- Opowiadanie: Lecrise - Sentyment zabójczyni

Sentyment zabójczyni

Cześć i czołem. Jestem tu nowa i chcę się podzielić ze swoim takim małym “czymś”. Sama nie wiem, co myśleć, trudno ocenić samego siebie. Jest źle, czy bardzo źle – będę wdzięczna za każdą opinię i krytykę, wytknięcie błędów.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Sentyment zabójczyni

Stukot jej ciężkich buciorów roznosił się echem po wąskiej, brukowanej uliczce. Gdzieniegdzie świecące jeszcze latarnie rzucały słabe światło na jej twarz. Dotychczas skąpana w mroku postać pośpiesznie naciągnęła obszerny kaptur i ruszyła dalej. Szła pewnie, z wrodzoną gracją. Co jakiś czas przystawała i wbijała miecz w ofiarę. Odgłos, jaki wydawał człowiek odchodzący z tego świata, nieustannie jej towarzyszył. Jak przyjaciel, który jako jedyny przy niej pozostał. Pociągnęła nosem z powodu chłodu, który przeniknął do każdej jej kości, a nie czegoś, co ludzie nazywają nostalgią.

Było ich sześcioro. Pięcioro, czworo, troje, dwoje. Aż w końcu została sama. Czy to, co czuła po utracie tych ludzi, można było nazwać smutkiem? Tego nie wiedziała. Pustka i wielka ziejąca dziura w jej sercu. Tak określiłaby to, co się działo z nią po śmierci towarzysza. Jedyną różnicę, jaką teraz dostrzegała, to to, że nastała cisza. Błoga cisza, którą tak uwielbiała. Coś, co jako jedyne w tym zgorzkniałym świecie stanowiło namiastkę radości.

Jakiś szmer, ot zwykły ruch sprawił, że wróciła z tych krótkich rozmyślań do rzeczywistości. Dziewczyna zacisnęła dłoń na rękojeści miecza tak, że aż zbielały jej knykcie. Zaczęła taksować spojrzeniem najbliższą okolicę, lecz nic dziwnego nie przykuło jej uwagi. 

Niegdyś tętniąca życiem ulica spływała teraz morzem krwi. Stosy ciał, a wśród nich te, które najbardziej zapadały jej w pamięć. Matka tuląca swe dziecię z największą troską, a obok nich mężczyzna, który próbował ratować swoją rodzinę. Agnes rzuciła okiem na poprzewracane stragany, resztki jedzenia mieszające się teraz ze szkarłatem. Jeszcze godzinę temu ta trójka wiodła szczęśliwe życie. Jedli smaczne potrawy, podziwiali fajerwerki przyozdabiające nocne niebo. Dziewczyna wciąż czuła unoszący się w powietrzu zapach przypraw, teraz wypierany przez fetor krwi. Ta trójka oraz całe tuziny ludzi mogliby świętować festiwal, gdyby nie pojawiła się ona. 

 Chodząca wyrocznia, płatna zabójczyni. 

Agnes schowała miecz do pochwy i ruszyła dalej, pozostawiając za sobą obraz, do którego tak przywykła. Każdego dnia zabijała setki ofiar, a miast takich jak to, w których odbyła się rzeź, były tysiące. Mimo iż nie znała imion tych ludzi, pamiętała ich twarze. Każdą z osobna, najmniejszy szczegół. Włącznie z twarzą swojej pierwszej ofiary, o której nigdy nie zapomni. 

