- Opowiadanie: Realuc - Zanim zgaśnie księżyc

Zanim zgaśnie księżyc

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Zanim zgaśnie księżyc

Gdy Nocny Wędrowiec zapali latarnię, wiedz, że nastał dzień ostateczny. Na czarnym niebie zalśni czerwona gwiazda. Morze wzniesie swe fale do ogromnych rozmiarów. Góry wypiętrzą się ponad wyobraźnię. Wszystko ucichnie. W ostatnią noc usłyszysz jedynie nawoływanie Gwiazdołów. Zbiorą się bowiem nad światem, czekając na koniec. Pożarty przez Niedźwierzaka księżyc zgaśnie raz na zawsze. To będzie ostatni widok, jaki ujrzysz. W końcu Nocny Wędrowiec zgasi latarnię, a świat pokryje wieczny mrok.

 

Przepowiednia Szarego Wieszcza

 

 

Oli siedział na krańcu piętrzącego się nad wzburzonym morzem klifu. Było to jego ulubione miejsce.

Gdy słońce wschodzi, gdzieś tam po drugiej stronie morza, od razu robi się lepiej. Wszystko staje się bardziej kolorowe. Noc też potrafi być piękna, jednak gdybym miał żyć w wiecznej ciemności, to bym oszalał – myślał chłopiec.

Wielkie fale o spienionych grzywach rozbijały się gwałtownie o skalną ścianę.

Przypominają górskie lwy atakujące swe ofiary.

Oli dawno nie widział tak rozzłoszczonego morza. Wstał, podpierając się swoim wiernym towarzyszem wszelkich wypraw, Usypiaczem. Zarzucił kij na ramię i rozejrzał się wzdłuż wybrzeża.

Dobrze, że żyjemy w górach. Tam nie powinna się dostać żadna z fal.

Pomachał wschodzącemu słońcu i ruszył przez wysoką trawę, w stronę domu. Aby przybyć w swoje ulubione miejsce na świt musiał wyruszyć w nocy. Ale za każdym razem opłacało się wstawać. Czuł, że bezkresne morze dodaje mu w jakiś sposób sił.

Każdy powinien mieć swoje ulubione miejsce. Takie, w którym możemy nie myśleć o niczym, a to właśnie to nic jest wtedy najwspanialsze.

Szybko opuścił porośnięte trawą klify i zaczął wspinać się kamienistą ścieżką. Zza kępy niskich krzaków, rosnących nad górskimi stawami, dobiegały odgłosy świstaków. Niebo zaczęło się chmurzyć, chłodny wiatr smagnął nagie ramiona chłopca, przyprawiając o ciarki. Dziś był niezwykle ważny dzień. Oli o tym pamiętał, dlatego wybrał się nad morze, aby dodało mu odwagi. Po raz pierwszy miał pójść z ojcem na polowanie. Stać się mężczyzną. Dorosłym członkiem klanu Górskich Myśliwych.

Zabiję górskiego lwa! Wszyscy będą dumni, a ja dostanę swoją własną włócznię! Ale nie przejmuj się, Usypiaczu, żadna broń cię nie zastąpi. Zawsze będziesz przy mnie – pomyślał, patrząc na kij, którym podpierał się podczas wspinaczki.

Drewniany towarzysz zyskał swe miano podczas chłopięcej bijatyki. Kiedy Oli zdzielił jednego z awanturników kijem, który akurat leżał w pobliżu, uderzony był nieprzytomny przez cały następny dzień. Już prawie uznali go za zmarłego. Tak Usypiacz zyskał swe imię i wdzięczność chłopca, który od tej pory zawsze miał go przy sobie.

Zza pobliskiego wzgórza wyłoniły się pierwsze, szpiczaste dachy chat. Okrągłe, niewielkie drewniane budynki, przypominające z daleka namioty. Ulatniający się z otworów dym był szybko rozdmuchiwany przez wzmagający się wiatr. Oli dotarł w końcu do, jak nazywali ją mieszkańcy, głównej bramy. W rzeczywistości był to bal umieszczony pomiędzy dwoma wysokimi głazami. Wyryty na nim napis głosił:

 

Klan Górskich Myśliwych. Witaj, jeśliś przyjaciel. Giń, jeśliś wróg.

 

Przy wejściu przywitała chłopca Efa, przyjaciółka od najmłodszych lat.

– Znowu wędrowałeś nad morze?

– Tak. Tym razem miałem naprawdę ważny powód.

Dziewczyna była w tym samym wieku co Oli, piętnaście zim. Miała dwa długie, czarne warkocze i przeszywające, błękitne oczy. Chłopiec też miał czarne jak krucze pióra włosy, krótko przystrzyżone, i szczupłą twarz o orlim nosie. Oboje nosili skórzane spodnie i kamizelki z baraniej wełny.

– Muszę iść. Ojciec na mnie czeka.

– Jasne. Jakbyś później się nudził, będę cały dzień przy swojej chacie. Muszę pomagać matce przy tych głupich miksturach.

Oli minął przyjaciółkę i rzucił jeszcze przez ramię:

– Tylko nie podpal znowu połowy klanu!

– Bardzo śmieszne! Spadaj już!

W wiosce tętniło życie. Myśliwi szykowali się na polowania a kobiety pakowały im torby z zapasami. Dzieci biegały i krzyczały. Górskie kozy i barany kręciły się w zagrodach. Gdy Oli dotarł do swej chaty, ojciec siedział już na ławie przy wejściu. Matka obejmowała go od tyłu, szepcząc coś do ucha. Nad drzwiami widniał dobrze znany chłopcu napis. Jedno z powiedzeń Górskich Myśliwych, które brzmiało:

 

Pierw łap za włócznię, potem myśl. To pozwoli ci myśleć raz jeszcze.

 

– Jesteś w końcu. Musimy porozmawiać – odezwał się ojciec chłopca, gdy tylko go ujrzał.

