- Opowiadanie: Hicmade - Bum

Bum

To moje pierwsze, krótkie opowiadanie – ogromnie jestem ciekaw czy cokolwiek potrafię napisać z sensem, tak więc czekam na Wasze opinie :-)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy V

Oceny

Bum

BUM! Zdążył poczuć niespodziewaną obecność adrenaliny rozlanej po całym ciele kiedy kątem oka dostrzegł zbliżającą się ciężarówkę, a potem przez ułamek sekundy uderzenie ściskające mu naraz wszystkie narządy do dwóch wymiarów… I nagle błogość. Żadnej adrenaliny, żadnego bólu, żadnych narządów. Ciężarówka była tak bardzo realna jeszcze przed chwilą, ale jak mogłaby być prawdziwa skoro nigdzie jej nie ma. Zmysły zaczynały pracować ociężale i jeden po drugim. Jak gdyby ktoś włączał sekwencyjnie dopiero rozgrzewające się obwody większej maszynerii. Spoglądał w ciemność, i usłyszał głuchy hałas. Poczuł nagłe zimno i uderzenie oślepiającego światła. Zacisnął oczy i… usłyszał czyjś płacz. Płacz nowo narodzonego dziecka. Swój płacz.

Oglądał swoje życie od początku do końca jak gdyby to była projekcja filmu w trójwymiarowych okularach z dodatkowymi efektami. Czuł ciepło, zimno, ból, gorycz, strach, szczęście. Wszystko z dowolnej perspektywy. Choć oglądał każdą swoją sekundę, cały niezwykły film również trwał sekundę. Jak gdyby wyciągnął całą taśmę ze szpuli by spojrzeć na wszystkie klatki równocześnie. Widział siebie idącego do szkoły i ten konkretny raz kiedy dostał w nos od klasowego osiłka za to że miał odstające uszy. Ten drobny incydent jakoś zapadł mu w pamięci na całe życie. Oglądał, kiedy poszedł na studia i zawalił semestr z winy zawziętego profesora. Oglądał siebie kiedy przechodził załamanie, a jego najlepszym kompanem został kieliszek. Zawsze go wysłuchiwał. Oglądał kiedy zakochał się w dziewczynie na wakacjach i wziął z nią ślub. Kiedy byli zmuszeni przeprowadzić się do rodziców z powodów finansowych podczas wielkiego kryzysu i kiedy odbili się od dna gdy całkiem niespodziewanie dostał propozycję partnerstwa w firmie. Kiedy urodziło im się trzecie dziecko i kiedy pierwsze opuściło gniazdo. Kiedy trzymał w ramionach pierwszego wnuka. I kiedy zamyślony wszedł na ulicę. BUM!

Ogarnęła go ciemność, lecz nie taka która wynika z braku światła, a taka która wynika z braku umiejętności patrzenia. Powoli zaczął dostrzegać swoje otoczenie, ale już nie oczami a całym sobą, swoją jaźnią. Zaczął się rozglądać żeby określić gdzie jest dół, mając nadzieję że zobaczy swoje ręce, swoje ciało. Okazało się że nie potrafi zlokalizować ani góry, ani dołu a lewa strona była równocześnie prawą i na odwrót. Całą geometrię szlag trafił. Na dodatek nie udawało mu się nawet rozglądanie, bo tak właściwie widział całe otoczenie naraz. A tym otoczeniem były gwiazdy, galaktyki, mgławice, odległe i bliskie, widział wszystkie zarówno z wewnątrz jak i z oddali, krążące, zastygłe, bardzo stare, zupełnie nowe i ta ogromna twarz wpatrująca się w niego…

– Kurwa! Co to jest?! – zakrzyknął, i był tego pewien że zakrzyknął choć wcale tego nie usłyszał.

– Jesteś u źródła – powiedziała twarz. Nie potrafił określić jak ona właściwie wyglądała. Ani czy jest męska ani czy żeńska, jakie ma oczy, usta. Wydawało mu się że widzi w niej każdego człowieka którego kiedykolwiek w swoim życiu spotkał. Jakby komórka macierzysta wśród twarzy, zdolna do przybrania dowolnych możliwych rysów. Jedyne co mógł o niej powiedzieć, to to że była ogromna. Przeogromna, przytłaczająca. Tak jak czuł niewyobrażalną wielkość otaczających go galaktyk tak były one niczym w porównaniu do potęgi i majestatu tej twarzy. A głos z niej wydobywający się zdawał się przemawiać do każdego atomu jego ciała z osobna i naraz – choć tego ciała zlokalizować nie potrafił. Sam głos poprzez swoją potęgę zdawał się być zdolny też do rozkazywania temu każdemu pojedynczemu atomowi jego istoty. Nawet zdolny rozkazać im rozejść się.

