- Opowiadanie: K.K - Księżycowy Pakt

Księżycowy Pakt

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Księżycowy Pakt

Na niebie wisiał księżyc, zalewający wszystko srebrną poświatą. Okalający polanę las zdawał się tworzyć szczelną zasłonę przed resztą świata, a zapach świeżej żywicy potęgował wrażenie, typowej, letniej nocy.

Było to jednak złudzenie. Jeśli ktoś zatrzymałby się tam na chwilę, szybko dostrzegłby nienaturalny brak, jakichkolwiek dźwięków. Nawet nocne ptaki i tak liczne o tej porze świerszcze postanowiły zachować swe melodie dla siebie. Jeśli pozostałby tam jeszcze dłużej, jego oko złowiłoby w końcu niewyraźny kształt, który zdawał się znikać i na powrót wyłaniać z mroku. Kształtem tym, była odziana w czarną pelerynę kobieta. Kaptur niemal zupełnie zasłaniał twarz, lecz można było dostrzec wąskie usta, poruszające się bezgłośnie. Kobieta przechadzała się bezszelestnie po polanie, kreśląc kijem jakieś dziwne symbole.

Nagle, całą tę ciszę przerwał trzask gałązki. Zaraz potem, zza zasłony drzew wyszedł mężczyzna, trzymając w dłoni pogiętego papierosa. Twarz miał bladą, jak papier i nie mógł skupić wzroku na żadnym konkretnym przedmiocie. Co chwila oglądał się za siebie, nie mogąc opanować targającego nim strachu.

– Już zaczynałam mieć wątpliwości – powiedziała kobieta, nie odwracając się. W tej ciszy, jej głęboki głos zdawał się brzmieć, jak dzwony. – Rozumiem, że nie obyło się bez komplikacji. – dodała, zerkając na niego spod kaptura.

– Nie twoja sprawa. – Mężczyzna wreszcie przemówił, zdoławszy uprzednio odpalić papierosa. Zaciągnął się zachłannie i dopiero wtedy uspokoił się na tyle, by opanować drżenie rąk. W błysku zapalniczki, można było zauważyć, że rękaw płaszcza ma poplamiony krwią.

Kobieta nie zwróciła jednak na to uwagi.

– Masz to, po co poszedłeś czy w panice zapomniałeś? – zapytała, odpychając go lekko, by moc poprawić rysunek, w miejscu, gdzie nieopatrznie postawił stopę.

– Mam – odpowiedział, najwyraźniej biorąc się już trochę w garść. Z torby, bardzo ostrożnie, jakby miało go oparzyć, wyjął pocisk niewielkiego kalibru w plastikowej torebce. Kobieta za to, bez cienia strachu, wyjęła kulę z opakowania i zaczęła oglądać ją pod światło księżyca.

– Mówiłam, że lepsza by była broń biała. Nóż, sztylet, o mieczu nie wspominając. -

Na twarzy mężczyzny pojawiły się oznaki mdłości.

– Ale do tego trzeba charakteru. – Skwitowała ze złośliwym uśmieszkiem.

– Mówiłaś, że nada się jakiekolwiek broń, za pomocą której …. – Przerwał jakby to, co miał powiedzieć, nie mogło mu przejść przez gardło.

Kobieta rzuciła mu pełne pogardy spojrzenie.

– Ostrzegałam, że to nie dla ciebie. Nie tacy jak ty, próbowali zmierzyć się ze swoją jagnięcą naturą.

– W każdym razie, masz to czego potrzebujesz. Teraz twoja kolej, na wywiązanie się z umowy.

Kobieta pokiwała głową. Na swój sposób, bawiła ją determinacja tego człowieka.

Nakreśliła kijem jeszcze dwa trójkąty, po czym stanęła na samym środku polany, wznosząc ręce do nieba. Z kieszeni płaszcza, wyjęła niewielka książkę i zaczęła mówić coś szeptem, w sobie tylko zrozumiałym języku. Mężczyźnie wydawało się, że potrwa to wieki, kiedy nagle kobieta wrzasnęła i z furią rzuciła pocisk pod nogi. Z miejsca gdzie uderzył, wyszły strumienie ognia, ujawniając tajemniczy rysunek – Pięcioramienną gwiazdę wpisaną w pięciobok. Potem ogień wystrzelił w górę i zgasł tak nagle, jak się pojawił.

Przerażony świadek stał jak wryty, nie zważając, że nadpaliło mu krawędź płaszcza. Wiedźma (bo tak zaczął ją wreszcie nazywać) podeszła spokojnie do niego, wyciągając dłoń po zapłatę. Widząc jej zniecierpliwienie, mężczyzna szybko odzyskał mowę.

– Skąd…skąd mam wiedzieć, że podziałało?

– Bo mam w zwyczaju dotrzymywać umów. Powiedziałam, że ,,Miesiąc na niebie da jej swój czas” i tak będzie. Wiem także, co się stanie, gdy nie dotrzymasz paktu. Mężczyzna przełknął ślinę i ostrożnie wyjął z kieszeni, dwie, zmatowiałe obrączki.

– Nie są wiele warte. Mogę dać więcej. W banku…

Wiedźma pokręciła głową.

– Patrzysz na rzeczy jak na skrystalizowane pieniądze. Ja w rzeczach widzę moc. I tak nie zrozumiesz. – Wzięła obrączki i schowała do wewnętrznej kieszeni płaszcza, tam, gdzie trzymała także ową tajemniczą książkę. – Jakbyś znowu chciał dobić targu, wiesz gdzie mnie znaleźć.

Jej rozmówca, panicznie pokręcił głową.

– Już nie chcę mieć z tobą więcej do czynienia…

Usta pod kapturem ułożyły się w ironiczny uśmiech.

– To się jeszcze okaże.

 

W domu paliło się światło i przemoknięty mężczyzna gotów był uwierzyć, że zapomniał je wyłączyć. W ogóle miał wrażenie, że ostatnie godziny były tylko jakimś dziwnym snem lub chwilowym szaleństwem, a cała paranormalna otoczka to wytwór jego wyobraźni. Wszystko to był gotów przyznać, gdyby nie to, że drzwi otworzyła mu drobna blondynka, ubrana w szlafrok.

– Marcin? Co ty? Wchodź. Jesteś cały mokry. – Wpuściła go do środka. Marcin był zbyt oszołomiony, by odpowiedzieć. Patrzył na nią, jakby była tylko kolejnym złudzeniem. Nierealną marą, która jakimś cudem, wtopiła się w rzeczywisty świat.

– Małgosia. To…to naprawdę ty?

– A kto ma być? – powiedziała, przykładając mu dłoń do czoła. – Boże, cały jesteś rozpalony. Zaprowadziła go do łóżka, w którym to ona niedawno leżała. Bez życia.

To oznacza, że się udało. Jednak się udało.

Pomogła mu się przebrać, coraz bardziej martwiąc się tym, że jej mąż nie może wyjść z amoku. Kiedy jednak zaproponowała, że zadzwoni po lekarza, stanowczo zaprotestował. Wyjaśnił, że po drodze z pracy widział wypadek i próbował pomoc, ale mu nie wyszło. Naprędce splecione kłamstwo, zabrzmiało tak naturalnie i dodatkowo wyjaśniało sprawę pobrudzonego płaszcza, że Marcin sam chciał w nie uwierzyć. Jednak w głębi duszy powtarzał sobie, że w rzeczywistości wszystko się udało. Wszystko się udało.