Spokojna, letnia noc. Taka jak ta. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że potrafi zabijać bez mrugnięcia okiem. Ona i on. Szczęśliwa para, taka jak wiele innych. Dłoń w dłoń splecione razem, ramię przy ramieniu, dziarsko maszerowali przed siebie. Ona miała najpiękniejszy uśmiech, on był zbyt urodziwy, by go opisać. Przykuwali uwagę wszystkich mieszkańców, byli obiektem zazdrości niejednej dziewczyny. Agnes nieświadoma wtedy niebezpieczeństwa, jakie ją czeka, szła ufnie za swoim chłopakiem. Mimo tego, że wkraczali w rejony, gdzie normalne osoby nie zapuszczały się, nie protestowała. Mocno bijące serce zaczęło zdradzać, że coś było nie tak, ale na to już za późno. Poczuła uderzenie w tył głowy, a potem jej ciało osunęło się na ziemię jak kłoda. Pierwsze strużki krwi skapywały na bruk i tworzyły za nią ślad, gdy była ciągnięta jak jakiś worek. 

Najpierw były łzy i błagania. Te pierońskie krople przysłaniały jej widoczność i sprawiły, że była żałosna. Wstrzymywany szloch w końcu wydobył się z jej krtani. Płakała długo i żałośnie. A potem dostała w twarz. Raz, drugi, trzeci. 

Agnes z narastającym wstrętem wpatrywała się w twarz oprawcy, jej ukochanego. Patrzyła, jak jej ukochana sukienka zostaje rozerwana. A potem desperacki krzyk wydobył się z jej drżących ust.

Krzyk piętnastoletniej dziewczyny, która chciała tylko, aby ten koszmar się skończył. 

Modliła się do wszystkich bogów, jakich znała. W głowie, jak mantrę, powtarzała słowa, których nauczyła ją matka. Jednak żadne bóstwo nie interweniowało, pozwalając ją obedrzeć z resztki godności. 

Na początku walczyła. Waliła pięściami, gryzła, drapała paznokciami tak długo, że nie miała potem czym już drapać. Ale oślizgły język i sapiący oddech przy jej uchu odebrały jej resztki siły woli. 

Leżała na zimnej, brukowanej uliczce naga. Jak szmaciana lalka nie ruszała się i pozwoliła robić ze sobą wszystko, na co on miał ochotę. Ona leżała i czekała na swój moment. W głowie odliczała sekundy, potem minuty. Z każdą kolejną emocje z niej ulatywały. Niegdyś wesoła dziewczyna pozostała teraz jedynie pustą skorupą wypraną z wszelkich uczuć.

A on jej szeptał, jaka jest piękna, jak jej będzie dobrze, nie wiedząc, że z każdym kolejnym pchnięciem przybliżał się do swojego rychłego końca. Łzy Agnes ustały w chwili, gdy zdyszany opadł na nią. Następne wydarzenia dzieliły jedynie sekundy, a zmieniły na zawsze jej dotychczasowe życie. 

Agnes szybko i sprawnie, jakby robiła to całe życie, wyplątała z włosów spinkę. Prezent, który otrzymała od niego na ich pierwszą rocznicę. A potem bez wahania wbiła ją w jego plecy. Początkowe niedowierzanie chłopaka zamieniło się w krzyk przepełniony bólem. Krew spływała mu swobodnie po brodzie i opadała na jej chłodną twarz. Chłopak próbował dosięgnąć spinki, ale Agnes była szybsza. Wygramoliła się spod jego cielska, zwinnym ruchem wyciągając ostry przedmiot. A potem wymierzyła kolejny cios. Następny, następny, następny. Spinka zatapiała się w jego ciele jak nóż w maśle. Chłopak, który uczynił z jej życia piekło, teraz płakał jak małe dziecko, błagając o litość. A ona też błagała, ale on nie słuchał. Odebrał coś, co było w życiu dziewczyny najcenniejsze. Splamił jej imię, pozostawiając to brzemię do końca jej dni.

Ostatnie pchnięcie wykonała z precyzją szermierza, przebijając jego serce. Agnes patrzyła na to beznamiętnie, nie czuła ani strachu, ani obrzydzenia. Poczuła taki błogi spokój i ulgę. Jedynie drżące teraz ręce zdradzały, że cokolwiek jeszcze czuła. Że pozostała w niej resztka człowieczeństwa. 