– Nie żyję. – Miał zamiar zapytać, ale gdy skończył zdanie zauważył że mimowolnie wyszło mu stwierdzenie. Jak gdyby coś zmusiło go do postawienia na końcu kropki zamiast pytajnika, tym samym udzielając odpowiedzi na niewypowiedziane pytanie.

– Technicznie rzecz biorąc. – odpowiedziała twarz.

– Jesteś bogiem? – zapytał.

– Mogę być. – odpowiedziała.

– Jak… Jak to możesz być? No chyba jesteś albo nie…?

– Jestem wszechmogący, więc mogę być i bogiem.

Chciał spojrzeć na twarz z ukosa, ale mu się nie udało z powodu braku geometrii.

– Byłem szczęśliwy – odpowiedział z wyrzutem i rezygnacją – może trochę styrany, ale szczęśliwy. Czemu mi to zrobiłeś?

– Sam sobie to zrobiłeś.

– A opatrzność? Nie mogłeś posłać jakiegoś anioła żeby mnie uratował? Nie byłem złym człowiekiem.

– Byłeś. Ale nie w tym rzecz. Sam sobie to zrobiłeś.

– Jak to? Przecież… Nie! Nie byłem złym człowiekiem! – Ogarnęła go irytacja wynikająca z podświadomego poczucia niesprawiedliwości. Nagle zaczął się zastanawiać czy to nie jest rozmowa pożegnalna przed pójściem do piekła. – Przecież ja wszystko robiłem… Kochałem i w ogóle. Zaraz, chodzi o masturbację? Do kościoła nie chodziłem często ale czy naprawdę zależy Ci na tym? – “A może to tylko czyściec?” – Pomyślał z nadzieją.

– Adamie…

– Czekaj, czekaj. Ten epizod z alkoholem i imprezami? Trochę panienek było… Ale ogarnąłem się. Kto by się nie załamał jak mu życie kłody pod nogi rzucało? Wyszedłem z tego. Nie miałem tak lekko jak ci wszyscy nafciarze czy inni panicze. Musisz przyznać, że inni mieli łatwiej, to i sobie mogli nie zbłądzić! Dobry dom od urodzenia, prywatne szkoły i tak dalej. Ja tego nie miałem. Ale wyszedłem na prostą!

– A tak. Dobra robota… Proszę bardzo: łatwiej.

BUM! Grunt zbliżył się stanowczo za szybko, żeby dało się wstać i otrzepać. Błogość. Żadnej adrenaliny, żadnego bólu, żadnych narządów. Żadnego gruntu. Ciemno i ciepło, a zaraz potem jasno i zimno. Oglądał film. Oglądał jak rodzice położyli go pierwszy raz w mięciutkim kojcu. Oglądał jak doprowadzał prywatnych nauczycieli do szału, gdyż wolał jeździć konno i grać w polo niż uczyć się geometrii. Oglądał ceremonię wręczenia dyplomów najbardziej prestiżowej uczelni w kraju. Dyplom wręczał mu jego ulubiony wujek Mortimer. Rektor. Oglądał jak był przesłuchiwany przez detektywów kiedy jedna z imprez skończyła się śmiercią pewnego naćpanego chłopaka. Oglądał jak jego łóżko co tydzień gościło nowe osoby, czasami po kilka naraz. Apartament był duży. Oglądał siebie, wrzeszczącego na rodziców którzy przyszli z nim porozmawiać. Na zalaną łzami matkę i bladego ze smutku i niedowierzania ojca. Oglądał, kiedy odsuwano go od kierownictwa w firmie ojca a na jego miejscu umieścili jakiegoś uszatego bankruta. Oglądał siebie jak rozbijał kolejne auto pod wpływem alkoholu i środków których nazwy i pochodzenia nawet nie znał. Oglądał siebie jak stał w ciemnej alejce nad zakrwawionym facetem któremu rozbił na głowie butelkę ponieważ tak mu kazał jego odurzony umysł. Oglądał siebie kiedy w ręku trzymał ostatnią działkę jaką miał sobie wstrzyknąć w życiu i ostatni powiew wiatru na twarzy. Oglądał świat z czternastego piętra. I to wszystko w ciągu sekundy. BUM!