Oli usiadł na ławie, matka przytuliła go, pocałowała w czoło i zniknęła za drzwiami chaty.

– Coś się stało? – zapytał Oli.

– Tak. I to nie byle co, synu. Posłuchaj uważnie.

Chłopiec wbił wzrok w pomarszczoną twarz ojca. Miał nadzieję, że to jednak nic poważnego. Nie mógł się już doczekać polowania i chciał jak najszybciej na nie wyruszyć.

– Nadszedł ten dzień. Ostatni dzień naszego istnienia. Przepowiednia Szarego Wieszcza, którą dobrze znasz, spełni się najbliższej nocy.

Oli otworzył szeroko usta i zaraz potem, niemal krzycząc, zapytał:

– Ale jak to!? Przecież, przecież nic się takiego nie wydarzyło…

– Jesteś pewien? Gdy spałeś, na niebie pojawiła się czerwona gwiazda. Nocny Wędrowiec przemówił. Spójrz na najbliższe góry. Nie wydają ci się potężniejsze i wyższe? Nasz wieszcz potwierdził moje obawy. Ten dzień będzie ostatnim.

Chłopiec spojrzał na pobliskie wierzchołki wyłaniające się zza porannych chmur, jednak nie był pewien, czy są bliżej nieba niż w poprzednich dniach. Zaraz potem przypomniał sobie pełną treść przepowiedni, a w głowie pojawił się obraz wielkich fal i złego morza.

– I c-co t-teraz b-będzie? – zapytał, jąkając się.

– Będzie koniec, mój drogi synu. Koniec wszystkiego, co znamy. Koniec nas. Nic na to nie możemy poradzić. Czasami coś musi zostać zburzone, aby można wybudować coś nowego.

Wielki, szary orzeł przeleciał tuż nad szpiczastym zwieńczeniem chaty.

– Więc co mamy czynić, ojcze?

– Jeśli nie możemy nic zmienić, bądźmy sobą. Przeżyj ten dzień, drogi synu, tak, jak możesz najlepiej. Będąc takim człowiekiem, jakim chciałbyś być jutro, w kolejny dzień, i jeszcze następny. Jeśli to możliwe, spełnij swoje marzenia. Zrób wszystko, aby był to wyjątkowy dzień, nie zapominając przy tym, kim jesteś.

Oli wstał ze łzami w oczach i wskazał Usypiaczem w stronę górskich dolin.

– Moim marzeniem było zostać mężczyzną. Górskim Myśliwym. Czy możemy…

– Oczywiście. To twój dzień i żaden koniec świata tego nie zmieni. Przygotuję ekwipunek i zaraz wyruszamy. I jeszcze jedno!

– Tak?

– Nie waż się więcej płakać! Prawdziwemu Górskiemu Myśliwemu to nie przystoi!

Ojciec chłopca wszedł do chaty, a ten zacisnął pięści na swym kiju i pomyślał:

Słyszałeś, Usypiaczu? To ostatni dzień naszego istnienia. Ale nie będziemy się rozczulać! Mamy wiele do zrobienia, prawda? Zacznijmy więc od polowania!

 

 

*

 

Górski lew posilał się resztkami padliny.

Oli wraz z ojcem leżeli w niskiej trawie, osłonięci dodatkowo omszałym głazem. Obserwowali z ukrycia szarego zwierza. Chmury zakryły słońce, wiatr ucichł całkiem, jak przed burzą.

– Jest najedzony i ociężały. To najlepszy moment. Ciśniesz włócznią tak, jak cię uczyłem.

Chłopiec skinął tylko głową, zacisnął palce na drzewcu, wziął głęboki oddech i…

Wstał, wychylając się zza głazu.

Serce waliło mu jak oszalałe. Nogi drżały, jakby zaraz miały się połamać niczym kruche patyki.

Dam radę, dam radę…

Drapieżnik wstał ciężko, ryknął przeciągle i, powoli włócząc łapami między drobnymi kamieniami, ruszył w stronę chłopca. Oli wystawił jedną nogę do przodu, zaparł się na drugiej, jeszcze mocniej zacisnął pięść dzierżącą włócznię i…

Górski lew przyśpieszył.

Kiedy był już o parę oddechów przed chłopcem, ten cisnął włócznią, tak jak to robił już setki razy na ćwiczeniach z ojcem. Broń o liściastym grocie przecięła powietrze i… tylko tyle. Minęła cielsko nacierającego drapieżnika o długość palca. Rozzłoszczony wymierzonym w swoją stronę atakiem lew rzucił się na chłopca z uniesionymi łapskami zakończonymi śmiercionośnymi pazurami.

Oli krzyknął.

Zwierz ryknął.

Gdy chłopiec otworzył oczy ujrzał martwe cielsko leżące pod stopami. Tuż obok stał ojciec z uniesioną, zakrwawioną włócznią.

– Chy… chybiłem… – zaczął Oli, łkając. – Zginąłbym, gdyby nie ty. Żaden ze mnie…

– Posłuchaj mnie uważnie.

Dorosły myśliwy klęknął na jedno kolano, położył dłoń na ramieniu syna i rzekł:

– Nawet najstarszym i najlepszym myśliwym zdarzają się czasem porażki. To o niczym nie świadczy. Każdemu może zadrżeć ręka. Jedno jest najważniejsze.

– Co takiego? – zapytał Oli, patrząc na martwe ślepia górskiego lwa.

– Odwaga i chęci. Mając jedno i drugie, możemy wszystko. Tobie dziś tego nie zabrakło, dlatego przeszedłeś próbę. Jesteś Górskim Myśliwym, mój synu.

Chce mnie tylko pocieszyć. Cóż innego mógłby powiedzieć w ostatni dzień naszego życia? Zawiodłem, Usypiaczu, zawiodłem…

Chłopiec zarzucił kij na ramię i zapytał:

– Czy w takim razie możemy już wracać? Chcę jeszcze zrobić coś ważnego, zanim nastanie noc…

– Oczywiście. W drogę.

