- Opowiadanie: Maurycy - Idealny świat Horacego

Idealny świat Horacego

Krótkie opowiadanie, które jest efektem odrobinę świadomego snu. Po przebudzeniu, o dziwo ,pamiętałem szkielet i emocje. Postanowiłem przelać to na papier. Co z tego wyszło, znajduje się poniżej.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Idealny świat Horacego

Idealny Świat Horacego

 

 

Była 6 rano, zamek w starych, odrapanych drzwiach zazgrzytał ciężko. Do mieszkania wszedł, styrany nocną zmianą, człowiek. Zdjął buty w przedpokoju, przeszedł do jedynego pokoju w mieszkaniu i ciężko usiadł na łóżku. Westchnął. Praca w kamieniołomie nie jest lekka, to już prawie 20 lat, bez awansu, bez perspektyw na wyrwanie się z tego kurwidołka.

Horacy patrzył przez chwilę w podłogę, oświetloną tylko światłem świtu wpadającego przez okno. Podniósł wzrok w stronę okna, wstał i uchyliwszy je zapalił papierosa. Zamyślony co chwila zapominał o papierosie do momentu aż pokaźna porcja popiołu spadła na podłogę. Taka mała rzecz a ściąga do smutnej rzeczywistości – pomyślał. Wyrzucił kiepa przez szparę uchylonego okna i zaczął się rozbierać. Położył się do łóżka, zamkną oczy. Zawsze przed zaśnięciem lubił pomarzyć. Pomyśleć, dlaczego Świat wygląda jak wygląda. Dlaczego, po Ziemi nie chodzą wielkie owady? Mrówki wielkości konia, na których można by jeździć. Chrabąszcz majowy jak słoń, albo jeszcze większy. W takim świecie życie byłoby fantastyczne, nawet praca w kamieniołomie byłaby ciekawsza. Żuk gnojowy toczący głazy ważące wiele ton, modliszki ścinające drzewa. Jakie to byłoby ułatwienie mieć na swoich usługach taką armię… Zasnął.

Gdy się obudził, było już dobrze po południu. Rozejrzał się i ku swojemu zdumieniu po małym mieszkanku nie było śladu. Było dogasające ognisko i gęsty las dookoła. Zdumiony wstał i zaczął się rozglądać. Las jak las nic niezwykłego, w ogóle całe otoczenie było jak najbardziej zwyczajne. To, co niepokoiło Horacego to to, dlaczego tu jest i gdzie jest to Tu.

Dorzucił drew do ogniska, wesoły płomień ochoczo zaczął trawić nową porcję paliwa. Przyjemne ciepło biło od ogniska a plecy chłodził chłód gasnącego dnia. Horacy rozejrzał się dookoła, siedział tu już kilkadziesiąt minut i zaczynał odczuwać głód. W miejscu, w którym spał leżał plecak. Stary, trochę poszarpany – wiele przeszedł. W plecaku znajdowały się dwie, lekko zardzewiałe puszki bez etykiet i butelka mętnej wody. Odkręcił butelkę, nieśmiało pociągną łyka. Woda był zimna, ale mimo mało apetycznego koloru, smakowała całkiem jak zwykła woda. Może nawet lepiej niż kranówa.

– Spróbujmy puszeczki – powiedział do ogniska, podrzucając kolejną gałąź.

Chwilę pogrzebał w bocznych kieszeniach plecaka. W ostatniej znalazł całkiem solidny nóż. Po otwarciu puszki powąchał zawartość. Smakowite. Umieścił otwartą puszkę w żarze na skraju ogniska i po odczekaniu paru minut jadł już ciepłą mielonkę.

Po pożywnym posiłku, Horacemu zachciało się siku. Normalna rzecz, toteż wstał i podszedł do wielkiego głazu i załatwił swoje sprawy. Wrócił do ogniska, dorzucił drew i rozłożył się z plecakiem pod głową. Przysypiał gdy usłyszał dziwne dźwięki dochodzące od strony głazu na który nasikał. Początkowo myślał, że to jakieś zwierzę, ale dźwięki były jakby mechaniczne. Skrobanie, buczenie i zgrzytanie. Przez chwilę nasłuchiwał, trochę przestraszony, trochę zaciekawiony. W końcu postanowił sprawdzić, wziął płonący konar z ogniska i posługując nim się jak pochodnią, zaczął powoli podchodzić do źródła niepokojących dźwięków.

Płonąca żagiew migotliwie rozświetlała drogę przed Horacym. Cienie wesoło tańczyły. Dźwięki się nasilały z każdym krokiem bliżej do głazu. W świetle łuczywa dostrzegł, że głaz ma kształt ogromnej skorupy, jakby ślimaka lub czegoś podobnego.