– Nie żyję.

– Technicznie rzecz biorąc.

– Jesteś bogiem? Nie… możesz być bogiem! Chwila, byłem tu już! – Nagle ogarnęło go zakłopotanie. Pamiętał swoje życie zakończone nagłym współdzieleniem przestrzeni z ciężarówką… I to życie z chodnikiem na końcu… Oba były tak samo jego choć w każdym z nich był kimś zupełnie innym. Czuł to. Czuł się w takim samym stopniu ojcem trójki dzieci jak i zagubionym trzydziestoletnim ćpunem. Oba życia były jego, oba pamiętał z tą samą szczegółowością.

– Reinkarnacja… To reinkarnacja prawda? To że byłem wtedy… i wtedy byłem tym… – Urwał. – Czekaj, czekaj. Czyli hindusi mieli rację?

– Nie w tym rzecz. Miałeś łatwiej teraz? – zapytała twarz bez cienia emocji.

– Nie, nie, nie. Nie rób mi tego. Wiem, w czepku urodzony i gorącej wodzie kąpany. Wiem, tak bardzo tego nie doceniłem. Wiem, jak bardzo to schrzaniłem, wszystko podane na tacy, wszystkie te pokusy! Wszystko w zasięgu ręki! To czysto ludzkie tak silnej pokusie ulec! Każdy asceta by w to wszedł! Toż to sam Szatan mi wstrzykiwał szczęście i podrzucał do łóżka te no… ich wszystkich! To nie fair!

– Szatan?

– Sam Szatan!  Daj mi szansę, bez tego całego kuszenia! Daj mi uczciwą szansę, żyć życiem prostym a pokażę, że jestem dobry!

– A tak, Szatan. Nie w tym rzecz. Proste życie więc…

BUM!

Parzył pochylony w dół na swoje buty pokryte wymiocinami kiedy tępy ból potylicy pojawił się znikąd i zaczął słabnąć aż nastała błogość. Żadnego bólu, a po chwili oślepiające światło i zimno. W przyśpieszonym tempie przeżywał swoje dzieciństwo i pierwszy dzień w szkole. Potem liceum i pierwszą pracę. A także wyjątkowo wyraźnie pierwszy, pechowy dzień w pracy kiedy śmiertelnie potrącił jakiegoś faceta. Choć nie była to jego wina, sumienie domagało się potężnej ilości alkoholu. Kiedy sumienie dostało swoją działkę, żołądek zaczął domagać się opróżnienia. Wtedy to naćpany mężczyzna z butelką w ręku spostrzegł go w ciemnej alejce bełkoczącego do swoich butów… BUM!

– Nie żyję… Żyłem… Już kilka razy? Pamiętam siebie… Potrąciłem tego faceta… To byłem ja! Cholera zabiłem się, ciężarówką… A potem ktoś mnie napadł. – Spojrzał na majestatyczną wielką twarz która mogła być bogiem – Napadłem tego faceta. Napadłem siebie.

– No tak… Też…

– Żyłem już trzy razy? Czy będę jeszcze żył…? Więcej razy?

– Żyłeś więcej niż trzy razy. Nie w tym rzecz czy będziesz jeszcze żył.

– Jak to żyłem więcej niż trzy razy… ile razy żyłem?

– Żyłeś wszystkie razy. Pamiętasz te trzy konkretne życia na potrzeby tej rozmowy.

– Jak to żyłem wszystkie razy? – Gdyby mógł zblednąć, stałby się albinosem. – To znaczy, że wykorzystałem już moje szanse… i teraz… i teraz co? Będziesz mnie sądził? A które moje życie… eee… wcielenie było tym ostatnim?

– Nie w tym rzecz. Żadne z nich nie było pierwsze. Żadne z nich nie było ostatnie. Czas jest iluzją właściwą dla ograniczonego postrzegania wymiarowego. Czyli teraz dla ciebie pamiętającego tylko trzy życia zamiast wszystkich.

– A co z moimi pozostałymi życiami? I co to znaczy że żyłem wszystkie życia? – Nieprawdopodobna myśl zakiełkowała w jego obecnym odpowiedniku głowy. – A gdzie są inni zmarli? Ojciec? Dziadek, babcia?

– W tym rzecz. Ty jesteś wszystkimi zmarłymi.