Oli ruszył za ojcem. Góry rzeczywiście wydawały mu się jakby wyższe i potężniejsze. Przez moment miał wrażenie nawet, że słyszy uderzające o skały fale. Martwa zwierzyna oplatała barki doświadczonego myśliwego, patrząc na chłopca zimnym wzrokiem nieruchomych oczu.

Nie przejmuj się, lwie. I tak nie dożyłbyś jutra.

 

 

*

 

W południe, gdy słońce zakryte chmurami wędrowało nad osadą Górskich Myśliwych, Oli odwiedził przyjaciółkę. Serce waliło mu w piersi. Zanim wszedł do jej chaty, dziesiątki razy powtarzał w myślach to, co chce powiedzieć.

Dam radę, dam radę!

– Jesteś! Jak tam polowanie? – przywitała chłopca podekscytowana Efa.

We wnętrzu chaty unosiły się opary gotowanej w kotle potrawki z ziemnych chrząszczy. Pachniało też suszonymi ziołami i skórami. Dziewczyna była sama.

Na całe szczęście!

– Eee… zdałem próbę, ale sam nie zabiłbym górskiego lwa.

– Nie przejmuj się! Brat mego ojca, który miał trzydzieści zim na karku, zginął od pazurów tej bestii. To żaden wstyd z nią przegrać. Najważniejsze, że stałeś się myśliwym! Bardzo się cieszę!

Efa rzuciła się w ramiona chłopca i pocałowała w policzek. Oli odsunął ją delikatnie od siebie i zaczął niepewnie:

– W sumie to przyszedłem, aby powiedzieć ci o czymś innym.

– Pewnie. Mów zatem.

Wziął głęboki oddech i rzekł:

– Tej nocy ma nastać koniec świata. Wiesz o tym, prawda?

– O nie! Nic nie słyszałam! Czy masz na myśli to, że ma się spełnić przepowiednia Szarego Wieszcza!?

– Właśnie. Tak mówi mój ojciec.

Zawsze uśmiechnięta, Efa pochmurniała jak nigdy. Stała z otworzonymi ustami i minęło trochę czasu, zanim się odezwała:

– I co teraz będzie…?

Oli chwycił jej ciepłą dłoń i wyrecytował obmyślane wcześniej słowa:

– Teraz? Teraz chcę wziąć cię za rękę, pójść nad brzeg morza, usiąść i patrzeć na ciebie. Tak dla pewności, jakby koniec miał nastać jednak wcześniej. Chciałbym, abyś to ty była moim ostatnim widokiem. Bardzo cię lubię, wiesz? A chyba nawet kocham, choć nigdy nikomu tego jeszcze nie mówiłem. Gdybyśmy byli starsi o parę lat, byłabyś moją kobietą. Jeślibyś się zgodziła…

– Zgodziłabym się, Oli! Zgodziła!

Dziewczyna rzuciła mu się w ramiona. Choć byli jeszcze młodzi, to wiele razem przeżyli. Dopiero od niedawna Oli zaczął odczuwać do Efy coś innego. Coś, co nie było już zwykłą przyjaźnią. Inny rodzaj więzi. Zbliżenia. Pociągania.

– Idziemy? – zapytał chłopiec.

– Idziemy.

Opuścili chatę, zostawiając w środku bulgoczącą potrawkę z chrząszczy.

 

 

 

W drodze nad wybrzeże, tuż za osadą, natrafili na awanturę.

Trzech rosłych chłopców napastowało Neba, syna zielarza. Oli nieraz widział już, jak ta banda znęca się nad pulchnym, niskim i słabszym rówieśnikiem. Zawsze przechodził obok udając, że nie widzi. Nie dlatego, że był obojętny. Dlatego, że brakowało mu odwagi.

Nawet jeśli nabiją mi parę siniaków, albo nawet złamią rękę, co to ma za znaczenie w obliczu dnia ostatecznego? Muszę mu pomóc! Jestem już mężczyzną! Jak nie dziś, to nigdy.

– Efa, zaczekaj chwilę.

– Oli, nie…

Próbowała go powstrzymać, ale chłopiec ruszył już biegiem na kopiących leżącego Neba napastników. Zacisnął pięści na Usypiaczu, uniósł towarzysza nad głowę i krzyknął:

– Zostawcie go, śmierdziele!

Zbiry obróciły się gwałtownie w stronę chłopca. Mieli w rękach kolczaste, drewniane pałki. W tym momencie Oli pożałował, że nie zabrał ze sobą włóczni, którą od tego dnia mógł już ze sobą nosić.

– Coś powiedział!? – odezwał się najwyższy z trójki.

– To, co słyszałeś. Zostawcie go.

Popatrzyli po sobie.

– No to się doigrałeś! – krzyknął wysoki i wszyscy ruszyli na dzierżącego kij chłopca.

Efa pisnęła z przerażenia. Oli rzucił się do ataku. Był szybki i zwinny. Zdzielił pierwszego z napastników, zanim tez zdążył unieść pałkę. Usypiacz trafił w skroń, powalając przeciwnika na ziemię. Dwóch pozostałych zaatakowało jednocześnie. Oli zablokował uderzenie pierwszego, odepchnął zbira i poczęstował mocnym kopniakiem w czułe, męskie miejsce. Kiedy był już niemal pewny, że jest wygranym w tym pojedynku, pałka trafiła go prosto w głowę. Nie zdążył się uchylić przed ciosem najwyższego z napastników. Padł, zamroczony uderzeniem. Broń rozcięła chłopcu głowę, krew spływała po twarzy. Zbir zamachnął się z całych sił i…

Oli był jednak jeszcze na tyle świadomy, aby zablokować potężny cios swym kijem. Usypiacz złamał się na dwie części, a stłumione uderzenie trafiło w brzuch. Wysoki zamachnął się po raz kolejny i…

Dostał kamieniem w tył głowy. Padł na ziemię. Zemdlał.

