- Opowiadanie: Ferrus - Arka - Sarkofag

Arka - Sarkofag

Pierwsze publikowane przeze mnie opowiadanie. Byłbym wdzięczny za ogólną ocenę jakości pracy i wszelkie uwagi, ponieważ w przeciwnym wypadku nigdy nie poprawię swojego warsztatu. 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Arka - Sarkofag

Cisza. Przełączył palcem dźwigienkę, uruchamiając zasilanie, drugiej radiostacji. Wcisnął szybkim ruchem wyjściówkę kabla od słuchawek w gniazdko. Nic. Przeklęta cisza. Zaklął pod nosem. Palce wylądowały na pokrętle umiejętnie przeczesując częstotliwości. Znowu to samo. Ten sam pusty szum. Musieli wypłynąć poza zasięg radiowy. Nie wiedział jak to możliwe, ale dobrze zdawał sobie sprawę, że nic innego nie wchodziło w grę. Rozwinął do końca kabel, nastawił kanał awaryjny i wychylił się przez drzwi kajuty.

– Wania! – Odczekał chwilę. Nikt się nie zbliżał. – Wania! – Dalej nic. – Łącznościowiec Iwan Czernienko do radiostacji! Szybko! – Na próżno nasłuchiwał kroków.

– Czego się tak drzecie, Siergiej? – zawołał jeden z oficerów. 

– Kostia, idź po tego barana. Polazł gdzieś, a jest mi potrzebny – powiedziawszy ściągnął usta i zabębnił niecierpliwie palcami o framugę drzwi w krótkim oczekiwaniu na odpowiedź.

– Idę. Znajdę durnia – Odwrócił się po kilku krokach. – Tak szybko jak się da – dodał zdenerwowany.

Siergiej Aleksiejewicz Korobkow jeszcze przed rozpoczęciem rejsu miał złe przeczucia. Początkowo nie mógł wiedzieć dlaczego. Gdy półtora tygodnia temu przekroczył trap, powrócił dawny, charakterystyczny uścisk w żołądku. Ten sam, który zwiastował awarię głowic na K-246. Zrozumiał, że w trakcie obecnej misji coś się wydarzy, podobnie jak dawniej. Miał nadzieję, ze tym razem ładunki pozostaną nienaruszone. Nigdy nie wierzył w Boga, lecz mimo woli prosił go o wsparcie.

Nasłuchiwał dalej kanałów na dwie radiostacje. Nikt „na blisko” ani „na daleko” się nie odzywał. Kanał awaryjny również stale milczał. Męczyła go jedna kwestia. Od jakiego czasu panowała absolutna cisza w eterze. Było to planowane działanie? Wątpił, ale jeśli tak to, dlaczego kapitan ani Wania nic mu na ten temat nie przekazali? Jakim cudem, pomimo wszelkich procedur zaistniała taka sytuacja? Pytania kłębiły się w głowie. Bał się podjąć decyzję. Wiedział, że jeśli uczyni tak, jak doradzała mu intuicja, zostanie oskarżony o zdradę. Nasłuchiwanie częstotliwości imperialistycznych reżimów było zabronione bez zgody kapitana statku.

Z zamyślenia wyrwał go brutalnie zastępca, który wpadł zdyszany do kabiny. Ledwo wysapał wytłumaczenie, którego i tak Siergiej nie słuchał. Podał mu słuchawki, przełączał spokojnie po kolei, zostając chwilę na każdym. Wania patrzył zdziwiony. Również nic nie rozumiał. Jeszcze na poprzedniej zmianie otrzymywali normalne meldunki. Sam przecież zanosił kapitanowi rozkazy z dowództwa. Siergiej zostawił go na chwilę. Wstał i otworzył szafki przeglądając instalację. Długo przyglądał się przewodom. Spojrzał na Wanię.

– Wszystko zgadza się ze schematem – powiedział rozkładając ręce młodszy marynarz. – Nie widać żadnych uszkodzeń.

– Zostań przy radiu i nasłuchuj. Idę do Garbiejewa – zaordynował Siergiej.

Nogi trzęsły mu się jak po pierwszym biegu w pełnym oporządzeniu w szkole marynarki wojennej. Tak samo jak wtedy, gdy wynosił poparzonych towarzyszy z pożaru w przedziale reaktora. Przystanął. Pokład zakołysał się na boki. Instynktownie złapał za najbliższy uchwyt. Rozmieszczano je co kilka metrów, chyba właśnie na takie wypadki. Tym razem dobiegł go niepokojący dźwięk, a podłoga zdawała się rzucać pod stopami, byleby tylko pozbyć się z siebie ciężaru. Korytarz rozmazywał się, migał, dźwięk obijanego metalu mieszał się z alarmem i komunikatami. Świat zamarł. Razem ze statkiem trząsł się Korobkow. Usiłował chronić głowę pomiędzy barkami, ale kilka razy, zamiast trafić w biceps, uderzył głową w ścianę. Czuł się jak szmaciana lalka. Podobnie jak wtedy kiedy po szkoleniu spili się niemalże do nieprzytomności z kolegami i rzucali się na fale przybijające do plaży. Czuł, że miota nim na wszystkie strony, ale po pierwszych uderzeniach nie czuł już bólu. Zwykłe otępienie. Potem naszły go nudności jak po przyjęciu zbyt dużej dawki promieniowania. Wtedy wstrząsy zaczęły słabnąć. Pokład uspokajał się aż wreszcie okręt odzyskał pierwotną, zakładaną stabilność. Powróciło zwyczajne oświetlenie. Przemknęło mu przez myśl, że to wszystko. Jednak samopoczucie nie chciało się poprawić. Nudności były tym razem inne… Nie zniknęły. Utrzymywały się…