– Jak to… wszystkimi…

– Jesteś jedyną istniejącą duszą. Stworzyłem ciebie i umieściłem w tej przestrzeni wielokrotnie we wszystkich miejscach i czasach. Żyłeś życiem każdej ludzkiej istoty na Ziemi. Byłeś nieśmiałym chłopcem z odstającymi uszami i klasowym osiłkiem gnębiącym kolegów. Byłeś każdym świętym i każdym oprawcą. Byłeś każdym zabójcą i każdą jego ofiarą. Każdą krzywdę jaką komuś wyrządziłeś, także uświadczyłeś. Aha, piekło nie istnieje. Wymyśliłeś je sam. Jak i wiele innych rzeczy…

– … a potem krzywdziłem, torturowałem i zabijałem samego siebie milion razy w imię tego… co wymyśliłem będąc innym życiem… Co to za chora groteska? Co to za gra? – Wzburzenie mieszało mu się z przerażeniem.

– Właśnie rozmawiam z tobą, żeby ustalić co tam się wydarzyło. Jestem w twoim postrzeganiu wszechmocny gdyż mogę stworzyć wszystko co jest tobą i twoim otoczeniem, a także obrócić to w niebyt. Ale nie jestem wszechwiedzący. Moją intencją było umieścić cię w przestrzeni wielokrotnie we wszystkich miejscach abyś mógł się cieszyć Ziemią. Ciepły wiatr który stworzyłem jest przyjemny, zieleń ogrodów którą stworzyłem jest przyjemna, promienie słońca które stworzyłem są przyjemne – wiem, że wszystko to spełniło swoją rolę bezbłędnie, bo każde twoje życie z osobna to doceniało. Tak miało być. Jednak wszystkie twoje życia razem wzięte w ogólnym rozrachunku próbowały się zniszczyć i zagarnąć wszystkie dobra. Wzniecały wojny i prowadziły same siebie na śmierć. Adamie… co tam się stało?

***

 

 

 

Koniec

Komentarze

Hicmade, ponad jedenaście tysięcy znaków to już opowiadanie, nie szort.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uuu, już poprawione ;-)

Dzięki.

Follow your dreams

OK. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Początek słabo wciąga – takich opowieści i takich filmów już było mrowie a mrowie. Dopiero w końcówce pojawia się nowy element, on mi się spodobał. Bardzo fajny pomysł.

Z wykonaniem tak sobie. Zapis dialogów do remontu, interpunkcja mocno kuleje, błędy typowe dla początkujących, czasami jakaś nieporadna konstrukcja. Ogólnie, styl jeszcze niewyrobiony.

uderzenie ściskające mu na raz wszystkie narządy do dwóch wymiarów…

Naraz.

– Właśnie rozmawiam z Tobą po to żeby to ustalić co tam się wydarzyło.

W dialogach ty, twój, pan itp. piszemy małą literą. W listach dużą. No, można zrobić wyjątek dla Boga, ale raczej nie dla Boga rozmawiającego ze śmiertelnikiem. BTW, przecinki po “to” (a właściwie “po to” można spokojnie wywalić, bo nic nie wnosi, ale przecinek i tak powinien tam być) i “ustalić”.

Babska logika rządzi!

A mnie się spodobało. Solipsyzm do entej potęgi ;)

Jedna uwaga, hmmm teozoficzna? Bóg, który czegoś sam z siebie nie wie, NIE JEST Bogiem.

Byłby numer, gdyby to nie Bóg był, a ponownie główny Bohater… Prowadzący jakieś swoje eksperymenta społeczno-psychologiczne niczym Trurl z Klapaucjuszem na cyfraniach…

Przeczytałam bez przykrości, ale i bez satysfakcji. Opisujesz sprawy poruszane po wielokroć i, poza końcówką, nie znalazłam tu nic szczególnie nowego ani zaskakującego.

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

 

Hicmade, jak zwracać się do Ciebie? W przedmowie piszesz jak mężczyzna, ale w profilu jest zaznaczone, że jesteś kobietą…

 

tak wła­ści­wie wi­dział całe oto­cze­nie na raz. – …tak wła­ści­wie wi­dział całe oto­cze­nie naraz.