Najpierw zaczął się ruch, głaz zaczął drżeć, a dźwięki się nasiliły. Coś drgnęło z obu stron głazu.

Na początku pojawiły się macki, oślizgłe i długie, potem z „głazu” wyłonił się łeb przyozdobiony dwoma oczami na rogach.

Ślimak, ogromny ślimak – pomyślał Horacy. Nie mylił się, miał przed sobą wielkiego ślimaka z dwoma mackami poruszającymi się dość gwałtownie.

Ślimak wydał z siebie potężny ryk. Coś co przypominało ryk dinozaura, a przynajmniej takie skojarzenie miał Horacy.

Rzucił się do ucieczki. Wielki ślimak za nim. Był zaskakująco szybki jak na ślimaka. Przejechał przez ognisko rozrzucając rzeczy i żar. Obóz pogrążył się w ciemności. Horacy pobiegła w las, ślimak za nim. Jak czołg szturmujący umocnienia wroga, łamał drzewa. Mackami próbował dosięgnąć Horacego, ale ten sprawnie robił uniki (miał niezłą kondycję, w końcu praca w kamieniołomie nie jest najlżejsza). Ślimak ryczał jak szalony. Horacy biegł w niemal zupełnych ciemnościach, rozświetlanych jedynie zimnym światłem Księżyca. Poczwara nie ustępowała kroku Horacemu, ale ten zawsze potrafił uniknąć złowieszczych macek i był szybszy.

Nagle grunt się skończyła. Horacy spadł, stracił przytomność. Po dłuższej chwili ocknął się. Ślimak był nad nim, jakieś dziesięć metrów nad nim. Ryczał, wymachiwał mackami jak opętany. W końcu się uspokoił, rykną jakby rozczarowany i odpełzł.

Horacy znowu stracił przytomność.

Obudził się. Był w swoim małym mieszkaniu, we własnym łóżku. Wstał rozejrzał się, był wieczór.

Trzeba zapalić – pomyślał.

Podszedł do okna, zapalił papierosa i patrzył spokojnie jak jego sąsiad wyprowadza na spacer mrówkę wielkości psa.

Horacy dopalił papierosa i zaczął się szykować do pracy.

 

 Koniec.

Koniec

Komentarze

Ponieważ zapewne za chwilę przyjdzie tu Reg i napisze, że sny są interesujące tylko dla tych, którym się przyśniły, od razu podpisuję się pod tą opinią.

Pomijając bardzo marne wykonanie (naprawdę, babole w rodzaju “grunt się skończyła” albo “westchną” zamiast “westchnął” mogłaby załatwić uważna lektura tekstu przez autora przed wrzuceniem go – tekstu, nie autora – na forum, co byłoby uprzejmością wobec czytających), co właściwie chciałeś nam przekazać tym opowiadaniem? Że zwykłym ludziom śnią się wielkie ślimaki z mackami? To dość mało oryginalny sen, sądząc po tym, ile tego rodzaju potworów czai się w złych filmach i książkach…

Natomiast na pytanie (zapisane ze zbędnym przecinkiem na dodatek) ”Dlaczego, po Ziemi nie chodzą wielkie owady?” biologowie i fizycy dali fantastom odpowiedź już dawno.

 

PS. Zmień tag na szort, bo to jest szort.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Trudno ten tekst określić opowiadaniem jako takim: niewiele się w nim dzieje, akcja jest dość szczątkowa (ot, kampingowo-toaletowa wersja “Pana Maluśkiewicza i wieloryba”). Żeby z kolei tekst był nastrojową scenką z dziwacznego innego świata, brakuje mu – no cóż, nastroju. To nie jest tak, że to w żaden sposób nie mogłoby zadziałać – wyobrażam sobie dobrze napisaną, lekko oniryczną scenkę z człowiekiem błądzącym wśród nieoczekiwanie dużych owadów, mięczaków i innych tam pajęczaków (brr…), nie wiedzącym, czy śni, czy nie – ale to z kolei wymagałoby rozbudowania opisów świata (może np. kosztem opisu kolejnych czynności przy ognisku). Wymagałoby też, by zadziałać, pracy nad językiem tekstu – ze szczególnym uwzględnieniem usunięcia błędów, wspomnianych we wcześniejszych komentarzach.

Drakaina ma rację!

Cudze sny są dla mnie tak nieinteresujące, jak amatorskie filmy z czyjegoś wesela. Przykro mi, Maurycy, ale Twój sen nie zainteresował mnie w najmniejszym stopniu, a nie najlepsze wykonanie sprawiło, że tej lektury nie mogę uznać za satysfakcjonującą. :(

 

Była 6 rano, zamek w sta­rych, odra­pa­nych drzwiach za­zgrzy­tał cięż­ko. –> Była szósta rano, zamek w sta­rych, odra­pa­nych drzwiach za­zgrzy­tał głośno.