– Bo ty taki wrażliwy jesteś – mówiła Małgorzata, gdy siedzieli razem w łóżku, czekając na pierwszy lepszy film. – Ale, mimo wszystko, potrafisz się przełamać.

W telewizji leciały właśnie wiadomości, o niedawno popełnionym morderstwie. Zabójca, nie wiedzieć czemu, wyjął kulę z ciała ofiary.

Małgorzata przytuliła się do męża.

– Hej, co się dzieje? – Jej głos podziałał na niego kojąco. Wyłączył telewizor.

– Nic, kochanie. Czasem się obraz przycina, zauważyłaś? To chyba antena. Zajmę się tym jutro, chyba, że potrzebny ci będzie internet? Nie będzie, bo skończyłaś już pisać ten artykuł? To świetnie! Przyda się nam chwila wytchnienia. Może weźmiemy urlop i gdzieś pojedziemy. Co ty na to?

 

Ta sama polana. Ta sama pora. Jedyne co się zmieniło to drzewa, których liście nabrały odcieni czerwieni i pogoda, która tym razem mroziła swym oddechem.

Wiedźma czekała na Marcina na środku polany, przyglądając się ptakom, które w jej obecności, zaprzestały nawoływać się do odlotu. Marcin nie próbował ukrywać swego gniewu.

– Oszukałaś mnie!

– To twoje nadzieje cię oszukały.

– Nie mydl mi oczu. Po tym wszystkim miała żyć, a teraz leży przykuta do łóżka, podłączona do kroplówki. Wiem, że to twoja sprawka.

– Mylisz się.

– Masz mnie za durnia! Lekarze nie umieją tego wyjaśnić, a zdążyłem się nauczyć, że za wszystko co niewyjaśnione, odpowiadacie wy. – Wiedźma wycelowała w niego swoją laskę. Marcinowi aż ciarki przeszły po plecach.

– Wywiązałam się ze swojej części umowy. Przyrzekłam, że ,,Miesiąc na niebie da jej swój czas.” Rytuał odbył się podczas pełni. Teraz zbliża się nów, więc i życie które jej dano, kończy się.

– Wiedziałaś o tym. Wykorzystałaś mnie! Ona ma żyć! Rozumiesz!?

– To, jak rozumiesz słowa umowy jest mi obojętne. Wyjawiłam sposób, jak ją ocalić. Aby efekt był trwały, trzeba powtarzać rytuał. Potrzebne to samo, co ostatnio. Z tymi samymi rekwizytami.

Marcin zwiesił głowę, jakby czując przygniatający ciężar nowej wiedzy.

– Niewielu decyduje się kontynuować. – Uśmiechnęła się wiedźma. – I nie powinieneś mieć sobie tego za złe. Jesteś w końcu tylko jagnięciem, które usiłuje być wilkiem. – Obróciła się, chcąc odejść i zostawić Marcina z kolejną decyzją. W myślach kpiła z ludzi, którzy porywali się na zbrodnie, nie będąc w stanie z nią żyć.

– Kiedy zjawiłaś się wtedy, oferując mi ostatnią szansę, byłem gotowy na wszystko.

Przystanęła, chętna popastwić się jeszcze trochę.

– Nie każdego stać na wszystko. Nawet dla kogoś, kogo się kocha.

– Być może, ale jest o wiele łatwiej, gdy się też kogoś nienawidzi. Mierzyli się chwilę wzrokiem, jakby czyjaś wola mogła mogła tutaj przechylić szalę.

W swoim zadufaniu, wzięła ten ruch ręki, za szukanie papierosa. Dopiero, gdy rozległ się strzał, a ona poczuła, jak pocisk wbija jej się w płuco, zrozumiała, że popełniła błąd.

Strzały nie ustawały. Marcin nie chciał ryzykować. Widział przecież, do czego jest zdolna.

Wiedźma upadła na wznak. Zaskoczenie ustąpiło miejsca złości. Zbierała moc, myśląc jaką klątwą poczęstuje tego głupca, który ośmielił się podnieść na nią rękę. Jednak choć miała się za lepszą, upływ krwi działał na nią tak samo, jak na każdego człowieka. Myśli wirowały jej bezładnie, ręce drętwiały, a klatka piersiowa pulsowała bólem. Do jej świadomości zaczął dochodzić nagle hałas nocy. Hukanie sów, szum wiatru i koncert świerszczy. Pomyślała, że to bardzo ładne, choć zwiastowało jej zgubę.

Marcin stanął nad nią, celując w głowę. Rozległ się jednak tylko klik zamka. Magazynek był pusty. Z początku, chciał go przeładować. Po namyśle jednak, sięgnął po nóż sprężynowy, który wziął, jak mu się wtedy zdawało, bez żadnego wyraźnego powodu.

– Charakter można sobie wyrobić – powiedział jeszcze, zanim dokończył krwawego dzieła.

Wstał i rozejrzał się, czy nikt nie nadchodzi. Na szczęście, wiedźma wybrała idealne miejsce, by nikt nie przeszkadzał. Wyjął z jej wewnętrznej kieszeni kieszeni tę magiczną książkę (przedziurawioną kulą) i ucieszył się, słysząc znajomy brzęk dwóch obrączek. Nie czuł też mdłości, jak poprzednim razem. Musiał tylko zapalić. Gdy zbliżył dłonie bliżej oczu, dostrzegł na nich krew i wypuścił trzymanego w nich szluga. Zaklął i sięgnął po kolejnego. Choć nadal nie do końca panował nad odruchami, zdołał dość szybko i sprawnie ukryć ciało, a potem przy latarce, skrupulatnie przestudiować książkę Wiedźmy.

 

– Czy pani mąż, ostatnio, zachowywał się nietypowo?

– Nie wiem. Nie mieszkamy już razem – odpowiedziała Małgorzata. Stojący w progu detektyw uniósł brwi.

– Skąd ta nagła zmiana, w relacjach między wami?

– To osobista sprawa.

– Nalegam.

Małgorzata zagryzła wargi. Nie umiała ukryć trapiących ją myśli

– Zmienił się – rzekła w końcu, jakby nie mogąc już dłużej trzymać tego w sobie.

– To znaczy?

– Stał się bardziej…jakby to powiedzieć, wyniosły. Na początku mi się to podobało, wcześniej był taki skryty i w ogóle, później nie miałam siły. Chciał decydować o wszystkim, co mnie dotyczy. Dokąd mam chodzić, a dokąd nie. Jak mamy układać buty, co oglądać. Jak nie chciałam słuchać, to patrzył na mnie tak…jakbym była mu coś winna. – Przerwała, na co policjant, ponaglił ją ruchem dłoni. – Poza tym zaczął się zamykać w piwnicy. Raz, gdy tam zajrzałam, zobaczyłam jakieś dziwne znaki na podłodze. Wściekł się. Myślałam, że mnie zabije! Miałam dość. I teraz mieszkam sama.

– Rozumiem – odparł oficer, zapisując coś szybko w notatniku. – I na pewno, nie wie pani, gdzie przebywa mąż?

– Od miesiąca już nie – odpowiedziała Małgorzata, starając się patrzeć mu w oczy. Policjant czekał chwilę w nadziei, że coś jeszcze powie. Ostatecznie, wręczył jej wizytówkę i pożegnał się.

– Jak pani sobie coś przypomni, proszę się ze mną skontaktować.

– Raczy mi pan wreszcie powiedzieć, o co go podejrzewacie?