Agnes po raz ostatni zerknęła na ciało, które teraz wyglądało jak ser szwajcarski. Na jego krew, która mieszała się z jej. Na brukowaną uliczkę, w której rozegrał się ten horror. A potem wzięła głęboki oddech i odeszła. Jak gdyby nic się nie stało, ruszyła w stronę miasta. 

I nagle zdała sobie sprawę, że nazbyt długo utkwiła w tym wspomnieniu. Wydawało jej się, że skryła go w odmętach pamięci. A jednak prawda była inna. To wydarzenie było równie świeże, jak gdyby było to wczoraj, a jednak minęło od niego dziesięć lat. Dziesięć, długich lat jako zabójczyni. Setki ofiar, nie, tysiące, a mimo to jego twarz pamiętała najlepiej. Twarz tego, którego kiedyś kochała, a teraz i nienawidziła jednocześnie. Pozwoliła się uwikłać w sidła przeszłości. Spętały ją grubym sznurem i nie potrafiła się z nich uwolnić. I ta chwila sentymentu sprawiła, że poczuła się jak piętnastoletnia dziewczyna, którą kiedyś była. 

Jedna, dwie, a potem potok łez wydobył się z jej oczu, mocząc jej ubranie. Cichy płacz wydobył się z jej zaciśniętych ust. Nie były to jednak łzy smutku, jakby mogło się wydawać. Były one wyrazem ulgi, jaką odczuła. Nawet ona ostatecznie posiadała uczucia.

Tyle przelanej krwi, tyle niewinnych ofiar, a mimo to nie była chodzącą skorupą. Nadal, gdzieś w środku siebie, pozostawała człowiekiem. Pomimo obdarcia z godności, nie zatraciła w tym wszystkim siebie. 

Wtem usłyszała jakiś szmer. Nim się zorientowała, skąd hałas pochodzi, było za późno. Poczuła przeszywający ból paraliżujący ją aż do stóp. Spojrzała w dół i ujrzała spinkę taką samą jak jej utkwioną w brzuchu. Obróciła się powoli do tyłu i dostrzegła dziecko. Małą, trzęsącą się dziewczynkę. Twarz miała pokryła zaschłą krwią, nie swoją. 

-Oddaj mi mamę! – Łkało dziecko słabiutkim, cichutkim głosem. 

Agnes uśmiechnęła się, wyciągając spinkę ze swojego ciała. Krew niczym strumień toczyła się po jej udach. Dziewczynie zakręciło się w głowie i opadła na brukowaną uliczkę. Na podobną do tej, na której leżała tamtego dnia.

-Nie zwróci ci to matki, ale pomoże poczuć się lepiej. – Mówiąc to, wcisnęła spinkę w małe, drżące dłonie i naprowadziła je na swoje serce. 

Mała, metalowa spinka wbiła się w miejsce, gdzie biło jej serce. Poczuła chwilowy dyskomfort, a potem się do tego przyzwyczaiła. Rozdzierający ból otępiał jej zmysły, ale nie interesowało ją to.

Pierwszy raz od tamtego dnia odczuwała ból. Była pewna, że już nigdy go nie poczuje. Odniosła w życiu wiele ran, i to poważniejszych od tych, które miała teraz. Mimo to nigdy nic nie czuła. Ani kłucia, ani paraliżującego cierpienia. Aż do teraz. 

Przerażona dziewczynka biegła co sił w nogach, pozostawiając za sobą konającą zabójczynię. Kobietę, która wyszła zwycięsko z niejednej walki, wylizała się z każdej rany. I taki spotykał ją koniec. 

Umierała, bo pozwoliła sobie na chwilę sentymentu. Pojedyncze, ludzkie uczucia finalnie sprowadziły na nią taki los. Bo pozwoliła sobie na słabość w nieodpowiednim momencie. 

