister edukacji, która miesiąc wcześniej odcięła o dziesięć procent długość wszystkich godzin lekcyjnych…

***

– Widziałeś? Czego to ludzie nie wymyślą? – Wieloletni partner szef inspektora podsunął mu „Gazetę wybiórczą” pokazując brudnym tłustym paluchem jeden z artykułów:

„Przed Sądem Okręgowym toczy się rozprawa w sprawie zabójstwa. Joanna G. została przywiązana do łóżka i zakneblowana, następnie założono jej szereg męskich wibratorów i podano w Internecie ich adresy sieciowe. Sąd i biegli mają problemy z ustaleniem kto jest zabójcą, podejrzanym jest jedynie konkubent kobiety, który miał ją skrępować. Jego obrońcy bronią go mówiąc, że nie wiedział nic o zagrożeniu, ofiara lubiła podobne zabawy erotyczne i on tylko spełniał jej zachcianki, do czego został zmuszony finansowo i psychicznie”.

– A spieprzaj mi z ta szmatą. – Szef inspektor odepchnął gazetę. – Nadal czytasz propagandę? W sumie miała przyjemną śmierć, a na pewno lepszą niż wielu facetów.

Był zły, bo dalej nie miał pojęcia, jak ugryźć sprawę kobiet.

– A wiecie, że jedna panna zarzekała się kiedyś, że jako dziecko zaszyto ją na kilka godzin w czyichś zwłokach? – dodał z drugiej strony biurka Mirek, ich dobry kompan od kieliszka.

– A idź ty, ty i te twoje głupie historie. – Szef inspektor machnął ręką.

– Jak słowo honoru, to jakaś Amerykanka była. – Tamten nie ustępował.

– To tak jak te twoje historie, że Polska wygra jeden do zera z Japonią.

– Ale ja to naprawdę widziałem.

– Szkoda, że cię wtedy na krew nie wzięli, jeszcze by musieli alkomat do naprawy brać, a sam wiesz jakie braki w budżecie.

– Jak mi nie wierzycie, to nie, łachy bez.

– No nie wierzymy.

– To się pierdolcie, wy i wasza praworządność. – Tamten udał obrażonego i odwrócił się ostentacyjnie.

„Na przyjemność trzeba zasłużyć" – pomyślał szef inspektor i wrócił do swoich filozoficznych rozważań i dłubania w nosie. „Tamto jednak musi mieć jakieś podłoże seksualne. Na świecie liczy się tylko dupa i kasa”.

***

– Iiiii – zapiszczała wystraszona psycholog wpadając w objęcia szef inspektora w drzwiach swojego gabinetu.

– Piekło chyba zamarzło. – Błyskawicznie odskoczyła i równie szybko odzyskała swój normalny kpiący ton.

– Przestań, jeszcze ci mało? – burknął i opuścił złożoną do pukania pięść równie zaskoczony jak ona.

– No dobra, wchodź – powiedziała z szerokim uśmiechem równocześnie poprawiając włosy, potem cofnęła się i tym samym zaprosiła go do przytulnego wnętrza swojego niewielkiego służbowego gabinetu.

– Widzę, że posprzątałaś

– A posprzątałam – odpowiedziała z przekąsem.

– Poza tym nic się nie zmieniło – dodał z uznaniem patrząc na jej biurko, dwa fotele, kanapę, regał z książkami i odświeżoną wykładzinę na podłodze.

– A nie zmieniło. – Położyła ręce na biodrach i zaczęła mówić z widoczną pasją w oczach. – Kurwa, śmierdziało jak cholera, sam zresztą dobrze wiesz, jak śmierdzą gumy, jeśli zostawić je na dłużej. Musiałam coś z tym zrobić. Ale nie przyszedłeś chyba pytać się o tamto? Ty taki macho?

– Ple ple ple – uśmiechnął się szeroko robiąc ręką znak "moja-ręka-mówi". – No, teraz to przynajmniej jesteś autentyczna.

– A pierdziel się… panie… – To ostatnie słowo powtórzyła z widocznym przekąsem. – Pa-Nie ledwo mianowany szef inspektorze.

Znał ją nie od dziś, więc zignorował jej zaczepkę, rozsiadł się wygodnie w fotelu i zapytał prosto z mostu równocześnie częstując jej niebieskim Marlboro:

– Co możesz mi powiedzieć o zmianach zachowań kobiet w przeciągu ostatnich pięciu lat?

– Tak, dzień dobry. Tak, dobrze się czuję. I tak, dziękuje, że się pytasz.

Stała ciężko dysząc, więc spojrzał głęboko w jej przepiękne brązowe oczy i wyjaśnił. – No przestań, wiesz dobrze, że wewnętrzne mnie wtedy obserwowały.

Dyszała, kilka razy coś chciała powiedzieć, w końcu uspokoiła się trochę, spoważniała, gwałtownie klapnęła na drugi fotel, rozsiadła jak basza, również zapaliła papierosa i z zadumą stwierdziła:

– No tak, z sukami to zawsze trzeba mocno uważać. Ale nawet. Mogłeś się kurwa odezwać, a ty cały ten czas byłeś cicho i teraz przychodzisz mi tu jak gdyby nigdy nic i walisz z grubej rury. Co ci odpierdala? I co? Niby miałabym ci pomóc?

– Mamy coraz więcej skórek, które zostały zatłuczone. Pomagasz nie mnie tylko im. To raz. – Zaczął wyliczać na palcach. – Spróbujmy oddzielić pracę od przyjemności. To dwa. I zróbmy coś więcej niż inni, którzy się tylko opierdalają. To trzy.

– Oddzielić pracę od przyjemności. Dobre sobie. – Prychnęła pod nosem niczym kotka. – Powiedz mi coś czego nie wiem.

– Młode, stare, ładne, brzydkie, najgorsze, że sekcja nic nie wykazuje i nie wiemy w ogóle jakie jest tego podłoże. Mój dziadek pewnie by myślał, że to jakiś seryjny zabójca, ale nie ma żadnych punktów wspólnych ani podpisu, do tego żyjemy w kraju szczęśliwej matki Polki, którą przecież wszyscy kochają. – Zakończył z przekąsem.