Policjant udał, że chwilę się zastanawia.

– Znaleźliśmy jego ślady przy jednej z ofiar tego seryjnego mordercy. – I odszedł do radiowozu zostawiając Małgorzatę sam na sam z myślami.

W samochodzie, mógł wreszcie zrzucić maskę wszechwiedzącego detektywa. Tak naprawdę nie miał żadnych dowodów, ale to musiał być ten człowiek.

Rok śledztwa pozwolił wykluczyć wszystkich innych podejrzanych, a jego intuicja nigdy go nie zawiodła. Podobnie, jak niekonwencjonalne metody śledztwa.

 

Dojechawszy pod zapuszczoną ruderę na na obrzeżach miasta, Małgorzata nie wyłączyła silnika. Cały czas nie była pewna, czy aby na pewno postępuje dobrze, ale gdy prezenter w radiu oświadczył, że znaleziono kolejną ofiarę, wysiadła z samochodu. Sprawdziła czy w torebce ma paralizator. Oczywiście, jedynie na wszelaki wypadek. Tak sobie powtarzała, bo przecież to niemożliwe. Jednak nie zaśnie spokojnie, dopóki się nie upewni. Weszła do środka.

Ta stara rudera, którą Marcin odziedziczył lata temu, była w stanie kompletnego rozkładu. Nie było nigdy pieniędzy, by ją odnowić, ale zauważyła, że ktoś prowizorycznie naprawił dach, by nie kapało, na śpiwór w rogu. Zapaliła latarkę w komórce, ponieważ światło padające przez dziury po oknach, było już zbyt słabe. Nagle, dotarł do niej stukot spod podłogi. Wytężyła pamięć. Tak. W rogu, powinna być klapa. Zeszła ostrożnie po wysuwanej drabinie i stanęła na popękanym betonie.

Pachniało stęchlizną i jakimś mocnym kwasem.

– Po co, u licha ciężkiego, tu przylazłaś? – Dobiegł ją znajomy głos. Twarzy, prawie nie poznała. Zarośnięta. Wykrzywiona grymasem. Nie przypominała w ogóle Marcina, za to świetnie pasowała do pomieszczenia. Biurko z mapą miasta i wbite w nią czerwone szpilki. Jakieś bazgroły na podłodze i…Małgorzata poczuła jak uginają się pod nią nogi. Beczka z której wystają związane kończyny. To z niej, rozchodził się po piwnicy, zapach kwasu. Chciała wyciągnąć paralizator, ale usłyszała dźwięk odbezpieczanego pistoletu. Uniosła ręce do góry, sparaliżowana strachem.

– Za…zabijesz mnie? – Spytała, gdy krtań wreszcie była zdolna wydać jakikolwiek dźwięk.

– Nie – rzekł krótko Marcin, opuszczając broń – ciebie nigdy.

– Dlaczego? Co się stało? – Były to jedyne słowa, które przyszły jej na myśl. Marcin przypomniał sobie, jak zadała to pytanie po tym, kiedy wrócił od wiedźmy po raz pierwszy. Uniknął odpowiadania na nie, ale wiedział, miał przeczucie, że kiedyś będzie musiał to powiedzieć. Podał jej zdjęcie, z przyczepioną do niego kartką papieru. Małgorzata ostrożnie po nią sięgnęła, ale w ciemności i stresie, ledwo była w stanie czytać.

– Co to jest?

– Twój akt zgonu.

Wytrzeszczyła na niego oczy.

– Jak to, mój akt zgonu?

– Rok temu mieliśmy wypadek. Ja prowadziłem. – Powiedział beznamiętnie, jak wyuczoną od dawna formułkę.

– To nie ma sensu. Przecież ja…

– Znalazłem sposób, ale muszę płacić. Raz na miesiąc. – Wskazał na runy na podłodze. Małgorzata pokręciła głową.

– Jesteś szalony. – Jej wystraszony głos, pomału przechodził w szloch.

– Czy nie łamie cię w kościach, gdy nadchodzi nów? Nie masz krwotoków? Tracisz przytomność? A później wszystko znika. Iście magicznie, nie sądzisz?

Małgorzata ostrożnie postąpiła krok w jego stronę. Cała się trzęsła, lecz gdy Marcin chciał ją przytulić, odtrąciła go.

– To niczego nie usprawiedliwia. – Powiedziała stanowczo. Strach już zupełnie ustąpił miejsca odrazie. Odrazie, złości, i czemuś jeszcze…

– Mylisz się. Nie jest potrzebne żadne usprawiedliwienie. Codziennie każdy na tym świecie zabiera coś innym, by dać osobom które kocha. Zwykle są to pieniądze, miłość, a czasem życie. Ciebie cenię bardziej, niż cały świat. Niż siebie….

– To nie jest twoja decyzja. Tu nie chodzi o twoje życie.

– Ty jesteś moim życiem.

Chwyciła go za ramiona i potrząsnęła ile tylko starczyło jej sił.

– Opamiętaj się! – Chciała coś jeszcze powiedzieć ale przerwał jej dźwięk policyjnego koguta, tupot dziesiątek nóg i zaraz potem potem głos w megafonie.

– Wiemy, że tam jesteś. Oddaj zakładniczkę i poddaj się. Nie masz szans.

Marcin odsunął się od Małgorzaty.

– Obawiam się, że jest za późno. – Chwycił z biurka książkę i stanął na środku pentagramu.

– Marcin!

– Ciesz się miesiącem. – powiedział jeszcze. – Zrobisz co zechcesz. – Do środka wpadł granat dymny, spowijając wszystko gęstą mgłą. Padł strzał. Wchodzący antyterroryści odskoczyli przerażeni, gdyż podłoga zajęła się ogniem. Małgorzata poczuła, jak ktoś ciągnie ją na górę. Zanim zemdlała, zobaczyła jeszcze bezwładne ciało Marcina pośród płonących znaków.

 

Małgorzata siedziała przed telewizorem. Inspektor, który ją przesłuchiwał, ogłaszał właśnie sukces, polegający na zabiciu seryjnego mordercy. Nie dodał jednak, że ów morderca zastrzelił się sam ani, że uczynił Małgorzatę wdową, czekającą nieuchronnie na śmierć. Miesiąc. Strasznie mało. I gdy wszyscy dziennikarze potępiali na antenie jej męża i współczuli ofiarom, ona wspominała każdy miesiąc, który dała jej zbrodnia. Chwile dobre i złe, ale wszystkie warte przeżycia.

Jej wzrok padł na taboret. Leżały tam wszystkie rzeczy które znaleziono w tamtej piwnicy. Pistolet z tłumikiem, księga z dziwnymi runami oraz nóż. Ścisnęła mocniej obrączki. Wstała. To dziwne, jak łatwo można zmienić zdanie. Jak wola życia i wola szczęścia zwyciężają razem wszelkie inne odruchy. Chwyciła za broń. Ciało leży tuż za ścianą. Sposób zna. Musi tylko zatruć się zbrodnią i rzucić wyzwanie całemu światu. Czy to jednak ważne, skoro podejmie je z jedyną osobą, która była w stanie zrobić to samo dla niej? Wyszła z domu w ciepłą, księżycową noc.