Zawrócił w trakcie drogi. Musiał sprawdzić, czy radiostacja jest sprawna. Wania leżał z rozbitą głową na podłodze. Podłoga błyszczała od świeżej krwi. Z duszą na ramieniu sprawdził, czy chłopak jeszcze żyje. Odetchnął z ulgą i nie wiedząc dlaczego, przeżegnał się. Podniósł go. Przycisnął chustkę do ciemienia i zawołał sanitariuszy, żeby się nim zajęli. Pobieżnie sprawdził sprzęt, szukając uszkodzeń, ale na szczęście był całkowicie sprawny. Rzucił się ku przedziałowi dowodzenia. Szedł pospiesznym krokiem, a tam gdzie było to możliwe truchtał uważając aby nikomu nie przeszkadzać i na nikogo nie wpaść. Musiał jak najszybciej zameldować kapitanowi.

Sprawnie przemieszczał się pomiędzy przedziałami. Z ulgą po pobieżnych oględzinach zauważył, że na ogół, jego kolegom nic się nie stało. Większość niegroźnie się poobijała, podczas wstrząsów, jakich doznali w zanurzeniu. Również wyposażenie nie wyglądało na zniszczone. Znacznie się uspokoił. Obawiał się najgorszego, ale nic nie wskazywało na uszkodzenie reaktora czy ładunku jaki transportowali. W przeciwnym wypadku spotkałby już dawno na swojej drodze, biegnących w skafandrach marynarzy i usłyszałby skrzyp zamykanych grodzi.

W przedziale dowodzenia dyskutowali ze sobą oficerowie. Kapitan, zastępca, dwóch poruczników niewiadomej mu specjalizacji prowadzili wyraźnie odrębną dyskusję przerywaną przez meldunki przybywających marynarzy.

– …nie wiemy, czy… – kontynuował zastępca.

– Wiemy chociaż tyle, że reaktor pozostał nietknięty – przerwał rozdrażniony dowódca, kapitan pierwszej rangi. – Wszystko pozostałe to błahostki. Silniki zostały całe. W gruncie rzeczy jedyne o co się powinniśmy martwić to łączność.

– Nie byłbym taki pewny kapitanie Holzberg – wtrącił ostro jeden z nieznanych Siergiejowi oficerów. Ten był wyraźnie żywszy od swojego towarzysza. – Wstrząsy były silne…

– Równie dobrze mogłoby je wywołać trzęsienie ziemi lub wulkan. Uderzyła w nas fala wodna – wtrącił się poirytowany jałową dyskusją Mikow kapitan drugiej rangi i zastępca Holzberga. – Wysłuchajcie Siergieja, bo stoi i czeka – zakończył wskazując na stojącego nieśmiało łącznościowca. Czuć było pełną napięcia ciszę w oczekiwaniu na wieści.

– „Pacyfik” w eterze – powiedział, a przełknąwszy ślinę dodał. – Żadna nie łapie. „Bliska”, „dalsza” i „awaryjna”. Na każdej częstotliwości Pacyfik. Sprawdziliśmy instalację i przewody.

– Zatem wypłynęliśmy z ich zasięgu… – zamyślił się Konstantin Nikołajewicz Holzberg. – Musimy złapać łączność. Znam wasze zdanie – uprzedził zbierającego się do protestu oficera. – Działamy zgodnie z procedurami. Żaden sygnał do nas nie dotarł. Wynurzamy się. – zwróciwszy się do Mikowa powiedział niemalże czule. – Pietia podaj współrzędne Siergiejowi. Będą ustawiać „satelitarną”.

We wszystkich grodziach zadudniły komunikaty ostrzegawcze o wynurzeniu awaryjnym. Widok okrętu podwodnego wyskakującego z wody, niczym rekin na filmach grozy, które ostatnimi czasy stały się modne w Związku Sowieckim, tym razem miał też w sobie ukryty mrok. Siergiejowi przebiegła myśl, że wyskoczyli ku światu, którego już nie ma, lecz odrzucił głupie skojarzenie. Niepotrzebnie czytywał ostatnio katastrofistów. Pewnie jak zwykle zawiodły nadajniki. Jeszcze kilka minut i nadadzą sygnał, po którym nadejdzie uspokajająca odpowiedź z satelity. Dowiedzą się, że znowu doszło do jakiejś awarii i wszystkie okręty mają zawrócić lub operować na wynurzeniu w celu utrzymania komunikacji.