– A od kiedy ty się tak dupeczkami przejmujesz? Wiesz, że powinnam cię zadenuncjować? Wbij sobie w końcu do tego pustego łba, że wszystkie kobiety są piękne i w świetle prawa nie można o nich inaczej mówić. – Zaczęła go naśladować, a nawet lekko przedrzeźniać.

– Praca… tak, to praca… praca tak ludzi wzbogaca… – Szef inspektor wywrócił znacząco oczy.

– No dobrze, już dobrze, ty mój ogierze, ujmę to tak. Nic w przyrodzie nie ginie. Po ustawach brukselskich kobiety dostały to co chciały i najnowsze badania mówią, że ich agresywność wzrosła o dwieście procent…

– Ja nie o tym…

– Cicho tam. – Machnęła ręką. – Jadwiga Seneszyn już dawno mówiła, że faceci będą się mścić.

– Seneszyn? Z tamtych Seneszyn?

– Tak, prawnuczka żelaznej, jak jej tam było, Anny czy Joanny. No więc baba już dawno napisała grube tomiszcze „O obrocie ciał przyziemnych” w którym postulowała, że kobiety strzelają sobie samobója. Jeśli to co mówisz jest prawda to jest to pierwsza fala…

– Coś o tym nie słyszałem.

– Książka jest na indeksie i mogą ją czytać jedynie niektóre cipki. Historię zawsze piszą zwycięzcy i nie ma co dawać głupot nieuświadomionemu elementowi.

Wypiła trochę kawy z filiżanki na stole i kontynuowała:

– No więc kiedyś feministki polowały na skalpy.

Inspektor spojrzał się dziwnie, na co ona dodała:

– No co? Za każdego faceta wrobionego w gwałt były specjalne punkty i bonusy. Im ważniejszy, tym więcej władzy można było zyskać. Nawiasem mówiąc, dlatego tak bardzo słynna była sprawa niejakiego Linusa Torvaldsa. No i teraz jeśli te babki są golone, to może to być takie samo polowanie, ale w drugą stronę.

– Ale za to grozi kara śmierci.

– Ty wiesz lepiej, według mnie robi to osoba lub grupa, która nie znosi kobiet. Nie wiem, może znaleźli metodę na szczepionki albo coś innego… Aaaaa, i jeszcze jedno, nie wiesz nic o książce… za samo gadanie o niej można dostać stryczek…

– No już dobrze, chodź tu do mnie…

***

Od namiętnej rozmowy z koleżanką minęły dwa dni, trzeciego szef inspektor z rana znalazł na swoim biurku wyniki autopsji kobiety w sprawie określonej roboczo jako „Buszująca w śmietniku”.

„Wreszcie” – pomyślał, potem poszedł do automatu z kawą, wrócił, usiadł na fotelu, wyciągnął nogi na biurko, otworzył teczkę i zaczął od podsumowania:

„Wyniki badań obiektu Elfik 23 w normie, brak śladów przemocy, brak pigułki gwałtu czy innych niedozwolonych środków.”

„No tak, jak mogą znaleźć pigułkę, jak ta sama znika” – pomyślał z rozbawieniem, potem rzucił ze złością teczkę na stół i głęboko się zamyślił.

Wojny płciowe wydawały się już zamkniętym tematem, kobiety wygrały i wszędzie dyktowały warunki z tylnego rzędu.

Owszem, było wiele odchyleń od normy, ale od dawna zniesiono chociażby obowiązkowe potwierdzanie chęci na seks, które stało się po prostu niepotrzebne.

Świat był zmęczony.

Nikogo nie bawiły już oskarżenia o gwałt po czterdziestu latach ani zabójstwa z premedytacją, które wydawały się czymś nie z tej epoki, białym krukiem takim jak „Mein Kampf” czy „O obrotach ciał niebieskich”, które napisała Kopernik.

I właśnie dlatego szef inspektor był rozbawiony tym, że ktoś mógłby chcieć zastosować tak staromodną metodę jak pigułka…

To z jednej strony, z drugiej za dużo razy widział sytuacje, gdzie jedna sekunda decydowała o reszcie czyjegoś życia.

Cios w afekcie, „tak” albo „nie” przed ołtarzem, krzywe spojrzenie w pracy czy nawet zwykły normalny wytrysk w złym momencie.

Proza życia, w którym nic nie działo się zgodnie z logiką.

Czy tu było podobnie? Czy dziewczyna znalazła się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie? Czy odburknęła coś któremu z bossów? Czy źle uśmiechnęła się do klienta? A może prowadziła normalne życie, a ktoś postanowił się zabawić i wybrał ją na chybił trafił?

Tyle pytań i zero odpowiedzi…

***

Szef inspektor czytał właśnie przy swoim biurku książkę, gdy nagle miłośnik „Wybiórczej” podszedł od tylu i wręcz wrzasnął mu do ucha:

– Zbieraj się, kolejna denatka.

– Znowu? – Odwrócił się na swoim obrotowym fotelu podnosząc zmęczone oblicze.

– Bądź dobrym Gadżetem i nie narzekaj, tym razem w dobrej dzielnicy, więc może być ciekawie.

– Poczekaj, dokończę rozdział.

– Zabił kelner.

– Ale tu nie ma kelnera.

– No dobra, to ksiądz albo ministrant.

– Andrzeju nie denerwuj się, zaraz pojedziemy, a teraz to ty lepiej pójdź w pokoju na fajka.

– Dobra, już dobra, będę czekał w gablocie.

Kolega poszedł, a szef inspektor spokojnie dopił przydziałową kawę, odłożył książkę i szerokimi schodami zszedł do garażu, gdzie stał ich służbowy Stratopolonez 2500 z Andrzejem za kierownicą, który przeglądał jakiegoś świerszczyka.

– Nie za stary jesteś na te głupoty? – zapytał się wsiadając.

Tamten wzruszył ramionami, na co szef inspektor dodał. – Nie jedźmy na bombach, nie chcę znowu rzygać.

Andrzej tylko się uśmiechał, ale spełnił jego prośbę.

Z Bankowego przejechali na Marszałkowską, przemknęli przez rondo Dudy, ulicę Lecha i plac Jarosława, zjechali na Czerniakowską, skręcili w stronę Nowego Wilanowa i w końcu pomknęli ekspresówką trzeciej RP do Konstancina.

– Zwolnij, znowu nas wysusza i będzie trzeba to odkręcać.

– Nie panikuj, dzisiaj postawią ich za dwie godziny, sprawdzałem.