A ona, gdy życie zbyt szybko z niej ulatywało, uśmiechała się. Ból już dawno odebrał resztki zdrowego rozsądku i teraz jedyne na co było ją stać, to właśnie uśmiech. 

Uśmiechała się, w końcu mogąc opuścić ten świat. Wpadła we własne sidła. Nie potrafiła się z nich wyplątać. Zbyt szybko zaakceptowała to jako swoją codzienność. Mogła walczyć z samą sobą, aby jej rzeczywistość tak nie wyglądała. Odbierała życie, bo do tego przywykła. Zabijała kolejne osoby, bo nie wiedziała, jak inaczej żyć.

A teraz jej pozbawiona sensu egzystencja dobiegała końca.

I po raz drugi w życiu modliła się. Do wszystkich bogów jakich znała. By dziewczynka, którą spotkała, nigdy nie podzieliła jej losu. Aby odnalazła szczęście i mogła żyć normalnie, o ile to było możliwe. 

I nagle jej ręka opadła bezwładnie na ziemię. Samotna zabójczyni otoczona ciałami ofiar. Jej własna krew mieszająca się z krwią innych ludzi.

Zginęła wśród własnych ofiar. Zabita przez kogoś, kto nie mógł się nawet bronić.

Śmierć godna zabójczyni.

Koniec

Komentarze

Szort jako wprawka może być. Błędy typowe dla początkujących.

Porównaj sobie znaczenie słów strużka i stróżka.

Źle zapisujesz dialogi, interpunkcja szaleje, jakieś zbędne słowa, powtórzenia, błędy stylistyczne literówki itd. – Typowe na początku, można nad tym wszystkim popracować.

Zjawią się inni i pewnie wszystko wytkną, błędy wskażą, linki z podstawami do nauki podadzą :-)

 

Co do fabuły to banał, jakich było wiele, ale tu chodzi głównie o zbudowanie warsztatu pisarskiego, jak mniemam.

Bohaterka wyszła jak deus ex machina, aż do twista na końcu.

Trochę masz też błędów logicznych i śmiesznych wpadek.

Ale, jak na początek, jest ok. Teraz tylko pracuj nad tym. I dużo czytaj :-)

 

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Jest to raczej scenka niż opowiadanie, ale jakiś początek i koniec ma. Niestety jako “fabuła” mnie nie przekonuje – ot, epizod z niezbyt fajnego życia osoby, o której poza nieprzyjemną profesją właściwie nic nie wiemy. Potencjał w jej przeszłości może jest, ale te przywoływane wspomnienia to trochę mało, żeby bohaterka stała się człowiekiem z krwi i kości.

 

Językowo tekst kuleje, np. zdanie “Dźwięk rwącego materiału jej sukni został zagłuszany przez jej przeraźliwy krzyk.“ jest nie po polsku. Mytrix wytknął inne ogólne niedociągnięcia.

Ort “stróżka” zamiast “strużka”, a i skupienie na postaci kobiecej trudniącej się zabijaniem kogo popadnie, podejrzanie przypomina mi pewne opowiadanie, które zostało wczoraj skasowane tuż po dodaniu i pierwszych komentarzach, więc niestety nauczona złym doświadczeniem nie będę robić szczegółowej łapanki.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Odniosłem wrażenie, jakbyś za mało uwagi poświęciła poprawkom, bo w opowiadaniu widać fajne momenty, ale przeważają te mniej dopracowane. Co do stylistyki, nie będę się powtarzał za Mytrixem. Fabuła mnie nie kupiła, dość nieprawdopodobne, że zabójczyni z dziesięcioletnim stażem daje się podejść dziecku ;). Mądrzejsi ode mnie doradzają, żeby odłożyć opowiadanie na jakiś czas. Spróbuj, zobaczysz, że po czasie wyłapiesz wiele błędów nie tylko czysto warsztatowych, ale i logicznych. Pozdrawiam i powodzonka przy następnych publikacjach :).