Idąc na mostek zabrał ze sobą już obandażowanego Iwana. Przełączyli wszystko jak trzeba, więc pozostało tylko operować na głównej radiostacji znajdującej się w przedziale dowodzenia. Usiadł. Położywszy notes, wyciągnął ołówek i przygotowawszy się do pisania z duszą na ramieniu przełączył dźwigienkę. Nadał wiadomość i czekał… Zamarł, gdy nadeszła odpowiedź. Opadł na oparcie krzesła. Był jak odurzony. Jakby ktoś go znieczulił. Nie reagował na głosy, czy dotyk. Wania ściągnął mu z uszu słuchawki i sam zastygł. Zaklął. Holzberg i Mikow również czekali. Normalnie powinni domagać się jak najszybszego meldunku, lecz milczeli jak zaklęci. Panowała dziwna atmosfera, jakby cały statek zastygł w oczekiwaniu lub ktoś wstrzymał seans w kinie, a przecież mijały minuty. Wreszcie Korobkow naskrobał coś na kartce, klepnął Iwana i gestem nakazał przekazanie go dowódcy.

– Informacja zwrotna z satelity – podawszy kartkę z notesu kontynuował, chcąc się wytłumaczyć. – Żaden ze znanych mi sygnałów. Może pan kapitan będzie wiedzieć.

Konstantin stał ze wzrokiem wlepionym w kartkę. Usta układały się w ślad za bezgłośnie czytanym tekstem. Podniósł głowę. Przypominał posąg żołnierza, który zamarł w oczekiwaniu na nigdy nie przybyłe posiłki. Niczym dżuma rozlewał się po obecnych paraliż. Aż z palców upadła na ziemię kartka z numerkiem „815”. Siergiej blady ze strachu i nudności wzywał jak w amoku wszystkich znanych mu bogów wkładając pomiędzy ich imiona zwyczajne: „ Zaczęło się.”

– Kapitanie. Przejmuję dowodzenie – oświadczył niemalże uroczystym tonem jeden z tych nieznanych nikomu oficerów. Zdawało się jakby napawał się wymawiając te słowa.

– W żadnym wypadku towarzyszu Paniejew – wyprowadził go z błędu dowódca. – Mamy rozkazy prosto z centrali. Admirałowie wyraźnie wskazali procedury do wykonania.

– Jesteście towarzyszu w jak największym błędzie – poprawił okulary drugi z oficerów politycznych. – Biuro wyraźnie powiedziało, co robić. Towarzysz Paniejew został wyznaczony przez kierownictwo. Posiada asygnatę samego I sekretarza!

– Nie unoście się Ogieniuk – zaczął Pieter, lecz zastygł widząc pistolety wycelowane prosto w ich brzuchy. – Co wy wyprawiacie?!

– Towarzyszu kapitanie Mikow proszę się uspokoić. U nas rządzi partia, a nie marynarka… – tryumfalnie cedził Paniejew. – Jeśli się nie podporządkujecie, zostaniecie rozstrzelani za zdradę ojczyzny i partii – uśmiechał się nie kryjąc satysfakcji z tych słów. Jego wzrok błyszczał tak samo jak pewnemu oficerowi z czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, o którym Holzbergowi opowiadał ojciec. Owy porucznik posłał z radością na rzeź całą przydzieloną mu kompanię ochotników za awans na majora.

Siergiej wstał, chociaż był ciągle otępiały, coś wyrwało go z tego stanu. Próbował skupić myśli, lecz na próżno. Stał i patrzył, a wzrok jego zdawał się przebijać ciała, ściany, statek, nawet toń oceaniczną. Jakby przenikał w niemożliwą do uchwycenia dal. Dopiero lufa Ogieniuka wycelowana prosto pomiędzy oczy sprowadziła go na ziemię. Odzyskał świadomość.

– Nie ma już partii… Nie ma już ojczyzny… Za jaką zdradę chcesz ich zabić? – pytał półprzytomny z powodu wzbierającego w nim gniewu. – Nie ma i nie będzie już nigdy więcej socjalizmu, komunizmu, faszyzmu, imperializmu ani żadnego innego „-izmu” – wokół zapanowała grobowa cisza. Marynarze zgromadzeni patrzyli po sobie specyficznym wzrokiem. Wiedzieli, że to prawda. Historia się skończyła. Tym razem nie zatryumfował żaden system. – Powiedz mi d w takim razie za jaką jebaną zdradę chcesz tutaj kogokolwiek rozstrzelać? Nic nie znaczycie bez bata nad nami. Strzelaj, a gdy skończą ci się naboje zabijemy i ciebie.