– Jezu, nie mogli wziąć kogoś bliżej, Viatoll nas zje. – Szef inspektor zaczął ni stąd ni zowąd narzekać.

– Pieprzysz trzy po trzy i prosisz się o kłopoty za bluznienie, mało ci jeszcze? – Andrzej go zgasił.

– To chyba ty jak pieprzysz o klechach w biurze. – odparował szef inspektor a tamten od razu zmienił temat. – Wiesz, że Dominik znalazł sobie nowy cel?

– I co, już kłóci się z biedakiem czy na razie go tylko obserwuje?

– Czuję w kościach, że ciekawie będzie już w tym tygodniu.

– Jak myślisz, znowu chlapnie coś przed sadem?

– Jak ostatnio? Nie, raczej będzie ostrożny.

Nie trzeba było dodawać nic więcej, Dominik, taka mała zdradziecka wsza, był zmorą całego wydziału. Wszyscy traktowali go jak legendarnego oberleutnanta Franza von Nogaya, zaś jego ostatnim numerem było bezpodstawne oczernienie kolegi w sadzie i oburzenie się, że ten w podobny sposób wykazał rzeczywiste braki tego bohatera.

Nie była to zresztą pierwsza podobna akcja i Dominik jak dotąd zalazł wielu ludziom za skórę, a ci go nie znosili, bo wyszukiwał wszystkie prawdziwe i urojone uchybienia i donosił o nich przełożonym, którzy też byli już nim zmęczeni.

Zapadła cisza, a oni w końcu dotarli do bardziej ekskluzywnej części Konstancina.

– Ulica Konwaliowa 5 – przeczytał szef inspektor na ekranie telefonu. – To chyba z lewej strony.

Willa rzeczywiście stała na końcu długiej uliczki, którą zacieniały stuletnie dęby.

– Dzień dobry, policja. – Kierowca powiedział do domofonu przez otwarte okno samochodu.

Brama otworzyła się i zajechali do posiadłości położonej w ogrodzie z równie pięknymi drzewami co na zewnątrz.

Przed willą widać było radiowóz kolegów w mundurach, a jeden z nich stał i pokazał im, żeby weszli i udali się na lewo.

Uchylili drzwi, a w pokoju na lewo zobaczyli kilka babć w sportowych dresach które siedziały i popijały drinki gorączkowo o czymś dyskutując.

„Babcie turbo” – pomyślał, podszedł, wytwornie się ukłonił i powiedział:

– Dzień dobry paniom.

Babcie umilkły, po chwili jedna powiedziała z fałszywą nieśmiałością:

– Ehh, kochaniutki. Izka była jedna z nas, a ten bydlak ją zabił. Nigdy was nie ma, jak jesteście potrzebni.

Zignorował zaczepkę i zapytał się bez owijania w bawełnę:

– Dlaczego panie tak myślą?

– Bo nie mógł to być nikt inny, ona taka dobra była do wszystkich, niewdzięczny gnój, tyle przyjemności mu tu dajemy. – Mówiąc to bawiła się zalotnie włosami, podczas gdy reszta kobiet delikatnie się uśmiechnęła. – Eeee… dawałyśmy.

– Rozumiem, zajmiemy się tym szanowna pani. Przepraszam, że zapytamy się teraz o kilka rzeczy, ale rozumieją panie… taka niewdzięczna robota.

– Pytaj się panie oficerze, odpowiemy, pokażemy, a jak któraś będzie niegrzeczna to proszę użyj pan tych tam kajdanek i innych środków przymusu bezpośredniego, jak je ładnie nazywacie. – Kobiety wybuchły dzikim śmiechem, a oni mimowolnie się uśmiechnęli.

– Co się właściwie stało? Byłyśmy na spotkaniu kółka różańcowego. – Tu kobiety znowu wybuchły śmiechem. – A jak wróciliśmy, to ten gnój siedział spokojnie w kuchni a po chwili podjechała karetka.

– I co potem?

– Leżała na górze, próbowali ją ratować, a potem zjawiła się policja. Policja! I to u nas w tak szanownej okolicy, wyobraża pan sobie? Co za wstyd!

– Czyli pań wtedy nie było?

– No nie, ale to przecież jasne jak słońce co się stało.

– Czyli wszystko jasne, dziękuję paniom bardzo. – odpowiedział dyplomatycznie.

– Możemy jeszcze pokazać panu pięterko. – Jego rozmówczyni uśmiechnęła się figlarnie, a reszta pań potwierdziła to delikatnym skinieniem głowy.

– Na pewno przyjadę jeszcze, żeby dokładnie wszystko sprawdzić bez tych wszystkich ludzi.

– To proszę zadzwonić żebyśmy wszystkie były w domu.

– Doskonale, na razie dziękuję i ponownie składam wyrazy współczucia. Jeszcze raz moje uszanowanie. – Skłonił się wytwornie, odwrócił na pięcie i przeszedł z partnerem schodami na górę, skąd słychać było rozmowy techników.

Mężczyźni pracowali w dosyć niewielkim sypialni.

– Cześć, co z nią?

– A cześć. Szybko jesteście. Zabrali ją już, odbywała stosunek około dwóch godzin temu i to stało się zaraz potem.

– Zabezpieczyliście materiał?

– Tak, guma leżała w śmietniku, mamy również pościel i wszystkie zabawki.

– Co myślicie?

– Śmierć chyba naturalna, o trzynastej zero zero jej serce biło szybciej niż serce niejednej dwudziestolatki, o trzynastej trzynaście bransoletka szczęśliwej starości zaraportowała zatrzymanie akcji serca, a karetka była trzy minuty później. Jak dla mnie czysta sprawa, baba się pieprzyła i przekręciła, proponuję tylko zrobić sekcję ekspresową, bo to córeczka jakiejś ważnej szychy.

– Zgoda, zejdę teraz do podejrzanego.

– Czołem. – Technik zasalutował i wrócił do swoich obowiązków.

Zeszli do kuchni, gdzie mężczyzna siedział na podłodze.

– Powiem krótko koleś, masz przesrane, twoja kobieta się przekręciła i już to powoduje, że grozi ci stryczek. – Szef inspektor odezwał się groźnym tonem.

Mężczyzna się skulił, objął nogi rękoma i wtulił głowę między kolana i bąknął pod nosem:

– Przecież wezwałem od razu karetkę.