 

 

Koniec

Komentarze

Szanowny Autorze, opowiadanie jest krótkie, ale nie da się go przeczytać z powodu koszmarnego wręcz wykonania. Zechciej, proszę, zapoznać się z choćby podstawowymi regułami interpunkcji polskiej, w tym z zasadą typograficzną, mówiącą, że przecinek stawia się bezpośrednio po wyrazie, a spację po przecinku, a nie na odwrót. Zapoznaj się też z poprawnym zapisem dialogów.

 

Zastanów się też, zanim opublikujesz tekst, czy zapisane w nim zdania naprawdę wyrażają to, co chciałeś zakomunikować czytelnikowi. Oto przykład:

“Mówiłaś ,że nada się jakikolwiek metal ,byleby zakończył żywot.” – Z tego zdania wynika, że wiedźma zażądała martwego metalu.

 

Edytka: poprawiłam formę żeńską na męską w zwrocie do autora ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

W tym tekście nawet jest pomysł – nie jakoś szaleńczo oryginalny, ale jest. Dałoby się go, przy dobrym wykonaniu, ograć i opowiedzieć tę Kingowską z ducha historię kwestii ceny, jaką się płaci, w sposób, który dawałby czytelnikom satysfakcję. Niestety, tekst w obecnej postaci – z fatalną typografią i interpunkcją sprawiającą wrażenie kompletnie losowej – nie tylko nie daje tej satysfakcji, ale w zasadzie nie nadaje się do czytania. 

Teraz jak na to patrzę ,muszę wam przyznać pełną rację. Za bardzo przeceniłem swoje umiejętności władania językiem polskim i tworzyłem ze zbyt dużym pośpiechem ( profil także XD.) Coż. Wezmę się ostro za interpunkcję, typografię oraz postaram się bardziej zwracać uwagę na znaczenie poszczególnych zdań. Kiedyś może przyślę coś nowego, jak będę gotowy. Dziękuję serdeczniesmiley

Tworzenie z pośpiechem nie jest zbrodnią, ale po stworzeniu warto tekst odłożyć na kilka dni, a potem przysiąść do niego i zacząć nad nim pracować, poprawiając wszystko co poprawy wymaga. Gwarantuję, że wszelka twórczość na tym znacznie zyska.

Co do samego opowiadania – zgodzę się z przedmówcami. Sam pomysł na fabułę nie był zły, ale jeśli by to poszlifować to dałoby się z niego znacznie więcej wycisnąć. Zakończenie może nie powala na kolana, ale jest całkiem niezłe. Wykonanie jednak pozostawia wiele do życzenia, trzeba brać się do roboty.

Jest jakiś pomysł. I na motyw fantastyczny, i na fabułę. Niestety, zarżnięty wykonaniem.

Przecinkologia woła o pomstę do nieba. Od tych spacji przed przecinkiem aż mnie oczy bolały. Błędy w zapisie dialogów, słowa użyte niezgodnie z przeznaczeniem, inne drobiazgi.

– To jak rozumiesz słowa umowy ,jest mi obojętne. Pokazałam Ci sposób jak ją ocalić.

W dialogach ty, twój, pan itp. piszemy małą literą. Tylko w listach dużą.

A niedaleko stąd znaleziono zakopaną na polanie kobietę. Miała na sobie odciski palców.

Hmmm. To jest możliwe? Wydaje mi się, że z ciała ani z ubrania nie da się zdjąć odcisków palców. Może sprawca zgubiłby włos? Zresztą, nadal zostaje problem, skąd gliny mają jego odciski/ DNA.

Zapaliła latarkę w komórce gdyż światło padające przez wybite okiennice było już zbyt słabe.

Co według Ciebie znaczy “okiennica”?

Babska logika rządzi!

Wydaje mi się, że z ciała ani z ubrania nie da się zdjąć odcisków palców.

Przy bardzo dobrym zbiegu okoliczności w sumie dlaczego nie: z guzika, zwłaszcza dużego metalowego, z okularów, z każdej właściwie odpowiednio gładkiej powierzchni… Ale to musiałoby być wyraźnie zaznaczone w tekście.

 

Zresztą, nadal zostaje problem, skąd gliny mają jego odciski/ DNA.

Odciski palców pobiera się obecnie np. przy wyrabianiu paszportu. Choć czasem to nie działa, jak w moim przypadku, ale ja w ogóle psuję taką maszynerię na odległość ;)

 

Skądinąd zachęcona opiniami tych, którzy przebrnęli przez antyinterpunkcję, przejrzałam w końcu resztę tekstu dla fabuły i podpisuję się pod opiniami przedpiśców: jest pomysł, nie ma wykonania. A to akurat jest do naprawienia :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

OK, z guzika czy innej sprzączki od paska by się dało (ale po dłuższym pobycie pod ziemią też?). Tylko morderca musiałby jeszcze za te guziki łapać, a po co mu to?

Babska logika rządzi!

No właśnie. To wymagałoby zbyt wielkiego uzasadniania w tekście.

 

Po dłuższym pobycie pod ziemią, hmmm… To po części zależy od umiejscowienia guzików (wtedy morderca musiałby np. chwytać za guziki bluzki pod kurtką czy coś w tym rodzaju) i materiału, z jakiego były wykonane – czy ulegnie zniszczeniu. No i od tego czasu. Oglądałam ostatnio mnóstwo guzików, sprzączek i innego metalowego drobiazgu wydobytego spod ziemi po mniej więcej dwustu latach (tuż po wydobyciu, nie w muzeum) i tam na żadne odciski nie można by liczyć, ale tu jednak czas jest znacznie krótszy ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tutaj pewnie miesiące. Nie wystarczy, żeby metalowy guzik przerdzewiał do imentu, ale żeby jakieś bakterie zaopiekowały się warstewką tłuszczu czy tam innej organicznej substancji – może starczyć. Tak mi się wydaje, ale się nie znam.

Babska logika rządzi!

Na szczęście piszę głównie o czasach sprzed daktyloskopii (choć kusi mnie jej wcześniejsze wynalezienie, bo nie jest niemożliwe), więc w to, czy bakterie mają wpływ na zachowanie odcisków, nie zagłębiałam się ;) Jedno, co wiem, to że jak jakiś czas temu w trakcie ulewy, która uniemożliwiła mi wydostanie się z samochodu bez ryzyka natychmiastowego przemoknięcia, pisałam palcem na zaparowanej szybie różne głupoty, to mam je na niej do dziś, nic się nimi niestety nie zaopiekowało ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A próbowałaś zakopać szybę na kilka miesięcy? ;-)

No i nie wiem, czy napisy na szybie to nie jest kwestia na przykład węglanu wapnia wytrąconego z wody (albo czegoś równie mało apetycznego). Ale chyba nie.

Babska logika rządzi!

A próbowałaś zakopać szybę na kilka miesięcy? ;-)

Chyba z ciekawości to kiedyś zrobię, ale może jednak nie z samochodową… W końcu jak przez kawałek życia człowiek zajmował się wykopywaniem różnego szpeja spod ziemi, to raz na odmianę może coś zakopać. Nazwę to “fingerprints farm”.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

O! Jak już będziesz zakładać farmę, to zrób i napis, i odciśnij paluchy. Sama jestem ciekawa, jak się oba zachowają.

Babska logika rządzi!

Spox :) Zrobię to rodzicom w ogródku domku letniego, jak już kiedyś tam dotrę…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Lektura Księżycowego paktu była jak droga przez ciernie, czytanie bolało.

Mam nadzieję, K.K, że Twoje przyszłe opowiadania będą jeszcze ciekawsze i znacznie lepiej napisane.