Zdawało się, że chłodny ton ostatnich słów Korobkowa zamroził krew w żyłach zebranych. Palce zamarły na spustach. Oczy zmętniały. Wszyscy byli wstrząśnięci. Zwykły łącznościowiec powiedział to, co wszyscy mieli już we własnych głowach, lecz nikt do tej pory nie odważył się dać im upustu. Polityczni opuścili broń, jak wymierający gatunek, który zaprzestaje oporu widząc jego bezcelowość. Wyraźnie poddali się kolei rzeczy. Schowali makarowy do kabur i wraz z nimi oddali się do dyspozycji Holzbergowi. Nadeszły nowe czasy, których nikt nie mógł przewidzieć ani sobie wyobrazić.

– Mikow, przynieście wytyczne dla rozkazu osiemset piętnaście – zaordynował dowódca.

Koniec

Komentarze

W ZSRR żaden BYŁY członek partii nie miał szans na pozostanie na okręcie podwodnym w charakterze oficera. Zapomnij. I druga sprawa: Co to jest awaria głowic?;)

Dziękuję. Faktycznie o takich rzeczach nie mogło być mowy. Oczywisty błąd i głupia wpadka. Przez awarię rozumiem wszelkie uszkodzenia i wady zarówno produkcyjne jak i te nabyte. Zwyczajną wadę zapalnika uznałbym wtedy za awarię głowic. Oczywiście ekspertem nie jestem. ;)

Czy błędy rzeczowe są jedynymi jakie byś wytknął, czy po prostu o pozostałych nie chciałeś już nawet wspominać? :)

Tematycznie nie moja bajka.

Fabularnie – niby wiele się wydarzyło, ale nie znamy kontekstu, możemy się go tylko domyślać. A bez tego trochę trudno przejmować się losami bohaterów.

Wykonanie. Zapis dialogów do remontu. Przecinkologia kuleje. Trochę literówek, czasami dziwny szyk w zdaniu (niekiedy aż do zmiany znaczenia), trafiło się jakieś powtórzenie.

Świat zamarł. Razem ze statkiem trząsł się i on.

No to zamarł czy się trząsł? Są problemy z podmiotem domyślnym. IMO, powinieneś częściej nazywać swojego bohatera po imieniu albo jakiejś innej funkcji.

– Mikow przynieście wytyczne dla rozkazu 815

W dialogach liczby zasadniczo zapisujemy słownie. BTW, przecinek po wołaczu.

Babska logika rządzi!

Przełączył palcem dźwigienkę, uruchamiając zasilanie, drugiej radiostacji

IMO zbędny drugi przecinek.

– Wania! – odczekał chwilę. Nikt się nie zbliżał. – Wania! – dalej nic. – Łącznościowiec Iwan Czernienko do radiostacji! Szybko! – na próżno nasłuchiwał kroków.

Bardzo potrzebujesz tego poradnika, pominę pozostałe podobne błędy.

zawołał jeden z oficerów. Były członek partii. Dopuszczony do służby na statku jako „bezpieczny ideologicznie”.

Pomijając możliwość/niemożliwość takiej sytuacji, o której wspomniał rybak – jakie to ma znaczenie w tekście, i co nas to interesuje? Strzelba, którą umieszczasz na ścianie, powinna potem wypalić, i podobnie jest z opisem bohatera. Rozumiem, że chodzi o pokazanie czytelnikowi czasu, w którym dzieje się akcja, jednak przez coś takiego skupiasz uwagę na konkretnym człowieku (który, zdaje się, nic nie robi ważnego w tym tekście).

Kostia(,) idź po tego barana

Brakujący przecinek.

– Idę. Znajdę durnia – odwrócił się po kilku krokach i dodał zdenerwowany. – Tak szybko jak się da.

Przykładowa wersja: – Idę. Znajdę durnia – Odwrócił się po kilku krokach. – Tak szybko jak się da – dodał zdenerwowany.

Siergiej Aleksiejewicz Korobkow od trzech tygodni miał złe przeczucia. Początkowo nie mógł wiedzieć jeszcze dlaczego. Dopiero półtora tygodnia temu zrozumiał z czym były związane. Dokładnie w momencie przekroczenia trapu powrócił dawny, charakterystyczny uścisk w żołądku. Ten sam, który zwiastował awarię głowic na K-246. Zrozumiał wtedy, jak i teraz, że coś się stanie. Sam nigdy nie wierzył w Boga, lecz teraz mimo woli w myślach prosił go o wsparcie.

“Moment przekroczenia trapu” to “teraz”, czy “półtora tygodnia temu”? Z tekstu wynika, że bardziej to drugie. A co za tym idzie: “wtedy” odnosi się do “półtora tygodnia temu”, czy do “teraz”? Jeśli do “teraz” (oby nie), to przedostatnie zdanie głosi: “Zrozumiał teraz, jak i teraz”. Poza tym słowo “teraz” powtarza się tutaj dwa razy, tak samo jak “tydzień”, a “półtora tygodnia” to jakaś bardzo dziwna jednostka czasowa.

Jeśli tak(,) to dlaczego kapitan ani Wania nic mu na ten temat nie przekazali

Brakujący przecinek.

Wiedział, że jeśli uczyni tak(,) jak doradzała mu intuicja, zostanie oskarżony o zdradę

Tutaj (prawie na pewno) też.