– Co ty tam mówisz? – Szef inspektor zbliżył się do niego.

– Przecież wezwałem od razu karetkę. – Tamten powiedział trochę głośniej i bardziej wyraźnie.

– Gówno to nas obchodzi, śmierć to śmierć, a ty… – Tu szef inspektor pokazał oskarżycielsko palcem na mężczyznę. – … a ty jesteś winien.

– Ale my się tylko kochaliśmy.

Szef inspektor nachylił się do niego i głosem przyjaznego lekarza domowego ogłaszającego śmiertelną diagnozę powiedział mu cicho prosto w twarz:

– Koleś, może i się pieprzyliście… ale czy to naprawdę miłość? Chciała cię rzucić czy jak? Narzędzie zbrodni masz ze sobą, więc dla sądu sprawa będzie jasna, czysta i klarowna.

Mężczyzna zamilkł, a szef inspektorowi zrobiło się go nawet trochę szkoda…

***

– Pani Krysiu, pani Krysiu, pani się tak nie przemęcza – powiedział uśmiechnięty szef inspektor, gdy schodził do prosektorium i zobaczył wypięty tyłek sprzątaczki, która skrupulatnie czyściła ścianę korytarza.

– A co go to obchodzi? Brudno to i czyści. – Pani Krysia odpowiedziała bezosobowo zrzędliwym tonem rodem z poprzedniej epoki i kontynuowała swoje pasjonujące zajęcie.

– Pięknie pani dzisiaj wygląda. – Niezrażony niczym szef inspektor wyraził swój zachwyt, a kobieta odwróciła się, obdarzyła go spojrzeniem „Nie ze mną te numery” i zapytała się wprost. – Czego chce? Wziąłby się za jakąś babę, a nie bajerował starszą stateczną panią.

– Pani Krysiu, ja dla pani wszystko. Pani przecież wie – Szef inspektor uderzył się w pierś, a ona zaśmiała się. – Niech mówi.

– No więc potrzebuję klucza.

– Nie ma.

– Nie, nie, nie, potrzebuję wstawić kwiaty koleżance, pani może przy tym być.

– Och wy młodzi, myśli, że nie wiem, co robicie?

– Samo życie pani Krysiu, samo życie.

– Dobrze, przyniesie i się zobaczy.

***

– Gwałt, gwałt, gwałt. – Policjanci stacjonujący w niedzielę w Śródmieściu usłyszeli w słuchawkach hasło klucz.

Funkcjonariusze z jedynki rzucili na ulice kubki z kawą i torbę z hamburgerami z Wieśniaka i ruszyli biegiem do radiowozu. Przestępstwo należało do najcięższego kalibru i od zgłoszenia do złapania podejrzanego rozliczani byli z każdej sekundy, dodatkowo jako zwycięzcy w tym pościgu mogli liczyć na duże bonusy i szacunek przełożonych przez długie miesiące.

– Jedynka gotowa.

– Dwójka na Hożej.

– Trójka na sygnale przy Rotundzie.

– Sprawca ucieka Marszałkowską.

– Skręca w Złotą.

Komunikaty zaczęły napływać z szybkością wystrzałów karabinu maszynowego, a oni z radością myśleli, że będą pierwsi, tymczasem za jednym z zakrętów okazało się, że ubiegli ich koledzy z fabryki, którzy trzymali podejrzanego na muszce.

Mężczyzna się uśmiechał i zaczął krzyczeć:

– Liga rządzi…

Padł strzał, wykrzykiwanie hasła ligi mężczyzn było wystarczającym powodem do użycia broni i szczerze mówiąc stróże prawa i tak wykazali się sporą cierpliwością.

– Gwałt na Mickiewicza.

– Gwałt na Krasińskiego.

– Gwałt na Kaczyńskiego.

Kolejne meldunki na radio dotyczyły tego samego, ale dosłownie w całym mieście…

„To nie dzieje się naprawdę” – pomyślał szef inspektor poprawiając słuchawkę w uchu, ale po chwili jakby na potwierdzenie usłyszał. – Akcja hiacynt, powtarzam akcja hiacynt. Wszystkie jednostki powrót na swój komisariat po sprzęt ciężki…

Był zły i cieszył się, gdy kilkanaście minut wcześniej odstąpił od wypisywania mandatu staruszce sprzedającej kwiatki i pietruszkę. Reagowanie na takie ciężkie przestępstwa było jednym z jego podstawowych obowiązków i nie znosił tego, bo staruszki dorabiały do bardzo skromnej emeryturki i większość obywateli nie popierało działań władzy, ale musiał to robić… a wszystko przez pieprzoną tajemniczą sprzedawczynię, która budziła większe emocje nawet niż kontrole skarbówki w firmach…

„Masz kobiecino szczęście” – pomyślał idąc do radiowozu. – „Mogłaś dostać więzienie, a teraz kurwa muszę wypełnić tonę papierków i mam dziesięć punktów karnych. No po prostu wykurwiście!”

***

Jednostka szef inspektora od kilku dni stacjonowała w pobliżu kościoła Świętego Krzyża, on sam siedział w zaparkowanym na chodniku Polonezie i patrzył się z zazdrością na kolegów, którzy w busie po drugiej stronie ulicy mogli wyprostować kości i pograć w karty.

„Zwykłym krawężnikom zawsze wszystko uchodzi na sucho” – pomyślał gorzko.

Ostatnie dni mocno go zmęczyły i z całego serca nienawidził tego, że musiał spędzać cały czas na ulicy, srać do toy-toytow i pampersów i użerać się z gówniarzami.

„Konstytucja” – wrzeszczeli najczęściej, a on był wściekły, że nie można było ich po ludzku od serca potraktować pałą.

Jakby tego mało, to pierwszego dnia cały komisariat dostawał sprzeczne rozkazy i sami musieli wyciągać spod ziemi dosłownie cały sprzęt, do tego kazano im ścigać opozycję i wszystkich rzeczywistych i wydumanych wrogów systemu.

Nie skończyli zadania, gdy wprowadzono godzinę policyjną i nakazano patrolować każdą możliwą dziurę, a potem posadzono na Krakowskim w imię obrony demokracji.

I to może nie byłoby jeszcze najgorsze, gdyby nie zimne pomyje do jedzenia czy głupie szczeniackie żarty, które cały czas im robiono.