 

– Już za­czy­na­łam mieć wąt­pli­wo­ści.Po­wie­dzia­ła gło­sem… –> – Już za­czy­na­łam mieć wąt­pli­wo­ści – po­wie­dzia­ła gło­sem

Źle zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

– W….wiem. Od­po­wie­dział męż­czy­zna otrze­pu­jąc się z ziemi. –>  – W wiem – od­po­wie­dział męż­czy­zna otrze­pu­jąc się z ziemi.

Wielokropek ma zawsze trzy kropki! Ten błąd pojawia się w opowiadaniu kilkakrotnie; trafił się nawet pięciokropek.

 

by moc po­pra­wić ry­su­nek… –> Literówka.

 

– Ostrze­ga­łam ,że to nie dla Cie­bie. –> – Ostrze­ga­łam, że to nie dla cie­bie.

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się także w dalszej części opowiadania.

 

– Skąd. …Skąd mam wie­dzieć ,że po­dzia­ła­ło. –> – Skąd… skąd mam wie­dzieć, że po­dzia­ła­ło?

 

W banku…. –> Po wielokropku nie stawia się kropki!

 

,,mie­siąc na nie­bie da jej swój czas.” –> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

W my­ślach kpiła z ludzi któ­rzy po­ry­wa­li się na zbrod­nie, nie będąc w sta­nie z nią żyć. –> Literówka.

 

Upa­dla na wznak. –> Literówka.

 

Raz, gdy tm zaj­rza­łam… –> Literówka.

 

– I na pewno nie wie Pani ,gdzie prze­by­wa mąż? –> – I na pewno nie wie pani, gdzie prze­by­wa mąż?

Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

świa­tło pa­da­ją­ce przez wy­bi­te okien­ni­ce było już zbyt słabe. –> Obawiam się, że okiennic wybić się nie da.

Za SJP PWN: okiennica «ruchoma zasłona w postaci drewnianego skrzydła, zabezpieczająca okno»

 

Ze­szła ostroż­nie po wy­su­wa­nej dra­bi­nie aż po­czu­ła pod no­ga­mi wil­got­ny beton. –> Schodziła boso?

 

(Mał­go­rza­ta po­czu­ła jak ugi­na­ją się pod nią nogi.) –> Kropkę stawiamy po zamknięciu nawiasu.

 

Nie po­trzeb­ne jest żadne uspra­wie­dli­wie­nie. –> Niepo­trzeb­ne jest żadne uspra­wie­dli­wie­nie.

 

Do środ­ka wpadł gra­nat dymny spo­wi­ja­jąc wszyst­ko w gę­stej mgle. –> Do środ­ka wpadł gra­nat dymny spo­wi­ja­jąc wszyst­ko gęstą mgłą.

 

W lewej dłoni ba­wi­ła się dwoma ob­rącz­ka­mi. –> Lewą dłonią ba­wi­ła się dwiema ob­rącz­ka­mi.

 

Jej wzrok padł na ta­bo­ret Le­ża­ły… –> Brak kropki na końcu zdania.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witam! 

Jak napisali poprzednicy – w tekście panuje okropny bałagan. O ile takie rzeczy, jak zapis dialogów, wymagają pewnego "opisania", pewnej wprawy i masz pełne prawo się w tym jeszcze gubić, to te nieszczęsne spacje przed przecinkami, albo masa literówek wynika raczej z pośpiechu i niedbałości. A nie ma co się spieszyć, jeśli chcesz się pokazać z jak najlepszej strony, bo porządne wykonanie pokazuje, że autor stara się i przykłada, nawet jeśli inne elementy tekstu zawodzą.

U ciebie najmocniejszym punktem jest z pewnością fabuła – całkiem pomysłowa i nieźle poprowadzona. Może nie odkrywasz dziewiczych lądów, ale rzecz wcale nie była taka oczywista i nie spodziewałem się, w którą stronę pójdzie. 

Jeśli chodzi o dialogi, to poza kwestiami technicznymi jest jeszcze to:

– Masz to co potrzebujesz. Teraz twoja kolej. – Kobieta pokiwała głową. Mimo wszystko urzekła ją determinacja tego człowieka.

To wygląda, jakby to wiedźma powiedziała, nie mężczyzna. 

Powinno być raczej tak:

 

 – Masz to, czego potrzebujesz. Teraz twoja kolej. 

Kobieta pokiwała głową. Mimo wszystko, urzekła ją determinacja… 

– W przeciwieństwie do was, nam kłamstwo jest obce. Powiedziałam ,że ,,Miesiąc na niebie da jej swój czas.” i tak będzie. Wiem także co się stanie gdy odmówisz zapłaty. – Drżącą ręką mężczyzna wyjął z kieszeni dwie zmatowiałe obrączki.

Tu jest tak samo. I w wielu miejscach też. Jeśli jedna osoba coś mówi, a zaraz potem opisujesz czynność, którą wykonuje druga osoba, to zaczynaj od nowego akapitu. 

Zapis dialogów to wbrew pozorom nie taka prosta rzecz, warto zapoznać się choćby z nowowantastycznymi poradnikami, do których linki Ci podesłano. No i przede wszystkim uprościć zapis. Żadnych złożonych wtrąceń, didaskaliów i takich tam. Dopóki doświadczenie i wprawa nie pozwoli na kombinowanie. 

Pośpiech i brak odleżenia tekstu prowadzi również do takich rzeczy:

Polana majaczyła niewyraźnie w mdłym świetle księżyca.

I zaraz potem:

Po polanie chodziła kobieta kreśląc coś kijem po ziemi ,nie zważając na strugi deszczu ,obmywające wszystko dookoła.

Mieszkam w miejscu, gdzie takie rzeczy to standard. Ale w normalnym świecie, z reguły albo świeci księżyc, albo pada deszcz. Jeśli te dwie rzeczy występują jednocześnie, to warto podkreślić nienaturalność sytuacji :-) 

Czyli – fajny pomysł, zabity wykonaniem. Brak doświadczenia to jedno – wszystko przyjdzie za czasem, wystarczy trenować. Ale najważniejsze – nie spiesz się. Niech tekst poleży. I czytaj go nawet dziesięć razy, przed publikacją. I poprawiaj.

Pozdrawiam! 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie ma potrzeby powtarzania tytułu w treści tekstu – po co ludzie to robią?

 Polana majaczyła niewyraźnie w mdłym świetle księżyca.

Polana jest, widzisz, abstrakcyjna – musisz najpierw zobaczyć drzewa dookoła, trawę itp, żeby stwierdzić, że jesteś na polanie. Lepiej zacząć od konkretnego szczegółu.

 Zapach mokrej żywicy uderzał w nozdrza przynosząc ulgę od zaduchu lata

Uderzał – przynosząc ulgę? To nie pasuje. I czy żywica jest mokra? Wiem, jest płynna, ale to nie całkiem to samo. Może lepiej “świeża”?

 Okalający polanę las ,był zbyt gęsty by dopuścić tutaj czyjeś niepożądane oko.

Primo – nigdy, przenigdy nie oddziela się przecinkiem podmiotu (las) od orzeczenia (był gęsty), bo przecinki służą do rozdzielania rzeczy, które nie są tak ściśle połączone. Podmiot i orzeczenie są podstawą zdania. Secundo – przecinki doklejamy do poprzedniego słowa, o tak. Tertio – oczy nie latają same (chyba, że piszesz o tym gościu).

 kreśląc coś kijem po ziemi

Na ziemi.

nie zważając na strugi deszczu

Przed chwilą była księżycowa noc? W każdym razie – daj na początek to, co najbardziej zauważalne. Zanim to opiszesz, spróbuj sobie wyobrazić (naturalnie, możesz zrobić szkic opisu, jeśli tak Ci wygodniej, ale uporządkuj go potem).