 

Nie analizowałem reszty tekstu pod względem interpunkcyjnym, chcąc poznać fabułę i tak dalej, jeszcze jedna uwaga: 

niczym rekin na filmach grozy

Filmy typu “Szczęki”, a rozumiem, że chodzi o coś takiego, to nie są filmy grozy.

Powiedz mi d w takim

jakaś losowa literka ‘d’

 

Rozumiem, że jest to jakiegoś rodzaju historia alternatywna, a całość tekstu dąży do wygłoszenia “nie będzie żadnych izmów”. Absolutnie nie jest to “fantasy”, jak mówi kategoria (i trochę się zawiodłem z tego powodu, ponieważ przyszedłem tutaj zaciekawiony “fantasy” i “ZSRR” jednocześnie). Zdecydowanie powinieneś poprawić interpunkcję, dużo pisać i czytać, ale tak to, szczerze mówiąc, nie jest najgorzej. Proponowałbym też wystrzegać się oklepanych motywów typu “zaczęło się”.

No cóż. To bardziej scenka niż opowiadanie. Nie znamy kontekstu, bohaterów też nieszczególnie, nie wiemy do końca, co właściwie się stało. Widać, że motyw przewodni to koniec historii. Pomysł interesujący, dlatego możnaby go pociągnąć. 

Technicznie jest kiepsko. Interpunkcja została skrzywdzona, można też doszukać tu też wielu błędów innych rodzajów. 

Jak na debiut, to mogło być gorzej, ale też i lepiej, dlatego jeszcze dużo pracy przed Tobą. Powodzenia! Czekam na kolejne prace i pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Dziękuję za wszystkie rzeczowe komentarze. Rzeczywiście o bohaterach nie ma praktycznie nic. Przecinki i zapis dialogów również wołają o pomstę do nieba. Zabrzmi to źle, zwłaszcza jak na osobę usiłującą coś pisać, ale nie zwracałem uwagi na niektóre wytknięte aspekty, dopóki nie zostały mi one wskazane palcem. Odnośnie kategorii, to wydawało mi się, że “fantastyka” jest odpowiednią przez wzgląd na fantastykę postapokaliptyczną.

Co do samego pomysłu i historii, to jednak myślałem o tym jako o pomyśle na większą rzecz niż opowiadanie, ale nie ma, co się zasłaniać takimi argumentami, ponieważ wyraźnie wrzuciłem to jako opowiadanie.

Najważniejsze, że dostałem listę elementów nad którymi muszę popracować, aby się doskonalić i nie zamierzam jej ignorować. Jeszcze raz dziękuję za ogromną pomoc i celną krytykę.

Odnośnie kategorii, to wydawało mi się, że “fantastyka” jest odpowiednią przez wzgląd na fantastykę postapokaliptyczną.

fantasy to nie jest termin wymienny z fantastyką, a twój tekst stoi jako “fantasy”;)

Zabrzmi to źle, zwłaszcza jak na osobę usiłującą coś pisać, ale nie zwracałem uwagi na niektóre wytknięte aspekty, dopóki nie zostały mi one wskazane palcem.

To brzmi bardzo dobrze, większość ludzi tak ma.

Wrzuć coś jeszcze kiedyś, widać że podchodzisz w miarę poważnie do sprawy, postaram się przeczytać.

Mam wrażenie, że to jest fragment większej opowieści, a nie skończone opowiadanie i tak po prawdzie, to nie bardzo wiem, Ferrusie, co chciałeś opowiedzieć.

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

 

Pod­kład za­ko­ły­sał się na boki. –> Jaki podkład? A może to literówka?

 

pod­ło­ga zda­wa­ła się rzu­cać pod sto­pa­mi by­le­by tylko zrzu­cić z sie­bie cię­żar. – Powtórzenie.

 

Kilka razy za­miast tra­fić w bi­ceps ude­rzył głową w ścia­nę. –> Czy dobrze rozumiem, że powinien uderzać głową w biceps?

 

nie wy­glą­da­ło na uszko­dzo­ne. Znacz­nie się uspo­ko­ił. Oba­wiał się naj­gor­sze­go, ale nic nie wska­zy­wa­ło na uszko­dze­nie re­ak­to­ra… –> Powtórzenie.

 

W prze­ciw­nym wy­pad­ku spo­tkał­by już dawno na swo­jej dro­dze bie­gną­cych w ska­fan­drach ma­ry­na­rzy i skrzyp za­my­ka­nych gro­dzi. –> Czy skrzyp można spotkać, czy raczej usłyszeć?

 

– …nie wiemy, czy… – za­czął za­stęp­ca. –> Wielokropek na początku wypowiedzi każe wnosić, że zastępca nie zaczął, a kontynuował.

 

– Wszyst­ko po­zo­sta­łe to mrzon­ki. –> Czy na pewno tego słowa chciałeś użyć?

Za SJP PWN: mrzonka «pomysł, zamiar niemożliwy do urzeczywistnienia»

 

wska­zu­jąc na sto­ją­ce­go nie­śmia­ło łącz­no­ściow­ca. –> Na czym polega nieśmiałe stanie?