Nie bardzo wiem, Lecrise, co miałaś nadzieję opowiedzieć, przedstawiając scenkę opisującą ostatnie chwile pewnej zabójczyni, która tuż przed śmiercią myślami wraca do początków swojej „kariery”.

Dlaczego skrzywdzona dziewczyna stała się zabójczynią, dlaczego mściła się na ludziach, którzy nie zrobili jej nic złego? Nie bardzo też chce mi się wierzyć, że spinka do włosów w rękach małej dziewczynki mogła okazać się zabójczym narzędziem, mogącym uśmiercić dorosłą kobietę.

Wykonanie fatalne. Jest tu masa błędów wszelkich. Wypisałam niektóre, ale poprawienia wymaga niemal każde zdanie. Byłoby dobrze, abyś, nim przystąpisz do pisania kolejnego opowiadanie, przypomniała sobie zasady rządzące językiem polskim.

 

przy­sta­wa­ła i wbi­ja­ła swój miecz w ko­na­ją­cą ofia­rę. –> Zbędny zaimek. Chyba że miała też cudzy miecz.

 

z po­wo­du chło­du, który prze­siąkł do każ­dej jej kości… –> Chłód nie jest cieczą, więc raczej: …z po­wo­du chło­du, który przeniknął do każ­dej jej kości… Lub: …z po­wo­du chło­du, który przeniknął ją do szpiku kości

 

miast ta­kich jak to prze­mie­nio­nych w rzeź, były ty­sią­ce. –> W mieście może odbyć się rzeź, ale miasto nigdy w rzeź się nie przemieni.

 

Po­czu­ła ude­rze­nie w tył, a potem jej ciało osu­nę­ło się na zie­mię jak kłoda. –> W tył czego?

 

Pierw­sze stróż­ki krwi… –> Tu dowiesz się, czym jest stróżka, a czym strużka.

 

Zdu­sza­ny szloch w końcu wy­do­był się z jej krta­ni. –> Raczej: Tłumiony szloch w końcu wy­do­był się z jej krta­ni.

 

Agnes z na­ra­sta­ją­cym wstrę­tem wpa­try­wa­ła się w twarz opraw­cy, jej uko­cha­ne­go. –> …swojego uko­cha­ne­go.

 

Dźwięk rwą­ce­go ma­te­ria­łu jej sukni zo­stał za­głu­sza­ny przez jej prze­raź­li­wy krzyk. –> Materiał niczego nie rwał, to materiał był rwany.

Czy oba zaimki są konieczne?

Proponuję: Jej przeraźliwy krzyk zagłuszył trzask dartej/ rozdzieranej sukni.

 

W gło­wie jak man­tra po­wta­rza­ła słowa… –> W gło­wie, jak man­trę, po­wta­rza­ła słowa

 

Le­ża­ła na zim­nej, bru­ko­wa­nej ulicz­ce naga. –> Dlaczego byli na ulicy, skoro wcześniej napisałaś: Pierw­sze stróż­ki krwi, jej krwi ska­py­wa­ły na po­sadz­kę i two­rzy­ły za nią ślad, gdy była cią­gnię­ta jak jakiś worek. –> Ponieważ była ciągnięta po posadzce, to mam wrażenie, że znalazła się w jakimś pomieszczeniu.

 

nie ru­sza­ła się i po­zwo­li­ła robić z nią wszyst­ko, na co on miał ocho­tę. –> …nie ru­sza­ła się i po­zwo­li­ła robić ze sobą wszyst­ko, na co on miał ocho­tę.

 

Chło­pak pró­bo­wał do­się­gnąć spin­ki, ale ona była szyb­sza. –> Czy dobrze rozumiem, że spinka była szybsza od chłopaka?

 

Chło­pak, jej chło­pak, który uczy­nił z jej życia pie­kło, teraz pła­kał jak małe dziec­ko, bła­ga­jąc o li­tość. –> Nadmiar zaimków.

 

Cichy płacz wy­do­był się z jej za­ci­śnię­tych ust .Nie były… –> Zbędna spacja przed kropką, brak spacji po kropce.

 

Po mimo ob­dar­cia z god­no­ści… –> Pomimo ob­dar­cia z god­no­ści

 

-Od­daj mi mamę – łkało dziec­ko swoim sła­biut­kim, ci­chut­kim gło­sem. –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

Zbędny zaimek. Czy dziecko mogło łkać cudzym głosem?

Tu dowiesz się, jak zapisywać dialogi: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

opa­dła na bru­ko­wa­ną ulicz­kę. Na po­dob­ną do tej, któ­re­go tam­te­go dnia le­ża­ła. –> …opa­dła na bru­ko­wa­ną ulicz­kę. Na po­dob­ną do tej, na której tam­te­go dnia le­ża­ła

 

Po raz pierw­szy raz od tam­te­go dnia… –> Dwa grzybki w barszczyku.

 

teraz je­dy­ny na co było ją stać, to wła­śnie uśmiech. –> …teraz, je­dy­ne na co było ją stać, to wła­śnie uśmiech.

Od­bie­ra­ła życia, bo do tego przy­wy­kła. –> Od­bie­ra­ła życie, bo do tego przy­wy­kła.

Życie nie występuje w liczbie mnogiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję wszystkim za komentarze i poświęcony na to czas. Bardzo się cieszę, że trafiłam tutaj, na tą stronę. Pisać lubiłam od zawsze, nigdy jednak nie wiedziałam, co robię źle, albo co można poprawić. Wszystkie uwagi zapamiętuję i mam zamiar się do nich stosować.

@regulatorzy – twój komentarz podziałał na mnie jak kubeł zimnej wody. Wiedziałam, że jest źle, nie sądziłam tylko, że aż tak. Ale dziękuję ci z całego serca za wytknięcie tych błędów. Dzięki temu wiem, gdzie robię błędy. Nawet jeśli jest ich sporo i nie od razu wszystkie będę wychwytywać, będę je miała na uwadze. Mam nadzieję, że przy kolejnym “czymś” będzie lepiej i uniknę znacznej części tych błędów. Dziękuję jeszcze raz :) 

Miło mi, Lecrise, że uznałaś uwagi za przydatne i bardzo się cieszę, że chcesz doskonalić umiejętności. Mam wrażenie, że powinien Cię zainteresować ten poradnik: http://www.fantastyka.pl/loza/17

Powodzenia. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Trochę się pogubiłam. Jeżeli bohaterką jest normalna zabójczyni, to gdzie tu fantastyka? I jakim cudem wyrabia taką normę i dlaczego wcześniej nikt jej nie zabił? Jeśli to personifikacja śmierci albo czegoś podobnego, to nie wiem, o co chodzi.

Piszesz, że to płatna zabójczyni. Kto zleca zabójstwa takich ludzi jak zwyczajna rodzina? Kogo stać na zapłacenie za uśmiercenie całej ulicy?

Sporo błędów jeszcze zostało.

Niegdyś tętniąca życiem ulica spływała teraz morzem krwi.

Czy morze zmieści się na ulicy?

Nagle jej ręka opadła bezwładnie na ziemię, pozbawiając jej zrobienia czegokolwiek więcej.

Coś się posypawszy.

Babska logika rządzi!

No to czuła wielką dziurę czy nic nie czula żadnej zmiany? Bo nie czaję co czuła lub nie. A nie czegoś co ludzie nazywają nostalgia. A ona jak to nazywa? On był zbyt urodziwy. Urodziwy? Urodziwy?! Naprawdę podziurkowala go spinka jak ser? Pomimo obdarcia z godnością nie zatraciła w tym wszystkim siebie. Rozumiem że nigdy nie miała w sobie godności? Co to za spinki? Chyba jakieś sztylety mordercze. Rozdzierający ból otępiały jej zmysły ale było w porządku. Upadłem i poddałem się.