 Na głowie miała kaptur skutecznie ukrywający górną część twarzy.

Bardzo sztywne. Ja napisałabym tak: Jej oczy kryły się w cieniu głębokiego kaptura.

 podobnym do transu, błądzeniu po polanie

W czym błądzenie jest podobne do transu? I po co Ci ten przecinek?

 gałązka lecz kobieta zdawała się to zignorować

Gałązka, lecz. Mokra gałązka trzaska przy łamaniu? "Zignorować" – to anglicyzm. Może po prostu nie zwróciła uwagi?

 Dopiero gdy

Dopiero, gdy.

 przebił się mężczyzna ryjąc twarzą w błoto

I tutaj nastrój, który usiłowałeś zbudować, idzie się chędożyć. No, pomyśl sam. To slapstick!

 obróciła głowę w jego stronę ,nie przerywając swej czynności.

Jak sowa?

 otrzepując się z ziemi

Leje deszcz. On wpadł w błoto. Jak wygląda facet po wpadnięciu w błoto?

 ściskał ,niemal spazmatycznie

Co to znaczy "spazmatycznie" i dlaczego ruch nie może być "niemal" spazmatyczny?

 ustach został mu już dawno przemoknięty papieros

Hę? Dlaczego "został"? Po czym?

 Oczy miał podkrążone, jednak otwarte

To się nie wyklucza.

 przypominał raczej zbiega niż kogoś kto przyszedł

Zbiega, niż. Kogoś, kto.

 Masz to o co prosiłam

Masz to, o co prosiłam?

 kobieta odpychając go lekko by moc poprawić rysunek w miejscu gdzie nieszczęśnik upadł.

Kobieta, odpychając go lekko, by – wtrącenie. I: w miejscu, gdzie. Dlaczego ona go pcha? Jeszcze się znów wywróci.

zaczęła oglądać ja

Składnia: zaczęła ją oglądać. Pogoda znowu się zmieniła?

 metal ,byleby zakończył żywot

Od kiedy metale żyją? Byle taki, który przerwał jakieś życie.

 przerwał by

Przerwał, by. Czemu on teraz wymiotuje?

 rzuciła mu spod kaptura, pełne pogardy spojrzenie

Przecinek błędny. Samo "rzuciła mu" bez spojrzenia nie ma sensu, dlatego nie możesz ich rozdzielać.

 Masz to co potrzebujesz

Masz to, czego potrzebujesz.

 urzekła ją determinacja tego człowieka. Nawet tak żałosnego

Coś tu jest bez sensu.

 Deszcz cały czas spływał po sosnach, tworząc gdzieniegdzie małe kałuże.

Deszcz zwykle spada z nieba. Skoro w lesie tworzą się kałuże, to napadało tyle, że woda już nie wsiąka – to jest dużo. Nie wiem, czy w takim błocku da się jeszcze rysować i chodzić bez ugrzęźnięcia.

 że będzie trwać to wieki

Składnia: że będzie to trwać wieki. Albo: że potrwa to wieki.

 po śladach od kija

Po śladach kija.

 Był to złożony symbol

Ten kij? Ja dałabym: linie ognia nakreśliły skomplikowany rysunek.

 Pentagram okalający przeróżne pomniejsze figury

Że co?

 Gdy płomienie sięgały jej do pasa

Myślałam, że rozchodzą się w poziomie?

 Przerażony widz tego spektaklu stał jak wryty ,nie patrząc na to ,że ma osmoloną krawędź płaszcza

Nie po polsku. Ja dałabym: Świadek tego wszystkiego stał jak wryty, nie zważając na osmolony rąbek płaszcza.

 Wiem także co się stanie gdy odmówisz zapłaty

Wiem także, co się stanie, gdy odmówisz zapłaty.

 Patrzysz na rzeczy ,jak na skrystalizowane pieniądze.

Myśl ciekawa, ale przecinek niepotrzebny.

 wiesz gdzie mnie znaleźć na co jej rozmówca panicznie pokręcił głową.

To już wyraźne niechlujstwo. Skończ wypowiedź i zacznij nowy akapit.

 Usta pod kapturem ułożyły się w ironiczny uśmiech.

Nie mogła się po prostu ironicznie uśmiechnąć?

 W domu paliło się światło.

Tu akurat dałabym światło (tj. pusta linijkę) żeby zaznaczyć zmianę sceny.

 wyłączyć gdyby

Wyłączyć, gdyby.

 Patrzył na nią jakby

Patrzył na nią, jakby. Może opisz to jakoś? Z jej perspektywy? Albo niech się zdziwi w dialogu?

 , wedle wspomnień Marcina ,to ona niedawno leżała

Coś tu nie gra stylistycznie.

 Obok ,w telewizji

Telewizja jest obok?

 wyjął z ciała kulę

Składnia: wyjął kulę z ciała.

 Nic kochanie

Nic, kochanie.

 pogoda która tym razem mroziła swym oddechem

Pogoda nie ma oddechu. Widzę, o co chodzi, ale nie trzymasz tonu z tą nagłą poezją.

 W przeciwieństwie jednak do ostatniego razu

Niestylistyczne i niepotrzebne. Po prostu opisz, jak stała.

 Objawy są takie jak przy wypadku.

Hę?

 skierowała na niego swoją laskę

Źle to brzmi. Może "wycelowała w niego"?

 nów więc

Nów, więc.

 To jak rozumiesz

To, jak rozumiesz.

 sposób jak ją ocalić

Sposób, żeby ją ocalić.

 trwały trzeba

Trwały, trzeba.

 Potrzebne to co ostatnio.

Potrzebne to, co ostatnio. Ja dałabym: Z tymi samymi rekwizytami.

 Nogi mu drżały nie mogąc unieść ciężaru nowej wiedzy.

Nogi mu drżały, nie mogąc – ale lepiej "niezdolne." I to nogi są do tego niezdolne?

 wystrzał a ona poczuła jak

Wystrzał, a ona poczuła, jak.

 Upadla na wznak

Czyli na plecy – i nie widziała go, jak przyszedł z kołkiem?

 w jej głowie zanim

Jej w głowie, zanim. Kula położyła kres – słowom?

 broń rozejrzawszy się czy

Wtrącenie: broń, rozejrzawszy się, czy.

 Z jeszcze ciepłych dłoni, zdjął jej dwie ,matowe obrączki a szczypcami wyciągnął kulę która dobiła wiedźmę.

Z jeszcze ciepłych dłoni zdjął jej dwie matowe obrączki, a szczypcami wyciągnął kulę, która dobiła wiedźmę.

 mdłości jak

Mdłości, jak. Oho. Zło to nie zabawka.

 Czy pani mąż ostatnio zachowywał się nietypowo.

Po pytaniu – pytajnik.

 Małgorzata zgryzła wargi.

Zagryzła.

 Wyniosły. Na początku mi się to podobało wcześniej był taki cichy

Na początku mi się to podobało, wcześniej był taki cichy. Wyniosły to nie przeciwieństwo cichego.

 później nie miałam siły

Coś tu nie pasuje. A facet jest, z opisu, nie wyniosły, tylko apodyktyczny.

 wszystkim co

Wszystkim, co.