 

Wresz­cie Ko­rob­kow na­skro­bał coś na kart­ce, klep­nął Iwana i ge­stem na­ka­zał prze­ka­za­nie go do­wód­cy. –> Dlaczego Korobkow nakazał przekazać Iwana dowódcy?

 

„ Za­czę­ło się.” –> Zbędna spacja po otworzeniu cudzysłowu. Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

Po­sia­da asy­gna­tę sa­me­go I se­kre­ta­rza! –> Po­sia­da asy­gna­tę sa­me­go pierwszego se­kre­ta­rza!

 

Jego wzrok błysz­czał… –> Błyszczeć mogą oczy, ale chyba nie wzrok.

 

Owy po­rucz­nik po­słał z ra­do­ścią… –> Ów po­rucz­nik po­słał z ra­do­ścią

 

wszy­scy mieli już we wła­snych gło­wach, lecz nikt do tej pory nie od­wa­żył się dać im upu­stu. –> Co to znaczy dać głowie upust?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Będzie pasowała kategoria „inne”. Nią na portalu opisuje się takie opowiadania :)

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Razi ten “były członek partii” – to jak diablo nie pasuje do radzieckiego okrętu podwodnego. Jak się zostawało byłym członkiem partii w ZSRR, to stawało się nikim.

Dalej tematycznie mamy urwany fragment o rozpoczęciu działań wojennych. Nie pasuje mi tu cisza w eterze – uwierz mi, jednostki tego typu mają wydzielone kanały, zwykłe i awaryjne, komunikację satelitarną, kody i całą resztę zabawek – by w razie czego nadać tylko jeden kod i rozpocząć armagedon. Stąd ta cisza i wstrząsy (co to w ogóle było? ładunek głębinowy?) totalnie mi nie pasują.

Zakończenie, jak wspomniałem, urwane.

Zwróć też uwagę na nadawanie scenom jakichś emocji. Gdy oficer znajduje Wanię z rozbitym łbem, narrator mówi o tym, jakby znalazł rozlaną kawę – ot, nic się nie stało. Stąd i ja, jako czytelnik, nic nie poczułem.

Podsumowując: jest tu fragment czegoś większego, ale niestety trzeba jeszcze trochę szlifu. Łap przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

zasilanie, drugiej radiostacji

Widzisz, tu nie powinno być przecinka, bo zasilanie łączy się z radiostacją – nie mają sensu osobno.

 Wcisnął szybkim ruchem wyjściówkę kabla od słuchawek w gniazdko.

Jak na moje ucho, to bałagan. Co było od czego?

 Palce wylądowały na pokrętle umiejętnie przeczesując częstotliwości.

Powinno być: Palce wylądowały na pokrętle, umiejętnie… Ale metafora jest mało spójna – chyba, że to żargon radiotelegrafistów, bo nie wiem?

 poza zasięg radiowy

Poza zasięg radia.

 Nie wiedział jak

Nie wiedział, jak.

 że nic innego nie wchodziło

Nie wchodzi (kalkujesz angielskie następstwo czasów – to częsty błąd).

 powiedziawszy ściągnął usta

To powiedziawszy, ściągnął. Jakieś to ściągnięcie nienaturalne.

 w krótkim oczekiwaniu na odpowiedź.

To bym po prostu wycięła. Za dużo szczegółów, i niespójnych (czeka krótko, ale się niecierpliwi).

 Odwrócił się po kilku krokach.

Kto? Na pewno nie Siergiej.

 Początkowo nie mógł wiedzieć dlaczego.

Nie po polsku: Z początku nie wiedział, dlaczego.

 przekroczył trap

A nie: wszedł na trap?

 Zrozumiał, że w trakcie obecnej misji coś się wydarzy, podobnie jak dawniej.

Nienaturalne. Może tak: Zrozumiał, że także w tym rejsie czeka go przykra niespodzianka.

 ładunki pozostaną nienaruszone

"Naruszony" sugeruje ingerencję z zewnątrz. Na pewno o to Ci chodzi?

 mimo woli prosił go

Zaimki odnoszące się do Boga – dużą literą (tak, to wyjątek). Czy można prosić mimo woli?

 Nasłuchiwał dalej kanałów na dwie radiostacje.

Chyba zbyt żargonowe, jak na tekst literacki.

 Nikt „na blisko” ani „na daleko” się nie odzywał.

Przeorganizowałabym: Nikt się nie odzywał, ani „na blisko”, ani „na daleko”.

 Od jakiego czasu panowała

Może lepiej: od jak dawna?

 Było to planowane działanie?

Raczej celowe działanie imperialistycznych wrogów ojczyzny. Zresztą, cisza w eterze to nie działanie.

 Wątpił, ale jeśli tak to, dlaczego kapitan ani Wania nic mu na ten temat nie przekazali?