To Efa powaliła ostatniego zbira. Dwóch jego towarzyszy zostawiło go i uciekło w stronę osady.

Dziewczyna pomogła przyjacielowi wstać, przytuliła go i powiedziała:

– Pokonałeś ich!

– Pokonaliśmy – odpowiedział Oli, wycierając ręką krew z czoła.

– Może pójdziemy do zielarza? Nie wygląda to najlepiej.

– To nic takiego. Bardziej martwi mnie to. – Pokazał złamanego na pół Usypiacza.

Nagle podszedł do nich Neb, o którym zdążyli już zapomnieć w wirze wydarzeń. Był posiniaczony i obolały, ale uśmiechnięty.

– Dziękuję wam – rzekł.

– To nic takiego. Należało im się.

– Dla mnie to jednak wielkie coś. Pierwszy raz ktoś mi pomógł. Jestem gruby i nieporadny, znęcają się nade mną od dawna. Nie mam przyjaciół ani nikogo, kto mógłby mi pomóc.

Oli popatrzył porozumiewawczo na Efę i powiedział:

– Wiesz co, Neb?

– No, co?

– Możemy zostać przyjaciółmi. Idziemy właśnie nad wybrzeże, przyłączysz się?

Pulchny chłopiec uśmiechnął się szeroko, odsłaniając szczerbę po świeżo wybitym zębie i odpowiedział radośnie:

– Pewnie!

Oli, Efa i Neb ruszyli przed siebie. Schodzili stromą ścieżką, zostawiając za sobą wierzchołki gór.

Morze, przybywam! Po raz ostatni…

 

 

*

 

Siedzieli na skraju wysokiego klifu. W dole, u podnóża wyżłobionej wodą ściany, fale rozbijały się z łoskotem o kamień. Nadal miały straszne, spienione grzywy i były groźne i wielkie. Jednak Oli z jakiegoś powodu nie czuł już takiego niepokoju jak rankiem. Cała trójka siedziała tuż obok siebie, wpatrzona w unoszące się nad głowami mewy. Słońce zachodziło za plecami chowając się za górą. Ostatnie pomarańczowe smugi przecinały wzburzone morze.

– Więc naprawdę jutra ma już nie być? – dopytywał się Neb, po raz któryś z kolei.

– Tak, wszystko na to wskazuje. Mój ojciec jest pewny, nasz prorok również.

– Cieszę się, że was poznałem. Szkoda tylko, że dopiero w ostatni dzień życia. – Neb spochmurniał.

Oli nie odpowiedział. Efa położyła głowę na ramieniu przyjaciela.

Właśnie, szkoda. Szkoda, że nie zrobiłem pewnych rzeczy wcześniej. Tak pięknie kończy się ten dzień…

– Wiecie co? – zaczął Oli. – Życie jest jak dzień i noc.

– Bo? – zapytała Efa.

– Z różnych powodów. Obie pory szybko mijają. Raz jest piękny dzień, raz brzydki i deszczowy. Raz gwieździsta, spokojna noc, raz burza i straszące ludzi upiory. Ale myślę, że to tylko od nas zależy, czy w dany dzień będzie świeciło słońce.

– Jak to? Przecież to Gwiazdoły panują nad pogodą – rzekł Neb, patrząc w niebo.

– Ech, nie mówię dosłownie. Zresztą, nieważne.

Oli wstał. Wyciągnął ręce, w których nadal trzymał rozpołowionego Usypiacza. Nigdy by nie pomyślał, że rozczuli się nad kawałkiem drewna. A jednak było mu smutno, jakby właśnie żegnał dobrego przyjaciela z krwi i kości.

– To nie był zwykły badyl, prawda? – zapytał nieśmiało Neb.

Oli pokiwał tylko głową.

– Przykro mi. To z mojej winy…

Chłopiec obrócił się w stronę pulchnego i rzekł:

– Czasami warto coś stracić, żeby zyskać coś innego.

Uśmiechnął się i…

Rzucił naraz obiema częściami kija.

Żegnaj, przyjacielu.

Rozpołowiony Usypiacz wpadł do morza, a chwilę później zakryły go spienione fale.

– Wracajmy. Zaraz przyjdzie noc. Chciałabym jeszcze zobaczyć rodzinę. – Efa podeszła do chłopca i chwyciła go za rękę.

Neb podszedł do nich niepewnie. Cała trójka w ciszy pożegnała Usypiacza i rzuciła ostatnie spojrzenie na szalejące morze.

Na niebie pojawiła się pierwsza gwiazda.

 

 

*

 

Oli siedział na płaskim głazie tuż obok ojca. Patrzył na księżyc, który wisiał wprost nad ich głowami. Noc była cicha i spokojna, a niebo gwieździste i bezchmurne.

– Kiedy nadejdzie Niedźwierzak? – zapytał zniecierpliwiony Oli.

Stary myśliwy objął syna i rzekł:

– Jak spędziłeś dzisiejszy dzień? Nauczyłeś się czegoś? Przeżyłeś coś wspaniałego?

Oli odpowiedział bez zastanowienia:

– Tak. Ten dzień był wyjątkowy. Szkoda, że ostatni…

– Widzisz… – zaczął myśliwy. – Niekoniecznie ostatni.

– Jak to!? Nie będzie… końca?

– Kiedyś pewnie nastąpi. Ale jeszcze nie teraz. Okłamałem cię.

Chłopiec wstał i utkwił wzrok w ciemności, a oczami wyobraźni widział ukryte w niej góry. Sam jeszcze nie wiedział, czy bardziej jest zły, czy wdzięczny.

– Mogłem zrobić jakieś głupstwo, mogłem zginąć, mogłem… cokolwiek!

– Mogłeś. Ale jesteś moim synem i postępowałeś słusznie, nawet w obliczu dnia ostatecznego. Myślę, że sam dobrze wiesz, czego nauczył cię ten dzień. Ale powiem tylko jedno.