Owszem, było kilka ciekawych epizodów jak palenie rosyjskiego "Metra" pod uniwerkiem, ale przez zmeczenie te jawily mu się niczym sen i był teraz zły, że jego partner przysypiał, a on gotował się w kamizelce.

„Pieprzona budżetówka” – pomyślał patrząc na pokrętła panelu od układu klimatyzacji który od dawna był pusty. – „Pieprzona Unia i ekooszołomy, pieprzeni wszyscy”.

Za jedyną klimatyzację w ich wysłużonym radiowozie służyły opuszczone szyby. I nic w tym dziwnego. Była ona takim dobrem luksusowym, że w wielu autach zarówno prywatnych jak i służbowych używano jej wyłącznie do pierwszego serwisu, a firmy pomimo wcześniejszych deklaracji ociągały się z używaniem dwutlenku węgla czerpiąc kolosalne zyski ze sprzedaży czynników chłodzących.

Dochodziło do ich regularnych kradzieży i złodzieje potrafili na przykład podjechać na niestrzeżony parking, otworzyć pokrywy silników i wyciągnąć wszystko co było w układach w stojących tam autach.

Jeden skok wystarczał, żeby całe grupy przestępcze miały środki na długie miesiące, nie było również tygodnia, żeby gospodarczy nie odnieśli o wykryciu jakiegoś większego przekrętu w tym obszarze.

Świat domagał się chłodu, tymczasem szef inspektor Rysio siedział, pierdział, śmierdział, popijał Mazowszankę i leniwie śledził akcję opartej o kierownicę książki.

Była to jedno z tanich seryjnych i obowiązkowych czytadeł niejakiego Mroza wzięte z wydziałowej biblioteki i szef inspektor wciąż nie wiedział, czy zabił kelner, ksiądz czy ministrant.

Mężczyzna przerzucił właśnie sfatygowana stronę, gdy nagle od strony Zamku usłyszał coraz głośniejsze syreny i kilka pojedynczych strzałów.

„Co u licha?”. – Zdążył pomyśleć, gdy zobaczył szybko zbliżające się zdezelowane niemieckie auto, za którym pomykały radiowozy.

Z radiowozów strzelali policjanci, w pewnym momencie tylna opona ściganego wozu pękła, a ten skręcił i wbił się w zabytkowe schody przed wejściem do kościoła.

„Szkoda paska”. – Mimowolnie zauważył szef inspektor, podczas gdy z auta wydostał się krwawiący i utykający mężczyzna, pobiegł po schodach i słaniając się wbiegł przez otwarte wrota do środka kościoła.

Zanim wyraźnie nienawykli do akcji policjanci wysypywali się z samochodów, szef inspektor zdążył wyskoczyć z Poldka, zabrać z uchwytu między siedzeniami swój karabin i ruszyć biegiem do świątyni. Wbiegł do środka przez otwarte zabytkowe drzwi i zatrzymał się niepewnie celując z ramienia do mężczyzny w sukience, za którym widać było słaniającego się uciekiniera.

– Na ziemię – krzyczeli koledzy inspektora, którzy pojawili się sekundę za nim.

– Dzieci, to dom boży. – Spokojnie odpowiedział ksiądz rozkładając szeroko ręce.

– Cicho pingwin.

Policjanci zbliżali się, w końcu okrążyli niestawiającego oporu księdza i skuli uciekiniera, który nie stawiał zbyt wielkiego oporu. Ksiądz patrzył się smutno, ale już nie protestował.

– Nie żal księdzu, to gwałciciel – powiedział szef inspektor zabezpieczając karabinek.

– Dziecko moje, to tylko zabłąkana owieczka, a oskarżenie też może być nieprawdziwe.

Policjanci wyszli ze świątyni bez żadnego słowa.

***

„U mnie z rana”. – Szef inspektor przeczytał suchą wiadomość od psycholog i pełen niedobrych przeczuć poszedł do niej o ósmej zero zero następnego dnia.

– Co to, kurwa, ma niby być? – Zapytała się bez ogródek pokazując na kwiaty, gdy tylko zamknął drzwi jej gabinetu.

– Kwiaty, nie widać? – podniósł ze zdziwienia brew.

– Nie o to chodzi. Chcesz, żebym miała problemy?

– Nie dajesz, źle. Dajesz, jeszcze gorzej. Żadnej nie dogodzisz. Masz ciotę czy jak?

– Ty mi tu lepiej nie podskakuj.

– Eeee

– Dobra, spieprzaj. Nie jestem dzisiaj w nastroju.

– Mąż nie dogodził? – Szef inspektor nie wytrzymał, wbił szpilę i nie czekając na odpowiedz wyszedł z wysoko podniesioną głową, a ona chcąc się dowartościować prychnęła i pokazała jego plecom drzwi…

***

„Środek plemnikobójczy w prezerwatywach powoduje trwałą bezpłodność albo śmierć partnerów”. – Szef inspektor przeczytał pierwsze zdanie na drugiej stronie, zamknął z cichym trzaskiem swoja teczkę i popatrzył na zdezorientowane miny kolegów.

– To jest opis sekcji córki bonza z Konstancina – odezwał się kapitan, który obserwował ich od kilku minut. – Podobne rezultaty mamy z trzydziestu innych spraw, okazało się też, że odczynniki do wykrycia tego gówna kosztują fortunę i dlatego przez długi czas nie mogliśmy tego wykryć.

W pokoju odpraw ponownie zapadła martwa cisza.

– Te dostaliśmy dzisiaj, ludzie skądś się dowiedzieli i stąd te gwałty – kontynuował kapitan.

„Gwałciciele zyskali życie” – pomyślał szef inspektor.

– Mamy cichy nieoficjalny rozkaz z góry, żeby trochę mnie gorliwie łapać tych wszystkich gwałcicieli. Dzietność jest i tak mała, więc mężczyźni są potrzebni.

„Natura się broni” – pomyślał szef inspektor chociaż wiedział, że to nie natura, a sami ludzie wyprodukowali ten środek.

***

Wieczorem mężczyzna bezwiednie skierował kroki w stronę Krakowskiego Przedmieścia, podczas gdy w głowie miał mętlik.

„Dlaczego świat jest tak urządzony?”

„Co powoduje, że kobiety są tak wybredne?”

„Skąd ta cała pieprzona polityczna poprawność?”