 Gdzie mam chodzić a gdzie nie.

Dokąd mam chodzić, a dokąd nie.

 Przerwała a policjant

Przerwała, a policjant.

 Raz, gdy tm zajrzałam zobaczyłam

Raz, gdy tam zajrzałam, zobaczyłam.

 Nigdy wcześniej nie podniósł na mnie ręki!

Jakieś to wysokie, jak na tekst dziejący się współcześnie. Prawie biblijne.

 Miałam dość. I teraz mieszkam sama.

I on ją puścił?

jeszcze chwilę w nadziei ,że coś jeszcze powie

Powtórzenie.

 Ostatecznie wręczył

Lepiej pasowałoby "w końcu".

 Raczy mi Pan

Małą literą, to nie list.

 Miała na sobie odciski palców.

Jak już, to zwłoki kobiety, a co do odcisków, wątpię, żeby przetrwały parę miesięcy w ziemi (sprawdź to na wszelki wypadek). Zresztą, odciski to żaden dowód – jego odciski, tak, ale żeby je rozpoznać, muszą figurować w bazie (tj. facetowi ktoś musiał je kiedyś pobrać).

 Ta stara zaniedbana działka którą Marcin odziedziczył lata temu, była w stanie kompletnego rozkładu.

Ta stara zaniedbana działka, którą Marcin odziedziczył lata temu, była w stanie kompletnego rozkładu. Działka to nie dom, tylko ziemia, na której on stoi.

 pieniędzy by ją odnowić ale

Pieniędzy, by ją odnowić, ale.

 dach by

Dach, by.

 komórce gdyż

W komórce, gdyż. Co Wy wszyscy z tym "gdyż"?

 Nagle, dotarł

Nagle dotarł. "Dotarł"?

 drabinie aż

Drabinie, aż. Czy wilgotny beton jest pod nogami jakiś inny, niż suchy? Może opisz zaduch w piwnicy?

 jakimś mocnym środkiem chemicznym

Konkretniej. Jaki to był zapach? Ostry, duszący? Kwaśny?

 Po co u licha ciężkiego tu przylazłaś

Wtrącenie: Po co, u licha ciężkiego, tu przylazłaś?

 Marcina za to

Marcina, za to.

 beczka z której wystają związane ,ludzkie kończyny

Beczka, z której wystawały związane ludzkie kończyny – skoro opisujesz w czasie przeszłym, to wszystko tak opisuj.

 rozchodził się po piwnicy ,zapach

Wyrzuć przecinek.

 paralizator ale

Paralizator, ale.

 krtań wreszcie była zdolna wydać jakikolwiek dźwięk.

Purpurowe.

 Marcin opuszczając

Marcin, opuszczając.

 Dlaczego zatem?

Nie używaj słowa tylko dlatego, że jest ładne, bo efekt wychodzi dziwny albo śmieszny.

 przypomniał sobie jak

Przypomniał sobie, jak. Powtórzenie ("jak").

 Uniknął odpowiadania

Odpowiedzi.

 zdjęcie z przyczepioną do niej kartką

Zdjęcie jest rodzaju nijakiego.

 sięgnęła ale w ciemności i stresie ledwo była w stanie czytać.

Sięgnęła, ale. Może opisz, co ona widzi? Cienie liter tańczą jej przed oczami?

 Jak to ,,Mój akt zgonu”

Jak to, mój akt zgonu?

 Powiedział beznamiętnie jak wyuczoną od dawna rolę.

Powiedział beznamiętnie, jakby recytował wyuczoną rolę.

 Na nieszczęście cudzym życiem a tym samym własną duszą.

To zdanie rozbija nastrój. Jest zbyt wprost.

 Nie. Nie. Jesteś szalony.

Przepraszam, ale głębia emocjonalna tej linijki przypomina lektora czytającego film w telewizji.

 Iście magicznie

Nie po polsku.

 trzęsła lecz

Trzęsła, lecz.

 Odraza złość

Wyliczenie powinny dzielić przecinki: Odraza, złość…

 Nie potrzebne jest

Składnia: nie jest potrzebne.

 innym by dać osobom które kocha

Innym, by dać osobom, które. Tak, to wariat. Albo wola mocy strzeliła go w łeb.

 bardziej niż

Bardziej, niż.

 To nie jest twoja decyzja.

Niekoniecznie użyłabym akurat tego argumentu, ale to Twój tekst – tylko może rozwiń go trochę? Co ona ma na myśli?

 Wybaczam rozumiesz

Wybaczam, rozumiesz?

 spowijając wszystko w gęstej mgle

Gęstą mgłą.

 Wchodzący antyterroryści odskoczyli przerażeni gdyż podłoga zajęła się ogniem

No, bez przesady, to seryjny morderca, ale nie Unabomber. Przerażeni, gdyż – i po co znowu to "gdyż"? Czemu ludzie wszędzie je pchają?

 poczuła jak

Poczuła, jak.

pocisk który przeszedłszy

Pocisk, który, przeszedłszy – nie popisuj się znajomością imiesłowów, tak w ogóle :P Na razie używasz ich trochę niezgrabnie.

 Inspektor który

Inspektor, który.

 ofiarom ona wspominała każdy miesiąc który dała

Ofiarom, ona wspominała każdy miesiąc, który dała.

 dobre i złe ale wszystkie

Dobre i złe, ale wszystkie.

 runami no i obrączki

Runami, no i.

 Ścisnęła je mocniej.

Przed chwilą leżały na taborecie? (Na posterunku?)

 To dziwne jak łatwo można zmienić zdanie

Właśnie… zupełnie żadnych skrupułów? Ani trochę? Dziwne, jak.

 

Interpunkcja do generalnego remontu. Literówki. Tekst wygląda na pierwszy szkic, jeszcze niewygładzony. Problemy z rytmem w partii Małgorzaty – może chodziło Ci o to, żeby pokazać jej porwane myśli, ale trzeba to jeszcze poprawić. Co do pomysłu – no, niby jest. Tylko niedośpiewany, nie ma nawet deklaracji za albo przeciw. Uważasz, że Twoi bohaterowie postąpili dobrze – czy źle? Nie musisz tego określać dokładnie, w zasadzie nie musisz wcale – ale byłoby dobrze pokazać jakieś następstwa dla nich obojga. W sumie – coś tu przebłyskuje, ale jeszcze dużo polerowania przed Tobą. Powodzenia.

pisałam palcem na zaparowanej szybie różne głupoty, to mam je na niej do dziś, nic się nimi niestety nie zaopiekowało ;)

Samochód sam się nie umyje, drakaino :) Ale bardziej serio – tłuszcz na szkle dobrze i długo się trzyma (bo to hydrofobowe z hydrofobowym – sama woda tłuszczu nie rozpuszcza, więc deszcz nic tu nie da), ja zwykle przecieram spirytusem i błyszczy jak psu klejnoty. Mój ojciec zaleca izopropanol, płyn do szyb i/lub myjkę parową. Tylko, że ludzie nie są ze szkła, ich ubrania też nie (może guziki, okulary itp). W ziemi jest dużo bakterii i innych takich, które zeżrą materię organiczną w ciągu… Ty jesteś ekspertem. Są kwasy humusowe i tak dalej. Poza tym ludzie są miękcy (i rozpulchli, zwłaszcza, jak już sobie poleżą) i odciski i tak nie byłyby wyraźne.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Samochód sam się nie umyje, drakaino :)