Stary myśliwy wstał, położył dłoń na ramieniu syna i rzekł:

– Żyj tak, jakby każdej najbliższej nocy miał zgasnąć księżyc.

 

Koniec

Komentarze

Carpe diem.

Ładna bajka, ale chyba przeznaczona dla dzieci/ młodzieży, bo zdaje mi się, że dorośli wiele się z niej nie nauczą.

Martwi mnie tylko, że chłopiec, wiedząc że kończy się świat, chciał zabić lwa.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

a świat po­kry­je się w wiecz­nym mroku. –> …a świat po­kry­je się wiecz­nym mrokiem. Lub: …a świat po­kry­je wiecz­ny mrok. Ewentualnie: …a świat s­kry­je się w wiecz­nym mroku.

 

jed­nak gdy­bym miał żyć w wiecz­nej ciem­no­ści, to bym osza­lał. My­ślał chło­piec. –> …jed­nak gdy­bym miał żyć w wiecz­nej ciem­no­ści, to bym osza­lał – my­ślał chło­piec.

Może przyda się poradnik o zapisywaniu myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

Za­wsze bę­dziesz przy mnie.Po­my­ślał, pa­trząc na kij… –> Za­wsze bę­dziesz przy mnie – po­my­ślał, pa­trząc na kij…

 

W rze­czy­wi­sto­ści była to drew­nia­na bala umiesz­czo­na po­mię­dzy dwoma wy­so­ki­mi gła­za­mi. –> Bal jest rodzaju męskiego i jest drewniany z definicji.

Proponuję: W rze­czy­wi­sto­ści był to bal, umiesz­czo­ny po­mię­dzy dwoma wy­so­ki­mi gła­za­mi.

 

Na wej­ściu przy­wi­ta­ła chłop­ca Efa… –> Przy wej­ściu przy­wi­ta­ła chłop­ca Efa

 

Miała dwa dłu­gie, czar­ne war­ko­cze i prze­szy­wa­ją­co błę­kit­ne oczy. –> …i prze­szy­wa­ją­ce/ przenikliwe, błę­kit­ne oczy.

 

W kla­nie tęt­ni­ło już życie. – Raczej: W wiosce tęt­ni­ło już życie.

 

Gór­skie kozy i ba­ra­ny krzą­ta­ły się w za­gro­dach. –> Gór­skie kozy i ba­ra­ny kręciły się/ dreptały/ pasły się w za­gro­dach.

Za SJP PWN: krzątać się 1. «poruszać się energicznie, zajmując się jakąś pracą» 2. «zabiegać o coś»

 

Gdy Oli do­tarł do swej chaty, oj­ciec sie­dział już na ławie przed wej­ściem. –> Czy ława aby nie blokowała wejścia do domu?

Proponuję: …oj­ciec sie­dział już na ławie przy wejściu.

 

– I… co teraz bę­dzie? – za­py­tał, ją­ka­jąc się. –> Jeśli się jąkał, to raczej: – I c-co t-teraz b-będzie? – za­py­tał, ją­ka­jąc się.

 

dla­te­go prze­sze­dłeś test. –> Czy ci ludzie znali słowo test? A może raczej: …dla­te­go prze­sze­dłeś próbę.

 

I tak nie dożył byś jutra. –> I tak nie dożyłbyś jutra.

 

– Je­steś! Jak tam po­lo­wa­nie? – Przy­wi­ta­ła chłop­ca pod­eks­cy­to­wa­na Efa. –> – Je­steś! Jak tam po­lo­wa­nie? – przy­wi­ta­ła chłop­ca pod­eks­cy­to­wa­na Efa.

 

– Eee… zda­łem test, ale sam nie za­bił­bym gór­skie­go lwa. –> ?

 

O rany! Nic nie sły­sza­łam! –> Wypowiedź Efy brzmi zbyt współcześnie.

 

Za­wsze uśmiech­nię­ta Efa po­chmur­nia­ła jak nigdy. –> Za­wsze uśmiech­nię­ta, Efa spo­chmur­nia­ła jak nigdy.

 

jak ta banda znęca się nad pulch­nym, ni­skim i słab­szym od jej człon­ków ró­wie­śni­kiem. –> Wystarczy: …jak ta banda znęca się nad pulch­nym, ni­skim i słab­szym ró­wie­śni­kiem.

Jak to możliwe, że w klanie tolerowane było istnienie bandy?

 

wszy­scy ru­szy­li na dzier­żą­ce­go drew­nia­ny kij chłop­ca. –> Masło maślane. Kij jest drewniany z definicji.

 

Dwóch po­zo­sta­łych za­ata­ko­wa­ło w jed­nym cza­sie. –> Dwóch po­zo­sta­łych za­ata­ko­wa­ło jednocześnie/ równocześnie.

 

drew­nia­na pałka tra­fi­ła go pro­sto w głowę. –> Czy pałka mogła być inna, nie drewniana?

 

Padł, otu­ma­nio­ny ude­rze­niem. –> Raczej: Padł, zamroczony ude­rze­niem.

 

o któ­rym zdą­ży­li już za­po­mnieć przez wir wy­da­rzeń. –> …o któ­rym zdą­ży­li już za­po­mnieć w wirze wy­da­rzeń/ w czasie utarczki.

 

Był po­si­nia­czo­ny i oba­la­ły, ale uśmiech­nię­ty. –> Literówka.

 

Pulch­ny chło­piec uśmiech­nął się sze­ro­ko, od­sła­nia­jąc świe­żo wy­bi­te­go zęba… –> Jeśli już, to: …świeżo wybity ząb… Skoro jednak ząb został wybity, to chyba: …od­sła­nia­jąc szczerbę po świe­żo wy­bi­tym zębie

 

Cała trój­ka sie­dzia­ła zaraz obok sie­bie… –> Cała trój­ka sie­dzia­ła tuż obok sie­bie

 

– Faj­nie, że was po­zna­łem. Szko­da tylko, że do­pie­ro w ostat­ni dzień życia. –> Jak to możliwe, że mieszkając w jednej wiosce, nie znali się wcześniej?