„Czy ludzie przestaną w końcu zajmować się pierdołami?”

Informacja o środku w gumkach wywołała wstrząs na całym komisariacie i chociaż formalnie nic się nie zmieniło, to kobiety stały się jakieś takie cichsze, mniej władcze i mniej opryskliwe.

Szef inspektor powłóczył nogami i nagle znalazł się obok kościoła, gdzie złapali domniemanego gwałciciela.

„Trzeba znaleźć tamtego księdza” – pomyślał wchodząc.

Trwała msza i usłyszał czytanie:

„I rzekł Pan do Mojżesza: Jeszcze jedną plagę ześlę na faraona i na Egipt, potem wypuści was stąd (…) Tak mówi Pan: O północy przejdę przez Egipt. I pomrą wszyscy pierworodni w ziemi egipskiej, od pierworodnego syna faraona, który siedzi na jego tronie, aż do pierworodnego syna niewolnicy, która jest zajęta przy żarnach, i wszelkie pierworodne bydła. I powstanie wielki krzyk w całej ziemi egipskiej, jakiego przedtem nie było i jakiego już nie będzie”.

Msze odprawiał ksiądz, którego w życiu nie widział… zauważył za to znajomego policjanta, który pilnował porządku i praworządności i nie miał zbyt dużo roboty, bo w liturgii ani kazaniu nie było nic niespodziewanego.

Po mszy udał się do zakrystii, gdzie stanął jak wryty widząc na ścianie zdjęcie mężczyzny, którego stał przed nim dzień wcześniej.

– Czy mogę w czymś pomóc? – Wzdrygnął się, gdy ksiądz z mszy zakończył swoje sprawy i w końcu zauważył jego obecność.

– Nie… a właściwie proszę mi powiedzieć kim jest mężczyzna ze zdjęcia?

– To był wielki człowiek. Żył w czasach, gdy ludzie wierzyli w „Solidarność”. To w czym mogę pomóc?

– W niczym. Dziękuję bardzo. – Szef inspektor wybiegł jakby zobaczył ducha.

***

– No co? Mogłam się pomylić. Miałam okres. – Młoda kobieta ziewała patrząc się z bezczelną miną na policjantów.

– No ale skazać niewinnego mężczyznę ma śmierć?

– Zasłużył kutas. Jeszcze sobie przez niego paznokieć złamałam. Winny był. I co to w ogóle za pytania? Gdzie mój adwokat? I grzeczniej mi tu. – Kobieta zaczęła oglądać swoje krwiste paznokcie, a szef inspektor nie wytrzymał, rzucił teczką na stol i wręcz wybiegł z pokoju przesłuchań.

– I jak ja mam kurwa pracować w takich warunkach. – Zaczął wrzeszczeć nie wiadomo do kogo na korytarzu.

– Uspokój się, idiotek nie sieją, same się rodzą. – Jego partner pojawił się nie wiadomo skąd i poklepał go po plecach. – Prokurator już potwierdził, że mężczyzna będzie wypuszczony, a zdzirę mamy zatrzymać na czterdzieści osiem do czasu decyzji. Uśmiechnij się. Wraca normalność.

– No ale żeby być tak wyrachowanym?

– To leży w ich naturze, ale nie wiń ich, zawsze chodzi o znalezienie najlepszego samca. Chodź lepiej na jedzenie, nie myśl tyle o tym.

Zdzisław zmuszał szef inspektora do lunchu wręcz każdego dnia. W dzisiejszych czasach policjanci wzorem niektórych korporacji mieli zapewnione jedzenie, ale również ubranie, opiekę dentystyczną i to co jest potrzebne do życia. Nie dostawali pensji i każdy posiłek był dla nich niezwykle ważny szczególnie że jak wszystko w budżetówce patrzono na koszty i nie rozpieszczano ich zbyt wielkimi porcjami.

***

– Co macie? – zapytał się szef inspektor patologa kilka dni później, gdy pokazywano mu kolejną zabitą kobietę.

– Znowu kobieta, ale tutaj jest coś ciekawego. Pobrałem wycinek i dałem do głębszej analizy, ale nawet bez niej wygląda to na jakieś parzydełka.

– Po co one?

– Mogę tylko zgadywać, że to jakaś obrona przez gwałtem.

– Domniemanym albo rzeczywistym – dodał z zadumą szef inspektor stukając palcem o zęby.

– Tak.

***

– Coś ty taki smutny panie szef inspektorze? – Zapytał się go tego samego dnia Zdzisław.

– To już pewne, potencjalni gwałciciele są zabijani jadem.

– A czemu się dziwisz? My rządzimy światem, a nami kobiety. Życie od zawsze było snem wariata, chorobą przenoszoną drogą płciową…

Koniec

Komentarze

Czy zdajesz sobie sprawę, Tomaszug, że im więcej tekstów zamieścisz jednego dnia, tym mniej osób je przeczyta?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

słońca, zaś przykurzone buty z wysokimi cholewami skutecznie chroniły od kurzu i brudu całego świata.

szyk

 

„Młoda, zgrabna i jędrna” – pomyślał [+,] stojąc z lekko opuszczoną głową [+,] i zaczął zastanawiać się co zrobić w tej jakże niefortunnej sytuacji.

przecinki

 

bezrobotnych madek z bachorami

literówka

 

Ta dziewica leży tu co najmniej godzinę, na razie analizujemy ślady.

Dlaczego “dziewica”? Archaizm, czy wniosek po przebadaniu zwłok?

 

– Baba jest rozebrana, czy to nie dziwne? Może to dziwka?

Jak dziwka to raczej nie dziewica

 

uśmiechnął się służbowo

Czyli jak?

 

Wynosiłem śmieci

Wcześniej użyłaś formy “śmiecie”.

 

„Jasne”. – Szef inspektor pomyślał, że tamten zachowuje się wyjątkowo hardo i bezczelnie, ale dodał spokojnie

Z dialogów wynika, że zachowywał się raczej potulnie i kulturalnie.

 

Wszystko było tu wybetonowane i sprawcy mogli spokojnie podjechać samochodem czy nawet sporym busem, do tego śmietniki umieszczono w małej altance i zwłoki leżały nieźle zasłonięte przed wzrokiem ciekawskich dosłownie z każdej strony.

bardzo długie i nieco kulawe zdanie

 

krokiem do stojącego nieopodal służbowego auta, które pilnowali koledzy w oznakowanym radiowozie.

którego

 

….