 

– Je­steś u źró­dła. – po­wie­dzia­ła twarz. –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

po­wie­dzia­ła twarz. Nie po­tra­fił okre­ślić jak wy­glą­da­ła ta twarz. Ani czy jest to męska twarz ani czy żeń­ska, jakie ma oczy, usta. Wy­da­wa­ło mu się że widzi w tej twa­rzy każ­de­go czło­wie­ka ja­kie­go kie­dy­kol­wiek w swoim życiu spo­tkał. Jak ko­mór­ka ma­cie­rzy­sta wśród twa­rzy, zdol­na do przy­bra­nia do­wol­nych moż­li­wych rysów. Je­dy­ne co mógł po­wie­dzieć o twa­rzy, to to że była ogrom­na. Prze­ogrom­na, przy­tła­cza­ją­ca. Tak jak czuł nie­wy­obra­żal­ną wiel­kość ota­cza­ją­cych go ga­lak­tyk tak były one ni­czym w po­rów­na­niu do po­tę­gi i ma­je­sta­tu tej twa­rzy. –> Powtórzenia.

 

prze­ma­wiać do każ­de­go atomu jego ciała z osob­na na raz… –> …prze­ma­wiać do każ­de­go atomu jego ciała z osob­na i naraz

 

Oglą­dał jak jego łóżko co ty­dzień go­ści­ło nowe osoby, cza­sa­mi po kilka na raz. –> …cza­sa­mi po kilka naraz.

 

Czuł się w takim samym stop­niu mężem i ojcem trój­ki dzie­ci… –> Zdanie sugeruje, że dla dzieci był mężem i ojcem.

 

Czyli teraz dla Cie­bie pa­mię­ta­ją­ce­go…–> Czyli teraz dla cie­bie pa­mię­ta­ją­ce­go

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się w opowiadaniu kilkakrotnie.

 

– A co z moimi po­zo­sta­ły­mi ży­cia­mi? I co to zna­czy że żyłem wszyst­kie życia? –> Życie nie ma liczby mnogiej.

Proponuję: – A co z moimi po­zo­sta­ły­mi ży­wotami? I co to zna­czy że żyłem wielokrotnie?

 

-… a potem krzyw­dzi­łem, tor­tu­ro­wa­łem… –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak u Finkli – początek i środek to standard jakich wiele. Ale końcówka zaskakuje na bardzo mocny plus.

Wykonanie chrzęści, toteż chwytaj przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@rybak Dzięki za nowe słówko w moim słowniku;) Solipsyzm…

@regulatorzy Już poprawiłem w profilu: mężczyzna:)

Wypowiedź bohatera: "A co z moimi pozostałymi życiami? I co to znaczy że żyłem wszystkie życia?" jest celowo bardzo potoczna.

 

Dzięki wszystkim za pomoc i cierpliwe wypunktowanie błędów. Poprawiona wersja wrzucona.

Follow your dreams

OK, Hicmade, rozumiem. I cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kiedy zaczęłam lekturę, pomyślałam: co to za wysyp opowiadań o drugich szansach i sądach ostatecznych? Początek był mocno sztampowy, a że wykonanie, zwłaszcza interpunkcja, mocno szwankuje, to omal nie porzuciłam lektury. Ale zdołałeś mnie zaintrygować drugim BUM i zgadzam się z przedpiścami – twist na końcu i pomysł wielce zacny. Byłoby super, gdybyś jednak bardziej poprawił, a następnie podszlifował formę, żeby czytanie nie było męczarnią (dotychczasowe poprawki niewiele dały, mnóstwa przecinków brakuje, stylistycznie też to i owo zgrzyta) – jeśli to zrobisz, masz u mnie klika do biblioteki.

 

Przykład złej gramatyko-stylistyki: “Oglądał, kiedy poszedł“ – oglądać mógł chwilę, kiedy poszedł, ale nie samo kiedy poszedł. Lub “oglądał, jak idzie”, dwukrotny czas przeszły akurat w polszczyźnie nie jest konieczny.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Chyba nie będę zbyt odkrywczy, bo przyłączę się do większości czytających – początek wypadł zdecydowanie nudno, za to końcówka była naprawdę fajna. Cały wstęp trzeba by mocno okroić albo czymś zastąpić, bo w miarę ciekawie zaczyna robić się dopiero około połowy tekstu, a to trochę słabo. Ale zakończenie ładnie nadrabia. Zastanawia mnie tylko ten “humor” w tagach.

Rzeczywiście finał w pewien sposób rekompensuje nudnawy wstęp i pierwsze wrażenie. A jest to pierwsze wrażenie typu "zieew!". Facet umiera i staje przed obliczem jakiejś wyższej istoty. Ogląda swoje życie. Gdy szuka wymówek, bóg-niebóg daje mu przeżyć (przejrzeć) życie w cudzej skórze, zieew.