Ojej. W co wątpił? W celowość ciszy w eterze? Nie wiem, jak z tym jest pod wodą, ale na powierzchni zawsze odbierasz szum – promieniowanie tła (zob. Penzias i Wilson). Zupełna cisza oznacza, że odbiornik nie działa. Przecinek między "to" a "dlaczego" – zbędny. Kapitan i Wania nic nie powiedzieli – "przekazali" jest zbyt wymyślne, jak w tym kawale: przychodzi członek partii do lekarza, i mówi – Obywatelu doktorze, mam straszną migrenę. Na to lekarz – Towarzyszu, migrenę, to mają burżuje. Was po prostu łeb nap…..la.

 Jakim cudem, pomimo wszelkich procedur zaistniała taka sytuacja?

Dobrze – w jakim celu tak usilnie mnie o tym wszystkim zapewniasz?

 jeśli uczyni tak

Obywatelu, was po prostu łeb na… Jeśli ma być aligancko, wstaw "postąpi", ale nic wyższego w tonie.

 tak, jak doradzała mu intuicja

Doradza (następstwo czasów).

 którego i tak Siergiej nie słuchał

Przeorganizowałabym dla jasności: którego Siergiej i tak nie słuchał.

 przełączał spokojnie po kolei, zostając chwilę na każdym.

Chyba zgubiłeś "kanały".

 Wania patrzył zdziwiony.

Na co? Trochę zadyszane te Twoje zdania, krótkie – to może nawet dobrze, bo sytuacja ma być napięta, ale na wszelki wypadek zwracam uwagę.

 powiedział rozkładając

Powiedział, rozkładając ręce, młodszy – to wtrącenie, musi być wydzielone.

 zaordynował Siergiej

Zaordynować można lekarstwo, on rozkazał.

 trzęsły mu się jak

Przecinek przed "jak", tu i w następnym zdaniu.

 Pokład zakołysał się na boki

A można inaczej?

 Instynktownie złapał

Pokład? Podmiot domyślny jest dziedziczony po poprzednim zdaniu.

 chyba właśnie na takie wypadki.

To brzmi rozbrajająco naiwnie.

 Tym razem dobiegł

A co było poprzednim razem?

 Korytarz rozmazywał się, migał, dźwięk obijanego metalu

To niezła pralka – ale ten dźwięk opisałabym krótko i po żołniersku jako "brzęk".

Świat zamarł.

I teraz widzisz – to nijak nie pasuje do pralki, jaką pokazałeś, dynamicznej i chaotycznej. Jeśli świat zamarł, to wszystko ucichło, może upiornie.

 Usiłował chronić głowę pomiędzy barkami, ale kilka razy, zamiast trafić w biceps

Coś tu jest nie tak z anatomią.

 Podobnie jak wtedy kiedy

Podobnie, jak wtedy, kiedy. On ma czas na takie wspominki?

 nudności jak po przyjęciu zbyt dużej dawki promieniowania

Nudności, jak. Radziecki człowiek. Przetrwa wszystko. Ale część tych porównań mógłbyś wyciąć – mam wrażenie, że przedobrzyłeś.

 odzyskał pierwotną, zakładaną stabilność

… ?

 Powróciło zwyczajne oświetlenie.

A kiedy znikło?

 Przemknęło mu przez myśl

Oświetleniu?

 Zawrócił w trakcie drogi.

Można inaczej?

 sprawdzić, czy radiostacja jest sprawna

Powtarzasz dźwięk – może: czy radiostacja działa.

 zawołał sanitariuszy

Którzy zmaterializowali się na pokładzie. Wiem, to okręt podwodny, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że można po prostu zawołać kogoś z drugiego końca statku, i on usłyszy.

 Pobieżnie sprawdził sprzęt (…) był całkowicie sprawny.

Wycięłabym "całkowicie", ale przede wszystkim – znów kłopot z podmiotem.

 Szedł pospiesznym krokiem, a tam gdzie było to możliwe truchtał uważając aby nikomu nie przeszkadzać i na nikogo nie wpaść.

Nie musisz tego tłumaczyć – to oczywiste, a zbyt detaliczne tłumaczenie daje wrażenie śmieszności, albo po prostu nudzi.

 Z ulgą po pobieżnych oględzinach zauważył, że na ogół, jego kolegom nic się nie stało.

Składnia i przecinki: Po pobieżnych oględzinach z ulgą stwierdził, że większości jego kolegów nic się nie stało.

 ładunku jaki transportowali

Ładunku, który przewozili.

spotkałby już dawno na swojej drodze, biegnących

Już dawno spotkałby biegnących.

 poruczników niewiadomej mu specjalizacji

Czy to żargon?

 wyraźnie odrębną dyskusję

Od czego odrębną?

 Wszystko pozostałe

Raczej: Wszystko poza tym.

 jedyne o co się powinniśmy martwić to łączność.

Jedyne, o co powinniśmy się martwić, to łączność.

 taki pewny kapitanie

Taki pewny, kapitanie.

 Ten był wyraźnie żywszy od swojego towarzysza.

Skąd ta uwaga? Nie napisałeś, że towarzysz był ospały.