 

Poniższe zdania po części odebrały mi chęć dalszego czytania. I żebyśmy się zrozumieli, nie jestem wrogiem wulgaryzmów o ile coś wnoszą, bądź są uzasadnione. Tutaj jednak wydały mi się dość płytkie i zabrakło im polotu. Żule czasem potrafią barwniej wkomponować “kurwy” w swoje wypowiedzi.

No w sumie. Nie wygląda mi na typową kurwę, ale w sumie może masz rację.

 zaraz pójdziesz na tanie wino

Tyle zmarnowanego czasu i pieniędzy przez jedną głupią kurewkę

gówno nie stało na baczność

 

Generalnie opowiadanie ma potencjał. Historia wzbudza zainteresowanie i nie nudzi, niestety wykonanie pozostawia jeszcze trochę do życzenia, i jest to główny powód, który mnie zniechęcił. Dialogom przydałoby się więcej polotu. Zbyt dużo jest też wyświechtanych wyrażeń potocznych:

 

– Cześć, co macie?

czy tak zwraca się inspektor na służbie do podwładnych?

 

Poza tym standard.

– Że co?

jeśli mam być szczery

etc.

 

Szkoda, że nie skusiłaś się na betowanie, bo większość z tych niuansów zostałaby wyłapana.

Hmmm. Dla mnie tekst trochę chaotyczny, pogubiłam się w nim. Niby są jakieś sposoby zabijania gwałcicieli, ale policjanci znajdują głównie trupy kobiet. Tyle ich, że nie wiedziałam, o czym mówi przesłuchiwana na końcu kobieta. Do tego dorzucasz dystopię rodem z “Seksmisji”, żarty polityczne, jakiś matriarchat, słabo żywiona policja bez pensji… No, w sumie nie wiem, jak wygląda Twój świat.

Sprawy nie ułatwia wykonanie. Literówki, dziwne konstrukcje, już pal licho kulejącą interpunkcję.

a firmy pomimo wcześniejszych deklaracji ociągały się z używaniem dwutlenku węgla czerpiąc kolosalne zyski ze sprzedaży czynników chłodzących.

Co znaczy, że firmy ociągały się z używaniem CO2? Nie hodowali kwiatków w biurach? Nie rozumiem tego zdania. Za to przydałby się w nim przecinek.

Babska logika rządzi!

Na początku miałam wrażenie, że zanosi się na kryminał, ale w miarę czytania wrażenie rozmywało się w nie do końca zrozumiałych realiach, niezbyt jasno przedstawionego świata. Dobrnąwszy do końca nie umiem powiedzieć, co Autorka miała nadzieję opowiedzieć.

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

 

sze­ro­ki ka­pe­lusz za­sła­niał go od pie­ką­ce­go słoń­ca… –> Szerokie było pewnie rondo kapelusza, nie sam kapelusz.

 

Był go­rą­cy czerw­co­wy dzień… –> Wcześniej napisałaś: Długi jasny płaszcz mężczyzny falował w powiewach lekkiego wiatru, szeroki kapelusz zasłaniał go od piekącego słońca, zaś przykurzone buty z wysokimi cholewami… –> Zastanawiam się, dlaczego inspektor jest ubrany w płaszcz i buty z wysokimi cholewami, skoro rzecz dzieje się w czerwcu, a dzień jest gorący?

 

za­py­tał pró­bu­jąc rów­no­cze­śnie za­sło­nić twarz połą płasz­cza… –> …za­py­tał, pró­bu­jąc rów­no­cze­śnie za­sło­nić twarz klapą płasz­cza

Za SJP PWN: poła «dolny fragment jednej z dwóch części ubioru rozpinającego się z przodu»

 

– Za­uwa­żył ją tam­ten młody czło­wiek, co to wy­no­sił śmie­cie. –> – Za­uwa­żył ją tam­ten młody czło­wiek, kiedy wy­no­sił śmie­cie.

 

uśmiech­nął się służ­bo­wo do za­wie­dzio­nych gów­nia­rzy… –> Na czym polega uśmiech służbowy?

 

wy­cią­gnął pacz­kę czer­wo­nych Marl­bo­ro… –> …wy­cią­gnął pacz­kę czer­wo­nych marl­bo­ro

Nazwę papierosów zapisujemy małą literą. http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

po­my­ślał do­świad­czo­ny po­li­cyj­ny wyga i za­py­tał się wprost: –> …po­my­ślał do­świad­czo­ny po­li­cyj­ny wyga i za­py­tał wprost:

 

za­klął, bo spra­wie moż­na­by szyb­ko skrę­cić łeb… –> …za­klął, bo spra­wie moż­na ­by szyb­ko ukręcić łeb

Skręca się kark, łeb się ukręca.

 

za­py­tał się pod­cho­dząc znowu do tech­ni­ków. –>…za­py­tał, pod­cho­dząc znowu do tech­ni­ków.

 

Pod­su­mo­wał w my­ślach i do­py­tał się tech­ni­ka: –> Pod­su­mo­wał w my­ślach i do­py­tał tech­ni­ka:

 

re­gu­lar­nie ob­ci­na­no wiek­szosc do­dat­ków. –> Literowki.

 

pod­su­nął mu „Ga­ze­tę wy­biór­czą” po­ka­zu­jąc… –> …pod­su­nął mu „Ga­ze­tę Wy­biór­czą, po­ka­zu­jąc

 

Ale nie przy­sze­dłeś chyba pytać się o tamto? –> Ale nie przy­sze­dłeś chyba pytać o tamto?

 

Znał nie od dziś, więc zi­gno­ro­wał jej za­czep­kę, roz­siadł się wy­god­nie w fo­te­lu i za­py­tał pro­sto z mostu rów­no­cze­śnie czę­stu­jąc jej nie­bie­skim Marl­bo­ro… –> …z mostu, równocześnie czę­stu­jąc się jej nie­bie­skim marl­bo­ro

Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

I tak, dzię­ku­je, że się py­tasz. –> I tak, dzię­ku­ję, że py­tasz.

 

ko­bie­ty wy­gra­ły i wszę­dzie dyk­to­wa­ły wa­run­ki z tyl­ne­go rzędu. –> Co to są warunki z tylnego rzędu?