 

– Jak to? Prze­cież to Gwiaz­do­ły pa­nu­ją nad po­go­dą. – rzekł Neb, pa­trząc w niebo. –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

Roz­po­ło­wio­ny Usy­piacz wpadł do morza, a chwi­lę póź­niej za­kry­ły go spie­nio­ne fale. –> Suche drewno będzie pływać na powierzchni wody, może też zostać wyrzucone na brzeg.

 

Pa­trzył na księ­życ, który wi­siał pro­sto nad ich gło­wa­mi. –> Pa­trzył na księ­życ, który wi­siał wpro­st nad ich gło­wa­mi.

 

– Kiedy na­dej­dzie Niedź­wie­rzak? – Nie wy­trzy­mał Oli i za­py­tał. –> Raczej: – Kiedy na­dej­dzie Niedź­wie­rzak? – zapytał zniecierpliwiony Oli.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, dzięki za łapankę, poprawiłem prawie wszystko, tylko będę tym razem polemizował z pewnymi wyjątkami, ale to niżej ;) 

 

Martwi mnie tylko, że chłopiec, wiedząc że kończy się świat, chciał zabić lwa. 

Jego marzeniem było zostać myśliwym. W jego rodzinie/klanie/wiosce była to ważna sprawa, więc nie dziwota, że poświęcił zwierzę, na które jego przodkowie polują od wieków, aby spełnić marzenie.

 

Jak to możliwe, że w klanie tolerowane było istnienie bandy?

banda składająca się z trzech chłopców, bijąca słabszych po kątach i bez świadków ( a ci słabsi tacy jak Neb raczej nie mają odwagi się przyznać, że są prześladowani ).

 

Jak to możliwe, że mieszkając w jednej wiosce, nie znali się wcześniej?

Też mógłbym mijać całe życie sąsiada z bloku obok , ale nigdy się do niego nie odzywać i poznać go dopiero na piwie w knajpie.

 

Suche drewno będzie pływać na powierzchni wody, może też zostać wyrzucone na brzeg.

Owszem. Nie napisałem, że opadło na dno morza, a jedynie tymczasowo zostało przykryte przez wielkie, spienione fale.

 

Z resztą zgadzam się w 100% i poprawiłem wszystko. Dziękuję bardzo! :)

Jego ma­rze­niem było zo­stać my­śli­wym. W jego ro­dzi­nie/kla­nie/wio­sce była to ważna spra­wa, więc nie dzi­wo­ta, że po­świę­cił zwie­rzę, na które jego przod­ko­wie po­lu­ją od wie­ków, aby speł­nić ma­rze­nie.

Rozumiem kultywowanie tradycji rodzinnych i plemiennych, rozumiem dążenie i chęć chłopca by zostać myśliwym, ale nie pojmuję zabicia lwa, dla samego jego zabicia. Przecież Oli wiedział, że mięsa już nie zje, ani w skórę się nie ubierze. Uważam, że to nie było polowanie, to było zabójstwo lwa. :(

Jednakowoż przyjmuję do wiadomości, że członkowie klanu rozumieli rzecz inaczej.

 

banda skła­da­ją­ca się z trzech chłop­ców, bi­ją­ca słab­szych po ką­tach i bez świad­ków ( a ci słab­si tacy jak Neb ra­czej nie mają od­wa­gi się przy­znać, że są prze­śla­do­wa­ni ).

Tyle że napisałeś też, że: Oli nieraz widział już, jak ta banda znęca się nad pulchnym, niskim i słabszym rówieśnikiem. A skoro widział to Oli, przypuszczam, że wiedziały o tym inne dzieci. Czy żadne nie miało odwagi powiedzieć rodzicom, czego było świadkiem? A zielarz, ojciec Neba, tudzież inni dorośli mieszkańcy wioski – czy nikogo nie zastanowiło, dlaczego chłopiec chodzi posiniaczony i poobijany?

 

Też mógł­bym mijać całe życie są­sia­da z bloku obok , ale nigdy się do niego nie od­zy­wać i po­znać go do­pie­ro na piwie w knaj­pie.

Nie wydaje mi się. Górska wioska to nie miasto, ani blokowisko. W wiosce wszystkie dzieci znają się chyba od urodzenia, bawią się razem, razem wychowują i z wiekiem nie przestają się znać.

 

Kij w wodzie – OK. Rozumiem.

 

No i bardzo się cieszę, Realucu, że uznałeś uwagi za przydatne. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 

Odnośnie lwa: Myślisz, że ludzie w tak odległych czasach myśleli jak my dzisiaj? Że szkoda im było zwierzęcia, którego uważali za drapieżnika i bestie? Myśleli innymi kategoriami, więc raczej dla nich nie było to zabójstwo. Tradycja to tradycja, nawet jak nic z cielska lwa się już nie wykorzysta. Choć też mi go szkoda :(

Odnośnie bandy: No, masz rację, ale jakieś czarne charaktery być muszą :P Zawsze jest dużo opcji. Odizolowany chłopiec na którego nikt nie zwraca uwagi, łącznie z ojcem itp. Dałoby się to jakoś wytłumaczyć :)

Odnośnie poznania: No tak, jednak jak już wspomniałem, opcje są różne, choćby ta z odizolowaniem i chodzeniem własnymi ścieżkami.

Pozdrawiam ;D

Realucu, przyjmuję Twoje wyjaśnieni, a ponadto biorę poprawkę, że opisałeś rzecz dziejącą się w zupełnie innych czasach, w dodatku w całkiem niedzisiejszej bajce. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No to dobrze, że doszliśmy do względnego porozumienia :D

Mnie także to cieszy. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szczerze mówiąc, to średnio mi się podobało.

Na początku zapowiadało się dobrze. Już przy czytaniu przepowiedni poczułem klimat rasowego fantasy. I do momentu polowania faktycznie było nieźle.