 Równie dobrze mogłoby je wywołać trzęsienie ziemi

Podwodne trzęsienia ziemi nie wywołują fal na otwartym morzu (tylko na brzegu – tsunami).

 Mikow kapitan

Mikow, kapitan – bo to dodatkowe określenie, które mogłoby być wycięte,więc się je oddziela.

 stojącego nieśmiało

Jak można stać "nieśmiało"? Może to opisz? Przestępował z nogi na nogę, miął kołnierzyk bluzy, coś w tym stylu?

 Czuć było pełną napięcia ciszę w oczekiwaniu na wieści.

Nie zapewniaj mnie o tym – pokaż mi to.

 niemalże czule

Niemal czule.

 Pietia podaj

Pietia, podaj.

 Widok (…) miał też w sobie ukryty mrok.

Jak, u licha ciężkiego, mam to sobie wyobrazić?

 Idąc na mostek

Przecież on jest na mostku, nie w radiostacji?

 operować na głównej radiostacji

Żargon?

 na głosy, czy dotyk

Raczej: na głosy ani dotyk.

jakby cały statek zastygł w oczekiwaniu lub ktoś wstrzymał seans w kinie

Zdecyduj się na jedno porównanie – dwa rozbijają nastrój.

 a przecież mijały minuty.

Czemu miałyby przestać?

 podawszy kartkę z notesu kontynuował, chcąc się wytłumaczyć.

Niezgrabne – dałabym jedno słowo, np.: tłumaczył.

 stał ze wzrokiem wlepionym w kartkę

Źle to brzmi. Może: stał, gapiąc się w kartkę?

 Usta układały się w ślad za bezgłośnie czytanym tekstem.

To mało spójne – czy można się układać w ślad?

 Niczym dżuma rozlewał się po obecnych paraliż.

Purpurowe. Czy dżuma się rozlewa?

 Aż z palców

Nie zaczynałabym zdania od "aż".

 Siergiej blady ze strachu i nudności wzywał

Wtrącenie: Siergiej, blady ze strachu i nudności, wzywał. Poza tym – wiemy, że Siegiejowi niedobrze, nie musisz tego powtarzać. Tekst jest krótki.

 wszystkich znanych mu bogów wkładając pomiędzy ich imiona zwyczajne: „ Zaczęło się.”

Czemu "zwyczajne"? I jakich bogów, syberyjskich?

niemalże uroczystym tonem

Dlaczego "niemalże"?

 Zdawało się jakby napawał się wymawiając te słowa.

Nie po polsku: Wyglądał, jakby napawał się samym dźwiękiem tych słów.

 wypadku towarzyszu

Wypadku, towarzyszu.

 unoście się Ogieniuk

Unoście się, Ogieniuk.

 zastygł widząc

Zastygł, widząc. Może jednak zamarł?

 prosto w ich brzuchy

Czyje brzuchy?

 Mikow proszę

Mikow, proszę.

 uśmiechał się nie kryjąc satysfakcji z tych słów.

Uśmiechał się, nie kryjąc – ale zgrabniej byłoby: Uśmiechał się z jawną satysfakcją.

 tak samo jak

Tak samo, jak. Co Ty z tymi wspominkami? I czemu nagle zmieniasz punkt widzenia z radiowca na kapitana?

Owy porucznik

Ów.

 posłał z radością na rzeź całą przydzieloną mu kompanię ochotników za awans na majora.

Niezręczne. Rozplącz to zdanie.

 chociaż był ciągle otępiały, coś wyrwało go z tego stanu

No, to już nie był otępiały.

 a wzrok jego zdawał się

A co to za biblijny styl, towarzyszu?

 w niemożliwą do uchwycenia dal

Jak chcesz uchwycić dal?

 z powodu wzbierającego w nim gniewu

Really.

 Nie ma i nie będzie już nigdy więcej socjalizmu

Ale są na miejscu dwaj politrucy z pistoletami.

 specyficznym wzrokiem

Czyli jakim?

 naboje zabijemy i ciebie.

Naboje, zabijemy ciebie.

 Wszyscy byli wstrząśnięci.

Cały ten akapit jest do bólu łopatologiczny.

 jak wymierający gatunek, który zaprzestaje oporu widząc jego bezcelowość.

Metafora purpurowa jak Digitalis purpurea.

 poddali się kolei rzeczy.

Cokolwiek to znaczy.

 wraz z nimi

Z kaburami?

 Nadeszły nowe czasy, których nikt nie mógł przewidzieć ani sobie wyobrazić.

Tak to bywa z nowymi czasami.

 Mikow, przynieście wytyczne

A kto te wytyczne wytyczył, hę? Czyli ciągle słuchają partii i te pe.

 

Niewiele się tu dzieje – tekst wygląda na początek większej całości. Jest dramatyczny – ale bardzo, bardzo powierzchownie, a pod spodem nic. Choćby Wania obrywający w głowę – nic z tego nie wynika. Zajrzyj do poradnika pisania dialogów – nie czepiałam się na bieżąco, ale przyda Ci się. I cóż. Powodzenia.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka