- Opowiadanie: tomaszg - Idiotis pospolitis v1.1

Idiotis pospolitis v1.1

Poniższe opowiadanie w ulepszonej wersji ukazało się w grudniu 2019 w zbiorku "A miało być tak pięknie" (dostępny pod adresem https://ridero.eu/pl/books/a_mialo_byc_tak_pieknie/ - ebook bezpłatnie, wersja drukowana odpłatnie).

Jeżeli chodzi o osoby z tego portalu, to bardzo dziękuję za pomoc szczególnie Finkli, regulatorom (zapis z małej litery w formie oryginalnej) i NoWhereManowi (pozostałym oczywiście również, natomiast ta trójka była najbardziej aktywna i wytrwała w pokazywaniu mi błędów i niedoróbek w mojej wcześniejszej twórczości).

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Idiotis pospolitis v1.1

Mówią, że nie­szczę­ścia cho­dzą pa­ra­mi.

Mój pech przy­cze­pił się do mnie, gdy moja ko­cha­na zrzę­dli­wa mał­żon­ka za­czę­ła znowu gadać o nowej zmy­war­ce.

Zi­gno­ro­wa­łem ją, bo w tam­tym okre­sie swo­je­go życia wy­cho­dzi­łem z za­ło­że­nia, że je­że­li ko­cha­ny męż­czy­zna mówi, że coś na­pra­wi, to przy­po­mi­na­nie mu tego le­d­wie po pół roku nie jest do­brym po­my­słem.

Zi­gno­ro­wa­łem ją rów­nież dla­te­go, bo stara zmy­war­ka bar­dzo do­brze się spra­wo­wa­ła, a w każ­dym razie nie miała żad­nych no­wych uste­rek o któ­rych bym nie wie­dział.

Baba pie­przy­ła trzy po trzy i w ogóle rzu­ca­ła się ostat­nio jak pchła sza­chraj­ka, przez co po­psu­ła mi humor i to na tyle sku­tecz­nie, że spu­ści­łem w to­a­le­cie swój cenny te­le­fon.

To było dru­gie nie­szczę­ście, które za­po­cząt­ko­wa­ło sze­reg nie­zwy­kłych zda­rzeń.

Nie­waż­ne co wtedy ro­bi­łem w prze­klę­tej ła­zien­ce, li­czy­ło się to, że urzą­dze­nie spa­dło z pral­ki do wody i po wy­su­sze­niu za­czę­ło wy­świe­tlać na stałe dużą czer­wo­ną krop­kę w lewym gór­nym rogu ekra­nu.

Nie mia­łem już gwa­ran­cji i wkur­wi­ło mnie to tak mocno, że pod­ją­łem szyb­ką męską de­cy­zję i uzna­łem, że czas przy­spie­szyć wy­mia­nę te­le­fo­nu o cały mie­siąc.

Jak po­my­śla­łem, tak zro­bi­łem i po pracy od­wie­dzi­łem salon Ery. Stał w cen­trum na­sze­go pięk­ne­go mia­sta, mi­ja­łem go co­dzien­nie i ko­ja­rzył mi się z czymś bar­dzo miłym. Było tak praw­do­po­dob­nie dla­te­go, gdyż kilka razy wi­dzia­łem przed nim na­mio­ty i lu­dzie spali w nich nawet w nocy, a ja na­iw­nie wie­rzy­łem i chcia­łem wie­rzyć, że było ich za dużo, żeby mogli się mylić.

Spo­dzie­wa­łem się, że prze­kra­cza­jąc ścia­ny tego przy­byt­ku do­znam olśnie­nia, nie­ziem­skie­go pier­dol­nię­cia, ob­ja­wu ge­niu­szu czy in­ne­go nie­zwy­kłe­go do­świad­cze­nia, tym­cza­sem nie spa­dły na mnie chóry aniel­skie ani huk trąb je­ry­choń­skich, tylko za­ata­ko­wał mnie spra­wia­ją­cy sym­pa­tycz­ne wra­że­nie młody czło­wiek.

Młody czło­wiek miał na sobie do­sko­na­le skro­jo­ny czar­ny gar­ni­tur i nie wy­glą­dał na ta­kie­go co to spie­szy się na po­grzeb albo do sądu, więc uzna­łem, że tam pra­cu­je i może mi się przy­dać. Było to o tyle ważne, że za jego ple­ca­mi wi­dzia­łem setki te­le­fo­nów i zde­cy­do­wa­nie nie chcia­łem tra­cić cen­ne­go czasu na szu­ka­nie tego co było mi po­trzeb­ne.

Za­czę­li­śmy roz­ma­wiać jak przy­sta­ło na dwóch nie­zwy­kle kul­tu­ral­nych dżen­tel­me­nów.

– Witam sza­now­ne­go pana, w czym mo­że­my pomóc?

– Dzień dobry, dzień dobry, wła­ści­wie… wła­ści­wie to tak chcia­łem sobie tylko po­oglą­dać.