Potem często i gęsto zaczęła pojawiać się sztampa. Dialogi były niezgrabne, a sytuacje sztuczne. A im dalej, tym gorzej. Od początku do końca obserwujemy tendencję spadkową. 

Męczą tutaj próby filozofii, które wyszły na truizmy, a w tym opakowaniu budzą w czytelniku deja vu.

Nie tym razem. Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Fajna przypowieść. Miło się ją czytało, tylko może zakończenie jest zbyt oczywiste, choć to też nie problem. Pasuje do tego tekstu.

Pietrek Lecter, dzięki, że zajrzałeś i przeczytałeś. Rozumiem Twoje uwagi, jednak ta cała, jak to nazwałeś, sztampa, była mniej lub bardziej, ale zamierzona. Taką konwencję przyjąłem i takiej się trzymałem. Jednych coś męczy, innym to samo nie przeszkadza, a jeszcze innym się podoba.

Może zatem innym razem. Pozdrawiam! :)

 

StraferB25, cieszę się, że miło się czytało. Zakończenie może bez faktycznej apokalipsy lub innych fajerwerków, ale takie miało być. Moralizatorskie itp. Dzięki za odwiedziny i komentarz, pozdrawiam ;)

Sympatyczny tekst. Dosyć statyczny jak na nadchodzący koniec świata, ale ma to swój urok.

Dopracuj zapis myśli – jeśli przed didaskaliami jest kropka, to potem dużą literą. A w ogóle, to trzymałabym się reguł dla dialogów.

Ulatniający się z otworów dym szybko rozdmuchiwał wzmagający się wiatr.

Co tu jest podmiotem, a co dopełnieniem? Unikaj takich dwuznacznych konstrukcji.

Babska logika rządzi!

Finkla, zdanie z dymem poprawione, a na zapis myśli popatrzę jutro, bo już zbyt późna pora. W końcu klik od Ciebie, mission complete, można iść spać :D 

Dzięki i pozdrawiam :)

Pukajcie, a będzie wam otworzone… ;-)

Babska logika rządzi!

Co prawda dość szybko nabrałam podejrzeń, że ten koniec świata to niekoniecznie taki ostateczny ;) (skapnęłam się po tym, że Efa nic nie wiedziała), ale ładnie opowiedziane – zwłaszcza początek, przepowiednia i scena z Olim i morzem. Morały akurat niespecjalnie mi przeszkadzały. Zgrzytnęło mi tylko zaproszenie “trzeciego” na ostatni, romantyczny spacer z ukochaną ;)

Bellatrix, dzięki za komentarz i klik :) A co do "trzeciego" to przepraszam… wiem, że pewnie liczylaś na coś więcej jak pójdą sami a tu jakiś grubas rozwiewa nagle wszelkie nadzieje :( :P Pozdrawiam ;)

A, i bardzo mi się spodobał tytuł – przyciągnął mnie i skłonił do sprawdzenia zawartości :)

Ulatniający się z otworów dym był szybko rozdmuchiwany wzmagający się wiatr

temu zdaniu dobrze byłoby poświęcić jeszcze odrobinę uwagi

 

Efe

Efę?

 

Fajnie

w moim odczuciu fajnie nie brzmi tu fajnie

 

Przyjemny pomysł, niegłupie przesłanie. Nie mogę niestety powiedzieć, żeby “klimat” plemiennej społeczności był tu bardzo realistycznie i przekonująco odmalowany, ale i tak uważam, że warto było przeczytać : -).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevaz, miło, że zajrzałeś i cieszę się, że czas przeznaczony na przeczytanie tego opowiadania nie był zmarnowany ;) Po weekendzie jak będę miał dostęp do laptopa ogarnę to co jeszcze wyłapałeś, pozdrawiam :)

Noc też potrafi być piękna, jednak gdybym miał żyć w wiecznej ciemności, to bym oszalał. – myślał chłopiec.

Niepotrzebna kropka.

Oli o tym pamiętał, dlatego wybrał się nad morze, aby dodało mu odwagi.

To, że morze dodaje mu odwagi, przeczytałam kilka zdań wyżej.

Zawsze będziesz przy mnie. – pomyślał, patrząc na kij, którym podpierał się podczas wspinaczki.

Ten sam problem, co wyżej. Po co ta kropka w środku? 

Zza pobliskiego wzgórza wyłoniły się pierwsze, szpiczaste dachy chat. Okrągłe, niewielkie drewniane budynki, przypominające z daleka namioty.

Nie rozumiem. Dach jest spiczasty, dom okrągły, ale przypomina namiot? Chyba brakuje mi wyobraźni :(

 

Anet dziękuję, jutro usunę te nieszczęsne kropki :o przypomina z daleka, poza tym namioty są różne :P Pozdrówka ;)

Fajne. Podobają mi się takie końce świata – nie gwałtowne, ale nadchodzące cichaczem, niczym złodzieje. Do tego spodobali mi się bohaterowie, ich przemyślenia i droga. To wszystko tworzy klimat, który mi się bardzo podoba i do którego zawsze czuję nostalgię. To pewnie przez te sesje Neuroshimy w kolorze rdzy ;)

Fakt, morały czasem zbyt ostro wbijane do głowy czytelnika, ale nie przyćmiły klimatu. Za to ten koncert fajerwerków jest dla mnie wart klika.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki wielkie, NoWhereMan! W następnych tekstach postaram się mniej nachalnie rzucać morałami :)

Podobało mi się. :) Ostatnio masz ciekawe teksty. To coś na pograniczu baśni i przypowieści, ma niewątpliwe swój klimat. Myślę, że to wcale nie jest łatwe utrzymać taki ton i sposób prowadzenia opowieści.

Sama fabuła również na tak, bohaterowie zaś skojarzyli mi się z baśniami tysiąca i jednej nocy. Szkoda tylko Usypiacza, przydałby się czasem. ;)

Pozdrawiam.