A jednak nie. Bo właśnie w tym momencie autor pozytywnie zaskakuje czytelnika swoją ideą, właściwym pomysłem na opowiadanie. Podpowiedzią jest imię bohatera. Adam. Adam jest każdym z nas (nie pytam, gdzie podziała się Ewa), jedną duszą, która równolegle, równocześnie, przeżywa wszystkie ludzkie żywota w historii ludzkości. I przeżywa je na różne sposoby, czasem jako kat, czasem ofiara. Przeżywa tworząc ogólny, niekorzystny obraz człowieczeństwa.

Pomysł zacny. Warto takie pomysły dopieścić i ubrać w atrakcyjniejszą formę. Bez tego wyświechtanego wstępu, nudnych (chociaż błędnych) skojarzeń u czytelnika itd.

Mając dobry pomysł warto też zadbać o stronę techniczną tekstu, interpunkcję itd. Ja podczas lektury wielokrotnie potknąłem się na nieudanych konstrukcjach, sztucznych i udziwnionych zwrotach, wyrażeniach, opisach. Zgrzytało ostro.

Takie teksty się tutaj betuje, kolego Hicmade. Bo zadatki i pomysły masz dobrze rokujące.

 

edit. Ale tytuł to wymyśliłeś z d..y całkiem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hicmade, ponieważ wprowadziłeś poprawki Reg, mogę kliknąć bibliotekę na zachętę. Ale zrób coś z tym “oglądał, kiedy”, o którym pisałam, bo nadal straszy…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nawet ciekawie się to zaczęło, ale drugi (długaśny i nudnawy) fragment mnie zniechęcił. Streszczenie życia wyszło jakieś takie… suche, nijakie. Przynajmniej dla mnie. Za dużo wyliczanek z "kiedy" – mógłbyś to o wiele lepiej i zgrabniej opisać. Fragment zawiera równorzędne wspomnienia (na poziomie emocjonalnym) i przełknąłbym te n-te powtórzenia, gdyby to jakoś rosło, wzbudzało coraz mocniejsze skojarzenia, aż do finału – pojawienia się "Wszechtwarzy".

 

– Technicznie rzecz biorąc. – odpowiedziała twarz.

Nijak nie pasuje mi to do całości narracji. Tak odpowiada projektant do kierownika budowy.

 

Przecież ja wszystko robiłem… Kochałem i w ogóle. Zaraz, chodzi o masturbację? Do kościoła nie chodziłem często ale czy naprawdę zależy Ci na tym?

Stać Cię na lepszą ironię. Generalnie, to bohater wybitnie irytował mnie swoim sposobem wypowiedzi.

 

Ciekawe zakończnie. Ja podejrzewałem, że wszechistota sama siebie zamknęła w tej pętli, próbując poznać sens życia, albo chociaż czegoś się nauczyć. (Skojarzenie mam pewnie z opowiadań, którze przeczytałem w przeszłości). Poczatek jednak, ba – więcej jak połowa tekstu, jest kolejną wariacją powtarzanych i przerabianych ciągle idei. Wróc kiedyś do tego pomysłu, napisz to od nowa, daj na betę – bo da się z tego ulepić o wiele, wiele więcej. Zdecydowanie.

Dzięki wszystkim za komentarze i przydatne wskazówki. Pomagają mi przyjrzeć się opowiadaniu z innej perspektywy. Generalnie, zastanowię się jeszcze jak mógłbym przebudować te fragmenty przeżywania wcieleń by były bardziej estetycznie opisane. Aczkolwiek, w pełni świadomie chciałem przez nie "przebrnąć na szybko", gdyż jak wszyscy zauważyli ten akurat aspekt opowiadania jest dość oklepany :-) Nie chciałem tego rozwlekać – no i najwyraźniej przesadziłem…

 

PS Sposób wypowiedzi bohatera jest celowo potoczny, prosty czy też nawet irytujący dla niektórych. Miałem nadzieję uzyskać w ten sposób większe wrażenie dysproporcji pomiędzy intelektem "wszechtwarzy" a bohatera.

Follow your dreams

Pomysł mi się podoba, wykonanie zgrzyta – interpunkcja, dziwne, pokręcone zdania, no, nie czyta się dobrze.

Nowa Fantastyka