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

to już pra­wie 20 lat, bez awan­su… –> …to już pra­wie dwadzieścia lat, bez awan­su

 

Ho­ra­cy pa­trzył przez chwi­lę w pod­ło­gę, oświe­tlo­ną tylko świa­tłem świtu… –> Brzmi to nie najlepiej.

 

Po­ło­żył się do łóżka, za­mkną oczy. –> Po­ło­żył się do łóżka, za­mknął oczy.

 

Po­my­śleć, dla­cze­go Świat wy­glą­da jak wy­glą­da. –> Dlaczego wielka litera?

 

Dla­cze­go, po Ziemi nie cho­dzą wiel­kie owady? –> Czy Horacy miał na myśli planetę, czy glebę?

 

Do­rzu­cił drew do ogni­ska, we­so­ły pło­mień ocho­czo za­czął tra­wić nową por­cję pa­li­wa. Przy­jem­ne cie­pło biło od ogni­ska… –> Powtórzenie.

 

a plecy chło­dził chłód ga­sną­ce­go dnia. –> Brzmi to fatalnie.

 

Od­krę­cił bu­tel­kę, nie­śmia­ło po­cią­gną łyka. –> Od­krę­cił bu­tel­kę, nie­śmia­ło po­cią­gną łyk.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgadzam się z przedpiśczyniami. Sny rzadko kiedy bywają frapujące, za to fabuły mają tak porąbane i niespójne…

Z wykonaniem słabo. Dlaczego nie poprawiasz wytkniętych błędów?

Była 6 rano, zamek w starych, odrapanych drzwiach zazgrzytał ciężko.

W beletrystyce liczby raczej zapisujemy słownie.

Położył się do łóżka, zamkną oczy.

Jest różnica między “zamkną” a “zamknął”.

Dlaczego, po Ziemi nie chodzą wielkie owady?

Bo ciśnienie parcjalne tlenu jest za małe, żeby utrzymać przy życiu duży organizm bez porządnych, wydajnych płuc. Ale sądzę, że to nie jedyny powód.

Żuk gnojowy toczący głazy ważące wiele ton,

Hmmm. Zależność między wielkością a siłą nie jest taka prosta.

Babska logika rządzi!

Ślimaka agreywnego, wielkości dinozaura we śnie zobaczyć – narazisz się na molestowanie ponurej wrestlerki…

No, nie czytało się dobrze, aczkolwiek wizja gigantycznego ślimaka goniącego bohatera całkiem zabawna ;)

Znam tylko pięć liter ;)

No niestety, ale nudy. Nad słabym technicznie wykonaniem można jeszcze pracować, ale kiedy sam pomysł na opowiadanie jest słaby, a fabuły brak, to nie ma szans na jakikolwiek pozytywny efekt. Tutaj nic się nie dzieje, a brakuje jakiegoś przebłysku świetnego pomysłu, który by zainteresował zamiast tego. No i jeśli jedyne co się zmieniło, to gigantyczne rozmiary bezkręgowców, to nie mam pojęcia, czemu ślimak wymachuje mackami i ryczy. Ślimaki tak nie wyglądają.

Drakaina ujęła wszystko to, co chciałbym napisać po lekturze, toteż obiema rękami podpisuję się pod jej opinią. Od siebie dorzucam przydatne linki. Niech wiedza zawarta w artykułach, do których prowadzą, Ci służy, Autorze :)

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Szkoda, że nie skończyłeś na ognisku i jakimś tematem wokół niego. Pomyślałem sobie, że czasem każdy zmęczony pracą człowiek chce się znaleźć gdzieś daleko, w spokojnym miejscu, bez celu, dorzucić właśnie drew do ogniska, zjeść coś i poleżeć. Ale ślimak, choć fajny, to jednak rozbił ten spokojny klimat i jednocześnie szorta, który w takiej formie brzmi dosyć zwyczajnie.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Niestety, ale tego opowiadania nie czytało mi się dobrze, i to nie tylko przez liczne błędy. Pomysł mi się podoba, lub mógłby się podobać, jednak można, lub trzebaby, było z tego o wiele więcej wyciągnąć.

Morał, nie opisuj swoich snów, o ile ich nie przetworzysz na fabułę i nie przyznasz się na żadnym forum, że to wyśniłeś.

Szkoda, że poprawki nie zostały naniesione. Te liczby straszą.

Nowa Fantastyka