– Oczy­wi­ście, oczy­wi­ście, oglą­dać można do woli, można wziąć w rękę, na rękę, przy­mie­rzyć, wło­żyć, wyjąć, a nawet zro­bić pa­miąt­ko­we fotki. – Młody czło­wiek nie prze­ja­wiał żad­ne­go ob­ja­wu znu­dze­nia i mu­siał mieć gadkę wy­ku­tą na bla­chę, bo wy­po­wie­dział ją do­słow­nie na jed­nym wy­de­chu. – A co pana do­kład­nie in­te­re­su­je?

– Naj­lep­szy i naj­now­szy xPho­ne – po­wie­dzia­łem zni­ża­jąc te­atral­nie głos.

Zlu­stro­wał mnie uważ­nie od stóp do głów i od­po­wie­dział tym samym en­tu­zja­stycz­nym tonem:

– A czy mogę się do­wie­dzieć jaka funk­cja jest dla sza­now­ne­go pana naj­waż­niej­sza?

– Dobre zdję­cia.

– To oczy­wi­ście świet­ny wybór, mamy też do­sko­na­łe Pi­xe­le i Sam­sun­gi, naj­now­sze mo­de­le Hu­awei i inne, może sza­now­ny pan byłby za­in­te­re­so­wa­ny rów­nież nimi?

Wes­tchną­łem.

Nie chciał mi wprost po­wie­dzieć, że je­stem bied­ny i to mu się chwa­li­ło, pro­blem w tym, że tra­fił kulą w płot, po­nie­waż luźny ubiór w mojej pro­fe­sji to jedno, na­to­miast wy­so­kie za­rob­ki to zde­cy­do­wa­nie co in­ne­go.

Po­my­śla­łem, że w tej sy­tu­acji nie ma co z gów­nia­rzem dys­ku­to­wać, trze­ba na­to­miast przejść do cięż­szych ar­gu­men­tów i za­ma­chać mu przed nosem ko­ron­nym ar­gu­men­tem w ko­lo­rze pla­ty­ny.

Zro­bi­łem to z ty­po­wą dla sie­bie zręcz­no­ścią zdra­dza­ją­cą do­kład­ne wy­tre­no­wa­nie tego gestu i po­no­wi­łem swoją bar­dzo uprzej­mą, acz­kol­wiek tym razem rów­nież sta­now­czą proś­bę:

– In­te­re­su­je mnie model XX i nic in­ne­go.

– Za­pra­szam do stre­fy obok. – Zmie­nił od razu po­dej­ście nie oka­zu­jąc cie­nia za­że­no­wa­nia z po­wo­du wcze­śniej­szych słów i po­ka­zał mi dło­nią kie­ru­nek.

Prze­szli­śmy do dru­giej sali, w któ­rej cicho grała mu­zy­ka kla­sycz­na.

Sala była sto­sun­ko­wo nie­wiel­ka i bez okien. Na jej bia­łych ścia­nach wi­sia­ły pod­świe­tlo­ne dzie­ła róż­nych ar­ty­stów do­bra­ne tak, żeby wszyst­ko wy­glą­da­ło mi­ni­ma­li­stycz­nie, dy­na­micz­nie i no­wo­cze­śnie.

Stały tutaj dwa skó­rza­ne fo­te­le, po­mię­dzy nimi wi­dzia­łem szkla­ny sto­lik z pro­spek­ta­mi, na­to­miast na środ­ku na spe­cjal­nych słup­kach le­wi­to­wa­ły pięk­no­ści, wokół któ­rych miała się sku­piać cała uwaga po­ten­cjal­nych ku­pu­ją­cych. Eg­zem­pla­rze były czte­ry, każdy w innym ko­lo­rze. Z czte­rech stron oświe­tla­ły je małe re­flek­tor­ki, zaś dla po­więk­sze­nia efek­tu słup­ki pod nimi po­kry­te były sa­ty­no­wym ele­ganc­kim ma­te­ria­łem.

Po­czu­łem się jak na po­ka­zie naj­lep­szej bi­żu­te­rii czy cen­nych dzieł sztu­ki tym bar­dziej, ze przed wej­ściem stał ochro­niarz, który naj­wy­raź­niej miał za za­da­nie za­trzy­my­wać in­tru­zów nie­god­nych do prze­stą­pie­nia pro­gów tego przy­byt­ku roz­ko­szy.

Taki był dla mnie pierw­szy kon­takt z mo­de­lem xPho­ne XX, który stał się obiek­tem po­żą­da­nia tak wielu do­stęp­nym dla tak nie­wie­lu.

Był o całą ćwierć mi­li­me­tra cień­szy i trzy gramy lżej­szy niż po­przed­nik, a pro­du­cent obie­cy­wał trzy­dzie­ści pięć pro­cent przy­spie­sze­nia w sto­sun­ku do po­przed­niej ge­ne­ra­cji. Z przo­du miał ekran na całej prze­strze­ni, a z tyłu błysz­czał wspa­nia­łym sza­fi­ro­wym szkłem. Czuj­ni­ki i gło­śnik znaj­do­wa­ły się w nim w ramce, a ka­me­ry z przo­du ukry­te były pod cien­ką war­stwą wy­świe­tla­cza.

Po­ezja.

No­wo­cze­sne dzie­ło sztu­ki, które nie stra­szy­ło okrop­ną pro­sto­kąt­ną dziu­rą wpro­wa­dzo­ną kie­dyś przez firmę z Cu­per­ti­no.

Spu­ści­zna ory­gi­nal­ne­go stylu za­po­cząt­ko­wa­ne­go przez Jobsa i Ive.

Pięk­no za­mknię­te w su­ro­wej bryle chłod­ne­go me­ta­lu i naj­lep­sze­go krysz­ta­ło­we­go szkła.

– Hmmm, mamy wer­sję 16GB. – Prze­rwał nie­pew­nie moje roz­my­śla­nia młody czło­wiek.

Spoj­rza­łem się na niego z wyż­szo­ścią, na co ten oczy­wi­ście spu­ścił wzrok.

– Nie będę że­brał o ja­kieś gów­nia­ne ra­ba­ty i nie in­te­re­su­je mnie wer­sja dla ubo­gich – po­wie­dzia­łem lo­do­wa­to od­czu­wa­jąc przy tym nie­zwy­kłą sa­tys­fak­cję.  

– Oczy­wi­ście, oczy­wi­ście, a czy życzy sobie sza­now­ny pan kawę?

– Tak, latte bez cukru.

– Pro­szę spo­cząć, już po­da­ję ma­te­ria­ły. – Od­zy­skał pro­fe­sjo­nal­ny ton.

Usia­dłem na wy­god­nym skó­rza­nym fo­te­lu mając przed ocza­mi słup­ki i te­le­fo­ny, pod­czas on przy­cup­nął na fo­te­lu obok i prze­ka­zał mi otwar­ty prze­wod­nik po ko­lej­nych ko­lo­rach i wer­sjach.

Kawę otrzy­ma­łem od uro­czej dłu­go­no­giej ho­stes­sy. Zro­bio­no ją w eks­pre­sie z praw­dzi­wych zia­ren i świe­że­go mleka i bar­dzo mi sma­ko­wa­ła sta­no­wiąc miłe uzu­peł­nie­nie całej sy­tu­acji.

Spe­cy­fi­ka­cję te­le­fo­nu zna­łem oczy­wi­ście ze stron pro­du­cen­ta, nie­mniej jed­nak prze­glą­da­łem opa­słą księ­gę z wiel­ką przy­jem­no­ścią, gdyż da­wa­ła do­dat­ko­we wra­że­nie ob­co­wa­nia z luk­su­sem.  

Widać było, że dbano tutaj o klien­ta.

Miej­sce było za­cisz­ne, kawa do­sko­na­ła, a prze­wod­nik jesz­cze lep­szy. Wy­da­no go na kre­do­wym, przy­jem­nym w do­ty­ku pa­pie­rze i opra­wio­no w grubą, skó­rza­ną okład­kę. Był pięk­ny, miał do­sko­na­łe ob­raz­ki i było jasne, że pra­co­wał nad nim duży sztab spe­cja­li­stów naj­wyż­szej klasy.  

– Wer­sja 512GB, sza­fi­ro­wa niby czerń, z do­dat­ko­wym apa­ra­tem – wark­ną­łem od­da­jąc po kil­ku­na­stu mi­nu­tach album i fi­li­żan­kę.

Spoj­rzał się na mnie z za­zdro­ścią i po­wie­dział cicho:

– Mo­że­my za­pro­po­no­wać opcję pre­mium albo abo­na­ment de­lu­xe. W pierw­szym wy­pad­ku ku­pu­je pan wy­bra­ny model, w dru­gim do­sta­je pan opcję wy­mia­ny tego wspa­nia­łe­go urzą­dze­nia na nowe bez naj­mniej­szej do­pła­ty.

– A jaka jest róż­ni­ca w cenie?

– Mie­sięcz­na róż­ni­ca w cenie wy­no­si tylko sto zło­tych.

– W takim razie pro­szę o abo­na­ment.

Zde­cy­do­wa­łem się oczy­wi­ście na abo­na­ment, dzię­ki temu mia­łem pew­ność, że za rok będę znowu miał wszyst­ko co naj­now­sze i naj­szyb­sze.

Do trans­ak­cji do­szło w tej samej sali, pod­pi­sa­łem do­ku­men­ty, za­pła­ci­łem kartą i w za­mian otrzy­ma­łem nie­ziem­skie urzą­dze­nie za­pa­ko­wa­ne w fir­mo­wą eko­lo­gicz­ną re­kla­mów­kę.

Do domu od­wio­zła mnie li­mu­zy­na, którą salon za­mó­wił na swój koszt.

To było pięk­ne i tego wie­czo­ru rze­czy­wi­ście po­czu­łem się jak czło­wiek z naj­wyż­szej półki.

VIP.

Byłem tak pod­nie­co­ny, że wy­cho­dząc ledwo spoj­rza­łem na bie­da­ków, któ­rzy za­sta­na­wia­li nad ja­ki­miś tam Pyk­se­la­mi.

A teraz naj­lep­sze.

Moja żona w ogóle nic nie po­wie­dzia­ła dając mi spo­kój i po­zwa­la­jąc na­cie­szyć nową za­baw­ką.  

Na­stęp­ne­go dnia pró­bo­wa­łem za­pła­cić za lunch, ale nie chcia­ła przejść płat­ność kartą pod­pię­tą do na­sze­go wspól­ne­go mał­żeń­skie­go konta. My­śla­łem, że to jakiś błąd sys­te­mu, za­dzwo­ni­łem nawet do banku i oka­za­ło się, że wszyst­kie ulo­ko­wa­ne tam pie­nią­dze zo­sta­ły wy­bra­ne…

Za­cho­dzi­łem w głowę o co może cho­dzić, ale na re­kla­ma­cję mia­łem trzy­dzie­ści dni i po­sta­no­wi­łem zło­żyć ją do­pie­ro w naj­bliż­szy week­end.

Nor­mal­nie nie od­pusz­cza­łem nigdy bank­ste­rom, ale tym razem coś mi po­wie­dzia­ło, żeby po­cze­kać. I to była bar­dzo dobra de­cy­zja, a ja za­czą­łem po­dej­rze­wać sie­bie o zdol­no­ści nad­przy­ro­dzo­ne, gdy w domu zo­ba­czy­łem nową zmy­war­kę i ja­kie­goś tam Ther­mo­mi­xa.

Moja żona uśmie­cha­ła się trium­fu­ją­co, ugry­złem się jed­nak w język i nie ko­men­to­wa­łem całej sy­tu­acji, co na­wia­sem mó­wiąc wpra­wi­lo ja w kon­ster­na­cję, a mnie po­dwój­nie po­pra­wi­ło humor.

Życie jest za krót­kie, żeby się kłó­cić.

Moja pcheł­ka, za­rad­na jak za­wsze.

Ko­cha­łem ją.

Niech się cie­szy, że wy­gra­ła.

***

Mój te­le­fon bar­dzo po­ma­gał mi w pracy i ne­go­cja­cjach biz­ne­so­wych, czę­sto wy­star­czy­ło wy­ło­żyć go na stół i to za­ła­twia­ło wszyst­kie moż­li­we kwe­stie.

Nie było to zwią­za­ne z im­po­no­wa­niem ko­mu­kol­wiek czym­kol­wiek, ja tylko uży­wa­łem funk­cji ta­kich jak mi­kro-pro­jek­tor czy na­gry­wa­nie z trans­kryp­cją i po­dzia­łem na ko­lej­ne osoby.

Dzię­ki te­le­fo­no­wi le­cia­ły na mnie wszyst­kie laski, a ja mia­łem z nimi nie­zwy­kle upoj­ne chwi­le. Wie­dzia­ły co mogę im dać i na wszel­kie spo­so­by sta­ra­ły się, żeby spra­wa się nie wy­da­ła i żeby moja żona nie wy­rzu­ci­ła mnie na bruk.

Tak, ten czas był bar­dzo udany i nie ża­ło­wa­łem swo­je­go wy­bo­ru, a rok póź­niej z po­dwój­nym za­cie­ka­wie­niem śle­dzi­łem pre­zen­ta­cję mo­de­lu XXX.

Cięż­ko było wy­my­ślać co­kol­wiek in­ne­go po ka­me­rach na pod­czer­wie­ni, czuj­ni­kach dymu i ana­li­za­to­rach krwi, ale znowu to zro­bi­li.

Znowu!

Jedną z no­wych funk­cji oka­za­ła się funk­cja wy­świe­tla­nia ho­lo­gra­mów na­śla­du­ją­cych ruch użyt­kow­ni­ka, a pre­zen­ter po­ka­zał to na przy­kła­dzie nie­śmier­tel­nej kupy.

Jakby jesz­cze tego mało, firma do­da­ła moż­li­wość ska­no­wa­nia za­war­to­ści stol­ca, wy­ma­ga­ło to co praw­da do­dat­ko­we­go ak­ce­so­rium, ale wpro­wa­dza­ło ana­li­zę la­bo­ra­to­ryj­ną na zu­peł­nie nowy po­ziom.

Ama­zing!

***

Pra­cow­ni­cy fa­bry­ki w Azji sie­dzie­li w mil­cze­niu w fa­bry­ce pod zie­mia, ktora byla ukry­ta na tyle do­brze, żeby nie można było do­strzec zbyt dużo szcze­gó­łów z wszę­do­byl­skich sa­te­li­tów.

Sztucz­ne świa­tło oświe­tla­ło dłu­gie wą­skie hale, w któ­rym znaj­do­wa­ly sie setki ko­biet, męż­czyzn i dzie­ci.

Byli cier­pli­wi i ca­ły­mi dnia­mi wi­dzie­li tylko ta­śmo­ciąg, swoje stoł­ki i je­dze­nie które do­wo­żo­no im ze sto­łów­ki, każdy z nich miał rów­nież spe­cjal­ne pie­lu­cho-majt­ki, dzię­ki któ­rym prak­tycz­nie nie mu­siał od­cho­dzić z miejsc pracy.

Wszyst­ko w tym sys­te­mie było ide­al­ne do­pra­co­wa­ne i zop­ty­ma­li­zo­wa­ne, firma po­sta­ra­ła się nawet o fo­te­le za­po­bie­ga­ją­ce od­le­ży­nom i od­pa­rze­niom i pro­fe­sjo­nal­ne­go lek­to­ra, który umi­lał czas czy­ta­niem naj­now­szych dzieł li­te­ra­tu­ry świa­to­wej.

Pra­cow­ni­cy nie wie­dzie­li skąd po­cho­dzą te­le­fo­ny i ta­ble­ty któ­ry­mi się zaj­mo­wa­li, nie mogli rów­nież podać żad­nych in­for­ma­cji o po­jaz­dach które je przy­wio­zły.

Po do­star­cze­niu sprzę­tu ze zwro­tów abo­na­men­to­wych wpierw dez­ak­ty­wo­wa­no spe­cjal­ny kwas z ukła­du chło­dze­nia, który wy­le­wał się, gdy ktoś pró­bo­wał do­stać się do środ­ka.

Na­stęp­nym kro­kiem było prze­ka­za­nie urzą­dzeń małym spryt­nym rącz­kom, które miały roz­pa­ko­wać pu­deł­ka, zdjąć obu­do­wy, wy­mie­nić ba­te­rie, a na­stęp­nie po kilku drob­nych zmia­nach ele­men­tów prze­pa­ko­wać środ­ki do no­wych obu­dów i prze­ka­zać je do koń­co­wej ob­rób­ki.

Ostat­nim kro­kiem w za­leż­no­ści od mo­de­lu było prze­pro­gra­mo­wa­nie urzą­dzeń tak żeby po­ka­zy­wa­ły nową wer­sję pro­ce­so­ra i wię­cej cy­fe­rek w bench­mar­kach albo żeby miały od­blo­ko­wa­ne ko­lej­ne rdze­nie i jed­nost­ki ren­de­ru­ją­ce.

Kie­dyś po­tra­fi­li jesz­cze przy­go­to­wy­wać płyty głów­ne tak że dwa pro­ce­so­ry ze sta­re­go mo­de­lu były łą­czo­ne w tan­dem, ale zre­zy­gno­wa­no z tego i teraz kosz­ty no­wych opa­ko­wań, obu­dów i pracy były gro­szo­we, resz­ta na­le­ża­ła do mar­ke­tin­gu.

Ro­bot­ni­cy nie na­rze­ka­li na swój los, gdyż ostat­nio nie było żad­nych pro­ble­mów z nie­bez­piecz­ny­mi ba­te­ria­mi i od dawna nie zda­rza­ły się żadne wy­pad­ki. Nie kwe­stio­no­wa­li tego, żeby z resz­tek mon­to­wać tani model C, żeby za­mie­niać wy­świe­tla­cze po­mię­dzy mo­de­la­mi zna­ny­mi dla nich jako A i B, jak rów­nież do­kła­dać jeden mały moduł eks­tra do mo­de­lu A.

Wszyst­ko było pro­ste, tym bar­dziej że płyty głów­ne od dawna nie miały ozna­czeń na ukła­dach, a wszyst­ko było mo­du­ło­we…

***

W innej fa­bry­ce w Azji nagle za­dzwo­nił te­le­fon szefa zmia­ny, a gdy ten go ode­brał, to usły­szał:

– Sze­fie mamy pro­blem. Góra chce sto ty­się­cy chi­pów, a tych nie mamy na ma­ga­zy­nie. Trze­ba włą­czyć linie i je wy­pro­du­ko­wać i prze­wieźć. Li­czy­łem, ale to są kosz­ty, które nie za bar­dzo mo­że­my po­nieść.

Męż­czy­zna zbladł, rzu­cił krót­kie „Zajmę się tym” i roz­łą­czył się nie ukry­wa­jąc nawet wście­kło­ści.

Zo­ba­czył to jego se­kre­tarz, który od razu po­biegł, ukło­nił się i za­py­tał:

– Co się stało Ko­si­ko San i jak mogę pomóc?

– Ile mamy chi­pów A15 i kiedy mamy je wy­słać?

– Pięć­set ty­się­cy i za dwa lata.

– Za mną.

Męż­czyź­ni udali się z sali pro­duk­cyj­nej do biura, gdzie szef trza­snął ręką na fak­tu­ry pro­duk­cji i zwro­tu i za­py­tał się:

– Wy­ra­bia­my normę, po­ka­zu­je­my, że pro­du­ku­je­my i że nisz­czy­my a oni nam każą wy­sy­łać coś jesz­cze klien­tom. To się po pro­stu w gło­wie nie mie­ści.

I rze­czy­wi­ście było to nie do po­my­śle­nia, gdyż firmy takie jak Ama­zon, Bur­ber­ry, Coty, H&M czy Louis Vu­it­ton nisz­czy­ły każ­de­go roku nowe to­wa­ry warte mi­liar­dy, a pro­du­cen­ci te­le­fo­nów wdro­ży­li inną stra­te­gię i dzię­ki niej mieli od wielu lat cią­gły i nie­ustan­ny wzrost.

***

Roz­pa­ko­wa­łem nowe urzą­dze­nie. Od razu wzbu­dzi­ło moja sym­pa­tie. Było po­dob­nej wiel­ko­ści co po­przed­nie, za­wie­ra­ło wy­daj­niej­szy pro­ce­sor i lep­szy wy­świe­tlacz, a co naj­wa­zniej­sze le­ża­ło w rece o wiele le­piej niż stare.

Nie mia­łem żad­nych pro­ble­mów z jego ob­słu­gą, wszyst­ko było nie­zwy­kle in­tu­icyj­ne i do­pra­co­wa­ne.

Po mie­sią­cu od za­ku­pu za­czę­ły się dziać w moim życiu same dobre rze­czy. Zbie­gi oko­licz­no­ści były wręcz nie­sa­mo­wi­te i wie­lo­krot­nie po­dej­mo­wa­łem ko­rzyst­ne de­cy­zje, udało się rów­nież wy­grać kilka waż­nych kon­kur­sów.

W tam­tym cza­sie zde­cy­do­wa­łem się na ko­lej­ne abo­na­men­ty. Sma­ku­jąc nowe życie za­uwa­ży­łem, że kilka gra­czy na rynku ofe­ru­je zna­ko­mi­te usłu­gi, które po­zwo­li­ły mi uzy­skać do­stęp do więk­szej wie­dzy, lep­szych fil­mów, cie­kaw­szej mu­zy­ki i war­to­ścio­wych ksią­żek. Nie wie­dzia­łem jak mo­głem tego wcze­śniej nie wi­dzieć, ale to się nie li­czy­ło, a ja uży­wa­łem swo­je­go cacka na maksa nie roz­sta­jąc się z nim ani na chwi­lę.

Dzię­ki nowym abo­na­men­tom wszyst­ko stało się nagle cie­ka­we i uroz­ma­ico­ne, cie­szy­łem się jak dziec­ko i cie­szy­ła się rów­nież moja żona, która do­sta­wa­ła wię­cej i wię­cej.

Śmia­li­śmy się czę­sto, że jest we mnie nowy czło­wiek.  

To życie było tak ide­al­ne… wszyst­ko przy­cho­dzi­ło mi bez wy­sił­ku i pew­nie dla­te­go od­czu­wa­łem swego ro­dza­ju no­stal­gię, gdy cza­sa­mi pa­trzy­łem na stare na­gro­dy, które kie­dyś do­sta­wa­łem za na­praw­dę cięż­ką pracę. Cie­ka­we było, że uczu­cie to szyb­ko prze­cho­dzi­ło, a ja chcia­łem jesz­cze wię­cej i wię­cej od życia.

W któ­rymś mo­men­cie po­my­śla­łem sobie, że może warto spró­bo­wać rów­nież pro­duk­tu kon­ku­ren­cji… ot tak dla żartu.

I wtedy znowu wy­da­rzył się cud.

To był mar­co­wy wie­czór, a ja nie mo­głem uwie­rzyć swoim oczom, gdy zo­ba­czy­łem w swo­jej skrzyn­ce maila od re­kru­te­ra, który za­pra­szał mnie na dys­ku­sję o moż­li­wo­ści za­trud­nie­nia mnie w TEJ fimie.

Pierw­sza roz­mo­wa była te­le­fo­nicz­na, potem się spo­tka­li­śmy, za­pro­szo­no mnie na in­te­rview i po mie­sią­cu prze­sze­dłem do nich.

To było jak sen.

Wy­sła­li mnie na szko­le­nie, które otwo­rzy­ło mi oczy na wiele rze­czy.

Do­zna­łem ob­ja­wie­nia i po­czu­łem jak bar­dzo się my­li­łem w róż­nych spra­wach.

Ama­zing!

***

W innej czę­ści świa­ta mały John roz­pa­ko­wał z pu­deł­ko nowy na­by­tek. Cie­szył się nie­sa­mo­wi­cie. Wie­dział, że przez chwi­lę bę­dzie znowu kró­lem dziel­ni­cy, a inne dzie­ci będą go mogły do­go­nić do­pie­ro za kilka mie­się­cy.

Pierw­sze­go dnia mały John obej­rzał fil­mik zro­bio­ny przed pre­mie­rą iPho­ne 7, na któ­rym jacyś idio­ci pod­nie­ca­li się pierw­szym iPho­nem, bo ktoś im wmó­wił, że to bę­dzie sió­dem­ka. Uśmiech­nął się, bo nie mógł uwie­rzyć, że tacy lu­dzie w ogóle cho­dzi­li po Ziemi.

Póź­niej tra­fił na ar­ty­kuł, z któ­re­go wy­ni­ka­ło, że woda ze zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści ujęć na świe­cie za­wie­ra tak zwane mi­kro­pla­sti­ki, czyli dro­bi­ny two­rzyw sztucz­nych po­cho­dzą­ce z roz­pa­du pla­sti­ku lub z sub­stan­cji za­wie­ra­ją­cych pla­sti­ko­we cząst­ki. Mały John nie mógł uwie­rzyć, że lu­dzie to piją i są po tym zdro­wi.

Tak samo nie mógł uwie­rzyć w smog, któ­rym od­dy­cha­ją i w wiele in­nych rze­czy, które dzia­ły się wokół.

Nigdy nie wy­jeż­dżał ze swo­je­go mia­sta. Był za mały, a jego ro­dzi­ców nie stać było nawet na ko­lo­nie.

Po­mi­mo do­stę­pu do In­ter­ne­tu wie­dza ma­łe­go Johna była tylko czę­ścio­wa.

Nie wie­dział, że kor­po­ra­cje XXI wieku per­fek­cyj­nie opa­no­wa­ły two­rze­nie no­wych pro­duk­tów i lu­dzie przy­zwy­cza­ili się, że do­kład­nie co rok po­ka­zy­wał się ko­lej­ny to­po­wy iPho­ne czy Sam­sung. Ich ceny były coraz wyż­sze, ale mimo to za­wsze znaj­do­wa­li się ko­lej­ni chęt­ni na ich zakup i pro­du­cen­ci mieli nie­sa­mo­wi­tą mo­ty­wa­cję, żeby two­rzyć różne wer­sje i wa­rian­ty.

To stało się nie­mal re­li­gią i wszel­kie opóź­nie­nia trak­to­wa­no nie­mal jak upa­dek całej cy­wi­li­za­cji.

Wielu znaw­ców opi­sy­wa­ło sztucz­ki, które wtedy sto­so­wa­no, żeby za­chę­cać ludzi do zmia­ny urzą­dzeń na nowe. Mie­li­śmy nie­wy­mie­nial­ne ba­te­rie, kle­je­nie, spa­wa­nie, blo­ko­wa­nie na po­zio­mie firm­wa­re, ukry­wa­nie in­struk­cji ser­wi­so­wych, łą­cze­nie ele­men­tów w duże ca­ło­ści czy brak uak­tu­al­nień.

Zmie­ni­ła to do­pie­ro dy­rek­ty­wa Unii w 2025 roku. Firmy zo­sta­ły zmu­szo­ne do dba­nia o śro­do­wi­sko i wy­dłu­że­nia cyklu życia swo­ich urzą­dzeń. Ogra­ni­czy­ło to dra­stycz­nie ich zyski i spo­wo­do­wa­ło, że wiele z nich ze sprzę­tu prze­nio­sło się na dobra i plat­for­my cy­fro­we.

Firmy brały przy­kład z Mi­cro­so­ftu, który uru­cho­mił naj­więk­szą akcję pro­mo­cyj­ną wszech­cza­sów po­le­ga­ją­cą na roz­da­wa­niu Win­dows 10 cał­kiem za darmo. Sys­tem był do­stęp­ny nawet z pacz­ka­mi chru­pek i rol­ka­mi pa­pie­ru to­a­le­to­we­go zwa­ne­go piesz­czo­tli­wie sraj­ta­śmą. Cena za tę fi­lan­tro­pię oka­za­ła się nie­wiel­ka w po­rów­na­niu do zy­sków, ja­ki­mi było wy­eli­mi­no­wa­nie z rynku star­szych wer­sji Win­dows i przy­zwy­cza­je­nie ludzi do plat­for­my, która miała stać się pod­sta­wą wszyst­kie­go.

Do­pie­ro po la­tach oka­za­ło się, że był to rów­no­cze­śnie strzał w dzie­siąt­kę i strzał w stopę.

Ślepa ulicz­ka.

O ile bo­wiem na po­cząt­ku kon­su­men­ci ku­po­wa­li sporo ebo­oków, fil­mów i pro­gra­mów, to w pew­nym mo­men­cie prze­sta­li to robić, bo się znu­dzi­li, za­spo­ko­ili i mieli coraz le­piej do­stęp­ne dar­mo­we al­ter­na­ty­wy.

Wi­dząc to wszyst­ko firmy pró­bo­wa­ły na po­wrót zwięk­szać zyski ze sprze­da­ży sprzę­tu, ale nie po­ma­ga­ło nawet wpro­wa­dza­nie oszczęd­no­ści ta­kich jak zmniej­sza­nie tacek du­al­SIM czy usu­wa­nie kart SIM albo mi­ni­jac­ków.

I wła­śnie dla­te­go głów­ne kor­po­ra­cje wpro­wa­dzi­ły abo­na­men­ty…

***

W mo­de­lu XXX firma za­re­kla­mo­wa­ła moż­li­wość szyb­kie­go ucze­nia użyt­kow­ni­ków po­przez prze­ka­zy­wa­nie im ob­ra­zów bez­po­śred­nio do głowy.

Osią­gnię­to to przez ge­ne­ro­wa­nie fal ma­gne­tycz­nych na od­po­wied­niej czę­sto­tli­wo­ści.

Nowa funk­cja wzbu­dzi­ła po­waż­ne obawy o zdro­wie użyt­kow­ni­ków, dys­ku­sje trwa­ły mie­sią­ca­mi i osta­tecz­nie zo­sta­ły wy­ci­szo­ne ar­gu­men­tem, że po­stęp ludz­ko­ści jest nie­uchron­ny. Przed­sta­wio­no opra­co­wa­nia mó­wią­ce, że funk­cję ba­da­no na dzie­siąt­kach ty­się­cy ochot­ni­ków i jest nie­zwy­kle do­pra­co­wa­na.

Przy oka­zji pre­mie­ry firma po­chwa­li­ła się współ­pra­cą z wio­dą­cy­mi ser­wi­sa­mi ofe­ru­ją­cy­mi abo­na­men­ty na różne dobra takie jak filmy czy książ­ki. Oka­za­ło się, że po­sia­da­cze xPho­nów pra­wie w stu pro­cen­tach zde­cy­do­wa­li się na pre­nu­me­ra­tę od­po­wied­nich usług i są z nich nie­zwy­kle za­do­wo­le­ni de­kla­ru­jąc chęć ko­rzy­sta­nia z nich w nie­skoń­czo­ność.  

Rów­no­cze­śnie na rynku dało za­uwa­żyć się nie­do­bór spe­cja­li­stów w róż­nych dzie­dzi­nach. Firma pro­du­ku­ją­ca xPho­ny re­kru­to­wa­ła ludzi z nie­zwy­kłą pre­cy­zją, od­kry­wa­jąc w wielu przy­pad­kach praw­dzi­we ta­len­ty. Nie­któ­rzy pró­bo­wa­li to przed­sta­wiać jako triumf sztucz­nej in­te­li­gen­cji traf­nie prze­wi­du­ją­cej cechy i za­cho­wa­nia ludz­kie, nie­któ­rzy z kolei pró­bo­wa­li to łą­czyć z fak­tem, że nowi pra­cow­ni­cy w zna­czą­cej więk­szo­ści mieli przed za­trud­nie­niem któ­ryś z pro­duk­tów tej firmy.

Plot­ki nie za­szko­dzi­ły gi­gan­to­wi, który tak urósł w siłę, że jego te­le­fo­ny w końcu mieli wszy­scy… Ideał się­gnął bruku… a firmy w da­le­kiej Azji pro­du­ko­wa­ły jesz­cze wię­cej… Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal…

Koniec

Komentarze

Drogi autorze. Wrzucanie czterech opowiadań w dwie minuty raczej nie jest dobrą strategią. Zajrzałam do tego, bo zastanawiałam się, czy kompletnie od czapy pseudołacińska, ewidentnie niepoprawna z punktu widzenia tego języka, a nawet makaronizmu forma tytułu jakkolwiek tłumaczy się w tekście (jest gramatycznie jedna możliwość, ale wątpię, bo to dość wydumane by było). Niestety opowieść o problemach produkcyjno-marketingowych w branży telefonów komórkowych to nie moja bajka, a kulawa łacina najwyraźniej do niczego nie służy.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie będę się czepiać nielogicznych dialogów, braków w ortografii i interpunkcji, nic nie wnoszących wulgaryzmów – bo muszę wyjść z domu o określonej godzinie. Czepię się problemu głównego – o czym jest ten tekst? O niewolnictwie? O głupocie ludzkiej? O antypatycznym gostku, który ciągle kupuje nowe komórki? Bo "technothriller" to to nie jest, najwyżej dość gorzka i niezbyt świeża obserwacja. To trochę za mało na opowiadanie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Autorze, być może kogoś zainteresuje ta historia, ale dla mnie to tylko fatalnie napisany i niechlujny tekst, w dodatku wyjątkowo nudny i pozbawiony fantastyki. Czas przeznaczony na lekturę uważam za stracony.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgadzam się z Tarniną. OK, konsumpcjonizm jest zły. Wyzysk pracowników jest zły. Zmuszanie dzieci do harowania w fabryce jest bardzo złe. I? Myśmy to już wszystko wcześniej wiedzieli. Co chciałeś przekazać nowego? Bo fabuły to ja tu raczej nie widzę.

szafirowa niby czerń,

Eeee. Ale szafirowy to niebieski.

Babska logika rządzi!

Czytając to  miałem lekkie uczucie deja vu. Teraz będę się musiał zastanowić skąd to mi się wzięło. Byłeś może kiedyś na grono.net?

Nihil novi sub sole. Absurd wymierzony w konsumpcjonizm. Wykonanie nie powala, a treść nic nowego nie wnosi. Stąd i skwitowałem tekst lekkim wzruszeniem ramion. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję wszystkim za uwagi.

 

Najpilniejsze usterki poprawiłem (v1.1), resztę mam nadzieję uwzględnić wkrótce.

Powyższe opowiadanie w ulepszonej wersji ukazało się w grudniu 2019 w zbiorku "A miało być tak pięknie" (dostępny pod adresem https://ridero.eu/pl/books/a_mialo_byc_tak_pieknie/ – ebook bezpłatnie, wersja drukowana odpłatnie).

Jeżeli chodzi o osoby z tego portalu, to bardzo dziękuję za pomoc szczególnie Finkli, regulatorom (zapis z małej litery w formie oryginalnej) i NoWhereManowi (pozostałym oczywiście również, natomiast ta trójka była najbardziej aktywna i wytrwała w pokazywaniu mi błędów i niedoróbek w mojej wcześniejszej twórczości).

Nowa Fantastyka