Ano wiem, ale on jest pełny wakacyjnych zakupów książkowo-starociowych i wszelkie parafernalia do mycia zaginęły pod tym wszystkim…

 

sama woda tłuszczu nie rozpuszcza, więc deszcz nic tu nie da

Zwłaszcza że bazgrałam od środka, bo akurat nie wzięłam ze sobą czytnika…

 

W ziemi jest dużo bakterii i innych takich, które zeżrą materię organiczną w ciągu…

To niestety zależy od składu chemicznego gleby oraz typu materii, jak się zapewne z kolei z własnej wiedzy eksperckiej orientujesz. Masz środowiska, gdzie zachowają się idealnie tkanki miękkie, a kości pójdą się bujać (torfowiska) i takie, gdzie będzie dokładnie na odwrót (większość “zwykłej” gleby), piasek, zwłaszcza na pustyniach w gorącym klimacie z kolei może naturalnie zmumifikować z zachowaniem szkieletu, ale tkanki miękkie wysusza na wiórki…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Do tego dochodzą jeszcze takie czynniki jak np. przyczyna zgonu (ciała z otwartymi ranami rozłożą się dużo szybciej niż nienaruszone) czy masa ciała (w przypadku osób otyłych raczej nie zajdzie naturalna mumifikacja). No i materię organiczną w większości zżerają różne stawonogi, samym bakteriom by to wcale szybko nie zeszło. No ale w każdym razie raczej ciężko o odciski palców na zakopanych przez kilka miesięcy zwłokach :D

Wiem! Facet powinien pokaleczyć się przy przedzieraniu przez las. A potem kapnąć na wiedźmę, albo zrobić jej cokolwiek zakrwawioną ręką. Rzadka grupa krwi i pozamiatane.

Babska logika rządzi!

Ślady krwi na sto procent byłby tutaj lepszym pomysłem niż odciski palców, materiał genetyczny bez problemu powinien te kilka miesięcy w ziemi wytrzymać. Tylko tutaj ponownie pojawia się problem z tym, że policja musiałaby mieć próbki mordercy do porównania. Jasne, rzadka grupa krwi pomagałaby zawęzić grupę podejrzanych, ale to ciągle trochę za mało, zwłaszcza, że policja nie ma bazy danych wszystkich obywateli z ich grupami krwi. Cały wątek kryminalny przydałoby się rozbudować.

Drakaino, pewnie! Las z sosnami i polskie imiona (czyli Polska jako miejsce akcji) wskazują raczej na piasek z gliną, o dosyć kwaśnym odczynie – ale tu moja wiedza się kończy.

No i materię organiczną w większości zżerają różne stawonogi

I podobne zwierzątka. A grzyby? Pleśnie? Jak jest co jeść, coś to zje.

Rzadka grupa krwi i pozamiatane.

Najrzadsza grupa w Polsce (w tym najpowszechniej badanym układzie) to AB-, którą ma 1% populacji – ale to i tak prawie cztery miliony ludzi.

 

Poszukiwanie trwa.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Najrzadsza grupa w Polsce (w tym najpowszechniej badanym układzie) to AB-, którą ma 1% populacji – ale to i tak prawie cztery miliony ludzi.

Ale czy on zabija ofiary po całej Polsce, czy bardziej lokalnie? Dajmy na to, jedno województwo. Zostaje jakieś 250 tysięcy. Dzieci, staruszków, wyjątkowo słabe kobietki i ciężko chorych ludzi można wykluczyć. Zostaje, powiedzmy, 100 kilo z hakiem. Większość będzie miała wiarygodne alibi na czas przynajmniej jednego morderstwa. Nie wiem, czy gliny mają prawo zażądać badań DNA od ludzi z pasującą grupą. Ale jeśli mają i jeśli przyjmiemy, że to AB– występuje w grupach rodzinnych, co pozwala wyeliminować po kilkoro ludzi za jednym badaniem, to chyba ma szanse powodzenia.

Babska logika rządzi!

Łał, należę do 1% :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wątpię, żeby mogli żądać badań DNA tylko na podstawie grupy krwi, jeśli nie mają żadnych innych poszlak. Plus jak mówiłem, to nie jest do końca tak, że znana jest grupa krwi każdego obywatela kraju i siedzi to wszystko w wielkiej bazie danych, które mogą sobie od razu sprawdzić. Zwłaszcza, że pewnie ciągle mamy spore braki z digitalizacją dokumentów w urzędach. Tak więc to nie byłoby takie proste, że na podstawie samej grupy krwi mogli by człowieka złapać. Przecież nawet gdyby mogli, to by ciągle były setki czy tysiące testów przy każdej sprawie. Rzadka grupa krwi byłaby pomocna, ale musiałyby być jeszcze jakieś poszlaki wskazujące na podejrzanego. Brak dobrego alibi, ktoś widział jego samochód w tym lesie w ciągu doby gdy było morderstwo i sprawa wygląda zupełnie inaczej, wtedy nakaz by się znalazł pewnie (ale i tak musieliby mieć podejrzanego, żeby próbki pobrać).

Dziękuję wszystkim za wypunktowanie błędów oraz za linki do poradników. Po zdaniu sobie sprawy z ogromu pomyłki, nie spodziewałem się ,że ktoś będzie miał chęć przez to przebrnąć. Wiele to dla mnie znaczy. smiley

Po za tym, bardzo ciekawa dyskusja na temat kryminalistyki.

Mogę właściwie się podpisać pod wcześniejszymi komentarzami – jest tu pomysł, nawet niezły, ale to wykonanie…

Chwytaj przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Sama od siebie nie mam wiele do dodania. Jeśli kompletnie zignorować aspekt techniczny, opowiadanie okaże się całkiem niezłe. Zachęcam do pracy nad warsztatem, bo wyobraźnia jest i mogą się z niej wykluć ciekawe teksty, pod warunkiem, że technicznie zostaną dostosowane do standardów językowych.

Nie zgodziłbym się z thargone, że fabuła jest “całkiem pomysłowa”. To raczej jeden z tych banalnych horrorów klasy C. Ale to wcale nie musi być zarzut (i nie ma się co obrażać, autorze), bo takie opowieści mają swoją wartość, tylko trzeba postawić w nich na coś innego – na wykonanie. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na letnim obozie, gdzieś w głębi rozległej puszczy. Jest noc, obozowicze siedzą wokół ogniska i opowiadają sobie różne niesamowite opowieści – zwykle właśnie banalne horrory klasy C, ale tu wszystko zależy od opowiadającego. Jeżeli jest zdolnym gawędziarzem, to wszyscy takiej banalnej historyjki wysłuchają z przyjemnością (a może nawet niejednemu ze strachu włosy staną na głowie). Jeżeli jednak będzie się jąkał, potykał na słowach albo przedstawiał opowieść monotonnym głosem jak wykład, to słuchacze się zmęczą i znudzą. Dlatego w tym przypadku trzeba popracować nad formą tekstu.

 

I to właśnie powinieneś zrobić, autorze. W pierwszej kolejności kliknij na “edytuj” i usuń wszystkie spacje przed przecinkami, wstawiając je po nich.

 

PS Oczywiście nad formą trzeba pracować zawsze. Gdy się jednak czyta klasyczne SF z lat 60. niedostatki formalne może nam zadośćuczynić interesujący pomysł. To jednak nie ten przypadek.

Nowa Fantastyka