Rzeczywiście, mamy tu typowe przewiny początkujących. Znaczy – nie jest źle, bo znaczną część niezręczności zlikwiduje doświadczenie. Z każdym następnym opowiadaniem, z każdą przeczytaną książką będzie lepiej. Szczególnie, że nie ma jakiejś tragedii, są momenty gorsze, przede wszystkim w końcówce – choćby kwiatki takie jak:

A teraz w końcu kończy się.

Albo:

To, co stało się jej codziennością, zbyt szybko się nią stało

Tudzież cały fragment:

Uśmiechała się, mogąc w końcu opuścić ten świat. Wpadła we własne sidła i nie potrafiła się z nich wyplątać. To, co stało się jej codziennością, zbyt szybko się nią stało. Mogła walczyć, z samą sobą. Nie pozwalając by jej rzeczywistość tak wyglądała. Odbierała życie, bo do tego przywykła. Zabijała kolejne osoby, bo nie wiedziała, jak inaczej żyć. 

Jest to emocjonalny, dramatyczny moment, który powinno się czytać w napięciu, ale ze względu na to, że zbudowany jest z bardzo podobnych konstrukcyjnie, prawie tej samej długości zdań, brzmi jak podana w punktach instrukcja obsługi miksera.

Ale sam początek, czy opis gwałtu, wyszły zupełnie nieźle. W ogóle masz dryg do budowania dramatyzmu i napięcia emocjonalnego, również i do opisów – mimo kulawości technicznej wszystko jest plastyczne, żywe i łatwe do wyobrażenia. 

Jest jeszcze inna, ważna rzecz, poza kwestiami technicznymi. Sens i logika tekstu. Nawet jeśli opowiadanie jest wprawką bez nacisku na fabułę, warto zadbać o to, by czytelnik się nie zdumiewał i nie kręcił głową z dezaprobatą. Ot, choćby twoja zabójczyni – setki ofiar na raz, tysiące miasteczek… Po pierwsze: dlaczego? Jeśli jest płatną zabójczynią, to kto za to płaci? I po co? Musi być w tym jakiś cel, bo przedstawiłaś bohaterkę jako bezduszną maszynę do zabijania, a nie żądnego krwi potwora, który robi to wszystko dla przyjemności.

Po drugie: jak? Po prostu chodzi sobie po ulicach i wycina setki osób mieczem? Gdybyś dała jej jakieś nadludzkie zdolności, gorset odporności albo kabaretki siły przynajmniej, to już bardziej. Ale czy wtedy dałaby się dźgnąć dziecku, nawet z zaskoczenia? 

No właśnie – nieszczęsna spinka. Wyobrażam sobie takie wąskie, długie i w miarę ostro zakończone coś, co wtyka się we włosy i wokół tego organizuje fryzurę. Zakładam, że w rękach odpowiednio przeszklonej osoby mogłoby stanowić zabójczą broń. Ale nie jest tak łatwo zaciukać kogoś czymś ostrym, jeśli nie wie się jak. Nie bez podstawy pełno jest wiadomości w stylu:

"Podczas libacji alkoholowej Zofia R. zaatakowała konkubenta, Mieczysława W. ostrym narzędziem, prawdopodobnie nożem kuchennym. Mężczyzna, z czterdziestoma ośmioma ranami kłutymi, przebywa w szpitalu w Koluszkach. Lekarze określają jego stan jako bardzo ciężki."

O ile zadźganie chłopaka jest jeszcze w miarę prawdopodobne (choć musiałby się nie bronić) to ostatnia scena, mimo ogromnego ładunku emocjonalnego, jest bzdurna.