Darcon, Niezwykle radują mnie Twoje słowa :) I bardzo się cieszę, że moje teksty trafiają w Twój gust :) Co prawda lubię eksperymentować dlatego kolejny tekst będzie nieco inny, jednak na dzień dzisiejszy chyba najlepiej czuję się właśnie w takich baśniach/przypowieściach. 

Szkoda szkoda tego zacnego kija, ale nie może być zbyt kolorowo, jakieś straty muszą być :p 

Pozdrawiam :)

widzę, że ktoś w końcu przeklikał ten tekst do Biblioteki. Ja już jakiś czas temu go przeczytałam, ale że zwykle zaglądam tutaj w krótkich przerwach pomiędzy zajęciami, nie miałam czasu skomentować. 

Miałam mieszane odczucia, chociaż podobało mi się na tyle, żeby kliknąć. Głównie dlatego, że uważam tekst za dobry, a to co mi się nie podobało, to chyba kwestie osobiste. Wydawało mi się, że morał opowieści jest trochę wyświechtany i podany w oczywisty sposób, no i gdzieś w połowie domyśliłam się, że tego końca świata to raczej nie będzie… Choć chyba od samego początku nie dowierzałam. Sami bohaterowie są jednak fajnie nakreśleni, kij był super motywem i jako opowiastka dla trochę młodszych czytelników, myślę, że bardzo dobrze by się to opowiadanie sprawdziło. Podoba mi się Reaulcu, że tak dużo piszesz i tak różnych tekstów. Szacun i podziw :)

@rosebelle, miło, że znalazłaś czas na komentarz :) Znajomy próbował czytać to opowiadanie trzy letniemu synkowi, ale stwierdził, że jednak jest jeszcze chyba troszkę za mały :P 

 

Podoba mi się Reaulcu, że tak dużo piszesz i tak różnych tekstów. Szacun i podziw :)

Miło to słyszeć ;) Choć wolnego czasu nie mam wiele, to ostatnio w większości wolnych chwil staram się coś skrobać. No i staram się też pisać wszechstronnie i eksperymentować, fajnie, że jest to zauważone i docenione :)

Pozdrawiam serdecznie! ;)

 

Sympatyczna historyjka dla dzieci/młodzieży.

 

Trochę do poprawy jednak widzę:

 

 Aby przybyć w swoje ulubione miejsce na świt musiał wyruszyć w nocy. <– Aby przybyć w swoje ulubione miejsce świtem, musiał wyruszyć w nocy.

Takie, w którym możemy nie myśleć o niczym, a to właśnie to nic jest wtedy najwspanialsze.

← coś mi tu zgrzyta: wg mnie powinno być “myśleć o niczym”

Tak Usypiacz zyskał swe imię i wdzięczność chłopca, który od tej pory zawsze ma go przy sobie.

← Tak Usypiacz zyskał swe imię i wdzięczność chłopca, który od tej pory zawsze miał go przy sobie.

Oli dotarł w końcu do, jak nazywali ją mieszkańcy, głównej bramy.

← Oli dotarł w końcu do głównej bramy, jak nazywali ją mieszkańcy. (wg mnie lepiej się czyta)

W rzeczywistości był to bal umieszczony pomiędzy dwoma wysokimi głazami. Wyryty na niej napis głosił:

← coś Ci się zrąbały rodzaje: “ten bal”, to “na nim”; A jeśli chodziło Ci o bramę, to podmiot domyślny wskazuje jednak na ostatni poprzedzający, czyli “bal”. Musiałbyś zatem napisać: Wyryty na bramie napis…

Miała dwa długie, czarne warkocze i przeszywające, błękitne oczy. Chłopiec też miał czarne jak krucze pióra włosy, krótko przystrzyżone, i szczupłą twarz o orlim nosie. Oboje mieli na sobie skórzane spodnie i kamizelki z baraniej wełny.

← troszkę za dużo tych “miał”

– Bardzo śmieszne! Spadaj już!

W wiosce tętniło już życie.

← czy oba już są niezbędne?

 

Posłuchaj mnie uważnie. ← wystarczy: Posłuchaj uważnie.

Drapieżnik wstał ciężko, ryknął przeciągle i[+,] powoli włócząc łapami między drobnymi kamieniami, ruszył w stronę chłopca. ← skoro wtrącenie, to przecinek z przodu tez by się przydał

Minęła cielsko nacierającego drapieżnika o długość jednego palca. ← “jednego” można wyrzucić

Rozzłoszczony wymierzonym w swoją stronę atakiem lew rzucił się na chłopca z uniesionymi łapskami zakończonymi śmiercionośnymi pazurami. ← te łapska mocno mi zgrzytają; Proponuję też zmianę szyku: “Lew, rozzłoszczony wymierzonym w swoją stronę atakiem, rzucił się na chłopca z uniesionymi łapami…”

Choć byli jeszcze młodzi[+,] to wiele razem przeżyli.

Opuścili chatę[+,] zostawiając w środku bulgoczącą potrawkę z chrząszczy.

Zdzielił pierwszego z napastników[+,] zanim tez zdążył unieść pałkę.

Usypiacz trafił w skroń[+,] powalając przeciwnika na ziemię.

Oli był jednak jeszcze na tyle świadomy, aby zablokować potężny cios swym kijem. Usypiacz złamał się na dwie części, a stłumiony cios trafił w brzuch. ← Daj za drugim razem np.: stłumione uderzenie

 odpowiedział Oli[+,] wycierając ręką krew z czoła.

Nie wygląda to najlepiej.

To nic takiego. Bardziej martwi mnie to.

← lekka “totoza” :-)

Słońce zachodziło za plecami[+,] chowając się za górą.

Neb pochmurniał. ← literówka: spochmurniał

 

 

hydrozagadka, dzięki za wizytę!

Nieźle jeszcze tego wyłapałaś, choć część z poprawek to jak dla mnie subiektywna sprawa. Ale przejrzę na spokojnie i większość z pewnością poprawię, pozdrawiam ;)

Nowa Fantastyka