 

gdzie stał ich służ­bo­wy Stra­to­po­lo­nez 2500… –> …gdzie stał ich służ­bo­wy stra­to­po­lo­nez 2500

Nazwę pojazdów też zapisujemy małą literą.

 

który prze­glą­dał ja­kie­goś świersz­czy­ka. –> …który prze­glą­dał ja­kiś świersz­czy­k.

 

pro­sisz się o kło­po­ty za blu­znie­nie… –> Literówka.

 

– Jak my­ślisz, znowu chlap­nie coś przed sadem? –> Literówka.

 

taka mała zdra­dziec­ka wsza… –> …taka mała zdra­dziec­ka wesz

 

bez­pod­staw­ne oczer­nie­nie ko­le­gi w sa­dzie… –> Literówka.

 

– Ulica Kon­wa­lio­wa 5 – prze­czy­tał… –> – Ulica Kon­wa­lio­wa pięć – prze­czy­tał

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach.

 

kilka babć w spor­to­wych dre­sach… –> Masło maślane. Dresy są sportowe z definicji.

 

ona taka dobra była do wszyst­kich… –> …ona taka dobra była dla wszyst­kich

 

Prze­pra­szam, że za­py­ta­my się teraz o kilka rze­czy… –> Prze­pra­szam, że za­py­ta­my teraz o kilka rze­czy

 

– Pytaj się panie ofi­ce­rze… –> – Pytaj, panie ofi­ce­rze

 

Ko­bie­ty wy­bu­chły dzi­kim śmie­chem… –> Ko­bie­ty wy­bu­chnęły dzi­kim śmie­chem

 

Tu ko­bie­ty znowu wy­bu­chły śmie­chem. –> Tu ko­bie­ty znowu wy­bu­chnęły śmie­chem.

 

Męż­czyź­ni pra­co­wa­li w dosyć nie­wiel­kim sy­pial­ni. –> Literówka.

 

– … a ty je­steś wi­nien. –> Zbędna spacja po wielokropku.

 

i za­py­ta­ła się wprost. –> …i za­py­ta­ła wprost.

 

rzu­ci­li na ulice kubki z kawą… –> Literówka.

 

sie­dział w za­par­ko­wa­nym na chod­ni­ku Po­lo­ne­zie i pa­trzył się z za­zdro­ścią… –> …sie­dział w za­par­ko­wa­nym na chod­ni­ku po­lo­ne­zie i pa­trzył z za­zdro­ścią

 

ale przez zme­cze­nie te ja­wi­ly mu się ni­czym sen… –> Literówki.

 

śmier­dział, po­pi­jał Ma­zow­szan­kę… –> …śmier­dział, po­pi­jał ma­zow­szan­kę

Nazwę napojów też zapisujemy małą literą.

 

szef in­spek­tor zdą­żył wy­sko­czyć z Po­ld­ka… –> …szef in­spek­tor zdą­żył wy­sko­czyć z po­ld­ka

 

okrą­ży­li nie­sta­wia­ją­ce­go oporu księ­dza i skuli ucie­ki­nie­ra, który nie sta­wiał zbyt wiel­kie­go oporu. –> Powtórzenia.

 

Ksiądz pa­trzył się smut­no… –> Ksiądz pa­trzył smut­no

 

– Co to, kurwa, ma niby być? – Za­py­ta­ła się bez ogró­dek po­ka­zu­jąc… –> – Co to, kurwa, ma niby być? – za­py­ta­ła bez ogró­dek, po­ka­zu­jąc…

 

żeby tro­chę mnie gor­li­wie łapać… –> Literówka.

 

Msze od­pra­wiał ksiądz… –> Literówka.

 

zdję­cie męż­czy­zny, któ­re­go stał przed nim dzień wcze­śniej. –> …zdję­cie męż­czy­zny, któ­ry stał przed nim dzień wcze­śniej.

 

– Co macie? – za­py­tał się szef in­spek­tor… –> – Co macie? – za­py­tał szef in­spek­tor

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Aha, i jeszcze część dialogów wydała mi się niepotrzebna, bo niewiele wnosiła do sprawy – te wszystkie przekomarzanki, kłótnia z policjantką o kwiaty… Wyglądały jak zapychacze.

Babska logika rządzi!

Nie wiem do końca o czym był tekst. I czy to komedia, kryminał? Nie mam pojęcia. Na pewno akcja prędko gna do przodu. Mnóstwo literówek. Mimo to czytało się całkiem, całkiem.

Też nie wiem, czy to kryminał, czy raczej prezentacja pewnego komediowego pomysłu na świat. Absurdu w ogóle nie odczułem – a przynajmniej nie w humorystycznym zakresie. Mam wrażenie, że gdzieś po drodze zmieniła się koncepcja tekstu.

Bohaterowie w ogóle nie chwycili. Inspektor policji wydał mi się na początku nieczułym gnojkiem, a potem, w miarę jak postępowała komedia, stracił jakąkolwiek wiarygodność jako postać. Jak nie czułem bohatera, to i fabuły niestety nie poczułem.

Wykonanie ma sporo błędów. Literówki, wcięte znaki.

Podsumowując: jest chaos, brak fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Zgadzam się z przedpiścami. Wykonanie takie sobie (choć tragedii nie ma) – poprzednicy ładnie wskazali większość błędów i niezręczności. Treść niestety nie porwała. Wydawać by się mogło, że miksowanie stylów, łączenie kryminału z luźnymi motywami komediowymi i umieszczenie tego w dziwnym, trochę jakby alternatywnym, a trochę absurdalnym świecie, to znakomity pomysł. Ba, może i rzeczywiście znakomity, ale pomysł jedno, a przerzucenie go na jakąś ciekawą i spójną fabułę, to juz zupełnie co innego. U Ciebie te wszystkie elementy nie zagrały, miks wyszedł mętny i mdły, wdarł się chaos – ani to serio, ani specjalnie zabawnie, świat jakoś mało konsekwentnie zarysowany – trzeba pamiętać, że nawet absurd musi być spójny i sensowny. 

Cóż, tym razem nie wyszło, ale potencjał jest.

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Podobnie jak w innych tekstach dziękuję za uwagi i szczególnie za szczegółowe recenzje/korekty.

Teksty oczywiście będzie przerobiony…

Przepraszam za brak szybkiej reakcji.

Nowa Fantastyka