I jeszcze – gwałt. Jeśli dobrze się orientuję, dziewczyna dostała od chłopaka nieszczęsną spinkę na pierwszą rocznicę. Zatem byli ze sobą od ponad roku. I gościowi nagle przyszedł do głowy brutalny gwałt? Nie można było inaczej? Okej, niech będzie, może to był jakiś psychopata, co dobrze się krył. Ale tekstowi bardzo pomogłoby wprowadzenie jakiegoś drugiego dna do tej sceny – to świat fantasy, niechby więc próbował na przykład złożyć ją w ofierze jakiemuś paskudnemu bogowi, a rytuał ostatecznie poszedł źle. To mogłoby w jakiś sposób wyjaśniać przemianę bohaterki w Terminatora, nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. 

Podsumowując – długa jeszcze droga przed Tobą, ale talent do budowania obrazowych, dramatycznych i mocnych emocjonalnie opowieści masz. I głupio byłoby go zmarnować :-) 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

A mnie dręczy jeszcze jedno: skąd taki wysyp na forum tekstów o kobietach – bezwzględnych, pozbawionych skrupułów płatnych zabójczyniach? Tekstów zazwyczaj skupiających się wyłącznie na tym aspekcie, bez szerszej perspektywy. Co w tym takiego fascynującego? Wiem, że ponoć kryminolodzy twierdzą, że jak kobiety stają się morderczyniami, zwłaszcza seryjnymi, to zazwyczaj są brutalniejsze i mają więcej zimnej krwi niż faceci, ale nadal nie tłumaczy to jak dla mnie tego, że czytam któryś kolejny tekst będący scenką z życia takiej baby.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Znacie ten dowcip?

FBI przeprowadza nabór. Po odsiewach zostało troje kandydatów. Ostatnie zadanie.

Pierwszy kandydat dostaje pistolet i rozkaz zabicia człowieka w pokoju, bo to zdrajca. Wpuszczają go, a tam siedzi związana żona. Facet wychodzi, oddaje broń i rezygnuje z roboty.

Drugi kandydat – tak samo.

Kolej na kobietę. Wchodzi do pokoju, słychać strzały, okropny hałas. Wreszcie wychodzi, zakrwawiona, i mówi:

– Kurwa, daliście mi ślepe naboje! Musiałam zatłuc skurwiela krzesłem!

Babska logika rządzi!

He he he, otóż to! 

Co w tym takiego fascynującego?

Jeśli facet opisuje taką postać, to pewnie dlatego, że go to kręci ;-) Sam z reguły wymyślam bohaterki, które mi się podobają. Ale jeśli autorką jest kobieta, to a) jest to fajne i wygodne zarazem, bo łatwiej się utożsamić, b) wkracza tu jakaś psychologia, a na owej się nie znam i rozumiem równie dobrze, co buddyzm zen. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za uwagi :)) Przeczytałam swój twór jeszcze raz i zgadzam się z wszystkimi powyższymi wypowiedziami. Przerost formy nad treścią, mało realizmu. Mimo wszystko pozostawię to już jak jest, bo musiałabym poprawić, o ile nie napisać tego od nowa. Dlatego pozostawię to sobie jako pamiątkę, aby za jakiś czas zobaczyć, jakie postępy poczyniłam. Oby z kolejnym podejściem było lepiej :D 

 

Szort typowo wprawkowy, ale ma swój urok. Technicznie są rzeczy do poprawy, wymienione przez poprzedników. Chwytaj za to przydatne linki, pomogą na problemy techniczne:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

przez to zbierać duży większy “feedback”:

literówkę mawsz NWM w formułce, pewnie miało być "dużo większy" :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Fabuła wydała mi się nierealna, dość sztampowa. Tyle ludzi pomordowała, a tu dziecko ją zabiło. Niby przewrotność losu, ale nie przekonało mnie to. To bardziej scena niż opowiadanie. Nie wiem czy to Twój debiut, ale pisz dalej ;)

Nowa Fantastyka